Jump to content

Pierwszy związek, 5 lat z borderką, zdrada i rozstanie


Recommended Posts

Wstęp

 

Poznaliśmy się przypadkowo w sieci. (nie na portalu randkowym, tylko wspólne hobby). Napisała do mnie pierwsza. Od początku rozmowa z nią była nieco inna niż z innymi dziewczynami z jakimi miałem do czynienia w przeszłości. Ciężko to opisać, ale miała w sobie coś tajemniczego, intrygującego? Zadawała trafne pytania, komplementowała mnie, więc ego rosło. W późniejszym czasie już dochodziły flirty oraz różne shit-testy by mnie sprawdzić.

 

Prowadziliśmy ze sobą rozmowy przez 4 miesiące, ona 18 lat ja 22. Dzieliło Nas od siebie ok. 300 kilometrów. Wymieniliśmy się zdjęciami. Zaproponowała, że miło by było się spotkać. Co mam do stracenia pomyślałem? W zasadzie nie jestem w żadnej relacji i dawno nie byłem nie licząc jakiegoś tam gimnazjalnego ‘chodzenia z kimś’. Pojechałem, doszło do spotkania, dziewczyna była totalnie w moim typie, niska, atrakcyjna, słodkie oczy oraz buzia, trochę nieśmiała (taka niewinna szara myszka). Rozmowa bardzo dobrze się kleiła, chociaż nigdy nie uważałem się za dobrego i pewnego siebie podrywacza.

 

Spotkałem się z nią dwa razy, co sobotę. Za trzecim razem chciałem pojechać do niej, ale odmówiła mówiąc, że nie ma u niej warunków. Małe mieszkanie, ojciec i macocha na kwadracie. Więc postanowiłem, że wynajmę apartament u niej w mieście i zostanę na noc, bo chciałem z nią pobyć trochę dłużej, a nie za każdym razem wracać tego samego dnia i robić w ciągu doby jakieś 600km w jedną i drugą stronę. Została na noc, trochę wypiliśmy i przeszliśmy do rzeczy. Była moją pierwszą oraz ja byłem jej pierwszym.

 

Skoro u niej nie ma warunków wpadłem na pomysł, że co weekend raz ona będzie przyjeżdżać do mnie, a w następny weekend ja do niej, wynajmując apartament i tak na zmianę. I tak relacja trwała kilka miesięcy. Nie muszę przekonywać, że seks był niczym z filmów XXX i myślałem, że wygrałem jak na loterii.

 

Zauważyłem u niej blizny na przedramionach, więc zadawałem pytania, a ona co raz bardziej zaczęła się zwierzać ze swojego dzieciństwa. Problemy wychowawcze od najmłodszych lat, matka pozbawiona opieki, wychowywana tylko przez ojca, który zbytnio się nią nie interesował, później doszła macocha, która ponoć jej nienawidziła. Dziewczyna ze względu na liczne przeprowadzki w dzieciństwie kilka razy musiała zmieniać szkoły więc miała trudności adaptacyjne z resztą grup itp.

 

Po kilkunastu miesiącach, pewnego dnia odbieram od niej telefon, w którym strasznie płacze i mówi, że ona dłużej już tutaj nie wytrzyma, że znęcają się nad nią psychicznie. Prosiła żebym pomógł się jej przeprowadzić na wieś, do jej matki, z która miała bardzo słaby kontakt. Więc ja, nie myśląc oczywiście ruszyłem na pomoc, szybka przeprowadzka na wieś do mamy, gdzie warunki były jeszcze gorsze, a mama mimo młodego wieku wyglądała jak staruszka. Mieszkała tam kilka tygodni, ukończyła maturę i pewnego dnia słyszę kolejny telefon z tym samym schematem: że ona tutaj dłużej nie wytrzyma, że musi się opiekować swoją schorowaną matką i nie może już z nią wytrzymać. Więc znowu ja rycerz na białym koniu wpadłem na pomysł, że przeprowadzi się tymczasowo do mnie i do mojej mamy, a później sobie coś wynajmiemy, ja już pracowałem, kończyłem studia, ona znajdzie prace i będzie się żyło super, w końcu to moja miłość życia, wszystko mi w niej pasuje. Zgodziła się – i tutaj był gwóźdź do mojej trumny, o czym napisze w dalszej części.

