Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 09/22/20 in all areas

  1. 35 points
    Jeśli przemierzasz komis z używanymi autami u Turka. To nie oczekuj, że znajdziesz tam dwuletnią perełkę z 10 tysiącami przebiegu i super okazyjną ceną.
  2. 31 points
    Nie. Widziałem taką akcję wielokrotnie. To jest początek strategii, który prowadzi do pozbawienia cię własności. 1 Wprowadź się do mnie, będzie fajnie. 2 Wynajmij swoje będzie kasa. Tutaj pierwszy alert, może być tak, że ona znajdzie ci kogoś kto wynajmie, kogoś ze swojej rodziny lub koleżanek, potencjalna mina, bo najczęściej będą to osoby z problemami finansowymi, trudno się będzie ich z lokalu pozbyć. 3 Jak już wynająłeś to jesteś na jej łasce i niełasce, bo swoje masz zajęte, tym bardziej że masz dziecko, to wsadzasz na minę siebie i dziecko. Jak się jej odmieni, to lądujesz z dzieciakiem na ulicy, wywalić mężczyznę z mieszkania jest prosto, istnieje wiele mechanizmów prawnych, które pozwalają to zrobić na pstryk. Wtedy będziesz bez mieszkania (bo wynajmujesz) i z dzieckiem, co zrobisz? Ile czasu będzie cię stać na płacenie za hotel? Jak szybko wyprowadzi się twój lokator, który ma umowę? A jak się nie wyprowadzi? Jak szybko zorganizujesz sobie mieszkanie (wynajmiesz) o odpowiednim standardzie żeby mieszkać z dzieckiem? Pójdziesz mieszkać u rodziny na głowie? 4 Dalej będzie tak: wprowadzasz się jest fajnie, tak fajnie, że wręcz sielankowo. 5 Jak jest już sielankowo to zaczyna się namawianie żebyś sprzedał, nawet pani to logicznie uzasadni, że teraz koronawirus mniej chętnych do najmu, a tak w ogóle to się wam układa i trzeba twoje sprzedać, a później są takie opcje: a ) władować w remont jej mieszkania czyli wydasz kasę na cudze, czyli stracisz pieniądze i mieszkanie, staniesz się gołodupcem, a żadna kobieta nie trzyma gołodupca b ) władować w budowę "wspólnego" domu gdzie twój nakład pracy i środków będzie większy niż jej, a w akcie notarialnym będzie chciała 50/50 c ) władować w budowę "wspólnego" domu na gruncie jej lub 'teściów' co w zasadzie skończy się jak w punkcie A d ) kupić wspólne większe za kasę ze sprzedaży twojego i jej, wyszykować nowe gniazdko twoimi środkami i w zasadzie kończy się jak B Jasne, że się nie będzie domagać, ale jak wykopie cię za drzwi to pójdzie do sądu, żebyś zaległe koszty utrzymania nieruchomości i wspólnego życia pokrył wraz z odsetkami. We współczesnym świecie dla bardzo ważne jest żeby mężczyzna posiadał dodatkową nieruchomość mieszkalną, jak jest sam może być kawalerka, jak ma dziecko/ dzieci minimum 2 pokoje/ mały domek. Powinien to traktować jako własne zabezpieczenie nawet jak się wiąże z kobietą budują coś wspólnie/ kupują wspólnie nie powinien się pozbywać zabezpieczenia, ani przez sprzedaż, ani przez wynajem (ponieważ w naszym stanie prawnym jeśli lokator nie wyprowadzi się dobrowolnie pozbycie się go zajmie długie lata, czyli wynająłeś = nie posiadasz). Podsumowując możesz się do niej wyprowadzić jeśli: 1 Stać cię, żeby twoje mieszkanie stało puste na wszelki wypadek. 2 Będziesz się dokładał do opłat w jej mieszkaniu 50/50 i miał na to papiery (płacisz ze swojego konta, albo przesyłasz na jej konto i w tytule przelewu dokładnie na co np. na czynsz + energię) 3 Opłacisz przystosowanie pokoju do potrzeb twojego dziecka. 4 Pamiętaj, że przy pierwszej akcji typu nie jesteś u siebie, to moje mieszkanie, pakujecie się z dzieciakiem i wracacie do siebie.
  3. 30 points
    Tak szczerze mówiąc mocno zmądrzałem po 30. Ugruntowałem się w przekonaniach, wiele rzeczy przetestowałem, wyznaczyłem kierunek zawodowy, nacierpiałem się srogo, ogarnąłem sprawy zdrowia, zacząłem skupiać się na sobie bardziej i nagle po 30 wzrosła mądrość, zaufanie i po prostu chęć zapierdalania bez biologicznych, damsko-męskich naleciałości. Nie mylą się ci, którzy mówią o tym, aby z najpoważniejszymi decyzjami właśnie zaczekać do 30. To jest pewien przełom, już ukształtowany mężczyzna. Nie wiem, jak u was, ale przestałem się miotać właśnie na granicy 30 lat. Trzeba już się z pewnymi kwestiami pogodzić, uczyć się i rozumieć samego siebie, bo nie ma innego wyjścia. Dalej jestem głupkiem, ale mądrzejszym niż 10 lat temu. A to już na plus. Jak u was w temacie dojrzewania?
  4. 30 points
    Chciałem się pochwalić, że otrzymałem dziś rozwód z winy żony (cudzołóstwo). Nie kosztował mnie nic, bo prawo w UK daje w takiej sytuacji możliwość obciążenia kosztami żony lub kochanka, wybrałem drugą opcje Jest to mój mały sukces po tym co przeszedłem, a o czym pewnie będzie jeszcze mowa na tym forum, gdy zdecyduję sie opisać tę historię ku przestrodze. Kupiłem z tej okazji 4 browary, by to lekko celebrować, choć na codzień nie tykam się alko. Pozostała walka o dzieci, które moja była już żona porwała. Ta walka trwa już prawie dwa lata i tyle nie widziałem dzieci. Życzcie mi szczęścia. To forum w wielu przypadkach mnie uratowało w ciężkiej depresji, Wasze historie przede wszystkim i rady udzielane innym w podobnej do mojej sytuacji. Niestety popełniłem kilka błędów i żałuję, że nie trafiłem tu wcześniej, a przede wszystkim, że nieraz emocje wzieły górę. Pozdrawiam serdecznie
  5. 28 points
    Cześć, Trzy lata temu założyłem konto na forum i przez ten czas nauczyłem się wielu ciekawych rzeczy. Ostatnio przebywam dużo rzadziej jak pewnie zauważyliście, jest to spowodowane moimi obowiązkami, sprawami do załatwienia i nowym trybem życia. Mam co raz mniej czasu na fora internetowe, portale społecznościowe i rozrywkę. Nie będę pisał pięknego i płomiennego pożegnania ponieważ uważam, że wreszcie po trzech latach pracy nad sobą udało mi się ustawić sobie priorytety i wiem, że idę w dobrym kierunku dlatego atencja i wsparcie emocjonalne nie są mi już potrzebne tak jak były wcześniej. Zwyczajnie wiem, że jak włożę codzienną, metodyczną pracę, którą zresztą wkładam to zrealizuję swoje cele życiowe i nie potrzebuję motywacji i wsparcia mentalnego ponieważ to już nie te czasy bowiem wsparcie mam w sobie i mam świadomość, że to zasługa również użytkowników forum braciasamcy.pl Przestałem być emocjonalnym żebrakiem i stałem się samodzielnym facetem. Dziękuję @Marek Kotoński @Mosze Red @Rnext @Quo Vadis? @Patton @[email protected] @Florence @HodowcaKrokodyli @arch @Ważniak @[email protected]@manygguh @SzatanKrieger @[email protected]ż Wasze posty i światopogląd pozwoliły mi wyrobić swoje własne przemyślenia na wiele rzeczy i jestem dużo mądrzejszy niż kilka lat temu. Faktem jest, że to forum było dla mnie szkołą życia jednak czasami trzeba oficjalnie zakończyć jeden etap, żeby zająć się następnym. Nie jestem już tym samym chłopakiem co trzy lata temu. Trzymajcie się ja swoją misję uważam za zakończoną i biorę się za kolejną. Nie będę prosił o bana i usuwanie konta po prostu przestaję się już logować.
  6. 28 points
    @Analconda pytali się o Ciebie, bo jest sprawa..
  7. 27 points
    Ja wyjebałem te aplikacje już dawno temu bo przesiadywanie na tego typu portalach jest hańbiące dla faceta.Dlaczego tak uważam? (np sama nazwa "zaadoptuj faceta" jest żenująca) Ponieważ moje SMV oceniam wysoko a mimo to będąc na tinder miałem rezultaty średnio-słabe.Reasumując kalkulacja wkładu do zysków stała się wysoce nie opłacalna.Panie które dają porady w internecie na YT często podkreślają że korzystają z aplikacji wyłącznie wtedy kiedy stoją w kolejce w sklepie, jadą metrem lub czekają na wizytę do ginekologa. Tak,mają rację to ma sens - właśnie takie podejście- więc pasywne korzystanie ma sens. Tylko teraz przyjrzyjmy się realiom: - Panie 7/10 + stanowią może 5% wszystkich kobiet na całym Tinderze, na badoo jest to promil tego. - Stanowią pewnie jakieś 30% cała reszta to 70% faceci - 2-5% chadów zdobywa cały rynek, reszta zdana jest na ochłapy- o które musi się starać za dużo niż powinna ( to tak jak byś kupował wodę w biedronce za 99gr a an lotnisku za 😎 - Panie 5/10 mają w internecie 1-2 oczka w górę za same jestestwo, to oznacza że większość rynku to przeciętne laski o zawyżonych wymaganiach. - Zdjęcia są retuszowane, wiek zaniżany, kamuflowanie bąbelków, zmarszczek i innych - Przesiadywanie latami na randko-czatach sprawia że kobieta staje się jak handlowiec Mirek, który sprzedaje w Raichu swojego skręconego passata. Próbuje potencjalnemu klientowi (facetowi) wcisnąć wysoki przebieg(liczbę kutasów,patologicznych relacji) bardzo duża awaryjność( shit testy,awantury,border-osobowość) oraz potencjalnie wysoki koszt (finansowanie fantazji, widzimisie oraz pragnień laski) w zamian za możliwość przejechania się co jakiś czas (sex) do sklepu albo na siłownię, o podróży dookoła świata możemy zapomnieć (dłuższa relacja). Zarzucasz wędkę do smródki i oczekujesz że złowisz dużo ryb, baa łasisz się na łososia.Tak właśnie jest w internecie. Co więcej spędzasz tam prawdopodobnie za dużo czasu niż powinieneś - ucząc się czego? - Tego że kobiety są trudne - Wymagające - Brzydkie - Głupie - jw brzydkie i wymagające - Zaruchanie jest kwestią twojej dzikiej determinacji lub szczęścia - Programujesz się negatywnie z wskazaniem na program "przegryw" Reasumując Panie rozdają karty,mają handicap na starcie.Czy ma to sens? - Nie ma. Można akceptować takie zasady lub się wylogować. Pozdrawiam
  8. 25 points
    Ale mam bekę. Patrzcie na to. Pozycja z makijażem ruchable, pozycja bez makijażu wygląda gorzej niż przeciętny koleś Nie no, po prostu nie wierzę. Wasze żonkosie też tak się odjebały, że nie poznaliście? Dlaczego nie idzie naturalnie się bawić, tylko coś takiego? Co kobieta ma do ukrycia? xD Zaciągnąłem zdjęcia ze Spotted jakiegoś, bo mam w obserwowanych, jeżeli to ma jakieś znaczenie. A pierwszy komentarz od kobiety i wiecie, co napisała pod tematem ślubnych metamorfoz "niektórym facetom to i makijaż by nie pomógł". Rozumiecie to? Laska od razu wpędza w poczucie winy, bo jej się już nie zgadza tematyka. Spadłem z fotela. Ten schemat babski jest wszędzie. Zawsze atak na kolesi, nawet jak jest beka z kobiet. Albo inna pisze "stosowny makijaż uwydatnia piękno wewnętrzne każdej kobiety". Albo inna jeszcze "po tapecie oceniając jesteś prymitywem" Weźcie obadajcie, pośmiejcie się i strzelcie facepalma, jak ja strzeliłem.
