Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Blogi

 

nowy rok numerologiczny

Wszystko w życiu jest informacją, człowiek jest istotą informacji. Poznaj sam siebie, przyjrzyj się sobie: w co wierzysz? Co jest dla ciebie przyjemne? Co uważasz za dobre? Co jest dla ciebie wartościowe? Które z tych odpowiedzi są twoje? Których ktoś cię nauczył? Które są przejęte od kogoś? Komunikacja to wyrażanie przekonań emocji zapamiętanych w ciele. Komunikacja jest kluczem uzdrowienia z przeszłości i wyzwolenia ku boskiej radości z życia. Komunikacja jest wędrówką informacji. Informacją są ludzie, miejsca, okoliczności, słowa, gesty, ton głosu. Żadna informacja w twoim życiu nie pojawia się przypadkowo. Każdy z nas sam dokonuje wyboru informacji i komunikacji a więc i komfortu swojego codziennego życia. Informacje przenikają nas od gęstości słów przez komórki, struktury DNA, atomy, elektrony i cząstki elementarne. We wszystkich tych przestrzeniach przez modlitwę osobistą, kontemplację, medytację, możemy mocą boskiej doskonałości przywrócić Światłość. Uzdrawiająca Moc Szmaragdowo Zielonego światła może wnikać do naszych komórek i uwalniać nas ludzi od schematów kontroli, od uwarunkowań cudzych przekonań, tak abyśmy odzyskali wewnętrzną mądrość wyboru pomiędzy tym, co naprawdę ważne a tym co pozornie ważne i abyśmy odzyskali osobistą radość z życia. W Egipskiej księdze umarłych zapisano pytanie, które dusza otrzymuje jako pierwsze po ostatnim oddechu na Ziemi: Duszo, czy odnalazłaś radość z życia? Czy inni dzięki tobie odnaleźli choć odrobinę radości z życia? Niech więc prowadzi nas Światłość serca.

kalabelfast

kalabelfast

 

Anioł i Demon.

Rozwłóczona w szarym obrazie mozaika Canis lupus wtaszczyła swe badziewne piękno na tutejsze włości, duszące się spazmami własnych oparów. Niespieszna etiuda karykaturalnych, potykających o się sylab wytłoczyła swój byt w czasoprzestrzeń, zawisłą w ówczesnym niuansie, że samiec okazał się jeszcze być. Rozeźlone węgle, wściubione w nawleczoną na ryj maskę, huknęły niczym rozwścieczony lew na swą ofiarę, zdzierając zeń wszelkie drgnienia drutów, odpowiadających za mimikę czerepu innego basiora.
Pobratymiec. 
Rozszumiała w pustce pamięć szarpnęła wodze i w rozgotowanym flaku serca drgnął sentyment. 
Rzekłby coś, aczkolwiek gardziel zaschła w niewygodzie wędrówki, więc skinął wnet niezauważalnie, napinając mięśnie, zawisłe na barkach. 
Obserwował.
- Jesteś Aniołem, ale ile jego go w Tobie? 
Kakofonia dźwięków rozdarła bólem uszy potencjalnych słuchaczy, bowiem dawno zaległe w nieładzie struny, teraz drżały jazgotem godnym starych, wybrzuszonych rdzą wrót. 
Czarne, bezdenne oczy spozierały na ryj, pogardliwie wzdymając poliki, zaryte na zimę licznymi tatuażami blizn. Zarzucił balast worka z wilczymi kośćmi na tereny wyrzygane na bliższe okolice basiora, żeby zanieść się charkotliwym potokiem sylab niezrozumiałych, ilustrujących w zamierzeniu śmiech.
- Nie należysz do Hen Ichaer Aniołów, aczkolwiek raczysz się ich powitaniem, więc pytam, na ile jesteś świadom wyboru... 
Lejce kukły zawisłej na czteropodporowym szkielecie wiodły nieelegancki okrąg wokół nadobnej sylwetki młodzieńca.
- ... Czy też przypadku. 
Parsknął, mrużąc wylane stygmatem pogardy ślipia. W padole łba czarnego rozległ się trzask rozstrojonego umysłu, a ciało jak na rozkaz zatrzymało się tuż przed czerepem noszącym kudłate szaty. Studnie wypełnione płynną smołą zalały ciężkim spojrzeniem prywatę Ognia, a z uruchomionych dopiero co płuc trzasnęła oń fala zimna i woni stęchlizny. Sapnął coś jeszcze, unosząc kąt wyżłobienia w aroganckim grymasie, mającym za zadanie rozjuszyć emocje towarzysza. Samiec przywołał na pręt kręgosłupa otomanę cienia. 
- W piekle wyrósłbyś na wojownika, a nie na szmacianą kukłę, popychaną bezwiednie przez los. 
Czyżby kpił z Aniołów? Na zdechłych powłokach jego oczu zdawała się zatańczyć iskra tak dawno zakopanego zawieruchą niepamięci rozbawienia, że aż łysnął jadowicie pięknym kompletem miazgi i szkliwa.
- Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde? 
Spauzował, po czym kłapnął asortymentem przed ryłem chudzielca i rozedrgał ciało śmiechem, co raczej przypominało rozruch zatartego silnika. 
- Staraj choć wyglądać na kompetentnego tego stanowiska.
Mruknął, gdy już wygasł, łypiąc kątem jakoby oczekiwał kolejnej porcji żartu.
- Będziesz kupą śmierdzącego rozkładu. Prędzej czy później, pachołku. 
Wymruczał monotonnym tonem, który bujał do niebezpiecznej stagnacji; Nieruchome, stężałe oblicze samca, wyrażające przesadny, a wręcz demonstracyjny spokój, zerwało z dotychczas przyjętym jarzmem norm i ugięło swą krzywiznę krańcowości w paskudnym, wnet obelżywym grymasie. 
- Czy teraz Niebo Piekłu służy i wzajem? 
Dźwięki, do których przytroczone wnet na stałe były wszelakie obelżywości świata, jawiące się paskudztwem głosu, pogardą, wyścielającą jego dno i chłodem, jakim darzył swych pobratymców, odziały się w chrypę, będącą wynikiem dość cudacznych reakcji w jego stale wygasającym ciele.
Maznął posturę martwego pseudomagnata oschłym spojrzeniem i wtulił się w niepamięć mroku.

QueenCreole

QueenCreole

 

Spotkanie

Kowalencyjny zakrzew nieczystości, obumierał na torze kończącym spoistość lepkiego onyksu, wdzierającego się psychoemocjonalnie w koszary spadzistej formy, udzieranej jako mroczny wiadukt. Samica obwiesiła prion metodycznych kul na zawiesinie zwieńczającej samcze rydle z prokreacją ubitych primogenitur, co zwalały nań prawo chadzania.

Samcza świadomość w gwałtownym odruchu została zalana przechodzącą wytrzymałość falą ekstazy, grzebiącą dotychczasowe zalążki myśli, a zastępującą je pulsującym szkarłatem we wnękach czerepu zawisłego u przedniej części masywnego korpusu.
W cynodrze tym tkwiło nierozmne pragnienie niszczenia i zabijania: takie ślepia ma jedynie śmierć, która chłonie potępione dusze w swym uniżonym, aczkolwiek najniższym królestwie.
- Anastazjo.
Zdawało się, iż połknął wielką gulę niemocy, która utkwiła w samczej gardzieli, klnąc paraliżem wiotkie i porośnięte rdzą długoterminowości struny głosowe, bowiem zamilkł w przeciwieństwie do swych brył utkwionych w obliczu.

Prokurent abstrakcyjnej wety rozdął się wygodnie o mitomanię, cwałującej po urodzaju popapranej mitynki, której jedyną niszą była głuchota dmąca w pigmenty wnęki, zbroczonej w petardzie kałaszników, jakimi zaatakował ją Dragonrad.
Popieprzony akcydens wyprawił z gardzieli tłumok pulsującej gorączkowo amnestii, gdzie ruczaj siarczystego wylewu mrozu osiągał kształty akumulowanego lodowca, zasypanego juchtą postylli gruzów wybitności.
- Nie wróży to nic dobrego, ale złego też nie.
Poncz gorzkiej akuszery uciekł niespodziewanie z korpulentnych ostrzałów, cyzelując jako arytmia zakończona płynnością ścieków. Ujarzmiła wreszcie instynktowne szczepy dawane republikanom nerwowych ciągań, krępujących świeżość wylegających się w smrodzie resztek żywotności, by od razu pogrążyć szczytową falezę rozklekotanych drzazg, hacząc najkomunikatywniej o Dragonrada.
- Jaką sprawą mnie mroczysz?

- Dlaczego jesteś?
Cug regenerowanych immanentnymi ostatkami pokupu na jakikolwiek żywy biont - kuriozum znów że wzniosło ewidentnie nadeń swe dłonie - wstrząsnął calizną, którą oblegała istota Anastazji. Zaciekawienie w samczym nakładzie było nad podziw unikatowe.
Dwoje grajdołów zalakowanych szczelnie niepochlebnym dniu całunem poraniły pejczem spojrzenia folię, w jaką opakowane były gnaty Anastazji.

- Żebyś mógł być. Ewentualnie żebyś gorzał nienawiścią do tego, co rzeczowo musi być nienawidzone.
Szmergiel, którego otuliną była synestezyjna bezcielesność przykucnął obok szafoty własnej niewiedzy, jako doskonałą pryczę kamuflażu, zajmując tym samym repetycję tak bezładną i rozgmeraną, iż nadającą się do mielnicy paszy dla zaróżowionych prosiaków. Nie wypuszczając samca z obcęgi gramotnej bitumeny oglądu, omieszkała sięgnąć wstrząsu konwulsji, zagnieżdżonych w próchnie zawiniętym papirusem przenikliwości.

- Nienawiść to najcenniejszy bodziec. Angażuje.
Wydął z ciemnych, wionących zaduchem i stęchlizną korytarzy swej cielesności gęsty splot niemiłych dla ucha brzmień, będących chłostą wobec chwiejnej przyzwoitości narkotyku. Aliści frazy o jakimkolwiek rudymencie były dlań błahymi, mało znacznymi pośród subiektywnej interpretacji mikrokosmosu, jakim była rzeczywistość, tak twarda i pewna w caliźnie otoczenia.
Wdusił w próżnię jakiekolwiek myśli, mogące w agonicznym odruchu skutkować brzmieniem niewytrawnym i począł krążyć po pierścieniu, którego wyznacznikiem była Anastazja, jakoby chciał opleść nań węzeł.

Przesmyk sadzony przez anorektyczne palisady, zainspirował się farfoclem zgubionej czary synchronii, by jako wrzód, czy rozstęp na sponiewieranym nastręczonym subiektem tłuszczu ciele, opiąć ciasnym gorsetem z nylonowymi wiązadłami ścieżynę opijaną jako aglomerat zdobyczy Dragonrada.
Nagie głębiny kul wtoczyły się żarłocznie w niesprzyjający pałąk założony w cal anatomicznych cudów utorowanych samczym oczodołem
Nienawiść ma wiele odmian, a jej tęczowy wytrych obłapia nawet nienawidzących. 
- Czego oczekujesz Dragonradzie?

- Ciebie.
Na gniecioną jarzmem przeklętego spojrzenia spłynęła niezwykle skąpa w swych pokładach dawka swobody, gdy ten batem spojrzenia obłapił najdalsze zakątki sąsiedztwa. Podbił do tańca mięśnie, jakimi hojnie oblepiona była jego sylwetka, szponami drąc płaszczyznę podłoża; być może poczucie zagrożenia wtoczyło się w drażliwe zmysły samca.

- Emocjonalnie okaleczonej.
Zdawkowy mimetyzm rozmiażdżył się na wypłoszonej akcyzie, będąc odrażającym kłosem chuligaństwa, zasznurowanym żelaznym mutualizmem, wiercącym się po jej narzucie tak dotkliwie, iż fantomowy ból zrosił monochromatyczny akant dozą mizantropicznego zmęczenia kajając wnętrzności kanalii.
Wpiła się wejrzeniem lalki w otwarty akwedukt nocnego kobierca, wychylającego się nieśmiało do czerstwy rozgrzewającej patent komnaty.
- Odpowiedzią mnie uracz nim zwiędnę, wsiąkając w gładź posadzki. Żądanie to prześladuje grzmotem małżowiny, ale czego oczekujesz w swej zachłanności?

Gorętsze od podziemi podwalin ziemskich ognie spętały w łańcuchy swobodę samczej gardzieli, pozwalając na wypowiadanie zaledwie rozciągniętych i zwiędłych względem emocjonalności sylab.
- Przecież mówiłem.
Esencjonalna czerń oczu najniższego wszczęła łowy w obrębie odzienia lic Anastazji, sycąc ową przeświadczeniem groźby o nieufnym fundamencie; postąpił doń na tyle usilnie, że krańcem kufy wnet mizdrzył samiczy front.

Dystylacja krwi zaziębiła się paraliżującym czakramem, jawiąc się jako jarzmo idealnej konstrukcji nieruchomości, zaciągniętej lapidarnym gnejsem prądu.
- Jesteś popaprany.
Anarchia liter, jak ostatni rozbici przez kolosalną tłamszę życia katastrofę, wcisnęły się w szczelinę niemalże biesiadnej swawoli, miarkującej cichnące buczenie, obracające się w rożnie gardzieli.
Udzieliła mu gratyfikacji, pełgającej jako ostateczny łoskot zatężony na poliku.

Umarła powłoka jego oblicza zdołała wpleść w okrutny wyraz martwoty nutkę goryczy, w miłosnej orgii ziszczoną wspólnie z szyderstwem i ironią.
Samczy grzbiet, na pozór spróchniały od wnętrza i nieelastyczny, wygiął się w połąk, jako gnie się żmija, gotowa, by swój jad wkleszczyć w jaskinie kości ofiary, gdy powierzchowny ból zalazł mu za skórę.
Rozwarł szczęki, by wydrapać z pochlastanych gorączką oków swej gardzieli bezdźwięczny szmer, zapadły w niszy ordynarnego poruszenia; wnęki w skorupie, w jakiej samiec chował całokształt swej mętnej i mdłej względem emocjonalnym bytności, wylane były po brzegi nieskazitelną syntezą esencjonalnej czerni, gdy chłostał swą niedoszłą kokotę ramieniem rozgoryczenia, oponującego do miana łapska, które zdzieliło w pewnym momencie spaw łączący czerep z kadłubem, powodując mimowolną samiczą chuć zmiarkowania gorączki bazy, do jakiej jeszcze ją dodusił bagażem zawisłym na swym komponencie.

Rewersyjny kokon rdzy zafalował niebezpiecznie, dognany odrazą; by rozgorzały opił wywojowania wolnych trzewi uderzył o ziemnistość bliźniaczej bliskości.
Depesza metalicznych, podkrążonych grozą zawijasów opłynęła wzrok samca kalaniem wyjątkowej dyfuzji - martwoty zagniecionej ambrozją pustości.
- Dragonrad.
Nagła kurtuazja rozpruła krezol niewiadomych ostrzy, piłujących samiczą gardziel wyjątkową chmurą jasności.

Zaprawione sporą dawką kwasu, który był wywarem wielu macek emocjonalnych próchen, zatopionych w zapomnieniu, oczy wgryzły się w ślepia Anastazji jakoby kupa zębiny i szkliwa w fałd skórny żywego szkieletu; milczał, stercząc nadeń.
I nic więcej, tkwił nadeń jakoby połąk, któremu przykazano trwać w bezruchu u fundamentu wytwórstwa; stwierdził fakt, iż pustka goreje w jego mózgu i tworem kolorytu, którym wylane były dziury wyżłobione w jego kufie, kleił się do facjaty samicy póty, póki nie cofnął się, dając jej wolność.
A gdy powstała, nie było po nim śladu.

Trwając w zawieszeniu niczym dwa wystrugane kołki, rozeszli się do swoich najukochańszych tudzież masek przywieranych nocną szadzią.
Wir, w który zaplątała się kanalia, zdał się rozgorzeć ostatkiem walki, zduszonej nim urodziła kwiecie podłego zgliszcza.

QueenCreole

QueenCreole

 

Motylem jestem.

Do salonu kosmetycznego. Skończone, zaraz będą przekazane. Oby dwa formatu 60x60. Akryl na płótnie + markery olejne.   No i nowa husaria. Widocznie tamta się spodobała bo lecą zamówienia.      Mogę teraz wracać do tych bardziej skomplikowanych obrazów (portretów) które schną gdy maluję te.   Husaria chyba 100x 80, akryl na płótnie+ markery olejne.   

Lalka

Lalka

Brudy dawnych przyzwyczajeń.

Witam po krótkiej przerwie. Dziś sobie porozmawiamy o trudach zmiany, a przy okazji streszczę w co obfitował ostatni tydzień, oraz o tym, jakie przemyślenia z niego wniknęły.



 Trudy zmiany. Czyli o wprowadzaniu zmiany i strachu nim związanym.

   Człowiek w mojej opinii jest bardzo wygodnym zwierzęciem i trudno mu jest zmienić już obrane ścieżki. Jest to zazwyczaj proces długotrwały i ciężki do wprowadzenia. Nie lubimy zmian (a przynajmniej ja ich nie lubię, ale o tym w dalszej części) i ciężko jest nam się dostosować do rygoru, który nie jest wprowadzany przez siłę zewnętrzną np. praca, szkoła, kurs, groźba wylania z pracy etc. Wewnętrzny rygor wymaga dużych pokładów dyscypliny, samozaparcia i siły woli.

   Niektórym wprowadzanie zmian przychodzi z łatwością, a jest nawet dla nich przyjemny niczym gra/wyzwanie. Nie należę (jeszcze) do tego grono ludzi, ale uparcie chcę dążyć do zmiany mojego charakteru. Zapewne będzie to proces długotrwały, usłany trudami i niepowodzeniami. Ten blog jest kierowany do ludzi jeszcze nie ukształtowanych (tak jak ja) i nieutwardzonych. Jesteśmy jak mokra glina, która nie została jeszcze uformowana i utwardzona. Krótko mówiąc, osoby o słabym charakterze, które nie dążą do swoich celów i wolą usiąść na dupie i nic nie robić. Pokolenie ludzi nijakich i byle jakich rozpieszczonych przez życie. Nie chodzi o zło związane z wygodnym życiem, a tym do czego prowadzi... Bylejakości i miękkości.

   Mając już obraz człowieka słabego, który ma problem z wprowadzeniem małych zmian, musimy zdać sobie podstawowe pytanie. Jak chcemy go (nas samych) ulepszyć i uczynić odporniejszy, jak również wytrwalszym. Przez większą część życia nie starał się wprowadzać większych zmian, bo nie widziałem w tym celu. Były jakieś nieporadne próby zmiany czegoś w sobie. W większości kończyły się fiaskiem. Brakowało mi końcowego obrazu zmiany i czegoś, czym mógłbym wprowadzić je w życie. Mianowicie chodzi o dyscyplinę. 

   Wiedząc już, że nie posiadamy dużych pokładów silnej woli możemy raczej darować sobie nośne hasła typu "Rusz dupę i osiągnij swoje marzenia". Nie mając elementarnej wiedzy jak rozbić duży projekt na mniejsze bardziej realne cele i skąd czerpać siły do jego realizacji, nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć. Wygodniej było mi nic nie robić, bałem się samego trudu zmiany, jak i sukcesu. Budowałem sobie w głowie różne scenariusze i fantazje, które do niczego nie prowadziły. Były tylko iluzją, oddalającą mnie od celu.

Nauka od nowa. Czyli gdzie leży przyczyna mojej porażki.

   W ostatnim tygodniu nie udało mi się zrealizować części postanowień, lecz nadal uważam ten tydzień za całkiem owocny. Szczęśliwie oduczyłem się podejścia wszystko  albo nic. W mojej opinii takie podejście jest bardzo niezdrowe i krzywdzące. Podburzą wewnętrzną motywację i jest bardziej destrukcyjne niż budujące. Gdzie zawiodłem?

   Zawiodłem w postanowieniu o zwiększonej aktywności fizycznej. Nie udało mi się nawet wybrać na basen. W tej części poniosłem totalną porażkę. Z czym ją wiąże poza swoim lenistwem i słabością (co jest poniekąd oczywiste)? Łączę ją zbyt dużą presją nałożoną przez siebie samego. Im bliżej końca tygodnia tym bardziej ją odczuwałem. Strach podpowiadał, że nie podejmowanie trudu jest o wiele wygodniejsze i go wysłuchałem. Więc jeżeli obecnie mam zbyt słaby charakter do takiego przełamywania słabości, to co zamierzam? Zamierzam zmniejszyć swój cel do pójścia tylko raz na basen i do przebiegnięcia ledwie 500m. Dlaczego? Gdy o tym myślę prawie w ogóle nie pojawia się presja, ale również nie chcę, żeby cel był zbyt mały, bo jako tako pewien standard mam wypracowany i szkoda go porzucać i zaczynać całkiem od nowa (np. tylko do przebiegnięcia 500m).

  Z porannym wstawaniem nie było najgorzej (poza weekendem, ale mam bardzo mocny zwyczaj dosypiania w weekendy. Trzeba będzie nad tym również popracować). Nie zszedłem jeszcze poniżej 7:00, zauważyłem ciekawy fakt. Wstawanie nie sprawia mi takiego problemu, gdy kładę się wcześniej spać (przed 23). Więc postaram się pilnować i nie spędzać za dużo czasu po nocy. Wieczorny rytuał nie sprawia mi większego problemu, gorzej z rannym, gdy przestawiam budzik na późniejszą godzinę i zaczyna brakować mi czasu.

    Co do cukru, to nie było najgorzej i jako tak się pilnowałem. Przyzwyczaiłem się do smaku pepsi z wodą, ale tylko 2 razy mieszałem oba napoje (praktycznie pół na pół). Postaram się nie stawiać pepsi w widocznym miejscu (mniejsza pokusa), tym samym będę się starał bardziej eksponować wodę. Muszę zacząć trzymać zgrzewki z wodą i pepsi w jednym miejscu, gdzie będzie wisieć karteczka z przypomnieniem o wstrzemięźliwości i dolewaniu wody.

   Nie uważam tego tygodnia za stracony, bo obfitował w ciekawe spostrzeżenia, których pewnie w większości nie udało mi się zawrzeć w tekście. Tu kolejna przypinka... Powinienem zacząć notować pomysły i spostrzeżenia, bo wiele z nich jak widać ucieka w nieznane, a telefon przecież prawie zawsze noszę ze sobą. Muszę bardziej rozbijać cele i myśleć jak mogę je zrealizować na różne sposoby, gdzie mogę szukać inspiracji i motywacji. Taką kolejną przyczyną porażki jest brak wyzwalaczy. Kiedyś używałem budzika. Z jakich wyzwalaczy wy korzystacie? Wiem, że Marek korzysta ze śniadania jako bodźca do nie rozwlekania audycji. Także istnieje tutaj wiele możliwości.

Z uśmiechem w przyszłość. Czyli o tym co zamierzam realizować w następnym tygodniu.
     W przyszły tygodniu postaram się skupić na:   Zapisywaniu przemyśleń i pomysłów. Wszędzie nosimy ze sobą telefon, więc jakim problemem jest napisanie krótkiej notatki? Tak wiele myśli nam ucieka i  o nich zapominamy. Ile potencjalnych ferrari, lub genezisów w gazie uciekło Tobie? Dalszym ograniczaniem cukru. Postaram się trzymać pepsi w mniej oczywistym miejscu razem z wodą i notatką o jej dolewaniu. Jeżeli to będzie równie mało skuteczne, to poszukam innego rozwiązania. Przebiegnięciu 500 m. i jednorazowym pójściu na basen. Bardzo możliwe, że przebiegnę o wiele więcej, ale będę utrzymywał w psychice mniejszą liczę, żeby ominąć paraliż decyzyjny.
  Osiągnięciu punktu pobudki o 6:50 w tygodniu i 9:25 w weekend (wiem leniwa ze mnie klucha ).
  Przeczytaniu książki "Kaizen". Obecni jestem na 35 stronie. (jest ich około 150).
  Zapisywaniu ogólnych celów dnia na karteczce samoprzylepnej. Wróciłem do tej techniki kilka dni temu i jest bardzo pomocna w dłuższym utrzymaniu planu dni w świadomości. Jedno spojrzenie i już wszystko wiesz.          

Gromisek

Gromisek

 

A jednak glamour

Tym razem artysta o zupełnie odmiennym podejściu niż wspomniany w poprzednim wpisie Ruzek. Fotografuje portrety "zamaszyście", często ma duże plany zdjęciowe, tłum asystentów, wizażystów, charakteryzatorów, pieczołowite podejście do oświetlenia tak miejsca jak modeli i modelek. Dotyczy to również doboru lokalizacji oraz postaci. Mnie takie podejście osobiście średnio odpowiada, wolę proste środki, choć pewnie dlatego, że nad większą komplikacją bym nie zapanował i po prostu zwyczajnie zgłupiał. Mimo takiego uprzedzenia, mnóstwo prac jest dla mnie zachwycających, również kolorem czy tonalnością.    Wybieram kilka jego fotografii do wrzucenia tutaj, tak na zachętę, żebyście sam na sam spędzili chwil kilka na stronie: http://www.marclagrange.com   Artysta już nieżyjący, zginął tragicznie w wypadku samochodowym na Teneryfie, domykając swoje życie symboliczną datą 25 grudnia 2015. Co w kontekście jego dość prowokacyjnej i ostatniej serii "God Created Women" robi delikatne zwarcie.    Ale najpierw, tytułem wprowadzenia w nastrój:                          

Rnext

Rnext

Cele na wrzesień.

Co zamierzam osiągnąć we wrześniu?

   Bazując na moich poprzednich doświadczeniach nie chciałbym, żeby wprowadzane zmiany były zbyt nagłe i duże. W myśl tej zasady postanowiłem zacząć od mniejszych celów, a większe rozłożyć na dłuższy okres czasu. Tym samy chcę dociągnąć do końca pewne zmiany, które rozpocząłem już jakiś czas temu. Uzbierał się następująca lista:

1. Wstawać o 6:30 i kłaść się przed 23, a o 22:30 wyłączyć całą elektronikę i przeprowadzić wieczorny rytuał. (Obecnie jest to około 7:10-20. Czasem wcześniej, ale nie ma tu żadnej reguły).
2. Przeczytać 3 książki na temat zarządzania czasem i wprowadzanie zmian w swoim życiu. Są to książki, które już posiadam, acz nie zaszkodzi przeczytać ich jeszcze raz.
   -Zarządzanie czasem Izabela Krejca-Pawski
   -Ograć Nawyki Jadwiga Korzeniowska
   -Filozofia Kaizen Dr. Robert Maurer
3.Wprowadzenie w życie porannego rytuału (prawie mi się udało, ale po jakimś czasie zaprzestałem go wykonywać).
    -Poranna toaleta, golenie, poprawa fryzury, mycie zębów, gimnastyka (5-10minut), medytacja (5-15 minut. Czym wcześniej będę wstawał           tym troszkę dłuższa), a po śniadaniu przeczytać inspirujący artykuł, lub obejrzeć jakiś krótki wykład na YT o samorozwoju, lub o mojej               branży. Chciałbym w  tym miesiącu, by wyrabiać się ze  wszystkim przed godziną 7.
4. Wieczorny rytuał przed snem.
    -Gimnastyka, wieczorna toaleta, prysznic, mycie zębów, medytacja/modlitwa (15 minut) i do spania. Może wprowadzę inne elementy.                 Wszystko wyjdzie w praniu.
5.  Regularna nauka pewnych partii materiałów (nie za dużych). Byłoby fajnie jakby doszedł tu angielski i rosyjski, ale chcę to wprowadzać powoli.
6. Regularniejszy wysiłek fizyczny. 2x basen i 1x bieganie. Nie ma tu problemu, bo 2 razy w tygodniu już chodzę na basen. Gorzej z bieganiem. Chciałbym, żeby to były wyznaczone dni, a nie jak mnie najdzie ochota.
7. Ograniczenie słodkich napoi po przez dolewanie do nich wody i zmniejszanie racji. Ten cel będę najprawdopodobniej realizował bardzo długo.

Nazbierała się całkiem długa lista, ale realizację z większości celów rozpocząłem już jakiś czas temu. Jeżeli będą jakieś duże opóźnienia wprowadzaniu zmian, to część postanowień przerzucę na inne miesiące, lub wydłużę ich realizację. Jak lubi mawiać mój przyjaciel "Samorozwój, to nie wyścig, a długotrwały maraton".

Jak często będą pojawiać się wpisy?

   Oby jak najczęściej .Raporty chciałbym składać co tydzień. Może co dwa. W między czasie bardzo chętnie będę wrzucać moje przemyślenia, recenzje przeczytanych artykułów, książek itd. Tak jak pisałem w założeniach bloga chcę poprawić swoją systematyczność i umiejętności pisarskie, ponieważ w pewien sposób inspiruje mnie to rzemiosło i zawsze lubiłem pisać. Inna sprawa, czy ktokolwiek moje wypociny będzie czytać .

Czym się zajmę w ostatnim tygodniu sierpnia i pierwszym września?

  Będę starał się doprowadzić do wstawania o 6:50, lub 6:45 jeszcze zobaczymy jak tu będzie szło. Basen we wtorki i czwartki, ale tu nie będzie raczej większego problemu, bo bardzo polubiłem ten sport i chodzę regularnie już 2 razy w tygodniu na basen. Do tego jakaś krótką przebieżka 2km i ograniczenie cukru zacznę od pilnowania, żeby pić tylko 1,8L dziennie, a w drugim tygodniu będę mieszał całość w większej butelce z 1 szklanką wody, żeby przyzwyczaić się do smaku.

   Postaram się przeczytać Kaizen, bo to krótka przyjemna lektura. Teraz jak patrzę na tą dość długą listę, to pojawia się lekki niepokój, ale mam świadomość, że większość jest już wdrażana, a zmiany są i tak małe. Budzik będę codziennie cofał tylko o minutę, a resztę  rozbiję podobnie na małe kroczki.

Słowo końcowe.

Dopiero powoli sobie uświadamiam jak wielkie wyzwanie przede mną stoi, ale ono stało tam cały czas. Dopiero teraz podejmuję bardziej stanowcze kroki w celu realizacji swoich projektów i marzeń. Docenię wszelkie słowa pochwały jak i krytyki, na którą chyba najbardziej liczę, bo swoje błędy najtrudniej zauważyć.

Gromisek

Gromisek

 

Ugl(y)amour Photography

Od jakichś 3 lat nie mogę podnieść ręki na kobiety. Ręki z aparatem w dłoni  Doznaję wewnętrznej irytacji z powodu dysonansu między tym co widzę a tym co pokazuję. Właściwie - tym co "samo" wychodzi na elektronicznej kliszy. A jest to zwykle pustka za fasadą. Komuś się moje prace podobają, komuś nie, tyle że mało mnie to obchodzi, bo nie podobają się mnie. Patrzę na "odbitkę" i niczego nie widzę.    Jeszcze bardziej irytują mnie sesje rozkładówkowe czy okładkowe pospolitych acz "uznanych" domów mody, strzelane z wielką pompą i zadęciem przez wziętych fotografów. Do tego poza perfekcjonizmem warsztatowym, budżetowym i sprzętowym autorów, wszystko przechodzi przez walec magicznego retuszu. Otwieram taki magazyn i wyskakują same trupy z kartek papieru kredowego. Trupy lansowane jako "top modelki" czy celebrytki. Ale OK, rozumiem koncept, przecież chodzi o to, żeby sprzedać jakąś kolejną szminkę bądź szmatę. Nabrać ludzi na sztuczny miód i toksyczny gluten.   Dlatego postanowiłem dodać do formuły bloga cudze prace, będące moim zdaniem przynajmniej warte obejrzenia. Więc dzisiaj coś, na co trafiłem przed paroma laty, lubię wracać i zaglądać w nowości. Do mnie jego prace "gadają". Jest w nich i jakaś jak bym to nazwał - estetyczna wulgarność, prowokacyjność, turpizm walczący ze specyficzną urodą modelek, pokazują nastrój, charaktery, chwilę i jej emocje.    Zatem nie ociągając się, taadaaam, przedstawiam Wam oto Jiri Ruzek i jego prace w autorskim połączeniu "ugly" i "glamour". W dodatku w moich ulubionych "kolorach" i ekstremalnej prostej technice oświetlenia. Wybiorę z poszczególnych lat chociaż po jednej.                                           

Rnext

Rnext

 

Dorośnij

To zabawne prawie tak jak kilkuletnie dziecko pouczające rodzica, porównanie być może nie w każdej sytuacji trafne aczkolwiek dużo mówiące o tym jak to wygląda. Długie, zgrabne nogi osadzone w ciemnych szpilkach, dopasowana sukienka, parę dodatków w postaci kolczyków, zegarka, pierścionków, torebki i burza włosów ponad mocną oprawą ust oraz oczu - zdaje się, że to jest coś co działa na nas, niczym strój policjanta - wzbudza określone emocje oraz wg większości mężczyzn daje uprawnienia do wydawania rozkazów i poleceń. Dodajmy, że owe zalecenia niestety często okazują się nietrafione a jeszcze częściej, powinno się postępować zupełnie na odwrót niż kobieta mówi.   Zapewne wielu z nas usłyszało podobne zdania, sformułowania od "dorośnij" do "bądź dużym chłopcem". Czasem faktycznie, są one uzasadnione a patrząc na obecną sytuację, owe zwroty będą padać coraz częściej i mnożyć się niczym arabscy "turyści" goszczący od Niemiec po kraje skandynawskie. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że mass media oraz same kobiety odgrywają w tym całym spektaklu kluczową rolę, ponieważ same wkładają w męskie głowy określone schematy postępowań. Co ciekawe, owe postępowania, gdy niczego nieświadoma ofiara płci męskiej się do nich stosuje zupełnie nie przyciągają uwagi kobiet. Wyjątek stanowią panowie, którzy są przystojni, choć i im się nie do końca upiecze.   Wróćmy jednak do sedna tematu, myślę, że można śmiało założyć, że 3/4, ba, że 80, czy więcej procent mężczyzn to są tzw. białorycerze. Oni również się miedzy sobą różnią, od takiego, który udaje, że nie widzi zdrady swojej ukochanej, do takiego, który co tydzień biega do wybranki swojego serca z kwiatami oraz kolejną porcją czekoladek. Ogółem białorycerstwo jest chorobą zakaźną, żeby nie powiedzieć chorobą cywilizacyjną dotykającą tylko mężczyzn w XXI w. I tak jak każda choroba, tak i białorycerstwo ma różne stadia rozwoju proces rozwoju przebiega dosyć szybko, ponieważ pierwsze jej symptomy da się zauważyć w latach szkolnych.   "Zarażeni" czy zainfekowani mężczyźni są niezwykle podatni na kobiece sugestie typu "dorośnij". Weźmy przykładowego Kowalskiego, ot, zwykły facet, takie 6/10, przeciętny, niczym się nie wyróżnia, ma pracę, kota i jakiś tani samochód. Nie śmierdzi, używa jakichś perfum, ubiera się czysto ale nie są to marki z górnej półki. Jest piątek, kończy pracę a, że brakuje mu jakiejś kobiecej piersi to udaje się nocą na łowy do pobliskiego klubu. Spotyka tam różne kobiety ale jak już wspomniałem na początku, jest on mężczyzną przeciętnym, zatem z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że owy Kowalski ciśnienie ze swego zbiornika będzie musiał wyrównać sam.    Postawmy go jednak w lepszej sytuacji, uznajmy, że poszczęściło mu się i poznał on damę o imieniu Halina. Jest ona kobietą, której do górnej półki daleko, ale ponieważ jest kobietą, to ma i tak mnóstwo zainteresowania ze strony mężczyzn, którzy wyraźnie dają jej znać, że jeśli by znalazła czas i miejsce, to ejakulacja w jej łono byłaby dla nich niezwykle satysfakcjonująca. Halina i Kowalski po wielu randez vous z mniej lub bardziej opłakanym skutkiem wchodzą w związek. Trwa on, dajmy na to kilka lat a w czasie jego trwania da się słyszeć wspomniane już na początku zwroty. Nasz mężczyzna, z wpojonymi schematami poprzez media oraz wychowanie łatwo daje się wcisnąć pod kobiecą szpilkę. Kowalski często słyszy, że powinien dorosnąć, jest niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem oraz jego hobby to strata czasu, o pieniądzach nie wspominając.   Pieniądze należą do samiczki, ponieważ tylko ona wie jak je spożytkować 😆 Kowalski zatem próbuje się do owych słów odnieść i zaczyna postępować wg rad swej wybranki. Skutek jest opłakany. Wiecznie boląca głowa to tylko jeden z wielu niemiłych rozczarowań jakie czekają naszego samca. Tak to jest, jeśli słucha się zaleceń miłości partnerki, która jest istotą wysoce emocjonalną. Rzekłbym emocjonalno - chłonną. Istota, która jedno myśli, drugie mówi, trzecie robi a czwarte czuje daje nam rady a my, jako mężczyźni niestety ich się słuchamy. Po okresie starań, nawet białorycerz przechodzi pewien okres "buntu", podczas którego zauważa, że czasem postępowanie na opak czy postawienie na swoim wpływa wydatnie na zmiejszenie owych ciągłych bólów głowy.    Lekarz nie pomógł i tabletki, a postawienie na swoim oraz trzymanie ramy już tak. Niesamowite 😆. Tylko co z tym dorośnij, skoro kobiety lgną do owych "niedojrzałych"? 😆 Czy naprawdę musimy dorastać? To już zostawię każdemu z osobna do przemyślenia. Zostawię też piosenkę, która byłą inspiracją dla wpisu. Miłego wieczoru      

Quo Vadis?

Quo Vadis?

Moja zmiana pracy

Pracuję obecnie trzeci miesiąc w nowym miejscu. Najistotniejsze jest to, że zrealizowałem swój plan i osiągnąłem swój cel. Zadania, finanse i ludzie bardzo mi odpowiadają. Moje zadowolenie jest bardzo duże.   Chcę przedstawić przebieg wydarzeń, może będzie dla kogoś inspiracją lub impulsem to czegoś   Tło wydarzeń: Ja - 40+, Lwia część zawodowego życia na etacie w instytucjach publicznych. Ostatnie stanowisko 10lat takie samo, ta sama ciepła posadka. Niby ok, ale NIE!. Efekt - wypalenie zawodowe, frustracje i życie w męczącym zapętlonym myślotoku z pełnym spektrum negatywnych myśli i przekonań oraz tęsknocie za zmianą, za ""moim czasem i miejscem". W połączeniu z kryzysem w związku zrobiło się nie wesoło a nawet strasznie. 


Konieczne kroki: Ogarnianie Siebie zajęło mi jakiś rok - jest to czas po którym praktycznie nie ma fizycznych, materialnych śladów. Zero generowania czegokolwiek. Mentalny, duchowy i fizyczny trening, poligon i walka .. ze Sobą. Reset. Kwestionowanie przekonań. Wychodzenie z ról, nałogów, ego. Wietrzenie i sprzątanie swojej przestrzeni. Wracanie do Siebie, do tu i teraz.    Pierwsze pomysły: Zaplanowałem, że efekty  (energię czas) eliminacji szkodliwych dla mnie będę kierował na działania związane z pracą, zmianą kwalifikacji, zarobkowaniem. Tak też powstał ten wątek:     Na początku był stopniowy progres, ale i  sporo turbulencji i chaosu. Lęku przed nieznanym. Ale i to minęło. Pojawiła się większa swoboda wolność i ochota z odwagą. Plany przestały być fantazją i ideami.   Postanowienie: Moment w którym zacząłem systematyczne działania uznaję za moment postanowienia zmiany pracy. To była niewypowiedziana decyzja. To był początek grudnia 2017.   Zostawiłem nawet taką deklarację w wątku:      Kilka godzin dziennie poświęcałem programowaniu - kursy, książki, spotkania, -- co się da. Poza czasem, zainwestowałem ok. 1400zł (w ciągu pół roku) . Starałem się trzymać naturalne tempo, bez wyścigów i zajeżdżania się, by mieć cały czas przyjemność, którą faktycznie odczuwam, gdy coś zrozumiem, poznam, stworzę. Nie było to baaaardzo trudne, bo to lubię. Pierwotnie zakładałem, że po 9 mieciącach samokształcenia zacznę szukać pracy - czyli wrzesień 2018. W lutym nawet uderzyłem do Braci w wątku: 
Zerowy odzew, ani spierdalaj ani buhahaha.  Guru nie mam do tej pory, ale może jeszcze się znajdzie.   Zmiana taktyki: W marcu 2018, w efekcie korespondencji z Jane (autorka quide'a dla osób chcących wejść w IT bez branżowego wykształcenia) postanowiłem ze jej radą - wysyłać CV głównie po to, żeby zaliczyć jakieś interview, procesy rekrutacyjne, robić zadania rekrutacyjne i poznać rynek. Wysłałem koło 7-8 cv.    Rekrutacja: marzec - maj - dwa procesy rekrutacyjne - przeszedłem wszystkie etapy (w tym projekty, które robiłem jakieś 60h) i rozmowy z prezesami - niby ok, ale nie pykło. Niestety nawet nie wiem co im się nie spodobało (czy moja robota, czy morda, czy warunki jakie chciałem). No taki prezes nie musi przecież nikomu nic mówić. .... I bardzo dobrze, bo średnio się tam czułem i jakiś smrodek czułem. Jakąś nieufność. nevermind.   Finał:  Ostatecznie, za trzecim podejściem trafiłem do świeżej firmy, niedużej, która się rozkręca, ale fachowość jest. Rozmowa była przyjemna i mało techniczna, bardziej ogólna - skupiona na tym czy bedzie nam ze sobą dobrze  .    Umowa: Mimo, że wszystko mi się podobało, to decyzja wcale nie była łatwa. Psychika i ego mocno trzęsło dupą, że to tak NAPRAWDĘ to zrobię!!! Lęki pomieszane z ekscytacją, Bóle głowy, stres, jakieś wymysły, wątpliwości. Ale ni chuja, byłem na to przygotowany i wiedziałem, że takie będą jazdy i szarpania. Trzymałem się swojej decyzji z 2017r. , która już wtedy odmieniła wiele w życiu. 
Skończyłem z etatem i założyłem DG. Kasa na rękę to 233% tego co miałem. Robię to co lubię. Zawodowo spełniony.    W trakcie: Mam już kilka miesięcy w nowym miejscu za sobą więc mogę napisać jakie są odczucia. ... Woda jest głęboka, ale to ok, taka mnie interesuje. Dodatkowo okazało się, że zadania dostaję jak fullstack developer i to jest zajebiste, bo mogę ogarniać tematy które planowałem za rok, dwa. Mam poczucie dobrze wykorzystanego czasu i bycia w odpowiednim miejscu, co neutralizuje stresy i lęki, ułatwia zaangażowanie i odpowiedzialność. Płacą na czas. Istnieje życie koleżeńskie i integracje poza firmą. Nie zdiagnozowałem osób toksycznych lub manipulantów, czy korposzczurów. Uczę się mnóstwo nowych rzeczy, technologie na czasie, bez grzebania w archeo.  Prowadzę działalność więc też to mnie stymuluje do samodzielności i myślenia o przyszłości. 
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dążeniu do celu.      Szkaradny

    P.S. I jeszcze jedno - nikt nie wiedział o moich planach (poza forum) oraz nikt nie miał żadnego bezpośredniego wpływu na plany i decyzje. Żadnych porad, konsultacji, rozmywania odpowiedzialności. To dla mnie bardzo istotne w tym wszystkim  

Szkaradny

Szkaradny

 

Facepalm.

A no właśnie...    Chciałabym podsumować jeden wątek, wiadomo, o który chodzi.   Panowie bronią oszust panów. Mówią, że wszyscy kłamią i to norma. I winny jest ten co dał się okłamać.    Ale kobiety nie mogą się wypowiadać o kłamliwości mężczyzn, bo one kłamią. A na koniec co jest absolutną perełką kwestia, że kłamstwo mężczyzn niby złe, ale nie tak bardzo, ale kobiecie kłamstwa trzeba tępić. 😂😅 A i najlepsze to ja używam podwójnych standardów  

Fit Daria

Fit Daria

 

Kol-ORWO

A tak naprawdę nie na DDRowskim ORWO, które mój ojciec czasem sobie przywodził a ja mu podkradałem i wkręcałem w aparat w majestacie prawa a Fuji Velvia. Velvia ekstra kolory podkręcała a ja jestem mimo braku daltonizmu, na kolory ślepy. Ktoś niedawno zapytał mnie rozmawiając o kolorach, co widzę, gdy patrzę na tęczę. Moja zwykła reakcja - o! tęcza!  Więc mimo, że widzę cz-b, podejmuję czasem próby z kolorem. Więc tu będzie (jak na mój gust) mocno kolorowo. Żeby była odmiana.              

Rnext

Rnext

 

Los.

Ponownie wkleję etap obrazu, który w głowie już jest skończony.  Pomimo, że obraz sam się maluje- prowadzi artystę- wciąga go/ to wspierana swoją wizją i swoją emocją spróbuję go ukształtować.   @SzatanKrieger Pytałeś mnie czy chcę wpływać na świat, nie odpowiem Ci jeszcze bo tu trzeba się zastanowić. Pytanie do ego, czy duszy.  Byli już tacy co zmieniali... Ja wiem na pewno, że chcę zapewnić sobie takie warunki by zbudować swój świat.  Mogę kogoś natchnąć, zainspirować, zatrzymać w miejscu i podrzucić refleksje, ale zmiany każdy musi dokonać sam w sobie.   

Lalka

Lalka

 

Historia Hippie - czyli co mnie doprowadziło do tego miejsca w którym jestem.

