Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Ojciec

Użytkownik
  • Zawartość

    8
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1 Neutralna

O Ojciec

  • Tytuł
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

130 wyświetleń profilu
  1. Żony były świadkami w sprawie, moja zeznawała bezpiecznie dla mnie, jego na jego korzyść(wtedy "starali się wszystko naprawić" my z mojej strony kategorycznie nie) czas pokazał, że to próba/gierka była. Teraz tak się polisił, że od swojej byłejchce chajs ale to długa gadka o czym nie mam zamiaru się rozpisywać. Pisać o nim cwel to za pieszczotliwie brzmi. To nie był jeden ząb tylko siedem, z kwitem od psychologa za odbytą terapię (śmiech na sali) 15tysi reszta to zadośćuczynienie. Takie składowe rachunku drogi kolego.
  2. Tutaj akurat się nie martwię. Mam uregulowany temat alimentów jak i sprawę karną którą warunkowo umorzono na drodze porozumienia mediacyjnego. Z natury nie jestem impulsywny i to jedyny takiej rangi upust/wybryk z mojej strony. Do życia podchodzę rozsądnie, z życiowych lekcji wyciągam wnioski. Nie mam zwyczaju powtarzać dużych błędów po raz kolejny. O torby dbam równie mocno jak o siebie i córki. Trafiła mi się podręcznikowa historia i obecnie jestem na etapie strzepywania z siebie kurzu po zawalonym domku więc luźna guma. Po ziemi stąpam twardo jak nigdy dotąd. Typ poleciał na obdukcję, miał papiery ze szpitala i orzeczenie biegłego którego zdanie było brane pod uwagę i wpływało na werdykt. Sędzina była babką i tutaj szacuneczek bo po 4/5 rozprawach spotkałem się życzliwością z jej strony, potraktowała moją reakcję pobłażliwie argumentując perfidią zdrady-taki proszę Ciebie rycerz ze mnie. Resztę ogarnęły papugi nie robiąc kłopotów i kierując nas na mediacje. Typ chciał blisko 40tysi zeszło po kilku spotkaniach do 25 i tak zostało na werdykcie. Za rok papiery nawet czyte będę miał Jakbym nie patrzył to stosunkowo niska kwota, za studia więcej się płaci:) a ja coraz częściej traktuję to jak lekcję która wprowadza trwałe zmiany w moje naiwne i dotychczasowo prostoduszne życie. Byłem naiwny, nie wiedziałem promila tego co tutaj poddajecie rozwadze, debacie. Dwa lata temu miało miejsce tąpnięcie które bezpowrotnie sprawiło że moja nieświadoma głowa zaczęła potrzebować wiedzy i praktyki której w inny sposób bym nie znalazł. Nigdy nie miałem wyrzutów po tym co zrobiłem i co się stało-problem mam taki że za wiele chcę wiedzieć, stąd te chore stany kiedy po stokroć analizuję co było wprowadzając się w bolesne i chyba już masochistyczne stany a to nie moja natura!
  3. To co typ robi to wiem dokładnie, żyje z moją byłą pulardą, wydaje moje pieniądze oraz te zarobione na kręceniu głupich filmów na YT. Coraz częściej widzę korzyści z tego co się stało ale raz po raz dopada coś mnie w środku co zżera i dusi jak strzyga. Nie mam żalu do tego co zrobiła ta pularda, wkurwia mnie to co odjebał ten cwel. Ale teraz już częściej panuję nad tym, w sumie to nie jeszcze taka stara sprawa... Od mojej nowej nałożnicy raz po raz dowiaduję się co on jej wyprawia ale dla własnego komfortu od razu to ucinam bo po co ciągnąć takie rzeczy do znajomości która ma conajmniej dziwną genezę? Marek pytałeś jak to było.... Było to tak, że znalazłem pewnego ranka wcale nie starannie schowany, dodatkowy, tajemniczy telefon mojej wtedy żony. Zabrałem go na tzw "wyrzucenie śmieci" i przeanalizowałem znajdując esemeski do kolegi z bloku - soczyste, liryczne, pełne wspólnych planów, deklarazji miłości i cielesnych uciesień-normalnieTristan i Izolda. Przyszedłem do chaty, pokazałem to zakochanej żonie, oswiadczając, że idę z tym, na pełnym wkurwie, do jej nowego wybranka. Na pożegnanie dostałem bym go zostawił bo to jej wina i jak "suka nie da to pies nie weźmie"-to chyba najmądrzejsze jej zdanie - szczuneczek. Podkurwiony tym jeszcze bardziej zlazłem do chaty rywala, otworzyła jego żona, moja dzisiejsza nałożnica, poprosiłem by przyszedł i ...przyszedł. Jednoznacznie zaprosiłem go do piwni do wózkiowni. Pokazałem jemu sms, zobaczył, potem ze mnie drwił i poniżał mnie z usmieszkiem pod noskiem (tutaj tego nie kumam co on do mnie mniał i jakim hujem trzeba być by dawać komuś tak perfidne jakieś nauczki, porachunki, huj wie co, dwa tygodnie pijąc z nim wódę?). Jak tak sobie staliśmy mi zabrakło argumentów i zacząłem wychodzić wysląc że wydygałem. w ostanim momencie coś we mnie pękło i jebłem go z całych sił (był większy i masywniejszy) prawą ręką z niezacka (idąc pierwszy) za siebie, po obrocie z haka w jego lewe ucho-zasnął kucając. Potem poleciały nogi (kiedyś byłem sprawnym taekwondeką), potem on się zaczął cucić ale moje bomby leciały dalej, to afekt był jakiś jak pierdnięcie po kilkumiesięcznym wzdęciu, siły jak u matki co wyrywa pas bezpieczeństwa z zabkolowanego dziecka w samochodzie po wypadku. Wszystko było w wózkowni która była też mini siłownią stąd też jego przypadkowe upadki raz po raz na jakieś taborety albo gryfy. Grunt że spierdalał jak baba i na czworakach! To moja satysfakcja. Pytanie dlaczego nie chciałem by zrobiono to za mnie, dlaczego nie nagłaśniam jego osoby...? Miałem taką mozliwość, zostałby wtedy przewieziony nie najstarszą ałdicą przez środek małego chronionego osiedla za nogę, być może na oczach wtedy jego żony, 11 letniej córki i nie spełna rocznego syna, sąsiadów - ale kurwa po co? po co mi to na sumieniu? jest coś takiego jak karma, sam rozpisywałeś się o podświadomości a ja bym tego tak łatwo nie wyparł. Teraz mam Na celu pokazanie córkom jak można żyć. Z ich matką(jaka by nie była) idziemy po dwóch stronach rzeki a one płyną środkiem. Mam tego kurwa świadomość. Dużo tyram, poświęcam im sporo czasu i energi, dla siebie na końcu ale coraz więcej (tak też jestem wychowany, wycofany tatuś i matka pracoholiczka)-tu też jest progres bo przez całe życie tak zapierdalać nie zamierzam!!!!!. Nie szukam współczucia tylko idę do przodu. Mam szereg pytań dotyczących wychowywania dzieci przez ojców którzy są +- w podobnej sytuacji co ja ale to poruszę w odpowiednim miejscu, nie koniecznie pod tym postem.
  4. I takie podejście właśnie mam obecnie. Jest jeszcze inny temat bo z tą babeczką planujemy mały wspólny interes do którego nie potrzebuję formalnych praw, jedyne co to podział z zysku 50na50. Jest to nie ryzykowne bo nie trzeba wkładu własnego(jedyny jaki będzie to też na zasadzie 50/50). Nie interesuje mnie długofalowość tego przedsięwzięcia tylko kontakty i ewentualne sprawdzenie się, oczywiście moje 50% Skoro podczas spotkań, podczas pukania jest dobrze to i interesik może zatrybić! Dodam, że nie trzeba mi by biz był na mnie, sam jej to zaproponowałem, że formalnie może być na nią, dla mnie to i lepiej bo nie na rękę mi wykazywanie większych dochodów(była żona i jej gach lubią niezarobione przez siebie pieniążki). Piszę to by dostać poparcie, że skoro jakby nie patrzeć, wykorzystujemy się na wielu płaszczyznach, to czy nie korzystać też z siebie przy zarabianiu kasiorki? Ryzyko zawsze jest jak w przypadku zapłodnienia podczas pukania, ale jak w przypadku pukania sam pilnuJe by guma na huji była to tak samo w interesach jeśli podchodzisz do tego rozsądnie z założeniem ewentualnego bycia wydumanym to co innego złego stać się może? (kredytu i góry kasy nie muszę dawać a zabawa przy tym może być jak pukanie jej wszędzie na stojaka i na kucaka, na dworzu, w domu i samochodzie
  5. Zdradził jej mąż i moja żona to tutaj pojawiły się amory, gorące uczucie i zrozumienie jako pierwsze. U mnie teraz to dziwna i z jednej strony ciekawa i miła a z drugiej intrygująca i dziwna sytuacja. Na szczęście podchodzę do tego z dystansem i bez głębszych emocji. Staram się nie kierować stereotypami ale to zawsze była żona typa który rozbił (pewnie i tak na drodze do rozbicia) ale moją rodzinę. Tym samym do końca nie ufam tej kobiecie która daje mi tyle fizycznej radości, bo zarzeka się, że nie ale na bank kierować nią mogą uczucia zemsty lub inne, podobne...?
  6. Kobieta jak ryba, psuje się od głowy.

  7. Oni rozeszli się z podobnych powodów co ja: zdrada, brak wsparcia i zrozumienia, dziecko przed ślubem, nie przemyślana i pochopna decyzja o związaniu się na całe życie, nie staranie się o siebie, chęć czegoś innego w życiu, nie dojrzałość emocjonalna, nieugruntowana sytuacja materialna, kompleksy, różnica w powodach radości, różne i skrajne wychowanie oraz nie obycie etc..... Te cechy dotyczą całej naszej czwórki a poszło trochę po przekątnych na dzień dzisiejszy i to przetasowanie partnerów jest powodem moich rozterek i pytań.
  8. Zdrówko koledzy, Moja historia małżeństwa skończyła się po 5 latach, co nie sprawiło że kontakt z tą której obiecywałem "przed ołtarzem do grobowej deski wszystko" się skończył. Mamy dwie córki, ją widuję tyle ile razy przyjeżdżam po "owoce naszej miłości". Uczę się reagować na jej coraz to nowsze wybryki a łatwe to nie jest. Wszystko zaczęło się dwa lata temu po tym jak dowiedziałem się, że moja żonka puszcza się z sąsiadem. Ja zatyrany, niedoceniany, eksploatowany, ojciec mąż niczego nie podejżewałem. To był strzał w ryj. W tym dniu przeprowadziłem krótką ale mocno zmieniającą mnie rozmowę z sąsiadem. Po niej on miał kilka zębów mniej, szyty łeb a ja po rocznej tułaczce po sądach i mediatorach 25000zł mniej. Sprzedałem później chatę na którą wzięliśmy kredyt. Podzieliliśmy chajs i złożyłem pozew. Z chaty wyprowadziłem się miesiąc po tym jak dowiedziałem się że mam rogi. Codziennie odwiedzałem córki i poświęcałem im tyle czasu i takiej jakości jak tylko mogłem. Niestety była żona nie jest symbolem matki Polki w skrócie pisząc ma mocno wyjebane w potrzeby cór (wg niej oczywiście inaczej).Z domu sama tego nie wyniosła stąd moje ogromne zaangażowanie w wychowanie córek. Za mną i przede mną nowe wyzwania i zdarzenia. Od tego czasu wiele się we mnie i w poimnpostrzeganiu świata i związków zmieniło. Szukam spokoju i bezpieczeństwa dla siebie bo nadmiar emocji i hujowych zdarzeń przekracza moje dopuszczalne normy. Przeczytałem większość dzieł Marka i ciekawą książkę o tytule "żelazny Jan"w którejnautor opisuje inicjację chłopca w mężczyznę na przykładzie różnych kultur opierając się o starą baśń. To mnie trochę ustawiło na tor. Którego co chwilę różne zdarzenia mnie zciągają, ale wytrwale biorę to i staram obracać w wartościowe dla mnie rzeczy. Ulgę dało mi zrozumienie z jakiego powodu zostałem zdradzony zarówno przez życiową wybrankę jak i sąsiada wódkowego powiernika(to pierwsze jeszcze kumam ale to że kolega koledze to juŻ Huj-to akurat odpokutowałem płacąc hujowo za jego podstęp). Od tamtej pory miałem kilka babeczek z którymi związany byłem typowo hedonistycznie(dobre pukanko priorytetowo, miło spędzony czas, zrozumienie, wycieczki, etc). Wszystkie kończyły się w momencie kiedy moje lube chciały więcej niZ dać mogłem czyli "zobowiązania na przyszłość". Obecnie spotykam się z byłą żoną mojego pokonanego "rywala" i wydaje mi się że nie robię tego z zemsty tylko przyjemności bo babeczka strasznie się wylaszczyła, mamy wspólne tematy w ilości nie skończonej, nie wpierdala mi się w życie z pazurami, znamy nasze sytuacje i puka się jak 20letnia nimfomanka. Męczy mnie jednak że to była żona typa który uwiódł mi żonę, a z drugiej strony razem z nią otworzyłi oczy na prawdziwe życie-scenariusz jak z hujowego serialu. Być może są tu podobne opowiastki ale moja wydaje się dość złożona i nie raz sprawia że łapię niespokój. Pracuję nad tym ale to orka jak samotna tyra na 100hektarach. Tekst jak z gazety brawo ale jak nie tu to kurwa gdzie? Do potem koledzy.
  9. Mam 34 wiosny. Poczynania Pana Marka śledzę jakieś dwa lata. Głównie czytam artykuły na samczeruno.pl, przeczytałem również dwie książki "Co z tymi kobietami" , "Stosunkowo dobry". Byłem sceptyczny wobec takich internetowych mądrości ale w obliczu sytuacji w której się znalazłem treści które tam znalazłem pootwierałymi klapki oraz uwidoczniły problem który zawsze we mnie był ale nigdy nie potrwfiłem go nazwać. Dwa lata temu po 5 latach małżeństwa z którego mam dwoje dzieci, bez większej zapowiedzi, będąc spokojnym(trochę Ryśkowatym), myślącym o sobie jako "głowie rodziny", przepracowanym, postawionym przed obliczem nowej, często ponad siły sytuacji(małe dzieci, odpowiedzialna i pokrywająca kredyt hipoteczny praca, dodatkowe fuchy, etc.), dowiedziałem się o romansie żony z sąsiadem z którym chodziłem żadko, ale na wódkę. W tym samym dniu, kierowany impulsem przeprowadziłem z sąsiadem rozmowę konsekwencją której on ma kilka zębów mniej a ja po roku sądzenia i w konsekwencji ugody 25 tysięcy mniej na koncie. Od kilku miesięcy jestem rozwiedziony. Co drugi tydzień od piątku do poniedziałku oraz dwa lub trzy dni w tygodniu spędzam o wiele bardziej produktywnie dzisiaj czas z moimi cudownymi córkami, niż w trakcie małżeństwa. Poza tym szukam spokoju i miejsca dla siebie, analizuję i pracuję nad swoim charakterem, poznaję i pukam nowe kobiety sprawdzając to co przeczytałem i poznałem między innymi tutaj. Braterskie, samcze nie homo wsparcie jest mi potrzebne bo z chaty tego nie wyniosłem. Natury nie zwiodę i traktuję ten czas, to co mi się w życiu dzieje, może trochę od dupy strony, ale jako namiastkę inicjacji, przejścia z okresu chłopięcego w świat męstwa i dorosłości. ...zatem to ja koledzy, nowa osoba w worku szukających i niespokojnych. Zdrówka! Ojciec