Marek Kotoński Posted July 22 Share Posted July 22 Obecnie mając 47 lat, nie mogę wyjść ze zdumienia, jak nie tylko młodzi mężczyźni, inteligentni, po studiach, dbający o zdrowie, o umysł - czyli znacznie lepiej niż za moich czasów - budują sobie w głowie blokadę, że to co starsi, bardziej doświadczeni + logika mówią o kobietach, to kłamstwo. Siebie z 2026 roku, uznałbym za mściwego, zawistnego zgreda - nieudacznika, który patrzy tylko na cycki, zamiast zagłębić się w duszę kobiety i zaznać jej przyjaźni Jednocześnie sam mając 20 - 23 lata (nie pamiętam już), taką blokadę w umyśle miałem. I to tak mocno, że wszelkie mądre wywody o kobietach i związkach, traktowałem jak "mundrości" głupków i zazdrośników, co sami nie mają, więc obrzydzają, żeby nie wyjść na nieudaczników. Jak chyba każdy, zdrowy mężczyzna, marzyłem o bzykaniu, przytulaniu się, zakochaniu - o tym jak trzymamy się razem i kobieta jest jak męska wersja przyjaciela, z którym można o wszystkim pogadać. Oczywiście wszystko było napędzane głodem seksu, wiadomo A potem latami, mężczyźni mi się zwierzali na skype, meilami. Dzień w dzień, latami, słyszałem to, co z początku uważałem za przypadek. Aż w końcu mój punkt widzenia się zmienił, bo ile można wierzyć w Świętego Mikołaja? Wszystkie historie różniły się tylko kolorami, zewnętrzem, a poza tym były identyczne. Aż w końcu zdałem sobie sprawę z faktu, o którym od czasu do czasu wspominam - byłem w kilku szkołach i w żadnej, powtarzam - ŻADNEJ, nie widziałem ładnej dziewczyny z biednym i brzydkim chłopakiem. Mógł być biedny, ale był wysoki i przystojny, bądź miał dziwną charyzmę (gdzie nie był, zawsze dominował nad mężczyznami bez bójek, straszenia itd.). Mógł być niski i brzydki, ale za to miał naprawdę bogatych rodziców. Ale brzydki i biedny, do tego milczek? Nigdy. I właśnie to pytanie zadawałem wszystkim, z którymi "pracowałem". Milczenie, wymyślanie nieistniejących wyobrażeń, wymyślanie że to tylko w kilku szkołach a wszędzie indziej biedni i niscy, brzydcy, zaliczają najładniejsze dziewczyny, płaczą przy nich, zwierzają się z najgłębszych sekretów Reasumując. Wiem po sobie, że taka zmiana "patrzenia", bardzo boli. Wszystkie nadzieje o wielkiej przyjemności w życiu znikają. Zostaje pustka, co jest bardzo niebezpiecznym momentem, bo w tę pustą "dziurę", różne mentalne paskudztwa wpełzają, np. fanatyzm, wiara w jakiegoś ludzkiego idola itd. A ją trzeba wypełnić szacunkiem i miłością do siebie. Można się też nie zmieniać, dalej żyć w iluzji, a nawet mieć ładną dziewczynę, ale wyobrażanej przyjemności nie będzie - tylko strach, że ktoś nam ją "odbierze". A spróbuj się przy ukochanej rozpłakać, że np. nie dajesz sobie rady w pracy Jest to wszystko czyste skurwysyństwo moim zdaniem - człowiek się rodzi na tej planecie, jest oszukiwany przez oszukanych, i ma dwa wyjścia - żyć w kłamstwie, co generuje masę strachu, albo dowiedzieć się jak jest naprawdę - to też boli. Co by nie wybrał - cierpienia nie uniknie. Moim zdaniem, celem jest wypracowanie, stworzenie nawyku szacunku do siebie. Wtedy pojawia się przyjemność - bez żadnych rzeczy z zewnątrz, dziewczyny, auta itd. Bez wypracowania takiego stanu psychicznego, nawet bym nie podchodził do "zewnętrznych" przyjemności, bo jak odejdą, zepsują się, to cierpienie będzie nieuniknione. 13 9 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Mosze Red Posted July 22 Share Posted July 22 "Jaka jest różnica pomiędzy kaprysem a dozgonną miłością? Ta, że kaprys trwa trochę dłużej." "Mężczyzna może być szczęśliwy z każdą kobietą, dopóki jej nie kocha." 6 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
smerf Posted July 22 Share Posted July 22 Powiem wam że odkąd poznałem prawdziwą naturę kobiet to nawet zacząłem je lubić. Dokładnie po przez zrozumienie ich prymitywnych ewolucyjnych zachowań na które tak naprawdę większość z nich nie ma wpływu. Zew natury jest silniejszy niż logika, wartości czy inteligencja - której większość kobiet nie ma za wysokiej co też po części jest programem w tym projekcie. Ziemia ma się zaludniać a to że Janek rzuci się na linę bo urodził się brzydki lub bo jego luba go zdradza to jest wliczone w całe tarło. Trudno się dziwić jak od setek tysięcy lat geny i zasoby gwarantowały przetrwanie, a człowiek się zmienił tylko powierzchownie. Kluczowym jest tu IMO wejście w role obserwatora czyli wyjście z ja cierpię jako jeden z aktorów tylko wejście ja obserwuje świat jakim jest. Godze się z tym że nie spełnia moich oczekiwań uwalniając się tym samym od pragnień wywołujących cierpienie. Teraz się tylko uśmiecham jak widzę zajętą laskę która ewidentnie coś chce i widzę że ona sama nad tym nie panuje. 10 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted July 22 Share Posted July 22 (edited) Wszystko, co opisuje Marek, świadczy tylko o jednym: z naturą nikt jeszcze nie wygrał. Normy kulturowe nie są w stanie wykorzenić naszych pierwotnych instynktów. Spędziłem na forum już sporo czasu i od dawna znam założenia redpilla, jednak obecnie przechodzę głęboki kryzys egzystencjalny. Zastanawiam się, po co to wszystko. Po co się starać, skoro kobiety przestały być dla mnie jakimkolwiek napędem do działania? Nie chcę zakładać rodziny, bo uważam to za zbyt ryzykowne, a poza tym mam w sobie syndrom Piotrusia Pana. Nie widzę też sensu w rozwoju zawodowym. Wolę skupić się na korzystaniu z życia z dnia na dzień, bez wybiegania myślami w przyszłość i planowania. Analizując aktywność na forum, można wyciągnąć o nas kilka istotnych wniosków: -Doświadczenie osobiste: Każdy z nas trafił tutaj, ponieważ zaczął dostrzegać pewne mechanizmy – albo rozumiał je już wcześniej, ale po raz pierwszy przeżył coś na własnej skórze, a nie jedynie o tym słyszał. -Przeżywanie traumy: Każdy z nas zapętla się w swoich wewnętrznych urazach. Siedzą one w nas tak głęboko, że blokują nas przed ponownym wejściem w relację z kimkolwiek, a już na pewno z określonym typem kobiet. Moim zdaniem wszyscy radzimy sobie z tym w ten sam, zakorzeniony w atawizmach sposób. Czy jest on prawidłowy? Nie wiem. Istnieją badania psychologiczne wskazujące, że gdy człowiek dochodzi do wniosku, że nie jest w stanie czegoś osiągnąć, zaczyna to umniejszać i deprecjonować rolę tej rzeczy w swoim życiu. Działa to na prostej zasadzie: jeśli sąsiad kupi nowego mercedesa, a Ciebie na niego nie stać, zaczynasz sobie wmawiać, że ten samochód i tak zaraz się zepsuje, a Tobie do szczęścia wcale nie jest potrzebny. Dokładnie to samo robimy z kobietami. Na forum stają się one uosobieniem zła i źródłem wszelkich nieszczęść. Umniejszamy ich roli w budowaniu udanego życia. Co więcej, gdy widzimy kogoś szczęśliwego, od razu zakładamy, że to tylko pozory i w jego domu na pewno nie dzieje się dobrze. Taka jest już ludzka natura. Ostatnio zacząłem głębiej zastanawiać się nad mężczyznami i oceniając sytuację przez pryzmat własnej osoby, doszedłem do wniosku, że będąc kobietą, sam bym się na siebie wściekał. Jeśli chodzi o zaangażowanie w związek, rodzinę, odpowiedzialność czy poświęcenie dla sprawy – nie mam nic wspólnego ze swoim ojcem. Dla niego te wartości to fundament, ja natomiast mam do wszystkiego lekceważący stosunek. Logicznie rzecz ujmując, kobieta miałaby znacznie lepsze życie u boku mojego ojca niż ze mną. Wracając do logiki: kryteria, którymi kierują się kobiety przy wyborze partnera (co idealnie obrazują wpisy Marka), są sto razy bardziej racjonalne niż to, czym kierują się mężczyźni. Nikt nie przekona mnie, że jest inaczej. Podsumowując – pozostając w kręgu tematyki forumowej – musimy nieustannie poddawać te kwestie pod dyskusję, aby jako społeczność najzwyczajniej w świecie nie zdziadzieć. Edit: Zauważyłem,że coraz częściej kłamię, by osiągnąć cel. Ten świat nie jest na poważnie, a kłamstwo to jeden z atrybutów. Edited July 22 by EmseyXYZY 4 1 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Marek Kotoński Posted July 22 Author Share Posted July 22 Kobiety wbrew pozorem, wcale nie mają lepiej. Starzenie się, utrata atrakcyjności i profitów z nią związanych, jest wieloletnią kaźnią psychiczną. Rodzą się, czują się lepiej gdy przystojny chłopak zagada, i tak to idzie latami. Nagle chłopaków coraz mniej, już nie chcą podwozić, robić drogich prezentów, pojawiają się żylaki, zatwardzenie i łysienie, które w panice próbują ukryć. Mogą być ustawione, bogate, ale największe źródło przyjemności przepadło. Jakby ktoś brał heroinę 38 lat i powoli przestał - następne 40 lat będzie niezbyt miłe. Brzydkie mają trochę lepiej, do 40-tki żadnych przyjemności, bo i żadnych nosicieli dobrych genów, więc i po 40 sytuacja niewiele się zmienia, chociaż upada nadzieja. Brzydka póki jest młoda, ma nadzieję na cud z seriali które namiętnie ogląda i ulubionej książki "50 twarzy Greya". Później już nawet nadzieja upada, ale nie u wszystkich, bo dziennikarskie hieny zarabiają na wmawianiu, że nawet po 70-tce można się wylaszczyć, wystarczy nowa dieta, nowe mistyczne ćwiczenia, lewitujący guru w świętej szacie (w sukience przykrywającej pręt wbity w ziemię). Wszystkich nas oszukują, robią w konia. Oszukujący bywają często też oszukani w różnych sprawach, a wszyscy skończymy tak samo, chociaż jedni nieświadomie, inni otoczeni rodziną która za chwilę się rzuci sobie do gardeł o majątek, a są jeszcze tacy, co będą wyć z bólu. I tak w kółko, pokolenie za pokoleniem. Dlatego szukam, staram się szukać nie tam, gdzie szukali ludzie mający takie jak ja rozpaczliwe myśli, tylko tam gdzie nikt by nie pomyślał. Póki co, efektów brak. 5 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
SpellBreaker Posted July 22 Share Posted July 22 3 godziny temu, EmseyXYZY napisał(a): Nie chcę zakładać rodziny, bo uważam to za zbyt ryzykowne, a poza tym mam w sobie syndrom Piotrusia Pana. Nie widzę też sensu w rozwoju zawodowym. Wolę skupić się na korzystaniu z życia z dnia na dzień, bez wybiegania myślami w przyszłość i planowania. Mam bardzo podobnie, może czasami jest trochę ból dupy że jeśli chodzi o karierę nie zrobiłem nic spektakularnego ale sam brak związku i rodziny zwisa mi totalnie. Bardzo nie ufam kobietom i zabawa w rodzinkę to moim zdaniem ruska ruletka. Interesuje mnie też często prymitywny hedonizm,może aż tak bardzo nie różnimy się od kobiet pod tym względem 😅 Ja ogólnie straciłem empatię do kobiet,nie obchodzi mnie ich los i do czego doprowadza społeczeństwo,jestem zbyt mały żeby odpowiadać i przejmować się takimi rzeczami.Moze to ze względu na pewne doświadczenia w tym dużo niepowodzeń miłosnych ale z dwojga złego nie chce być ofiarą. 3 godziny temu, EmseyXYZY napisał(a): Przeżywanie traumy: Każdy z nas zapętla się w swoich wewnętrznych urazach. Siedzą one w nas tak głęboko, że blokują nas przed ponownym wejściem w relację z kimkolwiek, a już na pewno z określonym typem kobiet. Moim zdaniem wszyscy radzimy sobie z tym w ten sam, zakorzeniony w atawizmach sposób. Czy jest on prawidłowy? Nie wiem. Istnieją badania psychologiczne wskazujące, że gdy człowiek dochodzi do wniosku, że nie jest w stanie czegoś osiągnąć, zaczyna to umniejszać i deprecjonować rolę tej rzeczy w swoim życiu. Stosunek do kobiet polega na silnych emocjach a tego co się nauczyłem o tym świecie to człowiek który kieruje się emocjami(w szczególności mężczyzna) często kończy zle. 3 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Maurycy Posted July 22 Share Posted July 22 Tak jak napisał Marek, życie kobiet w pewnym wieku też nie jest kolorowe. Po jakimś 35 roku życia, kiedy uroda już znacznie spada, kandydatów jest mniej, a często też priorytety w życiu się zmieniają. Jakiś rok temu spotkałem koleżankę z klasy, kiedyś była bardzo ładna, teraz +50 kg. Wybrała sobie przystojniaka na męża, bo mogła mając dobrą urodę za młodu. Teraz zdradza ją z jakąś małolatą, bo żona się zaniedbała - i trochę się mu w sumie nie dziwię, bo ja bym z nią do łóżka nie poszedł. Rozmawialiśmy o takim koledze, który był przeciętniakiem w liceum, a teraz prowadzi firmę budowlaną w rodzinnym mieście i zbija kokosy, sam będąc kierownikiem wielu budów. Z jej tonu wynikało, że zazdrości jego żonie, że wakacje 3 razy do roku, drogie samochody, a ona nic, bo praca na kasie w Lidlu nie daje kokosów, a mąż przystojniak do bystrzaków nie należy i też pracuje na jakimś serwisie opon. Żyją od pierwszego do pierwszego. Owa kobieta nie ma żadnego zainteresowania ze strony mężczyzn, bo podupadła na urodzie, widać, że jest z tym gościem z przymusu, do czasu aż jej nie zmieni oficjalnie na jakąś inną, bo z tego, co mi mówiła - na to się właśnie zanosi. Gdyby chociaż zadbana była, to miała by w dalszym ciągu jakiś wybór i odskocznie, ale niestety - zamknęła za sobą pewne drzwi. Faceci mimo wszystko mają w tej kwestii trochę lepiej, bo jak jest facet w miarę ogarnięty, to zawsze jakąś kobietę znajdzie będąc przeciętnym z wyglądu. Po 30-stce, kobiety mają znacznie ograniczony wybór, też często jak mają do wyboru przystojniaka gołodupca, albo przeciętniaka, który jest ogarnięty, to wybiorą tego drugiego, żeby poprawić sobie jakość życia. 4 Link to comment Share on other sites More sharing options...
dziadul Posted July 22 Share Posted July 22 (edited) Prawda nas wyzwoli. A kogo nie wyzwoli, tego zmieli. Kto nie potrafi czerpać radości z drobnych rzeczy, ten nigdy nie będzie szczęśliwy. Edited July 22 by dziadul 10 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
SpellBreaker Posted July 22 Share Posted July 22 42 minuty temu, Maurycy napisał(a): Faceci mimo wszystko mają w tej kwestii trochę lepiej, bo jak jest facet w miarę ogarnięty, to zawsze jakąś kobietę znajdzie będąc przeciętnym z wyglądu. Po 30-stce, kobiety mają znacznie ograniczony wybór, też często jak mają do wyboru przystojniaka gołodupca, albo przeciętniaka, który jest ogarnięty, to wybiorą tego drugiego, żeby poprawić sobie jakość życia. Faceci też paradoksalnie lepiej znoszą samotność( albo przynajmniej część chłopa) jeśli chodzi o kwestie finansowe . Jest sporo kobiet które dużo zarobią ale nie wiele i facet ma mniejsze potrzeby , ja sam żyje teraz z miesiąca na miesiąc bo mam lekka pracę, nie wydaję dużo i nie potrzebuje dużo.Sama myśl że tyram nawet na jakąś fajną kobite przyprawia mnie o dreszcze. Chlop jak o siebie dba to też ma większą szansę lepiej wyglądać po 30. Powiedzialbym ze to kwestia indywidualna,niektórzy gorzej lub lepiej znoszą samotność. Osobiscie psychicznie przygotowuje się na wieczne życie kawalera. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kespert Posted July 23 Share Posted July 23 (edited) 21 hours ago, EmseyXYZY said: Działa to na prostej zasadzie: jeśli sąsiad kupi nowego mercedesa, a Ciebie na niego nie stać, zaczynasz sobie wmawiać, że ten samochód i tak zaraz się zepsuje, a Tobie do szczęścia wcale nie jest potrzebny. Pomiędzy "potrzebny" i "niepotrzebny", jest jeszcze morze innych opcji. Redefinicja oczekiwań, zrozumienie własnych potrzeb, a nie tych wprogramowanych przez "system". Może zamiast Mercedesa, potrzebuję Toyotę? A może wystarczy Dacia, byleby dowiozła gdzie chcę, kiedy chcę? Poza tym jest jeszcze możliwość wypożyczenia auta na godziny, gdzie stawka jest wprost proporcjonalna do klasy pojazdu i radości z jazdy 21 hours ago, EmseyXYZY said: kryteria, którymi kierują się kobiety przy wyborze partnera (co idealnie obrazują wpisy Marka), są sto razy bardziej racjonalne niż to, czym kierują się mężczyźni To mężczyźni są romantyczną płcią. Edited July 23 by Kespert Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted July 23 Share Posted July 23 (edited) 21 minut temu, Kespert napisał(a): Pomiędzy "potrzebny" i "niepotrzebny", jest jeszcze morze innych opcji. Redefinicja oczekiwań, zrozumienie własnych potrzeb, a nie tych wprogramowanych przez "system". Może zamiast Mercedesa, potrzebuję Toyotę? A może wystarczy Dacia, byleby dowiozła gdzie chcę, kiedy chcę? Myślę, że bardzo dobrze wiesz co mam na myśli. Przykład może nie był najszczęśliwszy, mogę podać inne: -Współpracownik z biurka obok dostaje stanowisko kierownicze, o które Ty też się starałeś. Mówisz innym: „I tak współczuję mu tej roli, teraz nie będzie miał życia prywatnego, a ta firma i tak zaraz upadnie”. -Chcesz założyć firmę, ale brakuje Ci odwagi lub kapitału. Widząc sukcesy innych przedsiębiorców, powtarzasz: „W tym kraju własny biznes to tylko stres, kontrole z urzędu skarbowego i siwe włosy. Lepiej mieć święty spokój na etacie”. -Osoba, która bardzo Ci się podoba, odmawia pójścia na randkę. Twoja reakcja: „W sumie i tak była nudna, miała dziwny śmiech i kiepski styl ubierania się”. -Grupa ludzi nie zaprasza Cię na wspólny wyjazd. Wmawiasz sobie: „To towarzystwo wzajemnej adoracji, tylko piją i plotkują, zanudziłbym się tam na śmierć”. -Nie dostajesz się na prestiżową uczelnię lub obylewasz ważny certyfikat językowy. Komentarz: „Te studia i tak nic nie dają, liczy się tylko doświadczenie, a papierkiem można sobie w piecu rozpalić”. - Próbujesz nauczyć się programowania lub gry na instrumencie, ale po tygodniu rezygnujesz, bo to za trudne. Mówisz: „Szkoda na to czasu, sztuczna inteligencja i tak zaraz zastąpi programistów/muzyków”. -Widzisz na siłowni lub w mediach społecznościowych osobę o wysportowanym ciele. Myślisz: „Na pewno spędza tam całe życie, nie ma innych zainteresowań, je tylko kurczaka z ryżem i pewnie bierze sterydy”. -Znajomi lecą na miesiąc na Bali, a Ty spędzasz urlop na działce z braku budżetu. Mówisz: „Po co tłuc się samolotem tyle godzin, tam tylko komary, wilgoć, syf i jedzenie, od którego można dostać zatrucia. U nas jest najpiękniej”. Oto najważniejsze pojęcia i badania, które wyjaśniają ten mechanizm: 1. Dylemat „Kwaśnych Winogron” (Racjonalizacja) Termin ten pochodzi wprost z bajki Ezopa o lisie, który nie mógł dosięgnąć dojrzałych winogron, więc odszedł, wmawiając sobie, że i tak są kwaśne. W psychologii jest to forma racjonalizacji – jednego z mechanizmów obronnych ego zdefiniowanych przez Zygmunta Freuda i rozwiniętych przez jego córkę Annę. Jak to działa: Gdy rzeczywistość zagraża naszemu poczuciu własnej wartości , nasz mózg automatycznie zmienia interpretację faktów. Cel: Ochrona przed poczuciem porażki, zazdrością i niską samooceną. 2. Teoria Dyskordancji (Dysonansu) Poznawczego Kluczowe badania w tym zakresie przeprowadził Leon Festinger w 1957 roku. Dysonans poznawczy to stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, który pojawia się, gdy wyznajemy dwie sprzeczne wartości lub gdy nasze pragnienia zderzają się z rzeczywistością. Konflikt: „Chcę mieć ten status/samochód” kontra „Nie stać mnie na niego”.Rozwiązanie konfliktu: Skoro nie możesz zmienić rzeczywistości (zarobków), musisz zmienić swoje przekonania. Mózg idzie na skróty i dewaluuje cel: „Ten samochód wcale nie jest taki dobry”, „Sąsiad na pewno wziął go na ogromny kredyt i zaraz zbankrutuje”. Dzięki temu napięcie znika. 3. Teoria Autoweryfikacji i Porównań Społecznych Leon Festinger stworzył również Teorię Porównań Społecznych. Według niej oceniamy swoją wartość, porównując się z ludźmi wokół nas (zwłaszcza z sąsiadami, rówieśnikami). Porównanie w górę: Gdy sąsiad kupuje lepsze auto, automatycznie czujemy się gorsi. Mechanizm obronny: Aby nie dopuścić do spadku samooceny, zaczynamy deprecjonować obiekt sukcesu sąsiada. Badania pokazują, że łatwiej jest umniejszyć wartość rzeczy (mercedesa) lub moralność drugiej osoby („pewno nakradł”), niż przyznać przed samym sobą: „jestem mniej zaradny”. 4. Resentyment (Koncepcja Filozoficzno-Psychologiczna) Zjawisko to głęboko opisał również Friedrich Nietzsche, a później psycholog Max Scheler. Resentyment to sytuacja, w której człowiek, nie mogąc osiągnąć pewnych wartości (bogactwa, sukcesu, zdrowia), zaczyna je potępiać. Tworzy wtedy nową iluzoryczną hierarchię wartości, w której jego własne ograniczenia (np. ubóstwo) są przedstawiane jako cnota („jestem biedny, ale przynajmniej uczciwy”, „nie mam mercedesa, ale żyję ekologicznie”) Edited July 23 by EmseyXYZY 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Drago Posted July 23 Share Posted July 23 18 godzin temu, Maurycy napisał(a): w sumie nie dziwię, bo ja bym z nią do łóżka nie poszedł Oh, Ziuta ja wiem, że nie ma brzydkich kobiet. tylko wina czasem brak. Lecz Ziuta gdy wytrzeźwieje człowiek, wtedy. inny gust ma, inny smak. tak mi się Irek Dudek przypomniał. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kespert Posted July 23 Share Posted July 23 19 minutes ago, EmseyXYZY said: Mówisz innym: ... powtarzasz: ... Twoja reakcja:... Wmawiasz sobie: ...Mówisz:... Myślisz: „ Widzisz gdzie tkwi początek tego ciągu? Tam też trzeba zacząć go zmieniać. Jeśli ktoś chce. Większość idzie na skróty. 20 minutes ago, EmseyXYZY said: Jak to działa: Gdy rzeczywistość zagraża naszemu poczuciu własnej wartości Niewiele osób jest w stanie zacząć wtedy rewaluować wartość/potrzeby, zamiast negować samą potrzebę. I o to mi chodziło - może to nie musi być Mercedes. 23 minutes ago, EmseyXYZY said: niż przyznać przed samym sobą: „jestem mniej zaradny” Tylko prawda wyzwala. Kłamstwo się kumuluje... aż zaczyna wpływać na świat fizyczny, na dobrostan i zdrowie "nosiciela". 24 minutes ago, EmseyXYZY said: „nie mam mercedesa, ale żyję ekologicznie” Mój sąsiad ma Mercedesa, ja nie. Obaj jedziemy w tych samych korkach, i żaden z nas nie ma mocy by to zmienić. Czy to już resentyment, czy raczej realne oszacowanie własnej zdolności nabywczej, ograniczeń, kontra własne potrzeby? 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted July 23 Share Posted July 23 15 minut temu, Kespert napisał(a): Mój sąsiad ma Mercedesa, ja nie. Obaj jedziemy w tych samych korkach, i żaden z nas nie ma mocy by to zmienić. Czy to już resentyment, czy raczej realne oszacowanie własnej zdolności nabywczej, ograniczeń, kontra własne potrzeby? Zapomnij o tym Mercedesie, to zły przykład. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kespert Posted July 23 Share Posted July 23 13 minutes ago, EmseyXYZY said: Zapomnij o tym Mercedesie, to zły przykład. Ten sam sąsiad, ma 20 lat młodszą żonę, podczas gdy moja LTR jest w moim wieku. Nie zamieniłbym się na stałe, ani nawet na "krótką chwilę" - a jemu taki układ pasuje. Inaczej - ja nie szukam 20 lat młodszej kobiety nie dlatego, że nie mógłbym takiej znaleźć - a dlatego, że nie odczuwam potrzeby zmian. Tak napisane zdanie idealnie podpada pod definicję "resentymentu" - chociaż wiem, że tak nie jest. Jak odróżnić racjonalizację, od racjonalnego wyrażenia potrzeb? Nie da się... definicja racjonalizacji zakłada niejako, że "każdy chce więcej niż ma". To jest też rozwiązanie problemu - chcieć, na co nas stać. Reklamy, tiktoki, jutuberzy itd. elementy wpływu sugerujące nam potrzeby ponad nasze możliwości, tworzą resentyment. A na marginesie, Freud "badał" głównie kobiety, a Nietsche polemizował z ówczesnym "feminizmem". Mogli odnieść wrażenie, że "chcieć więcej niż się ma" to stan naturalny większej części ludzkości 22 hours ago, EmseyXYZY said: Normy kulturowe nie są w stanie wykorzenić naszych pierwotnych instynktów. Nie jesteśmy zwierzętami, mamy wolną wolę i możliwość dokonania wyboru. Musimy tylko czasem zrozumieć, co jest właściwą potrzebą/instynktem. 23 hours ago, EmseyXYZY said: Każdy z nas zapętla się w swoich wewnętrznych urazach. Pętla trwa, dopóki trwa. Dla mnie Forum, to możliwość dostrzeżenia jej... wyciągnięcia na światło, gdzie nie karmiona ciemnością, sama nie przetrwa w świetle dnia. 23 hours ago, EmseyXYZY said: Istnieją badania psychologiczne wskazujące, że gdy człowiek dochodzi do wniosku, że nie jest w stanie czegoś osiągnąć, zaczyna to umniejszać i deprecjonować rolę tej rzeczy w swoim życiu. I znowu, jak odróżnić racjonalizację porażki, od potrzeby racjonalnego zrewidowania potrzeb? Nie da się. Ale można się chyba zgodzić, że racjonalne rewidowanie potrzeb, jest znacznie lepszym rozwiązaniem, niż racjonalizacja porażki i całkowite odpuszczenie potrzeb. Nawet jeżeli trudniejszym, i rzadziej spotykanym. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted July 23 Share Posted July 23 31 minut temu, Kespert napisał(a): odróżnić racjonalizację porażki, od potrzeby racjonalnego zrewidowania potrzeb Jedno występuje po porażce, a drugie może wystąpić przed. 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Jan Posted July 23 Share Posted July 23 33 minuty temu, Kespert napisał(a): Godzinę temu, EmseyXYZY napisał(a): Zapomnij o tym Mercedesie, to zły przykład. Ten sam sąsiad, ma 20 lat młodszą żonę, podczas gdy moja LTR jest w moim wieku. Nie zamieniłbym się na stałe, ani nawet na "krótką chwilę" - a jemu taki układ pasuje. Mogę się wtrącić? No uj, wtrącę się bez pytania Dla mnie Merc w korku nie ma wartości, gdy jadę motocyklem, gdyż mam przewagę bo nie stoję w korku. Natomiast merc mijający mnie w czasie ulewy już będzie miał dla mnie wartość bo ma lepszy komfort podróży. 20 lat młodsza żona sąsiada nie będzie miała wartości dla mnie gościa 50+ jako żona gdyż ona zechce mieć dzieci, a ja już bardziej wnuki. Natomiast 20 letnia "tymczasowa panna" sąsiada będzie mieć dla mnie wartość, gdyż też bym chciał zabawić się z młodą, jędrną. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ciekawyswiata Posted July 23 Share Posted July 23 W dniu 22.07.2026 o 18:02, EmseyXYZY napisał(a): Spędziłem na forum już sporo czasu i od dawna znam założenia redpilla, jednak obecnie przechodzę głęboki kryzys egzystencjalny. Zastanawiam się, po co to wszystko. Po co się starać, skoro kobiety przestały być dla mnie jakimkolwiek napędem do działania? Nie chcę zakładać rodziny, bo uważam to za zbyt ryzykowne, a poza tym mam w sobie syndrom Piotrusia Pana. Nie widzę też sensu w rozwoju zawodowym. Wolę skupić się na korzystaniu z życia z dnia na dzień, bez wybiegania myślami w przyszłość i planowania. Ciekawe to, co piszesz i mocno się z tym utożsamiam. Sam jestem na podobnym etapie. Kiedyś ćwiczyłem na przykład trochę dla kobiet, bo fajnie jest otrzymywać spojrzenia, trochę dla siebie i lepszego samopoczucia. Teraz ćwiczę, bo lubię proces treningowy, lubię to uczucie, kiedy konsekwentne trzymanie się planu przynosi rezultaty, po prostu lubię trening jako proces i że konsekwencja i upływ czasu jest wymierny w postaci efektów. Teraz to już bardziej nawyk. Kiedyś kariera, dziś mam poczucie, że w sumie to mógłbym z moimi minimalnymi potrzebami iść do pierwszej lepszej pracy. Naprawdę. Syndrom Piotrusia Pana? Tak, czysty hedonizm, rower, spacerki, książka, tylko sam nie wiem, kocham wolność i jestem przyzwyczajony do kawalerskiego życia, z drugiej strony mam wrażenie, że wolność nie ma końca, że nie mam żadnych ram i mogę przeczytać jeszcze pierdyliard książek i odkryć tyle samo nowych miejsc i pasji, ale czy to daje mi w tej chwili spełnienie? Może ktoś stworzył małżeństwo po to, żeby właśnie były jakieś ramy, obowiązki, odpowiedzialność za drugą osobę (tak, zdaję sobie sprawę, że coś źle poszło w tych czasach ). W dniu 22.07.2026 o 18:02, EmseyXYZY napisał(a): Dokładnie to samo robimy z kobietami. Na forum stają się one uosobieniem zła i źródłem wszelkich nieszczęść. Umniejszamy ich roli w budowaniu udanego życia. Co więcej, gdy widzimy kogoś szczęśliwego, od razu zakładamy, że to tylko pozory i w jego domu na pewno nie dzieje się dobrze. Taka jest już ludzka natura. To, o czym piszesz to też kwestia przekonań i tego, czy jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić coś, bez empirycznego doświadczenia. Jak ktoś mówi, że poparzenie w pożarze się jest okrutnie bolesne, to żeby wiedzieć, że jest bolesne i zrozumieć chociaż namiastkę bólu, musimy chociaż raz się poparzyć chociażby zapałką czy zapalniczką. Jak ktoś mówi, że seks jest przyjemny, to dla osoby, która nigdy tego nie robiła, to jest totalnie nie do zrozumienia i największy pisarz nie przetłumaczy pewnych stanów (na przykład bólu, przyjemności), jeżeli adresat nie ma doświadczenia. A co do przekonań? Moje auto jest najlepsze. Ale nigdy nie jeździłem innym autem w podobnej cenie. 3 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Jorgen Svensson Posted July 23 Share Posted July 23 2 godziny temu, ciekawyswiata napisał(a): Ciekawe to, co piszesz i mocno się z tym utożsamiam. Sam jestem na podobnym etapie. Kiedyś ćwiczyłem na przykład trochę dla kobiet, bo fajnie jest otrzymywać spojrzenia, trochę dla siebie i lepszego samopoczucia. Teraz ćwiczę, bo lubię proces treningowy, lubię to uczucie, kiedy konsekwentne trzymanie się planu przynosi rezultaty, po prostu lubię trening jako proces i że konsekwencja i upływ czasu jest wymierny w postaci efektów. Teraz to już bardziej nawyk. Kiedyś kariera, dziś mam poczucie, że w sumie to mógłbym z moimi minimalnymi potrzebami iść do pierwszej lepszej pracy. Naprawdę. Syndrom Piotrusia Pana? Tak, czysty hedonizm, rower, spacerki, książka, tylko sam nie wiem, kocham wolność i jestem przyzwyczajony do kawalerskiego życia, z drugiej strony mam wrażenie, że wolność nie ma końca, że nie mam żadnych ram i mogę przeczytać jeszcze pierdyliard książek i odkryć tyle samo nowych miejsc i pasji, ale czy to daje mi w tej chwili spełnienie? Może ktoś stworzył małżeństwo po to, żeby właśnie były jakieś ramy, obowiązki, odpowiedzialność za drugą osobę (tak, zdaję sobie sprawę, że coś źle poszło w tych czasach ). Mam w zasadzie podobnie. Mogłem robić "karierę", ale w sumie z tego dość świadomie zrezygnowałem bo kosztowało by mnie to zdrowie, a może i życie. Cofnąłem się w rozwoju można powiedzieć, a może trochę też sytuacja życiowa na mnie to wymusiła i pracuje fizycznie z dwoma fakultetami technicznymi na koncie, kręcę śrubki i ciągnę kable. Od rotacji do rotacji, mam poczucie, że zarabianie się po łokcie na mieszkanie czy dom nie ma dla mnie najmniejszego sensu, o ile zostanę singlem. Dla siebie tego nie potrzebuję, ale jakby były dzieci to pewnie bym do tego dążył i był w stanie się bardziej poświęcić. Między rotacjami jestem to tu to tam, raz w PL raz gdzieś za granicą, smakując jakichś dań, spacerując czy tam słuchając jakichś podkastów byle do następnej rotacji. Jestem od długiego czasu zawieszony gdzieś w przestrzeni i nie wiem w sumie jak ruszyć i najważniejsze gdzie dalej, a czas leci... Zauważyłem też pewną zmianę u mnie, na razie nie jest to bardzo mocno widoczne, ale np. ostatnio kupiłem sobie obiad (pół kaczki z kapustą zasmażaną) z dodatkami razem mnie to kosztowało 70zł - jedno danie i w zasadzie kiedyś bym miał wyrzuty sumienia, że taki drogi obiad biorę, to poczucie wiecie o co chodzi, a dziś zero, wolę te 70zł w papierku zamienić na coś z wyższej pułki niż kisić jak kiedyś nie wiadomo po co i zjeść coś za 30zł. Co do tematu, to życie mężczyzny, ale nie tylko bo ogólnie człowieka jest jednym wielkim kłamstwem które od małolata jest tłoczone przez najbliższe środowisko. Od wyboru drogi życiowej po relacje międzyludzkie. No, ale im mniej filtrów rodzice dziecka zdejmą i mu przekażą, tym większe cierpienie będzie ich dziecka kiedy dorośnie. Najstraszniejsze jest to, że masa ludzi żyje kompletnie nie świadoma jak działa świat i przekazuje to dalej, co kręci się jak g**** w przeręblu bez wyjścia. Ogólnie i tak ma to nie za duże znaczenie bo życie nie ma sensu, a sens jest w życiu, pomijając uwarunkowania biologiczne to chyba dlatego chyba ludzie płodzą dzieci, żeby poczuć jakikolwiek iluzoryczny sens życia na tej marnej planecie i przykryć płachtą świadomość braku sensu, celu i kierunku. 6 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Brat Przemysław Posted July 24 Share Posted July 24 8 godzin temu, Jorgen Svensson napisał(a): chyba dlatego chyba ludzie płodzą dzieci, żeby poczuć jakikolwiek iluzoryczny sens życia A po co zwierzeta maja potomstwo? Wg mnie to znakomita wiekszosc ludzi sie nie zastanawia (nad niczym abstrakcyjnym), przechodzi po prostu cykl. Bo jak sie zastanowisz to faktycznie nie ma sensu. Zastanawianie sie nie laczy sie dobrze z życiem. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
ciekawyswiata Posted July 24 Share Posted July 24 8 godzin temu, Jorgen Svensson napisał(a): Mam w zasadzie podobnie. Mogłem robić "karierę", ale w sumie z tego dość świadomie zrezygnowałem bo kosztowało by mnie to zdrowie, a może i życie 8 godzin temu, Jorgen Svensson napisał(a): Zauważyłem też pewną zmianę u mnie, na razie nie jest to bardzo mocno widoczne, ale np. ostatnio kupiłem sobie obiad (pół kaczki z kapustą zasmażaną) z dodatkami razem mnie to kosztowało 70zł - jedno danie i w zasadzie kiedyś bym miał wyrzuty sumienia, że taki drogi obiad biorę, to poczucie wiecie o co chodzi, a dziś zero, wolę te 70zł w papierku zamienić na coś z wyższej pułki niż kisić jak kiedyś nie wiadomo po co i zjeść coś za 30zł. Tak, człowiek takie rzeczy analizuje, a to nie ma większego sensu. W tym całym racjonalistycznym podejściu i optymalizowaniu w dzisiejszych czasach wszystkiego zapominamy tylko o tym, że mamy jedno życie, a czas nie jest z gumy. W dodatku utracony czas w wieku 30-40 lat jest najbardziej cenny, bo jeszcze można się bawić z kobietami, jeszcze można zrobić fajną formę, mieć energię na podróże. Jasne, później też można, wszystko można, nawet człowiek może kiedyś zostać mistrzem świata w piłce nożnej xD. Ja teraz otwieram się na relacje, zaczynam spotykać z kobietami, jeżeli pojawiają się takie możliwości, bo po prostu dlaczego nie? Nie ma co też wrzucać wszystkich do jednego wora. Dobra relacja, a takie też są, może też człowiekowi sporo dać. Poza tym coraz bardziej uważam, że człowiek jednak musi sprawdzić, co mu odpowiada, co mu nie odpowiada na własnej skórze. Parametry auta można wyczytać z internetu, przyspieszenie, pojemność bagażnika, długość, szerokość, ilość poduszek powietrznych, wyposażenie. Ale już pewne kwestie indywidualne nie do końca- praca silnika jednemu będzie pasowała, drugiemu przeszkadzała, fotele dla jednego będą wygodne, dla drugiego nie. A skoro padły abstrakcyjne porównania- kiedyś miałem fajny stary samochód, wszystko w nim było piękne, tylko nie mogłem znaleźć odpowiedniej pozycji za kierownicą. Z racji tego, że jestem totalnie atechniczny, to po latach zrozumiałem, że kierownicę można regulować xD 2 1 Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted July 24 Share Posted July 24 @ciekawyswiata myślę, że nasze mindsety są baardzo podobne, chyba nawet jestem w stanie ustalić od kiedy to wszystko się zaczęło. Od rodziców, głównie od matki słyszałem, ciągle, że musisz to, musisz tamto, musisz mieć oceny, rodzinę, dom, wszystko. Kiedy się spytałem a po co to wszystko? To usłyszalem, że tak juz jest. Kiedy totalnie się spaliłem w kolejnej robocie i rzuciłem następną po paru tygodniach co mnie ostatecznie załamało i ojciec mnie zrugał i powiedział, żebym się ogarnął, a ja mu powiedziałem, że właśnie nie potrafię i powienien mnie wspierać a nie po mnie jebać to mi powiedział że...muszę mieć wszystko w dupie. Tak naprawdę jedno i drugie zrozumiałem bardzo niedawno. Co ciekawe uważam, że te rady się nie wykluczają. Ważne po prostu kto je wypowiada i trzeba je przefiltrować. Link to comment Share on other sites More sharing options...
ciekawyswiata Posted July 24 Share Posted July 24 41 minut temu, EmseyXYZY napisał(a): Od rodziców, głównie od matki słyszałem, ciągle, że musisz to, musisz tamto, musisz mieć oceny, rodzinę, dom, wszystko. Kiedy się spytałem a po co to wszystko? To usłyszalem, że tak juz jest. Ja paradoksalnie uważam, że to też nie są złe rady. Może ktoś będzie szczęśliwy w układzie mąż- żona- dziecko. Są też szczęśliwe małżeństwa. Tylko problem jest taki, że teraz wszędzie się widzi rozwody, rozstania, alimenty, alienację. To rodzi obawy i potęguje brak nadziei, dalej brak nadziei przeistacza się w brak działania i racjonalizację, że tak jest ok, że samemu też można być szczęśliwym (i nie wątpię, pewnie często można, na pewno bardziej niż w złej relacji). Tylko to trochę jest tak, że przecież można żyć też bez samochodu i przeżyć, chodzić pieszo 3 km do sklepu w jedną stronę w deszczu, tracić czas, przemoknąć do suchej nitki, latem się upocić w upale chodząc z buta. Wszystko można zrobić. Ale jednak łatwiej by było z samochodem. Jakby nie patrzeć, to w życiu ryzykujemy i nie mamy pewności na nic- to, że masz szansę zarobić więcej w biznesie niż na etacie, to nie oznacza, że to wyjdzie i nie zbankrutujesz i lepiej by było zostać na etacie, to że będziesz regularnie ćwiczył nie gwarantuje, że podczas ćwiczeń nie dostaniesz zawału, ani czasami nie uchroni przez słabą genetyką i przedwczesnym zgonem, to że wejdziesz w związek nie gwarantuje szczęścia i tego, że uniknie się wszystkiego złego związanego z rozstaniem. Tylko każdy sobie musi odpowiedzieć na pytanie, czy wobec tego można sobie żyć w strefie komfortu, gdzie jakoś to jest, może nie super, ale stabilnie czy jednak wymagać czegoś więcej. Budowanie związku to też taka loteria, ale też chodzi trochę o to, żeby właśnie auto spasowało się z kierowcą. I teraz mi przyszło do głowy coś takiego, że przecież nie można oczekiwać od kobiety, która jest Ferrari, że będzie prowadził ją facet, który prowadził w życiu tylko malucha. I na odwrót facet, który jest zaradny, zadbany, przystojny też będzie szukał podobnej kobiety. 2 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Kespert Posted July 24 Share Posted July 24 21 hours ago, EmseyXYZY said: Jedno występuje po porażce Czyli jak 80-latek znajdzie miłość życia, na którą czekał 60 lat, to osiągnie sukces - a wcześniej tylko na niego czekał, to wcale to nie była porażka, ani racjonalizacja. Nie, nie da się tak prorokować wstecz. Trzeba jakieś kryterium znaleźć tu-i-teraz, zanim czas rozsądzi wszystkie dyskusje. 21 hours ago, Brat Jan said: Dla mnie... Czyli - potrafisz sobie zdefiniować racjonalną potrzebę chwili, co pozwala też jasno zdefiniować środki mogące ją zaspokoić. Ani racjonalizacje, ani resentymenty, nie mają już do Ciebie dostępu, jesteś ponad to. I tą mądrość trzeba przekazywać innym. 8 hours ago, Brat Przemysław said: A po co zwierzeta maja potomstwo? Wg mnie to znakomita wiekszosc ludzi sie nie zastanawia (nad niczym abstrakcyjnym), przechodzi po prostu cykl. Bo jak sie zastanowisz to faktycznie nie ma sensu. vs. 19 hours ago, ciekawyswiata said: To, o czym piszesz to też kwestia przekonań i tego, czy jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić coś, bez empirycznego doświadczenia. 8 hours ago, ciekawyswiata said: Parametry auta można wyczytać z internetu, przyspieszenie, pojemność bagażnika W aktualnej furze nie mam manualnej kontroli wysokości świateł - pełny automat. Niby drobiazg, ale o tym dowiedziałem się dopiero będąc już w związku jadąc pierwszy raz nocą. Teraz co tydzień niemal, ktoś mi mruga że jadę na długich, nie rozumiejąc istoty problemu. Albo mówi "to przekichane, musisz zmienić furę, już". A mnie już w niej wygodnie... 6 hours ago, EmseyXYZY said: Od rodziców, głównie od matki słyszałem, ciągle, że musisz to, musisz tamto, musisz mieć oceny, rodzinę, dom, wszystko. Kiedy się spytałem a po co to wszystko? To usłyszalem, że tak juz jest. Jednostki wśród nauczycieli, potrafią powiedzieć, że szkoła to jest siłownia dla mózgu. Pompujesz neurony, jak paker bicepsa - ani ty nie policzysz nigdy dwóch pociągów wyjeżdżających z A do B, ani paker w końcu tego hantla nie zostawi podniesionego na powietrzu... ale co przećwiczyłeś, zostanie z tobą. A oceny, to taki napis ile kg jest w tym hantlu. Rodzina, dom, praca - to też jest trening; co wyniesiesz z prób negatywnych, jednak pozostanie twoje... wstajesz, jedziesz dalej, nie ma że boli, dajesz następną serię. Boli, znaczy rośniesz. Link to comment Share on other sites More sharing options...
EmseyXYZY Posted July 24 Share Posted July 24 7 minut temu, Kespert napisał(a): Czyli jak 80-latek znajdzie miłość życia, na którą czekał 60 lat, to osiągnie sukces - a wcześniej tylko na niego czekał, to wcale to nie była porażka, ani racjonalizacja. Nie, nie da się tak prorokować wstecz. Trzeba jakieś kryterium znaleźć tu-i-teraz, zanim czas rozsądzi wszystkie dyskusje Mam wrażenie, że się zamotałeś w swojej teorii. Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts