Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Blogi

 

Nie mam siły.

Totalny marazm mnie chwycił na nic nie mam siły. Nawet na dysputy z moimi Drogimi Panami. Coś tam poczytam dla podniesienia poziomu adrenaliny, ale po prostu mi się nie chce. Rozregulowane spanie mnie chyba tak rozwala. Spróbuję dziś wytrwać chociaż do 17, żeby obudzić się chociaż o 3-4 nad ranem a nie po 20-tej jak wczoraj. Idę na casting jutro. Dałam tylko "zainteresowana" na fejsie, a organizator to mnie napisał czy napewno będę. Potwierdziłam, że pójdę, więc już muszę. Ale cóż zawsze to nowe doświadczenie     W ogóle nie mam kondycji po 3 minutach na orbitreku tak się zmachałam i dostałam zadyszki, że musiałam zejść, a wcześniej dochodziłam do 20 - tu.  Dietę mam póki co tragiczną, bo budzę się kiedy sklep już zamknięty więc całą noc głoduje, że rano jestem tak głodna, że mózg mi się wyłącza i jem dużo za dużo. Póki się nie przestawię na normalny tryb, to nie ma szans. Ale przecież trzeba, bo jak powiedziałam A, to muszę B, a 10 miesięcy to wcale nie tak dużo czasu.      Jeszcze mi kolega krew psuje. Nie umie rozróżnić ślepej równości od sprawiedliwości ,nie wiem czemu mężczyźni z którymi rozmawiam dzielą się na tych dyskryminujących kobiety ze względu na ich biologię i tych, którzy tę biologię całkiem ignorują.  Czy tak trudno jest po prostu uznać, że sprawiedliwie byłoby chociaż próbować te nierówności biologiczne wyrównywać? 

Fit Daria

Fit Daria

Ideał kobiety pewnego forumowicza...

Dziś będzie krótka złota myśl. Uważam, że ten cytat, który za chwilę przedstawię, powinien być zamieszczony na stronie głównej forum. Bo nawet ja mam gorsze dni, tzn zaczynam się zastanawiać, że może nie są tacy źli, może przeżyli naprawdę trudne rzeczy i kobiety się do tego przyczyniły. Ale wchodzę widzę taką o to wypowiedź na przykład pana @urodzony_w_niedzielę i mi się przechodzi to zrozumienie. Sama miałam gorszy okres, kto wie to wie o co chodzi, kto nie lepiej dla niego, że nienawidziłam można nawet rzec mężczyzn, ale nigdy by takie słowa nie padły, bo uważam to poniżej wszelkiego poziomu. Ale każdy kto tu wchodzi, gdyby widział jak bracia samcy widzą kobietę, by przynajmniej wiedział na co się pisze.     PS. Nie żebym coś mówiła, ale dział "wojna płci" ma wielki sens jak może się tam wypowiadać tylko jedna płeć. To chyba po to, by pokazać która w Waszym wyimaginowanym świecie wygra  No niech Wam będzie Misiaczki. 

Fit Daria

Fit Daria

 

Turkish delight

Byłem głodny. Wyszliśmy z hotelu bez śniadania o świcie. Minęliśmy puste leżaki, na których Janusze zdążyli poprzedniego wieczora zarezerwować sobie ręcznikami miejscówki nad hotelowym basenem. Śródziemne słońce już szykowało swoje pięści żeby przywalić prawym i lewym sierpowym tym mniej odpornym na upały. Bazą było miasteczko do którego trafia spora część turystów po raz pierwszy wybierając się do niegdysiejszego Imperium Osmańskiego. Unikając komercyjnych i hotelowych plaż, zagadnąłem na mieście tubylców gdzie jest ich najfajniejsza, taka "cywilna" na którą codzień chadzają. Jakoś klimat tłumów i parasolek ściśniętych w puszkach sardynek nigdy nam nie pasował. Równie dobrze można przecież spędzić wakacje w mnóstwogwiazdkowym, zamkniętym resorcie z dala od egzotycznych tubylców i miejsc, zadowalając się tzw. "atrakcjami turystycznymi". Tylko po co? Takie są max 30 km od każdego z większych miast w okolicy.   W małym kramiku z głodu kupiłem kawałek orzechowego lokum sprzedawanego turystom pod swojską nazwą "turkish delight". Pierwszy raz wówczas jadłem kawałek bloku żelatynowego o smaku zawartości torebki cukru pudru zmieszanej z miodem i wrzuconymi dla niepoznaki orzechami laskowymi. Orzechy mnie przekonały bo jestem człowiekiem-wiewiórką. Też lubię rude kitki . No dobra, tak serio, to sprzedam się za orzechy jak dziwka. Po kilku minutach od głodowego przełknięcia ostatniego kawałka, zemdliło mnie. To ja już wolę chyba mieć pusty brzuch. Nigdy więcej.   Na plaży localsów, delektujący się słońcem i wolnością obok, starszy, wysuszony na wiór jegomość, siedzący na rozłożonym ręczniku, skinął głową i dał znak że popilnuje nam naszych rzeczy. Czasem niektóre gesty są takie oczywiste a w podzięce wystarczy odwzajemnienie uśmiechu. Skakaliśmy więc po chwili radośnie, wbijając się w powietrzu w niemal metrowe fale. To mogło być głupie, ale uczucie niemocy wobec mas wody było wyzwalające.    Większość momentów zanotowałem telefonem, więc różnie bywa z jakością obrazu. Szukam ludzi, miejsc, kontekstów i sytuacji. No cóż, nie mam daru Caputo, Tomaszewskiego i całej niewymienionej reszty fotografujących dla NG. Trochę portretów, trochę tego i owego zatem:   Pierwsze spotkanie trzeciego stopnia - muslimanki też uwielbiają lody   Dumny sprzedawca "kokoreczu" czyli grillowanych, nawijanych na ruszt jelit baranich. Nie odważyłem się spróbować, chociaż byłem tego bliski. Żałuję. Anthony Bourdain by mnie pewnie zrugał, kazał zagryźć i popić "wilczym mlekiem".    Dla tych, którzy odgadną co to jest, przewidziana specjalna nagroda. Order z ziemniaka   No dobra, to są sery. Poniżej jeden z takich "bukłaków". Skrzep mleczny wrzucają do worka z koziej skóry, sznurują, dojrzewa i smakuje jak włoskie pecorino fresco. Pycha! Sprzedawcy byli tak zachwyceni że mi smakuje, że skrzyknęli się z całego sklepu żeby spbie ze mną porobić potem foty   Tam u nich ogólnie wszystko rodzi na potęgę. Rzodkiewka jest wielkości głowy (Blondi nie jest liliputem a to jej dłoń)   A czereśnie trzaskają sokiem...   I na zakończenie kilka portretów reportażowych Myślałem że ten koleś mnie zabije. Oni oficjalnie niechętnie dają się fotografować ale gęba idioty przełamuje opory  To akurat w dzielnicy slumsów w Istambule (jak kto woli w Konstantynopolu, jak chcecie ich wqrwić ;))   Z tej dziewczyny emanowała taka ciepła energia, że nie mogłem się powstrzymać       Poniżej bardzo otwarty gość o imieniu Abdullah. Przegadaliśmy parę tematów. Kurd spod granicy syryjskiej. Jeździ co roku kilkaset kilometrów do zachodnich kurortów jako kelner, żeby po sezonie przywieźdż do swojej rodzinnej wioski zarobione pieniądze na utrzymanie całej rodziny.   

Rnext

Rnext

Wróciłam Misie!

No i jestem! Za dużo wolnego ewidentnie, bo muszę ochłonąć po ponownym wejściu. Ale otworzyłam butelkę dopiero co przywiezionego włoskiego wina i mogę powoli zacząć nadrabiać zaległości  Bo tęskniliście prawda?    Myślałam dużo o różnych sprawach. Więc powoli będę to przelewała na ekran komputera.  Obiecałam komuś, że wstawie kilka fotek, mieli być też przystojniacy, ale niestety nie było na czym oka zawiesić, więc krajobrazy muszą Wam wystarczyć .      Udało mi się nawet doprowadzić do takiego oparzenia słonecznego, że mi skóra popękała, wygląda jakby w pręgach była  Ale to dlatego, że się pokłóciłam z rodzicielką ( niektórymi poglądami to by nawet zawstydziła niejednego z Was) i postanowiłam zrobić na złość, co zbyt mądre nie było i mimo wielu uwag, że mam się posmarować ostentacyjnie udawałam, że nie słyszę. Do tego wypiłam trochę wina co zmniejszyło odczuwanie bólu i efekt jest jaki jest.    Generalnie nie mam zbyt wiele siły na batalię, ale w najbliższych dniach spodziewajcie się mojej odpowiedzi na wątek czy warto tracić czas na kobiety     A i jeśli czyta to Pan Filip , który specjalnie założył konto, żeby do mnie napisać to niech wie, że wiadomość odczytałam z obu kont i bardzo było mi miło i pokazuje, że normalni panowie jeszcze istnieją i proszę, żeby dał znać, teraz już jestem i napewno odpiszę .           

Fit Daria

Fit Daria

 

Kleine impressum

Pomysł wynikał z aktualnego nastroju. Miała być "mokra płyta" żeby zestawić sobie "pradoks czasów" w industrialnym, postmodernistycznym tle.  Początkowo wydało mi się to nijakie, ale jakoś ciągnie mnie do tych fot.          

Rnext

Rnext

 

Skowyt męskiego serca

Skowyt męskiego serca, czyli jak nam wmówiono, że kobieta jest NIEZBĘDNA do szczęścia?    Witam wszystkich, po mojej dłuższej nieobecności, wiele się zmienia w moim życiu, stąd i na forum jest mniej czasu ale nie zmienia to, mojego nastawienia do tego miejsca. Dziękuję. A teraz przejdźmy do meritum, otóż ostatnio obejrzałem kolejny już raz jakiś odcinek serialu pod nazwą "Chłopaki do wzięcia", który jest emitowany na Polsat Play. Wystarczy powiedzieć, że mnie to.. przeraziło i wprowadziło w .. okropny nastrój. Dostałem zalewu skrajnych emocji: żenady, współczucia, śmiechu oraz płaczu. Na raz, oglądając tylko 1 odcinek. A zresztą, obejrzyjcie sami:     Czy wy słyszycie, widzicie i czujecie to samo co ja? Proszę, podzielcie się swoimi opiniami i odczuciami po obejrzeniu tego. Mógłbym się tu rozpisywać, ględzić i moralizować ale tak naprawdę każdy, powtórzę KAŻDY, kto jest już jakiś czas na tym forum wyłapie o co mi chodzi. Przykro mi, że tak wygląda życie w matrixie a jednocześnie cieszę się, że chociaż pod tym względem się z niego wyrwałem .  Zachęcam do dyskusji.

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Nowa praca i Polski lider zmiany

Witajcie

Po pożegnaniu się z firmą, która miała totalnie w dupie fakt mojego istnienia, jak też wkładu mojego w dobrze wykonaną pracę i zaangażowania do nauki nowych rzeczy, maszyn, technologii - podjąłem zatrudnienie w firmie nieopodal sąsiadującej od mojego poprzedniego miejsca zatrudnienia, która zajmuje się produkcją amunicji treningowej dla armii USA. Praca przy dość sporych wymiarów maszynach - tokarkach (o których nawiasem mówiąc nie wiedziałem w momencie podjęcia tej pracy absolutnie nic), jako "operator maszyn". System pracy nieco lepszy, koniec z "nockami", na brud uczulenia nie mam, a do temperatury otoczenia przy maszynach człowiek jakoś przywyknie. Z pozytywnym więc nastawieniem, myśląc o nowych możliwościach rozwoju na nowym (dla mnie) stanowisku pracy, przy maszynach, których od podstaw muszę się nauczyć od strony mechanicznej, jak również i programistycznej, rozpocząłem swoją karierę w tej firmie.

Na początku, w celu aklimatyzacji w nowym miejscu pracy, wykonywałem jedynie pomiary produkowanych detali, po wcześniejszym zapoznaniu się z oprogramowaniem służącym do inspekcji tychże, jak też poznałem podstawowe procedury przy kontroli produkcji, podstawowe błędy maszyn itp., itd. Praca w porządku, towarzystwo dość wesołe, a lider - Brytyjczyk o imieniu Dave, bez zbędnych spięć i z łagodnym usposobieniem tłumaczy w razie potrzeby co i jak zrobić. Pomimo, że byłem po pierwszym dniu totalnie zdezorientowany, skołowany i zrezygnowany z dalszej tam pracy uznałem, że tak łatwo przecież nie będę się poddawał - po prostu muszę się przespać z natłokiem nabytych tego dnia informacjami.

Ze względu na to, że pracuje tam moja partnerka (na innym jednak dziale), doszliśmy wspólnie do wniosku, że najlepiej będzie pracować na tej samej zmianie - oszczędzi się trochę na paliwie, spędzi się trochę więcej czasu wspólnie itp. 

Po niedługim czasie udało mi się załatwić moje przeniesienie na inną brygadę, gdzie jak już się dowiedziałem chwilę wcześniej - liderem jest Polak o imieniu Sławomir, pracujący w firmie od 11 ponad lat. Doświadczony, choć podobno też "wymagający", ale "potrafiący dobrze nauczyć pracy". W zasadzie będąc już prawie 4 lata w UK i słysząc, że Polak jest na stanowisku lidera, dostaję zawsze gęsiej skórki. Może to tylko moje uprzedzenia, ale niestety rodak na takim stanowisku nie wróży nic dobrego, a już na pewno nie gwarantuje normalnej atmosfery w pracy (choć rzecz jasna zdarzyło się parę nielicznych wyjątków).  

Już w pierwszy dzień na nowej brygadzie przekonałem się, jak bardzo jest "wymagający" nowy lider. Zostałem wrzucony na dwie maszyny starszego typu, z zupełnie innym interfejsem i obsługą, które wymają znacznie więcej uwagi operatora podczas produkcji. Początki często bywają trudne - to normalne, więc przyjąłem to już jako coś naturalnego. Nie było już "szoku" jak w pierwszy dzień, gdzie najebali mi do głowy tyle informacji, że z uszu szedł mi dym zaraz po skończeniu pierwszej dniówki... Nie było zbędnych spięć z liderem, choć atmosfera na tej brygadzie w moim odczuciu okazała się zupełnie odmienna, niż na poprzedniej, gdzie lideruje Brytyjczyk. Na tej czuje się jakieś takie wiszące nieco "napięcie", ludzie jacyś tacy nieco bardziej spięci, gdzie najbardziej spięty jest właśnie lider i chyba roztacza swoją aurę na cały dział. Na poprzedniej zmianie na wesoło można było zamienić parę słów z ludźmi, tutaj jakoś tak pracujący mniej do tego skorzy, mniej uśmiechnięci i jakby nieco zestresowani. 

Sam Sławomir to facet około 40-ki, już nieco przysiwiały, z angielskim na poziomie, ja bym określił - podstawowym (najlepiej operuje słowami "fuckers, fuck, fucking, idiots") - charakterystyczną jego cechą jest srebrny łańcuch noszony na koszulce, postawa Quasimodo próbującego iść w pozycji wyprostowanej, oraz (jak się szybko przekonałem) - braku cierpliwości.   Jego brak cierpliwości poznałem w momencie, kiedy uczył mnie już podstaw regulacji wierteł i ostrzy, żeby skorygować błędny wymiar naboju na odpowiadającym mu narzędziu. Miałem z tym na początku spory problem, a spięta atmosfera w miejscu pracy i temperatura (oscylująca między 29 a 33/34 stopni celsjusza), również mi nie pomagały. Sławomir żeby lepiej utrwalić wiedzę swojego ucznia, często stosuje "pułapki", czyli np. mówi do mnie - "ustaw na pozycji 1-szej wiertło o 200 mikronów bliżej", po czym po chwili pokazuje mi suwak z pozycji 6-tej (która jest zaraz poniżej pierwszej), gdzie tłumaczy mi skalę jak przesuwać żeby ustawić wedle jego życzenia te 200 mikronów. Kiedy mi w ten sposób objaśniał zaraz na początku dniówki co i jak ustawić, chwyciłem klucz imbusowy i zacząłem luzować pokrętło, aby zmienić ustawienie - pod czujnym okiem "mistrza" lidera. Oczywiście, że byłem jeszcze nie do końca rozbudzony i skupiłem się głównie na informacji o skali, którą mi objaśniał na pozycji, której nie powinienem ruszać, oczywiście zacząłem luzować właśnie tą pozycję (6-tą), zamiast 1-szej. 

Lider do mnie z pytaniem:   - co Ty odkręcasz?  
Odpowiadam mu:   - No odkręcam regulację wiertła, żeby przesunąć jak mi pokazywałeś.  
Ten już nieco wkurwiony:   - A którą pozycję odkręcasz?       Ja:   - No tą, na której mi objaśniałeś skalę.  
Lider (już zagotowany konkretnie):   - Czemu ku*wa nie odkręcasz tego, które mówiłem, tylko to, które jest dobre?  
Ja (też już wkurwiony nieźle):
- Bo żeś mi ku*wa pokazywał jak regulować na tym, które odkręcam, a nie na tamtym!

Lider (100% wkurw):   - Ale masz kurwa regulować pozycję 1-szą, a nie 6-tą!!!  
Ja (125% wkurw):   - To po jaki ch*j mi mieszasz we łbie i mówisz "kręć 1-szą pozycję", a objaśniasz mi sposób regulacji na 6-tej!!!!????  
Lider (tryb armageddon):   - Bo żeś ku*wa powinien już wiedzieć która pozycja gdzie jest!!!!!!! Ch*ja się tym interesujesz czy co???? Ja pierdolę, co za ................... (dalej nie słyszałem, gdyż odszedł wkurwiony, robiąc szerokie gesty i drąc ryja na pół hali).  
Moje wkurwienie również sięgnęło zenitu, więc zabrałem swoje narzędzia, schowałem do skrzynki i już byłem gotów żeby podziękować firmie za współpracę. Za chwilę wrócił lider (widocznie ostygł) i mówi do mnie nieco spokojniej:   - Chodź na chwilę, ustawimy to jeszcze raz     Ja, że dalej wkurwiony byłem, odpowiedziałem mu grzecznie:
- Weź spie*dalaj ku*wa zostaw mnie w spokoju!!!  
Wyprowadził mnie po prostu konkretnie z równowagi, dałem się ponieść tym cholernym emocjom. Ręce mi latały jakbym miał zespół Parkinsona - niezawodny znak, że jeden fałszywy ruch z jego strony i zarobi w mordę, gdyż jestem krok przed końcem granicy o nazwie "samokontrola". 

Odszedł jednak jeszcze bardziej wkurwiony, ponownie wyzywając na mnie, na cały świat i wszystko dookoła - nie dał mi (na szczęście pretekstu). Ja, żeby odreagować te nerwy, poszedłem do ubikacji, gdzie następnie całą siłą wydarłem ryja do lustra, potem obmyłem się zimną wodą, żeby trochę ostygnąć. Niestety - przy wchodzeniu do łazienki, niezbyt grzecznie potraktowałem drzwi, w konsekwencji czego zostały delikatnie uszkodzone (dość cienka dykta, która dosłownie włamała się delikatnie do środka). Gdybym potraktował te biedne drzwi pełną siłą, prawdopodobnie już nigdy więcej nikt nie musiałby ich otwierać, aby się do tego pomieszczenia dostać. Prawdopodobnie wtedy wyobrażałem sobie, że owe drzwi to głowa mojego lidera, a nieco mocniejsze pchnięcie już poszło z "automatu". 

Lider widząc mój wyraz twarzy, telepiące się jeszcze nieco łapy, jak również "pamiątkę" na drzwiach od łazienki - uspokoił nieco ton wypowiedzi i zmienił podejście do tematu. Usiadł ze mną przy biurku, wziął notes i zaczął mi dokładnie rozpisywać pozycje w maszynie, wraz z wiertłami/ostrzami, co które i za co odpowiada na detalu itp. Wyjaśnił dokładnie, ja porobiłem zdjęcia, które sobie w domu spokojnie jeszcze obrobię na gotowy materiał pomocniczy, ale co najważniejsze - pojąłem w końcu w normalny sposób, jak działa ta cholerna maszyna, bez zbędnego pie*dolenia i "pułapek" lidera, który chyba uznał, że po 3 dniach nauki będę biegle operował co najmniej jedną maszyną.   
Oczywiście jeszcze wrócił do tematu drzwi:
- ja Cię nie podpie*dolę do menadżera, ale musisz sam iść z nim o tym porozmawiać. Powiedz mu, że ja Cię wku*wiłem i dlatego te drzwi uszkodziłeś.


Pomyślałem sobie, że z jednej strony to dziwne, że sam mnie śle do menadżera, żebym opowiedział zgodnie z prawdą, co się stało. Sam na siebie bata kręci? Nie... Coś mi tu nie gra. Zaraz zaraz... Przecież on tutaj robi 11 lat już ponad, więc podejrzewam, że jedyną osobą, która otrzyma "zjebki" - to będę Ja. W końcu, że ja "agencyjny", no i robię łącznie niecały miesiąc. Nie myliłem się wcale...

Po przedstawieniu całej sytuacji, metody nauczania przez lidera, jego werbalną agresję, jak też porywczość, po czym moje wkurwienie przez to i w efekcie lekko uszkodzone drzwi - otrzymałem pierwsze i ostatnie ostrzeżenie, z informacją, że pomimo nawet tego, że Sławek mnie zdenerwował, powinienem hamować swój temperament, bo on po prostu "jest specyficzny". "Już bym Cię mógł teraz zwolnić, ale masz ostrzeżenie - następnym razem będziesz zwolniony". Sławek z miną jakby Boże Narodzenie nadeszło pół roku wcześniej, zapytał mnie z szyderczym następnie uśmieszkiem:
- No i co? Pochwalił Cię?


Odpowiedziałem jedynie:

- Nie bardzo...


Jednak pomimo tego, że "opuściłem gardę" - czyli uległem kompletnie emocjom i towarzyszącej im adrenalinie, uszkodziłem drzwi, jak też otrzymałem ochrzan od menadżera - Sławek jakby nieco zmienił nastawienie do mojej osoby. Wyjaśnił mi również, że z niego jest "emocjonalna dość osoba", więc często mogę go widzieć drącego ryja na cokolwiek co się na hali zjebie, albo kogokolwiek, ale żeby zasadniczo nie brać tego do siebie, bo on taki "po prostu jest". "Nie ma spiny, a o sprawie zapominamy, wszytko jest ok" - stwierdził na koniec. Ja też uznałem, że wypada przeprosić, gdyż poniosło mnie znacznie za dużo, w stosunku do zaistniałej sytuacji. 

Pomimo pewnych poniesionych konsekwencji, odebrałem dobrą lekcję życia i sporo wiedzy na temat moich obecnych reakcji na pewne stresujące sytuacje. Jednego dzięki temu jestem pewien na 100% - sporo przede mną jeszcze nauki, zmiany odruchów i zachowań, jak też ćwiczenia odporności na stres. Warunki pracy w poprzedniej firmie spowodowały, że troszeczkę spocząłem na laurach, gdyż nie byłem wystawiany bezpośrednio na stresujące czynniki (nocka, a więc cisza i spokój, brak menadżera i innych idiotów, więc i sporów nie było za wiele).

Póki co więc, dalej tam pracuję, choć świadomy tego, że menadżer może mnie odbierać jako "narwanego i agresywnego wariata" - moje dni mogą być w firmie już policzone, ewentualnie sam ją opuszczę gdy uznam, że jednak nie jestem w stanie wziąć na klatę podejścia lidera, atmosfery na dziale, warunków pracy i natłoku (póki co) zdobywanej tam wiedzy.

Czas pokaże...


 

Rick

Rick

 

Co widział Joe?

Na początek małe wprowadzenie muzyczne.    Lubię Pragę. Za klimat własny i nastrój w który mnie wprawia. Przez jakiś czas fascynowały mnie fotografie Jana Saudka a pierwszą, która mnie wciągnęła w jego prace była "Hey Joe!" z 1959 r.       Przy najbliższej okazji pobytu w Pradze, postanowiłem pójść w to miejsce nad Wełtawą, gdzie dosiadał motocykla Joe. Nie udało mi się zastać takiego malowniczego nieba, ale wygląda na to że to mniej więcej taka perspektywa.     Ale po prostu idźmy sobie dalej.                

Rnext

Rnext

 

Portretowo

Przeglądam sobie czasem swoje starsze foty portretowe. Światło odbite od tych twarzy dawno opuściło nasz Układ Słoneczny. Nikt już nie wygląda tak jak wyglądał a wielu nie ma już wśród żywych. Paroma fotografiami mogę się jednak z Wami podzielić.             

Rnext

Rnext

 

Bezludzie

Cyfrowa ciemnia leżała odłogiem na dysku. Myślałem że nieprędko wrócę do fotografii, która towarzyszyła mi przez dekady. Jakieś zniechęcenie, poczucie że "wszystko już było" i nie ma nic więcej do powiedzenia bo już dawno zostało powiedziane, wyczerpane. Aż tu przyszła jakaś inspiracja. Nie ukrywam, że po części stymulowana tym oto fenomenalnym w warstwie zdjęciowej teledyskiem w którym w większości urzeka mnie plastyka, światło i twarze:     Zatem cyfrowa ciemnia odżyła. Bo kuwety, powiększalnik, zegar ciemniowy już dawno poszły do ludzi. Nastałą era "digital" a mnie wciąż ciągnie do starej, cz-b fotografii.    Dla wygody i łatwości osiągnięcia zamierzonego efektu z obrazem, wywołuję cyfrowe fotony symulując proces powiększalnikowy na ekranie komputera. Najczęściej widzę w kwadracie i czarno-biało.  Poniżej efekt niedawnej przechadzki z telefonem w ręku, o porannej, weekendowej porze w klimacie bezludzkiej, postapokaliptycznej pustki na ulicach.          

Rnext

Rnext

 

Tańszy internet, droższy problem.

Uwielbiam infolinie dostawców internetu.

Nie tak dawno zmieniłem dostawcę łącza, gdyż ten "tańszy" oferował o ok. 40% mniejszy abonament miesięczny, niż mój dotychczasowy, przy tej samej prędkości łącza. Druga sprawa, że miałem beznadziejne doświadczenia z obsługą klienta obecnego wtedy dostawcy, więc długo przekonywać mnie nie musieli do podjęcia tej, z punktu widzenia ekonomicznego - poprawnej decyzji.

Internet zmieniłem, łączę (o dziwo) nawet nieco przyspieszyło, gdyż w końcu mogłem się cieszyć 20 Mbps/s na wysyłaniu, podczas gdy pomimo usilnych próśb, były operator zapewniał jedynie 12 Mbps/s, choć w umowie widniało "20". Utrudniało to przede wszystkim streamowanie na żywo, gdyż jakość obrazu i dźwięku była, mówiąc delikatnie - bardzo przeciętna. Odpuściłem więc streamy i zacząłem nagrywać na youtuba gotowe materiały. 

Okazało się, że na tym łączu streamowanie na żywo, czy choćby nawet wysłanie filmu na youtubie, może się okazać niewykonalne. Dlaczego? Ponieważ obecny mój internet przerywa ok. 20-30 razy dziennie, chociaż często nie ma o tym informacji nawet w raporcie routera (typu rozłączono z usługą WAN itp.). Czyli router jakoby jest połączony cały czas z bramą dostawcy internetu, ale sama brama ma problem z połączeniem/wydajnością, jednak router już tego nie zobaczy, gdyż informacje o tym zostaną w raporcie samej bramy. Takie wnioski przynajmniej ja wyciągnąłem po dobowej analizie łącza i jego dziwnych zachowań.

Po samej już analizie postanowiłem zadzwonić do infolinii mojego dostawcy łącza, aby mu przedstawić mój punkt widzenia i poprosić o naprawę tego problemu.

Dorwałem na ich stronie odpowiedni numer telefonu do infolinii, następnie wybrałem odpowiednie cyferki, aby połączyć się z pomocą techniczną łącza internetowego. Otrzymałem informację, że "We are receiving more calls today, than usually, so please be patient" (Otrzymujemy dzisiaj więcej połączeń niż zwykle, prosimy więc o cierpliwość).

Będę więc "patient" i poczekam...

11:25
  "Sorry for keep you waiting. It won't take much longer" (Przepraszamy, że czekasz. To nie potrwa długo) słyszę już 10 raz, a telefonu dalej nikt nie odbiera. Trzecia srająca tęczą melodyjka wchodzi na audio, która ma mi umilać pobyt na tejże infolinii, co jednak się w moim przypadku nie sprawdza, gdyż w tym momencie wyobrażam sobie ściętą głowę ich inżyniera odpowiedzialnego za poprawne działanie ich serwerów.



11:28 

  9 minuta mija, melodyjka sobie gra, a mnie nachodzi przemyślenie - "Co podda się pierwsze": - bateria w telefonie?
- moja psychika?
- automatyczna sekretarka dostawcy internetu?
  Może uda mi się przesłuchać całą playlistę ich melodyjek "umilających" czekanie? Ciekawe czy za to jest jakaś nagroda...

  11:33
  Melodyjki się już powtarzają, na "tajmerze" już 14 minut, a ja dalej czekam ze stoickim spokojem, tym razem wymyślając dla ich inżynierów scenę rodem z "Piły".



11:35

Delikatnie się zaczynam mocniej irytować...
 

  11:38
  Playlista ich melodyjek się zawiesiła i powtarza w kółko jedną melodyjkę.
 

  11:42
  Automatyczny "sekretarek" powtarzający jeszcze 10 minut temu "Sorry for keep you waiting. It won't take much longer" chyba sam przestał wierzyć w to co mówi, więc postanowił skończyć z tą kompromitacją i zamilczeć. Zapętloną melodyjkę znam już na pamięć, a gdyby nie fakt, że na gitarze grać w ogóle nie umiem - pewnie bym ją idealnie odegrał na tym instrumencie.



11:46
  Na "tajmerze" już prawie pół godziny, reakcji dalej zero. Mogę śmiało powiedzieć, że cieszy mnie bardzo ich profesjonalizm, a promocyjna cena ich łącza wynika chyba z faktu, że nie zatrudniają nikogo w biurze telefonicznej obsługi klienta. Wiem już przynajmniej na czym cięli koszty.



  11:50

Zwycięstwo!!!

  Ktoś się ulitował i odebrał mój rozpaczliwy sygnał połączenia. Pół godziny słuchania badziewnych melodyjek jednak nie poszedł na marne 
  Wyjaśniłem w czym problem i wiecie co? Dalej czekam... Pan z infolinii sprawdza teraz stan łącza w moim rejonie (przynajmniej powiedział, że tak zrobi) i prosił, żebym uzbroił się w chwilkę cierpliwości (mam nadzieję, że "chwilka" to nie kolejne pół godziny).

  12:06
 
  Gość z infolinii po sprawdzeniu łącza oczywiście nie stwierdził nic "niepokojącego" (rozłączanie 30 razy na dzień to przecież ku*wa nic złego i niepokojącego). Jak na ironię, zaraz po jego "sprawdzeniu", internet ponownie się "zlagował" na pół minuty, po czym router rozłączyło z bramą ISP (cały czas pinguję router i bramę, więc widzę każdy "zgrzyt"). Dałem mu wtedy jasno do zrozumienia, że właśnie mi siadło ponownie łącze, pomimo jego zapewnień, że łącze jest z ich strony "ok". Wtedy już uznał, że sprawa jest chyba nieco poważniejsza, niż urwany kabelek na RJ-ce. 
  Co lepsze, pracownik ten sam przyznał, że nie za wiele jest w stanie sam zrobić, gdyż nie posiada to tego narzędzi i możliwości, a łącze przez nich używane jest dzierżawione na kablach większego operatora, więc muszą przekazać sprawę właśnie do nich, aby mogli sprawę zbadać dokładniej.
  Mam czekać na "call back", kiedy sprawę głębiej już zbadają.
  Konkludując - godzina wyjęta z życia, żeby dowiedzieć się, że ch*jowe łącze jednak ch*jowe nie jest, ale być może coś ch*jowe jednak w nim jest, więc ewentualnie (piszę "ewentualnie", gdyż znam już "pracowitość" tego rodzaju firm w UK) sprawę przekażą do analizy właścicielowi kabli i serwerów, a jak już sprawę ewentualnie zbadają i rozwiążą, to się ze mną skontaktują ewentualnie.

Rick

Rick

 

Moi Guru z 2017

Cały rok 2017 poświęciłem na autorefleksje, na wyjście z matrixa wewnętrznego i zewnętrznego. Odpuściłem wszystkie inne cele, skupiłem się na Sobie i szukaniu odpowiedzi "dlaczego życie przyparło mnie do gleby?".
2016 był ciężkim rokiem, spiętrzyły się lata zaniedbań Siebie, wypartych emocji, potrzeb. Był rokiem bolesnym, pełnym strachu, obaw, braku energii, chaosu, depresji, prób i porażek, wstydu, złości, winy i autodestrukcji.    W 2017 wszystko zaczęło się zmieniać  i układać. Głównie w wyniku dużej determinacji w szukaniu metod i wiedzy jak ogarnąć ten bajzel. 

Dziś chcę przedstawić Wam kilku gości, samców, którzy znacząco wpłynęli na odbudowanie Siebie. Niech to będzie skromne podziękowanie dla nich i być może pomocna inspiracja dla niektórych Braci. 

Dorobek tych ludzi jest bardzo bogaty, więc przedstawione przykładowe filmy potraktujcie jako "zajawki". 

Lecimy: 

DAVID R. HAWKINS
Tematy: świadomość, emocje, ego. Na YT jest go bardzo mało, ale jego książki to prawdziwa MOC ! Poziomy świadomości, Technika uwalniania, Przywracanie zdrowia, Siła czy Moc.            

ECKHART TOLLE Duchowy, głęboki głęboki wgląd w Istnienie. Nie ma co reklamować. Materiałów jest mnóstwo, książek kilka (en i pl). Tematy do kontemplacji i przebudzenia. Pogłębienie kontaktu ze Sobą i rzeczywistością. Akceptacja               LEO GURA   Autor kanału Actualized.org. Studnia wiedzy bez dna. Najlepsza część treści na YT.    Źródlo tematów do przemyśleń i pomoc do zrozumienia pewnych schematów. Konkretne wskazówki. Ułożone, logiczne i ciekawe. Leo przerobił chyba wszystko co się da  Cokolwiek Cię gryzie Leo Ci to wyklaruje  
        JORDAN PETERSON   Psycholog, który zaczął cisnąć swoją wiedzę w sieć. Pierwszy raz zetknąłem się z nim na stronie: highexistence.com . Warto poczytać i posłuchać. Często porusza temat płci i ich różnic.
Najpoplarniejsza książka to : 12 Rules for Life: An Antidote to Chaos.
  Mała próbka - Don't Be The Nice Guy             JOE DISPENZA Upraszczając jego wywody - myśli mają moc kreacji. Wyjaśnia to w swoich książkach i wykładach.
          DAMIAN
Projekt Find Yourself

Może powinien być na początku, bo na niego trafiłem na początku poszukiwań odpowiedzi. Pamiętam jego początki jeszcze w 2016 r. - Filmiki o mechanizmach obronnych ego. Potem sporo mi dały jego filmy o emocjach i uzależnieniach.
Damian młody człowiek z taką wiedzą i praktyką - rzadko spotykane.  
Dorobek o pełnym przekroju tematów.                Smacznego życia !  

Szkaradny

Szkaradny

 

Wena twórcza Hippie

Witajcie. Cicho tu było przez długi czas, bo nie miałam weny by cokolwiek tu naskrobać . Ale powoli zbiera się na większy wpis, jednak muszę znaleźć więcej czasu i wytchnienia by go skonstruować.  Dzisiaj będzie kwieciście i twórczo. W końcu wiosna przyszła pełną parą więc i na tym blogu niech zakwitnie  :  Oto pozwólcie, że przedstawię wam moje zdjęcia robione telefonem mojej siostry. Przedsmak tego, czym chce później się zajmować w wolnych chwilach jak dorwę w końcu swój aparat (a jestem coraz bliżej zrealizowania tego celu):     edit (27.05.2018): I jeszcze dwa zdjęcia do kolekcji z nowego telefonu, który dzisiaj postanowiłam przetestować w kwestii robienia nim zdjęć  ... Niestety nie ma tej głębi jaką chciałam uzyskać ( o ile by mi się w ogóle udało tym telefonem bez porządnego makro...:P) bo nim zdążyłam coś wykminić w ustawieniach tego telefonu,  główny obiekt tego zdjęcia mi czmychnął.   Miłego dnia wszystkim życzę. I dużo słońca!  Do następnego!

Hippie

Hippie

 

Akt

"Zaznaczona, zaliczona, odhaczona, koperta, znaczek, zapakowana w szufladkę, taka sama, tyle mam." Jak zwał... Również nieskończony.  Weekend będę musiała przeznaczyć na inne sprawy więc te obrazy, które są nieskończone będą miały szansę wyschnąć. Też z tego powodu, że zacznę malować trochę pod inną publiczność i w innym celu. Weekend spędzę w sprzyjającym dla mnie otoczeniu więc znajdę wenę.  Chociaż z tą weną to tak różnie, zauważyłam u siebie pewną zależność, że jeżeli nie szukam inspiracji to mam ją zawsze, być może potrzeba inspiracji/ muza- jest wmówiona. Z pewnością te emocje związane z muzą potęgują uczucie weny, ale ono zawsze jest, tylko bodźce z zewnątrz nadają jakieś określenia temu uczuciu, a znacznie lepiej się tworzy bez tych określeń. Choć mogę się mylić.

Lalka

Lalka

 

Kumulacja zawodowego zawodu...

Witam wszystkich czytających moje wypociny.

Uprzedzę już na początku, że dzisiejszy wpis będzie jednocześnie wylaniem żalów i nerwów na - z mojego punktu widzenia - niesprawiedliwość tego świata i jego chwilami bezsensu w sferze życia zawodowego, gdyż ostatnie parę dni dało mi w tej materii nieźle po dupie. Przejdę do sedna:

Ostatnie parę dni pokazało mi bardzo doraźnie, jak ludzie uważający siebie samych za lepszych od innych, ze względu głównie na piastowane przez nich stanowisko w firmie, potrafią mieć głęboko w dupie i jasno pokazywać brak szacunku ludziom z ich punktu widzenia gorszym. Pierwsza zaczęła firma, w której jestem jeszcze zatrudniony (od marca 2015) - każda z osób posiada inną taktykę upodlania ludzi:

"Superwajzerka" - zaczęła pracę w tej firmie, kiedy ja jeszcze nie wiedziałem do czego służy penis oprócz sikania. Zaczynała od szeregowego stanowiska, skutecznie awansując po pewnym czasie do "ważnej" roli. Niestety będąc szeregową pracownicą, nie wykazywała objawów znajomości technicznej strony produkcji, czy też zdolności nauczenia się obsługi prostych maszyn na hali. Ten nieistotny szczegół nie przeszkodził jej jednak w robieniu kariery, gdyż potrafiła skutecznie podpie*dolić bliźniego swego, gdy zauważyła coś niepokojącego z jej punktu widzenia, lub też zrzucić winę na innego pracownika, gdy sama coś spie*doliła. To jest właśnie jej filozofia działania na obecnym stanowisku - świdruje temat do momentu, aż zgłaszający problem odpuści, albo obraca kota ogonem, aby wzbudzić w rozmówcy poczucie winy i też w końcu odpuścić. Jest również specjalistką od siania najgłupszych plotek na temat szeregowych pracowników, aby generować niepotrzebne konflikty między ludźmi. 



Tą panią x razy grzecznie informowałem/prosiłem/dawałem do zrozumienia, że jestem osobą z ambicjami, jak też z wykształceniem technicznym informatycznych co sprawia, że jestem w stanie bez problemu nauczyć się obsługi maszyn CNC na hali, jak też pojąć zasady ich programowania, jeżeli firma da mi taką możliwość rozwoju, do czego gorąco zachęcałem. Jak się domyślacie po przeczytaniu opisu tej osoby - gadka skuteczna jak rzucanie grochem o ścianę, miała to chyba nawet głębiej niż w dupie, choć oczywiście twierdziła, że będzie to miała na uwadze. 2 lata "mienia tego na uwadze", pomimo przypomnień moich - echo...

Menadżer - niedawno przyjęty na miejsce rezygnującej ze stanowiska poprzedniej menadżerki, zwany przeze mnie "panem przyjacielem chińskiego ludu". Człowiek, który zadziwiająco skutecznie tworzy wrażenie subtelnego i wyrozumiałego przyjaciela, służącego Ci radą oraz wsparciem w Twoich trudnych chwilach. Niestety, po bliższej obserwacji oraz posłuchaniu jego wypowiedzi, z pod kurtyny przyjaciela wyłania się obraz mającego w dupie sku*wiela, który tak naprawdę gardzi swoimi podwładnymi z uśmiechem na ustach, próbując z nich robić debili, choć ktoś w miarę sprytny wychwyci bezsens bzdur chwilami przez niego wygadywanymi bez większego trudu.

"Przyjacielowi wszystkich pracowników" też przypominałem o temacie moich możliwości na CNC, sugestiach że nie lubię stać w miejscu, że chcę się rozwijać w miejscu pracy, aby mieć motywację, cel do którego dążę. Zapisał coś w swoim zeszycie formatu A4, a mnie poinformował, że przy corocznym przeglądzie pracowników (taka forma oceny pracy wszystkich na koniec roku) - do tematu wrócimy. Był przegląd, menadżera ani śladu, jak również powrotu do istotnego dla mnie tematu. Nie omieszkałem również wtedy przypomnieć "superwajzerce", że dalej oczekuję ze strony firmy jakiegoś zaangażowania w moją sprawę. 

Minęły miesiące roku 2018, przyszła wiosna i w końcu na wyspy, a ja postanowiłem zmienić pracę, gdyż ciągła harówa na nocnej zmianie zaczęła być bardziej problemem, niż wygodą. Przespane całe dnie w tygodniu prawie, mało czasu na trening, rozwijanie się, naukę angielskiego w szkole, a i jeszcze trzeba się swoją kobietą zająć (you know what I mean) - "bateria" prawie cały czas na rezerwie, zero energii do życia. Burdel w firmie również nie nastrajał pozytywnie - wiecznie problemy z poprawnością specyfikacji produktu, niedokładność produkcji detalów do obróbki późniejszej, pretensje że mało robimy, choć robimy 2x więcej niż I zmiana, zwalanie winy na II i III zmianę za błędy I-szej - sporo tego. 

Znalazłem bardzo dobrze rokującą ofertę na stanowisko "Inżynier programowania laserów CNC", gdzie firma zapewnia na okres próby niezbędne szkolenia pod okiem mentora, więc doświadczenie nie jest ścisłym wymogiem. Od razu wziąłem się za napisanie profesjonalnej "CV-ki", wysłałem na podany adres mailowy. Błyskawiczna odpowiedź, która dała mi do zrozumienia, że firma jest bardzo podekscytowana możliwością zatrudnienia mnie, więc zapraszają na rozmowę kwalifikacyjną jak najszybciej. 

Od*ebałem się jak "szczur na otwarcie kanału", papiery do teczki i jedziemy. Rozmowa odbyła się w miłej atmosferze, choć ciężko było ukryć moje zmęczenie powodowane ciągłą pracą na nockach. Menadżer firmy był jednak bardzo wyrozumiały, stwierdzając że zna dobrze to uczucie, gdyż sam kiedyś długo pracował na nocnej zmianie. Rezultat rozmowy był pozytywny, skwitowali moje papiery z nutą zadowolenia, że mają dobrze aspirującego i ambitnego pretendenta na stanowisko programisty. Byłem absolutnie z nimi szczery, że oczywiście na początek muszę poznać ich oprogramowanie rzecz jasna, lecz kiedy to już zrobię, będę w stanie szybko zrozumieć jego najważniejsze funkcje i zacząć wydajnie pracować, gdyż będę miał cel i ambitnie do niego dążył, w przeciwieństwie do mojego jeszcze obecnego stanowiska pracy. Uścisk dłoni, wraz z informacją, że mam we wtorek spodziewać się telefonu z dalszymi szczegółami (rozmowa odbyła się w piątek).

Nadszedł wtorek, telefonu nie wyciszałem do końca, aby w razie czego odebrać, gdyby zadzwonił mój potencjalny nowy pracodawca. Nie zadzwonił. Nie zraziłem się jednak, tylko napisałem do osoby, która ogłoszenie wystawiła, dlaczego nie zadzwonili z firmy, skoro miałem informację aby oczekiwać na telefon dzisiaj. Jeżeli mnie odrzucili, to niech mi po prostu napisze - żebym nie oczekiwał nadaremnie. Dostałem przeprosiny wraz z informacją, że jutro się ze mną skontaktują na pewno - po prostu rozważają kogo gdzie przydzielić (było parę stanowisk do obsadzenia). 

Przy okazji poinformowałem w obecnej pracy menadżera, że jestem w trakcie rozmów o pracę z inną firmą, na znacznie lepsze stanowisko, więc prawdopodobnie zobaczy na swoim biurku w niedługim czasie wypowiedzenie. Zaczęła się rozmowa, przy której uprzedził mnie, żebym zwrócił uwagę na zarobki, gdyż może mi się ta zmiana nie kalkulować (myślałem, że jebnę ze śmiechu), jak również poprosił mnie, żebym przyszedł następnego dnia do jego biura, gdyż on będzie "wcześniej niż zwykle" (zwykle jest ok. 8 rano, ja kończę zawsze o 7), więc przedstawi mi alternatywne opcje, które przekonały by mnie może aby pozostać tutaj. Zapytał mnie jeszcze na odchodnym, gdzie do jakiej firmy aplikuję. Nie była to żadna tajemnica, więc mu powiedziałem (choć mam wrażenie, że postąpiłem w tym momencie jak idiota, gdy teraz o tym sobie pomyślę, ale o tym na końcu). 

Środa - czekam rano na menadżera, który podobno "miał być wcześniej", liderka ranki również potwierdza, że powinien już być w biurze. Nie ma... Zero informacji, zero czegokolwiek, po prostu sprawę olał. Więc nie czekając zbyt długo, a jedynie kwadrans po swojej nocce, zawinąłem swój spracowany tyłek i wróciłem do domu, ujęty troską i szacunkiem menadżera w stosunku do mojej osoby.

Telefon znów nie wyciszony "w razie W". Miałem przerywany sen z powodu ekscytacji nowym stanowiskiem pracy, które na mnie podobno czeka. Cholernie mi zależało na tej robocie, gdyż miałbym w końcu ambitne stanowisko wymagające nauki. Telefon jednak milczał, potwierdzając moje obawy, że "coś chyba kręcą, skoro nie zadzwonili wczoraj". Napisałem po raz kolejny do typa, nieco już wkurwiony, ale grzeczny (emocje podczas pisania odstawiłem na bok, choć już mnie korciło żeby podziękować za brak szacunku i robienie w ch*ja). "Ponownie nikt się nie odezwał pomimo informacji od Pana" Odczytał, lecz nic nie napisał...

Czwartek (10 maj) - wracam z roboty, już fest zirytowany, gdyż nie wiem co odpie*dala firma do której aplikuję, a mój menadżer swoim zachowaniem pokazał, w jak głębokim poszanowaniu mnie posiada. Dostałem odpowiedź na moje pytanie dnia poprzedniego: "Obawiam się że Twoja aplikacja została jednak odrzucona".



 Wpierw mi mówią, że szczegóły "otrzymam we wtorek telefonicznie", we wtorek mi mówią, że "w środę", a w czwartek dowiaduję się, że jednak "moja aplikacja została odrzucona" - tak nagle z dupy. Produkując ten wpis, furia już mi stopniowo opadła, ale moment po odczytaniu odpowiedzi miałem ochotę wyjść i przebiec sprintem wokół całego miasta, żeby wyładować to wkurwienie, które mnie zaatakowało po odczytaniu "dobrej nowiny". 

Nie, nie jestem wku*wiony o to, że jednak odrzucili moją aplikację - jestem wkurwiony o to, w jaki sposób to zrobili, gdyż dali mi złudne nadzieje, które przez chwilę spowodowały u mnie dosłownie stan niebotycznej euforii, aby mój upadek chyba bardziej zabolał na końcu. Pikanterii dodało zachowanie mojego obecnego menadżera, który zadziwiająco szybko olał dane przez siebie samego słowo, że przedstawi mi inne możliwości rozwoju w obecnej firmie. Odnoszę jakieś niepokojące wrażenie, że to właśnie jemu zawdzięczam odrzucenie aplikacji, gdyż wiedział gdzie aplikuję, więc dlaczego by na przykład nie miał zadzwonić i przekonać ich do odrzucenia mojej oferty, gadając wymyślone na poczekaniu bzdury na mój temat. Za dużo tu widzę "przypadków" następujących jeden po drugim, co dodatkowo nakręca we mnie spiralę wku*wienia - choć oczywiście tą teorię muszę wsadzić do katalogu "spiskowe", gdyż prawdziwej przyczyny odrzucenia aplikacji nigdy raczej nie poznam... Pytam gdzie tu jest odwzajemniony szacunek do mnie, do mojego czasu i starań? No ku*wa gdzie?! Dosłownie miałem wrażenie przez dłuższy moment, że zarówno mój menadżer, jak i kadrowiec z drugiej firmy, wspólnymi siłami się wysrali prosto na moją twarz, srając na moje starania, aspiracje, poświęcenie i szacunek wobec nich...

Ufff... Trochę mi ulżyło, jak wyrzuciłem to z siebie. Mam nadzieję, że w miarę miło Ci się to czytało drogi czytelniku. Pozdrawiam wszystkich cierpliwych, którzy doczytali do końca, nie rezygnując po drodze.

Ps. Wypowiedzenie i tak już mam wydrukowane, czeka z wpisaną dzisiejszą datą (10 Maj 2018) aby je położyć na biurku menadżera. Muszę się szybko i stanowczo odciąć od źródła stresu. To będzie test mojej silnej woli - czy jestem gotowy wyjść z tej "chu*owej ale stabilnej" strefy komfortu, bez mrugnięcia okiem i wyrzutów sumienia. 

 

Rick

Rick

 

Miłość do oleju w rytmie ska.

Już jakiś czas temu zakupiłam farby olejne dla odmiany, podstawowe kolory w zestawie po niskiej cenie- z ciekawości. Szkoda, że mam tyle akryli bo zdecydowanie rzucę się na oleje.  Mimo, że dłużej schną to dużo lepiej się łączą.  Dzisiaj zamiast nocki w pracy- skręciłam kostkę, zrobię nockę z olejami.  Wrzucam portret- nieskończony, przede mną długa noc w rytmie ska. Jestem na tyle niecierpliwa zawsze, że nie przykładam się w końcowej fazie bo chce już efekt końcowy, ale dziś będę staranna, za dużo frajdy sprawiają mi oleje i będę się tak bawić i bawić całą noc. Trochę muszę ratować się akrylem i tak bo nie mam tylu kolorów i to w takich ilościach.    

Lalka

Lalka

 

Pachnie maj i w duszy gra lekka muzyka

Poetycko z tytułem? Być może ale poza chwilami zdenerwowania na to co jest wokół mnie czuję się dobrze, świetnie. Dawno tak się nie czułem, nawet zmęczenie ma jakiś delikatny odcień satysfakcji. Forum jest miejscem niezwykle inspirującym i zachęcającym do działania, to trochę jak takie poranne ćwiczenia, które w długofalowym okresie przynoszą korzyści. Tu jednak nie zmieniamy ciała lecz umysł, który jest rzeczą o wiele ważniejszą od naszego "pojazdu" na planecie Ziemia, stąd na wstępie: dziękuję.   A teraz do rzeczy, pachnie maj, miesiąc mi szczególnie bliski z wielu powodów  mam nadzieję, że i w tym roku odciśnie na mnie swoje piętno w jakiś szczególny, nowy sposób. Majowe dni szczególnie zachęcają do dzielenia się swoja kreatywnością ze światem, stąd i ja miałem nieco weny nim się chwilowo przyblokowałem. Nie załamuję się tym, kwestia czasu. Przejdzie. Miałem okazję stworzyć pierwszy "obrazoszkic" za pomocą ołówka i kredek akwarelowych, wyszedł może nie jakoś super ale jak na pierwszy raz oceniam to na plus. Będę chciał dalej coś próbować w tym temacie. Trochę już czytałem, orientowałem się, może nawet pod koniec następnego tygodnia kupię jakieś farby do tych kredek .   A oprócz eksperymentu z akwarelą nadal robię swoje - szkicuje, w swój dziwnie - niedosycony sposób. Zawsze to jakiś styl a raczej jego namiastka. Czasem myślę, że przydałaby się jakaś odmiana, coś innego niż szkicowanie pań ale nie mam pomysłu, nie mam pomysłu - CO by to mogło być. Zwierzęta? No tak średnio. Mężczyźni? Widzę się codziennie w lustrze. No to może przyroda? Nie, to mnie nie pociąga, nie czuję tego. Martwa natura? Nie, nie, nie. Ktoś coś doradzi?   A tu efekt mojej ostatniej pracy:   Czy są tu osoby, które chciały by się rozwijać w tym temacie razem ze mną lub interesuje/podoba im się taki rodzaj twórczości? Mój klub czeka, chętnie zapełnie puste krzesełka 😆 Tymczasem ... życzę wszystkim miłego weekendu oraz serdecznie pozdrawiam.  
 

Lis.

Wczoraj i dziś: świeżo malowane, akrylem na kurtce jeansowej. Zostało mi tylko to wykończyć markerami olejnymi i poprawić żelazkiem. Chociaż powinnam to trochę jeszcze dopracować ale nie wiem czy mi się chce. 😛   Lepiej mi się tak maluje niż na płótnie. Kolor się tak nie wchłania jak w podobrazie.      

Lalka

Lalka

 

Koteł.

Musiałam trochę obciąć. Farby świecące w ciemnościach. Format 50x60, akryl, szpachle, pędzle i markery olejne. Jak się zbiorę to pojadę w niedzielę malować w terenie. Zobaczę co z tego wyjdzie.  

Lalka

Lalka

 

Przebranżawianie Tematyki

Witajcie!  Dzisiaj będzie króciutko i na temat     Zmieniam tematykę bloga z dawkowania wiedzy na osobiste przeżycia,Ludologię,Historię Sportu,Recenzje Gier oraz Filmów Dlaczego? Nie wiedziałem od czego zacząć    Dlatego zmieniam tematykę bloga.      Pozdrawiam!  

Zupa15

Zupa15

 

Wzorzec ojca

Podsumowania z przemyśleń nad rolą ojca.

Horyzontalny cel i rola :  Przygotować dziecko do samodzielnego życia, do opuszczenia gniazda w sposób naturalny, z ochotą, pewnością siebie i przekonaniem, że posiada się wszelkie umiejętności i wiedzę by stawić czoła wyzwaniom.    W realizacji tego celu kieruję się zasadami (kolejność spontaniczna):    Być wzorem, przykładem i przewodnikiem, a nie tyranem, czy mędrkującym teoretykiem (lub co gorsza manipulatorem i hipokrytą). Dawać wsparcie i przestrzeń do podejmowania prób, eksperymentów, inicjatyw. Nie wzbudzać negatywnych uczuć takich jak: poczucie winy, wstyd ("zawiodłeś mnie", "rozczarowałeś mnie", "przez Ciebie ...." , itp ). Nie odtrącać. Zawsze kochać, a nie tylko za efekty i podporządkowanie.  Sprawiedliwie oceniać i rozliczać działania i zachowania a nie osobę (to, że zrobiłeś to czy tamto nie oznacza że jesteś zły, głupi, gorszy, itp.) Być fair - nie manipulować i nie dać sobą manipulować - pokazywać szkodliwość takich zachowań. Tłumaczyć i rozmawiać o: emocjach, uczuciach, komunikacji, myśleniu, umyśle, sercu, itp. w sposób otwarty, naturalny, w kontekście doświadczeń. Zapewniać dobrą atmosferę i nie projektować własnych negatywnych emocji na dzieci (nie odreagowywać). Ale tez nie rozpieszczać - wymagać: wywiązywania się z umów, rozwiązywania problemów i nie unikania trudnych rozmów. Jednocześnie pozwolić na swobodne wyrażanie i uwalnianie emocji, nie duszenie ich, nie wypieranie, nie wstydzenie się, nie czucie się winnym za nie - niech się wytelepie z emocji, spokojnie przeczekać a potem porozmawiać o tym co się wydarzyło. Dbać o harmonię i balans pomiędzy zabawą obowiązkami, czasem wspólnym i własnym. Wpajać poczucie przyjemności z wysiłku w dążeniu do celów. Uświadomić zagrożenia wszelkich uzależnień. Nauczyć dystansu do strachu przed porażką / oceną innych. Nauczyć jak wykorzystywać doświadczenia porażki. Wpoić zdrowy egoizm (Zapoznać ze schematami przyjmowania ról: ratownika, ofiary i tyrana.) Wpoić przekonanie o własnej kompletności i szczęściu, miłości własnej i istotności kontaktu ze Sobą. Obalać mity "dwóch połówek" i inne białorycerskie schematy. Nauczyć odpowiedzialności za własny dobrostan. Nie oczekiwać że dziecko się odwdzięczy, bezinteresowna postawa ale z zachowaniem własnych granic.     Oczywiście to wszystko bezwysiłkowo i z piosenką na ustach.                     

Szkaradny

Szkaradny

 

Chłopak nie ściana & autoekspresja autora

Część I wpisu   Idąc w bliżej nieokreślonym kierunku po mieście zdarzyło mi się usłyszeć tytułowe "chłopak nie ściana", co wywołało we mnie falę różnych emocji. Od zażenowania poprzez złość, kończąc na smutku i niedowierzaniu własnym uszom. Trochę żałuję, że to nie był film, bo chciałbym odtworzyć tę scenę jeszcze kilka razy aby się z tym oswoić i przestać kręcić głową. Panowie, kurwa jakie to jest.. słabe. O ile to wyrażenie pada w kontekście "heheszków" i w luźnej atmosferze, to jedno ale jeśli ktoś, z pełną świadomością wymawia te słowa, to powinien się puknąć w łeb, a potem jeszcze dwa razy, żeby zapamiętać. Dlaczego to mnie tak bardzo uderzyło?
Wiemy wszyscy, którzy są zarejestrowani na forum oraz wszyscy, którzy regularnie je czytają, że takim zachowaniem, my jako mężczyźni sami podcinamy gałąź na której siedzimy. Z uporem maniaka stado białorycerzy oraz stado mężczyzn, którym nie przeszkadza kompletnie to, że kobieta jest zajęta podcina gałąź, podcina i podcina, aż w końcu..     Wracając jednak do wyrażenia, to czyż ono samo w sobie nie jest dwukrotnie upadlające? Raz, dla autora owych słów (które są zresztą mega białorycerskie, trochę też puasowskie), drugi raz dla jego gloryfikacji seksu oraz kobiet, co przekłada nad inne wartości. I nie chcę tu się zagłębiać w temat wartości, bo wiadomo, że te każdy ma nieco inne ale pragnę zwrócić uwagę, że będziemy mieć ciągle jako płeć pod górkę, jeśli takie zachowania nie będą piętnowane. Tak bardzo chcesz seksu? Są prostytutki, jest masa dziewczyn, które lubią seks, po prostu, sam seks, bez żadnych związków, inni mogą się zabrać za fwb ale po co ruszasz zajęte? Nie wiedziałeś, że jest zajęta? Ok, nie ma tematu, jeśli jednak wiedziałeś i mimo to podbijałeś do takiej damy w jasno określonym celu, to działasz na szkodę swoich braci. Jeszcze pół biedy, jeśli to jest jakaś dziewczyna, której faceta nie znasz (choć w moim odczuciu obie opcje są odrzucające) ale w sytuacji, gdy podbijasz do kobiety swojego kolegi, przyjaciela. Nóż się w kieszeni otwiera.   Przypominam, że jeśli ktoś się poczuł tymi słowami urażony, to przykro mi bardzo ale takie jest moje zdanie na ten temat. Nie chcę nikogo pouczać, nie chcę moralizować, bo nie jestem żadnym guru ani autorytetem w tej kwestii (choć akurat autorytety w kwestiach moralnych bardzo często mają sporo za uszami - np: KK, wybaczcie tą złośliwość :>) ani nie chcę wyjść na hipokrytę. Życie pisze różne scenariusze ale wg mnie po to mamy główkę, żeby się nią kierować a nie tym co mamy w spodniach, a przynajmniej usilnie się starajmy, by myśleć tą właściwą główką.   Część II wpisu   Tyle w temacie kobiet, związków, etc a teraz przejdźmy do mojego pierdololo o szkicach . Zakochałem się. Tak, idzie wiosna a więc i ja oddałem się owym uczuciom płodzenia, wyrażania swoich emocji, poprzez posuwiste ruchy, szybkie, wolne, energiczne czy melancholijne. Ruchy ołówka na kartce oczywiście . A moje zakochanie dotyczy właśnie ołówków. Znalazłem pewne ołówki, które no po prostu mi się podobają, jeszcze nie potrafię wykrzesać z nich wszelkich możliwości ale to co już umiem zaczyna mnie inspirować do dalszego działania.   Takie amatorskie odkrywanie pasji po swojemu, uczenie się na błędach i wyciąganie wniosków ma swój urok. Moim zdaniem, może nawet dlatego, że jest amatorskie, może ukazać nam się bliższe, bez tej całej technicznej otoczki. Trochę niedoskonałe ale w sumie dzięki tym niedoskonałościom oryginalne i wyjątkowe. Chyba dlatego podobają mi się stare utwory zespołu Coma. Do rzeczy, oto co wczoraj udało mi się wykrzesać dzięki ołówkom (tak, znowu jest to pani i będę je dalej rysować, dopóki nie osiągnę zadowalającego mnie poziomu w tej sprawie):     Powstało tego ciut więcej ale nie chcę z pewnych względów pokazywać wszystkiego :> a z każdego z ostatnio powstałych jestem zadowolony. Mam nadzieję, że i Wam się podobał mój kolejny wpis a może i szkic. Wiosna wreszcie, korzystajcie . Do kolejnego!

Quo Vadis?

Quo Vadis?

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.