Jump to content

Szkodliwość katolicyzmu na podświadomość zauważona już w międzywojniu


Recommended Posts

Witam. Jestem tu od niedawna. Marek bardzo mądrze mówi o szkodliwości katolicyzmu na podświadomość. Rok temu tak około odkryłem za pośrednictwem Kelthuza dzieła Jana Stachniuka i organizacji Zadruga, w której to szeroko omawiany jest temat szkodliwości filozofii katolicyzmu na umysł ludzki. W Polsce na całego zaczęło się pod koniec XVI wieku, kiedy to wpuszczono do Polski jezuitów, którzy to pomieszali szlachcie w głowach. Ogólnie jezuici wiele zrobili złego na tym świecie, ale to już inny temat. Podaję kilka ciekawych audiobooków goreją wici - gazety wydawanej w Londynie w 1944 roku. Stachniuk napisał kilka znakomitych dzieł, m.in. - "Dzieje bez dziejów" (motywem przewodnim jest, że de facto po tysiącach kultur w naszej historii po niewielu zachowały się pamiątki, niewiele przetrwało), "Kolektywizm a naród", "Walka o Zasady". Itd. Wstawię link do znakomitej książki Antoniego Wacyka "Kultura Bezdziejów".  http://toporzel.pl/teksty/bezdzieje.html

Tutaj bardzo przyjemne do posłuchania audobooki gazety goreją wici o tym jak katolicyzm sprał mózgi Polakom:

Jaka jest wasza opinia co do tej filozofii?

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
  • Replies 67
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Katolicyzm nie jest szkodliwy - Islam nie jest szkodliwy. Żadna z religii nie jest szkodliwa, tak samo jak inne baśnie  (tak, to jest to samo).   Problemem jest to, że większa część spo

Hehe, po tytule wiedziałem że będzie o Kelthuzie nawiązującym do Stachniuka i Wacyka . Fakt że niektórzy doszukują się tu podobieństw do narodowego socjalizmu, co jest nadinterpretacją, ale Kelthuz ak

Witam. Jestem tu od niedawna. Marek bardzo mądrze mówi o szkodliwości katolicyzmu na podświadomość. Rok temu tak około odkryłem za pośrednictwem Kelthuza dzieła Jana Stachniuka i organizacji Zadruga,

Próbowałem kiedyś czytać Stachniuka i poległem. Bardzo hermetyczne, trudne w odbiorze, wiele słowotwórstwa/zmienionych znaczeń, męczące. Współcześni apologeci jak na razie skutecznie zniechęcili mnie do tej idei. M. in. nawiązaniami do narodowego socjalizmu, użytkowym traktowaniem boskości (koncepcja "opium dla ludu" ma pozostać przy innym zestawie bogów), niechętnym stosunkiem do ekologii ("stoi w sprzeczności z wieloma podstawowymi założeniami naszego ruchu").

Link to post
Share on other sites

Mam dystans do obalania katolicyzmu, szczególnie dziś.

Tutaj pada stwierdzenie, że postęp był możliwy tylko za katolicyzmu, reżimy różnorakie jakim czasowo udało się obalić katolicyzm uniemożliwiały postęp.

Socjaliści o tym wiedzą, dlatego atakują zaciekle kościół = uważają katolicyzm za wroga swoich idei, widzą jego rolę dla społeczeństwa. Czy godzina tygodniowo w kościele wypełnia myśli cierpieniem i śmiercią? Pewnie kwestia wrażliwości, ja się w liturgię nigdy tak nie angażowałem.

Teraz tak mi do głowy wpadło: ile było zespołów metalowych na Półwyspie Skandynawskim, każden jeden czuł się osaczony przez kler itp, palono kościoły i... tak sobie myślę, że to też efekt propagandy czerwonej, ale na razie brak mi na to bibliografii. Co do hipisów też mam takie podejrzenia, ale to dlatego że ich nie lubię. Bibliografii na razie też brak.

Link to post
Share on other sites
6 minutes ago, Bonhart said:

Postęp był możliwy tylko za katolicyzmu, reżimy różnorakie jakim czasowo udało się obalić katolicyzm uniemożliwiały postęp.

 

Co? Katolicyzm nawet nie zatrzymał a wręcz cofnął postęp. Jeszcze teraz odkrywamy na nowo wiedzę znaną już starożytnym... Gdyby nie Arabowie, którzy to i owo ocalili, byłoby jeszcze gorzej. I cały ten postęp dokonuje się wbrew Kościołowi, który nawet obecnie walczy z nauką,  np. in vitro, antykoncepcją i niektórymi aspektami genetyki. Tyle, że już stosy nie płoną, ale to nie Kościół się zmienił, a świat wokół.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

To rozgraniczmy pojęcia - katolicyzm jako religia a kultura katolicka (której jesteśmy częścią nawet jako ateiści). Postęp się dokonuje w obrębie kultury katolickiej, mimo, że dogmaty kościoła katolickiego teoretycznie powinny to blokować. A walka kościoła to nic innego jako wierność dogmatom, choć doskonale wiedzą, że są skazani na porażkę, wciąż mówi się o czystości przedmałżeńskiej i innych regulacjach, a ludzie od setek lat to olewają. Obie strony to wiedzą i jest status quo, ktoś piętnuje młodzież za wybryki przedmałżeńskie?

Do tego gdyby ta opresyjność była faktycznie taka straszna, to inne kultury już dawno by nas technologicznie wyprzedziły i zjadły. A tymczasem w której kulturze dochodzi do największych odkryć? Za pominięciem prochu i fajerwerków. Czy kościelne przymknięcie oka na łamanie dogmatów to nie jest przypadkiem tolerancja? Niech sobie mają swoje dogmaty, świat idzie swoją drogą.

A płonące stosy mnie nie bulwersują, są bardziej krwiożercze religie i ludobójstwa gorsze i znacznie młodsze niż 400/500 lat

Link to post
Share on other sites

Kościół wielokrotnie zmieniał dogmaty. Już Celsus zarzucał chrześcijanom dokonywanie wielokrotnych zmian w tekstach Ewangelii. Gdyby nie Kościół, to na bitwę pod Grunwaldem być może Ulricha wyzwano by e-mailem, a samą bitwę toczono na miecze świetlne. Postęp dokonał się dzięki reformacji, którą Kościół katolicki przespał. Rewolucja przemysłowa to głównie Anglia, która, choć nie protestancka, katolicka także już podówczas nie była. Późniejsze poluźnienie więzów nauce było dla Kościoła przykrą koniecznością, a nie celem.

Edited by Kelner Panic
literówka
Link to post
Share on other sites

Hehe, po tytule wiedziałem że będzie o Kelthuzie nawiązującym do Stachniuka i Wacyka :D. Fakt że niektórzy doszukują się tu podobieństw do narodowego socjalizmu, co jest nadinterpretacją, ale Kelthuz akurat dostrzega tu raczej podobieństwa do filozofii Ayn Rand. 

 

@Kelner Panic

 

To są historyczne mity. Np. Tomiści sporo wnieśli, jeśli idzie o rozwój nauki i logiki, dlatego że Św. Tomasz z Akwinu w dużej mierze wzorował się na swego rodzaju twórcy logiki, czyli Arystotelesie. Stąd zresztą biorą się memy w necie typu: "Św. Tomasz widzi jak robisz kurwę z logiki" :D . Scholastycy w okresie pełnego średniowiecza praktycznie stworzyli coś takiego jak współczesna metoda naukowa. Bo scholastyka to miała być "fides quaerens intellectum", czyli "wiara szukająca zrozumienia". I to właśnie w okresie pełnego średniowiecza powstały pierwsze uniwersytety. Pierwsza szkoła ekonomiczna w historii, czyli Szkoła z Salamanki z XVI w. powstała z inicjatywy hiszpańskich duchownych i teologów. Przez sporą część historii książki, biblioteki, badania naukowe to była domena różnych zakonników, jak jezuici czy dominikanie. Stosy to akurat domena krajów protestanckich i w dodatku okresu przede wszystkim XVI-XVII:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_o_czary.

 

"Ciemne średniowiecze" i "światła nowożytność" to największy historyczny mit jaki powstał. Właśnie im dalej w las było tym gorzej w sprawie religii, coraz bardziej łączonej z polityką. I temat właśnie odnosi się już do XX wieku. 

 

A muzułmanie to wnieśli za przeproszeniem gówno, a nie wkład do nauki. To kolejny mit. Islam zabrania czegoś takiego jak rozwój nauki, niezgodnej z Koranem i Hadisami. W ciągu ostatnich 105 lat, wśród muzułmanów, których jest 1,4 mld na świecie było tylko 9 laureatów Nagrody Nobla, natomiast wśród zaledwie 14 milionów Żydów było ich 167. Na 1.4 miliarda muzułmanów – 800 milionów to analfabeci (6 na 10 muzułmanów nie potrafi czytać). W średniowieczu, muzułmanie jedynie przejmowali wszelkiej maści osiągnięcia od podbijanych krajów i kultur:

https://ndie.pl/islamskie-mity-zlote-wieki/

 

Nawet słynne cyfry arabskie, zostały wynalezione przez Hindusów. 

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Bonhart said:

Mam dystans do obalania katolicyzmu, szczególnie dziś.

Tutaj pada stwierdzenie, że postęp był możliwy tylko za katolicyzmu, reżimy różnorakie jakim czasowo udało się obalić katolicyzm uniemożliwiały postęp.

Socjaliści o tym wiedzą, dlatego atakują zaciekle kościół = uważają katolicyzm za wroga swoich idei, widzą jego rolę dla społeczeństwa. Czy godzina tygodniowo w kościele wypełnia myśli cierpieniem i śmiercią? Pewnie kwestia wrażliwości, ja się w liturgię nigdy tak nie angażowałem.