  9. 25 points
    Ładnych parę lat temu jak laska pakowała swoje klamoty z mojego mieszkania, ostentacyjnie otworzyłem piwo, rozsiadłem się w fotelu i zacząłem obserwować. Od czasu do czasu rzuciłem żeby wszystko zabrała i o niczym nie zapomniała. Jak już skończyła, zapytałem czy jest pewna że wszystko zabrała. Miny były bezcenne, ta nienawiść i wkurw wręcz z niej bił aż oczy szczypały. Parsknęła, że wszystko, a ja no to, że o kluczach zapomiała i niech położy tam gdzie reszta, bo zamków nie chce mi się z rana wymieniać. Z fochem rzuciła je prosto we mnie, a ja i tak na wszelki wypadek zamek następnego dnia zmieniłem po wcześniejszej zmianie kodu w domofonie. Po kilku tygodniach telefon. bo ona nie może jakiejś sukienki znaleść czy coś i czy może przyjechać. Zlałem. Potem wydzwaniała codziennie po kilka razy plus jakiś sms. Polecam Tobie to samo. Niech się pakuje i zostaw ją. Nie zapominaj o wymianie zamków, kodów itp.
  10. 25 points
    Najlepiej zacząć od myszki, powoli i łagodnie, gładzisz ją lekko, posuwasz dłoń coraz wyżej, potem wpisujesz adres strony klikasz enter i robisz co trzeba.
  11. 24 points
    Od dokładnie 4 lat zmieniam życie pod paradygmat (jedno z moich ulubionych słów, jak pewnie niektórzy z was zauważyli) celebrowania rzeczywistości, najmniejszych czynności, jakości w życiu. Pośrednio ideę zaczerpnąłem z zasad treningowych Joe Weidera, w których uczył czempionów, aby każdy trening traktowali poważnie, skupiali się na każdym ruchu, na każdym oddechu, a nie będą musieli planować przyszłości, bo staną się automatycznymi mistrzami. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem przenieść celebrację jakości na praktycznie wszystko, co robię. Celebrowanie "szarej" codzienności to prawdziwa magia i moim zdaniem wysoki poziom zrozumienia rzeczywistości. Można nawet polubić cierpienie, co zrozumiałem w sesjach medytacyjnych, w których dobrowolnie siadałem w mocno bolącej pozycji. Chciałem zrozumieć, jak organizm adaptuje się pod wpływem świadomości do warunków cierpienia. Transformacja cierpienia w masochistyczną, wręcz inspirującą przyjemność to sprawa bardzo realna. A zatem nawet w tym negatywnym, krytycznym zakresie występuje celebracja. Polecam bardziej zaawansowanym wskazaną praktykę i opisanie własnych doświadczeń. Na czym polega celebracja życia i do czego prowadzi? Celebracja to w moim rozumieniu koncentracja i pewnego rodzaju wymuszenie jakości, zerwanie z myśleniem katującym, chorym, depresyjnym, nieustannie oskarżającym, po prostu negatywnym we własnej głowie. Zmywałem naczynia na odwal się, a teraz szoruję, skupiam się na zadaniu, ładnie ustawiam kubki, talerze, segreguję, poszukuję nowych rozwiązań. Myślę, jak udoskonalić kubek, który kubek to mój ulubiony i dlaczego. Rozszerzam zwykłą czynność zmywania naczyń wręcz do sesji autoobserwacji. Tak, wejście na absurdalny poziom. A w nagrodę dostaję satysfakcję, wszystko ładnie wygląda, czyściutko, szybciutko pozmywane, pachnące, jestem dumny z pracy, jaką wykonałem. Wyjście do sklepu, precyzyjne przygotowanie planu zakupów, trzymanie się ustalonego budżetu, rozpoznawanie składu produktów, które najczęściej jem, dalsza edukacja, co do czego pasuje, przejście na dietę zgodną z grupą krwi, monitorowanie stanu organizmu po posiłku, drzemka 15 minut, mycie zębów, cały rozbudowany rytuał z pięknem podejmowania wielu decyzji i trzymania nawyku racjonalnych, nie impulsywnych zakupów. I mógłbym tak wymieniać bez końca. Dzięki temu pamiętam swoje życie, wzrasta moja moc wewnętrzna. Zaczynam dostrzegać w sobie ogromne, wewnętrzne piękno. Czasami się zaskakuję, jakim jestem zdolnym kolesiem, sam siebie chwalę za dobrze odjebaną robotę. Już nie mówię o pracy, bo nawet najgorsze zadania robię na 100% i chcę naprawdę wnieść coś nowego. Im więcej wyciskam jakości z siebie, tym więcej rzeczy dostrzegam. Widzę pole do dalszego zwiększania jakości, do rozkwitu w duchu celebracji. Jakość i rozwój się nie kończy. Nie można wyjść z procesu. Modelujesz siebie pod jakość w najdrobniejszych czynnościach. Słyszysz budzik z pięknym dźwiękiem. Wiesz, że twoja praca jest potrzebna, wstajesz, rozciągasz się, robisz to dla ciała i ducha, idziesz na spacer lekki, odpalasz ulubioną muzę, doceniasz twórcę, jesteś mu wdzięczny za to, że podzielił się z tobą talentem, robisz śniadanie z miłością do siebie, że zjesz zaraz i poczujesz przypływ energii. Robisz wkręta jakościowego na wszystko i zaczynasz siebie szanować automatycznie. Zaczynasz odzyskiwać poczucie wartości, dostrzegać piękno w sobie, wśród ludzi, w otaczającym świecie. Myślisz nad problemami w sposób jakościowy, planujesz, ufasz, że sobie poradzisz, bo żyjesz w duchu maksymalnej jakości. Jeżeli coś boli to pielęgnujesz się i poświęcasz najważniejszej osobie, którą kochasz, czyli sobie i tak dalej i tak dalej. Celebracja, celebracja własnego życia, własnej codzienności, czesania włosów, mycia zębów, uśmiech do lustra, napisanie kilku zdań kolegom z inspiracją. Wszystko w maksymalnym poczuciu jakości, nieustannie, codziennie od rana do nocy. Non stop. Celebruję świeże powietrze, promień słońca. Rozmyślam nad ruchem słońca, które dało życie, jestem wdzięczny. Patrzę na zieleń, na drzewa z delikatnie poruszającymi się gałęziami. Dziękuję za to piękno, zachwycam się nim. Dostrzegam warunki cywilizacyjne, wygodę. Prysznic, WC, umywalkę. Jestem wdzięczny, że mogę w takiej jakości umyć ręce mydełkiem, które zrobił ktoś z poświęceniem i to wymyślił. Wszystko celebrować, najmniejszą rzecz. To jest piękne, możliwe do uzyskania, tak bardzo wartościowe, że nie jestem w stanie ubrać słowami do końca. Z takim podejściem zmienia się wszystko i otwiera tyle drzwi, że nie uwierzycie. Mnie wszyscy klienci za to doceniają przykładowo, chwalą, przydzielają nowe, pilne zadania. Jestem dostępny zawsze, chce mi się, nigdy nie tracę motywacji, chcę wnieść jakość. Chcę im pomóc zarobić, bo mój zysk zależy od ich powodzenia. Widzę współzależności i zaczynam pielęgnować przyjaciół, rodzinę, naprawiam więzi od lat z ogromnymi sukcesami. Moi bliscy przychodzą do mnie po porady, a ja ich udzielam po jakościowym, krytycznym przemyśleniu problemu. Z mojej inspiracji przyjaciele rzucają nałogi, idą dalej zawodowo, pragną czegoś więcej. Widzą we mnie i chcą tego samego. Zmieniam się ja, zmieniają się wszyscy dookoła w atmosferze jakości, w klasie premium. Negatywne pojęcia odchodzą w zapomnienie, bo nie ma niczego negatywnego w życiu, kiedy robisz jakość, kiedy zamieniasz się w chodzącą jakość, w szczyt wdzięczności. Panowie, celebrujcie każdy oddech, każdy kęs wartościowego jedzenia, nie żałujcie sobie dobra, naprawiajcie szarą rzeczywistość, a zobaczycie zmianę w sobie i w rzeczywistości. Pogodzicie się wtedy ze wszystkim, z największym bólem. Dzięki tej postawie przetrwacie wszystko i staniecie się autorytetem na własnym podwórku. Nie dołujcie się, nie poddawajcie i chłońcie wskazany paradygmat, przetestujcie, praktykujcie, doceńcie. Tak żyję i to życie ma nieustanny cel celebracji codzienności. Dzięki motywacji do osiągnięcia jakości we wszystkim, co robocie w życiu przestaniecie zwracać uwagę na zmęczenie. Staniecie się fanatykami, nie do powstrzymania. To cel uniwersalny, to cel zmieniający świat. Uczę się i chciałbym was skłonić do wdrożenia tego systemu życiowego. Piszcie, pomagajcie tutaj, róbcie wszystko, aby wzmocnić społeczność męską. Uwierzcie ta postawa ma sens, bo otwiera drogi, których nie zauważycie w innym stanie. Spotkało mnie mnóstwo nieprawdopodobnych rzeczy i szczęśliwych zbiegów okoliczności. W pracy nie mam ani jednego odrzuconego projektu od 3 lat, a wcześniej się zdarzało. To jest coś nowego, ludzie to widzą, wszyscy widzą, co się dzieje. Nie ma autorytetów mówicie? To stańcie się nimi, stańmy się wszyscy. Stańmy się największą, krajową grupą męskich, jakościowych autorytetów, z niepodważalną klasą. Każdy dla siebie i każdy dla innych jednocześnie, bo żyjemy współzależnościami. Moje słowa może pomogą komuś podjąć decyzję i temat się zapętli dalej. Wierzę w to, co piszę, wierzę w ideę pomocy i jakości. Praktykuję. Żyjcie jakościowo, sami dla siebie przede wszystkim. Nie dajcie się ograniczyć paradygmatowi szarej codzienności. Wyjmijcie kredki i pokolorujcie świat jakością. Tego wam i sobie życzę.
  12. 24 points
  13. 23 points
    Ubierz koszulkę reprezentacji Polski i zacznij kibicować! Nic się nie stało! Karina nic się nie stało! Pakować możesz się smiaaaaaalo! Alleluja bracie. Leć po szampana.
  14. 23 points
    Nie poznajemy. Raczej staram się żyć tak, by spełnić swoje cele, samorealizować się i jakoś rykoszetem osobisty sukces odbiję sie tym, że kobiety pojawią się same i będą ustawić w kolejce. Od lat było tak, że to kobiety uganiały się za wartościowym facetem, potem powstały filmy romantyczne Disneya, w których to faceci wypruwają sobie żyły dla kobiety i uznano to za "normalność". To jest to o czym puasi mówią "nie staraj się o nie to same przyjdą" - tylko za każdym razem zapominają dodać, że musisz mieć szansę wbić się do 10% topki i uchodzić za towar wartościowy (uchodzić, społecznie za takiego uchodzić a niekoniecznie nim być - kobiety lubią wierzyć w bajki). Przeciętny facet może bawić się w klasyczny podryw czyli losowe zagadywanie, które przy X odrzuceniu siada na psychice i uderza w męską godność. Przecież coś takiego jak podryw nie istnieje - to zawsze kobieta wybiera faceta i do kobiety należy decyzja czy chce faceta na związek/seks. Facet jedyne co może zrobić to zagadać, ale jak się nie spodoba to nie istnieje taka siła, że nagle kobieta się "przekona" do niego. Miejsce gdzie zagadasz nie ma mniejszego znaczenia. Jak jesteś w topce możesz zagadać na pogrzebie i masz dużą szansę na sukces tzn. zostanie wybranym, a raczej dopuszczonym. Jak uchodzisz za przeciętnego to gdziekolwiek nie zagadasz - mała szansa na sukces. Dlatego "klasyczne podrywanie" ma tak małą skuteczność. No chyba że to będzie wyspa zamieszkiwana w 100% przez kobiety. Wtedy to ma sens. Dlatego z punktu widzenia oszczędności czasu - lepiej rozwijać się w kierunku bycia uważanym za kogoś wartego do schwytania (social proof) i mieć wszędzie powodzenie niż szukania miejsca na podryw i prawie wszędzie być olewanym.
  15. 22 points
    Cześć Arch, no to lecimy z tym koksem, aczkolwiek ja nie wiem, czy my mamy tyle miejsca na serwerach, by wypisać tą chińską paradę, więc spróbujmy może zacząć od grup czerwonych flag... 1) rola ojca - moje pytanie testowe 'jak układa ci się z ojcem?' i mieszanie się w zeznaniach, niechęć do przedstawienia ciebie ojcu, zaniedbywanie jego ważności (strach przed nim może być) 2) cała obszerna grupa tematów, samotna madka, córka samotnej madki, a także prawdopodobnie i wnuczka, ale to dopiero najbliższa dekada pokaże 3) przebieg powyżej 2 4) cała wielka grupa zachowań towarzyskich, które sprawia, że pani omija cię, marginalizuje w rozmowie, idzie przodem, wypowiada się 'mój dom, moja kariera, moje plany', kiedy w rozmowach biznesowych, w banku, z klientem, nawet z nic z pozoru nie znaczącym hydraulikiem, co przyszedł rurę załatać, sama chwyta za stery sprawy. Poprawne zachowanie to - wycofanie się z rozmowy i danie do ciebie nr telefonu, zawołanie cię, lub krótka uprzejma informacja, że mąż zadecyduje. 5) grupa tzw. testów google mapsa - to opisywał Mat Cross, czy pani wsiadłszy z tobą do samochodu, zacznie cię prowadzić, czy nic nie zrobi, lub jeszcze zacznie ci rozkazywać, gdzie zjechać na zakupy, bo ona chce itp. 6) niepłacenie za siebie, lub niezłożenie chociaż takiej propozycji (również test Mat Crossa) 7) grupa priorytetyzowania telefonu w sytuacji rozmowy bezpośredniej, kiedyś to się nazywało okazywanie szacunku, dziś już niezrozumiały temat 😎 chowanie ekranu telefonu przed twoim wzrokiem 9) zjawiska pokazujące rozglidziajstwo finansowe i ignorancję inwestycyjną "musimy kupić', 'musimy mieć', 'musimy wziąć kredyt' itp. Poprawne zachowanie to jest uniknięcie wydatku i zauważcie, że dziewczyny na etapie motylków, kiedy im zależy, tak robią, przynajmniej te dobre. Będą chodzić z tobą w dziurawych trampkach, ale nie wspomną, że potrzebują. 10) cała litania tekstów, które są w istocie niczym innym tylko symptomami braku szacunku, który się nasili później "te jego wymysły', 'te jego teorie', 'on nie potrafi sam sobie...', deprecjacja w towarzystwie osób trzecich, wszystko NIEDOPUSZCZALNE 11) niedochowywanie tajemnic, paplanie mamusi, zwierzanie się na forach, szukanie tam porady u jakiś randomów itp. 12) test motocykla (to zostawię dla siebie, inteligentni się domyślą) 13) wyznawanie fałszywej duchowości, by uniknąć samodyscypliny, temat rzeka, morze czerwonych flag, pieniądze nieważne, wszystkie drogi takie same, mam prawo do błędów, jestem jednością ze wszystkimi istotami, akceptuję wszystko, OM, to wszystko tendencje, które są racjonalizacją zdrady i porzucenia powziętych zobowiązań, czyli de facto wypuszczenie powietrza z opony pojazdu waszego związku 14) wypowiadanie się źle o byłych 15) okazywanie niezadowolenia z tego, co się ma 16) zostawianie po sobie chlewu, bałaganiarstwo 17) ćpanie, chlanie, jaranie 18) telewizja 19) atencjuszostwo w social mediach No jedźcie dalej wy....
  16. 22 points
    1) Odwiedzić specjalistę; 2) Szczerze przyznać iż dawki leków są zbyt małe i choroba postępuje; 3) Zrealizować receptę i bezzwłocznie skorzystać z jej zawartości, według zaleceń lekarza.
  17. 21 points
    Mój ojciec od którego wiele sie nauczyłem i wiele życiowych sentencji przyswoiłem zawsze mawia tak: ,,Jak baba ma dwa nazwiska-to pierdolnięta'' i to sie sprawdza w 100%.
  18. 21 points
    To nie do końca tak. Zazwyczaj mądrość przychodzi z wiekiem, zawsze jak się spojrzy lata do tyłu to człowiek widzi, że robił straszne głupoty, albo że mógł podjąć lepsze decyzje, że mógł uniknąć jakichś kłopotów. Jako 30 latek, patrzysz na siebie w wieku lat nastu, dwudziestu kilku i masz dla siebie samego uśmiech politowania, jak będziesz miał 40 na liczniku na te same rzeczy będziesz patrzył z zażenowaniem i drapał się po głowie jak mogłeś takie głupoty robić. Tak będzie przez całe życie, jako 50 latek będziesz krytyczny w stosunku do swoich wcześniejszych wersji, jako 60 latek tak samo (oczywiście skok 10 letni jest czysto umowny, chodzi o stosunek do własnej przeszłości i wyborów w niej dokonanych). W końcu staniesz się leciwym i dostojnym starcem, pełnym życiowej mądrości 😆 No dobra koloryzuję, większość ludzi będzie zniszczonymi przez życie starcami z poważnymi problemami zdrowotnymi, później demencja i już nie będziesz rozpamiętywał swojego życia bo albo będzie cię wszystko na.....ło, albo będziesz wszystko zapominał, a największym pragnieniem będzie znów mieć 20 lat, kiedy mogłeś popełniać błędy, nie łupało cię w krzyżu i nie musiałeś nosić pieluch. Zwyczajne koleje i proza życia. Najważniejsze jest to, żeby dobrze się czuć mentalnie i fizycznie, czyli musisz czuć satysfakcję z własnego życia, cieszyć się samym sobą i dbać o zdrowie, co wbrew pozorom jest trudne, wielu ludzi nie potrafi nawet wytrzymać kwadransa z samym sobą i własnymi myślami, nie potrafi zmotywować się do dbania o zdrowie, które jest tak naprawdę niezbyt skomplikowane, ogranicza się do czterech punktów: 1 Jedz zdrowo (co znów się ogranicza tylko do dwóch zasad nie przejadaj się + nie jedz syfu). 2 Ruszaj się (co ogranicza się do regularnego uprawiania sportu). 3 Unikaj kontuzji (czyli zachowaj rozsądek i zasady bezpieczeństwa we wszystkich aktywnościach, które mogą spowodować uszkodzenia ciała). 4 Unikaj stresu (a jeśli nie możesz ze względu na pracę/ styl życia to go niweluj poprzez sport, medytację i wypoczynek). Zwyczajnie, najlepsze co możesz w życiu zrobić to się dobrze zająć samym sobą i czuć się dobrze tu i teraz. O to wielka tajemnica życia! Błogosławieni, którzy czytają Bracia Samcy i wdrażają porady, albowiem ich będzie wesołe życie staruszka.
  19. 20 points
    Nie jesteś. Ja jestem swego rodzaju chadem - tak by mnie wielu określiło (sorry panie analityku, chyba nie będziesz miał za dużo racji), a jednocześnie spotykam się z takimi sytuacjami bardzo często. Obecnie aż za bardzo często. Ludzie nie są szczególnie ogarnięci i komunikatywni, a szczególnie w Polsce. Nasza mentalność jest swego rodzaju "ciężka". Gdy bywałem w innych krajach, otwartość ludzi jest zupełnie inna, uśmiech jest czymś normalnym, żartowanie w rozmowie właściwie od początku, jest po prostu przyjemniej. W Polsce z reguły panuje ciężka powaga, a często pod nią chowa się buracka agresja zakrapiana wszechobecnym alkoholem. Ludzie lubią otaczać się w swoich małych, hermetycznych kręgach i wielu nie lubi wpuszczać do życia "intruzów". Dodatkowo, Polki określane są jako najbardziej agresywne kobiety na świecie - coś w tym jest, bo przecież agresja manifestuje się różnymi sposobami.. Przypomnij sobie twarze ludzi, których mijałeś, kiedy jeszcze nie było pandemii - są najczęściej smutne, strapione, napięte, zamyślone. Potem jedź do kraju, gdzie ludzie mówią nieznajomym cześć na ulicy - jest po prostu inaczej. Sam mam (odrobinę tylko) mentalność południowca jeżeli chodzi o relacje, więc rozumiem o co Ci chodzi, bo jest realnie po prostu gorzej. Dodaj do tego obecne czasy. Media non stop straszą straszliwym wirusem i rekordami zachorowań. Ba, nawet memy straszą. Ludzie mogą tracić pracy, firmy upadają, następują zwolnienia. Jest sezon grypowy, ktoś się przejmuje czy ktoś kichnął i był to covid czy może grypa? Ludzie są nabuzowani strachem, po prostu walczą o przetrwanie i się boją. Kumpel mi mówił, że parę miesięcy temu był na paru randkach z Tindera i niektóre dziewczyny mówiły, że one chcą, żeby on założył maseczkę - a co dopiero teraz? Obecne czasy nie sprzyjają zawiązywaniu nowych znajomości a często te, które istnieją są przesycone najzwyklejszym strachem. Ludzie głupieją. Ze wszystkich stron dostają komunikaty, że mogą umrzeć na straszliwą chorobę, która jest na całym świecie. Co więcej, boją się też o bliskich. Mój znajomy dzisiaj dostał komplement w pracy, że on może w takich czasach być trochę radosny i rzucać żarcikami. Zdajesz sobie sprawę? "W takich czasach". To nie są dobre czasy na relacje międzyludzkie. My już mamy coś w rodzaju mini lockdownu, a ludźmi kierują najprostsze instynkty - teraz może nawet większości nie chcieć się udawać bycia miłym. Sprawę pogarsza fakt, że nic od Ciebie mogą nie chcieć, więc nie są w stanie nawet na chwilę wyjść z własnej głowy i własnych, paraliżujących myśli. Kobiety lubią dbać o własny image i opinię i w większości przypadków, gdy mogą się w pewien sposób sparzyć, nie chcą być chamskie, bo to nie leży w ich interesie. Istnieje jeszcze mnóstwo innych czynników, ale ja mam wrażenie, że pierwsze skrzypce gra po prostu ogłupiająca adrenalina i kortyzol, a szczególnie w obecnych czasach.
  20. 19 points
    Witajcie. Ten temat powstaje na prośbę jednego z Braci, chociaż jego założeniem jest bycie użytecznym dla jak największej ilości osób. Długo się zastanawiałem, jak to ugryźć, by nie brzmiało jak porady z kiepskiego poradnika motywacji i rozwoju osobistego. Źródłem poradników tego typu są głównie kraje anglosaskie. Oczywiście, wiele z takich publikacji można wynieść, wiele rzeczy zastosować w mniejszej lub większej skali w każdym kraju, ale nie można przyjmować bezkrytycznie tego typu treści. Dlaczego proces? Z tytułem też miałem problem. Zmiana brzmi banalnie, rozwój też. W sumie do tej pory zastanawiam się, czy jestem właściwą osobą by udzielać tego typu rad. Nie jestem nestorem biznesowym z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, wieloletnim aniołem biznesu, który dał pieniądze na rozruch kilkunastu czy kilkudziesięciu perspektywicznych spółek, czy prezesem z WiG20. Nie jestem Kicińskim, Iwińskim, Nielubowiczem czy Marchewką, Pawłem Danielewskim albo innym realnym milionerem w klasycznym dla mnie tego słowa znaczeniu. Można to kwestia skali czy punktu odniesienia, ale nie uważam za milionera kogoś kto zarobił milion zł netto albo więcej. To już za mną. Definiuję siebie i swój dorobek jako klasę średnią typu anglosaskiego. Ani więcej, ani mniej. Nie jestem, ale pracuję z ludźmi typu, których opisałem powyżej. Znam to środowisko całkiem nieźle, jak również sposób myślenia. To jest jednocześnie mój świat i nie jest mój świat. Nogami mocno stoję w swoim świecie. Nad wyraz krytyczny - najbardziej wobec siebie. Rzadko w pełni zadowolony - również z siebie. Staram się nigdy nie popełniać tego błędu wobec innych. Chwalić, motywować, doceniać, wspierać. Wtedy ludzie są zdolni do rzeczy wielkich. Naprawdę wielkich. Takim kimś chciałem być. Czy mi wychodzi? Niektórzy powiedzą, że całkiem nieźle, ja zawsze twierdzę że jest co ulepszać. To jest świat pełen bufonów, fanfaronów, arogantów, besserwisserów, pomijam już zwykłych skurwysynów, którym się wydaje, że mają świat u stóp i wszystkich innych traktują jak fekalia, zgodnie z zasadą "świat należy do Ciebie". Otóż nie do końca. Gdybym miał się kimś takim stać, chyba bym się zastrzelił. Byłbym wtedy największym własnym zawodem. Tych zasad i ideałów, które wpoiła mi m.in moja mama. Dużo dostałem z rodzinnego domu. Nie, nie pieniędzy. Pochodzę ze skromnej rodziny nauczycielki i urzędnika, bez żadnych tradycji i doświadczeń biznesowych. Dostałem coś innego - kapitał społeczno - kulturowy, czego nigdy nie zapomnę. Masę książek, które pochłaniałem tonami. Ciekawość świata. Wrażliwość na piękno przyrody. Miłość do zwierząt. Nacisk na edukację. I tak dalej. Proces więc jest dobrym terminem. Proces rozwoju. Od komputerowego nerda po osobę w jakimś stopniu publiczną, rozpoznawalną. Pracowałem od okresu tuż po maturze, dorywczo w naprawdę różnych miejscach. Kolędowałem po domach jako inkasent, pracowałem jako tele - sprzedawca, potem w mediach lokalnych, wykonując wiele innych podobnych aktywności. Idąc na studia humanistyczne nie miałem wstępnie pomysłu, co zrobić z własnym życiem. Jaką drogę wybrać. Studia humanistyczne dają szeroką wiedzę ogólną, ale nie dają de facto żadnego zawodu, konkretnego fachu, jak to się kiedyś ładnie mówiło. Nie są prostą ścieżką do niezależności finansowej, div za 300 zł i kawalerek na wynajem. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać :) To były swoją drogą fajne studia, z fajnymi ludźmi. Jakże odmiennymi od mojego koszmarnego, elitarnego, bananowego liceum, pełnego przyszłych prezesów, prawników i panów doktorów w większości z bardzo zamożnych rodzin. Ten okres wymazuję ze swojej pamięci i z tych czasów utrzymuję stały kontakt tylko z dwiema osobami. Tak, dobrze myślicie. Tymi "sprawdzonymi w boju". Wszyscy tam byli fajni. Bardzo fajni. FajnoPolacy. Problem z tym, że dla nich nie byłem fajny. Ani nie byłem w stanie przepijać w knajpach paręset złotych na wyjście (w sumie dziś też nie mogę, nie mam głowy do takiego pijaństwa, nigdy nie miałem). Samochodu od taty też nie miałem, nie dostałem na 18-tkę. Dziewczyny lubiły tych z samochodami, z perspektywami. Złote lata 90-te. "Młode Wilki" w kinach. Złota młodzież się chce bawić, jak Cichy, Czarny i Kobra. I szuka podobnych sobie. W hierarchii społecznej byłem tam dosyć nisko. Ot, takie liceum jak wypisz wymaluj z amerykańskich komedii o futbolistach, czirliderkach i nerdach, będących swoistą underclass. Nie, nikt mnie tam nie prześladował. Po prostu byłem przeźroczysty. Ani auta, ani firmowych ciuchów, ani wyjściowej mordy. Przekichane. Szczególnie dla młodziaka, który mocniej przeżywa i reaguje, gdy go ktoś mentalnie depcze, pragnie jeszcze chociaż odrobinę społecznej interakcji. Deal with it. Stanowiłem tło. Ale było minęło, jak partia demokratyczna. Pojechałem jednak na którąś tam okrągłą rocznicę mojej matury. Na początku nie chciałem, bo ta odraza jeszcze lekko wtedy we mnie siedziała. Żona mi mówiła, jedź, jedź, co Ci szkodzi. Odwiedzisz dawnych kolegów. Kolegów : )) Dobre. I jakiś diabeł wtedy we mnie wstąpił. Pojechałem. Nie pojechał tam jednak Obliteraror, pojechał Pan Hyde. Potraktowałem to trochę jak LARP-a, taki nie ja. Pojechałem tam z myślą "oby was chuj z zawiści strzelił : )". Przepraszam, jestem tylko człowiekiem i jak każdy mam "ciemną stronę". Ale na opisywanie reakcji tego miałkiego, interesownego towarzystwa szkoda czasu w tym temacie. Prywatnie nazwałem to zabawą konwencją. I bawiłem się setnie. Imponowanie ludziom, którzy uwielbiają tzw. wizualne oznaki sukcesu jest banalne w swojej prostocie. Ale czy realnie pragniesz takim ludziom imponować? Imponowanie ludziom, którym dajesz realną wartość i rozwiązujecie skutecznie problemy jest o wiele trudniejsze. Ale o wiele bardziej budujące. Ten temat będzie dłuższy, ale muszę ubrać w myśli dalszy klarowny i może bardziej poukładany ciąg. Proces nie jest czymś krótkim. Więc to traktuję jako mniej lub bardziej rozbudowany wstęp. Dziękuję Wam, jeżeli go przeczytaliście.
  21. 19 points
    @Skyrr Ja: - lat 47, - dwa rozwody, - dwójka dzieci, - obecnie partnerka: lat 30. - mieszkam 30/70: Polska/USA. Po przeczytaniu Twojego tekstu wiem, że jesteś pod wpływem dużych emocji. Nie, nie da się tego załatwić tak aby nikt nie cierpiał. Pierwsza uwaga: nadal robisz wszystko pod swoją ex. Dlaczego? Bo: 1. Chcesz mieszkać blisko. 2. Nie zamierzasz sprzedać wspólnego mieszkania. 3. Chcesz wyjaśniać rodzinie. Spoko. Też to przechodziłem, z tą różnicą że sam jestem prawnikiem w rodzaju mściwego skurwysyna, dlatego mimowolnie dość znacznie mi to pomogło. Jednym słowem przejechałem po paniach walcem. Ale do rzeczy, jakie są moje rady: A. Wyprowadź się na drugi koniec miasta. Jak najdalej od ex i dziecka. Będzie Ci łatwiej rozpocząć nowe życie. Tkwienie 200 m od byłej rodziny to taka kotwica. Ja na początku wyprowadziłem się 600 km od ex, potem na inny kontynent świata. B. Pamiętaj, że ex ma w dupie dziecko. Nie wprost, dziecko jest jej potrzebne do spełniania własnego życia, a to że dziecko będzie płakało, obniży się chęć do życia, w przyszłości będzie miało problemy - co to ją obchodzi, liczy się tu i teraz. Pamiętaj, kobiety są mało uczuciowe i dość płytkie. Płacz i delikatna skóra to nie jest wrażliwość. C. W pierwszej kolejności myśl o sobie, a nie o dziecku, o ex to już w ogóle nie myśl. Tak, nie myśl o dziecku, wiem kontrowersyjne. Tak wiem, jestem chujem. Dziecko poradzi sobie bez Ciebie tzn.będzie musiało. W życiu dziecka materialnie (miejscowo) niewiele się zmienia. Co powiedzieć dziecku? To co czujesz i jeśli powiesz, że będziesz w każdą środę o 15.00 to musisz być tam co do sekundy, bo dziecko będzie odliczało te sekundy. D. Jak już otrzepiesz z siebie stary brud, celuj w panie z zakresu 28-30 lat. Jest tam jeszcze sporo takich, które nie chcą mieć dzieci, a ciało jeszcze podnieca. E. Jeśli musisz płakać, to płacz w samotności, nawet jeśli dziecko będzie zasłaniać całym sobą drzwi wyjściowe, kiedy będziesz wynosił ostatnią walizkę, a dziecko będzie wyło "tatusiu". Przeszedłem to. Pamiętaj, że to nie ty zniszczyłeś dziecku życie tylko pinda ex. Pamiętaj, żeby nie ratować świata. F. Sprzedaj mieszkanie pod groźbą niepłacenia kredytu. Komornik? Jest przynajmniej 100 sposobów jak komfortowo żyć z zajęciami komorniczymi. Niestety, życie się chwilowo zesrało więc trochę tego zostanie z Tobą, ale trzeba na nowo nauczyć się z tym żyć. G. Standardowo, nie zamykaj się sam w domu. Jeśli nie chcesz gadać z ludźmi, a oczy są czerwone od płaczu to twórz iluzje wspólnoty ze społeczeństwem: siłownia, basen, galeria handlowa. Jeśli jednak jesteś typem samotnika, wynajmij pokój i wyjedź w Bieszczady na miesiąc. Nie polecam kobiet jako antidotum. To już lepiej się wyspać porządnie. H. Jeśli masz duże wahania nastroju, od płaczu do ulgi i poczucia wolności - idź do psychiatry po leki stabilizujące. Pomogą przetrwać pierwsze najgorsze miesiące. Najgorsze są emocje i urojenia we własnej głowie. Jeśli zdasz sobie sprawę, że faktycznie są to urojenia, będzie lepiej. Czyli: biedne dziecko, ex ma innego, oszukali mnie, źle o mnie myślą, ja im muszę wyjaśnić, ja się tak poświęcam a oni mnie karcą itd. Zwykle po 2-4 latach problem rozstaniowy znika w 95% (w przypadku zaawansowanej rodziny jaką tworzyłeś). Powodzenia
  22. 19 points
  23. 18 points
    No właśnie, bo mam wrażenie, że wielu ludzi żyje z dnia na dzień i martwią się dopiero jak mleko się rozleje. Moim zdaniem, wtedy jest na to już stanowczo za późno a człowiek ma nóż na gardle, obojętnie czy to zepsuje się auto, którym dojeżdzamy do pracy, czy przydarzy się jakaś choroba lub co w czasach Srovidu jest coraz częstsze czeka nas przymusowe pożegnanie z obecnym pracodawcą. Źródełko $$ wtedy automatycznie się kończy a pospolity Kowalski kończy z chujem w dupie i bananem w mordzie. O ileż większy mielibyśmy spokój, gdybyśmy posiadali choćby minimalną, naprawdę, nie trzeba odkładać 200 tysięcy PLN, poduszkę finansową. Sam jakąś posiadam i zauważam, że pozytywnie wpłynęło to na moją niezależność, którą sobie bardzo cenię. W pracy częściej stawiam na swoim, mam dużo większy spokój wewnętrzny, mimo niespokojnych czasów, w końcu jest też satysfakcja. Przypomniałem sobie pewną rozmowę z @Mosze Red, gdzie co nieco rozmawialiśmy na ten temat i z perspektywy czasu trochę mi wstyd za podanie kwoty jaką byłem wtedy (tak myślałem) w stanie odkładać co miesiąc. Warto nieco odpuścić konsumpcjonizm na rzecz pewnej gwarancji stabilności o ile o czymś takim możemy mówić. Zamknąłem w banku tzw. limit odnawialny, dzięki któremu miałem zawsze parę groszy, które mogłem pożyczyć na niskim koszcie od banku. Ostatnio stwierdziłem, że jest to błędne koło, bo daje złudne poczucie większej ilości pieniędzy i tego, że można sobie na więcej pozwolić. Zachęcam tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, do systematycznego tworzenia takiego zabezpieczenia dla siebie na czarną godzinę na te 3-6 czy 12 mscy.
  24. 18 points
    Panowie poległem... Przeprosiłem ją za wszystko i zeszliśmy się spowrotem... Nie no, kurwa, żartuję, zadzwoniła, że wzięła swoje rzeczy, klucze mi da po pracy. Także tego, ogień, z dupy rezerwatki nadciągam 😎😎😎😎
  25. 18 points
    Mój był taki: On-Cześć Ona-(odczytano wiadomość)
  26. 17 points
    Klin podatkowy rośnie, a zatem masz coraz mniej szans na zbudowanie porządnej poduszki bezpieczeństwa. Upodabniamy się pewnie powoli do hamburgerów, gdzie pracujesz, żeby mieć w ogóle zdolność kredytową. Niskie stopy procentowe, skrzywienie mentalności konsumenckiej, 10 mln emerytów, bardzo złe prawo, zjebane instytucje, zero zaufania do działań politycznych, brak wartościowych inwestycji infrastrukturalnych i wiele innych rzeczy. Mentalność ludzi dzisiaj, a 10-15 lat temu, gdzie i tak rewelacyjna nie była teraz to skrajność. Masz polaryzację na takim poziomie, że nie wiesz, do kogo się odezwać. Internet - zmienił psychikę. Dwa, dał wizję życia, którego nikt nigdy mieć nie będzie, bo zostało wykreowane przez marketing. Pieniądz nową religią. Konsumpcja nowym kościołem. Religia, jako idea mi się podoba, natomiast nie w wydaniu kościoła. Kościół pokazał prawdziwe oblicze. Widzę własny rozwój, zmiany przez ostatnie 20 lat. Startowałem z pozycji ekstrawertyka, albo kogoś bardzo bliskiego. Mnóstwo znajomych, koleżanki, FB dojebany, nasza klasa wcześniej grono, jeździłem na imprezy autobusami po 45 osób. Non stop chlanie, imprezy, dobra zabawa. Doświadczenia z kobietami, związki, to wszystko, ten pęd za mrzonką, aż dostałem obuchem, stop. Boże, co ja robię. Kim jestem, czego chcę, człowieku ogarnij się, nie jestem tym, kim powinienem być sam dla siebie. I z ekstrawertycznej duszy poleciałem w siebie, MGTOW, w pustelnicze życie bez nałogów, wręcz jako strajk dla tego, co widzę, co widziałem, co przeżyłem. Nie chcę żyć tak, jak inni, nie chcę żyć hajsem, konsumpcją, tylko lasem, świeżym powietrzem, spacerem. Zapłaciłem za spokój samotnością, ale to dobrze. Wiem, że obrałem dobrą drogę, bo nie mam wyrzutów sumienia, nie mam tęsknoty. I tak to pewnie u wielu tych wolnościowych jednostek wygląda. Ten świat, rzeczywistość, ludzie po prostu męczą. Szukasz ucieczki. Łezka mi się w oku czasami kręci, że wielu uciec nie może, albo się nie odważy. Że samo marzenie o oddychaniu świeżym powietrzem i wstanie z łóżka o 10 to już wręcz poziom premium marzenia. Wpędzanie w poczucie winy na każdym kroku, można oszaleć. Poziom trudności jest spory, natomiast jest też ogrom możliwości, potencjału, układów, których nigdy nie było, jak mówię praca zdalna. To jest ultra nowość. Internet. A z drugiej strony brakuje cnoty, wychowania w duchu zasad uniwersalnych, nie promowanych przez kościół, religię, tylko prawo naturalne. Z jednej strony widzę wiele, wiele dobrego, jestem kurewsko wdzięczny, a z drugiej strony widzę po sobie, że kobiety nie, prawo zjebane, system zjebany, nie wejdę już w to gówno. Nie założę rodziny, nie wezmę odpowiedzialności, a mógłbym. Teraz żyjemy w świecie wygrywających jednostek, może zawsze tak było, a przegrywających mas. Trzeba, jak zwykle stanąć na własnych nogach. Znam historie z dawnych lat, jak ludzie uciekali z PRL za granicę, z pierwszej ręki to jednak było znacznie, znacznie gorzej. Znam wiele pojebanych historii, kiedy chleba brakowało ludziom, kiedy bieda, aż piszczała, do lasu trzeba było chodzić zbierać jakieś jagody, nawet pułapki zastawiać u niektórych. Mój pradziadek chodził 10 km do pracy po torach w zniszczonych butach. Nie miał wyjścia. Cywilizacja, dobrostan, wygoda wykuwa się w cierpieniu, często ogromnym, na przełamaniu. Człowiek musi stawać się coraz lepszy, wydajniejszy, postępowy do granic możliwości. Nie może cierpieć, nie może chorować, nie może umrzeć. To jest nowy model życia. Zwierzęce prawa przemieszane z hominizacją, z rozwojem duchowym, z cywilizacyjnymi wygodami, z rozwarstwieniem społecznym. Było zawsze, ale nie każdy to widział, rozumiał. Tyle wiedzy, że nie ogarniesz, a ludzie siedzą w gierkach, w pustej rozrywce, na tinderach i ciągle im mało. Wychowanie w wiecznej konsumpcji, niezadowoleniu ze stanu faktycznego. Czyli rezygnacja ze szczęścia na rzecz poszukiwania nieustannej wizji marketingowej. Konsument, tym jesteśmy, konsumentami, nie ludźmi już od dawna. Konsumujemy kulturę, siebie, wszystko. Zmienił się paradygmat życia, życia bez śmierci, życia sukcesu, nie możesz mieć gorszego okresu, bo wszyscy cię opuszczą. Konsument, jako przedmiot, uprzedmiotowienie człowieka, wyrzucenie lub wzięcie, kiedy się podoba. Nie akceptacja natury, jako takiej, tylko użyteczność w danej chwili. Mnóstwo tego. Ciągle o tym myślę i kwestia użyteczności ludzkiej, jak produktu jest wręcz 100% prawdą. I w oczach polityków i w oczach samego społeczeństwa. Dajesz wskaźnik zarobków netto nad głową i tak oceniasz, widzisz tylko ten element, nic więcej nie obchodzi. Religia, życie, codzienność oparta na pieniądzu, konsumpcji, bez żadnych wartości poza zwiększaniem użyteczności produktu-człowieka.
