Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
toreador

Dziecko i podział obowiązków między rodzicami

Rekomendowane odpowiedzi

On 29.11.2016 at 5:29 PM, Dobi said:

 

Ja popełniłem ten błąd, że wstawałem do dziecka w nocy, bo tamtej się nie chciało, a mnie szkoda było dziecka. Po pracy znów zajmowałem się córką, aby się słuchać pierdolenia. Do roboty chodziłem jak zombie, a na koniec tamta i tak pierdoliła, że nigdy nie zajmowałem się dzieckiem.

Boshe dokładnie mam to samo w domu. Tylko , że moja małżonka teraz pracuje.

Generalnie kobiety po urodzeniu dostrzegają, ze dziecko to całkowita utrata czasu wolnego który przeistacza się potem w wielki ból Deficyt dawnego lenistwa i nic nie robienia dla kobiety jest nie do zniesienia. 

Dlatego robią wszystko aby zmusić partnera do jak największego zaangażowania ... Przykre ale tak to wygląda.

Quote

 

 

 

 

 

Edytowane przez Jacol1986

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Znam z widzenia małżeństwo, gdzie jest dwójka dzieci a pani zdecydowała, że pójdzie na studia zaoczne na drugi koniec Polski.

Chłopak dodatkowo pracuje na etacie.

Ostatnio dowiedziałem się, że trzecie w drodze. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Zajmowanie się dzieckiem dla kobiet staje się nie męskie - wbrew wszystkim fejsbukowym memom gdzie wytatuowany facet z niemowlakiem na rękach to symbol prawdziwego mężczyzny.

Ale real to nie FB. 

 

Dużo zajmowałem się dzieckiem gdy było małe - wstawanie w nocy, karmienie, spacery, zabawa, lekarze - tylko, że ja to lubiłem. Po x godzinach nerwówki w pracy to mnie odstresowało, czułem że robię coś pożytecznego. 

Ex w tym czasie zaczęła robić karierę. Jakiż byłem dumny (wtedy)/głupi (dziś), że żona może się realizować bo ma takiego fajnego chłopa w domu co i zarobi a i dzieckiem się zajmie. Rozumiecie, że wtedy byłem z tego dumny??? Matrix wzorcowy :blink: - rezultat: chłop poszedł w odstawkę. 

 

Ale nie żałuje. Mam miłe wspomnienia i poczucie zrobienia dobrej roboty w trakcie programowania malucha. 

Także ważne aby coś z dzieckiem robić dla siebie i dla dziecka (nie dla żony/matki dziecka). Skoro nam to sprawia satysfakcję (no chyba że komuś nie sprawia).

 

 

  • Like 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Masz rację, ale różnie to bywa. Moja partnerka jest bardziej cierpliwa jeśli chodzi o wrzaski i generalny chaos. Czasami jestem pod wrażeniem tego ile potrafi znieść. Mnie osobiście nic tak nie denerwuje jak krzyk, lub wrzask dziecka, szczególnie zaraz po przebudzeniu, lub po przyjściu z pracy :)

 

Ps. Co do Twojej zony. Kobieta, która stara się realizować w swoim wolnym czasie zasługuje na duży PLUS w mojej ocenie.  Lepsze to niż oglądanie TVN , lub FB - kowanie przez cały czas :)

Edytowane przez Jacol1986

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Jacol1986 napisał:

Co do Twojej zony. Kobieta, która stara się realizować w wolnym czasie od dziecka zasługuje na duży plus w mojej ocenie.  Lepsze to niż oglądanie TVN , lub FB przez cały czas :)

 

Ex żony.

Racja, ale też nie do końca, bo przestała całkowicie zajmować się domem, dzieckiem, mężem...Ciężko mi ją czasami sklasyfikować - na pewno nie jest to baba która zna wszystkie postacie z Na Wspólnej.

Ale baba w szpilkach, modnych okularkach i z czarną skórzaną teczką na najnowszego laptopa to też nie jest dobry model na długi związek. Takie baby mamy w pracy - ja w domu chciałem kogoś innego. A ona żyła pracą i w pracy i w domu.

Jak w każdej dziedzinie życia i tu przegięcie mocno w jakąś stronę nie jest dobre. 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

No widzisz u mnie jest trochę na odwrót. Moja żona ma niesamowita pamięć. Potrafi bardzo szybko czytać i przyswajać nowe informacje. Niesetny jest leniwa (zorientowałem się po czasie) i każde moje zwrócenie uwagi na to , że warto byłoby nauczyć się czegoś nowego kończy się kłótnią i wymówkami, że nie ma na to czasu ponieważ DZIECKO, albo co innego ... Ręce opadają.

 

Śmieszne jest to, ze zona pracuje w dużej korporacji, generalnie opłacają dodatkowo zajęcia jezykowe. W konktrakcie ma napisane, że jesli opanuje język, który chcą do poziomu B2 to za automatu dostanie podwyżkę parę set złotych ...

 

 

Edytowane przez Jacol1986

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze miałem do dziecka większą cierpliwość niż ex.
Dziecko wyczuwa, kiedy rodzic się denerwuje i przez to samo jest niespokojne.

Pamiętam, jak ex wyjechała do swojej mamusi na trzy miesiące (nie chciała wracać, robiłem wszystko, co się dało, w końcu opierdoliłem matkę ex jak burą sukę i wreszcie tamta wróciła). Wtedy córka była bardzo niespokojna i nerwowa - myślę, że zapomniała już swój pokój i widziała go jak obce miejsce.
Ex usypiała córkę na rękach. Mija 10 minut - nic. 20 minut - nic. W końcu mnie to wnerwiło, bo szkoda mi było dziecka. Zabrałem córkę, położyłem na łóżku, trochę z nią pogadałem i zasnęła po paru minutach. Ex przyszła i była w szoku "jak to zrobiłeś?". No zrobiłem. Normalnie.
Córka wtedy niewiele rozumiała, bo miała roczek.
Wystarczyło dać poczucie bezpieczeństwa. Przytulić, uspokoić, trochę do niej mówić. Bardzo szybko się wyciszyła, a że była zmęczona, to zasnęła :) Nic trudnego.

Pamiętam, że ex bała się brać noworodka na ręce. To ja zawsze kąpałem córkę. Tamta nie umiała i nie chciała. Później w ramach akcji "wypierdalamy go z rodziny" kąpała córkę razem ze swoją matką wtedy, gdy mnie nie było.

Do tej pory mam do niej ogromną cierpliwość, chociaż zdarza się, że puszczają mi nerwy. Ona wie, że nie warto przesadzać i praktycznie jej się to nie zdarza. Gdy się na mnie obraża i robi fochy - ja robię to samo. Szybko przychodzi i chce się pogodzić, ale wypomina mi, że coś powiedziałem ;) 

Nie mam problemów z dziećmi. Nie wiem, dlaczego, ale jakoś mnie lubią.

Gdy córka była w szpitalu, bawiłem się klockami z jakimś chłopcem. Jakaś dziewczyna sama podeszła do mnie i zaczęła opowiadać, co jej się stało, dlaczego tam się znalazła. Często nie robię nic, tylko siedzę, a dzieciaki chcą się ze mną bawić. Nie wiem, dlaczego tak jest.

@Normalny Miałem identycznie. Najpierw truje dupę, aby zajmować się dzieckiem. W nocy się nie ruszy, bo "ona jest zmęczona" (ta... miała zajmować się dzieckiem tylko przez 9 godzin w ciągu dnia, gdy ja byłem w pracy), człowiek wstaje do maleństwa, bo aż mu szkoda się dzieciątka robi, a na koniec dostaje z buta prosto w ryj, bo jest niemęski. No matrix.

Teraz mogę mieć to kompletnie gdzieś i to ja decyduję o tym, jak spędzam czas z córką :D Wisi mi to, czy komuś to się podoba, czy nie. Nam ma się podobać :D 
Niech sobie to będzie mało męskie. Nie interesuje mnie zdanie obcych samic. Robię to, co uważam za słuszne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      http://natemat.pl/17815,coraz-wiecej-kobiet-nie-chce-byc-matkami-trzeba-zlikwidowac-tabu-o-nieposiadaniu-dzieci
      No czego innego można było się spodziewać po kobietach  One nie chcą być matkami, ale to oczywiście wina mężczyzn... Warto zauważyć, że w tagach pod artykułem dano "feminizm"  Piszcie co sądzicie na ten temat  
       
      Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci?

      Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi".
       
      Najpierw szkoła, później praca, a na końcu dziecko - właśnie w taki sposób układa swoje życie coraz więcej Polek. I choć zegar biologiczny nieustannie im bije, one wciąż odkładają ciąże na bardziej "odpowiedni" okres w życiu. Są też i takie kobiety, które twierdzą, że do pełni szczęścia nie potrzebują dziecka. Dlaczego Polki nadal nie chcą mieć dzieci?

      Ostatnio amerykańska felietonistka, Katie Roiphe, stwierdziła, że decyzja o nieposiadaniu dzieci wciąż pozostaje tematem tabu. Dziennikarka chce z tym walczyć i zlikwidować je raz na zawsze. Uważa, że kobieta która nie urodziła dziecka też może być szczęśliwa. Swoich czytelników zachęca do wyznań, w których powiedzą jej, jak nauczyli się doceniać swoje bezdzietne życie i czy rzeczywiście jest ono takie złe, jak je malują. Jak twierdzi, większość kobiet koło trzydziestki, ma pęd na dziecko, dlatego reszta, która nie chce ich posiadać, czuje się po części kobietami "niepełnosprawnymi".

      Dzieci coraz później

      - Dzieci? Nie, na to przyjdzie czas dopiero po trzydziestce - komentuje 24-letnia Sandra. Nie jest ona wyjątkiem, bo, jak się okazuje, takie podejście w naszym kraju ma coraz więcej Polek. - Sprawa jest bardzo skomplikowana. Od kilku lat obserwujemy tendencję Polek do coraz późniejszego rodzenia dzieci. Dziś średnia wieku kobiet, które decydują się na poród, wynosi 30-31 lat. Jest to duży wzrost w porównaniu z latami ubiegłymi - mówi w rozmowie z naTemat dr Arkadiusz Karnacki, socjolog.
       
      Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet.

      Według statystyk, średnia wieku kobiet na Zachodzie, które decydują się na pierwsze dziecko, przesunęła się już z 25. na 35 rok życia. Te statystyki biją na alarm. Badania amerykańskich naukowców wykazały, że do momentu, w którym kobieta kończy 30 lat, traci aż 90 proc. najlepszych oocytów, czyli komórek, z których powstają komórki jajowe. Lekarze twierdzą, że zegar biologiczny kobiet tyka szybciej, niż myśleli. Zatem, dlaczego Polki coraz częściej nie chcą mieć dzieci? A jeśli już się na nie decydują, to dopiero po trzydziestce?
       
      Dziecko? Nie, przecież mam pracuję

      Istnieje wiele teorii na ten temat. Kobiety mówią zdecydowane NIE dla dzieci, bo praca, bo kariera zawodowa, bo skrócona młodość. - Większość Polek relatywizuje to właśnie w taki sposób, dostrzegając w dziecku więcej wad niż zalet - mówi dr Arkadiusz Karnacki. - Podstawowym czynnikiem jest myślenie kobiet o dziecku, jako elemencie życia, przez który nie będą mogły się rozwijać zawodowo - zauważa socjolog.

      Takie podejście nie należy do rzadkości. Ciągły pośpiech, chęć spełniania się w pracy i marzenia o awansie sprawiają, że kobiety w młodym wieku nie postrzegają dziecka jako niezbędnego składnika do osiągnięcia pełni szczęścia. - W Polsce ciągle funduje się Polkom różne teksty, które sugerują im, że musi ona wybrać pomiędzy karierą a dzieckiem - mówi Barbara Stawarz, psycholog. - Przecież nie zawsze tak jest. Dziecko nie musi oznaczać zakończenia kariery zawodowej. Nie musi też być powodem do zwolnienia nas z pracy. Podstawą w dzisiejszych czasach jest to, żeby państwo zapewniło matkom odpowiednią pomoc, której niestety wciąż w Polsce nie ma, przez co młode kobiety czują strach przed jutrem - komentuje psycholog.
       
      A chodzi o pieniądze

      Wyprawka, pieluchy, specjalna żywność dla niemowląt, ubranka, płatny żłobek, przedszkole lub opiekunka - to wszystko sprawia, że kobieta z niechęcią patrzy na urodzenie dziecka. Wydatki na te rzeczy nie należą do najmniejszych. - Kobiety podchodzą do tego rozsądnie. Nie chcą mieć dziecka, skoro posiadają umowy śmieciowe, kredyty i mają ciągłe wydatki - zauważa psycholog Barbara Stawarz. 
       
      Dziecko skraca młodość

      Nie wszystkie kobiety podchodzą do tego tak racjonalnie. Są też i takie, które nie chcą mieć dzieci, ponieważ - jak uważają - mają swojego kotka, który im w pełni wystarcza, a dziecko - w przeciwieństwie do niego - skróci im młodość i beztroskie życie. - Myślę, że jest to margines. Polkom kotek w większości nie wystarcza. Potrzebują mężczyzn, którzy o nie zadają i wzbudzą w nich poczucie bezpieczeństwa - mówi Barbara Stawarz. 

      Jak zwracają uwagę eksperci, winni często są właśnie partnerzy, którzy starają się na wszelkie możliwe sposoby wymigać od odpowiedzialności. Tłumaczą się, że na dziecko "jest jeszcze za wcześnie". To właśnie oni są często przyczyną lęku kobiet przed posiadaniem dzieci, stad też decydują się one na potomstwo znacznie później. 
       
      "Boję się, że będę złą matką"

      Katie Roiphe w swoim felietonie wspomina rozmowę z kilkuletnią córeczką znajomych, która zapytała jej, dlaczego nie ma dzieci. Ona, nie zastanawiając się długo, odpowiedziała, że nie wiedziałaby co z nimi robić, a także, że boi się, że będzie złym rodzicem. Takie myślenie nie należy do rzadkości: - Na pewno są takie kobiety, które boją się, że nie podołają wyzwaniu bycia matką. Nie mają pomysłu na to, jak mogłyby je wychować - zauważa w rozmowie z naTemat Barbara Stawarz. Jak zauważa psycholog, jest to ogromny problem w dzisiejszych czasach, z którym większość młodych kobiet nie umie sobie poradzić.

      "Warto być matką czy nie warto?" - pytanie to, choć tendencyjne, wciąż zadaje sobie większość kobiet. Katie Roiphe uważa, że można być prawdziwą i szczęśliwą kobietą, nie rodząc dziecka. Czy aby na pewno?
    • Przez MoszeKortuxy
      https://popularne.net/mandy-cowie/
      Samotna matka z UK mająca 10 dzieci z 5 różnymi mężczyznami. Oczywiście utrzymuje się z zasiłków. Oto owoc państwa opiekuńczego, gdzie kobiety mogą w pełni realizować swą hipergamię i utrzymywać się na koszt podatników. Jej styl życia przyniósł jej sławę i wystąpi w telewizyjnym programie o największych brytyjskich rodzinach 
       
      Państwo opiekuńcze + samotna matka + feminizm + hipergamia + liberalizm obyczajowy = Patologia. 
       

       
      Mandy Cowie to 49-letnia samotna matka. Ma dziesięcioro dzieci, pociechy jednak mają pięciu różnych ojców
      Kobieta pragnie doczekać się 50 wnuków, by dalej móc pobierać świadczenia socjalne. Jej celem jest posiadanie największej rodziny w Wielkiej Brytanii i stanie się „królową dobrobytu”.
       
      Przez ostatnie 30 lat Cowie utrzymuje się jedynie z zasiłków. Stara się także przekonać swoje dzieci, by kontynuowały jej styl życia
      49-latka rocznie otrzymuje od rządu ponad 115 tysięcy złotych (24 tys. funtów). Część tej sumy pieniędzy przeznaczyła na tatuaże pokrywające jej ciało.

       
      „Dziesięć dzieci i pełno tatuaży” – mówi o sobie Cowie
       
      Cowie doczekała się już 16 wnuków i wkrótce wystąpi w programie telewizyjnym o największych brytyjskich rodzinach
      Audycja przedstawia rodziny, które szczycą się życiem z zasiłków i absolutnie nie widzą w tym nic złego. Oczywiście nie planują również zmieniać stylu życia.

       
      Sposób w jaki Cowie wychowuje dzieci również wzbudzi niesmak i wiele kontrowersji
      Podczas wywiadu kobieta przyznała, że pozwala swojej 13-letniej córce pić alkohol i palić papierosy. Ma to być nagrodą za dobre sprawowanie.

       
      49-latka nie planuje podjąć pracy. Twierdzi, że zasiłki opłacają się znacznie bardziej, a do tego musi zająć się dziećmi
      Trójka pociech nadal mieszka z kobietą. Pozostała siódemka wyprowadziła się, jednak wydaje się, że z chęcią przejmą styl życia kobiety.
    • Przez MoszeKortuxy
      http://redpillersi.pl/kobieca-pedofilia/
      Cześć Bracia  Trafiłem na ciekawy artykuł dotyczący kobiecej pedofilii. Tak, tak - kobiety też mogą być pedofilkami. Trzeba zwalczyć ten stereotyp, że pedofilem jest zawsze mężczyzna, a nie kobieta. Artykuł jest dosyć mocny, więc wkleję całą jego treść na wypadek, gdyby lewicowe środowiska miały go usunąć itp.
       
       
      Pedofilia kobiet, a także kobieca przemoc seksualna to jedne z wielu tematów ukrywanych przez dzisiejszy feminizm. Dlaczego? Ponieważ każda feministka musi się trzymać narracji, że to mężczyzna jest opresyjny wobec kobiet i dzieci. Innych opcji w tym jednostronnie kłamliwym myśleniu nie ma. Kobiety są uczone mentalności ofiary, przez co stają się nie tylko roszczeniowe (bo ofiarom trzeba pomagać), ale też praktycznie pozbawione empatii wobec mężczyzn. Pamiętajmy, że osoba z mentalnością ofiary nie traktuje innych w sposób partnerski, ponieważ dla niej zawsze najważniejsze są jej własne, wiecznie pokrzywdzone emocje. Nie ma tu miejsca na logikę: a więc i sprawiedliwość, czy równość. Nie ma tu miejsca na prawdziwe współczucie, czy troskę o problemy innych, a już najbardziej mężczyzn – którzy jak się dowiecie z tego filmu są kreowani na drapieżników z natury.
       
      Jest to bezczelna, krzywdząca manipulacja, która nie przynosi niczego innego jak powolnej destrukcji mężczyzn, a relacje damsko-męskie stają się paranoiczne. Przez takie opinie mężczyźni są niechętnie zatrudniani na stereotypowo kobiecych stanowiskach jako pielęgniarze, czy opiekuni dla dzieci. Co jest najważniejsze – za większością męskich, dorosłych pedofili stoi kobieta, która w dzieciństwie ich molestowała i krzywdziła w sposób seksualny (L. Petrone M. Troiano, 2005). Mimo to społeczeństwo skupia się na obrazie mężczyzny jako sprawcy pedofilii, a nie tej kobiety, która stworzyła potwora.
       
      Wywiadu udzieliła Michele Elliot, która założyła fundację Kidscape. Fundacja ta ma pomagać rodzinom, dawać rady wychowawcze, pomoc, ale także bada każdą przemoc wymierzoną wobec dzieci. W wywiadzie Michele skupia się na kobiecej pedofilii, która jest z łatwością ukrywana w społeczeństwie przez nas i przez same kobiety. Michele Elliot nakazuje nam porzucenie stereotypów płciowych, które od dosyć dawna usprawiedliwiają kobiety, a wręcz traktujemy je jako święte.
       
      Usłyszałem w dniu wczorajszym (27.01.2018), że wywiad o kobiecej pedofilii nie został przetłumaczony przez nikogo aż do tego czasu, więc postanowiłem zrobić to dla naszego społeczeństwa. Nie jest pewnie to idealny poziom tłumaczenia, bo i niektórych rzeczy nie rozumiałem ze słuchu, aczkolwiek myślę, że zachowałem spójność przekazu. Musiałem też pozmieniać strukturę czasową napisów. Dziękuje tutaj również użytkowniczce naszej strony, która pomogła mi w kilku kwestiach.
      Wywiad jest wrzucony na youtube – nie wiem czy będzie pozostawiony tam, więc podaję też formę tekstową poniżej.
       
       
      Kobieca pedofilia nie jest tak sporadyczna jak się sądzi – Michelle Elliot
      Pedofilia w wykonaniu kobiet to temat bardzo kontrowersyjny. Przekonałam się o tym, gdy podniosłam temat

      krzywdzenia dzieci przez nie. Zaczęłam być oczerniana przez inne kobiety. Zostałam wykluczona z “wspólnoty” z kobiet. Przestałam być dobrą feministką, ponieważ miałam uważać, że nadużycia seksualne są skutkiem męskiej władzy. Jeśli nawet znałam znaczącą liczbę kobiet stosującą przemoc wobec dzieci, to to miałam uważać, że jest to rezultat męskiego wpływu na kobiety. To tak jakby sądzić, że mężczyźni pociągają za sznurki i każąkobietom stosować przemoc. Trzeba jasno powiedzieć, że są kobiety stosujące przemoc. Są kobiety, które dobrze maskują swoją przemoc. Myślę, że robią to przebieglej niż mężczyźni, a społeczeństwo nie chce wierzyć, że kobiety są do takich czynów zdolne.
       
      Łatwiej jest sądzić, że mężczyźni są paskudni, a kobiety poświęcają się dla dzieci.
       
      Czy rzeczywiście mężczyźni angażują kobiety w pedofilię?
      Absolutnie nie. W 75% znanych przypadków kobieta działała sama. W większości przypadków mężczyzny nawet nie było w pobliżu. Rozumiesz, to jest taki mechanizm usprawiedliwiania. Interesujące w nas kobietach jest to, że chętnie akceptujemy, że jesteśmy lepszą rasą i jesteśmy dobre wewnętrznie, ale już ciężej przyznajemy się do tych paskudnych zdarzeń. Więc rozumiesz, umywamy ręce.
       
      Mieliśmy konferencję o tym, jak pamiętam w roku 1994, lub wcześniej. Przybyło 400 ludzi. To była ogromna konferencja. Ale od 20 do 30 ludzi przyszło tylko po to, by naruszyć spokój. Wiesz, krzyczeli, że odsuwam uwagę od mężczyzn i skupiam się na kobietach. Ironią  było to, że daliśmy im wolne miejsca. To był błąd. Jedna z kobiet, ofiara przemocy, która pomaga teraz innym, nie umiała zmierzyć się z publicznością i nie opowiedziała historii. Był wrzask, zamęt, ci ludzie prowokowali inne kobiety. Wstawały, tłumaczyły, by usiadły, bo chcą posłuchać tej historii. I było to dziwne, a zarazem smutne. Przekaz ich był taki, że nie chcemy słuchać tych informacji, nawet jeśli są prawdziwe. Przecież, jeśli nie wysłuchalibyśmy tych kobiet, które przybyły na naszą konferencję, to temat zapadłby się pod ziemię i nie dostarczyłyby nam informacji.
       
      Kim byli ludzie tworzący zamieszanie na konferencji?
      Ludzie niszczący konferencję to ofiary męskich nadużyć. Bardzo, bardzo skrajne feministki. Sama siebie uważałam za feministkę, ale człowieku… one biją mnie o kilka głów. To są feministki na ekstremalnym poziomie. To są takie, które mówią: podziękujmy już mężczyznom i korzystajmy z banków spermy. Wiele z nich wyglądała tak, że nie mogłeś stwierdzić jakiej są płci. Osobiście wiedziałam, że są to kobiety, pomimo tego, że maskowały własną płeć i były bardzo, bardzo agresywne.
       
      Jednym z argumentów dla nieistnienia kobiecej pedofilii jest to, że kobiety nie mają penisów, dlatego uważane jest,że nie mogą uczynić niczego szkodliwego.
      Kobiety używają przedmiotów, mioteł,  klamek, czy butelek. Jedna z kobiet twierdziła, że została zgwałcona różą, która utknęła wewnątrz dzięki kolcom. Kobiety potrafią być bardzo okrutne używając przedmiotów. Wciąż pedofilki podążają za własną gratyfikacją seksualną, więc jedyne co je odróżnia od męskich pedofilii, to fizjonomia. Pedofilia ma to samo podłoże u obu płci: gratyfikację seksualną, poczucie władzy (wykorzystanie) i fantazje.
       
      Kobieca pedofilia nie różni się przyczyną od męskiej pedofilii. Generalnie sprawcy pedofilii obu płci doświadczyli przemocy wobec siebie w dzieciństwie. Kobiety nie są odporne na stanie się pedofilem, jak niesłusznie się sądzi. Myśląc, że kobieca pedofilia nie istnieje nie mamy środków obrony przed nią.
       
      Powiązanie z byciem ofiarą pedofila, a byciem przyszłym pedofilem, jest takie samo w przypadku obu płci. Tak, kobiety które stosowały przemoc wobec dzieci, są często ofiarami tego typu zbrodni. Rozmawiałam z jedną z takich kobiet, która twierdziła, że lubi seks z dziećmi, ponieważ jest… piękny. Z dziećmi nie ma poczucia zagrożenia. I doświadczyła tego w dzieciństwie.  Dlatego sądzę, że można powiązać kobiecą i męską pedofilię z podobną przyczyną. Innymi słowy większość z pedofili obu płci było molestowanych w dzieciństwie. Czasem w bardzo drastyczny sposób.
       
      Napisałam kilka książek o pedofilii mężczyzn i wiesz, może w 5% przypadków sprawcami były kobiety. Pamiętam też w okresie letnim nadawano transmisję w radiu i chcieli desperacko podchwycić jakiś temat. Został tylko ten jeden prezenter i poprosił mnie, bym opowiedziała o sprawach przemocy seksualnej kobiet.
       
      I wiesz, w tamtym czasie znałam tylko 10, 11 a może 12 takich przypadków. Zaczęłam rozmawiać o kobiecej przemocy i w moment zaczęliśmy odbierać tonę telefonów od dorosłych, którzy byli ofiarami przemocy kobiet. Oni sądzili że byli nielicznymi wyjątkami, które to spotkało. Wróciłam do mojego biura i dostałam jeszcze więcej takich zgłoszeń! To było coś jak efekt kuli śnieżnej.
       
      To był pierwszy raz, kiedy mówiliśmy o kobiecej pedofilii! Ofiary mówiły, że nie wiedziały i nie znały nikogo kto by doświadczył tego typu sytuacji. Nikt nie mówi głośno, że mój ojciec, czy mój wujek molestował mnie. Nie wiedzieliśmy, że kogoś może spotkać to samo.
       
      I to samo jest z kobietami. Obie płcie dzwoniły twierdząc, że były molestowane przez matkę, ciocię, zakonnicę, a nawet nauczycielkę. Wiesz, dzwoniło całe spektrum różnych ludzi i byłam zszokowana. Tak, nie spodziewałam się, że kobiety mogą stosować przemoc i sądziłam, że jest to naprawdę mały, nieznaczny problem.
       
      Tak, pedofilki bardzo często lubią pracować z dziećmi. Opieka, pielęgniarstwo, wychowywanie, nauczycielstwo. Większość rodziców nie zastanawia się dwa razy nad nad zostawieniem dziecka z kobietą. Co innego gdy chcą zostawić dziecko pod opieką mężczyzny. Znowu twierdzę, że jest to błędne. Ale tak właśnie jest, to się dzieje.

      Pedofilki dostają broń do ręki w postaci pracy z dziećmi. To jest jak z alkoholikiem spędzającym czas w barze. Jeśli jesteś od czegoś uzależniony, to będziesz szukał miejsc gdzie możesz praktykować swoje uzależnienie. Dla pedofilki każde  miejsce okupowane przez dzieci jest dobre. Wiem, że jest mnóstwo kobiet, które są pedofilkami, krzywdziły dzieci i w oczach statystyk są niewinne. Nie udaje się ich złapać na  gorącym uczynku, ponieważ nie spodziewamy się po kobietach, że mogą mieć takie skłonności.
       
      Pedofilki wykorzystują kreację “dobrej matki”, więc mogą ze spokojem
      obserwować dzieci bawiące się boiskach szkolnych. Jeśli mężczyzna tak
      robi to staje się perwersyjnym w naszych oczach. I w ten sposób, szczególnie te
      starsze pedofilki stają się bezkarne. I my na to pozwalamy, a nawet wspieramy to, utrwalając
      błędne stereotypy o płciach. Torujemy łatwiejsze drogi pedofilkom do bycia nimi.
       
      Zdecydowana większość ludzi, którzy się ze mną kontaktowali twierdziło, że zostali skrzywdzeni przez ich matki. Oczywiście nie chcę mówić, że pedofilia kobiet tak wygląda w każdym rejonie świata, ale należy wiedzieć, że kobiety mogą fałszować i zatajać swoją przemoc. Kobieta może stosować przemoc jednocześnie nie robiąc nic co z zewnątrz wygląda na molestowanie dziecka. Kobieta może nakładać krem na dziecko, myć dziecko, czy trzymać dziecko w swoim łóżku, a społeczeństwo powie, że to jest okej, bo to jest mamusia, bo to są matczyne sprawy. Takie zachowania podejrzane są u ojców, co jest smutne, ale tak niestety się dzieje.
       
      Jeśli spojrzysz w media, kobiety, które molestowały dzieci mówią, że miały z nimi romanse i uwodziły je. Jeśli ofiarami są chłopcy to zostają opisani jako wyglądający starzej, bardziej masywnie. Kobieta, której nazwiska zapomniałam, uciekła 2,5 roku temu do Florydy z 14 letnim chłopcem. Była jego nauczycielką. Jak dobrze pamiętam miała jakieś 30 lat. I nazwane to zostało romansem.
       
      Moje pytanie jest takie. Czy jakby to był 31 letni mężczyzna i uciekłby z 13 czy 14-latką, to czy nazwalibyśmy to romansem? Nie sądzę. Usprawiedliwiamy kobiety. Wierzymy w niewinność kobiet. Nie chcemy wierzyć, że kobiety mogą zrobić coś złego.
       
      W rozmowie ze mną w programie telewizyjnym feministka Germaine Greer stwierdziła, że jeśli 13 czy 14 latek dostanie erekcji przy starszej kobiecie, z którą potem uprawia seks, to czyni to na własną odpowiedzialność. Muszę to wyjaśnić, bo nie jest to logiczne podejście. Wygląda na to, że chłopiec, ofiara pedofilii jest obwiniany za to zdarzenie. Erekcja członka jest samoistna, ale i może być wywołana przy pomocy kobiety, która chce uwodzić. Ciężko w momencie podniecenia jest się dziecku wycofać. Ciężko jest wycofywać się dorosłym mężczyznom, którzy są uwodzeni i podniecani – dzisiaj nazywamy to “made to penetrate” (zmuszanie do penetracji), co jest formą żeńskiego gwałtu i jest częstsze niż gwałty w wykonaniu mężczyzn.
       
      I nawet jeśli dotyczy to pedofilii wobec dziewczynki, to twierdzi się, że zapewne musiał to być romans lesbijek. Kobiety za każdym razem są jakoś usprawiedliwiane.
      Nie ma żadnej korelacji z osiąganiem erekcji, a chęcią seksu, tak jak nie ma korelacji kobiecego orgazmu z satysfakcją z uprawianiem seksu z pedofilem. Ciała dzieci odpowiadają na stymulację seksualną, ale ich umysły, ich rozwój, ich jestestwo nie jest gotowe na to.
       
      Ludzie zapominają, że przemoc może sprawiać przyjemność, jeśli nie jest agresywna i okrutna, dlatego dziecko nie oponuje. Dlatego uczy się takich zachowań. Widziałam swoje dzieci, które miały nawet siedem, osiem, czy dziewięć miesięcy i widziałem je trzymające dłonie w pieluchach, gdy śpią. To samo dziewczynki. Dlatego wiemy, że dzieci mają własną seksualność. Ale jeśli jest seksualność rozbudzana przez pedofila na jego żądanie, w nienaturalnym poziomie dla dziecka w jego wieku, to jest to pedofilia.
      Jeśli rozmawiasz z chłopcami, mającymi “romanse” ze starszymi kobietami – w cudzysłowu dlatego, że jest to pedofilia, to dowiadujesz się, że w czasie trwania go byli zmieszani, ponieważ wmówiło się im, że uprawianie seksu jest dobre.
       
      Inni ludzie powiedzą – wow, szczęściarzu, miałeś seks ze starszą kobietą! Chłopie, chciałbym mieć to samo! Kiedy rozmawiasz z nim 10 lat później i spogląda w przeszłość, w sumie opisałam go w książce i zrobiłam z nim program, twierdził, że powinien wtedy grać w piłkę z kolegami, randkować z rówieśniczkami, czy też odrabiać lekcje domowe. A tak myślał tylko o tym, kiedy następny raz będzie uprawiać seks z nauczycielką.
       
      Większość pedofilek to singielki i kobiety niezamężne. Zdrowie dziecka podupada dramatycznie, kiedy ojciec jest nieobecny podczas wychowywania.
      Doszłam do wniosku, że zdecydowana większość pedofilek nie była w związkach. Jeśli miały partnerów, lub mężów, to albo byli nieobecni, albo byli ulegli. Można więc założyć, że pedofilkami często są agresywne, dominujące kobiety.
       
      Ofiary kontaktujące się ze mną twierdziły, że w domach były tylko same z matkami. Ci młodzi chłopcy, synowie, w takich sytuacjach byli używani w rolach mężów. Mieli za zadanie adorować matki. Dziewczynki z kolei były odrzucane. Dlatego w rodzinach gdzie funkcjonuje tylko jeden rodzic, zazwyczaj matka i jest cała grupa różnych mężczyzn, jak kochankowie, wujowie, ale i inni ludzie, to w takiej jak nazywamy chaotycznej rodzinie, jest40 procent większa szansa na zaistnienie kobiecej pedofilii.
       
      Wykazał to David Finkel, który tworzył długoterminowe badania na temat nadużyć seksualnych. I co ciekawe to niekoniecznie ci mężczyźni przychodzący do domu samotnej matki będą pedofilami. To tylko wskaźnik, że dziecko nie jest bezpieczne i może być otwarte na to, by zostać uwiedzionym przez innych ludzi.
       
      Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie rodziny rozbite są złe. Twierdzę tylko, że kobieca pedofilia były wykrywana wtedy, gdy matka sprawowała rolę jednego rodzica. Myślę, że większość nadużyć seksualnych kobiet pozostaje niewykryta. Większość dzieci kryje swoje matki. Większość ludzi kryje kobiety.
       
      Pamiętajmy też o postrzeganiu mężczyzn jako drapieżników, a kobiet nie, co ułatwia kobietom uchylić się nawet od podejrzeń bycia pedofilką. I to się dzieje.
      Na dodatek bardzo rzadko o tym mówimy. Na ten moment są dwie, może trzy książki poświęcone pedofilii kobiet.
      Nigdy nie wyobrażasz sobie, że kobieta nadużywa swojej władzy wobec dzieci, tak jak myślisz o mężczyźnie w takiej sytuacji. Myślę, że społeczeństwo chce wierzyć, że relacja matki z dzieckiem jest zawsze błogosławiona. I sama chciałabym w to wierzyć. Muszę powiedzieć, że jako matka, że pedofilia kobiet jest dużo bardziej odrażająca niż wszystkie inne krzywdy.
       
      Większość kobiet i mężczyzn rzeczywiście mogłoby nawet zabić, aby chronić swoje dzieci, mogłoby zrobić wszystko dla ochrony dzieci. I fakt, że to dziecko
      zostało w jakiś sposób oszukane jest trudne do przyswojenia dla społeczeństwa.
      Dlatego, że jeśli przyjmiesz to, to musisz wiedzieć co robić dalej.
       
      Czy zaczniesz ostrzegać dziecko przed każdym?
      Czy zaczniesz twierdzić, że matki (kobiety) na pewno nie są zagrożeniem? Pamiętaj, że większość
      rodziców kocha swoje dzieci i nigdy nie będzie ich krzywdzić, ale nadal jest to ryzykowne
      myślenie. Takie myślenie wpędza w pułapkę, by wybielać jedną płeć. Kobiety są idealizowane już długo czas jako perfekcyjne matki. I życzyłybyśmy sobie, by tak było naprawdę (śmiech).
       
      Obserwujemy coraz więcej i więcej spraw rozwodowych, czy też  spraw przyznawania przyznania opieki nad dziećmi, w których kobiety żądają pełnej władzy rodzicielskiej. Dziecko jest zaskakiwane zarzutem, że ojciec mógł je molestować. Dziecko jest uczone, by powtarzać to co powtarza oskarżająca matka. Ale gdy rozmawiasz z dzieckiem, ono nie potrafi nawet opisywać dźwięków, smaków i zapachów.
       
      Dzięki temu wiesz, że było uczone co ma powiedzieć. Dobrze wiesz, że dziecko papuguje zasłyszane słowa.
      Matczyne manipulacje są bardzo szkodliwe dla dziecka. Nie mam kompletnie opanowania przy rodzicach, którzy tak się zachowują. Nie toleruje matek, które używają dzieci, po to by móc składać fałszywe oskarżenia przeciw ojcom, aby uniemożliwić im kontaktu z nimi. Myślę, że jest to ohydne.
       
      Czy naprawdę pedofilia kobiet często się zdarza i to w takiej formie?
      Tak, tak często bywa. Nie znam dokładnej ilości takich spraw, ale są na pewno takie, gdzie matki składają fałszywe oskarżenia, by dostać pełnię opieki na dzieckiem. Jestem bardzo zakłopotana tematami pedofilii. Głównym niepokojem są jednak formy oczerniania mężczyzn. Istnieje takie badanie, tekst który stał się uniwersyteckim, który twierdzi, że większość mężczyzn może stać się pedofilami. Stanęłam przeciw tej tezie w bardzo dosadny sposób, ponieważ byłam wściekła. Rozumiesz, wychowuję aktualnie dwóch synów. Jaka płynie wiadomość dla młodych mężczyzn?
      Jesteś zagrożeniem dla własnych dzieci!
       
      Co możemy zrobić, by uświadomić o tym problemie?
      Musimy mówić o tym głośno. Nie jest to zbyt popularna sprawa, ale jeśli słyszymy takie kłamliwe, śmieszne stwierdzenia, ważnym jest, by ludzie uderzyli pięścią w stół i i powiedzieli, przepraszam, ale wykaż to.

      Wiesz, to tak jak w przypadku tego Uniwersytetu, który twierdzi, że większość mężczyzn może stać się pedofilami. To tak jakby twierdzić, że my wszyscy mamy potencjał do bycia mordercami. Domyślam się, że mamy potencjał wobec wielu rzeczy i stania się kimkolwiek…
       
      Nawet etyka konsylium nauczycieli (wychowawców) nakazuje, by nie dotykać dzieci od ramion do kolan, czy nie sadzać ich na kolana, gdy czytasz im bajkę. Oni twierdzą, że celują swoje nakazy wobec obu płci, ale wiemy, że celują w mężczyzn.  Malujemy w ten sposób obraz każdego mężczyzny. Wiesz, abyś uważał na mężczyzn. To zła wiadomość
      dla mężczyzn, zła też dla dzieci. I jest to wiadomość fałszywa. Statystycznie jest to nierozsądne.
       
      British Airways nie pozwala dzieciom siadać obok pasażerów płci męskiej
      Zastanawiam się nad twoją perspektywą w tym temacie, jaką masz opinię.
      Myślę, że jest to żałosne. Naprawdę żałosne. To jest wychowanie w kulturze, w której
      uznajemy, że każdy mężczyzna może być pedofilem. Myślę, że jest to potworna zniewaga. Sądzę, że jeśli zgłosiłabym tą sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka to byłaby momentalnie odrzucona.
       
      Nie wiem w jaki sposób oni myślą? Że zawsze jest pedofil na pokładzie chcący wykorzystać dziecko? To jest smutne.
      Pytanie co, by było gdyby posadzić dziecko obok kobiety, która okazałaby się pedofilem?Myślę, że zmierzamy w złym kierunku.
       
      Inne, przydatne odnośniki ws. problematyki kobiecej pedofilii
      Obnażanie tabu kobiecej pedofilii -  https://www.secasa.com.au/pages/breaking-the-last-taboo-sexual-abuse-by-female-perpetrators/
      Przemoc seksualna kobiet wobec dzieci – Michele Elliot - https://www.guilford.com/books/Female-Sexual-Abuse-of-Children/Michele-Elliott/9780898620047
      Raport Charlotte Philby o pedofilli kobiet - https://www.independent.co.uk/life-style/love-sex/taboo-tolerance/female-sexual-abuse-the-untold-story-of-societys-last-taboo-1767688.html
      Anders Breivik był seksualizowany przez matkę - http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/norway/9592433/Anders-Behring-Breiviks-mother-sexualised-him-when-he-was-four.html
      Oficjalnie kobiety wykorzystujące dzieci to margines, a nieoficjalnie? - https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1652450,1,oficjalnie-kobiety-wykorzystujace-seksualnie-dzieci-to-margines-a-nieoficjalnie.read
      Kobiety mogą też być pedofilami - https://www.independent.co.uk/voices/commentators/michele-elliott-women-can-be-child-abusers-too-1796374.html
    • Przez MoszeKortuxy
      http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1022256,alimenciarki-kobiety-tez-nie-placa-alimentow-dlaczego.html
      Ciekawy artykuł dotyczący kobiet, które nie płacą alimentów. Piszcie co sądzicie na ten temat Bracia  
       
      Orzecznictwo sądów w Polsce jest jasne. Dzieci zostają przy matce. Dlatego problem niepłacenia alimentów i alienacji rodzicielskiej najczęściej jest poruszany w kontekście mężczyzn. Utarło się, że to zły ojciec unika płacenia na dzieci, a zła matka nie pozwala na kontakty z dzieckiem. Ale bywa też odwrotnie, a „dłużnicy alimentacyjni” (niezależnie od płci) nie zawsze zasługują na potępienie.
       
      W październiku 2016 roku dłużnicy alimentacyjni zalegali ze spłatą łącznie 9,4 mld złotych. Trzej rekordziści pod względem kwoty zaległości, na którą składają się m.in. niezapłacone alimenty, mają do oddania ponad 1 mln zł. Łączny dług rekordzisty to 1 441 455 zł, z tytułu alimentów winien jest niecałe 47 tys. zł. Kolejny dłużnik z sumą 1 436 214 zł, na dzieci nie zapłacił 48,2 tys. zł. Sytuacja trzeciego rekordzisty to 19,2 tys. zł zaległości alimentacyjnych i ponad 1,2 mln zł pozostałych długów. Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego systematycznie rośnie. Od końca czerwca do końca września 2016 roku wzrosła o 859 zł i obecnie wynosi 33 160 złotych.
       
      W województwach: warmińsko-mazurskim, zachodniopomorskim, pomorskim oraz kujawsko-pomorskim na 1000 dorosłych mieszkańców przypada od 12 do 13 dłużników alimentacyjnych. 95 proc. z nich to mężczyźni. Na 282 tysiące osób, które zalegają z płatnościami na dziecko, aż 268 tys. to również mężczyźni, ale jeśli zaznaczymy, że po rozwodzie opiekę nad dziećmi w znakomitej większości sprawują kobiety, to okaże się, że procentowo sytuacja w przypadku obu płci jest bardzo podobna. Tyle dane. Wynika z nich niewiele, bo ważne są powody, dla których kobiety nie płacą alimentów.
       
      Polaków nie stać na alimenty
       
      Na ten argument szczególnie często powołują się właśnie kobiety. Jak tłumaczy adwokat Maciej Organiściak, po rozwodzie często są one w trudniejszej sytuacji zawodowej. Statystycznie zarabiają mniej, a mężczyźni mają dodatkowo więcej możliwości pracy na czarno.
       
      Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 3291,56 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia powyżej, a druga połowa poniżej tej kwoty. Największa liczba Polaków zarabia 2469,47 zł brutto, czyli niecałe 1800 zł „na rękę”. A po rozwodzie koszty utrzymania gwałtownie rosną. Nagle, przyzwyczajeni do dwóch pensji i dzielenia kosztów na pół, musimy te proporcje odwrócić. Czynsz dla spółdzielni to nie 300 zł, ale 600 zł, rachunek za prąd to nie 75 zł, tylko 150 zł, a internet zamiast 30 zł kosztuje 60 zł. Statystycznie na konto wpływa też 1800 zł, a nie 3600 zł.
       
