Jump to content

Skandaliczne wyroki polskich sądów - temat zbiorczy


Recommended Posts

 

 

To ja zacznę:

 

1. Sąd nie skazał Dody na bezwzględne więzienie, bo: 

 

"Sąd nie skazał Dody na bezwzględną odsiadkę, bo stwierdził m.in., że jest znaną piosenkarką, która w istotny sposób przyczynia się do rozwoju kultury muzycznej"

 

https://natemat.pl/556232,doda-uniknela-kary-wiezienia-uzasadnienie-sadu-jest-rozbrajajace

 

 

2. Antyterroryści godzinami torturowali przypadkowego człowieka, by po 13 latach trwania procesu nie zostali skazani na więzienie:

 

 

Sprawa dotyczy wydarzenia z czerwca 2012 r. Właśnie zakończyła się przed poznańskim sądem okręgowym. Jej szczegóły opisywał Piotr Żytnicki z "Gazety Wyborczej".

 

Dla mnie właśnie to postępowanie było papierkiem lakmusowym podejścia organów państwa do obywatela. I ciężko mi zrozumieć sytuację, w której do więzienia nie trafiają ludzie, którzy powinni obywateli chronić, a nad obywatelem brutalnie się znęcali. Na dodatek obywatelem niewinnym, przypadkowym.

 

Koszmarne przesłuchanie

Wydarzenia z 2012 r. zbulwersowały opinię publiczną. Było bowiem tak, że pewnego czerwcowego dnia na Starym Rynku w Poznaniu imprezowali w cywilu antyterroryści. Zostali zaatakowani przez inną imprezującą grupę, która funkcjonariuszy pobiła. Dla policji sprawą honorową stało się to, by złapać przestępców i pomścić krzywdę kolegów.

 

Jeden z uczestniczących w bójce funkcjonariuszy wytypował mężczyznę, który jego zdaniem w całym zdarzeniu uczestniczył. 18 czerwca 2012 r. człowiek ten został zatrzymany. "Gazeta Wyborcza" relacjonowała, jak wyglądało to zatrzymanie. Pierwsza sekunda: cios w twarz. Druga: kajdanki. Trzecia: kopanie po całym ciele.

 

Wtedy próba przesłuchania: "przyznaj się". Nie przyznał się, więc mężczyzna trafia do radiowozu. A tam jest dalej okładany, a także rażony paralizatorem po całym ciele. - Byłem skuty tak mocno, że puchły mi palce. Gdy razili paralizatorem, metalowe kajdanki paliły mi skórę. Mdlałem - cytuje zeznania zatrzymanego przed sądem "Gazeta Wyborcza".

 

Antyterroryści z radiowozu do komendy ciągnęli mężczyznę po bruku. A na terenie komendy kolejne bicie. "Zdarli koszulkę i wycierali nią krew. Miał rozciętą głowę. Padał i mdlał z bólu. Wtedy cucili go wodą. Do niczego się nie przyznał" - wskazuje red. Żytnicki.

 

Dzień później mężczyzna, jak gdyby nigdy nic, zostaje wypuszczony do domu. Okazuje się, że funkcjonariusz, który go wskazał, pomylił się. Skatowano człowieka w odwecie za czyn, z którym nie miał nic wspólnego.

 

 

Pozytywnie rokują

Zatrzymany mężczyzna nie odpuścił, zgłosił sprawę. Ruszyła więc cała maszyna państwa. Prokuratura najpierw sprawę umorzyła, ale sąd - reagując na zażalenie - nakazał ją prowadzić dalej. Ostatecznie do sądu trafił akt oskarżenia. Co istotne, piątka funkcjonariuszy nie współpracowała ani z prokuraturą, ani w sądzie. Wybrali milczenie.

 

Sąd skazał policjantów na rok pozbawienia wolności. Bez zawieszenia. I wtedy stał się cud: jeden z antyterrorystów zaczął mówić. Opisał, który kolega raził zatrzymanego paralizatorem, kto miał jaki udział w nielegalnej akcji.

 

Sąd drugiej instancji więc wyrok uchylił, uznając, że trzeba te okoliczności wziąć pod uwagę. Tak wzięto, że skazanych zostało już tylko czterech antyterrorystów. Ale nie na odsiadkę, tylko na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu.

 

"Dwóch policjantów dostało pięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, dwóch pozostałych - siedem miesięcy w zawieszeniu na trzy lata" - podawał red. Żytnicki, relacjonujący proces.

 

Sąd uznał, że mężczyźni byli wcześniej niekarani, więc można postawić "pozytywną prognozę kryminologiczną".

 

Istnieje też prawdopodobieństwo - tu już moja wstawka - że funkcjonariusze już nigdy nikogo nie skatują na komendzie, bo w międzyczasie przeszli na emeryturę, więc mogliby w policyjnym budynku nie czuć się już aż tak swobodnie.

 

Wyrok sądu pierwszej instancji właśnie zatwierdził sąd drugiej instancji. Czyli mamy ostateczne rozstrzygnięcie: za skatowanie przypadkowego człowieka, w odwecie za krzywdę ludzi z własnej formacji, antyterroryści nie pójdą do więzienia.

 

https://wiadomosci.wp.pl/slowik-policjanci-na-specjalnych-prawach-czyli-skandaliczny-wyrok-w-glosnej-sprawie-opinia-7177171213249504a

 

 

3. Policjant ukradł z myjni cudze dywaniki samochodowe o wartości 2000 PLN. Sąd: zabrał je, bo chciał oddać właścicielowi - więc niewinny

 

Na nagraniu z kamery widać jak funkcjonariusz policji z Gdańska najpierw nakrył pozostawione przez kierowcę dywaniki swoimi, a następnie schował wszystkie do samochodu. Właściciel zgłosił ich przywłaszczenie, ale prokuratura dwukrotnie umorzyła sprawę.

 

Policjant prewencji zabrał cudze dywaniki. Potem tłumaczył, że czekał na ogłoszenie o zgubie. Prokuratura uwierzyła.

 

(dalej jest paywall)

https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,32097741,policjant-zabral-z-myjni-cudze-dywaniki-samochodowe-prokuratura.html

https://wykop.pl/link/7749793/policjant-zabral-z-myjni-cudze-dywaniki-samochodowe-prokuratura-umarza

 

 

 

 

 

Edited by cst9191
  • Like 3
  • Thanks 3
Link to comment
Share on other sites

Nauczyciel dostał 3 lata więzienia za seks z małoletnią poniżej 15 roku życia, tymczasem nauczycielka za to samo przestępstwo+uprowadzenie dostała pół roku więzienia i prace społeczne. Równość płci w praktyce

 

 

Trzy lata więzienia - taki wyrok usłyszał nauczyciel z Wyrzyska, który uprawiał seks z o 40 lat młodszą od siebie uczennicą. Jak ustaliła Wirtualna Polska, mężczyzna zaakceptował decyzję sądu i najprawdopodobniej nie będzie się od niej odwoływał. Mieszkańcy komentują: - Zakochali się.

