Jump to content

Czekać, nie czekać... w ogóle co jest ze mną nie tak


Recommended Posts

Czołem.

 

Chcę to opisać, poradzić się, może wyżalić na samego siebie, przyjąć coś, co mnie zresetuje. Bo pytanie postawione w temacie chyba nie jest od czapy.

Na forum od lat, głównie jako czytelnik, kiedyś wrzuciłem moją historię patch-worku. Bo od 10 lat jestem samotnie wychowującym ojcem trójki dzieci,

matka alkoholiczka poszła sobie. Generalnie traumy, ale dawno zaleczone.

 

Ale że mam łeb na karku, poradziłem sobie z tym, kupiłem duży dom, mam dobrą i dochodową pracę, stanowisko managerskie, aparycję nienajgorszą, chociaż wchodzę powoli do tzw. silversów (wiek 40+). Nieskromnie powiem, że inteligencji, w tym emocjonalnej mi nie brakuje (co jest pewnym przekleństwem, ale może to wyjdzie później).

Na pewno ten zestaw robi wrażenie na kobietach, tzn. wiem, że robi, ale umiem też z nimi postępować, też w dużej mierze dzięki bytności tutaj. Moje przekonanie - kobieta jest tylko dodatkiem do szczęścia. 

 

No ale co z tego... ja w to naprawdę wierzę i staram się żyć z tym w zgodzie. Jak wychodzi natomiast w praktyce - związek, za związkiem, panna za panną. Najpierw jeden patch-work (przez rok udany, później panienka okazała się typem narcyza). Póżniej jakieś przelotne FWB, jeden wyjątkowo wyczerpujący energetycznie, w zasadzie ani chwili bez kobiety. Dalej - kolejny patch-work, trwał 4 lata. Też w sumie udany, ale rozpadł się z różnych względów, chyba temat na inną opowieść. Te wszystkie historie mnie jednak zmęczyły, miałem naprawdę mocne postanowienie - żadnych kobiet do odwołania. I pamiętam moją - krótką bardzo - radość i ulgę z tego stanu, to było mniej więcej latem tego roku. Inwestowałem w pełni w swoje pasje, w siebie, w czas z dziećmi. No i co? I znowu.... Wspomniałem w innym wątku o tej kobiecie, coś dot. kobiet-sigma. Chyba mogę to przyznać, że żadna kobieta nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ona. Nie wpadłem od razu, ale powolnym procesem następowała jakaś niesamowita więź między nami, nie będę szukał innych słów, niech zostanie - bratnia dusza.

 

Przy czym ona lojalnie mówiła i stopowała zapędy - to nie ten czas. Rzeczywiście nie, ma bardzo dojrzałą postawę, we wszystkim, ale tutaj - rozliczenia się z niepozamykanych spraw, emocji, trudnych, z przeszłości. Ale kontakt był intensywny, w tym seks, przytulanie, ale raczej w "chwilach słabości", tak cały czas rama - spokojnie, wspólne rozmowy, spotkania. I to było dobre podejście. Tyle, że ja zacząłem raczej nieświadomie dążyć, żeby zbudować tutaj coś trwałego, coś głębokiego, ważnego i wyjątkowego. Bo to ma taki potencjał, ona też to przyznaje, to po prostu czuć. Na bazie takich dążeń, zbudowałem sobie jakiś wydumany obraz wspólnej przyszłości, w który zacząłem głęboko wierzyć. Poświęcałem jej mnóstwo czasu, energii, zaangażowania - ona mi też, ale z większą emocjonalną dojrzałością - co sprawiało mi niesamowitą przyjemność. Taka moja księżniczka do kochania, taka moja... 

 

Ale co się wydarzyło, co przeoczyłem i czego skutki teraz boleśnie odczuwam - ona wspomniała wiele miesięcy temu, że jej były facet jest jej przyjacielem. No zajebiście czerwony alert. Ale nie wiem, wtedy mnie to nie obeszło, bo nie miałem wobec niej planów związkowych, a tym bardziej uczuciowych. Co jednak dalej - ta "przyjaźń" nie przeszkadzała, jej zachowanie, autentyczne, szczere, otwarte, lojalne - nie wzbudzało nic negatywnego. Nawet tłumaczyła to, co trafia do mnie - że stawia na wartościowe relacje jakie by nie były i faktycznie, jej grono znajomych to mała grupka raptem. Ale - tenże "przyjaciel" nie tak dawno temu zamknął przed nią z impetem drzwi. To przecież się musiało stać prędzej niż później, rozstanie bez rozstania w końcu do tego doprowadzi. Tu jednak cała misterna układanka się sypie - ona wpada w rozpacz, przyznaje szczerze, że rozstanie było słuszne, ale jednak jakaś część serca jest przy nim, że pozostała pęknięta nie jest gotowa na coś nowego, że czuje wszystko to, co się czuje gdy rozstajesz się z kimś po wielu latach, że to była prawdziwa miłość.

 

Zachowując cały swój prawdziwy autentyzm to przyznaje, mówiąc jednocześnie, że musi przejść tą żałobę, zanim będzie gotowa na nowe. Nie zamyka przede mną drzwi, zostawia mocno uchylone, widzi i czuje więź, zrozumienie i energię między nami. A ja? A ja się kurwa rozsypałem jak dziecko. Nie chcę tego przyznać, ale nie wiem czy inaczej to mogę określić jako nieszczęśliwe zakochanie. Do którego sam doprowadziłem, nie mam dużo pretensji do niej, ona była spójna, dojrzała, odpowiedzialna, to mnie poniosło. A że nieba uchylałem, kto by z tego nie chciał chociaż trochę skorzystać. co dawało mi kolejną energię do rzeczy naprawdę imponujących.

 

I dzisiaj nie wiem co robić. Tamta relacja jest z dużym prawdopodobieństwem skończona na serio. Ona mówi - dajmy sobie czas, ale nie mówi poczekaj na mnie, co ma sens i znowu jest odpowiedzialne. A ja jestem w rozsypce, odczuwam żal, złość, zawód, smutek, porażkę - no jakbym spadł z wysokiego piętra. Na które wlazłem z własnej inicjatywy. I nie wiem czy uciekać, czy przetrwać. Czy zaufać czasowi, czy iść naprawdę w inną stronę. Ale - kiedy ona przejdzie tą żałobę, jest ogromna szansa na zbudowanie relacji mądrej, dojrzałej, mam wrażenie na długo, jeśli nie na zawsze. Mam to odpuścić? Obwiniać ją? Ale ona sama przy swojej wierze w wartościowe relacje nie wiedziała, że trwanie z tym swoim byłym w przyjaźni to jakiś dziwny konstrukt, który nie mógł się dobrze skończyć. On miał swoje panny, faktycznie żyli jak przyjaciele. Ale nie rozstali się należycie, to się dzieje dopiero teraz.

 

Co o tym wszystkim sądzicie?

Czy ja szukam na siłę szczęścia, gubię się w swojej sferze emocjonalnej?

Czy to zwykłe, ludzkie jednak? Uciekać, czy trwać? Ale oba wyjścia wydają się bolesne... 

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

U niej byłeś cały czas na orbicie, a nie numerem jeden który ona teraz "opłakuje". Jej jak to nazywasz dojrzały dystans to nic innego jak "robak czekaj na swoją kolejkę". Oczy ci pizdą zarosły, naćpałeś się endrofin emocjonalnych i teraz masz zejście jak narkoman bo ujrzałeś jaka rzeczywistość. 

 

Nie ma czegoś takiego jak zodiakalna prawdziwa miłość są tylko wizje które ludzie sobie wgrywają.

 

 

  • Like 6
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, smerf napisał(a):

U niej byłeś cały czas na orbicie, a nie numerem jeden który ona teraz "opłakuje". Jej jak to nazywasz dojrzały dystans to nic innego jak "robak czekaj na swoją kolejkę". Oczy ci pizdą zarosły, naćpałeś się endrofin emocjonalnych i teraz masz zejście jak narkoman bo ujrzałeś jaka rzeczywistość. 

 

No właśnie.. A prosiłem ją tylko o jedno - żebym nigdy nie był opcją B. Na co usłyszałem "nigdy nikogo nie traktuję jako opcję"... Tylko w jej logice to zdanie może mieć sens.

  • Haha 3
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

Teraz, Czester napisał(a):

No właśnie.. A prosiłem ją tylko o jedno - żebym nigdy nie był opcją B. Na co usłyszałem "nigdy nikogo nie traktuję jako opcję"... Tylko w jej logice to zdanie może mieć sens.

 

A co ci miała powiedzieć? Oczekujesz szczerości od kobiety co jedzie na dwa fronty? Pobawiłeś się spoko tylko po co się angażujesz?

  • Like 7
Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, smerf napisał(a):

 

A co ci miała powiedzieć? Oczekujesz szczerości od kobiety co jedzie na dwa fronty? Pobawiłeś się spoko tylko po co się angażujesz?

 

No właśnie, po co ! Już w temacie zadałem to pytanie...  

Link to comment
Share on other sites

30 minut temu, Czester napisał(a):

Ale - kiedy ona przejdzie tą żałobę, jest ogromna szansa na zbudowanie relacji mądrej, dojrzałej, mam wrażenie na długo, jeśli nie na zawsze.

 

Zobacz stary co ty sobie wgrywasz... a chyba dobrze wiesz co u kobiety znaczy potrzebuje czasu i przestrzeni. 

 

Ja uważam że nie ma sensu angażować się w coś co może się w każdej chwili zerwać, a takie właśnie są dzisiaj kobiety.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

12 minut temu, smerf napisał(a):

 

Zobacz stary co ty sobie wgrywasz... a chyba dobrze wiesz co u kobiety znaczy potrzebuje czasu i przestrzeni. 

 

 

Z jednej strony sam czuję jak to idiotyczne jest. Z drugiej mam powody tak myśleć.... Albo jestem totalnie zagubiony w swoich emocjach

Link to comment
Share on other sites

55 minut temu, Czester napisał(a):

coś dot. kobiet-sigma. Chyba mogę to przyznać, że żadna kobieta nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ona.

 

55 minut temu, Czester napisał(a):

ona wspomniała wiele miesięcy temu, że jej były facet jest jej przyjacielem

 

55 minut temu, Czester napisał(a):

Tu jednak cała misterna układanka się sypie - ona wpada w rozpacz, przyznaje szczerze, że rozstanie było słuszne, ale jednak jakaś część serca jest przy nim, źe pozostała pęknięta nie jest gotowa na coś nowego, że czuje wszystko

Czytaj miedzy wierszami kolego. Laska robi na tobie porujące wrażenie bo może jest ogarnieta, pewna siebie i zdeterminowana. 

Czemu? Bo potrzebuje Ciebie żeby wzbudzić zazdrość w exie na którym tak na prawdę jej zależy. Ona nie jest żadną sigmą tylko manipulatorką, która tak gra. 

Są dwa scenariusze - ona jest z nim i on ją tylko puka. Ona chce coś więcej ale on nie, wiec ona szuka kogoś (ciebie) żeby wzbudzić w nim zazdrość i go złapać ale nie udaje się.

Ona faktycznie z nim nie jest i są kolegami ale nadal coś od niego chce i pojawiasz się ty. Macie trójkąt w którym ty jesteś frajer.

 

58 minut temu, Czester napisał(a):

Tamta relacja jest z dużym prawdopodobieństwem skończona na serio

Serio? Laska cię w chuja ładuja a ty ją usprawiedliwiasz?

Nie tamta relacja nie jet skończona, ona jest w nią emocjonalnie zaangażowana a ty jesteś pocieszyciel, zapchaj dziura, inna gałąż w razie czego.

59 minut temu, Czester napisał(a):

Mam to odpuścić?

Tak, rzadko kiedy komuś mówie wprost co ma robić ale w tym wypadku stałeś się ofiarą laski która Cię oszukała. 

 

Godzinę temu, Czester napisał(a):

Uciekać, czy trwać? Ale oba wyjścia wydają się bolesne... 

Nie uciekać, zebrać resztki godności z ziemi i zakończyć tą farsę. Serio chcesz swoim dzieckom przekazywać takie wartości? Kobieta można Cię ładować jak chce (prawdopodobnie być pukana w miedzyczasie przez innego) a ty masz udawać, że nic się nie dzieje?

 

Moja dobra rada -> jak coś jest nie jasne i oszustwem na początku to cała relacja taka będzie. 

  • Like 6
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

@Czester z twojego postu az wali tesknota za czyms, czego nigdy nie miales. Zatrzymaj sie, usiadz w ciszy przed kartka czy klawiatura i przeanalizuj wszystkie swoje zwiazki, czego od nich oczekiwales, co dostales, czego nie, dlaczego sie rozpadly. Mysle, ze jakas czesc ciebie pragnie czegos co dostaje tylko w relacji i sie wtedy uaktywnia. Cos co ugrzezlo w przeszlosci i teraz tego pragnie i ciagnie z relacji z innymi. Pomysl nad tym przez ten pryzmat, bo nie chce ci niczego narzucac, ale najbardziej uderzylo we mnie to stwierdzenie.

 

59 minut temu, Czester napisał(a):

A ja się kurwa rozsypałem jak dziecko. Nie chcę tego przyznać, ale nie wiem czy inaczej to mogę określić jako nieszczęśliwe zakochanie. Do którego sam doprowadziłem, nie mam dużo pretensji do niej, ona była spójna, dojrzała, odpowiedzialna, to mnie poniosło. A że nieba uchylałem, kto by z tego nie chciał chociaż trochę skorzystać. co dawało mi kolejną energię do rzeczy naprawdę imponujących.

 

Po prostu przeczytaj to jeszcze raz sie zastanow co to znaczy w twoim kontekscie.

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Hej, przeżywała żałobę uprawiając seks z tobą- kurwa ja żałobę przeżywam po śmierci a nie po rozstaniu.... i chodzę w czarnym no ale są różne kultury. 

Słowa twojej muzy i bratniej duszy są tyle warte ile słowa polityków. Ogarnij się stary i myśl głową a nie hujem. 

Edited by Dzingolo
  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

5 godzin temu, Czester napisał(a):

zacząłem raczej nieświadomie dążyć, żeby zbudować tutaj coś trwałego, coś głębokiego, ważnego i wyjątkowego

Jesteśmy tak skonstruowani, że zwykle kobieta to „strażniczka” sypialni, a mężczyzna - „strażnik” relacji. Czyli - o stworzenie relacji z Tobą to ONA powinna zabiegać. To JEJ czas biologiczny szybciej się kurczy.

 

5 godzin temu, Czester napisał(a):

Moje przekonanie - kobieta jest tylko dodatkiem do szczęścia. 

Nie wierzę. Powtarzasz, a nie wdrażasz w praktykę.

 

5 godzin temu, Czester napisał(a):

Taka moja księżniczka do kochania, taka moja... 

Oj, wzruszające. W rolach głównych Agnieszka Dygant i Borys Szyc. W kinach na gwiazdkę. Ogar, stary.
 

5 godzin temu, Czester napisał(a):

mam łeb na karku, poradziłem sobie z tym, kupiłem duży dom, mam dobrą i dochodową pracę, stanowisko managerskie, aparycję nienajgorszą, chociaż wchodzę powoli do tzw. silversów (wiek 40+).

Bez przesady, żadna to jeszcze starość. To Twój czas, człowieku. Brawo za ogarnięcie. Tej pani już dziękujemy. Niech ją przyjaciel pociesza.

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu, Czester napisał(a):

chociaż wchodzę powoli do tzw. silversów (wiek 40+).

1 raz spotykam się z takim określeniem "wieku średniego"...

 

Aaaa chodzi o srebro we włosach....

Załapałem :D

Edited by Brat Jan
  • Thanks 1
  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

47 minut temu, Brat Jan napisał(a):

1 raz spotykam się z takim określeniem "wieku średniego"...

 

Aaaa chodzi o srebro we włosach....

Załapałem :D

 

Tak, gdzieś to ostatnio słyszałem i spodobało mi się 😉

7 godzin temu, calltoaction napisał(a):

Czytaj miedzy wierszami kolego. Laska robi na tobie porujące wrażenie bo może jest ogarnieta, pewna siebie i zdeterminowana. 

Czemu? Bo potrzebuje Ciebie żeby wzbudzić zazdrość w exie na którym tak na prawdę jej zależy. Ona nie jest żadną sigmą tylko manipulatorką, która tak gra. 

Są dwa scenariusze - ona jest z nim i on ją tylko puka. Ona chce coś więcej ale on nie, wiec ona szuka kogoś (ciebie) żeby wzbudzić w nim zazdrość i go złapać ale nie udaje się.

Ona faktycznie z nim nie jest i są kolegami ale nadal coś od niego chce i pojawiasz się ty. Macie trójkąt w którym ty jesteś frajer.

 

Tak to wygląda na pierwszy rzut. Ale serio, nie ma opcji trzeciej, że traktuje, traktowała go jak swojego przyjaciela? No przecież to nie jest takie nienaturalne, są ludzie, są kobiety kierujące się logiką, rozsądkiem, głębszą wartością niż niekończące się rozgrywki emocjonalne. I tak jak nie podważam tego co piszesz, znam to zbyt dobrze też ze swojego doświadczenia i miliona wątków tutaj, tak jednak uważam, że to jest generalizowanie i wrzucanie ich wszystkich do jednego wora. Czy to ta o której piszemy, czy sporo innych spotkanych kobiet w moim życiu (nie partnerek) kieruje się zasadami, wartościami, altruizmem, empatią, lojalnością czy wrażliwością na drugiego człowieka, w tym swojego partnera.

 

7 godzin temu, Pater Belli napisał(a):

@Czester z twojego postu az wali tesknota za czyms, czego nigdy nie miales. Zatrzymaj sie, usiadz w ciszy przed kartka czy klawiatura i przeanalizuj wszystkie swoje zwiazki, czego od nich oczekiwales, co dostales, czego nie, dlaczego sie rozpadly. Mysle, ze jakas czesc ciebie pragnie czegos co dostaje tylko w relacji i sie wtedy uaktywnia. Cos co ugrzezlo w przeszlosci i teraz tego pragnie i ciagnie z relacji z innymi. Pomysl nad tym przez ten pryzmat, bo nie chce ci niczego narzucac, ale najbardziej uderzylo we mnie to stwierdzenie.

 

Dałeś mi do myślenia i ja to będę w sobie pogłębiał. Ale mam kawałek odpowiedzi już teraz i jest zawarta w akapicie wyżej. Mógłbym to sprowadzić do cytatu - bardziej mnie jara jędrny umysł, niż jędrne ciało. I właśnie w tym przypadku mam ten warunek spełniony z impetem, do tego połączony z jędrnym ciałem i całą imponującą resztą.

 

3 godziny temu, wolnystrzelec napisał(a):

Nie wierzę. Powtarzasz, a nie wdrażasz w praktykę.

 

No właśnie, i tu jest chyba mój zasadniczy problem postawiony w treści tematu... Tylko nie mam pojęcia dlaczego tak jest - nie odczuwam w sobie głębokich braków, wręcz przeciwnie. Nie wiem, może jak ten reksio rzucam się na wszystko czemu się podobam i co podoba się mi, a później nie potrafię nad tym emocjonalnie panować. Ale nadal nie wiem dlaczego.

 

3 godziny temu, wolnystrzelec napisał(a):

Jesteśmy tak skonstruowani, że zwykle kobieta to „strażniczka” sypialni, a mężczyzna - „strażnik” relacji. Czyli - o stworzenie relacji z Tobą to ONA powinna zabiegać. To JEJ czas biologiczny szybciej się kurczy.

 

Kiedy ona zabiegała, przedstawiłem swoją wersję, ale wspomniałem, że i z jej strony było duże i autentyczne zaangażowanie

 

3 godziny temu, wolnystrzelec napisał(a):

Bez przesady, żadna to jeszcze starość. To Twój czas, człowieku. Brawo za ogarnięcie. Tej pani już dziękujemy. Niech ją przyjaciel pociesza.

 

Jasne, uwielbiam i doceniam swój wiek. Nawet dwudziestolatki na mnie patrzą miłym okiem, co tym bardziej buduje moje ego ;) Ale tak, "tej pani już dziękujemy" chciałbym żeby mi skutecznie w głowie przyświecało. W tym cały problem, że nie umiem, nie chcę? się w ten stan przestawić wierząc, że ma to sens... stąd cały wątek, ale temperatura Waszej zimnej wody z kubła robi swoje.

 

 

Link to comment
Share on other sites

@Czesterjesteś na forum 5 rok...

A piszesz jeszcze takie "baniakuki":

 

 

Cytat

Co Wy w ogóle pierdolicie ? Za tymi aplikacjami są ludzie, kobiety. Przed nimi też ludzie, mężczyźni. To jak Wy to narzędzie wykorzystacie, takie efekty osiągniecie.

Wiem z własnego - i nie tylko własnego - doświadczenia, że są tam wartościowe, zajebiste kobiety. Jak wszędzie, to świat który nas otacza, a nie jakiś produkt firm technologicznych, że kupujesz w pakiecie razem a abonamentem na gówna w stylu "wskocz na pierwsze miejsce" 3 super laski. Trzeba wiedzieć do kogo i jak zagadać, czego tam szukasz, a nie jechać z laskami jak z towarem, oceniać jakimiś dennymi kategoriami, opowiadać w stylu jest gorąco, to mi skarpety bardziej jebią. 

Live też można nie spotkać latami godnej uwagi kobiety, a można przypadkiem wpaść na miłość swojego życia. Przestańcie tak uogólniać, brednie piszecie i tyle.

 

Oraz o omawianej w tym temacie "kobiecie-sigmie":

Cytat

Jest skromną, spokojną, pokorną osobą. Żeby ją bliżej poznać, to ja musiałem się mocno napracować - a coś mnie strasznie w niej intrygowało - w żaden sposób nie emanowała swoją siłą. Ma natomiast takie oddziaływanie, że jestem bliski zwariowania na jej punkcie. Opieram się temu jak mogę, byłem w momencie życia - mam dość kobiet, skupiam się wyłącznie na sobie. Ale ona - w tym nagraniu jakbym słuchał właśnie o niej. Więc tak, istnieją takie kobiety i mają taki urok, takie przyciąganie, są tak zachwycające, że wszelkie nasze idee m.in. nawijane na tym forum nie są tak silne, aby się oprzeć urokowi takiej kobiety, zapewniam.

 

Można wyciągnąć wnioski, że mocno siedzisz w blupilu. Nie umiesz "czytać kobiet". Chłoniesz większość papki jaką Ci one zapodadzą.

 

Odnośnie wyżalania się.

Następnym razem pisz w trakcie relacji, a nie po jej zakończeniu wtedy można próbować nakierowywać Cię na właściwe tory.

 

 

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, Brat Jan napisał(a):

@Czesterjesteś na forum 5 rok...

A piszesz jeszcze takie "baniakuki":

 

Zdaję sobie z tego sprawę i to staram się przemycić w tym wątku. Ale to chyba moje idealizowania świata i ludzi w ogóle wychodzi...

2 minuty temu, Brat Jan napisał(a):

Odnośnie wyżalania się.

Następnym razem pisz w trakcie relacji, a nie po jej zakończeniu wtedy można próbować nakierowywać Cię na właściwe tory.

 

Tak. Ale tu właśnie ciężko powiedzieć, że to była relacja sensu stricte, a ostatnia akcja potoczyła się bardzo gwałtownie.

Link to comment
Share on other sites

3 godziny temu, Brat Jan napisał(a):

1 raz spotykam się z takim określeniem "wieku średniego"...

 

Aaaa chodzi o srebro we włosach....

Załapałem :D

 

Dobre określenie, ja już też coraz bardziej srebrny. :)

 

A co do tematu, to zgadzam się z Braćmi, że cały czas pewnie byłeś na Orbicie, a ona miała i ma w głowie Ex, tak zwana wdowa po Czadzie. Miałem/mam podobną sytuację z pewną Ukrainką. W sumie od początku czułem, że myślami jest gdzie indziej.

Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Czester napisał(a):

Co o tym wszystkim sądzicie? Czy ja szukam na siłę szczęścia, gubię się w swojej sferze emocjonalnej? Czy to zwykłe, ludzkie jednak? Uciekać, czy trwać? Ale oba wyjścia wydają się bolesne... 

Pocieszaj po jej Alfie, zbroja z szafy i lśnij. 

10 godzin temu, Czester napisał(a):

prosiłem ją tylko o jedno - żebym nigdy nie był opcją B. Na co

Petencik się ustawił z bilecikiem, wysyłając takie sygnały żadna kobieta nie będzie cię szanować, nawet flepiara przeżuje i wypluje. 

 

1 godzinę temu, Czester napisał(a):

Tak. Ale tu właśnie ciężko powiedzieć, że to była relacja sensu stricte, a ostatnia akcja potoczyła się bardzo gwałtownie.

Relacja ? Ile razy upiekła Ci ciasto, zrobiła posiłek który/e przywiozła w niespodziance by zrobić ci przyjemność Czy odciążyć? Dała prezent bez okazji byś myślał o niej, nie o jej dupie? 

 

Każda kobieta która nie obdarowuje mężczyzny gestami innymi niż cielesne, nie jest z nim w relacji tylko go rucha/inwestuje by zrealizować zyski/doi do wyboru.

Edited by JedeNzNich
  • Like 3
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

13 minut temu, JedeNzNich napisał(a):

Relacja ? Ile razy upiekła Ci ciasto, zrobiła posiłek który/e przywiozła w niespodziance by zrobić ci przyjemność Czy odciążyć? Dała prezent bez okazji byś myślał o niej, nie o jej dupie? 

 

No tu Cię może zaskoczę, ale w sytuacji jaką opisuję było sporo tej kategorii akcji, a nawet lepszych. Jeden jest nawet szczególny, baaaardzo osobisty i wykonany własnoręcznie. Jeden z piękniejszych prezentów jaki dostałem.  

A w poprzednim związku, dokładnie takim, byłem ponad 4 lata.

Edited by Czester
Link to comment
Share on other sites

12 godzin temu, Czester napisał(a):

Ale serio, nie ma opcji trzeciej, że traktuje, traktowała go jak swojego przyjaciela?

Co wiesz na temat przyjaźni meżczyzny i kobiety? Zawsze jedna strona chce coś więcej a druga nie. Dlatego się wpierdala kogoś do friendzone'a bo czegoś tam brakuje. W przypadku jak meżczzyna jest wrzucany do FZ to atrakcyjności, pociągu fizycznego itd. Jak kobieta to po prostu cześć gości ją tam wrzuca jako poczekalnie.

 

12 godzin temu, Czester napisał(a):

ą kobiety kierujące się logiką,

Oczywiście do czasu aż nie pojawia się gość, który powie dwa słowa i one mają kisiel.

 

12 godzin temu, Czester napisał(a):

Czy to ta o której piszemy, czy sporo innych spotkanych kobiet w moim życiu (nie partnerek) kieruje się zasadami, wartościami, altruizmem, empatią, lojalnością czy wrażliwością na drugiego człowieka, w tym swojego partnera.

Kolego - masz oczy zarośnietę i się zauroczyłeś. Próbujesz sobie i nam powiedzieć, że twoj myszka jest inna niż wszystkie. Historii takich znamy tysiący. Chłopaki tu pisali, że ona jest inna i nigdy by nie zdradziła a później zawsze pojawiał się ktoś trzeci. To jak z byciem dobrym kierowcą. Każdy sądzi, że prowadzi lepiej auto od wszystkich naokoło, a jednak dalej mamy mase zdarzeń na drodze.

 

Koledzy wyżej dali Ci dobrą radę - trzymaj dystans, korzystaj z życia. Skoro ona ma przyjaciela to znajdz sobie też "przyjaciółki" tylko nie od gadania ale roboty. Jak wejdziesz w to głebiej to przegrasz zycia bo wiecznie będziesz ten trzeci. 

A i jeszcze nie spotkało Cię najgorsze. Temu przyjacielowi może się zaraz zmienić zdanie, zgadnij co się wtedy stanie? Ona będzie na potęgę latać do niego się sypać, tobie poroże będzie rosło, on ją kopnie w dupę i zaraz wróci do Ciebie i będzie prosić o wybaczenie (klasyk xD) i tak w kółko. 

Chcesz być tym gościem z napisem frajer na czole?

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 18.11.2025 o 11:17, Czester napisał(a):

Wspomniałem w innym wątku o tej kobiecie, coś dot. kobiet-sigma. Chyba mogę to przyznać, że żadna kobieta nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak ona. Nie wpadłem od razu, ale powolnym procesem następowała jakaś niesamowita więź między nami, nie będę szukał innych słów, niech zostanie - bratnia dusza.

 

Przy czym ona lojalnie mówiła i stopowała zapędy - to nie ten czas. Rzeczywiście nie, ma bardzo dojrzałą postawę, we wszystkim, ale tutaj - rozliczenia się z niepozamykanych spraw, emocji, trudnych, z przeszłości. Ale kontakt był intensywny, w tym seks, przytulanie, ale raczej w "chwilach słabości", tak cały czas rama - spokojnie, wspólne rozmowy, spotkania. I to było dobre podejście. Tyle, że ja zacząłem raczej nieświadomie dążyć, żeby zbudować tutaj coś trwałego, coś głębokiego, ważnego i wyjątkowego. Bo to ma taki potencjał, ona też to przyznaje, to po prostu czuć. Na bazie takich dążeń, zbudowałem sobie jakiś wydumany obraz wspólnej przyszłości, w który zacząłem głęboko wierzyć. Poświęcałem jej mnóstwo czasu, energii, zaangażowania - ona mi też, ale z większą emocjonalną dojrzałością - co sprawiało mi niesamowitą przyjemność. Taka moja księżniczka do kochania, taka moja... 

 

Ale co się wydarzyło, co przeoczyłem i czego skutki teraz boleśnie odczuwam - ona wspomniała wiele miesięcy temu, że jej były facet jest jej przyjacielem. No zajebiście czerwony alert. Ale nie wiem, wtedy mnie to nie obeszło, bo nie miałem wobec niej planów związkowych, a tym bardziej uczuciowych. Co jednak dalej - ta "przyjaźń" nie przeszkadzała, jej zachowanie, autentyczne, szczere, otwarte, lojalne - nie wzbudzało nic negatywnego. Nawet tłumaczyła to, co trafia do mnie - że stawia na wartościowe relacje jakie by nie były i faktycznie, jej grono znajomych to mała grupka raptem. Ale - tenże "przyjaciel" nie tak dawno temu zamknął przed nią z impetem drzwi. To przecież się musiało stać prędzej niż później, rozstanie bez rozstania w końcu do tego doprowadzi. Tu jednak cała misterna układanka się sypie - ona wpada w rozpacz, przyznaje szczerze, że rozstanie było słuszne, ale jednak jakaś część serca jest przy nim, że pozostała pęknięta nie jest gotowa na coś nowego, że czuje wszystko to, co się czuje gdy rozstajesz się z kimś po wielu latach, że to była prawdziwa miłość.

 

 

Dałeś się złapać na typowe babskie pierdololo które znaczy tyle, że jesteś gdzieś tam na orbicie - ostatnio jednego dnia leżałem z ,,koleżanką w łóżku" bzykanko przez pół nocy przemieszane z ciągłymi shit testami, następnego dnia powtórka tylko, że nagle wspomina, że jest coś jeszcze i ma w zapasie jakiegoś chłopa który ją kocha, chce założyć z nią rodzinę i robi dla niej wszystko etc a za chwile robi mi lodzika i wypina się żebym ją brał...jakoś nagle poczułem obrzydzenie do niej i do samego siebie aż mi hydraulika przestała działać bo przypomniał mi się w dodatku mój ostatni pseudo związek. Powiedziałem, że dzisiaj nic z tego nie będzie i przykryłem ją kołdrą, ubrałem się i powiedziałem, że możemy zostać przyjaciółmi. Szkoda życia. 

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu, Upadły Romantyk napisał(a):

ma w zapasie jakiegoś chłopa który ją kocha, chce założyć z nią rodzinę i robi dla niej wszystko etc a za chwile robi mi lodzika i wypina się żebym ją brał...jakoś nagle poczułem obrzydzenie do niej i do samego siebie aż mi hydraulika przestała działać bo przypomniał mi się w dodatku mój ostatni pseudo związek.

 

I pomyśleć że panny tego typu i jej podobne wgrywają innym samcom że są pasującymi połówkami, a oni w to wierzą i faktycznie robią wszystko żeby panią zadowalać. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.