      Joanna przed rozstaniem pracowała w firmie informatycznej. Zarabiała dobrze – ponad 4 tys. złotych. Sąd orzekł, że na dwójkę swoich dzieci ma płacić miesięcznie 800 zł. Problemy zaczęły się w trakcie sprawy: straciła pracę, a koszty rozwodu pochłonęły ponad 20 tys. zł. Co więcej, sąd zasądził alimenty wstecz od września 2014 roku. I to mimo że dzieci zamieszkiwały z nią – bez względu na postanowienie sądu nie chciały mieszkać z ojcem. – Córkę porwał ze szkoły w październiku, a w lutym kuratorzy zabrali syna. Tak więc pomimo iż w okresie tym wydałam pieniądze na utrzymanie dzieci, muszę ponownie zapłacić je ojcu – mówi rozgoryczona. Łączny dług to 15 tysięcy złotych.
       
      W grudniu 2016 roku urodziła syna. W tej chwili nie ma prawa do zasiłku macierzyńskiego i ubiega się o świadczenie rodzicielskie w kwocie 1000 zł. Jak mówi, kwota 800 zł nie jest sama w sobie zawrotna, ale bez pracy okazuje się niemożliwa do zapłaty. – Czyni mnie to kandydatką do osadzenia w więzieniu na rok z moim dwumiesięcznym synem, jeśli sejm przyjmie nowelizację art. 209 kk – mówi i dodaje: Nie jestem żadną patologią. – Regularnie alimentuję dzieci nie tylko poprzez opłacanie im telefonów, ale i kupuję ubrania, leki, kosmetyki i przybory szkolne, ponieważ ojciec celowo je zaniedbuje, aby pokazać, że jest nędzarzem pomimo, że w poprzedniej sprawie sąd ustalił, że zataja dochody, ponieważ koszty, które wykazuje, są wielokrotnie wyższe niż wykazywane dochody – mówi.
       
      To, co najbardziej boli Joannę to postawa sądów, które jej zdaniem są nieudolne i bezczelne. Do tego dochodzi dowolność orzekania w sprawie alimentów. – To jest przerażające. Nikt nie wie, co go czeka, a sąd może uwierzyć w każde kłamstwo drugiej strony. Ja na przykład dowiedziałam się, że moja córka ma atopowe zapalenie skóry. Myślę, że łatwiej takie rzeczy wmówić ojcom pozbawianym kontaktu z dziećmi od wczesnych lat, ale dla mnie – matki, która swoje dzieci przez kilkanaście lat wychowywała i utrzymywała – to jest po prostu niedorzeczne – opowiada.
       
      – Nagle z porządnego, pracującego obywatela stałam się wyjęta spod prawa – podsumowuje gorzko. Proszę napisać: Sądy Rodzinne w Polsce nie dbają o dobro dzieci, a jedynie żywią się na ich krzywdzie.
       
      Zakładnik alimentacyjny
      Rozwód często przeradza się w prawdziwą wojnę, a głównym jej zakładnikiem staje się dziecko. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni traktują je jako kartę przetargową. W historii Katarzyny znajdują się wszystkie elementy, o których mówią adwokaci. Jest były mąż, który wyrzuca ją z mieszkania. Mąż jest zamożny i stać go na samodzielne utrzymywanie dziecka, ale grą procesową i bezpardonową walką, jak sama mówi, kreuje dowody, a następnie egzekwuje każde postanowienie sądu. W tej brutalnej grze wykorzystuje to, że pracują w jednej branży. Rozsiewa plotki i pomówienia. W końcu doprowadza do zwolnienia Katarzyny z pracy. Przed sądem posłuży to jako przykład nieporadności życiowej Katarzyny, która w czasie pobytu na bezrobociu (już pół roku) nie ma jak płacić zasądzonych alimentów. 
       
      – Proszę mi uwierzyć, ja chciałabym płacić te alimenty, ale zwyczajnie nie mam jak. Wnosiłam o alimentację własnym staraniem – mogę uczyć swoje dzieci języków obcych, bo mam wykształcenie filologiczne, ale sąd nie uwzględnił mojej prośby. Uzasadnienie wyroku jest kuriozalne: z jednej strony sąd uznał, że nie mam kompetencji, żeby uczyć własne dziecko, z drugiej – że mam wysokie możliwości zarobkowe, bo mogę dorabiać tłumaczeniami. W tej chwili robię wszystko co mogę, by regulować alimenty, ale moje starania nie zawsze wystarczają – mówi gorzko.
       
      Były mąż Katarzyny dąży do zerwania jej relacji z dzieckiem, często uniemożliwia zasądzone kontakty, składa kolejne wnioski do sądu o zmniejszenie jej kontaktów. W ten sposób dziecko staje się zakładnikiem alimentacyjnym: druga strona jak najsilniej odcina dzieci, co skutkuje podwyższeniem alimentów, bo kto spędza więcej czasu z dzieckiem, ten rzekomo więcej na nie łoży. – Kto odetnie, wyalienuje dziecko, ten ma szanse na wysokie alimenty – mówi Katarzyna. I błędne koło się zamyka.
       
      – Rodzice podchodzą do rozstania, jako do sprawy, w której będą wygrani i przegrani, a dziecko jest tylko narzędziem do wygranej. Wtedy ojcowie dochodzą do wniosku: „zabiorę dziecko, bo wiem, że to matce sprawi przykrość”. A często nawet nie chce zajmować się tym dzieckiem. To samo dzieje się w przypadku ustalenia wysokości alimentów. Walki toczą się o 100 zł, o które można byłoby się normalnie dogadać – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      – To nie rodzice sami generują konflikt. Często są do tego zmuszeni, bo ich pełnomocnicy znają realia polskich sądów, które nie sprzyjają porozumieniu rodziców. Sądy w zasadzie nie orzekają opieki naprzemiennej. W efekcie na koniec sprawy jest wygrany (ten, który „bierze wszystko”: dzieci, alimenty, mieszkanie) i przegrany (pozbawiony wszystkiego i sprowadzony do roli bankomatu). Próbuję się porozumieć, ale czegokolwiek bym nie robiła, on odrzuca. Zależy mu tylko na alimentach – mówi Katarzyna. 
       
      Na złość odbiorę ci dziecko
      – Zdarza się, że kobiety często same wymierzają sprawiedliwość. Znam takie sprawy, w których na początku to kobieta sprawowała opieką nad dzieckiem i w tym czasie to mąż unikał płacenia alimentów. Potem sytuacja się odwraca i kobieta wychodzi z założenia, że skoro były mąż nie płacił, to ona też nie będzie. Przy czym dla sądu nie ma to żadnego znaczenia – tłumaczy mecenas Organiściak.
       
      Renata Christensen Ogorzelska nie płaci alimentów, chociaż by mogła. Prosi o podanie pełnego imienia i nazwiska, bo - jak mówi - nie ma nic do ukrycia. Zasądzono jej symboliczne 50 zł. Między innymi dlatego, że dziecko mieszka z ojcem w mieszkaniu, które jest jej współwłasnością. Były mąż zarabia 70 tys. zł. Dziecku nie powinno więc niczego brakować.
       