Teraz tak mi do głowy wpadło: ile było zespołów metalowych na Półwyspie Skandynawskim, każden jeden czuł się osaczony przez kler itp, palono kościoły i... tak sobie myślę, że to też efekt propagandy czerwonej, ale na razie brak mi na to bibliografii. Co do hipisów też mam takie podejrzenia, ale to dlatego że ich nie lubię. Bibliografii na razie też brak.

Jest róznica pomiędzy katolicyzmem a protestantyzmem. Ludzie z krajów katolickich zazwyczaj wyjeżdżali do krajów niekatolickich (Maria Curie-Skłodowska, Joseph Conrad i inni..)

Edited by [email protected]
Link to post
Share on other sites

Też potrafiłbym być mistrzem gdybym wymordował lub w inny sposób unieszkodliwił całą konkurencję. Z Arabami nie chodziło mi o wkład do nauki w sensie, że oni coś wielkiego odkryli, lecz że ocalili trochę wiedzy starożytnych Greków, która inaczej przepadłaby. Tak, wiem, że protestanci byli lepsi w paleniu czarownic. Co zresztą dowodzi szkodliwości wszystkich religii opartych na semickiej mitologii. Szkodliwości dla Europejczyka, w każdym razie. Żydzi sobie jakoś z tym radzą.

Link to post
Share on other sites

Jakby sobie żydzi radzili, to by jedni żydzi drugich żydów tak nie wyrzynali i na tym nie zarabiali, bolszewizm, nazizm, to zbrodnie żydowskie, popełniane rękami zmanipulowanych narodów. W tym kontekście powiedziałbym wręcz, że chrześcijaństwo sporo straciło ze swoich krwawych korzeni

Link to post
Share on other sites

Eh. Przecież to jest do użytku zewnętrznego, tymi ideologiami osłabiają gojów. Marek często o tym mówi - że Żydzi nam każą robić głupoty a sami ich nie robią. A cywilizacja europejska jest najbardziej rozwinieta nie dzięki, tylko pomimo chrześcijaństwa.

Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Kelner Panic napisał:

Z Arabami nie chodziło mi o wkład do nauki w sensie, że oni coś wielkiego odkryli, lecz że ocalili trochę wiedzy starożytnych Greków, która inaczej przepadłaby.

 

Nie starożytnych Greków tylko starozytnych Indii. Spuścizną starozytnej Grecji była Macedonia oraz Rzym. Mówi się o cyfrach arabskich. To nie są cyfry arabskie tylko cyfry hinduskie tak naprawdę. Arabowie wtedy nie byli jeszcze głupimi zwierzętami gdzie wszystko grabią i niszczą. Znalazło się parę mądrych głów, które potrafiły ocalić spuściznę Indii. I rozpropagowali hinduską matematykę jako swoją. Nadawali ton zacofanej Europie.  Po kilkuset latach ktoś w Watykanie zdał sobie sprawę, że jak tak dalej pójdzie to cywilizacja arabska zaleje całą Europę. I prawie im się udało. Dlatego postanowili pod pretekstem nawracania wysłać wyprawy krzyżowe z ciężkouzrbojonymi rycerzami na bliski wschód. Do kolebki semickiej cywilizacji arabskiej.

Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Bonhart napisał:

Jakby sobie żydzi radzili, to by jedni żydzi drugich żydów tak nie wyrzynali i na tym nie zarabiali, bolszewizm, nazizm, to zbrodnie żydowskie, popełniane rękami zmanipulowanych narodów. W tym kontekście powiedziałbym wręcz, że chrześcijaństwo sporo straciło ze swoich krwawych korzeni

 

ale Ty tak serio ?

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Kelner Panic Gdyby Europa nie była chrześcijańska, to by była muzułmańska.

Lubiane przez ateistów krucjaty miały miejsce w momencie, kiedy muzułmanie przejęli 2/3 ziem chrześcijańskich, hulali po Hiszpanii i zagrażali Bizancjum. I to w momencie, kiedy muzułmanie byli podzieleni, bo potem pojawił się Saladyn i zjednoczył ich wszystkich i wyparł chrześcijan za morze.

Kto miałby biznes w chronieniu Bizancjum czy Hiszpanii czy grobu Jezusa, gdyby nie chrześcijaństwo? Nie było wtedy UE, muzułmanie zjedliby wszystkie kraje po kolei. I to nie jedyna taka sytuacja w historii, bo za Sobieskiego było podobnie.

Powtarzam, gdyby nie tarcza chrześcijaństwa, postęp dokonywałby się najwyżej w Chinach

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Katolicyzm to nie jest jednoznaczna definicja i ma wiele poziomów. Chcąc prowadzić konstruktywną dyskusję, należałoby je wcześniej zdefiniować. Tak jak w każdej innej kulturze/wyznaniu chodzi o wzięcie narodu za mordę, żeby mu głupoty do łba nie przychodziły. Indywidualnie jednak każdy powinien przyjąć taki poziom "przebudzenia" jaki mu odpowiada. Trudno teraz oceniać "dokonania" katolicyzmu. Znam ludzi, którzy twierdzą, że są szczęśliwi jako katolicy. Ja osobiście stronię od jakiegokolwiek wyznania grupowego. I tak na zakończenie podsumowałbym, że katolicyzm to jeden z wielu systemów społecznych, a jak wiadomo między poszczególnymi systemami społecznymi zawsze będzie się gotowało. Życzę Braciom miłej i płodnej dyskusji.

A tak na marginesie czy @Bonhart, to nie masz bracie przypadkiem skłonności do forsowania swoich poglądów w dyskusji? Bez spinki, takie luźne pytanie.

Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Bonhart napisał:

Gdyby Europa nie była chrześcijańska, to by była muzułmańska.

Właśnie ciekawe czy Europejczycy byliby w stanie ruszyć z postępem technologicznym oraz ewoluować islam będąc muzułmanami?

Link to post
Share on other sites

A ja bym rozgraniczył sam katolicyzm jako taki a chrześcijańska etykę. To właśnie to drugie przysłużyło się Europie i kulturze zachodu. Nie trzeba być wierzącym żeby to dostrzec. Podobnie jak nie trzeba być religijnym buddystą żeby doceniać pozytywy buddyzmu, podobnie jak np. konfucjanizmu czy taoizmu. Natomiast prawdą jest, że z tą religią katolicką z biegiem lat było coraz gorzej. W średniowieczu to się przydawało, jako ochrona przed islamem itd. Ale już w czasach Sanacji było właśnie tak jak w głównym temacie o czym jest wątek. Jak dla mnie Polska powinna wziąć przykład z Czech, czyli się laicyzować, ale tak żeby nie przejąć lewackich wzorców z zachodu, jak relatywizm moralny, kulturowy marksizm, feminazizm, multi-kulti itp. Od tej zarazy trzeba się trzymać z dala w pierwszej kolejności. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Bonhart napisał:

Możliwe, że tak jest, a to dlatego, że sam całkiem niedawno ulegałem antykatolickim klimatom, teraz wydaje mi się, że katolicyzm jest dla społeczeństwa istotny.

Antykatolickie, czy jakiekolwiek aty-tematy wycelowane w jakąkolwiek społeczność nie są w porządku. Niosą ze sobą negatywny przekaz, a w tle nienawiść. Sam nasz Guru naucza, że nie należy nienawidzić za to kim kto jest i co wyznaje. W nawiązanie do tematu dyskusji "Szkodliwość katolicyzmu...", tutaj też się kryje duży pokład negatywnego przekazu. Czemu stwierdzenie, że szkodliwość, albo inne skrajne stwierdzenia rodem z Torunia w ogóle mają miejsce? Ja już się ogólnie pytam. Wydaje mi się, że złotym środkiem na wszystko jest zdrowy rozsądek. Demonizowanie lub fanatyczny ciąg za jakimkolwiek systemem społecznym według mnie to oznaka słabości i strachu przed jego ideami. Wiecie, na zasadzie jak czegoś się obawiam to albo wyśmiewam, albo się przyłączam. Wracając do katolicyzmu, to stwierdzanie szkodliwości powinno być w tym samym momencie przeciwważone kontrargumentami najlepiej w jednej tabelce w excellu. I wtedy można się na ten temat wypowiadać. Dotyczy to również innych systemów.

Link to post
Share on other sites
26 minut temu, EnemyOfTheState napisał:

A ja bym rozgraniczył sam katolicyzm jako taki a chrześcijańska etykę. To właśnie to drugie przysłużyło się Europie i kulturze zachodu. Nie trzeba być wierzącym żeby to dostrzec. Podobnie jak nie trzeba być religijnym buddystą żeby doceniać pozytywy buddyzmu, podobnie jak np. konfucjanizmu czy taoizmu. Natomiast prawdą jest, że z tą religią katolicką z biegiem lat było coraz gorzej. W średniowieczu to się przydawało, jako ochrona przed islamem itd. Ale już w czasach Sanacji było właśnie tak jak w głównym temacie o czym jest wątek. Jak dla mnie Polska powinna wziąć przykład z Czech, czyli się laicyzować, ale tak żeby nie przejąć lewackich wzorców z zachodu, jak relatywizm moralny, kulturowy marksizm, feminazizm, multi-kulti itp. Od tej zarazy trzeba się trzymać z dala w pierwszej kolejności. 

 

Fajnie, tylko jest to niewykonalne. Bo ideologia (religia) katolicka czy bardziej ogólnie chrześcijańska to pewnego rodzaju spoiwo grup społecznych w Europie. Tam gdzie tego spoiwa braknie wchodzą inne ideologie - multi-kulti, feminazizm, itp. Natura nie znosi próżni. A Czesi się zlaicyzowali z powodów religijnych notabene - kontrreformacja uderzyła w nich dużo mocniej niż gdzie indziej, do tego stopnia, że zniemczeni stracili tożsamość narodową i pracowali dopiero w 18. wieku nad jej odzyskaniem - łącznie z odzyskaniem języka.

 

@Bonhart filmik, który wrzuciłeś jest owszem śmieszny, natomiast w Europie są i ateiści i chrześcijanie, którzy mocno wierzą, że Ziemia jest płaska. Także to niczego nie dowodzi.

Edited by GurneyHalleck
Link to post
Share on other sites

@GurneyHalleck bo i też ów film nie miał niczego dowodzić. Na pytanie:

 

50 minut temu, Brat Jan napisał:

Właśnie ciekawe czy Europejczycy byliby w stanie ruszyć z postępem technologicznym oraz ewoluować islam będąc muzułmanami?

 

odpowiedź pada tu, choć nie z mojej strony:

 

12 godzin temu, EnemyOfTheState napisał:

Islam zabrania czegoś takiego jak rozwój nauki, niezgodnej z Koranem i Hadisami. W ciągu ostatnich 105 lat, wśród muzułmanów, których jest 1,4 mld na świecie było tylko 9 laureatów Nagrody Nobla, natomiast wśród zaledwie 14 milionów Żydów było ich 167. Na 1.4 miliarda muzułmanów – 800 milionów to analfabeci (6 na 10 muzułmanów nie potrafi czytać). W średniowieczu, muzułmanie jedynie przejmowali wszelkiej maści osiągnięcia od podbijanych krajów i kultur:

https://ndie.pl/islamskie-mity-zlote-wieki/

 

A film to tylko humorystyczne podkreślenie faktów

Link to post
Share on other sites

Może zajmijmy się nie krytyką chrześcijaństwa, a tym co proponowała Zadruga. Czyli dostosowaną do współczesności wersją kultury przedchrześcijańskiej. Co ją charakteryzowało? Etniczność, a nie uniwersalizm religii; ustrój demokracji wojennej - system wiecowy z wodzem na czas wojny; dostrzeganie boskości w siłach natury i losu. Czyli religia była spoiwem plemienia/narodu/grupy i była dostosowana do miejscowych warunków i potrzeb. Nie było narzucania hamujących czy szkodliwych schematów podświadomości, bo i po co? Przecież nie należy osłabiać samych siebie. Nie było zewnętrznego dysponenta religii, niemożliwa zatem była sytuacja sprzeczności między interesem religijnym a plemiennym/państwowym, jak np. wsparcie przez ośrodek władzy religijnej wroga (jak to papiestwo robiło choćby z Krzyżakami, czy później potępiając rozbiory i nakazując posłuszeństwo władzom zaborców). Sama nazwa nawiązuje do słowiańskiego, przedchrześcijańskiego odpowiednika kibucu. Zatem, czy jest możliwy powrót do przedchrześcijańskich, europejskich korzeni duchowości, zamiast zastępowanie chrześcijaństwa lewackimi wymysłami?

Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Kelner Panic napisał:

Zatem, czy jest możliwy powrót do przedchrześcijańskich, europejskich korzeni duchowości, zamiast zastępowanie chrześcijaństwa lewackimi wymysłami?

 

IMHO nie ma takiej szansy. Jak słusznie zauważyłeś ówczesne religie (nie jedna !) były spoiwem plemienia, a więc działały w ograniczonym obszarze i ograniczonym czasie. Za chrześcijaństwem stoi 2000 lat przekształcania się z małej judeo-rzymskiej sekty w religię uniwersalną wyznawaną bez ograniczeń rasy, kultury czy miejsca. Oczywiście można zanegować uniwersalną, spajającą cywilizację europejską religię, tylko po co ? Zastąpić ją wielością religii przedchrześcijańskich ? U nas słowiańskich, a u Anglików co ? a u Hiszpanów co ? W sumie w Hiszpanii to by musieli lokalnie wrócić do islamu bo tam od chyba VIII. wieku siedzieli Arabowie ...

Do tego nie zgadzam się, że religia ówczesna (przedchrześcijańska) nie była hamulcem czy nie narzucała szkodliwego schematów. Każda ideologia to robi. Nie ma wyjątków. Jeżeli się wierzy w "coś" to zawsze podlega się ograniczeniom narzuconym przez tę ideologię. Np. wierząc w Peruna nigdy nie opanowalibyśmy elektryczności, bo pioruny to moc boska i dostęp mają jedynie wybrani ;)  takie przykłady można mnożyć.

Poza tym to co wiemy o prasłowiańskich religiach to są domniemania, wymysły i hipotezy. Zachowało się bardzo mało źródeł, a te które się zachowały pochodzą od kronikarzy chrześcijańskich.

Link to post
Share on other sites

Wiele można wywnioskować metodą "inżynierii wstecznej". Katolicyzm działał bowiem w taki sposób, że adaptował zastane wierzenia, podstawiając w miejsce bóstw i duchów JHWH, Jezusa, Maryję, świętych czy anioły, według klucza podobieństwa funkcji i atrybutów. Np. za Peruna św. Jerzy, ew. archanioł Michał (bo tez walczyli ze żmijem), za Świętowita Bóg Ojciec, za Swaroga - Jezus ("słońce świata"), za Mokosz - Maryja. itp. Podobnie ze świętami - terminy, przebieg i zwyczaje zmieniono bardzo powierzchownie. Stosując podobną metodę teoretycznie dałoby się proces odwrócić.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Ksanti
      Na wstępie dodam, że jestem agnostykiem neutralne nastawionym do kwestii wiary. Nigdy nie byłem jakoś szczególnie wierzący, nie rozumiałem czym jest kościół, po co msze i to wszystko. Chodziłem do kościoła przeważnie kiedy był przymus czy to szkoła czy z rodziny ktoś szedł.  Nie wiem dokładnie kiedy to się stało, ale pod wpływem własnej niechęci do uczenia się jakichś formułek i odklepywania około godzinnej mszy czy dróg krzyżowych zacząłem być nastawiony na nie. Przyczynił się do tego też znajomy w klasie (później się i tak ode mnie w pewnym sensie odwrócił), który mówił, o tym, że to wszystko lipa, nie ma Boga, oraz interesował się bodajże odłamami scjentycyzmu. Wówczas sam trochę się zacząłem radykalizować, zwłaszcza, że kilka lat potem od kilku osób już słyszałem, że kościół zły, pedofilia, palenie czarownic na stosie, walka z nauką, JP2 mafioza i pedofil, opresyjność człowieka, religia opium dla mas itd. Jako młoda osoba bezmyślnie chłonąłem te wszystkie hasła, bez weryfikacji czy to prawda.
       
      W szkole średniej był nawet spoko ksiądz prowadzący lekcje religii, jako jedna z trzech osób w klasie (chłopaków) zadeklarowałem się jako ateista. On powiedział, okej to mój wybór, ale ma nadzieję, że kiedyś odnajdę Boga, generalnie lubiał też pożartować. Był to też okres, w którym zainteresowałem się historią starożytną a szczególnie Mezopotamii. Nawiasem mówiąc już wcześniej w podstawówce trochę mnie to zaciekawiło kiedy grałem w Civilization 1 i zobaczyłem nazwę Sumer. Dziwiłem się wtedy czemu nie jest napisane "Summer" - lato i co to w ogóle jest, na historii miałem o tym trochę dopiero w gimnazjum. Jednak czemu o tym wspomniałem, jakoś 10 lat temu po raz pierwszy miałem w Internecie do czynienia z teoriami spiskowymi. Jakieś duperele o Atlantydzie, reptilianach, ufo czy właśnie Annunaki. Jak o tym czytałem i zobaczyłem obrazek krokodyla to potem bałem się mega po nocach jak zgasiłem światło. Mieszkałem chwilowo w przedwojennej kamienicy 3 milionowego miasta a nade mną strych gdzie czasem skrzypiało w środku nocy. 
       
      Bodajże w tym samym roku miałem okazję spotkać chłopaka, który twierdził, że potrafi wychodzić z ciała (OOBE). W tamtym momencie przestałem brnąć w to wszystko dalej, powiedziałem sobie enough, to jest chore i zapewne zahamowało mnie, także dalej by iść w jakąś duchowość. Na studiach już zainteresowałem się kulturami wschodnimi generalnie kulturą daleko wschodnią, a w kwestii ideologicznej szczególnie Taoizmem, Konfucjanizmem oraz Buddyzmem. Poznałem też nieco filozofii indyjskiej oraz trochę zgłębiłem historię chrześcijaństwa. Fragmentarycznie przeczytałem Biblię, ale na dzień dzisiejszy mam poczucie, że to lektura warta nadrobienia. Dużo zmieniło się u mnie od czasów gimnazjum, przede wszystkim pogodziłem się mentalnie z kościołem i religią. Generalnie miałem do czynienia z wykładowcą, który dobrze znał kilka języków, w tym łacinę oraz interesował się Egiptem i Mezopotamia. Powiedział mi, że zna te wszystkie teorie o Sumerze i starożytnych kosmitach i są śmieszne oraz, że nie da się ich nawet obronić a niekiedy zaprzeczają same między sobą.
       
      Mam przez to na myśli, że może nie zamierzam chodzić do kościoła, ani się modlić, ale nie zamykam się na wiarę i nie będę jej kwestionował. W ostatnim czasie szczególnie ważne dla mnie stały się wartości tradycyjnie chrześcijańskie, a im więcej się dowiaduje o świecie tym bardziej rozumiem czemu. Zakończyłem dawno temu z buntowniczym ateizmem, dzisiaj uważam, że jest to ideologia nie tyle bezmyślna co nawet szkodliwa, mająca znamiona marksizmu (w takiej formie jest propagowany). Opiera się na szerzeniu kłamstw i przywdziewa fałszywą szatę naukowo - logiczną, podczas, gdy z samego fundamentalnego założenia w kwestiach wiary, nie da się pewnych kwestii podważyć. Ateizm to kolejna wiara niestety mocno agresywna (wiara w brak) przy tym kłamiąc, że opiera się na obiektywnej prawdzie. Naprawdę jedyne bezpieczne stanowisko to agnostycyzm. Niemniej po tym długim wstępie zamierzam poruszyć pewną kwestię, a mianowicie dzisiaj znalazłem ciekawy blog, który być może odkłamuje pewne rzeczy na temat katolicyzmu, w które ja sam jeszcze kilka lat temu mocno wierzyłem, bo Internet tak mówił oraz rówieśnicy. 
       
      Link do strony głównej bloga:
      http://sredniowieczny.pl/
       
      Po kolei zacytuje (autor jednak nie udziela wprost takiej zgody).
      Tylko wstawię odesłanie, aby można było poczytać samemu według uznania to co "interesujące".
      http://sredniowieczny.pl/protestantyzacja-katolicyzmu-5-przemilczanych-procesow/
       
      - byłem kiedyś przeciwnikiem celibatu księży, ale czytając to widać, że są silnie racjonalne ku temu przesłanki.
      - protestantyzm dał furtkę dla zabicia tradycyjnej hierarchii, wprowadzenie demokracji oraz gładkie wejście zbrodniczych ideologii
       
       
      Kolejny mit jakoby kościół i średniowiecze tępiło naukę:
      http://sredniowieczny.pl/kosciol-poczatek-nauki/
       
      - okazuje się, ze to właśnie KK mocno wspierał naukę
      - wprowadzał powszechną edukację
      - propagował pogańskie, ale pragmatyczne greckie mądrości
      - stworzył uniwersytety i naukę "świecką"
       
      http://sredniowieczny.pl/11-faktow-o-sredniowieczu/
       
      - inkwizycja złagodziła prawo i zniosła część tortur, podczas gdy instytucje świeckie niekoniecznie
      - mnisi jako pierwsi latali szybowcem i nakreślili geometrię oraz fizykę maszyny latającej
      - chrystianizacja Europy niwelowała liczbę wojen
      - XIII wiek to ogromny rozkwit nauki
       
      http://sredniowieczny.pl/pedofilia-w-kosciele/
       
      - w kościele jest promil pedofilii w porównaniu z nauczycielami
      - pedofilami są głównie homoseksualni księża, kapłani z przypadku
      (jest wspomniane, że środowiska lewicowe wywalczyły im dojście)
      - celibat nie jest powodem gwałtów
      - kościół jako pierwszy i jedyny reagował na gwałt i pedofilię
      - to głównie kościół protestancki a nie katolicki ma sodomitów
       
       
      http://sredniowieczny.pl/sredniowieczne-palenie-czarownic/
      - polowanie na czarownice i miliony stosów to science fiction
      - co ciekawe feministki to wypromowały
       
      Edykt Rothara:
      "Niech nikt nie waży się zabić służącej lub niewolnicy jako czarownicę, bo nie jest to ani możliwe, ani też chrześcijanie nie powinni w to wierzyć"
       
      Pierwszy Synod” św Patryka:
      "Na chrześcijanina wierzącego w istnienie wampirów lub wiedźmin ma zostać nałożona anatema. Ktokolwiek oskarża istotę ludzką o takie rzeczy nie powinien być przyjmowany w Kościele dopóki nie odwoła tej zbrodni, jaką uczynił"
       
      Papież Leon VII:
      …mimo iż według starego prawa, tacy ludzie byli skazywani na śmierć, prawo kościelne daruje im życia, by mogli się nawrócić.
       
      itd.
       
      http://sredniowieczny.pl/22-zasady-rozwoju-osobistego-ktore-biblia-przedstawia-od-ponad-2000-lat/
       
      kilka z ciekawszych nauk Biblii:
      - działaj tam gdzie masz możliwość
      - akceptuj, ale nie bądź bierny
      - zapracuj na swój sukces
      - bogactwo jest dobre, jeśli uczciwie zdobyte
      - bieda jest zła kiedy prowadzi do złych rzeczy
      - przede wszystkim szanuj siebie
      - testuj różne rozwiązania i miej zawsze wyjście awaryjne
      - nie poddawaj się, w dążeniu do celu
      - planuj z wyprzedzeniem
      - mocny w wierze będziesz silny
      - unikaj sporów
      -  wymagaj od siebie więcej, niż od innych
      - osiągnij sukces w małych rzeczach
      - bądź pozytywny
       
       
      Bardzo dużo jest tutaj odkłamań na temat tego co mówi się powszechnie o KK i ogólnie katolicyzmie. Nawet na forum, pojawiały się kiedyś pochwały protestantyzmu, kiedy okazuje się, że protestantyzm to tak naprawdę wykoślawienie fundamentalnych nauk chrześcijaństwa/ zliberalizowanie ich. Od kilku lat widać zmasowany atak ideologiczny na kościół, jest coraz bardziej nachalny i obrzydliwy. Można nie lubić tej instytucji, ale ona jako jedyna podtrzymuje powszechnie ostatki normalnych wartości. Lewicy udała się rewolucja seksualna zapoczątkowana przy pomocy hipisów. Ci ludzie weszli w szeregi kadr uniwersyteckich, politycznych a nawet kościelnych i sabotują wszystko od środka. Ostatni cel to zdobycie umysłów dzieci, a potem przyszłego elektoratu poprzez metody pseudo naukowe, czyli edukację seksualną.
       
       
    • By Lukas3k
      W tym wątku chcę opisać działania Księdza Michała Woźnickiego (SDB), który jest Salezjaninem (skrót SDB) i musi stawiać czoła nie tylko wybitnie nieprzychylnym mu ludziom, ale także współbraciom zakonnym by móc odprawiać Mszę w Rycie Rzymskim (Msza Święta Trydencka, Msza Święta Tradycyjna).
      Obecnie Msza Św. Odprawiana jest w Kaplicy-Celi przy salezjańskim kościele NMP Wspomożycielki Wiernych w Poznaniu przy ul. Wronieckiej 9
       
      Przebieg sytuacji śledzę od kwietnia 2020 roku i zszokowało mnie, że współcześnie i to jeszcze w Polsce dzieją się takie rzeczy na terytorium Domu Salezjańskiego!
       
       
      Sprawa powrotu Mszy Św. na bieżąco jest przekazywana po przez stronę internetową księdza i jego kanał youtube.
       
      Oficjalna strona internetowa Ks. Michała: https://wobroniemszy.pl/
      Oficjalny kanał youtube: https://www.youtube.com/channel/UCtj2DRUa1GwAwBUmNobq2Jg
       
      Walka o Mszę Rozpoczęła się w 2015 roku.
       
      Kalendarium:
      Rok 2011
      1.08.2011
      Ks. Michał Woźnicki po powrocie z misji jest posłany do do Domu Salezjańskiego w Marszałkach (miejsce przetrzymywania w latach 1955-1956 J.E.Ks. Arc. Antoniego Baraniaka – salezjanina.)
      Wiele Informacji zamieszczonych powyżej zostało spisane z ogólnodostępnych ogłoszeń, kazań, wypowiedzi Ks. Michała Woźnickiego. (głównie z ogłoszeń z 05.07.2019 do odsłuchania tutaj)
       
      Rok 2011/2012
      zima przełomu roku 2011/2012
      Ks. Michał Woźnicki w piwnicach Domu Salezjańskiego w Marszałkach znajduje w opłakanym stanie dwa stare, zatęchłe Mszały Rzymskie. Wynosi je z piwnicy i ustawia na korytarzu – “na widoku”.
      Przez kolejne 3-4 lata nikt z salezjanów tymi mszałami się nie zainteresował…
       
      Rok 2015
      1 sierpnia 2015
      Ks. Michał Woźnicki zgodnie z dekretem przybywa do Domu Salezjańskiego w Poznaniu przy Wronieckiej 9
      3 sierpnia 2015
      Ks. Michał ustawia krzyż na stole ołtarzowym, gdzie ma odprawiac msze (wtedy jeszcze novus ordo). Krzyż zostaje zdjęty z ołtarza przez księdza proboszcza, który absolutnie zabrania ustawiania krzyża na ołtarzu.
      Ks. Michał oświadcza w rozmowie z Ks. proboszczem, że będzie walczyć o krzyż. 
      7-8 października 2015
      Wizytacja na Wronieckiej księdza radcy.Ksiądz Michał zwraca uwagę księdzu radcy że kilka dni wcześniej wygłaszał heretyckie tezy. W wyniku przekazania tych uwag ksiądz radca zostawił oświadczenie, które zainicjowało proces skierowania ks. Michała na badania psychiatryczne.
       
      Całę kalendarium od 2011 do dziś: https://wobroniemszy.pl/walka-o-msze-sw/
       
       

       
      Wymienię w porządku chronologicznym kilka rzeczy od kwietnia 2020 do dziś, które są dla mnie skandaliczne i niedopuszczalne:
      Kradzież dzwonu kościelnego (obecnie odzyskany) (film: 20.04.2020 Księża Salezjanie ukradli dzwon !!!), Ataki fizyczne ministrantów i prowokacyjne zachowania jednego lewaka kamerującego wiernych w trakcie Mszy św. chodząc między nimi (film: 23.04.2020 Zakłócanie Mszy św. trydenckiej. Atak fizyczny na ministranta), Oczywiście policja musiała się wykazać interwencjami w sprawie maseczek (film: 24.04.2020 Kolejna interwencja policji przed rozpoczęciem Mszy św. trydenckiej), Kolejne rozmowy z policją (swoją drogą anielska cierpliwość Księdza) (film: 07.05.2020 z Panem Policjantem Dzielnicowym-o zmagania o Mszę Św. trydencką na Wronieckiej 9 w P-niu), Użycie gazu w trakcie ogłoszeń parafialnych (film: 27.08.2020 Ogłoszenia 1.Do niedosłyszących. PROFANACJA-GAZ! 2.Nie kłam w żartach 3"Wojtyłowe dzieci"), Salezjanie malują graffiti (kolejne) na terenie swojego domu (film: 06.09.2020 Salezjanie sprayem po ścianach przy wejściu do Kaplicy-Celi).
      itd. ...
       
      Całe kalendarium: https://wobroniemszy.pl/walka-o-msze-sw/ i na youtube: https://www.youtube.com/channel/UCtj2DRUa1GwAwBUmNobq2Jg/videos
       
       

      Ten rodzaj Mszy Św. odprawiał min. Ojciec Pio
       
      Przedstawię główne różnice pomiędzy oba typami Mszy Świętej, abyście wiedzieli o co Ksiądz walczy:
      Więcej o różnicach między mszą obecnie sprawowaną, a tradycyjną można przeczytać tutaj: http://www.mszatrydencka.pl/15-katecheza-2-czym-rozni-sie-msza-trydencka-od-znanej-mi-mszy.html
       
      Wg. mnie Ksiądz Michał głosi dobre kazania, a sprawowany przez niego rodzaj mszy nie został zabroniony przez władzę kościelne. Aktualny dekret Benedykta XVI https://www.malygosc.pl/doc/952378.Msza-po-lacinie o ile wiem obecny papież Franciszek go nie odwołał.
      Zatem zachowana Braci Salezjanów są niedopuszczalne tym bardziej, że miejsce w Domu Salezjańskim zostało mu oficjalnie przydzielone. Dziwi mnie, że przez tyle lat władzę kościelne nie interweniowały by zakończyć tą sprawę.
      Ksiądz Michał głosi na prawdę dobre kazania pozbawione ostrych zwrotów jak u Ks. Natanka, którego skrytykował za pychę i kierowanie się prywatnymi objawieniami "Pani Agnieszki" (link do filmu).
      Nie ma także ukrytych przekazów modernistycznych jak u księży celebrytów mocno promowanych przez media, którzy dyskretnie przekręcają naukę kościelną (pozwólcie, że podaruje sobie konkretne imiona i nazwiska).
      No i nie ma w nim nic z księży (rabinów) ala Lemański czy Boniecki, którzy bronią lewackich bojówek 0_0
       
      Jest krytyka współczesnych biskupów:
       
      W każdym razie zmagania Księdza można w skrócie określić jako tradycjonalizm konta modernizm w kościele.
       
      Nie chcę zbytnio wydłużać wątku zainteresowanych jeszcze raz odsyłam do mediów Księdza (linki na początku postu).
       
      Wiernych Ksiądz Michał prosi o wsparcie duchowe:
      "Wspomóż żarliwą modlitwą Kapłana i sprawę, o która się zmaga nie bacząc na przeciwności. Sprawę przywrócenia Mszy Św. w tradycyjnym rycie rzymskim do salezjańskiego kościoła przy Wronieckiej 9 w Poznaniu, a przez to przyczynienie się aby Msza Św. w tradycyjnym rycie rzymskim powróciła do wszystkich katolickich kościołów."
       
      I na końcu proszę o kulturalne komentarze.
      Pozdrawiam
       
    • By VIREK
      Witajcie drodzy Bracia, witam starszyznę z forum!
      Zainspirowany tematem jednego z Braci "Rozstanie bez rozstania po 3 latach" zebrałem się w sobie i postanowiłem podzielić się z wami moją kolejną historią z mojego jeszcze aktualnego związku, tak że kawka/herbatka/pyszna woda w dłoń i zapraszam do czytania, ponieważ nie ukrywam chciałbym poznać wasze zdanie, bo sam nie wiem jak mam już to rozegrać.

      Będzie to relacja ze związku dla cierpliwych ponieważ postaram się opisać tutaj wszystkie ważne sytuacje, jak i nakreślić to z kim mam doczynienia, oraz z jakiego domu pochodzi moja pani.

      A więc moja pani ma 29 lat, pochodzi z rodziny gdzie górą są kobiety (dwie siostry i brat), ojciec górnik, mama zajmowała się domem więc pracę zaczęła dosyć późno w aptece a wszyscy mieszkają w małej wsi, wiadomo domek, kurki, ogródek, pole do obrobienia.
      Nie przelewało się, dlatego ta rodzina na prosto wyszła dopiero nie dawno ponieważ ojciec nadal pracuje.

      Moja dziewczyna poświęciła swoje najlepsze rozrodcze lata na naukę, szybko z domu wyfrunęła, studia, wynajem mieszkań, praca w zakładzie produkcyjnym na stanowisku audytor a potem analityk sprzedaży, zarabia nie źle jak na kobietę no i w końcu kupiła własne mieszkanie.
      Jest typem imprezowiczki, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiała naukę, czytanie książek, dokształcanie się, kursy i szkolenia.
       
      Z charakteru zaś bardzo nie ustępliwa (Jej zdanie musi być ostatnie) tak że wśród znajomych uważana za super kumpelę która dobro innych stawia ponad własne.
      Oczywiście nie obyło by się bez ciemnej strony, i powiem wprost "ZOŁZA" czyli chyba standard w dzisiejszych czasach, do tego doliczmy zaniżone poczucie wartości, nie ustępowanie pola w dyskusjach, zadzieranie nosa, mściwość objawiająca się tym że jak czegoś nie dostanie albo się jej odmówi no to wbije szpile albo coś "przypadkiem" zniszczy, życie przeszłością gdzie poprzedni partner oszukiwał ją przez cały związek mając żonę i dziecko, jazdy za małolata  jak docieranie przez matkę wszystkich a jej najbardziej bo najstarsza z dziewczyn.

      Przebieg związku.

      Historia to była jakich wiele, więc czyli portal randkowy, spotkanie w środku nocy, piwko, poszliśmy do niej, rozmawialiśmy do rana, seksu nie było dopiero po miesiącu dała mi się dotknąć kiedy przytaknąłem że jesteśmy razem.

      Mając za sobą Kobietopedię, Brudną grę, Stosunkowo dobrego jak i audycje Marka nie raz łapałem ją na shit testach, fochach, próbach przesuwania granic co kończyło się moim wyjściem z jej mieszkania nawet w środku nocy, wtedy przylatywała zaszlochana z wielkimi wyrzutami sumienia.
      Przy ostrzejszych sytuacjach nie odzywałem się nawet tydzień, było przepraszanie, płacz, zaczęło wbijanie się poczucia winy.

      Kiedy zaczynałem związek byłem w trakcie realizacji planów i remontu swojego mieszkania po zalaniu, więc znów generalka, będąc 4 lata sam przed związkiem wyczyściłem swoje środowisko tak żebym mógł robić to co kocham czyli nagrywać, z komputerami jestem związany od czasów dzieciństwa (Commodore 64, Amigi).
      Postanowiłem przystosować mieszkanie do nagrywania więc wyciągnąłem wszystkie pieniążki ze skarpety i zacząłem wcielać plan w życie, dzieląc czas na ćwiczenie mówienia do mikrofonu, inwestycje w sprzęt, remont, praca w nadgodzinach + dorywczo i do tego doszła jeszcze dziewczyna.
      Remontując po kolei każde pomieszczenie udało się zagospodarować mieszkanie tak żeby możliwe było postawienie ścianki i przystosować je w miarę do nagrywania, zostało tak na prawdę już nie wiele.

      Ramę związkową udało się utrzymywać do lutego (zbiegło się to z finalizacją budowy studia) zaczęło się odciąganie mnie od tego co chcę robić i naciskanie na mieszkanie razem, coraz silniejsze parcie na dziecko, to już nie były szpilki ale gwoździe, nie wytrzymałem uderzyłem pięścią w stolik, wyszedłem, ochłonąłem

      Kilka dni przygotowałem się do rozmowy w której wygarnąłem podając jej suche informacje i to co mnie boli, podając suche fakty i uświadamiając ją że jej zachowanie nie tylko nie różni się od typowego babskiego zachowania ale też od ludzi który jak tylko zobaczyli że chcę robić to co kocham zaczęli mnie od tego odciągać i którym to musiałem podziękować, zerwać kontakty i że jak będzie tak robiła dołączy do grona tych ludzi.

      Podczas trzygodzinnej rozmowy dałem wybór albo godzisz na to że będziesz żyć ze mną bez ślubu i dzieci oraz pozwolisz mi robić to co kocham, a ja w zamian postaram się pogodzić czas tak żeby spędzać go wspólnie jak i realizować mój plan ze studiem i nagrywkami albo możesz odejść znaleźć sobie chłopa takiego który jej da dzieci i ślub.

      Po tonach łez widząc że to nie działa przystała na to że będziemy razem dalej, znaleźliśmy tymczasowy kompromis w postaci tego że część sprzętu zabiorę do niej, zajmę sobie kącik w pokoju, więc zbudowałem na szybko biurko, tam "zainstalowałem się" z mikrofonem, laptopem i resztą sprzętu.

      Rozmowę zakończyliśmy bez seksu, postanowiłem nie nagradzać jej za takie zachowanie za to wszystko skrupulatnie nagrałem i zrobiłem zaszyfrowane kopie.
      Lecimy dalej, pomieszkując u niej w końcu nastał względny spokój, skończyło się peplanie o dzieciach, Ja sobie nagrywałem, remontowałem dalej, czasem się gdzieś pojechało, spędziło ze sobą czas bardziej niż rutyna dnia, kolacyjki, spacerki, wypady do niej na wioskę i tutaj wtrącimy to co zaobserwowałem będąc od czasu do czasu o niej w domu.

      Będąc tam od czasu do czasu zaobserwowałem jak jej młodsza siostra (25 lat) już po ślubie i niedawnym urodzeniu dziecka zaczęła nie miłosiernie temperować swojego męża, czyli nic nowego dostała to co chciała, więc chłop wychodzi sobie na trzy godziny po chleb ponieważ u niej w domu został sprowadzony do roli trutnia który ma siedzieć cicho i wykonywać polecenia.

      Raz przyłapałem jej matkę jak odnosi się do swojego zięcia, a temu wszystkiemu przyglądał się biernie ojciec który jak robiło się "kwaśno" szedł sobie do komórki na wódeczkę aż do wieczora, raz nawet poszedłem z nim, sympatyczny, schorowany człowiek chcący spokoju za wszelką cenę.
      Już coś wtedy czułem że jest nie tak, domyślam się że nasza rozmowa musiała wypłynąć w jej najbliższe kręgi i pewnego dnia będąc tam jej mamusia wytoczyła ciężkie działa z siostrzyczkami dając mi twardo do zrozumienia że jej córeczkę stać na magistra czy inżyniera.

      Nawet nie zorientowałem się jak podczas tej rozmowy zostałem sam bez wsparcia męskiego grona, moja postawa wywołała agresję u naczelnej królowej roju więc do wyboru miałem albo ustąpić albo wyjść.
      Jak myślicie co zrobiłem ?

      Grzecznie dziękując wziąłem swoją torbę, zadzwoniłem po kumpla wychodząc na przeciw usiadłem na przystanku, po dwóch godzinach byłem w domu i czekało na mnie tam nie małe zdziwienie kiedy zastałem tam moją dziewczynę kłaniającą się w pas, przepraszającą za matkę i siostry.
      Jej matka przyjechała za tydzień z całą świtą mnie przeprosić za swoje zachowanie, mimo tego że miałem piekielną ochotę dowalenia im za to, ustąpiłem pola.

      Wracamy do związku, w nasze życie zaczęła wkradać się rutyna a od kwietnia zaczęło się doprowadzanie mnie do szału i wbijanie poczucia winy, obracania kota ogonem, co doprowadziło mnie do rozstrojenia nerwowego, takie sytuacje powtarzały się cyklicznie do czerwca.
      Niestety będąc kłębkiem nerwów, przytłoczony pracą, rozwodem brata po 18 latach stałem się nerwowy do tego stopnia że nie wytrzymałem i zrobiłem u niej awanturę w której dopuściłem się najgorszego, pozwoliłem żeby narastający we mnie gniew przejął nade mną kontrolę do tego stopnia że uderzyłem ją w twarz.
      Wzięła nóż do ręki, więc go jej wyrwałem i za ubrania przeniosłem i rzuciłem na łóżko a swoją agresję wyładowałem na ścianie.

      Następnego dnia dopadło mnie poczucie winy tak wielkie że rama związkowa upadła, przegrałem nie tylko z nią, ale z samym sobą.
      Rękę do mnie wyciągnął dobry przyjaciel który starał się wytłumaczyć mi że to nie tylko moja wina, niestety swojej postawy już nie odbudowałem.
      Czekała mnie jeszcze konfrontacja z nią, i powiedziałem sobie że byłem, jestem, będę gotowy na konsekwencje tego co zrobiłem, przeprosiłem, a ona nikomu tego nie powiedziała, zrobiliśmy sobie tydzień przerwy.

      Po tygodniu koszmarów sennych, łajania się poczuciem winy pękłem i poszedłem do niej, ustalić co dalej robimy, zdecydowaliśmy na bycie razem, Ja się zmieniłem ale niestety ona już nie, podczas kłótni starałem się panować nad sobą ale już ustępowałem pola, im więcej godziłem się w imię relacji na to żeby się nie kłócić tym bardziej zaczęło się dręczenie mnie przeplatane seksem jakiego nie było do tej pory, wakacjami za które ona płaciła, dogadzaniem mi na przemian z jazdami.
      Znosiłem to dzielnie ale czułem że od tej sytuacji cały czas jestem w stresie, zacząłem podupadać na zdrowiu, dalsza praca nad przedsięwzięciem zaczęła stawać pod znakiem zapytania, bóle kręgosłupa, stawów, rosnące ciśnienie powodowało krwotoki z nosa.
      Zaczęło się chodzenie po lekarzach, jak i zaczęło się czepialstwo do tego stopnia że w jej domu nie mogłem nawet już lodówki otworzyć, siedzieć nagrywać, wbijanie poczucia winy osiągnęło końcem października limit.

      I tym oto długim wstępem za który przepraszam Bracia po prostu chciałem nakreślić wszystko od początku do końca, a więc przyjrzyjmy się ostatnim wydarzeniom z przed tygodnia.
      Przestało wystarczać spędzanie czasem w postaci oglądania filmów, spacerków, wspólnego gotowania, moja pani postanowiła uprzykrzyć mi ponownie życie twierdząc że nie spędzamy czasu razem, do tego stopnia że w zeszły poniedziałek przegięła pałę czepiając się nawet tego że czytam sobie e-booka w miejscu gdzie król chodzi piechotą, to uświadomiłem jej że nie moja wina że nie potrafi pogodzić się z tym że związek nie wygląda tak samo jak na początku, ale sprawę olałem i poszedłem do siebie składać biurko do studia.
      Przyszedłem na obiad, i usłyszałem statyczne "przepraszam" na odczepkę w takim roszczeniowym tonie że coś we mnie pękło.
      Nawet nie wiedziałem kiedy tak szybko się spakowałem, w torbę, dwa plecaki, odnalazłem też klucze od mojego mieszkania które też zabrałem.
      Po przyjściu do domu wymieniłem też wkładki w zamkach, nie minęła godzina otrzymałem sms'a nie od niej ale od siostry która ma dziecko, spadła na mnie lawina gniewu, kilka następnych godzin pokazało mi że nawet niektórzy znajomi napisali mi takie rzeczy o których bym nawet nie pomyślał.

      I tak oto jestem, zamknięty w domu mam spokój przed burzą, bo wiem że czeka mnie konfrontacja i najgorsze przede mną, będę musiał jej też spłacić część kredytu który wzięła mi na sprzęt, na szczęście zacząłem to spłacać i zostało mi może jakieś 900 PLN.
      Sam podjąłem środki zaradcze w postaci karteczek na lustrze, zająłem się pracą i kończeniem roboty,słucham audycji, wygrzebałem kobietopedię czekam na najgorsze ponieważ coś czuję będą mnie chcieli wynieść na widłach z pochodniami w ręce i mimo tego nawet nie ukrywam że aż świerzbią mnie ręce żeby coś do niej napisać, i tak będę musiał oddać jej klucze z mieszkania więc raczej nie uniknę spotkania z nią, ale na razie czekam na rozwój sytuacji.
      I tu rodzą się moje pytania Bracia.
      - Co dalej? 
      - Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

      Na koniec chciałbym podziękować każdemu kto to przeczytał, mam nadzieje że dowód mojej głupoty w postaci tego posta jednak komuś się sprzyda i nie popełni moich błędów, jeżeli temat znajduje się w złym dziale proszę o przeniesienie.

      Pozdrawiam i życzę mimo ponurego charakteru posta udanego dnia/tygodnia.
    • By t0rek
      Artykuł: https://swiatducha.wordpress.com/2019/10/25/kobietom-nie-zalezy-na-partnerstwie/
      Co ciekawe, kobietom nie zależy na partnerstwie
        Proszę się nie obruszać, tu nie chodzi o pognębienie pań, tylko o prezentację mechanizmu prokreacyjnego.
      Paniom jak najbardziej zależy na związku, relacji, małżeństwie, dzieciach… itd.
      Podejmują wielokrotne różne wysiłki, starają się, działają, są aktywne. Wręcz mogę powiedzieć, że w dużej liczbie przypadków, można by zauważyć, że ten chłop to leń!, i to jej bardziej zależy na rodzinie, związku. Ja to widzę, i nie tylko ja!
      Ale najczęściej nie zależy im na partnerstwie. Taki fakt. I tak paradoks.
      Jest różnica. Pomiędzy rodziną a partnerstwem – to nie jest to samo. Owszem, w rodzinie są „partnerzy”, którzy wspólnie działają dla jej dobra, acz.. pomiędzy dwojgiem ludzi  w rodzinie istnieje związek. I teraz o nim mówię, na nim się skoncentruję.
      Nie wątpię w dobre intencje kobiet. Chyba bym upadł na głowę, żeby uznać, że połowa ludzkości chce źle! Nie jest tu moim celem wskazanie na osobiste „ukryte niechęci” (co też może i się pojawiać z powodu np. karmy itp.). Moim celem jest tu wskazanie na zaszyte w ludziach programy, które nie mają na celu dobra naszego, osobistego – a przez to społecznego.
      Programy zaszyte przez twórców ludzkości – dawnych genetycznych manipulatorów – „bogów przychodzących z nieba” – Anunnaków służą… właśnie im. Tak jak pierwotny człowiek (wg. sumeryjskich tabliczek klinowych) miał służyć anunnackim potrzebom wydobywania złota [link].
      Z obserwacji można wywnioskować, iż paniom nie zależy na partnerstwie, a na .. wypełnianiu kodów zaszytych w biologii.
      Kody biologiczne są tak silne. I „wszystko paniom wskazuje” (to, co czują z ciała i co „mama mówi”) , że to owe programy mają być zrealizowane (w rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci).
      A co pokażę, poddanie się presjom prokreacyjnym z naszego własnego ciała daje to nie to, czego byśmy oczekiwali…
      Nie to, czego byśmy chcieli..
       
      Czego dziewczynka nie wie?
      Wobec młodych mężczyzn mówi się: „nie wolno ci chłopaku poddawać się swoim rządzom seksualnym, masz nad nimi zapanować”. I chłopacy zwieszają głowę i „panują” – tłumią siebie, nie mając możliwości ekspresji (którą by społeczeństwo akceptowało).
      A co się mówi do dziewczynek? Nic się nie mówi, bo „dziewczynka już wszystko wie”.
      To ja powiem dziewczynce, czego nie wie.
      Z tego co widzę, od lat już preferowany jest pogląd o wartości „związków partnerskich”.
      A co na to nasza biologia, nasze oprogramowanie?
      Wszak to ono w większości steruje relacjami.
      Mając tak mało wokoło osób bliskich, które realnie są w stanie mieć empatię, poczuć to, jak druga osoba żyje, czego potrzebuje, to można powiedzieć, że większość ludzi nie ma odpowiednich możliwości aby wzrastać jako dziecko w warunkach istotnie dających zaspokojenie podstawowego nauczenia się czym związek jest. Dzieci nie uczy się jak żyć jako partnerka lub parner. „To się czuje” – jest to wskazanie na siłę bardzo potężną, biologiczną, ale .. jakże błędną wobec tego, czego naprawdę oczekujemy!
      Dzieci większość swoich relacyjnych nauk czerpią „przez osmozę”, czyli patrząc i czując co się pomiędzy rodzicami dzieje, same nasiąkają tymi sposobami. Najczęściej w dużej części nieprawidłowymi, ponieważ Ludzie Bez Ducha, sami nieuczeni są głąbami relacyjnymi.
      I czego można się od takiego kapuścianego głąba nauczyć? Można się nauczyć bycia kapuścianym głąbem.
      Jedyny sposób to brać się za siebie z refleksją. I nie tylko taką płytką „ja tak nie chcę!” „u mnie tak nie będzie jak u moich rodziców!” – bo jest to proste wyrażenie buntu. A, można dodać, że to jest częste, a równie częste jest poddanie się następnie szarpiącym ciało energiom seksualnym, wzorcom prokreacyjnym, które są zaszyte w nas na poziomie komórkowym. Potrzeba oprócz poprawnej chęci odejścia od wzorców postępowania widzianych u rodziców – jeszcze dać sobie pozytywne, realne, działające sposoby rozmawiania w związku, z partnerem. Trzeba wiedzieć kiedy i co mówić, jak słuchać. Trzeba znać sporo umiejętności interpersonalnych. Psychologowie je znają od dziesiątków lat. Ale nie widziałem, aby ta wiedza wychodziła jakoś mocno spoza tego kręgu profesjonalistów. Kobiety ciągle i ciągle próbują być „naturszczykami” związkowymi, co z siłą wodospadu przerzuca je na stronę bycia poddanymi Anunnckimi i ofiarami systemu.
      Umiejętności komunikacyjne i.. ich brak
      Czy pamiętam, żeby któraś dziewczyna, pani sama z siebie zechciała się nauczyć prostych sposobów ulepszania komunikacji między nią a drugą osobą? Takich prostych jak techniki parafrazowania, aktywnego słuchania?
      Wydawałoby się, że o, tak, panie to się znają na komunikacji i cenią sobie ją! One zaraz będą się tego uczyć, tak z marszu. Przychodzą z ulicy i czytają „Wychowanie bez porażek” i inne tego typu książki. I co więcej je stosują!
      A tu.. zonk. Kobiety, odwrotnie do moich przewidywań nie są i nie były skupione na partnerstwie.
      Nie pamiętam, abym kiedyś słyszał od kobiety, że się czegoś ciekawego dowiedziała jak rozmawiać z mężczyzną.
      Nie mylmy tu tysięcy wypowiedzianych słów z umiejętnościami komunikacyjnymi w partnerstwie!
      Panie realnie mają o wiele większe możliwości komunikacyjne. Ale oczywiście siadają na laurach uważając, że to wystarcza, że one jakie są to już takie są super, cudowne i z górką to wystarcza do wspaniałego związku. I potrzeba się zająć sukienką, butami i paznokciami. A reszta sama przyjdzie, wliczając w to słowotok.
      To jest coś jak nie czytanie instrukcji obsługi. Jest skomplikowane urządzenie elektryczne, elektroniczne. I teraz – często ludziom nie chce się czytać tego podręcznika użytkowania. Bo przecież „wszystko widać”: są przyciski, są krótkie podpisy. „Przecież ja to umiem obsłużyć!” myśli człowiek, często zagoniony. A tu zonk. Urządzenie nie chce działać. Albo działa nie tak, jak się wydawało, że powinno. Albo, co gorsza, za przyciśnięciem pierwszych trzech klawiszy się psuje całkowicie!
      Kobietom zależy na wielu sprawach, ale..
      Oczywiście, zależy im na „spotkaniu tego odpowiedniego”. Jest to bardzo rozsądna postawa. Ludzi jest tak wiele typów, tak wiele różnych postaw mają. Są całe dosyć złożone systemy podpowiedzi kogo jest dobrze wziąć na partnera, partnerkę. Opierają się one często na astrologii – czy chaldejskiej, czy chińskiej. To pokazuje, jak bardzo oprogramowanie zodiakalne na nas działa. Dobrze się dobrać, to niewątpliwie coś. Czy to zapewnia dalsze dobre działanie w związku? Niewątpliwie daje podstawy.
      Kobietom jednak jak widzę zależy na tym, nie dlatego, żeby pojawiło się partnerstwo, ale „aby to się samo zadziało”. „Bo to takie romantyczne!!! A ja jestem rozważna i romantyczna za razem!”
      Samo to się grzmi i błyska.
      Jak ma się takie postawy, to do związku to prędzej dostanie pani alkoholika i możes dostać ileś grubych słów pod swoim adresem, jak się będzie pani upierać aby „samo się powinno dziać”. Oto karma w obrębie tego samego wcielenia. Jest przyczyna – jest skutek.
      Widzę panie, które starają się, niewątpliwie. Jednak niewątpliwie nie widzę starania o partnera. Starania o siebie widzę. Starania o coś większego – związek, rodzinę – widzę. Jednak widzę też wiele przejawów odrzucenia, testowania (sławne „shit testy”), oceniania, dystansowania się wobec tego, kogo mają jako partnera w swoim związku.
      Partner to ktoś, z kim idziemy w parze ku jednemu celowi. Warto trzymać z nim sztamę.
      A tu co? Panie zachowują się dosyć często jakby miały osobistego, przybocznego drania do wytykania kłopotów i błędów. Niecnego gościa, który tylko czycha na to, żeby coś było nie tak. No tak to się długo nie pociągnie. Statystyki rozwodów pokazują, iż rzeczywiście tak się długo nie ciągnie! Wiele małżeństw się rozpada. A w tych, które są można domyślać się, że nie jest „o niebo lepiej”, tylko może w dużej części po prostu ludzie nie chcą sobie robić tej dużej traumy zwanej rozwodem?
      Dużo mówiąca ankieta
      Pamiętam jedną ciekawą ankietę, skierowaną do panów. Pytanie było proste, co chcielibyście, jakich postaw oczekujecie od wybranek swojego serca? Co by powodowało, abyście panowie mieli prawdziwą motywację do tego, aby zaangażować się w związek do swojej grobowej deski?
      I jakie były odpowiedzi?
      Czy panowie chcieli świetnego seksu?
      Czy chcieli równości w zarobkach i łożeniu na rodzinę?
      Nie, panom zależało najbardziej na jednej sprawie, która leży w obszarze psychologicznym.
      Panowie chcieli, aby ich wybranki stały po ich stronie w życiu.
      Tylko tyle, i aż tyle.
      Wnioski są wielorakie z tej prostej wypowiedzi iluś mężczyzn.
      Po pierwsze – mężczyźni czują się, że są postrzegani jako będący we wrogiej pozycji wobec pań. I one dają im to do zrozumienia odrzuceniem, przechodzeniem na pozycję opozycyjną wobec nich.
      Prymitywne oprogramowanie „neandertalczyka” powoduje, że jak się nie ma tego, co się chce, trzeba walić po głowie, a możę wtedy ktoś po drugiej stronie stanie się poddanym naszym chęciom i może otrzymamy to, czego chcemy. Może to dla człowieka pierwotnego działało. Ale dzisiaj?!! To już miesza w głowie, że można tak myśleć.
      Po drugie – negatywne motywowanie. Jak można oczekiwać, że metody rodem z dawnych szkół, karzących uczniów będą działać? Że jak uczeń dostanie dwóję (a pan dostanie
      Nic to przyjemnego, aby być manipulowanym. Wychodzenie pani do opozycji wobec męża gdy akurat jest jakis kłopot, gdy rodzina przeżywa „burzę na morzu” co mu mówi? Że go tunie chcą, że mu nie wierzą, że uważają, że trzeba go „przydusić”, przymusić, aby się wziął za sprawę. O, jak wiele razy ja od różnych pań, dziewczyn odczuwałem taką postawę, tą presję. Oczywiście mającą wymiar „wyjścia z teamu”, opuszczenia mnie jako człowieka, w trudnej sytuacji. Jeśli nie umiałem wystarczająco dobrze zafunkcjonować – to za chwilę miałem nie tylko problem, ale i znajomą panią w opozycji! To bardzo prymitywne zachowanie i mocno upokarzające, przyznacie.
      Po trzecie – odsuwanie się. Co ciekawe, to panie uważają, że z ich zachowaniem jest wszystko w porządku. Żadna mamusia nie wskazała córeczce, że jej neandertalskie, prymitywne zachowanie nie licuje z wiekiem XX czy XXI. Jak widzę jak żona mojego starszego kolegi w trzy sekundy potrafi przejść od życzliwości do chłodnej opozycji wobec mojego znajomego, to mi się mózg żeluje.. Trzeba nie mieć oczu, żeby widzieć, że  u tej pani uruchamiają się koszmarne postawy.
      A jest doświadczoną, rozsądną w innych obszarach, wysoce wykształconą kobietą, wykonującej bardzo zaawansowany, wymagający zawód, jest na topie społeczeństwa. Czy coś jej przeszkadza w byciu życzliwą wobec swojego męża? Takich przykładów mógłbym podawać wiele.
      Trzeba przyznać, że moje wywody, a także i wyniki ankiety, które pokazały prawdziwą potrzebę mężczyzn pokazują coś dużego. Oczywiście jest to mocno wstydliwe. Polityczne super niepoprawne!
      Dlatego nie liczę na „pozytywne przyjęcie”. Ani też nie liczę na popularność.
      Liczę zaś na kilka osób, które są w stanie to umysłowo objąć i zrozumieć.
      Programy ludzkie
      To nie partnerstwo przyświecało Anunnakom [link] ku temu, aby stworzyć sobie poddanego niewolnika ileś tysięcy lat temu. Partnerstwo mężczyzny i kobiety to by było dla nich jak kamień między zębami w czasie spożywania miłej energetycznej papki, płynącej od ludzi, którą się Anunnaki żywią.
      Tak więc zaprogramowali mężczyznę, aby dążył do zapładniania tak wielu kobiet jak się da, a kobietę, aby dbała o siebie jako o miejsce poczęcia i zrodzenia potomków. To ma się „samo dziać”. Człowiekowi nie jest potrzebna świadomość, ma pozostać niewolnikiem. Coś więcej? Nie, po co.
      Wymagania wobec pań?
      To bardzo dobrze wskazał Bert Hellinger, co jest podstawową przyczyną krachu małżeństwa i rodzicielstwa. I co ma być kamieniem węgielnym małżeństwa.
      To związek rodziców ma być pierwszoplanowy, i na nim mają móc się wesprzeć dzieci. Ma być na tyle silny.
      Jak ma być jednak silny, gdy mężczyzna goni gdziekolwiek, bo nie zastanawia się, bo nie bierze serio zaangażowania?
      Jak ma być silny związek, jak kobieta ma w nosie relację z mężczyzną, a bardziej ją interesuje, „czy jest atrakcyjna?”
      Czy aż tak bardzo mężczyźnie to imponuje, że jest atrakcyjna? A może bardziej go będzie pociągać, że umie z nim być, że dostrzega go, uznaje za wartościowego przez swoją postawę, wypowiedzi?
      Ważniejsze ponad super-hiper wygląd jest to, aby potrafiła stworzyć relację, aby potrafiła umieć podnieść komunikację na taki poziom, aby nieświadoma, nieunikniona relacja męsko-damska zaczęła być możliwa do objęcia przez świadomość.
      Bo dopiero wtedy może się pojawiać partnerstwo.
      Serduszka na fejsbuku tego nie załatwią.
      Nie załatwią tego wymalowane, wycezelowane paznokcie.
      Nie załatwi tego nowe auto w lizingu, ani też nowe kafelki w super łazience.
      Bo nie na tym polega tworzenie więzi w związku.
      Ale panie uważają, że właśnie na tym. Bo ich ciało im to mówi.
      A przecież wszyscy potwierdzali im, że one wiedzą wszystko co wiedzieć powinny!
      I w obszarze partnerstwa nie musza się niczego uczyć.
      Cóż za kłamstwo.
      Nowoczesna cywilizacja dodatkowo mocno wspiera taką bajeczkę, fantazję poprzez trend konsumpcyjny. I ludzie bez Ducha łapią się na to, łykają to bez popitki, te wszystkie „nowoczesne dobra” za kolejne wyrzeczenia. Wyrzeczenia czyli zabraną energię i czas od relacji z mężem, partnerem i z dziećmi.
      * Skąd brać mądrość?
      Gdzie się o tym ma kobieta nauczyć? Od mężczyzn, od tych, którzy mają refleksyjność, od tych, którzy wiedzą jakie idee realnie, rzeczywiście wspierają małżeństwa, związki.
      A takich mężczyzn jest co kot napłakał.
      Raz, że ogromna ilość pochodzi z Linii Ewolucyjnej, a dwa, że spora część jest bez Ducha (nawet ci, którzy są spoza L.E.).
      No i panie są „skazane” na domyślanie się i wystawione na swoje ciało, które każe im „dobrze wyglądać” zamiast dobrze funkcjonować. Każe im dbać o potomstwo, zamiast dbać o związek.
      Kto ma uszy niechaj słucha – kto jest w stanie odebrać ten przekaz, to odbierze. Większość nie odbierze. Dla większości ludzi w populacji jest to głos głuchego dzwonu, nie obudzi ich, bo też i nie ma tam u nich co się budzić. Trzeba to brać pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie, które mimo, iż „szkolone” to w większości nigdy „wyszkolone” nie będzie, niezależnie jak bardzo nauczyciele różnych szczebli by się nie przykładali (pracowałem wiele lat jako nauczyciel, więc wiem co nieco o tym).
      Ale ci, którzy mają na to uszy otwarte, którzy poszukują tej wiedzy, odkłamania rzeczywistości, zobaczenia jej w realnym świetle, zauważą zarówno ograniczenia i uwarunkowania, w których żyją, które przynosi im ich własne życie,
      jak i zobaczą drogi wyjścia, że jest tu i tu szansa, że tu i tu jest jednak (chociaż niewielka) możliwość, „aby się udało”.
      Bo może się udać. I w związkach, i w rodzinie, i w wychowaniu dzieci.
      Czego szukać u drugiej strony?
      Ludzie szukają „tego odpowiedniego chłopaka”, „tej odpowiedniej dziewczyny”. Jest to jak najbardziej poprawne. Ale.. czy dobrze wiedzą kogo? Czy dobrze wiedzą jakimi kryteriami się kierować, jak ten ktoś wymarzony miałby postępować?
      Tu, w tym tekście daję jedno wskazanie.
      Chłopak ma szukać takiej dziewczyny, która jest nastawiona na partnerstwo, a nie na „bycie panią w związku”. Tu wskazanie jest proste. Sam chłopak ma oczywiście też chcieć pracować na zaangażowaniem w związek. Ale jak ona chce się angażować w partnerstwo (a nie w wysławianie siebie pod niebiosa), to i on to łatwiej zrobi.
      W stosunku do kobiet jest ciężej. Związek jest jej domeną, więc ona więcej tu znaczy.
      Dziewczyna ma nie tyle coraz bardziej upiększać siebie, bo to jest działanie zewnętrzne, które dosyć szybko transportuje ją w obszar bez realnego zwycięstwa, natomiast przywodzi w obszar zainteresowania panów mających symbionty (krokodyle). Którym bardzo podoba się „dziewczyna z tej wyższej półki, dziewczyna lepszej jakości”. Krokodyle tylko czekają, żeby coś było niezwykłe materialnie, lepszej jakość. Lepsza kiecka, lepsze buty, lepszy makijaż. To dla nich! Dla nich to Najlepsze, bo kr. przecież jest tego warty! Sami widzicie, że bezrozumne upiększanie siebie więcej i więcej w prosty sposób przyciąga uwagę tego najgorszego, co kobiecie się może zdarzyć.
      (Chociaż wiele bezmyślnych panien właśnie tego chce! nie wiedząc, że za 20 lat będą bardzo przygnębione tym biologicznie sterowanym wyborem.. Będą narzekać i biadać i wypominać.. ale same się ku temu przysłużyły. To tak aby pokazać ciąg przyczynowo – skutkowy.)
      I tak właśnie kosmetyki nawet mają te reklamy „Jesteś tego warta!”
      Panie też mają duże wyzwania, ponieważ (zwłaszcza te, które nie trenują partnerstwa, a opierają się na swojej osobistej fantastyczności) to te panie właśnie ciągnie do drani, do tych, którzy tak świetnie wyglądają i funcjonują! A są to oczywiście ci panowie z symbiontami.
      Są to ci, którzy pierwsi zauroczą swoją przebojowością, uśmiechem i pierwsi potem rzucą w cholerę tę dziewczynę bo przyjdzie lepsza szprycha od niej. I młodsza, zwłaszcza po iluś latach relacji.
      i koniec. Warto się wyzwolić!
      I tyle, więcej nie ma co gadać. Jak komuś mało tekstu, można ten przeczytać ileś razy. Wskazania są krótkie i zwięzłe, ale korzyści z zastosowania mogą być ogromne, rozlewające się na całe życie partnerskie, małżeńskie, bycie rodzicem, babcią, dziadkiem, przeżywanie zaspokojenia w tej sferze.
      Kto zrozumie – może się liczyć w poczet tych szczęśliwców, którzy mają refleksję. I widzą „masy ludzkie”, które są rządzone przez energetyczne edykty Anunnackie, ale nie dla ludzkiego szczęścia. Dla zrobienia z nas nieszczęśliwych, cierpiących niewolników, którzy nawzajem ze sobą się biją, także (a może przede wszystkim) emocjonalnie. I w związkach.
      Niemniej.. nic nie stoi realnie na przeszkodzie, aby podjąć pracę nad sobą (czasami ciężką i wymagającą samozaparcia wobec nachalnej biologii) i z tej nieświadomej masy się wyzwolić.
       
       

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.