Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Marek Kotoński

Wojna płci; wojna wymyślona - ale ofiary prawdziwe.

Recommended Posts

Wojna płci to wielkie kłamstwo. Dlaczego tak uważam?

 

Nam, mężczyznom, "zainstalowano" cechy i "programy", które gwarantują przetrwanie ludzkości. Z Paniami zrobiono dokładnie to samo - dostały się na świat, w którym przetrwanie gwarantował tylko silny samiec, więc ich organizmy i układ nerwowy dostosował się, wzbudzając pożądanie przy silnych - a odrazę przy słabych samcach.

 

Obie płcie zostały wykorzystane - ktoś (coś) zainstalowało nam w głowie (układzie nerwowym, gadzim mózgu, podświadomości) te programy, których spełnienie wyklucza prawdziwe, trwałe szczęście. Przyjemność przy silnym (dobrej jakości sperma), złe samopoczucie przy słabym (kiepska sperma, kiepskie cechy do przetrwania w fizycznej realności).

 

Nienawiść do kobiety za programy które wytworzył jej organizm przez miliony lat ciężkiego życia, to WIELKIE NIEPOROZUMIENIE.

 

 

Ale ta walka istnieje - musimy wznieść się ponad nią, ponad biologię i jej uwarunkowania, jeśli chcemy zachować swą niewinność. Jak mogę nienawidzić kobietę, która mnie odrzuca?

 

Ma rację. Jestem słaby ciałem, choroby, słabe geny... jej organizm reaguje odrzuceniem. Jak mogę nienawidzić kobietę za to, że jej uwarunkowany organizm reaguje zgodnie z wzorem który powtarzał się przez miliony lat, i chronił kobiety?

 

Muszę go uszanować, ba! pokłonić się przed nim z wielkim szacunkiem. Ten system ochraniał ludzkość, i dzięki temu systemowi (odsiewanie słabych genów i przyjmowanie silnych) zaistnieli na tej planecie moi pradziadkowie, dziadkowie, rodzice - a dzięki nim wykształciło się moje ciało i osobowość.

 

Ja to nie ciało - to tylko pojazd, dzięki któremu doświadczam tej planety. Nic więcej. Kobieta odrzucająca "mnie", odrzuca zestaw genów, a nie "mnie" - warto to zrozumieć. Zrozumienie rodzi wybaczenie i wielką serdeczność, życzliwość. 

 

 

Jedziemy na tym samym "wózku"; kobiety i mężczyźni. Walką płci próbuje się odsunąć naszą uwagę od prawdy - którą jest "program" a nie istota ludzka.

 

 

Właśnie dlatego powiadam wam - kocham kobiety. Wykroczenie poza przeciętność i "zwykłość", to kochanie kobiet z ich zjebaną logiką, nadmierną emocjonalnością - to dusze doświadczające życia w takiej a nie innej "formie" - warto je kochać, miłować, szanować. Wiedząc jednakże, że próba zbliżenia ze swymi uczuciami wywoła "wilka z lasu", czyli chęć założenia rodziny, a co za tym idzie, wszelkich nieszczęść. 

 

To właśnie jest drogą, prawdą i życiem; kochanie kobiet miarą naszego człowieczeństwa. Kochać nie znaczy dać się wydymać. Kochać oznacza kochać - tak po prostu. Kultywować miłość w sobie, pielęgnować ją, szanować, pieścić słowami, myślami i emocjami - to jest najważniejsze. Miłość w nas niech będzie - niech opromienia wszystkie bestialstwa i koszmary świata, tego i innego który ukryty jest poza naszym "oprogramowaniem", którego nie widzimy, ale który przecież istnieje.

 

 

Jeśli czujesz odrazę bądź nienawiść do kobiety - coś jest nie tak w Twoim "oprogramowaniu". Każda niechęć i nienawiść to źle życzący przyjaciel, od którego warto trzymać się z daleka. Nienawiść do zła - szlachetna - i nienawiść do kobiet - rzekomo szlachetna, to jedno i to samo.

 

Dopóki nie będzie w Tobie miłości wobec istoty kobiety, jej Duszy, nie poznałeś prawdy. Błąkasz się po pełnych mgły drogach Złego, który zwieść Cię pragnie. Skutkiem tego pomieszanie i wielkie cierpienie, konsekwencje nienawiści i strachu, zawsze i wszędzie.

  • Like 13

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Aumakua napisał:

Wojna płci to wielkie kłamstwo. Dlaczego tak uważam?

 

Nam, mężczyznom, "zainstalowano" cechy i "programy", które gwarantują przetrwanie ludzkości. Z Paniami zrobiono dokładnie to samo - dostały się na świat, w którym przetrwanie gwarantował tylko silny samiec, więc ich organizmy i układ nerwowy dostosował się, wzbudzając pożądanie przy silnych - a odrazę przy słabych samcach.

 

Obie płcie zostały wykorzystane - ktoś (coś) zainstalowało nam w głowie (układzie nerwowym, gadzim mózgu, podświadomości) te programy, których spełnienie wyklucza prawdziwe, trwałe szczęście. Przyjemność przy silnym (dobrej jakości sperma), złe samopoczucie przy słabym (kiepska sperma, kiepskie cechy do przetrwania w fizycznej realności).

 

Nienawiść do kobiety za programy które wytworzył jej organizm przez miliony lat ciężkiego życia, to WIELKIE NIEPOROZUMIENIE.

 

 

Ale ta walka istnieje - musimy wznieść się ponad nią, ponad biologię i jej uwarunkowania, jeśli chcemy zachować swą niewinność. Jak mogę nienawidzić kobietę, która mnie odrzuca?

 

Problem polega jeszcze na innych rzeczach, których nie wymieniłeś

 

1. Miłości chce każdy (tej społecznej, za nic, bezinteresownej), a nie każdy jest silny biologicznie by taką dostać (to samo mają brzydkie kobiety co każdy mężczyzna spoza tych 20% alfa do których kobiety lgną i ich szanują bezgranicznie). Na przeciętne kobiety jest popyt "każda potwora znajdzie swojego amatora", a żeby spełnić wyrafinowane wymagania kobiet trzeba być księciem z bajki. Zapotrzebowanie na miłość ma każdy i jest karmiony kłamstwem stworzonym przez kobiety

 

2. Nie nienawidzi się ani kobiet, ani tego że szukają siły tylko ich cech pobocznych takich jak kłamstwo, nielojalność, zrzucanie win, wybielanie się, brak honoru, brak moralności, stosowanie wygodnych podwójnych standardów. To wszystko są cechy którymi trzeba się brzydzić, bo jeśli się je toleruje to się je rozpstrzeszenia. Te cechy mogą tkwić też w mężczyźnie więc nie zależy to od płci.

 

Jeśli bylibyśmy karmieni prawdą, że dobieramy się tylko na podstawie genów, a miłość jest zwierzęcym instynktem połaczonym z przywiązaniem

 

1. Mężczyzn do kobiet ładnych i szanujących

2. Kobiet do korzyści i zysków z tytułu posiadania zasobnego i silnego mężczyzny

 

To nikt by się nie czuł oszukany, a w tym przypadku słucha się kłamstw o miłości na dobre i na złe, a widzi się zachowanie kobiet kompletnie temu przeczące, bo źle może mieć i ma tylko kobieta. Nie wiem jak po męskiej stronie - kobietom nie ufam. I też nie dlatego że są kobietami, tylko dlatego że oszukują i kłamią na potęgę dla osiągnięcia własnych korzyści. Jak spotkam inną, to ocenię ją jako wyjątkową - czy to nie lepiej dla kobiet? Chcą być przecież wyjątkowe, ale nie dlatego że się należy, tylko rzeczywiście będąc wyjątkowymi z zachowania.

 

Nie ma już musu do rozpłodu, jest antykoncepcja, a mimo to w pary dobieramy się dalej na podstawie prymitywnych instynków, a kobiety zmieniają gałęzie z wyrachowania. To nie jest mechanizm przetrwania, bo nie chodzi już wcale o dziecko, tylko jej własny egoistyczny mechanizm przetrwania wykorzystując do tego mężczyznę. Pasożytnictwo i bezwzględność. Kto kocha te cechy ręka do gory.

 

Mężczyzna nie potrzebuje kobiety by przetrwać i liczy na siebie sam... bo jak liczy na innych to dostanie co najwyżej zjebę, a kobieta pochwały że udało się jej znaleźć "miłość". W dobre słówka ubieramy brzydkie zachowania kobiet.

 

Społeczna miłość to mit i bardziej skłonny do takiej miłości jest ktoś kto bierze odpowiedzialność za innych, a jest to mężczyzna. Kobieta nawet jak jest silniejsza, zasobniejsza, to i tak nie będzie kochała mężczyzny ktory ma mniej, więc to powinno się uczyć, a nie "każdy zasługuje na miłość i ja kobieta nie patrzę na kasę, wygląd". Kobieta święta, zawsze dobra i za dobra, bo ma cipkę, a mężczyzna zawsze ten zły, bo ma penisa. Wojna jest prawdziwa i specjalnie wykreowana, a jeśli nie, to znaczy że rządzący nami są debilami. W to nie wierzę. Nature kobiet zna się od wieków i nie jesteśmy pierwszymi.

 

Czy nienawidzi się kobiet za to, że nie biorą odpowiedzialności? Też nie, ponieważ możemy to jako mężczyźni akceptować, a nawet obracać to na własną korzyść. Jeśli znalibyśmy ich nature nie bedąc karmieni mrzonkami i jeszcze do tego uległością wobec kobiet, by sobie zasłużyć na ich "miłość" to by nie było nieszczęść.

 

Nie akceptuję osobiście kobiecego wywyższania się i mówienia że jest równa, albo lepsza, że posiada takie same lub lepsze cechy, że kocha tak samo, wymaga tylko ode mnie, a ja nie mam zamiaru się czuć jak jej lokaj, zabawiacz, ruchacz, bankomat, dawca spermy i jeszcze obwinia mnie o własne błędy, a własne złe zachowania nazywa moimi. Daje sobie do krytykowania, ale jej nie można.

Tym też sie brzydzę niezależnie od płci.

 

Wojna wyniku z braku akceptacji oszustw kobiet i żadnej nie współczuje, bo jak głębiej spojrzeć to same są sobie winne i tych wszystkich ich złych przeżyć mogłyby uniknąć, gdyby przewidywały konsekwencje i umiały się przyznać przed sobą, że popełniły błąd np przez swoją pazerność, czy płytkość - ale że te winy wypierają i obwiniają innych, to tym mniej szanuję. Nie zalezy to od płci kompletnie. Zachowanie i cecha to zachowanie i cecha.

 

Na wojnie trzeba szukać winnych i ich wyeliminować. Jeśli nie są to kobiety, które nie są świadome, to są to rządzący i system. Na tej wojnie są szkody. Władza i dominacja kobiet szkodzi wszystkim i o to jest walka, by to zmienić.

Edited by M.Dabrowski
  • Like 8

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy nam się to podoba czy nie to cały proces tak zwanego życia to nieustająca wojna. Płaski i z gruntu kobiecy styl myślenia jakim był XIX-wieczny darwinizm pod różnymi postaciami sprowadził to złożone zagadnienie do prostego pojęcia ,,genu''. Jest to w gruncie rzeczy kolejna wersja ,,atomu'' Demokryta w opozycji do męskiej filozofii Heraklita przeniesiona z dziedziny fizyki na biologię i nauki społeczne. Największym błędem jaki można popełnić na drodze do świadomego rozwoju jest fetyszyzowanie nauki i pomijanie podstawowego faktu życia: że nauka i jej teorie są tylko narzędziami rozmaitych sił, które kontynuują w ten sposób trwającą od zawsze wojnę.

Każda nasza akcja czy reakcja stanowi tylko, mówiąc współczesnym językiem, ,,wypozycjonowanie się'' na wielkim polu bitwy jakim jest życie. Także asceza, także samotność. 

W niedługim czasie będę miał ponownie okazję zagłębić się w ciszy w dzieła mojego ulubionego filozofującego młotem autora i może postaram się ten wątek rozwinąć. Być może on jeden wiedział czym jest ,,cnota darząca''...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 12/07/2016 at 4:24 AM, Herbu Mizogin said:

Największym błędem jaki można popełnić na drodze do świadomego rozwoju jest fetyszyzowanie nauki i pomijanie podstawowego faktu życia: że nauka i jej teorie są tylko narzędziami rozmaitych sił, które kontynuują w ten sposób trwającą od zawsze wojnę.

Sugerujesz, że nauka wykorzystywana jest do manipulacji?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ależ @dr Mordechaj B'rzyt-wa ma absolutną rację, pod płaszczykiem Nauki/znanych naukowców prowadzi się manipulację na rzecz przekonania nas do niezbyt korzystnych produktów/teorii. Ktoś kto spróbuje wyłamać schemat, ten będzie ośmieszany, wyszydzany jako oszołom co nie uznaje jedynej, słusznej teorii naukowej. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie nauka tylko polityka.

Prawdziwa nauka stosuje metodę naukową i nie zajmuje się polityką - jest moralnie obojętna. To politycy wykorzystują tzw. naukę (tak naprawdę zwykłe oszustwo) do swojej propagandy. Takich pseudonaukowców którzy im tego dostarczają należy piętnować i niszczyć bo to są sprzedajne qrwy.

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piszesz, że ,,prawdziwa nauka" to taka, która stosuje metodę naukową.

Jest to równoznaczne stwierdzeniu: ,,nauka, która stosuje metodę naukową, stosuje metodę naukową", bo to metoda określa co jest ,,prawdziwe", a co nie.

 

W ogóle nie ma czegoś takiego jak ,,metoda naukowa" w liczbie pojedynczej - są co najwyżej metodY, a ściślej rzecz biorąc jest ich dokładnie tyle ile teorii naukowych. ;)

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybacz, metoda naukowa jest jedna - jest kilka punktów, które ją określają ale jest jedna. Każde twierdzenie, żeby było naukowe musi być weryfikowalne, falsyfikowalne, powtarzalne.
To co twierdzisz pokazuje, że nie masz pojęcia o czym mówisz bądź próbujesz widza/przeciwnika omotać, zapętlić i wmówić mu swoją wersję. Według tego co powiedziałeś można udowodnić, że różdżkarstwo działa i że feminizm ma podstawy naukowe. Wybacz - to jest demagogia. Podstawy, podstaw i twoja "teoria" runie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ptolemeusz nie wymyślił teorii geocentrycznej tylko ją dopracował dodając kolejne coraz bardziej skomplikowane wynalazki takie jak ekwanty, bo epicykle to było za mało żeby wyjaśnić i opisać ruchy planet a mimo tego jego "teoria" nie wyjaśniała ruchu planet z czego zdawał sobie sprawę. Zgodnie z dzisiejszą definicją metody naukowej opartej na eksperymencie i indukcji, której podstawy opracował Francis Bacon "teoria" Ptolemeusza był tylko hipotezą i do tego w najlepszym razie niedokładną a ściślej błędną. Nie wyjaśniała ruchu ciał niebieskich na tyle dokładnie żeby sam Ptolemeusz mógł ją ogłosić teorią a co dopiero późniejsi ludzie z dokładniejszymi przyrządami i aparatem matematycznym.

Więc nie uważam, że Ptolemeusz nie posługiwał się metodą naukową. Może i się zbliżał do celu ale do optimum było mu daleko. O ideale już nie wspomnę.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wojna się toczy i tego nie zatrzymasz. Zawsze samica będzie chciała najlepszego samca i na odwrót. Kultura dała nam dodatkową warstwę oprogramowania (shell) i to pozwala nam jako tako funkcjonować. To zasadniczo odróżnia nas od inwentarza. Pewne zasady moralne dają pewne ograniczenia i dzięki temu średnio jakościowe osobniki też się rozmnażają i zamaczają (rozładowują napięcie) . Biologicznie bez sensu, prawda? To znów powoduje mniejsze skupienie na walce o samice, a większe na innych sprawach np. rozwoju cywilizacji. Przekroczyliśmy czysto zwierzęcy poziom w doborze partnerów, choć mamy w genach ten niechlubny spadek po przodkach. To dzięki niemu istnieją takie fora 😁 Zresztą musi on istnieć w jakiejś, choćby szczątkowej formie dla dobra nas samych, jako gatunku. Dlatego wojna tak, ale z głową bez wylewania dziecka z kąpielą. Geny trzeba przekazywać i jednocześnie ujarzmiać te dzikie stworzenia, które wzięliśmy pod dach. 

 

Tu coś na temat tego "spadku" :

 

Oksfordzcy biolodzy stworzyli teorię, według której kobiety skłonne do zdrady można poznać po cechach anatomicznych. Chodzi o palec wskazujący - jeśli jest dłuższy od serdecznego, to świadczy to o rozwiniętej skłonności do zdrady.

 

Oksfordzcy biolodzy stworzyli teorię, według której kobiety skłonne do zdrady można poznać po cechach anatomicznych. Chodzi o palec wskazujący — jeśli jest dłuższy od serdecznego, to świadczy to o rozwiniętej skłonności do zdrady.

Na stosunek długości palców względem siebie wpływa estrogen, im większy jest stosunek długości tych dwóch palców, tym więcej estrogenu w ciele, a co za tym idzie, taka kobieta (z palcem wskazującym dłuższym od serdecznego) jest bardziej impulsywna i mniej zadowolona ze swoich związków.

 

Jak mówią uczeni, „bardziej kobieca budowa ciała" czyni jego właścicielkę „cenniejszą na rynku małżeńskim", co z kolei wpływa na kształtowanie się w niej niezadowolenia i stymuluje „poszukiwania innych partnerów".

 

Naukowcy dodają, że taki sam efekt można zaobserwować na przykład u człekokształtnych małp, myszy laboratoryjnych i szczurów, a także u ptaków — amadyn zebrowatych

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Jerzy
      Czołem bracia! Kolejny raz zainspirowała mnie do działania siostra @Androgeniczna, która twierdzi, że:
      Cytat pochodzi z tego wątku:
      Otóż nasza droga siostra nie tylko tak Twierdzi, ale jeszcze mówi, że tako rzecze statystyka. Co prawda żadnej statystyki nie potrafi podać, ale mniejsza o takie duperele. Aby poznać Wasze zdanie na ten temat uprzejmie proszę o wypełnienie ankiety. Zdaję sobie sprawę, że określenie 'szybko' jest płynne, dlatego niech każdy przyjmie taki okres znajomości, po którym seks uznałby, że był szybko. W cytowanym wątku jest to 1 miesiąc (czyli dla jednych szybko, dla innych nie), ale nie trzymajmy się tego. Jak dla kogoś szybko jest po tygodniu, niech odpowie tak, jakby chodziło o tydzień.
       
    • By Szycha2
      W skrócie, kończę studia, dlatego sytuacja miała miejsce na mojej Uczelni (nie będe pisał która ) :
       
      Chodziłem na zajęcia z jedną dziewczyną - szczupła, zgrabna, ładna twarz, kulturalna... i teraz najważniejsze - zawsze pełny makijaż, odpicowana od góry do dołu.
      Podobała mi się.
       
      Teraz...domyślacie już pewnie co się stało :
       
      Dziś przyszła na zajecia całkowicie bez makijażu. Okazało się, że ma straszne problemy z cerą (FU!!)...
       
      Kiedyś śmiałem się z tekstów gości, którzy pisali żeby z dziewczynami umawiać się na pierwsze spotkania na basenie, obecnie uważam, że jest to dobra praktyka.
       
      Moje pytania jest następujące :
      1. Czy dziewczyny z problemami dermatologicznymi postępują etycznie ukrywając to pod toną makijażu ?
      2. Czy można z tym jakoś walczyć ? - Ja nie widzę tutaj rozwiązania innego jak nie umawianie się z takimi dziewczynami.
       
