Energizer Posted October 1, 2025 Share Posted October 1, 2025 Cześć wszystkim, piszę tutaj, bo już nie daję rady sam w sobie tego dusić. Może ktoś, kto miał podobną sytuację, da mi radę albo chociaż kopniaka w dobrą stronę. Jestem 5 lat po ślubie. Mamy dwójkę małych dzieci –2 roku i 5 lat. Kocham je nad życie, to cały mój świat. Kocham też swoją żonę, ale… zawaliłem. Od początku mieszkaliśmy obok moich rodziców, w gospodarstwie, które przejąłem. Tradycyjna polska wiejska rodzina gdzie dba się o staruszków do końca ich dni. Wyremontowałem samemu część domu dla nas- osobna kuchnia, łazienka, pokoje, ale zostawiłem wspólne wejście. Żona po przeprowadzce do mnie urodziła dziecko i po macierzyńskim wróciła do pracy, a dzieckiem zajmowała się moja matka. Byłem wtedy świadkiem szału jaki dostawała żona kiedy dziecko wolało być z babcią (tak przynajmniej to żona określała). Po drugim dziecku przekonałem żeby została w domu dłużej z dzieckiem i to chyba był mój błąd. Ja pracuję na etacie i dodatkowo prowadzę gospodarstwo – więc roboty mam zawsze pełno, od rana do nocy. Myślałem, że jak to wszystko ogarniam, to już wystarczy. Ale nie zauważyłem, że żona czuje się coraz bardziej sama. Mówiła, że nie chce tu mieszkać, że ma dość, że moi rodzice są za blisko, że ja nie staję po jej stronie, tylko bardziej przy rodzicach, u których czasem byłem się wygadać. Denerwowało ją ich wtrącanie się w wychowywanie naszych dzieci. Mówiła, że dają złe wzorce dzieciom i nie przestrzegają naszych zasad. Bywałem dla niej krytyczny – o bałagan i o różne drobiazgi. Miałem wieczne pretensje, a za mało ciepła i wsparcia. Ja to widzę dopiero teraz. Do tego kilka razy w kłótni , w emocjach, rzuciłem „to się wyprowadź” – niby żartem, niby w nerwach, ale dla niej to były gwoździe do trumny. A ostatnio poszło tak, że posłuchała… spakowała się i wyjechała z dziećmi do swoich rodziców 300km ode mnie. Zabolało mnie to jak nic w życiu. Widziałem, jak pakowała rzeczy – dzieci, zabawki, albumy… ja byłem w rozsypce. Teraz dzwonię do dzieci, staram się być w kontakcie, ale żona nie zawsze odbiera. Odwiedzam ich raz na tydzień lub dwa jak nie pozwoli i bawię się z dziećmi – a z żoną rozmawiamy chłodno. Ona mówi, że już dawno się źle czuła i jedyną rzeczą jaka ją tu trzymała była praca. Wcześniej twierdziła, że miłość do mnie, że tyle dla mnie poświęciła (praca, rodzina blisko...). Nie nosi obrączki. Przy mnie jest zdystansowana, czasem zimna, a ja czuję, że się odcina. Jest mi cholernie ciężko. Nie jem, nie śpię normalnie, praca mi leci z rąk. Zżera mnie strach, że już mnie skreśliła, że dzieci będą mnie widziały raz na dwa tygodnie i wychowają się bez ojca. Boję się, że teściowa i jej rodzina ją utwierdzają, że tak będzie lepiej. Boję się, że ona uzna, że tam ma wszystko – pomoc mamy, znajome kąty – a ja jestem tylko przeszkodą. Minęły 3 miesiące. Rozmawialiśmy. Powiedziała, że może jest dla mnie szansa, ale muszę się zmienić, przestać ją krytykować, nauczyć się ją szanować i zbudować z nią prawdziwy związek. Zasugerowała, żebyśmy na początek zamieszkali osobno, wynajęli coś blisko mojej pracy, a nie w gospodarstwie obok moich rodziców. Ja też się biję z myślami, bo rodzice nie rozumieją i stawiają mi ultimatum – że jak się wyprowadzę, to odbierze mi gospodarstwo- ma do tego prawo w testamencie. Jestem rozdarty. Z jednej strony – chcę ratować małżeństwo i rodzinę. Kocham żonę, kocham dzieci, chcę się zmienić i już to czuję, bo zrozumiałem, ile spieprzyłem. Z drugiej – mam zobowiązania wobec rodziców i gospodarstwa. Czuję się jakby ktoś mnie postawił pod ścianą. I tak się zastanawiam – czy to już definitywnie koniec? Czy jest sens walczyć, skoro ona się już praktycznie urządziła tam, w swoim starym domu? Czy to jeszcze kryzys, który mogę przetrwać i naprawić, jeśli wytrzymam i pokażę, że potrafię się zmienić? Przyznam, że jestem na skraju. Czuję się jak w depresji, płaczę, mam myśli, że to wszystko nie ma sensu. Jedynie dzieci mnie trzymają, które za mną tęsknią. Co Wy byście zrobili na moim miejscu? Czy ktoś z Was odbudował związek po takim czymś? Jak mam jej pokazać, że warto mi dać szansę i że potrafię być mężem i ojcem, jakiego potrzebują? Dzięki, jeśli ktoś dotarł do końca. Potrzebuję usłyszeć coś od facetów, którzy wiedzą, jak to jest. 4 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
RealLife Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Twoi rodzice są toksyczni. Szantażują cię odebraniem majątku. Niestety nie jest to przypadek odosobniony. Znam matkę która zmusiła syna do powrotu po studiach na głęboką wieś grożąc mu że jak tego nie zrobi to go wydziedziczy. Syn wrócił, pracy nie może znaleźć a ona zrobiła sobie z niego szofera, pełnomocnika, doradcę, parobka i niewolnika. Jej egoistyczne potrzeby są ważniejsze niż dobro własnego dziecka. Dla twoich rodziców własne plany są ważniejsze niż twoje. Jesteś dorosły. Nie należysz już do rodziców. Niech sobie głęboko w dupę wsadzą to gospodarstwo i zabiorą do grobu. Nie daj się im zastraszyć. Uwolnij się od presji matki i ojca. Spakuj się, weź dokumenty i jedz do żony i dzieci. Teraz to jest twoja rodzina a nie rodzice. A rodzicom na odchodne dokładnie tak powiedz - w dupie mam wasze gospodarstwo. Nie masz zobowiązań wobec rodziców i gospodarstwa! Jedyne zobowiązania masz wobec własnych dzieci. Pomyliło ci się kto za co jest odpowiedzialny. 10 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Energizer Posted October 2, 2025 Author Share Posted October 2, 2025 Moi rodzice są bardzo starzy, ale aktywnie działają w gospodarstwie, pomagają nawet za dużo za co jestem im bardzo wdzięczny. Jednak w gospodarstwie trzymają mnie zobowiązania podjęte z UE i zwierzęta, które wymagają tego żebym był tam co dziennie rano i wieczorem. Przy wyjazdach kilkudniowych z rodziną zajmował się nimi mój ojciec. Poza tym mam stałą pracę i odległość 300km jest nie do przeskoczenia. Porzucenie którejkolwiek z tych rzeczy zrujnuje mnie finansowo doszczętnie. Porzucenie i zabranie dzieci rujnuje mnie psychicznie. Kilka miesięcy przed jej odejściem z dziećmi intensywnie zacząłem planować budowę osobnego nowego domu przy gospodarstwie, który był naszym wspólnym marzeniem. Niestety doszło do kłótni między nami gdzie powiedziała mi kilka bolesnych rzeczy i obraziłem się jak stary dziad bo unikałem jej i nie jadłem w domu, i to chyba był impuls dla nie, że odchodzi. Z perspektywy czasu to zawsze kiedy miała te kobiece dni miała też zjazdy nastrojów gdzie wyrzucała mi z siebie wszystkie żale, nawet takie z przed kilku lat. Ja to dzielnie przyjmowałem, obiecywałem poprawę i zaradzenie sytuacji. Może czasem upadałem, ale widziałem że ona i tak widzi we mnie złe rzeczy. Tym razem padło że nie zniosłem tego w trakcie jej dni o to się chyba skumulowało. Jestem przez nią odcięty teraz od dzieci bo jak można nazwać nieodbieranie telefonów, odmawianie możliwości przyjazdów, krótkie i kiepskiej jakości wideorozmowy, brak zdjęć dzieci o które prosiłem. Przed ślubem widziała jak wygląda moje życie. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Z opisanej historii wynika, że jesteś ogarniętym, fajnym facetem, który znalazł się w nieciekawej sytuacji i współczuję. Natomiast ta historia przypomina jeden do jednego historię, której byłem świadkiem podobocznym. Mianowicie po 10 latach od zakończenia studiów odezwała się do mnie koleżanka z roku. To było przed toksycznym związkiem, w ktorym cały czas nie wiem czemu jestem. Fajna dupa z twarzy. Umówiliśmy się i na tej randce wyszło jaka to straszna gwiazda, więc mnie to wkurwiało. Historia jak u Ciebie, toksyczni rodzice, mąż robiący na nią i dzieci, jej się zamarzyła kariera za najniższą bo została uciśniona kupą siana z gospodarstwa i też wrociła do rodziców. W tym momencie przechodzą batalię sądową, ona chce go zniszczyć do zera. Z tym, że mieszkanie u rodziców ją trochę denerwowało tak więc: -waliła mi tekstami, że zawsze mnie kochała i od zawsze była we mnie zakochana i gdy zobaczyła mnie na jej ślubie to miała wybiec z ołtarza i takie inne. -któregoś dnia pisaliśmy, a ja byłem strasznie chory i stanęło na tym, żebym przyjechał ją wydymać, a ona na to, że tylko bez gumy (i tu mi się lampka zapaliła) Nie minął miesiąc i zaciążyła z jakimś innym rolnikiem, który stawia dla niej dom i wychowuje jej dwójke dzieci oraz jedno swoje. Inne swoje chyba też jakieś ma. Dlatego, uważam, że możesz miec przeprany mózg i zrobiła z Ciebie oprawcę i władowała Cię w poczucie winy. Zapierdalasz od rana do nocy na rodzinę, zapewniłeś jej wszystko a jej kurwa nie pasuje, bo w tym czasie się TVNu naoglądała a tam nie ma pola za oknem tylko ul. Wspólna, która na żywo wygląda inaczej niż w serialu. Standardowo kanał na YouTube- Musisz Wiedzieć. Kanał o relacjach damsko-męskich. Może być jeszcze tak, że to najlepsze co Cię w życiu spotka, to całe jej odejście. 5 Link to comment Share on other sites More sharing options...
RealLife Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Czyli gospodarstwo to twój biznes, jesteś zaangażowany finansowy i prawnie. Zawsze są problemy gdy mieszka się przy rodzicach. Młodzi powinni mieszkać nie za daleko (aby można było na szybko dziecko podrzucić do opieki w razie W) ale nie za blisko, żeby jednak rodzice nie byli u was codziennie. Jeśli chodzi o relacje z żoną i kontakt z dziećmi to nic lepszego od niej nie dostaniesz. To jest standard w dzisiejszych czasach. Kobiety poczuły że wszystko im wolno i pokazują swój paskudny charakter który zawsze miały ale kiedyś obyczaje trzymały to w ryzach. Dziś jest jakaś masakra. Jeśli zdecydujesz się zostać na wsi bez żony i dzieci to koniecznie zgłoś się do prawnika i niech on cię pokieruje co do załatwienia spraw kontaktów z dziećmi, zabezpieczy twój majątek. Przecież prędzej czy później ona złoży pozew rozwodowy. Baba nie będzie mieć żadnych skrupułów aby tobie zaszkodzić . Będzie cię traktować jak największego wroga, wydoi cię z kasy. Zrobi to kosztem dzieci a nawet własnych interesów byle by tobie dojebać. Mam wrażenie że ex-małże mają największą satysfakcję jak zrobią coś na złość byłemu mężowi nawet jeśli to im się nie opłacało. Zaplanuj jakieś scenariusze: 1. Zostajesz w gospodarstwie, czyli bierzesz rozwód i płacisz alimenty + dzieci nie masz. 2. Idziesz do żony i pytasz co musiałoby się stać abyście znów byli rodziną. Jeśli mówi z sensem to możesz to rozważyć. W końcu masz dwoje dzieci. 6 Link to comment Share on other sites More sharing options...
icman Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 13 godzin temu, Energizer napisał(a): Jestem rozdarty. Z jednej strony – chcę ratować małżeństwo i rodzinę. Kocham żonę, kocham dzieci, chcę się zmienić i już to czuję, bo zrozumiałem, ile spieprzyłem. Z drugiej – mam zobowiązania wobec rodziców i gospodarstwa. Czuję się jakby ktoś mnie postawił pod ścianą. Tak wygląda większość dylematów dorosłego życia, zdecyduj a potem działaj, wątpliwości są wliczone w każdą decyzję. Ja bym spróbował zamieszkać osobno bo ten układ z rodzicami faktycznie był do dupy na dzisiejsze standardy, 300 km dla weekendowego rodzica to katastrofa. Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 (edited) Godzinę temu, icman napisał(a): zdecyduj a potem działaj Myślę, że po to założył tu konto, żeby ktoś mu pomógł podjąć decyzję, żeby mógł zadziałać, to żadna rada. Trochę to przypomina mi to: https://www.meczyki.pl/newsy/pilka-nozna/krystian-bielik-trener-brzeczek-nie-dal-mi-zadnych-zadan-powiedzial-krystian-probuj/122411 A ja bym zadał pytanie inaczej. Wiadomo, że dzieci są najważniejsze, ale, co czuje @Energizer, na kogo może liczyć w życiu i komu bezgranicznie ufa i wiele zawdzięcza: -Żonie -Ojcu -Matce? Czy rodzice się kiedyś od Ciebie odwrócili? Zachwiali Twoim poczuciem bezpieczeństwa? Postawili Twoje życie na głowie? Nie wiem choć się domyślam. Co Twoi rodzice myślą o Twojej wybrance? Pochwalali wybór, albo nie? Edited October 2, 2025 by EmseyXYZY Link to comment Share on other sites More sharing options...
icman Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 @EmseyXYZY Myślę, że to co piszesz bardziej szkodzi niż pomaga. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
MarkoBe Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Znalazłeś się między młotem i kowadłem, ale w tej sytuacji myślałbym pragmatycznie. Znam podobny przypadek, cwaniaczka, który myślał, że jak zamieszka z żoną osobno(bez jego rodziców) to nagle będzie cud, miód i malina. Oczywiście tak się nie stało, bo życie szybko weryfikuje wspólne zamieszkanie. Szybko rozwód, podział majątku, do którego żona nie dołożyła ani grosza, ale happy end taki, że dzieciak został z ojcem i to on dostał opiekę, co jest niespotykaną rzadkością. Też pewnie dlatego że dzieciak w wieku nastoletnim i nawet nie chciał zamieszkać, z własną matką. U ciebie sytuacja wygląda nieco inaczej, gdyż masz małe jeszcze dzieci, z nieukształtowaną świadomością i nie potrafiące jeszcze myśleć na tyle samodzielnie, by oddzielić logiczne myślenie od emocji. A to właśnie te emocje, ciągną nas ku matkom, gdyż większość małych dzieci, chce być z matką, gdyż matka lepiej wychwytuje emocje i potrzeby emocjonalne dziecka. 15 godzin temu, Energizer napisał(a): . Powiedziała, że może jest dla mnie szansa, ale muszę się zmienić, przestać ją krytykować, nauczyć się ją szanować i zbudować z nią prawdziwy związek. Zasugerowała, żebyśmy na początek zamieszkali osobno, wynajęli coś blisko mojej pracy, a nie w gospodarstwie obok moich rodziców Pamiętaj, że jej teściowa i teśc(twoi rodzice) to jej naturalny ,,wróg" można powiedzieć i zawsze będzie powstawał konflikt, na tej osi. Twoja żona, chce mieć ciebie na wyłączność(twój czas, zasoby, pieniądze, zdolność wpływania na twoje decyzję). Ona doskonale wie, że jeśli będzie na dla ciebie oschła, niemiła i nie spełniała małżeńskich obowiązków, wobec ciebie, to rodzice ciebie poprą, w większości przypadków - to budzi u niej lęk. 1 godzinę temu, icman napisał(a): Ja bym spróbował zamieszkać osobno bo ten układ z rodzicami faktycznie był do dupy na dzisiejsze standardy, 300 km dla weekendowego rodzica to katastrofa. Pytanie co będzie, jeśli ten związek bez mieszkania u rodziców mu też nie wyjdzie. Nie dość, że dostanie alimenty w prezencie, to jeszcze rodzice go wydziedziczą, z gospodarstwa. To nie jest tak, że jak się trzyma strony kobiety, to nagle są same profity, często jest zupełnie odwrotnie, gdyż chłop powinien być decyzyjny i sprawczy i mieć własne zdanie. 15 godzin temu, Energizer napisał(a): . Powiedziała, że może jest dla mnie szansa, ale muszę się zmienić Pamiętaj również, że kobiety uwielbiają wpędzać w poczucie winy mężczyznę. Ty zapierdalasz od rana do wieczora na rodzinę, to winien należeć się tobie szacunek. Kiedyś tak było, tylko kiedyś mężczyźni byli na ogół twardsi i rozumieli ,,oczywiste oczywistości". Facet tyrał na rodzinę, ale w zamian mógł liczyć na szacunek i to on miał ostatnie słowo, do powiedzenia. 6 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 9 minut temu, icman napisał(a): @EmseyXYZY Myślę, że to co piszesz bardziej szkodzi niż pomaga. Czemu niby? Link to comment Share on other sites More sharing options...
icman Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 (edited) 19 minut temu, MarkoBe napisał(a): Pytanie co będzie, jeśli ten związek bez mieszkania u rodziców mu też nie wyjdzie. Nie dość, że dostanie alimenty w prezencie, to jeszcze rodzice go wydziedziczą, z gospodarstwa. To nie jest tak, że jak się trzyma strony kobiety, to nagle są same profity, często jest zupełnie odwrotnie, gdyż chłop powinien być decyzyjny i sprawczy i mieć własne zdanie. Nikt nie mówi by trzymać jakąkolwiek stronę, jestem daleki od dawania kategorycznych rad, po prostu z mojego doświadczenia wychodzi, że warto spróbować utrzymać rodzinę, w której są małoletnie dzieci razem. Jest tak dużo zmiennych, że wynik nie jest przesądzony a odpowiedzialność jest po stronie autora i życzę mu by jak najszybciej to sobie uświadomił. 15 minut temu, EmseyXYZY napisał(a): Czemu niby? Bo zabarwiasz to swoją opinią opartą na paru zdaniach. Ja uważam, że odzyskać sprawczość można tylko podejmując samodzielnie decyzję i działając pomimo wątpliwości, nawet jak wynik jest odwrotny od założonego. Edited October 2, 2025 by icman Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kogut Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 (edited) Pamiętaj, że żona to nie rodzina. Dziś jest jutro może jej nie być. Inna sprawa to dzieci. I tutaj jest zgryz bo w zasadzie z opisu wynika, że każda decyzja będzie niosła za sobą konsekwencje o dość dużym ładunku. Ja spróbowałbym znaleźć jakiś kompromis w tej sytuacji. Mianowicie, sprowadź kobietę z powrotem do siebie, zadeklaruj, że wynajmiecie coś wspólnie w odległości np 10km od rodziców a Ty w dalszym ciągu będziesz mógł się wywiązywać z obowiązków w gospodarce. Jeśli Twoim rodzicom zależy na Twoim dobru i swoich wnuków to zrozumieją gdy im to dobrze wytłumaczysz. Zresztą też powinni dążyć do tego aby wnuki nie mieszkały zbyt daleko by móc mieć kontakt, rozwijać więź i widywać się z nimi. Nie powinni stawiać Cię w sytuacji albo to albo tamto bo to zwykła manipulacja, która ma na celu uwzględnienie dobra tylko jednej strony - ich. Gdyby nie było dzieci w zasadzie nie istniałby temat bo kopnąłbym ją w dupę i do widzenia. Oczywiście, że dołożyłeś swoje do tego rozpadu, ale to ona podjęła finalną decyzję o wyprowadzce, czyli zgodnie z prawem rodzinnym porzuciła rodzinę. Pytanie jeszcze jeśli nawet uda Ci się z nią dojść do porozumienia na ile to będzie prawdziwy związek, rodzina a na ile jej marna proteza bez pożądania i szacunku. Bo kobieta jak już odejdzie emocjonalnie to ciężko ją zawrócić do momentu sprzed a jeśli się to udaje to często tylko dla jakichś korzyści niestety. Nie ma to nic wspólnego z autentyczną chęcią bycia razem, tworzenia rodziny a jest tylko wyrachowanym postępowaniem. Jeśli miałbyś stracić kilka lat na coś co od początku nie rokowało a dzieci miałyby oglądać pogardę swojej matki w stosunku do ojca to lepiej sobie odpuścić na starcie. Ty jednak znasz ją najlepiej i na to pytanie musisz znaleźć odpowiedź sam. Edited October 2, 2025 by Kogut 1 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Energizer Posted October 2, 2025 Author Share Posted October 2, 2025 Ani ja ani ona nie chcemy rozwodu. Tak przynajmniej powiedziała: że chciałaby to wszystko poukładać. Jak wyjeżdżała to mówiła że "na jakiś czas", żeby wszystko sobie przemyśleć. Tylko, że nie powiedziała na jaki czas i co dokładnie chce przemyśleć. Wróciła do swojego mieszkania w domu swoich rodziców, które stało puste i było pewnym problemem dla jej matki i ojczyma (pochodzi z rozbitej z winy biologicznego ojca rodziny). Urządziła się tam bardzo szybko i wzorowo prowadzi mieszkanie. U nas w domu był bałagan i bród, a jak odwiedzam dzieci to jest wszystko idealnie. Przez pierwsze tygodnie byłem zostawiony w ogromnej niepewności. Strach że wszystko straciłem co kochałem był nie do zniesienia. A co gorsza, że straciłem to przez mój charakter, wyżalanie się rodzicom, które ona podsłuchiwała, i zmęczenie, że by zadbać o budowanie wspólnej relacji. Nigdy jej nie uderzyłem, ani nie obraziłem słownie. Czasem powiedziałem coś zdenerwowany podniesionym głosem lub w sposób dogryzający- ona to odbierała jako warczenie i krzyki na nią. Zarzuciła mi, że krzyczę na dzieci, ale to nie prawda bo na najmłodsze nigdy nie podniosłem głosu, a starsze tylko kilka razy czego bardzo żałowałem, że wyprowadziło mnie z równowagi i tak zareagowałem. Psycholog i inne źródła radzą mi żebym nie naciskał jej na podejmowanie żadnych decyzji bo się zamknie bardziej i poczuje, że wywieram presję. Nie naciskam, ale czas leci, z każdym dniem dzieci dorastają i mijają mi dni ich najlepszego dzieciństwa beze mnie. Boję się że mnie zapomną co ona wyśmiewa, żebym nie przesadzał. Najstarsze tęskni i wypytuje dlaczego odjeżdżam i kiedy wrócimy do DOMU razem. Najmłodsze też reaguje bardzo uczuciowo jak mnie widzi i nie odstępuje na krok jak je odwiedzam. W tej chwili liczy się dla mnie tylko ich dobro, żeby miały pełną rodzinę. Moi rodzice bardzo to przeżywają. Nie widzą w ogóle wnuków. Teściowie jak mnie widzą tam to uciekają i unikają jak ognia. Ostatni chłodny kontakt miałem z nimi jak zabierali żonę i dzieci ode mnie. Chciałem przyjechać na kilka dni, urwać się z pracy, ale powiedziała że to jeszcze za wcześnie na takie rzeczy. Czas płynie, a ja nie wiem co mam zrobić. Jak ją przekonać do powrotu? Jak pokazać jej, że potrafię być dla niej dobrym mężem? Jak z nią rozmawiać? Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kogut Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Trochę tkwisz w iluzji i myślisz życzeniowo. 9 minut temu, Energizer napisał(a): Tak przynajmniej powiedziała: że chciałaby to wszystko poukładać. Jak wyjeżdżała to mówiła że "na jakiś czas" Też tak usłyszałem " na jakiś czas" a dziś jestem po rozwodzie. Różnica taka, że to ja podjąłem decyzję o tym rozwodzie. Ty jej nie słuchaj tylko patrz co robi! 10 minut temu, Energizer napisał(a): pochodzi z rozbitej z winy biologicznego ojca rodziny To też może mieć niebagatelne znaczenie w jej postępowaniu. 11 minut temu, Energizer napisał(a): Strach że wszystko straciłem co kochałem był nie do zniesienia. Przede wszystkim w pierwszej kolejności pokochaj siebie bo widać, że bardzo Ci brakuje miłości własnej. To co deklarujesz to brak kontroli a nie żadna miłość. Oczywiście to odnosi się do niej a nie do dzieci. 12 minut temu, Energizer napisał(a): Psycholog i inne źródła radzą mi żebym nie naciskał jej na podejmowanie żadnych decyzji bo się zamknie bardziej i poczuje, że wywieram presję. Raczej w psychologiczne pierdolo zwłaszcza jeśli to kobieta nie wierzę. Aczkolwiek w tym przypadku ma rację - zajmij się sobą! Stań się dla niej znów atrakcyjny a nie potrzebujący. A atrakcyjnym będziesz tylko jak staniesz się niezależny emocjonalnie. 13 minut temu, Energizer napisał(a): Moi rodzice bardzo to przeżywają. Nie widzą w ogóle wnuków. No widzisz czyli jest punkt wyjścia do rozpoczęcia dyskusji z nimi i osiągnięcia jakiegoś kompromisu w kwestii osobnego mieszkania i jednocześnie nie porzucania swoich obowiązków w gospodarcze. 15 minut temu, Energizer napisał(a): W tej chwili liczy się dla mnie tylko ich dobro, żeby miały pełną rodzinę. Tylko widzisz. Zupełnie błędnie utożsamiasz dobro dzieci z pełną rodziną. A jeśli rodzina jest dysfunkcyjna to też dla ich dobra będzie dobrym tkwienie w takiej relacji? 16 minut temu, Energizer napisał(a): Czas płynie, a ja nie wiem co mam zrobić. Jak ją przekonać do powrotu? Jak pokazać jej, że potrafię być dla niej dobrym mężem? Jak z nią rozmawiać? Paradoksalnie chcąc odzyskać kobietę należy przestać się o nią starać a zająć sobą. To czysta psychologia. Cytat Witam, forum poznałem już z początkami Radia Samiec na YT i ukazania się kobietopedii, czyli dawno (konto zapomniane). Bylem wtedy młody, niedoświadczony, głupi, ale wszystkie rady z forum i od Marka chłonąłem jak gąbka. To napisałeś w przywitalni. A ja jednak myślę, że nic nie zrozumiałeś i nie przyswoiłeś. Jeśli chcesz za wszelką cenę tylko jej powrotu bez względu na koszty emocjonalne, późniejszy charakter tej relacji to dalej rób to co robisz a jeśli faktycznie zależy Ci na scaleniu rodziny to stań przed lustrem, odnajdź jaja i zacznij postępować jak facet! Weź odpowiedzialność za siebie, swoje decyzje i rodzinę jak na faceta przystało a nie zachowuj się jak rozchwiana emocjonalnie panienka bo takim zachowaniem uzyskasz tylko efekt odwrotny do zamierzonego. Kobieta oczekuje faceta silnego, zdecydowanego, konkretnego, stabilnego, twardo stąpającego po podłodze i wiedzącego czego chce. Tak było jest i będzie. A teraz zadaj sobie pytanie czy taki jesteś? 2 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
wolnystrzelec Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Relacje z rodzicami warto mieć dobre. Ale dorosłe relacje muszą być zdrowe, z odpowiednim dystansem oraz wysokim poziomem samodzielności. Nie wyobrażam sobie mieszkać u rodziców swoich czy kobiety. Rodziców możecie czasem odwiedzić, ale teraz to wasz czas. Wy tworzycie odrębną komórkę społeczną. Wasze decyzje, wasze gniazdo, wreszcie wasz święty spokój. Wychowałem się w takim domu z dziadkami i matką. Konflikty na linii babcia-mama, jak mnie wychowywać i na co mi pozwolić, były czymś normalnym. Ja czasami nie wiedziałem, kogo słuchać i byłem między młotem a kowadłem. Postaraj się uniknąć tego dla swoich dzieciaków. Też jestem najbliżej tego rozwiązania, żeby zamieszkać niedaleko rodziców, ale jednak osobno. Nie bądź też przesadnie uległy wobec żony, bo pamiętaj, że ona musi Cię szanować. Rozmawiaj z pozycji partnera, który szuka rozwiązania, a nie na zasadzie „kochanie, co mogę zrobić, żebyś była zadowolona?”. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Energizer Posted October 2, 2025 Author Share Posted October 2, 2025 36 minut temu, Kogut napisał(a): A ja jednak myślę, że nic nie zrozumiałeś i nie przyswoiłeś. Prawda, wiedzę trzeba odświeżać, ja tego nie zrobiłem bo na jakiś czas szczęście posiadania rodziny przysłoniło mi wszystko. 18 minut temu, wolnystrzelec napisał(a): Nie wyobrażam sobie mieszkać u rodziców swoich czy kobiety. Mieszkamy w drugiej części bliźniaka gdzie łatwo jest przejść z jednej części do drugiej. Moi rodzice w testamencie zaznaczyli sobie prawo do mieszkania i nie chcę ich wyrzucać. Gospodarstwa też nie mogę im zostawić bo są już bardzo starzy i mają styrane zdrowie przez tyle lat pracy na roli. Mam w planach osobny dom obok, ale na to trzeba czasu i pieniędzy. 42 minuty temu, Kogut napisał(a): Weź odpowiedzialność za siebie, swoje decyzje i rodzinę jak na faceta przystało a nie zachowuj się jak rozchwiana emocjonalnie panienka bo takim zachowaniem uzyskasz tylko efekt odwrotny do zamierzonego. Kobieta oczekuje faceta silnego, zdecydowanego, konkretnego, stabilnego, twardo stąpającego po podłodze i wiedzącego czego chce. Czyli twardo powiedzieć warunki jej powrotu i nie czekać aż minie "jakiś czas" aż się namyśli? Zażądać wydania dzieci na przynajmniej tydzień do domu gdzie są zameldowane? Określić jej czas do kiedy ma podjąć decyzję? 26 minut temu, wolnystrzelec napisał(a): Nie bądź też przesadnie uległy wobec żony, bo pamiętaj, że ona musi Cię szanować. Rozmawiaj z pozycji partnera, który szuka rozwiązania, a nie na zasadzie „kochanie, co mogę zrobić, żebyś była zadowolona?”. Kiedy mówię jej o swoich emocjach to zarzuca mi, że próbuję w niej wzbudzić poczucie winy, i że emocje mam wyrzucić u psychologa... Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 8 minut temu, Energizer napisał(a): Kiedy mówię jej o swoich emocjach to zarzuca mi, że próbuję w niej wzbudzić poczucie winy, i że emocje mam wyrzucić u psychologa... Czyli Twoje emocje odbiera jako słabość, no a poza tym klasyczne odwracanie kota ogonem. No już nie mówię o tym, że empatii za grosz. Czyli ona jednak nie jest inna niż wszystkie. Link to comment Share on other sites More sharing options...
smerf Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 Życie to dziwka, każdy widzę dzisiaj chce je wieść je bez problemowo i bezspięciowo a tak się nie da. Widzisz znajdujesz się w tym samym gównie co my wszyscy nazywane kobiecym "równouprawnieniem" a na nasze ogólnym bałaganem. Co to w ogóle znaczy że żona zabiera dzieci i gdzieś sobie jedzie w pizdu 300 km — to jest zbrodnia przeciwko rodzinie. IMO: Żony miejsce jest przy mężu nawet w żarzącym ogniu. Tylko teraz no właśnie taka moda, a zakładanie rodziny przypomina rosyjską ruletkę. Ogólnie twoja sytuacja jest patowa pojedziesz tam możesz zbankrutować wtedy ci powie że ona jednak nie chce nieudacznika, nie pojedziesz to zaraz jakiś gach się będzie kręcił chętny do czyszczenia rury i dostaniesz pozew o rozwód. Co ja bym zrobił? Cóż pojechał bym po dzieciaki, a babie powiedział że jak chce sobie uciekać to sama bo dzieci są moje. 2 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Mosze Red Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 1 godzinę temu, Energizer napisał(a): Moi rodzice bardzo to przeżywają. Nie widzą w ogóle wnuków. Teściowie jak mnie widzą tam to uciekają i unikają jak ognia. Ostatni chłodny kontakt miałem z nimi jak zabierali żonę i dzieci ode mnie. Byli zimni jak odbierali córuś i wnuki, bo uwierzyli w jakąś jej dramo bajkę. A teraz jak już u nich pomieszkała to wiedzą coś czego ty nie wiesz i cię unikają, bo im głupio co córcia odwaliła i nie mam na myśli wyprowadzki. 4 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kogut Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 (edited) 44 minuty temu, Energizer napisał(a): Czyli twardo powiedzieć warunki jej powrotu i nie czekać aż minie "jakiś czas" aż się namyśli? Zażądać wydania dzieci na przynajmniej tydzień do domu gdzie są zameldowane? Określić jej czas do kiedy ma podjąć decyzję? Dzisiaj Twoja żona stoi na tym przysłowiowym piedestale i patrzy na Ciebie z góry. Jesteś na tę chwilę petentem, który jest skazany i oczekujący na jej decyzję a nie partnerem. Cała rzecz w tym aby odwrócić tę dynamikę. Jak to zrobić ? Nie ma jednej reguły. Nikt nie poda Ci na tacy rozwiązania bo takie nie istnieje. Za dużo zmiennych. Jednak tak stanowcze nagle postawienie sprawy w momencie gdy do tej pory byłeś po przeciwnym biegunie może wyjść mało autentycznie. Cała zabawa polega na tym, że nie ważne co Ty jej powiesz bo to i tak nie przyniesie efektu jeśli tego nie czujesz. Pozerstwo momentalnie zostanie przez nią rozszyfrowane. Jestem za tym aby przedstawić jasno i konkretnie swoją propozycję rozwiązania tej sytuacji. Żądać prawa częstszego widywania się z dziećmi bo to nie jest dla Ciebie żaden przywilej tylko prawa i ona łaski Ci nie robi. Zwłaszcza, że to ona zwiała a nie Ty. Jednocześnie postawić wyraźne nieprzekraczalne granice czasowe jej decyzji. Tylko jedno zastrzeżenie - musisz być tego pewien! Jeśli powiesz A musisz zrobić B w momencie gdy to czego zażądasz nie zostanie przez nią dotrzymane. Zastanów się czy jesteś na to gotowy? Edited October 2, 2025 by Kogut 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
icman Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 1 godzinę temu, Energizer napisał(a): Czyli twardo powiedzieć warunki jej powrotu i nie czekać aż minie "jakiś czas" aż się namyśli? Zażądać wydania dzieci na przynajmniej tydzień do domu gdzie są zameldowane? Określić jej czas do kiedy ma podjąć decyzję? Nie idź w tę stronę z tymi pytaniami, bo nikt nie zna na nie odpowiedzi. Czasami warto poświęcić trochę czasu i zobaczyć dokładnie gdzie się jest i z tej świadomości podjąć decyzję. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Spokojnie Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 23 godziny temu, Energizer napisał(a): Co Wy byście zrobili na moim miejscu? Czy ktoś z Was odbudował związek po takim czymś? Jak mam jej pokazać, że warto mi dać szansę i że potrafię być mężem i ojcem, jakiego potrzebują? Dzięki, jeśli ktoś dotarł do końca. Potrzebuję usłyszeć coś od facetów, którzy wiedzą, jak to jest. Napiszę Ci z perspektywy osoby która miała kilka poważnych związków, ale nigdy nie miała dzieci. Tutaj punkt stritce psychologiczny i ja bym tak postąpił. 1. Twoi rodzice zachowali się słabo i mega toksyczne zachowawcze podejście - to też laurka o Tobie (bo Cię wychowali) 2. Jak wyżej - zastanów się, czy na pewno dobrze Cię wychowali, chodzi o wartości i wpojone przekonania, a tutaj według mojej wiedzy - ponad 80% ma problem, także sam na Twoim miejscu bym to przemyślał 3. Czemu nie padło w tym poście nic na temat terapii małżeńskiej? Mam wrażenie, że oboje tego potrzebujecie. Rozumiem, że Ty indywidualnie pracujesz, a co z Twoją żoną? I nad czym pracujesz? Bo na pewno powinieneś popracować nad sobą. Napiszę Ci na własnym przykładzie, bo zacząłem KWESTIONOWAĆ rzeczy związane z moimi rodzicami i wyszło bardzo średnio, nie są tak mądrzy jak mi się wydawało za dziecka, popełnili setki błędów i mój autorytet w nich widziany spadł do bardzo niskich wartości. Może Ty też powinieneś to zweryfikować. Mam na myśli takie chłodne podejście, bo ja swoich nie porzucę na starość, pomogę im, ale znam granice i kto jakie role powinien mieć 4. Jeśli nie odwaliliście żadnych przypałów zwanych potocznie "skok w bok" i Wasza relacja jest w miarę poprawna, to ja bym zawalczył (sam nie wierzę, że to piszę, ale w z Twojego opisu jest wiele przesłanek ku temu, żeby spróbować) 5. Rodziców finalnie oddzielnie, wspólne mieszkanie/bliskie mieszkanie rzadko kiedy wychodzi na dobre w dłuższej perspektywie 6. Nie widzę opcji mieszkania osobno, jaki w tym cel? 7. Niestety musisz coś poświęcić - w tym wypadku gospodarstwo. U mnie na wsi 80% osób to degeneraci, pozostałem 10% jest niezdecydowane i są 2 osoby + sołtys którzy wiem, że by mi pomogli. Jeśli Ci na tym zależy - zaproponuj im finansowo swojego maksa, aby pomogli rodzicom i zaciśnij pasja. Dzisiaj trochę wyglądasz na desperata, w sensie rozumiem - że postawiła Cię przed ścianą (wątek dzieci jest znaczący). Ale zobacz jak zareagowałeś - zyskała w Twoich oczach 1542435 punktów, bo jesteś skłonny do różnych ustępstw itp. Teraz pora na Ciebie, przedstaw swój plan (realny), postaw na swoim - ale zrób to z głową. Jeśli pracujecie nad tym problemem oboje - to oboje musicie się zaangażować, poświęcić w pewnych kwestiach. Mi to zawsze jest szkoda dzieci, bo najmniej są winne i później dostają takie traumy w bonusie na start w życiu. Jeśli nie zatrzymać tego błędnego koła, to zgadnij jak one skończą (bez skutecznego wsparcie terapeutycznego, a mówimy o Polsce)... Według mnie oboje musicie popracować nad sobą, ale szczerze i solidnie. P.S. napisałeś bardzo pobieżnie całą historię, nie będę tutaj czarnych scenariuszy wieszczył, ale laski ogólnie po prokreacji i zaspokojeniu swoich biologicznych zadań - mają często gęsto inny plan na życie... Warto być czujnym w tym kontekście. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Energizer Posted October 2, 2025 Author Share Posted October 2, 2025 13 minut temu, Spokojnie napisał(a): Czemu nie padło w tym poście nic na temat terapii małżeńskiej? Żona chodziła kilka miesięcy przed odejściem do psychologa, tam jej zaproponowano zmianę otoczenia, bo sama o tym powiedziała. Ja to zakwestionowałem. Miała kilka wizyt i postanowiliśmy pójść na terapię par. Była jedna wizyta- nic z niej nie wynieśliśmy poza tym że mamy interpretować własne emocje i je wspólnie omawiać. I podczas takich omawiań była kłótnia i poleciały na mnie bezpodstawne zarzuty poniżej pasa, że źle wychowuję dzieci,że krzyczę na nią i na nie, jestem agresywny... Nigdy nikogo z mojej rodziny nie uderzyłem, ani nie obraziłem słownie. Zdarzają się mi natomiast chwile złości jeśli coś mnie rzeczywiście sfrustruje- wtedy podnoszę głos i nie stronię od kąśliwości, ale nie jest to rzecz nienormalna. Żona teraz chodzi do psychologa. Ja korzystałem z teleporad. Co do rodziców to mają sposób bycia jak stare małżeństwo. Dni z kąśliwymi uwagami, czepialstwo, ale finalnie godzenie się i stabilność rodziny. Wiem, że przejąłem od nich właśnie takie zachowanie i muszę je teraz zmienić. Zły wzorzec jak budować relację z drugą osobą. Zarówno ja jak i chyba ona też nie mamy nikogo innego. Ja chcę walczyć o to, ale żona powiedziała że nie wie i że potrzebuje czasu żeby to przemyśleć. Dać jej czas? A co jeśli okopie się tak, że stwierdzi że mnie już nie chce? Już teraz nie życzy sobie żebym przyjeżdżał do dzieci częściej niż raz na dwa tygodnie. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Spokojnie Posted October 2, 2025 Share Posted October 2, 2025 3 minuty temu, Energizer napisał(a): Zarówno ja jak i chyba ona też nie mamy nikogo innego. Ja chcę walczyć o to, ale żona powiedziała że nie wie i że potrzebuje czasu żeby to przemyśleć. Dać jej czas? A co jeśli okopie się tak, że stwierdzi że mnie już nie chce? Już teraz nie życzy sobie żebym przyjeżdżał do dzieci częściej niż raz na dwa tygodnie. Po mojemu to skomplikowane, bo jesteś w ciut patowej sytuacji. Pamiętaj, że a[ni ja, ani nikt tutaj na forum nie da Ci gotowego rozwiązania. Tutaj są nasze (przynajmniej moje) dywagacje co by było gdyby. Zupełnie inaczej jakby się znało wszystkie aspekty, a spectrum jest dosyć szerokie, od jej rodziny, bo wszelkie akcje, które wyłapałeś. Jeśli ona zrobiła desant z chaty, to powody musiały być naprawdę mocne i już jakiś czas w niej kiełkowały. Ja osobiście zaproponowałbym rozwiązanie i 7 minut temu, Energizer napisał(a): że źle wychowuję dzieci,że krzyczę na nią i na nie, jestem agresywny... Nigdy nikogo z mojej rodziny nie uderzyłem, ani nie obraziłem słownie. W żadnym wypadku Cię nie oceniam, sam mierzyłem się ostatnio z innymi, ale zbliżonymi problemami - tutaj jednak schemat mam wrażenie, że jest podobny. Nikt nie chce się przyznać się do swoich błędów, będzie brnął w swojej "prawdziwe" bez względu jak absurdalnie to może wyglądać z zewnątrz, z innej perspektywy (pozbawionej emocji itp. to tak jakbyś doradzał przyjacielowi, akcji pozbawionej interpersonalnych wycieczek typu bo ona kiedyś zrobiła to i to". Jeśli ktoś szuka rozwiązania, to szuka kompromisu, a nie wyszukuje kolejnych problemów. U Was jest chyba wojna, każdy każdemu chce coś udowodnić, zapominając o dzieciach czy choćby o tym co sobie pierdoliliście w kościele 5 lat wcześniej. Finał jest taki, że sami musicie przepracować siebie, swoje traumy, błędne przekonania itp. Wychodzi na to, że nie dopasowaliście się (poza seksem przed dziećmi itp.). Link to comment Share on other sites More sharing options...
Energizer Posted October 2, 2025 Author Share Posted October 2, 2025 9 minut temu, Spokojnie napisał(a): Ja osobiście zaproponowałbym rozwiązanie i Rozwiązanie czyli rozwód? 11 minut temu, Spokojnie napisał(a): Pamiętaj, że a[ni ja, ani nikt tutaj na forum nie da Ci gotowego rozwiązania. Tutaj są nasze (przynajmniej moje) dywagacje co by było gdyby. Tego mi trzeba, takiego kopniaka,albo poklepania po plecach Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts