Jump to content

Ile pijecie na imprezach?


TomZy

Recommended Posts

Byłem wczoraj na imprezie gdzie średnia wieku to około 35 lat i kolejny raz spotkałem się z tym, że większość osób nie piła alkoholu. O ile wcześniej zawsze w tej grupie byli kierowcy, o tyle teraz co raz więcej pojawia się osób, które ograniczają alkohol. Czy to kwestia, że wiek robi swoje pod względem zdrowotnym i organizm nie radzi sobie już tak dobrze z kacem i regeneracją jak dwudziestolatek? A może alkohol traci swoją rolę w momencie, gdy nie ma potrzeby zawierania nowych znajomości?

Jak to wygląda u Was? Czy spotkanie, impreza = alkohol?
 

Link to comment
Share on other sites

Ja mam 41 lat, nigdy w tygodniu nie piłem, ale jak w weekend była jakaś impreza to nie wylewałem za kołnierz i się nigdy nie ograniczałem.

Dziś co raz częściej odmawiam a to z prostej przyczyny.

Mianowicie, nie potrafię wypić trochę i sobie odpuścić tylko zawsze musi być pod sam korek.

Następny dzień to katorga. W robocie kolejne dwa chodzę do tyłu i szukam słów, żeby prawidłowo zdanie sklecić.

Regeneracja po prostu jest już nieporównywalnie mniejsza niż chociażby jeszcze 10 lat temu.

Doszedłem do takiego momentu, że jak ktoś mnie zaprasza na imprezę to kalkuluję czy mi się to opłaca i zazwyczaj wychodzi, że nie.

 

  • Like 6
Link to comment
Share on other sites

45 minut temu, thyr napisał(a):

Niemal wszystkie komercyjne trunki zeszmacily sie tak bardzo ze z przyzwoitosci powinny zmienic choc swoje logo. 

Wiec dlatego warto pić kraftowe, wydać więcej pieniędzy, przynajmniej wiesz co pijesz.

31 minut temu, Perun napisał(a):

Nie piję alkoholu :)

Szacun jak długo ?

Link to comment
Share on other sites

Ludzie po prostu stają się bardziej świadomi.

 

Zdanie "ze mną się nie napijesz" chyba nadal jest na slubach i ławkach:D

 

Wchodzę na parkiet bez alkoholu.

Czasami wypiję piwko bo lubie;)

Edited by Ego
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Wódeczki w dobrym towarzystwie lubię się napić, ale dla mnie alkohol to aktualnie najgorsza forma spędzania czasu z przyjaciółmi. Bardziej nastawiam się na jedzenie czegoś dobrego, na piwo bezalkoholowe, zapalenie fajki wodnej. Nic grubego, bo później tylko się czas traci na regenerację. Wiele fajnych imprez spędziłem przy herbacie z dolewką smakowej wódeczki i wystarczy. Moi ludzie też za bardzo nie chleją, nie ma zupełnie klimatu takiej prostej najeby. Dla mnie liczy się teraz omówienie bieżących spraw, podtrzymanie więzi, wymiana doświadczeń. 

 

Generalnie gardzę alkusami do granic ludzkich możliwości. Kompletny prymitywizm bez zdolności panowania nad sobą. Raz, że nie chcę być takim człowiekiem, a dwa nie chcę nawet sekundy przebywać w towarzystwie takich jednostek, które uważają alkohol za towarzyski niezbędnik. 

  • Like 5
Link to comment
Share on other sites

Może ze dwa browary, po tylu już się robię mulasty. Z cięższych rzeczy - nic. Kiedyś na weselach się robiło te parę "strzałów" wódy, ale po nieprzyjemnym incydencie na weselu kolegi którego znam od liceum nie sięgam po wódę już wcale, bo wiem, że za każdym razem sięgając po kielona przypominałby mi się tamten wieczór.

Link to comment
Share on other sites

1. Wiek robi swoje, coraz gorzej się znosi upijanie, ale po ludzie po 50+ moim zdaniem nawet się rozpędzają. 40 latkowie są na równi, 30 latkowie hamują się. 

2. Coraz mniejsza presja. Dziś namawianie na alkohol to obciach. 10 lat temu to była norma. Właściwie ze wszystkimi kontrahentami piłem, dzisiaj o wiele częściej wychodzimy coś dobrego zjeść. 

3. Szkoda ludziom czasu. Mamy o wiele lepsze drogi. Można pojechać (a nawet polecieć) na drugi koniec kraju i wrócić w przyzwoitym terminie. Chodzi nie tylko o czas. Przy standardzie dróg i samochodów, podróż do miasta oddalonego o 400/500 km, spotkanie i powrót kosztował dużo zdrowia. Więc często taką wyprawę rozkładało się na dwa dni. Dziś mogę to zrobić pomimo tego, że jestem starszy w jeden. 

4. Kiedyś nie było co robić i do czego się spieszyć. Dziś życie ucieka i szkoda go na chlanie. 

 

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Tendencja generalnie zmierza w kierunku redukcji konsumpcji alkoholu.

Wydaje mi się, że kluczowym czynnikiem jest wyższa świadomość ludzi i również szkoda czasu na kaca.

 

Osobiście walczyłem z alkoholem przez prawie dekadę. Mam tutaj na myśli fakt że zdawałem sobie sprawę z tego, że chlałem za dużo, ale jakoś to było. Nigdy nie chlałem bez uprzedniego wytrzeźwienia, więc sobie byłem w stanie racjonalizować. Miałem kilka, kilku miesięcznych przerw w tym okresie powiedzmy 10-letnim, ale każda kończyła się w końcu powrotem do spożywania mniejszej lub większej ilości alkoholu.

 

Ostatnio przestałem spożywać alkohol w jakiejkolwiek formie, nie mam ochoty. Mam najzwyczajniej w świecie dosyć kaca, nadciśnienia i złego samopoczucia.

Edukacja na temat alkoholu i czym tak naprawdę jest, jak działa, zdecydowanie pomogła z tą decyzją. Pierwszy raz w życiu mam tak, że po prostu czuję obrzydzenie i wstręt do alkoholu.

Poza tym widząc benefity płynące z abstynencji po prostu już nie chcę do tego wracać. Człowiek sobie nie zdaje sprawy, ale do normalnego myślenia, bycia sobą i "wyostrzonej" percepcji wraca się dopiero po ponad miesiącu trzeźwości.

 

Szkoda życia na ten syf. Również szkoda, że dopiero teraz przyszło mi to zrozumieć, ale widać tak musi być. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Moja rada jak chcesz się dobrze napić niedużymi ilościami, nigdy nie jedz przed piciem tłustego jedzenia tylko coś lekkiego. Dwa, jeżeli nie chcesz z kolei mieć kaca to po piciu przed snem MUSISZ zjeść coś tłustego np. kiełbasa/karkówka grillowa z patelni, jakieś pierogi z mięsem itp. Następy dzień śniadanie koniecznie zacząć od jajecznicy, herbata (nie kawa bo wypłukuje witaminy) i później  w południe sok świeży wyciskany z pomarańczy albo grejfruta, zawsze działa u mnie w 100%.

Link to comment
Share on other sites

Ceny szalenie przystępne to i chętnych nie brakuje.

Do towarzystwa lubię i jak dobrze się przygotuję to następnego dnia dobrze jest. 

Ale przede wszystkim jestem tym szczęśliwcem, że nieprzyjemności w przeszłości związane z przedawkowaniem nauczyły mnie ogarniać, kiedy powiedzieć stop, ażeby i skorzystać i nie zdychać. 

 

27 lat, wraz z wiekiem coraz przyjemniej się pije. Często świadomie odmawiam lub robię sobie abstynencje, np. Tygodniowe ^^. Kiedyś jak dobrze nachlałem to i potrafiłem robić półroczne abstynencje, takie mnie obrzydzenie brało. 

 

Link to comment
Share on other sites

Z mojego otoczenia (~30lat) wiele osób mocno ograniczyło bądź całkiem przestało pić. Myślę, że to efekt wyszumienia i imo ci co dalej to robią  przeważnie dzielą się na 2 grupy:

1. Imprezowicze szukający partnerów lub wrażeń

2. Posiadający w jakimś stopniu problem alkoholowy / ciężki okres w życiu

 

Sam po wielu latach przesadnego chlania - często do odciny, kilku dniowych cugów, dramatów, zaprzeczaniu że mam z tym problem. Koniec końców z pomocą partnerki kilka msc temu przejrzałem na oczy i rzuciłem to w pizdu. Zdarzy się sporadycznie w jakimś większym gronie 2-3 driny wypić ale to wszystko i co najważniejsze nie ciągnie już po więcej

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.