Jump to content

Pokłócić się na śmierć


Recommended Posts

Macie wśród swoich najbliższych takie dosłowne przykłady? U mnie już mam. Ponad 25 lat temu jeden z wujków pokłócił się z matką (jakby ktoś się zastanawiał czemu to w sumie jego żona się pokłociła a on stanął po jej stronie, zaskakujace nie?;). Nie odezwali się do siebie już nigdy więcej mieszkając w jednym bliźniaku. Ziarenko nienawiści zasadzili i w dzieciach bo te też dorastając uciely kontakt całkowicie. Reszta rodziny po cichu liczyła, że może na łożu śmierci porozmawiają - niestety nie znaleźli czasu na odwiedziny przez tydzień gdy umierała w szpitalu.

Btw. Można ich spotkać idących za rękę do kościoła przynajmniej raz w miesiącu:)

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Znam, Na wsi gdzie wychowałem się.

Mężczyzna podzielił majątek na swoje dzieci (2 synów) inaczej, niż obiecał. Jeden czuje się mocno stratny.

Rodziny jakie założyli - nie rozmawiają ze sobą, mimo że mieszkają po sąsiedzku - wcześniej ich tereny stanowiły jednolitą własność zmarłego. Kolejne pokolenia, również ze sobą nie rozmawiają. Działki oddziela wysoki mur, łąki przy domach - wysokie pasmo zielonych krzaków iglastych.

 

Ogólnie to na wsi słyszałem o wielu takich konfliktach, wynikających z podziału majątku. Czasem było to wynikiem zaniedbania starszego pokolenia, stwierdzenia "dzieci się dogadają", być może dla spokoju własnego na ostatnie lata życia? Żeby nie obserwować kłótni i sporów o dzielony majątek?

 

W moim przypadku z kolei jest tak, że mam siostrę która wybudowała się (za wsparciem rodziców) na jednej z działek, ich przepisanej. Dostała ten majątek po ślubie gdy miała 21 lat. Ja mam 32 lata i nic nie dostałem głównie dlatego że przeprowadziłem się do miasta, ogólnie to no nietypowo jak na standardy wiejskie poprowadziłem swoje życie. Gdybym został na wsi i tam ożenił się, pewnie coś by mi skapło. Z siostrą nie rozmawiam, jedynie to moze 1-2 razy w roku na święta, nie tylko przez kwestie podziału, lecz ona ogólnie trudną osobą jest, co też po jej relacjach z rodziną i znajomymi widać.

Edited by krzy_siek
  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

Znam, kilkoro rodzeństwa pokłóciło się o jakieś śmieci po zmarłych rodzicach, jakieś ni to pole ni to las, ni to łąka. Nieużytki same zarosły, nikt nigdy nic tam nie zrobił, nienawiść została.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Ja i moja własna matka jesteśmy tego przykładem.

 

Od lat ze sobą nie rozmawialiśmy i nie zamierzam tego stanu rzeczy zmieniać. Moje samopoczucie i kondycja psychiczna w wyniku tego działania drastycznie podniosła się do góry.

 

Przyznam się, że ostatnio może nie tyle pokłóciłem się z siostrą mojej matki, ale zakomunikowałem jej dosadnie, że ma zniknąć z mojego życia. O czym poniżej.

 

Nie wiedzieć czemu, ale przypuszczam, że moja matka czegoś ode mnie chciała, no bo jakże inaczej w przypadku kobiet, moja ciotka postanowiła do mnie zadzwonić i ze mną po kobiecemu porozmawiać. Jak to w przypadku kobiecego "rozumowania" rozmowa była próbą wymuszenia na mnie za pomocą manipulacji oraz wbijania poczucia winy nawiązania kontaktu z matką i pogodzenia się. Nie usłyszałem ani jednego argumentu dlaczego miałbym to zrobić, natomiast usłyszałem całą litanię kobiecych interesów: w tym wypadku chodziło o to, że moja matka jest przecież coraz starsza, że już niekoniecznie zostało jej wiele czasu, że ona mnie potrzebuje, że to tak być nie może, że ona też kłóciła się ze swoimi dziećmi i jakoś dochodziło potem do porozumienia. Na moje pytanie gdzie w tej całej układance jestem ja i moje interesy lub my, czyli ja i moja matka usłyszałem niebezpośrednio, ale w sposób nieco zawoalowany, że to moja wina, że ja jestem sprawcą itd.

