Rnext Posted October 22 Share Posted October 22 Wiecie, że interesuję się amatorsko (ale i na stare lata z konieczności ) tematami żywnościowymi a dużo przetwórstwa i wytwórstwa robię samodzielnie (ostatnio np. furorę robi mój "smalczyk" ze słoniny, karkówki i boczku wędzonego). Czytanie etykiet na produktach to już mam we krwi wymieszane z hemoglobiną. Szkoda tylko, że niedługo trzeba będzie chodzić z teleskopem Hubble'a żeby rozczytać ten coraz mniejszy "maczek", nie wspominając już o legalizacji ukrywania syfu pod nazwą np. "substancje konserwujące". Dorzucam kolejny kamyczek. Kto chce niech skorzysta. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ViniRM Posted October 22 Share Posted October 22 Ktoś już wrzucił wczoraj ten wywiad 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Rnext Posted October 22 Author Share Posted October 22 Nasz nieoceniony @Dworzanin.Herzoga. Wrzucił jednak w dziale niedostępnym dla pań, które jednak w sporej mierze zajmują się wyżywieniem rodziny. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Husquarna Posted October 22 Share Posted October 22 Widziałem też ten materiał na plusujemy i u mnie na prywatnych komunikatorach wśród tzw. szurów latały rolki z tego konkretnego tematu. Link to comment Share on other sites More sharing options...
JudgeMe Posted October 22 Share Posted October 22 Oglądałam urywki tego wywiadu. Zasadniczo, gdybym miała więcej czasu, to na pewno sama robiłabym wszystko. Niestety nie mam go. Zawsze jest coś kosztem czegoś. Wolę przeznaczyć chwile na zabawy, spacery na świeżym powietrzu z dziećmi. Póki co, wybieram wszystko z jak najkrótszym składem, bez dodatków. Mam sprawdzone produkty. Najgorzej jest, kiedy mój mąż chodzi na zakupy i wybiera jakieś jogurty z gumą guar, czy barwnikami. Albo słodkie napoje, batoniki, chipsy. Jest to najczęstszy powód naszych kłótni chyba zaraz po narażaniu na niebezpieczeństwo naszych dzieci. Z drugiej strony moi rodzice zawsze przywożą mi jakieś przetwory. Ogórki, dżemy, ale też smalec, czy mięso takiej domowej roboty w słoikach. Wędliny to ja już w ogóle nie kupuję od lat, tylko piekę sama. Chleb tylko taki, gdzie jest mąka, woda, drożdże. Owoce, warzywa tylko sezonowe. Jogurty tylko naturalne, albo te z dodatkiem jedynie owoców. Szukam jeszcze w zachodniopomorskim domowej roboty serów i mleka, jak ktoś ma namiary, to jestem chętna. Bo u nas jaja, masło, ser, to jest najczęściej jedzone. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Amperka Posted October 22 Share Posted October 22 (edited) Dobry filmik. Ja długo myślałam, że nie odżywiam się dobrze. Bo zawsze coś chapsnę w locie z lodówki - i miałam poczucie, że to źle, że powinnam siąść i w spokoju szamać. Ale tak po przeanalizowaniu, to u mnie w domu jada się maksymalnie zdrowo - jakby tak pomyśleć. Wędliny wszystkie moi rodzice wędzą. Mój syn ma na kanapki do szkoły - tylko mięso od moich rodziców, którzy sami wędzą. Dżemy i soki z sadów od moich rodziców - zero nawozów. Ziemniaki, dynie, fasola, cebula, szparagówka, ogórki, pomidory itd. - wszystko z pola, podlewane gnojówką z pokrzywy. Mój syn jest bardzo mączny - jadłby tylko gołąbki, paszteciki, pierogi z serem, naleśniki, z zup: rosół, na śniadanie jajecznica. W lecie jadłby tylko pomidory, śliwki i borówki. Teraz jak pomyślę to: gołąbki są z kaszą gryczaną i mięsem od rzeźnika, pierogi z ziemniaków od moich rodziców, paszteciki z kapuchą z pola, ser od