Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
OldBernard

Obawy przed moją własną agresją

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć Bracia.

Mam nietypowy problem (potwierdzony z resztą przez psychologa):

Jestem agresywny, nawet bardzo ale wstydzę/boję się tego okazać, wydobyć z siebie. Jedynie przy niektórych osobach jestem w stanie czasem okazywać swoją prawdziwą naturę. Na codzień "gram" opanowanego, miłego faceta choć wewnątrz przeważnie mnie krew zalewa.

Jak wiadomo tłumienie emocji jest złe i wpływa destrukcyjnie na każdego człowieka.

Dodam , że mam jakieś wrodzone obrzydzenie do przekleństw, a w myślach klnę jak szewc.

 

Czy ktoś ma jakieś doświadczenie w tym temacie? 

 

Z góry dziękuję i pozdrawiam wszystkich braci. 

Edytowane przez OldBernard

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś leworęczny?

Czy posiadasz wiedzę techniczną?

Jakiego wyznania jesteś.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Bracie!

Kiedyś miałem podobnie, to przed moją przygodą z rozwojem osobistym. Bardzo dużo pomagają mi afirmacje, karmienie swojej podświadomości piosenkami z pozytywnym przekazem, oglądanie szczęśliwych ludzi, zwierząt, które opiekują się dziećmi itp. Zrozumiałem to po jednej z audycji guru na temat podświadomości i reklam. Dziękuję @Stulejman Wspaniały za wiedzę, którą mi tym jednym z wielu filmików przekazałeś. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, OldBernard napisał:

Dodam , że mam jakieś wrodzone obrzydzenie do przekleństw, a w myślach klnę jak szewc.

Masz jakiś dziwny program, być może coś w dzieciństwie zostało Ci wbite do głowy i w życiu dorosłym dochodzi do takiej sprzeczności.

Znajdź czas na spokojne spacery po lesie lub sprawdź jak działa na Ciebie medytacja.

Edytowane przez variantb
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

medytacja, mindfullness - tyle w temacie. W zasadzie 1 godzina dziennie medytacji do końca Twojego życia, jeśli chcesz prowadzić naprawdę zdrowę, świadome życie. Jeśli myślisz, że społeczeństwo, a nawet ludzie z tego forum są zdrowi emojonalnie i psychicznie, to grubo się pomylisz. Sami neurotycy. Ja również nim jestem, ale trening, trening, trening robi swoje i za 10,15, 20 lat będę inną osobą.

 

Edytowane przez Metody
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobny problem co @OldBernard. W nowym towarzystwie jestem nieśmiały, ale przy rodzicach i wieloletnich ziomkach jestem bardzo agresywny i mam tiki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@OldBernard Jesli masz pokłady agresji w sobie na początek zapisz się na sztuki walki - boks, tajski boks inne formy lub biegaj. Rozładuj agresję w sposób, który pochłania energię, medytacja też pomoże jeśli jesteś w stanie siedzieć w spokoju przez określoną ilość czasu i mieć oczyszczony umysł. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Już to napisano - medytacja, uważność, bycie tu i teraz. Jak problem się wylewa za mocno z Ciebie, to na początek jakieś delikatne leki, bo lepiej szarpnąć wątrobę, niż zrobisz coś głupiego i pod celą szarpną Ci prostatę.

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
57 minut temu, Antares napisał:

@OldBernard Jesli masz pokłady agresji w sobie na początek zapisz się na sztuki walki - boks, tajski boks inne formy lub biegaj. Rozładuj agresję w sposób, który pochłania energię, medytacja też pomoże jeśli jesteś w stanie siedzieć w spokoju przez określoną ilość czasu i mieć oczyszczony umysł. 

Powiem tak: od ok.4 lat intensywnie trenuję sztuki walki , od ponad dwóch lat kung fu i tai chi i od strony agresji fizycznej jest o niebo lepiej również wpłynęło to pozytywnie na moje poczucie szczęścia i pewność siebie. Gorzej jeśli chodzi o sferę charakterologiczną i momenty "walki słownej", czyli wtedy gdy trzeba być agresywnym i zawalczyć o swoje (w cywilizowany sposób).

 

Mam domysły , że może chodzić o moje "programy" w głowie.

Całe życie wychowywała mnie matka (mam 22lata). Zawsze mi powtarzano , trzeba być miłym, skromnym, nie wybijać się a każda pewność siebie z mojej strony traktowana była jak "chamskość" , i to chyba mi teraz pokutuje ale nie wiem jak się konkretniej za to zabrać.

Edytowane przez OldBernard

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
24 minuty temu, Stulejman Wspaniały napisał:

Już to napisano - medytacja, uważność, bycie tu i teraz. Jak problem się wylewa za mocno z Ciebie, to na początek jakieś delikatne leki, bo lepiej szarpnąć wątrobę, niż zrobisz coś głupiego i pod celą szarpną Ci prostatę.

Czy tai chi podpada pod medytację? (Modlitwa buddy , formy kung fu itd.) 

 

a co do leków nie wierzę w nie. Brałem już przeciwdepresyjne. Na krótką metę maskują problemy ale ich nie rozwiązują.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przełamuj w takim razie programy, które Ci wgrano,  to się wiąże z wystawianiem na sytuacje poza strefą komfortu i żmudna długa praktyka. Bądź sobą, jesli coś Cię w środku gryzie i jest niespójne z Tobą na zewnątrz to zmień to, bo będziesz się katował. Nic nie przyjdzie łatwo ale przyjdzie... 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
31 minut temu, Antares napisał:

Przełamuj w takim razie programy, które Ci wgrano,  to się wiąże z wystawianiem na sytuacje poza strefą komfortu i żmudna długa praktyka. Bądź sobą, jesli coś Cię w środku gryzie i jest niespójne z Tobą na zewnątrz to zmień to, bo będziesz się katował. Nic nie przyjdzie łatwo ale przyjdzie... 

"Zmień to" - to tak jak byś powiedział człowiekowi w depresji - "Bądź optymistą". 

 

Nadal nic nie wiem.

Wychodzenie poza strefę komfortu? Mam za którymś razem się nie powstrzymać i zbesztać kogoś albo od razu je*nąć?

 

3 godziny temu, Tornado napisał:

Jesteś leworęczny?

Czy posiadasz wiedzę techniczną?

Jakiego wyznania jesteś.

 

-Praworęczny , ale wyrobiłem w miarę kontrolę nad obiema rękami(lata nauki gry na perkusji i fortepianie, sztuki walki, pisanie również lewą ręką). 

-Po technikum mechanicznym 

-wychowany w duchu katolicyzmu ale po audycjach Pana Kotońskiego , powoli z tego wychodzę. Z resztą zawsze czułem , że z tymi religiami jest coś nie tak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytałem kiedyś, że wszelkiego rodzaju problemy psychiczne mogą być wynikiem różnego rodzaju bakterii, toksyn lub pasożytów w organizmie. Może warto zrobić sobie jakieś badania w tym kierunku.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie o tym też myślałem. Mam jakieś problemy z jelitami, gazy, kloc 5 razy dziennie. Byłem u gastrologa - nic. Robiłem badania krwi - nic, test na nietolerancję glutenu - nic. W sumie nie wiem co jeszcze można zrobić. 

Pomoże ktoś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zatem odp:

Zaczynasz mieć ektopie skrzyżowaną obu półkul mózgowych.

Prawa zaczyna mocniej działać niż u normalnego człowieka i zaczynasz postrzegać jakby inaczej.

Jako mechanik znasz podświadomie/wyuczone  pojęcia jak: proces,linearność,wynikowość,continuum,akcja-reakcja,elementaryzm......itp

Jako Katolik zostałeś napchany mistycyzmem (emocjonalnym postrzeganiem wcześniej wymienionych procesów) i nie było to spójne.

Teraz jak, że poznajesz np pojęcie "kocha się po prostu" widzisz jak składa się z kwantów i procesów a nie mistyczne Love krowę pisał byk.

Z tond konflikt i proces wyparcia, bycia cały czas oszukiwanym - ktoś ci powiedział, że auto po prostu jeździ a ty wiedziałeś o wielu składowych(karoseria,silnik,panewki,wałek atakujący,pompy,szyby,zbiornik,maglownica itd) .

Niema żadnego po prostu są procesy/kwanty/energia/czas, akcje i reakcje. 

 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli jesteś takim cichym skurwielem, najłatwiej to chyba zacząć wyrażać co Ci nie pasuje i liczyć małe sikcesy, dla biernej agresji pomocny jest trening.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
54 minuty temu, Tornado napisał:

Zatem odp:

Zaczynasz mieć ektopie skrzyżowaną obu półkul mózgowych.

Prawa zaczyna mocniej działać niż u normalnego człowieka i zaczynasz postrzegać jakby inaczej.

Jako mechanik znasz podświadomie/wyuczone  pojęcia jak: proces,linearność,wynikowość,continuum,akcja-reakcja,elementaryzm......itp

Jako Katolik zostałeś napchany mistycyzmem (emocjonalnym postrzeganiem wcześniej wymienionych procesów) i nie było to spójne.

Teraz jak, że poznajesz np pojęcie "kocha się po prostu" widzisz jak składa się z kwantów i procesów a nie mistyczne Love krowę pisał byk.

Z tond konflikt i proces wyparcia, bycia cały czas oszukiwanym - ktoś ci powiedział, że auto po prostu jeździ a ty wiedziałeś o wielu składowych(karoseria,silnik,panewki,wałek atakujący,pompy,szyby,zbiornik,maglownica itd) .

Niema żadnego po prostu są procesy/kwanty/energia/czas, akcje i reakcje. 

 

Zatkało mnie

 

30 minut temu, aras napisał:

Czyli jesteś takim cichym skurwielem, najłatwiej to chyba zacząć wyrażać co Ci nie pasuje i liczyć małe sikcesy, dla biernej agresji pomocny jest trening.

 

Ok, czyli wychodzi na to , że zostaje mi trening medytacji... i musowo jakaś dieta.

 

ehh, więcej pytań niż odpowiedzi ;) - praca, praca,praca!

 

Dziękuję tutaj wszystkim braciom , którzy włączyli się do dyskusji. 

Pozdrawiam

 

temat do zamknięcia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi pomogło zbicie kortyzolu :) wcześniej też byłem cichym skurwielem, agresja tylko przy bliskich(słowna nie fizyczna). Po zboczu kortyzolu mniej stresu, agresywny jestem przy wszystkich, już się nie powstrzymuje, ale za to ta agresja jest rzadziej i mniejsza 

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 godzin temu, Metody napisał:

Jeśli myślisz, że społeczeństwo, a nawet ludzie z tego forum są zdrowi emojonalnie i psychicznie, to grubo się pomylisz. Sami neurotycy.

 

Ja zaryzykuję, że ogół społeczeństwa boryka się z tego typu przypadłością. Wyścig szczurów i brednie, którymi jesteśmy karmieni doprowadza do takiego stanu rzeczy.

 

My mamy taką przewagę, że dostrzegamy problem, i naprawiamy szkody, co nie jest łatwe, ale jak najbardziej wykonalne.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, seven napisał:

Mi pomogło zbicie kortyzolu :) wcześniej też byłem cichym skurwielem, agresja tylko przy bliskich(słowna nie fizyczna). Po zboczu kortyzolu mniej stresu, agresywny jestem przy wszystkich, już się nie powstrzymuje, ale za to ta agresja jest rzadziej i mniejsza 

Ok. Czym obniżyłeś kortyzol? Medytacją?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem to samo. Zawsze byłem opanowany, choć w środku się we mnie gotowało. Ale parę razy nie dałem rady, pękłem i o mało źle się to dla mnie skończyło.  Dopiero treningi Kyokushin cztery razy w tygodniu po 2 godziny pomogły. Bywało, że nie miałem siły iść się wyszczać po zejściu do przebieralni.

Pomagało, do póki ćwiczyłem. Ale uczucie wewnętrznego spokoju było tak kuszące, że z czasem zacząłem wypracowywać w sobie spokojne reakcje nawet na ostre zaczepki. Zauważyłem, jak agresorów trafia szlag na mój spokój i obojętność, zacząłem czuć satysfakcję, że to ich krew zalewa i tracą kontrolę, a mnie ciśnienie co najwyżej dygnęło. Niestety szybko zauważyłem, że zachowuję zbytni spokój, także w sytuacjach gdy należało zareagować ostrzej. Trudna sprawa, do tej pory sprawia mi to trudności. Agresję mam pod kontrolą, ale popuszczam jej znacznie więcej niż kiedyś, taki wentyl bezpieczeństwa. Jak powiedział ponoć ojciec do Łomnickiego (ekranowy Pan Wołodyjowski), "jak nie będą się ciebie bali, będą się z ciebie śmiali".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Bojkot napisał:

Miałem to samo. Zawsze byłem opanowany, choć w środku się we mnie gotowało. Ale parę razy nie dałem rady, pękłem i o mało źle się to dla mnie skończyło.  Dopiero treningi Kyokushin cztery razy w tygodniu po 2 godziny pomogły. Bywało, że nie miałem siły iść się wyszczać po zejściu do przebieralni.

Pomagało, do póki ćwiczyłem. Ale uczucie wewnętrznego spokoju było tak kuszące, że z czasem zacząłem wypracowywać w sobie spokojne reakcje nawet na ostre zaczepki. Zauważyłem, jak agresorów trafia szlag na mój spokój i obojętność, zacząłem czuć satysfakcję, że to ich krew zalewa i tracą kontrolę, a mnie ciśnienie co najwyżej dygnęło. Niestety szybko zauważyłem, że zachowuję zbytni spokój, także w sytuacjach gdy należało zareagować ostrzej. Trudna sprawa, do tej pory sprawia mi to trudności. Agresję mam pod kontrolą, ale popuszczam jej znacznie więcej niż kiedyś, taki wentyl bezpieczeństwa. Jak powiedział ponoć ojciec do Łomnickiego (ekranowy Pan Wołodyjowski), "jak nie będą się ciebie bali, będą się z ciebie śmiali".

Jak pewnie wcześniej czytałeś, również ćwiczę (również 4 razy w tyg i oprócz tego w domu. Wolne mam tylko w niedzielę) , ale nie w tym problem. Przeczytaj proszę cały wątek, może zrozumiesz o co mi chodzi. Pzdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MoszeKortuxy
      http://mediumpubliczne.pl/2017/04/ksiaze-william-wezwania-samobojcow-rzucaja-swiatlo-stan-psychiczny-mezczyzn/
       
      Coraz więcej osób dostrzega ten problem i zaczyna o nim mówić. To dobra wiadomość
      Książę Cambridge mówi, że samobójstwa mężczyzn, jakie obserwował jako pilot śmigłowca pogotowia ratunkowego, pomogły mu zrozumieć skalę problemu.
       
      Książę Cambridge udzielił wspólnie ze swoim bratem, księciem Harrym, wywiadu na temat zmagań z problemami męskości i zdrowia psychicznego. Opowiedział w nim o szoku, jakiego doznał, gdy podczas pracy jako pilot śmigłowca pogotowia ratunkowego po raz pierwszy dostał wezwanie do samobójcy.
       
      Książę William powiedział, że punktem zwrotnym w zrozumieniu męskich zmagań z problemami psychicznymi była praca w lotniczym pogotowiu ratunkowym w Anglii Wschodniej.
       
      – Moje pierwsze wezwanie dotyczyło samobójcy i powiedziano mi, że tylko w regionie Anglia Wschodnia dochodzi do pięciu samobójstw lub prób samobójczych dziennie. Kiedy się temu przyjrzałem, byłem zszokowany, jak poważna jest sytuacja – w Wielkiej Brytanii samobójstwo jest najczęstszą przyczyną zgonu mężczyzn poniżej 45 roku życia, co jest zdecydowanie alarmujące. 
       
      Książę wyraził podziw wobec gwiazdy muzyki grime Stormzy’ego, sportowców Rio Ferdinanda i Freddiego Flintoffa i rapera Professora Greena za to, że publicznie mówią o presji i zdrowiu psychicznym.
       
      Wywiad z książętami jest częścią kampanii mającej zachęcić do większej otwartości w rozmowach na temat problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Niedawno książę Harry wyznał, że sam korzystał ze wsparcia psychologa po tym, jak niemal załamał się po śmierci matki i przeżył dwa lata „totalnego chaosu”, które zmusiły go do przepracowania tego nieszczęścia.
       
      Wywiad dla „CALMzine”, magazynu wydawanego przez Kampanię Przeciw Życiu w Smutku, ukazał się w specjalnym wydaniu z okazji Maratonu Londyńskiego, w trakcie którego książęta wraz z księżną Cambridge będą dopingować biegaczy biorących udział w akcji na rzecz zdrowia psychicznego Heads Together. Organizacja ta jest specjalnym gościem tegorocznego maratonu.
       
      Opowiadając o tym, że dla mężczyzn mówienie o problemach psychicznych jest często oznaką słabości, książę William wspomniał: – Są sytuacje, kiedy należy zachować zimną krew, ale nie kosztem własnego zdrowia psychicznego. Niedawny wywiad dla Stormzy o depresji księcia był niezwykle poruszający i pomoże młodym mężczyznom zrozumieć, że troska i rozmowa o własnej psychice i ciele jest oznaką siły. Członek rodziny królewskiej wyraził nadzieję, że przyszłe pokolenia będą uważać za normalne mówienie o swoich emocjach. – Kate i ja nie mamy wątpliwości, że chcemy, aby zarówno George, jak i Charlotta, wyrośli w przekonaniu, że mogą mówić o swoich emocjach i uczuciach.
       
      Książę Harry, który będąc w wojsku odsłużył dwie zmiany w Afganistanie i aktywnie uczestniczy w kampaniach na rzecz podniesienia świadomości na temat zdrowia psychicznego w wojsku, uważa, że osiągnięto już pewien postęp. – W wojsku obraz [problemów psychicznych] jest skomplikowany, gdyż z jednej strony mamy do czynienia z niesamowitym poczuciem braterstwa i przynależności pomiędzy tobą i twoimi towarzyszami – powiedział magazynowi.
       
      – Zrobisz dla nich wszystko: wyczyścisz im buty, przeciągniesz ich przez bagno – wszystko. Z drugiej jednak strony, to wzajemne wsparcie do dziś nie obejmowało troski o to, jak czuje się twój współtowarzysz, jak patrzy na sprawy. Gdy służysz, dbasz o swoją formę fizyczną, swoje wyszkolenie, swój ekwipunek, ale nie o swoją głowę.
       
      Zdecydowanie istnieje poczucie dumy, które przeszkadza wojskowym mówić o swoim stanie psychicznym i zwrócić się o pomoc. To się teraz zmienia i jestem dumny, że zostałem częścią kampanii Heads Together. Mam nadzieję, że jeśli mężczyźni zobaczą, że [nawet] żołnierze rozmawiają o swoim zdrowiu psychicznym, to doda im odwagi, by zrobić to samo.
       
      W poniedziałkowym wywiadzie dla „The Daily Telegraph” książę wspominał, jak przeżył śmierć swojej matki i ile czasu zajęło mu przepracowanie tej traumy: – [Myślałem], że to nie tylko będzie mnie zasmucać, że nie zwróci mi jej – powiedział. – Zatem z emocjonalnej strony myślałem sobie: „dobra, nigdy nie pozwól, aby emocje wpływały na cokolwiek”.
       
      Byłem zatem typowym 20-, 25-, 28-latkiem biegającym wkoło i powtarzającym, że „życie jest wspaniałe” lub „życie jest w porządku” i to było właśnie to. Później odbyłem kilka rozmów i nagle cały ten smutek, którego nie przepracowałem zaczął wypływać na wierzch i uświadomiłem sobie, że tak naprawdę jest dużo rzeczy, z którymi muszę się zmierzyć.
       
      19 kwietnia, cztery dni przed maratonem, księżna Kate przyjmie biegaczy z drużyny Heads Together w pałacu Kensington, aby porozmawiać o tym, dlaczego biegają, i pożyczyć im powodzenia. Książę William będzie uczestniczył w pokazie filmu dokumentalnego BBC pt. „Mind Over Marathon”, który odbędzie się 18.kwietnia w teatrze radia BBC. Dokument pokazuje losy 10 biegaczy dotkniętych problemami psychicznymi. 20 kwietnia cała trójka przedstawicieli rodziny królewskiej otworzy Global Academy w celu wsparcia organizacji Heads Together.
    • Przez MoszeKortuxy
      http://www.pch24.pl/czy-ameryka-skonczy-z-feministycznym-obledem--pch,59363,i.html#ixzz5BmSAqIhf
      Redakcja renomowanego słownika amerykańskiego Merriam-Webster ogłosiła, że w 2017 roku najczęściej sprawdzanym słowem był wyraz „feminizm”. Stał się on trendy po zwycięstwie Donalda Trumpa, którego prezydencka inauguracja spotkała się z protestami wulgarnego marszu kobiet. Drugi skok popularności zapewniła słowu kampania #MeToo w reakcji na skandal z Harveyem Weinsteinem.
       
      Historycznie rzecz biorąc, klasyczna walka feministek z ekonomiczną dominacją mężczyzn oraz o „prawo” do aborcji przyniosła im spore sukcesy, więc potrzebne były nowe kierunki. Dziś feminizm jest filozofią nienawiści do mężczyzn oraz tzw. intersekcjonalną platformą walki o władzę , czemu sprzyja sterowana bałkanizacja społeczeństwa amerykańskiego.
       
      Mimo gwarantowanego prawem równouprawnienia płci, feministki wolą tkwić w mentalności ofiary. Daje im to nie tylko uprzywilejowany status względem mężczyzn, ale i usprawiedliwia niegodziwe działania. Widać to choćby w szerzeniu propagandy o rzekomej epidemii gwałtów na uczelniach. Dostępne dane przeczą histerii feministek, ale mając wsparcie mediów oraz Partii Demokratycznej, czują się mocne. Co jakiś czas wybucha nowy skandal z wyeksponowanym kłamstwem, które ma ilustrować tezę o panującej na kampusach rzekomej kulturze gwałtu.
       
      W 2006 roku głośnym echem odbiła się sprawa o zbiorowy gwałt na czarnoskórej dziewczynie przez trzech białych studentów na Duke University. Nie tylko media, ale i władze uczelni bezkrytycznie uwierzyły studentce jeszcze zanim przeprowadzono śledztwo. Doszło do manipulowania wyników badań DNA oraz pozbawienia oskarżonych konstytucyjnego prawa do domniemania niewinności. Rok później oskarżeni zostali uniewinnieni a politycznie motywowanego prokuratora pozbawiono licencji prawnika. Władze uczelni nie przeprosiły nikogo i nikt nie stracił stanowiska. Rzekoma ofiara gwałtu, którego nigdy nie było, nigdy nie została pociągnięta do odpowiedzialności karnej za wniesienie fałszywych oskarżeń.
       
      Kilka lat po tym skandalu magazyn „Rolling Stone” opublikował szokujący w szczegółach artykuł o zbiorowym gwałcie na studentce University of Virginia. Po paru miesiącach okazało się, iż rzekoma ofiara historię zmyśliła, a dziennikarka magazynu nie zadała sobie trudu, by gdziekolwiek sprawdzić wiarygodność opowieści zanim oddała artykuł do publikacji! Po procesie sądowym pismo zostało ukarane wysokimi kosztami, ale redakcja nie zwolniła nieuczciwej pracownicy.
       
      Uczelniane „trybunały rewolucyjne”
      Wydawałoby się, że wobec ekscesów feministek demokraci nie będą się spieszyć z kolejnymi przywilejami dla kobiet na kampusach. Ale w 2011 roku Ministerstwo Edukacji w piśmie do rektorów wszystkich uczelni wezwało je do prowadzania śledztw oraz do orzekania o winie oskarżonych o seksualną przemoc przez specjalne sądy na kampusach. Odtąd „dowodem” stało się przekonanie rzędu 50,1 procenta , że doszło do przestępstwa! Wywołało to lawinę sądów quasi kapturowych, pozbawiających studentów konstytucyjnych praw i ułatwiających studentkom składanie wątpliwych oskarżeń.
       
      W efekcie zmalała kontrola nad prawdomównością powódek, błędną identyfikacją sprawców i pomyłkami śledczych. Studentów wyrzuca się z uczelni po wyroku sądu, który pozbawia ich prawa do domniemania niewinności, do posiadania obrońcy oraz do przepytywania świadków strony skarżącej! Towarzyszy temu poszerzanie definicji gwałtu, co ułatwia studentkom oskarżanie o ten czyn chłopaka, z którym spały po wspólnej alkoholowej imprezie.
       
      Na niektórych uniwersytetach do oskarżenia o gwałt wystarczy brak wyrażonej uprzednio na piśmie zgody studentki na współżycie! Trudno nie dostrzec jak w tym klimacie jak zaciskanie pętli politycznej poprawności może obracać się przeciwko całkowicie niewinnym ludziom. Skoro bowiem wyroki w sprawach o gwałt orzekane są tak lekkomyślnie a rzucanie falszywych oskarżeń pozostaje bezkarne, co stoi na przeszkodzie by kobiety mogły mścić się na nielubianych kolegach bądź z zazdrości rujnować ich naukowe kariery – także jeśli obwiniani swych rzekomych ofiar nawet nie dotknęli?
       
      Promowana przez feministki propaganda rzekomej „kultury gwałtów” znajduje poparcie demokratów i adwokatów, którzy mocą specjalnego funduszu rządowego i nadzieją na zyski procesowe doprowadzili do powstania swego rodzaju przemysłu przestępstw seksualnych. Inicjatywa głównej animatorki tej propagandy, nowojorskiej senator Kirsten Gillibrand (Partia Demokrtyczna) otwarła drzwi do zatrudniania licznych ekspertów od uczelnianych sądów, grożąc opieszałym uniwersytetom zawieszeniem federalnych funduszy.
       
      Prestiżowy magazyn „The Atlantic” napisał, że sam Harvard zatrudnia na pełnym etacie 55 ekspertów uczelnianych sądów. Z kolei „New York Times” ujawnił, że w Ministerstwie Edukacji czeka na załatwienie prawie pięćset skarg o przestępstwa seksualne na kampusach, zaś każda z nich wymaga na rozpatrzenie średnio 703 dni!
       
      Fałszywym tezom Kirsten Gillibrand jakoby na kampusach kobiety były bardziej narażone na gwałt niż gdzie indziej, przeczą dane statystyczne Ministerstwa Sprawiedliwości. Mówią one, że w minionych 20 latach ilość przestępstw seksualnych była o 120 procent wyższa na terenach poza uczelniami. Zmalała z kolei znacznie liczba takich czynów na kampusach w przeliczeniu na tysiąc studentów – i to aż do 4,4 procenta w 2013 roku. Ocena 53 najlepszych amerykańskich uczelni w minionym roku ujawniła szokujące dane. Aż trzy czwarte z nich nie gwarantuje studentom prawa domniemania niewinności; tylko 47 procent placówek rzetelnie bada fakty, a 79 procent otrzymało ocenę niedostateczną za lekceważenie prawa do sprawiedliwego procesu.
       
      Minister Devos czyści stajnię Augiasza
      W listopadzie ubiegłego roku wysoka fala akcji # MeToo zaczęła nagle wciągać czarnoskórego kongresmana Johna Conyersa, demokratę i  weterana komisji sprawiedliwości. Choć przyznał on, że z państwowej kasy (!) wypłacił 25 tysięcy dolarów kobiecie oskarżającej go o seksualne molestowanie, to zaprzeczył swej winie i odmówił podania się do dymisji.
       
      Wieloletniego kongresmana bronili początkowo partyjni koledzy protestując przeciwko osądzaniu go na podstawie li tylko słów kobiety, bez zapewnienia mu sprawiedliwego procesu. Okazało się, że to, co wolno robić ze studentami i aktorami, jest niedopuszczalne wobec polityków – Demokratów! Stopień hipokryzji był jednak zbyt duży więc nawet wpływowa Nancy Pelosi, obrończyni „ikony amerykańskiego życia politycznego”, w końcu ustąpiła i Conyers musiał odejść z Kongresu.
       
      Republikanie chcieliby odebrać uczelniom kompetencje orzekania o winie studentów i przywrócić je właściwym organom sądowym. Betsy Devos, nowa minister edukacji w rządzie Trumpa zniosła już kilka rozporządzeń prezydenta Obamy dla uczelni. Regulacje te dotyczyły przestępstw seksualnych, w tym przyjmowania za podstawę do orzekania winy tzw. niskiego wymogu dowodowego, ekspresowego, 60-dniowego okresu śledztwa, a także odmowy zgody na próbę pojednania stron. Ale przed Devos jest jeszcze wiele do zrobienia.

       
    • Przez MoszeKortuxy
      https://biznes.radiozet.pl/Newsy/Austriak-otrzyma-300-000-euro-po-anty-meskiej-dyskryminacji Dobry news  
      Urzędnik austriacki ma otrzymać ponad 300 000 euro (370 000 $) za to, że został niesłusznie pozbawiony szans na awans ze względu na płeć, poinformowały austriackie media.
       
      Peter Franzmayr wystąpił z pozwem o dyskryminację po tym, jak w 2011 r. nie otrzymał wewnętrznej promocji w ministerstwie transportu.
       
      Federalny Sąd Administracyjny zgodził się z nim, orzekając w lutym, że istnieje "wyraźny wzorzec, zgodnie z którym [Zechner] była od początku traktowana bardziej przychylnie niż pozostali kandydaci".
       
      Franzmayr otrzyma 317,368 euro odszkodowania, odzwierciedlającego dodatkowe pieniądze, które zarobiłby na poczcie, a także rekompensatę za szkody - podała gazeta Die Presse.
       
      Ówczesna Minister Transportu, Doris Bures z Socjaldemokratów (SPOe), broniła sposobu w jaki przeprowadzono wybór i powiedziała, że postępowano zgodnie z odpowiednimi procedurami prawnymi.
       
      Wybrani kandydaci zostali uznani za wysoko wykwalifikowanych, dodała, mówiąc, że ostateczna decyzja została podjęta z powodu "masowej niedostatecznej reprezentacji kobiet".
      Franzmayr pracował jako prawnik i przewodniczący władz miasta w Wels.
       
      Wcześniej w tym miesiącu został powołany przez obecnego ministra transportu, Norberta Hofera z Partii Wolno-Prawicowej (FPOe), na stanowisko szefa rady nadzorczej przy autostradzie Asfinag.
  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.