Jump to content

Czy dziecko cementuje związek/małżeństwo?


Dzingolo

Recommended Posts

Dzień dobry.

 

Po ostatnich tygodniach naszła mnie taka rozkmina? Czy dziecko jak pojawi się na świecie a rodzice są w związku/ małżeństwie to czy ten mały szkrab cementuje związek ?

Dążę do tego czy wszyscy sobie stają się bliżsi i mężczyzna może być pewniejszy tego że ona go nie zdradzi, lub ona może być pewniejsza że on nie skoczy w bok gdy będzie pozwalać sobie na marudzenie związane z hormonami i rodzicielstwem? Były tematy o tym że kobieta traci libido, były tematy gdzie facet skakał w bok bo ona nie chciała,

były tematy że ona dalej dawała  innym mimo urodzenia. Jak wy z waszych obserwacji najbliższego otoczenia się na to zapatrujecie?

 

Moja konkluzja jest taka że pierwsze lata wychowania na pewno nie są łatwe ( z obserwacji ), pary z którymi mam szanse przebywać są często znudzone, zmęczone ale też znam osoby co z takim uśmiechem do wszystkiego podchodzą mimo zmęczenia że aż jestem pełen podziwu. @Jan III Wspaniały możesz powiedzieć jak to u cb wygląda teraz? Pisałeś niedawno że zostałeś ojcem, jak się na to zapatrujesz? 

Link to comment
Share on other sites

Pytanie jest źle zadane.

Jeśli związek jest fajny, normalny i kobieta nie jest uszkodzona to po prostu obydwoje przewartościują życie.

Jeśli w związku dzieje się źle albo kobieta jest uszkodzona (a to często w takim kontekście twierdzi się, że dziecko scementuje rodzinę), to jet to największe kłamstwo jakie można dać sobie wmówić.

W takiej sytuacji dziecko przyspieszy to co i tak nieuniknione.

  • Like 7
Link to comment
Share on other sites

41 minut temu, Dzingolo napisał(a):

Dzień dobry, 

Po ostatnich tygodniach naszła mnie taka rozkmina? Czy dziecko jak pojawi się na świecie a rodzice są w związku/ małżeństwie to czy ten mały szkrab cementuje związek ? Dążę do tego czy wszyscy sobie stają się bliżsi i mężczyzna moze być pewniejszy tego że ona go nie zdradzi, lub ona może być pewniejsza że on nie skoczy w bok gdy będzie pozwalać sobie na marudzenie związane z hormonami i rodzicielstwem? Były tematy o tym że kobieta traci libido, były tematy gdzie facet skakał w bok bo ona nie chciała, były tematy że ona dalej dawała  innym mimo urodzenia. Jak wy z waszych obserwacji najbliższego otoczenia się na to zapatrujecie?

Moja konkluzja jest taka że pierwsze lata wychowania na pewno nie są łatwe ( z obserwacji ), pary z którymi mam szanse przebywać są często znudzone, zmęczone ale też znam osoby co z takim uśmiechem do wszystkiego podchodzą mimo zmęczenia że aż jestem pełen podziwu. @Jan III Wspaniały możesz powiedzieć jak to u cb wygląda teraz? Pisałeś niedawno że zostałeś ojcem, jak się na to zapatrujesz? 

 

 

Jestem po rozwodzie i mam dorosłe już dziecko więc mogę się wypowiedzieć.

 

Małżeństwo zawarte pod wpływem ciąży, wcześniej rok związku z doskoku.

Pierwsze 7-9 lat małżeństwa było "ok" , dziecko na tyle nas absorbowało, a ściślej cała logistyka wokół niego, że nawet nie wiedzieliśmy, że nie mamy z sobą o czym rozmawiać jako mężczyzna i kobieta bo życie codzienne i wychowanie dziecka zdominowało całe nasze życie i wszystkie rozmowy.

Ale jak syn zaczął wyrastać,  zrobiło się więcej wolnego czasu dla nas to się nagle okazało że nie mamy co z tym wolnym czasem robić bo zbytnio nie robimy nic wspólnie tylko każdy chodzi swoimi ścieżkami.

 

I tak w wieku 16 lat syna podjęliśmy decyzję o rozwodzie który zrealizował się W tym samym roku.

 

Podsumowując ten mój przydługi wywód:

 

Jeśli związek jest kruchy w swoich podstawach to dziecko niczego nie scementuje, a jedynie zaabsorbuje rodziców na tyle, że nie będą widzieć różnic ich dzielących.

Ale na moim (i nie tylko, bo działa to tak u każdego) przykładzie widać, że jest to egzekucja odroczona w czasie

  • Like 8
Link to comment
Share on other sites

Moim zdaniem samo pytanie „czy dziecko cementuje związek” pokazuje, jak bardzo chłop lubi się okłamywać, żeby poczuć się bezpieczniej, niż jest w rzeczywistości.

Dziecko niczego nie cementuje. Dziecko tylko podnosi stawkę, komplikuje logistykę i dokręca śrubę wszystkim napięciom, które już były. Jak jest dobra baza, normalna kobieta, wspólne wartości i realna więź, to pojawienie się bachora po prostu przewartościowuje priorytety, oboje się spinają, bo „teraz to już musimy”. Ale to dlatego, że fundament był, nie dlatego, że dziecko robi magię. Jak fundamentu nie ma, to masz dokładnie to, co opisał Wolumen: parę lat zapierdolu przy dziecku, a potem nagle budzicie się jako dwójka obcych ludzi, których łączy tylko nastolatek i kredyt.

Zdrady, spadek libido, marudzenie, fochy hormonalne – to się nie bierze z dziecka, tylko z tego, jaka ona była wcześniej. Kobieta, która miała ciągoty do atencji, do „życia dla siebie”, do dramy, po urodzeniu dziecka nagle nie stanie się świętą matką Polką. Przeciwnie – ma jeszcze większą dźwignię: alimenty, mieszkanie, społeczne wsparcie, narrację „on mnie zostawił z dzieckiem”. Dla faceta dziecko to zero gwarancji wierności, a sto procent większego ryzyka przy rozstaniu.

To, co wielu myli z „cementowaniem”, to po prostu parę lat, w których nie ma czasu myśleć o rozpadzie, bo pampersy, przedszkole, choroby i brak snu robią swoje. Jak ktoś miał iluzję, że dziecko naprawi słaby związek albo „zwiąże” kobietę, to najczęściej kończy z rozwodem z opóźnionym zapłonem i dużo gorszą pozycją niż przed.

Krótko: dziecko może wzmocnić dobry układ, ale nigdy nie uratuje złego. A facet, który liczy, że „jak urodzi moje, to już nie zdradzi”, żyje w tej samej bajce, co gość, który wierzy, że ślub ją „uspokoi”. W realu to tylko dodatkowe kajdany – głównie na twojej nodz

Moim zdaniem samo pytanie „czy dziecko cementuje związek” pokazuje, jak bardzo chłop lubi się okłamywać, żeby poczuć się bezpieczniej, niż jest w rzeczywistości.

Dziecko niczego nie cementuje. Dziecko tylko podnosi stawkę, komplikuje logistykę i dokręca śrubę wszystkim napięciom, które już były. Jak jest dobra baza, normalna kobieta, wspólne wartości i realna więź, to pojawienie się bachora po prostu przewartościowuje priorytety, oboje się spinają, bo „teraz to już musimy”. Ale to dlatego, że fundament był, nie dlatego, że dziecko robi magię. Jak fundamentu nie ma, to masz dokładnie to, co opisał Wolumen: parę lat zapierdolu przy dziecku, a potem nagle budzicie się jako dwójka obcych ludzi, których łączy tylko nastolatek i kredyt.

Zdrady, spadek libido, marudzenie, fochy hormonalne – to się nie bierze z dziecka, tylko z tego, jaka ona była wcześniej. Kobieta, która miała ciągoty do atencji, do „życia dla siebie”, do dramy, po urodzeniu dziecka nagle nie stanie się świętą matką Polką. Przeciwnie – ma jeszcze większą dźwignię: alimenty, mieszkanie, społeczne wsparcie, narrację „on mnie zostawił z dzieckiem”. Dla faceta dziecko to zero gwarancji wierności, a sto procent większego ryzyka przy rozstaniu.

To, co wielu myli z „cementowaniem”, to po prostu parę lat, w których nie ma czasu myśleć o rozpadzie, bo pampersy, przedszkole, choroby i brak snu robią swoje. Jak ktoś miał iluzję, że dziecko naprawi słaby związek albo „zwiąże” kobietę, to najczęściej kończy z rozwodem z opóźnionym zapłonem i dużo gorszą pozycją niż przed.

Krótko: dziecko może wzmocnić dobry układ, ale nigdy nie uratuje złego. A facet, który liczy, że „jak urodzi moje, to już nie zdradzi”, żyje w tej samej bajce, co gość, który wierzy, że ślub ją „uspokoi”. W realu to tylko dodatkowe kajdany – głównie na twojej nodze

  • Like 9
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Dzingolo napisał(a):

kobieta traci libido

to jest największy błąd poznawczy Normictwa, KOBIETA TRACI LIBIDO GDY MA 100% ZASOBÓW NORMIKA ZAPEWNIONE I NIC WIĘCEJ NIE WYGRA CIPA.  Proszę to sobie wyryć w głowie każdy z osobna.

 

2 godziny temu, Dzingolo napisał(a):

mężczyzna moze być pewniejszy tego że ona go nie zdradzi

nie wiem co tu robisz ale chyba tylko rezerwat czytujesz.

2 godziny temu, Dzingolo napisał(a):

pary z którymi mam szanse przebywać są często znudzone, zmęczone ale też znam osoby co z takim uśmiechem

Normictwo-Beta / HIGH SMV

  • Like 5
Link to comment
Share on other sites

  • Iceman84PL changed the title to Czy dziecko cementuje związek/małżeństwo?

To nie dziecko rozwala związek i nie dziecko może go zreperować.

Największą głupotą jest skazywać nowego człowieka od razu od początku na przepier**lone życie robiąc go wtedy kiedy za wszelką cenę powinno się tego unikać. 

  • Thanks 5
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Dzingolo napisał(a):

Dążę do tego czy wszyscy sobie stają się bliżsi i mężczyzna może być pewniejszy tego że ona go nie zdradzi, lub ona może być pewniejsza że on nie skoczy w bok gdy będzie pozwalać sobie na marudzenie związane z hormonami i rodzicielstwem?

 

Pewne są tylko śmierć i podatki.

 

Nigdy nie wiesz co może się wydarzyć za kilka czy kilkanaście lat i dotyczy to obu stron. Według mnie narodziny dziecka niczego nie zmieniają- jak była lipa przed i ktoś się zdecydował na tak chory krok, żeby strzelić sobie dzieciaka i tym samym ,,podreperować" czy ,,scementować" związek to chyba nic gorszego nie mógł sobie wymyśleć.

 

W dzisiejszych czasach zakładanie rodziny, bo tak rozumiem decyzję o posiadaniu dziecka to chodzenie po polu minowym. Możesz sobie ułatwić robotę i przede wszystkim najpierw wyrzucić śmieci. Jak kobieta nie rokuje od samego początku to nie ciągniesz tego na siłę. Mam na myśli setki czerwonych flag, które mogą się pojawić a które większość facetów lekceważy. Z moich obserwacji u par które znam, to akcje typu: krytyka mężczyzny publicznie, nałogowe oglądanie idiotycznych programów w TV, porównania z innymi facetami, wychowanie w patologicznej rodzinie nie wróżą nic dobrego. Zero jakichkolwiek inicjatyw feministycznych. Można wymieniać bez końca ale w moim przypadku po nawet jednej  tego typu akcji było out albo zmiana wajchy na ,,porucham i do widzenia". U większości takich kobiet nie ma żadnej reflekcji, żyją emocjami, są autodestrukcyjne i z takimi nie planujemy niczego- tym bardziej dziecka. 

 

Kobieta ma Ci spijać z rączki, stać za Tobą, być zakochana po uszy i jak jej zaproponujesz jakąkolwiek wizję na wspólne życie to ma iść za Tobą. Bez negocjacji. Wtedy ma to jakikolwiek sens aczkolwiek gwarancji nigdy nie dostaniesz. Czynników na sukces czy niepowodzenie jest cała masa, na ten temat już było całkiem sporo.

 

Jeśli chodzi o mój przypadek to nie narzekam. Młody śpi w nocy elegancko, mama swoją rolę wypełnia wzorowo i nie stęka, że jest gnębiona przez patriarchat. W stosunku do mnie nie zmieniło się nic ale to dopiero początek. Czas pokaże ale oboje wiemy czego chcemy a co może nam zaszkodzić, więc dbamy o siebie wzajemnie.

Edited by Jan III Wspaniały
  • Like 6
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Sakon napisał(a):

Moim zdaniem samo pytanie „czy dziecko cementuje związek” pokazuje, jak bardzo chłop lubi się okłamywać, żeby poczuć się bezpieczniej, niż jest w rzeczywistości.

Dziecko niczego nie cementuje. Dziecko tylko podnosi stawkę, komplikuje logistykę i dokręca śrubę wszystkim napięciom, które już były. Jak jest dobra baza, normalna kobieta, wspólne wartości i realna więź, to pojawienie się bachora po prostu przewartościowuje priorytety, oboje się spinają, bo „teraz to już musimy”. Ale to dlatego, że fundament był, nie dlatego, że dziecko robi magię. Jak fundamentu nie ma, to masz dokładnie to, co opisał Wolumen: parę lat zapierdolu przy dziecku, a potem nagle budzicie się jako dwójka obcych ludzi, których łączy tylko nastolatek i kredyt.

Zdrady, spadek libido, marudzenie, fochy hormonalne – to się nie bierze z dziecka, tylko z tego, jaka ona była wcześniej. Kobieta, która miała ciągoty do atencji, do „życia dla siebie”, do dramy, po urodzeniu dziecka nagle nie stanie się świętą matką Polką. Przeciwnie – ma jeszcze większą dźwignię: alimenty, mieszkanie, społeczne wsparcie, narrację „on mnie zostawił z dzieckiem”. Dla faceta dziecko to zero gwarancji wierności, a sto procent większego ryzyka przy rozstaniu.

To, co wielu myli z „cementowaniem”, to po prostu parę lat, w których nie ma czasu myśleć o rozpadzie, bo pampersy, przedszkole, choroby i brak snu robią swoje. Jak ktoś miał iluzję, że dziecko naprawi słaby związek albo „zwiąże” kobietę, to najczęściej kończy z rozwodem z opóźnionym zapłonem i dużo gorszą pozycją niż przed.

Krótko: dziecko może wzmocnić dobry układ, ale nigdy nie uratuje złego. A facet, który liczy, że „jak urodzi moje, to już nie zdradzi”, żyje w tej samej bajce, co gość, który wierzy, że ślub ją „uspokoi”. W realu to tylko dodatkowe kajdany – głównie na twojej nodz

Moim zdaniem samo pytanie „czy dziecko cementuje związek” pokazuje, jak bardzo chłop lubi się okłamywać, żeby poczuć się bezpieczniej, niż jest w rzeczywistości.

Dziecko niczego nie cementuje. Dziecko tylko podnosi stawkę, komplikuje logistykę i dokręca śrubę wszystkim napięciom, które już były. Jak jest dobra baza, normalna kobieta, wspólne wartości i realna więź, to pojawienie się bachora po prostu przewartościowuje priorytety, oboje się spinają, bo „teraz to już musimy”. Ale to dlatego, że fundament był, nie dlatego, że dziecko robi magię. Jak fundamentu nie ma, to masz dokładnie to, co opisał Wolumen: parę lat zapierdolu przy dziecku, a potem nagle budzicie się jako dwójka obcych ludzi, których łączy tylko nastolatek i kredyt.

Zdrady, spadek libido, marudzenie, fochy hormonalne – to się nie bierze z dziecka, tylko z tego, jaka ona była wcześniej. Kobieta, która miała ciągoty do atencji, do „życia dla siebie”, do dramy, po urodzeniu dziecka nagle nie stanie się świętą matką Polką. Przeciwnie – ma jeszcze większą dźwignię: alimenty, mieszkanie, społeczne wsparcie, narrację „on mnie zostawił z dzieckiem”. Dla faceta dziecko to zero gwarancji wierności, a sto procent większego ryzyka przy rozstaniu.

To, co wielu myli z „cementowaniem”, to po prostu parę lat, w których nie ma czasu myśleć o rozpadzie, bo pampersy, przedszkole, choroby i brak snu robią swoje. Jak ktoś miał iluzję, że dziecko naprawi słaby związek albo „zwiąże” kobietę, to najczęściej kończy z rozwodem z opóźnionym zapłonem i dużo gorszą pozycją niż przed.

Krótko: dziecko może wzmocnić dobry układ, ale nigdy nie uratuje złego. A facet, który liczy, że „jak urodzi moje, to już nie zdradzi”, żyje w tej samej bajce, co gość, który wierzy, że ślub ją „uspokoi”. W realu to tylko dodatkowe kajdany – głównie na twojej nodze

Tak zapytam z ciekawości. Kolega w wątku zapytał między innymi "czy ona może być pewniejsza, że on nie skoczy w bok". Nie doczytałeś do końca czy takie rzeczy tylko w bajkach i to kobity zdradzają w 100% przypadków?

Link to comment
Share on other sites

W dniu 8.12.2025 o 20:06, ManBehindTheSun napisał(a):

Tak zapytam z ciekawości. Kolega w wątku zapytał między innymi "czy ona może być pewniejsza, że on nie skoczy w bok". Nie doczytałeś do końca czy takie rzeczy tylko w bajkach i to kobity zdradzają w 100% przypadków?

Spoko, doczytałem do końca 😉 I jasne – nie jest tak, że tylko baby zdradzają, a chłopy to same anioły z aureolką.

To, co napisałem, działa w dwie strony:

  • dziecko nie daje jej gwarancji, że facet nagle przestanie skakać w bok

  • tak samo jak nie daje jemu gwarancji, że ona przestanie szukać atencji / Walusia z siłki / „kolegi z pracy”

Facet, który ma w głowie, że „trochę na boku to nic złego”, nie stanie się nagle monogamicznym mężem tylko dlatego, że pojawił się bombel. Co najwyżej będzie robił to ostrożniej, bo ma więcej do stracenia. Tak samo, jak laska z natury skłonna do jazdy na kilku torach, po dziecku nie zamieni się w stateczną matronę – przeciwnie, system jeszcze bardziej ją premiuje, gdy postanowi odpłynąć.

Wierność to kwestia charakteru, zasad i realnej więzi, a nie dziecka, ślubu czy liczby wspólnych zdjęć na Insta. Jak ktoś ma mental: „jak się trafi okazja, to korzystam”, to dziecko nie cementuje, tylko podnosi stawkę przy rozstaniu.

Więc odpowiadając koledze z wątku uczciwie:

  • nie, ona nie może być spokojniejsza, że on nie skoczy w bok „bo dziecko”

  • tak samo jak on nie ma żadnego powodu, żeby czuć się bezpieczniej z jej stroną

  • dziecko wzmacnia dobry układ, ale nie robi z nikogo wiernościowego świętego – ani z niej, ani z niego

Tu nie ma bajek pt. „urodziła = na pewno już nikogo więcej nie tknie” ani „zostałem ojcem = już nigdy nie polecę na bok”. Jak ktoś chce mieć większą szansę na wierność, to trzeba patrzeć na charakter, historię, wartości i to, jak się zachowywała/zachowywał wcześniej – nie na sam fakt posiadania potomka.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Nie mam bąbelków. Chodź się wypowiem z perspektywy gościa który widział taki związek z drugiej ręki mojego przyjaciela byłego. Otóż pierwsze dziecko wpadka. Związek zaczął się sypać wieczne problemy pani w związku niezbyt wierna a on wiecznie biały rycerz. Po jakimś czasie tego wszystkiego wpadli na genialny pomysł wg ich. „Dziecko na zgodę” i wszystko będzie dobrze. Otóż po drugim to samo z tym że jemu teraz zostało 2000zl mniej co miesiąc i co dwa tygodnie dzieci na weekend tego wspaniałego małżeństwa w sumie. Więc jak związek się sypie albo czujesz że coś nie tak to spierdalaj a nie dziecko bo tylko skrzywdzisz niewinnego człowieka spierdoliną jaka będzie w tej relacji a siebie obciążysz finansowo i nie tylko.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Dziękuję za różne punkty spojrzenia, reasumując dziecko jest wynikiem bara bara a co dalej ze związkiem po jego poczęciu i urodzeniu to w bardzo dużej mierze zależy jak było przed narodzinami. 

Jak było złe będzie prawdopodobnie jeszcze gorzej, jak było dobrze może być lepiej ale może też być gorzej. W związku nie patrzy się wtedy na malucha ale na siebie egoistycznie i on i ona w zależności od sytuacji. 

 

Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.