Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Dobi

Dziękuję za moją córeczkę

Rekomendowane odpowiedzi

Dziękuję życiu za moją wspaniałą córeczkę. Choć z jej matką się nie udało i nadal nie da się z nią dogadać w żadnej sprawie (adwokatka jej zabroniła), to jestem jej wdzięczny za to, że urodziła mi taki skarb. Fakt, gdyby nie było córki, rozwód z ex wyglądałby zupełnie inaczej (chociaż nie sądzę, aby wtedy dążyła do rozwodu), ale mimo wszystko, córeczka jest osobą, która nadaje sens życiu.

Wiadomo, że każdy chwali swoje dziecko... i ja też, nie mogłoby być inaczej, bo Zuzia jest cudowna. To jest taki aniołek prosto z nieba, a nie dziecko. Grzeczna, wrażliwa, spokojna, opanowana, mądra, uczynna. Nie mam z nią absolutnie żadnych problemów. Nie muszę nawet podnosić na nią głosu. Po prostu wie, co można, a czego nie wolno. Wie, że jeśli tata coś powie, to tak ma być. Zawsze dbałem o to, aby mieć z nią jak najlepsze relacje. Dziecko to pamięta. Może nie wiedzieć, dlaczego z tatą jest fajnie, ale wie, że jest.
Gdy mieszkaliśmy razem, to zawsze wolała czytać bajki ze mną. Z ex się nudziła. Dlaczego? - Bo tata opowiadał bajki, a nie czytał to, co było tam napisane. Córka miała zawsze wiele pytań - odpowiadałem na każde. Zawsze byłem przy niej, gdy tylko mnie zawołała. Już jako roczne czy dwuletnie dziecko wiedziała, że tata zawsze przyjdzie, gdy tylko go zawoła. Matka często ją ignorowała, bo serial był ważniejszy. Dla mnie najważniejsza jest córka i telewizor był wyłączany, gdy przychodziła do mnie. Takie rzeczy procentują i widzę, że wszystko, co robiłem dla córki wcześniej, gdy była malutka, teraz działa. Córeczka wie, że gdy potrzebuje pomocy, to wystarczy zawołać tatę. Jeśli tata mówi, że za chwilę wróci, to tak będzie. Ma do mnie duże zaufanie. W sklepach nie krzyczy "tato, kup mi to". Gdy wybiera słodycze, pyta: "tato, a to lubię?" Gdy odpowiem, że nie, to rezygnuje z zakupu.
Nie pozwalam jej objadać się słodyczami i tłumaczę, dlaczego jest to niezdrowe. Zamiast tego często jemy różne owoce, warzywa albo orzechy. Rzadko spędzamy czas w domu. Zuzia uwielbia basen, więc jeździmy tam tak często, jak to możliwe. Ma do wyboru trzy miejsca. Jeśli chce jechać do Łodzi - nie ma problemu. Jeśli jest problem, to jej o tym mówię i sama zmienia plany ;) 

Nie robię nic na siłę, po prostu uwielbiam spędzać z nią czas. Lubię jej towarzystwo. Im jest starsza, tym jest lepiej. Po prostu fajnie. Teraz możemy pożartować, pogadać. Pomimo tego, że ma tylko 5 latek, już potrafi rzucić dobrym żartem, który chyba tylko ja zrozumiem np. w odniesieniu do jakiejś bajki, którą niedawno oglądaliśmy.
Ostatnio na jej urodziny kupiliśmy tort (jej matka nie pozwala dziecku spędzać urodzin z tatą) i spędziliśmy ten czas razem u mnie. Zuzia zaczęła gryźć tort. Zapytałem: Co robisz? Zaczekaj, pokroję i położę na talerzyki. Odpowiedziała: "Nie zjadam tortu". Skumałem, że chodzi film "Gorączka lodu" i scenę, w której Olaf zjadał tort dla Anny. Odpowiedziałem od razu: "To jest tort dla Zuzi" ;) Niby drobiazg, ale fajnie było.

Innym razem, gdy chciała jakąś lalkę, a ja byłem przed wypłatą i z kasą miałem trochę słabo, powiedziałem jej wprost: "Córuś, ale nie mam teraz pieniążków". Zuzia natychmiast odpowiedziała "Ale ja mam!". Pobiegła do mamy, wyjęła wszystko, co miała w skarbonce i mi dała. Normalnie myślałem, że się poryczę na ulicy ;)


Pomimo wszystkich problemów z ex i je całą rodziną, Zuzia jest takim aniołkiem, dzięki któremu wiem, że to wszystko miało sens.

Staram się wychowywać ją jak najlepiej, ale jako typowy ojciec w Polsce - mam na to bardzo ograniczony wpływ. Niestety, tak jest w tym kraju, że ojciec ma być tylko bankomatem bez prawa do decydowania w sprawach dziecka. Trochę trudno jest być ojcem, kiedy o podstawowe prawa trzeba walczyć w sądzie i w prokuraturze.
Widzę, że mojej córci jest źle z jej matką i resztą jej rodziny, ale na razie jest za mała, aby pewne rzeczy zrozumieć i nie zaprzątam jej tym głowy. To są sprawy dorosłych. Jestem przekonany, że przyjdzie taki czas, kiedy sama powie "dość" i wybierze rodzica, z którym chce mieszkać.

Żeby nie było - nie rozpuszczam mojego dziecka, nie przekupuję prezentami. Rodzina ex to robi - ja nie muszę. Rzadko dostaje ode mnie prezenty. Jeśli już, to sama wybiera potrzebne rzeczy: kredki, farby, blok rysunkowy itp. Czasami kupujemy też ubrania, bo matka nie daje nam nic na zmianę. Zuzia już wie, że gdy istnieje szansa, że się pobrudzi, to musi przebrać się w ubrania od taty (ma cały komplet, bo ex nie daje nam nic na zmianę). "Bo mama krzyczy, jak się pobrudzę". Kiedy wraca do mamy, znów przebiera się w ubrania od niej "Bo mama będzie krzyczeć, jak przyjdę w ubraniach od Ciebie".

Ex niestety nie rozumie, że dostaje alimenty w takiej wysokości, że to ona ma kupować ubrania dla dziecka. Często słyszę od niej teksty "Co z ciebie za ojciec, że nawet ubrań dziecku nie kupisz?". Super. Przyda się jako dowód do sądu. Jej gadaniem się nie przejmuję. Nie dała ubrań na zmianę - jedziemy do sklepu.


Dobra. Trochę się rozpisałem.
Chciałem się pochwalić moją córeczką :)

  • Like 32

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajny, bardzo osobisty i emocjonalny tekst.

I to jest ta róznica miedzy K/M, one mówią że muszą myśleć  o dziecku, my nie mówimy/myślimy, zwyczajnie robimy wszystko dla tych skrzywdzonych w tak młodym wieku małych ludzi.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie się to czyta. Tak prosto z serca napisane.

 

Dbaj o córkę i wychowaj jak najlepiej. :)

 

I to jest właśnie dowód na to co @kryss mówi - widać, że kochasz swoje dziecko, a nie używasz go jako karty przetargowej czy jako zabawki do zaspokojenia swoich zachcianek czy popisania się przed ludźmi. 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
24 minuty temu, Eredin napisał:

I to jest właśnie dowód na to co @kryss mówi - widać, że kochasz swoje dziecko, a nie używasz go jako karty przetargowej czy jako zabawki do zaspokojenia swoich zachcianek czy popisania się przed ludźmi. 

Szczerze mówiąc... gdybym był taki, jak przedstawia mnie ex i jej rodzina, to już dawno dałbym sobie z tym spokój. Od 2,5 roku nie miałem wolnego weekendu (oprócz kilku w roku, w które nie wypada spotkanie z córką) i żadnego czwartku (oprócz tych, w które ex uniemożliwia dziecku spotkanie z tatą). Pomimo zmęczenia i wielu różnych spraw, dwa dni zawsze są zarezerwowane dla Zuzi. Nie ma nic ważniejszego. Dla mnie to jest oczywiste, że spotykam się z córką. Teraz już trochę na spokojnie do tego podchodzę, ale na początku liczyłem godziny do kolejnego spotkania...

Każda chwila spędzona z Zuzią jest czymś wspaniałym.

Przez pewien czas miałem wątpliwości, czy uda jej się obronić przed manipulacjami ex i jej rodziny. Teraz widzę, że broni się przed tym doskonale. Przy matce jest taka, jak matka tego oczekuje. Przy tacie jest sobą. Wie, że może.
Myślę, że spokojnie mogę powiedzieć, że się przyjaźnimy :) Córka wie, kto jest tatą, a kto dzieckiem. Wie, kiedy kończą się żarty. Wie, że może bardzo dużo, ale w granicach wyznaczonych przez tatę. Wie, że ma wiele możliwości przy tacie. Nie jest rozpuszczona. Jest bardzo grzecznym dzieckiem. Uczę jej samodzielności. Niczego nie załatwiam za nią. Jeśli chce dostać balonik na promocji, to niech sama sobie załatwi ;) Chcę, aby miała świadomość, że sama może to wszystko zrobić. Że tata jest z boku i w każdej chwili może zareagować, jeśli zaistnieje taka potrzeba.

Wiem, że nie zostanie ze mną na zawsze, dlatego uczę ją samodzielności, odpowiedzialności i podejmowania decyzji.

Ja nie walczę o to, aby ex zabrać dziecko. To ona tak myśli. Jest zupełnie inaczej. Ja wiem, że wychowywanie dziecka to ciężka praca. Ja chcę jej po prostu pomóc. Dla mnie każda chwila spędzona z córką jest czymś wyjątkowym. Niestety adwokatka zabrania i ex nie może poprosić mnie o pomoc, wręcz muszę walczyć o to, aby móc jej pomagać.

Chciałbym odbierać córeczkę z przedszkola, aby ex nie musiała sprowadzać swoich rodziców. Dla mnie byłoby to spore utrudnienie, ale warto. Chciałbym zabrać córkę na wakacje, ale ex nie pozwala. Chciałbym, aby mogła u mnie nocować, ale ex nie pozwala. Chciałbym móc wychowywać ją wspólnie z ex, ale adwokatka zabrania....

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy potencjalny ojciec, ale i cześć obecnych powinna przeczytać ten wątek. Więcej takich rodziców, a przyszłe pokolenia może nie będą tak narzekać jak my na związki z drugim człowiekiem. Niestety pula lajków na dziś już się wyczerpała . :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To są właśnie plusy rozwodów, czas spędzany przez Ojca z dziećmi różni się od tego sprzed rozwodu i to diametralnie. Weekend z dziećmi to świętość i poświęcany jest w 100% dzieciom, przed rozwodem to bywa bardzo różnie.

Moje kurczaki od piątkowego ranka trą piętami na week u taty, a gdy je odwożę do matki w niedzielę to tylko serce rośnie widząc ich wyraźną niechęć do rozstania.

 

Największym przyjacielem w życiu faceta powinno być jego własne dziecko.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze miałem bardzo dobry kontakt z córeczką. Spędzałem z nią każdą wolną chwilę - czyli praktycznie cały czas, kiedy byłem w domu... a prawie z niego nie wychodziłem ;)
Dla mnie zawsze to była prawdziwa przyjemność. Najlepsze jest to, że gdy ex była w pobliżu, to ciągle był jakiś stres i nerwy. Gdy zostawałem sam z córką, to miałem czas na wszystko: przygotowałem dla nas obiad, posprzątałem, zrobiłem pranie, zakupy, zdrzemnąłem się trochę i jeszcze pogadałem z kumplem, jak wpadł, aby zrobić coś z komputerem ;) Przy ex było to niemożliwe. Niestety bardzo rzadko zostawiała nas samych.


Nigdy nie zrozumiem tego jej pieprzenia: "Powinieneś spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem itp. itd." Gdzie ja nie wychodziłem nawet z domu. Oprócz sklepu i pracy nie miałem nic, bo po prostu nie potrzebowałem. Wyjście do znajomych raz w tygodniu na dwie godziny traktowała jak jakąś tragedię - "Bo wychodzisz zamiast zajmować się dzieckiem". Nie sprawiało jej jednak żadnego problemu wywożenie dziecka do matki na długie tygodnie. Wtedy było wszystko fajnie...
Taki mózg ograniczony.

Teraz też kombinuje na różne sposoby, aby zniszczyć nasze relacje. Patrząc na zachowanie mojej córki, jestem praktycznie pewien, że już jej się to nie uda. Musiałaby odizolować dziecko od taty na długi czas, a na to jej nie pozwolę i są na to dość skuteczne narzędzia prawne. Córka nie daje się już jej manipulować i nastawiać przeciwko tacie.


A najlepsze jest to, jak się przytula mocno i mówi: "Tato, jesteś najlepszym tatą na świecie!" :)

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, tak trzymaj.

Jakbym czytał o sobie tylko nie mam córeczki ale synka prawie 5 letniego. Jota w jotę  podobnie podchodzimy do tematu.

I podobnie ma ex kwoka się zachowuje .

A synek to jest wyzwanie dla baby bo jednak inny temperament inne potrzeby...

A odnośnie tego pieprzenia to tak na 99% szykowała sie do akcji , do wpędzania cię w poczucie winy itd itp.

Te typy tak mają.

A pytanko takie czy chodzicie do psychologa dziecięcego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Hicks napisał:

A pytanko takie czy chodzicie do psychologa dziecięcego?

Nie. Póki co, nie widzę takiej potrzeby. Nie zauważam niepokojących objawów u córki. Mam kontakt z psychologami, ale na razie nie korzystamy z ich pomocy.

Z resztą... ex już raz ryczała w sądzie, że poszedłem z córką do psychologa bez jej zgody. Wtedy, gdy córeczka mówiła, że matka i dziadek ją biją. Psycholog porozmawiał z córką. Stwierdził, że to, co mówi, jest wiarygodne. Nie jest sterowana przeze mnie, bo w ogóle nie zwracała na mnie uwagi podczas rozmowy z nim - w obecności matki zawsze patrzy w jej stronę zanim cokolwiek powie. Obiecał, że pomoże mi odzyskać córkę. Jeśli pewne sprawy się wyjaśnią i ułożą, to skontaktuję się z nim w tej sprawie.
Poza tym kiedyś konsultowałem z psychologiem rysunki Zuzi i oglądał nagranie, na którym rysowała. Stwierdził, że jest bardzo dużo niepokoju, poczucie zagrożenia. Na nagraniu było widać wyraźnie, że staje się nerwowa w momencie, kiedy coś sobie przypomina. Na początku jest spokój, ale po chwili zaczyna rysować jakieś duchy, agresywnie dociska kredki, jakby chciała wyładować złość. Ten psycholog także stwierdził, że coś jest nie tak ze strony matki. Ja byłem cały czas przy Zuzi. Gdyby problem był po mojej stronie, to przez cały czas zachowywałaby się tak samo - od początku byłaby poddenerwowana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brawo też mam córkę,tyle że ex nie robiła problemów.Nie no szacunek widać prawdziwy tata.Dziękuję ja losowi że tak się ułożyło moje życie czytam tu na forum jakie bracia mają problemy to szok,choć dla mnie raczej norma po przeanalizwaniu tylu historii.Życzę wszystkiego dobrego i oby ex przestała robić ci pod górkę z córką.Nie rozumiem takich kobiet przecież w końcu one też dostają rykoszetem przy takim podejściu,u mnie kiedy córka chce jest u mamy czy taty nie ma problemów i za to też dziękuję życiu że tak się wszystko poukładało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ex już przed rozwodem mówiła, że chce, abym zniknął z życia córki. Chciała mieć ją tylko dla siebie. Obiecywała nawet, że zrzeknie się alimentów na dziecko, bylebym tylko zniknął z jego życia. Nawet prawo na to nie pozwala. Po tym, jak matka zaprowadziła ją do adwokatki, ex wysunęła naprawdę wysokie żądania dotyczące alimentów i twierdziła, że ojciec powinien spotykać się z dzieckiem przez 4 godziny w tygodniu w jej obecności.
To jest chory człowiek. Widziała, jak córka reaguje na izolowanie jej ode mnie. Przez kilka tygodni przyjeżdżałem co drugi dzień. Zostawałem do momentu aż córka zasnęła... czasami się budziła z krzykiem "tata", "gdzie jest tata". Wtedy byłem blisko, przytuliłem się do niej, uścisnąłem dłoń i zasnęła.