      P.S. : Często słyszę ze strony kolegów/przyjaciół, że to jest jawne oszustwo ze strony kobiet -
      1. full make up, przekłamujący urodę czy też
      2. preparowanie zdjęć na fb/instagramie, tak że potem nie da się rozpoznać prawdziwej dziewczyny od tej "modelki" z photoszopowanych zdjęć.
    • By Tomko
      Zewsząd możemy przeczytać jak to kobiety super prowadzą biznesy i zarządzają lepiej od mężczyzn. Nie twierdzę, że nie ma kobiet urodzonych do zarządzania - są takie oczywiście. Ale wróćmy na chwilę na ziemię. Oto przykład zarządzania sklepem w wykonaniu zespołu kilku kobiet. 

      Miejsce - duże miasto powyżej 150 tys. mieszkańców. Jeden ze sklepów pewnej dużej sieci handlowej gdzie oferta skierowana jest tylko do kobiet. Zespół - ok. 5 dziewczyn (rotacja zmianowa). Historii nie zliczę już teraz, ale była zaczęła tam pracować kilka miesięcy temu. Kierowniczka - młoda dziewczyna, która stała się kierowniczką po 2 latach pracy na sklepie. Zespół - jedna dziewczyna, która poruszała się jak ślimak, licealistki, moja koleżanka. 

      Zarządzanie
      System zmianowy. Kompletny chaos w rozpisywaniu zmian. Polityka firmy zakładała (pewien Polski moloch), że jak sklep nie wyrabia założonych norm to należy obciąć pracownikom godziny na następny tydzień. Tak - tydzień - nie miesiąc. Ile dziewczyn zatrudnionych? Czasami nawet 7-8 i więcej. Zamiast zatrudnić dwie-trzy na pełen etat + dodatkowe w godzinach wzmożonego ruchu to kierowniczka zatrudniała kilka dziewczyn po 4h pracy, które szwendały się cały dzień i gdy kończyły zmianę to syf przejmowały inne, które nie wiedziały co się na sklepie działo od rana i co trzeba zrobić. Jedziemy dalej. 
      Godziny pracy? Nie ma problemu. 2 dni po 4h i 2 dni po 12h żeby się liczba zgadzała. Reszta - wolne i siedź w domu. 
      Przyszedł urlop. Kierowniczka wyjechała i mianowała swojego zastępcę - laskę, która robi największy chlew na zapleczu i z dumą stwierdziła, że po niej zawsze mama sprząta a narzeczonemu powiedziała, że jak wezmą ślub i zamieszkają w końcu razem to albo on będzie sprzątał mieszkanie albo będą żyć w chlewie. Bo kogo miała do wyboru? Laskę w ciąży i dwie 18 latki z liceum. 
      No więc chlewiara objęła pałeczkę zastępcy kierowniczki. Rozsiadła się wygodnie na krześle. Dziewczyny zeszły na zaplecze na kawę. Jest godzina 10.20 - 5 minut po przerwie. Moja koleżanka robi sobie kawę, na sklepie mały ruch.
      - X a ty jesteś teraz na przerwie?
      - nie rozumiem...
      - jesteś na przerwie, że kawę sobie zrobiłaś?
      - ale nic nie dzieje się na sklepie.
      - nieważne - wracaj do pracy, nie jesteś na pogaduchach. 
      Dwa tygodnie unoszenia się nad ziemią i grzania dupy w fotelu kierowniczki. No, ale urlop się skończył, kierowniczka wraca z mordą, że dostała zjebę od przełożonych bo między czasie odwiedził ich mystery-shopper, zobaczył bałagan na sklepie i gdy chciał z zastępcą kierownika pogadać to okazało się, że tamta poszła na paznokcie w galerii. Zjebę dostał kto? Cały zespół. 
      To było jakiś miesiąc temu. Dziś? Koleżanka pisze, że wkurwiona bo są we dwie tylko na sklepie - w sobotę, po wypłatach. Ludzi tłum, szatnie całe zajebane ciuchami, syf na sklepie, 12h zmiana. Przez cały tydzień było ich po pięć w sklepie gdzie przed wypłatami psy dupami szczekają po galeriach. Dlaczego dwie? Uwaga - koleżanka kierowniczki dostała urlop bo juwenalia są, inna dziewczyna powiedziała wprost, że imprezuje w piątki i w sobotę może zacząć dopiero o 15 bo ma takie preferencje.

      Remanent? Po co ma robić zespół sklepowy. Lepiej zatrudnić firmę zewnętrzną, która remanent robiła 3x dłużej i jeszcze trzeba było poprawiać.  

      Kariera
      Przyszedł czas na podpisanie umowy. Propozycja - pół etatu. Dlaczego pół? Bo jest kilka dziewczyn z liceum, które pracują na 1/4 a nawet 1/8 etatu no i nie ma miejsca. Kto ma umowę na cały etat? Zgadliście - koleżanka kierowniczki z poprzedniej pracy. Moja koleżanka od kiedy dostała 3/4 etatu na umowę straciła koleżanki w pracy. No bo jak kurwa ona pracuje 3 miesiące i ma 3/4 etatu a chlewiara pracuje prawie rok i też ma 3/4 etatu. "X dostała 3/4 etatu? Ooo jak super. Ale się cieszę razem z nią!".

      Twarde decyzje jako kierownik sklepu
      Jedna z dziewczyn była do zwolnienia - była wolna, myliła metki, źle nabijała ceny na kasie, nie była miła dla klientów. Co robi kierownik sklepu? Wzywa na dywanik do siebie i dziękuje za współpracę gdy pracownik nie spełnia standardów firmy. Co robi kierowniczka? Obcina etat co miesiąc aż pracownica sama się zwalnia bo nie opłaca jej się przychodzić do pracy na 2h dziennie w tygodniu. Problem rozwiązany - co prawda 3x dłużej, dziewczyna wciąż nie wie co robi nie tak, ale rozwiązany. 

      Panowie - historii nie spamiętałem wszystkich. Ale to, że ten sklep przynosi jakiekolwiek dochody to dla mnie niesamowite. Info z przed 5 minut - w kiblu na zapleczu walają się rolki papieru a z kosza wypadają chusteczki i podpaski, bo żadnej nie chce się wyrzucić worka. 
    • By Morfeusz
      Po wielu ostatnich randkach mam ciekawe spostrzeżenia. Błyskawicznie rośnie liczba blachar wśród polek. Nie mam wysokiego SMV ale doprowadzenie do randki z kobietą trwa zwykle do kilku dni od poznania jej w sieci (bajera, droczenie, itd.). Nie gram bogacza i nie proponuje sponsoringu. Na spotkaniu a nawet trochę przed nim kobiety potrafią wprost zapytać jakim samochodem jeżdżę albo jaki jest mój status finansowy, ile zarabiam, itd.
       
      Eksperyment:
      Jeżdżąc dobrze wyglądającym samochodem klasy średniej za kilkanaście tys. zł obserwowałem duże zainteresowanie wśród samic. Randki szły gładko. Po zmianie auta na mały miejski, tani samochodzik za kilka tys. zł, (którym łatwo mam wszędzie zaparkować) jest odwrotnie. Gdy samice go zobaczą urywają kontakt, tracą zainteresowanie, itd. Choć same rzucają górnolotne hasła że "nie lecą na kasę", "ich mężczyzna mógł by zarabiać nawet minimalną krajową", "pracuje i mogę płacić za siebie", itd.. HAHA. Hipergamia i blacharstwo chyba przechodzi na kolejny już poziom spier..lenia.
       
      1. Dlaczego Waszym zdaniem tak szybko rośnie liczba blachar wśród polek?
      2. Kobiece pasożyty nie mają już do siebie w ogóle szacunku, że zadają takie pytania bez zażenowania?
       
      Od 14 minuty ciekawa akcja z polką i Kruszwilem:
      Typowa Karyna która wie kim jest i daje mu kosza, gdy zobaczyła samochód była chętna oddać mu dziewictwo.
       
       
    • By maggienovak
      Na drodze pracy nad związkiem wyszła najważniejsza kwestia - pracy nad sobą. Teraz na tapetę biorę tematy : 
      - poczucie atrakcyjności;
      - poczucie kobiecości
       
      Wiem, że praca nad wyglądem jest znacząca w tych kwestiach.
      Mam już ustalone ramy i możliwości metamorfozy dotyczące mojego stylu ubioru, typu urody, czyli mogę być nawet taka 6/10.
      Dupa musi jeszcze z 5 kg zjechać z wagi. 
      Dieta i ćwiczenia to podstawa - to również mam rozpisane, może to ulec małej modyfikacji.
       
      Ale co do poczucia się atrakcyjną, czy nawet pożądaną... 
      Może ujmę to tak : 
      Rola dobrej żony, gosposi, matki, pracusia pasi, ale mam nieodparte wrażenie, że ja nie jestem erotycznym marzeniem mężczyzn; że ja w wydaniu : pończochy, szpile, gorset musiałabym wyglądać groteskowo, i że moja kobiecość kończy się na powyższych rolach.
      Wiem, że owe myślenie jest przyczyną braku orgazmu.
      Zamykanie się na powyższe role daje samospełniajace się proroctwo odnośnie braku seksu w związku. 
      Istotne : lubię seks, uważam, że jest b.ważny w związku, uważam, że chłop ma mieć dobrze i wiem, że moja satysfakcja w tej sferze też jest ważna.
      I myślę, że jest to zdrowy rozwój seksualny.
       
      Wiem, że mój sposób bycia/wizerunek z automata tworzy relacje z mężczyznami: 
      - obojętne,
      - kumpelskie,
      - partnerskie
      Nie szukam orbitera, następnej "gałęzi", ale atrakcyjna koleżanka z pracy (bardzo lubię jej podejście do życia i jej mądrości) chyba dobrze mówi, że
      "najważniejsze czuć się atrakcyjnie bez chłopa, ale dlaczego by nie zdobyć jeszcze więcej atrakcyjności z chłopem, i jeszcze więcej, gdy jeszcze inne chłopy spoglądają na Ciebie".
      Takze oczami wyobraźni mogę zgodzić się z taką złotą myślą.
      Wiem, że dla kobiet i dla mężczyzn jest to też ważne, czy nawet po prostu miłe, gdy innym osobnikom przeciwnej płci też
      się podobasz.
       
      Ostatni post samca odnośnie jego spotkania klasowego dał mi do myślenia odnośnie wizerunku. 
       
      Od kilku samców z forum dostałam konkret rady odnośnie:
      - diety
      - pracy z podświadomością
       
      Z afirmacjami jest ok, wtedy gdy nie powtarzam ich przed lustrem. Do lustra - mój mózg odpala komunikat "Co Ty piehdolisz?! Jaka atrakcyjna, bicz plizz 😅". 
      Nie mogę obejść "systemu".
       
      Odpowiada mi racjonalizowanie tej sfery, np.
      "Ok, nie jesteś 8/10, więc wiadomo, że co drugi facet nie spojrzy na Ciebie, tym bardziej każdy ma inne preferencje, masz takie usposobienie, taki wizerunek, takie umiejętności, które determinują Cię do nawet słusznej roli partnerki, seks to potrzeba fizjologiczna, ktora jest aktywowana w różnych przypadkach/okolicznościach, wiadomo, że najczęściej przy atrakcyjnych osobnikach".
      Ale to moje analityczne podejście burzy chociażby jedna dziewczyna z pracy, która ma jakieś zmiany, skórne na szyi, wystające zęby, ale na brak zainteresowania ze strony mężczyzn nie narzeka! 
      W moim środowisku jest gruba dziewczyna, większość facetów ją zagaduje, co niektórzy na legalu zapraszali na kawę. I trzymanie się tezy, że tylko wygląd daje 100+ do atrakcyjności jest chyba... Nie do końca zgodne z prawdą.
       
      Proszę @deomideomi i
      @Cuba Libre
      o nie sprowadzenie wątku do spamogownoburzy. 
       
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.