Ahoj ludziska! Kope lat   Czas coś w końcu tu napisać. Tęskniliście? Bo ja tak. W końcu znalazłam tę chwilę wytchnienia i weny by zajrzeć na swojego bloga.  Trochę się u mnie podziało ostatnimi czasy, stąd też moja rzadsza obecność tutaj.    Tym razem chciałabym opowiedzieć o sobie, o tym co i jak ukształtował się mój światopogląd. Jak zmieniło się moje życie z upływem lat. Dlaczego interesuję się rozwojem osobistym. Dlaczego nie jestem feministką i pokrótce pragnę przedstawić swoją historię. To, że jestem w Wielkiej Brytanii od 4 lat już niektórzy z was wiedzą. Chciałabym skupić się na wcześniejszych okresach mojego życia - myślę, że przedstawienie mojego dzieciństwa dość wyraźnie pokaże, dlaczego mam takie a nie inne podejście do spraw międzyludzkich i damsko-męskich oraz przedstawię jakie są moje motywacje. Może tez moja historia, pomoże niektórym, zainspiruje do czegoś, da jakieś wskazówki. Może zmusi też do refleksji... Ostrzegam, że może to być dłuuuga książka w dodatku nieco chaotyczna.     Więc zacznijmy od wprowadzenia...kto ja jestem? Jestem 25-letnią dziewczyną, w udanym związku z mężczyzną, którego kocham. Jestem niepoprawną optymistką, w głębi duszy podróżniczką. Ciekawa świata i lubiąca czerpać z życia pełnymi garściami. Widzę przed sobą ogrom możliwości, choć jestem niektórych kwestiach niezdecydowana, tak jednak nie lubię się ograniczać i wybierać tylko jedną drogę. Mam mnóstwo planów i marzeń. W swoim tempie realizuję to co chcę. Moją główną motywacją jest być wolną i szczęśliwą.  Jest mało rzeczy których nie lubię. Natomiast tych co lubię jest tak dużo, że czasem ciężko mi wybrać czego tak naprawdę potrzebuję. Jestem typową enneagramową  >siódemką (dokładnie 7w6)< W skrócie jestem wiecznym dzieckiem, cieszę się z najmniejszych darów życia i jestem straszną marzycielką. Lubię próbować nowych rzeczy, stąd też mam dużo powierzchownych zainteresowań. Jestem ekstrawertyczką, jednak mam momenty, kiedy lubię się zatrzymać i poobserwować otoczenie, przeanalizować.  Nudzi mnie rutyna, choć wiem, że jest nieodłącznym elementem w życiu, dlatego staram się też momentami do tego przystosować. Jak bardzo mój charakter jest nieadekwatny do przeżyć z dzieciństwa... O tym poniżej.   Potrzebowałam mnóstwa czasu by zrozumieć siebie i swoje motywacje. Jak byłam nastolatką nie dawało mi to spokoju. Gubiłam się w swoich myślach, nie rozumiałam dlaczego jestem taka chaotyczna, niezdecydowana. Nie znałam kobiecej natury jak też nie wiedziałam jak zachowywać się wobec ludzi. Jak byłam mała, byłam dość nieśmiała. Im starsza - bardziej pewna siebie choć też zależy w jakich sytuacjach. Miałam problem z określeniem co jest dla mnie dobre.  Sprawiałam wrażenie osoby poważniejszej niż rówieśnicy. Szukałam swojej tożsamości i próbowałam jakoś zrozumieć swoje najbliższe otoczenie, które swoją drogą było źródłem moich problemów od najmłodszych lat. Dlatego w wieku 16 lat zaczęłam szukać poszlak. Pokrótce zaczęłam interesować się duchowością, medytacją...starałam się wychodzić jak najczęściej z domu, by uwolnić się od spraw rodzinnych. Wstąpiłam do harcerstwa, przebywałam dużo czasu z rówieśnikami.  W domu byłam zdana sama na siebie, mimo faktu, że mam czwórkę rodzeństwa (wszyscy starsi ode mnie, dzielą nas duże różnice wiekowe) czułam się samotna. Zamykałam się zwykle we własnym pokoju i uciekałam od rzeczywistości na różne sposoby. Miałam podejrzenia, że mam duże problemy ze sobą i miewałam stany depresyjne. Nie wiedziałam jak z tym walczyć. Jednak podświadomie mocno pragnęłam zmian. Wyobrażałam sobie wiele razy, że uwalniam się od tych problemów...Uśmiechałam się sama do siebie. I wmawiałam sobie " wyjdziesz tego gówna, na pewno!".   W szkole miałam problemy z nauką. Największy problem oczywiście z matematyką.   Moi rodzice mi nie pomagali, rodzeństwo też nie. Jak miałam 6 lat, wyprowadziła się najstarsza siostra, po paru latach kolejna, później brat poszedł do wojska i po tym tez od razu się wyprowadził. Najwięcej uwagi poświęcał mi mój drugi brat, to z nim kłóciłam się o komputer, to on bawił się ze mną w chowanego, robił mi psikusy...w skrócie normalna relacja siostra-brat, której myślę każdy dzieciak, nastolatek potrzebuje, ale też po jakimś czasie zabrała mi go choroba - schizofrenia. Od małego byłam przyzwyczajona do tego, że było dużo ludzi pod jednym dachem. Jednak gdy zaczęli się wyprowadzać jedno po drugim zaczęłam jako dziecko odczuwać pustkę. Choć wychowywałam się w dużej rodzinie, jakoś tak tego nie odczuwałam...Większość rodzeństwa była i jest w dalszym ciągu dla mnie obca... Okres kiedy powinnam mieć dużo kontaktu z rodzeństwem, z ciepłem rodzinnym, ja odczuwałam samotność. Na przestrzeni lat, jeśli tak przeanalizować relację z moim rodzeństwem...mogę stwierdzić, że jest skomplikowana. Od moich starszych sióstr zwykle słyszałam tylko krytykę, czułam, że chcą mi tylko matkować. Czułam...dalej w sumie czuję, że nie jesteśmy ani trochę sobie bliskie. Nie bez powodu zresztą mi matkowały. Po parunastu latach dowiedziałam się, że robiły to dlatego, że widziały, że moja matka nie zajmuje się mną prawie w ogóle. Widziały u mnie braki w wychowaniu. Jako, że wyprowadziły się szybko z domu, ja nie miałam z nimi za dużo styczności. Zaczęły układać swoje życie po swojemu, z dala od domu rodzinnego, dlatego wzorce i światopoglądy mają zupełnie inne niż ja. Gdybyśmy spędzały więcej czasu ze sobą, dzieliły ze sobą codzienność, sprawa wyglądałaby zdecydowanie inaczej - tak przynajmniej przypuszczam.  Nie bez powodu jednak moje rodzeństwo decydowało się szybko na wyprowadzkę...Tak jak i ja później. Największym problemem od czasów dzieciństwa była moja Matka. Już od najmłodszych lat słyszałam jej narzekania na Ojca. On harował jak wół, wyjeżdżał do Niemiec na parę miesięcy a jak wracał, pierwsze co zastawał w domu to naburmuszoną minę mojej Matki. Wychowywałam się w domu gdzie nie było czuć miłości matki. Tylko jej żądania kierowane do wszystkich a w szczególności do Ojca. Więcej żądała niż dawała od siebie. Od pewnego czasu swoje życie spędzała głownie przy komputerze grając w pasjansy i różne logiczne gierki ze strony gry.pl.  Mnie też przez pewne okresy brakowało ojca. Byłam generalnie córeczką Tatusia. Jak już w jednym wątku opisałam - gdy przyjeżdżał z Niemiec, potrafiłam na niego czekać godzinami przed blokiem. Przywoził mi mnóstwo zabawek, słodyczy. Wychodziłam do niego przed blok, pomagać mu przy aucie, lubiłam mu towarzyszyć przy załatwianiu spraw... Potrzebowałam jak każde dziecko bliskości i ciepła. Więcej otrzymywałam tego od Ojca, którego miałam mniej przy sobie niż od Matki, którą miałam na co dzień. Mój ojciec był znany w bloku z tego, że był złotym rączką i był pomocny. Każdemu służył radą i pomocą.  Jednak widząc jako dziecko reakcje mojej Matki byłam zdezorientowana, z czasem zaczęło to iść w złą stronę. Jako, że więcej czasu przebywałam z moją Mamą, łapałam od niej zachowania, słuchałam jej. Godzinami potrafiła narzekać na rodzinę mojego Ojca i na jego samego. Były kłótnie o wszystko, choć najczęściej o pieniądze. Mój Ojciec był jedynym żywicielem tak dużej rodziny, dlatego też nie przelewało nam się za bardzo. Będąc nastolatką, byłam zmotywowana do tego by pomóc rodzicom chociaż trochę odciążyć ich finansowo. Próbowałam zarabiać sama na siebie już w wieku 16-tu lat. Czułam poczucie winy prosząc moich rodziców o drobne na swoje potrzeby.  Moja matka zajmowała się domem, choć już po jakimś czasie zaniedbywała też i tę rolę. Robiła mi straszny mętlik w głowie, bo czasem rzeczywistość nie pokrywała się z tym co mówiła. Mówiła mi zupełnie coś odwrotnego niż widziałam. Jednak jak mi wpajała do znudzenia, to zaczęłam już w niektóre rzeczy wierzyć. Zaczęły się więc też kłótnie z Ojcem. W dodatku różne perypetie z moim bratem, któremu schizofrenia dawała się we znaki. Były momenty, że lubiłam rozmawiać z moją mamą, bo to też było jakieś spędzanie czasu z nią. Im więcej się z nią zgadzałam, tym milsza była dla mnie. Ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo ta relacja jest dla mnie zgubna. Nie byłam świadoma tego, że ona chce wychować swoją osobistą służącą i pomagierkę, sama odpoczywając, przy komputerze. Bo jak to zwykła mówić " wychowałam piątkę dzieci, jestem zmęczona, mam prawo do odpoczynku". W między czasie tworzyła sobie różne scenariusze, miała w głowie spiski, które rzekomo knuliśmy wszyscy przeciwko niej. Za wszelką cenę chciała nas, dzieci trzymać jak najdalej od ojca, wmawiając, że robi wszystko na przekór jej. Jednak jako, że jeszcze byłam młoda, nie wiedziałam co to wszystko znaczy.  To było swego rodzaju układanie puzzli.  Choć na początku błądziłam po omacku. Dopiero po latach analizowania sytuacji w domu uzmysłowiłam sobie, że mojej Matce nie da się pomóc. Dopiero niedawno doszłam do tego, że prawdopodobnie ma zaburzenie narcystyczne.  Jedyne co należy zrobić w takim przypadku to odseparować się. - co w sumie stopniowo zaczęło mieć miejsce gdy się wyprowadziłam z domu do UK.  Mojemu bratu, który zachorował na schizofrenię, nie udało się. Dalej jest pod jej negatywnym wpływem. Widać, że przygniata go ta negatywna aura, którą rozsiewa moja rodzicielka. Reszta rodzeństwa w tym ja - uciekliśmy. A mojemu Ojcu po jakimś czasie zaczęło wysiadać zdrowie. Był też bardziej przygnębiony, choć dalej potrafił się cieszyć i uśmiechać z najdrobniejszych rzeczy. Potrzebował spokoju, jednak go nie dostawał w domu. Zaczął chorować na raka. Po trzecim przerzucie na kręgosłup, opuścił nas. Rok śmierci mojego ojca - był to dla mnie przełomowy okres. Postanowiłam wyprowadzić się z domu rodzinnego. Nie chciałam żyć pod jednym dachem ze swoją matką. Chciałam jak najszybciej się usamodzielnić i żyć na swój rachunek. Nadarzyła się okazja wyprowadzki za granicę 2 miesiące po pogrzebie Ojca - w Polsce nie widziałam swojej przyszłości. W tym też czasie zaczęłam spotykać się ze swoim obecnym mężczyzną. Zaczęłam czuć, że mimo przykrych zdarzeń, mimo wszystko zaczyna mnie coś spotykać miłego. W końcu widziałam, że los się do mnie uśmiecha. Wtedy czułam, że spadł ze mnie ogromny ciężar. Czułam, że zaczynam być wolna. Aż do chwili obecnej.    Na podstawie swoich przeżyć, uznałam, że nie chce dla siebie więcej takiego życia. W przyszłości chcąc stworzyć rodzinę, chcę być dobrą, kochającą matką i kobietą, która będzie poświęcała jak najwięcej czasu swoim dzieciom. Chcę tworzyć miłą i ciepłą atmosferę wokół siebie. Być przeciwieństwem mojej matki. Brać pełną odpowiedzialność za swoje czyny i rozwijać się. Nie zatrzymywać się w miejscu i rozpamiętywać jak moja matka. Żyć i cieszyć się życiem. Chcę dzielić się tym szczęściem z moim lubym.   Nie mam do niej żalu, choć blizny jakieś zostały. Ona też mnie na swój sposób nauczyła życia. Pokazała mi tę ciemną jego stronę. Pokazała mi do czego doprowadza nienawiść do samego siebie i innych. Pokazała mi też że jak się jest skrajnym egoistą to krzywdzi się bliskich. Poczułam na własnej skórze jak to jest być ofiarą takiej osoby. Dlatego chcę obdarzać swojego mężczyznę ciepłem i być dla niego wsparciem. Nie utrapieniem. Nie bez powodu staram się zrozumieć też męską naturę. Nie chcę na siłę zmieniać mojego mężczyzny i patrzeć tylko na swoje potrzeby. Chcę być szczęśliwa, uśmiechać się. Śmiać się jak najwięcej. Uwalniać swoje wewnętrzne dziecko. Być wolna. Moje własne dzieciństwo jest dla mnie przestrogą. Nie chcę by moje dziecko w przyszłości czuło to samo co ja jak byłam mała. Nie ma nic gorszego dla dziecka niż samotność i uczucie odrzucenia.      Dlatego jestem bardzo wyczulona na to jak widzę, gdy matki zaniedbują swoją rolę. Jak kobiety zaczynają być agresywne, są dumne i pokazują ile w nich pychy. Nie dając dziecku ciepła i emocjonalnego wsparcia - krzywdzą je. Nie mogę zdzierżyć, że dzisiejsze kobiety większości mało od siebie dają w związkach. Najważniejsze jest dla nich zaspokojenie własnych zachcianek, najlepiej też bezboleśnie i bez wysiłku. Zrobiły się wygodnickie. Chcą mieć wszystko, bez żadnego wkładu od siebie. Smuci mnie to. Bardzo. Dlatego jestem zdeterminowana by z tym walczyć jak tylko się da, sama dając dobry przykład.   Udowodniłam sobie, że jednak mam wpływ na własne życie. Każdy ma. Trzeba tylko chcieć zmian. Trzeba umieć zrobić sobie rachunek sumienia, być z samym sobą szczerym.  Patrzę teraz na to co osiągnęłam i jestem z siebie niesamowicie dumna. Mam dokładnie to o czym marzyłam będąc nastolatką. To mi pokazało, jakim potężnym narzędziem jest umysł i jak zna się jego prawa, można naprawdę dużo... Cieszę się też, że jestem na tym forum i mogę podzielić się tym z innymi. Takie wylanie własnych myśli i przemyśleń jest dla mnie bardzo oczyszczające.  Tym pozytywnym akcentem kończę dzisiejsze wylewanie myśli.  Dziękuję Drogi czytelniku jeśli tu dotarłeś i przebrnąłeś przez tę ścianę tekstu.  Życzę wam wszystkiego co najlepsze, przesyłam dużo pozytywnej energii (tzn jej resztki, bo po treningu jestem wypompowana) - ale spokojnie, starczy dla każdego.     Dobrej nocy!             

Hippie

Hippie

 

Trochę odwróconej perspektywy.

Trochę wizji, gdyby rzeczywiście było równouprawnienie....   Co Wy na to? Pan świadomy swojego ciała. Ale jakby się zagłębić w komentarze są podzielone.      " Ruchałabym"   "A jeśli jakiemuś mężczyźnie ta reklama się nie podoba, oznacza to, że jest debilem i meninistą, jest spasiony i brzydki. Zamiast wziąć się za siebie, to pluje jadem. Na pewno jest brzydki i żadna go nie chciała wyruchac, stąd ta frustracja."   "Hejt meninazistów za 3... 2... 1."   "Zlizywałabym ten jogurcik hehe"   "Co za kurw"   "Wszędzie ten kult ciała, epatowanie seksem, wodzenie kobiet na pokuszenie. A ja się pytam, gdzie są zwykli domowi koguci, co to przyniosą piwo z lodówki i podadzą kapcie po ciężkim dniu w pracy? Co to posprzatają, ugotują, a dzieciom powiedzą, żeby były cicho, bo mamę boli głowa. Takie wzorce propagujmy."   "Normalny, zdrowy chlopak, a jak komus sie nie podoba to niech zacznie chodzic na silke, troche ruchu, salatka na obiad, a nie tylko na kanapie siedziec i czekolade wsuwac!!!   "Postawie się na miejscu jego żony. Nadal uważacie, że to w porządku?"   "Mężczyźni, nie obawiajcie się takich raklam. Przecież od zawsze wiadomo, że kobiety" apetytu nabierają na mieście, ale jadają w domu"   "Widać, że my, chłopcy nie jesteśmy zbytnio rozgarnięci. Dupeczek ze zdjęcia nawet lodem do buzi porządnie trafić nie może."   "Czy któraś z koleżanek w redakcji może zwrócić uwagę graficzce by ten kod/kwadratek usunęła ze zdjęcia? bo mnie, kurna, drażni i przeszkadza w ocenie foty."     A Wy moi drodzy Panowie jako przeciwnicy podwójnych standardów i zwolennicy równouprawnienia co sądzicie? Wyzwolony mężczyzna czy zwykły kurewek? Bo niby popatrzeć miło, no ale z drugiej czy to nie psuje zbyt mężczyzn.?Wystąpilibyście w takiej reklamie? No dobra źle zadałam pytanie. Za ile byście wystąpili?  Ja bym sobie kalenadarz z takimi wyzwolonymi samcami kupiła. Przemyślcie to!    A i jeszcze słówko o jednym wpisów.       Panowie, moi najmilsi. Panie tyją po ślubie, bo wtedy zwykle pojawia się dzidzia, więc musi być ciąża i od niej się zwykle tyje, potem jest dziecko nie ma tyle czasu zadbać o siebie, A panowie w ciążę nie zachodzą, no chyba, że piwną     Rozumiem kompleksy, ale z tym, że im mężczyzna starszy tym lepszy to pojechaliście, @Ragnar1777 Tobie się jeszcze nie dziwię, bo żeś dzieciak i nie możesz się doczekać by kobiety traktowały Cię jak poważnego mężczyznę. Ale dobijesz do 35- tki zacznie się siwizna, zakola, spadnie kondycja ( w tym seksualna), matabolizm, więc i brzuszek zacznie rosnąć, to już nie będziesz tak mówił. Są mężczyźni ( tak jak i kobiety), którym wiek służy, ale są w zdecydowanej mniejszości.             

Fit Daria

Fit Daria

 

Husaria.

Taki etap, póki co:   Brakuje mi już muzyki, która mnie porwie i nada rytm. Brakuje przerywnika jakiegoś, za długo siedzę w miejscu. Długa droga przede mną, pokazuje jak wygląda etap w tworzeniu, który ma już kształt.  Nie mogę rzucać kolorami, przez co obraz wymaga więcej skupienia. Jest to urodzinowy prezent dla szwagra, na które idę jutro. Czas ucieka.

Lalka

Lalka

 

Nowa kicia.

@Nefertiti    Już jest dobrze. Jeszcze dokończyć pewne fragmenty, podpisać się, obmalować boki i położyć werniks.   Ładnie się błyszczy w słońcu.    

Lalka

Lalka

 

Krótko i treściwie

Wyrzucanie czyiś rzeczy, osoby, którą się podobno kochało jest super i gratki dla bohatera , ale jak jakiś czas była historia, że rzucona kobieta zniszczyła album ze zdjęciami byłego to już było oburzenie i jak furiatka i, że trzeba rozstawać się z klasą.    Albo dziś hit przeczytałam, że żeby ominąć "sceny" można zerwać przez telefon czyli nie mieć odwagi chociaż spojrzeć kobiecie w oczy i nie nie jest to w ogóle szczeniackie i niedojrzałe. No i oczywiście żadnych podwójnych standardów.    Tyle, bo jestem po nieprzespanej nocy i ząb mnie boli.    

Fit Daria

Fit Daria

Man's World

'This is a man's world, this is a man's world
But it would be nothing, nothing without a woman or a girl

You see, man made the car to take us over the road
Man made the train to carry the heavy load
Man made the electric light to take us out of the dark
Man made the boat for the water, like Noah made the ark

This is a man's, man's, man's world 
But it would be nothing, nothing w'thout a woman or a girl

Man thinks about our little bitty baby girls and our baby boys
Man make them happy 'cause man make them toys
And after man make everything, everything he can
You know that man makes money to buy from other men

This is a man's world
But it would be nothing, nothing, not one little thing, without a woman or a girl

He's lost in the wilderness
He's lost in bitterness…'     Trafiłam na tę piosenkę w najmniej spodziewanym miejscu, bo na stronach 18+  Muzycznie jest bardzo spoko. Co do tekstu. Przyjęłam go dość emocjonalnie. Jest prawdziwy oczyście. Mówi prawdę, że żyjemy cały czas w męskim świecie, świecie zdominowanym przez mężczyzn. Dostaje szału jak słyszę te hipokryzje, że dzisiejszy świat jest gynocentryczny, sfeminizowany, antymęski...Serio? No kurwa serio? Strasznie dużo myślę ostatnio o tym wszystkim ( tzn, ostatnio, ciągle o tym myślę, nie tylko Wy macie obsesje, ale ostatnio mam jakąś kulminacje), zbieram się by się by zebrać to wszystko w jedno i wysmarować o tym posta. Wiem, to bardzo logiczne pisać o tym całkiem na poważnie w tym miejscu  Ludziom, którym nawet dzisiejszy, patriarchalny świat wydaje się mizoandryczny, dyskryminujący facetów. No, bo fakt kobiety są dużo mniej dyskryminowane niż choćby 100 lat temu, to pewnie powoduje niezły ból dupki u niektórych przedstawicieli płci tzw. "silnej". No ale, po co pisać to komuś kto to wie, lepiej napisać tam, gdzie ludzie mają całkiem inne spojrzenie, nie? Tylko nie wiem, czy to jest takie dobre, dla mojej psychiki. Dlatego też wybieram się do Lwa - Starowicza. Po pierwsze, żeby sobie poukładać pewne rzeczy, a po drugie z ciekawości co on o tym myśli. Powinnam iść do jakiegoś specjalisty z bardziej "moimi" poglądami, ale stwierdziłam, że tak będzie ciekawiej.    Wracając do piosenki zastanawiam się co miał na myśli mówiąc " But it would be nothing, nothing w'thout a woman ". Wy się pewnie nie zgadzacie albo zgodzilibyście się z interpretacją pornosa, gdzie natrafiłam a ten utwór. Swoją drogą uwielbiam pornosy doprawadzające mnie do szału. W każdym razie ciekawe o co mu chodziło. Skoro panowie wszystko wynaleźli, stworzyli, świat jest ich, to czemu bez kobiety byłby niczym? No przecież, gdyby chodziło tylko o seks to bylby conajwyżej nie zaspokojony czy nawet nieszczęśliwy, ale żeby od razu niczym? Noż to gruba przesada.  Chyba, że nie chodzi o seks? Że jednak chodzi o coś więcej? A może to co nazywacie matrixem, czym czego nie rozumie pospulstwo, może to jest czymś zupełnie odwrotnym? Może Wy nie rozumiecie pewnych rzeczy, nie rozumiecie, że pełnie szczęścia mężczyźnie może tylko dać kobieta? Że możecie mieć i cały świat, ale bez kobiety nigdy nie będziecie szczęśliwi? Bez kobiety w życiu, nie bez cipki do zaliczenia.    Ale pewnie po prostu autor tej piosenki był biało - pizdeo- rycerzem              

Fit Daria

Fit Daria

Dać czy nie dać o to jest pytanie.

Dzisiejsza złota myśl dotyczyć będzie jednego z wątków oczywiście poza rezerwatowych 😜   Rozśmieszyło mnie to, przyznaję. Szczególnie stwierdzenie im kobieta mniej wie, tym lepiej śpi  Serio nie znacie kobiet. Jak kobieta nie wie, a raczej wie, że "Misiu" nie chce by wiedziała to podejrzewa o najgorsze. Więc jak nie chcesz dać hasła to najprawdopodobniej jej się zaświeci czerwona lampka. I jest to normalne, nie masz czego ukrywać? To nie ukrywasz. Wiadomo, że jak kobieta to proponuje to sama jest "czysta", bo to jest jednoznaczne z tym, że ona facetowi swoje hasła też da . Oczywiście to wcale nie znaczy, że będą sobie co chwila grzebać w telefonach, ale to ta świadomość, że on nic przede mną nie ukrywa, zwiększa się zaufanie. A jak za wszelką cenę chce ukryć to znaczy, że ma coś na sumieniu.    Ja miałam hasła do maila mojej mamy i fb siostry, przez przypadek, one nie skojarzyły faktów, ja po prostu nie lubię jak bliskie osoby mają przede mną tajemnicy. I nie ma większego focha, od tego jak nie chcą mi czegoś powiedzieć, więc zakładam, że z facetem będzie tak samo albo gorzej, bo dochodzi podejrzenie zdrady lub flirtu.    Według mnie najbliższa osoba powinna mieć dostęp do komputera, mediów społecznościowych, haseł bankowych. Nie, nie znaczy, że ma notorycznie "szpiegować", ale dostęp powinna mieć. 

Fit Daria

Fit Daria

 

Nie mam siły.

Totalny marazm mnie chwycił na nic nie mam siły. Nawet na dysputy z moimi Drogimi Panami. Coś tam poczytam dla podniesienia poziomu adrenaliny, ale po prostu mi się nie chce. Rozregulowane spanie mnie chyba tak rozwala. Spróbuję dziś wytrwać chociaż do 17, żeby obudzić się chociaż o 3-4 nad ranem a nie po 20-tej jak wczoraj. Idę na casting jutro. Dałam tylko "zainteresowana" na fejsie, a organizator to mnie napisał czy napewno będę. Potwierdziłam, że pójdę, więc już muszę. Ale cóż zawsze to nowe doświadczenie     W ogóle nie mam kondycji po 3 minutach na orbitreku tak się zmachałam i dostałam zadyszki, że musiałam zejść, a wcześniej dochodziłam do 20 - tu.  Dietę mam póki co tragiczną, bo budzę się kiedy sklep już zamknięty więc całą noc głoduje, że rano jestem tak głodna, że mózg mi się wyłącza i jem dużo za dużo. Póki się nie przestawię na normalny tryb, to nie ma szans. Ale przecież trzeba, bo jak powiedziałam A, to muszę B, a 10 miesięcy to wcale nie tak dużo czasu.      Jeszcze mi kolega krew psuje. Nie umie rozróżnić ślepej równości od sprawiedliwości ,nie wiem czemu mężczyźni z którymi rozmawiam dzielą się na tych dyskryminujących kobiety ze względu na ich biologię i tych, którzy tę biologię całkiem ignorują.  Czy tak trudno jest po prostu uznać, że sprawiedliwie byłoby chociaż próbować te nierówności biologiczne wyrównywać? 

Fit Daria

Fit Daria

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.