      Tymczasem mieszkanie jest systematycznie zadłużane. W tej chwili jest to już 17 tys. złotych. Ale nie dlatego Renata nie płaci alimentów. Były mąż skutecznie alienuje dziecko. – Syn, gdy mnie widzi, szarpie się i mnie bije – mówi i dodaje: Od lat, mimo wyroku sądu, nie mogę decydować o swoim dziecku; nie uczestniczę w podejmowaniu żadnych decyzji dotyczących syna, dlaczego więc mam płacić choćby te 50 zł? Moje prawa, jako matki, są gwałcone na każdym kroku, ale oczekuje się ode mnie, że ja będę swoje obowiązki wypełniać. Uważam, że jeśli rodzic alienuje dziecko i traktuje je jako swoją własność, to powinien sam finansować swój „projekt dziecko” – tłumaczy.
       
      Punkt widzenia Renaty najlepiej obrazuje jeszcze jedna historia z jej życia. Mówi: Jestem też dawczynią komórki jajowej, z której w Wielkiej Brytanii urodziły się bliźniaki. Nigdy ich nie poznałam, ale rodzice na bieżąco informują mnie o ich rozwoju. To budzi we mnie odpowiedzialność i więź emocjonalną, której nie czuję z własnym dzieckiem. To jest bardzo bolesne, ale to tym dzieciom wysyłam paczki i pieniądze. Zresztą, w naszym przypadku w ogóle nie chodzi o pieniądze, bo i ja, i ta rodzina, i mój mąż je mamy. Chodzi wyłącznie o emocje.
       
      Renata, tak samo jak Joanna, ma żal do wymiaru sprawiedliwości. – W sytuacji, gdy dochodzi do konfliktu między rodzicami, sąd powinien jasno i z całą stanowczością nie dopuścić do sytuacji, w której dziecko staje się kartą przetargową w walce między dorosłymi. A nasze sądy w sytuacji konfliktowej najczęściej przyznają opiekę nad dzieckiem tylko jednej stronie. A ta druga, niezależnie czy to kobieta, czy mężczyzna, traci kontakt z własnym dzieckiem – mówi.
       
      Wyimaginowany dług
      Mówi Joanna: Sądy od jakiegoś czasu coraz częściej orzekają miejsce pobytu u ojców. W 100 proc. przypadków, jakie znam, są to sprawcy przemocy, w tym narkomani, kryminaliści, alkoholicy. Wszyscy najpierw porwali dzieci, a potem odizolowali je od matek. Analogicznie, jak robią to od lat matki. Tak postępujących rodziców preferują sądy.
       
      Wszystkie moje rozmówczynie są zgodne: sądy popierają alienację rodzicielską, bo umożliwia ona obciążenie drugiego rodzica kosztami utrzymania dziecka. – W związku z tym, że wyroki są oderwane od rzeczywistych zarobków, automatycznie tworzą z ludzi dłużników na żer komorników – mówi Joanna. Od Renaty i Joanny słyszę: Proszę więc nie wierzyć w bajki o długu 10 mld złotych. To są pieniądze, które nigdy nie zostały na dzieci wydane i nigdy nie zostały zarobione. – Najczęściej dochodzi do wykończenia dłużnika lub licytacji jego majątku na cele alimentacyjne – często zabranie dzieci jest sposobem na korzystny podział majątku po rozwodzie – dodaje Joanna.
    • Przez MoszeKortuxy
      https://www.wprost.pl/kraj/10093192/alimenciarze-zaczeli-placic-wzrost-o-100-procent.html Co sądzicie na ten temat po przeczytaniu artykułu?
      Zaciekawiło mnie zdanie o rozwiązaniu problemu ojców, którzy wywiązują się ze swych obowiązków alimentacyjnych, a mimo to mają utrudniony kontakt z ojcem. Ciekawe co zrobią w tej kwestii. 
       
       Ściągalność alimentów do państwowego Funduszu Alimentacyjnego wzrosła aż o 100 proc., zmniejszyła się też liczba osób niepłacących swoich zobowiązań – mówił Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej zorganizowanej razem z Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbietą Rafalską. Ministrowie spotkali się z grupą kobiet, które dzięki nowym przepisom zaczęły odzyskiwać alimenty.
       
      – Dla dobra dzieci trzeba działać wspólnie. Dla nas polityka rodzinna jest priorytetem. To daje rezultat korzystny dla milionów Polaków – mówiła minister Rafalska. Zapowiedziano również kolejne zmiany w prawie, których celem będzie przyśpieszenie procedury przyznawania alimentów, a także rozwiązanie problemu ojców, którzy choć wywiązują się ze swych obowiązków alimentacyjnych, mają utrudniony kontakt z dzieckiem.
       
      Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Michał Woś zaprezentował rezultat przygotowanych w MS zmian w egzekwowaniu alimentów, które obowiązują od połowy roku.
       
      – Ściągalność alimentów do Funduszu Alimentacyjnego w porównaniu z 2015 r. wzrosła aż o 100 proc. W 2015 r. wynosiła niecałe 13 proc., a w trzecim kwartale 2017 r. osiąga już 26 proc. Wyraźnie zmniejszyła się liczba niepłacących rodziców, którzy trafiają do Krajowego Rejestru Długów. O ile np. w marcu 2017 r. wpisano do rejestru prawie 2,5 tys. nowych dłużników alimentacyjnych, to we wrześniu było już ich tylko niespełna 600 – mówił Woś.
       
      Spadkowi liczby rodziców unikających płacenia alimentów towarzyszy zmniejszanie się kwot długów. W pierwszej połowie roku dług nowych dłużników alimentacyjnych trafiających do Krajowego Rejestru Długów sięgał miesięcznie w sumie od 150 do 180 mln zł. W kolejnych miesiącach był już około dwa razy niższy – od 90 do 106 mln zł.
      – Można mówić o wielkim sukcesie, bo ściągalność alimentów poszybowała. To twarde statystyki na rzecz dobra dzieci. Wystarczyło wprowadzenie prostych i jasnych zasad – powiedział wiceminister Michał Woś.
       
      Nowelizacja kodeksu karnego oraz ustawy o pomocy osobom uprawnionym do alimentów weszła w życie 31 maja 2017 r. Uprościła ona zasady działania wobec alimenciarzy. Każdego, kto zalega z alimentami na kwotę równą lub przewyższającą trzymiesięczne zobowiązania, może spotkać kara od grzywny do roku więzienia. Wobec skazanych stosowany jest dozór elektroniczny. Mogą więc pracować i spłacać zobowiązania, a służby mają możliwość ich stałej kontroli.
       
      Urzędnikom nie chodzi jednak o to, żeby od razu karać dłużników alimentacyjnych. Ci, którzy zalegają ze zobowiązaniami, są wzywani przez prokuraturę i pouczani o konsekwencjach. Unikają ich, jeśli w ciągu 30 dni spłacą zaległości.
       
      W konferencji wzięły udział przedstawicielki organizacji społecznych działających na rzecz skutecznej egzekucji alimentów, a także poprawy sytuacji dzieci wychowywanych przez jednego rodzica. – Bardzo nas cieszy podjęcie współpracy, by ten ogromny problem społeczny w Polsce rozwiązać – powiedziała Katarzyna Tatar ze Stowarzyszenia „Alimenty to nie prezenty”.
       
      – Serdecznie dziękujemy za pochylenie się nad tą sprawą i dostrzeżenie miliona dzieci w Polsce, które nie otrzymują zasądzonych im alimentów. Pierwszy krok to była nowelizacja Kodeksu karnego. To realnie działa. Cieszymy się, że będą podejmowane następne kroki – mówiła Dorota Herman ze Stowarzyszenia „Dla naszych dzieci”.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×