 

Rok po tym, jak sprawa trafiła do mediów, zapadł wyrok. Jacek O., nauczyciel jednej ze szkół w Wyrzysku w województwie wielkopolskim, który współżył z 14-letnią uczennicą, usłyszał wyrok trzech lat więzienia. Musi też zapłacić dziewczynie 10 tys. zł nawiązki.

 

Jaki jest skazany? - To normalny człowiek, fajny nauczyciel, szanowany i lubiany przez uczniów - mówi WP jeden z mieszkańców Wyrzyska. Jak podkreśla, "zasadniczą kwestią jest to, że nauczyciel współżył z uczennicą, jednak ci, którzy znają Jacka O. starają się to jakoś tłumaczyć". - Tym bardziej, że dziewczyna sama mówi, że jej nie zmuszał do niczego. Zakochali się - mówi mieszkaniec Wyrzysk.

 

Jacek O. nawiązał bliższą znajomość z 14-latką podczas wyjazdów z chórem. Ich relację odkryła matka nastolatki, kiedy przejrzała korespondencje w tablecie córki.

 

Skazany utrzymuje, że zakochał się w dziewczynie. Po wyjściu na wolność przez pięć lat nie będzie mógł się do niej zbliżać.

 

Nie będzie mógł też wrócić do zawodu nauczyciela. Zakaz będzie obowiązywał do momentu, gdy osiągnie wiek emerytalny.

https://wiadomosci.wp.pl/nauczyciel-wspolzyl-z-14-letnia-uczennica-mieszkancy-staraja-sie-to-jakos-tlumaczyc-6351493562247297a

-------------------

 

Pół roku więzienia i pół roku prac społecznych - na tyle skazał łomżyński sąd byłą nauczycielkę jednej ze szkół w woj. podlaskim. Kobieta była oskarżona o obcowanie płciowe z 14-latkiem i uprowadzenie go wbrew woli jego rodziców. Wyrok nie jest prawomocny.

 

 

35-latka dobrowolnie poddała się karze. Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Łomży sędzia Jerzy Leszczewski, prace społeczne mają być wykonywane w wymiarze 30 godzin miesięcznie.

 

Do tego sąd orzekł też wobec kobiety zakaz zbliżania się na odległość mniejszą niż 50 metrów do nieletniego i kontaktowania się z nim w jakikolwiek sposób przez trzy lata; orzekł też siedmioletni zakaz wykonywania przez skazaną zawodu nauczyciela, ma też ona nieletniemu zapłacić 15 tys. zł tytułem nawiązki.

 

Podstawą śledztwa łomżyńskiej prokuratury rejonowej było zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, najprawdopodobniej złożyli je rodzice nastolatka. Aktem oskarżenia zakończyło się ono jesienią ub. roku.

 

"Oskarżonej zarzucono popełnienie dwóch przestępstw: uprowadzenia wbrew woli rodziców małoletniego poniżej lat 15 oraz kilkukrotnego obcowania płciowego z małoletnim" - podawała wtedy prokuratura w komunikacie; nie było informacji, kiedy miało dojść do tych przestępstw.

 

Prokuratura przyznała jedynie, że w tym czasie kobieta zatrudniona była jako nauczycielka w szkole podstawowej w miejscowości Kuzie (gmina Zbójna). Obecnie już tam nie pracuje.

 

Wobec kobiety był wtedy czasowo stosowany tymczasowy areszt; według informacji PAP ze źródeł sądowych, stało się tak, bo nie stosowała się ona do tzw. wolnościowych środków zapobiegawczych, takich jak zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym.

 

Według Kodeksu karnego, kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze od 2 do 12 lat więzienia.

 

https://wiadomosci.onet.pl/bialystok/lomza-byla-nauczycielka-skazana-za-seks-z-14-letnim-uczniem/p3l0mp7

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

 

2 lata więzienia za zabicie dwóch kobiet w wypadku drogowym, brak skruchy, obecność kokainy w organizmie:

 

https://wykop.pl/link/7687867/po-wypadku-mowil-ze-ofiary-jechaly-trumna-na-kolkach-uslyszal-wyrok

 

 

Brak jakichkolwiek konsekwencji dla pani Gersdorf i jej męża za nieudzielenie pomocy motocykliście który miał wypadek na autostradzie, jego motocykl przez kilkadziesiąt metrów sunął przed samochodem Gersdorfów, ale oni niczego takiego nie widzieli:

 

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/malgorzata-gersdorf-byla-swiadkiem-wypadku-sa-zazalenia-na-umorzone-sledztwo/rryp900

 

 

Sądy nie zezwalają na tymczasowe aresztowanie przestępców obcokrajowców i ci uciekają z kraju nie odpowiadając za swoje przestępstwa:

 

https://www.magnapolonia.org/sad-wypuscil-ukrianca-podejrzanego-o-gwalt-blyskawicznie-sie-ulotnil/

https://nto.pl/sad-w-opolu-nie-zgodzil-sie-na-areszt-dla-nozownika-z-gruzji-ktory-zaatakowal-ochroniarza-mezczyzna-zniknal-i-jest-poszukiwany/ar/c1p2-27484653

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Strzelajcie: kto trafił do aresztu, a kto nie - i dlaczego? :)

 

 

 

ec7091c913a7cadd6a874cf5b0265b76489999f9

 

Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę w Chełmie. Do dyżurnego miejscowej komendy zgłosiło się dwóch mężczyzn, którzy zostali napadnięci i dotkliwie pobici przez grupę osób. Według ich relacji, spotkali się z 30-letnią kobietą, znaną im z wcześniejszych kontaktów, aby wyjaśnić wcześniejsze nieporozumienia. W trakcie rozmowy doszło do niespodziewanego ataku.
Napastnicy — trzej 26-letni mężczyźni oraz wspomniana kobieta — posługiwali się niebezpiecznymi przedmiotami, w tym kastetem i bronią gazową. Jeden z poszkodowanych został ostrzelany gazem, a następnie pobity. Skradziono mu również telefon komórkowy, plecak oraz komplet kluczy. Po dokonaniu rozboju sprawcy oddalili się z miejsca zdarzenia.
 
Wpis z wykopu:
Na poczatku artykulu przeczytalem, ze "Część z nich została tymczasowo aresztowana.". Jak myslicie kto zostal aresztowany a kto sie wywinal z kwartetu 3 facetow i 1 baba? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nawet nie musialem dalej czytac zeby sie domyslec, ze 3 chlopow do pierdla na 3 miechy a babsko oczywiscie w tym smiesznym kraju stulejarzy i kukoldow sie wywinelo i dostala tylko dozor xDDD Spermiarstwo i kukoldztwo to Polska choroba toczaca ten kraj jak nowotwor na kazdym szczeblu. Nie wazne czy facet jest Mariuszem z magazynu bez wyksztalcenia czy Andrzejem prokuratorem we lbie choroba kukoldowa jest tak samo u obu obecna na takim samym poziomie.

Caly artykul: https://www.lublin112.pl/brutalny-rozboj-w-chelmie-sprawcy-uzyli-kastetu-i-broni-gazowej/

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

To jest hit.

 

https://wykop.pl/link/7761769/gownokraj-sprawca-przyznal-sie-do-winy-ale-to-marcin-ma-trafic-do-wiezienia

 

Kiedy jeden z klientów dostał w twarz i padł nieprzytomny na chodnik, Marcin wybiegł, żeby mu pomóc. Choć w śledztwie i procesie faktyczny sprawca przyznał się do ciosu, sąd na karę więzienia skazał Marcina.

 

''Choć w śledztwie i procesie faktyczny sprawca przyznał się do ciosu, sąd na karę więzienia skazał Marcina, bo żona pobitego, jako jedyna, wskazała go jako sprawcę. Zrobiła to dziewięć dni po zdarzeniu, gdy zobaczyła jego zdjęcia na Facebooku.''

  • Like 1
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
On 7/17/2025 at 10:08 PM, cst9191 said:

Spermiarstwo i kukoldztwo to Polska choroba toczaca ten kraj jak nowotwor na kazdym szczeblu.

 

Tak mówisz jakby zwykły Jasiu miał jakikolwiek wpływ na to jak działa wymiar niesprawiedliwości w tym kraju.

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

 Pewnie kojarzycie nagranie z YT jak gówniarz grozi w sądzie śmiercią sędzinie i poszkodowanemu. Gościa skazano na 15 lat, rok później obniżono mu wyrok do 13. W jego "ekipie" były też inne osoby, m.in. niejaka Nina.

 

Ciekawa historia z nią związana (pogrubienie tekstu moje):

 

Prokuratura oskarżyła Pawła N. i Konrada N. o próbę zamordowania studenta. W sprawę zamieszane są również trzy nastolatki, m.in. Nina P.

 
Według najnowszych ustaleń prokuratury dziewczyny kopały ofiarę.

Na ławie oskarżonych zasiądą tylko trzy osoby, które mogą odpowiadać jak dorośli: 18-letni Paweł N. i Konrad N. oraz ich rówieśniczka Aleksandra P. Sprawa 15-latek Niny P. i Katarzyny O. toczy się już w sądzie rodzinnym.
Brutalny atak na studenta zbulwersował opinię publiczną nie tylko Lublina. Pięcioosobowa banda zaatakowała go późnym wieczorem 11 stycznia tego roku, gdy wysiadł z autobusu.
- Po prostu nie spodobał się im jego wygląd, długie włosy i długi płaszcz - mówi Ewa Bondaruk, szefowa prokuratury rejonowej Lublin-Południe.
Pierwsze zaczepki zaczęły się jeszcze w autobusie. Zdemoralizowana grupa młodych ludzi czuła się zupełnie bezkarnie. Zaczęła najpierw głośno i wulgarnie komentować wygląd studenta. Napastnicy zaatakowali go, gdy wysiadł z autobusu przy ul. Jana Pawła II w Lublinie. Na początek dostał pięścią w twarz. Przewrócił się. Wówczas dopadła go cała piątka napastników. Kopały go również dziewczyny. Chłopakowi udało się wyrwać. Napastnicy go jednak dopadli. Wyciągnęli noże. Student otrzymał kilkanaście ciosów. Potem młodzi bandyci uciekli. Policja zatrzymała ich pół godziny później. Aleksandra P. usiłowała w komisariacie wrzucić do ubikacji nóż, którym jej koledzy zadawali ciosy. Dlatego dziewczyna dodatkowo odpowie za utrudnianie śledztwa.
- Trójka oskarżonych przyznała się do bicia studenta - dodaje prokurator Bondaruk. - Twierdzili, że nikt z nich nie chciał go zabić.
Ciężko ranny student przeżył. Był operowany, spędził w szpitalu kilka tygodni.
Wcześniej Nina P. zamieszana była w głośną sprawę próby zabójstwa 14-letniej Klaudii. Wywabiła koleżankę z domu, a jej koledzy wrzucili ją do studni. 11 stycznia Nina była w sądzie na ogłoszeniu wyroku na zwyrodnialców. A zaledwie kilka godzin później brała udział w ataku na studenta.
Sprawa wrzucenia Klaudii do studni zakończyła się dla Niny tylko nakazem przeproszenia poszkodowanej. W przypadku napaści na studenta sąd był bardziej stanowczy. Umieścił dziewczynę w ośrodku wychowawczym. Na procesie nożowników Nina będzie jednak tylko świadkiem. Tak jak na wcześniejszym procesie mężczyzn, którzy chcieli zabić Klaudię.
 
---
Kpina. 
 
Link to comment
Share on other sites

Żona za zamordowanie nożem męża, wielokrotne zbezczeszczenie zwłok oraz ich poćwiartowanie otrzymała karę 8 lat pozbawienia wolności:

 

https://gazetakrakowska.pl/wyrok-w-sprawie-makabrycznej-zbrodni-w-zimnodole-pod-olkuszem-przez-poltora-miesiaca-pastwila-sie-nad-zwlokami/ar/c1p2-27264029

 

Karę ośmiu lat więzienia za spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także ze zbezczeszczenie zwłok Grzegorza Ż. usłyszała w czwartek 13 lutego Małgorzata Ż. Kobieta raniła partnera dwukrotnie nożem. Kiedy ten zmarł z wykrwawienia zabetonowała jego zwłoki w łazience. Później skuła beton, pocięła ciało i zakopała je w przydomowym ogródku. Ta zbrodnia wstrząsnęła miejscowością Zimnodół pod Olkuszem w lutym ubiegłego roku. Wyrok jest nieprawomocny.

 

 

 

Sąd nie przyjął kwalifikacji czynu jako zabójstwo ponieważ poszkodowany po zadaniu mu dwóch ciosów nożem żył i najprawdopodobniej, gdyby udzielono mu pomocy przeżyłby ten atak. Sąd podkreślił, że z powodu zaawansowanego rozkładu zwłok biegli nie mogli stwierdzić czy ciosy nożem przecięły żyły poszkodowanego, i że to była przyczyna śmierci.

 

(pogrubienie moje - cst9191)

 

Kobieta zeznawała, że nie chciała zabić Grzegorza Ż., twierdzi, że chciała go tylko wystraszyć. Sąd uznał jednak, że atakując mężczyznę nożem musiała mieć świadomość tragicznych konsekwencji swoich czynów. Oskarżona nie wezwała tez pomocy do rannego mężczyzny.

 

Sąd podkreślił, że skazana jest osobą przebiegłą i potrafiąca manipulować innymi. Po trafi też kreować fałszywy obraz wokół swojej osoby. Tak było po śmierci jej partnera.

- Kobieta przez półtora miesiąca pastwiła się nad jego zwłokami. Na początku zabetonowała je w łazience, a potem pocięła i zakopała w ogródku - mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia sprawozdawca Lidia Kurnicka.

Przez ten czas zachowanie Małgorzaty Ż. nie wzbudzało podejrzeń u osób, z którymi miała do czynienia. Odwiedzała znajomych i rodzinę, załatwiała sprawy w urzędach i zamawiała zaprawę, żeby zabetonować zwłoki.

 

Obrońca oskarżonej mec. Joanna Szpiega-Bzdoń zapowiedziała apelacje od wyroku.

  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

@cst9191 Ten motyw ukrycia zwłok przypomniał mi chłopa, który rok czy dwa temu jak pamiętałem, zwłoki ojca umieścił w zamrażarce, a z jego emerytury uczynił sobie pasywny dochód, ale sprawa się rypła, a jego kariera rentierska została przerwana przez milicję i prokuraturę. Już był wyrok i czy adekwatny, to niech każdy oceni. :P 

 

 

Ciało w zamrażarce. Sąd nie miał wątpliwości

18.06.2025 21:01

 

Karę roku pozbawienia wolności, w zawieszeniu na dwa lata, wymierzył W. G. Sąd Rejonowy w Cieszynie. Mężczyzna oskarżony

był m.in. o to, że po śmierci umieścił ciało ojca w zamrażarce.

 

 

Mieszkaniec Brennej odpowiadał także za wyłudzenie emerytury i świadczenia pielęgnacyjnego po zmarłym ojcu.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Łukasz Kuś podkreślił, że po pewnym nieustalonym okresie od śmierci A. G.,

syn „umieścił jego zwłoki w miejscu uwłaczającym czci zmarłemu – w chłodziarko-zamrażarce, przeznaczonej pierwotnie do schładzania piwa”.

 

Zamrażarka stała na nieogrodzonym terenie posesji brata W. G. Ciało ojca znajdowało się w tym miejscu od 5 maja 2023 do 17 października 2023 r.

Sąd podkreślił także, że od czerwca 2023 r. do października 2023 r. W. G., brał z ZUS świadczenie emerytalne swojego ojca.

Pobrał także dodatkową, roczną emeryturę w wysokości 18,5 tys. zł.

Wyłudził również świadczenie pielęgnacyjne w kwocie 8,3 tys. zł. W tym wypadku poszkodowana jest gmina Brenna.

 

W. G., pomiędzy kwietniem 2023 i lutym 2024 cofnął także przebieg samochodu o ponad 43 tys. zł.

Sąd Rejonowy w Cieszynie uznał, że W. G., winny jest wszystkich, zarzucanych mu przestępstw.

Decyzją sądu Wiesław G., musi zwrócić wyłudzone pieniądze do ZUS i gminy Brenna.

Wyrok jest prawomocny.

(ach) 

https://wiadomosci.ox.pl/cialo-w-zamrazarce-sad-nie-mial-watpliwosci,94352

[tam chyba miało być "cofnął przebieg o 43 tys. km, a nie zł, jakiś błąd jest w tekście]

Edited by Dworzanin.Herzoga
  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

 

Grubo. Zabiła człowieka, trafiła na jakiś czas do aresztu, później areszt zamieniono na nadzór kuratora. Prokurator ZASKARŻYŁ to, że ją aresztowano. W efekcie wypuszczono ją na wolność i zmniejszono kwotę poręczenia. Gdy była już na wolności, dokonała napaści na jakąś małolatę.

 

https://miastko24.pl/pl/11_wiadomosci/16571_atak-morderczyni-na-domowej-imprezie.html

 

Jeśli chodzi o status podejrzanej Natalii Sz. oraz postępowania dotyczącego zabójstwa z 1 stycznia 2024 roku, kobieta wciąż nie usłyszała wyroku. Jest oskarżona z art. 148 § 1 k.k., który dotyczy zabójstwa zagrożonego karą od ośmiu do dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności lub dożywociem.
Akt oskarżenia wniesiono 31 grudnia 2024 roku, ale pierwsze posiedzenie odbyło się dopiero w miniony czwartek.
Została wydana opinia psychiatryczno-psychologiczna. Oskarżona została uznana za osobę poczytalną. Zastosowano warunkowy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania i poręczenie majątkowe w wysokości 20 000 zł. Prokurator je zaskarżył, a Sąd Apelacyjny uchylił tymczasowy areszt i zmniejszył poręczenie majątkowe do 10 000 zł. Wydano też zakaz opuszczania kraju – informuje Andrzej Urbaniak z biura prasowego Sądu Okręgowego w Słupsku.
 
 
 
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, cst9191 napisał(a):

Grubo. Zabiła człowieka, trafiła na jakiś czas do aresztu, później areszt zamieniono na nadzór kuratora. Prokurator ZASKARŻYŁ to, że ją aresztowano. W efekcie wypuszczono ją na wolność i zmniejszono kwotę poręczenia. Gdy była już na wolności, dokonała napaści na jakąś małolatę.

 

Poniższy komentarz pisała chyba sama sprawczyni:

 

Cytat

 

Dajcie żyć tej dziewczynie. Nie wiecie przez jakie piekło przechodziła...gdyby ktoś was lał, zęby wybił ,znęcał się i groził śmiercią ?. Czasami to jest chwila , samoobrona ile można znieść?.

Ja jej bardzo współczuję bo jestem z takiej rodziny i wiem jak wygląda takie życie. Tytuł 'morderczyni ' to kogoś poniosło 🤦 Nie znam jej osobiście ,ale przestańcie robić jej pod górkę!

 

 

Niezły bełkot, nie zna jej, ale wie, że przechodziła przez piekło, i zabiła w "samoobronie", ale dziwnym zbiegiem okoliczności odpowiada za zabójstwo, a nie przekroczenie obrony koniecznej.

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

 

 

Sąd w Poznaniu skazał 17-letniego Adama za współżycie z 14-letnią dziewczyną. Jak podkreśla "Głos Wielkopolski", nastolatek miał trafić za kraty na dwa lata bezwzględnego więzienia, jednak apelację złożył adwokat Adama, który ma poważne alibi. W czasie, kiedy miało dojść do stosunku, Adam był w szkole, co potwierdzają obecności w dzienniku lekcyjnym. We wtorek (27 luty) rozpoczął się proces odwoławczy w tej sprawie.

 

 

O całej sprawie jako pierwszy poinformował "Głos Wielkopolski". Wydarzenia miały miejsce w 2019 i 2020 roku. Oskarżonym jest Adam, który w momencie rzekomego współżycia miał 17 lat, a jego partnerka 14.

Cała sprawa wyszła na światło dzienne... w szkole. 14-letnia dziewczyna zapytała swoją nauczycielkę od lekcji biologii o aborcję i ciążę. Wówczas miała jej się przyznać, że miedzy nią i Adamem doszło do stosunku.

 

Kilka lat temu sąd po zaledwie 15 minutach procesu wymierzył mu karę 2 lat bezwzględnego więzienia. Chłopaka nie było na rozprawie, nie miał także możliwości obrony.

 

Jak podkreśla wspomniane źródło, z pomocą Adamowi przyszedł mecenas Jakub Antkowiak, który podpowiedział mu, co może jeszcze zrobić w tej sprawie, by walczyć o sprawiedliwy proces. W październiku 2023 roku sąd ponownie uznał, że chłopak jest winny i skazał go na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

 

 

Gdy Adam przedstawił swoją wersję zdarzeń, sprawa nabrała nowego tempa. W czasie, gdy miało dojść do rzekomego seksu w piwnicy, nastolatek był w szkole - co wynika z dziennika zajęć lekcyjnych.

 

Adam zaprzeczył także, by doszło między nim a Moniką do stosunku, a wszystkie oskarżenia są nieprawdziwe.

 

W związku z nowymi faktami w sprawie, we wtorek (27 lutego) rozpoczął się proces apelacyjny w tej sprawie. Obrona Adama podkreśla, że liczy na uniewinnienie chłopaka, który nigdy nie miał konfliktów z prawem.

 

 

https://www.o2.pl/informacje/skazany-za-seks-ktorego-nie-bylo-szokujace-ustalenia-z-wielkopolski-7000185165229024a

 

 

Jeszcze czyjś wpis z wykopu:

 

Ja pierdolę...
Skazać chłopaka na 2 lata bezwzględnego więzienia za gwałt
- bez przydzielenia mu adwokata mimo że o to wnosił
- bez wysłuchania go i nawet bez jego obecności na rozprawie
- w taki sposób że uniemożliwia się mu skuteczne odwołanie do wyższej instancji
Jak to nie jest kwintesencja patologii w sądownictwie to ja już nie wiem co jest.
Sędzia odpowiadający za coś takiego naprawdę powinien przestać być sędzią.

 

 

 

---

Fragment z innego artykułu:

 

Wyrok zapadł po 15 minutach

Jesienią 2020 r., jedenaście dni przed wyznaczoną datą rozprawy, Adam złożył do sądu wniosek o wyznaczenie obrońcy z urzędu i odroczenie terminu. Nastolatek oczekując na informację zwrotną, nie stawił się w sądzie. Niespodziewanie w listopadzie otrzymał wezwanie do odbycia kary więzienia. Okazało się, że rozprawa jednak się odbyła i sąd po zaledwie 15 minutach procesu skazał 18-latka na 2 lata bezwzględnego więzienia. Wyrok uprawomocnił się po kilkunastu dniach, a nieświadomy nastolatek nie złożył w terminie wniosku o uzasadnienie wyroku, przez co nie mógł się odwołać.

 

Obrońca Adama wskazuje na szereg błędów, które popełniono w toku tego postępowania.

– Sprawa nie została dokładnie zbadana na pierwszym etapie – najpierw przez prokuraturę, później przez sąd pierwszej instancji. Błędem było to, że Adam nie miał od początku obrońcy z urzędu, pomimo że złożył taki wniosek. Jak się okazało wniosek ten przez dwa tygodnie nie trafił na biurko sędziego. Błędem było też podejście sądu, który uznał, że nie musi bezpośrednio przeprowadzać postępowania dowodowego (chociażby przesłuchać Adama na rozprawie). I opierając się jedynie na dokumentach rozstrzygnął tak poważną sprawę w zaledwie 15 minut, skazując Adama – wylicza.

 

 

--------

 

Na szczęście ostatecznie chłopak został uniewinniony. 14-letnia biedna dziewczynka wymyśliła sobie ten gwałt, bo chłopak nie chciał się z nią  spotykać.

 

Edited by cst9191
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Osiem razy ugodziła nożem, ale wg sądu to nie było zabójstwo. Dostała łagodniejszy wyrok

Opublikowano: czwartek, 18 wrz 2025 19:38 Aktualizacja: czwartek, 18 wrz 2025 19:46
Autor: Dominik Smagała | Zdjęcie: Dominik Smagała

Osiem razy ugodziła nożem, ale wg sądu to nie było zabójstwo. Dostała łagodniejszy wyrok - Zdjęcie główne

Sąd Apelacyjny w Lublinie doszedł do wniosku, że Marta M. (na zdj.) nie dopuściła się zabójstwa, choć Jarosław zmarł w wyniku zadanych przez nią ciosów nożem.

Kobieta została skazana na łagodniejszą karę, ale i tak posiedzi za kratami | foto Dominik Smagała

 

 

 

Łukowscy policjanci 28 sierpnia 2023 roku zostali powiadomieni o znajdującym się w jednym z mieszkań na osiedlu Sienkiewicza martwym mężczyźnie, a po przyjeździe do wskazanego

miejsca potwierdzili, że zgłoszenie jest zgodne z prawdą. Chodziło o 49-letniego Jarosława Z.

 

Ze wstępnych ustaleń prokuratora i pracujących na miejscu zdarzenia policjantów wynikało, że przebywający w tym mieszkaniu spożywali razem duże ilości alkoholu.

Wyjaśniając okoliczności tragicznego w skutkach zdarzenia, policjanci zatrzymali mieszkającego tam 57-latka, jego 44-letniego kolegę i 36-letnią wówczas łukowiankę. 

 

Śledczy dowodzili, że za śmiercią 49-latka stoi ostatnia z wymienionych - Marta M. To ona miała osiem razy ugodzić nożem pokrzywdzonego w nogi, m.in. w uda. W efekcie doszło

do masywnego krwotoku spowodowanego uszkodzeniem tętnicy. Oskarżona i pokrzywdzony w przeszłości byli parą. 

Prokurator postawił Marcie M. zarzut zabójstwa. Oskarżona nie przyznała się do popełnienia czynu. Wyrok w tej sprawie zapadł pod koniec ub.r.

Obecnie 38-letnia Marta M. została wtedy uznana przez Sąd Okręgowy w Siedlcach za winną dokonania zabójstwa i skazano ją za to na dziesięć lat pozbawienia wolności.

 

Od wyroku w tej sprawie wpłynęła apelacja obrońcy Marty M. Adwokat drobiazgowo kwestionował poszczególne ustalenia sądu. Obrońca wnosił o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy

do ponownego rozpoznania. Domagał się wywołania nowych opinii biegłych, m.in. neurologa, który miałby ocenić stan zdrowia 38-latki i ewentualny wpływ tego na jej postępowanie

w czasie popełniania czynu. Sąd się na to nie zgodził. 

 

Wyrok zapadł 11 września. Sąd Apelacyjny w Lublinie uznał Martę M. za winną, ale nie zabójstwa, a spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu Jarosława Z. poprzez zadanie

mu ośmiu ugodzenia nożem w obie nogi, czego skutkiem była śmierć pokrzywdzonego. Sąd wyjaśnił, że kluczowe było określenie zamiaru, z jakim działała oskarżona.

 

Sąd pierwszej instancji stwierdził, że Marta M. miała zamiar zabić przede wszystkim na podstawie ustalenia, iż po zadaniu ciosów nożem pokrzywdzonemu opuściła pomieszczenie, w którym

to miało miejsce, a następnie dopiero po długim czasie udała się z powrotem do pokoju i poinformowała innych, że Jarosław Z. się wykrwawia.

 

Tymczasem Sąd Apelacyjny w Lublinie nie dopatrzył się w tej sprawie zamiaru dokonania zabójstwa. Biegły wykluczył bowiem, że ponad wszelką wątpliwość można ustalić, iż między

zadaniem ugodzeń a wezwaniem karetki minęły aż dwie godziny, jak przyjął sąd pierwszej instancji.    

 
 

 

- Nawet, jeżeli oskarżona chociażby na chwilę opuściła pokrzywdzonego po zadaniu mu ciosów, jak określa to jeden ze świadków "przez chwilkę", to nie może to świadczyć o tym, że działała

z zamiarem zabójstwa. Dodatkowo fakt, że na widok zakrwawionego pokrzywdzonego krzyczała i prosiła o wezwanie pomocy, również przeczy temu, by działała z zamiarem zabójstwa pokrzywdzonego

- uzasadniła sędzia Dorota Janicka. 

 

 

 

Co najważniejsze, Marcie M. wymierzono łagodniejszą karę - nie dziesięciu, a siedmiu lat pozbawienia wolności. Na poczet tego kobiecie zaliczono 2-letni pobyt w areszcie. 

 

Wyrok jest prawomocny. Przysługuje od niego tylko kasacja do Sądu Najwyższego.

 

Edited by Dworzanin.Herzoga
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

https://www.onet.pl/informacje/fakt/gliwice-wlascicielka-domu-z-zakazem-zblizania-sie-do-wlasnej-posesji/7m5z4j1,e763a960

 

Joanna Ogłoza-Palmąka (40 l.) z Gliwic choć jest właścicielem domu, nie może do niego wejść i w nim zamieszkać. Ma prokuratorski zakaz zbliżania się na odległość stu metrów do własnej posesji. Powodem są lokatorzy, którzy nie zgadzają się wynikami licytacji i nie zamierzają się wyprowadzić. Zajmują dom nielegalnie. Czują się nękani przez właścicielkę i jej rodzinę, która chce zamieszkać we własnym domu. Prokuratura Rejonowa Gliwice —Wschód przedstawiła pani Joannie i jej najbliższym zarzuty uporczywego nękania pokrzywdzonych. Nałożyła też sankcje w postaci dozoru i zakazu zbliżania się do posesji na odległość stu metrów. Pełnomocnikiem pokrzywdzonych jest były prokurator Prokuratury Rejonowej Gliwice-Wschód, tej samej, która przedstawiła zarzuty pani Joannie i jej bliskim.

 
 
— Moja wina, namówiłem córkę, by kupiła domek. Znajdował się blisko szkoły, do pracy też blisko. Zanim córka stanęła do komorniczej licytacji, oglądaliśmy dom z zewnątrz. Nie wiadomo było, czy tam ktoś mieszka, czy nie mieszka. Uznaliśmy w końcu, że sąd sprzedaje dom, nie kupujemy przecież u lichwiarza — opowiada pan Witold, tata pani Joanny. Na licytacji, do której doszło w lipcu 2022 r. pani Joanna przedstawiła najwyższą stawkę spośród 10 uczestników. Kupiła wymarzony dom za 640 tys. zł.
 
— Do momentu przysądzenia własności i uprawomocnienia nie rozmawialiśmy z tymi ludźmi. Uprawomocnienie nastąpiło w sierpniu 2024 r. — opowiada pani Joanna. Dom zamieszkuje para w związku z partnerskim z trójką nastoletnich dzieci. Pani Joanna podejmowała próby kontaktu telefonicznego. Chciała ustalić terminy, kiedy zlicytowani lokatorzy wyprowadzą się. Nie odpowiadali na monity. — Gdy w końcu udało się porozmawiać, dowiedziałam się, że zlicytowany właściciel nie będzie ze mną rozmawiał, bo zabrałam mu dom razem z komornikiem i sądem — wspomina pani Joanna. — Pan W. powiedział mi, że będę siedział, że będą oskarżony. Tłumaczyłem, że pytam o własność córki. On nic nie chciał słuchać, tylko powtarzał, że mnie oskarży — dodaje pan Witold.
 

Dwie eksmisje i dalej to samo. Jak się pozbyć dzikich lokatorów?

 
Pani Joanna zgłosiła sprawę do komornika. 24 października ub. r. miała odbyć się pierwsza eksmisja. — Tydzień przed eksmisją pan W. zadzwonił i powiedział, że dobrowolnie wyda dom. Pytał, dlaczego kupujemy od komornika. Mówiłem, że to żadne przestępstwo iść na licytację i kupić dom — opowiada pan Witold. Po rozmowie wszystko było inaczej, niż ustalono. Lokatorzy nie zdali komornikowi kluczy, nie wyprowadzili się. Komornik wyznaczył kolejną eksmisję na 31 października, wtedy znowu nie doszło do eksmisji. Ale pani Joanna mogła po raz pierwszy w asyście policji i komornika wejść do własnego domu. Zastała gołe ściany i podłogi. Wszystkie instalacje powyrywane. Eksmisję wstrzymano, bo był okres ochronny. Lokatorzy wnieśli do sądu wniosek o przyznanie lokalu socjalnego i powrócili do zlicytowanego domu. Przyszła wiosna 2025 r. — Przeczekaliśmy okres ochronny, dalej to samo — wspominają właściciele. Dzicy lokatorzy nie chcą dobrowolnie opuścić zlicytowanej własności. Czekają na przyznanie lokalu socjalnego.
 

Niespodziewany obrót sprawy. Prokuratura w Gliwicach stawia zarzuty właścicielce domu

Tymczasem pani Joanna, jej mąż i rodzice zostali wezwani do Prokuratury Rejonowej Gliwice-Wschód. — Usłyszeliśmy zarzuty uporczywego nękania rodziny, utrudniając jej korzystanie z lokalu, który jest przecież naszą własnością — mówi pani Joanna. Dodaje, że trudno się z takimi zarzutami zgodzić. Dodatkowo prokuratura zastosowała wobec niej zakaz zbliżania się na 100 metrów do własnego domu i kontaktowania się z lokatorami. Nie mogli w to wszystko uwierzyć, że jako właściciele nie są prawnie w żaden sposób chronieni.

— Nadzór budowlany wymaga przeglądów nieruchomości, nie możemy wejść do własnego domu — tłumaczy pani Joanna. — Usiłowaliśmy zrobić jakikolwiek przegląd, porządek wokół posesji, to wszystko nazywane jest przez prokuraturę uporczywym nękaniem. Nasza własność popada w ruinę. Lokatorzy chcą nas zamęczyć, żebyśmy odstąpili do tego domu. Szukają różnych sposobów — zauważa pani Joanna. Kobieta jest kłębkiem nerwów. Nie śpi po nocach, boi się, co jeszcze może ją spotkać.

Dom jak twierdza. W oknach folie i rolety

Wylicytowany dom pani Joanny znajduje się w atrakcyjnej okolicy w jednej z gliwickich dzielnic. Elitarne osiedle. Mieszkają tutaj sędziowie i adwokaci. Posesja pani Joanny wyróżnia się. Okna pozasłaniane roletami, żaluzjami i foliowymi workami. Tak jakby ktoś się ukrywał. Metalowa bramka zamknięta na klucz. W domu palą się wszystkie światła. Nie ma żadnych dzwonków, nikt z zewnątrz nie przedostanie się. Nawołujemy, prosimy, by ktoś do nas wyszedł. Przedstawiamy się. Przez rolety jeden z domowników spojrzał w naszą stronę i zaraz cofnął się. Nie ma mowy, by doszło do rozmowy.

Adwokat i prokurator w jednej osobie. Nie ma łamania prawa

Mecenas Adam Szewc (40 l.), do lutego br. roku był prokuratorem Prokuratury Rejonowej Gliwice-Wschód. Teraz reprezentuje pana W. i jego partnerkę. Pytamy, dlaczego jego klienci nie respektują prawa i zajmują nielegalnie dom. Dopytujemy o podstawy prawne. — Nie mam upoważnienia moich mandantów do informowania o sprawie — odpowiada mecenas Adam Szewc. Pytamy, czy nie widzi jako adwokat stronniczości w działaniach prokuratury, w której do niedawna pracował. Pytamy, dlaczego nie wyłączył tej prokuratury ze sprawy. — Jestem adwokatem, nie podlegam prokuraturze, nie widzę żadnych kolizji prawnych — odpowiada, potwierdzając, że reprezentuje swoich klientów. Odsyła nas do prokuratury.

Były oficer piony kryminalnego: "Swobodna ocena dowodów, aż za bardzo swobodna"

Zwróciliśmy się pisemnie do Prokuratury Rejonowej Gliwice-Wschód. Jej szefowa Katarzyna Preidl zapowiedziała, że wkrótce usłyszymy stanowisko w sprawie. Do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi, ale wciąż czekamy. 26 września br. sąd w Gliwicach ma rozpoznać zażalenie pani Joanny i pozostałych osób na sankcje prokuratorskie.

Pani Joanna zgłosiła się o pomoc do Fundacji Freedom 24. — Jako strona społeczna powiadomiliśmy rzecznika dyscyplinarnego przy Prokuraturze Regionalnej w Katowicach o zbadanie działań gliwickiej prokuratury — mówi Michał Wdowczyk z Fundacji Freedom 24. — Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że prokurator prowadzący postępowanie pracował w tej samej jednostce z mec. Szewcem w okresie jego czynnej służby. W takiej sytuacji zachodzi poważna wątpliwość co do bezstronności prokuratora i wydawanych przez niego decyzji — zauważa Wdowczyk.

 

Arkadiusz Andała, były oficer pionu kryminalnego policji, który obecnie zawodowo zajmuje się sprawami lokatorskimi, nie ma złudzeń. — Prokurator przedstawia zarzuty zgodnie z kodeksem karnym na podstawie swobodnej oceny dowodów. W tym przypadku uważam, możemy mówić o bardzo swobodnej ocenie dowodów. Jest ona wysoce wątpliwa — uważa Arkadiusz Andała. — Ludzie nabyli nieruchomość w dobrej wierze i nie mają prawa zapytać, kiedy lokatorzy opuszczą posesję? Nie mają prawa zadbać o swoją nieruchomość? Prokurator pozbawił ich możliwości dbania o własność. W tym domu są dzicy lokatorzy, a co będzie się działo, jeśli coś im się stanie, bo doszło do awarii czy innego zdarzenia? Kto za to poniesie odpowiedzialność? Na pewno nie dziki lokator, tylko właściciel — stwierdza Andała.

Link to comment
Share on other sites

Lambadziara udusiła własne dziecko. Dostała 15 lat. W sądzie próbowała zrzucić winę na swoje drugie (czteroletnie) dziecko. 

 

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/slask/katowice-magdalena-w-skazana-na-15-lat-za-zabojstwo-dziecka/74bvhxp

 

— Oskarżona dopuściła się zabójstwa małoletniego syna Marka w zamiarze bezpośrednim. Nikogo innego, oprócz małoletnich dzieci, nie było wtedy w domu — uznał sąd apelacyjny i skazał matkę na 15 lat wiezienia. Nie uwzględnił też apelacji prokuratora, który chciał dożywocia dla Magdaleny W. — Oskarżona do tej pory nie była karana. Sąd uznał, że kara 15 lat jest wystarczająca.

 

Magdaleny W. na ogłoszeniu wyroku nie było. W ub. tygodniu podczas mów końcowych błagała sąd o uniewinnienie: — Jestem osobą nerwową, mam skłonność do agresji, ale nie zabiłam dziecka — mówiła z płaczem Magdalena W.

 

Dziś nie chciała, by ją dowieziono z aresztu. Napisała do sądu, że jej stan psychiczny nie pozwala na uczestnictwo w rozprawie. Wyrok 15 lat więzienia jest prawomocny.

 

 

  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

Zabiła męża ze szczególnym okrucieństwem. Sąd skazał ją na... 15 lat więzienia. 

 

- Z ustaleń śledztwa wynika, że oskarżona działając ze szczególnym okrucieństwem, oblała swojego męża łatwopalną substancją po czym podpaliła  za pomocą zapałki, wskutek czego pokrzywdzony doznał rozległych oparzeń ciała, w wyniku których zmarł - precyzuje Andrzej Dubiel, Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. - Agnieszka P., zarówno na etapie postępowania przygotowawczego, jak również przez sądem,  nie przyznała się do zarzucanego jej czynu.

Biegli sądowi z zakresy psychiatrii orzekli, że nie ma medycznych przeszkód, by kobieta mogła odpowiadać przed sądem. Aktu oskarżenia, zeznań świadków wysłuchiwała w milczeniu. Wyrok 15 lat pozbawienia wolności nie jest prawomocny, jednak skazana pozostaje w tymczasowym areszcie.

 

https://nowiny24.pl/zabila-meza-sad-uznal-ze-dzialala-ze-szczegolnym-okrucienstwem/ar/c1p2-28030187

  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok w sprawie potrójnego zabójstwa, do którego doszło w listopadzie 2023 roku w Puszczykowie. Decyzja zapadła ze względu na obecność tzw. neosędziego w składzie orzekającym. Proces skazanego pierwotnie na dożywocie Serhiia T. ruszy więc od początku.

  • Like 1
  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

W dniu 14.07.2025 o 22:30, cst9191 napisał(a):

To ja zacznę:

W Polsce nie ma Izby dyscyplinarnej i często sędzia daje wyrok według własnego widzi mi się, problemem jest, gdyby taka instytucja powstała, czy przypadkiem nie będzie silnie upolityczniona, jaki mechanizm przyjąc, żeby nie upolitycznić takiej instytucji. @Mosze Red Co sądzisz o tym ? 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Mariusz Sz., były szef Urzędu Morskiego w Darłowie, został przyłapany przez policję za kierownicą samochodu. Miał 1,8 promila. Sędzia w Sławnie warunkowo umorzyła wobec niego postępowanie. Nie stracił nawet prawa jazdy. Prokuratura nie odwołała się od wyroku.

 

20 października jeden z policjantów ze Sławna (Zachodniopomorskie) był już po służbie. W samo południe wszedł do dyskontu na ulicy Wojska Polskiego w Darłowie. — Przy kasie spotkał mężczyznę, od którego mocno czuć było alkohol. Zauważył, że ten człowiek po opuszczeniu sklepu chciał odjechać samochodem, więc go zatrzymał i wezwał na miejsce kolegów z jednostki — relacjonuje brd24.pl asp. szt. Kinga Warczak, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sławnie.

 

 

Policjanci zbadali 64-latka z mercedesa alkomatem. Pokazał ponad 1,8 promila. Kierowca został więc zatrzymany. Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Sławnie następnego dnia doprowadzili go przed oblicze miejscowego sądu.

 

I wtedy zdarzyło się coś zaskakującego. Sędzia sądu rejonowego Anna Zielińska warunkowo umorzyła postępowanie wobec kierowcy na okres dwóch lat próby. To oznaczało, że nie otrzyma kary, nie dostanie zakazu prowadzenia pojazdu, ani nawet nie straci prawa jazdy, nie mówiąc już o konfiskacie auta.

 

Po czterech dniach orzeczenie sądu się uprawomocniło. Mariusz Sz. może dalej jeździć samochodem. Tę sprawę ujawnił jako pierwszy Obserwatorlokalny.pl Portal brd24.pl dotarł do wyroku Sądu Rejonowego w Sławnie. Ustalił też, że Mariusz Sz. to lokalny biznesmen.

 

 

W wyroku z 21 października czytamy, że sąd uznał Marusza Sz. winnym popełnienia przestępstwa prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Jednocześnie umorzył postępowanie. Mariusz Sz. musi jedynie zapłacić 5 tys. zł nawiązki na Fundusz Sprawiedliwości oraz 120 zł kosztów sądowych.

 

To szokująco łagodne podejście. Bo zaledwie sześć dni wcześniej lokalna policja informowała o podobnym przypadku pijanego kierowcy. Miał 2 promile. Też został zatrzymany i trafił przed oblicze sądu w Sławnie. Skazano go na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, zakaz prowadzenia pojazdów na okres trzech lat oraz wpłatę 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Sąd orzekł również przepadek samochodu o wartości ponad 81 tys. zł na rzecz Skarbu Państwa.

 

Dlaczego w sprawie Mariusza Sz. sędzia Zielińska okazała się tak wyrozumiała, że nawet nie zabrała mu uprawnień? Portal brd24 poprosił o uzasadnienie orzeczenia. Przedstawił je nam rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie, sędzia Sławomir Przykucki.

 

— Zaznaczę od razu, że tylko przekazuję motywy, którymi kierował się sąd rejonowy w tej sprawie i nie oznacza to, że zgadzam się z nimi czy że orzekłbym tak samo — zaznaczył sędzia Przykucki. — Zatem w sprawie Mariusza S. sąd wziął pod uwagę, że ma 64 lata, prawo jazdy od ponad 40 lat, nie był karany na drodze, nie ma punktów karnych, więc to, co zrobił, było incydentem. Po drugie, sąd wziął pod uwagę jego trudną sytuację. Prowadzi biznes, ma kredyty, pracowników zatrudnia tylko sezonowo i jest jedyną osobą, która jeździ autem w firmie. Dodatkowo Mariusz Sz. tłumaczył przed sądem, że bierze leki i myślał, że jego gorsze samopoczucie wynikało właśnie z tego.

 

https://www.onet.pl/motoryzacja/brd24pl/pijany-biznesmen-w-aucie-w-darlowie-sad-nie-dal-mu-kary/fx98lsj,30bc1058

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Aleksandra K., 31-letnia dziś prezeska rodzinnej firmy budowlanej, wciąż przebywa na wolności i prowadzi interesy, chociaż pięć lat temu spowodowała śmiertelny wypadek po pijanemu. Po raz kolejny sąd odroczył rozprawę apelacyjną — informuje "Gazeta Wyborcza".

 

 

 

Na kobiecie ciąży nieprawomocny wyrok 6,5 lat pozbawienia wolności plus dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Wyrok zapadł w kwietniu 2024 r. Aleksandra K. złożyła apelację, ale rozprawa do tej pory się nie odbyła. Ostatni termin był wyznaczony na 4 grudnia. Jak informuje "Wyborcza", sędzia odroczył rozprawę, bo Aleksandra K. i jej prawnik stwierdzili, że są chorzy. To już drugi taki przypadek. W efekcie po pięciu latach od wypadku wciąż nie ma prawomocnego wyroku.

 

Do wypadku doszło w październiku 2020 r. w Warszawie. 27-letnia wtedy Aleksandra K. wsiadła za kierownicę swojego audi po wieczorze w klubie, podczas którego piła alkohol. Kiedy jechała z prędkością ok. 180 km na godz., na skrzyżowaniu alei Jana Pawła i ul. Stawki na warszawskim Muranowie uderzyła z impetem w stojący na czerwonym świetle samochód. Nie zdążyła wyhamować i pojazd został niemal zmiażdżony. W volkswagenie jechało dwóch obywateli Ukrainy. Jeden z nich zginął, drugi odniósł ciężkie obrażenia. Sprawczyni wypadku w momencie przybycia policji miała w organizmie 2 promile alkoholu.

 

Aleksandra K. usłyszała zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Sąd pierwszej instancji skazał ją na 6,5 roku więzienia. Zdecydował też o dożywotnim zakazie prowadzenia pojazdów i kazał kobiecie wpłacić 10 tys. zł na rzecz Funduszu Sprawiedliwości. Aleksandra K. odwołała się od wyroku. Jej proces apelacyjny od ubiegłego roku toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

 

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", Aleksandra K. dalej prowadzi swój biznes. Jest prezeską rodzinnej firmy budowlanej produkującej betonowe prefabrykaty na europejski rynek, ma też kilka innych firm.

Link to comment
Share on other sites

https://kryminalne.o2.pl/informacje/26-latka-zabila-trojke-motocyklistow-szokujaca-decyzja-sadu-7229098013473696a?pvclid=01KBX4WKTRF3FHPQY2V2CJR1MG

 

"Kontrowersje wywołało postanowienie Sądu Okręgowego w Łodzi dotyczące 26-letniej Agnieszki Z., skazanej na pięcioletni pobyt w więzieniu za tragiczny wypadek, w którym zginęły trzy osoby. Mimo wyroku kobieta nie trafi natychmiast do aresztu. Priorytetem okazał się... staż zawodowy umożliwiający jej podjęcie pracy jako stomatolog."

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.