Jump to content

Recommended Posts

Aranżowanie napadów czy jakiś wycieczek zagranicznych czy nie wiadomo co jeszcze aby wywołać emocje u kobiety..... czy huśtawki emocjonalne? takie przedsięwzięcie? dlaczego? po co?

 

Tak myśląc jest się na przegranej pozycji tylko przegraną odwleka się w czasie. Ile czasu można odpieprzać taki teatrzyk? Ile można grać? Wcześniej niż sami się wypalimy laska nas stestuje swoimi sposobami i wyczuje, że gramy co już jest całkowitą klęską.

 

Aby wygrywać trzeba być sobą i trzeba wręcz przesiąknąć nawykami samca Alfa. Musisz być po prostu silniejszy w relacji, oznacza to, że jesteś góra emocjonalnie a to oznacza nic innego jak to, że masz po prostu wyjebane. Nie boisz się, straty czy zlewki czy czegokolwiek innego. Niestety tak to działa. Jesteś sobą i robisz to na co masz po prostu ochotę. Odbiegasz od schematu traktowania kobiety jaki normuje społeczeństwo.

 

Masz dobry humor żartujesz sobie z kobiety. Nie podoba Ci się coś opierdalasz, chcesz aby coś zrobiła mówisz jej to. Ona cały czas Cie testuje czy jesteś tak pewny siebie i silny a Ciebie to w ogóle nie interesuje BO CI NIE ZALEŻY. W tym jest siła, że zlewasz wszystkie jej testy. Droczysz się z nią jeśli przy czymś oponuje, kochają to, żartujesz traktując ją trochę jak dziecko.

 

Z taką postawą huśtawki emocjonalne to zwykła prosta zabawa. Raz żarty, raz solidny opierdol za chwilę znów żarty, po prostu serwujesz różne emocje w czasie. Jak w serialach to robią, dużo emocji w krótkim czasie.

 

Zauważyliście jak Bad Boye traktują laski? Z góry, jak jakieś gorsze istoty, co jest zupełną przeciwnością postawy większości facetów zwłaszcza w podejściu czy spotkaniu z atrakcyjną kobieta. Liczą się z nią, każdym jej westchnieniem czy pierdnięciem niż z czymkolwiek innym. Dla kobiety taki facet to kompletny słabeusz.

 

One chcą czuć siłę i być prowadzone. Nie chodzi o triki i scenariusze. Musisz czuć się pewny i silny przy kobiecie. One lubią drani i pewnych siebie "chamów".

Edited by SennaRot
  • Like 7
Link to post
Share on other sites
  • 2 months later...
Dnia 18.12.2016 o 14:39, TPakal1 napisał:

Bracie, po prostu zrób jej z dupy jesień średniowiecza. :)

 

Popieram. To jest dobra metoda. Ja jestem świeżo po tym jak sponiewierałem swoją kobietę w sypialni. Oczywiście robiłem wszystko, żeby nie zadać jej cierpienia, to wymaga wprawy, ale jak już wyje, żeby przestać, to jest właśnie ten poziom. Musisz zobaczyć jakie masz upodobania i na co Ci ona pozwala. Jestem w 18-letnim małżeństwie, a mam wrażenie, że codziennie na nowo poznaję swoją ślubną. Efekt jest taki, że nawet nie pomyśli o shittestach albo innych głupotach bo zapewne jeszcze ją "trzecie oko" piecze. :-).  Ja się na razie nie odzywam i patrzę co się dzieje. Ona jest na etapie milutkiej i usłużnej geishy, ale to za parę dni minie, więc trza lecieć po tulipana, czekoladki i wino i następny weekend zrobić jej delikatny, czuły i romantyczny. Jakieś spacery za rączkę, tkliwe romansidło i winko przy świecach. A na drugi dzień pójdę "w tango" i wrócę dopiero gdzieś o 3:00 nad ranem. Oczywiście nie będę odbierał telefonu. Zobacz, czy zadziała. No i dodatkowo nagranie Big Bossa polecam 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Chłopie, że Ci się chce takie rzeczy wyczyniać żeby loszka nie zaczęła wariować.

 

Mnie właśnie to zniechęca - nie da rady się ich normalnie traktować, trzeba ciągle dawać pozytywne jak i negatywne emocje, bo jak będzie miała za dużo jednych, to przestanie je dostrzegać.

I weź tu człowieku kombinuj, a człowiek chce spokoju, człowiek chce się odprężyć, a nie nadskakiwać i kombinować, żeby księżniczka nie zaczęła kręcić nosem.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
14 minut temu, czader napisał:

Mnie właśnie to zniechęca - nie da rady się ich normalnie traktować, trzeba ciągle dawać pozytywne jak i negatywne emocje, bo jak będzie miała za dużo jednych, to przestanie je dostrzegać.

I weź tu człowieku kombinuj, a człowiek chce spokoju, człowiek chce się odprężyć, a nie nadskakiwać i kombinować, żeby księżniczka nie zaczęła kręcić nosem.

Na krótką mete, raz na jakiś czas, sporadycznie, na kilka tygodni - można się w to pobawić. Zawsze to jakaś odmiana, kolejne doświadczenie.
                                                                                                                                                                                No ale nie przez 18 lat!  :D:lol:

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Łatwo zrobić sobie w związku rollekoster odwracając pewną niepisaną zasadę społeczną.

 

Zazwyczaj faceci mają wpojone do podświadomości, że mają spełniać wymagania, zachcianki, role w stosunku do kobiety. To facet ma potrafić, zachować się w określony sposób, taki ma być ..... itp. Kobiety nauczyły się jeszcze to podkręcać i egzekwować.... a względem samych siebie przyjmują zasadę "wystarczy, że jestem" co w rozszerzeniu oznacza "daje z siebie wszystko, kocham całym sercem, angażuję całą siebie ...." i inne ich nic nie znaczące, puste aforyzmy.

 

Prawda, że gdzieś w Nas zakodowali takie podejście? Uczą Nas, że mamy zaspokajać kobiety w wielu względach, udowadniać swoją męskość  przed Paniami, spełniać różne zadanie, itp.....    

A Panie co? Nic,. Wystarczy, że jest, wystarczy, że kocha, poświęca wszystko, siebie..... dla Nas, związku, miłości. Co oznacza to w praktyce? No nic....

 

Odwróćmy zatem sytuację.

 

Aby do tego doszło  Samiec musi mieć wysoką samoocenę. Wiesz, że kobieta nie da Ci szczęścia. Wiesz, że te uczucia teraz to haj, który zaraz minie. Wiesz, że na jej miejsce są inne. Angażujesz się w to ale emocjonalnie wbrew pozorom jesteś zdystansowany.

 

Zastąpić zaprogramowane wzorce w swoje podświadomości.

 

Nie pytaj co możesz dać kobiecie czy co możesz zrobić dla niej. Zapytaj siebie co może Ona Ci dać, co może Ona zrobić dla Ciebie.

 

Czyli odwracamy normę przyjętą społecznie. Wtedy po prostu Facet wymaga od kobiety. Tak powinno być. My przecież dajemy im więcej niż One Nam.

 

W praktyce po prostu.....wymagasz aby robiła to co Ci odpowiada, czego chcesz, na wielu płaszczyznach. Mówisz jej wprost o tym. Nie ważne czy jej się to podoba czy nie. Czy chce tego czy nie. Opierdalasz za złe zachowanie. Jak to nie wolno? Jak to nie wypada? Jak psinę, pochwalasz i nagradzasz (żadne prezenty, pochwała słowna i to z umiarem) za dobre i surowo karzesz za złe. Mówisz wprost co Ci pasuje a co nie. Egzekwujesz to natychmiast. Wyciągasz konsekwencje z każdej jej odmowy.  I tak dalej..... rolekoster robi się sam. Wiadomo wszystko z wyczuciem, taktem, klasą.

 

Ale aby tak sobie pogrywać musisz być sporo silniejszy od niej psychicznie. Musisz znać techniki manipulacji, potrafić odpierać shit testy. Ona będzie szukać dziury, atakować skrycie z różnych stron, testować Cię. Testować non stop. Po prostu musisz być w tym autentyczny bo jeśli to gra to Ona to wyczuje.

 

Jak długo to potrwa? Czy Ona kiedyś się ułoży? Czy kiedyś to się kończy? Czy zawsze coś się znajdzie? Nie wiem co jest jak wszystko już gra. Nie wiem co jest w takim 5, 10 czy 15 letnim związku. Nie mam w tym na szczęście doświadczenia. W krótszych relacjach działa i przynosi korzyści. Po prostu jesteśmy sobą, wiemy czego chcemy, czego nie tolerujemy, układamy pod siebie kobietę. My wymagamy względem niej a nie dajemy się manipulować sami jej zagrywkami.

 

W większości związków, chyba się ze mną zgodzicie przez pierwsze lata to wygląda odwrotnie, facet naskakuje, stara się, nie myśląc o sobie zachodzi w głowę co tu jeszcze zrobić aby myszka była szczęśliwa. Z jaką pogardą One muszę na takich patrzyć. Jaką pogardę do nich czuć. Tak Nas uczyli i ciągle uczą społecznie. Nie winię nikogo, sam kiedyś taki byłem.

 

Najpierw Ty, Twoje życie, Twoje wymagania, Twoje plany, Twoje zasady..... później gdzieś tam Twoja kobieta.

 

Nie pasuje.... next. Szkoda czasu, energii, nie wspomnę o pieniądzach.

 

Trochę odszedłem od meritum ale rozumiecie o co chodzi.....

Edited by SennaRot
  • Like 6
Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, czader napisał:

...nadskakiwać i kombinować, żeby księżniczka nie zaczęła kręcić nosem.

Wszstko sprowadza się właśnie do tego żeby nie nadskakiwać. Wtedy to ona zacznie, albo sobie pójdzie. Układ typu win-win B)

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Jak sobie pójdzie tym lepiej dla Nas. Pasożyt wyuczony aby żerować na innych podświadomie ucieknie. My nie wplątujemy się i nie marnujemy czasu i energii z kolejną roszczeniową, wymagająca loszką.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Etam rollercaster, po prostu czasem wypada niewiaste podkurwić, niech się foszy, a Ty zajmij się swoimi sprawami, a ona już sama sobie zrobi rollecaster.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
  • 4 weeks later...
Dnia 19.12.2016 o 11:36, Ziomisław napisał:

Zauważcie: żeby robić lasce ten cały roller coaster emocjonalny to facet musi być zmienny, wymyślać problemy z dupy, mnożyć sprzeczności i znaki zapytania, działać nielogicznie. Słowem: zachowywać się jak kobieta! To dla nas nienaturalne...

 

 

 

 

Z tym się nie zgodzę, żadnych problemów z dupy mężczyzna nie powinien wymyślać. Gdy kobieta nie stwarza problemów, chwalić, doceniać i klepać zaczepnie w tyłek ile wlezie.

Jak coś spierdoli, albo sama wymyśli problem z dupy, zjebać, zwymyślać i wyjść. Ale jeśli okaże się, że miała rację, krótko przeprosić, pocałować i stanowczo wyruchać jeśli to możliwe.

Jeśli racji nie miała i przeprosiła, majtki w dół na kolano i lanie po dupie, jak niegrzecznemu dziecku, i potem najlepiej też wyruchać.

Rutyna zabija związki, dotyczy to i kobiet i mężczyzn. Ale ponieważ w związku to mężczyzna powinien  przewodzić, na jego głowie jest zrobić tak, aby kobieta za nim podążyła. Żeby za nim podążyła sam musi gdzieś zmierzać (mam ty na myśli, to co mówi się na tym forum o samodoskonaleniu mężczyzny). Jeśli stoi w miejscu, nie ma energii i chęci do czegokolwiek (i tak już od mieściscy, czy lat i nie widać światełka w tunelu), a jego kobieta tego pragnie, nie ma się jej co dziwić, że szuka gdzie indziej tego czego jej brakuje (odczuwa pustkę, brak przyszłości, lęk,  a to są bardzo nieprzyjemne uczucia i za wszelką cenę chce się ich pozbyć. Tak jak mężczyzna, który chce pozbyć się uwierających go gówno testów swojej kobiety, tego że się zapuściła, nie dba o siebie i nie rokuje, aby coś się zmieniło itp., itd. więc szuka innej).

Moja opinia o udanym związku:

Za relacje odpowiedzialne są obie strony, chodzi o to, że tak mężczyzna jak i kobieta powinna znać swoje miejsce i wypełniać swoją rolę, tak aby druga strona też czerpała coś dla siebie (każdy musi poukładać to sobie sam).

Mężczyzna, jeśli ma przewodzić, musi ożywiać relacje, przez narzucenie kobiecie wspólnej aktywności (wyjazdy weekendowe, wspólne imprezy, wakacje, urlopy, ..., broń boże ma za to wszytko sam płacić), koniecznie bez dzieci. Kobieta powinna wspierać, pomagać, motywować mężczyznę w jego dążeniach.

Samo się to nie zrobi, kobiety nie są do tego stworzone, więc jeśli mężczyzna chce mieć dzieci i w miarę zrównoważoną sytuację rodzinną, musi przewodzić, narzucać, wymagać, oczekiwać, egzekwować, karać itd., a kobieta tą rolę akceptować. To z pewnością wymaga od nas wysiłku, pewności w jakim kierunku się zdąża i do jakiego celu oraz pewności, że nasza kobieta podziela wybraną przez nas drogę i cel.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Nie za dużo podręczników z serii "jak być złym chłopcem, by zdobyć jej serduszko?". Nie wierzę, że dojrzały, pracujący, mający swoje zainteresowania mężczyzna będzie na własne życzenie wprowadzał do swojego życia emocjonalny, niestabilny wątek. A co, jak Wam się znudzi? Myślicie, że tak z dnia na dzień to odstawicie i druga strona też sobie odpuści.

Mam psa, którego uczyłem pewnych zachowań. Odpowiednie komendy, gesty, nagrody w chwilach, w których chciałem mieć nad nim kompletną przewagę. Daje mi to dużo komfortu, ponieważ ogranicza konflikty i zmniejsza poziom stresu w sytuacjach mogących uchodzić za napięte. Problem polega na tym, że czasami dostaję rykoszetem. Pies kojarzy sytuacje, moje zachowania z pewnymi rytuałami (sięgnę po bluzę=spacer, odpowiednie słowa=przysmak) i domaga się nagrody, a mnie po prostu czasami się nie chce. Pies wariuje, ja się wkurwiam. Czasami, by mieć psa z głowy, nie słuchać jego skomlenia i pisków, robię to, co ma ochotę, a co mu się skojarzyło z moimi gestami np. spacer, ale wtedy idę, ponieważ on ma na to ochotę, a mnie średnio się chce. Dodatkowo im więcej dobrego mu daję, tym częściej się tego domaga.

Zdajecie sobie sprawę, że wejdziecie na taki poziom emocjonalny, że ciężko będzie Wam z niego zejść, a o kompletnym wycofaniu nie będzie nawet mowy? Będziecie bardziej zmęczeni od kobiety, ponieważ - jak już ktoś wcześniej wspomniał - one lepiej się czują w takich gierkach od nas. A ona będzie chciała więcej albo przynajmniej tyle samo, o tej samej porze, na tych samych zasadach. Będzie skomlała, gdy Wy nie będziecie mieli ochotę na "spacer". Wtedy dopiero będzie miała podstawy, by ocenić Was jako samców bez ikry.

Że Wam się chce. Musicie być bardzo młodzi.

 

Jak jest z Tobą od dłuższego czasu to znaczy, że się zadomowiła i przyzwyczaiła. Ja bym utrzymywał ten sam poziom, dodał trochę niepewności, ale na pewno nie podkręcał tempa.

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
  • 2 years later...
W dniu 21.03.2017 o 22:20, SennaRot napisał:

W praktyce po prostu.....wymagasz aby robiła to co Ci odpowiada, czego chcesz, na wielu płaszczyznach. Mówisz jej wprost o tym. Nie ważne czy jej się to podoba czy nie. Czy chce tego czy nie. Opierdalasz za złe zachowanie. Jak to nie wolno? Jak to nie wypada? Jak psinę, pochwalasz i nagradzasz (żadne prezenty, pochwała słowna i to z umiarem) za dobre i surowo karzesz za złe. Mówisz wprost co Ci pasuje a co nie. Egzekwujesz to natychmiast. Wyciągasz konsekwencje z każdej jej odmowy.  I tak dalej..... rolekoster robi się sam. Wiadomo wszystko z wyczuciem, taktem, klasą.

W jaki sposób karać? Jak to ma wyglądać?

Link to post
Share on other sites

Wprawdzie małe mam doświadczenie z LTR'ów.
Podzielę się jednak swoją wiedzą.
Niestety związek z kobietą , nie działa jak w filmach. Możesz zapomnieć o wdzięczności, wsparciu.
Kobietę, trzeba trzymać, w stałej niepewności trwałości związku. Przez cały związek, trzeba trzymać ramę. Być jak z stali.
Związek to jest praca. Związek też ma być dla nas zabawą.

