Rnext Posted December 30, 2025 Share Posted December 30, 2025 Trochę na fali "dżemu ze świni"... ...pomyślałem, że dobrze by było dorzucić algorytm bodaj najważniejszego tłuszczu do codziennego smażenia (jajecznica - obłęd!, podprażane na patelni pieczywo - "szaleństwo") a mianowicie masła klarowanego. Dlaczego robię własnoręcznie? Bo raz kupiłem, spory czas temu, sklepowego gotowca. A kupiłem, bo pamiętałem ileż pierdolenia i strat wsadu było gdy robiliśmy ghee metodą mojej ex Blondi. Tą metodą, w trakcie wygrzewania, należało wybierać na bieżąco zbierającą się na powierzchni piankę. Dziś uważam, że ta metoda jest ekstremalnie durna i stawiam oczy w słup, że na YT jest wiele "aktualnych" poradników ją proponujących. NIE! Tak się nie robi! Robi się metodą "na lenia" a do tego wychodzi ekonomiczniej. Nawiasem mówiąc, to sklepowe było poza moimi standardami - wyglądało na przepalone a zamiast delikatnie orzechowego smaku, jechało najzwyczajniej (jak prawie wszystko) smakiem przemysłowej linii produkcyjnej. Kolorek też raczej nie taki jak być powinien. Zamiast czystego żółto złocistego, był jakiś taki "przybrudzony". No więc pierwsze i najważniejsze - kupujemy masło w promce. Ja np. kupuję w Lidlu, gdzie trafia się ostatnio kostka 200g za 2.99 naszego "złocistego". I to tego z zawartością 83% tłuszczu (złotawy papierek). To dobrze. BTW - nie pamiętam kiedy w ogóle kupiłem masło w regularnej cenie w okolicach dychy. Chyba nawet nigdy? Kupuję wyłącznie na promocjach, bo te trafiają się wystarczająco często. A co dalej? Dalej świetnie to pokazał pan Żul. Pardon, Żur (bez urazy) 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts