Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Blogi

 

Wena twórcza Hippie

Witajcie. Cicho tu było przez długi czas, bo nie miałam weny by cokolwiek tu naskrobać . Ale powoli zbiera się na większy wpis, jednak muszę znaleźć więcej czasu i wytchnienia by go skonstruować.  Dzisiaj będzie kwieciście i twórczo. W końcu wiosna przyszła pełną parą więc i na tym blogu niech zakwitnie  :  Oto pozwólcie, że przedstawię wam moje zdjęcia robione telefonem mojej siostry. Przedsmak tego, czym chce później się zajmować w wolnych chwilach jak dorwę w końcu swój aparat (a jestem coraz bliżej zrealizowania tego celu):       Miłego dnia wszystkim życzę. I dużo słońca!  Do następnego!

Hippie

Hippie

 

Akt

"Zaznaczona, zaliczona, odhaczona, koperta, znaczek, zapakowana w szufladkę, taka sama, tyle mam." Jak zwał... Również nieskończony.  Weekend będę musiała przeznaczyć na inne sprawy więc te obrazy, które są nieskończone będą miały szansę wyschnąć. Też z tego powodu, że zacznę malować trochę pod inną publiczność i w innym celu. Weekend spędzę w sprzyjającym dla mnie otoczeniu więc znajdę wenę.  Chociaż z tą weną to tak różnie, zauważyłam u siebie pewną zależność, że jeżeli nie szukam inspiracji to mam ją zawsze, być może potrzeba inspiracji/ muza- jest wmówiona. Z pewnością te emocje związane z muzą potęgują uczucie weny, ale ono zawsze jest, tylko bodźce z zewnątrz nadają jakieś określenia temu uczuciu, a znacznie lepiej się tworzy bez tych określeń. Choć mogę się mylić.

Lalka

Lalka

 

Kumulacja zawodowego zawodu...

Witam wszystkich czytających moje wypociny.

Uprzedzę już na początku, że dzisiejszy wpis będzie jednocześnie wylaniem żalów i nerwów na - z mojego punktu widzenia - niesprawiedliwość tego świata i jego chwilami bezsensu w sferze życia zawodowego, gdyż ostatnie parę dni dało mi w tej materii nieźle po dupie. Przejdę do sedna:

Ostatnie parę dni pokazało mi bardzo doraźnie, jak ludzie uważający siebie samych za lepszych od innych, ze względu głównie na piastowane przez nich stanowisko w firmie, potrafią mieć głęboko w dupie i jasno pokazywać brak szacunku ludziom z ich punktu widzenia gorszym. Pierwsza zaczęła firma, w której jestem jeszcze zatrudniony (od marca 2015) - każda z osób posiada inną taktykę upodlania ludzi:

"Superwajzerka" - zaczęła pracę w tej firmie, kiedy ja jeszcze nie wiedziałem do czego służy penis oprócz sikania. Zaczynała od szeregowego stanowiska, skutecznie awansując po pewnym czasie do "ważnej" roli. Niestety będąc szeregową pracownicą, nie wykazywała objawów znajomości technicznej strony produkcji, czy też zdolności nauczenia się obsługi prostych maszyn na hali. Ten nieistotny szczegół nie przeszkodził jej jednak w robieniu kariery, gdyż potrafiła skutecznie podpie*dolić bliźniego swego, gdy zauważyła coś niepokojącego z jej punktu widzenia, lub też zrzucić winę na innego pracownika, gdy sama coś spie*doliła. To jest właśnie jej filozofia działania na obecnym stanowisku - świdruje temat do momentu, aż zgłaszający problem odpuści, albo obraca kota ogonem, aby wzbudzić w rozmówcy poczucie winy i też w końcu odpuścić. Jest również specjalistką od siania najgłupszych plotek na temat szeregowych pracowników, aby generować niepotrzebne konflikty między ludźmi. 



Tą panią x razy grzecznie informowałem/prosiłem/dawałem do zrozumienia, że jestem osobą z ambicjami, jak też z wykształceniem technicznym informatycznych co sprawia, że jestem w stanie bez problemu nauczyć się obsługi maszyn CNC na hali, jak też pojąć zasady ich programowania, jeżeli firma da mi taką możliwość rozwoju, do czego gorąco zachęcałem. Jak się domyślacie po przeczytaniu opisu tej osoby - gadka skuteczna jak rzucanie grochem o ścianę, miała to chyba nawet głębiej niż w dupie, choć oczywiście twierdziła, że będzie to miała na uwadze. 2 lata "mienia tego na uwadze", pomimo przypomnień moich - echo...

Menadżer - niedawno przyjęty na miejsce rezygnującej ze stanowiska poprzedniej menadżerki, zwany przeze mnie "panem przyjacielem chińskiego ludu". Człowiek, który zadziwiająco skutecznie tworzy wrażenie subtelnego i wyrozumiałego przyjaciela, służącego Ci radą oraz wsparciem w Twoich trudnych chwilach. Niestety, po bliższej obserwacji oraz posłuchaniu jego wypowiedzi, z pod kurtyny przyjaciela wyłania się obraz mającego w dupie sku*wiela, który tak naprawdę gardzi swoimi podwładnymi z uśmiechem na ustach, próbując z nich robić debili, choć ktoś w miarę sprytny wychwyci bezsens bzdur chwilami przez niego wygadywanymi bez większego trudu.

"Przyjacielowi wszystkich pracowników" też przypominałem o temacie moich możliwości na CNC, sugestiach że nie lubię stać w miejscu, że chcę się rozwijać w miejscu pracy, aby mieć motywację, cel do którego dążę. Zapisał coś w swoim zeszycie formatu A4, a mnie poinformował, że przy corocznym przeglądzie pracowników (taka forma oceny pracy wszystkich na koniec roku) - do tematu wrócimy. Był przegląd, menadżera ani śladu, jak również powrotu do istotnego dla mnie tematu. Nie omieszkałem również wtedy przypomnieć "superwajzerce", że dalej oczekuję ze strony firmy jakiegoś zaangażowania w moją sprawę. 

Minęły miesiące roku 2018, przyszła wiosna i w końcu na wyspy, a ja postanowiłem zmienić pracę, gdyż ciągła harówa na nocnej zmianie zaczęła być bardziej problemem, niż wygodą. Przespane całe dnie w tygodniu prawie, mało czasu na trening, rozwijanie się, naukę angielskiego w szkole, a i jeszcze trzeba się swoją kobietą zająć (you know what I mean) - "bateria" prawie cały czas na rezerwie, zero energii do życia. Burdel w firmie również nie nastrajał pozytywnie - wiecznie problemy z poprawnością specyfikacji produktu, niedokładność produkcji detalów do obróbki późniejszej, pretensje że mało robimy, choć robimy 2x więcej niż I zmiana, zwalanie winy na II i III zmianę za błędy I-szej - sporo tego. 

Znalazłem bardzo dobrze rokującą ofertę na stanowisko "Inżynier programowania laserów CNC", gdzie firma zapewnia na okres próby niezbędne szkolenia pod okiem mentora, więc doświadczenie nie jest ścisłym wymogiem. Od razu wziąłem się za napisanie profesjonalnej "CV-ki", wysłałem na podany adres mailowy. Błyskawiczna odpowiedź, która dała mi do zrozumienia, że firma jest bardzo podekscytowana możliwością zatrudnienia mnie, więc zapraszają na rozmowę kwalifikacyjną jak najszybciej. 

Od*ebałem się jak "szczur na otwarcie kanału", papiery do teczki i jedziemy. Rozmowa odbyła się w miłej atmosferze, choć ciężko było ukryć moje zmęczenie powodowane ciągłą pracą na nockach. Menadżer firmy był jednak bardzo wyrozumiały, stwierdzając że zna dobrze to uczucie, gdyż sam kiedyś długo pracował na nocnej zmianie. Rezultat rozmowy był pozytywny, skwitowali moje papiery z nutą zadowolenia, że mają dobrze aspirującego i ambitnego pretendenta na stanowisko programisty. Byłem absolutnie z nimi szczery, że oczywiście na początek muszę poznać ich oprogramowanie rzecz jasna, lecz kiedy to już zrobię, będę w stanie szybko zrozumieć jego najważniejsze funkcje i zacząć wydajnie pracować, gdyż będę miał cel i ambitnie do niego dążył, w przeciwieństwie do mojego jeszcze obecnego stanowiska pracy. Uścisk dłoni, wraz z informacją, że mam we wtorek spodziewać się telefonu z dalszymi szczegółami (rozmowa odbyła się w piątek).

Nadszedł wtorek, telefonu nie wyciszałem do końca, aby w razie czego odebrać, gdyby zadzwonił mój potencjalny nowy pracodawca. Nie zadzwonił. Nie zraziłem się jednak, tylko napisałem do osoby, która ogłoszenie wystawiła, dlaczego nie zadzwonili z firmy, skoro miałem informację aby oczekiwać na telefon dzisiaj. Jeżeli mnie odrzucili, to niech mi po prostu napisze - żebym nie oczekiwał nadaremnie. Dostałem przeprosiny wraz z informacją, że jutro się ze mną skontaktują na pewno - po prostu rozważają kogo gdzie przydzielić (było parę stanowisk do obsadzenia). 

Przy okazji poinformowałem w obecnej pracy menadżera, że jestem w trakcie rozmów o pracę z inną firmą, na znacznie lepsze stanowisko, więc prawdopodobnie zobaczy na swoim biurku w niedługim czasie wypowiedzenie. Zaczęła się rozmowa, przy której uprzedził mnie, żebym zwrócił uwagę na zarobki, gdyż może mi się ta zmiana nie kalkulować (myślałem, że jebnę ze śmiechu), jak również poprosił mnie, żebym przyszedł następnego dnia do jego biura, gdyż on będzie "wcześniej niż zwykle" (zwykle jest ok. 8 rano, ja kończę zawsze o 7), więc przedstawi mi alternatywne opcje, które przekonały by mnie może aby pozostać tutaj. Zapytał mnie jeszcze na odchodnym, gdzie do jakiej firmy aplikuję. Nie była to żadna tajemnica, więc mu powiedziałem (choć mam wrażenie, że postąpiłem w tym momencie jak idiota, gdy teraz o tym sobie pomyślę, ale o tym na końcu). 

Środa - czekam rano na menadżera, który podobno "miał być wcześniej", liderka ranki również potwierdza, że powinien już być w biurze. Nie ma... Zero informacji, zero czegokolwiek, po prostu sprawę olał. Więc nie czekając zbyt długo, a jedynie kwadrans po swojej nocce, zawinąłem swój spracowany tyłek i wróciłem do domu, ujęty troską i szacunkiem menadżera w stosunku do mojej osoby.

Telefon znów nie wyciszony "w razie W". Miałem przerywany sen z powodu ekscytacji nowym stanowiskiem pracy, które na mnie podobno czeka. Cholernie mi zależało na tej robocie, gdyż miałbym w końcu ambitne stanowisko wymagające nauki. Telefon jednak milczał, potwierdzając moje obawy, że "coś chyba kręcą, skoro nie zadzwonili wczoraj". Napisałem po raz kolejny do typa, nieco już wkurwiony, ale grzeczny (emocje podczas pisania odstawiłem na bok, choć już mnie korciło żeby podziękować za brak szacunku i robienie w ch*ja). "Ponownie nikt się nie odezwał pomimo informacji od Pana" Odczytał, lecz nic nie napisał...

Czwartek (10 maj) - wracam z roboty, już fest zirytowany, gdyż nie wiem co odpie*dala firma do której aplikuję, a mój menadżer swoim zachowaniem pokazał, w jak głębokim poszanowaniu mnie posiada. Dostałem odpowiedź na moje pytanie dnia poprzedniego: "Obawiam się że Twoja aplikacja została jednak odrzucona".



 Wpierw mi mówią, że szczegóły "otrzymam we wtorek telefonicznie", we wtorek mi mówią, że "w środę", a w czwartek dowiaduję się, że jednak "moja aplikacja została odrzucona" - tak nagle z dupy. Produkując ten wpis, furia już mi stopniowo opadła, ale moment po odczytaniu odpowiedzi miałem ochotę wyjść i przebiec sprintem wokół całego miasta, żeby wyładować to wkurwienie, które mnie zaatakowało po odczytaniu "dobrej nowiny". 

Nie, nie jestem wku*wiony o to, że jednak odrzucili moją aplikację - jestem wkurwiony o to, w jaki sposób to zrobili, gdyż dali mi złudne nadzieje, które przez chwilę spowodowały u mnie dosłownie stan niebotycznej euforii, aby mój upadek chyba bardziej zabolał na końcu. Pikanterii dodało zachowanie mojego obecnego menadżera, który zadziwiająco szybko olał dane przez siebie samego słowo, że przedstawi mi inne możliwości rozwoju w obecnej firmie. Odnoszę jakieś niepokojące wrażenie, że to właśnie jemu zawdzięczam odrzucenie aplikacji, gdyż wiedział gdzie aplikuję, więc dlaczego by na przykład nie miał zadzwonić i przekonać ich do odrzucenia mojej oferty, gadając wymyślone na poczekaniu bzdury na mój temat. Za dużo tu widzę "przypadków" następujących jeden po drugim, co dodatkowo nakręca we mnie spiralę wku*wienia - choć oczywiście tą teorię muszę wsadzić do katalogu "spiskowe", gdyż prawdziwej przyczyny odrzucenia aplikacji nigdy raczej nie poznam... Pytam gdzie tu jest odwzajemniony szacunek do mnie, do mojego czasu i starań? No ku*wa gdzie?! Dosłownie miałem wrażenie przez dłuższy moment, że zarówno mój menadżer, jak i kadrowiec z drugiej firmy, wspólnymi siłami się wysrali prosto na moją twarz, srając na moje starania, aspiracje, poświęcenie i szacunek wobec nich...

Ufff... Trochę mi ulżyło, jak wyrzuciłem to z siebie. Mam nadzieję, że w miarę miło Ci się to czytało drogi czytelniku. Pozdrawiam wszystkich cierpliwych, którzy doczytali do końca, nie rezygnując po drodze.

Ps. Wypowiedzenie i tak już mam wydrukowane, czeka z wpisaną dzisiejszą datą (10 Maj 2018) aby je położyć na biurku menadżera. Muszę się szybko i stanowczo odciąć od źródła stresu. To będzie test mojej silnej woli - czy jestem gotowy wyjść z tej "chu*owej ale stabilnej" strefy komfortu, bez mrugnięcia okiem i wyrzutów sumienia. 

 

Rick

Rick

 

Miłość do oleju w rytmie ska.

Już jakiś czas temu zakupiłam farby olejne dla odmiany, podstawowe kolory w zestawie po niskiej cenie- z ciekawości. Szkoda, że mam tyle akryli bo zdecydowanie rzucę się na oleje.  Mimo, że dłużej schną to dużo lepiej się łączą.  Dzisiaj zamiast nocki w pracy- skręciłam kostkę, zrobię nockę z olejami.  Wrzucam portret- nieskończony, przede mną długa noc w rytmie ska. Jestem na tyle niecierpliwa zawsze, że nie przykładam się w końcowej fazie bo chce już efekt końcowy, ale dziś będę staranna, za dużo frajdy sprawiają mi oleje i będę się tak bawić i bawić całą noc. Trochę muszę ratować się akrylem i tak bo nie mam tylu kolorów i to w takich ilościach.    

Lalka

Lalka

 

Pachnie maj i w duszy gra lekka muzyka

Poetycko z tytułem? Być może ale poza chwilami zdenerwowania na to co jest wokół mnie czuję się dobrze, świetnie. Dawno tak się nie czułem, nawet zmęczenie ma jakiś delikatny odcień satysfakcji. Forum jest miejscem niezwykle inspirującym i zachęcającym do działania, to trochę jak takie poranne ćwiczenia, które w długofalowym okresie przynoszą korzyści. Tu jednak nie zmieniamy ciała lecz umysł, który jest rzeczą o wiele ważniejszą od naszego "pojazdu" na planecie Ziemia, stąd na wstępie: dziękuję.   A teraz do rzeczy, pachnie maj, miesiąc mi szczególnie bliski z wielu powodów  mam nadzieję, że i w tym roku odciśnie na mnie swoje piętno w jakiś szczególny, nowy sposób. Majowe dni szczególnie zachęcają do dzielenia się swoja kreatywnością ze światem, stąd i ja miałem nieco weny nim się chwilowo przyblokowałem. Nie załamuję się tym, kwestia czasu. Przejdzie. Miałem okazję stworzyć pierwszy "obrazoszkic" za pomocą ołówka i kredek akwarelowych, wyszedł może nie jakoś super ale jak na pierwszy raz oceniam to na plus. Będę chciał dalej coś próbować w tym temacie. Trochę już czytałem, orientowałem się, może nawet pod koniec następnego tygodnia kupię jakieś farby do tych kredek .   A oprócz eksperymentu z akwarelą nadal robię swoje - szkicuje, w swój dziwnie - niedosycony sposób. Zawsze to jakiś styl a raczej jego namiastka. Czasem myślę, że przydałaby się jakaś odmiana, coś innego niż szkicowanie pań ale nie mam pomysłu, nie mam pomysłu - CO by to mogło być. Zwierzęta? No tak średnio. Mężczyźni? Widzę się codziennie w lustrze. No to może przyroda? Nie, to mnie nie pociąga, nie czuję tego. Martwa natura? Nie, nie, nie. Ktoś coś doradzi?   A tu efekt mojej ostatniej pracy:   Czy są tu osoby, które chciały by się rozwijać w tym temacie razem ze mną lub interesuje/podoba im się taki rodzaj twórczości? Mój klub czeka, chętnie zapełnie puste krzesełka 😆 Tymczasem ... życzę wszystkim miłego weekendu oraz serdecznie pozdrawiam.  
 

Lis.

Wczoraj i dziś: świeżo malowane, akrylem na kurtce jeansowej. Zostało mi tylko to wykończyć markerami olejnymi i poprawić żelazkiem. Chociaż powinnam to trochę jeszcze dopracować ale nie wiem czy mi się chce. 😛   Lepiej mi się tak maluje niż na płótnie. Kolor się tak nie wchłania jak w podobrazie.      

Lalka

Lalka

Podmiot?

Ostatnio też mnie frapuje jedna sprawa. Seksualizacja kobiet w przestrzeni publicznej. Często się również spotykam z przekonaniem mężczyzn, że wiązać się im nie opłaca, bo przecież seks jest tani i łatwo dostępny. Mam wrażenie, że to jest po prostu robienie z kobiecej seksualności towaru. Nie mówię tylko o prostytucji. To odrębny temat, tam zasady są proste. Nikt nie jest oszukiwany. Ale też jestem przeciwna od pewnego czasu. Wiem, hipokryzja jak z Warszawy do Himalajów. Ale to co się działo w moim zmieniło  moje postrzeganie. To po części, a po drugie właśnie przekonania ludzi z środowisk takich jak TRP, że przecież nie trzeba się wiązać, bo seks można kupić albo jeszcze lepiej niedługo przyjdą seks roboty i kobiety staną się zbędne. W krajach skandynawskich korzystanie z takich usług jest zabronione i myślę, że to jest dobre. Bo o ile te kobiety są pożądane jako usługi, to są pogardzane jako kobiety.    Ale nie na prostytucji chce się dziś skupić, ale na wszelkich układach typu friends and benefits. Na forum nie raz czytam wypowiedzi typu " potrzebuję kobiety, ale nie do związku, ale do seksu czy gdzieś czasem wyjść". Dla mnie to jest takie płytkie. Brać to co nam się podoba, gdzie nie musimy nic dać od siebie. Najgorsze jest to, że większość kobiet wchodząca w takie relacje liczy na coś więcej i potem czują się wykorzystane. Więc mój apel jest taki, żeby na wstępie mówić dokładnie czego chcecie i zaznaczyć, że choćby nie wiem jak miło by się Wam rozmawiało choćby seks był nie wiadomo jak nieziemski to się nie przerodzi w nic głębszego. Wiele kobiet na to liczy, że skoro jest fajnie, kobiety ( ach jak dobrze, że mnie to ominęło) się poprzez seks przywiązują. I jestem przekonana, że wiele takich układów kończy się złamanym sercem lub w najlepszym razie uczuciem oszukania.  A są przecież też przypadki, gdzie mężczyźni wprost kłamią tylko po to by dostać seks bez żadnych wyrzutów sumienia. Patrzenie na kobietę tylko jak na obiekt seksualny jest bardzo krzywdzące i wypacza wartości relacji damsko - męskich.    I ostatnio kwestia w tym temacie i mój dylemat. Seksualizacja kobiet w przestrzeni publicznej. Bilbordy, teledyski, reklamy telewizyjne, programy typu Kuba Wojewódzki, gdzie występują "wodzianki" czy udział kobiet w sporcie jako ozdobniki. W F1 zaczęli z tym walczyć, ale zostaje boks, żużel i pewnie wiele innych ( na sporcie akurat się mało znam). Jednocześnie aktywny udział kobiet w sporcie jest ograniczany. Kobiece drużyny piłkarskie są całkowicie pomijane, a w czasie meczów siatkarek robią zbliżenia na ich pośladki. To wszytko ma duży wpływ na postrzeganie kobiet. W oczach ludzi kobiety z tych reklam czy rozgrywek są ozdobami dla mężczyzn, z podmiotów stają się przedmiotami. Na tym opiera się tak zwana "kultura gwałtu", która istnieje i ma się dobrze, wbrew temu co niektórzy sądzą.  Więc z jedne strony jest krzywdzące postrzegania kobiet, instrumentalne podejście. Ale z drugiej przecież ktoś w tych reklamach występuję i nikt tych kobiet do tego nie zmusza, więc w przypadku zakazu wiele kobiet straciło by pracę. I pytanie co jest ważniejsze wizerunek publiczny kobiety i postaranie się o to, żeby wyeliminować z mas mediów obraz kobiety, która wyłącznie ładnie wygląda czy skupić się na prawach jednostek, które chcą być hostessami, modelkami, wodziankami. To jest rozkmina bardzo trudna do rozstrzygnięcia.    A zaczęło się od pewnego artykułu, który przeczytałam kilka dni temu. Traktował on o tym, że kobiety nie powinny być zatrudniane w budownictwie albo mniej zarabiać w tej branży. Nawet się z tym zgodziłam, bo przeciętna kobieta będzie mniej wydajna fizycznie od przeciętnego mężczyzny. I po dniu próbnym gdyby rzeczywiście tak było pracodawca dziękuję temu mniej wydajnemu i przyjmuję tego, który wykonał więcej pracy w tym samym czasie. To jest logiczne.  Ale zbulwersowało mnie coś innego. Do tego artykułu było dołączone zdjęcie kobiety, w kasku, wiertarką w dłoni i...samym biustonoszu i krótkich szortach. Czyli jaki wniosek? Do budownictwa się nie nadają, ale do rozbieranych sesji? Jak najbardziej!      Nic dziś nie zrobiłam oprócz zrobienia zakupów. Ale...może jutro coś ruszy?  A nie, jeszcze śmieci wyrzuciłam        Nie będę grzeczna,
I nie będę taka jak ty chcesz
Nie będę miła
I nie będę wcale ładna też
Nie będę leżeć 
I tylko pachnieć jak majowy deszcz      

Sara

Sara

Dr Jekyll i Miss Hyde?

Dziś o temacie nurtującym mnie od wielu miesięcy. Zdaję sobie sprawę, że TO miejsce nie jest najlepsze do rozważań tego typu, bo większość ludzi tu obecnych jest w tej kwestii jednostronnych. Ale środowiska feministyczne też. I stąd moja zagwozdka. Jestem pomiędzy dwoma różnymi stanowiskami. I poszukuję złotego środka. Jak spełniać się jako kobieta i jednocześnie zachować swoją dumę.    Jak połączyć dwie wydawało by się sprzeczne natury? Jak dojść do porządku sama ze sobą?  Jak zaakceptować to, że natura jest przeciw dumie i ambicji?    O tym właśnie postaram się napisać. Wątpię, żebym kiedykolwiek znalazła odpowiedzi na te pytania. Ale, że te myśli u mnie ostatnio dominują to chcę o tym napisać, trochę się od tego uwolnić.  Czasem wydaję mi się, że chciałabym się jednej z niej pozbyć. Pytanie która jest tą prawdziwą mną, tym dobrym dr Jekyllem, a która potworem, którego przypadkowo stworzyłam? A może to błędna analogia? Może obie są dobre? Może taka po prostu jestem?  Tylko dlaczego mnie wręcz rozrywają od środka emocje? Dlaczego dochodzi do tego, że jedynym ukojeniem jest kieliszek albo krzywdzenie swojej ręki nożem? Czuję się jak głupia gimnazjalistka. Ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Ukojenie daję właśnie masturbacja, ale to jest chwila. Wtedy moje rozterki znikają, bo jedna strona mnie znika. Ta druga staje się silniejsza, bo wręcz wtedy czerpię satysfakcję z tego co wkurzało tą drugą. Brzmi pokrętnie wiem. Przykład? Brak równouprawnienia. Niedawno korespondowałam tu z jednym panem, który twierdził, że kobieta ma być podporządkowana mężczyźnie. Mojej głowie, logice i poglądom się to wydaje idiotyczne. Bo racjonalnie jest. Kobiety nie są w niczym gorsze od mężczyzn, ale...No właśnie. Seksulanie to na mnie działa, nie potrafię wyjaśnić czemu. Można by to tłumaczyć uległością seksualną, ale dlaczego w takim razie nie podnieca mnie uległość wyłącznie w łóżku? Kiedyś tak było i już naprawdę wolałam te gang - bangi  Bo od jakiegoś czasu po prostu zaczęło mnie podniecać to wszystko co sprawia, że dostaję białej gorączki. I to nie jest normalne, nawet jak na moje standardy.   Proszę pomińmy temat mojej przeszłości. Wiem, że dla Was się nie zmieniłam, ale tu w ogóle nie chce poruszać tej kwestii.  Z jednej strony często "fantazjuję" o tym, żeby mieć inteligentnego, opiekuńczego dominującego faceta z zasadami. Który byłby osobą decyzyjną, stanowczą, żeby dobrze zarabiał, żebym ja nie musiała. Coś mnie pociąga w życiu kury domowej ( choć wiadomo jak mi ktoś powie, że powinnam taka być, to się we mnie gotuje), mieć dzieci ( choć nic mnie tak nie przeraża jak poród). To wydaje mi się bardziej naturalne. Z jednej strony logiczne, ale nie do końca sprawiedliwe.  Całe życie ( łącznie z dzieciństwem) nie dałam sobą kierować, musiałam stawiać na swoim, a w kwestiach damsko - męskich kręciło mnie odkąd pamiętam  co innego. Nawet feminizm tego do końca nie zmienił...    Strasznie to wszystko skomplikowane. Napewno nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że tak powinno być zawsze. Że kobieta ma ulegać, uważam, że to kwestia osobistych preferencji. Bo kobiety są różne, tak jak mężczyźni. Ciekawe jest to, że żadne przytyki w moją osobę nie bolą i nie denerwują mnie tak jak te w moją  płeć. Nie jesteśmy mniej inteligentne, gorsze czy nie musimy być podległe mężczyznom. Możemy być niezależne i dać sobie radę...ale ja nie chce. Chce to traktować jak mój wybór. I mimo, że wiem że tak nie jest chciałabym, żeby czasem mnie tak traktował. Ale uważam, że dlatego że chcę faceta ode mnie inteligentniejszego, zaradniejszego ( to akurat nie będzie trudne), pewnego siebie, opiekuńczego i dobrze zarabiającego. I, że to on jest taki, a nie że cała męska płeć jest lepsza od żeńskiej, bo to nieprawda. Jak mogę to próbuję sobie poukładać w głowie. Ale czasem się nie daje. Bo często jest tak, że wiem, że część mnie czegoś chce, a druga część tak bardzo nie chce chcieć.   Ona chce udowadniać. Udowadniać, że mogę być niezależna, że nie potrzebuję mężczyzn, a napewno żaden mężczyzna nie będzie mi mówił co mam robić! Ale wiem, że będę nieszczęśliwa... Albo raczej niespełniona. I albo będę niespełniona albo z urażoną dumą ( bo tak jak przyznać się do błędu, bardzo nie w moim stylu).    Śmieszy mnie też to, że odkąd zostałam feministką od czasu fantazjuję, że poznam faceta, który mnie z tego feminizmu "wyleczy". Kurde. To za dużo jak na jedną głowę. Bo wiem, że feminizm jest słuszny. O tym co jest w nim słusznego dla mnie, opiszę innym razem.    Ale jak ktoś mi kiedyś uszczypliwie powiedział, ze mimo że feminiści chodzący razem z kobietami na marsze są dla mnie cudownymi ludźmi to jako mężczyźni na mnie nie działają, a działają ludzie całkiem inni. Wiem, że to natura i tak dalej, ale jako inteligentny człowiek powinnam potrafić stawiać to co logiczne nad to co czysto biologiczne.    Często myślę, ze rozwiązaniem byłoby społecznie nadal być feministką, ale jak spotkam odpowiedniego mężczyznę to... dać się "ułożyć".  Oczywiście pisząc te słowa z czuję jednocześnie wewnętrzny bunt, ale i rodzaj podniecenia. Chyba za dużo myślę.        A co u mnie poza dziwnymi rozkminami? Okres, więc umieram w łożku. Nie chcę się truć proszkami, bo na mnie zwykła no-spa nie działa i muszę mieć proszki na receptę. Więc póki nie konam wolę się powstrzymać. No niesprawiedliwe to jest! Mężczyźni nie mają tego i jeszcze narzekają! Wstydzilibyście się!  Generalnie narzekania na naturę to mój konik. Bo to przez nią wszystko jest takie nie fair.    Paradoksalnie mimo okresu schudłam 1,5 kg przez 2 dni. Ograniczone fundusze jednak mają swoje plusy.    Jak się zdrzemnę to muszę coś zrobić, bo tu już śmierdzi, śmieci trzeba wyrzucić i gary umyć xD  I coś się pouczyć. Ale wszystko zależy w jakim emocjonalnym stanie będę. A tego się nigdy nie wie.    To tyle na dziś. 6 rano - może się uda zasnąć.      Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie tym straszniejsze i piękniejsze jest;
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć          

Sara

Sara

Początek.

Dobra, zaczęłam się ogarniać, Przed spaniem rozkładać łóżko, rano składać. Trochę posprzątałam, ale jeszcze sporo zostało do ogarnięcia, ale do końca weekendu chcę to ogarnąć do końca. I wprowadzić w miarę zdrową dietę, bo samo ograniczenie kalorii przy jednoczesnym wpierdzielaniu białych bułek chyba nie było dobrym pomyłem. Chcę eliminować jak najwięcej produktów pochodzenia zwierzęcego. Mięso już dawno poszło w odstawkę, teraz zamieniłam mleko na roślinne, ale jajek ekologicznych nie mogę sobie odmówić. Nie wiem jak prawie rok kiedyś udało mi się być weganką.    Nie wiem co z uczelnią, szansa na zaliczenie roku są minimalne, ale chyba spróbuję powalczyć, ten ostatni miesiąc. Tylko znów się przestawiłam, już prawie świta.    No i to uzależnienie od masturbacji. Dziś zaliczyłam 4 orgazmy. To nie jest, że robię to, żeby było mi przyjemnie. Ale po to, by pozbyć się tego napięcia. A ono się pojawia, nie z powodów czysto seksualnych, ale światopoglądowych. To co mnie najbardziej denerwuje, wpędza w depresje, sprawia że mam rządze krwi wyzwala we mnie jakieś dziwne instynkty. Nie ogarniam tego, Do tego wrócę w przyszłości. Bo to też powód dlaczego piszę tego bloga właśnie tutaj.  Pójdę z tym do jakiegoś seksuologa, ale póki nie mam takiej możliwości będę swoje przemyślenia i frustracje wylewała tutaj.    Idę, spróbuję zasnąć, żeby nie obudzić się jutro znów koło 15 - tej.   Nie ma wiele gorszych rzeczy od spóźniającego się okresu. Auua. 

Sara

Sara

 

Koteł.

Musiałam trochę obciąć. Farby świecące w ciemnościach. Format 50x60, akryl, szpachle, pędzle i markery olejne. Jak się zbiorę to pojadę w niedzielę malować w terenie. Zobaczę co z tego wyjdzie.  

Lalka

Lalka

 

Przebranżawianie Tematyki

Witajcie!  Dzisiaj będzie króciutko i na temat     Zmieniam tematykę bloga z dawkowania wiedzy na osobiste przeżycia,Ludologię,Historię Sportu,Recenzje Gier oraz Filmów Dlaczego? Nie wiedziałem od czego zacząć    Dlatego zmieniam tematykę bloga.      Pozdrawiam!  

Zupa15

Zupa15

 

Wzorzec ojca

Podsumowania z przemyśleń nad rolą ojca.

Horyzontalny cel i rola :  Przygotować dziecko do samodzielnego życia, do opuszczenia gniazda w sposób naturalny, z ochotą, pewnością siebie i przekonaniem, że posiada się wszelkie umiejętności i wiedzę by stawić czoła wyzwaniom.    W realizacji tego celu kieruję się zasadami (kolejność spontaniczna):    Być wzorem, przykładem i przewodnikiem, a nie tyranem, czy mędrkującym teoretykiem (lub co gorsza manipulatorem i hipokrytą). Dawać wsparcie i przestrzeń do podejmowania prób, eksperymentów, inicjatyw. Nie wzbudzać negatywnych uczuć takich jak: poczucie winy, wstyd ("zawiodłeś mnie", "rozczarowałeś mnie", "przez Ciebie ...." , itp ). Nie odtrącać. Zawsze kochać, a nie tylko za efekty i podporządkowanie.  Sprawiedliwie oceniać i rozliczać działania i zachowania a nie osobę (to, że zrobiłeś to czy tamto nie oznacza że jesteś zły, głupi, gorszy, itp.) Być fair - nie manipulować i nie dać sobą manipulować - pokazywać szkodliwość takich zachowań. Tłumaczyć i rozmawiać o: emocjach, uczuciach, komunikacji, myśleniu, umyśle, sercu, itp. w sposób otwarty, naturalny, w kontekście doświadczeń. Zapewniać dobrą atmosferę i nie projektować własnych negatywnych emocji na dzieci (nie odreagowywać). Ale tez nie rozpieszczać - wymagać: wywiązywania się z umów, rozwiązywania problemów i nie unikania trudnych rozmów. Jednocześnie pozwolić na swobodne wyrażanie i uwalnianie emocji, nie duszenie ich, nie wypieranie, nie wstydzenie się, nie czucie się winnym za nie - niech się wytelepie z emocji, spokojnie przeczekać a potem porozmawiać o tym co się wydarzyło. Dbać o harmonię i balans pomiędzy zabawą obowiązkami, czasem wspólnym i własnym. Wpajać poczucie przyjemności z wysiłku w dążeniu do celów. Uświadomić zagrożenia wszelkich uzależnień. Nauczyć dystansu do strachu przed porażką / oceną innych. Nauczyć jak wykorzystywać doświadczenia porażki. Wpoić zdrowy egoizm (Zapoznać ze schematami przyjmowania ról: ratownika, ofiary i tyrana.) Wpoić przekonanie o własnej kompletności i szczęściu, miłości własnej i istotności kontaktu ze Sobą. Obalać mity "dwóch połówek" i inne białorycerskie schematy. Nauczyć odpowiedzialności za własny dobrostan. Nie oczekiwać że dziecko się odwdzięczy, bezinteresowna postawa ale z zachowaniem własnych granic.     Oczywiście to wszystko bezwysiłkowo i z piosenką na ustach.                     

Szkaradny

Szkaradny

 

Chłopak nie ściana & autoekspresja autora

Część I wpisu   Idąc w bliżej nieokreślonym kierunku po mieście zdarzyło mi się usłyszeć tytułowe "chłopak nie ściana", co wywołało we mnie falę różnych emocji. Od zażenowania poprzez złość, kończąc na smutku i niedowierzaniu własnym uszom. Trochę żałuję, że to nie był film, bo chciałbym odtworzyć tę scenę jeszcze kilka razy aby się z tym oswoić i przestać kręcić głową. Panowie, kurwa jakie to jest.. słabe. O ile to wyrażenie pada w kontekście "heheszków" i w luźnej atmosferze, to jedno ale jeśli ktoś, z pełną świadomością wymawia te słowa, to powinien się puknąć w łeb, a potem jeszcze dwa razy, żeby zapamiętać. Dlaczego to mnie tak bardzo uderzyło?
Wiemy wszyscy, którzy są zarejestrowani na forum oraz wszyscy, którzy regularnie je czytają, że takim zachowaniem, my jako mężczyźni sami podcinamy gałąź na której siedzimy. Z uporem maniaka stado białorycerzy oraz stado mężczyzn, którym nie przeszkadza kompletnie to, że kobieta jest zajęta podcina gałąź, podcina i podcina, aż w końcu..     Wracając jednak do wyrażenia, to czyż ono samo w sobie nie jest dwukrotnie upadlające? Raz, dla autora owych słów (które są zresztą mega białorycerskie, trochę też puasowskie), drugi raz dla jego gloryfikacji seksu oraz kobiet, co przekłada nad inne wartości. I nie chcę tu się zagłębiać w temat wartości, bo wiadomo, że te każdy ma nieco inne ale pragnę zwrócić uwagę, że będziemy mieć ciągle jako płeć pod górkę, jeśli takie zachowania nie będą piętnowane. Tak bardzo chcesz seksu? Są prostytutki, jest masa dziewczyn, które lubią seks, po prostu, sam seks, bez żadnych związków, inni mogą się zabrać za fwb ale po co ruszasz zajęte? Nie wiedziałeś, że jest zajęta? Ok, nie ma tematu, jeśli jednak wiedziałeś i mimo to podbijałeś do takiej damy w jasno określonym celu, to działasz na szkodę swoich braci. Jeszcze pół biedy, jeśli to jest jakaś dziewczyna, której faceta nie znasz (choć w moim odczuciu obie opcje są odrzucające) ale w sytuacji, gdy podbijasz do kobiety swojego kolegi, przyjaciela. Nóż się w kieszeni otwiera.   Przypominam, że jeśli ktoś się poczuł tymi słowami urażony, to przykro mi bardzo ale takie jest moje zdanie na ten temat. Nie chcę nikogo pouczać, nie chcę moralizować, bo nie jestem żadnym guru ani autorytetem w tej kwestii (choć akurat autorytety w kwestiach moralnych bardzo często mają sporo za uszami - np: KK, wybaczcie tą złośliwość :>) ani nie chcę wyjść na hipokrytę. Życie pisze różne scenariusze ale wg mnie po to mamy główkę, żeby się nią kierować a nie tym co mamy w spodniach, a przynajmniej usilnie się starajmy, by myśleć tą właściwą główką.   Część II wpisu   Tyle w temacie kobiet, związków, etc a teraz przejdźmy do mojego pierdololo o szkicach . Zakochałem się. Tak, idzie wiosna a więc i ja oddałem się owym uczuciom płodzenia, wyrażania swoich emocji, poprzez posuwiste ruchy, szybkie, wolne, energiczne czy melancholijne. Ruchy ołówka na kartce oczywiście . A moje zakochanie dotyczy właśnie ołówków. Znalazłem pewne ołówki, które no po prostu mi się podobają, jeszcze nie potrafię wykrzesać z nich wszelkich możliwości ale to co już umiem zaczyna mnie inspirować do dalszego działania.   Takie amatorskie odkrywanie pasji po swojemu, uczenie się na błędach i wyciąganie wniosków ma swój urok. Moim zdaniem, może nawet dlatego, że jest amatorskie, może ukazać nam się bliższe, bez tej całej technicznej otoczki. Trochę niedoskonałe ale w sumie dzięki tym niedoskonałościom oryginalne i wyjątkowe. Chyba dlatego podobają mi się stare utwory zespołu Coma. Do rzeczy, oto co wczoraj udało mi się wykrzesać dzięki ołówkom (tak, znowu jest to pani i będę je dalej rysować, dopóki nie osiągnę zadowalającego mnie poziomu w tej sprawie):     Powstało tego ciut więcej ale nie chcę z pewnych względów pokazywać wszystkiego :> a z każdego z ostatnio powstałych jestem zadowolony. Mam nadzieję, że i Wam się podobał mój kolejny wpis a może i szkic. Wiosna wreszcie, korzystajcie . Do kolejnego!

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Trafalgar.

Stworzyłam coś nowego, to wrzucam.     Kupiłam farby fluorescencyjne. Musiałam się pobawić.  Akryl na płótnie, 60x90. Dzisiaj temat był określony. To będzie weekend ze szpachlą. No, a co do tych farb to jestem ciekawa, bo zrobiłam nimi kontury tych stateczków i może będą w ciemności świecić. Sprawdziłam je na innym obrazie, zrobiłam samo tło póki co, ale już się świeci.  

Lalka

Lalka

 

Moje zmiany przekonań i schematów cz. 2

Oto kolejna seria zmian:

1. Samodzielność    Kiedyś: Miałem schemat, że ktoś mi wytycza drogę, miejsce w szeregu, zadania - różne były to kierunki: nauczyciel, rodzic, żona, grupa rówieśników, wpisanie w role społeczne. Czyli duży rozwinięty mechanizm dostosowawczy z przekonaniem, że tak trzeba, że ktoś też zadba o mnie i zauważy mój trud, doceni. Jak rodziła się we mnie jakaś inicjatywa własna to i tak podświadomie szukałem wspólnika lub lidera.    Dziś:  Nie wypieram się "życia w stadzie", ale inaczej patrzę na swoją drogę. Widzę i wierzę, że żyję sam i przeżywam 100% czasu ze sobą. Nikt nie jest w stanie wczuć się we mnie, ani zrozumieć ani poprowadzić dalej (już trochę o tym wspominałem przy odpowiedzialności i podejmowaniu decyzji). Ostatecznie irracjonalne jest oczekiwanie, że ktoś będzie trzymał ster mojego statku i ja będę zadowolony - nie będę - cała frajda w tym by trzymać ten ster. Morze i siły natury zrobią pewnie co zechcą z tą łajbą - to ich rola - moja rola trzymać ster. Rola zewnętrznego lidera i mentora w moim życiu jest bardzo ważna. W ostatnim czasie pojawiło się kilku nowych i stali się bardzo ważni i wpływowi. Ale ich zadanie w pewnym momencie kończy się. Mentor/guru jest ważny na początku drogi potem trzeba odrzucić wszystkie autorytety, przestać szukać rady i rozgrywać życie na własną rękę.  Bez takiej postawy mocno się unieszczęśliwiam.     2. Zdrowe ciało / choroby   Kiedyś: Żyłem przekonaniem, że nie mam znikomy wpływu na to czy zachoruję czy nie. Uwarunkowałem to od biologicznych cech, które są stałe i decydują o kondycji ciała.   Dziś:  Znacząca zmiana w przekonaniach. Obecnie uważam, że większość schorzeń i chorób to konsekwencja dwóch rzeczy trwania w negatywnych emocjach i diety. Odczułem sam na sobie, że trwanie w negatywnych schematach generuje wiele negatywnych emocji i stresu(strachu) jeśli nic z tym nie robimy, jeśli to utrwalamy to w końcu objawia się w ciele. Nowe przekonanie: choroba zaczyna się od myśli. Przywiązanie do myśli i przekonań, które nas dołują to okropne obciążenie, najpierw dla umysłu, potem dla ciała. Źródłem tego wszystkiego jest zaniedbanie duszy, która ma władzę nad podświadomością i z wielką siłą wzbudza emocje - to jest jak żywioł - jeśli ulegniemy to nas fala zmiecie i nie wiadomo kiedy i gdzie wyrzuci.  Trzeba słuchać i akceptować emocje, szukać zrozumienia co je wywołuje i dlaczego. To mogę nazwać kontaktem z samym Sobą świadomość <=> podświadomość. Będzie kontakt, będzie współpraca i zdrowie :).   3. Pokój i dobrobyt na świecie

Kiedyś: Żyłem w dualizmie : dobre/złe - ktoś jest dobry, ktoś zły. Trzeba bić i zwalczać złego - a ja pozostaję wtedy dobry. Tak zwana wojna o pokój. Jak już wybije się wszystkich złych to będzie dobrze, kraina wiecznej szczęśliwości.   Dziś: Wszelkie koncepcje piękne są w teorii : socjalizm, kapitalizm, religie, demokracje i mądrzy i sprawiedliwi królowie. Szukanie modeli pełnych założeń i życzeń w nadzieji na spokój i bezpieczeństwo. Już w to nie wierzę, nie słucham, nie dyskutuję i nie tracę enerii na rzeczy na które nie mam wpływu. Uważam, że ponad wszelkie deklaracje, moralność, czy kulturowe czy tradycyjne wartości i tak rządzą człowiekiem siły natury, przy których jest ziarnkiem piasku na pustyni, a poza tym tych praw natury nie zna. Można rozwijać się i je poznawać, zdobywać świadomość i wtedy żyć w zgodzie z nimi. Ludzie od zawsze ulegali siłom swojego cienia - pożądaniu władzy i bogactwa, zasobów, bezpieczeństwa. Gdy pojawia się strach - zmieniają się w zwierzęta. Nie jest to reguła, ale efekt tłumu gromady, wobec której mniejszość świadomych jednostek jest na straconej pozycji. Owszem jeśli bym miał realny wpływ, stanowisko władcze, to robiłbym wszystko by utrzymać pokój. Wielu próbowało, ale ostatecznie co jakiś czas okazuje się że ludzkość musi upuścić sobie trochę krwi. Dyktatury, rewolucje, wojny i krucjaty, wszystko to nakręcane strachem, zagrożeniem przed obcym, innym wybija jak woda pod ciśnieniem. Miłość i pokój ? Tak !  Ale nie można tego komuś narzucić i wymagać i z automatu rezygnujemy z tego sami, stając do walki, a to niczego nie zmienia i nakręca zbrodnie. Walczymy tylko o etykietkę "ten dobry".     4. Patriotyzm    Kiedyś: Byłem mocniej zorientowany na ideologię patriotyczną, narodowy patos. Może to mi podchodziło pod romantyczny obraz bohater / męczennik - tak jak to Polska często jest personifikowana.      Dziś: Duma z tego, że jestem Polakiem to jakieś nieporozumienie. Nieuprawnione przypisywanie sobie cech  (głównie zalet ) innych osób tylko dlatego że mieszkają na tym samym terenie i gadają tym samym językiem. Przynależność do grupy jest potrzebą mocną, ale często to proteza tożsamości osobistej. Najpierw własna wartość i świadomość, potem społeczna i historyczna i w tej kolejności spięcie i zadęcie narodowe przestaje być destrukcyjne.      5. Racja / Prawda   Kiedyś: Miałem tak mocne przekonanie, że istnieje obiektywna prawda, że mocno się męczyłem próbując do niej dotrzeć i dręczyłem siebie samego, że nie potrafię do niej dotrzeć. To mi dostarczało ciągłego napięcia i lęku, że nie znam prawdy, że błądzę.     Dziś:  Dziś spokojnie znoszę świadomość, że nie znam prawdy, że jedynie mogę opierać się na własnym doświadczeniu i wiedzy. Że jestem w ciągłym procesie rozwoju, poznawania Siebie i życia. Uważam, że największy wpływ na poznanie prawdy mam właśnie Ja - ponieważ "prawda" to moja kreacja, dynamiczny obraz, który sam tworzę. Możliwe, że jest jakaś prawda ostateczna, obiektywna, ale nie wiem nic o tym i nie dręczę tym pytaniem. Liczę jedynie że przez swoją aktywność, chęć poznania, otwartość i odwagę - zbliżam się do jej poznania, do oświecenia.  Zdaję sobie sprawę, że ogranicza mnie moje perspektywa i percepcja, umysł. Im dłużej pracuje nad kontaktem ze Sobą tym łatwiej odpuszczam innym ich inność, ignorancję, błędy, itp. Przestaję mieć oczekiwania, że będą się ze mną zgadzać. Rozumiem, że każdy postępuje optymalnie w zależności od swojej świadomości. Przyjmuje jakieś założenia i idzie z nimi w życie, które je weryfikuje. Jeśli jest się otwartym to uczymy się i odczuwamy ostatecznie wdzięczność za lekcje, jeśli nie przyjmujemy lekcji i nie akceptujemy świata - to brniemy w ciemność, cierpienie i korkociągiem pakujemy się w niższe stany. Racja? Każdy ją ma! Tak można szybko skończyć jałowe sprzeczki, których więcej jest niż otwartych owocnych dyskusji. Ktoś Cię wkurwia, obraża, zdradza, okłamuje ?? Powiedz mu "Masz rację" . Daje to wolność, w końcu też chcę, aby robić to co chcę.
    6. Skarb 

Kiedyś: Wiele lat w tzw. Matrixie owocowało rozczarowaniami z powodu iluzji sukcesu, bogactwa, posiadania itp. Ciągle coś było "przed", jakiś warunek do spełnienia, żeby czuć się dobrze, dostać mityczne szczęście. To były dziesiątki, setki, tysiące - sznurków które targały mną i nie pozwalały dojść do celu. Ich mnogość sprawiała, że w końcu jakikolwiek ruch był często niemożliwy, kosztował zbyt dużo energii, a nic nie osiągał. To już był kokon, ciasny kokon, więzienie i pułapka.    Dziś: Skarbem moim jest cudowne uczucie wolności i odkrywania i uwalniania się od takich sznurków, nitek, więzi. Kiedyś się mocno bałem, że coś stracę, coś zepsuję, doznam krzywdy gdy pozbędę się swoich przekonań, swoich "prawd", pragnień, osób. Rządził strach przed stratą - niszczący radość z tego co jest, z życia, z bycia, z czucia, z decydowania, z kierowania uwagi tam gdzie podpowiada mi intuicja. Nie mając świadomości i tożsamości łapałem i trzymałem wszystko co mi "wpadło" do życia. Było duże przejęcie, ale jednocześnie strach i bierność.  Dziś cieszę się ze zrozumienia i kontaktu ze sobą. Ogarnia mnie spokój, ale i dociera to czego wiedzieć nie chciałem. 
Dziwnie się czuję z poczucia szczęścia, które bazuje na świadomości, że jestem "nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi"   Paradoks.            

Szkaradny

Szkaradny

 

Pamiętnik nadawcy 27/03/2018

Drogi pamiętniku, zacząłem "streamować" jakieś ponad 2 miesiące temu, mając naprawdę dość optymistyczne jak na mnie wizję przyszłego mojego przyszłego kanału. Zakupiłem sprzęt niezbędny, zapoznałem się z oprogramowaniem, ogarnąłem łącze internetowe i tak się zaczęło... 
  Pierwsze transmisje miały z wiadomej przyczyny widzów praktycznie zero, z ewentualnym przypadkowym wejściem osób, które zabłądziły w poszukiwaniu innego kanału, bądź też po prostu były ciekawe przez pierwsze 60 sekund, po czym uznali kanał za zwyczajnie zbyt amatorski/nudny/itp. 
  Jednak po pewnym czasie zauważyłem, że trend mojego kanału nie ma tendencji do zmian. Średnia widzów zero, a jeżeli w czasie transmisji jest jeden widz i jeszcze pisze na czacie - mogę śmiało powiedzieć o "wielkim" sukcesie.  Postanowiłem więc reaktywować mój kanał na Youtube i wrzucać tam moje transmisje, aby nieco zwiększyć "zasięgi". Zacząłem każdą transmisję eksportować, aby każdy to chce, miał możliwość obejrzenia sobie powtórki, może ewentualnie też widz by się przekonał do oglądania moich transmisji. Okazało się również, że jakość moich streamów nie powala, pomimo rozdzielczości full HD (1080p), ze względu na dość słabe łącze (prędkość wysyłania dość daremna jak na obecne czasy). Długo pracowałem nad rozwiązaniem tego problemu, włącznie z poszukiwaniem szybszej oferty innego operatora - niestety daremnie, gdyż w wiosce gdzie mieszkam nie ma fizycznej możliwości na szybsze łącze niż te, które obecnie posiadam. Takie uroki życia w zadupiu brytyjskim.
  W międzyczasie, aby jeszcze bardziej kanał uatrakcyjnić, powrzucałem parę dodatkowych funkcji, jak też zrobiłem pierwsze dość myślę przyjemne intro kanału, które leci na samym początku transmisji. Z jakością obrazu problem rozwiązałem, skalując rozdzielość do 720p, dzięki czemu obraz przestał być tak "kwadratowy" miejscami, a małe rozmycie i tak wygląda znacznie lepiej niż kompresja obrazu, która miała miejsce przed wprowadzeniem tego rozwiązania.  Technicznie więc rozwiązałem metodą prób i błędów sporo bolączek początkującego nadawcy, pomagają mi również te transmisje otworzyć się nieco do obcych ludzi, jednak mam wrażenie, że stanąłem w martwym punkcie, jeżeli chodzi o sposób na zachęcenie widzów do oglądania. 
  Nie jestem wysokobudżetowym kucem/nerdem/gimbazjuszem, nie sram na transmisji do durszlaka, ani nie leję mojej kobiety po mordzie - po prostu gram i w czasie tej gry komentuje jej aspekty, błędy, jak również staram się (o ile ktoś wejdzie na czata) poruszać z widzami różne losowe tematy życia codziennego i nie tylko. Jednak to widocznie jest za mało - prawie kwartał transmisji, a średnia stoi w miejscu, obserwuje mnie 7 użytkowników na Twitchu, z czego aktywnie ogląda jeden (nie wiem czy bardziej z litości, czy rzeczywiście lubi mój kanał). 
  Zaczyna mi brakować motywacji do dalszego transmitowania czegokolwiek, gdyż czuję się chwilami jak zdesperowany debil gadający sam do siebie na żywo. Gram, jest niby fajnie, ale uczucie siedzące w moim racjonalnym umyśle często mówi mi - "marnujesz człowieku czas". Robię coś źle, albo powinienem robić coś jeszcze - problem w tym, że nie mam za bardzo skąd czerpać niezbędnej wiedzy - nikt nie sprzeda swojej recepty na sukces, gdyż nie będzie na własne życzenie tworzył sobie konkurencji - takie prawa rynku prawda? 
  Jeszcze się nie poddałem, szkoda by było jebnąć projekt, dla którego poświęciłem już prawie 3 miesiące swojego życia. Muszę coś zmienić, spróbować od innej strony. Póki mam resztki motywacji, będę szukał vademecum na te problemy - to swojego rodzaju próba sił: albo się poddam, albo znajdę rozwiązanie dla tych problemów. 
  Działam i analizuję niczym komputer, jestem bitem - mogę być "zerem", albo "jedynką". W systemie binarnym nie ma nic pomiędzy, półśrodka...

Rick

Rick

 

Reorganizacja bloga + szkic again

Cześć, Miło powrócić do dodania wpisu po krótkiej przerwie :> Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że pierwsze co rzuciło mi się w oczy a co wcześniej nie zwróciło mojej uwagi to.. bałagan. Bałagan na moim blogu, bo ten blog jest i o wszystkim i o niczym tak naprawdę ale fajnie by było, gdybym zaczął go nieco "porządkować", co już wcześniej zaczynałem robić. Co o tym myślicie?   Kolejna kwestia - szkicowanie. Krótko wspomnę na początku, że zmieniłem pracę, przez co mam mniej czasu nie tylko na obowiązki moderatorskie ale również na spełnianie się w pasji. W każdym razie, nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia, gdy mam wolny czas - siadam i próbuję i próbuję. I tak w kółko, coś jak w kulturystyce: eat - train - sleep. U mnie wygląda to podobnie, tylko, że raczej na zasadzie: work - eat - sketch - sleep. Uzupełniłem ostatnio swoje ołówkowe zapasy i tak:   - gumka w ołówku (must be!) parę sztuk - skalpel (nie będę Was ciąć :> chyba, że złamiecie regulamin) - ołówki, które dają bardzo czarny kolor (o tym będzie niżej) - czarna kredka - biały żelopis - ołówek automatyczny   I to wsio. Nic więcej nie jest mi potrzebne na moim poziomie amatorskim. Ołówki, które dają ciemny kolor, taki prawdziwy ciemny, czarny. Pokażę Wam różnicę między tym ołówkiem (czarnym) 8B a zwykłym ołówkiem 9B:   Jakość nie najlepsza ale ze względu na słabe światło w pokoju tak to wygląda. I tak widać o co chodzi, zwykły ołówek się błyszczy, ten czarny nie. A teraz to samo ale na przykładzie szkicu wykonanego właśnie tymi ołówkami:     W moim odczuciu, wygląda to fajnie. Jakie jest Wasze zdanie?   Tym krótkim i miłym akcentem, pozwolę sobie zakończyć wpis :> Powodzonka i trzymajcie się. Pozdrawiam.  

Quo Vadis?

Quo Vadis?

 

Stawiam na... naturę.

Dzień dobry!    Dzisiaj chciałabym poruszyć temat kosmetyków. Samców ten temat może rozczarować, bo będzie typowo babski  Przykro mi. Jeden wpis przeżyjecie.     Już od jakiegoś czasu krok po kroku zmieniam wyposażenie swojej szafki, kuferka z kosmetykami. Zaczynam zastępować je kosmetykami naturalnymi. Przeraża mnie ilość " chemii" którą teraz pakuje się do wszystkiego. Jestem temu przeciwna, stąd też zaczynam zmieniać swoje nawyki i eksperymentuję, wyszukuję bardziej ekologiczne i naturalne produkty. Najbardziej widzę tę zmianę na + patrząc na swoje włosy, dłonie i twarz. Wszystkie problemy jakie miewałam przez złe dobranie kosmetyków były u mnie najbardziej widoczne w tych częściach ciała. Zapytacie zapewne..."jakie są te kosmetyki naturalne"? Czym różnią się od tych wszystkich innych które goszczą w największych ilościach na półkach sklepowych? Tutaj, teraz, zaraz odpowiem na te pytania jak i też zaprezentuję moją listę mazideł i specyfików, które sama testuję i używam. Choć zaczęłam dopiero się wdrażać w temat, więc pewne luki w wiedzy mam, dlatego radzę nie sugerować się całkowicie tym, co tu piszę.  Jeśli masz jakieś spostrzeżenia w tym temacie - zapraszam do dyskusji!  Zacznę więc od definicji by nieco przybliżyć niektórym z was temat:   Kosmetyki naturalne - to kosmetyki, które zawierają tylko i wyłącznie naturalne składniki pochodzenia roślinnego, zwierzęcego jak i też mineralnego. Nie ma w nich żadnych składników syntetycznych a jak już są to w bardzo małej ilości. Takie kosmetyki zwykle charakteryzują się mniej intensywnym zapachem, czasem bezzapachowe a szampony ciut mniej się pienią, aczkolwiek zdarzają się wyjątki. Różnią się znacznie składem no i przede wszystkim by być pewnym, ze trzyma się w ręce naturalny kosmetyk trzeba poszukać na nim loga certyfikatu wydanego przez odpowiednią organizację. Ma się tym samym pewność, że nie jest się oszukanym. Jednak trzeba wiedzieć jakie dokładnie loga szukać:    Obok kosmetyków naturalnych goszczą również organiczne, które różnią się tym, że ich produkcja musi spełnić rygorystyczne wymogi. Wykorzystywane rośliny muszą być z upraw ekologicznych, nie szprycowanych sztucznymi nawozami i pestycydami.  Wiadomo, że szkodliwe składniki substancje czyli potocznie "chemia" goszczą teraz wszędzie: po kosmetyki, żywność, leki a nawet teraz owoce i warzywa (zwłaszcza te w marketach). Ale zagłębiając się w temat można chociaż trochę ograniczyć to i starać się zmieniać te nawyki...jeśli oczywiście zależy Tobie na zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Lepiej w tę stronę niż dalej się szprycować taką samą ilością tych świństw jak zwykle, nie?    Trzeba trochę bardziej się namęczyć by znaleźć i dobrać sobie odpowiednie kosmetyki ale z drugiej strony... żyjemy w takich czasach, gdzie można robić zakupy online i zakupywać produkty nawet z najdalszych zakątków świata. Więc chyba nie jest aż tak źle.  Co do żywności... tutaj faktycznie trzeba bardziej się namęczyć, by  znaleźć chociażby jakieś gospodarstwo ze swojskim mięsem, jajkami i uprawami roślinnymi ale też nie jest to niemożliwe. Myślę, że jak się poświęci temu trochę czasu to też w sieci coś się znajdzie. Oczywiście by mieć pewność, że dana żywność jest eko też warto zwracać uwagę na certyfikaty.    No ale wracając do kosmetyków. Wiadomym faktem jest, że kosmetyki naturalne nazywane są tymi " z wyższej półki" więc też ich cena będzie troszkę wyższa. Gdy nie ma się pewności czy faktycznie ten kosmetyk nie zawiera niepożądanych substancji syntetycznych... warto zapoznać się z listą tychże składników podanych na tej stronie i porównać ze składem trzymanego w ręce specyfiku.  Trochę upierdliwe ale z czasem można już zapamiętać część tych nazw i automatycznie unikać. Podobno są już też aplikacje na telefon, które pomagają w wyszukiwaniu danych produktów ale nie wypowiem się gdyż nie używałam jeszcze.    Pierwsze kosmetyki tego typu na jakie się natknęłam to cała seria specyfików z Mydlarni u Franciszka . Pierwszy produkt jaki u nich zakupiłam będąc w Polsce na święta to masło shea z olejkiem z zielonej herbaty. Zakochałam się w zapachu jak i w tym, że pomaga mi w walce z suchymi dłońmi. Masło te można używać na niemal każdą część ciała w tym też doskonale sprawdzi się do smarowania włosów. Idealne dla włosów niskoporowatych, które są odporne na wchłanianie jakichkolwiek składników odżywczych.   Kolejnym kosmetykiem z mydlarni u Franciszka, który bardzo sobie chwalę jest ten oto dziwaczny kryształ:   Jest to ałun, który idealnie sprawdza się jako naturalny dezodorant. Bezzapachowy ale wysoce skuteczny. Zapobiega wrastaniu włosów po depilacji, łagodzi oparzenia słoneczne, odkaża miejsca ukąszeń owadów, zmniejsza problemy związane z wrastaniem paznokci, usuwa opryszczkę wargową. Efekty jego stosowania dostrzegłam już po 2 dniu. Jako, że zawsze miałam problem z nadmierną potliwością i podrażnioną skórą pod pachami - tak ałun nieźle sobie z tym poradził. Wystarczy lekko go namoczyć wodą albo zwilżyć skórę po czym przyłożyć i wsmarować kryształ w pożądane miejsce   Poniżej wszystkie moje kosmetyki, z których część używam codziennie : 1. Olej kokosowy - dodaję do peelingu z kawy podczas prysznicu/kąpieli. Czasem wsmarowuję również we włosy  2. Polecony przez @Sitriel Ocet jabłkowy. Naturalny z certyfikatem USDA - więc nie ma to tamto. Pomaga mi w pozbyciu się przebarwień i robi za tonik do twarzy  Jeszcze nie testowałam na spalenia po słońcu ale może tego lata będę miała okazję.   3. Regenerujący krem do twarzy na noc Vianek z ekstraktem z szyszek chmielu, olejem z pestek moreli, sojowym i masłem awokado. dość tłusty, o delikatnym, goryczkowym zapachu.  4. Wyżej wspomniany kryształ ałunu 5. Mydło w kostce z rozmarynem, oliwą z oliwek i pomarańczą - myję nim całe ciało   6. Szampon przeciwłupieżowy Lorient (z mydlarni u Franciszka) z pomarańczą, rozmarynem, orzechem brazylijskim, oliwą z oliwek i olejem makadamia. Miałam chwile problem z łupieżem. po 3 myciach tym szamponem udało mi się go pozbyć. Szampon generalnie kupiony z myślą o moim Lubym, który miał większy problem z łupieżem.  7. To to okrągłe coś to nic innego jak... limonka. Robi również za naturalny dezodorant, tyle że lekko zapachowy   8. Szampon z Żeń-szeniem z Hebal Care. Idealny do włosów cienkich przetłuszczających się od nasady i suchych przy końcach - sprawdza się idealnie! Włosy po tym łatwo się rozczesują, są bardziej elastyczne, mniej kołtuniaste. Tani i pewny!  9. Znowu Vianek - tym razem płyn micelarny do demakijażu. Dostałam w gratisie z kremem do twarzy. Przyjemny delikatny zapach i z łatwością usuwa makijaż nie podrażniając oczu.  10. W pudełeczku wyżej wspomniane masło shea - bardzo wydajne. mam jeszcze około 1cm pasek a używam codziennie od grudnia.  11. Kawa - mój naturalny peeling do ciała. Skóra po tym nieziemsko miękka i miła dotyku. Idealnie sprawdza się przeciwko celulitowi. Jedyne co upierdliwe w niej jest to spłukiwanie wanny po całym "zabiegu". Taki peeling robię przynajmniej 2 razy w tygodniu. 12. Drożdżowa maska do włosów receptury Babuszki Agafii - śmierdoli drożdżami ale łatwo się nakłada i również po tym włosy są gładkie, sztywne no i zauważyłam, że ciut szybciej rosną, do tego mniej wypadają. A i zapomniałam o paście do zębów! Ostatnio zakupiłam do przetestowania pastę receptury Babuszki Agafii: Nie zawiera fluoru i syntetycznych substancji. Mocny porzeczkowo mentolowy smak. Póki co jestem bardzo zadowolona.     Na mojej liście "kosmetyków do przetestowania" są produkty marki Alteya Organics którę są w 100% naturalne i z certyfikatem USDA, który cieszy się najlepszą opinią.    Tymczasem kończę i mam nadzieję, że ten wpis jest choć trochę pomocny.   Do następnego!    

Hippie

Hippie

 

Radosna twórczość Hippie

Witajcie! Jak tam u was?   U mnie jak nie było wiosny tak dalej nie ma. Do Anglii wróciły lekkie przymrozki a ja temu protestuje! Chcę wiosny. Chcę zrzucić ciężki płaszcz, zamienić zimowe buty na sandały i założyć w końcu zwiewne spódnice i i sukienki. Chce czuć na twarzy i we włosach lekki, przyjemny powiew letniego wiatru...czuć w powietrzu zapach kwitnącego bzu. Chcę ujrzeć więcej zieleni i kolorów. Żonkile przy drodze do pracy, w parku, przed domami...Chcę w końcu wyciągnąć ze schowka rower, jechać na piknik do parku i położyć się na rześkiej zielonej trawie, obserwując błękitne niebo . A najbardziej czego chcę? Mieć już swoją własną lustrzankę Canona w ręce i fotografować przyrodę, zatrzymać w kadrze piękne malownicze krajobrazy Anglii i piękną przyrodę otaczającą mnie z każdej strony. Ahhh... rozmarzyłam się   Jako, że nie ma tej wiosny za oknem, postanowiłam więc sama sobie trochę wiosny stworzyć w domu używając do tego szczypty weny twórczej, paru badyli, kartonika od pasty do zębów, cekinów i kleju na gorąco. Trzeba sobie jakoś radzić!  Swoją drogą, dopiero teraz do mnie dotarło, że Wielkanoc tuż tuż... więc nie omieszkam jak co roku powydziwiać z ozdóbkami i pisankami wielkanocnymi   Oto efekty mojego dzisiejszego wydziwiania : Innowacyjny sposób sadzenia kwiatków by hippie! + jakiś tydzień temu zamiast wyrzucić połowę pękniętej deski do krojenia, postanowiłam ją udekorować również w iście wiosennym akcencie: Czyli znalazłam inne zastosowanie dla widelców i zniszczonych desek bambusowych   Ostatnio zanurzając się w czeluści moich plików na komputerze, natknęłam się na zdjęcia swoich prac o których całkowicie zapomniałam. Aż urodziła się w mojej głowie myśl... a może wrócić do rysowania? Może czas odkurzyć ołówki i nieco poćwiczyć rysowanie/szkicowanie? Nauczyć się też trochę przy tym cierpliwości bo to jej brak zadecydował, że to rzuciłam... Ale teraz jak tak spojrzałam na te prace, stwierdziłam, że jednak coś mi wyszło i jednak czułam, i dalej czuję lekką satysfakcję, że to z mojej ręki te rysunki wyszły... Z resztą, sami oceńcie :  Oto rysunek przedstawiający mojego bratanka (już mi brakło konceptu/weny by dokończyć...)   A te poniżej postacie anime: Luffy - One piece   Erza - Fairy Tail   Rysowanie z jednej strony relaksuje, sprawia, że wchodzi się w swojego rodzaju trans ale z drugiej strony im bliżej końca tym bardziej się niecierpliwię, bo chcę jak najszybciej zobaczyć efekt końcowy... Czy ktoś z was, kto również maluje, rysuje, też tak ma? Jakieś wskazówki dla początkujących rysowników, ktoś, coś?  Chętnie wysłucham również rad w tej sprawie.     Tymczasem czas wyruszyć w objęcia Morfeusza. Dobranoc wszystkim i życzę wam byście i wy szybko poczuli tę wiosnę i dużo ciepła jak nie na zewnątrz, to chociaż w środku!   Do następnego!    

Hippie

Hippie

 

Twoje oczy są hipnotajzing.

Wczoraj na czacie był temat obrazów. Taka mnie naszła wena, że nie umiałam myśleć o niczym innym jak o malowaniu. Wyrzuciłam to z siebie. Płótno: 100x70, Farby akrylowe, malowałam jedną szpachlą i jednym pędzlem.     Zajęło mi to niecałe 2h. Jak skończyłam to poczułam takie szczęście, spokój, radość. Nie umiem dobrać odpowiednich słów do tych emocji.  Podzielę się efektem, ale jeszcze przed werniksem:     Werniks wyciąga kolor i nabłyszcza.   Lubię leżeć i patrzeć na swoje obrazy. Zastanawiać się, rozmyślać albo po prostu patrzeć. Zgadywanie "co autor miał na myśli" nadaje się jako zabawa towarzyska, tyle śmiesznych rzeczy nieraz wychodzi, każdy widzi coś innego. To lubię w malarstwie.  

Lalka

Lalka

 

Waginoplastyka mózgu.

I uśmiechać się do siebie, słuchać siebie. Ze zrozumieniem spoglądać w swoją przyszłość, bo wiem co mnie czeka. I robić to czego dusza potrzebuje, nie tęsknić i nie zazdrościć. Spoglądać w gwiazdy i być tą gwiazdą, bo jestem częścią tej galaktyki tak jak każdy inny. Jestem taka sama jak każdy tutaj. Urodziłam się by umrzeć szczęśliwie patrzeć na siebie z góry, bo jestem gwiazdą. Każdy jest gwiazdą, każdy ma swoją orbitę. Po co się zderzać, wchodzić sobie w drogę? Doprowadzać do wybuchów. Każda kiedyś zgaśnie, płomień życia zostanie zgaszony. Bez zazdrości o blask inny, bez tęsknoty za innym blaskiem. Nie stać w cieniu innych.   Każda osoba względem, której odczuwam jakiekolwiek emocje ogranicza mnie. Ogranicza moje myśli, czyny, cele.  Jeżeli postawię siebie w centrum mojego życia to wówczas inne osoby, zaczną ograniczać siebie odczuwając podziw do mnie. Zlokalizować siebie w swoim życiu na miejscu pierwszym,  wyzbyć się sentymentów i oglądania za siebie. Napierać do przodu skupiając się na swoich potrzebach.  Wszystko gra moją melodię.   Miłość mi nic nie da, złudne szczęście z problemami tej samej natury. Mogę założyć, że jak ktoś jest w związku to wiem jakie ma problemy. Ciekawość wzbudziłaby osoba samotna z wyboru, co nią kieruje? I co ją uszczęśliwia. Może to samo co mnie? Może znalazła ten sam spokój w sobie co ja i zrozumie, że wybuchy są zbędne. Lepsza jest chwila naszego blasku, który możemy połączyć. Wtedy wzbudzimy jeszcze większy podziw. Blask za blaskiem. 

Lalka

Lalka

 

Zapomniany Ruch cz.3

Witajcie! Ostatnia już część wpisu dotyczącego historii Ruchu Radzionków    Powrót do Przeszłości (Lata 80-te)    W 1989 Ruch zajmuje pierwsze miejsce ale musiała rozgrywać baraże do III ligi które wygrywa.Rywalami były kolejno drużyny: Unii Oświęcim Grębałowianki Kraków Orlęt Reszel   Po 20 latach klub z Radzionkowa melduje się w III lidze.    Co dalej? (Lata 90-te) Sezon 91/92 to ogromne nadzieje i zacięta walka o II ligę z GKS Tychy. Do historii przeszedł mecz w przedostatniej kolejce gdzie obie drużyny spotkały przy ponad 10 tysięcznej widowni i gdzie Ruch pokonał tyszan 2-1. Niestety w ostatni mecz przegrywa 0-1 w Niedobczycach i to GKS Tychy cieszy się z awansu. W III lidze gra dwa sezony jako zespół zajmujący miejsca w środku tabeli, W roku ociera się o II lige 1991/1992, kiedy została wicemistrzem swojej grupy. W następnym sezonie klub ocalał od upadku tylko dlatego że upada Zagłębia Sosnowiec.W sezonie 1993/1994 trenerem został Jan Żurek, który sprowadził z Górnika Zabrze w którym przed przybyciem do Radzionkowa był Asystentem trenera takie osoby jak:  Romana Cegiełkę Czesława Wrześniewskiego Jana Kłąbka Tomasza Grosmaniego  Adama Kompałę   Po rundzie jesiennej sezonu 1995/1996, wrócił do drużyny Marian Janoszka który przychodzi z GKS"u Katowice,z którym zdobył Puchar Polski (1993 rok). Z nim w składzie zespół awansował do II ligi. Po 44 latach Radzionków wchodzi ponownie do II lidze.Na inaugurację rozgrywają mecz ponownie jak około 45 lat wcześniej z drużyną Szombierek Bytom która musi uznać wyższość Cidrów 2-1.Następny sezon daje ogromną niespodziankę ponieważ nikt nie stawiał na drużynę z Radzionkowa jednak to oni zdobywają pierwsze miejsce pozostawiając w pobitym polu takie drużyny jak: Aluminium Konin Polonia Bytom Krisbut Myszków Klub po awansie pozyskał z chorzowskiego Ruchu Damiana Galeję i Tomasza Fornalika, z Górnika Zabrze Rafała Jarosza oraz Janusza Kościelnego z Bytomskiej Polonii.Zawodnicy ci stali się podstawowymi graczami drużyny, stanowiącymi o dalszych sukcesach.Klub dostępuje zaszczytu rozgrywania meczów w najwyższej lidze (sezon 1997/1998).Pierwszy mecz w I lidze był z Widzewem Łódź zobaczyła 10 tyś widownia i doszło do rzeczy wręcz nie do przewidzenia... Cidry pokonują utytułowany klub z Łodzi 5-0  zaszokowało to całą piłkarską Polskę. Potem pokonują ówczesnego mistrza polski ŁKS Łódź oraz Lechem Poznań którego w ostatniej kolejce pozbawiają szansy na grę w Lidze Mistrzów.Pierwszy Sezon kończą na szóstym miejscu jako najlepszy klub z GŚ. W następnym roku nie jest już tak wspaniale ale zwycięstwa  4-1 nad krakowską Wisłą czy nad Lechem Poznań mają także swój klimat. w tym roku zajmują 10 miejsce i nadzieje na lepszą grę w przyszłym sezonie.Niestety, następny sezon to słaba postawa drużyny i walka o utrzymanie ostatnim meczu w Płocku przegrać 3-6 z miejscową Wisłą i pożegnać się jak na razie z piłkarską elitą w naszym kraju.Następne 2 lata to już pobyt w II lidze gdzie po pierwszym sezonie zajmują 8 pozycję by w następnym roku znowu spaść ale tym razem do II ligi.Sezon 2003/04 rozpoczynają tam gdzie byli 14 lat wcześniej czyli w III lidze.
W tym roku zajmują lokate w środku tabeli wraz z nadzieją o awans do II ligi w przyszłym roku.
Następny rok to walka która trwała do samego końca lecz ostatecznie zajmują 4 miejsce i nie po drodze nam z awansem.Następny sezon to walka do samego końca, tylko walka aby nie spaść. Porażka z Lechią Zielona Góra w ostatniej kolejce 0-2 powoduje że żegnają się z III LIgą.
Lata 2006-2008 to gra w IV lidze , przy czym pierwszy sezon to zwycięstwo w lidze,lecz niestety porażka w barażach w dwumeczu z Koszarawą Żywiec 0 -1 i 0 -3 daje to awans klubowi z Żywca a sezon 07/08 to drugie miejsce w tabeli i przepustka dla zwycięscy rozgrywek, GKS Tychy do baraży.    Panie! Kej są moje pijondze  Problemy finansowe w których Ruch z Radzionkowa znajdował się od dłuższego czasu, podjęto decyzję o wycofaniu klubu z rozgrywek I ligi w sezonie 2012/2013. Miejsce Ruchu na zapleczu ekstraklasy zajęła Bytomska Polonia, która tym samym uniknęła spadku do II ligi. Władze "Cidrów" postanowiły, że działalność zostanie podtrzymana, ale będzie prowadzona na zasadach amatorskich. Ruch spadł do IV ligi i gra tam do dziś.   Sekcje 1949- 67 sekcja bokserska której największymi osiągnięciami była gra w III lidze bokserskiej
Sekcja podnoszenia ciężarów działająca w latach 62-69.
Sekcja szermiercza w latach 57-62.
Sekcja kolarska działająca w okresie 1954-75 z naszym najbardziej utytułowanym zawodnikiem czyli Lucjanem Lisem który był medalista olimpijskim.
Sekcja piłki ręcznej działająca od 1949 do 2006 roku.   Sukcesy 6. miejsce w I lidze (1998/1999) 1/4 finału Pucharu Polski edycji 1997/98   Nazwy Klubu 14 sierpnia 1919 – Towarzystwo Gier i Zabaw 28 maja 1920 – Towarzystwo Sportowe Ruch Radzionków 1949 – Górniczy Klub Sportowy Ruch Radzionków 1 lipca 2005 – Klub Sportowy Ruch Radzionków   źródła: http://www.kg.net.pl/tekst/7605/historia-ruchu-radzionkow https://pl.wikipedia.org/wiki/Ruch_Radzionków   Podziękowania dla kibiców którzy pomogli w tworzeniu tego tekstu 

Zupa15

Zupa15

 

Zapomniany Ruch cz.2

Witajcie! Ciąg dalszy naszej historii klubu z Radzionkowa      więc jedziemy dalej..      Awans! (Lata 50-te)    W roku 1952 Cidry odnoszą pierwszy sukces jakim były rozgrywki Ogólnopolskie.Rywalizują tam z takimi klubami jak: Odra Opole Górnik Wałbrzych Zagłębie Sosnowiec Szombierki Bytom Górnik Zabrze Concordia Knurów Naprzód Lipiny  Stal Wrocław   Lechia Zielona Góra Zajmują tam dobre 5 miejsce ale reorganizacja rozgrywek skazuje nas na grę w nowo powstałej Lidze Śląskiej.Zdobywając 20 punktów oraz strzelając 40 bramek, a tracąc 25.Następny rok powoduje że Ruch z Radzionkowa dostaje się na 3 lokatę.Ligę wygrywa Górnik Zabrze który od tego momentu rozpoczyna swoja drogę ku wielkiej chwale. Rok 1954 daje 4 lokatę zaś rok następny (1955) Powoduje że ruch traci do zwycięzcy ligi (Podlesianki Katowice) 2 pkt    Rok 1956 który był rokiem pierwszego międzynarodowego meczu w historii klubu – drużyna wyjechała do Czechosłowacji, gdzie spotkała się z takimi zespołami jak: Spartak Nowy Jiczyn Spartak Kromieryż  Banik Karwina   Rok późniejszy (1957) daje klubowi pierwsze miejsce w tabeli swojej grupy III ligi,odpada w barażach zajmując trzecią lokatę  kluby z którymi rozgrywała baraże to: Legia Krosno Unia Oświęcim Włókniarz Pabianice   W 1959 roku klub spadł do klasy A, która w tym czasie była czwartym szczeblem w krajowych rozgrywkach na dodatek w swoją rocznice 40-lecia klubu.W następnym roku (1960) wygrali ligę i awansowali do III Ligi by w następnym sezonie znowu z niej spaść przegrywając baraże z rezerwami Ruchu Chorzów    Fuuuuuussiiiioonnn (Lata 60-te)    Na początku 1964 roku zdecydowano o połączeniu dwóch radzionkowskich klubów - Ruchu i Górnika - w jeden.   Klub z Radzionkowa zostaje w Lidze Śląskiej 2 lata zajmując  10 miejsce a rok później 15 co owocuje naszym spadkiem do nowo utworzonej IV ligi na długie 20 lat.I kiedy spadają? OCZYWIŚCIE ŻE W SWOJĄ ROCZNICE  50-lecia     Buduj ale nie awansuj (Lata 70-te)    W 1970 roku rozpoczęto budowę stadionu, który służy klubowi do dziś. Początkowo widownia miała być sześciostopniowa, jednak w trakcie prac postanowiono podwyższyć ją do dziesięciu stopni. Budowę zakończono 3 lata poźniej  a w uroczystości otwarcia uczestniczył wojewoda katowicki W latach siedemdziesiątych drużyna występowała w klasie A kończąc kolejne sezony w czołówce tabeli. ale nie awansowała bo budowa stadionu dopiero awans został wywalczony w 1989 roku        CDN    

Zupa15

Zupa15

×