Jump to content

Droga branża gastro, paragony grozy, kto winny?


Recommended Posts

7 godzin temu, Brat Jan napisał(a):

"Świąteczne Miasteczko w Rzeszowie po publikacji filmu Książula Godzina oczekiwania w kolejce do najlepiej ocenianego punktu "

 

 

Można

"

Końcówka roku udana, bo Książulo, Wojek i Mualan powiedzieli, że rzeszowskie Świąteczne Miasteczko przywróciło im wiarę w bożonarodzeniowe jarmarki Panowie, taka rekomendacja to najlepszy prezent!

Youtuberzy docenili przede wszystkim stanowiska z tradycyjną żywnością (szczególnie tą z Roztocza), byli również zadowoleni z cen i kompetencji sprzedawców.

Zachęcamy do zobaczenia materiału no i czekamy na drugi odcinek z naszego miasta."

 

Może tam te Ukrainki tak podniosły poziom jarmarku?:D;)

Link to comment
Share on other sites

3 godziny temu, mac napisał(a):

Nie cisną, bo deficyt. Cisną, bo system jest zorganizowany pod brak konkurencyjności i stopniowe pogarszanie życia normalnych obywateli, tych pracujących. Wszystko uzależnione od średniej, fałszywie badanej krajowej, gdzie w większości powiatów ledwie minimalną na oczy widzą, jeżeli w ogóle jest praca. Ktoś ten system w tym kraju wymyślił na pewno nie z myślą o zwykłych ludziach. Nie oszukujmy się, że anulowanie deficytu cokolwiek by zmieniło dla szaraczka. Rząd powtarzam od covida życzy nam śmierci i to w sposób aktywny. Nie tylko nasz. Bycie antysystemowcem aktualnie to jedyna szansa na przetrwanie. 

Tak na spokojnie jedno nie wyklucza drugiego. Ważne żeby dociskać.   

 

3 godziny temu, mac napisał(a):

 

 

Edited by Drago
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

23 godziny temu, cst9191 napisał(a):

W sumie nic nowego. Te jarmarki bożonarodzeniowe, to tylko kolejna (po wakacjach itd.) okazja do dojenia frajerów. Przynajmniej ja tak to widzę. Szaszłyk 250/kg? Kaszanka 160zł/kg? U mnie w sklepie kilogram kosztuje ~15zł/kg.

 

Serio?

 

Teraz kto winny tak wysokich cen. Branża gastro będzie tłumaczyć, że to przez wyższe ceny prądu, wyższy koszt prowadzenia działalności. Ale czy te wyższe koszty to jedyne wytłumaczenie?

 

(...)

 

"Yes cannons slow market".

Dlaczego są takie wysokie ceny? BO MOGĄ.

Bo klienci - jak widać - są gotowi tyle zapłacić. Niby kwik, niby olaboga, a jednak biznes się kręci. I to jak!

 

Bywałem lata temu we Wrocławiu w okolicach świąt. Rzeczony "Jarmark" (podobno top w PL) to była może 1/4 rynku.

W tym roku - 3/4 rynku + dodatkowo w odchodzących od rynku uliczkach. Kosmos! Na oko, powierzchniowo x5+

Czyli co? Tępi przedsiębiorcy rzucili się na rzeczony "Jarmark" i dokładają do interesu? Czy po prostu popyt jest taki, że w 10 lat zrobiła się z tego niemal gigantyczna impreza?

 

I ja nie bardzo rozumiem te opowiastki o "paragonach grozy, jezusmarja". Czy ludzie mają problem czytaniem? Czy dodanie paru liczb to taki problem, gdy każdy ma w ręku kalkulator w telefonie? Tam komukolwiek ktokolwiek coś siłą do gęby pcha?

 

Otóż jest to nic innego jak MONETYZACJA tej słynnej "magii świąt, ojejej". Jest "piękny jarmark bożonarodzeniowy", to idziemy i coś_tam kupimy, bo przecież jaktotak, nic nie kupić?

 

To samo w sezonie w miejscowościach turystycznych. Zawsze była monetyzacja handlu tandetnym gównem pamiątkami, oraz stęchłą padliną lokalnymi przysmakami. Jesteśmy na wakacjach, to idziemy na promenadę, opierdolić zapiexę, poprawić gofrixem, chlapnąć browara i do tego dokupić wypchaną syntetyczną watą kaczkę, bo gówniak marudzi.

Jeżeli ktoś spędza swój czas w ten sposób, to... To kosztuje :)

 

Czym tu się dziwić? O co chodzi w tym wzmożeniu intelektualnym? Że wszystko ma być za darmoszkę? Dżizas...

 

23 godziny temu, cst9191 napisał(a):

Co sądzicie o tym wszystkim? Żywicie się "na mieście"?

 

Co to znaczy "żywicie się na mieście"?
Jeżeli widzę w "kultowej kawiarni" kanapkę @25 PLN/sztuka (!), to mi cyce opadają, bo samemu z absolutnie top-premium składników taką kanapę zmontuję za <10 PLN.

Jeżeli widzę tamże kawę za 20 PLN, to śmiech mnie zbiera, bo analogiczną (sprzedają na wagę) kawę zmontuję z własnego ekspresu za 5 PLN (wliczając w to amortyzację sprzętu).

 

Czy ŻYWIĘ się na mieście w kontekście sposobu na uzupełnienie deficytu kalorycznego? Nie. Tylko w stanie absolutnie najwyższej konieczności.

 

ALE -> jeżeli idę TOWARZYSKO do lokalu, to... To - zasadniczo - w cipie mam ceny. Ja tam idę z Igrekowskim, czy Iksińską spędzić miło czas. A że w PL często towarzyszy temu biesiada, to i coś na stół wjeżdża. Tylko że ja tam kupuję pewne DOŚWIADCZENIE, a nie nawpierdalanie się pod korek.

 

Przykład: degustacja win. 5 kieliszków wina, 5x BARDZO STARANNIE dobrane Amuse-bouche. 200 PLN/osoba.

KURWĘS, szokująco wspaniała uczta dla podniebienia.

Żarcia literalnie 5 kęsów. Wina? Ja wiem? Z 300 ml może łącznie? Gdybym kupił to na flaszki, to za 400 PLN za 2 osoby miałbym te same wina w ilości butelkowej i jeszcze w Lidlu kupiłbym do tego ze 3 kilo przystawek.

Tylko że nie o to tu chodziło, tylko właśnie o to doświadczenie. Że sobie z dupeczką poszliśmy coś fajnego przeżyć. Ona się odwaliła, ja się... schludnie 🙂 ubrałem. Przyszedł człowiek mający pojęcie o winie, o każdym winie opowiadał z dobry kwadrans, o każdej przystawce też.

 

Przykład 2: tak, chadzam "szlakiem Książula". Po różnych podłych lokalach. W Polsce i za granicą. Bo to bardzo (!) interesujące doznania niejednokrotnie są. Zwłaszcza poza PL. Czy traktuję to jako sposób na uzupełnianie deficytu kalorycznego? Nie. Czy to - znowu - połączenie przyjemnego z pożytecznym? Ależ tak. I zapiexa za 15 PLN też potrafi dostarczyć interesujących doznań.

3 godziny temu, Edwin napisał(a):

Albo to doliczanie +10% za obsługę, w jednej wyjątkowo pazernej knajpie widziałem już opłatę przy rezerwacji powyżej 3 osób, to bierzesz kobitę i dwoje dzieci i już się łapiesz 😃

 

Idziemy w kierunku zachodu. I to bardzo dziarsko.

W USA już napiwek <30% to skandal i - serio - można dostać opierdol.

I są tamże terminale, gdzie napiwek 20% jest ustawiony na sztywno, możesz tylko podnieść.

 

To dopiero aberracja...

 

3 godziny temu, Edwin napisał(a):

Zawsze mnie to rozwala, opłata za obsługę, to przychodzimy w dużo osób, zamówimy dużo, wydamy dużo za mocno przepłacone żarcie i jeszcze kara w formie dopłaty 10%

Akurat sztywny tip przy dużych grupach rozumiem.

Dlaczego? Bo tu jest problem z tipowaniem, bo impreza zwykle jest "składkowa" i kończy się na gołym rachunku + tipie od ostatniego płacącego, czyli z pktu widzenia kelnera ujebałeś się jak pies, dostałeś 5 PLN.

 

Pytanie, czy taki tip doliczony na sztywno to kelner w ogóle powącha, czy też to właściciel policzy sobie za fatygę.

Tipujemy zawsze w gotówce 🙂 

  • Like 1
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

49 minut temu, Stary_Niedzwiedz napisał(a):

Idziemy w kierunku zachodu. I to bardzo dziarsko.

W USA już napiwek <30% to skandal i - serio - można dostać opierdol.

I są tamże terminale, gdzie napiwek 20% jest ustawiony na sztywno, możesz tylko podnieść.

 

To dopiero aberracja...

 

Też mam negatywne podejście do tego wymuszania napiwków.

Natomiast w Stanach większa presja na napiwki wynika głównie z tego, że pracujący otrzymujący napiwki mogą mieć dużo mniejszą pensję minimalną

niż reszta pracowników i resztę pensji mają sobie uzbierać z napiwków, a w sytuacji gdy nie uzbierają tego minimum, pracodawca ma uzupełnić tę różnicę do minimalnej.

 

Przykładowe info:

[...]

W USA zasadą jest, że pracownicy otrzymujący napiwki (głównie sektor gastronomiczny) zarabiają federalną

płacę minimalną, obecnie w wysokości 2,13 dolarów za godzinę, w oczekiwaniu, że dzięki napiwkom uzyskają

wyższy dochód. Pracodawca może zaliczyć część napiwków pracownika na poczet obowiązku wypłaty

minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jest to tzw. Tip Credit.

 

Z federalnej płacy minimalnej 7,25 dolarów obowiązek pracodawcy może dotyczyć wypłacenia

pracownikowi 2,13 dolarów za godzinę, a pozostałą część 5,12 dolarów można już rozliczyć z tipów, czyli

napiwków pieniężnych, które otrzymuje pracownik od klientów. Pracodawca ma oczywiście obowiązek

poinformować pracownika, że jego napiwki są zaliczane na poczet płacy minimalnej.

Pracownicy zgodnie z prawem zachowują wszystkie otrzymane napiwki.

https://subiektywnieofinansach.pl/napiwki-dwac-nie-dawac-i-jak-wysokie-lekcja-z-ameryki/

.....

 

Czyli przerzucanie kosztów zatrudniania pracownika na klientów lokalu. :P 

Być może od czasu napisania artykułu, przykładowe kwoty się zmieniły, a w poszczególnych stanach się różnią, ale zasada ogólna jest opisana ok.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

:D

"Od kilku dni w serwisach społecznościowych wiralowo rozchodzi się wpis turysty, który w okresie świątecznym postanowił odwiedzić Kraków. Mieszkaniec Malty skusił się, by skorzystać z oferty gastronomicznej w jednym z punktów na Rynku Głównym. Kiedy zobaczył rachunek, przecierał oczy ze zdumienia. Dziś przestrzega swoich rodaków i innych odwiedzających byłą stolicę Polski przed jedzeniem na jarmarku. 

- Uważajcie, kupując jedzenie na Świątecznym Jarmarku na Rynku Głównym w Krakowie. Ceny są horrendalne. 83 euro "za dwa talerze" - napisał na jednej z grup dla turystów odwiedzających z Kraków.

https://wpolsce24.tv/polska/zagraniczni-turysci-przerazeni-cenami-w-polsce,11398

 

Najbardziej newralgiczne punkty gastronomiczne należą do dwóch czy trzech wystawców, ich rodziny – na przykład ojca i syna. Oni mogą sobie wówczas pozwolić na zmowy, umawiając się co do cen sprzedawanych produktów. Mają w tym aspekcie wolną rękę. Tworzą się takie małe kartele i duopole. Istotny jest także fakt, że oni to robią w sprytny sposób, sprzedając jedzenie na wagę. To oznacza, że płaci się więcej niż mogłoby się wydawać na podstawie cennika - tłumaczy Czerski w rozmowie z Borejzą. 

Układ zamknięty

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Wydawałoby się, że skoro wystawcy narzucają takie ceny, to beneficjentem jest miasto, czyli mieszkańcy. Według Czerskiego i Borejzy tylko pozornie. 

- Płyta Rynku jest najmowana od miasta. Niemniej, największe przedsięwzięcia na Rynku Głównym – Jarmark Bożonarodzeniowy, Wielkanocny i Rzemiosła – organizują trzy mocno ze sobą powiązane podmioty.

 

 

 

Edited by Brat Jan
  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

@Stary_Niedzwiedz my rozumiemy czym są restauracje, wiemy o tym, że nie wychodzi tanio stołować się w nich trzy razy dziennie i że jedzenie tam musi być droższe niż przygotowane własnoręcznie. Chodzi nam o to, że relacja cena / zarobki / koszty najmu / jakość są całkowicie odklejone od rzeczywistości co pokazałem na przykładzie: w knajpie w Monako której wynajęcie kosztuje znacznie więcej niż np w Gdańsku czy Wrocławiu a stawka godzinowa jest blisko dwukrotnie większa (a pracodawca monakijski raczej nie odważy się zatrudniać na czarno) koszt wizyty w restauracji jest zaledwie 30-40% wyższy niż w jakiejś budzie jarmarcznej lub nad morzem gdzie pracuje na czarno Ukrainka za 15 ziko na godzinę. Dodatkowo, w ofercie są ryby złowione rano (w pobliskiej Nicei nadal jest targ rybny, praktycznie każdego dnia) do czego nijak się mają filety rybne oferowane przez jakąś bieda smażalnię nad Bałtykiem. Ostatnio w Szwecji (na jednej ze szwedzkich wysp) jadłem w najlepszej restauracji rybki i wychodziło taniej niż Gdańsku. Porównaj sobie ceny z jarmarkiem np w Pradze. Podobnie jest z innymi wydatkami: pamiętam jak dwa czy trzy lata temu w Maladze spędziłem cały wieczór w tapas barze, zjadłem przepyszne przekąski, wypiłem świetne piwo (nie jakieś kraftowe) i zapłaciłem śmieszne pieniądze. Z polskich miejsc dobrze wspominam Lublin, Gdynię  i Polanicę Zdrój. W wielu miejscach jest niestety niesamowite zdzierstwo (niestosowne do oferty). Potrafię zaakceptować że w knajpie można zapłacić za steka do 300 PLN (a można i więcej) ale sprzedawanie jakiejś mrożonej rybki (gdyby się dało to takiej z zapasów marynarki wojennej PRL bo najtańsza na rynku a jeszcze zapłacą za bioutylizację odpadów) w cenie wykwintnego sushi to jakaś aberracja. Podsumowując: od czasów renesansu zagraniczni goście Rzeczypospolitej narzekali na polskie karczmy i niewiele się w tym zakresie zmieniło (są oczywiście chwalebne wyjątki). 

Edited by Roman Ungern von Sternberg
  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

@Stary_Niedzwiedz mam dokładnie to samo.

 

Bardzo często wychodzimy zjeść poza domem i mamy różne restauracje od tego. Jak mam ochotę się napchać pod korek jak tata świnki pepe, nie chce mi się przyrządzać w domu to mam od tego sprawdzoną karczmę, gdzie w przystępnej cenie sprawdzone dania nigdy mnie nie zawiodły. Wystarczy mi też, że z uśmiechem podejdzie kelnerka to zawsze tipa jej zostawię.

 

Innym razem mamy ochotę po prostu wyjść z domu, spróbować coś nowego i posiedzieć w jakimś przyjemnym miejscu z ładnym widokiem ze znajomymi lub sami. I wtedy nie dbamy ile wynosi rachunek, bo jest to istotny element naszego życia, zwyczajnie lubimy tak spędzać czas. Jeśli w dodatku jesteśmy pozytywnie zaskoczeni jakością to często wracamy i chętnie dam zarobić właścicielowi i całej obsłudze. Chuj w tą kasę, nie w tym rzecz.

 

Inna sprawa ma się do wspomnianych tutaj cwaniaków w oderwanych od rzeczywistości ,,popularnych” miejscach, typu polskie wybrzeże w sezonie. Jedynym rozwiązaniem, gdzie można spuścić z rynku takich krętaczy są google maps i chętnie korzystam z tego narzędzia. Całkiem niedawno miałem sytuację (tutaj gdzie mieszkam), gdzie dostaliśmy danie którego nie zamawiałem (właściciel myślał, że jestem turystą i próbował mi wmówić, że nie wiem co i jak) oraz pizzę za 11€, która okazała się… mrożonką z marketu. Zrobiłem zdjęcia, odnisłem talerze, poinformowałem, że nie mamy zamiaru za to płacić. Poprosiłem o rachunek za browarki i wyszedłem. Opisałem sytuację, dodałem zdjęcia - wiem, że bardzo dużo ludzi zanim wybierze się do knajpy to czyta opinie i ogląda co tam realnie serwują. I mam nadzieję, że takim ruchem pomogę innym, bo nie jestem pierwszym, który tak zrobił. Poza tym marketing szeptany, który wbrew pozorom potrafi dużo zdziałać.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Co kurła?

Mnie nie stać na jarmark?

Poczymijej mnie to piwo.

Szanowna pani po ile te saszałyki? - po 350

Poproszę 4

Postaw to piwo i rób mi foty, wrzucim na fejsa niech pleps obczaja jak sie szlahta  bawi.

 

2 dni później....

Halo Provident? Mam sprawę....

  • Like 1
  • Haha 4
Link to comment
Share on other sites

W dniu 30.12.2024 o 19:40, Dworzanin.Herzoga napisał(a):

Natomiast w Stanach większa presja na napiwki wynika głównie z tego, że pracujący otrzymujący napiwki mogą mieć dużo mniejszą pensję minimalną

niż reszta pracowników i resztę pensji mają sobie uzbierać z napiwków, a w sytuacji gdy nie uzbierają tego minimum, pracodawca ma uzupełnić tę różnicę do minimalnej.

 

Czyli de facto idziemy w kierunku "W menu wrzucamy foodcost, a reszta to obowiązkowe dopłaty".

Rozumiem po co jest napiwek, natomiast takie wymuszanie świadczeń uważam za słabe i przekraczające szeroko pojmowane różnice kulturowe.

 

W dniu 30.12.2024 o 20:48, Roman Ungern von Sternberg napisał(a):

Chodzi nam o to, że relacja cena / zarobki / koszty najmu / jakość są całkowicie odklejone od rzeczywistości co pokazałem na przykładzie:

Ja tego nie neguję.

Wskazuję tylko prostą zależność: Klienci to przełykają (dosłownie i w przenośni), więc skoro jest przestrzeń na (sowite) marże, to się je daje.

"Yes cannons slow market".

 

To że ja zanoszę się na takie pomysły jak gównożarcie za wagon złota śmiechem, że Ty wyrażasz oburzenie i głosujesz portfelem i nogami... OK. Inni uważają, że to jest OK, a doklejają do tego granie ofiary, że "ooolaboga", bo w sumie teraz tak wypada. Nie narzekać? Psze pana, to by była postawa niegodna Polaka! Jakby za darmo było, to też by marudzili.

 

 

W dniu 30.12.2024 o 20:48, Roman Ungern von Sternberg napisał(a):

Porównaj sobie ceny z jarmarkiem np w Pradze.

Byłem. Nie zachęciło 🙂

 

Ale za to piwo w lokalnej hospodzie na osiedlu... I do tego Smażak z Tatarakem i nakladany hermelin... Ojezzuuu...

 

W dniu 31.12.2024 o 07:11, Jan III Wspaniały napisał(a):

Inna sprawa ma się do wspomnianych tutaj cwaniaków w oderwanych od rzeczywistości ,,popularnych” miejscach, typu polskie wybrzeże w sezonie. Jedynym rozwiązaniem, gdzie można spuścić z rynku takich krętaczy są google maps i chętnie korzystam z tego narzędzia. (...) I mam nadzieję, że takim ruchem pomogę innym, bo nie jestem pierwszym, który tak zrobił. Poza tym marketing szeptany, który wbrew pozorom potrafi dużo zdziałać.

 

I tak i nie.

Otóż jeżeli mówimy o sytuacji p.t. "znajdź no coś w okolicy, ale żeby było OK", to tak.

Ale jeżeli mówimy o lokalu przy promenadzie, gdzie przewijają się dziesiątki tysięcy ludzi dziennie i lokal wybierasz na zasadzie "no akurat przechodziłem"...

 

Znasz pojęcie "zakup impulsowy"?
W dobrej lokalizacji nawet gówno opchniesz. I na tym polega biznes kurortowy.

 

Miś na Krupówkach krzyczy sobie 50 PLN/fotę nie dlatego, że jest randomowym misiem, tylko że jest misiem na Krupówkach. Dzięki miejscówce ma gigantyczne bicie i tyle.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

  • 5 months later...

https://wykop.pl/link/7734857/skandal-we-wloszech-kawa-prawie-po-5-zl-20-groszy

 

Cena espresso w mieście na północy Włoszech jeszcze nigdy nie była tak wysoka. Dobrze że w Polsce bywa prawie 4x wyższa, ale nas na to stać.

 

 

 

https://wykop.pl/link/7733571/ile-to-nie-zart-polak-pokazal-ile-kosztuje-pizza-we-wloszech

 

Zamawiając pizzę w Polsce, czuję się oszukiwany przez restauratorów". Capricciosa 9,50 euro (około 41 zł), Diavola, Carbonara 8 euro (około 34 zł), 4 stagioni 9,50 euro (około 41 zł). Najbogatszą propozycją jest pizza Aris - 13 euro (około 56 zł)

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 24.06.2025 o 08:37, cst9191 napisał(a):

https://wykop.pl/link/7734857/skandal-we-wloszech-kawa-prawie-po-5-zl-20-groszy

 

Cena espresso w mieście na północy Włoszech jeszcze nigdy nie była tak wysoka. Dobrze że w Polsce bywa prawie 4x wyższa, ale nas na to stać.

 

 

 

https://wykop.pl/link/7733571/ile-to-nie-zart-polak-pokazal-ile-kosztuje-pizza-we-wloszech

 

Zamawiając pizzę w Polsce, czuję się oszukiwany przez restauratorów". Capricciosa 9,50 euro (około 41 zł), Diavola, Carbonara 8 euro (około 34 zł), 4 stagioni 9,50 euro (około 41 zł). Najbogatszą propozycją jest pizza Aris - 13 euro (około 56 zł)

Szukam właśnie mamie wakacji nad polskim morzem, ceny to jakiś obłęd (bez wyżywienia), za takie same pieniądze mam all inclusive, pewną pogodę i jakość co najmniej 4* w Turcji/Grecji/Tunezji. Ale mamy na samolot nie namówię niestety. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

W dniu 25.06.2025 o 16:31, Spokojnie napisał(a):

Szukam właśnie mamie wakacji nad polskim morzem, ceny to jakiś obłęd (bez wyżywienia), za takie same pieniądze mam all inclusive, pewną pogodę i jakość co najmniej 4* w Turcji/Grecji/Tunezji. Ale mamy na samolot nie namówię niestety. 

Trochę późno się za to zabrałeś. :< na początku roku było tanio.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 25.06.2025 o 17:45, Spokojnie napisał(a):

Na wykopie wrzucili - jajecznica z 3 jaj :) Myślę sobie fake. Ale jednak nie - źródło

Czy ktoś ludzi porywa, karmi a później każe płacić?

 

Zakopane, to rak w sezonie. Najlepiej jechać tam w kwietniu lub listopadzie. Przynajmniej kilka lat temu w tych miesiącach nie było ludzi.

 

Popyt na to miejsce jest ogromny. 4 na 5 moich znajomych z zagranicy tam pojechało. 

 

Jest popyt, są wysokie ceny.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

20 godzin temu, Lalka napisał(a):

Trochę późno się za to zabrałeś. :< na początku roku było tanio.

Wyjazd dla mamy tzw. spontan :)

14 godzin temu, Atanda napisał(a):

Czy ktoś ludzi porywa, karmi a później każe płacić?

 

Myślę, że Ci co płacą - znają ceny (wybierają z menu). Aczkolwiek za danie "nie wyszukane" typu jajecznica nawet w hotelu 5* tyle nie kosztuje. W restauracji z gwiazdką Michelin zjesz w podobnej cenie jakiś dopieszczony rarytas. Czujesz to? 