Ex ma to w dupie. Dla niej najważniejsze jest to, co mówi jej matka i adwokatka - dziecko ma nie mieć ojca! 
Z resztą ex mówiła o tym wprost: "Zuzia nie potrzebuje taty, bo ma babcię" - oczywiście chodzi o matkę ex.


Takich akcji jest bez liku.
Ten tępy mózg nie ogarnia, co się dzieje. Liczy się to, co mówi matka i adwokatka opłacona przez rodziców.


Przez pewien czas miałem wątpliwości, czy uda mi się wyrwać córkę z macek ex i jej matki. Teraz nie mam żadnych. Wiem, że córka w pewnym momencie swojego życia sama powie wprost, że chce żyć z tatą.
Tutaj jest traktowana poważnie. Wie, że może liczyć na pomoc taty w każdej chwili. Tata się o nią troszczy...

Ex jeszcze o tym nie wie, ale niszcząc naszą rodzinę, tak naprawdę przesrała własne życie. Tutaj nie było syndromu małpy. Ona po prostu chciała żyć ze swoją matką, a że mąż jej nie akceptował i uważał, że matka wie najlepiej jak wychować dziecko, a nie babka - przestał się podobać "teściowej". Poza tym zięć nie jest frajerem, jak "teść". Ma własne zdanie. Wie, do czego dąży, jak ma wyglądać jego rodzina itp. 


Za jakiś czas napiszę na tym forum: "Moja córka mieszka ze mną!"

  • Like 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli było bicie dziecka, krzyki z powodu pobrudzonego ubrania-to jest terror i wyładowywanie się na dziecku-największe z możliwych świństw-ukróć to w zarodku, nie wiem jak, może Koledzy podpowiedzą-żeby była pewność, że tak nie będzie, bo jak widzisz dziecię jest poddenerwowane przez matkę i na dodatek to z nią mieszka na co dzień! Pomyśl, że przez wiele, wiele lat będzie się wychowywać przy tej wariatce i jak to na nią wpłynie? Nerwica? Może boi się poskarżyć, bo wie, że spotkania z Tobą spotkaniami, a istotne jest, z kim się mieszka na co dzień.

 

Trzeba to ukrócić, ubić w zarodku. Gdybym się dowiedział, że jakaś pizda leje dziecko, użyłbym każdej metody, aby bała się jeszcze raz spróbować. Tak samo z darciem mordy-przemoc psychiczna jest ulubioną formą wyrafinowanej zemsty hieny-która może tak LATAMI dręczyć dziecko pozostając w białych rękawiczkach i mając wśród sąsiadów opinię biednej matki-Polki, która ''wzięła na siebie trud wychowania''.

 

Kto zagwarantuje, że sfrustrowana hiena będzie przykładnym-wraz z bijącym dziadkiem-rodzicem? Tylko jak tu prawnie mieć dziecko na wyłączność-może ukryta kamera pozwoli zebrać solidne dowody w sądzie. Aż strach zostawiać dzieci u takich samic-nie ma nic gorszego niż urażona duma hieny.

 

Nie lekceważyłbym  ŻADNEJ oznaki przemocy-czy to psychicznej, czy fizycznej-dzieciństwo to  ma być okres sielanki, która choć trochę zrekompensuje-widoczny lub nie-ból w postaci rozejścia się biologicznych rodziców.

Edytowane przez AdrianoPeruggio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Dobi nie rozumiem tylko jednego - co to znaczy adwokatka zabrania?? Na jakiej podstawie w ogóle ona zabrania?

 

PS. żeby nie powtarzać, ale Twój post dokładnie pokazuje różnice między kobieta  a mężczyzną - każdy tu wie o co chodzi.

Edytowane przez overkill

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Adwokatka zabrania", "adwokatka kazała" - to są słowa ex.

Jak nie ma się własnego rozumu, to słucha się różnego rodzaju "doradców".

Matka i jej rodzina kazała brać rozwód, bo zięć przestał się podobać. Zaprowadzili córkę do adwokatki, a później już ona rządziła.

Od momentu tej wizyty przestała w ogóle rozmawiać. Przestała mówić o pieniądzach, że na coś potrzebuje... Ale wszystkim wokół opowiadała, że nie dostaje nic i nie ma na jedzenie.

No po prostu taki typ. Adwokatka się doskonale, że trafiła jej się tępa dzida, która wykona każde polecenie. Sama z resztą mówiła na sali sądowej,ze wszystko ustalala z rodziną pozwanej. W prywatnych rozmowach adwokatka mówiła wprost - "muszę to ustalić z rodzicami pozwanej".

Wie doskonale, że nie było zadnych powodów do rozwodu i nigdy by do niego nie doszło, gdyby nie rodzice ex.

 

Jeśli chodzi o przemoc wobec dziecka, to przez pewien czas córka mówiła, że matka i dziadek biją ją po buzi. Odpowiednie filmy i nagrania audio zostały dostarczone jako dowody. Samica w todze odrzuciła je oczywiście. Wyciągnęła z nich tylko jedno zdanie dziecka, które przy matce mówi: "tato, nie nagrywaj" i stwierdziła, że nagrywam córkę wbrew jej woli.

Nie powołała na świadków policjantów, którzy brali udział w interwencjach. Oni mogliby potwierdzić, że sami radzili mi nagrywanie wszystkiego jeśli ex jest w pobliżu i odradzali wchodzenie do mieszkania, "bo walnie się w łeb i oskarży o pobicie".

 

Z nimi po prostu nie ma szans wygrać w żaden sposób.

Teraz czekam na wynik apelacji od tego absurdalnego wyroku. W zależności od niego rozważę kasację. A są ku temu podstawy, patrząc na inne wyroki SN.

 

Ojciec w walce o własne dziecko jest zupełnie osamotniony. Nikt nie reaguje, nikt nie chce pomóc. Wszyscy wychodzą z założenia, że "matka nie może przecież krzywdzić własnego dziecka". Znam wiele takich sytuacji. Dzieci uciekają do ojców lub koleżanek. Same niemal krzyczą, że jest źle... Ale wszyscy mają to w dupie. Tylko ojciec widzi, co się dzieje.

Starsze dzieci coraz częściej same decydują o tym, że nie chcą żyć z markami. Znam parę takich przypadków. Co najlepsze - w takich sytuacjach matka wnosi sprawę do sądu o wydanie jej dziecka, ale faktycznie nie interesuje się dzieckiem w ogóle. Nawet do niego nie dzwoni, nie mówiąc już o odwiedzinach. Tak wygląda ta wielka miłość.

 

Cała ta sprawa jest bardzo trudna głównie z powodu stereotypów. Społeczeństwo ma zakodowane we łbach, że rodzinę może krzywdzić tylko mężczyzna, a kobieta zawsze jest ofiarą. Nigdy nie reagują, gdy przemoc stosuje matka. NIGDY! Nawet w przypadku mocnych dowodów. Z resztą znana w całej Polsce jest sprawa Sebastiana N. i jego syna.

 

Od roku walczę z dyrektorką przedszkola, która uniemożliwia mi kontakt z córką oraz pozwala na odbieranie jej przez osoby wskazane przez ex. Jej wina jest ewidentna, ale absolutnie wszyscy jej bronią.

Minister Edukacji stwierdza wprost, że dyrektor placówki oświatowej nie ma uprawnień do tego, aby decydowac, kto może odbierać dziecko, kto może sie z nim kontaktować itp. ale prezydent miasta i prokurator wiedzą lepiej. Oczywiście to są kobiety.

Teraz czekam na rozpatrzenie mojego zażalenia na decyzję prokuratury. Jeśli sąd się do niej nie przychylił, to będziemy bawić się dalej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To może zaangażować stowarzyszenia na rzecz praw ojców, media? Jeden sąd nie uzna nagrań, drugi może uznać. Nie można się poddawać. Trzeba zrobić wszystko, co możliwe. Uderzanie w twarz? Ja bym tym k.....pokazał, co wolno a co nie. Są różne sposoby. Dobre stosunki z Policją to już coś, pozostaje poszukać np. dobrego adwokata ws. rodzinnych, który np. ma układy ze składem sędziowskim. W ostateczności media i jesień średniowiecza z dupy tych potworów. W międzyczasie może rozmowa w 4 oczy z matką dziecka, może się ogarnie.

 

Nieuznanie dowodów przemocy to s.....syństwo, wniosek o wyłączenie sędziego, informowanie np. Ministra Sprawiedliwości o patologii (zwróć uwagę, że Pan Ziobro jest cięty na złych sędziów, a w MS mają już specjalistów i prawników). Co by nie mówić o PIS, to partia, która walczy z układami i patologiami w sądach.

 

Możesz lobbować np. w swojej sprawie u posła ze swojego okręgu, dopytywać się jak tam w Ministerstwie, ostatnio ponoć Ziobro działał przeciw zabieraniu dzieci polskim rodzicom. Oczywiście wszystko poufnie, bez rozgłosu, dziecko musi mieć maksimum prywatności.

 

Lekceważenie dowodów na znęcanie się nad dziećmi zasługuje na solidną karę, włącznie ze skargami do przełożonych, MS, a nawet mediów. Tacy ludzie nie mogą spać spokojnie.

Edytowane przez AdrianoPeruggio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z Policją może nie mam układów, ale gdy prosiłem o interwencję, to zawsze rozmawiałem z nimi konkretnie i rzeczowo. W przeciwieństwie do ex, która nakrecała się w swoich jazdach na mnie i czasami nawet kłóciła z policjantami. Oni doskonale znają takie sytuacje. Bardzo często spotykałem innych ojców na komisariacie, którzy przychodzili w tej samej sprawie, co ja - uniemożliwia nie dziecku kontaktu z tatą. Można powiedzieć, że takie sprawy są na porządku dziennym. Wszyscy wiedzą o tym, ze psychopatki izolują dzieci od taty, ale nikt z tym nic nie robi.

Sporo czasu poświęciłem na poznanie przepisów. Mam kontakt z wieloma ludźmi, którzy walczą o swoje dzieci. Udzielam się w kilku stowarzyszeniach działających na rzecz prawa dzieci do obojga rodziców. Wśród nich jest wielu specjalistów z różnych dziedzin.

 

Oczywiście, że problemem jest patologia sądownicza. Ta kasta nadzwyczajnych ludzi uważa, że może zrobić wszystko z życiem każdego człowieka. Uważają, że są zupełnie bezkarni i słusznie, bo tak jest. Nie ma żadnej możliwości, aby pociągnąć sędziego do odpowiedzialności. Być może rząd PiS zmieni coś w tej kwestii, ale nie spodziewam się rewolucji.

 

Znam naprawdę wiele patologicznych przypadków. Ja i moja córka nie mamy najgorzej, jeśli można to tak nazwać.

Bardzo często psychopatki izolują dzieci od ojców przez wiele miesięcy, a nawet lat. W tym czasie dziecko jest manipulowanie i zastraszanie. Następnie psychopatki twierdzi, że dziecko nie jest emocjonalnie związane z ojcem i nie chce się z nim widywać. Niewielu sędziów ma odwagę ukarać ja za takie postępowanie. Zdarzają się takie przypadki, ale są bardzo rzadkie.

Sprawy zakładane przez ojców potrafią toczyć sie latami. Jeśli taka samą sprawę zgłosi matka, to reakcja sądu jest niemal natychmiastowa.

 

Choć od premiery filmu "Tato" minęło prawie 20 lat, to w tym kraju nadal nic się nie poprawiło. Wydaje mi się, że jest coraz gorzej.

 

Na ten temat można pisać naprawdę dużo.

 

 

Jeszcze jeśli chodzi o moją sprawę... Teraz tak naprawdę nie mogę zrobić nic. Od marca czekam na apelację. Jeśli tylko wyrok sie uprawomocni, to będą kolejne sprawy już w sądzie rejonowym. Być może tutaj będzie łatwiej, bo wśród sędziów są sami mężczyźni. Kilka osób radzili mi odpuszczenie walki w okręgowym i atak w rejonowym, bo tutaj są większe szanse na sensowne rozstrzygnięcie.

 

Żadna rozmowa z ex nie wchodzi w grę. Wielokrotnie próbowałem. Wcześniej kazala mi rozmawiać ze swoją adwokatka. Teraz w ogóle nie rozmawia. A ja proszę ja o rozmowę, nagrywam to i wykorzystam w sądzie :)

Ona ma obowiązek rozmawiać i łaski nie robi. Może sędzia jej to wyjaśni.

 

Teraz będę działał bez adwokata. Ojcowie, którym udało się coś wywalczyć w tego typu sprawach mówią wprost, że efekty pojawiły się dopiero wtedy, kiedy zaczęli działać samodzielnie.

Muszę jeszcze zapoznać się dokładnie z paroma ustawami, aby sędzia nie mógł mnie niczym zaskoczyć :)

Samemu jest łatwiej pod wieloma względami. Nie jestem prawnikiem i nie mam obowiązku znać prawa - sędzia ma obowiązek o wszystkim informować i pouczać :) Tak naprawdę można zrobić niemal wszystko, a sędzia nie może za to ukarać - najpierw musi upomnieć i poinformować o grożących konsekwencjach :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ok, ale ''dura lex sed lex''-nieznajomość prawa szkodzi. Dodam, że rodzice, którym uniemożliwia się kontakt z dziećmi, mają na gruncie argumentacji prawnej szerokie pole do popisu, bo to nie tylko prawo rodzinne (kodeks rodzinny i opiekuńczy) i karne (kodeks karny), ale i rozbudowane orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, bo tutaj wchodzimy już w sferę szeroko pojętych praw człowieka, praw dziecka.

 

Istnieje Rzecznik Praw Dziecka, pamiętaj o tym, dziecko ma niezbywalne prawo do kontaktu z obojgiem rodziców! Sędziowie, do których zwraca się ojciec powołując się na prawa dziecka, prawa człowieka, a więc również normy prawa międzynarodowego (Konwencja Praw Dziecka, Protokoły Dodatkowe)-na pewno podejdą poważniej do takiej sprawy, niż będąc tylko na gruncie ustaw polskich. Są konkretne orzeczenia, kształtujące praktykę sądową.

 

Dochodzenie praw swoją drogą, a dzieciak może mieć spieprzone całe życie i skrzywioną psychikę, także ''wszystkie ręce na pokład''.

 

Już teraz trzeba pomagać mu psychicznie, wyjaśniać, sprawiać, by przeszło przez dzieciństwo komfortowo. Nie twierdzę, że to łatwe, nie pouczam, ale zawzięcie kibicuję, bo nic tak nie wkurwia jak dramaty bezbronnych dzieci. A codzienne upokarzanie czy wyżywanie się bywa gorsze od sporadycznego klapsa w tyłek. Te hienie spojrzenie na dziecko jako na przedmiot sporu, czy też kojarzenie go z Tobą, a więc wrogiem. O ile można trzeba zmieniać podejście matki, wyjaśniać, może nawet w rozmowie cofnąć się o krok, by opadły emocje, dla dobra dziecka.

 

Trzeba być jak wąż;)

Edytowane przez AdrianoPeruggio

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, AdrianoPeruggio napisał:

Ok, ale ''dura lex sed lex''-nieznajomość prawa szkodzi.

 

Twarde prawo, ale prawo.

 

Ignorantia iuris nocet < nieznajomość prawa szkodzi ;)  

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem o tym, że w sądzie można powoływać się na konwencję międzynarodowe i zamierzam to robić przy kolejnych sprawach.

 

Swoją drogą... Polska przegrywa sporo spraw przed trybunałem międzynarodowym. Państwo ciągle płaci odszkodowania, a sędziowie nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności i nikt z tym nic nie robi.

Międzynarodowe konwencje bardzo dokladnie określają prawa dziecka. Znacznie lepiej niż polskie przepisy.

 

Rzecznik praw dziecka generalnie nie robi nic. Twierdzi, że monitoruje sprawy, ale sędziowie są niezawiśli i on nic nie może. Niektórzy twierdzą, że sędziowie zmienili swoje podejście do ojców od momentu włączenia w sprawę rzecznika. Spróbować nie zaszkodzi.

 

 

Najgorsze jest to, że w Polsce praktycznie nie ma przemocy psychicznej. Nie ma, bo postępowania są umarzane. Jeśli dziecko nie ma poważnych obrażeń, to nikt nic nie robi. Nikt nawet nie raczy sprawdzić, jaka jest jego sytuacja. Jest na to parę sposobów i zamierzam wykorzystać każdą możliwość.

W moim mieście jest z tym trudno, bo prokuratorem jest kobietą, a sprawy rozpatrują policjantki. Wszystkie moje sprawy uwalają.

Ciągle się uczę i już nie zgłaszam nic na policji. W przypadku odmowy wszczęcia śledztwa, nie ma możliwości odwołania. Na decyzję prokuratury można złożyć zażalenie do sądu, więc jest więcej możliwości :)

Poza tym w moich pismach nie daje im żadnych możliwości interpretacji przepisów. Dostają komplet dowodów na potwierdzenie tego, że jest tak, jak mówię.

Mimo wszystko policjantka jakimś cudem widzi coś innego. Z jej opinii wynika, że minister edukacji jest idiotą i na niczym się nie zna, bo ona wie lepiej. Oczywiście żadnej podstawy prawnej nie podała ;) Taki standard - uwalić pismo głupim uzasadnieniem, nie podając konkretów. Niech się człowiek martwi, może odpuści i nie będzie trzeba się męczyć....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale nie jest tylko jeden prokurator ani policjant, na pewno znajdziesz jakichś porządnych.

Swoją drogą-jak ludzie mogą olewać, gdy dziecku dzieje się krzywda? I to empatyczne kobity?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu mają to w dupie.

Spróbuj założyć niebieską kartę babie - droga przez mękę. Jej uda się to za pierwszym razem. Pójdzie, naopowiada bajek, popłacze się i wszystkich ma po swojej stronie.

Jeśli to samo próbuje ojciec, to nikt nawet nie zadaje sobie trudu, aby zweryfikować cokolwiek.

 

Ja popełniłem błąd w jednej sprawie, bo zgłosiłem to na policji. Chciałem założyć ex NK. Przy zgłoszeniu do prokuratury są inne procedury, a najlepiej, gdy zawiadomienie o przemocy składa mops, sąd lub jakaś inna instytucja publiczna.

 

Jest jeszcze jeden aspekt... Ten kraj jest tak popierdolony, że w przypadku stosowania przemocy przez matkę, dziecko może trafić do rodziny zastępczej, a nie do ojca.

Wiem, że w moim mieście działa układ handlu dziećmi. Dzieci są odbierane rodzicom bez powodu i trafiają do kilku rodzin z układu.

 

Na razie nie jestem w stanie niczego udowodnić ex i córka przestała się skarżyć, ale jestem czujny. Zauważam każdą, nawet najmniejszą zmianę w jej zachowaniu. Po prostu dużo rozmawiamy i opowiada mi o różnych rzeczach. Dziecku musiałaby się stać naprawdę poważna krzywda, aby ktokolwiek zareagował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak widać baby sobie pozwalają, ale trwoga nastanie, gdy spotkają psychopatę który zrobi z dupy jesień średniowiecza. Dlaczego nie słychać o budzących strach facetach? Tylko wkoło te baby-de facto nędzne i słabe istoty. Czy facet nie może mieć też układów w sądzie? Przecież Policja, jakby chciała to by udupiła taką larwę bez kłopotu. Trzeba nauczyć się walczyć z gadzinami ich metodami-niech przed sądem ukażą się niczym wariatki do odebrania władzy rodzicielskiej z automatu. Świadkowie, Policja, adwokat-każdy może się wypowiedzieć na niekorzyść baby a na korzyść dziecka, i to zgodnie z prawdą.

Edytowane przez AdrianoPeruggio
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, AdrianoPeruggio napisał:

 

Jak widać baby sobie pozwalają, ale trwoga nastanie, gdy spotkają psychopatę który zrobi z dupy jesień średniowiecza.

 

   Tak, tylko że ona to polubi, i będzie chciała więcej. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W tym kraju jest tak, że ojciec zawsze jest na przegranej pozycji.

Dziecko może mieszkać z tatą i mieć z nim nieograniczony kontakt tylko wtedy, gdy baba się na to zgadza. Nie wystarczy być dobrym tatą, jeśli baba powie, że ojciec jest zły. Wszyscy wierzą jej na słowo.

Tylko w dwóch przypadkach dziecko może być z tatą:

- baba się na to zgodzi;

- baba jest tak porąbana, że sąd ustali miejsce zamieszkania dziecka z tatą.

Nie ma innej opcji.

Znam kilka przypadków, gdzie po wielu latach ojcom udało się wywalczyć dzieci, ale jest to droga przez mękę. Oczywiście działali samodzielnie, bez adwokata, korzystali z pomocy innych ojców, stowarzyszeń itp.
Baba musi naprawdę sporo nawywijać, aby sąd zdecydował się na zwiększenie udziału ojca w życiu dziecka.

Bardzo trudno jest przekonać ludzi, że matka robi coś złego.
Moje zawiadomienia policjantki uwalały już trzykrotnie pomimo naprawdę konkretnych dowodów. Ostatnie - na dyrektorkę przedszkola też uwaliła jakaś policjantka, choć miała konkretną opinię ministra edukacji ;)
Znam przypadki, gdzie nawet sławetne RODKi uznawały, że dla dziecka będzie lepiej, jeśli zamieszka z tatą i proponują ograniczenie władzy rodzicielskiej matce ze względu na utrudnianie kontaktów. Problem w tym, że sąd może ustalić kontakty na poziomie kilku godzin w tygodniu - jeśli są realizowane, to nikt z tym nic nie robi, bo przecież wszystko jest zgodnie z prawem, sąd tak ustalił itp.

Jak wspomniałem - działam spokojnie. Wiem, że zbyt wiele nie można zrobić - beton sądowy na to nie pozwala. Ale zbieram sobie nagrania, dokumenty itp. Uczę się, korzystam z doświadczeń innych ludzi, analizuję przepisy, interpretacje, wyroki sądów itp. itd. Mam dobrą pamięć do takich rzeczy, więc jest dobrze :)

Jeśli chodzi o samą ex, to ona nie robi nic nadzwyczajnego - to jest taki standard, bym powiedział.
Baba uważa, że dziecko jest jej własnością, do tego dostaje jeszcze kasiorę, więc po co ma ono mieć tatę? Ona chce mieć dziecko tylko i wyłącznie dla siebie, a jeśli jeszcze na tym zarobi, to po co ma z tego rezygnować? Taka ich natura... Trudno by było oczekiwać jakiegoś zrozumienia czy tak zwanej miłości matki do dziecka. Liczy się tylko biznes.

Jeśli chodzi o ex, to raczej nie sądzę, aby kogokolwiek poznała. Ona chciała rozwodu po to, aby żyć ze swoją matką. Teraz wmawia sobie, że jest z nią szczęśliwa. Jej matka to taki podręcznikowy przykład toksycznej matki.

Ex nigdy nie miała w swoim otoczeniu męskiego wzorca i nie ma pojęcia, jak zachowuje się mężczyzna. Ja, choć popełniałem wiele błędów, to i tak byłem bardziej męski od jej ojca czy brata.

Córka ma tatę i mam nadzieję, że nie powieli zachowań swojej matki.

Ex sama decyduje o tym, co robi ze swoim życiem. Tzn. jej matka o tym decyduje, a ex myśli, że sama podejmuje decyzje ;) Jeśli jej to odpowiada, to nic mi do tego :D 

 

 

Na kolejne sprawy będę przygotowany znacznie lepiej niż na sprawę rozwodową :) 

 

Mam, moim zdaniem, mocne argumenty za rozszerzeniem kontaktów z dzieckiem oraz za obniżeniem alimentów :) 

W sądzie w moim mieście jest trzech mężczyzn i z tego, co wiem od bab - nie są do nich nastawieni przychylnie. Nie muszą być stronniczy. Wystarczy, że będą sprawiedliwi i uczciwi.


Dla ojca, który zaczyna poznawać, o co w tym wszystkim chodzi, ogromnym zaskoczeniem jest jedna rzecz: Sąd przyznaje opiekę nad dzieckiem babie, która nie pracuje, ma gorsze warunki mieszkaniowe, uniemożliwia ojcu wychowywanie dziecka i obciąża go wysokimi alimentami. W normalnym świecie, zgodnie z logiką, dziecko byłoby wychowywane przez tego z rodziców, który potrafi mu zapewnić lepsze warunki.

 

 

Na koniec taka ciekawostka:
Pani w todze twierdzi, że ja jako ojciec miałem zawsze słabszy kontakt z dzieckiem... bo pracowałem. Ex zajmowała się córką i jest z nim bardziej związana (skąd ona to sobie wzięła, to ja nie wiem).
Z takiej logiki wychodzi, że ojciec nie powinien pracować ;) No, ale jeśli nie będzie pracował, to znów baba w todze stwierdzi zapewne, że jest niezaradny i nie potrafi zadbać o rodzinę... i tak w kółko.
Pracuje - źle.

Nie pracuje - tak samo źle :D

 

Wszystko, aby człowieka uwalić.

 

 

W moim mieście spotkałem wielu normalnych policjantów. Jest jedna, która przyjeżdżała czasami na interwencję. Nie znając sprawy, od razu wchodziła do mieszkania z nastawieniem: "co on zrobił?" chociaż to ja ich wezwałem.
W większości byli to ludzie naprawdę w porządku. Sami ostrzegali mnie przed ex.

Zgłoszenia uwalały same baby. Pani prokurator tylko podpisała się pod tym, co napisała policjantka, więc do niej jakichś większych pretensji nie mam. Zobaczymy, w jaki sposób sędzia odniesie się do mojego zażalenia.

 

Tak naprawdę nigdzie nie spotkałem się nawet z odrobiną zrozumienia. Wystarczy, że ex rzuci hasło i wszyscy lecą, aby jej pomagać. W ten sposób "załatwiła" znajomą pigułę w przychodni. Poszła skarga do dyrekcji i teraz są już grzeczniutkie :) 

Dyrektorka przedszkola też myślała, że jej pomaga - teraz sprawa jest w prokuraturze. Jeśli nic nie ruszy, to będą kolejne pisma gdzie tylko się da. Celem jest odwołanie dyrektorki za popełnienie przestępstwa.

Edytowane przez Dobi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×