 

W tym momencie powiedziałem jej co następuje: tak jak kiedyś powiedziałem twojej siostrze: won z mojego życia tak teraz mówię to tobie. Następnie rozłączyłem się i poblokowałem gdzie się dało.

 

Nie ma to jak wysłać kobietę, aby coś załatwiła, szczególnie ponegocjowała lub przekonała do czegoś XD

 

Z rodziną tylko na zdjęciu.

Edited by Krugerrand
  • Like 8
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

U mnie też jest taki przypadek w bliskiej rodzinie w sumie, mniejsza o szczegóły. W kilkoro rodzeństwa od ok. 15 lat czyli od śmierci swoich rodziców, jest pokłócone. Poszło standardowo jak w wielu przypadkach o zachowek, i o wzajemne pretensje córki zmarłej do synowej zmarłej, że jej co dzień obiad przynosiła, podczas gdy córka raz na ruski rok coś przyniosła i wiele różnych podobnych, było tego tyle, że po tylu latach ciężko sobie nawet przypomnieć o co komu chodziło, ale efekt pozostał do dziś. Ciekawe natomiast jest to, że jeden z synów mieszkający po sąsiedzku wraz z żoną (synową od obiadów) zostali czarnymi owcami w rodzinie. Do wymienionego syna były pretensje od reszty np. o to, że zainstalował ojcu barierkę przy schodach w domu, żeby się nie przewrócił ze schodów, cała reszta miała pretensje, że nic nie powiedział o tym, ale nikt z pozostałych na to nie wpadł. xD, jego żona gotowała obiady co dzień bo seniorzy już nie dawali rady z tym. Masę podobnych sytuacji było. 

 

Do tego seniorzy byli manipulowani przez jednego z synków za życia jeszcze, że akurat jemu przepisali to i to, a kij wie co tam jeszcze w tle było o czym nie wiadomo do dziś. Finalnie nie było żadnego testamentu, a seniorzy zmarli w ciągu 6msc, jedno po drugim.

 

Niestety powiedzenie z rodziną to tylko na zdjęciu nie bierze się znikąd, szczególnie jak chodzi o jakiś majątek, nawet niewielki. 

  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Magos Dominus napisał(a):

Mam takie w mojej dalszej rodzinie. Poszło o zachowek.

 

39 minut temu, DOHC napisał(a):

Znam, kilkoro rodzeństwa pokłóciło się o jakieś śmieci po zmarłych rodzicach, jakieś ni to pole ni to las, ni to łąka.

 

8 minut temu, Jorgen Svensson napisał(a):

Poszło standardowo jak w wielu przypadkach o zachowek, i o wzajemne pretensje córki zmarłej do synowej zmarłej,

cytat-16842-1-niccolo-machiavelli.webp

 

 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Ehh jak tak czytam Wasze wypowiedzi, i przypominam sobie swoją sytuację rodzinną i ekonomiczną, to widzę jakiego pierdolnika uniknąłem. Gdyby zamiast iść na studia i potem swoje rzeczy robić, zostałbym "na gospodarce" u rodziców, miałbym przejebanie, rodzina wchodząca na głowę, ojciec nieskory do modernizacji gospodarki (przekonanie o słuszności "tradycyjnego" małorolnego gospodarstwa), bycie zależnym, mieszkanie na zadupiu, brak rozwoju, ciągle ktoś coś pierdoli. W sumie jeszcze na pierwszych 2 latach studiów miałem takie niezapomniane wrażenia, gdy na wakacje zjeżdżałem na wieś. Od 3-ciego roku już zostawałem na staże/prace.

  • Like 1
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

Kuzyn sprowadzil pod dach szona . Jak tylko urodzila 2go bachora natychmiast kazala mu wymusic na matce przepisanie 1 pietra na nia . 🙃 Zaraz po podpisamiu papierow zaczela sugerowac tesciowej ze powinna tez przepisac swoja czesc( a jest jeszcze jeden syn do podzialu 😂) poki jeszcze zyje ale tym razem sie nie zgodzila . No i kazala kuzynowi  sie do niej nie odzywac i nawet patrzec na dzieciaki . I tak juz chyba z 5 lat minelo 😆 A szon jak to szon ma za duzo czasu ( matka polka ) bo nie pracuje i zacza ostatnio gdzies jezdzic po wiosce i skakac po cootasach . Tak przynajmniej sasiedzi gadaja , co mnie wcale nie dziwi .

Edited by thyr
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

Z tego co piszecie to wynika to najczęściej z powodu żalu o nierówne traktowanie odnośnie podziału majątku itp. W tym przypadku co opisuje to dom budowali na dzialce, która dostali w darowiznie od tejże matki. Może ja mam miętkie serduszko ale nie wyobrażam sobie, że za ścianą mam matkę, której wiem, że zostało niewiele życia i udaje, że jej nie ma. Pomijam oczywiście jakieś patologię, gdzie ktoś się znęcał psychicznie czy fizycznie albo po prostu miał w dupie.

Link to comment
Share on other sites

U mnie dalszą rodzina, raz czy dwa widziałem żonę jednego z bohaterów chyba tylko. Dwaj bracia, jedno z większych miast Polin. Też pokłóceni o majątek. Z tego co słyszałem - o śmierci rodziców czy jednego z nich - dowiadywali się od osób trzecich.

 

 

Wuj, okolice mojej piwnicy. Tu przyczyną była raczej choroba psychiczna. Nie pogodził się przed śmiercią ze swoim rodzeństwem. Przed pogrzebem nie podszedł do trumny się pożegnać.

 

 

Dwóch bliźniaków. Jeden odbija drugiemu " himalajkę". Ten " przegrany" tonie w %%. 

Edited by Kiroviets
  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Siostra od strony mojej mamy, razem ze swoim mężem i dziećmi (wszyscy urodzeni w Polsce) wyjechali za granicę, tak dobre 30 lat temu. Wiedli tam przednie życie jak na tamte czasy. Niestety coraz mocniej zachłyśnięci dobrobytem na zachodzie, kompletnie olali bliską rodzinę z Polski. Finalnie przed rozłamem, tak raz na rok udawało im się z bólem trafić do ojczystego kraju. Posiedzieli 1 dzień i spadówa. Akurat na podróże po świecie mieli dosyć czasu.

Doszło w końcu do sytuacji, że siostrę nie obchodził kompletnie już nawet los swoich własnych rodziców. Gdzie w tym czasie moja mama (i bliska rodzina tutaj na miejscu) poświęcała sporo czasu i nerwów przy opiece nad ich starszymi rodzicami. 

Po śmierci mojego dziadka. Siostra wpadła na genialny pomysł przebudowy całego mieszkania pod przyszłą jego sprzedaż, tzn. "polepszenie warunków mieszkania dla babci ;)".

Wciąż mieszkała tam moja babcia, która po stracie męża nie czuła się już dalej stabilna psychicznie. Potrzebowała opieki.

Dodatkowo ten remont, a szczególnie naruszenie całej prywatnej przestrzeni moich dziadków położył moją babcię już... niestety dosłownie do grobu. 

Taki najwidoczniej był cel siostry.

 

Na pogrzebie ojca, jeszcze się chyba siostra zjawiła. 4 lata później na pogrzebie matki, już nie.

 

Na koniec, siostra mojej mamy zażądała przeważającej części spadku po rodzicach. Dokładnie przeważającej większości zysku ze sprzedaży mieszkania, bo przecież zrobili remont.

Czyste skur... i to względem własnych rodziców i rodziny. 

Od tego zdarzenia kontakt jest zerwany. Nie mam już cioci, wujka i kuzynostwa. Moja mama nie ma siostry.

  • Like 2
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

Mam dwie ciotki, obie pierdolnięte .. jedna bardziej i agresywniej druga mniej. Pokłóciły się i nasłuchałem się jaka to jedna jaka to druga...

Nie odwiedzają się, nie gadają itp i obgaduje jedna drugą przed rodziną...

 

Przychodzi Wszystkich Sw. Syn cioci jednej zachorował ... Nie miał kto targac zniczy i kwiatów... Wiecie co zrobiła? Zadzwoniła do drugiej że razem mogą iść pod pachę na cmentarz i roznieść znicze. Jak powiedziała tak zrobiła, za rączkę na cmentarzu i psi psi haha kurwa... Jak przychodzi potrzeba to nie ma kłótni na śmierć.. 

Link to comment
Share on other sites

6 minut temu, Dzingolo napisał(a):

Mam dwie ciotki, obie pierdolnięte .. jedna bardziej i agresywniej druga mniej. Pokłóciły się i nasłuchałem się jaka to jedna jaka to druga...

Nie odwiedzają się, nie gadają itp i obgaduje jedna drugą przed rodziną...

 

Przychodzi Wszystkich Sw. Syn cioci jednej zachorował ... Nie miał kto targac zniczy i kwiatów... Wiecie co zrobiła? Zadzwoniła do drugiej że razem mogą iść pod pachę na cmentarz i roznieść znicze. Jak powiedziała tak zrobiła, za rączkę na cmentarzu i psi psi haha kurwa... Jak przychodzi potrzeba to nie ma kłótni na śmierć.. 

Też takie akcje w rodzinie mam no i, przynajmniej u mnie, oceniam że te baby takie konflikty 'o nic' sobie wymyślają żeby zwrócić na siebie uwagę.

Ciotkami raczej niewielu się interesuje, wujek coś tam jeszcze może doradzi, pomoże, na coś się przyda, ciotki mogą czuć się pominięte, zapomniane, to sobie wymyślają takie konflikty.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, Dzingolo napisał(a):

Jedna po rozwodzie

= rozżalona na świat, obarcza winą za swój los otoczenie

Godzinę temu, Dzingolo napisał(a):

druga panna

=zdziczała xd

 

Oczywiście upraszczam, nie każda jest taka, niemniej rozwód i samotność odbija się na psychice.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Znam wiele takich historii, nawet nie będę podawał pojedynczych przykładów. Za każdym z tych które znanym stoi obca kobieta. Sytuacja wygląda tak. Syn się żeni. Synowa przez pierwsze miesiące, czasem lata wytrzymuje ale do czasu. Zaczyna skłócać męża z jego rodzicami, rodzeństwem. Przeważnie domaga się majątku. Oczywiście zawsze szantażuje dziećmi, że jak nie będą robić po jej myśli to dzieci nie zobaczą. Stopniowo oddziela męża od rodziny i znajomych z jego strony. Naturalnie jej rodzina i znajomi są super. 

 

U mnie samego będzie podobnie. Żona wytrzymała 17 lat. W tym roku byliśmy u moich rodziców w wakacje, zaczęło się od darcia ryja żony na syna że nie chce jeść śniadania. W sumie powód z dupy ale jak ktoś szuka powodu do kłótni to i ten dobry. No to drze tego ryja. Ja jej mówię żeby przestała drżeć ryja a ona jeszcze bardziej. W końcu moja matka nie wytrzymała i mówi żeby szanowała dom którym jest. No i się zaczęło. Wybuchło. Wyzywały się nawzajem i z domu wyrzucały... 

 

Po fakcie mówię do niej

- coś ty kurwa narobiła? Co ci do tego pustego łba przyszło? 

- to nie moja wina. Ja nic nie zrobiłam. To wina twojej matki...

 

Najlepsze że teraz już zagaduje do mnie - a na święta to co będziemy robić? Możemy tym razem zostaniemy w domu i nigdzie nie pojedziemy? 

 

Narobiła idiotka gnoju a teraz się boi jechać. Jak zwykle chce żebym to ja rozwiązywał problem który sama zrobiła. 

 

Kobiety są bardzo toksyczne, potrafią zniszczyć wiele. 

 

 

 

 

  • Like 8
  • Sad 3
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, RealLife napisał(a):

Stopniowo oddziela męża od rodziny i znajomych z jego strony. Naturalnie jej rodzina i znajomi są super. 

Ja przeprowadziłem się wiele kilometrów od mojej rodziny do miasta gdzie nikogo nie znałem. Mam 32 lata obecnie. Na razie chcę jeszcze randkować z różnymi kobietami, bo późno zacząłem życie damsko-męskie, poświęcając się pracy i zarabianiu. Ale w ciągu roku-dwóch, chciałbym poznać kogoś już do stałego związku i tutaj założyć rodzinę. Jestem świadomy tego, że przez to że rodzina jest na drugim końcu Polski można powiedzieć, a ja tutaj nie mam zbyt wielu bliskich znajomych, to jestem trochę na przegranej pozycji, poznając powiedzmy kobietę "stąd' która tutaj ma rodziców, rodzinę, znajomych z wielu lat. Ciężka sprawa. Muszę popracować nad rozbudowaniem kręgu socjalnego, ale w sumie nie wiem za bardzo jak. Robię różne aktywności socjalne (rower, chodzenie, zacznę morsowanie), ale znajomości które tu poznaję to ograniczają się tylko do tych aktywności. Tym bardziej z mężczyznami - tutaj to konkrety, jak gdzieś dojść, coś w rowerze zreperować, kto czym się zajmuje itd., z kobietami można o pierdołach więcej pogadać. No i przydałyby mi się takie męskie znajomości, do których można byłoby się zwrócić jak ma się problem, gorszy dzień, chce się poradzić, wygadać. Mam tylko jednego takiego gościa, z zagranicy, przez co trochę nie w pełni obytego z tutejszymi realiami, ale w porządku człowiek któremu ufam, ale i tak wszystkiego nie powiem.

Chodzi mi o to, że facet, jak ma jakiś problem, nie wiem rodzina się rozpada, działalność podupada, to raczej jest zostawiony sam sobie. 

Jakbym kiedyś miał żonę i dzieci i żonka zaczęłaby coś kombinować i szantażować dziećmi, to byłbym w tym sam, musiałbym sobie sam radzić. 

 

Kobiety mają łatwiej, bo powiedzmy idą na wycieczkę rowerową, poznają się wymieniają kontaktami i potem chodzą na kawki i domówki, co jest skupione na samych 'ploteczkach' - u mężczyzn coś takiego nie przejdzie.

Link to comment
Share on other sites

7 hours ago, krzy_siek said:

Kobiety mają łatwiej, bo powiedzmy idą na wycieczkę rowerową, poznają się wymieniają kontaktami i potem chodzą na kawki i domówki, co jest skupione na samych 'ploteczkach' - u mężczyzn coś takiego nie przejdzie.

 

Kobiety mają zdecydowanie łatwiej z nawiązywaniem znajomości między sobą ale jakość tych przyjaźni jest wątpliwa. One wzajemnie się obgadują, są fałszywe względem siebie, próbują wywołać u siebie nawzajem zazdrość. Okłamują się i są  nie szczere. Najpopularniejszy przykład - dwie koleżanki - jedna gruba, druga szczupła. Ta gruba założyła sukienkę i wygląda jak salceson w przyciasnym jelicie a na to szczupła mówi - Haniu, jak ty pięknie wyglądasz! 

A to tylko sukienka. Jak chodzi o faceta, wakacje, dom, dziecko to tam jest zazdrość pomiędzy kobietami jest ogromna. Tylko dzięki swojej "mocnej" psychice utrzymują takie znajomości. 

 

Ja po 30stce przeprowadziłem się o 450 km od moich rodzinnych stron i też nie miałem znajomych w nowym mieście. Nadal ich nie mam :), ale to maja świadoma decyzja. Natomiast zauważyłem że najłatwiej męskie przyjaźnie zawiera się w pracy. Dopóki się razem pracuje to wiadomo, że nie o wszystkim prywatnym można pogadać ale bywa tak że prace się zmieni a wówczas dobry kolega zostaje z poprzedniej pracy. Ważne tylko żeby przyjaźń była oparta na wspólnych zainteresowaniach, poglądach politycznych, i podobnym podejściu do życia w nie na tylko na tematach firmowych bo wówczas wraz z odejściem z firmy taka przyjaźń nie przetrwa. 

 

7 hours ago, krzy_siek said:

Chodzi mi o to, że facet, jak ma jakiś problem, nie wiem rodzina się rozpada, działalność podupada, to raczej jest zostawiony sam sobie

 

Po to jest poduszka finansowa, czyli 6 miesięcznym pensji netto. To lepsze zabezpieczenie niż każdy kolega. 

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, RealLife napisał(a):

Ja po 30stce przeprowadziłem się o 450 km od moich rodzinnych stron i też nie miałem znajomych w nowym mieście. Nadal ich nie mam :), ale to maja świadoma decyzja.

Ja też po 30stce, też mniej więcej taka odległość, no i z brakiem znajomych to nie jest to moja świadoma decyzja tylko zwykłe koleje życia, ja nie szukam kolegów na siłę a kazdy ma swoje sprawy, rodzina, praca, zainteresowania. Co najwyżej to ostatnie czasem się przetnie, ale poza zainteresowania, tak jak pisałem, znajomość raczej nie wyjdzie.

Ja od drugiej strony pamiętam, jak przed przeprowadzką jeden gość starszy ode mnie, taki jakby przytloczony życiem i szczerze mówiąc mało obrotny, zaproponował że można kiedyś wypaść na piwo, no i ja sam miałem od razu takie odczucie, że w sumie to po co mi znajomość z nim. Może to błędem było.

A z poprzednich prac/zajęć mam kilka znajomosci i czasem piszemy na czacie grupowym co tam u kogo. Ale żeby dzwonić albo jeździć do siebie to już nie bardzo (odległość, własne życie).

Co do poduszki finansowej to zgadzam się, to już mam, chciałbym też mieć krąg socjalny, czasem czlowiek potrzebuje się poradzić czy coś.

Link to comment
Share on other sites

40 minut temu, krzy_siek napisał(a):

jeden gość starszy ode mnie,

Uguem to starsi są bardziej chętni do socjalizacji.

Mój młody w dużym mieście to ni hu hu z pracownikami w jego wieku. Dopiero 30,40+ jakieś piwo, grill czy wyskok na miasto.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Temat znajomości jest mega rozległy z tego względu że takich osób co możesz zadzwonić z każdym problemem jest zazwyczaj garstka w życiu każdego. Mnie rozjebala kiedyś akcja gdzie znajomy miał tysiące osób na faceboku a z problemem dzwonił do mnie, do ducha bez facebooka i insta... Grunt mieć znajomych na poziomie, nie takich co pchają w dol, ja mam z 2-3 takich co można liczyć zawsze, reszta to raczej tylko do chwilowego pogadania. No i tacy znajomi co dają tyle ile od ciebie dostają a nie tylko biorą... 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.