Jump to content

Szkodliwość katolicyzmu na podświadomość zauważona już w międzywojniu


Recommended Posts

Nie niszczył? kodeks C Archimedesa, rękopis weroneński, Tertulian: " Co jest wspólnego między filozofem a chrześcijaninem, między uczniem Grecji a uczniem nieba? Przyjacielem błędu a jego wrogiem? Co mają wspólnego Ateny i Jerozolima, Akademia i Kościół? Od czasu Chrystusa nie odczuwamy już więcej żadnej ciekawości, i nie potrzebujemy badań od czasu Ewangelii ". Biblioteka Aleksandryjska - cóż, pewności nie ma, ale mając na uwadze losy Hypatii można podejrzewać co najmniej sprawstwo kierownicze. No i najważniejsze: skoro Kościół był tal wielkim mecenasem nauk i wprowadził rzekomo nowoczesną nauke do Europy, w tym uniwersytety, to dlaczego był tak bardzo w tyle za starożytnymi?

 

 

Link to post
Share on other sites
  • Replies 67
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Katolicyzm nie jest szkodliwy - Islam nie jest szkodliwy. Żadna z religii nie jest szkodliwa, tak samo jak inne baśnie  (tak, to jest to samo).   Problemem jest to, że większa część spo

Hehe, po tytule wiedziałem że będzie o Kelthuzie nawiązującym do Stachniuka i Wacyka . Fakt że niektórzy doszukują się tu podobieństw do narodowego socjalizmu, co jest nadinterpretacją, ale Kelthuz ak

Witam. Jestem tu od niedawna. Marek bardzo mądrze mówi o szkodliwości katolicyzmu na podświadomość. Rok temu tak około odkryłem za pośrednictwem Kelthuza dzieła Jana Stachniuka i organizacji Zadruga,

Po pierwsze odpowiedz na pytanie - jak to się stało, że po II wieku p.n.e. (czyli ponad 500 lat przed Konstantynem) nastąpił zasadniczo regres antycznej nauki? Wtedy Chrystusa jeszcze w planach nie było, o Kościele nie wspomnę.

 

Nie chcę bronić Kościoła katolickiego bo ma on sporo na sumieniu. Nie mam na myśli istnień (jak się powszechnie acz błędnie uważa) ale dusz ludzkich. Należy sobie jednak zdać sprawę z faktów. A fakty są takie, że Kościół, jako instytucja, dążył (i dąży) do władzy i stara się ją wzmocnić. Obecnie państwo mu to uniemożliwia, stanowi przeciwwagę, ale wcześniej też tak było tylko w pewnych dziedzinach Kościół miał więcej władzy. Zawsze jednak w Europie poza współpracą w pewnych dziedzinach państwo i Kościół konkurowali w innych. Konkurowali też na polu edukacji i nauki właśnie. Wiele uniwersytetów było założonych i finansowanych przez Kościół, w klasztorach mnisi się zajmowali nauką właśnie. Jeden z lepszych (choć bardziej współczesnych) przykładów to Gregor Mendel, bez którego tak naprawdę teoria ewolucji by nie powstała (Darwin napisał o pochodzeniu gatunków ale z dziedziczeniem się nie zmierzył, co więcej, dyplomatycznie to pominął - wiadomo, nie maił w tej sprawie nic do powiedzenia). To on odkrył opisał i udowodnił prawa dziedziczenia  a był mnichem. Zresztą gdyby nie średniowieczna nauka nie było by gotyckich budowli właśnie. To późniejsze epoki są w tej i nie tylko w tej kwestii bardziej zacofane niż "ciemne średniowiecze".

Faktem jest, że osobistości kościoła niszczyły np. zapiski Majów, tego nie zaprzeczam, ale to było dzieło jednego człowieka. Znacznie większy wpł

yw na kulturę i naukę średniowieczną miały tzw. "wieki ciemne" i był to wpływ ekonomiczny. Zniszczone zostało całe intelektualne zaplecze chrześcijaństwa, i zniknęła cała południowa połowa Imperium rzymskiego.

 

19 hours ago, Kelner Panic said:

Nie niszczył? kodeks C Archimedesa

@ kod Archimedesa

Rozprawy Archimedesa na szczęście przepisano z papirusowego zwoju na pergaminowy kodeks. 
Jeszcze większym szczęściem okazało się to, że kodeks sporządzono w Konstantynopolu. 
Gdy starożytny świat pustoszyli barbarzyńcy (Rzym złupili w 410 r. Goci, Antiochię w 540 r. 
Persowie, a Ateny padły łupem Słowian w 580 r.), Konstantynopol pozostał spadkobiercą starożytnych tradycji. 
W 357 r. z inicjatywy filozofa Temistiusza utworzono tam skryptorium, w którym przepisywano 
najważniejsze dzieła starożytne, a w 425 r. cesarz Teodozjusz II założył fundację wspierającą literaturę i badania filozoficzne. 

Dowodzi to, że został on przez twoich niesławnych chrześcijan uratowany a nie zniszczony.

Zdajesz się powielać mit konfliktu między nauką i religią chrześcijańską. To jest dokładnie to - mit.

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
12 minutes ago, wrotycz said:

Dowodzi to, że został on przez twoich niesławnych chrześcijan uratowany a nie zniszczony.

Zdajesz się powielać mit konfliktu między nauką i religią chrześcijańską. To jest dokładnie to - mit.

 

 

Nie, został ocalony zupełnym przypadkiem gdyż użyto go by na oryginalny rękopis nanieść teksry modlitw. A ilu tysięcy dzieł nie ocalono? Mit, powiadasz. Cytat z Tertuliana pewnie wymyśliłem.

Link to post
Share on other sites

Trzymajmy się faktów.

3 minutes ago, Kelner Panic said:

użyto go by na oryginalny rękopis nanieść teksty modlitw

Kopista, który pisał typową dla trzeciej ćwierci X wieku minuskułą, stawiał znaki w dwóch kolumnach 
liczących po 35 wierszy. (...) Badacze kodeksu twierdzą, że kopista nie rozumiał przepisywanego tekstu, 
co wyszło tylko na dobre dziełom Archimedesa, bo nie wprowadzono do nich żadnych zmian. 

Wyraźnie jest napisane, że przepisał co było napisane - bezmyślnie ale przepisał a nie zapisał modlitwami. Przekręcasz słowa i liczysz, że nie sprawdzę?

 

Link to post
Share on other sites

To co zacytowałeś dotyczy części A i B. Natomiast C: " był tzw. palimpsestem. „Palim" to po grecku „znowu", a „psan" – „wycierać". Palimpsest to księga, zazwyczaj wykonana z pergaminu, w której oryginalny tekst wytarto i wyskrobano, a na jego miejsce zapisano nowy. Była to powszechna praktyka w średniowieczu, kiedy pergamin wykonany ze zwierzęcej skóry był kosztownym materiałem. Kodeks Archimedesa został przerobiony na modlitewnik Kościoła prawosławnego. "  i niżej "Podczas gdy kodeksy A i B trafiły do Italii, by tam ostatecznie zaginąć, kodeks C został rozszyty, a tekst rozpraw Archimedesa wyskrobano pumeksem i starto, najprawdopodobniej roztworem jakiegoś kwasu. Ponieważ średniowieczny skryba zamierzał zapisać więcej modlitw, niż mogło się zmieścić na kartach kodeksu Archimedesa, wykorzystał także pergamin z innych kodeksów, których karty są dzisiaj przemieszane z kartami z kodeksu C. "

Link to post
Share on other sites

Zgadza się. Nieuważnie czytałem. Nadal to niczego nie dowodzi. Arystoteles żył w IV w. p.n.e. a Konstantyn zmienił oficjalną religię cesarstwa w IV w. n.e. Przez co najmniej 650 lat pracami Arystotelesa zajmowali się Grecy i Rzymianie i jakoś nie zostały te prace rozpropagowane na szerszą skalę. Kodeks A ostatni raz był widziany w 1564 w bibliotece pewnego włoskiego humanisty a kodeks B w 1311r. Dowodzi to raczej, że ludzie (chrześcijanie, i to świeccy) się tym interesowali skoro po ponad 1500 latach przechowywali stare dzieła. Nie ma słowa o systemowym niszczeniu przez Kościół dorobku starożytnej Grecji, bo takowego nie było.

 

Jest natomiast inna religia a nawet dwie, które mają w swoim statucie niszczenie wszystkiego co nie jest zgodne z ich doktryną. Obie pochodzą z pustyni i obie są "pokojowe".

Edited by wrotycz
Link to post
Share on other sites

Trzeba brać poprawkę na to, że historię pisali zwyciężcy. Można założyć, że siebie wybielali, a innych oczerniali. Stąd też do źródeł opartych na przekazach kościelnych podchodziłbym z dużą ostrożnością. Niemniej, co nieco i z tego można wywnioskować. Można i z samej Biblii (Dzieje 19:19). Z całą pewnością zniszczono dzieła krytyków chrześcijaństwa, takich jak Celsus czy Porfiriusz.  Jeśli znasz angielski, to polecam tę pozycję - wiele wyjaśnia. I nie pisał tego kroś skrajnie nieobiektywny w drugą stronę, jak Deschner. Cóż, najprawdopodobniej nikt tu nikogo nie przekona, a i od tematu chyba odeszliśmy.

Link to post
Share on other sites

To przeciąganie się na temat jak zły był Kościół nie ma sensu - jedyne co można zrobić to trzymać się faktów bo inaczej wyjdzie z tego potworek w stylu "inkwizycja zabiła 50-68 milionów ludzi". Zważywszy że ludność Hiszpanii i Portugalii w XVI w. wynosiła łącznie 30 milionów to nieźli byli - zabili dwukrotność populacji. Takie rzeczy tylko w erze. Przytaczam historię inkwizycji bo to modelowy przykład antykościelnej propagandy (tu akurat wymierzonej w króla).

 

Wróćmy więc do tematu.

Czy jest w katolicyzmie coś oprócz poczucia winy co ma ewidentnie niekorzystny wpływ na podświadomość?

 

  • Like 1
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

@wrotycz Obiektywnie rzecz biorąc, ani inkwizycja, ani krucjaty nie były złe. Była to ekspansja i chęć utrzymania religii na danych terenach.

Tak jak Pan Max Weber napisał - o mentalności protestanckiej i katolickiej.

W katolicyzmie słynna fraza często powtarzana jak mantra "prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, aniżeli bogacz przejdzie do królestwa niebieskiego" przynosi do katolika odrazę do wzbogacania się. Sam jeszcze 4 lata temu, będąc ministrantem i słuchając tego, dziwiłem się nad sensownością tego zdania, choć wierzyłem w to.

Jeszcze jest porzucenie życia doczesnego w imię życia pośmiertnego "bo przecież życie na Ziemi jest krótkie i kruche, a po śmierci będziemy "gdzieś" wiecznie".

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 3 years later...

Moja wina, moja wina, nie jestem godzien, żal za grzechy, prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne i reszta słów kluczy wypowiadane w zadumie... Gwałt na podświadomości dziecka wpajaniem poczucia winy i przyłączenie nieświadomego niemowlaka do korporacji religijnej.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Czy nie obalono hipotezy Webera z ,,Etyki protestanckiej a duch kapitalizmu" vide przykład katolickiej Bawarii i poznańskiego w zaborze pruskim? 

 

Wiele osób strasznie najeżdża na katolicyzm i jakieś poczucie winy. Jestem wychowany w tym duchu, choć nie praktykuje; co więcej znam osoby, które związane są ze środowiskami tradycyjnymi, gdzie modlą się po łacinie i zachowują cały przekaz wiary, jak wyglądało to jeszcze przed Soborem II Watykanskim. Wielu tutaj złapało by się za głowę jak żyją ci ludzie. Jest tam dużo zarobionych gości, naprawdę, wysyłają dzieciaki do elitarnych, katolickich szkół z internatem, mają firmy, super domy itp. Jakoś nie widzę w nich cierpiennictwa, samobiczowania i innych bzdur. 

 

Wiele osób pisze tutaj po prostu głupoty, wrzuca wyrwane cytaty, powiela mity. Wynika to albo z braku wiedzy, albo z zetknięciu się z jakimiś ,,niewłaściwy ludzmi" (pełno takich w kościele), albo poprostu z czystej niechęci zaszczepionej z zewnątrz. 

 

Mnie od zawsze uczono, aby ,,wzrastac" na każdym możliwym polu, aby być ambitnym, nieustępliwym, czynić dobro, kształcić swój charakter, cnoty; walczyć z przywarami, grzechami. Przecież cała idea cnót i kształtowania charakteru została wzięta od starożytnych Greków i ich paidei. Wystarczy rzucić okiem na przedwojenne podręczniki lub książki o kształtowaniu charakteru i cnót, mogę rzucić tytułami. Pisano całe doktoraty na ten temat. To co tutaj piszecie to opatrzne, fideistyczne i sentymentalne rozumienie tego czym katolicyzm nie jest. 

 

Dla ciekawskich, choć może trochę chaotycznie napisana, a wyprostuje parę głupot. Wydana niedawno. 

 

Bogaty katolik. Dlaczego Bóg chce, abyś pomnażał talenty i pieniądze? ks. Wojciech Węgrzyniak

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 25.04.2017 o 22:38, Kelner Panic napisał:

Tak, wiem, że protestanci byli lepsi w paleniu czarownic. Co zresztą dowodzi szkodliwości wszystkich religii opartych na semickiej mitologii. Szkodliwości dla Europejczyka, w każdym razie.

O czymś takim jak wicker man kolega słyszał ? Też była oparta na semickiej mitologi ??
Że o całej Ameryce Południowej i wyrzynaniu całych szczepów/narodów nie wspomnę.

Zalecam wyjść czasem ze swojej bańki informacyjnej.

Link to post
Share on other sites

Widzę, że temat odkopany po 4 latach. Ale zgadzam się z tego co doczytałem przez ten czas, że protestantyzm wcale nie wypada jakoś lepiej jeśli chodzi o skutki dla cywilizacji i kultury niż katolicyzm.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, PoProstuMarek napisał:

Wiele osób strasznie najeżdża na katolicyzm i jakieś poczucie winy.

 

15 godzin temu, PoProstuMarek napisał:

Wiele osób pisze tutaj po prostu głupoty, wrzuca wyrwane cytaty, powiela mity. Wynika to albo z braku wiedzy, albo z zetknięciu się z jakimiś ,,niewłaściwy ludzmi" (pełno takich w kościele), albo poprostu z czystej niechęci zaszczepionej z zewnątrz.

Pisałem kilka razy, jak masz czas poczytaj jak byłem wychowywany i co dał mi katolicyzm. Wolałbym być wychowany w islamie, serio mówię.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Aby po paru latach zaktualizować moją myśl na tą sprawę - myślę, po wielu przeczytanych książkach, artykułach itd., że lepiej jest dla człowieka jak ma być katolikiem, aniżeli miałby być nihilistycznym ateistą nie wierzącym w nic, uzależniony od porno (bo przecież to niby zdrowe) i kompletnie wyizolowany od społeczeństwa  w imię bycia "mądrzejszym od innych". Tak więc tak.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
W dniu 16.10.2021 o 15:34, Strusprawa1 napisał:

lepiej jest dla człowieka jak ma być katolikiem, aniżeli miałby być nihilistycznym ateistą nie wierzącym w nic, uzależniony od porno (bo przecież to niby zdrowe) i kompletnie wyizolowany od społeczeństwa  w imię bycia "mądrzejszym od innych". Tak więc tak.

Lepiej być za pisem, bo platforma kradła. 

 

Nie rozumiem skąd u ludzi bierze się popadanie z skrajności w skrajność? Ateizm = popadnie a porno nałóg? Skąd takie rozumowanie?

 

Wyizolowanym od społeczeństwa? Ja nie jestem ani katolikiem, ani ateistą, nie jestem uzależniony od porno, uważam że mogę poszerzyć swoją wiedzę a jednak wiem że większość ludzi to barany. Skoro katolicy są tacy ok, skąd tyle skurwysyństwa w Polsce?

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Ksanti
      Na wstępie dodam, że jestem agnostykiem neutralne nastawionym do kwestii wiary. Nigdy nie byłem jakoś szczególnie wierzący, nie rozumiałem czym jest kościół, po co msze i to wszystko. Chodziłem do kościoła przeważnie kiedy był przymus czy to szkoła czy z rodziny ktoś szedł.  Nie wiem dokładnie kiedy to się stało, ale pod wpływem własnej niechęci do uczenia się jakichś formułek i odklepywania około godzinnej mszy czy dróg krzyżowych zacząłem być nastawiony na nie. Przyczynił się do tego też znajomy w klasie (później się i tak ode mnie w pewnym sensie odwrócił), który mówił, o tym, że to wszystko lipa, nie ma Boga, oraz interesował się bodajże odłamami scjentycyzmu. Wówczas sam trochę się zacząłem radykalizować, zwłaszcza, że kilka lat potem od kilku osób już słyszałem, że kościół zły, pedofilia, palenie czarownic na stosie, walka z nauką, JP2 mafioza i pedofil, opresyjność człowieka, religia opium dla mas itd. Jako młoda osoba bezmyślnie chłonąłem te wszystkie hasła, bez weryfikacji czy to prawda.
       
      W szkole średniej był nawet spoko ksiądz prowadzący lekcje religii, jako jedna z trzech osób w klasie (chłopaków) zadeklarowałem się jako ateista. On powiedział, okej to mój wybór, ale ma nadzieję, że kiedyś odnajdę Boga, generalnie lubiał też pożartować. Był to też okres, w którym zainteresowałem się historią starożytną a szczególnie Mezopotamii. Nawiasem mówiąc już wcześniej w podstawówce trochę mnie to zaciekawiło kiedy grałem w Civilization 1 i zobaczyłem nazwę Sumer. Dziwiłem się wtedy czemu nie jest napisane "Summer" - lato i co to w ogóle jest, na historii miałem o tym trochę dopiero w gimnazjum. Jednak czemu o tym wspomniałem, jakoś 10 lat temu po raz pierwszy miałem w Internecie do czynienia z teoriami spiskowymi. Jakieś duperele o Atlantydzie, reptilianach, ufo czy właśnie Annunaki. Jak o tym czytałem i zobaczyłem obrazek krokodyla to potem bałem się mega po nocach jak zgasiłem światło. Mieszkałem chwilowo w przedwojennej kamienicy 3 milionowego miasta a nade mną strych gdzie czasem skrzypiało w środku nocy. 
       
      Bodajże w tym samym roku miałem okazję spotkać chłopaka, który twierdził, że potrafi wychodzić z ciała (OOBE). W tamtym momencie przestałem brnąć w to wszystko dalej, powiedziałem sobie enough, to jest chore i zapewne zahamowało mnie, także dalej by iść w jakąś duchowość. Na studiach już zainteresowałem się kulturami wschodnimi generalnie kulturą daleko wschodnią, a w kwestii ideologicznej szczególnie Taoizmem, Konfucjanizmem oraz Buddyzmem. Poznałem też nieco filozofii indyjskiej oraz trochę zgłębiłem historię chrześcijaństwa. Fragmentarycznie przeczytałem Biblię, ale na dzień dzisiejszy mam poczucie, że to lektura warta nadrobienia. Dużo zmieniło się u mnie od czasów gimnazjum, przede wszystkim pogodziłem się mentalnie z kościołem i religią. Generalnie miałem do czynienia z wykładowcą, który dobrze znał kilka języków, w tym łacinę oraz interesował się Egiptem i Mezopotamia. Powiedział mi, że zna te wszystkie teorie o Sumerze i starożytnych kosmitach i są śmieszne oraz, że nie da się ich nawet obronić a niekiedy zaprzeczają same między sobą.
       
      Mam przez to na myśli, że może nie zamierzam chodzić do kościoła, ani się modlić, ale nie zamykam się na wiarę i nie będę jej kwestionował. W ostatnim czasie szczególnie ważne dla mnie stały się wartości tradycyjnie chrześcijańskie, a im więcej się dowiaduje o świecie tym bardziej rozumiem czemu. Zakończyłem dawno temu z buntowniczym ateizmem, dzisiaj uważam, że jest to ideologia nie tyle bezmyślna co nawet szkodliwa, mająca znamiona marksizmu (w takiej formie jest propagowany). Opiera się na szerzeniu kłamstw i przywdziewa fałszywą szatę naukowo - logiczną, podczas, gdy z samego fundamentalnego założenia w kwestiach wiary, nie da się pewnych kwestii podważyć. Ateizm to kolejna wiara niestety mocno agresywna (wiara w brak) przy tym kłamiąc, że opiera się na obiektywnej prawdzie. Naprawdę jedyne bezpieczne stanowisko to agnostycyzm. Niemniej po tym długim wstępie zamierzam poruszyć pewną kwestię, a mianowicie dzisiaj znalazłem ciekawy blog, który być może odkłamuje pewne rzeczy na temat katolicyzmu, w które ja sam jeszcze kilka lat temu mocno wierzyłem, bo Internet tak mówił oraz rówieśnicy. 
       
      Link do strony głównej bloga:
      http://sredniowieczny.pl/
       
      Po kolei zacytuje (autor jednak nie udziela wprost takiej zgody).
      Tylko wstawię odesłanie, aby można było poczytać samemu według uznania to co "interesujące".
      http://sredniowieczny.pl/protestantyzacja-katolicyzmu-5-przemilczanych-procesow/
       
      - byłem kiedyś przeciwnikiem celibatu księży, ale czytając to widać, że są silnie racjonalne ku temu przesłanki.
      - protestantyzm dał furtkę dla zabicia tradycyjnej hierarchii, wprowadzenie demokracji oraz gładkie wejście zbrodniczych ideologii
       
       
      Kolejny mit jakoby kościół i średniowiecze tępiło naukę:
      http://sredniowieczny.pl/kosciol-poczatek-nauki/
       
      - okazuje się, ze to właśnie KK mocno wspierał naukę
      - wprowadzał powszechną edukację
      - propagował pogańskie, ale pragmatyczne greckie mądrości
      - stworzył uniwersytety i naukę "świecką"
       
      http://sredniowieczny.pl/11-faktow-o-sredniowieczu/
       
      - inkwizycja złagodziła prawo i zniosła część tortur, podczas gdy instytucje świeckie niekoniecznie
      - mnisi jako pierwsi latali szybowcem i nakreślili geometrię oraz fizykę maszyny latającej
      - chrystianizacja Europy niwelowała liczbę wojen
      - XIII wiek to ogromny rozkwit nauki
       
      http://sredniowieczny.pl/pedofilia-w-kosciele/
       
      - w kościele jest promil pedofilii w porównaniu z nauczycielami
      - pedofilami są głównie homoseksualni księża, kapłani z przypadku
      (jest wspomniane, że środowiska lewicowe wywalczyły im dojście)
      - celibat nie jest powodem gwałtów
      - kościół jako pierwszy i jedyny reagował na gwałt i pedofilię
      - to głównie kościół protestancki a nie katolicki ma sodomitów
       
       
      http://sredniowieczny.pl/sredniowieczne-palenie-czarownic/
      - polowanie na czarownice i miliony stosów to science fiction
      - co ciekawe feministki to wypromowały
       
      Edykt Rothara:
      "Niech nikt nie waży się zabić służącej lub niewolnicy jako czarownicę, bo nie jest to ani możliwe, ani też chrześcijanie nie powinni w to wierzyć"
       
      Pierwszy Synod” św Patryka:
      "Na chrześcijanina wierzącego w istnienie wampirów lub wiedźmin ma zostać nałożona anatema. Ktokolwiek oskarża istotę ludzką o takie rzeczy nie powinien być przyjmowany w Kościele dopóki nie odwoła tej zbrodni, jaką uczynił"
       
      Papież Leon VII:
      …mimo iż według starego prawa, tacy ludzie byli skazywani na śmierć, prawo kościelne daruje im życia, by mogli się nawrócić.
       
      itd.
       
      http://sredniowieczny.pl/22-zasady-rozwoju-osobistego-ktore-biblia-przedstawia-od-ponad-2000-lat/
       
      kilka z ciekawszych nauk Biblii:
      - działaj tam gdzie masz możliwość
      - akceptuj, ale nie bądź bierny
      - zapracuj na swój sukces
      - bogactwo jest dobre, jeśli uczciwie zdobyte
      - bieda jest zła kiedy prowadzi do złych rzeczy
      - przede wszystkim szanuj siebie
      - testuj różne rozwiązania i miej zawsze wyjście awaryjne
      - nie poddawaj się, w dążeniu do celu
      - planuj z wyprzedzeniem
      - mocny w wierze będziesz silny
      - unikaj sporów
      -  wymagaj od siebie więcej, niż od innych
      - osiągnij sukces w małych rzeczach
      - bądź pozytywny
       
       
      Bardzo dużo jest tutaj odkłamań na temat tego co mówi się powszechnie o KK i ogólnie katolicyzmie. Nawet na forum, pojawiały się kiedyś pochwały protestantyzmu, kiedy okazuje się, że protestantyzm to tak naprawdę wykoślawienie fundamentalnych nauk chrześcijaństwa/ zliberalizowanie ich. Od kilku lat widać zmasowany atak ideologiczny na kościół, jest coraz bardziej nachalny i obrzydliwy. Można nie lubić tej instytucji, ale ona jako jedyna podtrzymuje powszechnie ostatki normalnych wartości. Lewicy udała się rewolucja seksualna zapoczątkowana przy pomocy hipisów. Ci ludzie weszli w szeregi kadr uniwersyteckich, politycznych a nawet kościelnych i sabotują wszystko od środka. Ostatni cel to zdobycie umysłów dzieci, a potem przyszłego elektoratu poprzez metody pseudo naukowe, czyli edukację seksualną.
       
       
    • By Lukas3k
      W tym wątku chcę opisać działania Księdza Michała Woźnickiego (SDB), który jest Salezjaninem (skrót SDB) i musi stawiać czoła nie tylko wybitnie nieprzychylnym mu ludziom, ale także współbraciom zakonnym by móc odprawiać Mszę w Rycie Rzymskim (Msza Święta Trydencka, Msza Święta Tradycyjna).
      Obecnie Msza Św. Odprawiana jest w Kaplicy-Celi przy salezjańskim kościele NMP Wspomożycielki Wiernych w Poznaniu przy ul. Wronieckiej 9
       
      Przebieg sytuacji śledzę od kwietnia 2020 roku i zszokowało mnie, że współcześnie i to jeszcze w Polsce dzieją się takie rzeczy na terytorium Domu Salezjańskiego!
       
       
      Sprawa powrotu Mszy Św. na bieżąco jest przekazywana po przez stronę internetową księdza i jego kanał youtube.
       
      Oficjalna strona internetowa Ks. Michała: https://wobroniemszy.pl/
      Oficjalny kanał youtube: https://www.youtube.com/channel/UCtj2DRUa1GwAwBUmNobq2Jg
       
      Walka o Mszę Rozpoczęła się w 2015 roku.
       
      Kalendarium:
      Rok 2011
      1.08.2011
      Ks. Michał Woźnicki po powrocie z misji jest posłany do do Domu Salezjańskiego w Marszałkach (miejsce przetrzymywania w latach 1955-1956 J.E.Ks. Arc. Antoniego Baraniaka – salezjanina.)
      Wiele Informacji zamieszczonych powyżej zostało spisane z ogólnodostępnych ogłoszeń, kazań, wypowiedzi Ks. Michała Woźnickiego. (głównie z ogłoszeń z 05.07.2019 do odsłuchania tutaj)
       
      Rok 2011/2012
      zima przełomu roku 2011/2012
      Ks. Michał Woźnicki w piwnicach Domu Salezjańskiego w Marszałkach znajduje w opłakanym stanie dwa stare, zatęchłe Mszały Rzymskie. Wynosi je z piwnicy i ustawia na korytarzu – “na widoku”.
      Przez kolejne 3-4 lata nikt z salezjanów tymi mszałami się nie zainteresował…
       
      Rok 2015
      1 sierpnia 2015
      Ks. Michał Woźnicki zgodnie z dekretem przybywa do Domu Salezjańskiego w Poznaniu przy Wronieckiej 9
      3 sierpnia 2015
      Ks. Michał ustawia krzyż na stole ołtarzowym, gdzie ma odprawiac msze (wtedy jeszcze novus ordo). Krzyż zostaje zdjęty z ołtarza przez księdza proboszcza, który absolutnie zabrania ustawiania krzyża na ołtarzu.
      Ks. Michał oświadcza w rozmowie z Ks. proboszczem, że będzie walczyć o krzyż. 
      7-8 października 2015
      Wizytacja na Wronieckiej księdza radcy.Ksiądz Michał zwraca uwagę księdzu radcy że kilka dni wcześniej wygłaszał heretyckie tezy. W wyniku przekazania tych uwag ksiądz radca zostawił oświadczenie, które zainicjowało proces skierowania ks. Michała na badania psychiatryczne.
       
      Całę kalendarium od 2011 do dziś: https://wobroniemszy.pl/walka-o-msze-sw/
       
       

       
      Wymienię w porządku chronologicznym kilka rzeczy od kwietnia 2020 do dziś, które są dla mnie skandaliczne i niedopuszczalne:
      Kradzież dzwonu kościelnego (obecnie odzyskany) (film: 20.04.2020 Księża Salezjanie ukradli dzwon !!!), Ataki fizyczne ministrantów i prowokacyjne zachowania jednego lewaka kamerującego wiernych w trakcie Mszy św. chodząc między nimi (film: 23.04.2020 Zakłócanie Mszy św. trydenckiej. Atak fizyczny na ministranta), Oczywiście policja musiała się wykazać interwencjami w sprawie maseczek (film: 24.04.2020 Kolejna interwencja policji przed rozpoczęciem Mszy św. trydenckiej), Kolejne rozmowy z policją (swoją drogą anielska cierpliwość Księdza) (film: 07.05.2020 z Panem Policjantem Dzielnicowym-o zmagania o Mszę Św. trydencką na Wronieckiej 9 w P-niu), Użycie gazu w trakcie ogłoszeń parafialnych (film: 27.08.2020 Ogłoszenia 1.Do niedosłyszących. PROFANACJA-GAZ! 2.Nie kłam w żartach 3"Wojtyłowe dzieci"), Salezjanie malują graffiti (kolejne) na terenie swojego domu (film: 06.09.2020 Salezjanie sprayem po ścianach przy wejściu do Kaplicy-Celi).
      itd. ...
       
      Całe kalendarium: https://wobroniemszy.pl/walka-o-msze-sw/ i na youtube: https://www.youtube.com/channel/UCtj2DRUa1GwAwBUmNobq2Jg/videos
       
       

      Ten rodzaj Mszy Św. odprawiał min. Ojciec Pio
       
      Przedstawię główne różnice pomiędzy oba typami Mszy Świętej, abyście wiedzieli o co Ksiądz walczy:
      Więcej o różnicach między mszą obecnie sprawowaną, a tradycyjną można przeczytać tutaj: http://www.mszatrydencka.pl/15-katecheza-2-czym-rozni-sie-msza-trydencka-od-znanej-mi-mszy.html
       
      Wg. mnie Ksiądz Michał głosi dobre kazania, a sprawowany przez niego rodzaj mszy nie został zabroniony przez władzę kościelne. Aktualny dekret Benedykta XVI https://www.malygosc.pl/doc/952378.Msza-po-lacinie o ile wiem obecny papież Franciszek go nie odwołał.
      Zatem zachowana Braci Salezjanów są niedopuszczalne tym bardziej, że miejsce w Domu Salezjańskim zostało mu oficjalnie przydzielone. Dziwi mnie, że przez tyle lat władzę kościelne nie interweniowały by zakończyć tą sprawę.
      Ksiądz Michał głosi na prawdę dobre kazania pozbawione ostrych zwrotów jak u Ks. Natanka, którego skrytykował za pychę i kierowanie się prywatnymi objawieniami "Pani Agnieszki" (link do filmu).
      Nie ma także ukrytych przekazów modernistycznych jak u księży celebrytów mocno promowanych przez media, którzy dyskretnie przekręcają naukę kościelną (pozwólcie, że podaruje sobie konkretne imiona i nazwiska).
      No i nie ma w nim nic z księży (rabinów) ala Lemański czy Boniecki, którzy bronią lewackich bojówek 0_0
       
      Jest krytyka współczesnych biskupów:
       
      W każdym razie zmagania Księdza można w skrócie określić jako tradycjonalizm konta modernizm w kościele.
       
      Nie chcę zbytnio wydłużać wątku zainteresowanych jeszcze raz odsyłam do mediów Księdza (linki na początku postu).
       
      Wiernych Ksiądz Michał prosi o wsparcie duchowe:
      "Wspomóż żarliwą modlitwą Kapłana i sprawę, o która się zmaga nie bacząc na przeciwności. Sprawę przywrócenia Mszy Św. w tradycyjnym rycie rzymskim do salezjańskiego kościoła przy Wronieckiej 9 w Poznaniu, a przez to przyczynienie się aby Msza Św. w tradycyjnym rycie rzymskim powróciła do wszystkich katolickich kościołów."
       
      I na końcu proszę o kulturalne komentarze.
      Pozdrawiam
       
    • By VIREK
      Witajcie drodzy Bracia, witam starszyznę z forum!
      Zainspirowany tematem jednego z Braci "Rozstanie bez rozstania po 3 latach" zebrałem się w sobie i postanowiłem podzielić się z wami moją kolejną historią z mojego jeszcze aktualnego związku, tak że kawka/herbatka/pyszna woda w dłoń i zapraszam do czytania, ponieważ nie ukrywam chciałbym poznać wasze zdanie, bo sam nie wiem jak mam już to rozegrać.

      Będzie to relacja ze związku dla cierpliwych ponieważ postaram się opisać tutaj wszystkie ważne sytuacje, jak i nakreślić to z kim mam doczynienia, oraz z jakiego domu pochodzi moja pani.

      A więc moja pani ma 29 lat, pochodzi z rodziny gdzie górą są kobiety (dwie siostry i brat), ojciec górnik, mama zajmowała się domem więc pracę zaczęła dosyć późno w aptece a wszyscy mieszkają w małej wsi, wiadomo domek, kurki, ogródek, pole do obrobienia.
      Nie przelewało się, dlatego ta rodzina na prosto wyszła dopiero nie dawno ponieważ ojciec nadal pracuje.

      Moja dziewczyna poświęciła swoje najlepsze rozrodcze lata na naukę, szybko z domu wyfrunęła, studia, wynajem mieszkań, praca w zakładzie produkcyjnym na stanowisku audytor a potem analityk sprzedaży, zarabia nie źle jak na kobietę no i w końcu kupiła własne mieszkanie.
      Jest typem imprezowiczki, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiała naukę, czytanie książek, dokształcanie się, kursy i szkolenia.
       
      Z charakteru zaś bardzo nie ustępliwa (Jej zdanie musi być ostatnie) tak że wśród znajomych uważana za super kumpelę która dobro innych stawia ponad własne.
      Oczywiście nie obyło by się bez ciemnej strony, i powiem wprost "ZOŁZA" czyli chyba standard w dzisiejszych czasach, do tego doliczmy zaniżone poczucie wartości, nie ustępowanie pola w dyskusjach, zadzieranie nosa, mściwość objawiająca się tym że jak czegoś nie dostanie albo się jej odmówi no to wbije szpile albo coś "przypadkiem" zniszczy, życie przeszłością gdzie poprzedni partner oszukiwał ją przez cały związek mając żonę i dziecko, jazdy za małolata  jak docieranie przez matkę wszystkich a jej najbardziej bo najstarsza z dziewczyn.

      Przebieg związku.

      Historia to była jakich wiele, więc czyli portal randkowy, spotkanie w środku nocy, piwko, poszliśmy do niej, rozmawialiśmy do rana, seksu nie było dopiero po miesiącu dała mi się dotknąć kiedy przytaknąłem że jesteśmy razem.

      Mając za sobą Kobietopedię, Brudną grę, Stosunkowo dobrego jak i audycje Marka nie raz łapałem ją na shit testach, fochach, próbach przesuwania granic co kończyło się moim wyjściem z jej mieszkania nawet w środku nocy, wtedy przylatywała zaszlochana z wielkimi wyrzutami sumienia.
      Przy ostrzejszych sytuacjach nie odzywałem się nawet tydzień, było przepraszanie, płacz, zaczęło wbijanie się poczucia winy.

      Kiedy zaczynałem związek byłem w trakcie realizacji planów i remontu swojego mieszkania po zalaniu, więc znów generalka, będąc 4 lata sam przed związkiem wyczyściłem swoje środowisko tak żebym mógł robić to co kocham czyli nagrywać, z komputerami jestem związany od czasów dzieciństwa (Commodore 64, Amigi).
      Postanowiłem przystosować mieszkanie do nagrywania więc wyciągnąłem wszystkie pieniążki ze skarpety i zacząłem wcielać plan w życie, dzieląc czas na ćwiczenie mówienia do mikrofonu, inwestycje w sprzęt, remont, praca w nadgodzinach + dorywczo i do tego doszła jeszcze dziewczyna.
      Remontując po kolei każde pomieszczenie udało się zagospodarować mieszkanie tak żeby możliwe było postawienie ścianki i przystosować je w miarę do nagrywania, zostało tak na prawdę już nie wiele.

      Ramę związkową udało się utrzymywać do lutego (zbiegło się to z finalizacją budowy studia) zaczęło się odciąganie mnie od tego co chcę robić i naciskanie na mieszkanie razem, coraz silniejsze parcie na dziecko, to już nie były szpilki ale gwoździe, nie wytrzymałem uderzyłem pięścią w stolik, wyszedłem, ochłonąłem

      Kilka dni przygotowałem się do rozmowy w której wygarnąłem podając jej suche informacje i to co mnie boli, podając suche fakty i uświadamiając ją że jej zachowanie nie tylko nie różni się od typowego babskiego zachowania ale też od ludzi który jak tylko zobaczyli że chcę robić to co kocham zaczęli mnie od tego odciągać i którym to musiałem podziękować, zerwać kontakty i że jak będzie tak robiła dołączy do grona tych ludzi.

      Podczas trzygodzinnej rozmowy dałem wybór albo godzisz na to że będziesz żyć ze mną bez ślubu i dzieci oraz pozwolisz mi robić to co kocham, a ja w zamian postaram się pogodzić czas tak żeby spędzać go wspólnie jak i realizować mój plan ze studiem i nagrywkami albo możesz odejść znaleźć sobie chłopa takiego który jej da dzieci i ślub.

      Po tonach łez widząc że to nie działa przystała na to że będziemy razem dalej, znaleźliśmy tymczasowy kompromis w postaci tego że część sprzętu zabiorę do niej, zajmę sobie kącik w pokoju, więc zbudowałem na szybko biurko, tam "zainstalowałem się" z mikrofonem, laptopem i resztą sprzętu.

      Rozmowę zakończyliśmy bez seksu, postanowiłem nie nagradzać jej za takie zachowanie za to wszystko skrupulatnie nagrałem i zrobiłem zaszyfrowane kopie.
      Lecimy dalej, pomieszkując u niej w końcu nastał względny spokój, skończyło się peplanie o dzieciach, Ja sobie nagrywałem, remontowałem dalej, czasem się gdzieś pojechało, spędziło ze sobą czas bardziej niż rutyna dnia, kolacyjki, spacerki, wypady do niej na wioskę i tutaj wtrącimy to co zaobserwowałem będąc od czasu do czasu o niej w domu.

      Będąc tam od czasu do czasu zaobserwowałem jak jej młodsza siostra (25 lat) już po ślubie i niedawnym urodzeniu dziecka zaczęła nie miłosiernie temperować swojego męża, czyli nic nowego dostała to co chciała, więc chłop wychodzi sobie na trzy godziny po chleb ponieważ u niej w domu został sprowadzony do roli trutnia który ma siedzieć cicho i wykonywać polecenia.

      Raz przyłapałem jej matkę jak odnosi się do swojego zięcia, a temu wszystkiemu przyglądał się biernie ojciec który jak robiło się "kwaśno" szedł sobie do komórki na wódeczkę aż do wieczora, raz nawet poszedłem z nim, sympatyczny, schorowany człowiek chcący spokoju za wszelką cenę.
      Już coś wtedy czułem że jest nie tak, domyślam się że nasza rozmowa musiała wypłynąć w jej najbliższe kręgi i pewnego dnia będąc tam jej mamusia wytoczyła ciężkie działa z siostrzyczkami dając mi twardo do zrozumienia że jej córeczkę stać na magistra czy inżyniera.

      Nawet nie zorientowałem się jak podczas tej rozmowy zostałem sam bez wsparcia męskiego grona, moja postawa wywołała agresję u naczelnej królowej roju więc do wyboru miałem albo ustąpić albo wyjść.
      Jak myślicie co zrobiłem ?

      Grzecznie dziękując wziąłem swoją torbę, zadzwoniłem po kumpla wychodząc na przeciw usiadłem na przystanku, po dwóch godzinach byłem w domu i czekało na mnie tam nie małe zdziwienie kiedy zastałem tam moją dziewczynę kłaniającą się w pas, przepraszającą za matkę i siostry.
      Jej matka przyjechała za tydzień z całą świtą mnie przeprosić za swoje zachowanie, mimo tego że miałem piekielną ochotę dowalenia im za to, ustąpiłem pola.

      Wracamy do związku, w nasze życie zaczęła wkradać się rutyna a od kwietnia zaczęło się doprowadzanie mnie do szału i wbijanie poczucia winy, obracania kota ogonem, co doprowadziło mnie do rozstrojenia nerwowego, takie sytuacje powtarzały się cyklicznie do czerwca.
      Niestety będąc kłębkiem nerwów, przytłoczony pracą, rozwodem brata po 18 latach stałem się nerwowy do tego stopnia że nie wytrzymałem i zrobiłem u niej awanturę w której dopuściłem się najgorszego, pozwoliłem żeby narastający we mnie gniew przejął nade mną kontrolę do tego stopnia że uderzyłem ją w twarz.
      Wzięła nóż do ręki, więc go jej wyrwałem i za ubrania przeniosłem i rzuciłem na łóżko a swoją agresję wyładowałem na ścianie.

      Następnego dnia dopadło mnie poczucie winy tak wielkie że rama związkowa upadła, przegrałem nie tylko z nią, ale z samym sobą.
      Rękę do mnie wyciągnął dobry przyjaciel który starał się wytłumaczyć mi że to nie tylko moja wina, niestety swojej postawy już nie odbudowałem.
      Czekała mnie jeszcze konfrontacja z nią, i powiedziałem sobie że byłem, jestem, będę gotowy na konsekwencje tego co zrobiłem, przeprosiłem, a ona nikomu tego nie powiedziała, zrobiliśmy sobie tydzień przerwy.

      Po tygodniu koszmarów sennych, łajania się poczuciem winy pękłem i poszedłem do niej, ustalić co dalej robimy, zdecydowaliśmy na bycie razem, Ja się zmieniłem ale niestety ona już nie, podczas kłótni starałem się panować nad sobą ale już ustępowałem pola, im więcej godziłem się w imię relacji na to żeby się nie kłócić tym bardziej zaczęło się dręczenie mnie przeplatane seksem jakiego nie było do tej pory, wakacjami za które ona płaciła, dogadzaniem mi na przemian z jazdami.
      Znosiłem to dzielnie ale czułem że od tej sytuacji cały czas jestem w stresie, zacząłem podupadać na zdrowiu, dalsza praca nad przedsięwzięciem zaczęła stawać pod znakiem zapytania, bóle kręgosłupa, stawów, rosnące ciśnienie powodowało krwotoki z nosa.
      Zaczęło się chodzenie po lekarzach, jak i zaczęło się czepialstwo do tego stopnia że w jej domu nie mogłem nawet już lodówki otworzyć, siedzieć nagrywać, wbijanie poczucia winy osiągnęło końcem października limit.

      I tym oto długim wstępem za który przepraszam Bracia po prostu chciałem nakreślić wszystko od początku do końca, a więc przyjrzyjmy się ostatnim wydarzeniom z przed tygodnia.
      Przestało wystarczać spędzanie czasem w postaci oglądania filmów, spacerków, wspólnego gotowania, moja pani postanowiła uprzykrzyć mi ponownie życie twierdząc że nie spędzamy czasu razem, do tego stopnia że w zeszły poniedziałek przegięła pałę czepiając się nawet tego że czytam sobie e-booka w miejscu gdzie król chodzi piechotą, to uświadomiłem jej że nie moja wina że nie potrafi pogodzić się z tym że związek nie wygląda tak samo jak na początku, ale sprawę olałem i poszedłem do siebie składać biurko do studia.
      Przyszedłem na obiad, i usłyszałem statyczne "przepraszam" na odczepkę w takim roszczeniowym tonie że coś we mnie pękło.
      Nawet nie wiedziałem kiedy tak szybko się spakowałem, w torbę, dwa plecaki, odnalazłem też klucze od mojego mieszkania które też zabrałem.
      Po przyjściu do domu wymieniłem też wkładki w zamkach, nie minęła godzina otrzymałem sms'a nie od niej ale od siostry która ma dziecko, spadła na mnie lawina gniewu, kilka następnych godzin pokazało mi że nawet niektórzy znajomi napisali mi takie rzeczy o których bym nawet nie pomyślał.

      I tak oto jestem, zamknięty w domu mam spokój przed burzą, bo wiem że czeka mnie konfrontacja i najgorsze przede mną, będę musiał jej też spłacić część kredytu który wzięła mi na sprzęt, na szczęście zacząłem to spłacać i zostało mi może jakieś 900 PLN.
      Sam podjąłem środki zaradcze w postaci karteczek na lustrze, zająłem się pracą i kończeniem roboty,słucham audycji, wygrzebałem kobietopedię czekam na najgorsze ponieważ coś czuję będą mnie chcieli wynieść na widłach z pochodniami w ręce i mimo tego nawet nie ukrywam że aż świerzbią mnie ręce żeby coś do niej napisać, i tak będę musiał oddać jej klucze z mieszkania więc raczej nie uniknę spotkania z nią, ale na razie czekam na rozwój sytuacji.
      I tu rodzą się moje pytania Bracia.
      - Co dalej? 
      - Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

      Na koniec chciałbym podziękować każdemu kto to przeczytał, mam nadzieje że dowód mojej głupoty w postaci tego posta jednak komuś się sprzyda i nie popełni moich błędów, jeżeli temat znajduje się w złym dziale proszę o przeniesienie.

      Pozdrawiam i życzę mimo ponurego charakteru posta udanego dnia/tygodnia.
    • By t0rek
      Artykuł: https://swiatducha.wordpress.com/2019/10/25/kobietom-nie-zalezy-na-partnerstwie/
      Co ciekawe, kobietom nie zależy na partnerstwie
        Proszę się nie obruszać, tu nie chodzi o pognębienie pań, tylko o prezentację mechanizmu prokreacyjnego.
      Paniom jak najbardziej zależy na związku, relacji, małżeństwie, dzieciach… itd.
      Podejmują wielokrotne różne wysiłki, starają się, działają, są aktywne. Wręcz mogę powiedzieć, że w dużej liczbie przypadków, można by zauważyć, że ten chłop to leń!, i to jej bardziej zależy na rodzinie, związku. Ja to widzę, i nie tylko ja!
      Ale najczęściej nie zależy im na partnerstwie. Taki fakt. I tak paradoks.
      Jest różnica. Pomiędzy rodziną a partnerstwem – to nie jest to samo. Owszem, w rodzinie są „partnerzy”, którzy wspólnie działają dla jej dobra, acz.. pomiędzy dwojgiem ludzi  w rodzinie istnieje związek. I teraz o nim mówię, na nim się skoncentruję.
      Nie wątpię w dobre intencje kobiet. Chyba bym upadł na głowę, żeby uznać, że połowa ludzkości chce źle! Nie jest tu moim celem wskazanie na osobiste „ukryte niechęci” (co też może i się pojawiać z powodu np. karmy itp.). Moim celem jest tu wskazanie na zaszyte w ludziach programy, które nie mają na celu dobra naszego, osobistego – a przez to społecznego.
      Programy zaszyte przez twórców ludzkości – dawnych genetycznych manipulatorów – „bogów przychodzących z nieba” – Anunnaków służą… właśnie im. Tak jak pierwotny człowiek (wg. sumeryjskich tabliczek klinowych) miał służyć anunnackim potrzebom wydobywania złota [link].
      Z obserwacji można wywnioskować, iż paniom nie zależy na partnerstwie, a na .. wypełnianiu kodów zaszytych w biologii.
      Kody biologiczne są tak silne. I „wszystko paniom wskazuje” (to, co czują z ciała i co „mama mówi”) , że to owe programy mają być zrealizowane (w rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci).
      A co pokażę, poddanie się presjom prokreacyjnym z naszego własnego ciała daje to nie to, czego byśmy oczekiwali…
      Nie to, czego byśmy chcieli..
       
      Czego dziewczynka nie wie?
      Wobec młodych mężczyzn mówi się: „nie wolno ci chłopaku poddawać się swoim rządzom seksualnym, masz nad nimi zapanować”. I chłopacy zwieszają głowę i „panują” – tłumią siebie, nie mając możliwości ekspresji (którą by społeczeństwo akceptowało).
      A co się mówi do dziewczynek? Nic się nie mówi, bo „dziewczynka już wszystko wie”.
      To ja powiem dziewczynce, czego nie wie.
      Z tego co widzę, od lat już preferowany jest pogląd o wartości „związków partnerskich”.
      A co na to nasza biologia, nasze oprogramowanie?
      Wszak to ono w większości steruje relacjami.
      Mając tak mało wokoło osób bliskich, które realnie są w stanie mieć empatię, poczuć to, jak druga osoba żyje, czego potrzebuje, to można powiedzieć, że większość ludzi nie ma odpowiednich możliwości aby wzrastać jako dziecko w warunkach istotnie dających zaspokojenie podstawowego nauczenia się czym związek jest. Dzieci nie uczy się jak żyć jako partnerka lub parner. „To się czuje” – jest to wskazanie na siłę bardzo potężną, biologiczną, ale .. jakże błędną wobec tego, czego naprawdę oczekujemy!
      Dzieci większość swoich relacyjnych nauk czerpią „przez osmozę”, czyli patrząc i czując co się pomiędzy rodzicami dzieje, same nasiąkają tymi sposobami. Najczęściej w dużej części nieprawidłowymi, ponieważ Ludzie Bez Ducha, sami nieuczeni są głąbami relacyjnymi.
      I czego można się od takiego kapuścianego głąba nauczyć? Można się nauczyć bycia kapuścianym głąbem.
      Jedyny sposób to brać się za siebie z refleksją. I nie tylko taką płytką „ja tak nie chcę!” „u mnie tak nie będzie jak u moich rodziców!” – bo jest to proste wyrażenie buntu. A, można dodać, że to jest częste, a równie częste jest poddanie się następnie szarpiącym ciało energiom seksualnym, wzorcom prokreacyjnym, które są zaszyte w nas na poziomie komórkowym. Potrzeba oprócz poprawnej chęci odejścia od wzorców postępowania widzianych u rodziców – jeszcze dać sobie pozytywne, realne, działające sposoby rozmawiania w związku, z partnerem. Trzeba wiedzieć kiedy i co mówić, jak słuchać. Trzeba znać sporo umiejętności interpersonalnych. Psychologowie je znają od dziesiątków lat. Ale nie widziałem, aby ta wiedza wychodziła jakoś mocno spoza tego kręgu profesjonalistów. Kobiety ciągle i ciągle próbują być „naturszczykami” związkowymi, co z siłą wodospadu przerzuca je na stronę bycia poddanymi Anunnckimi i ofiarami systemu.
      Umiejętności komunikacyjne i.. ich brak
      Czy pamiętam, żeby któraś dziewczyna, pani sama z siebie zechciała się nauczyć prostych sposobów ulepszania komunikacji między nią a drugą osobą? Takich prostych jak techniki parafrazowania, aktywnego słuchania?
      Wydawałoby się, że o, tak, panie to się znają na komunikacji i cenią sobie ją! One zaraz będą się tego uczyć, tak z marszu. Przychodzą z ulicy i czytają „Wychowanie bez porażek” i inne tego typu książki. I co więcej je stosują!
      A tu.. zonk. Kobiety, odwrotnie do moich przewidywań nie są i nie były skupione na partnerstwie.
      Nie pamiętam, abym kiedyś słyszał od kobiety, że się czegoś ciekawego dowiedziała jak rozmawiać z mężczyzną.
      Nie mylmy tu tysięcy wypowiedzianych słów z umiejętnościami komunikacyjnymi w partnerstwie!
      Panie realnie mają o wiele większe możliwości komunikacyjne. Ale oczywiście siadają na laurach uważając, że to wystarcza, że one jakie są to już takie są super, cudowne i z górką to wystarcza do wspaniałego związku. I potrzeba się zająć sukienką, butami i paznokciami. A reszta sama przyjdzie, wliczając w to słowotok.
      To jest coś jak nie czytanie instrukcji obsługi. Jest skomplikowane urządzenie elektryczne, elektroniczne. I teraz – często ludziom nie chce się czytać tego podręcznika użytkowania. Bo przecież „wszystko widać”: są przyciski, są krótkie podpisy. „Przecież ja to umiem obsłużyć!” myśli człowiek, często zagoniony. A tu zonk. Urządzenie nie chce działać. Albo działa nie tak, jak się wydawało, że powinno. Albo, co gorsza, za przyciśnięciem pierwszych trzech klawiszy się psuje całkowicie!
      Kobietom zależy na wielu sprawach, ale..
      Oczywiście, zależy im na „spotkaniu tego odpowiedniego”. Jest to bardzo rozsądna postawa. Ludzi jest tak wiele typów, tak wiele różnych postaw mają. Są całe dosyć złożone systemy podpowiedzi kogo jest dobrze wziąć na partnera, partnerkę. Opierają się one często na astrologii – czy chaldejskiej, czy chińskiej. To pokazuje, jak bardzo oprogramowanie zodiakalne na nas działa. Dobrze się dobrać, to niewątpliwie coś. Czy to zapewnia dalsze dobre działanie w związku? Niewątpliwie daje podstawy.
      Kobietom jednak jak widzę zależy na tym, nie dlatego, żeby pojawiło się partnerstwo, ale „aby to się samo zadziało”. „Bo to takie romantyczne!!! A ja jestem rozważna i romantyczna za razem!”
      Samo to się grzmi i błyska.
      Jak ma się takie postawy, to do związku to prędzej dostanie pani alkoholika i możes dostać ileś grubych słów pod swoim adresem, jak się będzie pani upierać aby „samo się powinno dziać”. Oto karma w obrębie tego samego wcielenia. Jest przyczyna – jest skutek.
      Widzę panie, które starają się, niewątpliwie. Jednak niewątpliwie nie widzę starania o partnera. Starania o siebie widzę. Starania o coś większego – związek, rodzinę – widzę. Jednak widzę też wiele przejawów odrzucenia, testowania (sławne „shit testy”), oceniania, dystansowania się wobec tego, kogo mają jako partnera w swoim związku.
      Partner to ktoś, z kim idziemy w parze ku jednemu celowi. Warto trzymać z nim sztamę.
      A tu co? Panie zachowują się dosyć często jakby miały osobistego, przybocznego drania do wytykania kłopotów i błędów. Niecnego gościa, który tylko czycha na to, żeby coś było nie tak. No tak to się długo nie pociągnie. Statystyki rozwodów pokazują, iż rzeczywiście tak się długo nie ciągnie! Wiele małżeństw się rozpada. A w tych, które są można domyślać się, że nie jest „o niebo lepiej”, tylko może w dużej części po prostu ludzie nie chcą sobie robić tej dużej traumy zwanej rozwodem?
      Dużo mówiąca ankieta
      Pamiętam jedną ciekawą ankietę, skierowaną do panów. Pytanie było proste, co chcielibyście, jakich postaw oczekujecie od wybranek swojego serca? Co by powodowało, abyście panowie mieli prawdziwą motywację do tego, aby zaangażować się w związek do swojej grobowej deski?
      I jakie były odpowiedzi?
      Czy panowie chcieli świetnego seksu?
      Czy chcieli równości w zarobkach i łożeniu na rodzinę?
      Nie, panom zależało najbardziej na jednej sprawie, która leży w obszarze psychologicznym.
      Panowie chcieli, aby ich wybranki stały po ich stronie w życiu.
      Tylko tyle, i aż tyle.
      Wnioski są wielorakie z tej prostej wypowiedzi iluś mężczyzn.
      Po pierwsze – mężczyźni czują się, że są postrzegani jako będący we wrogiej pozycji wobec pań. I one dają im to do zrozumienia odrzuceniem, przechodzeniem na pozycję opozycyjną wobec nich.
      Prymitywne oprogramowanie „neandertalczyka” powoduje, że jak się nie ma tego, co się chce, trzeba walić po głowie, a możę wtedy ktoś po drugiej stronie stanie się poddanym naszym chęciom i może otrzymamy to, czego chcemy. Może to dla człowieka pierwotnego działało. Ale dzisiaj?!! To już miesza w głowie, że można tak myśleć.
      Po drugie – negatywne motywowanie. Jak można oczekiwać, że metody rodem z dawnych szkół, karzących uczniów będą działać? Że jak uczeń dostanie dwóję (a pan dostanie
      Nic to przyjemnego, aby być manipulowanym. Wychodzenie pani do opozycji wobec męża gdy akurat jest jakis kłopot, gdy rodzina przeżywa „burzę na morzu” co mu mówi? Że go tunie chcą, że mu nie wierzą, że uważają, że trzeba go „przydusić”, przymusić, aby się wziął za sprawę. O, jak wiele razy ja od różnych pań, dziewczyn odczuwałem taką postawę, tą presję. Oczywiście mającą wymiar „wyjścia z teamu”, opuszczenia mnie jako człowieka, w trudnej sytuacji. Jeśli nie umiałem wystarczająco dobrze zafunkcjonować – to za chwilę miałem nie tylko problem, ale i znajomą panią w opozycji! To bardzo prymitywne zachowanie i mocno upokarzające, przyznacie.
      Po trzecie – odsuwanie się. Co ciekawe, to panie uważają, że z ich zachowaniem jest wszystko w porządku. Żadna mamusia nie wskazała córeczce, że jej neandertalskie, prymitywne zachowanie nie licuje z wiekiem XX czy XXI. Jak widzę jak żona mojego starszego kolegi w trzy sekundy potrafi przejść od życzliwości do chłodnej opozycji wobec mojego znajomego, to mi się mózg żeluje.. Trzeba nie mieć oczu, żeby widzieć, że  u tej pani uruchamiają się koszmarne postawy.
      A jest doświadczoną, rozsądną w innych obszarach, wysoce wykształconą kobietą, wykonującej bardzo zaawansowany, wymagający zawód, jest na topie społeczeństwa. Czy coś jej przeszkadza w byciu życzliwą wobec swojego męża? Takich przykładów mógłbym podawać wiele.
      Trzeba przyznać, że moje wywody, a także i wyniki ankiety, które pokazały prawdziwą potrzebę mężczyzn pokazują coś dużego. Oczywiście jest to mocno wstydliwe. Polityczne super niepoprawne!
      Dlatego nie liczę na „pozytywne przyjęcie”. Ani też nie liczę na popularność.
      Liczę zaś na kilka osób, które są w stanie to umysłowo objąć i zrozumieć.
      Programy ludzkie
      To nie partnerstwo przyświecało Anunnakom [link] ku temu, aby stworzyć sobie poddanego niewolnika ileś tysięcy lat temu. Partnerstwo mężczyzny i kobiety to by było dla nich jak kamień między zębami w czasie spożywania miłej energetycznej papki, płynącej od ludzi, którą się Anunnaki żywią.
      Tak więc zaprogramowali mężczyznę, aby dążył do zapładniania tak wielu kobiet jak się da, a kobietę, aby dbała o siebie jako o miejsce poczęcia i zrodzenia potomków. To ma się „samo dziać”. Człowiekowi nie jest potrzebna świadomość, ma pozostać niewolnikiem. Coś więcej? Nie, po co.
      Wymagania wobec pań?
      To bardzo dobrze wskazał Bert Hellinger, co jest podstawową przyczyną krachu małżeństwa i rodzicielstwa. I co ma być kamieniem węgielnym małżeństwa.
      To związek rodziców ma być pierwszoplanowy, i na nim mają móc się wesprzeć dzieci. Ma być na tyle silny.
      Jak ma być jednak silny, gdy mężczyzna goni gdziekolwiek, bo nie zastanawia się, bo nie bierze serio zaangażowania?
      Jak ma być silny związek, jak kobieta ma w nosie relację z mężczyzną, a bardziej ją interesuje, „czy jest atrakcyjna?”
      Czy aż tak bardzo mężczyźnie to imponuje, że jest atrakcyjna? A może bardziej go będzie pociągać, że umie z nim być, że dostrzega go, uznaje za wartościowego przez swoją postawę, wypowiedzi?
      Ważniejsze ponad super-hiper wygląd jest to, aby potrafiła stworzyć relację, aby potrafiła umieć podnieść komunikację na taki poziom, aby nieświadoma, nieunikniona relacja męsko-damska zaczęła być możliwa do objęcia przez świadomość.
      Bo dopiero wtedy może się pojawiać partnerstwo.
      Serduszka na fejsbuku tego nie załatwią.
      Nie załatwią tego wymalowane, wycezelowane paznokcie.
      Nie załatwi tego nowe auto w lizingu, ani też nowe kafelki w super łazience.
      Bo nie na tym polega tworzenie więzi w związku.
      Ale panie uważają, że właśnie na tym. Bo ich ciało im to mówi.
      A przecież wszyscy potwierdzali im, że one wiedzą wszystko co wiedzieć powinny!
      I w obszarze partnerstwa nie musza się niczego uczyć.
      Cóż za kłamstwo.
      Nowoczesna cywilizacja dodatkowo mocno wspiera taką bajeczkę, fantazję poprzez trend konsumpcyjny. I ludzie bez Ducha łapią się na to, łykają to bez popitki, te wszystkie „nowoczesne dobra” za kolejne wyrzeczenia. Wyrzeczenia czyli zabraną energię i czas od relacji z mężem, partnerem i z dziećmi.
      * Skąd brać mądrość?
      Gdzie się o tym ma kobieta nauczyć? Od mężczyzn, od tych, którzy mają refleksyjność, od tych, którzy wiedzą jakie idee realnie, rzeczywiście wspierają małżeństwa, związki.
      A takich mężczyzn jest co kot napłakał.
      Raz, że ogromna ilość pochodzi z Linii Ewolucyjnej, a dwa, że spora część jest bez Ducha (nawet ci, którzy są spoza L.E.).
      No i panie są „skazane” na domyślanie się i wystawione na swoje ciało, które każe im „dobrze wyglądać” zamiast dobrze funkcjonować. Każe im dbać o potomstwo, zamiast dbać o związek.
      Kto ma uszy niechaj słucha – kto jest w stanie odebrać ten przekaz, to odbierze. Większość nie odbierze. Dla większości ludzi w populacji jest to głos głuchego dzwonu, nie obudzi ich, bo też i nie ma tam u nich co się budzić. Trzeba to brać pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie, które mimo, iż „szkolone” to w większości nigdy „wyszkolone” nie będzie, niezależnie jak bardzo nauczyciele różnych szczebli by się nie przykładali (pracowałem wiele lat jako nauczyciel, więc wiem co nieco o tym).
      Ale ci, którzy mają na to uszy otwarte, którzy poszukują tej wiedzy, odkłamania rzeczywistości, zobaczenia jej w realnym świetle, zauważą zarówno ograniczenia i uwarunkowania, w których żyją, które przynosi im ich własne życie,
      jak i zobaczą drogi wyjścia, że jest tu i tu szansa, że tu i tu jest jednak (chociaż niewielka) możliwość, „aby się udało”.
      Bo może się udać. I w związkach, i w rodzinie, i w wychowaniu dzieci.
      Czego szukać u drugiej strony?
      Ludzie szukają „tego odpowiedniego chłopaka”, „tej odpowiedniej dziewczyny”. Jest to jak najbardziej poprawne. Ale.. czy dobrze wiedzą kogo? Czy dobrze wiedzą jakimi kryteriami się kierować, jak ten ktoś wymarzony miałby postępować?
      Tu, w tym tekście daję jedno wskazanie.
      Chłopak ma szukać takiej dziewczyny, która jest nastawiona na partnerstwo, a nie na „bycie panią w związku”. Tu wskazanie jest proste. Sam chłopak ma oczywiście też chcieć pracować na zaangażowaniem w związek. Ale jak ona chce się angażować w partnerstwo (a nie w wysławianie siebie pod niebiosa), to i on to łatwiej zrobi.
      W stosunku do kobiet jest ciężej. Związek jest jej domeną, więc ona więcej tu znaczy.
      Dziewczyna ma nie tyle coraz bardziej upiększać siebie, bo to jest działanie zewnętrzne, które dosyć szybko transportuje ją w obszar bez realnego zwycięstwa, natomiast przywodzi w obszar zainteresowania panów mających symbionty (krokodyle). Którym bardzo podoba się „dziewczyna z tej wyższej półki, dziewczyna lepszej jakości”. Krokodyle tylko czekają, żeby coś było niezwykłe materialnie, lepszej jakość. Lepsza kiecka, lepsze buty, lepszy makijaż. To dla nich! Dla nich to Najlepsze, bo kr. przecież jest tego warty! Sami widzicie, że bezrozumne upiększanie siebie więcej i więcej w prosty sposób przyciąga uwagę tego najgorszego, co kobiecie się może zdarzyć.
      (Chociaż wiele bezmyślnych panien właśnie tego chce! nie wiedząc, że za 20 lat będą bardzo przygnębione tym biologicznie sterowanym wyborem.. Będą narzekać i biadać i wypominać.. ale same się ku temu przysłużyły. To tak aby pokazać ciąg przyczynowo – skutkowy.)
      I tak właśnie kosmetyki nawet mają te reklamy „Jesteś tego warta!”
      Panie też mają duże wyzwania, ponieważ (zwłaszcza te, które nie trenują partnerstwa, a opierają się na swojej osobistej fantastyczności) to te panie właśnie ciągnie do drani, do tych, którzy tak świetnie wyglądają i funcjonują! A są to oczywiście ci panowie z symbiontami.
      Są to ci, którzy pierwsi zauroczą swoją przebojowością, uśmiechem i pierwsi potem rzucą w cholerę tę dziewczynę bo przyjdzie lepsza szprycha od niej. I młodsza, zwłaszcza po iluś latach relacji.
      i koniec. Warto się wyzwolić!
      I tyle, więcej nie ma co gadać. Jak komuś mało tekstu, można ten przeczytać ileś razy. Wskazania są krótkie i zwięzłe, ale korzyści z zastosowania mogą być ogromne, rozlewające się na całe życie partnerskie, małżeńskie, bycie rodzicem, babcią, dziadkiem, przeżywanie zaspokojenia w tej sferze.
      Kto zrozumie – może się liczyć w poczet tych szczęśliwców, którzy mają refleksję. I widzą „masy ludzkie”, które są rządzone przez energetyczne edykty Anunnackie, ale nie dla ludzkiego szczęścia. Dla zrobienia z nas nieszczęśliwych, cierpiących niewolników, którzy nawzajem ze sobą się biją, także (a może przede wszystkim) emocjonalnie. I w związkach.
      Niemniej.. nic nie stoi realnie na przeszkodzie, aby podjąć pracę nad sobą (czasami ciężką i wymagającą samozaparcia wobec nachalnej biologii) i z tej nieświadomej masy się wyzwolić.
       
       

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.