 

14 godzin temu, Atanda napisał(a):

Popyt na to miejsce jest ogromny. 4 na 5 moich znajomych z zagranicy tam pojechało. 

 

To prawda, to tak jak Międzyzdroje, miejsca jakby luksusowe. Jak ktoś zna te miejsca i porówna z Europą - to śmiech na sali...

 

Tak jak staram się być "patriotą lokalnym", kupować Polskie produkty, itp. tak w przypadku wakacji gardzę i pluję na jakość oraz ceny, mając porównanie z innymi krajami typu: Włochy, Chorwacja (dosyć droga ale i tak lepsza), Cypr, Malta, Hiszpania. Odklejenie branży hotelowej i gastronomicznej jest co roku większe. Spójrz sobie z ciekawości na ceny we wspomnianych Międzyzdrojach, w zapyziałej budzi z kocami od powodzian biorą po 300 zł za noc :) W tym samym czasie na Zakynthos 4* All za 1200 PLN'ów tydzień. 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...
W dniu 27.06.2025 o 07:04, Atanda napisał(a):

Czy ktoś ludzi porywa, karmi a później każe płacić?

 

Dokładnie, zgadzam się. Stołowanie się w knajpach, po czym leżenie na plaży z miną męczennika nie do końca jest na miejscu. Zgadzam się również że ceny bywają kryminalne. Może to przemyślana strategia typu jak zarobić i się nie narobić. Chętni zawsze się znajdą- w sezonie czy turystycznych miejscach, więc pieniążki i tak płyną, natomiast przy niskich cenach owszem klientów byłoby więcej jednak i wyższe koszty, więcej pracy. 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

  • 4 months later...
W dniu 29.12.2024 o 18:42, cst9191 napisał(a):

Co sądzicie o tym wszystkim? Żywicie się "na mieście"?

Tak, tylko w określonych miejscach są dobre restauracje przykład ? Na przykład w Krakowie, gdzie można bardzo dobrze zjeść i to nie za miliony. Knajpa bardzo blisko centrum, koło głowy, rzeźby Mitoraja.

img_0105.jpg?w=2000&h=1500&crop=1

 

https://chimera.com.pl/

 

 

W dniu 25.06.2025 o 17:45, Spokojnie napisał(a):

Ale jednak nie - źródło

 

Edited by Druid
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
  • 2 weeks later...

Golonka kosztuje ile? 20-25 za kg? Chyba max. No ale powiedzmy 22 zl Obróbka termiczna odchudzi ją nieco wiec kg gotowego produktu bedzie wyższy. Przyjmijmy że 30 zł kosztuje 1 kg przygotowanego produktu. Cenę dania ustala się w taki sposób, lub też zwykło się ustalać, że produkt to 25%  ceny końcowej.  W ten sposób da się zarobić i pokryć koszty nawet przy uwzględnieniu strat, które są nieuniknione. Produkt to 22 zł/kg, dla klienta jarmarkowego rozsądną cena to 88 zł za kg.

Nawet jeśli kogoś poniesie i gotowy produkt weźmie za podstawę wyceny to 120zl za kg golonki na jarmarku jest do przyjęcia.

 

Kto jest winny paragonom grozy?  Każdy kto płaci 250 zł za kg golonki , nie ważne czy ma w dupie cenę, czy szuka sensacji paragonowej, czy ma potrzebę się pokazać. W sumie możemy głupich i ślepych wykluczyć, bo głupi nie zrozumie menu, ceny zwykle podane za 100g, więc dla głupiego to 25zl za golonkę, a ślepych bo oni nie widzieli. No i najebanych bo oni głupi i ślepi jednocześnie są.

 

Po co sprzedawać za 120zł jak można za 250 ?

 

 

Bóg powiedział 'głodnego nakarmić'.

Kapitalizm mówi 'głodnego wydoić'.

 

A poza tym to:  mróz zaostrza apetyt i 'raz w roku można'.

 

Łatwo przegrać na mrozie z zapachem golonki.

 

Edited by PaniGrażyna
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.