sąsiadki, rosół z kury od sąsiadki, jaja od ciotki, mąka z młyna. Owoce i warzywa - wszystko z ogrodu. Moi rodzice wszystko mają swoje i z rodzinnych gospodarstw. Ja z rzeczy w sklepie w ciągu roku kupuję tylko: mleko, woda, śmietana, jogurty, żółte sery. Lody robię z jogurtu i zmrożonych owoców (od rodziców) - córka mówi, że lepsze niż kupne. Jedyne co muszę ograniczyć, to słodycze. Do koszyka wrzucam zawsze dużo nabiału, rukolę i sery - lubię sery żółte. Jak chcę coś słodkiego - to piekę sobie ryż, z jabłkami i zalewam śmietaną z cukrem. Wiem, że niezdrowo, mam wyrzuty sumienia - ale jakby tak pomyśleć, to i tak nie jest źle (jabłka z naszego sadu). Z takich spraw do ograniczenia to tak naprawdę zostają słodycze - moja mama sporo przywozi, bo jest pielęgniarką i dostaje od klientów. To trzeba ukrócić. No i fakt, że zjadam wszystko na szybko. Nie mam stałych godzin jedzenia. Poza tym (co jest błędem), u mnie w domu nie ma tendencji jedzenia zup. Ja i córka lubimy. Mąż w ogóle. Syn je maniakalnie jedynie rosół i ogórkową. W domu pije się dużo wody, dzieci piją w ciągu dnia wodę z sokiem (ale robionym z malin, albo bzu z własnego ogrodu), ja nawet kawy nie piję. Na wieczór - tylko woda. Więc tak ostatecznie grzechem są słodycze, no i alkohol jak jest ognisko, albo grill (piwo, albo wino - ale też bez szaleństw). Zawsze myślałam, że źle jadam - bo po prostu nie ma u mnie regularnych posiłków. Dzisiaj zawiozłam dzieci na 8.00 do szkoły, od 9.00 do 11.00 grałam w squasha bez żadnego śniadania. Wróciłam o 12.00: zjadałam galaretę z mięsem (własnej roboty), dojadałam zupą z dyni i pastą curry. Miałam poczucie, że źle - bo chapsnęłam w locie i pojechałam po dzieci. Poczułam w aucie, że mnie mdli, bo nałykałam się za szybko wszystkiego. Jutro przyjeżdżają 3 koleżanki z przedszkola do córki. Więc dzisiaj o 20.00 robiłyśmy karpatkę - budyń, jaja, mąka, woda, mleko. Z tych składników to mleko, masło i budyń kupione. Jutro będziemy składać masę i ciasto. U mnie problemem w sumie jest kompulsywne jedzenie. Potrafię długo nie jeść, a potem się rzucić na szamę - potem mnie cofa, bo za szybko jem (tak naprawdę to mój największy problem). Ale jednak, jak dzisiaj grałam 2 godziny non stop to nie czułam zmęczenia, a moje wysportowane koleżanki miały już dość - uświadomiłam sobie w rezultacie, że chyba nie jest ze mną aż tak źle. Do wyrzucenia więc z jadłospisu zostają cukry i żółte sery w nadmiarze. Edited October 22 by Amperka 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
JudgeMe Posted October 24 Share Posted October 24 W dniu 22.10.2025 o 23:18, Amperka napisał(a): paszteciki, pierogi z serem, naleśniki, z zup: rosół, na śniadanie jajecznica. Mamy chyba tego samego syna. Jak mnie to denerwuje. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ewelina Posted November 4 Share Posted November 4 (edited) Jeśli mam być szczera widząc tak prezentującego się eksperta w kategorii zdrowia publicznego szeroko pojętego mam ochotę uciekać ile sił w nogach. Filmu obejrzałam maleńki fragment lecz jeśli ta Pani ucieleśnia głoszone sobą prawdy nie spodziewam się fajerwerków. Być może przełamię się i obejrzę całość mimo iż moja w zasadzie nieomylna intuicja krzyczy że stracę czas. Edited November 4 by ewelina 1 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ewelina Posted November 4 Share Posted November 4 W dniu 23.10.2025 o 00:18, Amperka napisał(a): u mnie w domu nie ma tendencji jedzenia zup. Dobrze, że moja babcia tego nie przeczyta . Opowiem anegdotę z życia mojej rodziny. Do około 5 roku życia mieszkałam na wsi- kwestie logistyczne między innymi. Rodzice pracowali, mną i siostrami w dużej mierze opiekowali się dziadkowie. Gotowała głównie babcia, która na śniadanie zawsze, ale to zawsze przyrządzała ZUPĘ. Uważała, że rano należy zjeść coś lekkiego, ciepłego oraz pożywnego zaś zupa w jej mniemaniu nadawała się doskonale, codziennie gotowała inny smak. Od zawsze byłam typem "no breakfast" jednak małą miseczkę zupy byłam w stanie wmusić, choć nieraz w towarzystwie fochów. Zresztą każdy członek rodziny chciał czy nie talerz zupy pokonać musiał, obligatoryjnie. Nawet mój kot jadł bez grymaszenia, za pomidorową wręcz przepadał, Normalną sytuacją było gdy lato w pełnej krasie, żar leje się z nieba zaś ja o porannym czasie siedzę nad miską parującej zupy . Pałeczkę po babci przejęła mama, wprawdzie serwowała już w porze obiadowej ten sztandarowy posiłek i była mniej zasadnicza. Miewałam fazy buntu gdy siedziałam nad talerzem z mordem w oczach projektując dorosłe życie zup pozbawione lecz cukrem płynące . Pamiętam moment gdy wyprowadziłam się od rodziców, ze szczęścia wręcz unosiłam się nad ziemią. Na śniadanie jadłam jogurt albo kanapkę zaś na obiad posilałam się czekoladą, bo czemu nie! Po kilku dniach czułam się fatalnie, bolał brzuch więc potulnie maszerowałam do kuchni gotować ZUPĘ, genów nie wydłubiesz. 1 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Jan Posted November 4 Share Posted November 4 2 godziny temu, ewelina napisał(a): Jeśli mam być szczera widząc tak prezentującego się eksperta w kategorii zdrowia publicznego szeroko pojętego mam ochotę uciekać ile sił w nogach. Filmu obejrzałam maleńki fragment lecz jeśli ta Pani ucieleśnia głoszone sobą prawdy nie spodziewam się fajerwerków. Być może przełamię się i obejrzę całość mimo iż moja w zasadzie nieomylna intuicja krzyczy że stracę czas. Ale że co z nią nie tak? Ona chyba jest już typową babcią na emeryturze? Więc ma odwagę mówić. Gdyby pracowała to tego wywiadu by nie było z obawy o utratę pracy. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ewelina Posted November 6 Share Posted November 6 W dniu 4.11.2025 o 17:52, Brat Jan napisał(a): Ona chyba jest już typową babcią na emeryturze? Tym lepiej, gdyż to oznacza, że tematem zajmuje się wiele lat dzięki czemu efekt masz możliwość ujrzeć w długoterminowej perspektywie. Rezultaty to zawsze prawda pierwszej instancji i w sumie na tym można by zakończyć . Jak dla mnie są tragicznie nieatrakcyjne. Zwróć uwagę choćby na jej skórę, przecież to wszystko wisi, płynie, trzyma na słowo honoru. Wygląd, stan fizyczny zawsze, ale to zawsze stanowi ścisłe odbicie wnętrza, nie tylko w sensie przenośnym lecz przede wszystkim dosłownym. Posiadając rzetelną wiedzę o człowieczej fizjologii wystarczy rzut oka na prezencję by z zadziwiającą szczegółowością określić stan narządów, gruczołów, itd. na jakość funkcjonowania których potężny wpływ wywiera sposób odżywiania. Stan skóry to w prostej linii przełożenie stanu wątroby, która w tym przypadku przedstawia żałosny obraz. Osobiście uważam, że leczyć nie powinni ludzie nie posiadający doskonałego zdrowia, trenerem personalnym nie powinien być człowiek o brzydkiej figurze, stomatologiem zaś osoba o popsutych zębach, itd. Tę zasadę warto ekstrapolować na wszelkie aspekty. Jeśli ktoś zabiera się za głoszenie jak żyć, by być zdrowym, silnym i witalnym przede wszystkim sobą powinien stanowić przykład i wzór, chcę widzieć człowieka, który mnie porwie i zainspiruje, swoją aparycją wręcz wzrok wypala! Generalnie to dobrze, że ta Pani robi cokolwiek, stara się pomóc, coś zmienić, szanuję to i mam świadomość, że wielu ludziom taki poziom wystarczy. Mi personalnie nie wystarcza. 2 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Jan Posted November 6 Share Posted November 6 (edited) 30 minut temu, ewelina napisał(a): Zwróć uwagę choćby na jej skórę, przecież to wszystko wisi, płynie, trzyma na słowo honoru. Wygląd, stan fizyczny zawsze, ale to zawsze stanowi ścisłe odbicie wnętrza, nie tylko w sensie przenośnym lecz przede wszystkim dosłownym. Posiadając rzetelną wiedzę o człowieczej fizjologii wystarczy rzut oka na prezencję by z zadziwiającą szczegółowością określić stan narządów, gruczołów, itd. na jakość funkcjonowania których potężny wpływ wywiera sposób odżywiania. Stan skóry to w prostej linii przełożenie stanu wątroby, która w tym przypadku przedstawia żałosny obraz. A jak ma wyglądać prawie 80 letnia babcia? Pani prof Cichosz ma i inne przemyślenia na temat zdrowej i niezdrowej żywności: https://hurtidetal.pl/article/art_id,322-/kefir-smaczny-i-zdrowy/ Masło do jedzenia, a margaryna na sprzedaż: https://napromed.pl/artykuly/42/profesor-grazyna-cichosz-o-roli-tluszczow-roslinnych-i-zwierzecych-w-zagrozeniu-miazdzyca-i-nowotworami.html https://www.ebooks43.pl/books/29/nie-bojmy-sie-cholesterolu-czyli-wojna-margaryny-z-maslem?page=3 https://www.zdrowedzieci.org.pl/szkodliwe-dodatki-do-zywnosci-wywiad-z-prof-grazyna-cichosz/ https://www.zdrowedzieci.org.pl/czy-sol-jest-szkodliwa-dla-zdrowia-wywiad-z-pania-profesor-grazyna-cichosz/ https://www.gospodyni.com.pl/dzialy/mleko-rowniez-moze-leczyc Jakie składniki mleka są ważne w profilaktyce chorób nowotworowych? Wszystkie, ale najcenniejszymi są: tłuszcz mlekowy, białka serwatkowe (zwłaszcza laktoferyna) i wapń, a poza tym probiotyczne szczepy bakterii mlekowych obecne w niektórych fermentowanych produktach mleczarskich. W odróżnieniu od warzyw i owoców, mleko a zwłaszcza tłuszcz mlekowy, zawiera antyoksydanty lipofilne. Skuteczność produktów mleczarskich w profilaktyce nowotworów polega na współdziałaniu antyoksydantów hydrofilnych (rozpuszczalnych w wodzie) oraz lipofilnych (rozpuszczalnych w tłuszczu) w unieczynnianiu wolnych rodników tlenowych i ich pochodnych. Antyoksydanty lipofilne charakteryzują się wysoką termostabilnością, pozostają aktywne we wszystkich produktach mleczarskich (również mleko UHT i proszek mleczny), a co najważniejsze – aktywne są także w organizmie człowieka. A co z alergizującymi właściwościami białek mleka i nietolerancją laktozy? Problem alergii dotyczy mniej niż 4% dzieci do lat 4 i mniej niż 2% dorosłych. Najczęściej są to osoby, które z różnych powodów nigdy nie były karmione mlekiem matki. Przyczyną alergii jest niesprawny układ odpornościowy. Alergię na białka mleka krowiego można bez problemu zidentyfikować, a mimo to standardem w pediatrii jest zalecanie dzieciom do lat 2 wyłącznie preparatów mlekozastępczych. Ich składniki są zbilansowane zgodnie z zapotrzebowaniem rozwijającego się organizmu. Niestety, nie zawierają tego, co w mleku krowim jest najcenniejsze – tłuszczu mlekowego i jego unikalnych składników o działaniu antyoksydacyjnym, immunostymulującym, antyalergicznym i antynowotworowym. Nie zawierają też kazeiny, z której w procesach trawienia powstają bioaktywne peptydy o działaniu przeciwdrobnoustrojowym, co jest równoznaczne z immunostymulacją. Powyższe video polecam. W ok 19 minucie jest mowa skąd się bierze "choroba szalonych wyborców". Edited November 6 by Brat Jan 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
zuckerfrei Posted November 7 Share Posted November 7 W dniu 22.10.2025 o 22:18, Amperka napisał(a): Mój syn jest bardzo mączny - Mamo, no! Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Przemysław Posted November 7 Share Posted November 7 5 godzin temu, zuckerfrei napisał(a): Mamo, no! Rośnie flepiarz. Szczęki na bułce nie wyhoduje... 1 1 3 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Amperka Posted November 7 Share Posted November 7 (edited) 2 godziny temu, Brat Przemysław napisał(a): Rośnie flepiarz. Szczęki na bułce nie wyhoduje... Jest dla niego jeszcze szansa na rynku matrymonialnym - ostatcznie może robić burdy na mieście, nierozważnie jeździć starym, czarnym BMW po terenie zabudowym, mieć zawiasy i nauczyć się grać cztery akordy na gitarze. I która mu się wtedy oprze... P.S. Dzisiaj miałam gości bezglutenowych. Nic mnie dawno tak nie wyje...ło psychicznie (cytując Jacka ze ,,ślepnąc od świateł") jak pieczenie bezglutenowej malinowej chmurki. Edited November 7 by Amperka Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kiroviets Posted November 8 Share Posted November 8 W dniu 6.11.2025 o 16:57, ewelina napisał(a): Posiadając rzetelną wiedzę o człowieczej fizjologii wystarczy rzut oka na prezencję by z zadziwiającą szczegółowością określić stan narządów, gruczołów, itd. na jakość funkcjonowania których potężny wpływ wywiera sposób odżywiania Widzę 10 lat zbierania tej rzetelnej wiedzy, jak u guru. #rezerwatbawiióczy #absolwętkazberlina Link to comment Share on other sites More sharing options...
Rnext Posted November 16 Author Share Posted November 16 On 11/7/2025 at 8:15 PM, Amperka said: P.S. Dzisiaj miałam gości bezglutenowych. Ale tak w liczbie mnogiej z celiakią? Czy raczej upsychotycznieni medialnie na gluten? 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Amperka Posted November 16 Share Posted November 16 Godzinę temu, Rnext napisał(a): Ale tak w liczbie mnogiej z celiakią? Czy raczej upsychotycznieni medialnie na gluten? Takie dwie babki, rzadko nas odwiedzają, ale były przejazdem. Nie, nie wydziwiały, nawet dziękowały, że tak się do nich dostosowałam. Serio miały celiakie, z tego do mówiły. Ja wcześniej się z tym jakoś nie zapoznawałam, ale tak potem poczytałam, to w sumie ta dieta nie jest wymagającą do przygotowania. Ryż zmieliłam (nie miałam mąki ryżowej), skrobia, mąka kukurydziana. Reszta w sumie bez problemu. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Jan Posted November 17 Share Posted November 17 Spotkałem szynkę od lokalnego producenta ( nie mylić z tłustą świnką pci damskiej ) Wiec ten wyrób wedle tego co ma na etykiecie jest bez fosforanów, konserwantów, glutaminianu. na 100g zużyto 112g surowca. Dodatkowo chów był bez antybiotyków i hormonów wzrostu. A jeszcze dodatkowo wyprodukowany bez GMO. No i tak się zastanawiam czy takie rzeczy w Polszy istnieją, czy moze to zwykła "papka marketingowa" Ktoś ustala jakieś certyfikaty? Na tym wyrobie nie było takowych oznaczeń. Kontroluje ktoś co wymyślą producenci aby podbić cenę? Link to comment Share on other sites More sharing options...
Rnext Posted November 17 Author Share Posted November 17 @Brat Jan a ta szynka była różowa czy szara? Bo jeśli różowiutka, to poniższe jest kłamstwem: 1 hour ago, Brat Jan said: jest bez fosforanów, konserwantów, glutaminianu Inna sprawa, że ja bym nie kupił takiej bez konserwantów Zazwyczaj jest to tzw. peklosól, czyli sól zawierająca azotyn sodu, zabezpieczający przed "jadem kiełbasianym" a przy okazji czyni wędliny "różowymi". 1 hour ago, Brat Jan said: A jeszcze dodatkowo wyprodukowany bez GMO. Mało prawdopodobne, choć możliwe. Po prostu w paszach dla trzody stosuje się soję jako dodatek białkowy. A praktycznie cała soja w handlu jest GMO. No chyba że hodowca kupuje pasze z białkiem z naszych lokalnych strączków (groch, fasola). Ogólnie ciężki temat i mimo, że sam staram się jak najwięcej samodzielnie robić żarcia z bazowych produktów, to obiektywnie aż tyle to nie zmienia. Oczywiście porównując z topowymi jakościowo produktami w sklepach a nie ze szmelcem faszerowanym soją, trifosforanami czy syropami. Da się w sklepach kupić coś w miarę przyzwoitego, tyle że trzeba czytać etykiety, znać ich ograniczenia (producent nie musi całego składu podawać w jawnej formie) no i wiedzieć co się czyta 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Jan Posted November 17 Share Posted November 17 18 minut temu, Rnext napisał(a): Inna sprawa, że ja bym nie kupił takiej bez konserwantów Zazwyczaj jest to tzw. peklosól, czyli sól Ta miała mieć w składzie 2% soli morskiej + cytryniany sodu. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Patton Posted November 19 Share Posted November 19 W dniu 17.11.2025 o 10:44, Brat Jan napisał(a): Spotkałem szynkę od lokalnego producenta ( nie mylić z tłustą świnką pci damskiej ) Wiec ten wyrób wedle tego co ma na etykiecie jest bez fosforanów, konserwantów, glutaminianu. na 100g zużyto 112g surowca. Dodatkowo chów był bez antybiotyków i hormonów wzrostu. A jeszcze dodatkowo wyprodukowany bez GMO. No i tak się zastanawiam czy takie rzeczy w Polszy istnieją, czy moze to zwykła "papka marketingowa" To mi przypomniałeś jak jeden sąsiad robił wędliny z takiego prywatnego chowu (na zamówienia prywatne i dla jakiegoś sklepu). A jako że zieć mu pomagał, to się przy okazji nauczył. I do dziś nie spotkałem takich dobrych wędlin jak od nich, bo nie dawali żadnych świńst itp. Smak był zwyczajnie nie do podrobienia. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Rnext Posted November 21 Author Share Posted November 21 On 11/17/2025 at 12:34 PM, Brat Jan said: Ta miała mieć w składzie 2% soli morskiej + cytryniany sodu. Cytrynian w miarę OK, ale widzisz - ja np. dodaję max 1.6% soli i produkt wędliniarski jest dla mnie już granicznie słony, więc częściej hamuję przy 1.4% soli. Rzecz jasna peklowej. Tutaj przewaga samoróbek jest nie do pobicia. On 11/19/2025 at 7:13 AM, Patton said: To mi przypomniałeś jak jeden sąsiad robił wędliny z takiego prywatnego chowu Sam robię w szynkowarze albo metodą sous vide w próżni. Zaraz zresztą wycjągam drugą połówkę polędwiczki wieprzowej z zamrażarki. Zaleta sous vide - bardzo precyzyjna kontrola temperatury, więc wędlina nie traci soczystości ani nie staje się "przeciągnięta". Rzecz jasna nie każdy ma maszynę do sous vide ale tu z pomocą przychodzi znakomity termometr z sondą. Zresztą taki sprzęcior dostałem w prezencie (prawie przewróciłem się podskakując z radochy) od @H swego czasu i gorąco polecam: Choć i tak pierwsze co nim najlepiej zrobić to kalibrację temperatur piekarnika. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts