Jump to content

Gdy facet zawiedzie w seksie


Recommended Posts

Większość skoków w bok wynika wprost z nudy i oklepania.

 

Każdy związek tak się kończy. Nie może być wciąż świerzo i emocjonalnie.

 

Monogamia to ślepa uliczka.

 

Dlatego w wieku 40 lat odpuściłem, związki mam gdzieś. Wspólne plany i marzenia zostawiam dzieciakom.

Zero przywiązywania i innych bzdur.

 

A wracając do tematu dobrze to przekierował @SzatanK

 

Bardzo wielu facetów potrzebuje jakiejś budowanej bliskości żeby "odpalić".

Dla wielu te ONSy to mission imposible. 

Dla mnie również te ONSy to totalna kurews.dzicz.

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 96
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Cóż za kobiecy przykład logiki oraz patrzenia na świat, tudzież interpretowania rzeczywistości. Gość nie stanął na wysokości zadania, ale ona jednak doszła. To może jednak stanał skoro było jej dobrze

Ludzie myślą, że u mężczyzny to takie super proste wszystko i pała stoi na zawołanie. Nic podobnego.   Poza tym w normalnym układzie to do partnerki zwyczajnie wypada się chwilę przyzwyczaić

Ah ten tytuł wątku zwalający wine od razu na faceta.🤣🤣🤣🤣   A może cytując dra Szaprankee "na bunkrze, czyli Twym make'upie" pojawiły się pierwsze rysy "🤔🤣🤣. Myślę że wiesz o co chodzi.😎

W dniu 10.03.2023 o 00:19, melody napisał:

Nie no panie szanujmy się.

 

W dniu 10.03.2023 o 00:19, melody napisał:

Ale bez jakiś ciąglych!, konkretnych! zachodów ze strony mężczyzny, to nie ma sensu, bo to spisywanie się na bardzo kiepską, niesatysfakcjonująca relacje z punktu kobiety.

 

W dniu 10.03.2023 o 00:19, melody napisał:

Zawsze istnieje wybór między przeciętnym facetem, który bierze kobietę z braku laku, a kimś kto widzi w Was istotę boską.

 

W dniu 10.03.2023 o 00:19, melody napisał:

Po prostu jak ktoś nie traktował  mnie w sposób jaki chce być traktowana, to kulturalnie przerywałam relacje, bo czemu mam się zgadzać na coś czego nie chce?

 

Jak ja się cieszę, że internet nie zapomina...

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, Miszka napisał:

 

 

 

 

Jak ja się cieszę, że internet nie zapomina...

Cieszę się, że tak często wracasz do moich treści. Ale powątpiewam w to, czy jesteś w stanie zrozumieć ich przekaz. Nadziewasz się na to, co jest prymitywnym zabiegiem stylistycznym. Niemniej, może przy tak gorliwych próbach powrotu do moich treści, kiedyś uda Ci się je troszkę zrozumieć…..

choć szczerze wątpię.

 

Nie będę Ci ułatwiać zadania. Kto rozumie, ten rozumie.
 

 

 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, melody napisał:

Cieszę się, że tak często wracasz do moich treści.

 

"Każdy desperuje z początku, a potem i godzi się z takim losem, jaki mu Bóg czy diabeł nasyła. (...) Powiadam ci, że każdy z początku desperuje, a potem jak baran na rzeź spokojnie swoją drogą idzie."

 

Eliza Orzeszkowa

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Yoloraczej okazja (czyli autentycznie mną zainteresowany facet) się nie trafi. Amatorzy mężatek zapewne też mają pewną normę, poniżej której nie schodzą.🤓

 

Piszę prawdę, brzydką prawdę dla obu płci. I prawdę o sobie, która jest mało wygodna. 

 

Tak, niech chłopaki się uczą. Miło, że za darmo przekazuję babską optykę... 😎

Tak, zadowolona żona miło lub wcale mówi o mężu.

