Jump to content

Czy boicie się śmierci?


Strusprawa1

Recommended Posts

16 minut temu, Martius777 napisał(a):

Jest jeszcze jedna teoria - w każdej chwili możesz przestać inkarnować się na Ziemi i robić coś innego we wszechświecie, np wrócić do Stwórcy :) Ta teoria mówi, że część dusz uzależniła się mocno od Ziemi, od jej dram, że wracają jak ćpun raz za razem - o może jako seksowna laska bym zrobił to i to, a może chciałbym mieć dzieci, a gdybym był taki a taki, byłem złym człowiekiem, następnym razem będzie lepiej, skrzywdziłem cię, przeproszę cię w następnym życiu.

 

To się nazywa karma

 

16 minut temu, Martius777 napisał(a):

Białe światło/tunel światła to dosłownie nowa gra+, odejście od światła/tunelu światła oznacza koniec gry na Ziemi :)

 

Albo ostatnie tchnienie umysłu czy tam konanie myśli

 

16 minut temu, Martius777 napisał(a):

Ja wybieram koniec gry :):):)

 

Ale to totalnie nie zależy od ciebie, nie masz raczej wyboru

Link to comment
Share on other sites

3 minuty temu, Alejandro Sosa napisał(a):

Ale to totalnie nie zależy od ciebie, nie masz raczej wyboru

 

Mamy wybór - odpuścić całą zabawę, "porzucić studia".

 

Dusze potrafią być najbardziej surowymi sędziami własnych czynów i w efekcie nigdy nie czują się gotowe do spotkania ze Stwórcą, mają patologiczną chęć udoskonalania siebie w nieskończoności.

Edited by Martius777
  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, Martius777 napisał(a):

 

Mamy wybór - odpuścić całą zabawę, "porzucić studia".

 

Dusze potrafią być najbardziej surowymi sędziami własnych czynów i w efekcie nigdy nie czują się gotowe do spotkania ze Stwórcą, mają patologiczną chęć udoskonalania siebie w nieskończoności.

 

Więc jak się ten wybór przedstawia i kiedy dokonuje?

Ja oczywiście tylko teoretyzuje bo nie wierzę w reinkarnację. Jest to po prostu kolejna gra umysłu, walka o przetrwanie, zapewnienie ciągłości trwania.

Link to comment
Share on other sites

55 minut temu, Alejandro Sosa napisał(a):

To jest czy nie jest bo się zgubiłem. No raczej jest. Chyba, że ktoś wierzy w koncept obserwatora i obserwującego. Co oczywiście jest absurdem. 

Nie ma to znaczenia dopóki jest to spekulacją umysłu.

 

Doświadczymy.

Link to comment
Share on other sites

5 minut temu, icman napisał(a):

Nie ma to znaczenia dopóki jest to spekulacją umysłu.

 

Doświadczymy.

 

No według mnie to się wzajemnie te 2 zdania wykluczają. 

Umysł spekuluje, bo zależy mu na swoim przetrwaniu więc wymyśla takie deluzje od wieków jak reinkarnacja etc.

 

Doświadczyć własnej śmierci nie możemy, ze względu na to, poprzez co, czy "czym" "doświadczamy". Poprzez narzędzie umysłu/zmysłów/wstaw dowolne. 

Nie ma możliwości doświadczyć własnej śmierci, możemy doświadczyć jedynie umierającego narzędzia przez które odbieramy bodźce.

Link to comment
Share on other sites

Nie poświęcam na rozmyślania o tym zbyt wiele czasu, sporadycznie najdzie mnie jakaś refleksja.

 

Bardziej obawiam się odejścia ludzi, na których mi zależy.

 

Zarówno ze strony ojca jak i matki jak popatrzę na drzewo genealogiczne mam znaczną ilość ludzi, którzy wykręcili 90+ i kilka osób 100+ i dobrze się trzymali fizycznie i umysłowo, więc genetyka jest dobra. 

 

Dbam o ten swój cielesny wehikuł uprawiając sport, redukując stres i pilnując michy.

 

Więc robię co trzeba, żeby tej swojej długość egzystencji zapisaną w genach nie skrócić, a że zawsze może się zdarzyć coś niespodziewanego, na co nie mam wpływu, cóż może, ale rozmyślanie o tym to tylko dokładanie sobie problemów.

 

Do tej pory tzw. ludzkość nie wymyśliła żadnej metody na przedłużenie życia, wszystko co wymyślono dotyczy tego żebyśmy tego życia sobie nie skracali to jest bardziej dążenie do dobicia do granicy naszego ciała, a nie przedłużanie czyli przesunięcie "zaprogramowanej" granicy.

 

Może farmacja, biologia lub genetyka da nam w przyszłości magiczną terapię czy pigułkę, która przesunie nas przez próg zaprogramowany dla naszego ciała o kolejne lata czy dekady, ale jak na razie tego nie ma. 

 

A jak będzie, za naszego, życia to raczej będzie kosztowna rzecz.

 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

16 minut temu, Martius777 napisał(a):

Po prostu nie decydujesz się na kolejną reinkarnację po swojej śmierci :)

 

To jest tak proste, że aż... niemożliwe?

 

Dla mnie to już zbyt duża deluzja kolego. W takim razie to nie do zobaczenia, bo jak stanę przed tym wyborem wyzwolony z karmy to nie będzie to miało nawet logicznego sensu samo w sobie. Bo żeby stanąć przed takim wyborem musze być wyzwolony z karmy, jeśli jestem wyzwolony z karmy to stawanie przed jakimkolwiek wyborem znika samoistnie. 

5 minut temu, Mosze Red napisał(a):

Zarówno ze strony ojca jak i matki jak popatrzę na drzewo genealogiczne mam znaczną ilość ludzi, którzy wykręcili 90+ i kilka osób 100+ i dobrze się trzymali fizycznie i umysłowo, więc genetyka jest dobra. 

 

Dbam o ten swój cielesny wehikuł uprawiając sport, redukując stres i pilnując michy.

 

Większość naszych przodków robiła takie wyniki. Inne czasy, inne wszystko, nie porównywałbym się do nich, słabe to odniesienie. 100 lat temu urodzone dziecko nie było szczepione na 50 różnych chorób itd itd...

Pytanie czy 100 lat temu twój pradziadek też uprawiał sport i redukował stres pilnując michy? No logiczne, że nie. Przykro mi, że popsułem zabawę ;) 

Edited by Alejandro Sosa
Link to comment
Share on other sites

8 minut temu, Alejandro Sosa napisał(a):

Pytanie czy 100 lat temu twój pradziadek też uprawiał sport i redukował stres pilnując michy? No logiczne, że nie. Przykro mi, że popsułem zabawę ;)

 

Nie popsułeś, to tylko oznacza że mam większą świadomość zdrowotną, a zarazem większe szanse na wykręcenie takiego wyniku.

 

9 minut temu, Alejandro Sosa napisał(a):

Większość naszych przodków robiła takie wyniki. Inne czasy, inne wszystko

 

Średnia długość życia mężczyzny w 20 leciu między wojennym to jakieś 48 lat, a kobiety ze trzy dłużej.

 

Więc nie mieli.

 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Teraz, Mosze Red napisał(a):

mam większą świadomość zdrowotną, a zarazem większe szanse na wykręcenie takiego wyniku

 

No dobrze, ale nie zgadzam się z tym stwierdzeniem zupełnie

 

Teraz, Mosze Red napisał(a):

Średnia długość życia mężczyzny w 20 leciu między wojennym to jakieś 48 lat, a kobiety ze trzy dłużej.

 

Więc nie mieli.

 

Ot fajny okres historyczny... A ja chodziłem po wielu cmentarzach, z czasów 1800-1900 powiedzmy i tam maało kto umierał młodszy niż 80-85 lat. 90% ludzi miała na nagrobku: 90-100 i więcej nawet lat. 

Link to comment
Share on other sites

Swojej nie. Kilkukrotnie byłem o włos. W zasadzie jedyna myśl to to, czy bliscy ogarną potem mój $$ z portfeli krypto/ giełd itp.

 

Nie wierzę w niebo/ piekło, reinkarnację, itp. Jednocześnie nie negując tego( ostatniego) zwłaszcza.

 

Do niedawna jedna z najbliższych osób miała podejrzenie raka. Odczuwałem wtedy smutek i bezsilność rozpatrując scenariusz pt " co jeśli zostało mu 3msc życia".

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Mosze Red napisał(a):

Średnia długość życia mężczyzny w 20 leciu między wojennym to jakieś 48 lat, a kobiety ze trzy dłużej.

 

Oraz wysoka śmiertelność niemowląt...

To też pokazuje naturalną selekcję genów, która trwała od wieków w której przeżywają najodporniejsze.

A obecnie dzięki wysoko postawionej medycynie śmiertelność słabych genów jest dość niska. Może to spowodować regres genetyczny za x pokoleń. Co raz więcej ułomnych, chorych ludzi nie będących w stanie pracować lub dopracować do wieku emerytalnego.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

16 minut temu, Brat Jan napisał(a):

Może to spowodować regres genetyczny za x pokoleń. Co raz więcej ułomnych, chorych ludzi nie będących w stanie pracować lub dopracować do wieku emerytalnego.

 

Guzik mnie obchodzi regres genetyczny za X pokoleń, istotne jest tu i teraz, czyli twoje życie i twoich potomków.

 

Tak samo wszystkie bzdury typu planeta płonie i za 200 lat będzie źle i inne wysrywy to są tylko dystraktory, którymi karmią media żeby się ludzie nie zajmowali sobą i najbliższym otoczeniem ;)

  • Like 2
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

To jest bardzo bliski mi temat.

 

Moje podejście jest bardzo ambiwalentne - z jednej strony - akceptuje to, że nie będę żył wiecznie i to mnie pcha do podróżowania czy próbowania nowych rzeczy. Jak nie teraz to kiedy? Być ponad mieć, tak aby na koniec żywota być z siebie zadowolonym i nie przeżyć życia byle przeżyć.

 

Z drugiej strony - nie chcę umierać, boję się, że mnie kiedyś nie będzie. Nie pchałem się na ten świat, więc czemu mam się z nim kiedyś rozstać? Boję się umrzeć jako ktoś nijaki, że "puff i cała pamięć o mnie znika", znikam jak każdy. Lata mijają, a ja czuję, że nie umiem żyć. Boję się, że robię coś źle.

 

Szczerze? To idzie dostać pierdolca z takim podejściem.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

7 hours ago, Strusprawa1 said:

Współczesny świat pozwolił zapomnieć o nieuchronności śmierci oraz o przemijaniu.

W poprzednich wiekach, często największe orgie odbywały się "metaforycznie" na pobojowiskach. Nieuchronność śmierci uzmysłowiona, prowadziła do eksplozji demograficznych.

Dziś, wiara w "medycynę" cofa ten efekt - skoro będę długo żył, po co mi dzieci?

Zapomnieliśmy.

 

"Memento mori" to nie jest negatywny przykaz zamartwiania się jedną chwilą, jedną z miliona innych. To namowa do życia, póki żyjemy.

 

7 hours ago, Strusprawa1 said:

To co myślę jest w biologicznym mózgu.

81J-NiJgL5L.jpg

Gdyby operatorowi takiego "robocika" dać gogle VR, i odpowiednią dawkę prochów, myślisz że uwierzyłby że arena jest całym jego światem?

Że przegrana to "koniec".

Że nie ma nic innego, bo przecież fal radiowych nie widzi... a tym bardziej, "właściwego ciała" operatora. Nawet nie mówiąc o fabryce, która te "robociki" produkuje, czy o zespole piszącym ich oprogramowanie.

 

7 hours ago, Strusprawa1 said:

po prostu z tego co wiadomo obecnie nie ma nic

Z tego co obecnie wiadomo nauce :( 

Sto lat temu, z takim tekstem na ustach dawano dzieciom heroinę i morfinę na kaszel.

Osiemdziesiąt lat temu, z takim tekstem mierzono cyrklami czaszki i sortowano ludzi na nad- i T4. W imię "nauki" i tego co "jej obecnie wiadomo".

Sześćdziesiąt lat temu, z takim tekstem reklamowano papierosy i azbest... "obecnie wiadomo że nie są szkodliwe".

 

Nie wolno ślepo wierzyć w naukę.

 

7 hours ago, Strusprawa1 said:

przeniesienie umysłu ludzkiego do maszyny

Ślepa droga, kastracja i zastąpienie - protezą. Ci którzy nią podążą, zamkną sobie inne możliwości.

 

7 hours ago, Strusprawa1 said:

jedyną drogą by pokonać śmierć jest naprawa biologicznych tkanek, co jest ekstremalnie trudne, a być może niewykonalne

Twoje ciało już kilka razy w okresie dorastania, przebudowało się na nowo. W okresie dorosłości, bodajże co siedem lat masz nieomal "nowe ciało", z zupełnie nowych komórek.

Mechanizm już tu jest.

Pozostaje jedynie go odblokować.

 

4 hours ago, Obliteraror said:

Sen. Okruchy śmierci.

Bez snu najprawdopodobniej umrzesz - jest aż tak niezbędny, że ciało w końcu samo zaśnie "automatycznie", bez bodźców budzących z zewnątrz.

Brak snu to tortura.

Ale najciekawsze jest, co się dzieje, jeżeli rzeczywiście ktoś dobija do tych 7-8 dni. Wygląda to jakby "operator uszedł" - nieomal zestaw automatycznych zwierzęcych instynktów.

W drugą stronę, są znane przypadki bezsenności trwającej tygodniami, bez skutków ubocznych... "uwięzienie".

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

6 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

Współczesny świat pozwolił zapomnieć o nieuchronności śmierci oraz o przemijaniu.

Akurat, już jako młody można się bać śmierci i mieć poczucie wiecznego zagrożenia kiedy jest się samotnym.

 

6 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

Jak sobie to tłumaczycie? Czy was ta wizja motywuje czy demotywuje? 

Mi ciężko uwierzyć w życie po śmierci. To co myślę jest w biologicznym mózgu. W ciągu minuty po śmierci komórki nerwowe umierają - zapadają się w sobie. Nie ma bólu, cierpienia, płaczu, ale także nie ma radości, ukojenia, spokoju - po prostu z tego co wiadomo obecnie nie ma nic.

Ostatnio zastanawiałem się nad tym jeśli człowiek by nic nie odczuwał to w sumie czym się różni od takiego AI/ programu samouczącego się. Byłoby zabawnie jeśli by się okazało, że świadomość to jedynie składowa tych wszystkich cech i nic poza tym. Ewentualnie świat daje w gratisie świadomość kiedy jest się istotą biologiczną i posiada się odpowiedni poziom inteligencji. 

 

6 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

Nic to nie dało, a tylko sprawiało, że śnił mi się także martwy.

Mózg nie jest w stanie wykreować konkretnej żywej postaci w śnie kiedy nie miał możliwości nigdy jej poznać lub zobaczyć.

 

6 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

Także tydzień temu na Netflixie oglądałem ciekawy serial - Cassandra. Oczywiście jak na Netflixa przystało było tam trochę gejów i czarnych, ale ogólny sens tego jest ciekawy - był chłop, który opracowywał przeniesienie umysłu ludzkiego do maszyny. Użył to na swojej żonie, która chorowała na raka. Była ona domem inteligentnym (z jednym robotem i telewizorami). Jednak pokazany jest proces przenoszenia - oryginalny biologiczny człowiek umarł, zaś w maszynie była kopia jej umysłu. Kojarzy się tu trochę przypadek z paradoksem teleportu i świadomości. 

 

Czyli na logikę jedyną drogą by pokonać śmierć jest naprawa biologicznych tkanek, co jest ekstremalnie trudne, a być może niewykonalne. 

Również miałem okazję oglądać ten mini serial ze 2 tygodnie temu. Mnie zawsze przeraża motyw przenoszenia umysłu do maszyny. Najbardziej brutalna moim zdaniem była wizja tego motywu w oryginalnym filmie RoboCop (postać Kane'a) + gra Wolfenstein: New Order. Najbardziej lajtowo natomiast to przedstawili w serialu Altered Carbon. 


W ogóle seria gier Wolfenstein fabularnie jest bardzo zakręcona. Na początku New Order w zamku dr. Trupiej Czaszki (jeden z głównych nazistów) nieudaje się nalot, a nasz oddział zostaje pojmany. Pojawia się motyw gdzie główny antagonista narzuca moralny dylemat wyboru, w którym trzeba zdecydować który z dwóch towarzyszy protagonisty zginie, a który przeżyje. Kiedy już dokonamy wyboru ten, który został skazany na smierć od razu ginie, natomiast tego co miał przeżyć czeka o wiele gorszy los. Na naszych oczach główny złol maszynowo wwierca się w głowę żołnierza i wyciąga żywcem jego cały mózg. Nam dzięki zabiegowi okoliczności po chwili udaje się uciec z zamku skacząc na główkę do morza, co skutkuje amnezją przez jakiś czas gry. Jako mały smaczek protagonista (Amerykanin polsko-ydowskiego pochodzenia) trafia do polskiego szpitala pod okupacją nazistowską. Fabularnie po latach (pod koniec gry) znowu szturmujemy zamek głównego złola. Na naszej drodze staje jednak mech bojowy, który strzela rakietami i jest do nas wrogo nastawiony. Okazuje się, że w środku niego znajduje się mózg naszego byłego towarzysza broni, którego moralnie musimy ponownie zabić. Kiedy grałem zryło mi to lekko psyche, aczkolwiek w sequelu też odlecieli, bo fabularnie naziści obcinają protagoniście głowę w ramach sądowej kary śmierci za "terroryzm" wobec III Rzeszy. Jednak dzięki technologii ruch oporu ratuje głowę Blazkowitza i udaje im się ożywić protagonistę z doczepionym ciałem genetycznego super żołnierza.

 

W serialu RoboCop był podobny motyw z mózgiem co we wspomnianej grze. Sam tytułowy bohater to był po prostu cyborg, implanty w głowie i zastąpiona reszta ciała. Tymczasem jeden z antagonistów został zabity kiedy leżał w szpitalu pod kroplówką i maszyną podtrzymyjącą życie. Wyciętego jego cały mózg wraz z rdzeniem kręgowym i umieszczono w wielkim mechu bojowym. Ten mech był dosyć straszny i można tutaj się zastanawiać czy taki mózg w maszynie to dalej człowiek i czy rozumuje tak jak człowiek. Bardzo możliwe nawet, że twórcy Wolfensteina się trochę wzorowali na tym filmie.

 

W serialu Altered Carbon większość ludzi na świecie nie jest oryginalnie urodzonych. Ich świadomość jest przenoszona między ciałami klonów za pomocą dysku wszczepianego w kark. Ludzkość stała się w pewien sposób nieśmiertelna, ale za pomocą symulacji komputerowych jako kara można torturować świadomość ludzką do końca świata. Ewentualnie przechowywać tą kopię danych człowieka niczym na dyskietce w szufladzie przez stulecia. Oczywiście bogaci dostają tzw. powłoki, czyli nowe biologiczne ciała z lepszymi funkcjami oraz implantami od reszty. Na świecie jednak wciąż istnieją nieliczni ludzie jako rebelianci, na pograniczu cywilizacji, którzy wciąż naturalnie rodzą się i umierają, a technologię upowłakawiania uważają za wynaturzenie.

 

W sci-fi mamy generalnie dwa podejścia do przenoszenia świadomości. Pierwsze zakłada skopiowanie mózgu człowieka do maszyny lub cyborgizacja. Moim zdaniem jest to wizja, która powstała podczas epoki przemysłowej kiedy człowiek wynalazł pierwsze w pełni autonomiczne maszyny i wyobrażał sobie idealną sybiozę biologii oraz metalu. Film Cassandra nawiązuje do tego starszego nurtu i być może będzie kiedyś możliwe skopiowanie zawartości mózgu do wersji cyfrowej i to bez konieczności stosowania tak drastycznych metod jak zabójstwo czy wiercenie w mózgu. Nawiasem mówiac ten robot Cassandry był dosyć creepy, ale przez cały film mnie zastanawiało w jaki sposób jest zasilany i w jaki sposób jest transcendentny. Taka technologia jest znacznie bardziej zaawansowana nawet, niż to co mamy opracowane współcześnie. Tylko komputer kwantowy lub biologiczny jest w stanie udźwignąć prawdziwą multiwątkowość i konstrukt świadomości.

 

Jest też pewne pytanie jakie należy zadać przy tego typu tematach czy taka skopiowana świadomość w ciele robota to wciąż oryginał i dokładne przeniesienie, czy jedynie odwzorowanie, czyli de facto inny byt, a orginalny został całkowicie zabity. To nie jest taka oczywista rzecz, bo może się okazać, że według praw fizyki przeniesienie z automatu tworzy inną kopię, zamiast zachować oryginał. Kolejna kwestia to jak przeprowadzić test, który udowodni, że coś jest orginalne, a nie stanowi jedynie idealnej kopii (innego/nowego bytu). Drugie podejście w sci-fi odnośnie motywu przenoszenia świadomości jest bardziej modernistyczne i uwzględnia maszyny co najwyżej jako jedynie dodatek np. nanoboty, a nie formę samą w sobie. Główny rdzeń natomiast stanowi ciało biologiczne i manipulowanie inżynierią genetyczną, by dążyć do perfekcji. Moim zdaniem faktycznie postać biologiczna ma masę przewag względem metalowej maszyny. W dodatku komputery biologiczne mają większy potencjał od kwantowych. Możliwe, że biologia to najwyższa forma technologii w tym świecie. Jeśli ludzie nauczą się manipulować genami, będzie to klucz do nieśmiertelności i dowolnego kształtowania świadomości. Póki co jednak wszystko w tej rzeczywistości jest zbudowane lub zaprojektowanie pod generowanie cierpienia.

 

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

To dusza ma Nas, nie my duszę. Po śmierci osobowość - ego Janusza czy Grażyny przestaje istnieć, tak pewnie by powiedział jakiś guru. 
A tak na serio, w pewnym stopniu jest to przerażające a zarazem ekscytujące. Trudno wyobrazić sobie brak istnienia siebie, jest to tak abstrakcyjne, aż niewyobrażalne. Jak to jest przestać istnieć?
Czy się boje śmierci, teraz nie, ale czy jak nadejdzie to będę się bał, tego nie wiem, pewnie tak. Trudno się przygotować na jednorazowe doświadczenie. 

Edited by nefi
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Różnie z tym bywa ale, że praktycznie jest tyle teorii, że nie mam bladego pojęcia i przez ten dostęp do informacji( kij wie czy tak faktycznie sprawdzonych) absolutnie niczego nie jestem pewien. Jak ja chciałbym wiedzieć odpowiedzi na 2 pytania: jak to się stało, że jesteśmy tu i co się dzieje po tej śmierci --,. Powoli mam wrażenie, że zaczyna mnie to dobijać zwłaszcza, że mentalnie no to słabo u mnie i już nie czuję jakby sensu tego całego spektaklu bycia 😑

Link to comment
Share on other sites

Konstrukt duszy został wymyślony dawno temu kiedy nie istniała metoda naukowa, w celu odróżnienia martwego człowieka od żyjącego człowieka.

Ta koncepcja została z nami do czasów współczesnych gdzie ludzie wymyślają coraz to dziwniejsze farmazony na podstawie swoich własnych fantazji.

 

Zarówno podczas snu, jak i śmierci mózg produkuje naturalne narkotyki, więc nic dziwnego, że "widzi" się niestworzone rzeczy.

Można takie stany wywołać również pod wpływem emocji, jedzenia, farmakologicznie lub kiedy mózg w jakiś sposób jest uszkodzony.

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Czy się boję śmierci? Nie. Ale coraz dotkliwiej dosięga mnie świadomość przemijania. Patrzę na swojego ukochanego psiaka jak mu mordka posiwiała, a przecież jeszcze niedawno był rezolutnym szczeniakiem. Patrzę na mamę, już emerytkę, jak podupadła na zdrowiu, w końcu patrzę na swoją gębę w lustrze i dostrzegam jak czas jest nieubłagany, jak ślad który zostawiamy tutaj nic nie znaczy.

 

Nurtuje mnie jedno - jeśli ewolucjoniści mają rację i jesteśmy dziełem przypadku, doboru naturalnego itd. to dlaczego wciąż nie pogodziliśmy się ze starością i śmiercią? 

  • Like 1
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

Miałem w swoim życiu okres, kiedy często myślałem o śmierci i strasznie się tej nicości bałem. Próbowałem uświadomić sobie tę pustkę, nicość i to, że wraz ze śmiercią zniknie po mnie wszystko. Z obserwacji po śmierci bliskich, nawet tych najbardziej lubianych, widziałem, jak zadziwiająco szybko się o nich zapomina i jak stają się jedynie rzadko przywoływanym wspomnieniem.

Na wiele lat zapomniałem o tych rozterkach, bo im bardziej się nakręcałem, tym mniej żyłem i mniej cieszyłem się życiem. Jednak z biegiem lat temat wrócił – zwłaszcza że w przeciągu czterech lat pochowałem dwunastu kolegów. Udary, zawały, wylewy, nowotwory… Mężczyźni w wieku 40-55 lat, okazy zdrowia, nagle zniknęli, pozostawiając po sobie pustkę, której nic nie wypełni. Uświadomiłem sobie, że umrzeć można w każdej chwili i nic tego nie zatrzyma.

Czy się boję? Tak, boję się – to naturalne. Ale jeszcze bardziej boję się niedołęstwa, choroby, bycia pozostawionym samemu sobie, nie daj Boże przykuty do łóżka, czekając na koniec w bezbronności i samotności.

„Śmierci nie trzeba się bać. Dopóki jesteśmy – jej nie ma, gdy ona przyjdzie – nie będzie nas.” – Epikur miał rację, ale w moim strachu nie chodzi tylko o śmierć. Chodzi o czas tuż przed nią, o moment, kiedy człowiek przestaje być sobą, a zostaje jedynie cieniem dawnego istnienia.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

13 godzin temu, Strusprawa1 napisał(a):

Mi ciężko uwierzyć w życie po śmierci.

 

Powiedziałbym, że jest wręcz coś kojącego w przeświadczeniu, że po śmierci nie czeka na nas już nic i zupełnie nie podzielam lęku związanego z takim prawdopodobieństwem. Bo gdyby przecież okazało się, że to katechizmy mają rację, to dopiero mielibyśmy wszyscy przejebane, niemniej jednak staram się mimo wszystko podchodzić do zagadnień z nurtu magnum ignotum zdroworozsądkowo, dlatego dość trudno zaakceptować mi wizję życia pozagrobowego w wydaniu judeochrześcijańskim. No bo jaki byłby sens całej tej ascezy, medytacji, gnozy, pokuty i ścieżek ognia, jeśli poznanie tej całej wielkiej tajemnicy sprowadzałoby się w istocie do prozaicznego wyzionięcia ducha? Bez względu na to, czy po drugiej stronie czeka nas rajski Eden, czy dziewięć piekielnych kręgów, samo otrzymanie odpowiedzi na to pytanie, wydaje się nagrodą wręcz nieproporcjonalną do zasług, jeśli w swej istocie składały się na nie wyłącznie mechaniczne klepanie pacierzy.
 
W tym upatrywałbym właśnie sens wiary, że to śmierć stanowi kres ostateczny - unicestwienie bytu i granicę, poza którą nie występuje już żadne poznanie. Nie dowiadujemy się nic i jednocześnie tracimy wszystko co znaliśmy. 
 
I co wtedy, jeżeli przez całe życie będziemy wierzyć w coś odmiennego, a mimo wszystko spotka nas taki koniec, jak powyżej? 
 
No właśnie nic. Nie zobaczysz przecież tabeli wyników i podsumowania tego co zjebałeś, bo Twoja świadomość zgaśnie wraz z ostatnimi impulsami elektronicznymi, przeskakującymi pomiędzy komórkami nerwowymi. Nie będzie więc i nadawcy, jak i zarówno odbiorcy komunikatu. 
 
Jeśli przyjmiemy takie założenie, śmierć w zasadzie przestaje być tajemnicą, a staje się po prostu, ot, biologicznym wyciągnięciem wtyczki z gniazdka. A gdy człowiek oswoi się ze świadomością śmierci, to dopiero wtedy zaczyna dostrzegać, że za tym urojonym problemem kresu ziemskiej egzystencji, kryje zagadnienie, dużo, dużo bardziej istotne. 
 
Mianowicie, co jest tajemnicą życia?
  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

@Throgg od prehistorii ludzie zażywali różne grzybki oraz narkotyki.

Nie trudno wtedy mieć halucynacje i wymyślać cuda na kiju.

Brzydko mówiąc wszystkie wierzenia i religie bazują na śnie narkomana.

A reszta wierzy na ślepo bez zastanowienia w opowieści z mchu i paproci.

Z punktu widzenia obecnie znanych faktów najprawdopodobniej nic nie ma.

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.