 

Piekło-niebo

 

Z  powodu braku odpowiedniej wiedzy i doświadczenia pomyślałem, że jeśli ja wyciągnę dziewczynę z tego całego bagna i obdarzę ją bezpieczeństwem, miłością, opieką, zaangażowaniem to te wszystkie wybuchy agresji, histerii oraz ciągłej depresji, że to wszystko jej przejdzie. Skoro wychowywała się całe życie w takich warunkach i przyjdzie do normalnych to chyba wszystko musi być już tylko lepiej i lepiej. No nie było.

 

Nadal był okres demo (idealizacji), z wkraczająca już faza uczepienia (zakotwiczenia). Zaczęła powoli robić histerie, dramy, stany depresji o błahe pierdoły. Zacząłem mieć wątpliwości co do wynajmu mieszkania, ale obiecała, że jak wynajmiemy coś razem to jej się polepszy. Zresztą ja też już chciałem iść na ‘swoje’ i nie być zależnym od matki. Wynająłem mieszkanie.

 

Najgorsze przyszło kiedy byłem w pracy, a ona miała dostęp do mojego komputera. Odkryła, że w tym samym czasie co z nią pisałem na początku znajomości, pisałem również z inną dziewczyną i zrobiła o to straszną awanturę. Tłumaczyłem jej, że ty i ja, nawet się nie widzieliśmy w życiu na oczy, więc czemu nie mogłem pisać z innymi w tamtym czasie i nie mam sobie nic do zarzucenia. Po tej akcji przez 1,5 roku robiła mi sceny zazdrości, przeszukiwała cały komputer, telefon, media społecznościowe, cofała się do wiadomości z innymi dziewczynami sprzed 5-6 lat i dosłownie o wszystko była nawracająca awantura, że ją zdradzam – chociaż nie miała do tego żadnych powodów, od początku kiedy ją spotkałem nie miałem ani jednej koleżanki, znajomej, z którą bym zamienił słowo.

 

Gdy tylko pojawiało się powiadomienie na moim telefonie ona potrafiła przybiec z drugiego końca mieszkania i pytać: kto to pisze? Jakaś dupa prawda? Gdy byliśmy w parku, nie mogłem się nawet spojrzeć na żadną, bo były pytania: podobała ci się? Przyznaj się, czemu się tak na nią spojrzałeś! Jak mogłeś to zrobić!? No i małe pokazy fochów w miejscach publicznych, z tego właśnie powodu. Miała również krótki, tygodniowy epizod flirtowania z kimś na odległość, ale szybko postawiłem granice i się podporządkowała, nie pisała już więcej. Mówiła, że chciała się na mnie odegrać.

 

Po pewnym czasie przeszedł jej temat zdrad, bo uświadomiła sobie, że jestem zapatrzony tylko na nią. Ale nadal pozostały dramy, histerie, wybuchy autoagresji, płacz. Nie dało się tego w żaden sposób przewidzieć ani powstrzymać. Jak nie agresja, to dziewczyna wpadała w depresyjny letarg, jeśli nie to, to potrafiła robić histerie pomieszaną z płaczem, że robiła się aż cała fioletowa na twarzy. Nie pomagało przytulenie, obojętność, rozmowa, krzyk, nie pomagało nic! Ja w najgorszym okresie już dosłownie wyrywałem sobie włosy z głowy i waliłem głową w szafę, bo myślałem, że zwariuje albo sam skończę w szpitalu.

 

Przez 3 dni było dobrze, sielanka, świetny seks, zapewnienia o miłości, jaki ja jestem kochany, uroczy, wspaniały, była naprawdę nad wyraz czuła, potrafiła leżeć ze mną przez dwie godziny totalnie wpleciona ze mną ciało w ciało, patrzyła mi w oczy jakbym był całym jej światem, pytała kiedy kupie jej pierścionek zaręczynowy, a 4 dnia potrafiła być histeria, agresja, wyzwiska, stany depresyjne, niechęć do życia z byle powodu. Za każdym razem wracała i przepraszała, mówiąc, że nie wie dlaczego się tak zachowuje. Albo zwalała winę na ‘napiętą atmosferę w pracy’. Były dwie próby pójścia z nią do psychologa ze względu na depresje. Za pierwszym razem powiedziała na wizycie, że ona w sumie nie ma o czym rozmawiać. Za drugim razem u innego psychologa rozpłakała się i wybiegła po 10 minutach. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, nie lubiła zostawać sama, zresztą nie miała tutaj żadnych znajomych.