 

@Obliteraror

Decyzję warto realizować wtedy, gdy są alternatywy niż prawdopodobieństwo powtórki z rozrywki. 

Wracam na rynek matrymonialny i znów facet, który potrzebuje mamy zamiast kobiety... Podziękuję. 

Wybrane, wolę spokój w mojej rodzinie i tak więcej w życiu będę spędzać czasu w pracach niż w domu. Nie będę miała nawet czasu na robienie piekła w domu. 😎

Link to post
Share on other sites
53 minuty temu, meghan napisał:

Piszę prawdę, brzydką prawdę dla obu płci. I prawdę o sobie, która jest mało wygodna. 

@meghan nierówność ludzi jest faktem. Mowa o cechach osobowych i fizycznych. Jedni ludzie będą od drugich bardziej uzdolnieni i doskonalsi. Człowiek posiada pewien wpływ na swoje życie, ale nie nieograniczony. Nasza zasadnicza postać jest wrodzona i to jest nasze doświadczenie. Trudno to  zakwestionować.

 

Co do ciała jedni są przepiękni inni niemal wcale. Może to być odbierane, jako niesprawiedliwe, w zależności od tego gdzie zostaliśmy ustawieni krzywdzące lub niezasłużone. Pod względem charakteru także jest stratyfikacja od przeciętności do ludzi bardzo utalentowanych albo rozwiniętych moralnie odważnych, wielkodusznych ect.  No i jeszcze są jednostki charyzmatyczne naturalnie budzące posłuch, bo emanują silą woli i intelektu.

 

Te nierówność u nieodpornych na realia budzą oburzenie. Wtedy jest ryzyko, że ten, w kim skupiły się pewne pożądane wartości, stanie się niepokojącym miernikiem naszej własnej wartości tworząc resentyment, czyli fałszywą świadomość pełną zazdrości.

 

Jedyna droga z takiej matni to wybaczenie sobie wad i niedoskonałości,  szczera sympatia do tych na których tle gorzej wypadamy czy tam wyglądamy ale bez podważania siebie  i uznanie ze są tacy którzy będą w stanie nas docenić jacy jesteśmy. Wycofując się z tej wizji dążenia do ideału, oraz wybaczając sobie wybaczamy zarazem innym, ze nie sięgają naszych wyobrażeń, otwierając może drzwi do jakiejś naprawy.

Edited by Anna
Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, meghan napisał:

Tylko co ten cytat wnosi do dyskusji? 

To nie cytat. Jest ryzyko, że istnienie innych będzie przeszkadzać, jeśli na jego tle postawimy szale z nierównościami do tego stopnia, że można na stałe utknąć we własnym interpretacyjnym opisie. Nie możemy być kimś innym niż jesteśmy, a Ty ciągle się podważasz na jakimś tle. Robisz to także w stosunku do twojego męża. Może jest tak jak piszesz, masz coś w sobie męskiego. Nie dopuszczasz jednak do siebie w najmniejszym stopniu myśli ze zamiast poświęcać zapał by tworzyć mentalne dystanse, czy karmić się gorzkim fantazjowaniem warto by było spróbować  te warunki odwrócić i oddać trochę stery.

 

 Niekończące się punktowanie to nieustanny agon, tłumi wole, paraliżuje w jednej życiowej pozie. W tym momencie jesteś surowa dla siebie i dla tego, z kim się związałaś. Odnoszę przekonanie, ze projektujesz swoją niechęć do siebie na niego. W takiej sytuacji nawet żeby się pojawił ten alfa, nie rozwiązując problemu u źródła nic by to nie dało. Z czasem z każdym byłoby tak samo. Dla mnie to, co podałam wyżej stwarza nową perspektywę w postrzeganiu samej siebie czy Twojego małżeństwa, podczas gdy kreując w sobie wciąż osadzającą postawę nic nie poprawisz, a może nawet sabotujesz to, co masz. W końcu będąc blisko nie da się nie wyczuć wewnętrznej postawy.

Edited by Anna
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, meghan napisał:

Decyzję warto realizować wtedy, gdy są alternatywy niż prawdopodobieństwo powtórki z rozrywki. 

Wracam na rynek matrymonialny i znów facet, który potrzebuje mamy zamiast kobiety... Podziękuję. 

Czyli to okazja towaru z segmentu premium czyni złodzieja? ;) I dobrze Ci @Anna napisała "diagnozę". Problemy z poczuciem własnej wartości przelewasz na osobę, z którą jesteś.

 

8 godzin temu, meghan napisał:

Wybrane, wolę spokój w mojej rodzinie i tak więcej w życiu będę spędzać czasu w pracach niż w domu. Nie będę miała nawet czasu na robienie piekła w domu.

To tak nie działa :)Mówię Ci to perspektywy własnej długoletniej relacji i relacji, które obserwowałem (niektóre z bliska) przed ich rozpadem.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Anna

Z ogromem sympatii i szacunkiem do Ciebie...

Mylisz się, choć masz ładny przekaz treści. Mądrze brzmiący. Naprawdę, rodem z poradnika. Pomyśl o pisaniu.

 

Ze samooceną nie mam problemu. 

Po prostu nie lubię mojego obecnego etapu w życiu: ciągły dorobek, ciągła robota i ciągłe proszenie się męża o cokolwiek. Dlatego energię i czas przerzuciłam na pracę zawodową i aktywności poza domem (związkiem). Mentalnie na lepiej mi to wyszło. 

Choć wiem, że pewnej dziedziny potrzeb nie wyciszę, może po prostu to wybiegam. 🤓

Nie ma co w tym się doszukiwać jakiś wielkich teorii w temacie samooceny. 

Nie każdemu jest dane wejść w określoną rolę. 🤓

Link to post
Share on other sites

Koniec końców każdy decyduje sam.

Kobiety mają pecha pod jednym względem.

Są oszukiwane przez rady innych kobiet.

Będziesz samodzielna, dużo zarabiająca, niezależna i tylko po jakimś czasie, gdy już to osiągniesz a to zwykle trwa, w piątek wieczorem, zaczniesz wyć, że chcesz mieć męża, dom i dzieci.

Wtedy jednak będzie za późno.

Niby masz męża, ale jeśli twoim kochankiem będzie praca znienacka możesz go nie mieć.

Weźmie go jakaś siksa, dla której będzie pępkiem świata, choćby na miesiąc czy kwartał.

Historie znane od wieków.

 

(PS:

Nie do końca czytałem posta za postem zanim to napisałem, mam za krótko z czasem).

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, JoeBlue napisał:

Niby masz męża, ale jeśli twoim kochankiem będzie praca znienacka możesz go nie mieć

 

Wydaje mi się, iż kobiet karierowiczek, pracoholiczek aż tak dużo nie ma, mogę się mylić wprawdzie.

Życie jest zbyt piękne, by marnować je (tylko) na pracę :D.

Na forum raczej panuje przekonanie, iż chcą upolować bogatego faceta i żyć w słodkim nieróbstwie, trwoniąc czas na seriale, zakupy i poszukiwanie kochanków :D.

 

Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, JoeBlue napisał:

Będziesz samodzielna, dużo zarabiająca, niezależna i tylko po jakimś czasie, gdy już to osiągniesz a to zwykle trwa, w piątek wieczorem, zaczniesz wyć, że chcesz mieć męża, dom i dzieci.

Wtedy jednak będzie za późno.

 

Można to pogodzić, choć nielicznym się udaje (zarówno facetom jak i kobietom). Znam kilka takich: mega zmotywowane od najmłodszych lat, systematyczne: nauka, praca, sport, jakieś życie towarzyskie, poukładanie emocjonalne. Zaraz po studiach facet- starszy o kilka lat, 2-3 lata po poznaniu mąż, dziecko nawet dwójka. Tylko taką zajebiście trudno zdobyć i większość z nich znika z rynku w wieku ok. 25 lat. Oczywiście, żeby zdobyć taką trzeba być samemu na zajebistym poziomie i takich gości też jest niewielu...

Edited by SamiecGamma
Link to post
Share on other sites

W totka też można wygrać.

Dochodzą jeszcze realia.

Doba ma 24 godziny a praca na menedżerskim stanowisku dużo z nich pożera.

Potem dzieci, potem chwila odpoczynku a na końcu mąż o ile jeszcze znów nie trzeba wstawać do pracy.

Z mężem się rozmawia, że kiedyś się wyjedzie na urlop i będzie miało czas tylko dla siebie, ale to się rzadko zdarza, bo w międzyczasie mąż nie mogąc się doczekać wyjeżdża z jakąś siksą, ona zachodzi w ciążę, całkiem niezgodnie z kalendarzem i zaczyna się życia wariant B.

 

Link to post
Share on other sites

Masz trochę racji, ale nie w 100% się zgodzę, bo jednak prawdopodobieństwo trafienia na taką osobę jest istotnie większe niż 6-tki w totka. Poza tym nie musi od razu być stanowisko menedżerskie - może być specjalistyczne z dużym przywiązywaniem wagi do szanowania swojego czasu, czyli pracy na wysokich obrotach, ale 8h dziennie. Jeśli ogarniesz dojazdy/pracę zdalną, to zostaje całkiem dużo czasu. Jakimś cudem znam jednak takie pary, gdzie nie skończyło się wariantem B, facet wcale nie jest beciakiem, a bardzo ogarniętym gościem z całkiem wysokim SMV. Zresztą na forum jest kilka takich przykładów, ale palcem nie będę wskazywał. Da się to ogarnąć, choć wymaga kompromisów no i dość wysokiego SMV na wejściu...

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Na pewnych stanowiskach nie ma pracy 8 godzin.

Może być w sumie 8 dziennie choć to mało prawdopodobne, ale zwykle telefon wieczorem od szefa wystarczy, żeby dzień (wieczór?) zmienił się nie do poznania w stosunku do pierwotnych planów.

Im wyżej tym gorzej z tym jest.

 

Edited by JoeBlue
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

@SamiecGamma @JoeBlue

Nie przesadzacie odrobinę? Odpowiedzialne stanowisko nie zawsze wiąże się z pracą po wiele h dziennie.  🤔

 

Natomiast trochę inny przypadek się robi gdy człowiek ma jeszcze dzieci, bo to duży pożeracz czasu, ale dla chcącego pewnie nic trudnego. 8h pracy dziennie, to nie jest jakieś utrudnienie nie do przeskoczenia. Właściwie może dobrze jak ktoś ma jeszcze jakieś zajęcie np. dzieci, bo naprawdę momentami idzie się zanudzić.

Bardziej tutaj upatrywałabym się problemu w tym, że to jest ciągłe wydatkowanie energii na zewnątrz - dzieci, praca, mąż. A największą satysfakcje daje jednak robienie czegoś dla siebie - jakieś czytanie książek, douczanie się czegoś, kąpiel z bąbelkami itp. Można "coś dla siebie" robić w pracy, jeśli się ją bardzo lubi, ale podobno większość ludzi swojej pracy nie lubi.

 

W dniu 15.03.2023 o 18:00, JoeBlue napisał:

 

Są oszukiwane przez rady innych kobiet.

Będziesz samodzielna, dużo zarabiająca, niezależna i tylko po jakimś czasie, gdy już to osiągniesz a to zwykle trwa, w piątek wieczorem, zaczniesz wyć, że chcesz mieć męża, dom i dzieci.

Za to, to jest świetna uwaga. 

Choć znów to jest postępowanie bez uruchomienia mózgu. Nie powinniśmy robić tego co robią inni albo co się od nas wymaga, tylko powinniśmy świadomie robić to, co chcemy. Np. ktoś będzie chciał mieć dom i dzieci - okej, idź w tym kierunku. Ktoś inny np. będzie chciał mieć własną firmę. Też może iść w tym kierunku, ale najlepiej zdawać sobie sprawę z czym co się wiąże. 

 

Mnie bawią komentarze o byciu niezależną i samodzielną. Swoje cele mam i osiągam, ale czuję, że miło byłoby mieć u boku (w przyszłości) swojego księcia z bajki. Nie czuję silną kobietą. Robię na codzień mega fajne rzeczy i mam wysoki poziom satysfakcji, ale wtulić się pod wieczór w czyjeś silne ramiona i poczuć bezpieczeństwo to inna bajka. Tylko z drugiej strony strasznie ciężko jest stworzyć związek w którym warto trwać (aż do śmierci).

Ja po czasie czułam, że to nie to i że wolę sama sobie organizować czas niż tkwić w relacji, która mnie nie satysfakcjonuje. 

Edited by melody
Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, JoeBlue napisał:

Na pewnych stanowiskach nie ma pracy 8 godzin.

Może być w sumie 8 dziennie choć to mało prawdopodobne, ale zwykle telefon wieczorem od szefa wystarczy, żeby dzień (wieczór?) zmienił się nie do poznania w stosunku do pierwotnych planów.

Im wyżej tym gorzej z tym jest.

 

Kluczowe jest to zdanie, które pogrubiłem. Dlatego ja unikam stanowisk menedżerskich, a nawet kierowniczych: nigdy się na to nie zgadzałem w swoim życiu, choć 3 razy miałem propozycję. Ja się urodziłem inżynierem i chcę do końca życia zawodowo kodować. Nie interesuje mnie polityka, poza tym nie po to ścisłe kierunki studiowałem, żeby się z ludźmi użerać. No i lubię o 17 zamknąć kompa i wrócić do swojego życia poza pracą, chociaż... no właśnie - do tego wrócę jeszcze za chwilę. 

 

36 minut temu, melody napisał:

@SamiecGamma @JoeBlue

Nie przesadzacie odrobinę? Odpowiedzialne stanowisko nie zawsze wiąże się z pracą po wiele h dziennie.  🤔

 

Z dobrych, naprawdę dobrych managerów, których znam, nigdy to nie była praca 8h dziennie. Często w trakcie normalnej dniówki (9-17) ogarniali sprawy bieżące + projekty, a wieczorami jakieś calle, dokumenty projektowe itp. Myślę, że mój obecny szef wyrabia jakieś 9h dziennie, okazjonalnie zdarza mu się nawet dociągnąć do 9.5, a nawet i więcej. Niestety tak to wygląda. Ale, przyznaję, ja mogę mieć nieco spaczone spojrzenie, bo po wielu latach wróciłem do korpo. Jeśli np. w start-upie siedzisz, to może być inaczej. Ja w start-upie się nie przepracowywałem, ale ja nigdy nie byłem na stanowisku kierowniczym, bo mnie to nie kręci (patrz powyżej odp. dla @JoeBlue), a nigdy mi kasy nie brakowało przy tym co robię na swoim stanowisku specjalistycznym.

 

Ja osobiście pracuję najczęściej 9-17, czasem jak wyjdę na trening to się z tego robi 9-18, bo wychodzę wtedy na 1h. Ale! Po pracy douczam się czasem z różnych rzeczy około-zawodowych, czytam też blogi techniczne czy zwyczajnie eksperymentuję i ten czas poświęcany na rozwój należałoby również liczyć. Dlatego pisałem przy okazji innego wątku, że u mnie to jest ok. 10h dziennie przy kompie, czasem nawet 11h. Choć liczę tu też cały czas spędzony przed monitorem, również ten, w którym piszę posty na forum BS.

 

Cytat

Natomiast trochę inny przypadek się robi gdy człowiek ma jeszcze dzieci, bo to duży pożeracz czasu, ale dla chcącego pewnie nic trudnego. 8h pracy dziennie, to nie jest jakieś utrudnienie nie do przeskoczenia. Właściwie może dobrze jak ktoś ma jeszcze jakieś zajęcie np. dzieci, bo naprawdę momentami idzie się zanudzić.

Bardziej tutaj upatrywałabym się problemu w tym, że to jest ciągłe wydatkowanie energii na zewnątrz - dzieci, praca, mąż. A największą satysfakcje daje jednak robienie czegoś dla siebie - jakieś czytanie książek, douczanie się czegoś, kąpiel z bąbelkami itp. Można "coś dla siebie" robić w pracy, jeśli się ją bardzo lubi, ale podobno większość ludzi swojej pracy nie lubi.

 

No właśnie, z tą energią to wydaje mi się, że tak może być. Piszę: wydaje mi się, bo sam dzieci nie mam, więc trudno mi sobie wyobrazić, jak mogłoby być w praktyce i ile energii mogłyby mi zabierać. Podejrzewam, że z jednym dzieckiem dałbym radę, ale dwójka, a nie mówiąc już więcej, mogłaby mnie energetycznie dojechać. A przede wszystkim miałbym trudność z mentalnym pogodzeniem się z tym, że dużo wolnego czasu będę musiał poświęcić na inne aktywności niż swoje codzienne: treningi, czytanie rzeczy zawodowych, czytanie rzeczy z innych dziedzin czy zwyczajnie czas na to, żeby wyjść do ulubionej kawiarni i posiedzieć sobie z laptopem.

 

Jeśli ktoś nie lubi swojej pracy, to bardzo mu współczuję, bo to musi być dopiero męczarnia. Ja osobiście swoją uwielbiam i piszę tak nie dlatego, że jestem kolejnym wypranym przez korpo mózgiem, tylko ja naprawdę uwielbiam programować i rozwiązywać problemy techniczne. Gdybym nie pracował w tym zawodzie, to robiłbym to hobbystycznie i tak.

 

Cytat

Mnie bawią komentarze o byciu niezależną i samodzielną. Swoje cele mam i osiągam, ale czuję, że miło byłoby mieć u boku (w przyszłości) swojego księcia z bajki. Nie czuję silną kobietą. Robię na codzień mega fajne rzeczy i mam wysoki poziom satysfakcji, ale wtulić się pod wieczór w czyjeś silne ramiona i poczuć bezpieczeństwo to inna bajka. Tylko z drugiej strony strasznie ciężko jest stworzyć związek w którym warto trwać (aż do śmierci).

Ja po czasie czułam, że to nie to i że wolę sama sobie organizować czas niż tkwić w relacji, która mnie nie satysfakcjonuje. 

 

Co ja czytam, jaka Ty się uczuciowa zrobiłaś ;) (to nie miał być przytyk czy złośliwość!). A wcześniej to FWB i luźne relacje, dobrze pamiętam? Chociaż z drugiej strony przy FWB też się można przytulać.

 

W sumie największym moim rozczarowaniem było właśnie to, że relacje inaczej wyglądają niż by się chciało. Nigdy nie poznałem osoby, która byłaby moją bratnią duszą i miałym ochotę z nią spędzić resztę życia. Czy takie coś jest w ogóle możliwe? Na pewno takim osobom jak my, któe mają spore wymagania, nie oszukujmy się, jest trudniej...

 

Edited by SamiecGamma
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 5.03.2023 o 23:08, nicol85 napisał:

W moim odczuciu było dobrze, pomimo że nie do końca stanął na wysokości zadania, tzn miał problem ze wzwodem i ostatecznie nie doszedł, ale zadbał tak o mnie

Jakie to schematyczne.

.....jak dbałaś o niego, że mu nie stanooooł?

 

Rżnięcue blatu u laski czy rżnięcie laski na blacie u Niej i tak wiór się sypie.

 

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@SamiecGamma

Co do miejsca pracy. Wielu nie zbadałam, ale mam to szczęście, że w korpo w którym pracuję jest bardzo silny nacisk na work-life balance i ludzie (w tym managerzy) raczej tych 8h nie przekraczają dziennie. Niemniej, w przyszłości będę się temu przypatrywała, jak to wygląda w innych miejscach. Może faktycznie częściej jest tak, jak mówisz.

I swoją drogą, też po rozeznaniu tematu stwierdziłam, że w sumie to praca na kierowniczym stanowisku niekoniecznie jest dla mnie. Mam dużo więcej satysfakcji z pracy własnej, w pełnym skupieniu i w komfortowym otoczeniu niż ze spotkań z ludźmi (no może poza spontanicznymi integracjami czy jakąś szybką kawą - lubię uciąć pogawędkę i poznać z kim pracuję :D ).

 

W dniu 30.03.2023 o 00:27, SamiecGamma napisał:

Ja osobiście pracuję najczęściej 9-17, czasem jak wyjdę na trening to się z tego robi 9-18, bo wychodzę wtedy na 1h. Ale! Po pracy douczam się czasem z różnych rzeczy około-zawodowych, czytam też blogi techniczne czy zwyczajnie eksperymentuję i ten czas poświęcany na rozwój należałoby również liczyć. Dlatego pisałem przy okazji innego wątku, że u mnie to jest ok. 10h dziennie przy kompie, czasem nawet 11h. Choć liczę tu też cały czas spędzony przed monitorem, również ten, w którym piszę posty na forum BS.

A jak pracujesz w blokach 9-17 lub 9-18 z przerwą na trening, to jaki jest Twój focus time? 1-2-3h? Planujesz przerwy np. na jedzenie bądź na "odświeżenie głowy" czy starasz się maksymalnie wykorzystać te 8h na pełnych obrotach?

 

W dniu 30.03.2023 o 00:27, SamiecGamma napisał:

No właśnie, z tą energią to wydaje mi się, że tak może być. Piszę: wydaje mi się, bo sam dzieci nie mam, więc trudno mi sobie wyobrazić, jak mogłoby być w praktyce i ile energii mogłyby mi zabierać. Podejrzewam, że z jednym dzieckiem dałbym radę, ale dwójka, a nie mówiąc już więcej, mogłaby mnie energetycznie dojechać. A przede wszystkim miałbym trudność z mentalnym pogodzeniem się z tym, że dużo wolnego czasu będę musiał poświęcić na inne aktywności niż swoje codzienne: treningi, czytanie rzeczy zawodowych, czytanie rzeczy z innych dziedzin czy zwyczajnie czas na to, żeby wyjść do ulubionej kawiarni i posiedzieć sobie z laptopem.

 

Jeśli ktoś nie lubi swojej pracy, to bardzo mu współczuję, bo to musi być dopiero męczarnia. Ja osobiście swoją uwielbiam i piszę tak nie dlatego, że jestem kolejnym wypranym przez korpo mózgiem, tylko ja naprawdę uwielbiam programować i rozwiązywać problemy techniczne. Gdybym nie pracował w tym zawodzie, to robiłbym to hobbystycznie i tak.

1. Dlatego gdzieś warto rozeznać temat, czego tak naprawdę pragniemy od życia. 

2. Mam tak samo. Czasem wiadomo, wpadnie niezbyt ciekawy temat, ale co do zasady naprawdę lubię to, co robię.

 

W dniu 30.03.2023 o 00:27, SamiecGamma napisał:

Co ja czytam, jaka Ty się uczuciowa zrobiłaś ;) (to nie miał być przytyk czy złośliwość!). A wcześniej to FWB i luźne relacje, dobrze pamiętam? Chociaż z drugiej strony przy FWB też się można przytulać.

 

W sumie największym moim rozczarowaniem było właśnie to, że relacje inaczej wyglądają niż by się chciało. Nigdy nie poznałem osoby, która byłaby moją bratnią duszą i miałym ochotę z nią spędzić resztę życia. Czy takie coś jest w ogóle możliwe? Na pewno takim osobom jak my, któe mają spore wymagania, nie oszukujmy się, jest trudniej...

