Jump to content

Czekać, nie czekać... w ogóle co jest ze mną nie tak


Recommended Posts

Nie umiem sciagac tu zdjec 😂 

to text z tego mema 

 

Czuje sie oszukana i nie wiem co zrobió?

Od 3 miesiecy umawiatam sie z facetem na

FWB. On stawiat kolacje i ubera do hoteli. Ptacit za hotele. Tam byt seks. Uber odwozit mnie do domu.

Obiecat mi wakacje (pokryje koszta) na

Karaibach. Od ponad tygodnia dawatam mu a konto wakacji, takze u mnie w mieszkaniu.

Pokazat mi w telefonie i zabukowane bilety lotnicze i hotel w którym mielismy mieszkac.

Dzis miat byé po mnie o 5 rano, mielismy pojechac jego autem do Niemiec i stamtad wylot. I nie pojawit sie. Telefon ma wytaczony, a ja nigdy nie bytam u niego i nie wiem gdzie mieszka. Wzietam juz trzy tygodnie urlopu w pracy i wszystkim powiedziatam o wymarzonych wakacjach. A przez niego zostane w domu. Co robic?

  • Like 1
  • Haha 2
Link to comment
Share on other sites

@Czester Od samego początku trza było yyy powiedzieć zapytać się czy by ona od czasu do czasu nie przychodziła do Ciebie posprzątać, ugotować, poprać  a Ty byś jej płacił za pracę. Zobaczył byś czy by chciała to robić te prace porządkowe za pieniądze. 

W razie czego jakby się chciała angażować do Ciebie yyyy bliżej jakaś więź (przecież wiedziała że jesteś samotnie wychowujący ojciec 3jki dzieci) to byś ją puknął bez zobowiązań   (nie wiem co od niej oczekiwałeś. Ciekawe czy Ty wiesz co oczekiwała od Ciebie?)

Link to comment
Share on other sites

 

W dniu 18.11.2025 o 11:17, Czester napisał(a):

.. łeb na karku, poradziłem sobie z tym, kupiłem duży dom, mam dobrą i dochodową pracę, stanowisko managerskie, aparycję nienajgorszą, chociaż wchodzę powoli do tzw. silversów (wiek 40+). Nieskromnie powiem, że inteligencji, w tym emocjonalnej mi nie brakuje (co jest pewnym przekleństwem, ale może to wyjdzie później).

 

Świetnie że sobie tak dobrze radzisz w życiu. Gratuluję. 

 

Co do inteligencji emocjonalnej należy zachowywać skromność. 

 

Mistrz mówił, że należy postępować tak, aby nie krzywdzić żadnych ludzi. 

Gdy wszyscy nad tym rozmyślali, to dopowiadał:    Aha! Żadnych ludzi należy rozumieć tak, że Ty też się do nich zaliczasz. 

 

Niektórzy nazywają to egoizem. 

 

Trzeba tak samo sprawiedliwie siebie oceniać jak innych. Być niezależnym sędzią nad teatrem gdzie jesteś Ty i inni ludzie. 

 


 

Cytat

 

... kontakt był intensywny, w tym seks, przytulanie, ale raczej w "chwilach słabości", tak cały czas rama - spokojnie, wspólne rozmowy, spotkania. I to było dobre podejście. Tyle, że ja zacząłem raczej nieświadomie dążyć, żeby zbudować tutaj coś trwałego, coś głębokiego, ważnego i wyjątkowego. ... Na bazie takich dążeń, zbudowałem sobie jakiś wydumany obraz wspólnej przyszłości, w który zacząłem głęboko wierzyć. Poświęcałem jej mnóstwo czasu, energii, zaangażowania - ona mi też, ale z większą emocjonalną dojrzałością - co sprawiało mi niesamowitą przyjemność. Taka moja księżniczka do kochania, taka moja... 


 

 

Ok, twoja księżniczka. Dużo dla niej robiłeś. To jest dobre. Mężczyźni mają wbudowany w naturę mechanizm opieki nad kobietą, tak jak kobieta ma wbudowany mechanizm opieki nad dzieckiem. Dlatego faceci pchają kochance dużo zasobów w nieświadomości, że to instynkt ich zmusza. 

Co uderza z twojego tekstu? 

 

Dopada Cię myśl — "zakochałem się, chcę z nią żyć". 

A zaraz sobie robisz kontrę "O nie, nie... tutaj musi być rama... nei tak szybko". 

 

Okłamujesz się, sam siebie okłamujesz i to tak perfidnie — "sprawiało mi niesamowitą przyjemność". 

G..wno prawda. Samo cierpienie, bo chcesz jej więcej, a dostajesz mniej, niewiele. 

 

Coś jakby dziecko poszło kupić sobie sernik z rodzynkami, a dostało jedną rodzynkę na talerzu i ogłaszało wszem i wobec — "uwielbiam sernik właśnie dzięki temu, że mogę smakować rodzynki. Sernik jest wspaniały". 

G...wno prada. Dziecko chciało sernik, tylko robi dobrą minę do złej gry. 

 

Dlaczego robi dobrą minę do złej gry? 

Bo się uczepiło tej jednej cukierni, ... albo ją nie stać na inną cukiernię, albo uważa, że gdzie indziej nawet rodzynki nie dostanie. 

 

 

 

W dniu 18.11.2025 o 11:17, Czester napisał(a):

Ale co się wydarzyło, co przeoczyłem i czego skutki teraz boleśnie odczuwam - ona wspomniała wiele miesięcy temu, że jej były facet jest jej przyjacielem. No zajebiście czerwony alert. Ale nie wiem, wtedy mnie to nie obeszło, bo nie miałem wobec niej planów związkowych, a tym bardziej uczuciowych. ... - tenże "przyjaciel" nie tak dawno temu zamknął przed nią z impetem drzwi. .... - ona wpada w rozpacz, przyznaje szczerze, że rozstanie było słuszne, ale jednak jakaś część serca jest przy nim, że pozostała pęknięta nie jest gotowa na coś nowego, że czuje wszystko to, co się czuje gdy rozstajesz się z kimś po wielu latach, że to była prawdziwa miłość.

 

To jest ten układ... 

 

Ona ma Was obu. Ciebie i przyjaciela. 

 

Ty nie możesz mieć jej całej. 

Bardzo byś chciał. 

Okłamujesz siebie (czytaj co mistrz mówił wyżej), krzywdzisz siebie. 

 

Musisz zrozumieć — pragniesz jej, chcesz jej więcej, ale masz ile masz. 

To nie jest złe, że ją masz tylko częściowo. Jak jest czas wspólny i seks to jest dobre. 

Ale na razie nie możesz mieć jej więcej. 

 

 

W dniu 18.11.2025 o 11:17, Czester napisał(a):

Zachowując cały swój prawdziwy autentyzm to przyznaje, mówiąc jednocześnie, że musi przejść tą żałobę, zanim będzie gotowa na nowe. Nie zamyka przede mną drzwi, zostawia mocno uchylone, widzi i czuje więź, zrozumienie i energię między nami. A ja? A ja się kurwa rozsypałem jak dziecko. Nie chcę tego przyznać, ale nie wiem czy inaczej to mogę określić jako nieszczęśliwe zakochanie. Do którego sam doprowadziłem, nie mam dużo pretensji do niej, ona była spójna, dojrzała, odpowiedzialna, to mnie poniosło. A że nieba uchylałem, kto by z tego nie chciał chociaż trochę skorzystać. co dawało mi kolejną energię do rzeczy naprawdę imponujących.

 

Ty jej nieba uchylałeś. Dobrze. 

Ale powiedzmy sobie wprost — robiłeś to nie dla niej, tylko aby gasić swoje męśkie instynkty, które każą otaczać kobietę bezpieczeńśtwem i zapewniać zasoby. 

Dobrze robiłęś. Dawałeś z siebie dużo, miałeś seks. 

 

To nie było nieszczęśliwe zakochanie. 

Jak był seks, to było szczęśliwe zakochanie. 

 

Jedynie nie możesz z nią żyć na co dzień.

Dlaczego ona nie chce Cię na co dzień? Bo pewnie czuje, że jesteś jakby trochę jej podległy, jakby podnóżek. 

Tę twoją uległość wyrażasz swoimi słowami, gestami. 

Mówisz, kiedy powienieneś milczeć. Milczysz kiedy powinieneś mówić. 

Poniżasz siebie. 

 

Przykłady: 

 

— zakochałem się, ale trzymam ramę    — to znaczy emocjonalnie w stylu  "dostaję połowę tego co chcę, o ja biedny, muszę udawać, że jest okej, niech ona się nade mną zlituje i mnie przygarnie chociaż do nogi"

 

— masz zakochanie i seks, nie ma związku, ona ma przyjaciela —   Ty o niej mówisz "dojrzała, dobrze idzie przez życie", a o sobie "rozsypałem się, złe zakochanie, upadłem". 

 

 

W dniu 18.11.2025 o 11:17, Czester napisał(a):

I dzisiaj nie wiem co robić. Tamta relacja jest z dużym prawdopodobieństwem skończona na serio. Ona mówi - dajmy sobie czas, ale nie mówi poczekaj na mnie, co ma sens i znowu jest odpowiedzialne. A ja jestem w rozsypce, odczuwam żal, złość, zawód, smutek, porażkę - no jakbym spadł z wysokiego piętra. Na które wlazłem z własnej inicjatywy. I nie wiem czy uciekać, czy przetrwać. Czy zaufać czasowi, czy iść naprawdę w inną stronę. Ale - kiedy ona przejdzie tą żałobę, jest ogromna szansa na zbudowanie relacji mądrej, dojrzałej, mam wrażenie na długo, jeśli nie na zawsze. Mam to odpuścić? Obwiniać ją? Ale ona sama przy swojej wierze w wartościowe relacje nie wiedziała, że trwanie z tym swoim byłym w przyjaźni to jakiś dziwny konstrukt, który nie mógł się dobrze skończyć. On miał swoje panny, faktycznie żyli jak przyjaciele. Ale nie rozstali się należycie, to się dzieje dopiero teraz.

 

Ona mowi "dajmy sobie czas". 

Ty jesteś w niej zakochany. 

Zakładam że masz z nią seks. 

Dopóki jest seks, to jest dobrze. Pamiętaj — dopóki jest seks, to jest dobrze. 

 

Ja bym na twoim miejscu nie zrywał z nią. Dalej bym ciągnął luźną relację. Dalej byłbym zakochany. 

 

... ale... 

 

... ale — jest tutaj bardzo bardzo ważne "ale". 

 

Otóż jeśli ona nie wchodzi w związek, to Ty nie jesteś związany. 

Czyli możesz spotykać się z innymi kobietami. 

 

I teraz musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: 

 

— czy ona jest twoją jedyną szansą na kobietę? jedyną w całym pozostałym twoim życiu? 

— a jak ona odejdzie, albo w kimś innym się zakocha, to co zrobisz? 

 

Co zrobisz jak jej nie będzie już? 

Zaczniesz pracować aby zarabiać miliony? 

Zaczniesz szukać kobiety, kochanki? Na nowo? 

 

Możesz te rzeczy zacząć robić już teraz. 

 

Powstań z kolan. Zacznij iść niezaelżną drogą. 

NIEEEEE zrywaj tej relacji... dopóki jest seks. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

@kenobi napisałeś tyle mądrych, trafnych słów, dziękuję Ci za to. komentuję skromnie dopiero teraz, ale wracam i wracam do Twojego posta, dobrze mi robi na głowę.

Szczególnie przypowieść o serniku jest bardzo trafna, w kontekście słów mistrza - doskonała. 

 

Dzisiaj - seksu już nie ma, jest nadal emocjonalne bagno. Ona ma swoje, ja swoje, nie widujemy się, mało piszemy, ale wynika to bardziej ze zmęczenia emocjami, niż samymi siebie.

 

Tak trafnie opisałeś ten mechanizm opieki nad kobietą. To jest sedno tego (nie)szczęścia. Nie po raz pierwszy u mnie, ale teraz rozumiem to bardziej, że my tak mamy po prostu.

Tylko co z tego, skoro tak trudno mi się z tym wszystkim pozbierać, pogodzić, odpuścić.. Powoli wstaję z kolan, ale z niechęcią. Mam już pannę na krótkiej linii, podrywa mnie nawet - ale nie bardzo chce mi się z nią rozmawiać (chociaż próbuję). No jest ciężko, po prostu. I tyle logiki wybrzmiewa z Twojego posta i wielu poprzednich. Tyle głupiego (instynktownego jak piszesz) zachowania z mojej strony, ale nadal piekielnie się męczę i trudno mi sobie wyobrazić, że to wszystko ostatecznie jebnie...

Dziękuję w każdym razie, Twoje słowa są prawdziwym wsparciem.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

13 godzin temu, Czester napisał(a):

@kenobi napisałeś tyle mądrych, trafnych słów, dziękuję Ci za to. komentuję skromnie dopiero teraz, ale wracam i wracam do Twojego posta, dobrze mi robi na głowę.

Szczególnie przypowieść o serniku jest bardzo trafna, w kontekście słów mistrza - doskonała. 

 

Dzisiaj - seksu już nie ma, jest nadal emocjonalne bagno. Ona ma swoje, ja swoje, nie widujemy się, mało piszemy, ale wynika to bardziej ze zmęczenia emocjami, niż samymi siebie.

 

Tak trafnie opisałeś ten mechanizm opieki nad kobietą. To jest sedno tego (nie)szczęścia. Nie po raz pierwszy u mnie, ale teraz rozumiem to bardziej, że my tak mamy po prostu.

Tylko co z tego, skoro tak trudno mi się z tym wszystkim pozbierać, pogodzić, odpuścić.. Powoli wstaję z kolan, ale z niechęcią. Mam już pannę na krótkiej linii, podrywa mnie nawet - ale nie bardzo chce mi się z nią rozmawiać (chociaż próbuję). No jest ciężko, po prostu. I tyle logiki wybrzmiewa z Twojego posta i wielu poprzednich. Tyle głupiego (instynktownego jak piszesz) zachowania z mojej strony, ale nadal piekielnie się męczę i trudno mi sobie wyobrazić, że to wszystko ostatecznie jebnie...

Dziękuję w każdym razie, Twoje słowa są prawdziwym wsparciem.


zródłem wszystkiego cierpienia jest przywiązanie. Jak pisał kiedyś bardzo mądry człowiek. Co odpaliła ona w Tobie, że tak szybko oddałeś siebie? Wkręciłeś się w nią po uszy. Reakcja chemiczna w mózgu na pełnych obrotach. Dalej w tym tkwisz w tym status quo i liczysz na coś więcej. Intelektualnie rozumiesz, ale emocjonalnie jesteś w dupie i tak zostanie, póki nie podejmiesz decyzji. Żyjesz przyszłością zamiast tu i teraz. Zobacz co masz teraz, a teraz masz piekło, w którym sam siebie umieściłes. 
 

Uważam, że nie ty pierwszy tak na nią zareagowałeś i pewnie się sparzyła na takich relacjach. Presja bycia w centrum cudzego życia jest przytłaczająca. 

 

 

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

13 godzin temu, Czester napisał(a):

@kenobi napisałeś tyle mądrych, trafnych słów, dziękuję Ci za to. komentuję skromnie dopiero teraz, ale wracam i wracam do Twojego posta, dobrze mi robi na głowę.

Szczególnie przypowieść o serniku jest bardzo trafna, w kontekście słów mistrza - doskonała. 

 

Dzisiaj - seksu już nie ma, jest nadal emocjonalne bagno. Ona ma swoje, ja swoje, nie widujemy się, mało piszemy, ale wynika to bardziej ze zmęczenia emocjami, niż samymi siebie.

 

Tak trafnie opisałeś ten mechanizm opieki nad kobietą. To jest sedno tego (nie)szczęścia. Nie po raz pierwszy u mnie, ale teraz rozumiem to bardziej, że my tak mamy po prostu.

Tylko co z tego, skoro tak trudno mi się z tym wszystkim pozbierać, pogodzić, odpuścić.. Powoli wstaję z kolan, ale z niechęcią. Mam już pannę na krótkiej linii, podrywa mnie nawet - ale nie bardzo chce mi się z nią rozmawiać (chociaż próbuję). No jest ciężko, po prostu. I tyle logiki wybrzmiewa z Twojego posta i wielu poprzednich. Tyle głupiego (instynktownego jak piszesz) zachowania z mojej strony, ale nadal piekielnie się męczę i trudno mi sobie wyobrazić, że to wszystko ostatecznie jebnie...

Dziękuję w każdym razie, Twoje słowa są prawdziwym wsparciem.


zródłem wszystkiego cierpienia jest przywiązanie. Jak pisał kiedyś bardzo mądry człowiek. Co odpaliła ona w Tobie, że tak szybko oddałeś siebie? Wkręciłeś się w nią po uszy. Reakcja chemiczna w mózgu na pełnych obrotach. Dalej w tym tkwisz w tym status quo i liczysz na coś więcej. Intelektualnie rozumiesz, ale emocjonalnie jesteś w dupie i tak zostanie, póki nie podejmiesz decyzji. Żyjesz przyszłością zamiast tu i teraz. Zobacz co masz teraz, a teraz masz piekło, w którym sam siebie umieściłes. 
 

Uważam, że nie ty pierwszy tak na nią zareagowałeś i pewnie się sparzyła na takich relacjach. Presja bycia w centrum cudzego życia jest przytłaczająca. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Pater Belli napisał(a):


zródłem wszystkiego cierpienia jest przywiązanie. Jak pisał kiedyś bardzo mądry człowiek. Co odpaliła ona w Tobie, że tak szybko oddałeś siebie? Wkręciłeś się w nią po uszy. Reakcja chemiczna w mózgu na pełnych obrotach. Dalej w tym tkwisz w tym status quo i liczysz na coś więcej. Intelektualnie rozumiesz, ale emocjonalnie jesteś w dupie i tak zostanie, póki nie podejmiesz decyzji. Żyjesz przyszłością zamiast tu i teraz. Zobacz co masz teraz, a teraz masz piekło, w którym sam siebie umieściłes. 

 

Absolutna prawda i zgoda. Od tygodni próbuję wypracować w sobie właściwą decyzję, zostawić to, puścić. I ciężko to idzie, co jest kolejnym zaskoczeniem dla mnie. Może powodem jest to, że "sam siebie w tym piekle umieściłem" i nie mam złych emocji do niej, a co na pewno ułatwiłoby odwrót. Wszystkie te wypowiedzi tutaj, że byłem ten trzeci, ten frajer - no nie do końca. Ja wiem, że to tak wygląda, ale to jest naprawdę bardziej złożone. 

 

Co ona odpaliła we mnie - dwie rzeczy. Niesamowitą "lekkość", przy niej byłem najlepszą wersją siebie, nawet nie wiedziałem, że tak potrafię się czuć, a z tego wynikało naprawdę wiele pozytywnego. Do tego jej niespotkana dotąd osobowość, niesamowicie imponująca i bardzo mi pasująca, podobnie jak cały jej intelekt. Ale no też wspomniana "opieka" nad nią, przyjmowana z pokorą, skromnością i wdzięcznością, nie mogło mi się to nie podobać. 

Nie znałem tego wcześniej....

 

27 minut temu, Pater Belli napisał(a):

Uważam, że nie ty pierwszy tak na nią zareagowałeś i pewnie się sparzyła na takich relacjach. Presja bycia w centrum cudzego życia jest przytłaczająca. 

 

Tak, to prawda też. Ale w przeciwieństwie do tych, na których się sparzyła, ze mną realnie planowała przyszłość. Nie będę tego już może rozwijał, ale my naprawdę byliśmy na dobrej drodze do pięknej i trwałej relacji... I to mnie chyba najbardziej boli, gubi i nie pozwala tego zostawić... ale każdego dnia widzę w tym większy sens, Wasze treści też bardzo pomagają.

Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, Czester napisał(a):

Ale w przeciwieństwie do tych, na których się sparzyła, ze mną realnie planowała przyszłość.

Wiesz to co ci powiedziala. Tez to, co może chciałeś uslyszec. Co uwazaja twoi najblizsi znajomi i przyjaciele?

 

16 minut temu, Czester napisał(a):

Nie będę tego już może rozwijał, ale my naprawdę byliśmy na dobrej drodze do pięknej i trwałej relacji... I to mnie chyba najbardziej boli, gubi i nie pozwala tego zostawić...

 

Ty widziales i ty byles na tej drodze i moze to ja wystraszylo. Rozne rzeczy mogly sie wydarzyc, takie jakich nie zanotowale, bedac poddany reakcji chemicznej. Czas na brutalna prawde.

 

Cytat

Ludzie nie pragną drugiej osoby, pragną narkotyku. Gdyby chodziło o samą obecność drugiego człowieka, każdy by wystarczył. A przecież tak nie jest. Myślisz, że tęsknisz za osobą, ale tęsknisz za chemią, którą generowała w twoim ciele. Bez tego chemicznego zastrzyku obecność drugiej osoby staje się bardziej uciążliwa niż cokolwiek innego. A może nawet irytująca. Oto cała różnica. Problem w tym, że ludzie romantyzują ten mechanizm. Nadają mu znaczenie, którego tam nie ma. I właśnie dlatego cierpią.

 

Większość ludzi nie chce słyszeć tej prawdy: to nie osoba daje ci szczęście, ale reakcja chemiczna, którą wywołuje w twoim mózgu. Związki istnieją dlatego, że ludzie chcą mieć dostęp do tego uczucia - najlepiej na żądanie.

 

Chciałbys byc takim narkotykiem dla drugiej osoby? Co jesli bedzie z czase ciagle malo? Zakochales sie, to milosc biologiczna. Intensywna, zahaczajaca o psychoze. Najlepsze i najgorsze uczucie w zyciu. Wielki ogien, zar. Palisz sie tak intensywnie, ze moze ona sie wycofala, aby sie nie poparzyc kolejny raz. Co dobitnie pokazuje opis poniżej.

 

38 minut temu, Czester napisał(a):

Co ona odpaliła we mnie - dwie rzeczy. Niesamowitą "lekkość", przy niej byłem najlepszą wersją siebie, nawet nie wiedziałem, że tak potrafię się czuć, a z tego wynikało naprawdę wiele pozytywnego. Do tego jej niespotkana dotąd osobowość, niesamowicie imponująca i bardzo mi pasująca, podobnie jak cały jej intelekt. Ale no też wspomniana "opieka" nad nią, przyjmowana z pokorą, skromnością i wdzięcznością, nie mogło mi się to nie podobać. 

Nie znałem tego wcześniej....

 

Swiadczy o tym, ze sporo siebie masz w tzw cieniu. Jej obecnosc rzucila swiatlo na te elementy, ktore domagaly sie aby zostaly zobaczone, a kiedy zostaly, polecialy jak male dzieci stesknione za rodzicem, ktorego od miesiecy nie widzialy.

 

Ogolnie dla mnie to kolejny schemat tanca dwoch roznych stylow przywiazania, gdzie lek przed odrzuceniem spotyka sie z lekiem przed pochlonieciem. 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Nie wiem czy moje komentarze coś wnoszą, ale pozwolę sobie na nie. Bo bardzo trafnie to analizujesz.

 

3 godziny temu, Pater Belli napisał(a):

Wiesz to co ci powiedziala. Tez to, co może chciałeś uslyszec. Co uwazaja twoi najblizsi znajomi i przyjaciele?


Nikt z mojego otoczenia nie zna tej historii zbyt dokładnie (całe szczęście, teraz pewnie walczyłbym dodatkowo ze wstydem...), ale sądzę, że mieliby podobne zdanie do Twojego. Bo to taki schemat, prawda? A co, jeśli spotykasz prawdziwie autentyczną osobę? Spójną, dojrzałą, odpowiedzialną? Paradoks polega na tym, że już samo to mnie w niej tak urzekło. I nie jest to idealizowanie. 

 

2 godziny temu, Pater Belli napisał(a):

Ty widziales i ty byles na tej drodze i moze to ja wystraszylo. Rozne rzeczy mogly sie wydarzyc, takie jakich nie zanotowale, bedac poddany reakcji chemicznej. Czas na brutalna prawde.

 

Tak, wykładasz mi tą prawdę i ona do mnie bardzo trafia. I znowu kuriozum - to ja jestem zawsze pierwszy do mówienia, że my ludzie jesteśmy złożeni z reakcji chemicznych.. Co jak widać ni cholery nie ustrzega przed wpadnięciem w taki proces.. Z tym, że ja byłem na tej drodze i ona się tego wystraszyła - i tak, i nie. W żaden sposób nie epatowałem ogniem i planami na przyszłość, bo wcale nie było to na moim pierwszym planie. Dopiero, kiedy poczułem, że mogę ją stracić...

 

2 godziny temu, Pater Belli napisał(a):

Chciałbys byc takim narkotykiem dla drugiej osoby? Co jesli bedzie z czase ciagle malo? Zakochales sie, to milosc biologiczna. Intensywna, zahaczajaca o psychoze. Najlepsze i najgorsze uczucie w zyciu. Wielki ogien, zar. Palisz sie tak intensywnie, ze moze ona sie wycofala, aby sie nie poparzyc kolejny raz. Co dobitnie pokazuje opis poniżej.

 

Dobrze się to czyta, to realnie studzi tą całą chemię... Jak się więc w tej sytuacji jak najszybciej i najmniej boleśnie odkochać? ;)  Już pewnie brak kontaktu zacznie robić swoje, to mityczne skupienie na sobie itd, spoko. Ale takie trafne masz spostrzeżenia, może i tu coś znajdziesz ;) I jest jeszcze jedno trudne zadanie - za dwa miesiące mamy wziąć udział razem w pewnej wyprawie, 2 tygodnie razem. Nie jedyni, większa grupa. Dzisiaj sobie tego nie wyobrażam, ale co gorsza muszę podejmować decyzję, czy się wycofuję czy zostaję. Powinienem? To bardzo indywidualne, wiem, ale tak pytam o Twoje zdanie.

 

2 godziny temu, Pater Belli napisał(a):

Swiadczy o tym, ze sporo siebie masz w tzw cieniu. Jej obecnosc rzucila swiatlo na te elementy, ktore domagaly sie aby zostaly zobaczone, a kiedy zostaly, polecialy jak male dzieci stesknione za rodzicem, ktorego od miesiecy nie widzialy.

 

W dużej mierze ja chyba sobie sam dorysowałem to światło. Że przecież jest tak zajebiście, że to nie może się źle skończyć. Że wzajemnie uważamy się za wyjątkowo dobranych, że synergia, porozumienie itd. Ona nie oświetliła jakichś moich głębokich potrzeb, chyba, że za taką uznajemy fundamentalną potrzebę symetrycznej relacji i dbania o kobietę.

 

3 godziny temu, Pater Belli napisał(a):

Ogolnie dla mnie to kolejny schemat tanca dwoch roznych stylow przywiazania, gdzie lek przed odrzuceniem spotyka sie z lekiem przed pochlonieciem. 

 

Przez całą tą relację nie było takich lęków, nie było okoliczności, które mogłyby je wzbudzać. Ale teraz, to już inaczej wygląda i zdaje się trafniej tego ująć nie sposób.

 

Pokręcone to wszystko... czy też może - ja nieuświadomiony. Ale już w tytule zawarłem to pytanie.

 

 

 

Link to comment
Share on other sites

20 godzin temu, Czester napisał(a):

Nikt z mojego otoczenia nie zna tej historii zbyt dokładnie (całe szczęście, teraz pewnie walczyłbym dodatkowo ze wstydem...

 

Hmm, nie masz nikogo zaufanego z kim moglbys sie podzielic tak waznymi rozterkami? Dlaczego mialbys się wstydzic tak ludzkiego? Wstyd to jedne z najgorszych uczuc, jakie moze miec facet.

 

20 godzin temu, Czester napisał(a):

W żaden sposób nie epatowałem ogniem i planami na przyszłość, bo wcale nie było to na moim pierwszym planie. Dopiero, kiedy poczułem, że mogę ją stracić...

 

Robimy rzeczy podswiadomie. A kiedy poczules,ze ci ucieka, pewnie zaczales przylegac. To po prostu podkreslilo dynamike lekowo - unikajaca. Lekowa - nie znaczy, ze sie boisz na pierweszy rzut oka. Charakteryzuje sie wewnetrznym konfliktem miedzy silna potrzeba bliskosci a stala obawa przed jej utrata. Ty sie obawiasz zrobic cokolwiek, co moze przekreslic nawet male szanse. Ona sie wycofuje i jest to jej naturalna reakcja, przynajmniej z tego co piszesz. Zwiazek z osoba unikajaca jest mozliwy, ale wymaga silnego poczucia wewnetrznego bezpieczenstwa. 

 

Nie chce mi sie tutaj rozpisywac, bo znowu podepcze czyjes ego. 

 

 

 

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

 

 

W dniu 30.11.2025 o 17:44, Czester napisał(a):

@kenobi napisałeś tyle mądrych, trafnych słów, dziękuję Ci za to.

 

To fajnie że pomogłem, dzięki za info. 

 

W dniu 30.11.2025 o 17:44, Czester napisał(a):

Dzisiaj - seksu już nie ma, jest nadal emocjonalne bagno. Ona ma swoje, ja swoje, nie widujemy się, mało piszemy, ale wynika to bardziej ze zmęczenia emocjami, niż samymi siebie.

 

Czyli związek umarł. Można by się zastanowić co kto chce, co chcesz Ty, co chce ona, gdybyście razem chcieli to dalej budować. Pewnie będzie trzeba dużo kompromisu. Ale być może lepiej iść dalej w życie osobno. 

 

 

Zarówno kobiety jak i mężczyźni są przez naturę zaprogramowani tak, że gdyby nam wyłączono mózgi, to: 

 

1. bedziemy się rozmnażać

2. kobieta będzie miała zapewnione bezpieczeństwo i zasoby od mężczyzn

3. kobieta będzie zajmować się dzieckiem aby go doprowadzić do dorosłości 

 

Wielu mężczyzn, którzy się zakochują, mężów, którzy mają kochanki, ma pragnienie, aby kobietę wspierać — przeznaczają pieniądze na prezenty, pomaganie jej w życiu. To męski instynkt. Takie wsparcie trzeba hamować w sobie, chyba że ona to twoja żona i twoje dzieci. Nie jest to złe, ale trzeba być świadomym. Jak kupi kochance jakieś drobniejsze prezenty to jest okej — kochanka szczęśliwa, on spełniony, że ona się cieszy. 

 

 

 

W dniu 30.11.2025 o 17:44, Czester napisał(a):

Mam już pannę na krótkiej linii, podrywa mnie nawet - ale nie bardzo chce mi się z nią rozmawiać (chociaż próbuję). 

 

Wejście w nowe relacje to dobre rozwiązanie. 

Jednak nie możesz do nowej relacji wlewać problemów z poprzedniej relacji. Musisz wręcz udawać, że tamto jest zamknięte, a tutaj masz nowe. 

Dla niektórych zabrzmi to płytko, ale ważne, aby w nowej relacji był seks. 

W nowej relacji musisz się starać, aby dziewczynie było z Tobą dobrze...  ale tak jak mistrz mówił — nie poświęcając siebie, abyś siebie nie krzywdził. 

 

 

 

 

 

 

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 1.12.2025 o 14:56, Czester napisał(a):

 

 


Nikt z mojego otoczenia nie zna tej historii zbyt dokładnie (całe szczęście, teraz pewnie walczyłbym dodatkowo ze wstydem...), ale sądzę, że mieliby podobne zdanie do Twojego. Bo to taki schemat, prawda? A co, jeśli spotykasz prawdziwie autentyczną osobę? Spójną, dojrzałą, odpowiedzialną? Paradoks polega na tym, że już samo to mnie w niej tak urzekło. I nie jest to idealizowanie. 

 

 

 

Taką osobę możesz spotkać jedynie stając o poranku przed lustrem.

 

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Miesiąc później... bolesne trzeźwienie.

Ona - słowami jak brzytwa - oznajmiła, że może mi jedynie zaoferować przyjaźń. Że zrozumiała, że tego swojego "przyjaciela" to ona jednak kocha i "skręca w stronę uczuć przy jednoczesnej chęci pozostawienia tej relacji w przyjaźni". Pojebane...

Oczywiście podziękowałem za przyjaźń. Przy okazji wyrzucając jej egoizm, egocentryzm, wyrafinowaną manipulację, zabawę w dawanie złudnych nadziei. Zrobiłem to tak, że na idiotę nie wyszedłem, ale w sumie po co... przez chwilę było mi lżej przynajmniej. Bo u niej oczywiście wyparcie, doskonałe zracjonalizowanie, przecież "momenty naszego zbliżenia były szczere i autentyczne". Nawet specjalnej pokory czy przykrości nie zauważyłem.
 

Wstrząsająca jest dla mnie ta cała historia. Zaczynając od tego jak silnemu procesowi chemicznemu można się poddać (lżej, ale nadal jestem) na własne życzenie (choć, a może co gorsza nieświadomie), jak bardzo można idealizować, zaprojektować wyimaginowany obraz osoby, relacji i się w nim zakochać, cierpiąc nawet wtedy, kiedy logika zaczyna jasno tłumaczyć co się wydarzyło. Jak bardzo egoistyczne potrafią być kobiety, jak potrafią nas rozgrywać nie zważając na nic poza swoim własnym interesem. Jak bardzo niemoralne i zagubione potrafią być. I jak można być bardzo nieświadomym, pomimo czytania tego forum - dopóki nie doświadczysz tego wszystkiego boleśnie na samym sobie. Taki to mój przypadek i taka to bolesna porażka.

Żyjemy dalej, lekcji wyciągniętych sporo, impulsów do samorozwoju też, nie ma tego złego. Łatwo jednak nie jest, codziennie przechodzę cały wachlarz emocji, zmęczony już tym jestem. I tylko 10x dziennie nachodzi mnie, żeby znowu jej coś wykrzyczeć, uświadomić coś. Ale teraz już znowu szanuję siebie i swoją godność, i mam nadzieję już nigdy jej nie naruszę, bo paradoksem jest, że jestem jedyną osobą, której pozwoliłem to w ogóle zrobić. 
 

I jak @kenobi proponował - zmuszam się do nowej relacji, udaję, że jest dobrze, stosuję metodę klina. Ale nie ze strachu przed samotnością, nigdy tego nie miałem. Jednak patrzę na kobiety dzisiaj inaczej - czy też bardziej na siebie w relacji z kobietami - i zaczyna mi się ten wyższy poziom świadomości podobać. 

 

Dziękuję za wszystkie Wasze słowa, dziękuję za to forum... Mam poczucie, że dopiero teraz zaczynam wyraźniej widzieć rzeczywistość poza matrixem.


Peace Brothers

Link to comment
Share on other sites

43 minuty temu, Czester napisał(a):

Przy okazji wyrzucając jej egoizm, egocentryzm, wyrafinowaną manipulację, zabawę w dawanie złudnych nadziei. Zrobiłem to tak, że na idiotę nie wyszedłem, ale w sumie po co...

Nie byłbym taki pewien. Czymś takim utwierdziłeś ja w przekonaniu że dobrze zrobiła. 

 

45 minut temu, Czester napisał(a):

jak bardzo można idealizować, zaprojektować wyimaginowany obraz osoby, relacji i się w nim zakochać, cierpiąc nawet wtedy, kiedy logika zaczyna jasno tłumaczyć co się wydarzyło. Jak bardzo egoistyczne potrafią być kobiety, jak potrafią nas rozgrywać nie zważając na nic poza swoim własnym interesem. Jak bardzo niemoralne i zagubione potrafią być.

Nie widzisz sprzeczności jaka napisałeś? Wali mi ukrytymi kontaktami nice guya, że głowa zaczyna boleć od smrodu.

 

 Zacznij siebie szanować. Siebie wewnątrz i się pogódź z tym co w Tobie tkwi. Wybierasz takie relacje jakie wybierasz wg schematu. Uświadom to sobie. Pora się obudzić. Złość cie nie ocknie, a jeszcze bardziej cie uśpi. Kobiety widzisz przez jej pryzmat, do czasu następnej która znowu nie uruchomi znanego mechanizmu. Jung pisał że jeżeli nie uczynisz nieświadomego czymś widzialnym, to będzie sterować twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem. 

 

 

Link to comment
Share on other sites

20 minut temu, Pater Belli napisał(a):

Nie byłbym taki pewien. Czymś takim utwierdziłeś ja w przekonaniu że dobrze zrobiła. 

 

Ale że dobrze co zrobiła? Że kopnęła mnie ostatecznie w dupę po miesiącach zwodzenia i rozgrywania?

Ten wyrzut w jej stronę to emocje mnie poniosły, ale to ona je podpaliła, ja wcale nie chodziłem ze złością i nie knułem co jej chcę powiedzieć. Zakończyłem to z klasą. Ale po tygodniu (!) napisała do mnie - "z troską jak się czujesz, co u Ciebie". Tego nie zniosłem.

 

20 minut temu, Pater Belli napisał(a):

Nie widzisz sprzeczności jaka napisałeś? Wali mi ukrytymi kontaktami nice guya, że głowa zaczyna boleć od smrodu.

 

 Zacznij siebie szanować. Siebie wewnątrz i się pogódź z tym co w Tobie tkwi. Wybierasz takie relacje jakie wybierasz wg schematu. Uświadom to sobie. Pora się obudzić. Złość cie nie ocknie, a jeszcze bardziej cie uśpi. Kobiety widzisz przez jej pryzmat, do czasu następnej która znowu nie uruchomi znanego mechanizmu. Jung pisał że jeżeli nie uczynisz nieświadomego czymś widzialnym, to będzie sterować twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem. 

 

Nice guya we mnie (było) dużo, to prawda. I tak, zaczynam siebie właśnie szanować bardziej niż dotąd. W relacjach z kobietami, bo generalnie na brak szacunku do siebie nie mogę narzekać. Trochę właśnie o tym pisałem, że jak to za Jungiem ująłeś - coś nieświadomego (dla mnie) zaczynam czynić czymś widzialnym i dobrze mi z tym, chociaż pracy przede mną jeszcze sporo. Ale jest świadomość.

9 minut temu, Czester napisał(a):

Ale że dobrze co zrobiła? Że kopnęła mnie ostatecznie w dupę po miesiącach zwodzenia i rozgrywania?

 

Tak chcę przynajmniej to dzisiaj rozumieć, tak mi łatwiej się z tym wszystkim rozliczyć. Można to inaczej rozumieć?

Edited by Czester
Link to comment
Share on other sites

3 minuty temu, Czester napisał(a):

 

Ale że dobrze co zrobiła? Że kopnęła mnie ostatecznie w dupę po miesiącach zwodzenia i rozgrywania mnie?

Ten wyrzut w jej stronę to emocje mnie poniosły, ale to ona je podpaliła, ja wcale nie chodziłem ze złością i nie knułem co jej chcę powiedzieć. Zakończyłem to z klasą. Ale po tygodniu (!) napisała do mnie - "z troską jak się czujesz, co u Ciebie". Tego nie zniosłem.

  

 

1. Mnie to kopnęła po 6 latach, tylko po to żeby sprawdzić czy u innego będzie lepiej, okazało się że nie było lepiej i próbowała wrócić. To są ich oskarowe role, będą cię zwodzić do samego końca dopóki same nie będą przygotowane na ostateczne odejście, stawiając Cię przed faktem dokonanym (na który często jeszcze gotowy nie byłeś). Zakończyłeś to z klasą, ale ona ma w dupie twoje zakończenie o czym napisze jeszcze niżej. 

Baby są nieszczere, nielogiczne, bardzo roszczeniowe. Ja dzięki swojej nabawiłem się jeszcze mocniejszej nerwicy bo ona chciała coś potestować., Nigdy się nie przywiązuj i po prostu korzystaj ze swojej kolei, niby takie proste a takie trudne - może uratować niejedną męską psychikę. 

 

2. Po tygodniu napisała do Ciebie, bo może nie chce żebyś wypadł z orbity, z przyjacielem teraz jest fajnie ale te aktorki zawsze lubią mieć jakąś opcje B, właśnie takiego gościa który się zakochał i w razie w zapewni jej ciepły kąt, miłość i tak dalej i tak dalej. Ty jej wygarnąłeś, byłeś dumny z tego, widzisz tyle to dla niej znaczy, tak mocno to przyjęła do wiadomości że postanowiła napisać jakby nigdy nic - żebyś czasem nie oddalił się za daleko, może przyjaciel miał mocny melanż i delikatnie się pokłócili? Kto wie.

  • Like 7
Link to comment
Share on other sites

4 minuty temu, Epiktet napisał(a):

 

1. Mnie to kopnęła po 6 latach, tylko po to żeby sprawdzić czy u innego będzie lepiej, okazało się że nie było lepiej i próbowała wrócić. To są ich oskarowe role, będą cię zwodzić do samego końca dopóki same nie będą przygotowane na ostateczne odejście, stawiając Cię przed faktem dokonanym (na który często jeszcze gotowy nie byłeś). Zakończyłeś to z klasą, ale ona ma w dupie twoje zakończenie o czym napisze jeszcze niżej. 

Baby są nieszczere, nielogiczne, bardzo roszczeniowe. Ja dzięki swojej nabawiłem się jeszcze mocniejszej nerwicy bo ona chciała coś potestować., Nigdy się nie przywiązuj i po prostu korzystaj ze swojej kolei, niby takie proste a takie trudne - może uratować niejedną męską psychikę. 

 

2. Po tygodniu napisała do Ciebie, bo może nie chce żebyś wypadł z orbity, z przyjacielem teraz jest fajnie ale te aktorki zawsze lubią mieć jakąś opcje B, właśnie takiego gościa który się zakochał i w razie w zapewni jej ciepły kąt, miłość i tak dalej i tak dalej. Ty jej wygarnąłeś, byłeś dumny z tego, widzisz tyle to dla niej znaczy, tak mocno to przyjęła do wiadomości że postanowiła napisać jakby nigdy nic - żebyś czasem nie oddalił się za daleko, może przyjaciel miał mocny melanż i delikatnie się pokłócili? Kto wie.

 

Pełna zgoda Bracie. To są te rzeczy, o których latami tu czytam. I jak sam napisałem - dopiero jak boleśnie sam się o tym przekonałem, jakoś to wszystko zaczyna trafiać aż do szpiku. Na szczęście potrafiłem zachować godność i chociaż trochę rozsądku, zamykając te drzwi z impetem, nie pozostawiając jej złudzeń. Co nie zmienia faktu, że cała ta historia odciska na mnie duże piętno i na ten moment wcale nie czuję się jak oświecony zwycięzca..

10 minut temu, Brat Jan napisał(a):

@Czesterjest prosty test aby sprawdzić czy baba Cię chce.

Jeśli czujesz jej pierdy to znaczy, że jest Twoja.

Kobiety pierdzą jedynie przy mężczyźnie, którego kochają.

 

W moich LTR pierdziały tylko w nocy, jak zwieracze puszczały. Ale rozumiem o czym mówisz ! :)

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

17 minut temu, Czester napisał(a):

Ale że dobrze co zrobiła? Że kopnęła mnie ostatecznie w dupę po miesiącach zwodzenia i rozgrywania?

Ten wyrzut w jej stronę to emocje mnie poniosły, ale to ona je podpaliła, ja wcale nie chodziłem ze złością i nie knułem co jej chcę powiedzieć. Zakończyłem to z klasą. Ale po tygodniu (!) napisała do mnie - "z troską jak się czujesz, co u Ciebie". Tego nie zniosłem.

 

Nie łapiesz. Po prostu dałeś jej potwierdzenie swoim zachowaniem, że ewakuacja była słuszna z jej punktu widzenia. Gdybyś był zdecydowany to byś ją wcześniej wyjaśnił, ale ty wolałeś się oszukiwać. Podświadomie czy nie nie na znaczenia. On czuła pismo nosem. Ty byłeś potrzebujący i przytłaczający ona ma inne potrzeby. Dla pokrzepienia ci napisze że na 99% tamta relacja się skończy jak nowy amant zacznie zabiegać, albo będzie bardziej unikajacy niż ona.  

 

Że szczerej ciekawości. Co takiego nieświadomego odkryłeś? 

Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, Upadły Romantyk napisał(a):

 

Moja pierdziała przy mnie ale mnie nie kochała 😕

 

1 godzinę temu, Czester napisał(a):

Miesiąc później... bolesne trzeźwienie.

Ona - słowami jak brzytwa - oznajmiła, że może mi jedynie zaoferować przyjaźń. Że zrozumiała, że tego swojego "przyjaciela" to ona jednak kocha i "skręca w stronę uczuć przy jednoczesnej chęci pozostawienia tej relacji w przyjaźni". Pojebane...

Oczywiście podziękowałem za przyjaźń. Przy okazji wyrzucając jej egoizm, egocentryzm, wyrafinowaną manipulację, zabawę w dawanie złudnych nadziei. Zrobiłem to tak, że na idiotę nie wyszedłem, ale w sumie po co... przez chwilę było mi lżej przynajmniej. Bo u niej oczywiście wyparcie, doskonałe zracjonalizowanie, przecież "momenty naszego zbliżenia były szczere i autentyczne". Nawet specjalnej pokory czy przykrości nie zauważyłem.
 

 

One wszystkie są do siebie podobne - wie, że na nią lecisz czy tam coś do niej czujesz i oferuje ci przyjaźń, żeby trzymać cie na smyczy jak psa ( na orbicie ) jak będziesz potrzebny żeby jeszcze trochę dla niej popajacować.

W tym momencie i tak jesteś już dla niej nikim. Też to kiedyś usłyszałem i starałem się jeszcze bardziej. Teraz podziękował bym za jakże szczodrą ofertę bycia tamponem na ciężkie chwile, blok wszędzie i szukał szczęścia gdzie indziej.

One są właśnie przebiegłe i wyrafinowane - nie potrafią zakończyć relacji z klasą ani przyznać się do błędu tylko będą  

41 minut temu, Pater Belli napisał(a):

Nie byłbym taki pewien. Czymś takim utwierdziłeś ja w przekonaniu że dobrze zrobiła. 

 

Nie widzisz sprzeczności jaka napisałeś? Wali mi ukrytymi kontaktami nice guya, że głowa zaczyna boleć od smrodu.

 

 Zacznij siebie szanować. Siebie wewnątrz i się pogódź z tym co w Tobie tkwi. Wybierasz takie relacje jakie wybierasz wg schematu. Uświadom to sobie. Pora się obudzić. Złość cie nie ocknie, a jeszcze bardziej cie uśpi. Kobiety widzisz przez jej pryzmat, do czasu następnej która znowu nie uruchomi znanego mechanizmu. Jung pisał że jeżeli nie uczynisz nieświadomego czymś widzialnym, to będzie sterować twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem. 

 

 

Ale jak one są cynicznymi, wyrafinowanymi pijawkami to wszystko ok? Tak? Na końcu będzie gadka, że ją ograniczał, nie dawał przestrzeni, nie rozumiał etc. A ona już czeka tylko na kolejnego bolca, nowe emocje i być może lepsze profity. Takie typowe babskie pierdololo. 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

6 minut temu, Upadły Romantyk napisał(a):

One wszystkie są do siebie podobne -

 Na końcu będzie gadka, że ją ograniczał, nie dawał przestrzeni, nie rozumiał etc. A ona już czeka tylko na kolejnego bolca 

Dokładnie tak jest a jak padnie jeszcze  klasycznie w połączeniu z " to tylko kolega "  to zazwyczaj musztarda po obiedzie jest i przynajmniej we łbie już szambo wybiło albo już było dziobane.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.