 

Faza dewaluacji. Chciałem odejść, nie mogłem, tutaj był wspomniany gwóźdź do trumny – wynajem mieszkania z nią. Jeśli ja odejdę, ona sama się nie utrzyma, mimo że nigdy nie była leniem i zawsze pracowała (1/2 etatu), nie siedziała na bezrobociu. Nie utrzyma mieszkania i siebie i nawet nie ma dokąd pójść. Jest w  obcym mieście, 300 kilometrów od swojego rodzimego miasta, nawet tam nie miała do kogo i po co wracać. Zostałem jej niewolnikiem, którego co raz to bardziej nie szanowała, albo stosowała love bombing. Współczułem jej ale i tak z nią żyłem, bo czułem się w jakiś sposób za nią odpowiedzialny, że muszę się nią opiekować. Nie mogła wrócić do ojca, ani do matki. Próbowałem za nią ganiać jak pies i robiłem wszystko by jej dogodzić, byleby tylko nie robiła tych awantur i histerii, chciałem mieć psychiczny spokój. Oczywiście, że próbowałem stawiać jakieś granice, ale najwidoczniej słabo. Czym bardziej ja się angażowałem tym bardziej ona to miała głęboko w dupie. Rozpieściłem ją. Granica między kocham Cię – nienawidzę Cię, była bardzo cienka.

 

Początek końca

 

Po prawie 5 latach przyszedł czas kiedy zaczęła się dziwnie zachowywać, w ogóle się mną nie interesowała od jakiegoś czasu, za to o wiele częściej przesiadywała na telefonie i uśmiechając się do ekranu. Coś mi nie pasowało. Pewnego dnia zapytałem z kim pisze? Odpowiedź – z koleżanką. Nie uwierzyłem jej, chwyciłem za telefon a ona zaczęła piszczeć tak głośno, że słyszało ją całe osiedle. Pisk 3 letniego dziecka, któremu zabiera się za kare ulubioną zabawkę i próba szarpaniny ze mną. Moja reakcja obronna to natychmiastowe oddanie telefonu.

 

Na drugi dzień przynosi mi telefon i mówi: ,,no, popatrz sobie, mówiłam, że ty jesteś chorobliwie zazdrosny i nie masz podstaw żeby mnie o coś oskarżać!"  Ja wiedziałem, że coś usunęła, ale mimo wszystko znalazłem tę konwersację i wyszło, że flirtuje z jakimś kolesiem i chce się z nim spotkać. Ten sam schemat rozmów co ze mną, koleś oddalony o jakieś 300km od niej, ani słowa o tym że jest zajęta. Zrobiłem jej mega awanturę, stwierdziła, żebym się wyprowadził z powrotem do matki, bo ona musi odpocząć, potrzebuje przerwy od nas. Powiedziałem jej, żeby nie robiła ze mnie idioty, że taka przerwa to początek końca i chce sobie urobić kogoś na boku w spokoju, żebym jej w tym nie przeszkadzał.

 

Emocje trochę opadły, przeprowadziliśmy szczerą (chyba tylko po mojej stronie) rozmowę co do Naszego związku na argumenty, że sam fakt ukrywania takich wiadomości i kłamstwa to zdrada emocjonalna. Tym bardziej, że przez ostatni czas ma mnie totalnie w dupie a idealizuje nowego typa. Żaden logiczny argument do niej nie przemawiał. Nie potrafiła wydusić słowa, wzruszała tylko ramionami. Zapytałem jej również czego jej brakuje, że rozgląda się za innymi. Odpowiedziała kilka rzeczy, z którymi w sumie się zgodziłem (albo jej uwierzyłem, bo już sam nie wiedziałem kim jestem i co robiłem) - że stałem się ostatnio mniej czuły, mniej romantyczny, mniej spontaniczny, mniej energiczny, mało pewny siebie, stałem się bardziej nerwowy, krzykliwy, za mało jeździmy na jakieś wycieczki. (Teraz już wiem, że chodziło jej o to, że stałem się dla niej po prostu nudny).

 

Postanowiliśmy, że zaczniemy od nowa, ja naprawie swoje błędy i zacznie się więcej dziać rzeczy w naszym związku, bo muszę przyznać wkradła się rutyna i monotonia, ale ona ma postawić typowi granice, że jest zajęta i że nie obchodzą ją jakieś randki i spotkania. Zgodziła się. Jak się okazało napisała mu, że: ,,ona TYLKO mieszka w wynajętym mieszkaniu z BYŁYM facetem, bo nie ma innego wyjścia i jest otwarta na dalsze kontynuowanie relacji, ale na spotkanie musi jeszcze poczekać". Znowu ją zapytałem, dlaczego nie postawiła granicy, więc odpowiedziała, że po prostu nie chciała kolesiowi robić przykrości i krzywdy, żeby nie czuł się zawiedziony, smutny itp. Pozmieniała hasła do telefonu.

 

Stwierdziłem, że mam to w dupie i odchodzę, nie dam sobie przyprawiać rogów i niech sobie radzi sama. Zaczęła więc używać swojej starej broni w postaci zajebistego seksu, który mieliśmy w fazie idealizacji, ja już wtedy wiedziałem, że jest to z jej strony manipulacja i waluta do zatrzymania mnie, ale byłem tak tym uzależniony, że stwierdziłem: a niech sobie pisze z jakimś typem te swoje flirty, ważne że to ja z nią sypiam.  A do matki mi się nie chce wracać, bo mieszkanie, które wynajmujemy jest duże, bardzo komfortowe, w dobrej lokalizacji i jeszcze zostało 9 miesięcy do końca wynajmu.

 

Po tym wszystkim skończyłem być biało-rycerzem i miałem na nią wyjebane, nawet natknąłem się na książkę Marka – Kobietopedia, ale w 1/3 książki coś mnie skłoniło do przerwania lektury. Znowu stała się czuła, kochana, mówiła, że mnie kocha. Seks nagle zwiększył się do częstotliwości 2-3 razy w tygodniu i był jeszcze lepszy niż na początku, a wcześniej był 1 na miesiąc. Jednego dnia mówiła, że zmieniłem się na lepsze i stałem się bardziej charyzmatyczny, pociągający, miała na mnie ochotę, a następnego dnia, że ona nie wie co chce i nie chce mnie zranić, skrzywdzić i tak na zmianę i tak w kółko przez jakiś miesiąc. Totalny rollercoaster emocji. Mam wrażenie, że chciała mieć po prostu dwóch, bo jeden jej nie wystarczał. Albo raczej wiedziała, że pali się grunt pod stopami i trzeba mnie przekupić dupą dopóki nie złapie dobrze drugiej gałęzi.

 

Po 1 miesiącu takiego stanu rzeczy odparła, że jedzie do swojej babci na weekend, jakieś 330km, ale nie chce żebym jechał z nią. Wiedziałem, że internetowy kolega, z którym pisze ma do tej miejscowości jej babci bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki (ona nie wiedziała, że uzyskałem dostęp do jej komunikatora). Powiedziałem, że doskonale wiem po co tam jedzie, zadałem kilka podchwytliwych pytań i się wygadała. Tak, jedzie się spotkać z kolegą, ale to tylko kolega nic więcej, a ja nie mogę jej trzymać w złotej klatce. Stwierdziłem, że mam tego dość i się wyprowadzam. Próbowała mnie jeszcze powstrzymać, żebym nie odchodził, ale powiedziałem, że nie mam zamiaru żyć w jakimś trójkącie ani czekać, aż złapie solidnie drugą gałąź żeby odejść.

 

Umowa najmu była na mnie, o współlokatorze nie było ani słowa, więc mogłem po prostu wyjebać jej rzeczy na klatkę schodową, a nowemu 'koledze' uświadomić z kim tak naprawdę ma do czynienia, bo on również był okłamywany i raczej nie chciałby się z nią już spotkać. Jednak postanowiłem, że nie będę jej niszczył życia i się mścił, więc po prostu przepisaliśmy umowę na nią a ja się wyprowadziłem. A ona pojechała 330km do typa nawet nie wiedząc jak on wygląda, bowiem nie wymienili się żadnymi zdjęciami, od tak randka w ciemno – co za ryzykantka ;)

 

Po tygodniu od wyprowadzki i przejściu PTSD zabrałem się do odrabiania pracy domowej, nie użalałem się tygodniami tylko chciałem się dowiedzieć co tu się właściwie odjebało. Gdy piszę ten post jest 1,5 miesiąca odkąd spakowałem walizy.

 

Praca nad sobą:
- Przeczytane wszystkie książki Marka, No More Nice Guy, Mężczyzna Racjonalny – Tomassiego, 48 praw władzy, Volant piąty poziom.

- Zapoznanie z forum,  Musisz Wiedzieć na YT

- Siłownia codziennie, zimne prysznice

- Praca nad swoją samooceną i pewnością siebie

- Wychodzenie ze swojej strefy komfortu

- Odnawianie starych znajomości, które zatraciłem przez związek

 

Obawy i rozterki:

 

Obawiam się, że po przeżyciu tak wysokiego haju hormonalnego oraz wyżyn emocji nie będę wstanie pożądać zwykłej, normalnej, niezepsutej kobiety. Uświadomiłem sobie, że nadal ciągnie mnie do takich zaburzonych wariatek, które fundują rollercoster emocji. Nie wiem jak to zmienić. Zresztą chyba było o tym wspomniane w jednej z książek. Jeśli osiągnąłem już jakiś maksymalny poziom haju i emocji, a później spotkam normalną dziewczynę, to prawdopodobnie nie będę usatysfakcjonowany, bo będzie mi się po prostu nudzić i będę wspominał tę "złą". 

 

Trochę wkurwia mnie fakt, że po 2 dniach od wyprowadzki jej randka się udała i zaczęli się spotykać regularnie, trochę gościowi zazdroszczę tej początkowej fazy, bo ona jest dobra w te klocki. Jak się pozbyć tej natrętnej myśli, która ciągle przychodzi mi do głowy? Praca i siłownia nie pomagają, jedynie książki dają rade zająć głowę.

 

Podziękowania dla braci, którzy wytrwali do końca. Historia jest bardzo długa i miała wiele ciekawych wątków i akcji, ale jednak wiele rzeczy pominąłem, aby streścić to jak najkrócej.

 

Edited by SCSB
poprawa akapitów
  • Like 4
  • Thanks 2
  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, SCSB napisał(a):

Po tygodniu od wyprowadzki i przejściu PTSD zabrałem się do odrabiania pracy domowej, nie użalałem się tygodniami tylko chciałem się dowiedzieć co tu się właściwie odjebało. Gdy piszę ten post jest 1,5 miesiąca odkąd spakowałem walizy.

Dobrze zrobiłeś, że na tym takim etapie ewakuowałeś się z tej znajomości. Byłeś bardzo młody i nie doświadczony na początku znajomości, wiec mialeś trochę nie fart, że trafiłeś na takiego kogoś. 

Druga sprawa to był twój pierwszy raz wiec dobrze Cię urobiła fajnym seksem. Nie miej sobie tego za złe, teraz już wiesz czego nie szukać w życiu i jak wygląda znajomość z chodzącym red flagiem.

 

11 minut temu, SCSB napisał(a):

Obawiam się, że po przeżyciu tak wysokiego haju hormonalnego oraz wyżyn emocji nie będę wstanie pożądać zwykłej, normalnej, niezepsutej kobiety. Uświadomiłem sobie, że nadal ciągnie mnie do takich zaburzonych wariatek, które fundują rollercoster emocji. Nie wiem jak to zmienić. Zresztą chyba było o tym wspomniane w jednej z książek. Jeśli osiągnąłem już jakiś maksymalny poziom haju i emocji, a później spotkam normalną dziewczynę, to prawdopodobnie nie będę usatysfakcjonowany, bo będzie mi się po prostu nudzić i będę wspominał tę "złą"

To jest normalne, musisz nauczyć się z tym żyć albo po prostu pójść do psychologa na terapię. Sam tak miałem i nadal czuje czasami, że mi brakuje "tego czegoś" ale już jest o niebo lepiej niż na początku.

 

12 minut temu, SCSB napisał(a):

Jak się pozbyć tej natrętnej myśli, która ciągle przychodzi mi do głowy? Praca i siłownia nie pomagają, jedynie książki dają rade zająć głowę.

Twój okres rozstania jest dość krótki do czasu trwania tego związku, tam się zaangażowałeś emocjonalnie itd. Potrzeba czasu i może to potrwać nawet z pół roku - rok. Z biegiem czasu zauważysz, że zaczniesz widzieć te myśli w głowie(o ex) ale nie będą one dla Ciebie tak ważne jak są teraz. Potrzeba czasu, żeby umysł to przepracował.

14 minut temu, SCSB napisał(a):

Trochę wkurwia mnie fakt, że po 2 dniach od wyprowadzki jej randka się udała i zaczęli się spotykać regularnie, trochę gościowi zazdroszczę tej początkowej fazy,

Czy ja wiem, że jest czego zazdrościć? Laska jest jebnięta i zaburzona, leci schematami, ten gość będzie tak samo przemielony jak ty.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Ciężko od 18stolatki oczekiwać stabilności psychicznej i wierności to jest dla większości kobiet etap nazywany tu na forum "kutang karuzelą". Z tego co piszesz to podświadomie to już widziałeś że to tak się skończy albo podobnie - chyba z racji tego że tu zaglądasz. Jesteś bogaty w jedno doświadczenie z kobietami, a przed tobą kolejne (może i ciekawsze) z racji młodego wieku. Nie masz czym się przejmować taka jest kolej rzeczy. Życie to gra nigdy się nie zakochuj.

Edited by smerf
  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Jestes mlody i szybko sie wyliziesz . Z tekstu widac zes swiadomy bledow i slabosci . Jesli bedziesz w przyszlosci stawiac na siebie i nie porownywal sie do innych to bedziesz dobrze . Powodzenia , bol znilniknie z czasem ( wiekszosc ludzi tak ma ) .Trafiles na megazepsuty egzemplarz ,choc moze to i lepiej dla ciebie . 

Edited by thyr
  • Like 5
Link to comment
Share on other sites

Jesteś kumaty facet, dasz sobie radę bez problemu to tylko kwestia czasu ;)

 

Nie wkurwiaj się na to, że jej wyszło.. Na początku to wszystkim wychodzi, tak bynajmniej im się wydaje.

 

Minie dłuższa chwila i to Twój następca będzie obarczany brakiem czułości, wycieczek, małej pewności siebie więc warto zadać sobie pytanie czy Ty straciłeś, czy zyskałeś bo śmiem twierdzić, że za jakiś czas uznasz, że wiele zyskałeś na tym rozstaniu.

 

Jak to już bracia wspominali w niejednym wątku teraz jest czas dla Ciebie i wykorzystaj go w pełni. Sam po sobie mogę stwierdzić, że rozstanie, akceptacja tego to najlepszy czas dla samego siebie a wiem co mówię, bo u mnie po rozstaniu było ciężko i forum naprowadziło mnie na odpowiednie tory.

 

Głowa do góry, siurek do przodu i przed siebie 😁 Tylko nie wplątuj się w najbliższym czasie w relacje, które wymagają od Ciebie zbyt wiele angażowania się, pierdol to 🫡

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Co do 

12 godzin temu, SCSB napisał(a):

Jak się pozbyć tej natrętnej myśli, która ciągle przychodzi mi do głowy?

Czas i świadomość tego ze one takie są, że niestety to bardzo wyrachowane i nielogiczne stwory ubrane w piękna postać , dające dużo rozkoszy ale też dużo żalu, bólu i problemów. 

 

Kobiety należy kochać ale nie się w nich zakochiwać, sex jest tani a z biegiem czasu przychodzi sam nawet się nie trzeba prosić 

  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

Dziękuje wszystkim za dobre słowa, jest co raz lepiej.

Jak na razie zero kontaktu z obu stron. W zapomnieniu o niej nie pomaga fakt, że mieszkamy na tym samym osiedlu i wracając z pracy widzę jej mieszkanie, czy się pali światło itp, a podświadomość w głowie dopisuje sobie resztę. Chyba najlepsza metoda to leczyć klina klinem, ale dam sobie jeszcze z miesiąc czasu, żeby zająć się sobą. 

 

Dziewczyna jest świadoma swojego zachowania i działa bardzo ostrożnie. Takie typowe gotowanie żaby, które może trwać długimi miesiącami tym bardziej, że spotykają się na odległość (identycznie było ze mną), więc chyba będę miał od niej spokój przez dłuższy okres czasu, bo ma inną ofiarę i atencjusza. 

 

Nowy ziomek z tego co mi się udało wywnioskować z rozmów jest z tych białorycerskich i nie dostrzega red flagów. Np. Wówczas gdy mu napisała, że mieszka cały czas z byłym facetem i nie może się z nim jeszcze spotkać, to on stwierdził jednoznacznie, że jestem toksycznym facetem, który prawdopodobnie stosuje wobec niej przemoc, przez co ona nie może się ode mnie uwolnić. 🤣

Jakbyście zareagowali przy przypadkowym spotkaniu swojej ex na ulicy/ w pubie/ w klubie?

Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, SCSB napisał(a):

Jakbyście zareagowali przy przypadkowym spotkaniu swojej ex na ulicy/ w pubie/ w klubie?

 

To nie jest nikt wyjątkowy żeby się nim interesować czy zwracać na nią uwagę ot kolejna szpara która bawi się życiem mające swoje 5min urody. Jak ją spotkasz to ignoruj ją jak randoma żadnych emocji ani negatywnych ani pozytywnych to jest teraz pan(i) nikt dla ciebie. Możesz powiedzieć suche cześć i to wszystko. 

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Jedyne co mogę napisać bez komentowania tego schematycznego do bólu przebiegu zdarzeń .....

 

W Twojej miejscowości wszystkie kobiety wyginęły?

 

Jak jeszcze randkowałem wiele lat temu, to pisały do mnie kobiety z Łodzi, Olsztyna, Wrocławia itd itp - zawsze pytałem czy tam u nich jest jakiś pomór i mężczyźni wymarli i zapraszałem je na randkę do mojej miejscowości - jakoś żadna nie chciała przyjechać.  Więc szanujcie się i nie jeździcie 300 km na randkę za jakąś idiotką. Ona może przyjechać do was. 

Edited by rarek2
  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu, rarek2 napisał(a):

?

pisały do mnie kobiety z Łodzi, Olsztyna, Wrocławia itd itp - zawsze pytałem czy tam u nich jest jakiś pomór i mężczyźni wymarli i zapraszałem je na randkę do mojej miejscowości - jakoś żadna nie chciała przyjechać.  

Prosze bardzo , ale musisz byc alvaro 

https://whatsthejam.com/real-life/woman-travels-9000-miles-for-first-date-with-man-she-met-on-facebook-now-theyre-getting-married

Link to comment
Share on other sites

W dniu 23.09.2025 o 00:31, rarek2 napisał(a):

W Twojej miejscowości wszystkie kobiety wyginęły?

W tamtym czasie nie miałem żadnych opcji, a niska pewność siebie sprawiała, że nie wychodziło mi w żadnych relacjach. Rozmawiało się z nią bardzo dobrze i tak kusiła, że nie myślało się głową tylko główką. Teraz już wiem, że takie wypady to strata czasu i energii. Jednak nie żałuje, bo co drugi weekend wydawałem zaledwie 280zł na paliwo w jedną i w drugą stronę + pokój w apartamencie, a czas w nim spędzony był świetny.
 

W dniu 23.09.2025 o 00:31, rarek2 napisał(a):

Jak jeszcze randkowałem wiele lat temu, to pisały do mnie kobiety z Łodzi, Olsztyna, Wrocławia itd itp - zawsze pytałem czy tam u nich jest jakiś pomór i mężczyźni wymarli i zapraszałem je na randkę do mojej miejscowości - jakoś żadna nie chciała przyjechać.  Więc szanujcie się i nie jeździcie 300 km na randkę za jakąś idiotką. Ona może przyjechać do was. 

Cóż, moja ex-borderka co drugi weekend jeździła do mnie pociągiem, na który wstawała o 4:00 rano, a finalnie po dłuższym czasie przeprowadziła się do mnie, do mojego miasta, a nie ja do niej. Więc można powiedzieć, że w tamtym czasie jej bardzo zależało, bardziej niż mnie.

Update:
Od trzech dni dobija się do mnie wiadomościami i telefonami, że zostawiła w moim komputerze jakieś notatki z pracy, ale nie odpisuje i nie odbieram. Miesiąc temu też coś truła, że zostawiła u mnie w papierach swoje CV, to odparłem żeby sobie wydrukowała nowe. Wygląda na typowe przypominanie o sobie, że nadal istnieje, a ja siedzę cicho. Wszędzie ten sam schemat 🙃

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

30 minut temu, SCSB napisał(a):

Update:
Od trzech dni dobija się do mnie wiadomościami i telefonami, że zostawiła w moim komputerze jakieś notatki z pracy, ale nie odpisuje i nie odbieram. Miesiąc temu też coś truła, że zostawiła u mnie w papierach swoje CV, to odparłem żeby sobie wydrukowała nowe. Wygląda na typowe przypominanie o sobie, że nadal istnieje, a ja siedzę cicho. Wszędzie ten sam schemat 🙃

Biedulka, notatki z pracy na prywatnym komputerze faceta.... Brawo. Zostawiła CV ... Ona jest blondynką? 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 weeks later...

Dziś otrzymałem wiadomość o treści:

 

"Cześć, prosiłabym Cie o kontakt, myśle, że rozstaliśmy się w na tyle dobrej relacji, że nie ma sensu udawać wzajemnie, że nie istniejemy. Znamy się ze sobą 5 lat i wydaje mi się, że możemy ze sobą normalnie rozmawiać prawda?"

 

Jeśli dla niej notoryczne kłamstwa, manipulacje i zdrady na boku to normalne rozstanie w dobrej atmosferze to nie mam więcej pytań. Może chodzi o to, że nie darłem na nią mordy, tylko się wyprowadziłem bez awantur. Z tego co wiem to dalej się spotyka z nowym bolkiem.

 

Jest sens w ogóle wchodzić w jakieś rozmowy? Przecież nie mamy ze sobą żadnego wspólnego interesu. 

Link to comment
Share on other sites

On 9/23/2025 at 12:31 AM, rarek2 said:

1. Więc szanujcie się i nie jeździcie 300 km na randkę za jakąś idiotką.

2. Ona może przyjechać do was. 

1. To żaden dystans dzisiaj. Można jechać, jeśli jest szansa na bzykanie.

Bywało z pozytywnym zakończeniem.

Co innego gdy lala z góry mówi, że "powoli".

Spytałem czy myśli, że pojadę 300 km, żeby napić się herbaty?

Poradziłem, żeby znalazła wielbiciela bliżej.

2. Pomyśl zanim przyjedzie jak później jej się pozbyć.

Może się jej za bardzo spodobać.

 

Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, JoeBlue napisał(a):

Co innego gdy lala z góry mówi, że "powoli".

Spytałem czy myśli, że pojadę 300 km, żeby napić się herbaty?

 

A jak lala powie, że może coś będzie?

 

A na randce pozwoliła tylko potrzymać za przysłowiową rękę.:D

Link to comment
Share on other sites

1 hour ago, Brat Jan said:

 

A jak lala powie, że może coś będzie?

 

A na randce pozwoliła tylko potrzymać za przysłowiową rękę.:D

W takich sytuacjach staram się mieć drugi powód, żeby jechać w tamte okolice.

W najgorszym wypadku idę do lokalnej panienki, której normalnie bym nie odwiedził, bo za daleko.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.