Jump to content

Pomóżcie mi wyjść z dołka


damyrade

Recommended Posts

Jestem w życiowym dołku i chciałbym ruszyć naprzód.

Opiszę sytuację, w której jestem i co u mnie się ostatnio działo.

 

1. Leczę się na depresję od kilku lat. Moim zdaniem powodem jest dzieciństwo z babcią-tyranem, ojcem beciakiem, który zaczął pić i nadopiekuńczą matką.

Teraz sytuacja rodzinna wygląda nieco lepiej, bo father nie pije od kilku lat. Ale i tak brak wzorca ojca i alkoholowe tabu na mnie wpłynęło mocno.

Silny epizod zaczął się, gdy przyszedłem na studia i nie umiałem się zaadaptować w dużym mieście. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Przez kilka tyg. miałem problemy z wyjściem z wyrka, lęki, przygnębienie.. tragedia...

Przestraszyłem się i uderzyłem do psychiatry. Wtedy SSRI postawiło mnie na nogi. Brałem krótko, zacząłem też psychoterapię, na którą chodziłem ok. roku.

Trochę zacząłem kumać, skąd się wzięła u mnie depresja, aktywizowałem się (praca z ludźmi, wyjścia studenckie, samorozwój itp.) i myślałem, że już będzie ok, a przynajmniej, że już nie będzie takiego silnego nawrotu.

Niestety, mocny nawrót miałem po zakończeniu studiów, pójściu do pracy i poczuciu stagnacji w życiu. Chciałem coś zmienić, ale znowu poczułem bezradność i zacząłem co raz gorzej się czuć.

Wiedziałem jak źle może być, dlatego śmignąłem po leki i od tamtego czasu jestem na Wellbutrinie. Postawił mnie na nogi. Dodatkowo zacząłem terapię z terapeutą-facetem, do którego mam duże zaufanie. Jestem na terapii do dziś i często mam tak, że po spotkaniu czuję się 20 kg lżejszy, ale mam problem z utrzymaniem mindsetu, który jest korzystny dla mnie. (o tym jeszcze później)

2. Jeśli chodzi o związek, to miesiąc temu zakończyłem relację, która trwała (uwaga!) 9 lat. To była pierwsza poważna relacja, z rozstaniami i powrotami (obojgu było nam ciężko bez siebie funkcjonować). Totalnie bluepillowy związek - mowy nie było o trzymaniu ramy.. wiedza redpillowa dopiero ostatnio do mnie dotarła. Chyba tak jak w wielu przypadkach, wypaliło się i przestaliśmy być dla siebie atrakcyjni. Panna była naprawdę dobra dla mnie, mieliśmy mocne wsparcie w sobie, ale związek przypominał z czasem bardziej rodzeństwo. Brakowało pożądania, radości ze wspólnego spędzania czasu itp. Teraz myślę, że moje stany depresyjne pewnie też skutecznie te pożądanie zabijały :) Tak czy inaczej, łączyło nas przywiązanie i wspólne mieszkanie, a co raz mniej uczucie. Ja czułem, że żyję na autopilocie i gdzieś głęboko wiedziałem, że muszę ogarnąć swoją głowę, a tkwienie w strefie komfortu ze strachu przed samotnością, nigdy mi nie pozwoli na przerobienie moich problemów. Dlatego zakończyłem związek.

3. Pracuję zdalnie od prawie 3 lat. Na początku było fajnie, później miałem kryzys, później obojętność, a teraz myślę, że na dłuższą metę nie służy mi izolacja. W obecnej firmie jestem od 2 lat i jak przychodziłem to ogólnie byłem zaangażowany i podjarany zadaniami. Przez ostatnie pół roku miałem dużo stresu w związku i się trochę wypaliłem przez to w pracy. Robiłem minimum i teraz ciężko mi się zmotywować.. Mam stabilną pozycję w firmie i zarobki w ok. 6k net. Więc nie jest źle, ale dokucza mi brak poczucia celu i sensu w tym, co robię. I brak jasnej ścieżki rozwoju..

4. Mam kilku ziomków, z którymi spotykam się na weekendy (domówki, bar) lub w tygodniu na treningach boksu. Poza tym piesek, którym się wymieniam z ex jest moim oczkiem w głowie i powodem, dla którego jakoś to wszystko znoszę :) Mam kontakt jeszcze dobry z bratem i kilkoma kumplami z rodzinnego miasta.

Jeśli chodzi o kobiety, to na razie nawet o tym nie myślę. Po pierwsze byłem w LTR i wiem, że kobietanie da mi szczęścia. A po drugie to wiem, że w takim stanie psychicznym, to będę zdesperowany. Zresztą celem wyjścia z relacji było to, żeby się nauczyć żyć dla siebie/ze sobą.

5. Moim jedynym zainteresowaniem jest sport - ogólnie zaczęło się od siłki, później bieganie, triathlony, a teraz boks. Lubię się ruszać, bo to chyba jedyne co faktycznie zawsze działa pozytywnie na nastrój. Poza tym chodzę na meczyki piłki czasem, czy jakieś inne wydarzenia sportowe z ziomkami. Ale ciężko mi się wkręcić w cokolwiek innego. Jakoś nie mam ochoty/boję się zaangażować w jakieś społeczności.

 

 

Co mi aktualnie dolega?

1. Brak poczucia celu/sensu. Czuję, że utknąłem i nie za bardzo wiem dokąd chciałbym pójść.

2. Anhedonia - nie czuję radości z niczego co robię, a po treningach czuję jedynie trochę więcej spokoju.

3. Niepokój/stres - czuję się naładowany kortyzolem, szczególnie jak jestem w pracy. Ciężko mi się na czymkolwiek skupić, obgryzam paznokcie, łażę po domu, zdarza mi się kompulsywnie coś jeść.

4. Negatywne/fatalne myśli.

5. Poczucie samotności - ludzi widzę na treningach i na weekendy głownie.

 

Co zrobiłem/zrobię i co może mi pomóc?

1. Chcę zrobić badania hormonalne i ogólne z krwi. Robiłem podstawowe jakiś czas temu, ale może problem jest głębiej. Zrobię je w kwietniu, bo to spory wydatek.

2. Będę kontynuował psychoterapię. Czuję, że teraz już nie mam wiele do stracenia, więc jestem mocno odsłonięty, a to może wyjść na dobre.

3. Bardziej zadbam o higienę snu (podobne godziny wstawania, przewietrzony pokój itp.)

4. Eliminacja cukru i kawy z diety. Czuję, że potęguje we mnie niepokój. Ale ciężko tak bez kawki 😕

5. Niesławne wyjście do ludzi. Poszukam dodatkowej roboty z ludźmi na weekendy. Myślałem o gastronomii.

6. Postaram się znaleźć jakieś cele życiowe szczególnie w obszarze zawodowym.

7. Mniej telefonu, natychmiastowej gratyfikacji. Więcej medytacji i bycia "tu i teraz". Więcej też robienia trudnych rzeczy, które wpływają na poczucie sprawczości. Więcej zaangażowania w to, co robię.

8. Mniej analizowania i czasem po prostu odpuszczenie - odpalę jakiś serial sobie czy coś, żeby mózg odpoczął od tego myślenia o tym tylko, co jest nie tak.

9. Pisanie w dzienniku (po angielsku) - ogólnie pomaga w wyrzuceniu emocji, a dodatkowo w innym języku mam bardziej konstruktywne myśli.

 

Co chciałbym osiągnąć?

1. Poczucie sensu/celu i sprawczości. Wyjście z myślenia, że nic mi nie pomoże itd. Tutaj chyba głównie obszar zawodowy mógłby pomóc.

2. Zbudowanie silniejszego social circle. Czuję, że ludzie są mi potrzebni i dodają mi energii. Tylko gdzie poznawać ludzi po studiach?

3. Więcej radości/wdzięczności i luzu. Więcej emocji, ekspresji.

4. Zbudowanie większego bezpieczeństwa finansowego.

 

Was Bracia chciałem zapytać o to, co mogłoby być gamechanger'em w mojej sytuacji?

Może to jest część problemu, że oczekuje drogi na skróty, ale te forum już mi i tak wiele pomogło (choć redpilla ciężko przełknąć to uważam, że warto). Wiele do stracenia nie mam.

Czasem jedno zdanie potrafi wiele zmienić w życiu, dlatego opisałem swoją historię. 

Mam też poczucie, że część osób tutaj też było zagubionych, a teraz się mają dużo lepiej ;)

Wierzę też, że moja depresja jest do przepracowania i wynika bardziej z problemów życiowych niż z biologii.

Poza tym chciałem sobie wszystko poukładać i wyrzucić z siebie.

 

 

  • Like 3
  • Thanks 4
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, damyrade napisał:

Brak poczucia celu/sensu. Czuję, że utknąłem i nie za bardzo wiem dokąd chciałbym pójść.

Ja też zmagałem się z czymś takim + ogromny żal do siebie za zmarnowany potencjał. Na zewnątrz niby wszystko było ok, hajs się zgadzał, relacje też a w środku ciągle czułem się jakbym krzyczał. Dziwnym zbiegiem okoliczności trafiłem na jedną z audycji Marka bodajże o psychopatach i chyba integracji cienia i to mnie trochę uruchomiło do szukania informacji. Później moja koleżanka psycholoszka poleciła mi zainteresowanie się tematyką archetypów i na tej podstawie zdołałem sobie wszystko poukładać wewnętrznie. Tobie też polecam zaznajomienie się z tematem. Mi to bardzo pomogło.

Poszukiwania możesz zacząć od:

https://www.youtube.com/watch?v=In_bib1w8VY

 

Godzinę temu, damyrade napisał:

2. Anhedonia - nie czuję radości z niczego co robię, a po treningach czuję jedynie trochę więcej spokoju.

https://www.youtube.com/watch?v=wotZOYXtJQo

 

Godzinę temu, damyrade napisał:

3. Niepokój/stres - czuję się naładowany kortyzolem, szczególnie jak jestem w pracy. Ciężko mi się na czymkolwiek skupić, obgryzam paznokcie, łażę po domu, zdarza mi się kompulsywnie coś jeść.

Bierzesz probiotyki ? Jeżeli nie to zacznij. Vivomixx, LabOne, Sanprobi Stress. Do tego możesz pobawić się l-teaniną, cbd.

 

Godzinę temu, damyrade napisał:

4. Negatywne/fatalne myśli.

Odetnij internety. Kiedy ostatnio siedziałeś sam w ciszy ?

 

Godzinę temu, damyrade napisał:

5. Poczucie samotności - ludzi widzę na treningach i na weekendy głownie.

Piszesz że byłeś długi czas w związku, po prostu przyzwyczaiłeś się do obecności drugiej osoby w swoim życiu, a teraz Ci tego brakuje. To minie.

Pojedź gdzieś. Zwiedź trochę świata.

 

Godzinę temu, damyrade napisał:

Co zrobiłem/zrobię i co może mi pomóc?

1. Chcę zrobić badania hormonalne i ogólne z krwi. Robiłem podstawowe jakiś czas temu, ale może problem jest głębiej. Zrobię je w kwietniu, bo to spory wydatek.

2. Będę kontynuował psychoterapię. Czuję, że teraz już nie mam wiele do stracenia, więc jestem mocno odsłonięty, a to może wyjść na dobre.

3. Bardziej zadbam o higienę snu (podobne godziny wstawania, przewietrzony pokój itp.)

4. Eliminacja cukru i kawy z diety. Czuję, że potęguje we mnie niepokój. Ale ciężko tak bez kawki 😕

5. Niesławne wyjście do ludzi. Poszukam dodatkowej roboty z ludźmi na weekendy. Myślałem o gastronomii.

6. Postaram się znaleźć jakieś cele życiowe szczególnie w obszarze zawodowym.

7. Mniej telefonu, natychmiastowej gratyfikacji. Więcej medytacji i bycia "tu i teraz". Więcej też robienia trudnych rzeczy, które wpływają na poczucie sprawczości. Więcej zaangażowania w to, co robię.

8. Mniej analizowania i czasem po prostu odpuszczenie - odpalę jakiś serial sobie czy coś, żeby mózg odpoczął od tego myślenia o tym tylko, co jest nie tak.

9. Pisanie w dzienniku (po angielsku) - ogólnie pomaga w wyrzuceniu emocji, a dodatkowo w innym języku mam bardziej konstruktywne myśli.

Sam wiesz co masz robić. Rob to dalej i bądź cierpliwy.

 

Godzinę temu, damyrade napisał:

oczekuje drogi na skróty

Też mi się tak wydaje, chyba chcesz mieć wszystko za bardzo na już. A kto drogi prostuje ten w polu nocuje.

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, Sankti Magistri napisał:

Ja też zmagałem się z czymś takim + ogromny żal do siebie za zmarnowany potencjał. Na zewnątrz niby wszystko było ok, hajs się zgadzał, relacje też a w środku ciągle czułem się jakbym krzyczał. Dziwnym zbiegiem okoliczności trafiłem na jedną z audycji Marka bodajże o psychopatach i chyba integracji cienia i to mnie trochę uruchomiło do szukania informacji. Później moja koleżanka psycholoszka poleciła mi zainteresowanie się tematyką archetypów i na tej podstawie zdołałem sobie wszystko poukładać wewnętrznie. Tobie też polecam zaznajomienie się z tematem. Mi to bardzo pomogło.

Poszukiwania możesz zacząć od:

https://www.youtube.com/watch?v=In_bib1w8VY

Dzięki, zainteresuję się tym. Ogólnie lubię audycję Mazura :P chłop testosteron podbija lepiej niż igła.

8 godzin temu, Sankti Magistri napisał:

Bierzesz probiotyki ? Jeżeli nie to zacznij. Vivomixx, LabOne, Sanprobi Stress. Do tego możesz pobawić się l-teaniną, cbd.

 

Też o tym myślałem. Problem może być w jelitach częściowo, bo mocno reaguję psychicznie na alko, czy przetworzone żarcie. Kiedyś brałem probiotyki uzupełniająco. Przed probiotykoterapią, którą proponujesz powstrzymuje mnie trochę cena. Więc plan na kolejne miesiące, żeby to zrobić.

Ale gdzieś pisałeś o suplach i jedzie do mnie właśnie Omega-3 (Jarrow) - Andrew Huberman mocno propsował, podobno w badaniach przyjmowanie dużej ilości EPA działało jak Prozac. Dodatkowo uzupełniam magnez, D3 (oczywiście) + zamówiłem kompleks B.

8 godzin temu, Sankti Magistri napisał:

Odetnij internety. Kiedy ostatnio siedziałeś sam w ciszy ?

 

tak, czuję, że jestem przebodźcowany. Kiedyś codziennie rano medytacja + mniej smartfona i było lepiej.

8 godzin temu, Sankti Magistri napisał:

iszesz że byłeś długi czas w związku, po prostu przyzwyczaiłeś się do obecności drugiej osoby w swoim życiu, a teraz Ci tego brakuje. To minie.

Pojedź gdzieś. Zwiedź trochę świata.

Mam w planach jakieś wyjazdy. Myślałem też długoterminowo o emigracji w jakieś cieplejsze miejsce (Cypr lub Azja).

 

Dzięki @Sankti Magistri

 

Link to comment
Share on other sites

Uzależniłeś szczęście i spełnienie od ludzi dodatkowo ciągnie cię do matrixa co powoduje, że będziesz cierpiał bo pewnych obszarów jak na razie nie udaje Ci się zdobyć.

Nigdy, przenigdy nie uzależniaj samopoczucia od ludzi, przedmiotów czy miejsc bo nie tędy droga.

 

Kolejna sprawa co często na forum jest zauważalne wśród młodych chłopaków to strach przed byciem samemu.

Kobieta nie może być centrum świata co najwyżej dodatkiem do twojego życia.

Szczęście kolego jest nawykiem cieszenia się i wdzięczności i tylko ty sam możesz sobie je dać.

 

Musisz nauczyć się dobrze czuć sam ze sobą, przestać przejmować się co ludzie powiedzą, co pomyślą, nie porównywać do innych.

To ty jest głównym aktorem własnego życia i to ty decydujesz jak ten film będzie wyglądał.

 

Sam przechodziłem depresję i trwała trzy lata.

Więc wiem co to jest i rozumiem twoje położenie.

Jednak jeżeli nie zaczniesz w siebie wierzyć, kochać, szanować siebie nie będziesz żył pełnią życia.

 

Dobrze, że masz świadomość problemu bo to już pierwszy krok do poprawy sytuacji.

Twój plan również wygląda dobrze i krok po kroku realizują wytyczne.

 

Co proponuje to wpierw zacznij żyć tu i teraz, oddawaj się pasjom, zainteresowaniom, sprawdź poziom witaminy D

i innych makro i mikro elementów we krwi bo niedobory powodują stany depresyjne, złe samopoczucie, stres czy nerwy.

Rozwalona gospodarka hormonalna czy problemy z bebechami też mają na to wpływ.

Być może receptory dopaminowe masz przepalone gdzie nic cię nie cieszy, masz poczucie bezcelowości, sensu istnienia.

Nie nakładaj sobie presji, oczekiwań, nie dowalaj, afirmuj się, że jesteś wartościowym człowiekiem.

Popracuj nad samooceną, pewnością siebie i jeżeli wiesz ile jesteś wart to bierz co twoje i uwierz, że na to zasługujesz.

 

Nie jest tak źle jak na to wygląda.

Czy każdego dnia jesteś wdzięczny za to, że jesteś w miarę zdrowy, sprawny, wolny, masz co jeść, co pić, dach nad głowa,

kibelek gdzie w ciepełku można sie wypróżniać, pracę, pieniądze, które ułatwiają życie, wolny czas, z którym możesz robić co chcesz, 

bezpieczeństwo gdzie bomby nie spadają Ci na głowę jak na Ukrainie, za dostęp do wiedzy, informacji, rozwiązań, internet gdzie 

możesz porozumiewać sie z całym światem?

 

No właśnie ludzie nie doceniają tego co mają i nie zdają sobie sprawy jak bogaci są.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 9
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, Iceman84PL napisał:

Sam przechodziłem depresję i trwała trzy lata.

Więc wiem co to jest i rozumiem twoje położenie.

Jednak jeżeli nie zaczniesz w siebie wierzyć, kochać, szanować siebie nie będziesz żył pełnią życia.

jak to u Ciebie wyglądało? Możesz coś więcej napisać? Co było momentem zwrotnym? W jaki sposób znów zacząłeś cieszyć się życiem?

 

4 godziny temu, Iceman84PL napisał:

Co proponuje to wpierw zacznij żyć tu i teraz, oddawaj się pasjom, zainteresowaniom, sprawdź poziom witaminy D

i innych makro i mikro elementów we krwi bo niedobory powodują stany depresyjne, złe samopoczucie, stres czy nerwy.

Rozwalona gospodarka hormonalna czy problemy z bebechami też mają na to wpływ.

Być może receptory dopaminowe masz przepalone gdzie nic cię nie cieszy, masz poczucie bezcelowości, sensu istnienia.

Nie nakładaj sobie presji, oczekiwań, nie dowalaj, afirmuj się, że jesteś wartościowym człowiekiem.

Popracuj nad samooceną, pewnością siebie i jeżeli wiesz ile jesteś wart to bierz co twoje i uwierz, że na to zasługujesz.

Badania planuje zrobić.

Ale o co chodzi z tymi przepalonymi receptorami dopaminowymi?

4 godziny temu, Iceman84PL napisał:

Nie jest tak źle jak na to wygląda.

Czy każdego dnia jesteś wdzięczny za to, że jesteś w miarę zdrowy, sprawny, wolny, masz co jeść, co pić, dach nad głowa,

kibelek gdzie w ciepełku można sie wypróżniać, pracę, pieniądze, które ułatwiają życie, wolny czas, z którym możesz robić co chcesz, 

bezpieczeństwo gdzie bomby nie spadają Ci na głowę jak na Ukrainie, za dostęp do wiedzy, informacji, rozwiązań, internet gdzie 

możesz porozumiewać sie z całym światem?

tak, wdzięczność jest skuteczna, ale ostatnio zacząłem się łapać na tym, że w gorszych chwilach ciężko mi wzbudzić w sobie szczerze to uczucie.

Umysł porusza się po utartych ścieżkach i niskich wibracjach. Praca nad zmianą tego paradygmatu jest jak walka ze sobą i kosztuje mnie sporo energii.

Mimo wszystko, dorosły człowiek uczy się głównie przez powtarzanie, więc czym więcej będzie pozytywnych uczuć, tym więcej będę jeszcze ich przyciągać.

 

 

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

21 godzin temu, damyrade napisał:

jak to u Ciebie wyglądało? Możesz coś więcej napisać? Co było momentem zwrotnym? W jaki sposób znów zacząłeś cieszyć się życiem?

 

W tamtym okresie straciłem pracę, koledzy, rodzina, dziewczyna się ode mnie odwrócili, zostałem sam z problemami.

Przypomniałem sobie słowa mojego dziadka cytat. "Jeżeli nie możesz na nikogo liczyć to licz na siebie" i wtedy coś we mnie 

się odblokowało, poczułem chęci do działania, zmiany, zawziąłem się i wyszedłem z dołka.

W miedzy czasie przypałętała się choroba, dwa miesiące rehabilitacji co jeszcze bardziej mnie zmotywowało niż pognębiło.

Po wszystkim miałem satysfakcję, ze zrobiłem to sam, nauczyłem sie również, że prawdziwych przyjaciół poznajesz w biedzie,

że z rodzina wychodzi sie dobrze tylko na zdjęciach.

 

21 godzin temu, damyrade napisał:

Ale o co chodzi z tymi przepalonymi receptorami dopaminowymi?

 

Chodzi o to, że za dużo mogłeś wpływać różnymi metodami na bodziec co spowodowało efekt habituacji czyli przyzwyczajenia

i już dana czynność, sytuacja, osoba nie wywiera na ciebie przyjemności jak na początku.

Wieloletni stres, nerwy, czy stany lękowe powodują zmiany w psychice i układzie nerwowym.

Po latach możesz nie odczuwać radości z tego co przeciętny człowiek.

 

21 godzin temu, damyrade napisał:

w gorszych chwilach ciężko mi wzbudzić w sobie szczerze to uczucie.

 

Ja w gorszych chwilach robię cztery, głębokie oddechy, akceptuję dana sytuację, wyjaśniam wewnętrznie a raczej zadaje pytanie

czy chcemy czyli świadomość ja i podświadomość dusza gorzej sie czuć?

Wtedy następuje rozluźnienie bo ani ja ani ona tego nie chce.

Żeby wzbudzić to uczucie trzeba wpierw uspokoić nerwy, emocje, pomyśleć na spokojnie czy cos z tego dobrego będę mieć.

Wtedy najdzie cie myśl, że nie jest tak źle jak na to wygląda.

Trenuj, praktykuj wdzięczność, afirmuj się, a przede wszystkim żyj jak tobie sie podoba.

  • Like 3
  • Thanks 5
Link to comment
Share on other sites

W dniu 6.03.2023 o 23:22, damyrade napisał:

Co mi aktualnie dolega?

1. Brak poczucia celu/sensu. Czuję, że utknąłem i nie za bardzo wiem dokąd chciałbym pójść.

 

Do życia warto mieć podejście strategiczne, bo o ile łatwo jest ustawić cele krótkoterminowe (co będziesz robił w najbliższy weekend, czy gdzie spędzisz urlop za rok), to mam wrażenie, że większość ludzi (szczególnie młodych) zupełnie nie uwzględnia tego, że może (i statystycznie będzie) żyć długo :)

 

Czyli jeśli masz teraz 26 lat, to polecam mieć gdzieś z tyłu głowy myśl, że kolejnych pięćdziesiąt przed Tobą. To szmat czasu i ogrom możliwości - i tak na to patrz! 

W trakcie tych pięćdziesięciu lat możesz np. skończyć kilka kierunków studiów, nauczyć się paru języków, zmienić zawód i miejsce zamieszkania, od zera możesz nauczyć się gry na gitarze, surfingu, czy jazdy konnej. I nie chodzi o osiągnięcie poziomu mistrzowskiego w tym, za co się zabierzesz, ale przede wszystkim satysfakcjonującego Ciebie.

Bo życie po prostu warto wypełnić fajnymi zajęciami.

Tymi, które przynoszą kasę i tymi, na które tą kasę wydasz – obydwa mogą być tak samo satysfakcjonujące.

(plus oczywiście relacje z ludźmi, których warto po drodze poznawać, ale nie o tym)

 

Więc moim zdaniem warto wizualizować sobie przynajmniej te najbliższe pięć lat i mieć na nie jakiś plan.

Przy czym w ostatecznej ocenie najważniejsze jest doświadczenie samej drogi - że codziennie coś wartościowego robisz, podejmujesz się jakichś prób, małymi krokami zaliczasz progres i zbliżasz się do celu. Efekty wielu rzeczy zauważysz po czasie, ale najważniejsze jest to, żebyś patrząc kiedyś wstecz nie miał poczucia, że przepieprzyłeś długie lata nawet niczego nie próbując.

 

Sam najlepiej znasz siebie i swoje predyspozycje, wiesz w czym jesteś dobry, a nad czym powinieneś/chcesz popracować.

Zastanów się gdzie za jakiś czas chcesz być zawodowo, może warto zapisać się na jakieś studia/kursy (to też dobre miejsce do poznawania ludzi); zastanów się jaki chcesz być (psychika i fizyka) oraz gdzie i jak chcesz żyć.

Palcem nikt Ci nie pokaże Twojego celu (celów) – w tym zakresie masz najwyższą władzę i wybierasz sam :)

 

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

"Gdy ludzie mówią o braku sensu życia, tak na prawdę chodzi im o brak odczuwania życia" Autora nie pamiętam, a i treść pewnie przekręciłem, ale bardziej o sedno chodzi. Metasensem jest czuć się dobrze (być szczęśliwym jak kto woli). Gdy człowiek jest zestresowany/w depresji/apatii/wszystkie powyższe, ma problemy z odczuwaniem przyjemności. 

Teraz kolejne. Celem każdego celu jest uzyskanie danego odczucia. 

Człowiek ma motywację do działania, gdy zakłada, że wypełnienie danego celu/kroczenie daną drogą da mu dane odczucia.

No to teraz łączymy. Gdy człowiek jest w depresji i ma obniżoną możliwość odczuwania pozytywnych bodźców, nie ma motywacji do działania, bo żadne działania TERAZ nie przynoszą mu danych odczuć. Określanie celów odbywa się przez wizualizację (obrazową bądź czuciową), czyli wyobrażasz sobie dane zdarzenie (albo ci się to pojawia jako taki przebłysk) i od razu widzisz, jaki to da efekt. Jako, że wizualizacja działa w teraz, a nie przyszłości, to nie jesteś w stanie emocjonalnie stwierdzisz, że będziesz czuł radość za 2 lata, bo teraz jej nie czujesz. Mam nadzieję, że nie pogmatwałem. W skrócie. Ustalanie intencji (czyli cel+emocje z nim związane) w stanie apatii nie działa, bo niczym nie jesteś w stanie się cieszyć i nie przekonasz swojej podświadomości, że jest inaczej. A więc co zrobić?

 

Miej przy sobie jakiś notes, albo po prostu coś innego do notowania. Może być komórka z dyktafonem. 

Albo świadomie wprowadzasz się w "wyższy poziom świadomości", czyli bierzesz więcej anty/pijesz 5 kolejek pod rząd/cokolwiek innego, albo czekasz aż samo ci się to pojawi (czasem słuchając podcastów mam takie "przebłyski"). Jako, że wystąpi kontrast między tym, co było, a tym, co jest, będziesz się czuł jakbyś wyszedł z więzienia. Wtedy człowiek lubi planować. Notuj to co chcesz w tym stanie osiągnąć! Temu polecam dyktafon, w niektórych stanach trudno się pisze. Zanotuj i czekaj na powrót do "normalności". Gdy tak się stanie, spisz to co sobie zanotowałeś/nagrałeś. Wyda ci się to pewnie nieracjonalne/bezsensowne/głupie/debilne/lepiej bym już nie pił. Odsiewasz cele zagrażające ci (powrót do ex/zemsta na kimś/wydanie pieniędzy na dziwki). Wybierasz sobie np. 3 cele (jeżeli masz Być&Mieć to 7), zapisujesz je. Możesz codziennie je przepisywać dla utrwalenia (metoda z Być&Mieć).

 

Dobrze, masz teraz kilka celów, które są pociągające jak sprzątanie garażu, czy polerowanie kostki brukowej. Teraz siadasz sobie wygodnie i odpalasz podcast o Robercie Grynie, a dodatkowo czytasz to https://zenjaskiniowca.pl/o-3-przemianach/, to https://zenjaskiniowca.pl/friedrich-nietzsche-jako-twoj-mentalny-trener/ , a jak masz to jeszcze Do roboty! Pressfielda. 

 

Teraz cały zamysł. Ustalasz sobie te wcześniejsze cele i brniesz do nich. Ale tak na prawdę są one dla ustalenia kierunku, by nie być jak Bismarck. Celem jest przepalenie smutku, żalu, wstydu itp. za pomocą gniewu i dumy przez skuteczne działanie, zmiana nawyków, podniesienie własnej skuteczności i samooceny. Gdy zejdzie z ciebie odpowiednia ilość syfu itp. będziesz mógł przejść dalej. A i przyda ci się przy tym 5 zwycięstw dziennie. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

@Arushat Dał dobre rady. Od siebie dodam że sam nie korzystałem ale słyszałem wiele dobrego na temat programu Mazura "Być i Mieć" więc możesz stestować. Obowiązkowo też zapoznaj się z ksiązkami Pressfielda.

 

Odnośnie notowania i planowania to jest must have. Polecam Ci @damyrade kupić sobie fajny notatnik i zacząć używać - ja używam od jakiegoś czasu LEUCHTTURM1917 Bullet Journal i jest na prawdę spoko.

Jak ? W niedziele planujesz cały tydzień, każdego wieczoru następny dzień, graj w grę 5 zwycięstw dziennie + spisuj swoje wnioski, przemyślenia. Jeśli coś poszło nie tak to też to opisz - traktuj notes jak planner i pamiętnik. Jak np testujesz coś nowego to też to opisuj. Chodzi o to żeby notes nie służył tylko do suchego zapisywania i skreślania tasków - przelewając swoje myśli na papier oczyszczasz głowę + do swoich przemyśleń i wniosków możesz wrócić.

 

Dużo piszesz o braku nadrzędnego celu i cierpieniach z tego powodu, to ja mam dla Ciebie cel - zarabianie hajsu. Napisałeś że przed dobrą probiotykoterapią powstrzymuje Cię cena. To jest złe myślenie, zdrowie > cała reszta. Doprowadź do stanu w którym jak coś chcesz to idziesz i to kupujesz. A nie musisz się ciągle martwić czy wystarczy i odkładać. Zacznij szukać i się uczyć jak zarabiać więcej, czytaj książki, zwiększaj swoje kompetencje, szukaj sposobów i strategii. Umiesz inwestować ? Jeżeli nie to bierz się za to, są tysiące książek. Chodzi o to żeby mieć tyle pieniędzy żeby niczym się nie martwić a już na pewno takimi rzeczami jak 3 stówki za suple.

Pojedź sobie do dubaju i zobacz jak tam ludzie żyją, zobacz jaką ilością pieniędzy ocieka świat. Dlatego też wcześniej radziłem Ci wyjechać gdzieś, po to żebyś sam siebie przekonał że można żyć inaczej - głowa Ci się otworzy i zaczniesz inaczej postrzegać świat i swoje życie.

 

Zainteresuj się też tematyką dopaminy, ten neuroprzekaźnik jest niesamowicie ważny i dla własnego dobra trzeba mieć wiedzę jak działa i jak nim zarządzać.

Link to comment
Share on other sites

W dniu 7.03.2023 o 14:08, damyrade napisał:

 

Ale o co chodzi z tymi przepalonymi receptorami dopaminowymi?

tak, wdzięczność jest skuteczna, ale ostatnio zacząłem się łapać na tym, że w gorszych chwilach ciężko mi wzbudzić w sobie szczerze to uczucie.

Umysł porusza się po utartych ścieżkach i niskich wibracjach. Praca nad zmianą tego paradygmatu jest jak walka ze sobą i kosztuje mnie sporo energii.

Mimo wszystko, dorosły człowiek uczy się głównie przez powtarzanie, więc czym więcej będzie pozytywnych uczuć, tym więcej będę jeszcze ich przyciągać.

 

W skrócie chodzi o to, że żyjemy w czasach najszybciej i powszechnie dostępnej gratyfikacji.

Kaloryczne i pyszne żarcie, seks i nagość, rozrywka jaka chcesz, zalew informacji, etc.

 

Mechanizm dopaminowy to mechanizm motywacyjny przede wszystkim - prawidłowo nagroda jest po czasie i/lub wysiłku, przy czym podejmowanym osobiście.

Satysfakcja taka trwa dłużej i jest stabilna (stabilny nastrój), bo działanie przekaźników ma mniejsze amplitudy, i poziom bazowy się podnosi stopniowo kiedy odnosisz sukcesy (przyjemność) z powolnego własnego wysiłku, a nie z pstryknięcia palcami. Przy tym "sukces" dla organizmu to zarówno dużo dobrego (słodkiego) żarcia, co i dostęp do seksu (nawet iluzoryczny, jak porno), i inne rzeczy.

 

Obecny tryb życia i cywilizacji to cywilizacja ćpunów.

 

Mechanizmy wszelakie nieźle opisuje dr Andrew Hubermann w swoich podcastach.

 

Sam kryzys cywilizacji industrialnej nieźle zdiagnozował Kaczyński (Teodor) w swoim manifeście i innych tekstach (za świra uważają go ludzie mocno ograniczeni umysłowo - Kaczyński robił zamachy, bo stwierdził, że inaczej nikt nie będzie go czytał i będzie jednym z tysięcy nudnych akademików co piszą do szuflady).

 

Same leki SSRI są przepisywane za często, i tylko pogłębiają problemy , ostatnio kolejny szok sprzedawców wywołała metaanaliza p.p. Johanny Moncrieff, o szkodliwości nadmiernego polegania na lekach, jest sporo badań, które wskazują na lepsze efekty relacji społecznych, czy sportu (tak, "weź pobiegaj" ma sens, ale wtedy Julka przestaje być ofiarą).

 

Do radzenia sobie z tym nieźle pasuje wywodzące się z filozofii stoickiej budowanie charakteru - po prostu wychodzisz ze strefy komfortu i starasz się drobnymi wysiłkami budować charakter, ograniczając przy tym uleganie światowi zewnętrznemu - zarówno przyjemnościom, jak i dramatom.

Czyli trochę tak jakby to, co robisz. Tylko to wymaga czasu i regularności, początki są trudne.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

39 minut temu, Sankti Magistri napisał:

@Arushat Dał dobre rady. Od siebie dodam że sam nie korzystałem ale słyszałem wiele dobrego na temat programu Mazura "Być i Mieć" więc możesz stestować. Obowiązkowo też zapoznaj się z ksiązkami Pressfielda.

 

Być&Mieć, jeżeli się go na prawdę zrozumie (szczególnie koncepcję BYCIA), jest gamechangerem. A następuje to gdzieś po 10 odsłuchu. Pressfielda polecam Do roboty, konkretnie audiobook czytany przez Mazura, bo ma dodatkowo komentarz, w którym jest duuuużo wiedzy. Ale teraz nie kupuj. W kwietniu Mazur ma promocje -50% i warto poczekać do tego czasu. 

41 minut temu, Sankti Magistri napisał:

 

Zainteresuj się też tematyką dopaminy, ten neuroprzekaźnik jest niesamowicie ważny i dla własnego dobra trzeba mieć wiedzę jak działa i jak nim zarządzać.

Tutaj polecę książkę "Mózg chce więcej" dobrze rozwijającą ten temat. 

Link to comment
Share on other sites

Wydajesz się być samoświadomy sytuacji więc naprawdę krótko:

 

1. Czy próbowałeś kiedyś medytacji? Nie musi mieć absolutnie, żadnego podłoża religijnego. Bezpłatnie możesz ściągnąć sobie mp3 ze strony relaksacja.pl 30 minut- codzienne słuchanie, najlepiej o tej samej porze po mniej więcej 10 dniach powinieneś zauważyć różnice. Są jeszcze inne techniki, ale ta jest najprostsza.

 

2. Regularny sen po 8h. Moim zdaniem mówienie o chęci "zmiany życia" bez ogarnięcia regulacji rytmu dobowego to tylko mówienie tak sobie. Zrób tabelkę i zapisuj godziny jak się kładziesz i wstajesz.

 

3. Zakładam, że terapeuta wie o twoich przemyśleniach, które tu opowiadasz. Drugie założenie dotyczy tego, czy twój psychoterapeuta ma superwizor (innego psychoterapeutę, z którym omawia swoich pacjentów, oczywiście bez ujawniania danych osobowych, żeby zweryfikować swoje diagnozy i rady - możesz go wprost zapytać - jeśli nie będzie chciał powiedzieć, to dla mnie duża czerwona flaga).

Link to comment
Share on other sites

On 3/7/2023 at 9:50 AM, Iceman84PL said:

 

Kolejna sprawa co często na forum jest zauważalne wśród młodych chłopaków to strach przed byciem samemu.

 

 

Wychowanie się kłania i socjalizacja przez medializację. 

 

Kiedyś uważałem, że fajnie jest doświadczać we dwoje. 

 

Ale tak naprawdę, to wtedy nie cieszysz się doświadczaniem, tylko tym, że druga osoba się cieszy. 

 

Drobna, ale ogromna różnica. 

 

Czemu nie można samemu się cieszyć? 

 

Można, a nawet trzeba. Prawda jest taka, że człowiek jest zawsze sam ze sobą. 

 

Trzeba nauczyć się cieszyć z drobnych rzeczy. I z samotności. Tego, że nikt dupy nie zawraca, nic się nie musi, można co najwyżej chcieć. 

 

Dobrze jest też doświadczyć takiej ekstremalnej samotności - przejść takie swoje katharsis i odnaleźć się na nowo. 

 

Ja coś takiego przeżyłem na środku oceanu, 1500km do najbliższego lądu. Po takiej samotności żadna inna nie straszna. 

 

Ogólnie polecam obcowanie z przyrodą. Morze, góry. Tam dobrze widać jakimi nieznaczącymi pyłkami jesteśmy. Daje to też pewien wewnętrzny spokój. 

 

Odradzam natomiast bezrefleksyjne wchodzenie w wyścig szczurów, bo tam co by się nie osiągnęło, to zawsze będzie mało, zawsze ktoś będzie miał więcej. Dla osoby nawet o średniej wrażliwości to katorga i sprzyjanie depresyjności. 

 

Dobrze też robi czasowa zmiana klimatu na cieplejszy, szczególnie w trakcie naszej jesieniozimy. 

Edited by maroon
  • Like 3
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.