 

Nie wiem co się stało, ale jak posłuchałam w jaki sposób ludzie wypowiadają się o zdradach, to poczułam, że pomimo tego, że relacja była bliska i na wyłączność, to jednak w każdym momencie w sumie mogłabym zostać zdradzona. No i jak sobie zdałam z tego sprawę, to już nie mogłam dłużej wytrzymać wewnętrznego napięcia, obrzydzenia i się wycofałam. 

To w ogóle był bardzo zaskakujący moment w moim życiu i otworzył zupełnie nowy rozdział. Właśnie taki romantyczny, uczuciowy, kobiecy. Zawsze byłam przeciwniczką feminizmu, ale teraz czuję, że zrozumiałam co jest cenne w kobiecości. 

Także teraz daję sobie czas na rozwinięcie tego nowego rozdziału. Czy znajdę mojego księcia - no mogę nie znaleźć. Bratniej duszy nie spotkałam. Ba, nawet jeszcze dla nikogo nie zarezerwowałam miejsca w swoim sercu.

ALE....

Lepiej zrozumieć czego się pragnie i w razie w tego nie dostać i wypełnić sobie czas innymi czynnościami, które się lubi (o np. czytaniem książek, czy rozwojem zainteresowań) niż być z kimś w byle jakiej relacji i mieć świadomość, że ta osoba pożera Ci czas i że w sumie wolałoby się samemu pójść na spacer albo iść do kawiarni z książką niż oglądać z nią na siłę wyszukany film na netflixie. xD

 

Dopuszczam też możliwość, że ja się zwyczajnie do związku na całe życie nie nadaje.

 

Także na ten moment się wycofałam z rynku relacyjnego. Jedno fwb odhaczone, a i tak czułam się w nim lepiej niż w każdym z moich poprzednich związków. Super doświadczenie, pierwszy seks za mną. Ale już mi wystarczy. xD

Czekam na husband któremu oddam serduszko i który będzie moim księciem i moją najlepszą osobą, a jak nie to luz. Mam fajne, ciekawe życie. 

Link to post
Share on other sites

Niestety czas działa na niekorzyść.

Wciąż docierają na rynek młodsze siksy, łatwiejsze, bardziej bezproblemowe i bez oporów.

Za to chętnych na bycie husbandem coraz mniej, bo kobiety coraz więcej chcą a coraz mniej dają.

Matematyka w najczystszej postaci.

 

 

Link to post
Share on other sites

Osoby, które mają ponadprzeciętne życie (czyli codzienność, pracę - w tym zarobki, zainteresowania) mają bardziej doprecyzowanie i ponadprzeciętne wymagania (w porównaniu z resztą populacji/rówieśników/inną grupą społeczną/zawodową). Jest to naturalne. 

Nie ma w tym przypadku "zagrożeń" dot.przetrwania (tak, w obecnych czasach, pomimo technologii, nadal człowiek musi jakoś przetrwać), więc "wybrzydzanie" może być większe. Tyczy się to przedstawicieli obu płci. 

 

Osoby, które mają przeciętną codzienność (np.ja) mają zupełnie inną hierarchię priorytetów przy wyborze partnera.

Po prostu mniej wyśrubowaną. Znaczy się - tak powinno być. 

 

Z zarządzaniem zasobami ludzkimi jest tak... Co sektor/branża - to inna bajka. 

 

Inaczej zarządzasz pracownikami z produkcji, którzy przychodzą do pracy dla regularnej wypłaty wynagrodzenia; inaczej zarządzasz pracownikami, którzy wykonują kluczowe zadania dla firmy. 

 

Brzydko mówiąc - zarobiony menadżer, który pracuje x czasu z tym samym składem osób, to chujowy menadżer.

Mowa tu stanowiskach kierowniczych z pospolitych branż.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.