Kespert Posted March 31 Share Posted March 31 W kuluarach Sejmu, z dala od fleszy reflektorów skupionych na "ważnych sprawach", rozgrywa się walka o pieniądze. Pieniądze, które rząd planuje zaoszczędzić na oświacie. Kto chce, może spróbować samodzielnie przebić się przez "nowomowę" mediów i stron, próbujących ugrać jak najwięcej dla siebie. https://www.solidarnosc.org.pl/nauczyciele-beda-pracowac-po-12-godzin-dziennie-ostry-sprzeciw-solidarnosci/ https://www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/men-chce-wreszcie-policzyc-nadgodziny-nauczycieli-to-pierwsza-tak-konkretna-propozycja,653473.html?mp=promo Oczywiście, Solidarność ma rację, że brak ograniczenia maksymalnego czasu pracy, to błąd celowy legislatora. Nawet kierowcy mają już tachografy, zamontować je też nauczycielom Solidarność ma też rację, że "rozliczanie" nadgodzin w okresach 4- lub 6-miesięcznych, doprowadzi do patologii. Kto chce dostać swoją premię za pół roku, a nie na koniec miesiąca, ręka do góry. Decyzyjność dyrektora szkoły co do sposobu "wypłaty" - gotówką lub czasem wolnym - to też drażliwy punkt. Proponuję też takie zasady zastosować przy zbiorach owoców - pół roku wolnego zimą, i zero wypłaty, hej! MEN ma rację w tym, że aktualnie "ewidencja czasu pracy" to fikcja. Ale to fikcja, która trzyma jak trytytka cały system. Obie strony, i prawdopodobnie ZNP celowo, starannie omijają najważniejszy punkt. Dzisiaj, szkoły łatają braki kadry dzięki emerytom, nauczycielom pracującym po kilka godzin, lub dzięki takim co wędrują po dwóch-trzech szkołach. Po wejściu tych przepisów, we wrześniu, dyrektor będzie miał obowiązek kazać takim nauczycielom siedzieć na dupach 40 godzin tygodniowo w szkole. A PIP będzie sprawdzał, czy przypadkiem różne szkoły nie raportują tego samego nauczyciela, w tym samym czasie (są już do tego szkoleni!). Naruszenia tego czasu pracy, będą podstawą do redukcji wymiaru etatu, czyli pensji, niezależnie od ilości przepracowanych godzin dydaktycznych "przy tablicy". Czyli inaczej mówiąc, nauczyciel pracujący 30 godzin przy tablicy, dostanie mniej kasy, jak 10 godzin nie przepierdzi w stołek w pokoju nauczycielskim. Może też nawet dostać mniej niż pensja minimalna - bo "podstawa etatu". Co się stanie: - emeryci nie wyrobią zdrowotnie, raczej odejdą całkowicie niż będą siedzieć cały tydzień w szkole (no a przecież muszą kiedyś stać w kolejkach na NFZ). - paniusie nie pracujące, a idące do szkoły na kilka godzin "dla zabawy", a nie dla pieniędzy - rzucą to w cholerę. Żony marynarzy, żony górników, i tak dalej. Ewentualnie - urlop macierzyński, lub zdrowotny. - chemicy, fizycy, i inni "specjalsi" jeżdżący pomiędzy szkołami - wybiorą jedną, albo odejdą. Zwiększy się liczba wakatów tam, gdzie dyrektor nie pomacha większa marchewką niż konkurencja - a oczywistą marchewką jest podbijanie "nierealnych" raportów czasu pracy. Czyli patologia ewidencyjna pozostanie, ale sumaryczna ilość godzin przy tablicy - zmniejszy się; dokładnie odwrotnie do planów MEN. - nastanie patologia "edukacji włączającej" - inflacja etatów nauczycieli wspomagających. Bo za "takie dziecko" jest do sześciu razy wyższa subwencja, a to przecież tylko "jeden papierek". - młodzi nauczyciele - mając do wyboru 40 godzin w szkole albo 40 godzin w urzędzie/sklepie itd., wybiorą łatwiejszą pracę, taką gdzie mają gwarancje podwyżek pensji minimalnej, i mniejszą odpowiedzialność karną. Jakakolwiek "rotacja pokoleń" stanie się fikcją, a system zacznie jeszcze wyraźniej dogorywać geriatrycznie (to już się dzieje, ale jeszcze nie w skrajnym stopniu). - część szkół - jak już dziś niektóre zawodowe - zacznie albo pakować 50+ dzieci na lekcję, albo urządzi lekcje wyjazdowe co tydzień, albo wprost - zdalne. Dziecko podąży tam, gdzie jeszcze jest "ostatni" nauczyciel. W efekcie, szkoły niejako "naturalnie" zaczną się zamykać, ze względu na braki kadrowe. Nastąpi zmiana rejonizacji (i rząd zarobi więcej na paliwie ). Nauczyciele "ideowcy" którzy jeszcze przez przypadek się uchowali, teraz zostaną z decyzją - zmiana zawodu, albo redukcja pensji, albo bezsens biurokratyczny. Pozostaną "na stanowisku" nauczyciele najbierniejsi, i najmniej nadający się do czegokolwiek innego. Ale jest inna strona - modelem anglosaskim, niszę podażową zapełnia szkoły prywatne. Większość jeszcze gorsza merytorycznie niż szkoły "państwowe", ale będzie też część dla "świadomych rodziców" - oferująca usługi na wyższym poziomie niż oficjalna oświata... za odpowiednio wysoką stawkę. Tam nauczyciele zaczną zarabiać proporcjonalnie do "efektów", a dzieci poznają znaczenie słowa "dyscyplina" - opcja wykopania ze szkoły, stanie się prawdziwym straszakiem, bo raz wykopane, dziecko najczęściej już będzie do końca naznaczone stygmą - zostanie mu tylko "niższy level", lub państwówka z rejonu. Podział na kasty, nowe elity i plebs - od podstawówki, po grób. Pomijam takie procesy, jak imigranci w rejonowych szkołach, co napędzi biznes szkół prywatnych "badziewnych ale bezpiecznych". Pomijam osobny temat likwidacji szkół specjalnych, bo to osobna epopeja. Powiem tyle - dziecko niebezpieczne dla innych dzieci, w szkole "normalnej" nie będzie mogło być legalnie powstrzymane fizycznie przez nauczyciela, bo tylko szkoły specjalne miały takie możliwości. Czyli ataki nożem, pobicia, gwałty - staną się na tyle częstsze, że może nawet nie trzeba będzie aż tylu imigrantów, by "zrobiła się unijna atmosfera". Za inne pominięte kwestie zmian - wycieczki, odpowiedzialność karną itd. - może kiedyś... o ile jeszcze jakieś "kiedyś", dla polskiej oświaty jeszcze będzie. 3 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
BumTrarara Posted March 31 Share Posted March 31 Całe szkolnictwo przechodzi na nauczanie covidowe i problem rozwiązany. Jeden nauczyciel może obsłuży 100 osobową klasę siedzącą w domach. Więc logistyka jest łatwa... no i budynki szkół będą już przestarzałe i niepotrzebne, że są w dobrych miejscach to pewnie jakiś deweloper kupi. No i się budżet uratuje. Same zalety. 🤡 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Maurycy Posted March 31 Share Posted March 31 I prawidłowo, normalny czas pracy to 40 godzin tygodniowo, jeden etat. Nauczyciele mówią, że 22 godziny, które zostaje tygodniowo to przygotowywania się do lekcji, sprawdzanie klasówek itp Często nauczyciele mówią, że wychodzi znacznie dłużej niż to 40 godzin tygodniowo Miałem okazję kształcić się chwilę w niemieckim systemie oświaty, na szczeblu szkoły średniej. Nie mam pojęcia, ile godzin tygodniowo nauczyciel prowadził tam lekcje, ale jak nie miał lekcji, to był w szkole, i był do dyspozycji ucznia (przynajmniej tak było w Badenii-Wirtembergii). Z punktu widzenia ucznia, było to bardzo spoko, bo szło się do takiego nauczyciela matematyki i się mówiło - nie rozumiem tego i tamtego zagadnienia z lekcji, a nauczyciel to tłumaczył uczniowi indywidualnie. Nie było potrzeby żadnych korepetycji. W Polsce korepetycje są płatne, taka matematyka to pewnie kosztuje jakieś 100 zł za godzinę. A wiadomo, ilu rodziców z takich korepetycji korzysta, zwłaszcza jak chodzi o przedmioty ścisłe Kwestia zarobków Polskich nauczycieli, to jest osobne zagadnienie. Uważam, że zarabiają za mało, a jak chodzi o duże miasta - to stanowczo za mało. Byłaby większa płaca, to więcej osób garnęłoby się do tego zawodu. Jakiś czas temu spotykałem się z nauczycielką angielskiego, która uczyła w liceum. Kobieta wyciągała drugą pensję na korepetycjach, które prowadziła po zajęciach w szkole. W dzisiejszych czasach, jest to dość dobry biznes, jak się ma określoną liczbę osób chętnych na takie nauczanie poza szkołą 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Magos Dominus Posted March 31 Share Posted March 31 41 minut temu, Kespert napisał(a): W efekcie, szkoły niejako "naturalnie" zaczną się zamykać, ze względu na braki kadrowe. Czy ze względu na demografię i po prostu brak dzieci? Coś jak oddziały położnicze. Oczywiście braki kadrowe to też problem. Pytanie tylko kogo zabraknie szybciej? Dzieci czy nauczycieli? 3 minuty temu, Maurycy napisał(a): W dzisiejszych czasach, jest to dość dobry biznes, jak się ma określoną liczbę osób chętnych na takie nauczanie poza szkołą Nie od dziś. Jak chodziłem do liceum to tylko z mojej klasy coś koło 20 osób chodziło na korepetycję z matematyki do faceta, który przez pół roku był u nas na zastępstwie. Nie przejął się zbytnio tym, że pożegnał się z moim liceum, bo nową robotę ogarnął dość szybko, a z korepetycji wyciągał jak na tamte czasy konkretny pieniądz. 45 minut temu, Kespert napisał(a): ędzie też część dla "świadomych rodziców" - oferująca usługi na wyższym poziomie niż oficjalna oświata... za odpowiednio wysoką stawkę. To już istnieje. Na przykład Morawiecki swoich dzieci nie posłał do szkół publicznych. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kespert Posted March 31 Author Share Posted March 31 33 minutes ago, BumTrarara said: Jeden nauczyciel może obsłuży 100 osobową klasę siedzącą w domach To nauczyciele pewnie by wytrzymali - wsparci jakimś AI. Ale już kowid pokazał, że nie wytrzymaliby tego rodzice! 9 minutes ago, Maurycy said: Nauczyciele mówią, że 22 godziny, które zostaje tygodniowo to przygotowywania się do lekcji, sprawdzanie klasówek itp To jest fikcja, która "trzyma system", zwłaszcza w przypadku tych nauczycieli, co robią przy tablicy po kilkanaście godzin w 2 szkołach, albo po 10 w trzech. 10 minutes ago, Maurycy said: Z punktu widzenia ucznia, było to bardzo spoko, bo szło się do takiego nauczyciela matematyki i się mówiło - nie rozumiem tego i tamtego zagadnienia z lekcji, a nauczyciel to tłumaczył uczniowi indywidualnie Myślę że jakby MEN miało zapłacić polskim nauczycielom po niemieckich stawkach, to: - nauczyciele chętnie by się zgodzili zostawać i robić darmowe korepetycje - ministra edukacji złożyłaby wymówienie - MEN zaapelowałby do premiera o ogłoszenie upadku, czy co tam ogłasza niewypłacalny bankrut Problem polega na tym, że za mniej kasy, chcą praktycznie dowalić więcej roboty. A takim szefom-Januszom, wiadomo co pokazuje szanujący się pracownik. 1 minute ago, Magos Dominus said: Pytanie tylko kogo zabraknie szybciej? Dzieci czy nauczycieli? Liczba "etatów przeliczeniowych" jest w Polsce wyższa niż liczba nauczycieli od 2019r. O czym mało się mówi, to że niektóre szkoły mają >30% kadry "na emeryturze" - i to się może posypać w każdej chwili. Niejako "naturalnie". O ile polonistę czy historyka znajdziesz, o tyle chemik, fizyk matematyk czy informatyk - to istoty już nieomal mityczne. I to co trafia do szkół, to... albo ideowcy, albo tragedia. Inna metoda czytania tego wykresu jest taka, że na każdego nauczyciela pracującego 10 godzin, przypada taki co pracuje 29-30, by "system dychał". 4 minutes ago, Magos Dominus said: Na przykład Morawiecki swoich dzieci nie posłał do szkół publicznych. Masz też w Polsce szkołę z czesnym ponad 100k za semestr - ale to na razie ewenement. Mi chodzi o to, że "klasa średnia" będzie musiała się zubożyć, by posłać dziecko do szkoły prywatnie - czyli mówimy o 7-10% populacji, a nie o jednostkach. Dodatkowo 10-20% "niższej klasy średniej" też pewnie poszłoby "modą", do szkoły byle jakiej, byle nie państwowej, i "tanio". Masowy biznes, ogromne zyski, ogromne nadużycia na państwowych subwencjach dla akredytowanych firm edukacyjnych... koniaczek? Link to comment Share on other sites More sharing options...
Lucky Luke Posted March 31 Share Posted March 31 Wszystko idzie zgodnie z planem i przewidywaniami. Zaczęło się od wycofania prac domowych, ku uciesze gawiedzi. W latach 90 było przynajmniej uczciwie, w ławce siadał syn robotnika z synem lekarza i mieli równe szanse, dostęp do wiedzy. Mamy rozwartwienie coraz większe, więc to musi przejść na prywatne nauczanie. Nie będą patrycjusze chodzić do tych samych szkół co plebejusze. Mamy prywatne szkolnictwo wyższe, to będzie też podstawowe nauczanie. Rynek przejmie tych dobrych nauczycieli i jeszcze lepsza kasę da. Szkoła publiczna zostanie bez kadry, z łapanki wezmą jakieś Ukrainki po szybkich kursach pedagogicznych odbytych wieczorowo. Absolwent ma umieć tyle żeby móc pracować w zachodniej montowni i nie być konkurencja dla dzieci Elyty. Szkoła publiczna umrze śmiercią naturalna jak dentysta na NFZ. Oczywiście w sytuacji jak dalej będzie rządzić ta ekipa. Niech naród dalej głosuje na lewaków od Tuska 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
GriTo Posted March 31 Share Posted March 31 Godzinę temu, Lucky Luke napisał(a): syn robotnika Kiedyś za pochodzenie wiejskie, robotnicze dodawano punkty na studiach. Link to comment Share on other sites More sharing options...
dziadul Posted March 31 Share Posted March 31 Odnoszę wrażenie, że nieubłaganie próbuje się 'domknąć system', czyli udupić lud w taki sposób, aby nie miał szans na zmianę swojego nieszczęsnego położenia. Coraz mniej czasu, aby wyrwać się z tego 'aksamitnego kołchozu'. Degradacja zawodu nauczyciela to nie jest wprawdzie nowość, niemniej wygląda na to, że i ta grupa docelowo ma zostać wtłoczona w ramkę 'prekariat'. A wszystko po to, aby banda pazernych świń mogła przeżerać to, co wypracują inni. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Grzesiek Posted March 31 Share Posted March 31 Sektor prywatny urośnie. 6 godzin temu, Maurycy napisał(a): I prawidłowo, normalny czas pracy to 40 godzin tygodniowo, jeden etat. Nauczyciele mówią, że 22 godziny, które zostaje tygodniowo to przygotowywania się do lekcji, sprawdzanie klasówek itp Często nauczyciele mówią, że wychodzi znacznie dłużej niż to 40 godzin tygodniowo Etat nauczycielski to 26h przy tablicy, czyli zostaje 14h na papierki i pozostałe obowiązki poza stricte lekcjami i zazwyczaj całe to schodzi faktycznie na to, lub nawet więcej. Oprócz sprawdzania klasówek (masz 6 klas po 30 uczniów każda, 180 testów do sprawdzenia. 180x5min=15h, powodzenia przy pytaniach otwartych), dochodzą obowiązkowe sprawozdania (też dużo czasu zżera), zajmowanie się uczniami trudnymi, zajęcia pozalekcyjne dla uczniów, pilnowanie na przerwach żeby się nie pozabijali, spotkania i rozmowy z rodzicami, szkolenia, zaliczenia poprawkowe... lista jest otwarta. Nie zazdroszczę nauczycielom ilości pracy i dlatego nie pracuję w szkole państwowej. Państwowa oświata już od dawna jest dla zapaleńców z misją i nieudaczników, którzy nigdzie indziej się nie nadają. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Perun82 Posted April 1 Share Posted April 1 W dniu 31.03.2026 o 18:56, Maurycy napisał(a): I prawidłowo, normalny czas pracy to 40 godzin tygodniowo, jeden etat. Nauczyciele mówią, że 22 godziny, które zostaje tygodniowo to przygotowywania się do lekcji, sprawdzanie klasówek itp Często nauczyciele mówią, że wychodzi znacznie dłużej niż to 40 godzin tygodniow Znam temat z drugiej strony. Niestety, ale to jest fakt. A dzieciaki też nie chcą się uczyć. Kuwa w dobie Internetu gdzie masz wytłumaczone wszystko. 20 lat temu kiedy net raczkował a nie każdego było stać na niego - to latało się po bibliotekach. Dzieciaki nie są ciekawe świata. Nic ich nie interesuje. Naprawdę zmaerykanizowaliśmy oświatę. Debilizacja postępuję. Nauczycielom dano nowe obowiązki ale zabrano narzędzia. W dniu 31.03.2026 o 18:56, Maurycy napisał(a): W Polsce korepetycje są płatne, taka matematyka to pewnie kosztuje jakieś 100 zł za godzinę. A wiadomo, ilu rodziców z takich korepetycji korzysta, zwłaszcza jak chodzi o przedmioty ścisłe 19 godzin temu, Grzesiek napisał(a): Etat nauczycielski to 26h przy tablicy, czyli zostaje 14h na papierki i pozostałe obowiązki poza stricte lekcjami i zazwyczaj całe to schodzi faktycznie na to, lub nawet więcej. Oprócz sprawdzania klasówek (masz 6 klas po 30 uczniów każda, 180 testów do sprawdzenia. 180x5min=15h, powodzenia przy pytaniach otwartych), dochodzą obowiązkowe sprawozdania (też dużo czasu zżera), zajmowanie się uczniami trudnymi, zajęcia pozalekcyjne dla uczniów, pilnowanie na przerwach żeby się nie pozabijali, spotkania i rozmowy z rodzicami, szkolenia, zaliczenia poprawkowe... lista jest otwarta. Nie zazdroszczę nauczycielom ilości pracy i dlatego nie pracuję w szkole państwowej. Państwowa oświata już od dawna jest dla zapaleńców z misją i nieudaczników, którzy nigdzie indziej się nie nadają. Amen. A jeszcze zmaganie się z obcokrajowcami. 2 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Rnext Posted April 4 Share Posted April 4 On 3/31/2026 at 6:56 PM, Maurycy said: I prawidłowo, normalny czas pracy to 40 godzin tygodniowo, jeden etat. A dlaczego nie 30? Albo 20? A może jak dawniej po 12h na dobę przez cały tydzień? Włącznie z pracą dzieci. Skąd ta "norma"? On 3/31/2026 at 6:17 PM, Kespert said: (no a przecież muszą kiedyś stać w kolejkach na NFZ Kolejek jako takich nie ma (zwłaszcza jeśliś UKR), są co najwyżej "komitety kolejkowe" jak dawniej, gdzie miesiącami możesz po prostu czekać w domu. A jak się na termin nie stawisz, to nawet nikt nie sprawdzi czy już w tym domu cuchnie twoje truchło. On 3/31/2026 at 6:17 PM, Kespert said: brak ograniczenia maksymalnego czasu pracy, to błąd celowy legislatora. Przyjmijmy w końcu do wiadomości, że jeśli coś jest spierdolone przez (za)rząd, to jest spierdolone celowo i takie właśnie ma być. Źle postrzegamy zadłużanie, wyprztykanie się wojskowe na UKRów, zapaść ochrony zdrowia i edukacji etc. To po prostu takie ma być. Dlatego jak mawiał "Cejro" - "wszyscy won!". A nie że te same ryje od pół wieku na centralnych stolcach. Ich miejsce jest... no przynajmniej na śmietniku historii. Powiedzmy. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kespert Posted Tuesday at 12:56 PM Author Share Posted Tuesday at 12:56 PM On 4/4/2026 at 7:25 AM, Rnext said: A dlaczego nie 30? Albo 20? Dostajesz to, na co się godzisz - czym "kupiono" na czas jakiś, spokój proletariatu. On 4/4/2026 at 7:25 AM, Rnext said: A nie że te same ryje od pół wieku na centralnych stolcach. Na ich miejsce są już następni... tacy, przy których zatęsknimy nawet za Tuskiem, czy Sasinem. Przy Giertychu jako szefie MEN wydawało się, że nie może być gorzej... ostatecznie przyszedł Czarnek. "Tego nie da się przebić" wielu myślało - a jednak "rząd potrafi", i teraz mamy Nowacką... która nawet nie potrafi poprawnie napisać słowa "minister". Z wieści ogólnych - kto pamięta akcję "Laptop dla Nauczyciela"? No to okazuje się, że to była już część "szerszego planu". Do tej pory, koronnym argumentem dlaczego nauczyciele nie siedzą w szkołach, był brak komputerów do pracy... no to już nie jest, uśmiechamy się Drugi wątek - ustawa o planowaniu przestrzennym, czyli "3km lub mniej do szkoły". https://demagog.org.pl/wypowiedzi/rzad-zakazuje-budowy-domow-dalej-niz-15-km-od-szkoly-wyjasniamy/ Chodzą niepotwierdzone plotki, że ponownie będzie możliwe "rozbicie" szkół podstawowych na I-III i osobne IV-VIII. Po co? Pod budowlankę na tanich działkach, do 3km od "szkoły". Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts