Jump to content

To właściwie jakim mężczyzną trzeba być, żeby stworzyć wartościowy związek?


Recommended Posts

3 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Zatem z mojego punktu widzenia wchodząc w JAKIKOLWIEK związek, meżczyzna z góry musi założyć, że z definicji będzie wykorzystany w mniejszy lub większy sposób i albo się godzi, albo nie.

I to jest Twój największy problem.

Masz to co zakładasz, w co wierzysz i na co się godzisz.

Uwierz, że jeśli jesteś pierwszym wyborem a nie zapchajdziurą to działa wręcz odwrotnie.

Przynajmniej przez jakiś czas.

Pytanie czy kiedykolwiek to Ty wybierałeś czy zawsze byłeś wybierany z jakiegoś np ekonomicznego powodu?

Podejrzewam, że to drugie i to wyjaśniałoby Twoją straconą pozycję już na starcie bo czułeś, że musisz zasłużyć.

Cały Twój egzystencjonalny problem ma tylko i wyłącznie jedno podłoże - niskie poczucie własnej wartości, choćbyś nie wiem jak próbował nas przekonać, że jest inaczej.

I na tym sugerowałbym się skupić w pierwszej kolejności. Baby zostaw w spokoju póki co.

 

Edited by Kogut
  • Like 5
  • Confused 1
Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Wolumen napisał(a):

 

 

W zasadzie to masz rację.

Chyba ja jednak jestem jeszcze idealistą

Spokojnie bracie dopiero za Tobą jeden rozwód a jeszcze jej pomogłeś po latach, wszystko przed Tobą .

 

Marek Siudym 3 żony wszystko im zostawiał , Kopiczyński 4 żony i nasza chluba narodowa  Leon Niemczyk

 

   uwiodłem wiele kobiet, ale niewiele było w moim życiu prawdziwej miłości. Więcej było pożądania i sympatii. Co do moich sześciu żon... Policzyłem kiedyś, że miały one w sumie, przede mną i po mnie, piętnastu mężów! Jestem przy nich cienki Bolek – mówił Leon Niemczyk w wywiadzie dla "Echa Dnia".

 

Leon Niemczyk: Za błędy trzeba płacić

Niestety, "cienki" był również pod koniec swojego życia. Pomimo tego, że brał każdą robotę, a pracował przez dekady, przez co dorobił się przydomku "Leon zawodowiec", niczego się nie dorobił. W ostatnim wywiadzie aktor przyznał wprost, że wszystko, co miał, zabrały mu kobiety, które kochał!

Moje żony i partnerki tak bardzo mnie kochały, że chciały mieć po mnie jak najwięcej pamiątek: mieszkania, samochody, wszystko! - żartował z goryczą pod koniec życia.

Sam przyznawał, że każdy związek opuszczał — i to dosłownie — z jedną walizką.

 Rozstania kojarzą mi się z... nowym zamkiem w drzwiach mojego mieszkania mówił w rozmowie z "Echo Dnia".

Przed śmiercią aktor był praktycznie bankrutem. Mieszkał w domu kwaterunkowym, zmagał się z chorobą płuc, nie miał nic odłożone "na czarną godzinę".

Kobietom, z którymi się wiązałem, zależało — jak się okazywało po czasie — nie na mnie, ale na moich pieniądzach. Cóż, popełniłem wiele błędów, a za błędy trzeba płacić – przyznał w rozmowie z tygodnikiem "Angora".

Mnie się wydaje, że najlepszy sposób na kobietę, to konto w banku – mawiał z goryczą.

 

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Confused 1
  • Sad 2
Link to comment
Share on other sites

3 godziny temu, Wolumen napisał(a):

PO CO W TAKIM RAZIE WIĄZAĆ SIĘ Z KOBIETA?

 

 

Kiedyś wiązanie się może i miało sens, ale obecnie moim zdaniem ma to wyłącznie sens jak rachunkowo wychodzi ci taniej jak prostytutka.

 

Ogólnie kobieta to drapieżnik który szuka cały czas korzyści — ty byłeś ofiarą, która się zorientowała że jest eksploatowana zupełnie jak zasób bez uczuć. Twój software jest błędny dlatego masz mindfucka. To ty masz wykorzystywać a nie żeby ciebie wykorzystywano i o tym jest ta gra DM kto kogo bardziej "oczaruje", albo jesteś wilkiem albo owcą. Przykład? Zobacz ile kobiet wykorzystuje facetów jako trampoliny do lepszego życia czy sławy a później pokazują swoje prawdziwe odbicie — to nie przypadek to chłodne kalkulacje i obmyślane drapieżniczce strategie.

  • Like 4
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Mija 6 rok mojej obecności tutaj, a wcześniej obserwowałem chyba z 1,5 roku jako niezarejestrowany.

Witamy (z powrotem) w kolonii!

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Przez te 6 lat wydarzyło się u mnie na płaszczyźnie damkso-męskiej dużo, bardzo dużo, popełniłem dużo błędów, a w zasadzie zaryzykuję stwierdzenie - z perspektywy czasu - że popełniłem prawie wszystkie, które popełnić się dało.

Począwszy od związków z samotnymi matkami, poprzez związki z zaburzonymi singielkami, gdzie wkład w związek i przepływ korzyści był w zasadzie jednostronny - wiadomo, w którą stronę.

Ostatnio sytuacja z ex żoną, którą tutaj opisałem, moja pomoc, a następnie olanie mojej prośby o stosunkowo drobną przysługę.

Wyolbrzymiasz swoje błędy, dzisiaj za byle co odlatujesz od bab.

Takie są obecnie realia na rynku matrymonialnym, wolne to praktycznie same walnięte lub z innych powodów porzucony odpad po chadach;

- samotne mamuśki szukają tylko beciaka do kasy

- zaburzone singielki czyli borderki

To nie są tematy do zakładania jakichkolwiek relacji nawet typu ONS, więc niekoniecznie popełniałeś błędy, bo nawet jakbyś był "perfekcyjny" to dalej mógłbyś dostać koopa into doopa.

Więc pytania:

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Pojawia się zatem fundamentalne pytanie, a właściwie kilka pytań, na podstawie wszelkiej maści rad i sugestii dla mężczyzn w tematyce związkowej zarówno na tym forum, jak i ogólnie w całej manosferze. 

Mam tu na myśli rady typu:

 

1) dawaj tyle, ile dostajesz;

2) " miej wy*ebane, a będzie Ci dane" ;

3) nie goń za kobietą;

4) niech kobieta będzie dodatkiem do Twojego życia, a nie jego centrum;

..... i jeszcze kilka innych, o zbliżonym wydźwięku tj. nie robienia ołtarzyka z partnerki

 

Rady te są prawdopodobnie skuteczne, patrząc choćby po przykładach skrajnych bad boy'ów, którzy faktycznie mają swoje partnerki za gadżet w życiu i nic poza tym, a one i tak biegają za nimi z uporem godnym maniaka.

Są troche bezcelowe, bo to tak jakbyś pytał jak z zgnitego ciasta zrobić pyszne wypieki?

No nie da się.

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Powstaje tylko jedno, bardzo ważne pytanie:

PO CO W TAKIM RAZIE WIĄZAĆ SIĘ Z KOBIETA?

Żeby tylko wypełnić cel naturalny, bo dzisiaj singielki do niczego się nie nadają, 

Towar nadający się do czegokolwiek więcej niż ONS dawno został zdjęty z rynku, już w liceum.

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

 

Jeżeli z góry mam powziąć strategię j/w tzn nie angażować się zbytnio i na każdym niemalże kroku pokazywać całym swoim jestestwem, że związek nie jest dla mnie najważnijeszy.

To po co mi w ogóle związek, kobieta? Seks kosztuje w porywach 300zł i można w tej cenie wybrać sobie dowolny model, wiek, kolor włosów, figurę - jak w sklepie.

Dokładnie, i dlatego nie ma sensu szukać tego, czego po prostu już nie ma, lepiej zapłacić.

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Wyprowadźcie mnie z błędu, ale jeśli wiązę się z kimś, to traktuję poważnie tą osobę, a nie jak nic nie znaczącą personę na zasadzie jesteś to dobrze, a jak nie to też dobrze..

Wchodząc w związek, po kilku miesiącach jeśli on przetrwa, to znaczy, że jest jakaś chemia, uczucie, wspolne tematy, pasje i ten tzw. VIBE pomiędzy ludźmi. 

Zatem jaki ma sens odgrywanie teatrzyka, lecąc schematem jak u góry wypunktowałem?

Żadnej spontaniczności, żadnego np. zabrania na weekend partnerki w góry, bo ona mnie nie zaprosiła wcześniej nigdzie? 

+

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Co to znaczy w ogóle równowaga w zaangażowaniu w zwiazek? Kobieta nigdy nie dorówna zaangażowaniem mężczynie, po pierwsze nie ma tylu możliwości i umiejętności ( przeważnie gorzej zarabia, nie zmieni mi w aucie oleju i filtrów bo nie umie, nie obroni mnie w ciemnej uliczce przed kieszonkowcem jak będzie ze mną szła, nie wymaluje mi mieszkania).

Nie ma czegoś takiego jak równowaga w zaangażowaniu, zawsze jedna strona daje więcej a druga mniej.

Równowagi to wymysł fantazji. Jedna strona rządzi, a druga mu podlega.

Najlepiej jak tą bardziej starającą się stroną jest kobieta, bo to jej naturalna rola, tylko że na taki związek mogą liczyć przystojni faceci, a nie przeciętniaki.

Odwrotny układ jest sprzeczny z naturą kobiet, więc skończą się deadbedroomem albo zdradą.

Więc układ chad - kobieta = VIBE pozytywna chakra, super gitówa, kobieta mu służy, stara się jest uśmiech jest radność, szczęście bo każdy spełnia swoją naturalną rolę.

A układ przeciętniak - kobieta = wieczna złość, niepewność niezadowolonie = kobieta robi łaskę, zwala na ciebie wszystko, ty pajacujesz i prosisz ona robi wojnę - jest gniew, nienawiść zgrzyt - bo nikt nie pełni swojej naturalnej roli. Wbrew naturze.

Większe angażowanie = słabość, więc kobiety przy try-hardzie będzie się męczyć, denerwować, złościć, bo nie odczuwa "tych" emocji które by poczuła przy chadzie.

Logicznie to dla niej fajnie że to facet się stara, ale to dla niej brak emocji = słabość i taki try hard dostanie rogi lub koopa into doopa.

 

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Zatem z mojego punktu widzenia wchodząc w JAKIKOLWIEK związek, meżczyzna z góry musi założyć, że z definicji będzie wykorzystany w mniejszy lub większy sposób i albo się godzi, albo nie.

Jeżeli się godzi to moim skromnym zdaniem widziały gały, co brały i na co się godziły. 

Dokładnie, to zjawisko to cuckoldyzm i flepiarstwo.

I dlatego zawsze naśmiewam się z narzekaczy którzy się rozczarowują - bo oni się starali a i tak koopa into doopa dostali.

Nawet korpo ma w nosie takich ludzi. Kto się stara = ten jest słaby.

 

Dlatego też zawsze uważam że przeciętni faceci (i poniżej) są skazani na cuckoldyzm i flepiarstwo - bo jeśli chcą mieć jakikolwiek związek, oni są zmuszeni się starać, bo chcą "przekupić" kobiety, tylko że tak pożądanie i emocje nie działają. Takie osoby wyprują sobie żyły, a i tak z dnia na dzień mogą dostać koopa into doopa bo przyszedł chad który nic nie musi, a to one pajacują dla niego.

Pożądania nie da się wynegocjować, albo kobieta to czuje i się nie trzeba starać, bo to jej będzie zależeć, albo nie ma, i żadne pajacowanie zaangażowanie tego nie zmieni.

 

Chad/exotic ma tam w nosie wymogi, przysługi, tu konieczność ich wypełniania znika u kobiet - ile razy widziałem jak dziewczyny pajacują przy chadach a jak się zachowują u przeciętniaków xD

 

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Nie potrafię być w związku, widząc, że moja partnerka czegoś potrzebuje i nie pomóc - dla mnie to byłoby zaprzeczenie, negacja faktu bycia w związku.

Dużo tego typu przyslug, udzielanej pomocy wykonałbym bez żadnego warunkowania tego na zasadzie ja tobie dzis, ale ty mi jutro.

No nie, moim zdaniem tak to nie działa w relacji z kobietą w poważnym związku. To może ti powinno tak działać w relacjacj towarzyskich, zawodowych ale nie romantycznych.

Powinno, ale nie. Jesteśmy zwięrzetami z intelektem, i tej bariery w strefie romantycznej nie da się przeskoczyć.

Dlatego też przęciętni faceci powinni odpuścić relacje z kobietami, bo skończą jak cuckoldy - będą dawać wszyststko a one i tak nie odwzajemnią, za to dadzą za free chadowi który nawet na nie nie splunął.

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

Zmierzając do puenty;

gdzie leży granica, pomiędzy byciem wykorzystywanym, a byciem najzwyczajniej w świecie odpowiedzialnym facetem, w poważnym związku, który nie odpala codziennie na wieczór  Excela i nie wprowadza ilości przysług wyświadczonych swojej partnerce, oraz przysług w moją stronę, robiąc na koniec miesiąca bilans. Jak wychodzi ujemny dla mnie, to sie żegnamy...

Tu zdaje się jest ukryta odpowiedź dlaczego,  wciąż obrywam po tyłku od kobiet

Drogi kolego, w oczach kobiet, w 2026 roku jesteśmy postrzegani jak narzędzie, a nie jakiś partner czy człowiek.

 

- masz geny to ci kobieta odda wszystko za free, bo jej "spłacisz" tym na czym jej najbardziej zależy - genami, dlatego dla chadów nie ma wymogów a i jeszcze im usługują,

- nie masz genów to równie dobrze możesz być jej darmowym niewolnikiem, bo ona nie odczuwa żadnego obowiązku ciebie "spłacić" - ona spłaca to ŁASKĄ że ona z tobą jest.

Będziesz pajacował i usługiwał, to dostaniesz pogardę i akty wielkiej łaski i nic więcej.
Nie będziesz tego robić, to ona poszuka innego pajaca/chada :) Win-win.

Więc niestety, jak nie ma genów to nie ma dobrego związku. Niestety.

Więc odpowiadając na twoje pytanie:

Cytat

o właściwie jakim mężczyzną trzeba być, żeby stworzyć wartościowy związek?

 

Uprzejmie odpowiadam:

Takim który obowiązkowo posiada następujące atrybuty:

- Kwadratowa szczęka,

- wzrost 190 cm,

- budowa supermana,

- brak zakoli,

- brak jakichkolwiek skaz genetycznych (ani fizycznych ani psychicznych)

 

Uroda w stylu Henry'ego Canvil'a im bliżej tym lepiej.

 

Dodatkowo (nieobowiązkowo)

- własna firma / zawód prestiżowy

- zarobki minimum 15k pln/msc.

- samochód marki premium o minimum wartości 150k zł.

- duży dom w dużym mieście i kilka mieszkań.

- super zainteresowania bogaczy typu wakacje w tropikach itd.

 

Mam nadzieję że pomogłem,

Pozdrawiam

Prof. Hab. nt. nauk Blackpillowskich Zly_Czlowiek.
Uniwersytet nauk społecznych im. Analcondy w Internecie

:D 

Edited by Zły_Człowiek
  • Like 4
Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, Wolumen napisał(a):

JAKIKOLWIEK związek, meżczyzna z góry musi założyć, że z definicji będzie wykorzystany w mniejszy lub większy sposób i albo się godzi, albo nie.

Jeżeli się godzi to moim skromnym zdaniem widziały gały, co brały i na co się godziły. 

To znajdź taką kobietę z którą stworzysz normalny związek. Ale my faceci mamy z tym problem, bo takich kobiet nie chcemy. Ostatnio pokazał to dobitnie temat założony przez @swiezak99. Chcemy ruchać modelki i jeść ciastko. Podświadomie ciągnie nas do gówna, a potem płacz. 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, Taboo napisał(a):

To znajdź taką kobietę z którą stworzysz normalny związek. Ale my faceci mamy z tym problem, bo takich kobiet nie chcemy. Ostatnio pokazał to dobitnie temat założony przez @swiezak99. Chcemy ruchać modelki i jeść ciastko. Podświadomie ciągnie nas do gówna, a potem płacz. 

Coś w tym jest, bo mój kolega (pies na baby) cudem znalazł dziewczynę która jest dla niego miła, niby mu się podoba....
no ale nie potrafi pozbyć się swojej natury "podrywacza" - to znak że za długo szukał kobiety (szukał prawie 9 lat) i nie jest już w stanie zmienić swojego dotychczasowego przyzwyczajenia i nastawienia.

Więc niektórzy faceci tzw. psy na baby niewiele się różnią od singielek - oboje szukają lepszych opcji niż to do czego mają dostęp, co potem skutkuje samotnością na własne życzenie.

 

No ale on nie ma świadomości że jak tamtą kopnie into doopa to już nowej nie dostanie - bo baby instynktownie gardzą singlami.

Edited by Zły_Człowiek
Link to comment
Share on other sites

4 godziny temu, Hipolit Skalski napisał(a):

1. To właściwie jaka musi być kobieta, żeby stworzyć wartościowy związek?
2. Dlaczego w trybie domyślnym to mężczyzna jest tym, który musi się poprawiać?

Dzięki.

To samo miałem napisać.

 

5 godzin temu, icman napisał(a):
5 godzin temu, Wolumen napisał(a):

O tym jest ten watek - czyli gdzie ją postawić...

Tam gdzie chcesz.

 

W tym problem, że @Wolumennie wie.

 

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

7 godzin temu, Wolumen napisał(a):

Mam tu na myśli rady typu:

 

1) dawaj tyle, ile dostajesz;

2) " miej wy*ebane, a będzie Ci dane" ;

3) nie goń za kobietą;

4) niech kobieta będzie dodatkiem do Twojego życia, a nie jego centrum;

..... i jeszcze kilka innych, o zbliżonym wydźwięku tj. nie robienia ołtarzyka z partnerki

 

Rady te są prawdopodobnie skuteczne, patrząc choćby po przykładach skrajnych bad boy'ów, którzy faktycznie mają swoje partnerki za gadżet w życiu i nic poza tym, a one i tak biegają za nimi z uporem godnym maniaka.

 

Powstaje tylko jedno, bardzo ważne pytanie:

 

PO CO W TAKIM RAZIE WIĄZAĆ SIĘ Z KOBIETA?

 

Mam wrażenie, że patrzysz trochę ze złej strony na problem. Chodzi mi o to że problem zaczyna się ZANIM w ogóle zaczniesz rozglądać się za kobietami. Chodzi o  kwestię poczucia "klęski urodzaju" której zwykły facet w PL pewnie w życiu w PL (statystycznie patrząc) nie doświadczył. O to, że nie musisz się jakoś specjalnie starać, żeby laski same zwracały na Ciebie uwagę. wrzucałem tutaj bardzo fajny odcinek podkastu dr Orajan Tarabana pt "Staraj się najmniej jak to możliwe". 

 

 

 

Chodzi o to, że startując z pozycji, że jakieś laski są Tobą zainteresowane, nie inwestujesz na starcie niewiadomo ile żeby być zauważonym przez tą która Cię interesuje. 

Czyli niejako chodzi mi o to, że problem leży już w tym etapie przedwstępnym, zanim jeszcze nawet zagadasz do laski. Zależy bowiem od tego czy podchodzisz do znajomości z perspektywy "to trzecia laska która mnie zaczepia w tym miesiącu" czy raczej (jak większość) "w końcu udało mi się zwrócić na mnie jej uwagę....nie moge tego zje**ć" Te dwa podejścia potem kształtują cały związek (bilans sił w związku). 

Mi się wydaje, że takie kwestie jak tej jednostronnej inwestycji w związek potem są niejako efektem nierównowagi na starcie. Tylko że to jest tak, że strasznie ciężko jest to zrozumieć w teorii, gdy tego sam nie przeżyjesz. 

Większość nas jest tutaj w PL "normalsami" -podobni do kilku milionów innych Słowian. Jesteśmy taką wodą Polar na półce w Biedrze za 0,99 PLN, gdzie identycznych butelek stoją całe palety. Ciężko się wyróżnić.

 

Ja tutaj od lat namawiam braci na wyjazd gdzieś za granicę, żeby przez chwilę poczuli się tak jak u nas czują się kobiety. Nagle dostajesz atencję, zaczepiają Cię laski same z siebie. Możesz się umówić na randkę po krótkiej rozmowie (a nie po "namawianiu" laski przez kilka tygodni, bo ona "zajęta jest"). To bardzo zmienia mental. Po prostu niektóre zachowania, które wcześniej uważało się za normalne, nagle widzimy jako złe i patologiczne.

Wszystko to, co opisałeś, to niejako "przeinwestowanie" już na starcie, a potem leci niejako z rozpędu. Jak fajnie wyjaśnia gość na wideo, nie możesz nagle zejść poziom niżej. Możesz przesuwać się tylko w górę (i starać/zabiegać) coraz bardziej.

 

 

Żeby nie było, ja wcale nie uważam, że nie warto się starać, ale istotne jest, że by OBIE strony się starały w związku. W Polsce (i w krajach zachodnich) zaś pojawiło się mocne przesunięcie wahadła w stronę "nadskakiwania" laskom przez tabuny SIMP-ów, przez co całość jest jak z krzywego zwierciadła. Ta gra w PL jest bowiem "ustawiona", możesz grać, ale i tak zawsze wygra kasyno. 

 

P.S. Często w PL słyszę w towarzystwie, jak kobiety mówią: "no co Ty… mój X… a która by go chciała". Jak dla mnie, to najlepsza diagnoza, że ten związek jest martwy, ale tylko podtrzymywany przez aparaturę sztucznie przy życiu. Często taki facet jest po prostu betaproviderem, którym laska mniej lub bardziej otwarcie pogardza (za to, że nie jest jej wymarzonym Chadem). Jak dla mnie, jedynie co ustawia związek do pionu, jest poczucie laski, że ten gość, z którym jest, może odejść, jak ona też nie będzie się starała i bez problemu znajdzie sobie inną młodszą/lepszą/szczuplejszą (niepotrzebne skreślić). 

  

 

  • Like 11
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

10 godzin temu, Wolumen napisał(a):

gdzie leży granica, pomiędzy byciem wykorzystywanym, a byciem najzwyczajniej w świecie odpowiedzialnym facetem, w poważnym związku

To jest fundamentalne pytanie, ale odpowiedź jest prostsza niż mogłoby się wydawać. Nikt nie wie gdzie ma być ta granica, a właściwie naturalną granicę stawia Twój własny organizm (i każdego z nas). Słaby facet będzie miał problem z tym, że baba mu wchodzi na głowę, ale silny facet będzie miał dobrze zrobioną ramę i też nie będzie wiedział, gdzie jest ta granica, bo nie musi się nad tym zastanawiać - ma to jako cechę domyślną (podobnie jak wzrost). Samo zastanawianie się nad tym powoduje, że nie wiesz gdzie jest granica i musisz się tego dowiedzieć z zewnątrz, ale praktycznie zawsze nie będzie to "Twoja" granica. Będzie ona zamarkowana. Niektórzy bez trzymania wolantu utrzymują lot poziomy, a niektórym samolotowi opada dziób i muszą się napocić, by go utrzymać. Ci, którzy się przy tym pocą automatycznie nie są naturalni. Sprawdź czy się za bardzo nie pocisz.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Zakładasz z góry że to w nas jest problem.

 

Otóż nie mój drogi, dzisiaj kobiety same sobie tworzą problemy z nami jest wszystko w porządku (przynajmniej większość facetów jest "ułożona" a większość bab jest jebnięta) 

Edited by bassfreak
  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

13 godzin temu, Brat Jan napisał(a):

W tym problem, że @Wolumennie wie.

W tym problem, że się nie nauczy inaczej niż ją stawiając gdziekolwiek i broniąc.

 

Szukanie zewnętrznego systemu, który tłumaczy, usprawiedliwia czy jest obiektywny w tym aspekcie jest po prostu chybionym pomysłem, który wynika z wyobrażeń więc tylko w tej przestrzeni ma sens, możemy tu o tym dyskutować a nawet się doktoryzować.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

16 godzin temu, Zdzichu_Wawa napisał(a):

Jak dla mnie, jedynie co ustawia związek do pionu, jest poczucie laski, że ten gość, z którym jest, może odejść, jak ona też nie będzie się starała i bez problemu znajdzie sobie inną młodszą/lepszą/szczuplejszą (niepotrzebne skreślić). 

  

Jest to jeden z powodów dla których, moje konta randkowe są zostawione. Regularnie pokazuje  kobiecie i smieszkuje sobie na co one licza. Idealny reset relacji do poziomu demo-króliki. 

  • Like 3
  • Confused 1
Link to comment
Share on other sites

21 minut temu, JedeNzNich napisał(a):

Jest to jeden z powodów dla których, moje konta randkowe są zostawione. Regularnie pokazuje  kobiecie i smieszkuje sobie na co one licza. Idealny reset relacji do poziomu demo-króliki. 

Możliwe praktycznie tylko z poziomu bardzo wysokiego SMV mężczyzny.

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, wolnystrzelec napisał(a):

Możliwe praktycznie tylko z poziomu bardzo wysokiego SMV mężczyzny.

 

Zauważ tylko, że ten SMV jest różny w różnych częściach globu. Ja np. ze swoim 179 cm w Polsce jestem "średniego wzrostu", za to w klubie w Kambodży byłem o głowę wyższy od kolejnego najwyższego gostka. Czułem się jak Lew - Król Sawanny. Mogłem omiatać wzrokiem całą salę.

Podobnie z naszą "pszenno-buraczaną" słowiańską urodą. Tutaj to nuda (takich jest na pęczki), za to gdzieś w Ameryce Południowej blondyn z niebieskimi oczami jest niczym ten przysłowiowy Alwaro co to za nim nasze Witaminki biegają.

 

Moja kobieta np. wie, że gdybyśmy się rozstali, to ja nie traciłbym czasu na podrywy na polskim podwórku. Mając już prawie 50-tkę na karku byłbym skazany na jakieś samotne mamuśki i równolatki.

Ona wie, że pierwsze, co bym zrobił, to kupiłbym bilet do Ameryki Południowej i mógłbym podrywać laski 20-30-letnie. To nie jest jakiś szantaż czy pokazówka. Jest nam razem super, dbamy o siebie… ale ona wie, że mam ew. jakieś opcje w zanadrzu.  Więc jeśliby zaczęła odwalać jakieś dramy, przestała się starać itp., to mam jakieś realne opcje (i ona wie, że ich bez wahania użyję, jeśliby doszło do takiej sytuacji). Ja także wiem, że ona bez problemu znalazłaby kilkunastu chętnych na moje miejsce. Także też nie odpuszczam sobie w tym związku. Tylko co innego starać się wspólnie (każdy w swojej strefie komfortu), a co innego "skakać przez obręcze", bo księżniczki w PL takie mają oczekiwania.

 

 

 

 

  • Like 6
  • Thanks 2
Link to comment
Share on other sites

Tak jak @Zdzichu_Wawa dobrze pisze, większość mężczyzn nie będzie się wyróżniać. 

W relacjach jest w jak biznesie, liczy się pozycja negocjacyjna i posiadanie innych opcji. Stawianie granic? - jak najbardziej okej, ale bądź gotowy na to, że jeśli kobieta jest atrakcyjna i ma multum innych opcji, a Ty nie, no to Twoje stawianie granic zakończy się jej zerwaniem z Tobą, Twoją samotnością, i być może obserwowaniem przez Ciebie "byłej" na portalach społecznościowych, jak tydzień po zerwaniu wstawia szczęśliwe zdjęcia z innym gościem.

 

Także nauka asertywności, stawiania granic na nic się nie zda, jeśli:

- nie jesteś atrakcyjny dla kobiet / nie masz umiejętności podrywu, tak by sobie radzić z poznawaniem kolejnych kobiet

- masz lęk przed samotnością 

- jesteś zależny od panny, w jakiś sposób gdzie zerwanie zależności pokomplikuje Ci życie na tyle, że tego nie chcesz

 

Dlatego ja będąc na Forum, jak i rozmawiając z kolegami, zachęcam ich do ogarniania siebie - stan ciała, swoje zdrowie, badania okresowe, niezależność, inicjatywy, flirt z kobietami.

  • Like 8
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

@krzy_siek Super w konkret!

 

55 minut temu, krzy_siek napisał(a):

- jesteś zależny od panny, w jakiś sposób gdzie zerwanie zależności pokomplikuje Ci życie na tyle, że tego nie chcesz

 

Od siebie dodam, że w tym punkcie zawiera się (po części) małżeństwo, ale przede wszystkim posiadanie dzieci. W polskich sądach rodzinnych facet ma przeje**ne na starcie. Więc ew. Szantaże i "gra" dzieckiem dają mocne karty kobiecie. Nagle gość jest na krótkiej smyczy. To jest to czego nie uczą w szkołach. 

  • Like 7
Link to comment
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.