Jump to content

Od cienia przemocy do świadomego życia, 32 na liczniku


Recommended Posts

Cześć Wam. Mam 32 lata, mieszkam w fajnym domu i rozwijam się zawodowo w branży, do której dążyłem przez wiele lat. Od dzieciństwa uwielbiam aktywnie spędzać czas, dbać o swoje ciało i realizować pasje. Jednak żeby tu dotrzeć, musiałem kilka razy mocno przeorać swoje życie i przekonania.

 

Dom, którego nie było

Dzieciństwo miałem skomplikowane. Z jednej strony byłem wesołym, lubianym dzieciakiem, z drugiej – regularnie patrzyłem na przemoc ojca wobec matki. Ojciec był surowym człowiekiem z południa, wywodził się z rolniczej, mało wylewnej rodziny. Zmagał się z alkoholizmem i depresją, co skończyło się jego samobójstwem, gdy miałem 15 lat. Szczerze? Nie przeżyłem tego mocno. Czułem ulgę.

W domu brakowało autorytetu, co przełożyło się na mój brak asertywności. Jedynym miejscem, gdzie czułem się „panem sytuacji”, było boisko. Uwielbiałem piłkę nożną - tam nikt nie mógł podważyć mojej wartości.. Mama robiła, co mogła, ale jej własne ograniczenia sprawiły, że startowaliśmy z dość niskiego pułapu. Problemy z ojca w zasadzie przelały się na nią - depresja i alkoholizm, z którym mierzy się się już (i nic z tym nie robi) od 15 lat. Czasami wjeżdża z drzwiami do mojego życia, co wprowadza na moment chaos, ale jest to coś nad czym pracuję.

 

Edukacyjny slalom, pierwsza robota

Z moją edukacją było różnie. Potencjał był, ale wolałem kumpli i imprezy. Przeszedłem przez rok w zawodówce budowlanej, potem liceum, aż wylądowałem w szkole dla dorosłych. Wtedy też zacząłem pracować w sklepie sportowym. I tam po raz pierwszy poczułem, że mam do czegoś smykałkę. W ciągu 4,5 roku przeszedłem drogę od sprzedawcy butów do kierownika najlepszego oddziału w Polsce osiągając przy tym fajne wyniki. W tym czasie moje życie uczuciowe było jednak katastrofą. Zaliczyłem dwa krótkie związki, z których wyszedłem mocno poobijany. Zdrady, brak szacunku, partnerki spotykające się z byłymi za moimi plecami. Z jednego z tych związków narodziła się córka, która jest dziś w wieku szkolnym. Nasza relacja jest skomplikowana – widujemy się dwa razy w miesiącu, ale logistyka i moje skupienie na rozwoju sprawiają, że trudno mi o 100% zaangażowania. Wiem też, że córka nigdy ze mną nie zamieszka, co podświadomie buduje we mnie dystans. Nie zamykam się w tym obszarze na zmiany, ale na pewno jest to coś co mi ciąży i regularnie kwestionuję siebie w tym obszarze.

 

Żona i relacja, która trwa

9 lat temu poznałem swoja żonę. To był punkt zwrotny. Ona – wykształcona pani magister, ja – ambitny, ale surowy „chłopek roztropek”. Zamieszkaliśmy razem po 3 miesiącach. Partnerka zaczęła mnie cywilizować. Do dziś pamiętam wstyd, gdy poprawiała moje „poszłem” na „poszedłem” albo gdy uczyłem się trzymać nóż w prawej ręce, choć od zawsze trzymałem go w lewej - doceniam te nauki, mimo, że było to dla mnie cholernie wstydliwe i źle się z tym czułem. Idąc dalej, To ona pchnęła mnie do matury, przez co pół roku harowałem, żeby nadrobić braki, zdać egzamin i otworzyć sobie drogę na studia. Szło nam dobrze - wspólne mieszkanie na kredyt, zaręczyny po 2 latach, optymizm. Partnerka ceniła moją zaradność i to, że potrafię załatwić wszystko z każdym.

 

Zawodowe turbulencje i nowa branża

Moja kariera to nie była tylko linia wznosząca. Po sporcie poszedłem w motoryzację. Początki były obiecujące, ale po roku dostałem wypowiedzenie. To mnie dobiło, popłakałem się (dosłownie). Potem było kolejne miejsce, gdzie znów nie przedłużyli umowy. Dopiero za trzecim razem zapewniłem sobie stabilność na kolejne 4 lata. Zarabiało się fajnie, ale czułem, że stoję w miejscu. Szukałem zmiany przez rok. W końcu trafiłem do wymarzonej branży technologicznej, w której mam prawdziwe poczucie rozwoju i realnego wpływu na to gdzie organizacja może być za 2-3 lata. Tutaj jest wszystko w jak najlepszym porządku.

 

Dom, studia i... ściana

Ostatnie dwa lata to był czas tytanicznej pracy. Będąc już 3 lata po ślubie, wpadłem na pomysł: sprzedajemy mieszkanie, kupujemy dom (bliźniak). Partnerka się bała, ja byłem silnikiem tego projektu. Znalazłem dom, dogadałem dewelopera, pilnowałem remontu. W tym samym czasie studiowałem zaocznie.. Obrona i ukończenie studiów z wyróżnieniem przypadła dokładnie na moment przeprowadzki i zawirowań w pracy.

No i udało się. Wszystko pięknie, kolejne dwa wielkie cele odhaczone. Ale właśnie wtedy, gdy osiągnęliśmy wszystko to co sobie założyliśmy, coś zaczęło pękać. Mówiąc wprost oddalamy się od siebie z żoną, skupiamy się na sobie, zwiększamy własną autonomię, porzuciliśmy ideę wspólnego budowania oszczędności (co ciekawe za jej namową - od wielu lat odpowiadałem za nasze finanse, tj. Excele, maksymalizacja oszczędności, przewidywanie itd.) Odnoszę wrażenie, że trzymają nas przy sobie inne czynniki: wygoda, kredyt i dwójka psów (które absolutnie kocham). Bliskość emocjonalna, dbanie o swoje potrzeby? Coraz częściej oboje tutaj nie dowozimy. Ostatnio w jednej z rozmów nawet zgodziliśmy się wspólnie na terapię dla par, ale nie udało nam się dograć terminów i temat został zawieszony. W tle jest jeszcze jedna perspektywa, która mnie przeraża - w ciągu 5 do 8 lat prawdopodobnie przeprowadzi się do nas teściowa z uwagi na jej wiek i odległość od nas. Świadomie się na to zgodziłem po śmierci teścia (którą sam przeżyłem, bo był mi bliski), ale z troski o siebie pojawia mi się coraz więcej znaków zapytania - czy będę na to gotowy.

 

Powrót do fundamentów: Czas na autentyczność

Aktualny rok jest dla mnie rokiem prawdy. Postawiłem na zdrowie psychiczne. Na terapii rozliczam się z dzieciństwem, które mnie ukształtowało z całym tym bagażem . Ostatnio też zacząłem dużo słuchać Jacka Masłowskiego i przymierzam się też do uczestnictwa w męskich kręgach. Jego treści były dla mnie wyzwalające i uświadomiły mi, że jako facet nie mam czego się bać. Że mam pełne prawo być wrażliwym, mieć swoje potrzeby i wyrażać je głośno, zamiast dusić wszystko w środku, żeby „tylko był spokój”.

Uczę się godzić z tym, że nie zawsze i nie w każdym aspekcie muszę „dowozić” na 100%. Że mogę odpuścić rolę wiecznego pogromcy problemów i po prostu być sobą. Równolegle buduję formę życia w sporcie, ale teraz to już nie jest ucieczka, tylko świadomy wybór. Chcę stać mocno na własnych nogach i być gotowym na każdą konsekwencję swoich decyzji – również tych dotyczących mojego małżeństwa. Buduję siebie od nowa, bez masek i bez wstydu.

 

Aktualny status

Aktualnie chyba najbardziej ciąży mi niewiadomy status mojego małżeństwa. Jesteśmy ze sobą masę czasu, przeszliśmy wiele dobrych i złych momentów, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że utknęliśmy w martwym punkcie. Dopiero teraz mam poczucie, że jesteśmy na tym samym poziomie, a moja partnerka nie widzi już we mnie kogoś, kogo trzeba „poukładać”. Niestety, zamiast w zdrowy sposób dbać o wspólne potrzeby, coraz częściej zaczynamy ze sobą rywalizować, przez co coraz trudniej o sensowne kompromisy. Próbuję w ramach pracy nad sobą otwierać się przed nią i komunikować to, co mi nie odpowiada oraz jakie widzę zagrożenia, ale nie spotyka się to z takim poziomem zaangażowania, jaki oferuję ja sam.

I tutaj pojawia się dylemat: w jaką stronę to zmierza? Swojego podejścia do pracy nad sobą nie zmienię, dlatego obawiam się, że za pół roku po prostu zakomunikuję jej, że moje potrzeby całkowicie się zmieniły i ona nie jest już w stanie ich zaspokoić. Czuję jednak, że takie czekanie byłoby niesprawiedliwe – powinienem zmierzyć się z tym już teraz.

Czy przeraża mnie wizja rozwodu? Już nie tak jak parę miesięcy temu, gdy pierwszy raz pojawiły się takie nieśmiałe myśli. Dom można sprzedać, kredyt spłacić, a majątek podzielić, zwłaszcza że zarabiamy podobnie. Jedynie perspektywa straty obu psów, które umownie są przypisane do niej, naprawdę łamie mi serce.

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Czytając ten wątek odniosłem wrażenie, że działa tu taki sam mechanizm przed jakim koledzy przestrzegają nowych forumowiczow, tylko, że w drugą stronę. Mianowicie partnerka Cb ulepszyła i już nie jest Ci potrzebna. Z opisu wynika, że Twoja partnerka nie jest taka zła a Ty przechodzisz jakiś wczesny kryzys wieku średniego. Jestem od Cb starszy a mam wrażenie, że jesteś z 15 lat przede mną. Ciekawy jestem co inni na to.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

Palisz czasem trawkę na prywatkach?
– Mam pomysł...
– Ja to tam paliłem, ale nie wiem, jak to jest
– Zdarzało Ci się palić czasem trawkę w skrętach czy palić trawkę z fifki?
– Ja czasem paliłem, ale nie wiem...
– Po co Ci te fajeczki?
– Ja to wolę zapierdalać z fify, człowieniu
– Ja też
– Wolę sobie nabić fifę
– Fifa jest 100%, najlepsza
– Ale z tytoniem też dobrze wchodzi, nie? Wiesz jak jest (Blanty z haszyszem, hehe, blanty z haszyszem)
– Wiesz jak jest
– No nie wiem, ja to jestem sekcja fifkowa, lubię o ósmej rano sobie opalić, wiesz jak jest, kurwa
– Ja wiem jak jest no, jak nic nie ma – zawsze opalę (Blanty z haszyszem...)
– Towar, jaramy towar cały czas
– Lubimy jarać towar (Spoko, spoko)
– Lubię kupować towar...
– Ślimak też lubi jarać towar
– Wszyscy lubią tutaj jarać towar

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

13 minut temu, zuckerfrei napisał(a):

Palisz czasem trawkę na prywatkach?
– Mam pomysł...
– Ja to tam paliłem, ale nie wiem, jak to jest
– Zdarzało Ci się palić czasem trawkę w skrętach czy palić trawkę z fifki?
– Ja czasem paliłem, ale nie wiem...
– Po co Ci te fajeczki?
– Ja to wolę zapierdalać z fify, człowieniu
– Ja też
– Wolę sobie nabić fifę
– Fifa jest 100%, najlepsza
– Ale z tytoniem też dobrze wchodzi, nie? Wiesz jak jest (Blanty z haszyszem, hehe, blanty z haszyszem)
– Wiesz jak jest
– No nie wiem, ja to jestem sekcja fifkowa, lubię o ósmej rano sobie opalić, wiesz jak jest, kurwa
– Ja wiem jak jest no, jak nic nie ma – zawsze opalę (Blanty z haszyszem...)
– Towar, jaramy towar cały czas
– Lubimy jarać towar (Spoko, spoko)
– Lubię kupować towar...
– Ślimak też lubi jarać towar
– Wszyscy lubią tutaj jarać towar

Facet przyszedł po pomoc a Ty trolujesz, często to robisz w sumie.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

3 minuty temu, EmseyXYZY napisał(a):

Facet przyszedł po pomoc a Ty trolujesz, często to robisz w sumie.

Do @zuckerfrei trzeba przywyknąć, jest wkurwiajacy ale potrafi dobrze napisać. Więc na plus dla forum i użytkowników 😂

Edited by Dzingolo
Link to comment
Share on other sites

6 minut temu, Dzingolo napisał(a):

Do @zuckerfrei trzeba przywyknąć, jest wkurwiajacy ale potrafi dobrze napisać. Więc na plus dla forum i użytkowników 😂

No spoko, ale świeżakowi mógłby odpuścić 😁 Watek się ciagnie, a tylko ja mu coś odpowiedziałem.

Link to comment
Share on other sites

Bo się nie przywitał, ot cała sytuacja. Do wieczora jak usiądzie wiara chwilę odpocząć włącza forum i odpowiedzą. Ja olej wymieniam w aucie i tylko krótko teraz odpowiadam 😂

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

57 minut temu, EmseyXYZY napisał(a):

Mianowicie partnerka Cb ulepszyła i już nie jest Ci potrzebna.

Ale i w drugą stronę też to zadziałało.

Oni dobrali się nie przypadkowo.

On pomocy potrzebował. 

Ona mu ją dawała. Teraz gdy widzi, że stanął na własne nogi już nie czuje i nie widzi misji, którą realizowała, pewnie też wynikającą z jej potrzeb wieku młodzieńczego.

W zasadzie to małżeństwo zostało zawarte niekoniecznie ze świadomego wyboru a raczej potrzeby. Obydwoje byliście potrzebujący.

Dziś schemat się już dopełnił stąd Wasze oddalenie od siebie.

Ciężko będzie powrócić do tego co było.

Moim zdaniem zmierza to nieuchronnie do zakończenia relacji.

Paradoksalnie Twoja terapia i odkrywanie na nowo siebie i rozwój jeszcze bardziej będzie pchać Cię w świadomość, że Wam nie po drodze.

Czym będziesz głębiej w to wchodził tym będziesz bliżej rozstania.

A to dlatego, że będzie Cię to przybliżać do świadomości jak powinna wyglądać zdrowa relacja a nie powielony schemat z domu rodzinnego.

Tym samym ona  z upływającym czasem i Twoim wzrostem kompletnie nie będzie odpowiadała tej wizji.

Jest jeszcze szansa, że ona też zacznie pracować nad swoimi deficytami i może gdzieś tam się spotkacie na zdrowym gruncie, ale istnieje też zagrożenie, że to ona stwierdzi, że już nie chce w tym trwać.

Musisz sobie zadać cholernie ważne pytanie. Mianowicie na czym Ci zależy. Na sobie czy na małżeństwie.

Coś będziesz musiał poświęcić.

  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, vrendi napisał(a):

gdy osiągnęliśmy wszystko to co sobie założyliśmy, coś zaczęło pękać.

 

Chłopie, już trzydzieści lat temu słyszałem: "gdy małżeństwo buduje dom, to większość z nich się rozpadnie/ rozejdzie po wprowadzeniu do tego domu".

Wsadziłeś czas, prąd i energię w coś materialnego. Temat zamknięty.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

8 minut temu, GriTo napisał(a):

 

Chłopie, już trzydzieści lat temu słyszałem: "gdy małżeństwo buduje dom, to większość z nich się rozpadnie/ rozejdzie po wprowadzeniu do tego domu".

Wsadziłeś czas, prąd i energię w coś materialnego. Temat zamknięty.

Mam teorię, którą odkryłem w tym momencie, ale w zasadzie może być cos na rzeczy. W sensie, że gdy para z dziećmi lub bez żyje ze sobą w klitce to siłą rzeczy musi sobą przenikać, akceptować odpały, szybciej się godzić, dzielić pewne aktywności, szanować obecnośc drugiego czlowieka. A w domu większym, z oddzielną przestrzenią życiową uwidaczniają się pewne rożnice, w razie fochów zamyka się w oddzielnych pokojach na innych piętrach itp. Kiedyś, całkiem niedawno, na wsiach mieszkało się po 10 osób w jednej izbie a rodziny się trzymały razem, do dzisiaj się trzymają.

Edited by EmseyXYZY
  • Like 5
Link to comment
Share on other sites

Teraz, EmseyXYZY napisał(a):

Mam teorię, którą odkryłem w tym momencie, ale w zasadzie może być cos na rzeczy. W sensie, że gdy para z dziećmi lub bez żyje ze sobą w klitce to siłą rzeczy musi sobą przenikać, akceptował odpały, szybciej się godzić, dzielić pewne aktywności, szanować obecnośc drugiego czlowieka. A w domu większym, z oddzielną przestrzenią życiową uwidaczniają się pewne rożnice, w razie fochów zamyka się w oddzielnych pokojach na innych piętrach itp. Kiedyś, całkiem niedawno, na wsiach mieszkało się po 10 osób w jednej izbie a rodziny się trzymały razem, do dzisiaj się trzymają.


Coś w tym jest. Podobnie jak z kasą.
Im więcej jej masz, tym większe problemy.

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Generalnie jest tak, że wspólne problemy zbliżają i łączą.

Powodują, że obydwoje jako całość wyznaczają wspólne cele.

W czasach dobrobytu i konsumpcjonizmu rodziny się rozpadają bo wszystko mają pod nosem a każde prze w swoją stronę.

Moje małżeństwo rozpadło się dokładnie w tym momencie, o którym piszecie @GriTo i @EmseyXYZY.

Wprowadzenie do nowego domu, zakończenie rat kredytów, zdrowe dziecko. Generalnie brak problemów. Wszystko poukładane.

I gdy wydawało się, że teraz zacznie się fajne, wygodne życie to ...

Właśnie wtedy babie odjebało. Było za spokojnie to zaczęła szukać wrażeń na zewnątrz.

Nigdy, przenigdy babsko nie może mieć wszystkiego!!! Ona musi ciągle za Wami gonić! Inaczej skończycie na śmietniku.

Baba gdy ma za dobrze, sabotuje każdą relację.

 

 

 

Edited by Kogut
  • Like 10
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

8 minut temu, Kogut napisał(a):

Nigdy, przenigdy babsko nie może mieć wszystkiego!!! Ona musi ciągle za Wami gonić! Inaczej skończycie na śmietniku

Myslę, że masz rację, ale pod kątem logiki to brzmi jak sen wariata. Po co się z nimi wiązać? W sumie to znajomi mojej jebniętej laski mają podobne problemy w identycznym momencie. 

 

Natomiast to wyjasnia prokrastynację mojego ojca. On zawsze wszystko odkładał pol roku zanim zrobił cos o co matka prosiła. Wypracował zalezność mojej matki od niej, w tym finansową.

Edited by EmseyXYZY
Link to comment
Share on other sites

5 minut temu, Kogut napisał(a):

Nigdy, przenigdy babsko nie może mieć wszystkiego!!! Ona musi ciągle za Wami gonić! Inaczej skończycie na śmietniku.

Baba gdy ma za dobrze, sabotuje każdą relację

W punkt, facet zatraca się żeby dogodzić babiszonowi a jak już dogodzi, to zaczyna się jebać bo coś nie pasuje. Nie wiem czy te bezmyślne istoty czują wtedy pustkę? Brak emocji? Wtedy szukają na siłę wrażeń , bo jest za dobrze? Za nudno? 

 

@vrendiAutorze tematu mam też wrażenie że ci się po prostu znudziło życie, jak chcesz ratować związek musisz dać jej emocje, piszesz że cię ucywilizowała, wykastrowała cię, mi się trochę wydaje wedle jej mniemania. 

Wlej emocje , klepnij ja w dupę w kuchni, potraktuj inaczej poza schematem i obserwuj. 

 

Mam jeszcze jedno spostrzeżenie wobec ludzi a w szczególności kobiet. Ludzie bardzo lubią sobie stwarzać problemy z dupy... Po prostu z dupy. Amen

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

16 minut temu, EmseyXYZY napisał(a):

Myslę, że masz rację, ale pod kątem logiki to brzmi jak sen wariata

Niestety logiki nie ma się co doszukiwać w tym tak samo jak w zachowaniach bab.

Człowiek dostanie do głowy a i tak nie jest w stanie tego pojąć.

Link to comment
Share on other sites

  • Iceman84PL changed the title to Od cienia przemocy do świadomego życia, 32 na liczniku
13 minut temu, Dzingolo napisał(a):

Nie wiem czy te bezmyślne istoty czują wtedy pustkę? Brak emocji? Wtedy szukają na siłę wrażeń , bo jest za dobrze? Za nudno? 

Raczej coś takiego.

 

Sytuacja u mnie, obecna. Nie gadamy od czwartku, od  wejscia do  przedzialu PKP w Radomiu. Mielismy ogladac film, ale siedziala fajna rodzina i sie z nimi zagadalem a poza tym byly miejsca przedziałowe, wiec ciezko by sie z lapka ogladalo. Ona foch. Ja do niej, o co chodzi. Ona nic. Ludzie na nią jak na debila. Ona, ze film mielismy ogladać. Atmosfera juz zjebana. Zero gadki z ludźmi. Wyszlismy z pociagu ona sie na mnie drze ze obcy ludzie sa dla mnie wazniejsi niz ona i robi jazde na peronie. Wkurwilem sie, wracalismy oddzielnie od domu. Nie gadalismy caly piatek. Dzisiaj sie okazalo, ze w paczkomacie jest aku do jej rozjebanego samochodu. Aku po rekalamacji, bo przyslali chujowy. Mowie daj kod, to podjade, ona nie, foch, nie szanujesz mnie itp. Prosilem pare razy, pogodzimy sie, a Ty bedziesz miala rozjebany samochod, ona nic. Uznalem, ze to pierdole i jej samochod też. I chyba zwiazek też, w przyszlym tygodniu ma być 2 lata, ale juz mam dosyć tych jej odpalow.

Edited by EmseyXYZY
  • Sad 1
Link to comment
Share on other sites

45 minut temu, GriTo napisał(a):

Im więcej jej masz, tym większe problemy.

Być może tak jest. Chyba problem nie w samej kasie, jak ktoś ma jej w nadmiarze, to może przyjąć najbezpieczniejszą opcję, czyli niewydawanie jej i oszczędzanie akceptując, że można by iść w inwestowanie i pomnażanie, co by było lepsze niż trzymanie w szufladzie, ale ktoś ceni sobie święty spokój i ma prawo trzymać w szufladzie. Problem jest w tym, że gonimy cele materialne (samochody, telefony, wycieczki, ciuchy, telewizory)- szeroko rozumiany konsumpcjonizm i gonimy jakąś iluzję doskonałości, której nigdy nie będzie.

 

Niestety zauważyłem, że konsumpcjonizm jest wciągający i to wielka pułapka, która może wciągnąć nawet minimalistę jak ja (poczytajcie o efekcie Diderota- kupujesz jedną nową rzecz, i zauważacie, że wypadałoby zmienić inne rzeczy, bo nie pasują do nowej). Kupisz auto, to fajnie by było kupić nowy telefon, nowe ciuchy, żeby ładnie wszystko do siebie pasowało). Ostatnio czytałem też książkę Morgana Housela "Niezmienne prawdy". Autor pisze o paradoksie doskonałości, gdzie podaje przykład- wyższe drzewo łapie więcej promieni słonecznych, ale im wyższe, tym bardziej jest podatne na złamania i oddziaływanie wiatru. Większy lew mógłby upolować więcej ofiar, ale sam byłby łatwiejszym celem dla myśliwych. 

Link to comment
Share on other sites

29 minut temu, EmseyXYZY napisał(a):

Dzisiaj sie okazalo, ze w paczkomacie jest aku do jej rozjebanego samochodu. Aku po rekalamacji, bo przyslali chujowy. Mowie daj kod, to podjade, ona nie, foch, nie szanujesz mnie itp. Prosilem pare razy, pogodzimy sie, a Ty bedziesz miala rozjebany samochod, ona nic. Uznalem, ze to pierdole i jej samochod też. I chyba zwiazek też, w przyszlym tygodniu ma być 2 lata, ale juz mam dosyć tych jej odpalow

Ot logika pani " pojadę swoim bez akumulatora do paczkomatu , dam radę niech widzi jaka silna i niezależna jestem, glupi buc  " 🤭

 

Pewnie nawet nie wie że nie dojedzie i ile waży ako 😂

Edited by Dzingolo
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

13 minut temu, ciekawyswiata napisał(a):

(poczytajcie o efekcie Diderota- kupujesz jedną nową rzecz, i zauważacie, że wypadałoby zmienić inne rzeczy, bo nie pasują do nowej). Kupisz auto, to fajnie by było kupić nowy telefon, nowe ciuchy, żeby ładnie wszystko do siebie pasowało)

Ciekawe, coś w tym jest rzeczywiście.

 

41 minut temu, Dzingolo napisał(a):

dogodzi, to zaczyna się jebać bo coś nie pasuje

W najnowszym odcinku Musisz Wiedzieć mówi o tym, że wyższa inteligencja emocjonalna kobiet to mit. Że, rzeczywiście są bardziej emocjonalne, ale wcale nie kumają tego co robią.

1 minutę temu, Dzingolo napisał(a):

Ot logika pani " pojadę swoim bez akumulatora do paczkomatu , dam radę niech widzi jaka silna i niezależna jestem, glupi buc  " 🤭

 

Pewnie nawet nie wie że nie dojedzie i ile waży ako 😂

Chciała przynieść w plecaku, jak ja uswiadomiłem że to niemozliwe, to nadal o tym, że jej nie szanuje i że kupi nowy samochod bo ją stać XD

Link to comment
Share on other sites

1 minutę temu, EmseyXYZY napisał(a):

W najnowszym odcinku Musisz Wiedzieć mówi o tym, że wyższa inteligencja emocjonalna kobiet to mit. Że, rzeczywiście są bardziej emocjonalne, ale wcale nie kumają tego co robią.

Ja niestety po przyjęciu prawdy w postaci RP straciłem jakoś wiarę w te istoty, tak są pociągające i seksowne ale bliższe i dłuższe przebywanie i obcowanie męczy i uwstecznia mnie... Naprawde podziwiam tych gości co trzymają ramę, mają siłę dzień w dzień tą ramę trzymać żeby ta bezmuzga istota zaspokoiła ich potrzeby i potrzeby rodziny. Panowie naprawdę szacun bo ja na obecną chwilę nie umiem tak. 

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Teraz, Dzingolo napisał(a):

Ja niestety po przyjęciu prawdy w postaci RP straciłem jakoś wiarę w te istoty, tak są pociągające i seksowne ale bliższe i dłuższe przebywanie i obcowanie męczy i uwstecznia mnie... Naprawde podziwiam tych gości co trzymają ramę, mają siłę dzień w dzień tą ramę trzymać żeby ta bezmuzga istota zaspokoiła ich potrzeby i potrzeby rodziny. Panowie naprawdę szacun bo ja na obecną chwilę nie umiem tak.

 

Mam dokładnie tak samo, zauważylem, ze często mamy podobne przemyślenia. Jestem już wyczerpany moim związkiem, sam sie wladowalem w zaleznosć i jestem w dupie.  Na żywo przezywam teorię RP, ona jest jak biblia, tylko, że sa w niej same prawdy w przeciwności do biblii. Dużo też się nauczylem od Frywolnego, wlasnie mi sie przypomnialo, że często ludzie do niego dzwonili i dzielili się problemami, lubiłem ten format (sam raz dzwoniłem po dawnej sytuacji z inna laską). Z czasem poszedlem w inne treści: Musisz Wiedzieć, Druga Strona Medalu, Moda Wysoka.

 

Mianowicie po każdym powrocie jest coraz trudniej. Pamiętam, jak Frywolny mowil, że po powrocie u kobiety się odpala, ze skoro sie zeszlismy to moze odpierdalac to samo gowno, bo nie odczuła konsekwencji.Tak więc jak coś jebło, to nawet jak się cos sklei, to jest posklejane a nie całe.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.