Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Blogi

 

Dzień Jak Codzień!

Witajcie przedstawiam wam ,,Raport z Rejonu"       NoFapChallenge  Zaczniemy prosto z mostu bez żadnego owijania w bawełnę,rozpoczniemy od NoFapuChallenge obecnie mija  4-dniowy okres abstynencji  pozostało 6 dni do końca Challeng"u. Obstawiam że teraz zadajesz sobie pytanie co dalej jeśli okres 10-dniowy się wypełni? zostanie on przedłużony być może do 21 dni lub miesiąca  Ruszamy się z domu  Jutro zamierzam pojechać rowerem gdzieś daleko   Obliczyłem że w tym tygodniu na komputerze siedziałem 12 H z czego 5 było poświęcone na naukę reszta to słuchanie muzyki oraz piosenki która mocno mnie zmotywowała oczywiście pod koniec wam wkleję więc nie bójcie się. W pracy zacieśniam więzy z niektórymi pracownikami wychodzi to trochę lipnie bo siedzę z 3 obcymi ludźmi i nie jestem zbytnio rozgadany ponieważ rozmawiają przeważnie o pracy żadnych innych zainteresowań albo Dupoobrabiarnia. Chcę też nawiązać znajomości z kibicami lokalnego klubu do którego co jakiś czas chodzę   Matura  Czytam repetytoria oraz uczę się w szkolę, na dzień dobry szukam korepetytora/korepetytorki z matematyki  teoretycznie znalazłem ale muszę tam jeszcze zadzwonić za tydzień  gdyż za tydzień pracuje na drugą zmianę i będzie ciężko coś wykręcić  i jeszcze nie wiadomo czy udzieli mi korepytycji ponieważ słyszałem że jest strasznie zajęta ale liczę na to że się zgodzi     Zmiana Pracy  Do grudnia pracuje w obecnej pracy za ledwo minimalnej krajową lub nieco powyżej krajowej niezwykle mnie to motywuje aby zmienić pracę mało tego jestem na umowie zlecenie jak wszyscy więc muszę ją zmienić i szukam branży i zakładu w której się będę dobrze czuł  oraz w miarę godnie zarabiał (Przynajmniej 2000 zł netto) choć biorę na uwagę to że mogą mi wręczyć UoP oraz może zarobki będą sensowne ponieważ pracuję tam 2 miesiące ale nie pracowałem pełnych miesięcy więc daje czas sobie do grudnia   Jak się czuje?  Obecnie się czuje pewniejszy siebie naprawił się tzw ,,Social Skill"  ale nadal nie jest to czego potrzebuje i czego oczekuje. zauważyłem że mam zwiększony popęd do takiego stopnia. Ograniczam porno oraz fantazjowanie  o seksie NO WŁAŚNIE POWINIENEM A NIE ROBIĆ A NIE MYŚLEĆ   również udzieliło się na to że skupiam się lepiej oraz wiedza mi lepiej wchodzi. Jest Lepiej! ustało to że jestem zmienny co do kierunku w jakim chce iść. chce iść do lekarza i zrobić szereg badań oraz zostać HDK (Honorowy dawca krwi). Do Zobaczenia!   Obiecana piosenka   

Szaleniec

Szaleniec

 

Muszę zarabiać

Muszę zarabiać. Muszę zarabiać, by czuć się bezpiecznie na tym świecie. Muszę zarabiać by moja mama miała na starość wszystko. By nie musiała wyjeżdżać za granicę pomimo jej wieku, by nie musiała ciężko pracować. Byśmy mieli życie, jak Ludzie pisane przez duże L, nie niewolniczy byt, rozmowy o pieniądzach, których nie ma, ciągłe zamartwianie się, że nie starczy do pierwszego. Muszę coś wymyśleć, byśmy mogli żyć godnie.

Niepowtarzalny

Niepowtarzalny

 

Wpis samorozwojowy

Trening Postanowiłem dodać ten wpis z kilku powodów, pierwszy i najważniejszy to - zmusić się tym wpisem do realizacji założonych celów. Mam praktycznie rok przerwy od siłowni, jeśli dobrze liczę i nic nie pomieszałem (co jest możliwe w przypadku mojej wybrednej na informacje pamięci). Przez ten czas schudłem ok. 10kg. Niestety, siła częściowo została ale moja masa ciała jest poważnie uszczuplona. Aby się zmusić, założyłem do tego stosowny wątek na forum i połowicznie sukces odniosłem - tylko połowicznie. W każdym razie ruszyłem już od pewnego czasu tyłek i próbuję znów wejść w stan, kiedy bez treningu w dzień X chodziłem jak nakręcony.   Dieta Planuję znów zacząć liczyć kalorie tak jak swego czasu, ustalić sobie makro i mniej więcej się tego trzymać. Nie jestem zawodnikiem i nie muszę zjadać 3g b/kg mc ale przynajmniej tą pewną ilość, którą sobie ustalę konsekwentnie wcinać. Powinienem również ograniczyć słodycze, co wcale nie będzie łatwe, gdyż z tym się zmagam już dłuższy czas i kilka razy poległem.   Suplementacja Dla motywacji (bo wszyscy lubimy nowe zabawki) kupiłem sobie: wit D3, Maca (nie, nie chodzi o fast food 😆 ), cytrulinę. Na stanie u siebie miałem jeszcze trochę kreatyny i białka więc suma sumarum, trochę zabawek mam. Oh, bym zapomniał. Do tego dostałem próbkę jakiejś przedtreningówki w shocie. Póki co, niech sobie poczeka. Na pierwszy ogień pójdzie cytrulina i jestem ciekaw reakcji swojego organizmu.   Zęby Założyłem aparat. W dużym skrócie. Wszystko poleczone, ja już przyzwyczajony do jego noszenia. Z początku dziwne uczucie i lekkie bolesności przy gryzieniu nawet chleba a po czasie mogę już normalnie z nim żyć i nie czuję się jakiś zniewolony przez masę drutów w mojej buzi     Praca Zmieniona na lepszą. Po pierwsze mam do niej blisko, bo jakieś 200-300m max. Po drugie zarabiam tam 2x tyle co w poprzedniej a przypomnę, że żadnych "specjalnych" umiejętności ani doświadczenia nie mam, gdyż je dopiero zbieram. Nie są to kokosy ale i tak jest dużo lepiej niż poprzednio.   Pasja  Realizujemy się. Z małym poślizgiem czasowym i ostatnio brakiem chęci ale powolny progres jest zauważalny. To chyba dobre oznaki?     Nowe cele Niestety albo stety ten wpis to taki wstęp niejako do podsumowania bieżącego roku. Czas leci tak szybko, że nawet nie zauważyłem a mamy już listopad. Za tydzień minie już połowa listopada a za jakiś czas - święta. Nowy rok. Zamyśliłem się. Wracając do tematu, nowe cele już mniej więcej mam ale o nich napiszę w kolejnym wpisie.   Pozdrówki i miłego tygodnia. A ja zaraz spadam na trening.

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

START!

Cześć!  Właśnie doszedłem do wniosku że najwyższy czas zmienić swoje życie    Sprawdź mój temat o tym!     Zdradzę to że jest to jeden z początkowych etapów i za każdym razem będę podnosił  poprzeczkę bądź  dodawał nowe wyzwania! Czas Zacząć...  Co tydzień będę opisywał postępy... NIECH MOC BĘDZIE Z NAMI!      

Szaleniec

Szaleniec

 

RPG Życie

Nie tak dawno wybiła 23h grania w rpg o nazwie "Życie". Nie mam pojęcia kto to stworzył ale ironii oraz poczucia humoru mu odmówić nie można. Dopiero zaczynam łapać o co w tym wszystkim chodzi. Podstawą są - pieniądze, coins, szekle, mamona. Jak zwał tak zwał, rozchodzi się o możliwości rozwoju jakie się otwierają dzięki nim .Mogę sobie zdobyć nowe umiejętności, dzięki czemu mogę ich zarabiać więcej. Mogę sobie kupić nowy dom, auto, ubrania, cokolwiek. Płacę za jakość życia. Zdaje się, że twórca przewidział, że niektórzy mogą być zbyt dobrzy w tej grze dlatego wprowadził rozmaite pułapki, które tylko czekają na nieostrożnych.   Utrudnienia te są generowane losowo, co nie znaczy, że niektórzy nie mogą być na nie bardziej podatni od innych. Skomplikowana sprawa. Prawdopodobnie to, co ktoś komu przypadnie i jego "podatność" na taką pułapkę może być zależne od poprzednich zapisów. Po prostu, wczytuje się rozgrywkę, która została przerwana a my nie pamiętamy tego co było wcześniej ale to ma już wpływ na przebieg gry.   Zapomniałbym o najważniejszym. Nasze wybory determinują to, co będzie potem. Muszę być świadomy tego i być gotów ponieść konsekwencje własnych decyzji. Wpływają na przebieg gry. Mogę być łotrem, akrobatą, artystą, klas do wyboru jest mnóstwo, jeśli jednak zdecyduję się na bycie np: łotrem, nie muszę być nim cały czas. Klasy mogę zmieniać ale powinienem pamiętać, że mam predyspozycje tylko do niektórych z nich. Pchanie się do niewłaściwej jest głupie.   Eksplorowanie świata, interakcje, wątki poboczne, rozwój, a w tym wszystkim kryje się gdzieś wątek główny. Czas na jego rozwiązanie jest jednak ograniczony. Czy dasz radę go rozgryźć w tak krótkim/długim czasie?           

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Nowa praca.

A więc. Niezmiernie mi przykro, ale argumenty, że nic nie robię tylko biorę od dziadka będą musiały się skończyć. Gdyż od zeszłego tygodnia zaczęłam pracę. Od poniedziałku do piątku po 6h. Jestem nianią przeuroczej 2 letniej dziewczynki, już jestem "ciocią" okrzyknięta, więc  jest całkiem spoko. W domu jest też noworodek i mam okazji jak wygląda to sławetne siedzenie w domu przy fejsbuczku i malowanie paznokci przez mamę takiego dzidziusia, jak usiądzie 15 min dziennie to jest dobrze, a i tak ma dużo łatwiej, bo jej mąż pracuje w domu. Są oni, jestem ja, a i tak zawsze jest co robić. 

Fit Daria

Fit Daria

 

Postępy.

Ahoj!  Minął tydzień od mojego ostatniego wpisu. Jak więc przebiega realizacja mojego postanowienia?  Myślę, że pomyślnie. Nastawienie od pierwszej lekcji zmieniło się na lepsze.  Lekcja była bardzo pozytywna więc oczekuję, że następne tez takie będą. Praca domowa odrobiona. Plan dnia też nieco inaczej rozłożony. Mniej siedzenia przy komputerze przy pierdołach. Przynajmniej pół godziny poświęcam na naukę słownictwa. Oglądam teraz tylko i wyłącznie seriale, filmy po angielsku z angielskimi napisami. Przy obiedzie zwykle lecą "Przyjaciele" albo brytyjski serial " Moja rodzinka". Ten drugi jest mi szczególnie pomocny, bo słychać tam typowy brytyjski akcent.    A jak się mają moje treningi? Również widzę progres. Przede wszystkim widzę po mięśniach brzucha, które się bardzo wzmocniły. Zwykle ćwiczę przed lustrem więc podczas treningu często przyglądam się ich pracy. Bardzo mnie cieszy widok lekkich zarysów ABS'a   Tak samo nogi, choć te zawsze były lekko umięśnione (głównie przez rower), tak teraz są bardziej zbite. Jak zwykle łydki były masywne tak teraz zaczynają być bardziej kształtne.  Ach! Popadam w samozachwyt.   Coraz intensywniej myślę też o Ju jitsu. Powoli zbieram się by zacząć treningi, jednak chciałabym wcześniej przygotować się do tego wytrzymałościowo. Dlatego też od teraz zaczynam intensywniejsze i treningi HIIT + bieganie .  Tak więc ostatecznie nie spoczywam na laurach. Energia i dobre nastawienie mnie nie opuszczają. Jest ok!     Tymczasem kończę - czas się zmęczyć i spocić.      Tym pozytywnym akcentem żegnam się z wami życząc Wam miłego dnia!         

Hippie

Hippie

 

Mam stresa! (Przegrzany procek)

Przegrzany procesor, czyli mam stresa i zbyt duży natłok myśli jednocześnie    Dokładnie, delikatnie mówiąc mój procesor się pali, iskrzy i skwierczy jak jajka na patelni. Dziwnie się dziś czuje, tyle rzeczy, które kiedyś wydawały się strasznie odległe mam na wyciągnięcie ręki. Jestem cholernie ostrożny, boję się potknięcia, zwłaszcza w tym momencie, gdy jestem tuż, tuż. I to raczej dziwne nie jest, potknięcie przed metą raczej nikomu chwały nie przysporzy.   Dużo myśli, dużo stresu, dużo znaków zapytania. Wszystko wyjaśni się na dniach. Będzie albo zwycięstwo albo spektakularna klapa. Veni Vidi.. Vici? 😆  Przy okazji, ogłoszenie parafialne, oprócz pisania i prowadzenia bloga tutaj, założyłem też pod wpływem impulsu maluczki blog na blox pl. Tutaj zostawiam link, gdyby kogoś ciekawiło, pewnie czasem tam coś napiszę: http://shadesofthepencil.blox.pl/html/1310721.html

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Kilka wierszy

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele, 
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki 
śmierci lub dożywocia - co niewiele 
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy, 
a jednak ta lektura 
wciąga mnie, niedorzeczny 
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która 
swój mętny finał poznać mi pozwoli 
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść 
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek. 
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz 
z moim bólem - jak boli 
Ciebie Twój człowiek. S.Barańczak ___________________________________________________________________________________________________________________________   Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi 
za waszą czułość w nieczułości świata 
za niepewność wśród jego pewności
Bądźcie pozdrowieni 
za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych Bądźcie pozdrowieni 
za to, że odczuwacie niepokój świata 
jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie Bądźcie pozdrowieni 
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata 
za wasz lęk przed bezsensem istnienia Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie Bądźcie pozdrowieni 
za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym 
i praktyczność w nieznanym 
za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego Bądźcie pozdrowieni 
za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich 
za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami Bądźcie pozdrowieni 
za waszą twórczość i ekstazę 
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno K. Dąbrowski ___________________________________________________________________________________________________________________________   Czasu już nie ma, nie ma na nic 
Myśl ginie ogłuszona gwarem 
Głupota tuczy się słowami 
Wystarczy: mane, tekel, fares 
Czy świat jest łodzią dla szalonych 
Rozbitków, co ratunkiem gardzą 
- Jesteś zmęczony? 
Tak 
Bardzo J. Kofta   ___________________________________________________________________________________________________________________________    

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

"Głupi Musk!". Żelazne postanowienie Hippie

Ahoj! Żarty się skończyły. Wpadłam w dość głęboką strefę komfortu...czas z niej wyleźć!  Zaobserwowałam u siebie za dużo "pitu pitu" a za mało działania ostatnimi czasy. Tak jak też dużo zajmowania się głupotami, siedzeniem na forum, czytaniem książek samorozwojowych, sprawami przyziemnymi niskiej wagi, przyjemnościami (tj. gra na gitarze) a konkrety omijam szerszym łukiem. Czas to podkręcić i poprawić. Zwłaszcza, że mam szansę się wziąć za sprawę wyższej wagi a ja tego nie wykorzystałam w odpowiednim czasie... jeszcze w sumie nic straconego...ale... Do rzeczy: Jako, że to forum pomaga mi w jakimś stopniu w poprawieniu kondycji fizycznej i sylwetki tak teraz postanowiłam, że znowu się nim posłużę ale w temacie kursu języka angielskiego (ESOL). SKRU-PU-LATNIE. Nie ma zmiłuj!   Tydzień temu na ostatni gwizdek (czyli ok. godzinie 15:00) poszłam się zapisać na lekcję. Pani w recepcji dała mi formularz i test sprawdzający mój obecny poziom języka. Zaczęłam się wypytywać oczywiście jakby to wyglądało, o której godzinie i w jakie dni byłby by zajęcia. Pani odpowiedziała, że to zależy na jakim poziomie będę. Pierwszy etap to sprawdzenie mojego ęgielskiego. Trochę mnie zatkało jak powiedziała, że zajęcia zaczynają się zwykle o 18-tej ( o tej porze zwykle kończę pracę). Ja do niej mówię: " jakie więc są levele w poniedziałki i wtorki, gdyż obawiam się, że to są jedyne dni w które mogę uczęszczać na zajęcia. Ona: że entry 3 (czyli ten, na który ja siebie sama oceniam - odpowiednik średnio zaawansowanego) jest we wtorki i dzisiaj jest akurat pierwsza lekcja o 18-tej. Z pewnymi wątpliwościami i po dłuższym namyśle powiedziałam Pani angielskiej recepcjonistce, że spróbuję. Dostałam od niej formularz i  Pozwoliła mi go wziąć do domu by go wypełnić by po 1,5h wrócić na lekcję która miała zacząć się o tej 18-tej.  Byłą to szybka akcja, wróciłam do domu, zajęłam się wypełnianiem testu złożonego z pytań "abcd" i części pisemnej gdzie musiałam opisać co robię teraz, jak widzę swoją przyszłość jakie mam plany na przyszłość etc. Wszystko oczywiście po angielsku i bez wspomagania się czymkolwiek. Generalnie teścik przyjemny, tematy pisemne proste, spokojnie się rozpisałam w więcej niż 200 słowach. Wypełniłam ale od razu zaczęły mnie napływać różne negatywne myśli typu: " Mojemu Lubemu jeszcze nie dali certyfikatu, niezbyt są słowni...a co jeśli ja też będę miała z nimi problemy?" " nie wiem czy podołam, w długie tygodnie pracy będę wycieńczona". " cholera, jeszcze obiadu nie zrobiłam, już jest prawie 17-ta, a on głodny. a o 18-tej ten angielski, noż... wszystko kurcze na raz!" (  ) Ostatecznie tydzień temu nie poszłam na tę lekcję, a formularz leży na mojej toaletce przy laptopie.  Ale dzisiaj sobie nie odpuszczę. Oczywiście sytuację w recepcji/ na lekcji zamierzam ładnie wytłumaczyć i przeprosić. Tu nie widzę problemu i z tego co mój facet powiedział, oni raczej tez nie będą.  Większy problem widzę w moim słomianym zapale, nad którym muszę ewidentnie popracować.  Zależy mi na tym certyfikacie, bo będzie to pisemny dowód na moje umiejętności językowe. Jest to furtka do mojego rozwoju zawodowego a póki co mam z tym jakieś dziwne swoje lęki i wątpliwości. W dodatku czuję, że się za bardzo rozleniwiłam i wpadłam w tę brzydką strefę komfortu, dlatego muszę w pierwszej kolejności się za to wziąć. Muszę sobie zmienić nawyki w czasie wolnym od pracy i zmobilizować się do działania.  Zawsze jestem pierwsza do przyjemności ale jeśli chodzi o załatwianie spraw ważnych - w zależności od sytuacji i wagi bywa różnie...  Tak więc obwieszczam wszem i wobec przed samą sobą i przed świadkami w postaci Was, forumowiczów. Biorę się ostro za siebie! Mam dużo energii ale muszę się kopnąć porządnie w dupsko ! Jak się poddam to będę dupa wołowa.  Także Hippie Ty leniwcu, do dzieła!  godzina 18:00 sio na zajęcia bez marudzenia!      Oczywiście na dowód, że poszłam dzisiaj na lekcję, za jakiś czas (jak go znajdę)- zdam relację z mojej pierwszej lekcji no i oczywiście jak mi poszło.    A teraz spadam zająć się obiadem dla mojego samca i innymi przyziemnymi sprawami. Trzymajcie się!  Have a lovely day! 

Hippie

Hippie

 

Wewnętrzne zgrzyty.

No właśnie... Znów za dużo myślę.  Wkurza mnie, że logika jest w takiej opozycji do odczuć jeśli chodzi o kwestie damsko - męskie.  Nie wiem czy tak każdy ma, czy tylko kobiety, a może tylko ja. Że coś mnie w jakiś sposób pociąga, ale właśnie tego nie lubię. Bo jest sprzeczne z moim pojęciem sprawiedliwości i poglądami. Chyba spory zgrzyt między id i super ego. I żadne nie chce odpuścić.    Najgorsze jest chyba to, że są rzeczy, które wkurwiają i pociągają. Jak uda mi się jej zmienić, przestaną wkurwiać, ale i pociągać. To chyba kwintesencja mojego problemu.     

Fit Daria

Fit Daria

 

Tajne instrukcje Watykanu

Tajne instrukcje Watykanu czyli o pedofilii w kościele   Chciałbym dziś poruszyć temat drażliwy dla większości osób. Drażliwy, wkurzający niczym mucha latająca koło nosa ale jednocześnie warty poruszenia, bo jakże ważny. Wiele osób być może nawet nie zdawało sobie z tego sprawy ale w latach 62-01 obowiązywała tajna instrukcja watykańska. O nazwie bliżej nic nie mówiącej dla przeciętnego zjadacza chleba - Crimen Sollicitationis. Co było w instrukcji?   &   Reasumując - ręka rękę myję. Spytacie zapewne sami siebie jaki jest obecnie stosunek kościoła do pedofilii itp.?     Oto odpowiedź, chodź między wierszami, bo to dzieci kuszą tak tych księży i wchodzą im do łóżka, że biedny ksiądz nie może się oprzeć i gwałci malucha mimo jego pisków i wrzasków.Urocze. A gdzie jest ten bóg? Gdzie jest ten miłosierny bóg z NT? Który przecież tak się nagle zmienił z tego mściwego, okrutnego stał się tak miłosierny.. o, ironio.   I można by teraz zaklinać rzeczywistość i mówić: okej, w Kościele są pedofile, wszędzie są, wśród rolników, hydraulików, nauczycieli, polityków, prawników. Wszędzie. I okej, pewnie tak jest ale pomyślmy realnie: czy jest ich tam równie dużo? I czy równie mocno są kryci przed zwierzchników? Dlaczego zboczeńcy w sutannach nie ponoszą odpowiedzialności adekwatnej do tego co zrobili?   Każdy GWAŁT NA DZIECKU TO NISZCZENIE JEGO PSYCHIKI. JEGO PRZYSZŁOŚCI. TO NAJWIĘKSZA TRAUMA, PRZEZ KTÓRĄ NIE RAZ OFIARY TARGAŁY SIĘ NA WŁASNE ŻYCIE. Często skutecznie.   A co na to kościół? Modlitwy, gadanie o Bogu.. i skasowanie pieniędzy za pogrzeb. Bóg zapłać.   Jeszcze taka mała ciekawostka dla oka: &     Jeśli jednak mam być szczery, to osobiście uważam, że jest ich znacznie więcej, choćby z tego powodu, że wielu przestępstw na tym tle nie ujawniono z lat 62-01.    Przykłady skandali pedofilskich z udziałem kościoła Australia -  Austria -  Belgia- Chile- Holandia- Irlandia- & & Niemcy-  & USA- & Włochy-   Dziękuję. Amen..   Źródła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Przestępstwa_i_wykroczenia_seksualne_w_Kościele_katolickim https://hartman.blog.polityka.pl/2014/08/23/alarm-570-ksiezy-pedofilow-idzie-po-nasze-dzieci/ http://kkpp.blox.pl/html    

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

(Nie)Realny Sen.

Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Normalny, zwykły dzień jak tysiące poprzednich. Świeci słońce, przyroda żyje własnym życiem, maleńki strumyk nieopodal leniwie płynie. Pełno zieleni wokół, jest wyraźnie soczysta. Ujęcie zmienia się. Słyszę kroki, to chyba moje własne, nie widzę nikogo, kto mógłby je naśladować. Są spokojne, stawiam najpierw przód stopy, mój chód jest lekki. Widzę brata, zdaje się niczego nie zauważać, krząta się wśród zieleni. Rejestruję jego obecność i wkraczam głębiej w nieprzeniknioną gęstwinę. Czuję, że coś jest nie tak. Czuję to coraz wyraźniej, mocniej, intensywniej. Nastała cisza, słyszę tylko mocno bijące serce, krew pulsuje w żyłach. Jestem tylko ja i to coś, skryte w głębi tego wspaniałego lasu. Odchylam kolejną gałąź... serce zaczyna łomotać. Bladość, strach, przerażenie, nogi jak z waty. Nie ruszam się. Patrzę w jego żółte, przenikliwe oczy. To mój koszmar. Mógłbym przysiąc, że przez chwilę widzę szyderczy uśmiech. Zaczynam uciekać. Nie oglądam się do tyłu, nerwowo szukam brata. Krzyczę, macham rękoma. On nie reaguje, nie widzi nic. Prześlizguję się przez szczelinę w betonowym płocie, coś mnie trzyma. Widzę brata, jak przeskakuje płot, ja szamoczę się z własnym ubraniem. Panika się nasila z każdą sekundą, ubranie jęczy i rwie się na strzępy. Jestem wolny, mogę biec. Mój koszmar jest kilka metrów za mną. Wbiegam do domu. Zamykam drzwi, zamykam okna. Nie czuję nic. Już jest dobrze, jestem całkowicie bezpieczny, nic mi nie grozi. Wyglądam ukradkiem przez okno, widzę go. Żółte oczy i ciemne futro. Oblewa mnie zimny pot, wchodzi przez malutkie okienko o którym zapomniałem. Rygluje drzwi w środku, zastawiam je meblami. Liczę na jakiś cud. Słyszę pazury ocierające się o betonowe schody, słyszę ciężki oddech. Nie wiem co robić, rozglądam się po domu, jestem tu sam. Chcę biec po jakąś broń ale mój lęk każe mi stać w miejscu i czekać. Czas leci niepokojąco wolno. Ryk. Drzwi pękają. Widzę miliony kawałków. Kawałków szkła, drewna i żółte oczy, gdzieś między nimi w powietrzu. Budzę się. Mój oddech jest szybki i płytki jak po długim biegu. To był tylko sen..  
Tylko czy na pewno? Podobne sny miałem wiele razy. Pierwsze co rzuca się w oczy po przeczytaniu tego opisu, to moja ucieczka. Ile można uciekać, dokąd można uciekać i przed czym można? Czy zawsze ucieczka ma sens? W życiu każdego człowieka nastaje taki etap, gdzie albo możesz uciekać dalej i snuć się po swoich krainach fantazji, miejscach, gdzie wszystko jest idealnie takie jak sobie wymyślisz lub wyjdziesz poza swoją głowę, sferę wyobrażeń i ograniczeń i zastąpisz ten element w dużej mierze działaniem. Najczęściej rzeczywistość Cię nie zje, efekty przerosną Twoje oczekiwania a strach? Strach ma tylko wielkie (żółte) oczy.        

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

nowy rok numerologiczny

Wszystko w życiu jest informacją, człowiek jest istotą informacji. Poznaj sam siebie, przyjrzyj się sobie: w co wierzysz? Co jest dla ciebie przyjemne? Co uważasz za dobre? Co jest dla ciebie wartościowe? Które z tych odpowiedzi są twoje? Których ktoś cię nauczył? Które są przejęte od kogoś? Komunikacja to wyrażanie przekonań emocji zapamiętanych w ciele. Komunikacja jest kluczem uzdrowienia z przeszłości i wyzwolenia ku boskiej radości z życia. Komunikacja jest wędrówką informacji. Informacją są ludzie, miejsca, okoliczności, słowa, gesty, ton głosu. Żadna informacja w twoim życiu nie pojawia się przypadkowo. Każdy z nas sam dokonuje wyboru informacji i komunikacji a więc i komfortu swojego codziennego życia. Informacje przenikają nas od gęstości słów przez komórki, struktury DNA, atomy, elektrony i cząstki elementarne. We wszystkich tych przestrzeniach przez modlitwę osobistą, kontemplację, medytację, możemy mocą boskiej doskonałości przywrócić Światłość. Uzdrawiająca Moc Szmaragdowo Zielonego światła może wnikać do naszych komórek i uwalniać nas ludzi od schematów kontroli, od uwarunkowań cudzych przekonań, tak abyśmy odzyskali wewnętrzną mądrość wyboru pomiędzy tym, co naprawdę ważne a tym co pozornie ważne i abyśmy odzyskali osobistą radość z życia. W Egipskiej księdze umarłych zapisano pytanie, które dusza otrzymuje jako pierwsze po ostatnim oddechu na Ziemi: Duszo, czy odnalazłaś radość z życia? Czy inni dzięki tobie odnaleźli choć odrobinę radości z życia? Niech więc prowadzi nas Światłość serca.

kalabelfast

kalabelfast

 

Anioł i Demon.

Rozwłóczona w szarym obrazie mozaika Canis lupus wtaszczyła swe badziewne piękno na tutejsze włości, duszące się spazmami własnych oparów. Niespieszna etiuda karykaturalnych, potykających o się sylab wytłoczyła swój byt w czasoprzestrzeń, zawisłą w ówczesnym niuansie, że samiec okazał się jeszcze być. Rozeźlone węgle, wściubione w nawleczoną na ryj maskę, huknęły niczym rozwścieczony lew na swą ofiarę, zdzierając zeń wszelkie drgnienia drutów, odpowiadających za mimikę czerepu innego basiora.
Pobratymiec. 
Rozszumiała w pustce pamięć szarpnęła wodze i w rozgotowanym flaku serca drgnął sentyment. 
Rzekłby coś, aczkolwiek gardziel zaschła w niewygodzie wędrówki, więc skinął wnet niezauważalnie, napinając mięśnie, zawisłe na barkach. 
Obserwował.
- Jesteś Aniołem, ale ile jego go w Tobie? 
Kakofonia dźwięków rozdarła bólem uszy potencjalnych słuchaczy, bowiem dawno zaległe w nieładzie struny, teraz drżały jazgotem godnym starych, wybrzuszonych rdzą wrót. 
Czarne, bezdenne oczy spozierały na ryj, pogardliwie wzdymając poliki, zaryte na zimę licznymi tatuażami blizn. Zarzucił balast worka z wilczymi kośćmi na tereny wyrzygane na bliższe okolice basiora, żeby zanieść się charkotliwym potokiem sylab niezrozumiałych, ilustrujących w zamierzeniu śmiech.
- Nie należysz do Hen Ichaer Aniołów, aczkolwiek raczysz się ich powitaniem, więc pytam, na ile jesteś świadom wyboru... 
Lejce kukły zawisłej na czteropodporowym szkielecie wiodły nieelegancki okrąg wokół nadobnej sylwetki młodzieńca.
- ... Czy też przypadku. 
Parsknął, mrużąc wylane stygmatem pogardy ślipia. W padole łba czarnego rozległ się trzask rozstrojonego umysłu, a ciało jak na rozkaz zatrzymało się tuż przed czerepem noszącym kudłate szaty. Studnie wypełnione płynną smołą zalały ciężkim spojrzeniem prywatę Ognia, a z uruchomionych dopiero co płuc trzasnęła oń fala zimna i woni stęchlizny. Sapnął coś jeszcze, unosząc kąt wyżłobienia w aroganckim grymasie, mającym za zadanie rozjuszyć emocje towarzysza. Samiec przywołał na pręt kręgosłupa otomanę cienia. 
- W piekle wyrósłbyś na wojownika, a nie na szmacianą kukłę, popychaną bezwiednie przez los. 
Czyżby kpił z Aniołów? Na zdechłych powłokach jego oczu zdawała się zatańczyć iskra tak dawno zakopanego zawieruchą niepamięci rozbawienia, że aż łysnął jadowicie pięknym kompletem miazgi i szkliwa.
- Ayd f'haeil moen Hirjeth taenverde? 
Spauzował, po czym kłapnął asortymentem przed ryłem chudzielca i rozedrgał ciało śmiechem, co raczej przypominało rozruch zatartego silnika. 
- Staraj choć wyglądać na kompetentnego tego stanowiska.
Mruknął, gdy już wygasł, łypiąc kątem jakoby oczekiwał kolejnej porcji żartu.
- Będziesz kupą śmierdzącego rozkładu. Prędzej czy później, pachołku. 
Wymruczał monotonnym tonem, który bujał do niebezpiecznej stagnacji; Nieruchome, stężałe oblicze samca, wyrażające przesadny, a wręcz demonstracyjny spokój, zerwało z dotychczas przyjętym jarzmem norm i ugięło swą krzywiznę krańcowości w paskudnym, wnet obelżywym grymasie. 
- Czy teraz Niebo Piekłu służy i wzajem? 
Dźwięki, do których przytroczone wnet na stałe były wszelakie obelżywości świata, jawiące się paskudztwem głosu, pogardą, wyścielającą jego dno i chłodem, jakim darzył swych pobratymców, odziały się w chrypę, będącą wynikiem dość cudacznych reakcji w jego stale wygasającym ciele.
Maznął posturę martwego pseudomagnata oschłym spojrzeniem i wtulił się w niepamięć mroku.

QueenCreole

QueenCreole

 

Spotkanie

Kowalencyjny zakrzew nieczystości, obumierał na torze kończącym spoistość lepkiego onyksu, wdzierającego się psychoemocjonalnie w koszary spadzistej formy, udzieranej jako mroczny wiadukt. Samica obwiesiła prion metodycznych kul na zawiesinie zwieńczającej samcze rydle z prokreacją ubitych primogenitur, co zwalały nań prawo chadzania.

Samcza świadomość w gwałtownym odruchu została zalana przechodzącą wytrzymałość falą ekstazy, grzebiącą dotychczasowe zalążki myśli, a zastępującą je pulsującym szkarłatem we wnękach czerepu zawisłego u przedniej części masywnego korpusu.
W cynodrze tym tkwiło nierozmne pragnienie niszczenia i zabijania: takie ślepia ma jedynie śmierć, która chłonie potępione dusze w swym uniżonym, aczkolwiek najniższym królestwie.
- Anastazjo.
Zdawało się, iż połknął wielką gulę niemocy, która utkwiła w samczej gardzieli, klnąc paraliżem wiotkie i porośnięte rdzą długoterminowości struny głosowe, bowiem zamilkł w przeciwieństwie do swych brył utkwionych w obliczu.

Prokurent abstrakcyjnej wety rozdął się wygodnie o mitomanię, cwałującej po urodzaju popapranej mitynki, której jedyną niszą była głuchota dmąca w pigmenty wnęki, zbroczonej w petardzie kałaszników, jakimi zaatakował ją Dragonrad.
Popieprzony akcydens wyprawił z gardzieli tłumok pulsującej gorączkowo amnestii, gdzie ruczaj siarczystego wylewu mrozu osiągał kształty akumulowanego lodowca, zasypanego juchtą postylli gruzów wybitności.
- Nie wróży to nic dobrego, ale złego też nie.
Poncz gorzkiej akuszery uciekł niespodziewanie z korpulentnych ostrzałów, cyzelując jako arytmia zakończona płynnością ścieków. Ujarzmiła wreszcie instynktowne szczepy dawane republikanom nerwowych ciągań, krępujących świeżość wylegających się w smrodzie resztek żywotności, by od razu pogrążyć szczytową falezę rozklekotanych drzazg, hacząc najkomunikatywniej o Dragonrada.
- Jaką sprawą mnie mroczysz?

- Dlaczego jesteś?
Cug regenerowanych immanentnymi ostatkami pokupu na jakikolwiek żywy biont - kuriozum znów że wzniosło ewidentnie nadeń swe dłonie - wstrząsnął calizną, którą oblegała istota Anastazji. Zaciekawienie w samczym nakładzie było nad podziw unikatowe.
Dwoje grajdołów zalakowanych szczelnie niepochlebnym dniu całunem poraniły pejczem spojrzenia folię, w jaką opakowane były gnaty Anastazji.

- Żebyś mógł być. Ewentualnie żebyś gorzał nienawiścią do tego, co rzeczowo musi być nienawidzone.
Szmergiel, którego otuliną była synestezyjna bezcielesność przykucnął obok szafoty własnej niewiedzy, jako doskonałą pryczę kamuflażu, zajmując tym samym repetycję tak bezładną i rozgmeraną, iż nadającą się do mielnicy paszy dla zaróżowionych prosiaków. Nie wypuszczając samca z obcęgi gramotnej bitumeny oglądu, omieszkała sięgnąć wstrząsu konwulsji, zagnieżdżonych w próchnie zawiniętym papirusem przenikliwości.

- Nienawiść to najcenniejszy bodziec. Angażuje.
Wydął z ciemnych, wionących zaduchem i stęchlizną korytarzy swej cielesności gęsty splot niemiłych dla ucha brzmień, będących chłostą wobec chwiejnej przyzwoitości narkotyku. Aliści frazy o jakimkolwiek rudymencie były dlań błahymi, mało znacznymi pośród subiektywnej interpretacji mikrokosmosu, jakim była rzeczywistość, tak twarda i pewna w caliźnie otoczenia.
Wdusił w próżnię jakiekolwiek myśli, mogące w agonicznym odruchu skutkować brzmieniem niewytrawnym i począł krążyć po pierścieniu, którego wyznacznikiem była Anastazja, jakoby chciał opleść nań węzeł.

Przesmyk sadzony przez anorektyczne palisady, zainspirował się farfoclem zgubionej czary synchronii, by jako wrzód, czy rozstęp na sponiewieranym nastręczonym subiektem tłuszczu ciele, opiąć ciasnym gorsetem z nylonowymi wiązadłami ścieżynę opijaną jako aglomerat zdobyczy Dragonrada.
Nagie głębiny kul wtoczyły się żarłocznie w niesprzyjający pałąk założony w cal anatomicznych cudów utorowanych samczym oczodołem
Nienawiść ma wiele odmian, a jej tęczowy wytrych obłapia nawet nienawidzących. 
- Czego oczekujesz Dragonradzie?

- Ciebie.
Na gniecioną jarzmem przeklętego spojrzenia spłynęła niezwykle skąpa w swych pokładach dawka swobody, gdy ten batem spojrzenia obłapił najdalsze zakątki sąsiedztwa. Podbił do tańca mięśnie, jakimi hojnie oblepiona była jego sylwetka, szponami drąc płaszczyznę podłoża; być może poczucie zagrożenia wtoczyło się w drażliwe zmysły samca.

- Emocjonalnie okaleczonej.
Zdawkowy mimetyzm rozmiażdżył się na wypłoszonej akcyzie, będąc odrażającym kłosem chuligaństwa, zasznurowanym żelaznym mutualizmem, wiercącym się po jej narzucie tak dotkliwie, iż fantomowy ból zrosił monochromatyczny akant dozą mizantropicznego zmęczenia kajając wnętrzności kanalii.
Wpiła się wejrzeniem lalki w otwarty akwedukt nocnego kobierca, wychylającego się nieśmiało do czerstwy rozgrzewającej patent komnaty.
- Odpowiedzią mnie uracz nim zwiędnę, wsiąkając w gładź posadzki. Żądanie to prześladuje grzmotem małżowiny, ale czego oczekujesz w swej zachłanności?

Gorętsze od podziemi podwalin ziemskich ognie spętały w łańcuchy swobodę samczej gardzieli, pozwalając na wypowiadanie zaledwie rozciągniętych i zwiędłych względem emocjonalności sylab.
- Przecież mówiłem.
Esencjonalna czerń oczu najniższego wszczęła łowy w obrębie odzienia lic Anastazji, sycąc ową przeświadczeniem groźby o nieufnym fundamencie; postąpił doń na tyle usilnie, że krańcem kufy wnet mizdrzył samiczy front.

Dystylacja krwi zaziębiła się paraliżującym czakramem, jawiąc się jako jarzmo idealnej konstrukcji nieruchomości, zaciągniętej lapidarnym gnejsem prądu.
- Jesteś popaprany.
Anarchia liter, jak ostatni rozbici przez kolosalną tłamszę życia katastrofę, wcisnęły się w szczelinę niemalże biesiadnej swawoli, miarkującej cichnące buczenie, obracające się w rożnie gardzieli.
Udzieliła mu gratyfikacji, pełgającej jako ostateczny łoskot zatężony na poliku.

Umarła powłoka jego oblicza zdołała wpleść w okrutny wyraz martwoty nutkę goryczy, w miłosnej orgii ziszczoną wspólnie z szyderstwem i ironią.
Samczy grzbiet, na pozór spróchniały od wnętrza i nieelastyczny, wygiął się w połąk, jako gnie się żmija, gotowa, by swój jad wkleszczyć w jaskinie kości ofiary, gdy powierzchowny ból zalazł mu za skórę.
Rozwarł szczęki, by wydrapać z pochlastanych gorączką oków swej gardzieli bezdźwięczny szmer, zapadły w niszy ordynarnego poruszenia; wnęki w skorupie, w jakiej samiec chował całokształt swej mętnej i mdłej względem emocjonalnym bytności, wylane były po brzegi nieskazitelną syntezą esencjonalnej czerni, gdy chłostał swą niedoszłą kokotę ramieniem rozgoryczenia, oponującego do miana łapska, które zdzieliło w pewnym momencie spaw łączący czerep z kadłubem, powodując mimowolną samiczą chuć zmiarkowania gorączki bazy, do jakiej jeszcze ją dodusił bagażem zawisłym na swym komponencie.

Rewersyjny kokon rdzy zafalował niebezpiecznie, dognany odrazą; by rozgorzały opił wywojowania wolnych trzewi uderzył o ziemnistość bliźniaczej bliskości.
Depesza metalicznych, podkrążonych grozą zawijasów opłynęła wzrok samca kalaniem wyjątkowej dyfuzji - martwoty zagniecionej ambrozją pustości.
- Dragonrad.
Nagła kurtuazja rozpruła krezol niewiadomych ostrzy, piłujących samiczą gardziel wyjątkową chmurą jasności.

Zaprawione sporą dawką kwasu, który był wywarem wielu macek emocjonalnych próchen, zatopionych w zapomnieniu, oczy wgryzły się w ślepia Anastazji jakoby kupa zębiny i szkliwa w fałd skórny żywego szkieletu; milczał, stercząc nadeń.
I nic więcej, tkwił nadeń jakoby połąk, któremu przykazano trwać w bezruchu u fundamentu wytwórstwa; stwierdził fakt, iż pustka goreje w jego mózgu i tworem kolorytu, którym wylane były dziury wyżłobione w jego kufie, kleił się do facjaty samicy póty, póki nie cofnął się, dając jej wolność.
A gdy powstała, nie było po nim śladu.

Trwając w zawieszeniu niczym dwa wystrugane kołki, rozeszli się do swoich najukochańszych tudzież masek przywieranych nocną szadzią.
Wir, w który zaplątała się kanalia, zdał się rozgorzeć ostatkiem walki, zduszonej nim urodziła kwiecie podłego zgliszcza.

QueenCreole

QueenCreole

 

Motylem jestem.

Do salonu kosmetycznego. Skończone, zaraz będą przekazane. Oby dwa formatu 60x60. Akryl na płótnie + markery olejne.   No i nowa husaria. Widocznie tamta się spodobała bo lecą zamówienia.      Mogę teraz wracać do tych bardziej skomplikowanych obrazów (portretów) które schną gdy maluję te.   Husaria chyba 100x 80, akryl na płótnie+ markery olejne.   

Lalka

Lalka

Brudy dawnych przyzwyczajeń.

Witam po krótkiej przerwie. Dziś sobie porozmawiamy o trudach zmiany, a przy okazji streszczę w co obfitował ostatni tydzień, oraz o tym, jakie przemyślenia z niego wniknęły.



 Trudy zmiany. Czyli o wprowadzaniu zmiany i strachu nim związanym.

   Człowiek w mojej opinii jest bardzo wygodnym zwierzęciem i trudno mu jest zmienić już obrane ścieżki. Jest to zazwyczaj proces długotrwały i ciężki do wprowadzenia. Nie lubimy zmian (a przynajmniej ja ich nie lubię, ale o tym w dalszej części) i ciężko jest nam się dostosować do rygoru, który nie jest wprowadzany przez siłę zewnętrzną np. praca, szkoła, kurs, groźba wylania z pracy etc. Wewnętrzny rygor wymaga dużych pokładów dyscypliny, samozaparcia i siły woli.

   Niektórym wprowadzanie zmian przychodzi z łatwością, a jest nawet dla nich przyjemny niczym gra/wyzwanie. Nie należę (jeszcze) do tego grono ludzi, ale uparcie chcę dążyć do zmiany mojego charakteru. Zapewne będzie to proces długotrwały, usłany trudami i niepowodzeniami. Ten blog jest kierowany do ludzi jeszcze nie ukształtowanych (tak jak ja) i nieutwardzonych. Jesteśmy jak mokra glina, która nie została jeszcze uformowana i utwardzona. Krótko mówiąc, osoby o słabym charakterze, które nie dążą do swoich celów i wolą usiąść na dupie i nic nie robić. Pokolenie ludzi nijakich i byle jakich rozpieszczonych przez życie. Nie chodzi o zło związane z wygodnym życiem, a tym do czego prowadzi... Bylejakości i miękkości.

   Mając już obraz człowieka słabego, który ma problem z wprowadzeniem małych zmian, musimy zdać sobie podstawowe pytanie. Jak chcemy go (nas samych) ulepszyć i uczynić odporniejszy, jak również wytrwalszym. Przez większą część życia nie starał się wprowadzać większych zmian, bo nie widziałem w tym celu. Były jakieś nieporadne próby zmiany czegoś w sobie. W większości kończyły się fiaskiem. Brakowało mi końcowego obrazu zmiany i czegoś, czym mógłbym wprowadzić je w życie. Mianowicie chodzi o dyscyplinę. 

   Wiedząc już, że nie posiadamy dużych pokładów silnej woli możemy raczej darować sobie nośne hasła typu "Rusz dupę i osiągnij swoje marzenia". Nie mając elementarnej wiedzy jak rozbić duży projekt na mniejsze bardziej realne cele i skąd czerpać siły do jego realizacji, nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć. Wygodniej było mi nic nie robić, bałem się samego trudu zmiany, jak i sukcesu. Budowałem sobie w głowie różne scenariusze i fantazje, które do niczego nie prowadziły. Były tylko iluzją, oddalającą mnie od celu.

Nauka od nowa. Czyli gdzie leży przyczyna mojej porażki.

   W ostatnim tygodniu nie udało mi się zrealizować części postanowień, lecz nadal uważam ten tydzień za całkiem owocny. Szczęśliwie oduczyłem się podejścia wszystko  albo nic. W mojej opinii takie podejście jest bardzo niezdrowe i krzywdzące. Podburzą wewnętrzną motywację i jest bardziej destrukcyjne niż budujące. Gdzie zawiodłem?

   Zawiodłem w postanowieniu o zwiększonej aktywności fizycznej. Nie udało mi się nawet wybrać na basen. W tej części poniosłem totalną porażkę. Z czym ją wiąże poza swoim lenistwem i słabością (co jest poniekąd oczywiste)? Łączę ją zbyt dużą presją nałożoną przez siebie samego. Im bliżej końca tygodnia tym bardziej ją odczuwałem. Strach podpowiadał, że nie podejmowanie trudu jest o wiele wygodniejsze i go wysłuchałem. Więc jeżeli obecnie mam zbyt słaby charakter do takiego przełamywania słabości, to co zamierzam? Zamierzam zmniejszyć swój cel do pójścia tylko raz na basen i do przebiegnięcia ledwie 500m. Dlaczego? Gdy o tym myślę prawie w ogóle nie pojawia się presja, ale również nie chcę, żeby cel był zbyt mały, bo jako tako pewien standard mam wypracowany i szkoda go porzucać i zaczynać całkiem od nowa (np. tylko do przebiegnięcia 500m).

  Z porannym wstawaniem nie było najgorzej (poza weekendem, ale mam bardzo mocny zwyczaj dosypiania w weekendy. Trzeba będzie nad tym również popracować). Nie zszedłem jeszcze poniżej 7:00, zauważyłem ciekawy fakt. Wstawanie nie sprawia mi takiego problemu, gdy kładę się wcześniej spać (przed 23). Więc postaram się pilnować i nie spędzać za dużo czasu po nocy. Wieczorny rytuał nie sprawia mi większego problemu, gorzej z rannym, gdy przestawiam budzik na późniejszą godzinę i zaczyna brakować mi czasu.

    Co do cukru, to nie było najgorzej i jako tak się pilnowałem. Przyzwyczaiłem się do smaku pepsi z wodą, ale tylko 2 razy mieszałem oba napoje (praktycznie pół na pół). Postaram się nie stawiać pepsi w widocznym miejscu (mniejsza pokusa), tym samym będę się starał bardziej eksponować wodę. Muszę zacząć trzymać zgrzewki z wodą i pepsi w jednym miejscu, gdzie będzie wisieć karteczka z przypomnieniem o wstrzemięźliwości i dolewaniu wody.

   Nie uważam tego tygodnia za stracony, bo obfitował w ciekawe spostrzeżenia, których pewnie w większości nie udało mi się zawrzeć w tekście. Tu kolejna przypinka... Powinienem zacząć notować pomysły i spostrzeżenia, bo wiele z nich jak widać ucieka w nieznane, a telefon przecież prawie zawsze noszę ze sobą. Muszę bardziej rozbijać cele i myśleć jak mogę je zrealizować na różne sposoby, gdzie mogę szukać inspiracji i motywacji. Taką kolejną przyczyną porażki jest brak wyzwalaczy. Kiedyś używałem budzika. Z jakich wyzwalaczy wy korzystacie? Wiem, że Marek korzysta ze śniadania jako bodźca do nie rozwlekania audycji. Także istnieje tutaj wiele możliwości.

Z uśmiechem w przyszłość. Czyli o tym co zamierzam realizować w następnym tygodniu.
     W przyszły tygodniu postaram się skupić na:   Zapisywaniu przemyśleń i pomysłów. Wszędzie nosimy ze sobą telefon, więc jakim problemem jest napisanie krótkiej notatki? Tak wiele myśli nam ucieka i  o nich zapominamy. Ile potencjalnych ferrari, lub genezisów w gazie uciekło Tobie? Dalszym ograniczaniem cukru. Postaram się trzymać pepsi w mniej oczywistym miejscu razem z wodą i notatką o jej dolewaniu. Jeżeli to będzie równie mało skuteczne, to poszukam innego rozwiązania. Przebiegnięciu 500 m. i jednorazowym pójściu na basen. Bardzo możliwe, że przebiegnę o wiele więcej, ale będę utrzymywał w psychice mniejszą liczę, żeby ominąć paraliż decyzyjny.
  Osiągnięciu punktu pobudki o 6:50 w tygodniu i 9:25 w weekend (wiem leniwa ze mnie klucha ).
  Przeczytaniu książki "Kaizen". Obecni jestem na 35 stronie. (jest ich około 150).
  Zapisywaniu ogólnych celów dnia na karteczce samoprzylepnej. Wróciłem do tej techniki kilka dni temu i jest bardzo pomocna w dłuższym utrzymaniu planu dni w świadomości. Jedno spojrzenie i już wszystko wiesz.          

Gromisek

Gromisek

 

A jednak glamour

Tym razem artysta o zupełnie odmiennym podejściu niż wspomniany w poprzednim wpisie Ruzek. Fotografuje portrety "zamaszyście", często ma duże plany zdjęciowe, tłum asystentów, wizażystów, charakteryzatorów, pieczołowite podejście do oświetlenia tak miejsca jak modeli i modelek. Dotyczy to również doboru lokalizacji oraz postaci. Mnie takie podejście osobiście średnio odpowiada, wolę proste środki, choć pewnie dlatego, że nad większą komplikacją bym nie zapanował i po prostu zwyczajnie zgłupiał. Mimo takiego uprzedzenia, mnóstwo prac jest dla mnie zachwycających, również kolorem czy tonalnością.    Wybieram kilka jego fotografii do wrzucenia tutaj, tak na zachętę, żebyście sam na sam spędzili chwil kilka na stronie: http://www.marclagrange.com   Artysta już nieżyjący, zginął tragicznie w wypadku samochodowym na Teneryfie, domykając swoje życie symboliczną datą 25 grudnia 2015. Co w kontekście jego dość prowokacyjnej i ostatniej serii "God Created Women" robi delikatne zwarcie.    Ale najpierw, tytułem wprowadzenia w nastrój:                          

Rnext

Rnext

Cele na wrzesień.

Co zamierzam osiągnąć we wrześniu?

   Bazując na moich poprzednich doświadczeniach nie chciałbym, żeby wprowadzane zmiany były zbyt nagłe i duże. W myśl tej zasady postanowiłem zacząć od mniejszych celów, a większe rozłożyć na dłuższy okres czasu. Tym samy chcę dociągnąć do końca pewne zmiany, które rozpocząłem już jakiś czas temu. Uzbierał się następująca lista:

1. Wstawać o 6:30 i kłaść się przed 23, a o 22:30 wyłączyć całą elektronikę i przeprowadzić wieczorny rytuał. (Obecnie jest to około 7:10-20. Czasem wcześniej, ale nie ma tu żadnej reguły).
2. Przeczytać 3 książki na temat zarządzania czasem i wprowadzanie zmian w swoim życiu. Są to książki, które już posiadam, acz nie zaszkodzi przeczytać ich jeszcze raz.
   -Zarządzanie czasem Izabela Krejca-Pawski
   -Ograć Nawyki Jadwiga Korzeniowska
   -Filozofia Kaizen Dr. Robert Maurer
3.Wprowadzenie w życie porannego rytuału (prawie mi się udało, ale po jakimś czasie zaprzestałem go wykonywać).
    -Poranna toaleta, golenie, poprawa fryzury, mycie zębów, gimnastyka (5-10minut), medytacja (5-15 minut. Czym wcześniej będę wstawał           tym troszkę dłuższa), a po śniadaniu przeczytać inspirujący artykuł, lub obejrzeć jakiś krótki wykład na YT o samorozwoju, lub o mojej               branży. Chciałbym w  tym miesiącu, by wyrabiać się ze  wszystkim przed godziną 7.
4. Wieczorny rytuał przed snem.
    -Gimnastyka, wieczorna toaleta, prysznic, mycie zębów, medytacja/modlitwa (15 minut) i do spania. Może wprowadzę inne elementy.                 Wszystko wyjdzie w praniu.
5.  Regularna nauka pewnych partii materiałów (nie za dużych). Byłoby fajnie jakby doszedł tu angielski i rosyjski, ale chcę to wprowadzać powoli.
6. Regularniejszy wysiłek fizyczny. 2x basen i 1x bieganie. Nie ma tu problemu, bo 2 razy w tygodniu już chodzę na basen. Gorzej z bieganiem. Chciałbym, żeby to były wyznaczone dni, a nie jak mnie najdzie ochota.
7. Ograniczenie słodkich napoi po przez dolewanie do nich wody i zmniejszanie racji. Ten cel będę najprawdopodobniej realizował bardzo długo.

Nazbierała się całkiem długa lista, ale realizację z większości celów rozpocząłem już jakiś czas temu. Jeżeli będą jakieś duże opóźnienia wprowadzaniu zmian, to część postanowień przerzucę na inne miesiące, lub wydłużę ich realizację. Jak lubi mawiać mój przyjaciel "Samorozwój, to nie wyścig, a długotrwały maraton".

Jak często będą pojawiać się wpisy?

   Oby jak najczęściej .Raporty chciałbym składać co tydzień. Może co dwa. W między czasie bardzo chętnie będę wrzucać moje przemyślenia, recenzje przeczytanych artykułów, książek itd. Tak jak pisałem w założeniach bloga chcę poprawić swoją systematyczność i umiejętności pisarskie, ponieważ w pewien sposób inspiruje mnie to rzemiosło i zawsze lubiłem pisać. Inna sprawa, czy ktokolwiek moje wypociny będzie czytać .

Czym się zajmę w ostatnim tygodniu sierpnia i pierwszym września?

  Będę starał się doprowadzić do wstawania o 6:50, lub 6:45 jeszcze zobaczymy jak tu będzie szło. Basen we wtorki i czwartki, ale tu nie będzie raczej większego problemu, bo bardzo polubiłem ten sport i chodzę regularnie już 2 razy w tygodniu na basen. Do tego jakaś krótką przebieżka 2km i ograniczenie cukru zacznę od pilnowania, żeby pić tylko 1,8L dziennie, a w drugim tygodniu będę mieszał całość w większej butelce z 1 szklanką wody, żeby przyzwyczaić się do smaku.

   Postaram się przeczytać Kaizen, bo to krótka przyjemna lektura. Teraz jak patrzę na tą dość długą listę, to pojawia się lekki niepokój, ale mam świadomość, że większość jest już wdrażana, a zmiany są i tak małe. Budzik będę codziennie cofał tylko o minutę, a resztę  rozbiję podobnie na małe kroczki.

Słowo końcowe.

Dopiero powoli sobie uświadamiam jak wielkie wyzwanie przede mną stoi, ale ono stało tam cały czas. Dopiero teraz podejmuję bardziej stanowcze kroki w celu realizacji swoich projektów i marzeń. Docenię wszelkie słowa pochwały jak i krytyki, na którą chyba najbardziej liczę, bo swoje błędy najtrudniej zauważyć.

Gromisek

Gromisek

×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.