Wolumen Posted February 5 Share Posted February 5 Mija 6 rok mojej obecności tutaj, a wcześniej obserwowałem chyba z 1,5 roku jako niezarejestrowany. Przez te 6 lat wydarzyło się u mnie na płaszczyźnie damkso-męskiej dużo, bardzo dużo, popełniłem dużo błędów, a w zasadzie zaryzykuję stwierdzenie - z perspektywy czasu - że popełniłem prawie wszystkie, które popełnić się dało. Począwszy od związków z samotnymi matkami, poprzez związki z zaburzonymi singielkami, gdzie wkład w związek i przepływ korzyści był w zasadzie jednostronny - wiadomo, w którą stronę. Ostatnio sytuacja z ex żoną, którą tutaj opisałem, moja pomoc, a następnie olanie mojej prośby o stosunkowo drobną przysługę. Pojawia się zatem fundamentalne pytanie, a właściwie kilka pytań, na podstawie wszelkiej maści rad i sugestii dla mężczyzn w tematyce związkowej zarówno na tym forum, jak i ogólnie w całej manosferze. Mam tu na myśli rady typu: 1) dawaj tyle, ile dostajesz; 2) " miej wy*ebane, a będzie Ci dane" ; 3) nie goń za kobietą; 4) niech kobieta będzie dodatkiem do Twojego życia, a nie jego centrum; ..... i jeszcze kilka innych, o zbliżonym wydźwięku tj. nie robienia ołtarzyka z partnerki Rady te są prawdopodobnie skuteczne, patrząc choćby po przykładach skrajnych bad boy'ów, którzy faktycznie mają swoje partnerki za gadżet w życiu i nic poza tym, a one i tak biegają za nimi z uporem godnym maniaka. Powstaje tylko jedno, bardzo ważne pytanie: PO CO W TAKIM RAZIE WIĄZAĆ SIĘ Z KOBIETA? Jeżeli z góry mam powziąć strategię j/w tzn nie angażować się zbytnio i na każdym niemalże kroku pokazywać całym swoim jestestwem, że związek nie jest dla mnie najważnijeszy. To po co mi w ogóle związek, kobieta? Seks kosztuje w porywach 300zł i można w tej cenie wybrać sobie dowolny model, wiek, kolor włosów, figurę - jak w sklepie. Wyprowadźcie mnie z błędu, ale jeśli wiązę się z kimś, to traktuję poważnie tą osobę, a nie jak nic nie znaczącą personę na zasadzie jesteś to dobrze, a jak nie to też dobrze.. Wchodząc w związek, po kilku miesiącach jeśli on przetrwa, to znaczy, że jest jakaś chemia, uczucie, wspolne tematy, pasje i ten tzw. VIBE pomiędzy ludźmi. Zatem jaki ma sens odgrywanie teatrzyka, lecąc schematem jak u góry wypunktowałem? Żadnej spontaniczności, żadnego np. zabrania na weekend partnerki w góry, bo ona mnie nie zaprosiła wcześniej nigdzie? Co to znaczy w ogóle równowaga w zaangażowaniu w zwiazek? Kobieta nigdy nie dorówna zaangażowaniem mężczynie, po pierwsze nie ma tylu możliwości i umiejętności ( przeważnie gorzej zarabia, nie zmieni mi w aucie oleju i filtrów bo nie umie, nie obroni mnie w ciemnej uliczce przed kieszonkowcem jak będzie ze mną szła, nie wymaluje mi mieszkania). Zatem z mojego punktu widzenia wchodząc w JAKIKOLWIEK związek, meżczyzna z góry musi założyć, że z definicji będzie wykorzystany w mniejszy lub większy sposób i albo się godzi, albo nie. Jeżeli się godzi to moim skromnym zdaniem widziały gały, co brały i na co się godziły. Nie potrafię być w związku, widząc, że moja partnerka czegoś potrzebuje i nie pomóc - dla mnie to byłoby zaprzeczenie, negacja faktu bycia w związku. Dużo tego typu przyslug, udzielanej pomocy wykonałbym bez żadnego warunkowania tego na zasadzie ja tobie dzis, ale ty mi jutro. No nie, moim zdaniem tak to nie działa w relacji z kobietą w poważnym związku. To może ti powinno tak działać w relacjacj towarzyskich, zawodowych ale nie romantycznych. Zmierzając do puenty; gdzie leży granica, pomiędzy byciem wykorzystywanym, a byciem najzwyczajniej w świecie odpowiedzialnym facetem, w poważnym związku, który nie odpala codziennie na wieczór Excela i nie wprowadza ilości przysług wyświadczonych swojej partnerce, oraz przysług w moją stronę, robiąc na koniec miesiąca bilans. Jak wychodzi ujemny dla mnie, to sie żegnamy... Tu zdaje się jest ukryta odpowiedź dlaczego, wciąż obrywam po tyłku od kobiet 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted February 5 Share Posted February 5 Musisz zobaczyć wszystkie odcinki Musisz Wiedzieć 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Dzingolo Posted February 5 Share Posted February 5 (edited) 38 minut temu, Wolumen napisał(a): PO CO W TAKIM RAZIE WIĄZAĆ SIĘ Z KOBIETA? Żeby ruchać i tutaj zakończę te moją konkluzję. Chociaż ruchać można wiele kobiet i na wiele sposobów. Baba to głupi stwór nawet nie wiem czy człowiek dlatego nie miej ludzkich odruchów bo zazwyczaj cię wykorzystają jak takowe zobaczą. A że bez mózgu to zobacz na 1:35 to jest coś co nazywamy kobieta, ciekawe jaka ona bierze odpowiedzialność i ile przyjmie ciemnych indiańskich kutasow do siebie do domu w ramach bezrasismu 😂 Edited February 5 by Dzingolo 3 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Wolumen Posted February 5 Author Share Posted February 5 3 minuty temu, Dzingolo napisał(a): Żeby ruchać i tutaj zakończę te moją konkluzję. Chociaż ruchać można wiele kobiet i na wiele sposobów. Baba to głupi stwór nawet nie wiem czy człowiek dlatego nie miej ludzkich odruchów bo zazwyczaj cię wykorzystają jak takowe zobaczą. Wcześniejsze Twoje rady miały większą głębię intelektualną, to co teraz popełniłeś klasyfikuje Cię niemalże jako troglodytę. Masz rodziców? Jeśli nie rozwiedzionych i w miarę dobrze się dogadują to przenieś swoje rady na grunt ich małżeństwa. Moi rodzice są 47 lat po ślubie, jeden drugiemu pomaga i się wspierają i gdybym powiedział ojcu, że matka jest mu potrzebna tylko do ruchania to by mi zeby wybił, bo pomimo 72 lat jeszcze by dał radę. Mi tu w tym wątku nie chodziło o przelotne znajomości, a o planowanie z kobietą czegoś na poważnie 6 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Husquarna Posted February 5 Share Posted February 5 1 minutę temu, Wolumen napisał(a): a.Moi rodzice są 47 lat po ślubie, jeden drugiemu pomaga i się wspierają i gdybym powiedział ojcu, że matka jest mu potrzebna tylko do ruchania to by mi zeby wybił, bo pomimo 72 lat jeszcze by dał radę. Mi tu w tym wątku nie chodziło o przelotne znajomości, a o planowanie z kobietą czegoś na poważnie To tylko świadczy o tym, że się zmieniły zasady gry i wcześniejsze działające relacje zakładane prawie pół wieku temu to nie to samo co dzisiaj, a nawet 20 lat temu co dobrze świadczy twój przykład, bo sam jesteś rozwodnikiem. Gdyby ten przysłowiowy "żyd" już wtedy korbą kręcił to skutek byłby taki sam, czyli kobieta wyzwolona samotna matka z finansującym ją alimenciarzem i kapitanem państwo, wolna od patriarchalnego chłopa i gotowa do skoków na karuzeli. Niedawny ojciec teraz samotny i mający problemy, żeby stworzyć relacje. Tego świata już dawno nie ma. Powieneś po tylu latach na forum sam to stwierdzić i widzieć, że jest tylko gorzej w materii związkowej. Teraz nawet redpill coraz mniej działa (nie mówię, że w ogóle, po prostu słabsze oddziaływanie takich atutów jak status i zasoby) co kto będzie bardziej szczery to zacznie to przyznawać. 6 Link to comment Share on other sites More sharing options...
icman Posted February 5 Share Posted February 5 50 minut temu, Wolumen napisał(a): gdzie leży granica, pomiędzy byciem wykorzystywanym, a byciem najzwyczajniej w świecie odpowiedzialnym facetem, w poważnym związku, który nie odpala codziennie na wieczór Excela i nie wprowadza ilości przysług wyświadczonych swojej partnerce, oraz przysług w moją stronę, robiąc na koniec miesiąca bilans. Tam gdzie ją postawisz. 6 Link to comment Share on other sites More sharing options...
facundo Posted February 5 Share Posted February 5 @Wolumen Kiedyś czasy były zgoła odmienne, małżeństwa były inne, ludzie byli inni i mentalność. Na moim przykładzie i doświadczeniach stworzenie małżeństwa w wieku 32 lat tak jak u mnie nie istnieje. To nie ma co patrzeć na to, że Twoi rodzice są szczęśliwym małżeństwem bo gdy brali ślub wystarczyła sala w remizie, 10 skrzynek wódki i oranżada. No i jeszcze jakiś chłop który jako tako potrafił rzępolić na akordeonie. Gdybyś postawił dziś ojca i kazał mu randkować, wybierać kobietę na małżonkę tak żeby się nie wpakować w gówno to uwierz, że również miał by problem i wiele dylematów. 6 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Wolumen Posted February 5 Author Share Posted February 5 1 minutę temu, Husquarna napisał(a): To tylko świadczy o tym, że się zmieniły zasady gry i wcześniejsze działające relacje zakładane prawie pół wieku temu to nie to samo co dzisiaj, a nawet 20 lat temu co dobrze świadczy twój przykład, bo sam jesteś rozwodnikiem. Gdyby ten przysłowiowy "żyd" już wtedy korbą kręcił to skutek byłby taki sam, czyli kobieta wyzwolona samotna matka z finansującym ją alimenciarzem i kapitanem państwo, wolna od patriarchalnego chłopa i gotowa do skoków na karuzeli. Niedawny ojciec teraz samotny i mający problemy, żeby stworzyć relacje. Tego świata już dawno nie ma. Powieneś po tylu latach na forum sam to stwierdzić i widzieć, że jest tylko gorzej w materii związkowej. Teraz nawet redpill coraz mniej działa (nie mówię, że w ogóle, po prostu słabsze oddziaływanie takich atutów jak status i zasoby) co kto będzie bardziej szczery to zacznie to przyznawać. W zasadzie takim stwierdzeniem dochodzimy do wniosku, że jakiekolwiek związki D-M dziś już nie mają sensu, a to z kolei w perpektywie kolejnych 20-30 lat spowoduje, że będą sami single i singielki. Mój przykład - rozwód, był zupełnie inny. Mojej żonie odbiło na tle wiary, do dziś lata 3 x w tyg. do kościoła i odmawia różaniec przed snem. Nie ma nikogo nowego od dnia rozwodu. Tego typu dewiacje zapewne zdarzały się też i 50 lat temu, to żaden znak czasów 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
wolnystrzelec Posted February 5 Share Posted February 5 (edited) To znamienne, że to facet zada sobie pytanie „jakim mężczyzną być?”. A czy przeciętna kobieta katuje się podobnymi? Jaka ona powinna być, żeby stworzyć udany związek? Jeżeli jej z facetem nie wyjdzie, to będzie wina chłopa. Bo był za mało, za bardzo. Za mało się starał, za dużo, za wysoki, za niski. A nawet za idealny. Kobieta, która jest niepoukładana w sferze psychicznej, będzie przez koleżanki określana jako ta z temperamentem, z charakterkiem, sama o sobie powie „jeśli nie możesz znieść mnie, gdy jestem najgorsza…” itd. Kobieta, która nie dba o siebie fizycznie, będzie pocieszana jako „plus size queen”, „jesteś piękna jaka jesteś”, a „faceciki nie widziały prawdziwej kobiety”. „Nie przejmuj się, kochana, nie był ciebie wart”. „You go, girl!”