Jump to content

Długa opowieść z krótkiej historii


Recommended Posts

Posted (edited)

Zbierałem się z tydzień, żeby w końcu to opublikować. Historia z rozstania, pewnie jak dziesiątki innych, ale wprawiła mnie w najgorszy stan w moim życiu.

 

Panowie, z góry wybaczcie długość i język. Pisanie daje pewną ulgę. Jeżeli ktoś dotrwa do końca, to z chęcią posłucham waszych opinii. Bardzo potrzebuję męskiego spojrzenia na sprawę. Bo może po prostu zachowałem się jak frajer i przegryw i potrzebuję solidnego kopa w dupę.

 

Wprowadzenie

Ona: 33 lata. Atrakcyjna i bardzo zadbana. Niezła praca, własne mieszkanie (spłacone). Pracowała dobrych parę lat za granicą i sporo w tym czasie podróżowała. Wróciła jednak do kraju, w Warszawie od trzech lat. Zaradna i samodzielna, dobrze sobie radzi. Matka zmarła, gdy miała 18 lat, ojciec alkoholik, w związku z tym rolę mężczyzny w rodzinie przejął jej dużo starszy brat. Nie była w żadnym związku od prawdopodobnie ponad 10 lat. Spora rodzina, z którą ma bliski kontakt, godzinę drogi od Warszawy. Definitywnie kobieta po przejściach. Wiem, że uczęszczała i dalej uczęszcza na terapię. Powód nieznany, mogę tylko podejrzewać (DDA, a może coś innego?). Brak konkretnych zainteresowań, głównie przeglądanie rolek na Instagramie, jakieś filmy i książki. Co dość nieoczywiste, osoba bardzo głęboko wierząca i religijna.

 

Ja: 30 lat. Również niezła praca, wtedy jeszcze bez swojego mieszkania (byłem w trakcie brania kredytu). Żaden gigachad, zupełnie przeciętny, ale względnie wysportowany. Singiel od 10 lat, poprzednie związki kończyły się w ten sam sposób – dziewczyna rzucała. Brak znajomych i rodziny w pobliżu. Cierpiący od dawna na przytłaczającą samotność. Psychiatra stwierdził u mnie zaburzenia adaptacyjne depresyjne i lękowe.

 

Początek

Poznaliśmy się na urodzinach wspólnego znajomego. W pewnym momencie, przy drinku zaczęliśmy rozmawiać. I po prostu bajka. Rozmowa kleiła się od samego początku. Okazało się, że studiowaliśmy na tej samej uczelni, ten sam kierunek (ona parę lat wcześniej, więc się rozminęliśmy). Mieliśmy podobne gusta muzyczne, zbliżony światopogląd i mnóstwo wspólnych tematów. Nawet mieszkaliśmy blisko siebie. Przegadaliśmy tak parę godzin. To ona pierwsza zaproponowała, żebyśmy się spotkali jak wrócimy do Warszawy. Dała mi też swój numer telefonu.

 

Byłem zszokowany. Nikt od dawna nie wykazał wobec mnie tyle zainteresowania i sympatii. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące i pokombinowałem, żeby wracać następnego dnia do Warszawy tym samym pociągiem co ona, na co ona się wyraźnie ucieszyła.

 

W pociągu znów, mimo braku wygody na korytarzu, calutka podróż spędzona na fantastycznej rozmowie. Zaproponowałem, że ją odprowadzę do domu, bo miała walizkę i odbierała swojego psa. Chciała mnie nawet zaprosić do siebie na herbatę, ale grzecznie odmówiłem, żeby nie kusić losu.

 

Następnego dnia postanowiłem wieczorem do niej napisać, bo akurat słuchałem zespołu który mi poleciła. Popisaliśmy trochę, znów świetne wrażenia.

W poniedziałek, w robocie dostałem od niej miłą wiadomość na dzień dobry. Od tego momentu pisaliśmy do siebie praktycznie codziennie, ale bez presji. Zaczęliśmy się też spotykać, z reguły raz w tygodniu. Przy trzecim spotkaniu (zaprosiła mnie do siebie) pierwszy raz ją pocałowałem, bo chyba tego oczekiwała.

 

Spotykaliśmy się tylko niecałe trzy miesiące. Bardzo dużo rozmawialiśmy, wymienialiśmy opinie, świetnie się dogadywaliśmy. Czas ten absolutnie wypełniał mnie szczęściem mimo jego bardzo normalnego, prozaicznego charakteru – czy to kino, czy to film na kanapie, spacer z psem. Gdy u niej byłem, nigdy nie mogła się ze mną pożegnać, zawsze chciała żebym został „jeszcze te dziesięć minut”. Szybko odczułem silną więź emocjonalną i zbieżność charakterów. W niedługim czasie zakochałem się bez pamięci. A że byłem potwornie samotny zaangażowałem się w ten związek na 200%. Jednak wiedziałem, że nie mogę okazywać tego, że uzależniam się całkowicie od niej, więc starałem się zawsze zgrywać osobę zrównoważoną, spokojną, opanowaną i zadowoloną z życia. Ona sporo opowiadała mi o sobie, miała trochę wątpliwości (presja w pracy, problemy z niesfornym psem, którego chciała na zmianę oddawać i nie, problemy w rodzinie).

 

Była trudnym przypadkiem. O ile doskonale radziła sobie w różnorakich rozmowach i sprawiała wrażenie osoby bardzo otwartej i wyluzowanej, to była jednak wybitnie zamknięta i ubrana w „pancerz przed emocjami”, co sama przyznawała. Gdy w toku konwersacji przychodziło do jakiś mniej przyjemnych, boleśniejszych wspomnień zwykle urywała :”Opowiem ci o tym kiedyś”. Jednak z czasem zaczęła się na mnie nieco otwierać, co odczuwałem i co mnie bardzo cieszyło. Sprawiało to wrażenie, że obdarza mnie zaufaniem.

 

Jeśli chodzi o kontakt fizyczny, to rozwinął się dość szybko. Strasznie mi się podobała i ja jej chyba też. Nie ukrywam jednak, że z jej strony był on nieco zachowawczy i trochę brakowało mu takiej naturalności. Lubiła się przytulać, chodzić za ręce. Jeśli chodzi o seks, to z czasem inicjowała kontakt całkiem chętnie (nawet, gdy niekoniecznie go potrzebowałem), ale gdy przychodziło co do czego, była raczej drętwa i to głównie ja działałem. Sugerowała, żebym był delikatny i zmysłowy, a mi to bardzo odpowiadało, więc starałem się jak mogłem. Ogólnie przyjemnie i zdecydowanie intymnie, ale bez szału. Wiem, że miała problemy hormonalne, cierpiała na nieregularne okresy i brała leki co pewnie dołożyło swoje.

 

Czerwone lampki

 

1)      Brak zdecydowania

Od samego początku był duży problem z umawianiem się. Bardzo częste przekładała i zmieniała plany (a bo to pies, albo źle się czuje, albo nie może dłużej, albo umówiła się z koleżanką). Ja często wychodziłem z inicjatywą, żeby wyjść w różne nowe miejsca, na koncerty, wspólny wyjazd na weekend czy coś takiego, ale zawsze jakoś te pomysły torpedowała, więc czas głównie spędzaliśmy czas tak, jak ona pozwalała. Spacery z psem, kino, wyjście do knajpy, spacery z na miasto, czasem u niej w mieszkaniu przy filmie lub rozmowie.

 

2)      Pierwszy kontakt

Pojawiła się po jakiś trzech tygodniach znajomości, po pierwszym intymnym kontakcie. Było bardzo przyjemnie, ale w pewnym momencie powiedziała, że „to trochę za szybko idzie”. Spytałem, czy to chodzi o kwestię wiary, powiedziała, że też. Odparłem, że oczywiście, że nie musimy się spieszyć i możemy się zachowywać jakby tego nigdy nie było. Powiedziałem, że nie będę wywoływał na niej presji, że komunikacja jest kluczem do dobrej relacji i żeby zawsze mówiła mi, gdy coś jej się nie podoba. Szybko się uspokoiła i wydaje mi się, że ucieszyła się z mojej reakcji.

 

3)      Sylwester

Po miesiącu związku zaproponowałem jej wspólne spędzenie Sylwestra wśród znajomej ekipy, w Krakowie. Powiedziała, że bardzo chętnie by się wybrała, ale nie może ze względu na psa. Na moja propozycję, byśmy spędzili go w takim razie razem we dwójkę powiedziała znów że „to trochę za szybko idzie” mimo, że kochaliśmy się tydzień wcześniej, przed świętami, (to już po tym wcześniej wspomnianym pierwszym kontakcie) i że z chęcią by spędziła, ale we większym gronie. Pół godziny później zapytała, czy zobaczymy się w weekend (akurat dzień przed Sylwestrem). Spędziliśmy ten dzień razem, przyjemnie – kino, obiad i muzeum. A Sylwester osobno, każde w swoim domu. Pisaliśmy tylko do siebie SMSy. Wyszło to generalnie dość dziwnie, ale nie roztrząsałem.

 

4)      Dziwny SMS

Napisała mi SMSa, że chyba musi się chce wyprowadzić z Warszawy. Sprawiło mi to przykrość i powiedziałem jej to. Speszyła się i zapewniła, że absolutnie nie taka była jej intencja i nie chciała mnie urazić, że czasem po prostu ma takie przemyślenia. Sprawa przyschła, ale czułem się bardzo niepewnie. Zacząłem zauważać jej niezdecydowanie i właściwie nieczułość.

 

5)      Walentynki

Walentynki były wspaniałe. Wspólne wyjście, kolacja, potem namiętny i długi seks. No i wtedy niestety mnie poniosło, bo powiedziałem jej te nieszczęsne słowa, że się w niej zakochałem na zabój. Nie odpowiedziała ani słowa, powiedziała tylko, że ją zatkało. Bardzo czułe pożegnanie, stan motylków w brzuchu i błogiego szczęścia. Zaznaczyła jednak, że w Wielki Post kończymy z takimi rzeczami. Wtedy jakoś się tym szczególnie nie przejąłem.

 

6)      Aparat i Wielki Post

Po paru dniach miała zakładany skomplikowany aparat na zęby, którego noszenie na początku bardzo bolało. Była bardzo przybita, pracowała zdalnie i raczej nie wychodziła z mieszkania Na propozycję wspólnego wyjścia powiedziała, że nie czuje się na siłach. Następnego dnia (Niedziela) spytała, czy chciałbym się z nią przejść na spacer, na co z chęcią przystałem. Połaziliśmy długo, bo była piękna pogoda, potem poszliśmy do niej. Poprzytulałem ją, trochę podrzemaliśmy (nie chciałem nic więcej, bo już był Wielki Post, a wiedziałem, że to dla niej ważne). Jednak ona nagle zaczęła mnie namiętniej całować, no i nas trochę poniosło. Skończyło się na intymniejszym kontakcie, ale bez żadnego stosunku. Wydawało mi się, że bardzo się rozchmurzyła, więc żegnaliśmy się oboje w świetnych humorach. Pamiętam jak mi napisała, że „Jesteś najlepszym przeciwbólowym”.

 

Rozstanie

 

Po paru dniach wróciłem bardzo zmęczony po pracy, co chyba wyczuła. Powiedziałem jej, że jednak z chęcią z nią popiszę. Wymienialiśmy się miłymi wiadomościami. Powiedziała mi też, że przeprasza, że nie odpowiedziała na moje wyznanie miłości. Dodała, że ona nie potrafi tak otwarcie mówić o swoich uczuciach, ale nie chce, żebym to odebrał jako brak uczuć z jej strony, bo tak nie jest. Odparłem, że ją rozumiem i tego tak nie odebrałem, bo wiem, że ona działa przede wszystkim czynami, a nie słowami. Rozmowa chyba sprawiła jej przyjemność, powiedziała, że siedzi od godziny i uśmiecha się do telefonu. No ale nagle wypaliła, że musi spadać, bo „Wpada do niej kumpel, który ma biznesy w Warszawie i traktuje ją jak hotel”. Nieszczególnie mi się to spodobało, ale wstrzymałem się od komentarza, bo z oczywistych względów nie chciałem wyjść na zazdrośnika. Powiedziałem więc dobranoc, jak gdyby nigdy nic, starając się nie wymyślać sobie żadnych głupich rzeczy.

 

Następnego dnia mieliśmy się spotkać (był piątek, nie mogłem się doczekać). Byłem nadal trochę podirytowany tym jej wczorajszym stwierdzeniem, więc spytałem półżartem, czy mam wziąć ze sobą piżamę i szczoteczkę do zębów. Półżartem, bo byłem bardzo zmęczony i naprawdę chciałem, żebyśmy mogli spędzić razem spokojnie noc (wcale nie miałem w głowie seksu ani nic takiego). Odpowiedziała, że może jeszcze nie teraz. Na moją smutną emotkę spytała co się stało, powiedziałem, że jestem nieco zawiedzony. Natychmiast zmieniła ton i oznajmiła, że w takim razie musimy to wyjaśnić.

 

W mojej głowie zapaliła się ostrzegawcza lampka. Szedłem do niej bardzo zdenerwowany, a w głowie już rodziły się bardzo pesymistyczne scenariusze.

 

Przywitaliśmy się, jak gdyby nigdy nic. Wyszliśmy razem. Stwierdziłem, że lepiej poruszę tą kwestię, więc spytałem co się stało, skąd u niej taka ostra reakcja. Powiedziałem, że nie miałem żadnych złych intencji i po prostu chciałem z nią spędzić czas. Odparła, że przecież to niemożliwe, żebyśmy po prostu leżeli w jednym łóżku i do niczego nie doszło. Stwierdziliśmy zgodnie, że w niedzielę nas poniosło i nie powinniśmy robić tego co zrobiliśmy. Powiedziała, że teraz musi się z tego wyspowiadać. Mimo zapewnień, że zrobiła to, bo chciała, to brzmiała tak jakby to jednak była moja wina. Bo jej nie powstrzymałem. Chciałem ją nakłonić do szczerej, poważnej rozmowy, ale się nie dało. Nie potrafiła się przemóc. Powiedziała jeszcze raz, że „to chyba za szybko idzie”. Zapewniłem ją, że ją rozumiem, że szanuję jej decyzję i się do niej dostosuje, bo bardzo mi na niej zależy. Trochę się rozluźniło, poszliśmy razem do pubu. Rozmawialiśmy w miarę normalnie, ale jak wracaliśmy, to coś się popsuło. Nie trzymaliśmy się za ręce, rozmowa w pewnym momencie się urwała w tramwaju. Pewnie dlatego, że czułem się bardzo przytłoczony myślami i nie potrafiłem się rozluźnić. Odprowadziłem ją pod dom i powiedziałem, żeby teraz w takim razie teraz wypoczywała. Zdziwiła się, że jej nie pocałowałem na pożegnanie, więc zmusiłem się do zrobienia tego (wypadło dość niezręcznie) i pożegnałem się.

 

Po powrocie do domu spróbowałem położyć się do spania, ale nie mogłem. W końcu napisałem jej SMSa, że przepraszam za swoje niezręczne zachowanie, ale dużo myśli kotłowało mi się w głowie i ja przy takim natłoku trochę drętwieję.

 

Odpisała po jakimś czasie.

 

Powiedziała, że poczuła się zignorowana i jakbym był obrażony. Że cisza jest ok, ale ta była niezręczna. Że to właściwie utwierdziło ją co do jej uczuć i że woli mi to powiedzieć od razu. Skończyła słowami „Nie pasujemy do siebie. Ja po prostu szukam kogoś innego”.

 

Totalnie spanikowałem, więc wysłałem jej odpowiedź. Powiedziałem, że jest niezwykłą osobą i podziwiam, że tak poważnie podchodzi do tych spraw. Że moje intencje wobec niej zawsze były czyste i uczciwe, bo chciałem jej pokazać bliskość i uczucie.

 

W trakcie mojego wywodu odpisała tylko tyle, że seks nie jest tutaj tematem numer 1.

 

Zakończyłem słowami „Bardzo mi na tobie zależy. I wierzę, że rzeczy można naprawiać i zmieniać”.

 

Po tym zapadła cisza. Nie odezwała się już ani słowem.

 

Walka

 

Przez następne dni byłem totalnym wrakiem. Kompletna dętka, nie mogłem spać, jeść, nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Tylko obsesyjnie sprawdzałem telefon, czy czegoś nie napisała. Trochę się ogarnąłem w tygodniu, bo musiałem chodzić do pracy. Ale myślałem o niej bez przerwy, obwiniałem się i pytałem co zawaliłem i co mogłem zrobić inaczej. I myślałem tylko o tym co zrobić, żeby ją odzyskać. No i masa głupot. Poradniki, rady coachów, zaczytywanie się w artykułach o zaburzeniach (bo zacząłem  podejrzewać, że coś może być na rzeczy).

 

Po tygodniu już nie wytrzymałem dłużej i postanowiłem się odezwać. Nie miałem odwagi poprosić o spotkanie i spokojną rozmowę, więc ograniczyłem się do sztampowego spytania, jak się miewa. Wymieniliśmy kilka luźnych wiadomości, zwyczajny small talk. Napisałem do niej też dwa dni później, podobna sytuacja. Pod wpływem silnych emocji miałem duży nawrót religijności, poszedłem do spowiedzi i jej o tym powiedziałem. Napisała, że się cieszy, ale ma nadzieję, że zrobiłem to dla siebie a nie dla niej.

 

Potem znów była cisza i byłem zdecydowany się już więcej nie odzywać. Mój stan był tak koszmarny, że zapisałem się do psychoterapeutki i zacząłem chodzić na sesje. To mi odrobinę pomogło, ale nie za wiele. Bezustannie dręczyły mnie natrętne myśli o niej.

 

Pęknąłem po półtora tygodnia. Znów napisałem. Ta konwersacja ciągnęła się już dłużej, przez jakieś kilkanaście dni. Parę wiadomości dziennie, bez jakiegoś pośpiechu. Ot, zwykła koleżeńska wymiana, o filmach, książkach, muzyce, czasie wolnym, psie. Nie wydawała się wobec mnie wroga, ale też nie było czuć specjalnego zaangażowania. Powiedziała mi trochę o swoim treningu z terapii (psychoterapeuta, 5 dni pod rząd, sesje codziennie), trochę o planach urlopowych itp. Nie było ani słowa na temat naszej relacji.

 

Pisałem też trochę do niej w trakcie swojego zagranicznego urlopu z rodziną, w podobnym tonie. Nie musze chyba dodawać, że był to najbardziej ponury urlop w moim życiu. Wszyscy mi mówili, żebym dał sobie w końcu spokój i zapomniał o niej na dobre. Ja jednak nie potrafiłem, cały czas czepiając się jak brzytwa nadziei na naprawę.

 

Po powrocie w końcu zdecydowałem się spróbować i spytać, czy nie chciałaby wyjść na spacer ze mną w któryś dzień po Wielkanocy. Powiedziała, że jasne, że możemy, ale zupełnie koleżeńsko. Zabolało, ale nie zrażałem się i zapewniłem, że po prostu się spotkać, pogadać, pośmiać, pobawić z psem. Rzecz jasna chciałem się z nią spotkać, żeby wybadać, czy mam jakieś szanse i, jeżeli nie, zamknąć wreszcie sprawę definitywnie, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że nie jestem w stanie być z nią w „koleżeńskiej” znajomości, bo oszaleję z rozpaczy.

 

Jednak, gdy chciałem ustalić jakiś konkretny termin, zaczęła się wykręcać, że woli „na spontanie, w „któryś dzień po pracy”. W trakcie rozmowy powiedziała też, że już nie wytrzymuje ze swoim psem i będzie go oddawać.

 

No i wtedy coś we jakoś pękło. Zrozumiałem, że nie potrafię się dłużej katować czekaniem na jej łaskę i trzeba to kończyć.

 

Napisałem, że nie będę ukrywał, że chciałem się z nią spotkać, żeby szczerze porozmawiać. Odparła, że jeśli mam jej coś do powiedzenia, to mogę napisać. Dziwny dobór słów, odebrałem to trochę tak, jakby oczekiwała z mojej strony jakiś tłumaczeń. A więc napisałem jej jedną, ostatnią wiadomość. Długą. Przytaczam tylko streszczenie.

 

Napisałem, że zareagowałem tak dziwnie podczas naszego ostatniego spotkania, bo byłem przytłoczony myślami, z którymi nie potrafiłem sobie poradzić. Powiedziałem, że przemyślałem sobie rzeczy i inaczej już na to patrzę. Że wiem, że dużo przeszła i dlatego chciałem dla niej być otwarty i przejrzysty jak książka. Że nie lubiłem mówić o sobie i swoich problemach, bo chciałem być stabilnym oparciem i kimś kto zapewni jej troskę, czułość i uczucie. Że może faktycznie chciałem za mocno i za szybko. Zasugerowałem delikatnie, że dawała sprzeczne sygnały i nie zawsze umiałem je interpretować. Powiedziałem, że chciałbym nam dać jeszcze jedną szansę, powoli i bez presji. Skończyłem słowami:

„Mam wiele wad, ale jednego jestem całkowicie pewien. Ja cię nigdy nie skrzywdzę i nie zostawię. Oczywiście wybór leży wyłącznie w twoich rękach. Jeżeli dla ciebie jest to zamknięty rozdział, do którego nie chcesz wracać, to ja uszanuję twoją decyzję. Niech to w takim razie będzie pożegnanie, a ja się usunę i zniknę całkowicie z twojego życia”.

 

Nie ukrywam przed wami, ja we wszystkie związki angażowałem się bardzo mocno, zakochiwałem się bez pamięci i zawsze walczyłem do końca.

 

Wiadomość odczytała, ale odzewu nie było.

 

Odpisała po jakiś czterech czy pięciu dniach. Odpowiedź grzeczna, ale pozbawiona emocji. Nie mam niestety żadnego śladu po tej wiadomości, więc przytoczę treść mniej więcej z pamięci:

Przeprosiła za zwłokę, ale musiała sobie przyswoić to co napisałem. Powiedziała, że rozumie, ale jej nigdy nie chodziło o to, żeby jedna osoba absorbowała całą swoją uwagę a druga się poświęcała, że powinienem był jej również mówić o swoich problemach. Dodała, że ona naprawdę radzi sobie sama a jej bagaż doświadczeń wcale nie oznacza, że zamierza kogoś tym przytłaczać. Przyznała mi rację, że dawała sprzeczne sygnały i powiedziała, że „może powinna komunikować te rzeczy lepiej. Oznajmiła ponadto, że decyzję o zakończeniu naszej znajomości podjęła, bo „Inaczej patrzy na pewne sprawy i ma też inne oczekiwania względem mężczyzny. I nie, nie chodzi tu tylko o wiarę”. Zakończyła słowami, że życzy mi wszystkiego dobrego i żebym trzymał się.

 

Było ciężko, ale jakoś to zniosłem. Leki antydepresyjne, które zacząłem brać też dawały jako taki efekt. Ale bolało, bardzo.

 

W pierwszym impulsie chciałem znów coś odpisać, ale tym razem się powstrzymałem. Nie było już sensu, to było zamknięcie, do którego z takim trudem doprowadziłem.

 

Epilog

 

Po paru dniach zablokowała mnie na Facebooku. Wydało mi się to trochę dziecinne, ale cóż. Zrobiła mi też jeden niezbyt kulturalny numer, bo wystawiła na sprzedaż bilety na koncert, na który mieliśmy razem pójść. Bilet, za który oddałem jej pieniądze. To zachowanie, no niby drobnostka, ale wypełniło mnie pewnym niesmakiem, bo pieniędzy mi nie oddała, a kwota wcale nie była taka mała.

 

Od tego czasu minęło już prawie półtora miesiąca. Dzięki terapii i mozolnej pracy zaczynam wracać do stanu względnej równowagi, jednak dalej mam ją bezustannie w swojej głowie. Uzyskałem jako takie zamknięcie i wiem, że to już jest przeszłość. Mówię sobie, że w ostatecznym rozrachunku postąpiłem, może emocjonalnie, ale z klasą i porządnie  Walczyłem, ale nie prosiłem, nie błagałem i uszanowałem jej decyzję. Ona natomiast zachowała się niefajnie. Zerwanie przez SMS, brak konkretnego wytłumaczenia, unikanie i dystansowanie się.

 

Nigdy nie przeżyłem rozstania w tak mocny sposób. Zdaję sobie sprawę, że mocno idealizuję jej obraz i przypisałem jej cechy, które chciałbym, żeby miała, w dużej mierze MOJE cechy. I staram się z tym walczyć, dewaluować to co się stało, ale to bardzo trudne.

 

Mimo wszystko nadal darzę ją bardzo silnym uczuciem. Wiem oczywiście, że z mojej strony nie mogę już zrobić nic więcej ponad to, co zrobiłem. Staram się w końcu żyć już tylko swoim życiem, ale ona cały czas wraca, we wspomnieniach, snach. I cały czas gdzieś głęboko pali się ta resztka nadziei, że może jednak się do mnie odezwie. Że mimo, że ten związek był tak krótki, to coś dla niej znaczył.

Edited by Micha
  • Like 6
Link to comment
Share on other sites

34 minuty temu, Micha napisał(a):

Mimo wszystko nadal darzę ją bardzo silnym uczuciem.

"Syndrom tej jedynej"...

34 minuty temu, Micha napisał(a):

Zdaję sobie sprawę, że mocno idealizuję jej obraz i przypisałem jej cechy, które chciałbym, żeby miała, w dużej mierze MOJE cechy. I staram się z tym walczyć, dewaluować to co się stało, ale to bardzo trudne.

Druga połówka jabłka/pomarańczy... kartofla:D

Link to comment
Share on other sites

31 minut temu, Micha napisał(a):

Że mimo, że ten związek był tak krótki, to coś dla niej znaczył.

Nie znaczył. Mam wrażenie, że traktowała Cię jak swojego psa. Ma, ale chce oddać, trochę się waha, ale ostatecznie się go pozbywa. Zauważyłem też, że to Ty cały czas wychodziłeś z inicjatywą, a ona Cię olewała i często miała jakąś wymówkę, po kilku takich numerach powinieneś dać sobie spokój. Różnica wieku też działała na Twoją niekorzyść. 

Twoja kolej już była musisz się z tej miłości wyleczyć i żyć dalej.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Oj kolego... Przeczytałem całość, nie będę tego analizował, nie chce kopać leżącego, ale chyba niedawno wybudziłeś/wybudzasz się jak wygląda prawdziwy świat relacji?

Czytałeś wcześniej forum? Słuchałeś audycji Marka? Dużo lepiej Ci zrobią niż chodzenie po paniach psycholoszkach...

 

Popełniłeś wszystkie możliwe błędy jakie istnieją do popełnienia, ale... paradoksalnie jesteś w najlepszym miejscu w jakim możesz być... w rozpaczy i samotności. Nie ma nic lepszego. Bez tego nic dalej nie pójdzie, niczego w tych tematach nie ogarniesz.  Chłoń audycje i ogarnij się chłopie bo życie stygnie. A o tej pani zapomnij, skasuj numer. 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Seksu tyle, co w małżeństwie emerytów. Uczciwa sytuacja, od razu wiadomo że później go też nie będzie. Pewnie wcale;)

 

Wyglądało na to że jej na Tobie nie zależało w kontekście relacyjnym. Gdyby zależało to terminy by z pod ziemi wykopywala na spotkania. 

 

Nie masz się, co przejmować. Gorzej ma ten pies, którego ona nie wie czy nie odda. Co za powalona akcja z psem. 

 

Doczytałem o jej ojcu. To mogło by tłumaczyć ten dystans. 

Edited by Atanda
  • Like 6
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Podsumowując: szukała kogoś na przyjemne spędzenie czasu, testowała Cię, wpadłeś na orbitę, ją pukał w tym czasie ktoś inny, w tym momencie zakochałeś się i to wyznałeś, ona stwierdziła, że za mocno się zadużyłeś więc się dystansowała plus ucieszyła się, że mogła zarobić na zakochanym frajerze. Nie chciała źle, ale jak już sam się podłożyłeś to żal było Ciebie nie wykorzystać. Wszystko oczywiście po kobiecemu czyli standardowo nie bezpośrednio, że ona religijna (wielkie xd), że piesek sam nie może być (jakby była serio zainteresowana z pieskiem do Ciebie przez pół Polski by gnała), "kumpel" przyjedzie (z którym albo już się ruchała albo będzie niedługo, obstawiam to pierwsze), urywała na początku mówienie o sobie bo nie chciała chlapnąć coś i Cię spłoszyć, poza tym ryzyko, że powiesz innym, w końcu macie wspólnych znajomych. Na Sylwestera sobie kogoś ogarnęła lepszego, na Walentynki nie pykło, więc zostało z opcją zapasową czyli Tobą. Albo akcja jak powiedziała, że musi się zwijać - obstawiam, że napisał do niej jeden z jej "kumplów" żeby zabrać ją na randkę, więc musiała się przygotować. 

Jak laska ci mówi, że lepiej to zakończyć, to uwierz, że tak jest, nie przekonasz jej, a ona jest pewna. Żadne walczenie (i poniżanie się jak kundelek). Od tego momentu sytuację miałeś jasną, będziesz wiedział na przyszłość. 

 

Uważam, że dostałeś bardzo tanią (chodź bolesną) lekcję relacji damsko męskich. Podniesiesz się i będziesz mocniejszy, ale musisz ułożyć sobie w głowie co i dlaczego się stało (bracia z pewnością pomogą). 

Edited by OdważnyZdobywca
  • Like 8
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

Witaj. 

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Ona: 33 lata

 

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Matka zmarła, gdy miała 18 lat, ojciec alkoholik

 

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

uczęszcza na terapię

Z tej mąki chleba nie będzie.

 

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Ja: 30 lat. Również niezła praca, wtedy jeszcze bez swojego mieszkania (byłem w trakcie brania kredytu). Żaden gigachad, zupełnie przeciętny, ale względnie wysportowany. Singiel od 10 lat, poprzednie związki kończyły się w ten sam sposób – dziewczyna rzucała. Brak znajomych i rodziny w pobliżu. Cierpiący od dawna na przytłaczającą samotność. Psychiatra stwierdził u mnie zaburzenia adaptacyjne depresyjne i lękowe.

 

Nawet tak młodzi ludzie mają problemy w tym kraju...

 

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Czerwone lampki

 

1)      Brak zdecydowania

Itd itp, bardzo dobre wnioski, miała nice guya, testowała, a Ty wypełniłeś jej czas, starałeś się itd.

Aspekty religijne że nie można tego czy tamtego? Nie wierz w to.

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

W trakcie rozmowy powiedziała też, że już nie wytrzymuje ze swoim psem i będzie go oddawać.

Giga red flag.

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Było ciężko, ale jakoś to zniosłem. Leki antydepresyjne, które zacząłem brać też dawały jako taki efekt. Ale bolało, bardzo.

Musisz zadbać o zdrowie psychiczne.

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Mimo wszystko nadal darzę ją bardzo silnym uczuciem. Wiem oczywiście, że z mojej strony nie mogę już zrobić nic więcej ponad to, co zrobiłem. Staram się w końcu żyć już tylko swoim życiem, ale ona cały czas wraca, we wspomnieniach, snach. I cały czas gdzieś głęboko pali się ta resztka nadziei, że może jednak się do mnie odezwie. Że mimo, że ten związek był tak krótki, to coś dla niej znaczył.

Raczej jej wyidealizowany wizerunek. Rzeczywistość jest inna, a ten "związek" znaczył niewiele.

 

 

Rady. Musisz podnieść samoocenę i pewność siebie. Kup sobie notatnik, siądź na spokojnie, określ cele jakie chcesz osiągnąć i pomyśl jak to zrobić, ta metoda zadziała gdyż cele nie spisane z reguły nie wychodzą...

Poczytaj świeżakownię, kup książki i poczytaj, polecam Co z tymi kobietami, Kobietopedia, Wyprawa po samcze runo, Zbuduj siebie od nowa oraz Brudna gra 1 i 2 część.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Micha napisał(a):

Wpada do niej kumpel, który ma biznesy w Warszawie i traktuje ją jak hotel

Opowiem ci o tym kiedyś...

  • Like 2
  • Thanks 1
  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

Oj chłopie chłopie...

Byłeś tylko narzędziem niestety, brutalne i bolesne, ale prawdziwe.

Sam w zasadzie od początku się w ten sposób naiwnie spozycjonowałeś a ona tylko to wykorzystała.

Jak myślisz kto był w tutaj zwierzyną a kto myśliwym?

DDA potrafią silnie uzależnić od siebie przez swoją nieprzewidywalność a tym samym sinusoidę silnych emocji, na które faceci wbrew pozorom są bardziej podatni od kobiet.

Dlatego tak bardzo cierpisz, ale to nie Ty cierpisz tylko Twoje ego.

Zostałeś przerzuty i wypluty.

Pocieszę Cię jednak, nawet gdybyś poprowadził właściwie tę relację i trzymał ramę to i tak bolesne zakończenie byłoby nieuniknione.

Przeciągnęłoby się tylko w czasie i albo to ona rozjebałaby to w drobny mak jak w zwyczaju mają DDA albo to Ty byłbyś już tak sponiewierany, że szukałbyś pomocy na zewnątrz.

Traktuj to doświadczenie jak najlepszą naukę i ciesz się, że ponosisz jedynie konsekwencje emocjonalne, nic ponadto.

Swoją drogą trzeba przyjrzeć się sobie, dlaczego ciągnie Cię do takich pierdolonych lasek.

A jej, krzyż na drogę.

Link to comment
Share on other sites

Ja tylko powiem, że daj sobie czas. Nawet najbardziej beznadziejne przypadki zakochania mijają. Jak Cię zablokowała na FB to skasuj jej numer. Postaw na siebie. Cele, zdrowie, hobby, wyjdź do ludzi. Gwarantuję Ci, że z biegiem czasu o niej zapomnisz. Kwestia czasu i braku kontaktu. Trzymaj się 🦾

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Byłeś taką zabawką, co to dużo nie pyta, ciekawe co byś zobaczył, gdybyś jej zrobił niespodziankę i jednak odwiedził w Sylwestra.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Chłopaki, bardzo wam wszystkim dziękuję za obserwację i opinię. Pozwoliło mi to odnieść się do sytuacji z dużą większą rezerwą. Faktycznie zachowałem się jak skończony frajer i zawaliłem od samego początku wszystko co się dało. Zamierzam przekuć to doświadczenie we wnioski i w końcu popracować nad sobą, żeby nie pozwolić żadnej innej kobiecie potraktować mnie jak zabawkę i śmiecia.

  

W dniu 10.05.2024 o 17:58, Brat Jan napisał(a):

"Syndrom tej jedynej"...

Druga połówka jabłka/pomarańczy... kartofla:D

Człowiek niby ma trzydzieści lat, a dalej wierzył w te głupoty.

 

W dniu 10.05.2024 o 18:01, Magos Dominus napisał(a):

Nie znaczył. Mam wrażenie, że traktowała Cię jak swojego psa. Ma, ale chce oddać, trochę się waha, ale ostatecznie się go pozbywa. Zauważyłem też, że to Ty cały czas wychodziłeś z inicjatywą, a ona Cię olewała i często miała jakąś wymówkę, po kilku takich numerach powinieneś dać sobie spokój. Różnica wieku też działała na Twoją niekorzyść. 

Twoja kolej już była musisz się z tej miłości wyleczyć i żyć dalej.

A przecież od samego początku widziałem, że coś nie gra. To niezdecydowanie, sprzeczne sygnały. Gdy przyszło zakochanie, to odpaliło się białorycerstwo i zdrowy rozsądek szlag trafił.

 

W dniu 10.05.2024 o 18:16, Alejandro Sosa napisał(a):

Oj kolego... Przeczytałem całość, nie będę tego analizował, nie chce kopać leżącego, ale chyba niedawno wybudziłeś/wybudzasz się jak wygląda prawdziwy świat relacji?

Czytałeś wcześniej forum? Słuchałeś audycji Marka? Dużo lepiej Ci zrobią niż chodzenie po paniach psycholoszkach...

 

Popełniłeś wszystkie możliwe błędy jakie istnieją do popełnienia, ale... paradoksalnie jesteś w najlepszym miejscu w jakim możesz być... w rozpaczy i samotności. Nie ma nic lepszego. Bez tego nic dalej nie pójdzie, niczego w tych tematach nie ogarniesz.  Chłoń audycje i ogarnij się chłopie bo życie stygnie. A o tej pani zapomnij, skasuj numer. 

Pomyśleć, że jeszcze parę dni temu byłem dumny jak "z klasą i szacunkiem zakończyłem sprawę". Szkoda gadać. Najbardziej to skopałem ja sam siebie. Błędy już wyraźnie widzę i mam nadzieję, że więcej ich nie popełnię.

 

W dniu 10.05.2024 o 19:07, Atanda napisał(a):

Nie masz się, co przejmować. Gorzej ma ten pies, którego ona nie wie czy nie odda. Co za powalona akcja z psem. 

 

Pies wyszedł na tym gorzej, bo był z nią od szczeniaka, dobre pół roku, a chyba nawet więcej.

 

W dniu 10.05.2024 o 19:29, DOHC napisał(a):

Rady. Musisz podnieść samoocenę i pewność siebie. Kup sobie notatnik, siądź na spokojnie, określ cele jakie chcesz osiągnąć i pomyśl jak to zrobić, ta metoda zadziała gdyż cele nie spisane z reguły nie wychodzą...

Poczytaj świeżakownię, kup książki i poczytaj, polecam Co z tymi kobietami, Kobietopedia, Wyprawa po samcze runo, Zbuduj siebie od nowa oraz Brudna gra 1 i 2 część.

Już działam. Wczoraj pochłonąłem "Kobietopedię". Szperam po forum. Dzisiaj kontynuuję lekturę. Cele wyznaczone.

 

W dniu 10.05.2024 o 21:14, Kogut napisał(a):

Oj chłopie chłopie...

Byłeś tylko narzędziem niestety, brutalne i bolesne, ale prawdziwe.

Sam w zasadzie od początku się w ten sposób naiwnie spozycjonowałeś a ona tylko to wykorzystała.

Jak myślisz kto był w tutaj zwierzyną a kto myśliwym?

DDA potrafią silnie uzależnić od siebie przez swoją nieprzewidywalność a tym samym sinusoidę silnych emocji, na które faceci wbrew pozorom są bardziej podatni od kobiet.

Dlatego tak bardzo cierpisz, ale to nie Ty cierpisz tylko Twoje ego.

Zostałeś przerzuty i wypluty.

Pocieszę Cię jednak, nawet gdybyś poprowadził właściwie tę relację i trzymał ramę to i tak bolesne zakończenie byłoby nieuniknione.

Przeciągnęłoby się tylko w czasie i albo to ona rozjebałaby to w drobny mak jak w zwyczaju mają DDA albo to Ty byłbyś już tak sponiewierany, że szukałbyś pomocy na zewnątrz.

Traktuj to doświadczenie jak najlepszą naukę i ciesz się, że ponosisz jedynie konsekwencje emocjonalne, nic ponadto.

Swoją drogą trzeba przyjrzeć się sobie, dlaczego ciągnie Cię do takich pierdolonych lasek.

A jej, krzyż na drogę.

Gdy patrzę na to chłodniej, to rzeczywiście widzę najbardziej oczywistą kalkę zachowań. Rozegrała mnie jak bezradnego przedszkolaka stosując prostą manipulację, którą przecież dostrzegałem, a w którą nie chciałem wierzyć.

 

A co do pierdolniętych lasek? Fakt. Wszystkie, z którymi byłem miały problemy. Rok w związku z borderką, więc odrobinę znam temat. Sądzę, że podświadomie ciągnie mnie do takich, przez syndrom "ratownika", który miłością i oddaniem je "naprawi". Ostatnie doświadczenie raczej wyleczyło mnie z tej niezdrowej przypadłości. Już dobrze wiem, że jedna osoba związku nie pociągnie.

 

W dniu 10.05.2024 o 21:41, VasKes napisał(a):

Ja tylko powiem, że daj sobie czas. Nawet najbardziej beznadziejne przypadki zakochania mijają. Jak Cię zablokowała na FB to skasuj jej numer. Postaw na siebie. Cele, zdrowie, hobby, wyjdź do ludzi. Gwarantuję Ci, że z biegiem czasu o niej zapomnisz. Kwestia czasu i braku kontaktu. Trzymaj się 🦾

Na szczęście kontaktu nie ma od półtora miesiąca i czuję, że raczej go już nigy nie będzie. Mam czystą kartę, mogę skupić się na sobie. Wrócić na treningi, czytać, zyskiwać nowych znajomych. Najgorsze za mną, teraz może być już tylko lepiej.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, Micha napisał(a):

Ostatnie doświadczenie raczej wyleczyło mnie z tej niezdrowej przypadłości. Już dobrze wiem, że jedna osoba związku nie pociągnie.

Tylko wiesz, że to tak nie działa?

Świadomie może i chciałbyś mieć zdrową, fajną relację, ale taka prawdopodobnie będzie dla Ciebie nudna i nie pociągająca.

Podświadomość ciągnie Cię do spierdolonych lasek bo tam dostajesz koktajl emocji, które masz wbite do głowy dla prawidłowego funkcjonowania.

Taki prawdopodobnie masz wzorzec "miłości" wyniesiony z domu rodzinnego.

Jak wyglądały u Ciebie relacje z rodzicami?

Jak wyglądały relacje ojca z matką?

Najczęściej tam należy doszukiwać się przyczyn włażenia w niezdrowe relacje w dorosłym życiu.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)
30 minut temu, Kogut napisał(a):

 

Jak wyglądały u Ciebie relacje z rodzicami?

Jak wyglądały relacje ojca z matką?

 

Relację z rodzicami mam bardzo dobrą. Może nie najlepiej się dobrali, czasem się kłócą, ale w gruncie rzeczy zupełnie normalne małżeństwo z 40 letnim stażem. 

 

30 minut temu, Kogut napisał(a):

Tylko wiesz, że to tak nie działa?

Świadomie może i chciałbyś mieć zdrową, fajną relację, ale taka prawdopodobnie będzie dla Ciebie nudna i nie pociągająca.

Podświadomość ciągnie Cię do spierdolonych lasek bo tam dostajesz koktajl emocji, które masz wbite do głowy dla prawidłowego funkcjonowania.

Hmm, zaczynam się obawiać, że zachowuję się jak baba

Edited by Micha
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Micha napisał(a):

Relację z rodzicami mam bardzo dobrą. Może nie najlepiej się dobrali, czasem się kłócą, ale w gruncie rzeczy zupełnie normalne małżeństwo z 40 letnim stażem. 

Wiesz, pojęcie normalne jest bardzo szerokie.

Nie każda relacja czy też rodzina dysfunkcyjna jest patologiczną, natomiast każda patologiczna jest dysfunkcyjną.

To, że nie latały krzesła nie oznacza, że były zaspokajane podstawowe potrzeby emocjonalne dziecka.

Pytając jaką miałeś relację miałem raczej na myśli to jakbyś ocenił więź między Wami. Czy jest ona silna czy raczej powierzchowna?

Czy to matka czasami nie była tą dominującą?

Trochę odbiegamy od tematu, warto jednak poszukać przyczyn tego, że wikłasz się w takie relacje żeby w przyszłości tego uniknąć.

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

  

Teraz, Kogut napisał(a):

Pytając jaką miałeś relację miałem raczej na myśli to jakbyś ocenił więź między Wami. Czy jest ona silna czy raczej powierzchowna?

 

Dzięki za zainteresowanie. Spróbuję w takim razie to rozwinąć. No więc ojciec był zawsze super zamkniętym w sobie introwertykiem i generalnie nie poświęcał mi specjalnie dużo czasu. To nie był typ taty, który gra z synem w piłkę,  uczy majsterkować, czy zabiera na wyjazdy. Jednak gdy trzeba, zawsze można było na niego liczyć. Taki typ, można powiedzieć.

 

Z matką od zawsze miałem bardzo silną więź, można uznać, że jest rodzicem, opiekunem, ale również najbliższym przyjacielem. Jest bardzo wrażliwa, delikatna i idealistyczna, przez co nie raz dostała od życia. Sądzę, że pod względem charakteru jestem do niej bardzo podobny.

 

Starzy od zawsze się kłócili, ale nigdy nic więcej niż krzyki. Szybko się też godzą. Są do siebie bardzo przywiązani, jednak niestety wybitnie widoczny jest brak cech wspólnych, każde ma swoje życie skupione głównie wokół pracy.

 

Więc generalnie w moim wychowaniu były same kobiety. Matka, babcia i starsza siostra.

 

Jeśli chodzi o związki, no to pierwszy raz się zakochałem jak miałem 17 lat, dziewczyna 15. Przez ponad rok próbowałem do niej startować, ale mnie kompletnie zfriendzonowała. To była dziwna dziewczyna, ale ledwo ją pamiętam.

 

W końcu odpuściłem i zacząłem się spotykać z dziewczyną, która do mnie wyraźnie się garnęła. Ja 18 lat, ostatnia klasa ogólniaka, ona 15, ostatnia gimnazjum. Byliśmy razem rok. Wielka miłość, plany na przyszłość, standardowe głupoty. Ona była kompletnie rozstrojona hormonalnie i psychicznie bardzo niestabilna. Ja znów byłem o nią obsesyjnie zazdrosny. Ostatecznie rzuciła mnie dla innego faceta, (poznanego w internecie w grze), oczywiście SMSem. Wiem, że jeszcze będąc ze mną odwalała różne rzeczy w sieci (czaty z facetami, rozbierane fotki itp. Po latach powiedziała mi, że ma borderline.

 

Trzeciej dziewczyny praktycznie nie pamiętam, to było jakoś rok po rozstaniu, miałem 20 lat, ona rok starsza. Spotykaliśmy się przez sześć miesięcy. Ona była z rozbitej rodziny i miała młodszą siostrę z niedorozwojem. Była bardzo zachowawcza, ja też po doświadczeniach starałem się za bardzo nie angażować. Nie było chemii. Rzucając mnie zachowała się fair, bo spotkała się ze mną i powiedziała mi otwarcie, że nic do mnie nie czuje.

 

Oczywiście po każdym rozstaniu był z mojej strony festiwal poddaństwa, proszenie, błaganie o przyjaźń itp, no i trwające około dwa miesiące dochodzenie do siebie.

 

No i od tego czasu nie było nic. Co najwyżej jakieś pojedyncze randki z których absolutnie nic nie wynikało. Mało kobiet też pojawiało się generalnie w moim życiu (studia i robota później zdecydowanie zmaskulinizowane). Pewnie jest to jeden z powodów dla którego tak mi odbiło na punkcie tej ostatniej.

Edited by Micha
Link to comment
Share on other sites

Kolejny związek z biedna nieśmiałą z fobią społeczna co by chciała ale się boi. Nie wie czego chce. Ale jak na horyzoncie pojawia się przystojny bogaty walnięty to nieśmiałość cudownie znika. Klasyka gatunku. Na pewno ją zmienisz. To jest tylko kwestia czasu. Chcieć to móc. Powiedział to poseł platformy czyli oszust bandyta i złodziej. 5,19 za litr benzyny i inne tego typu bajeczki dla debili.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Desperaci tak dziwnie śmierdzą. 

Tak im spod pach śmierdzi. 

Kwaśnie. 

 

Bez urazy kolego ale nie bądź desperatem i nigdy nie przepraszaj. Szczególnie kobiet. 

One tego nienawidzą. 

 

One gardzą dobrymi, kulturalnymi mężczyznami. 

 

Kurtuazję i kulturę osobistą zostaw na biznes i kontakt z klientem. Dla rodziny i osoby która Ci płaci za robotę 

 

https://youtu.be/tNdRjmYHGQM?si=DUWNCqsQCY-kfqT3

Edited by Dowódca plutonu
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Ona 33 lata .....

 

Ja: 30 lat........ 

 

I na tym skończyłem czytanie opowieści. Weź się za siebie i znajdź sobie taką np 23 lata a góra 25 lat. I taką bez problemów z głową. 

 

Potem nam tu opisz jak poszło

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Oki, to zwrócę uwagę na to czego może koledzy nie widzieli:

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

W pewnym momencie, przy drinku zaczęliśmy rozmawiać. I po prostu bajka. Rozmowa kleiła się od samego początku.

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Byłem zszokowany. Nikt od dawna nie wykazał wobec mnie tyle zainteresowania i sympatii. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące i pokombinowałem, żeby wracać następnego dnia do Warszawy tym samym pociągiem co ona, na co ona się wyraźnie ucieszyła.

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

W pociągu znów, mimo braku wygody na korytarzu, calutka podróż spędzona na fantastycznej rozmowie

Tyle czasu mineło a opowiadasz to z takimi wypiekami na twarzy, że widać, że Cię dalej trzyma. Odpowiedz sobie na pytanie na wstępie, kto tu dla kogo jest nagrodą. Jak ty tak mocno przeżywałeś tą rozmowe to jak ona mogła to wiedzieć?

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Od tego momentu pisaliśmy do siebie praktycznie codziennie, ale bez presji. Zaczęliśmy się też spotykać, z reguły raz w tygodniu. Przy trzecim spotkaniu (zaprosiła mnie do siebie) pierwszy raz ją pocałowałem, bo chyba tego oczekiwała

Coś mało tych spotkań jak na mieszkanie blisko siebie i codzienne pisanie.

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Od samego początku był duży problem z umawianiem się. Bardzo częste przekładała i zmieniała plany

Tu jest etap, gdzie pierdolisz wszystko ekspresowo. Zasada jest prosta -> proponujesz, słyszysz nie i brak kontroferty, mówisz "ok rozumiem" i czekasz. Czekasz choćbyś miał oszaleć, nie piszesz, nie dzwonisz czekasz. Przekłada spotkanie i tłumaczy się głupio -> " ok rozumiem" i czekasz. Jeżeli ona nic nie proponuje to odpowiadasz na wiadomości normalnie ale już nic nie proponujesz. Nie jesteś jakimś animatorem czasu wolnego, żebyś zawsze wychodził z inicjatywą. Dotyczy wszystkich związków w życiu. 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Było bardzo przyjemnie, ale w pewnym momencie powiedziała, że „to trochę za szybko idzie”

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Odparłem, że oczywiście, że nie musimy się spieszyć i możemy się zachowywać jakby tego nigdy nie było

Przepraszam, ale Ku*** co to ma być? przecież to jest ewidentny tekst sprawdzający czy masz jajca czy nie. 

"wiesz micha sprawy idą trochę za szybko" -> "masz rację, nie nic poradzę, że tak na mnie działasz, cieżko się opakować bla bla bla"

a ty ja tu przepraszasz, że ją zaliczyłeś xD kastracja poziom ekspert

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Sylwester

Po miesiącu związku zaproponowałem jej wspólne spędzenie Sylwestra wśród znajomej ekipy, w Krakowie. Powiedziała, że bardzo chętnie by się wybrała, ale nie może ze względu na psa. Na moja propozycję, byśmy spędzili go w takim razie razem we dwójkę powiedziała znów że „to trochę za szybko idzie” mimo, że kochaliśmy się tydzień wcześniej, przed świętami, (to już po tym wcześniej wspomnianym pierwszym kontakcie) i że z chęcią by spędziła, ale we większym gronie. Pół godziny później zapytała, czy zobaczymy się w weekend (akurat dzień przed Sylwestrem). Spędziliśmy ten dzień razem, przyjemnie – kino, obiad i muzeum. A Sylwester osobno, każde w swoim domu. Pisaliśmy tylko do siebie SMSy. Wyszło to generalnie dość dziwnie, ale nie roztrząsałem.

Jedziemy na sylwestra do moich znajomych do krk, mozesz wziac psa. Nie? ok to jadę sam.

Zobaczymy się w weekend? Nie, jade do krk do znajomych, mam nadzieje ze bedziesz się dobrze bawić.

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Napisała mi SMSa, że chyba musi się chce wyprowadzić z Warszawy. Sprawiło mi to przykrość i powiedziałem jej to.

CO ci sprawilo przykrość to, że laska z którą nawet nie jestreś chce się wyprowadzić? xD

Ok niech się wyprowadza. Puszczasz mimo uszu i tyle. Kolejna kontrola długości smyczy.

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

„Wpada do niej kumpel, który ma biznesy w Warszawie i traktuje ją jak hotel”

czytaj wpada moje ruchadło, które akurat jest w wawie a ty siedz grzecznie w domu i czekaj na znak.

 

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

W końcu napisałem jej SMSa, że przepraszam za swoje niezręczne zachowanie, ale dużo myśli kotłowało mi się w głowie i ja przy takim natłoku trochę drętwieję.

Zaś przepraszasz za swoje uczucia.

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

„Nie pasujemy do siebie. Ja po prostu szukam kogoś innego”.

ok, 3maj się! 

 

Myśle kolego, że jesteś osobą wysokowrażliwą, takim romantycznym bohaterem swojej opowieści, który wierzy w bajki. Postawiłeś tą kobietę wyżej od siebie w relacji, ze strachu robiłeś rzeczy, które cię postawiły w roli śmiecia dla niej i dokładnie Cię tak potraktowała. Nie miałeś jaj, żeby bronić siebie jako meżczyzny, nie miałeś pewności siebie. Myślę, że nadal drżysz jak o niej myślisz i trochę marzysz, że ona się odezwie.

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

Singiel od 10 lat,

to mówi samo za siebie. Los ci rzucił ochłap i go wziałeś jak roztargiona dusza. Teraz los ci zabrał i wpadles w panikę i lęk.

Gdybyś miał wybór wsród kobiet to role były by odwrócone, ona by za tobą latała, to ona by proponowała a ty byś tylko akceptował i prowadził relacje.

Myślę, że masz dużo nauki przed sobą jak przewodzić i prowadzić kobiety, jak mieć jaja, żeby mówić co czujesz i nie przepraszać za to, że miałeś ochotę ją zaliczyć.

  • Like 4
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

54 minuty temu, calltoaction napisał(a):

Oki, to zwrócę uwagę na to czego może koledzy nie widzieli:

Oj bracie. Otrzeźwiajacy kop w jaja działa faktycznie lepiej niż wszystkie psycholoszki.

 

Serio dzięki ;)

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Nie będę krytykował bo każdy kiedyś był chyba w tym miejscu. Niestety ciebie dość późno w życiu to spotkało. Z doświadczenia wiem, że na takie pierdololo pod tytułem "nie wiem co czuje" najlepiej działa "to wypi3rd@l@j" 😂😂 i blokada. Rekordzistka wytrzymała 3 dni. 

Nagle się jednak dowiadywały co czują, jak były NAWET ładne to jeszcze ten ostatni raz i papa, a jak miały zryte banie to nie było przeproś. 

W wieku 30 lat to ty możesz jeszcze wyruchać pół województwa ;)

Bab się nie analizuje, bierzesz co dają a później next please. Po 2-3 razach wrażenia to na Tobie nie zrobi. One to czują więc każda kolejna jest coraz bardziej potulna. 

Edited by Rapke
  • Thanks 1
  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

W sumie niewiele tu można dodać, ale jedną rzecz tak. Całkiem ważną.

Jeśli panienka nie rozlicza się z pieniędzy to samo to ją wyklucza i to szybko, zanim poprosi o pożyczkę a ty jej ją dasz.

Nie zobaczysz już nigdy tej kasy nawet jakby była nieduża.

Przerobiłem to kilkakrotnie, pod koniec jeszcze raz, mała kwota pożyczona dla testu.

Nawet stówy nie oddadzą i to nawet gdy mają dochód dwa razy większy od twojego.

Kasa ma płynąć tylko do baby, nigdy odwrotnie, tak mają w genach.

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

W dniu 10.05.2024 o 16:22, Micha napisał(a):

wcale nie miałem w głowie seksu ani nic takiego)

Ni99a Please! 
 

Ta laska to zawodowiec, przed zbrodnią zakłada/działa w rękawiczkach aby nie zostawić detektywowi żadnych śladów.
 

W końcu nawet zawodowiec czuje się tak pewnie, (detektyw nie widzi poszlak) że popełnia duży błąd - Sylwester! 
 

A detektyw dalej dupa - po tym sylwestrze to był material - na worek na spermę w miarę możliwości, z tym, że nawet dupy dobrze dać nie potrafi bo podobno wiara…

 

Muzułmanki robią to w dupę!  Dlaczego? Bo wiara! 

W dniu 13.05.2024 o 15:05, calltoaction napisał(a):

Tyle czasu mineło a opowiadasz to z takimi wypiekami na twarzy, że widać, że Cię dalej trzyma. Odpowiedz sobie na pytanie na wstępie, kto tu dla kogo jest nagrodą. Jak ty tak mocno przeżywałeś tą rozmowe to jak ona mogła to wiedzieć?

Bohater tak to opisał, że ja w niej też się zadłużyłem. 

Edited by zuckerfrei
Link to comment
Share on other sites

W dniu 10.05.2024 o 17:22, Micha napisał(a):

I cały czas gdzieś głęboko pali się ta resztka nadziei, że może jednak się do mnie odezwie. Że mimo, że ten związek był tak krótki, to coś dla niej znaczył.

Rozczarowanie to dobre słowo, przestajesz się czarować i widzisz jak jest.

Ona tak samo jak i Ty chciała cos dostać z tej relacji (na poziomie emocji).

Nie wzbudzałeś takich emocji jak chciała to się znudziła i zmieniła dostawcę.

 

Gdy uświadomisz sobie jak sam działasz na poziomie emocjonalnym i zauważysz te same schematy u innych (różniące się tylko uwarunkowaniem) będziesz mógł się trochę wyluzować a te trochę wystarczy by zmienić optykę.

Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.