Po pierwsze, 10-20% czasu trzeba być 🐷. Podkopywać, ego. Jeśli jest coś co chcemy powiedzieć, mówimy to. "W poprzedniej fryzurze wyglądałaś atrakcyjnej".
Chwalić, nagradzać zachowania, których oczekujemy. Potępiać bezwzględnie te, jakich nie chcemy tolerować. Nigdy inaczej, nawet jak jesteśmy źli, zmęczeni. Partnerka ma mieć jasny sygnał.

Nie dzielimy się z nią, osobistymi przeżyciami. Nigdy. Na pytanie, jak było w pracy, są dwie dobre odpowiedzi. Dobrze i ciężko. Do "ciężko", można dołożyć "wiesz jak jest".
Wspieramy ją emocjonalnie. Może nie o plotkach, że ktoś, coś, gdzieś. W jej przeżyciach, trudnościach. Rozpościeramy nad nią opiekę. Ma mieć w nas oparcie. Jaki jakikolwiek huragan by nie nadszedł, mamy wytrwać.

Rozdzielamy życie rodzinne, domowe od czasu osobistego. Mamy mieć swoje zainteresowani, swój plan dnia. Siłownie, spotkania z znajomymi. Zabawy na oktanach. Coś naszego, coś poza domem.

 

Nie dajemy się urabiać seksem. Nigdy nie pozwalamy, aby stało się to kartą przetargową, nagrodą. Takie zachowania tępimy w zarodku. Partnerka ma nas zadowolić, jednak nie pozostajemy jej dłużni.
Trzeba zrozumieć, kobieta też jest człowiekiem. Zmęczenie, stres, choroba. Jedna trzymamy się planu. Jeśli kochaliśmy się 1-2 w tygodniu. Tak ma pozostać przez większość roku.
Co do seksu, stale go urozmaicamy. Możemy zmieniać pozycje. Rodzaje seksu. Miejsca, gdzie go uprawiamy. Wprowadzić zabawki. Odgrywać rolę(o tym na końcu).

Trzymamy formę. Zarówno fizyczną, psychiczną, finansową. Nasza partnerka musi postrzegać nas jako atrakcyjnych. Ma wiedzieć, że jesteśmy atrakcyjni, że podobamy się innym kobietą.
Partnerkę też motywujemy, do trzymania atrakcyjności. Dbać o figurę. Na wyjścia ma się stroić.

Wprowadzamy jasną zasadę. Jeśli ci się nie podoba, możesz odejść. Jeśli będziesz badać granicę, dowiesz się o tym. Jak ją przekroczysz, też się żegnamy.

Tip ode mnie. Strasznie nas to kręciło. Czasem udawaliśmy, że się nie znamy. W barze. Na imprezie. "Zdobywamy" ją na nowo. Flirtujemy. Wzbudzamy zainteresowanie otoczenia.
Jeśli ktoś na takim spotkaniu, zaczepi naszą partnerkę, nie okazujemy zazdrości. Zazdrość, jest przeciwieństwem pewności siebie. Możemy się pobawić z innymi, jednak pamiętajmy jaki był nasz cel.

 

 

 

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Panowie, za odkopanie tego tematu chyba należy się złota łopata xD.

 

Kiedyś, przed kasacją starego kanału Marka, była na ten temat doskonała audycja o takim właśnie tytule: "rollercoaster emocjonalny [...]". Było tam wiele dobrych rad Marka jak to robić. Może gdzieś jeszcze da się ją znaleźć.

Edited by Xin
Link to post
Share on other sites
  • 3 months later...

Cóż, nie mam specjalnie wielkiego doświadczenia w LTR (dwa mini i jeden kilkunastoleni związek, bez ślubu i dzieci), jednakże w dyskusji o emocjonalnych rollercoasterach coś mnie tknęło.

Wiem co czują kobiety pod względem emocji. Wiem jak to jest wywołać burzę o mały detal.

 

Kiedyś uchwyciłem przelotną myśl, że ta wiedza przyda mi się w kontaktach z dziewczynami (byłem młodziak wtedy z 20 lat), w końcu, jeśli rozumiesz emocje i umiesz je generować, jesteś w stanie tworzyć sensowną relację. A dobra relacja to dobry seks :)

 

Nie jest to do końca prawdą, choć ostatnio zastanawiałem się dlaczego moja obecna jeszcze partnerka wytrzymała ze mną tak długo, czy dlatego, że mnie kochała, czy dlatego, że zapewniałem jej emocje?

 

Nie jestem typem amanta, nigdy nie byłem. Zawsze byłem zbyt introwertyczny, nieśmiały, aby zagadywać do panien. Za dużo stresu, problem z emocjami, przejmowania się odrzuceniem...one takie coś wyczuwają. Ten sam problem utrudniał mi normalną komunikację z innymi ludźmi i socjalizację. Łatwiej wejść w pracoholizm i czerpanie przyjemności z sukcesów z budowania czegoś. Komputer cię nie ocenia.

 

Dopiero po 20 latach zrozumiałem, że to spontaniczne generowanie emocji przez faceta (takiego z tendencjami monogamistycznymi, więc nastawionego na LTR) to nie jest dar, ale przekleństwo.

 

Czytałem z rok temu właśnie teksty o emocjach - brak emocji w związku -> lipny seks, związek toczy się w dół. Są emocje, jest dobry seks..itd Taka lekka generalizacja. Więc generuj emocje, jeśli chcesz utrzymać dobrą relację z kobietą....

 

Cóż... ja potrafiłem generować takie emocje. Nie musiałem brać kobiety do drogiej restauracji, na jakieś wypady, nie musiałem mieć większych atrakcyjnych dla kobiet zainteresowań. 

 

Działałem podświadomie, nigdy nie robiłem tego specjalnie. Coś zwracało moją uwagę i czasem nie potrafiłem odpuścić. Chęć walki o swoje? Kto wie... nieświadomie facet się odgryzie i powoduje problem. Szantaż emocjonalny, nie wiem, że to robię, ale to robię (wiem dopiero po fakcie). Jestem miły, zauważam i nagradzam partnerkę? Dla mnie jest oczywiste, że jeśli widzę, że jest coś fajnego to się o tym mówi, sprawia się jej radość. Nieba trzeba przychylić, w końcu to miłość życia.

 

Automatyczne przełączanie pomiędzy stanem alfa/beta (bycie asertywnym+egoistycznym a byciem ugodowym). Wpływ na synchroniczność (dziwnym trafem trafiasz na materiały, które wzmacniają dane emocje, nawet jeśli tego unikasz).

 

Czy żywiłem się tymi sytuacjami? Zawsze mnie to wyczerpywało, drenowało z energii. Istotna była tylko walka o swoje.

Nienawidzę efektów jakie to powodowało (złe samopoczucie u kobiety, złe u mnie). Każda taka sytuacja oprócz dużych wyrzutów sumienia, odsuwała mnie od partnerki i vice versa. Chciałem zbudować normalny związek i nie dało rady (bo co to za związek, jak częściej człowiek się kłóci niż jest szczęśliwy).

Może gdybym miał tendencję do jakiś krótkich relacji, to może byłbym szczęśliwy? Kto wie. 

 

Miałem okazję śledzić wpływ hormonów na swoje zdrowie. Robiłem to przez ostatnie 2 lata.

 

Niski poziom teścia w mojej ocenie wpływał na potencjalną "wrażliwość" na kwestie "walczenia o swoje", drązenia tematu i generowania emocji negatywnych.

Niski poziom to również częste bóle w różnych miejscach ciała (często codzienne) i brak chęci do wysiłku fizycznego.
 
Za duży poziom teścia z pozytywnych rzeczy dał mi energię (w końcu zacząłem codziennie ćwiczyć), zminimalizował bóle w dużym stopniu, dał większy dystans do spraw mniejszej wagi, ale też spowodował u mnie zachowania i myślenie, którego nie było, gdy rozpoczynałem związek. 

Spowodował też, że łatwiej było mi przyswoić nową idelogię ("facet powinien zapładniać", "facet jest poligamiczny"), z którą wcześniej zdecydowanie się nie identyfikowałem. Co jak zgadniecie jest doskonałym powodem do generowania emocji i kłótni - w monogamicznym związku. Zacząłem szukać powodów, dla których powinienem opuścić partnerkę i przekonywać się, że otwarty związek to jest całkiem niezłe rozwiązanie.

 

Tak, o ile czytałem o kobietach, którym zmienia się "ideał" faceta po braniu tabletek, to sam jestem dowodem na coś podobnego po stronie facetów.
Leczenie hormonalne zmienia człowieka. Tak, że zastanawiasz się czy to hormony Cię prowadzą, czy może hormony są tylko odbiciem życia w jakim żyjesz. A może to wpływ wieku?

 

Paradoksalnie kobieta mi mówiła, że chciała spokoju, że nie wie czego mogła się po mnie spodziewać. Jakby role się odwróciły. Jak ostatnio czytałem Starowicza, gdzie mówił, że nigdy nie trafił na faceta, który by powiedział, że "seks jest przereklamowany". Hej! to ja tu jestem, jestem facetem i to właśnie kiedyś kobiecie powiedziałem, żeby wytłumaczyć się z tego, że nie mam ochoty na zbliżenie.

 

Co wzmacniało tego typu zachowania? Właśnie myślenie a'la "nice guy", niska pewność siebie, wmawianie sobie rzeczy typu "jestem do niczego" i przez to kompensowanie braków poprzez emocje (a także przez ucieczkę w pracę). Porównywanie się z innymi "inni mają lepiej", kwestie wychowania (częste kłótnie rodziców, dominacja matki i ugodowość ojca z jednoczesnymi momentami jego "walki o swoje"), niechęć do opuszczenia związku ("przecież to ją właśnie kocham, a skoro ja kocham i ona deklaruje że kocha, to powinniśmy iść sobie na rękę...itd przecież inni się dogadują").

 

Każdy człowiek ma w sobie zestaw schematów, które na bazie aktualnego stanu wywołują jego podatność na określone bodźce. Jeden będzie bardziej reaktywny, inny spokojny, pewne rzeczy nie będą go ruszać. Hormony, przekonania, nawyki, nawet określone sytuacje tylko to wzmacniają.


 

Edited by lync
Link to post
Share on other sites

Zauważyłem, że jak opieprzę moją kobietę raz na miesiąc tak aż się poplaczę a w dodatku zastosuję karę to w związku moja dziewczyna jest bardziej podporządkowana i podoba jej się to w jaki sposób pokazałem siłę :)

Jestem w połowie książki Kobietopedia i widocznie dla kobiet bardzo ważne jest, aby zobaczyć iż jej facet ma jaja...

 

Link to post
Share on other sites
  • 2 months later...

Dobry wątek, pewnie bym nie przeczytał gdyby nie złota łopata.

 

Podsumowując. Czy mając taką wiedzę o groteskowo emocjonalnej naturze samic chcemy się destabilizować emocjonalnie? Ja sobie odpowiedziałem: Nie. I dalej nie bardzo rozumiem jak kiedyś moja stara wsiadała na moto i praliśmy 250 nad morze, kask zaryczany ze strachu to wtedy było dobrze. A ostatnio nawet jej się dupy nie chciało ruszyć po emocje. Wszystko kurwa na nie: żaglówka nie, motocykl zbyt wieje, wiecznie dąs foch i niezadowolenie. Dla mnie będzie dobrego.

 

O dziwo ja cały czas lubię emocje ale prawdziwe. Zaginanie na gumie, zamykanie szafy na obwodnicach, nie tak często jak kiedyś ale wciąż mi się zdarza. I jak to jest, że nam pewne rzeczy się nie nudzą a cipy momentalnie świrują. Zwróćcie też uwagę że zazwyczaj są kurewsko leniwe i nie mają żadnego hobby wymagającego zaangażowania (z biegiem lat oczywiście) 

 

 

Link to post
Share on other sites
45 minut temu, Shit test odbiłem rozwodem napisał:

A ostatnio nawet jej się dupy nie chciało ruszyć po emocje. Wszystko kurwa na nie: żaglówka nie, motocykl zbyt wieje, wiecznie dąs foch i niezadowolenie. Dla mnie będzie dobrego.

Mylisz jej emocje i swoje emocje. Twoje to : ryzyko,adrenalina, odkrywanie,zdobywanie.

Jej to bezpieczenstwo,namietnosc,watpliwosc,przyciaganie,odpychanie,kontrolowanie,poczucie bycia piekna i pozadana.

To ze jechala z Toba 250 dawalo jej poczucie ze jest z kims kto jej daje atencje i pozadanie a nie 250 na budziku. Rownie dobrze moglbys jej wystrzelac z wiatrowki misia w lunaparku. Dla niej to samo. Jej Ksiąze stara się o nią i pokazuje atencje.

Ona nie szuka ryzyka i adrenaliny.

Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.