. Kobieta właściwie nic nie musi, po prostu jest. Próba jej zmiany będzie odbierana jako toksyczna. Natomiast my na swoich barkach niesiemy ten świat, a przy tym jeszcze dodatkowo próbujemy zrozumieć, co w nas usprawnić, żeby ta druga, emocjonalna istota przypadkiem się nie znudziła i nie wypowiedziała umowy. Wiem, że to wołanie na puszczy, ale buntuję się przeciwko takiemu porządkowi. Sfera domowa, seksualna, cała moja prywatność powinna być azylem, gdzie czuję się bezpiecznie, a nie drugim frontem walki, gdy na chwilę opuszczam ten pierwszy - społeczno-zawodowy. Edited February 5 by wolnystrzelec 8 3 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Wolumen Posted February 5 Author Share Posted February 5 1 minutę temu, wolnystrzelec napisał(a): To znamienne, że to facet zada sobie pytanie „jakim mężczyzną być?”. A czy przeciętna kobieta katuje się podobnymi? Jaka ona powinna być, żeby stworzyć udany związek? Jeżeli jej z facetem nie wyjdzie, to będzie wina chłopa. Bo był za mało, za bardzo. Za mało się starał, za dużo, za wysoki, za niski. A nawet za idealny. Myślę, że po prostu mężczyźni mają większą odpowiedzialność za relację, co nawet można usłyszeć na kanale "Musisz wiedzieć" - prowadzący często używa sformułowanie, że mężczyzna jest strażnikiem relacji, a kobieta strażniczką sypialni. Dlatego też wydaje mi się, że mężczyzna jako ta głowa rodziny/przewodnik stada stawia sobie wyżej poprzeczkę, niż kobieta i dzieje się to z automatu, jako przejaw zwykłego prawa natury 6 minut temu, icman napisał(a): Tam gdzie ją postawisz. O tym jest ten watek - czyli gdzie ją postawić... Link to comment Share on other sites More sharing options...
icman Posted February 5 Share Posted February 5 4 minuty temu, Wolumen napisał(a): O tym jest ten watek - czyli gdzie ją postawić... Tam gdzie chcesz. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Dzingolo Posted February 5 Share Posted February 5 29 minut temu, Wolumen napisał(a): Wcześniejsze Twoje rady miały większą głębię intelektualną, to co teraz popełniłeś klasyfikuje Cię niemalże jako troglodytę. Masz rodziców? Jeśli nie rozwiedzionych i w miarę dobrze się dogadują to przenieś swoje rady na grunt ich małżeństwa. Moi rodzice są 47 lat po ślubie, jeden drugiemu pomaga i się wspierają i gdybym powiedział ojcu, że matka jest mu potrzebna tylko do ruchania to by mi zeby wybił, bo pomimo 72 lat jeszcze by dał radę. Mi tu w tym wątku nie chodziło o przelotne znajomości, a o planowanie z kobietą czegoś na poważnie To co piszą osoby po mnie, czasy się zmieniły... Twoi , moi rodzice żyli w innych czasach i innych ramach mentalnych. Dziś nie masz żadnych ram, o czym się boleśnie przekonujesz nie zauważyłeś? To co napisałem jest brutalne ale to prawda 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Wolumen Posted February 5 Author Share Posted February 5 5 minut temu, Dzingolo napisał(a): To co piszą osoby po mnie, czasy się zmieniły... Twoi , moi rodzice żyli w innych czasach i innych ramach mentalnych. Dziś nie masz żadnych ram, o czym się boleśnie przekonujesz nie zauważyłeś? To co napisałem jest brutalne ale to prawda W zasadzie to masz rację. Chyba ja jednak jestem jeszcze idealistą Link to comment Share on other sites More sharing options...
Dzingolo Posted February 5 Share Posted February 5 (edited) 21 minut temu, Wolumen napisał(a): W zasadzie to masz rację. Chyba ja jednak jestem jeszcze idealistą Będzie ciężko Tobie ale pozbądź się tego idealizmu... Ja jestem WWO, z pełnej rodziny z dobrymi wzorcami i tutaj jest ale... Bo te wzorce nie działały jak miałem 20/25/30 lat. Musiałem dostać mocno po dupie żeby zrozumieć że coś jest nie halo albo z tym światem albo ze mną. Wiesz co się okazało? Ze mną wszystko ok, ale świat się skurwił.... Dlatego żeby nie być wiecznym popychadłem w życiu ja musiałem się zmienić, bo tylko na to miałem wpływ a nie na świat. Nie chodzi o to żeby być cynicznym hujem bez uczuć, ale o to żeby trzymać ramę, nie dać sobie wejść na głowę, jak trzeba to zjebac, a jak można to przytulić. Edited February 5 by Dzingolo 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
dziadul Posted February 5 Share Posted February 5 Cytat jeśli on przetrwa, to znaczy, że jest jakaś chemia, uczucie, wspólne tematy, pasje i ten tzw. VIBE pomiędzy ludźmi. Właśnie dlatego ludziom nie wychodzi. Bo wierzą w chemię, uczucie, wspólne pasje i VIBE. Jeszcze za naszych dziadków instytucja małżeństwa była spółką o charakterze gospodarczym, której nadrzędnym celem było utrzymanie majątku w rodzinie. Młodych dobierali rodzice, omawiali kwestie 'biznesowe', a potem młodzi mieli docierać się, zgrywać i ciągnąć ten konstrukt społeczny, w którym uczucie mogło się pojawić, ale wcale nie musiało. Związki budowane na porywach serca to jak domek ze sklejki na Florydzie - zawieje mocniej z którejś strony i pierdut! - domek leży. Przestańcie żyć tymi wyobrażeniami o jakiejś mistycznej więzi - to jest układ. Obie strony muszą widzieć korzyści we wspólnym trwaniu. Ten układ nie może funkcjonować w próżni, stąd też sakralizacja małżeństwa oraz społeczny ostracyzm. To są mechanizmy utrzymania porządku - niekoniecznie sprawiedliwego, ale na pewno takiego, w którym większość ludzi ma szansę funkcjonować jako 'społecznie pożyteczne jednostki'. Obecny porządek to zwyczajny burdel, z którego nic nie wyniknie, oprócz jeszcze większego chaosu. 7 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
facundo Posted February 5 Share Posted February 5 Wydaje mi się, że kiedyś ludzie też nie byli świadomi zagrożeń jakie niesie za sobą małżeństwo Było ,, to coś ,, i była decyzja o ślubie, nikt nie myślał w kategoriach ile na tej decyzji może stracić.. majątek, dzieci, zdrowie psychiczne i fizyczne. Dziś w dobie matriarchatu i prawa, które przechyla się w większości kwestii na stronę kobiecą coraz więcej mężczyzn woli mieć święty spokój i pewnego rodzaju bezpieczeństwo niż kierować się wspólnym VIBE 😁 Link to comment Share on other sites More sharing options...
JedeNzNich Posted February 5 Share Posted February 5 (edited) To co było nie wroci, świat poszedł do przodu, każdy musi odpowiedzieć sobie sam do czego mu związek z kobieta. Kolo 2010 od pracowitej kobiety po 50tce, usłyszałem 'we dwójkę jest łatwiej' i do tego mniej więcej czasu to się sprawdzało. Obecnie wszystko co można samemu ogarnąć należy absolutnie samemu zrobić. Jeśli kobieta dokłada Ci, przez co ubywa Ci twojego czasu. Jest pasożytem do omijania. Nalezy cenić swój czas, gdy matematyka się nie zgadza żegnać, i Diwka. Moja rada, 'NIE ponoś kosztów, których nie miałbyś normalnie.' Ostatecznie przed tobą sobie radziła. Edited February 5 by JedeNzNich 4 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted February 5 Share Posted February 5 (edited) Po przeczytaniu ksiazki o ktorej wspominalem w ktoryms poscie i po lyknieciu czerwonej pigulki, uwazam ze udany zwiazek ma szanse wystapic wtedy kiedy facet ma unikający styl przywiązania a kobieta bezpieczny, mimo ze ksiazkowo bezpieczny+ bezpieczny. Edited February 5 by EmseyXYZY 2 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
thyr Posted February 5 Share Posted February 5 1 godzinę temu, Wolumen napisał(a): W zasadzie takim stwierdzeniem dochodzimy do wniosku, że jakiekolwiek związki D-M dziś już nie mają sensu, a to z kolei w perpektywie kolejnych 20-30 lat spowoduje, że będą sami single i singielki. Nie tak do konca 😂 3 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Hipolit Skalski Posted February 5 Share Posted February 5 1. To właściwie jaka musi być kobieta, żeby stworzyć wartościowy związek? 2. Dlaczego w trybie domyślnym to mężczyzna jest tym, który musi się poprawiać? 2 godziny temu, Wolumen napisał(a): Nie potrafię być w związku, widząc, że moja partnerka czegoś potrzebuje i nie pomóc - dla mnie to byłoby zaprzeczenie, negacja faktu bycia w związku. Dużo tego typu przyslug, udzielanej pomocy wykonałbym bez żadnego warunkowania tego na zasadzie ja tobie dzis, ale ty mi jutro. No nie, moim zdaniem tak to nie działa w relacji z kobietą w poważnym związku. To może ti powinno tak działać w relacjacj towarzyskich, zawodowych ale nie romantycznych. Jest różnica w realnej potrzebie pomocy, a wysługiwaniem się. Wielu mężczyzn da sobie wejść na łeb w imię miłości, wierząc że kobiety to istoty empatyczne i wyrozumiałe. 2 godziny temu, Wolumen napisał(a): gdzie leży granica, pomiędzy byciem wykorzystywanym, a byciem najzwyczajniej w świecie odpowiedzialnym facetem, w poważnym związku, który nie odpala codziennie na wieczór Excela i nie wprowadza ilości przysług wyświadczonych swojej partnerce, oraz przysług w moją stronę, robiąc na koniec miesiąca bilans. Jak wychodzi ujemny dla mnie, to sie żegnamy... Trzeba mieć do siebie szacunek. Jeżeli ja daję od siebie 90% a ona 10% i czuję we flakach, że nie jest okej a mimo to postanawiam z tym nic nie robić to jestem frajerem. A ja nie chcę być frajerem. Mam kolegę, którego żonie zachciało się pieska. Kolega oczywiście długo się nie zastanawiał i kupił żonie tego pieska, bo przecież ona tak bardzo prosiła. No i zgadnij kto teraz dyma z tym psem 3 razy dziennie. To jest właśnie brak szacunku do siebie i brak granic. 3 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
zuckerfrei Posted February 5 Share Posted February 5 2 godziny temu, Wolumen napisał(a): Wcześniejsze Twoje rady miały większą głębię intelektualną, Tu jest Twój problem, ciągle myślisz i się zastanawiasz. To Cię oświecę: w dzisiejszych czasach nie da rady. Nawet od Amiszów uciekają laski aby żyć na dzisiejszym świadomym siebie (kobiety) poziomie. Ruchaj albo Ciebie wyruchają. Dziś nawet te brzydkie, puszyste są zjebane. Kiedyś tak nie było. 4 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Stargazer Posted February 5 Share Posted February 5 (edited) Powtarzam się, ale jeśli nie ma silnej potrzeby spłodzenia potomka, to związek z kobietą w 2026 roku nie ma sensu moim zdaniem - "koszty" przewyższają korzyści. A odpowiadając na pytanie zadane w temacie, trzeba: - być przystojnym i dobrym w łóżku - być niezależnym finansowo z dobrymi zarobkami - mieć jakiś "edge", nie można być w pełni przewidywalnym, zupełnie spokojnym, broń Boże nudnym W przypadku braku któregoś z w/w, taki związek będzie "wymagać pracy", jak to się mówi 😏 Quote Tu zdaje się jest ukryta odpowiedź dlaczego, wciąż obrywam po tyłku od kobiet Widzisz, a ja się obawiam, że jednak masz deficyty w którymś z tych aspektów. I tak, wiem że są wyjątki, ale one mają to do siebie, że często potwierdzają regułę. Edited February 5 by Stargazer 4 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted February 5 Share Posted February 5 14 minut temu, Stargazer napisał(a): I tak, wiem że są wyjątki, ale one mają to do siebie, że często potwierdzają regułę. Nie można miec takiego podejscia, ze tylko wyjatki są spoko, ale takie, że jest ich mało juz tak i ze na taki wyjatek mozna nie trafić w zyciu. Dopiero jak sie uzna ze ma sie wyjatek, planowac z nim zycie na zawsze powiedzmy, a nie ze jest dupa i czemu mi sie z nia nie uklada. W wiekszosci dlatego ze sa zjebane, ale faceci tez sa zjebani okiem bab, chociaz ich zdanie trzeba miec w dupie. My tu tez tworzymy banke ludzi przeczolganych przez baby, to nie jest forum o fajnych laskach. Myśli kreują rzeczywistość. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
HermannBrunner Posted February 5 Share Posted February 5 2 godziny temu, Husquarna napisał(a): To tylko świadczy o tym, że się zmieniły zasady gry i wcześniejsze działające relacje zakładane prawie pół wieku temu to nie to samo co dzisiaj, a nawet 20 lat temu co dobrze świadczy twój przykład, bo sam jesteś rozwodnikiem. Gdyby ten przysłowiowy "żyd" już wtedy korbą kręcił to skutek byłby taki sam, czyli kobieta wyzwolona samotna matka z finansującym ją alimenciarzem i kapitanem państwo, wolna od patriarchalnego chłopa i gotowa do skoków na karuzeli. Niedawny ojciec teraz samotny i mający problemy, żeby stworzyć relacje. Tego świata już dawno nie ma. Powieneś po tylu latach na forum sam to stwierdzić i widzieć, że jest tylko gorzej w materii związkowej. Teraz nawet redpill coraz mniej działa (nie mówię, że w ogóle, po prostu słabsze oddziaływanie takich atutów jak status i zasoby) co kto będzie bardziej szczery to zacznie to przyznawać. Te zachowania, które dzisiaj są smutną normą, dawniej nie przeszłyby tak łatwo. Po prostu poluzowało się trochę łańcucha i takie skutki. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ManBehindTheSun Posted February 5 Share Posted February 5 2 godziny temu, Wolumen napisał(a): Mija 6 rok mojej obecności tutaj, a wcześniej obserwowałem chyba z 1,5 roku jako niezarejestrowany. Przez te 6 lat wydarzyło się u mnie na płaszczyźnie damkso-męskiej dużo, bardzo dużo, popełniłem dużo błędów, a w zasadzie zaryzykuję stwierdzenie - z perspektywy czasu - że popełniłem prawie wszystkie, które popełnić się dało. Począwszy od związków z samotnymi matkami, poprzez związki z zaburzonymi singielkami, gdzie wkład w związek i przepływ korzyści był w zasadzie jednostronny - wiadomo, w którą stronę. Ostatnio sytuacja z ex żoną, którą tutaj opisałem, moja pomoc, a następnie olanie mojej prośby o stosunkowo drobną przysługę. Pojawia się zatem fundamentalne pytanie, a właściwie kilka pytań, na podstawie wszelkiej maści rad i sugestii dla mężczyzn w tematyce związkowej zarówno na tym forum, jak i ogólnie w całej manosferze. Mam tu na myśli rady typu: 1) dawaj tyle, ile dostajesz; 2) " miej wy*ebane, a będzie Ci dane" ; 3) nie goń za kobietą; 4) niech kobieta będzie dodatkiem do Twojego życia, a nie jego centrum; ..... i jeszcze kilka innych, o zbliżonym wydźwięku tj. nie robienia ołtarzyka z partnerki Rady te są prawdopodobnie skuteczne, patrząc choćby po przykładach skrajnych bad boy'ów, którzy faktycznie mają swoje partnerki za gadżet w życiu i nic poza tym, a one i tak biegają za nimi z uporem godnym maniaka. Powstaje tylko jedno, bardzo ważne pytanie: PO CO W TAKIM RAZIE WIĄZAĆ SIĘ Z KOBIETA? Jeżeli z góry mam powziąć strategię j/w tzn nie angażować się zbytnio i na każdym niemalże kroku pokazywać całym swoim jestestwem, że związek nie jest dla mnie najważnijeszy. To po co mi w ogóle związek, kobieta? Seks kosztuje w porywach 300zł i można w tej cenie wybrać sobie dowolny model, wiek, kolor włosów, figurę - jak w sklepie. Wyprowadźcie mnie z błędu, ale jeśli wiązę się z kimś, to traktuję poważnie tą osobę, a nie jak nic nie znaczącą personę na zasadzie jesteś to dobrze, a jak nie to też dobrze.. Wchodząc w związek, po kilku miesiącach jeśli on przetrwa, to znaczy, że jest jakaś chemia, uczucie, wspolne tematy, pasje i ten tzw. VIBE pomiędzy ludźmi. Zatem jaki ma sens odgrywanie teatrzyka, lecąc schematem jak u góry wypunktowałem? Żadnej spontaniczności, żadnego np. zabrania na weekend partnerki w góry, bo ona mnie nie zaprosiła wcześniej nigdzie? Co to znaczy w ogóle równowaga w zaangażowaniu w zwiazek? Kobieta nigdy nie dorówna zaangażowaniem mężczynie, po pierwsze nie ma tylu możliwości i umiejętności ( przeważnie gorzej zarabia, nie zmieni mi w aucie oleju i filtrów bo nie umie, nie obroni mnie w ciemnej uliczce przed kieszonkowcem jak będzie ze mną szła, nie wymaluje mi mieszkania). Zatem z mojego punktu widzenia wchodząc w JAKIKOLWIEK związek, meżczyzna z góry musi założyć, że z definicji będzie wykorzystany w mniejszy lub większy sposób i albo się godzi, albo nie. Jeżeli się godzi to moim skromnym zdaniem widziały gały, co brały i na co się godziły. Nie potrafię być w związku, widząc, że moja partnerka czegoś potrzebuje i nie pomóc - dla mnie to byłoby zaprzeczenie, negacja faktu bycia w związku. Dużo tego typu przyslug, udzielanej pomocy wykonałbym bez żadnego warunkowania tego na zasadzie ja tobie dzis, ale ty mi jutro. No nie, moim zdaniem tak to nie działa w relacji z kobietą w poważnym związku. To może ti powinno tak działać w relacjacj towarzyskich, zawodowych ale nie romantycznych. Zmierzając do puenty; gdzie leży granica, pomiędzy byciem wykorzystywanym, a byciem najzwyczajniej w świecie odpowiedzialnym facetem, w poważnym związku, który nie odpala codziennie na wieczór Excela i nie wprowadza ilości przysług wyświadczonych swojej partnerce, oraz przysług w moją stronę, robiąc na koniec miesiąca bilans. Jak wychodzi ujemny dla mnie, to sie żegnamy... Tu zdaje się jest ukryta odpowiedź dlaczego, wciąż obrywam po tyłku od kobiet Prawda jest taka, że dziś zarówno kobiecie jak i facetowi związki nie są do niczego potrzebne. Wyjątkiem są tu :chęć posiadania rodziny/posiadanie 60+ lat na karku. Wszystko co masz w związku jest teraz na wyciągnięcie ręki za "drobną opłatą". Co raz więcej osób to zauważa stąd i coraz większa singloza. Jak to tu niektórzy piszą "kto mieszkał z kobitą ten się w cyrku nie śmieje" 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts