Jump to content

Jebać miłość!


Recommended Posts

n9dsgq94vo6n.png

 

     Odeszła moja miłość, wlazła do komory silnikowej, nikt nie zauważył, syn przekręcił kluczyk...

Połamana miednica, połamana z przemieszczeniem kość udowa, oderwana chrząstka od kości w stawie kolanowym, obrażenia wewnętrzne.

Musiałem poddać eutanazji godzinę temu, kurwa ale boli.

Dwa tygodnie temu, uśpiłem moją sunię 12 letnią, owczarek niemiecki, kręgosłup...

 

Kurwa jak to wszystko boli...

 

   Nie przywiązujcie się chłopaki do nikogo i niczego, wtedy mniej boli.

 

JEBAĆ MIŁÓŚĆ!

  • Like 11
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites

@Adolf wyrazy współczucia. Pożegnałem już kilkoro moich zwierzęcych przyjaciół i wiem jaki to ból. Ale każda minuta z nimi była warta wspólnego przywiązania, nawet za cenę ich śmierci i własnego cierpienia po ich stracie. Ja w każdym razie będę się nadal przywiązywał.

  • Like 8
Link to post
Share on other sites

Szczere kondolencje @Adolf widać ile dla Ciebie znaczyła. Szkoda, wielka szkoda zwierzaka. Może to dziwne ale bardziej w moim przypadku zwierzęta zasługują na więcej miłości niż niektórzy ludzie. Kochają przynajmniej szczerze. Sam mam kotkę i psinkę. Kicie przyniosły siostry koleżanki i tak ją odratowaliśmy bo była bardzo malutka, karmiliśmy ją, spaliśmy ale też miała przypadek że prawie nie przeżyła gdy zaklinowała się pomiędzy oknami i poruszała się jak foka. Na szczęście dało się uratować mimo opinii jednego debila, który postawił na nią krzyżyk. Żyje z nami do dzisiaj. Psina ze schroniska zabrana jest tak samo pełnoprawnym członkiem rodziny. Poprzednie zwierzaki, które odeszły w człowieku też wywołały takie emocje, żal, rozpacz. Dla niektórych to tylko zwierzaki ale dla wielu ludzi to przyjaciel, kompan i istota która kocha szczerze nie patrząc na twój zasób portfela czy pozycję społeczną. Trzymaj się, jestem z Tobą!

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

W takim razie, jednak opiszę ostatnią historię, być może ku pokrzepieniu. A dotyczy tego oto poniżej, naszego przyjaciela w czasie. Miał na imię Iwan(ek), choć okazał się być samiczką :) No cóż, był malutki jak do nas trafił i trzeba go było jakoś ochrzcić a płci jeszcze rozpoznać się nie dało. 

tie2ea7haar3.jpg

 

Dzień jego (jej) śmierci był czarny jak piekło. Czarna sobota. Siedzieliśmy z Blondi w kuchni, trzymałem jego małe ciałko w dłoniach i beczeliśmy oboje godzinami. 

Kilka tygodni później miałem sen. Nie będę zbyt głęboko wnikał, ale miewam często sny powiedzmy "prorocze" i przeczucia wydarzeń, które często mają potem miejsce. Taka rodzinna "klątwa", która co najmniej jedną osobę uchroniła od pewnej śmierci.

 

W tym śnie spotykam rosłego młodzieńca o kruczoczarnych, bujnych włosach zaczesanych do tyłu i wysoko postawionych (sic!), który uśmiecha się do mnie radośnie. Podchodzimy do siebie a on szczerzy się jeszcze bardziej i ze śmiechem pyta:

- nie poznajesz mnie, prawda?

- nnnoo nie

- to ja, Iwan - i klepnął mnie w plecy.

Obudziłem się w tym momencie i wciąż czułem to klepnięcie na łopatce.

  • Like 9
Link to post
Share on other sites

Współczuje Ci. Niestety, to co się stało, to już się nie odstanie. Zostaje wspomnienie wspólnych chwil.

 

Ale myślę też, że za jakiś czas nowe z Braci Mniejszych zagości u Ciebie pod dachem i znów obdarzysz tym szlachetnym uczuciem.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Adolf współczuję Ci, bo wiem jak to jest, kiedy zwierzak z którym się związaliśmy w pewnym momencie odchodzi.

 

Myślę też, że @Arox ma rację. Jeden mój znajomy kiedy jego pies zdechł to się popłakał i mówił, że żadnego innego nie chce. Po jakimś czasie dostał od swoich dzieci nowego psiaka i powoli zaczyna się przywiązywać do niego.

Edited by HORACIOU5
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Każdy z nas jest tutaj na chwilę. Sam straciłem zwierzaka i wiem jaki jest to ból emocjonalny jak byliśmy do niego przywiązani. Mimo wszystko wierzę osobiście, że kiedyś wszyscy się spotkamy w jednym miejscu.

 

Wyrazy współczucia.

  • Like 4
Link to post
Share on other sites

   Z sunią było łatwiej, wiedziałem że jest kiepsko, spodziewałem się tego.

 

Kicia, była taka młoda, zginęła przez swoją głupotę i moją nie rozwagę, bardziej boli.

 

   Nic, jutro będzie lepiej.

 

@Cichacz rozkleił mnie Twój filmik. Dzięki.

Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Rnext napisał:

Ale każda minuta z nimi była warta wspólnego przywiązania, nawet za cenę ich śmierci i własnego cierpienia po ich stracie.

Jeśli ból jest reakcją na stratę naszego zwierzęcego przyjaciela, czyli uświadamia nam jak bardzo kochaliśmy i ceniliśmy tą istotę u naszego boku to myślę, że jest warte choć chwilę pocierpieć ku pamięci zwierzątka. Z czasem przejdziemy z tym do porządku dziennego ale to stworzenie nadal będziemy wspominać z uśmiechem na twarzy. Sam miałem psa, szczeniaka, którego przygarnąłem, był zdrowy. Po jakimś czasie pobytu u mnie (mój tata prowadzi firmę więc sporo ludzi sie przewija) zauważyłem, że pies nie rusza się prawidłowo. Prawdopodobnie miał coś z kręgosłupem. Jeździłem po wielu wet, i zazwyczaj proponowali zwierzę uśpić na co się zgodzić nie chciałem. Gdybym to zrobił, nie miałbym u swego boku tego psiaka jeszcze kilku (ok.7) lat. Wydawało się, że już wszystko z nim okej, bo w miedzyczasie przygarnąłem dwa inne szczeniaczki i on mając kompanów do zabaw odżył. Niestety, tej zimy wychodząc na dwór zobaczyłem jak leży bez tchu. Żałuję tego psiaka również, choć ból przeminął to w pamieci nadal ma swoje miejsce ;) także @Adolf trzymaj się i bądź dobrej myśli, jutro będzie lepsze.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Pies którego pochowałem to właściwie jedyna istota na tym świecie dotychczas za którym płakałem, jedyna istota która cieszyła się na mój widok, kochała mnie bezinteresownie, no prawie, bo micha miała być pełna :)

Nie mniej jednak, rozkleiłem się i płakałem jak dziecko jak kopałem dół dla mojego pupila...

@Adolf trzymaj się bracie!

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Przykre to i przejmujące, :( tym bardziej że sympatyczne zwierzaki widziałem na własny wzrok i też je głaskałem. Na domiar wszystkiego życie zazwyczaj układa to tak, że takie przypadki niestety zachodzą prawie jednocześnie.

 

Przyjmij Adolfie wyrazy współczucia i empatii.

Link to post
Share on other sites

 Ja pochowałem już z 5 psów, pare kotów (a mam jeszcze 9) i za każdym razem ból emocjonalny był nieco mniejszy.

Większość tych zwierzaków była ze mną przez całe dzieciństwo i wchodzenie w dorosłość.

Nie mieliśmy nawet odwagi i sumienia ich usypiać. Chcieliśmy być z nimi do końca, ratowaliśmy ile się da.

 Teraz codziennie patrze na zwierzęta i uzmysławiam sobie, że odejdą, ze moi rodzice odejdą i po prostu trzeba być gotowym na to, że takie jest życie, a nasze przywiązanie, myślimy że wszystko będzie wieczne, to tylko nasza ignorancja, stąd cierpienie. Człowiek łapie kontakt z cierpiniem i rozumie, że takie jest życie, każdy odejdzie, prędzej czy później, ze choćbym się zesrał w gacie, to mój płacz, żal i tak nic tu nie zmieni. Takie jest życie ! 

 Do tej pory krzywda i cierpienie zwierząt budzi we mnie największe uczucia i współczucie. Szkoda koteła. :(  

 

 

Link to post
Share on other sites
Dnia 13.08.2017 o 13:36, Adolf napisał:

   Nie przywiązujcie się chłopaki do nikogo i niczego, wtedy mniej boli.

@Adolf bardzo współczuję straty :(, ale pomyśl ile radości, ciepła i miłości doświadczyłeś właśnie dzięki przywiązaniu do zwierzorów.

Niby nigdy nie odczuwałem potrzeby posiadania zwierzaka, nawet jako dzieciak. Kilka lat temu przygarnąłem taką małą półżywą kocią znajdę. Dziś nie wyobrażam sobie że Zuzi nie ma.

 

Ps.

Czasem robię za taki dom tymczasowy dla małych kotów. Ot, zanim znajdą im stałe domy, to maluchy pomieszkują u mnie i Zuzi. Gdybyś poczuł chęć i potrzebę znów zaopiekować się jakąś kicią, to coś się znajdzie.

 

Trzymaj się.

Link to post
Share on other sites
23 hours ago, Metody said:

 Ja pochowałem już z 5 psów, pare kotów (a mam jeszcze 9) i za każdym razem ból emocjonalny był nieco mniejszy.

Większość tych zwierzaków była ze mną przez całe dzieciństwo i wchodzenie w dorosłość.

Nie mieliśmy nawet odwagi i sumienia ich usypiać. Chcieliśmy być z nimi do końca, ratowaliśmy ile się da.

 Teraz codziennie patrze na zwierzęta i uzmysławiam sobie, że odejdą, ze moi rodzice odejdą i po prostu trzeba być gotowym na to, że takie jest życie, a nasze przywiązanie, myślimy że wszystko będzie wieczne, to tylko nasza ignorancja, stąd cierpienie. Człowiek łapie kontakt z cierpiniem i rozumie, że takie jest życie, każdy odejdzie, prędzej czy później, ze choćbym się zesrał w gacie, to mój płacz, żal i tak nic tu nie zmieni. Takie jest życie ! 

 Do tej pory krzywda i cierpienie zwierząt budzi we mnie największe uczucia i współczucie. Szkoda koteła. :(  

 

 

 

ale to i tak polowa problemu, wystarczy jeden granat EMP... moze moje wnuki sie doczekaja.

Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.