Jump to content

Recommended Posts

Ech, muszę się wyżalić i poprosić o Waszą opinię, bo niby nic wielkiego się nie dzieje, da się żyć ale lata lecą, a decyzji w pewnej sprawie podjąć nie mogę.

 

Spotykam się od nieco ponad roku z kobietą, w zasadzie nazwijmy to po imieniu - jesteśmy parą.

Ona 41, ja 43 lata.

Ona rozwódka, ja rozwodnik. 

Ona rozwiedziona 18 lat temu, po krótkim okresie, chyba 3 lata, ja blisko 3 lata temu po kilkunastu latach małżeństwa.

Ona ma 2 synów 19 i 21 lat, starszy na studiach dziennych, mieszka w akademiku 300km od domu, młodszy w ub. roku poszedł do pracy, studiuje zaocznie, mieszka z jej rodzicami, 100km od domu, z uwagi na większy rynek pracy.

Ja mam syna 18 letniego, mieszka z byłą żoną.

 

 

Ona jest osobą szalenie inteligentną, co prawda nie ukończyła studiów, ma średnia z maturą, bo studia przerwała z uwagi na zajście w ciążę, a potem nie było czasu, bo najpierw małe dziecko, potem drugie, a potem rozwód, mieszkanie z rodzicami, po 5-6 latach poszła do pracy, rodzice pomogli stanąć na nogi, pomogli przy dzieciach. Były mąż poza płaceniem alimentów w śmiesznych kwotach (małe miasto, sąd orzekł niskie kwoty) przepadł gdzieś za granicą i siedzi tam do dziś.

Wynajmuje mieszkanie, od 10 lat, trzecie z rzędu, klasyczna tułaczka. Pracuje, zarabia, utrzymuje się sama, dokłada dzieciom, były mąż starszemu synowi na studiach wciąz płaci alimenty.

 

 

Tyle twardych faktów. Teraz o mniej namacalnych kwestiach:

 

Dogadujemy się bardzo dobrze, mamy wspólne poczucie humoru, wiele tematów do rozmów, podobny system wartości, oboje lubimy sport, wycieczki rowerowe, chodzenie po górach, turystykę.

Tu się niestety plusy i zalety kończą.

Ona ma zdiagnozowaną depresję, kilka lat leczyły sie psychiatrycznie, chodziła do psychiatry, brała leki typu Zoloft, Lerivon. Terapia trwała wg. jej relacji prawie 2 lata, przyniosła poprawę. Niestety nie wyleczyła sie z tego do końca i problem w niej wciąz pozostał. 

Na co dzień jest tzw. wysokofunkcjonująca, potrafi problem zamaskowac, być duszą towarzystwa, w pracy radzi sobie wyśmienicie, jest chwalona.

Problemy zaczynają sie po przyjściu do mieszkania, w którym mieszka sama, ja wpadam 2-3 razy w tygodniu, czasem na popołudnie i wieczór, czasem na cały weekend. Mieszkamy 30km od siebie. Kontakt telefoniczny mamy stały, kilkanaście wiadomości dziennie, 1-2 telefony.

Owe problemy polegają na kompletnym spadku jakiegokolwiek napędu do życia - nie sprząta ani w łazience, ani nie odkurza podłóg, nie myje okien, nie robi w zasadzie nic poza co najwyzej zamiecieniem miotłą w korytarzu jak się nawnosi na butach piachu.

 

Kilka razy z nią o tym rozmawiałem, że tak być nie może, że wanny a 3 miesieczny osad, na oknach od zewnatrz mozna pisac, od srodka biały ramy są czarne od kurzu i pleśni, dywan w pokoju wygląda jest zadeptany przez psa i jego sierść, a po meblach można by pisać palcem tyle kurzu. W sypialni dramat, ciuchy leza rozwalone na podłodze.

Jej tłumaczenie to takie, ze jak wraca do domu to nie ma już cyt. "wyczerpane baterie socjalne" i marzy tylko by się położyc do lozka i doczekac wieczora. Czasem przed TV, za to wiecznie ze smartfonem w ręce.

Nie, z nikim nie randkuje - gra w jakieś ogłupiające gry dla dzieci, bo tłumaczy to tym, że schodzi z niej stres. No nie wiem czy na platformie ROBLOX są gry dla 40 latków....

 

Jak przyjezdżam to idziemy sobie gdzieś na rower, do kina, czasem cos ona ugotuje (bdb gotuje, umie), na grilla do jej znajomych (ja w jej miescie nikogo nie znam). 

 

 

Zatem o co mi chodzi?

 

 

Męczę się w tym związku. Wszelka inicjatywa pochodzi ode mnie, co najwyzej w stosunku 20:80 na moją korzyść. Jej stan psychiczny staje się dla mnie sporym obciązeniem, łapię się sam na tym, że zamiast się rozwijac myślę jak jej pomóc, tchnąć w nią życie na nowo itp.

W ub. tygodniu jak u niej byłem w weekend stwierdziłem, że spróbuję ją jakoś zzmotywować, sprowokować i zabrałem się za mycie okien , bo już prawie nie było nic widać - umyłem gruntownie okno w duzym pokoju, pozostało jedno w kuchni i w malym pokoju. Liczylem, ze jak zobaczy, co robię, to zrobi się jej głupio i mi pomoze/pojdzie myć w drugim pokoju sama. Nic takiego się nie stalo, siedziała z głową w telefonie. Widząc to, dokończyłem mycie okna, by nie zostawiać w połowie roboty, wylalem wiadro z brudną w odą do sedesu, poszedłem się położyć na kanapę i tez wziąłem telefon. Tak leżeliśmy do wieczora, po czym wyszedłem, wsiadłem a uto i wróciłem do domu, bo następnego dnia na 7.30 do pracy.

Seks bardzo słaby, typowa kłoda - żadnej inicjatywy z jej strony, wyłącznie z mojej - 1-2 razy w miesiącu. Ostatnio to już nawet nie proponowałem, bo mówię sobie wolę sobie sam dać rade, na to samo wyjdzie.

Z seksem było tak od początku i można to tłumaczyć depresją - spadek libido w depresji jest powszechnym faktem. Jednak jakie to ma znaczenie - fakty są jakie są, seks praktycznie nie istnieje.

 

 

Pytanie do was:

 

Brnęlibyscie w to dalej, bez zobowiazań?  Ona wolna, ja wolny, dzieci odchowane, nikomu się do ślubu juz z nas nie śpieszy i w ogóle ani ja ani ona nie chcemy. 

W zasadzie dobrze mi się z niąspędza wolny czas, a nie mam znajomych poza pracą, każdy pochłonięty życiem rodzinnym, a ja rodziny juz nie mam.

Boję się też o nią, jak odejdę, bo ona również nie ma nikogo, jestem jej spowiernikiem, terapeutą, doradcą. 

Tylko czy warto sobie brać na głowę taki problem w dłuższym ujęciu czasowym?

 

Link to comment
Share on other sites

Moim zdaniem nie warto. Ty myjesz jej okna, a ona z nosem w telefonie. Słabo to wygląda. 

Godzinę temu, Wolumen napisał(a):

Boję się też o nią, jak odejdę, bo ona również nie ma nikogo, jestem jej spowiernikiem, terapeutą, doradcą. 

Kluczowe zdanie. Na początku co prawda napisałeś, że jesteście parą, ale nie jesteś jej chłopakiem/partnerem zwał jak zwał.

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Wolumen napisał(a):

Brnęlibyscie w to dalej, bez zobowiazań?

"Samotność gorsza od depresji"

Wygląda to u Ciebie jako obawa samotności.

Link to comment
Share on other sites

46 minut temu, Wolumen napisał(a):

Brnęlibyscie w to dalej, bez zobowiazań?

 

Nie

 

46 minut temu, Wolumen napisał(a):

W zasadzie dobrze mi się z nią spędza wolny czas

 

46 minut temu, Wolumen napisał(a):

a nie mam znajomych poza pracą

 

46 minut temu, Wolumen napisał(a):

ja rodziny juz nie mam

 

Nie nauczyłeś się za wiele o kobietach po swoim małżeństwie. Jesteś na forum 4 lata... chłopie ogarnij się

 

46 minut temu, Wolumen napisał(a):

Boję się też o nią, jak odejdę, bo ona również nie ma nikogo, jestem jej spowiernikiem, terapeutą, doradcą. 

 

Jesteś jej nudnym kolegą z penisem, do tego spowiernikiem, terapeutą, doradcą, potencjalną trampoliną do zabicia czasu

Gdyby pojawił się zainteresowany nią czad dostałbyś kopa w dupe bez mrugnięcia okiem, ale obecnie może liczyć tylko na spokojnego gościa, który jest z nią nawet (!) dla słabego seksu

 

46 minut temu, Wolumen napisał(a):

Tylko czy warto sobie brać na głowę taki problem w dłuższym ujęciu czasowym?

 

Przecież wiesz

  • Like 5
Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, Richard_Ramirez napisał(a):

 

Nie

 

 

 

 

Nie nauczyłeś się za wiele o kobietach po swoim małżeństwie. Jesteś na forum 4 lata... chłopie ogarnij się

 

 

Jesteś jej nudnym kolegą z penisem, do tego spowiernikiem, terapeutą, doradcą, potencjalną trampoliną do zabicia czasu

Gdyby pojawił się zainteresowany nią czad dostałbyś kopa w dupe bez mrugnięcia okiem, ale obecnie może liczyć tylko na spokojnego gościa, który jest z nią nawet (!) dla słabego seksu

 

 

Przecież wiesz

 

 

Trochę na wyrost mnie oceniasz.

Nie mam zamiaru ani z nią zamieszkać, ani ona ze mną nie ma takiego zamiaru.

Spotykamy się z wolnej stopy, jest miło, czasem jakiś wypad w góry na weekend.

Typowy uklad dla zabicia czasu.

 

 

Tyle, że człowiek nawet do psa się przyzwyczaja, a co dopiero do drugiego człowieka.

I właśnie w związku z tym zastanawiam się, na okoliczność tego przyzwyczajenia, czy to ma jakąkolwiek przyszłość...Wszak jeszcze 3-5 lat mogę się tak pobawić , a potem?

Ja mieszkanie mam własne, ona nie. Obawiam się, że ona za jakiś czas kompletnie popadnie w ruinę psychiczną, straci pracę i środki do życia i wowczas wszystko co z jej utrzymaniem związane spadnie na mnie, bo ona nikogo innego nie ma.

 

9 minut temu, Magos Dominus napisał(a):

Moim zdaniem nie warto. Ty myjesz jej okna, a ona z nosem w telefonie. Słabo to wygląda. 

Kluczowe zdanie. Na początku co prawda napisałeś, że jesteście parą, ale nie jesteś jej chłopakiem/partnerem zwał jak zwał.

 

Tak, sytuacja z myciem okien mnie zszokowała. 

Sam fakt, że ktoś by mi zaczął myć okna w domu by mną tak wstrząsnąl, ze bym mu zabronił i sam dokonczyl, a na drugi dzień posprzątał calą chatę ze wstydu.

Jej to nie ruszyło.

Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, Wolumen napisał(a):

Trochę na wyrost mnie oceniasz.

 

No pewnie tak, nie siedzę z tobą w barze przy piwku

 

1 minutę temu, Wolumen napisał(a):

Nie mam zamiaru ani z nią zamieszkać, ani ona ze mną nie ma takiego zamiaru.

Spotykamy się z wolnej stopy, jest miło, czasem jakiś wypad w góry na weekend.

Typowy uklad dla zabicia czasu.

 

1 minutę temu, Wolumen napisał(a):

Tyle, że człowiek nawet do psa się przyzwyczaja, a co dopiero do drugiego człowieka.

I właśnie w związku z tym zastanawiam się, na okoliczność tego przyzwyczajenia, czy to ma jakąkolwiek przyszłość...Wszak jeszcze 3-5 lat mogę się tak pobawić , a potem?

 

Przeczytaj co sam napisałeś, nie dostrzegasz tu delikatnie mówiąc sprzeczności? Ty wiesz właściwie czego chcesz od życia? W wieku 43 lat wypadałoby mieć jakieś standardy w tej kwestii, tym bardziej gdy zaznałeś piekła rozwodu.  Z kupnem psa to nie jest wcale głupi pomysł. Masz jakiś pomysł na samego siebie, poza ratowaniem starszej pani z opresji w zamian za seksik wart stówkę?

 

1 minutę temu, Wolumen napisał(a):

Ja mieszkanie mam własne, ona nie. Obawiam się, że ona za jakiś czas kompletnie popadnie w ruinę psychiczną, straci pracę i środki do życia i wowczas wszystko co z jej utrzymaniem związane spadnie na mnie, bo ona nikogo innego nie ma.

 

No znasz swoją sytuację najlepiej. Każdy rozsądny człowiek by się z tego ewakuował.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Jak się poznaliście? 
Dokładnie. 
 

 

Ruchać, nie obserwować. 
 

Jeżeli jest słabe ruchanie, to walić sobie jej ciałem konia. 

Jedyne co musisz zrobić to zadecydować czy wrzucasz sobie ją w koszty. Tzn jak chcesz iść w góry to oblicz sobie w głowie czy się to Ci opłaca, chcesz tego czy nie. To Twoja inicjatywa. Możesz iść sam, lub z kimś innym. Co Ci się opłaca najbardziej? 
 

 

Natomiast, jeżeli męczy Cię to, że tylko Ty wychodzisz z incjatywą tzn koszt masz za duży na swoją głowę!  

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Brzmi to wszystko słabo, seks słaby, no ale nadal mowisz że dosyć dobrze spędza się z nią czas.

Tutaj wszystko zależy od Ciebie, niczym nie jesteś uwiązany. Jeżeli czujesz siły i chce Ci się to spróbuj wrócić jeszcze na rynek, sprawdź czy uda Ci się jeszcze nawiazać relację z inną młodszą kobietą.

 

Chociaż jak tak myślę, trochę młodsza to pewnie i tak rozwódka będzie z dziećmi młodszymi. Tej obecnej dużą zaletą jest, że dzieci już odchowane i poza domem.

Pewnie boisz się samotności, to wtedy wiadomo że obecny stan rzeczy lepszy, bo i tak jak nie chcesz to nie przyjeżdzasz do niej.

 

Jeżeli nie chcesz iść w poszukiwania innej, to przynajmniej zdystansuj się od obecnej, mniej się kontaktuj i mniej przyjeżdzaj. Jak do niej przyjedziesz to w nowym ciuchu i z nowym zapachem perfum, tak aby przeszło przez myśl jej, że może "szykujesz nową gałąź". I wtedy zobaczysz, czy ją to jakoś zmotywuje i później podejmiesz kolejne decyzje.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)
2 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Męczę się w tym związku.

 

2 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Kilka razy z nią o tym rozmawiałem, że tak być nie może,

 

2 godziny temu, Wolumen napisał(a):

ej stan psychiczny staje się dla mnie sporym obciązeniem,

 

Gdybyś wierzył, że ona się zmieni, ten temat by nie powstał, w sumie zaznaczyłeś na starcie, że spotykacie się od ponad roku. Cały rok żyłeś nadzieją i masz tego efekt. Przywiązałeś się, a to zawsze źle wróży. Jesteś kolejnym gościem, który myśli, że kogoś wybawi. Oświecę Cię, nie wybawisz. Jeśli ktoś będzie się chciał zmienić, to zrobi to dla siebie, bez pomocy innych. Dobrze wiesz, jaka jest tego przyszłość.

 

Edited by WoLe
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

8 minut temu, Tyrion napisał(a):

Brzmi to wszystko słabo, seks słaby, no ale nadal mowisz że dosyć dobrze spędza się z nią czas.

Tutaj wszystko zależy od Ciebie, niczym nie jesteś uwiązany. Jeżeli czujesz siły i chce Ci się to spróbuj wrócić jeszcze na rynek, sprawdź czy uda Ci się jeszcze nawiazać relację z inną młodszą kobietą.

 

Chociaż jak tak myślę, trochę młodsza to pewnie i tak rozwódka będzie z dziećmi młodszymi. Tej obecnej dużą zaletą jest, że dzieci już odchowane i poza domem.

Pewnie boisz się samotności, to wtedy wiadomo że obecny stan rzeczy lepszy, bo i tak jak nie chcesz to nie przyjeżdzasz do niej.

 

Jeżeli nie chcesz iść w poszukiwania innej, to przynajmniej zdystansuj się od obecnej, mniej się kontaktuj i mniej przyjeżdzaj. Jak do niej przyjedziesz to w nowym ciuchu i z nowym zapachem perfum, tak aby przeszło przez myśl jej, że może "szykujesz nową gałąź". I wtedy zobaczysz, czy ją to jakoś zmotywuje i później podejmiesz kolejne decyzje.

 

 

Pogodziłem się już, że jestem w takim wieku, że poznanie kobiety bezdzietnej jest już praktycznie niemożliwe.

Stare panny 35+ odpadają bo z jakiegos powodu starymi pannami są, a psychika takiej kobiety potrafi być tak zaorana, że sama ze sobą nie wytrzymujez a co dopiero z kimś.

 

Gdyby nie fakt depresji i w ogóle dosc ponurej aury, która roztacza wokół siebie, to nie miałbym takich wątpliwości tylko bym sobie to kontynuował i obserwował co z tego będzie.

Natomiast te jej stany zaczynają mi rzutować psychikę i przez to zaczynam się zastanawiać czy ratować siebie czy ten związek.

Trochę zle się czuję z myślą, że zostawię ją bo ma problemy z depresją, wątpliwe to z moralnego punktu widzenia.

Natomiast z drugiej strony nie umiem jej pomóc, terapii odmawia twierdząc, że i tak to nic nie da. Wszechobecna wizja katastrofy, dekadencki sposób myślenia, brak krzty optymizmu w niej.

To powoduje, ze mi sie odechciewa bo wygląda na to, ze nic sie nie poprawi.

Link to comment
Share on other sites

2 hours ago, Wolumen said:

Boję się też o nią, jak odejdę, bo ona również nie ma nikogo, jestem jej spowiernikiem, terapeutą, doradcą. 

Tylko czy warto sobie brać na głowę taki problem w dłuższym ujęciu czasowym?

 

Wydaje mi się, że masz zupełnie normalne podejście, empatia działa, ale nie jesteś odpowiedzialny za jej dobrostan.

Próbowałeś pomóc, nic się nie zmieniło, a jest to na dłuższą metę bardzo drenujące psychicznie (poświęcasz swoją energię na napisanie tego tematu, więc gdzieś Ci to ciąży)

 

Zresztą, nawet jeśli podjęłaby znów terapię i leczenie, a jej stan by się poprawił, wiesz kto byłby ostatnim elementem przypominającym jej traumatyczny okres?

Tylko jego usunięcie pozwoli na zakończenie kuracji sukcesem.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Autorze,

A mnie wydaje się, że problemem dla siebie jesteś Ty sam.

Nie jest powodem tego, że w tym tkwisz chęć niesienia jej pomocy tylko Twój lęk przed samotnością.

Cała reszta jest tylko racjonalizacją i nieudolną próbą wytłumaczenia sobie samemu, że jej nie potrzebujesz.

Bo jak inaczej wytłumaczyć tkwienie w czymś co Ci nie służy i jesteś tego całkowicie świadomy.

A zasada powinna być prosta - jeśli coś mi nie służy to nie uczestniczę w tym. A Ty robisz na przekór sobie, nie wiedzieć czemu.

Tzn. wiadomo czemu bo prawdopodobnie uważasz, że nic lepszego Cię w życiu nie spotka.

Poczucie wartości pewnie leży bo inaczej już dawno byś się z tego eksmitował. I od tego należy zacząć swoje rozkminy.

  • Like 7
Link to comment
Share on other sites

8 minutes ago, Wolumen said:

Pogodziłem się już, że jestem w takim wieku, że poznanie kobiety bezdzietnej jest już praktycznie niemożliwe.

Stare panny 35+ odpadają bo z jakiegos powodu starymi pannami są, a psychika takiej kobiety potrafi być tak zaorana, że sama ze sobą nie wytrzymujez a co dopiero z kimś.

 

Dokładnie o to mi chodziło, jest jakaś mała część facetów którzy potrafią przy aparycji i innych atutach wyrywać 20 lat młodsze kobiety, ale dla nawet ogarniętych normików to jest nieosiągalne nawet przy dużym wkładzie pracy i samodyscyplinie. Ale oczywiście nie można tego traktować jako usprawiedliwienia do nic nierobienia.

Dlatego rozumiem Ciebie, że wracanie na rynek nie jest łatwe bo to wybór dla Ciebie która teraz i z jakimi dziećmi będzie, bo panna 35+bez dzieci i rozwodu to już jakaś czerwona flaga sama w sobie, może nawet chcąca od razu dziecko wlasnie teraz.

 

Ale do tematu, co do teraz to tak jak napisałem przychodzi mi na myśl tylko dystans i przestraszenie jej że możesz odejść swoim zachowaniem. Ale zachowaniem, ale nie werbalnym szantażem. Aby same jej szare komórki coś powiedziały że on coś się zmienia.

Nie wiem czy nie przesadzasz z tym zamartwianiem o odejście i potencjalne pogorszenie się jej z tym związane. Czy przypadkiem tym zamartwianiem nie maskujesz jednak przywiązania i ustawiasz się trochę podświadomie w roli matki teresy, a tak serio to i ona jest Ci potrzebna?

Spokojnie, tak jak opisałeś to ona sobie nic złego nie zrobi, ma dwóch synów, ma jeszcze rodziców, więc ma dla kogo żyć i nic złego nie zrobi, tak przynajmniej uważam.

 

 

3 minutes ago, Kogut said:

Nie jest powodem tego, że w tym tkwisz chęć niesienia jej pomocy tylko Twój lęk przed samotnością.

Cała reszta jest tylko racjonalizacją i nieudolną próbą wytłumaczenia sobie samemu, że jej nie potrzebujesz.

Dokładnie to samo pisałem, skłaniam się do tego że autor obudował sobie niechęc do podjęcia męskiej decyzji.

Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Liczylem, ze jak zobaczy, co robię, to zrobi się jej głupio

 

Aleś ty głupi... licz na siebie... :)

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Spotkania 2 razy w tyg pary która jest ze sobą kilka miesięcy powinny zawierać fajnie spędzony czas + seks. 

 

U was tego brak.

 

Siedzenie w jej chlewie Cię męczy, seksu nie ma.  

 

Wasze ostatnie spotkanie to była jakaś parodia.... Można by to pokazać jako kabaretowy skecz. 

 

Jak chcesz, aby ktoś wyszedł z inicjatywą, to musisz przestać inicjować. 

 

 

 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

8 minut temu, fruit napisał(a):

Spotkania 2 razy w tyg pary która jest ze sobą kilka miesięcy powinny zawierać fajnie spędzony czas + seks. 

 

U was tego brak.

 

Siedzenie w jej chlewie Cię męczy, seksu nie ma.  

 

Wasze ostatnie spotkanie to była jakaś parodia.... Można by to pokazać jako kabaretowy skecz. 

 

Jak chcesz, aby ktoś wyszedł z inicjatywą, to musisz przestać inicjować. 

 

 

 

 

 

Gdyby to była osoba zdrowa psychicznie i tak by to wyglądało to dawno by mnie już tam nie było.

 

Otwarcie przyznaję, ze od pewnego czasu jeżdzę tam bardziej aby jej potowarzyszyć w niedoli i pogadać, niż uprawiać seks.

Mam ten komfort, że z nią nie mieszkam, mam swoje życie 30km dalej.

Ona jest jedynie małym wycinkiem tego życia, a nie osią wokół której się ono kręci.

 

Natomiast nie ukrywam- i to jest sedno sprawy- że jest coraz gorzej i coraz trudniej mi odpowiedzieć sobie na pytanie kim ja dla niej, a kim ona dla mnie jest.

Bo trudno mówić tu zarówno o relacji typu FwB z uwagi na mizerną ilość tego seksu i mierną jego jakość.Z drugiej strony nie można mowić o ukladzie koleżeńskim z kimś, z kim się incydentalnie ale jednak sypia.

Terapeutą też nie jestem, bo byc nie chcę.

Zatem kim? To pytanie mnie zżera od kilku tygodni.

28 minut temu, GriTo napisał(a):

 

Aleś ty głupi... licz na siebie... :)

Komentarz nie dość, że mnie obraża to jeszcze jest kompletnie pozbawiony sensu.

Czy ja na nią liczę? Gdzie tak napisałem?.

Ani ona na mnie, ani ja na nią nie liczę.

Ona ma swoje życie, ja swoje.

Nasze drogi się przecinają 2 x w tyg jak się z nią widuję parę godzin.

Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, Wolumen napisał(a):

wowczas wszystko co z jej utrzymaniem związane spadnie na mnie, bo ona nikogo innego nie ma.

Dlaczego na Ciebie? Ma synów, którzy powinni wspomóc matkę, jak tak nie wychowała to jej problem. 

5 minut temu, Wolumen napisał(a):

Zatem kim? To pytanie mnie zżera od kilku tygodni.

Zadaj jej to pytanie. Wtedy będziesz wiedział jak Cię postrzega. 

Nie chcesz być sam, ale zwróć uwagę na to nieszczęsne mycie okien. Umyłeś okna ona nadal nic, pogapiłeś się w telefon i poszedłeś. Ona przez ten czas nieobecna. Równie dobrze możesz mieć lalkę, podobny poziom zaangażowania.

Pies nie jest głupim rozwiązaniem. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

10 minut temu, Stargazer napisał(a):

https://braciasamcy.pl/index.php?/topic/40428-początki-nowej-znajomości-i-od-razu-red-flags/

 

Chodzi o panią z tego tematu?

Jeśli tak, to wygląda na to, że podobnie jak ona, nie chcesz porady/pomocy, a "przyzwolenia" na tkwienie w tym maraźmie.

 

Wygląda na to że to ta sama, tylko coś się nie zgadza w jej obrazie. Miała kończyć spłacać swoje mieszkanko a tutaj mamy kłodę z depresją, brudasa i dziecko grające w robloxa. Nie mam pojęcia co autor jeszcze z nią robi. Nie ma ani jednego plusa z tej znajomości. No chyba że plusem jest że ktoś leży obok gdy się gapią godzinami w telefony. Tragedia.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

14 minut temu, Stargazer napisał(a):

https://braciasamcy.pl/index.php?/topic/40428-początki-nowej-znajomości-i-od-razu-red-flags/

 

Chodzi o panią z tego tematu?

Jeśli tak, to wygląda na to, że podobnie jak ona, nie chcesz porady/pomocy, a "przyzwolenia" na tkwienie w tym maraźmie.

 To są 2 rozne kobiety, aczkolwiek jesli juz bawisz się w detektywa to tak- ludząco podobne do siebie i mi tez jedna drugą przypomina. 

Po tamtej ślad zaginął jak zakręciłem kurek z pieniedzmi na wizyty w knajpach.

Ta jest pod względem finansowym bez zarzutu, bardzo czesto płaci za mnie wręcz. 

Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, Stargazer napisał(a):

 

Odświeżyłem sobie ten zlinkowany watek i muszę przyznać że @Wolumen dostał całkiem sporo sensownych opinii. Wszystkie one jak krew w piach, bo postanowił że on wie lepiej i takiego skarbu to nie można przepuścić.

Nie chce żeby autor odebrał to jak jakiś wyskok osobisty, ale moim zdaniem nie wygląda to dobrze. Chodzi mi o całokształt, że widziałeś sporo czerwonych flag, a i tak lazłeś w to jak krowa w "szkodę" na pole sąsiada.

Tamten wątek przypominałby mi sławną scenę z "Głupi i Głupszy" gdzie Jim Carrey pyta laski jakie ma szanse. Podstaw siebie pod reakcję Carreya, podstaw odpowiedzi Braci pod postać tej Rudej i masz uderzające podobieństwo.

Dla przypomnienia dla tych którzy nie pamiętają tej klasyki:

 

 

P.S. Jestem (trochę) starszy od Ciebie i rozumiem że pole manewru jest ograniczone. Pytanie czy chcesz coś zrobić żeby zmienić to, czy po prostu będziesz się cieszył że cokolwiek wpadło Ci w sieci.

Jak nie ruszysz 4 liter to takie wątki będziesz trzaskał co kilka lat, bo sytuacja będzie się tylko pogarszała.

 

3 minuty temu, Wolumen napisał(a):

 To są 2 rozne kobiety,

 

OK. to teraz przypomniała mi się inna scena. Tym razem z "Przyjaciół":

 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)
13 minutes ago, Wolumen said:

To są 2 rozne kobiety, aczkolwiek jesli juz bawisz się w detektywa to tak- ludząco podobne do siebie i mi tez jedna drugą przypomina. 

 

A to przepraszam, sporo się zgadzało.

Tym niemniej @Zdzichu_Wawa słusznie zauważył, że w obu przypadkach nie jesteś szczęśliwy w tych relacjach.

Czemu to sobie robisz?

 

Edit: to pytanie retoryczne, 

Edited by Stargazer
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.