  27. 17 points
    To nie do końca tak jest, bo widzę, że nie możesz się nadziwić dlaczego kobiety takie są, że bardzo szybko przeżywają żałoby. Jest kilka powodów. #1 Kobiety nie mogą sobie z racji braku czasu pozwolić biologicznie na siedzenie, zamartwianie się, filozofowanie. One muszą być bardziej przyziemne, taka jest ich natura i energia. Ich mentalność działa na zasadzie: co należy zrobić teraz? Odpowiedź: teraz należy jak najszybciej znaleźć kogoś nowego, który będzie jak "naj". #2 Faceci nie potrafią rozkochiwać w sobie kobiet. Kobieta za nim nie tęskni, bo nie ma za czym. Miś chce się przytulać, nie jest prawdziwie dominujący, z archetypowego samca alfa to.. no cóż, on nic nie ma - poza marzeniami, jak taką postacią gra w Wiedźmina 3. Tak samo jak ludzie chcieliby iść na naprawdę DOBRĄ imprezę raz jeszcze i ją powtórzyć, a pomniejsze wypady do baru gdzie się siedzi i rozmawia są po prostu w pamięci zacierane. #3 Faceci tak długo przechodzą żałobę i rozmyślają o swoim pechu latami, bo w tym czasie nie mają zdolności poznać naprawdę atrakcyjnej kobiety. Moje doświadczenie mi mówi, że kiedy nadal miałem w sobie zadrę z powodu byłej i jej kurewstwa, wyzywające spojrzenie od NAPRAWDĘ atrakcyjnej kobiety dziwnym trafem w mniej niż sekundę zacierało mój wewnętrzny ból z powodu byłej.. Wystarczyło przeboleć pierwsze fazy zejścia z haju, a kiedy się to wynormowało, wystarczy naprawdę fajna zdobycz na celownik i cały ból znika. Zabawne, co? #4 Faceci mają łatwiej się zakochać, bo zakochują się w wyglądzie i słodkości charakteru kobiety. Kobieta wiele nie musi robić, żeby się w niej zakochać. Facet musi sporo pokazać - szczególnie psychicznie. Na kobiety wyjątkowo dobrze działa ich świadomość, że możesz je rzucić, a szczególnie na te atrakcyjne - gdy zdajesz jej shit test, że ona Cię niby "rzuca" a Ty odchodzisz, to wraca właściwie ogłupiona swoją uległością i nie wie co się dzieje. To jest dla nich wyjątkowy pokaz siły, przy którym aż miękną im nogi. Osobiście zauważyłem, że nic nie działa na kobiety tak silnie jak świadomość, że pozwalasz jej odejść i nie błagasz o zostanie, po prostu odwracasz się i wychodzisz. Uwierz mi arch, kobiety potrafią naprawę się zakochiwać i to z naprawdę wielkim impetem, czasem aż do szaleństwa, ale po prostu nie w każdym - głównie liczy się tutaj wygląd i szczególnie zachowanie/ osobowość - a osobowości nie ogrom facetów, słabi z żalem i bólem dupy goście, nazywają takich "bad boyami", nie wiedząc, że to część ich, którą też w sobie mają, a tylko udają grzecznych. Nie hajs, bo kiedy jeszcze z hajsem stałem raczej słabo, to zdając wszystkie shit testy kobiet na 5+ i pobudzając w nich skrajne emocje, dosłownie głupiały. Kobiety nie kochają ludzi z pieniędzmi ale robią za nie dużo (bo muszą). Kobiety kochają jakiś wygląd, emocje i siłę psychiczną, żeby naprawdę się zakochiwać.
  28. 17 points
  29. 17 points
    Bracie @Turopte wszystkie dramy wynikają z tego, że pani nie zdążyła ogarnąć żadnego koła zapasowego, bo myślała, że cię urobi i będzie wieczna sielanka. Gdyby miała inną opcję, to by cię spuściła w kiblu w mgnieniu oka. Bez dram i jednej łezki. Miej tego świadomość. Dramy są jak się nagle pod dupą zaczyna palić.
  30. 16 points
    Elunia Users, Opiszę tutaj mój pobyt w zakładzie dla psychicznie chorych, uzależnionych, #przeg****w życiowych i jednostek aspołecznych. Początek miał miejsce w sobotę w nocy - po publicznej zapowiedzi samobójstwa by tym razem nie mieć wymówki a powód i usprawiedliwienie oraz motywację do działania postanowiłem wreszcie wykorzystać linę która od dawna jest zawieszona na drążku który miał służyć za szubienicę. Stołek - bardzo klimatycznie wyglądający i niestabilny, pasujący do samobójstwa jak benek do psiochy wziąłem z kuchni. Ostatecznie wyszło jak wyszło - jak wszystko za co się zabieram zostaje spierdolone. Ubrany w mój garnitur czyli dres adidasa i ulubione okulary wszedłem na stołek, pętlę założyłem na szyje i stałem jakiś czas - chyba niezbyt długo. A tak serio to wiadomo co miał zasłonić wysoki kołnierz i okulary. teleport do Jezuska Obudziłem się w nocy w niedzielę - było ciemno więc po godzinie 19. To był najgorszy moment w całej sytuacji. Strasznie mnie suszyło, głodny nie byłem ale jedzenie i picie z dnia poprzedniego domagało się wypuszczenia w porcelanową odchłań... - czy czego tam kible robią. Leżałem tak i zasnąłem po czym znów wstałem i zasnąłem i tak w kółko. Telefony na szczęście pod ręką więc wziąłem jeden by wejść zobaczyć czy MK usunął moje konto jak wcześniej prosiłem. Prywatnego życia nie mam wcale - zero znajomych i ruchania to dlatego domagałem się usunięcia konta co równało się ze skasowaniem w pewnym sensie jego zastępstwa. Coś napisałem i leżałem dalej czekając na alarm - w poniedziałek do roboty. Bolało mnie całe ciało ale wstać trzeba w końcu. 3:30 alarm, leżałem jeszcze jakiś czas po czym wstałem, wziąłem plecak, rower i wyszedłem. W poniedziałek było trochę roboty między którą siedziałem gapiąc się w zegar nadal czując się bardzo źle. Psychicznie bo fizycznie po godzinnej jeździe rowerem poczułem się lepiej. To samo po powrocie z tyrki - jeszcze krótko po przejażdżce czułem się w miarę a potem szybki zjazd. Już umyty leżałem w łóżku znów bez wody co miało znaczenie - nadal mnie potwornie suszyło. Piłem za mało, nie jadłem nic. W każdym razie zalogowałem się na forum i wyszła krótka pogadanka zdaje się i zasnąłem? Na pewno wieczorem wróciłem już jako osoba bez zasad - niedotrzymanie publicznej obietnicy. Gdzieś w międzyczasie odpisał MK w sprawie usunięcia konta, na czacie parę osób w sumie niepotrzebnie ale miło z ich strony - zainteresowanych sytuacją pytało ogólnie o co chodzi. Także na PW odezwały się różne osoby - nikogo nie wymieniam bo może sobie nie życzą. Wszyscy mówili mniej więcej to samo - natychmiast do psychiatry. Z braku asertywności i ogólnej obojętności co do losu własnego życia postanowiłem, że pójdę o czym poinformowałem każdego kto polecił mi to w wiadomości prywatnej i na czacie. A potem chyba zasnąłem. We wtorek czułem się już znacznie lepiej. Tym razem w tyrce nikt już nie był tak bardzo zainteresowany moim zachowaniem i wyglądem ale atmosfera nadal była trochę inna - ciszej i spokojniej albo tak mi się tylko wydawało. Po odpierdoleniu fuszerki nieznacznie lepiej niż w dniu poprzednim wróciłem do domu. Użytkownik wypiętym jak do seksu analnego czerwonym diabłem w avatarze wspominał coś o psychiatrze - czy już pojechałem albo czy jadę...? Chciałem pojechać ale byłem zbyt zmęczony więc wszedłem na łóżko i obudziłem się w nocy. Środa minęła już całkiem OK. Pomimo drgawek co jakiś czas i nieustępującego pragnienia w moim odczuciu nie potrzebowałem już jakiejkolwiek pomocy od nikogo. Zresztą to samo uważałem już od weekendu i wcześniej, bo po co mi to? Problem był taki, że obiecałem a mimo utraty własnej godności, poniżenia się na oczach całego forum gdzie wyszedłem na mówiąc delikatnie - pizdę zamiast faceta, chciałem zachować resztki godności co było i jest dla mnie nawykiem więc po jakiejś rozmowie na czacie ubrałem się i pojechałem do szpitala... ...wystraszony i zawstydzony całą sytuacją pojechałem tramwajem, potem piechotą kilka minut pod szpital. Pierwsze wejście - kobieta na recepcji niemiłym tonem pyta się o co chodzi... Dzień dobry chciałbym rozmawiać z psychiatrą. Z kim dokładnie? Obojętnie, z psychiatrą. Termin? Nie. Mogę rozmawiać z psychiatrą? Pogotowie jest obok, proszę iść tam. Poszedłem kilkadziesiąt metrów dalej - to duży szpital. Dzień dobry, chciałbym rozmawiać z psychiatrą. Co? (piguła pokazuje ręką na telefon, oglądała YT) Jest tu psychiatra? Chciałbym porozmawiać. Nie ma. Poszuka pan w [adres]. Może Pani zapisać? Ehhh.... To było po przeciwnej stronie miasta. Pojechałem, znowu tramwaj i z 15 minut z buta. Dostałem zły adres - zwykły domek jednorodzinny. Kawałek dalej biała tablica - to był psychiatryk. Wszedłem, po prawej mapa kompleksu budynków. Zestresowany i nie ogarnięty chciałem wejść nie tam gdzie trzeba - zamknięte - wyszedłem stamtąd. Pokręciłem się tam po okolicy. Stoi kurwa tablica - to tam. Wróciłem, znów do mapy zauważając tym razem czerwony plus na jednym z budynków - pogotowie psychiatryczne. Japierdolę co za wstyd - poszedłem. Pierwsze drzwi za mną. Teraz albo do przodu albo w lewo na górę - po prawej kolejna mapa - do przodu. W środku było pusto - drzwi po prawej, pogotowie po lewej i tam się udałem. Usiadłem w poczekalni i pisałem coś na czacie. Stres narastał, rozmawiałem z userami którzy chyba próbowali mnie jakoś uspokoić. Dałem jakieś fotki - by udowodnić, że to nie ściema, że idę. W poczekalni spędziłem z godzinę - na pogotowiu nikogo nie było! Jedna piguła przechodziła co jakiś czas i pacjenci. Wkurwiłem się! Poszedłem więc kogoś poszukać do czego też mnie zmotywowali bo się wstydziłem. Bez czatu poszedłbym do domu albo i nie - bo do psychola z własnej woli bym nie poszedł. Piguła zapytała o co chodzi i po krótkiej wymianie zdań kazała poczekać. Wróciłem do poczekalni gdzie przeczekałem jeszcze około godziny. Kontakt ze mną się urwał - przyszła piguła z lekarką, dały mi koronaformularz a wzięły kartę zdrowia i zostawiły na moment. Konkretnie obsrany zaraz byłem w gabinecie z dwiema pigułami i lekarką. ja w poczekalni PIERWSZA WIZYTA Tu niestety mogę coś poprzekręcać - ze strachu i wstydu jaki mi wtedy towarzyszył. Usiadłem na krześle, przede mną lekarka a za nią dwie piguły coś klikały w komputer. Rozmowa przebiegała w skrócie mniej więcej tak: Nazywam się XXX i jestem tu jedynym lekarzem, co się stało Panie Analconda, dlaczego Pan przyszedł? Źle się czuje, od dawna a w tym tygodniu bardzo źle. Dlaczego? Bo mam gówniane życie. Co się dzieje? Może Pan zostać u nas kilka dni, tydzień albo dwa...? Chciałem się zabić w weekend. Tu się wystraszyła. Wzięła telefon i poszła zadzwonić do innego lekarza. Chciałabym aby został Pan tutaj na 3 tygodnie. Proszę opowiedzieć co się stało dokładnie. Ogólnie opowiedziałem jej o swoim chujowym życiu - każdy na forum dokładnie wie o co chodzi i zapytałem jak mogą pomóc, tylko szybko bo niedługo muszę iść do roboty. Wtedy odezwała się piguła - możemy wypisać L4. Po tym chciała by jej pokazać szyję, następnie ręce od spodu. Pobrała mi krew do dwóch strzykawek co zakleiła watą i taśmą. Poprosiła bym podciągnął koszulkę do góry - no umięśnionej klaty tam nie zobaczyła no chyba, że nie odróżnia mięśni od kości. Najpierw plecy - coś tam słuchała a dwie piguły niby w komputer a co chwile spoglądały na mnie. Potem brzuch i ręka (???). Pierwszy kontakt z kobietą od wybolcowania divy dzień przed pierwszą rozprawą we Wrocławiu co mi się podobało. Młoda pani doktor z wręcz przerażająco mocno rosyjskim akcentem poprosiła mnie bym wstał. Wtedy jedna z piguł patrząc na mnie ściągającego koszulkę w dół powiedziała do drugiej "teraz...." drugiego słowa nie zrozumiałem bądź nie dosłyszałem ale wszystkie trzy się zaśmiały. Chyba chciała zobaczyć czy nie jestem naćpany bo świeciła mi w oczy latarką i coś patrzyła. Potem być może w obawie o stan upojenia alkoholowego chciała bym zamknął oczy i wyciągnął dłonie po czym chwile później różnymi palcami miałem po kolei dotknąć nosa. Piguła zaprowadziła mnie do pokoju, mówiła, że spędzę tu dwa dni kwarantanny i będą mnie tu badać a lekarz przyjdzie jutro rano. Jej koleżanka z tyrki przyniosła mi ręczniki i taką małą paczkę z przedmiotami typu szczotka do zębów, mydła itd. PIERWSZY DZIEŃ W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM Około 7:00 otworzyły się na chwile drzwi... zasnąłem. Następnie 7:26 lekarz i piguła w ubraniach sugerujących, że mają do czynienia z chorymi na ebolę weszli do mojego pokoju. Założyli mi coś na palec, jakiś młotek włożyli mi do ucha by zmierzyć temperaturę, ciśnienie 130/90 - wszystko w normie, miłego dnia! Kilka minut później znów pukanie do drzwi - to był gość z zaopatrzenia który przyszedł z korytem. Mogłem wybrać co chcę do jedzenia. Wrócił może z pół godziny później by zabrać talerz. W międzyczasie przyszedł też pan który sprzątał. Może z godzinę później przyszła lekarka... szpitalne śniadanie DRUGA ROZMOWA Dość wysoka brunetka, falowane włosy, ciemne oczy, małe cycki, przywitała się po wejściu do pokoju. Ja siedząc na krzesełku albo leżąc na stoliku, jak kto woli, także się z nią przywitałem. Rozmowa podobna do poprzedniej ale zaczynająca się od słów w stylu "wiem już, że..." trwała może ze 20 minut. W tym czasie ta widać, że mało się nie popłakała, chyba do tej roboty się nie nadaje. Na koniec powiedziała, że później przyjdzie razem z innym lekarzem. CIĄG DALSZY DNIA W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM Właściwie nic się nie działo. Raz przyjechał łobiat a w międzyczasie przychodził na moment lekarz zapytać czy wszystko OK. Ogólnie czułem się już dość dobrze i jak pisałem wcześniej - w mojej ocenie nie potrzebowałem już lekarza. Była też psycholog która dała mi jakieś kartki żebym się nie nudził - taka matematyka dla upośledzonych szympansów. Stary przywiózł mi rzeczy które do pokoju podrzucił mi lekarz. Oddział kwarantanny jest zamknięty więc łojciec nie mógł zrobić tego osobiście. Niestety nie mogłem się rozpakować aż do wyników drugiego testu na koronę który mieli zrobić mi w piątek rano. łobiat PSYCHIATRA!? Nie wiem o której, 13, 15? Przyszła psychiatra - kobieta już starsza, widać w każdym razie, że ma długie doświadczenie w swoim zawodzie. Rozmawialiśmy - znowu to samo ale chciała więcej szczegółów. Powiedziała, że być może depresja, że jestem bardzo młody i chyba coś się stało. Skończyło się na tym, że muszę jeszcze czekać... do końca kwarantanny czyli do piątku. CO DALEJ? Rozmowy na czacie z userami, chwilowe wizyty lekarza i dziwnie spokojnego mężczyzny który dostarczał wody i pokarmu. Dostałem też dwie grzanki wieczorem bo zostały resztki które chcieli wykorzystać. Te resztki to chyba lepsze niż łobiat w Polskim szpitalu. Na koniec dnia poszedłem wziąć prysznic i zwalić konia. grzanki PIĄTEK! Wcześnie rano budzik - punktualnie siódma:zerozero zerwałem się z łóżka. Tym razem chciałem być gotowy na wypadek gdyby kazali mi wyjść z łóżka bo bałem się, że mi dyrgnie przy pigule. Spodnie, koszulka, toaleta... i wpadli do pokoju jak myłem zęby. Standardowo - śmieszne urządzenie na palec, coś na wzór młotka do ucha a po wyjściu z toalety - ciśnienie - 110/80. Wszystko w normie, do później! Oni wyszli a weszła piguła która potężnym patyczkiem do uszu przyprawiła mnie o mdłości grzebiąc mi tym w pysku. Wkrótce doczekałem się koryta, bułeczki tym razem jedna z nutellą bo cukrzyca sama się nie pojawi. Odwiedziła mnie inna psycholog która dała mi dwie kartki bym mógł se coś rysować. Ale nie miałem pomysłu i ochoty a moje zdolności artystyczne kończą się na rysowaniu kutasów na wzór mojego (czyli wielkich). #rezerwat Pytała czy chcę iść na spacer - niektórzy pacjenci muszą być z opiekunem albo w ogóle nie mogą wychodzić. Nie zgodziłem się, powiedziałem, że muszę czekać tutaj niestety. Przyszła znowu później, mówiła, że mogę wyjść i czy chcę na kilka minut - więc wyszliśmy a podczas spaceru wyjaśniłem jej w skrócie sytuacje. Bardzo miła była ale na bolca wolałbym tak ze trzy razy młodszą czyli dwudziestkę. WRESZCIE K*! Jakoś po 16:00 przyszedł lekarz - wynik negatywny, miejsce na innym oddziale - wolne. Powiedziałem, że za 5 minut będę gotowy. On poszedł zadzwonić gdzieś a ja się spakowałem, wziąłem torbę, zostawiłem ręczniki (których k*wa teraz mi brakuje!) i poszliśmy. Jeszcze chwila przed recepcją i lekarz razem gościem zaprowadzili mnie do celi. Wybrałem łóżko - oczywiście po chwili się kapnąłem, że jest pod każdym względem gorsze od łóżka obok. Jeden kontakt zamiast ośmiu, na wprost drzwi a bym wolał taki "ukryty"... Rozpakowałem się, usiadłem na łóżku i zasnąłem na chwilę, potem przyszło żarełko i znów pora na sen. Obudziła mnie pigułka - MILF na końcu daty ważności która dała mi kawy a ja znów przysnąłem. Ponownie obudziła mnie ona z pytaniem czy wszystko OK, dlaczego tak dziwnie leżę i czy kawa mi nie smakuje bo nie wypiłem. Pogadaliśmy - też bardzo miła i mówiła, że to co mówię jest bardzo interesujące i że wpadnie jeszcze potem (tera mi stanął jak to pisze). No - dobra... - nie wpadła ale te "potem" w Niemczech z tego co zauważyłem to trwa dużej niż "potem" w Polsce. W ogóle... pytała skąd jestem bo mam holenderski akcent no i czy może coś dla mnie zrobić? Kurwa a ją spytałem czy mogę stąd wychodzić na spacer chociaż... no to kurwa już wiem kurwa czemu kurwa nie zaruchałem. Przyszedł też lekarz - przeprosił za opóźnienia, wydaje się spoko gościu. Piguła dała mi telefon na recepcje, ja dałem jej swój i wypuściła mnie na dwór i dała instrukcję co mam zrobić by znów wejść na odział. Tu jest dzwonek żeby popierdoleńcy którzy drą japy w nocy nie pouciekali. ĆPUN LOL XD Chwilę przed 17:00 wyszedłem na dwór rozglądając się za jakąś ławką która była kilkanaście metrów obok. Usiadłem a drzwi z budynku naprzeciwko otworzyły się. Wyszedł z nich jakiś koleś który był strasznie obrzydliwy z wyglądu. Cześć, nie widziałem Cię jeszcze. Cześć. [mówił jakiś bełkot, nie mogłem zrozumieć ani słowa] Co??? [to samo] Mówisz po Niemiecku? Wolniej i wyraźnie. Fajną masz maskę. Dzięki. [zowu coś mówi co kompletnie nie ma sensu] Co? Masz [???] Co to jest? Jeden euro. Nie. Mam papierosy... palisz? Nie. Odszedł chyba lekko podkurwiony. Nie wiedziałem kompletnie o co chodziło mu. Co to jest za budynek, myślałem, że studenci jacyś tam są bo młode kobyłki tam weszły. Dopiero potem się kapnąłem, że obok jest tabliczka - to był budynek dla uzależnionych. Sprawa wyjaśniona. CDN....... Nie wiem czy da się to potem edytować. Czy będzie kolejny blog czy w komentarzu pod tym bo się nie znam. Ale jest jeszcze kilka rzeczy o których bym mógł wspomnieć. Dzięki za pomoc wszystkim którzy byli zainteresowani "sprawą" czy "tematem".
  31. 16 points
    Tym cytatem zaczyna się rozmowa z dr Basiukiewiczem, internistą i kardiologiem opublikowana (o dziwo) na łamach "Rzeczpospolitej". Rozmowa jest bardzo "pod prąd" obecnie dominującej propagandy. Co pocieszające, słyszy się coraz więcej głosów przytomnych lekarzy, dostrzegających kompletnie obłąkaną sytuację w ochronie zdrowia. Przybywa również głosów w środowisku (być może ze strony ostro podkurwionych lekarzy tym, że garstka ich kolegów kręci sobie ramię w ramię z agendą na plandemii grube lody) że należy pacjentów z covidozą leczyć i traktować tak każdego innego chorego. Co w sumie wydaje się oczywiste. Chociaż obecna sytuacja w SłZd jest moim zdaniem celowym działaniem, mającym na celu poprzez paraliż, wywrócenie do góry nogami systemu ubezpieczeń zdrowotnych oraz relacji ekonomicznych pacjent-lekarz-szpital. Chciałbym mieć przekonanie, że nie chodzi o systemowe oczyszczenie z obciążających budżet kosztownie, przewlekle chorych. Ale znając nasze polityczne "naczalstwo" trudno mi uwierzyć, żeby nie liczyli na wygodny efekt uboczny w tej postaci. Być może dorżnie się parę ubezpieczalni, które kto powinien, tanio po bankructwie wykupi, może wejdą zagraniczne, już w nowych szatach właścicielskich, rząd powie że wykrwawił się finansowo na pandemii i radźcie sobie sami. Nie wiem, ale IMO to prawdopodobny scenariusz. Ale przejdźmy do kilku ciekawszych wypowiedzi pana doktora: Cała rozmowa tu: https://www.rp.pl/Covid-19/310119981-Dr-Basiukiewicz-Chronmy-przede-wszystkim-osoby-starsze.html tribute to @Ancalagon
  32. 16 points
  33. 16 points
    Posłuchaj, bracie @Peter Quinn cała ta historia jest zgrana, jak hicior po całym lecie z radiem spędzonym na listach przebojów. Jest na moim kanale taki filmik TAK TANIO SIĘ SPRZEDALI i właściwie sam jego tytuł wystarczyłby na podsumowanie tego wątku, ale okraszę go jeszcze kilkoma zdaniami dla kolorytu, żeby również innym braciom zapadło to dobrze w pamięć. Tu masz film, więc obejrzyj go zwłaszcza od 3 minuty: Kobiety, mimo że ostatnimi czasy wydaje się, że mogą wszystko, jednak są istotami śmiertelnymi, a proces ich rozkładu (nie tylko ciała) zaczyna się nierzadko już po 30stce. To wszystko jest osadzone w dość nieciekawym okresie cyklu koniunkturalnego, jaki mamy teraz, którego panie nie mogą przeczekać. A ponieważ arabskich szejków, johny deepów i dicapriów jest jednak mocno ograniczona ilość jak i dostęp do nich, to przychodzi taki moment w życiu pani kiedy macha na to wszystko ręką na te wszystkie zaloty i bierze ona sobie pierwszego dostępnego woła, który pociągnie jej wózek i ją na górze i padło na ciebie. Co będzie dalej, nie trzeba być Kasandrą, by to przewidzieć. Mozolna, wyniszczająca eksploatacja, aż do totalnego zeszmacenia i utraty godności (twojej). Symptomy tego już masz, więc jest to więcej niż pewne. Jest to nic innego jak oznaka starości, starości mentalnej. Czyli krótko mówiąc - że nic już wielkiego w życiu, o czym mógłbyś opowiadać wnukom, nie zwojujesz. Będzie tyra, biedronka, dwa tygodnie wczasów w roku i opłacanie rachunków. Ktoś powie, absolutarianin, ty zwolennik chłodnego podejścia, racjonalizmu przy wyborze, patrzenia na rodzinę pani, zżymasz się, że nie było tego łaaaaał?!? TAK! Jam ci to rzekł. Jeżeli sam nie zadbasz o to, by twoje życie było łaaał, to ani kobieta, ani pracodawca, ani żont o to z pewnością nie zadba, a raczej zadba, by było łaaał/4. Takie życie jest jak wpierdalanie nadmuchanego chleba z keczupem zamiast pizzy napoletany i słowami naszego mistrza, taskanie parówek z tesko w białych skarpetkach do klapek kubota. Ja podchody do swojej drugiej żony robiłem dwa lata, wykorzystawszy maksimum swojego ówczesnego potencjału, a i tak za szybko przeskoczyłem pewną fazę i równowaga została naruszona, która już nigdy potem mimo ślubu nie została odzyskana. Wyrwać, co twoje będziesz musiał i tak, jest tylko pytanie, czy będziesz miał czym i z kim. Czy zostanie ci choć trochę fantazji i polotu po ryciu na tym polu buraków. I na tym się porządnie skup. Mój dawny przyjaciel, wulkan kreatywności i optymizmu wpadł w radar takiej piczy też po 10 latach 'cudownie się odnaleźli i od razu ze sobą zamieszkali'. Dziś wrak człowieka, w gości tam nawet nie ma po co iść, gdybym nawet był w generalnej guberni, bo atmosferę siekierą można by rąbać. Pani skanalizowała wszystkie jego zasoby i uziemiła potencjał. Naburmuszona siedzi na swoim tronie, a on lata koło niej. Pani jest aplikantką farmaceutyków, niektórzy zwą ten zawód lekarką, ale ja w swoim włoskim lesie, jako amator, więcej mam sukcesów na zdrowiu. Ale wracając do tematu, ja też byłem łapany na tę sieć, przez ładne dziewczyny, które miały 25 lat i im zegar dryndnął, tylko że ja żadnej promocji na siebie nie dałem i bogu dzisiaj dziękuję, patrząc po fejsie, co się z nimi stało i jak szybko się stało, że nie doszło do tej transakcji. Dziś idę sam przez pusty las, zostawiłem tamten krajobraz, nie wiem, czy ten las kiedykolwiek się skończy, ale taki jest mindset mężczyzny, że napierdalasz tak długo, aż osiągniesz to, co sobie zamierzyłeś, a nie zadowalasz się ochłapami. Dużo braci pisze tu o pasjach, samorozwoju. Niewielu robi. Można zresztą przeczytać pięć bibliotek i gówno się nauczyć. Wielu nawet nie wie, na czym ów miałby polegać? Rozwijać się w samotności jest trudno zwłaszcza patrząc naokoło jak kolejny się stoczył, bo człowiek musi zmierzyć się ze wszystkimi swoimi demonami i lękami. Rozwijać się w grupie jest łatwiej, ale na zacną grupę trzeba sobie ciężko zapracować. I na koniec - nie łudź się, że komuś tam dogodzisz, zawrzesz jakiś kompromis i będzie OK. Dogadacie się. Kompromis to można zawierać z osobą, za którą szalejesz i ona szaleje za tobą. A! To jeszcze nie wszystko z bolesnej prawdy. Kobiety tych, których sobie wzięły z braku laku, NIENAWIDZĄ. Biologicznie, bo to symbol porażki ich genów, więdnącego powabu. Facet ma szansę zapracować na szacunek, na branie, na bycie kimś. Ma na to całe życie, jeżeli tylko się nie podda, a strzelać może i w wieku lat 80ciu. Kobieta nie tylko nie ma tego luksusu, ale jeszcze o ironio losu najlepsze szanse przelatują jej wtedy, gdy jest najgłupsza i ta jej frustracja, że nie została porządnie zdobyta, wyląduje prosto na twojej głowie i w twoich uszach już niebawem. Co zrobić w tej beznadziejnej sytuacji? Dokręciłbym jej śrubę tak mocno, jak to tylko możliwe, bez tłumaczeń dlaczego i za co, i zobaczył, czy wytrwa. Jeżeli znajdzie się w tym ułamku - to będzie cię chociaż szanować (bo motylków już nie będzie) i będzie dało się z nią chociaż żyć, co też jest coś warte, ale typuję, że szybko znajdzie się w tych 99,5% kobiet nie nadających się w tym umęczonym kraju na żonę i wtedy z czystym sumieniem zwijałbym żagle i ruszał w podróż, podróż życia, po prawdziwie złote runo, a nie plastikową imitację, bo lepiej zaprawdę umrzeć w butach gdzieś na końcu świata, niż mieć na koniec swojego nędznego życia poderżnięte gardło jak świnia w chlewie.
  34. 15 points
  35. 15 points
    Mówienie o sobie ma sens jedynie wtedy, jeśli chcemy wzmocnić przekaz swojej wypowiedzi albo wyprowadzić w pole przeciwnika. Nie mam celu w wyprowadzeniu kogokolwiek w pole więc zakładając ten temat kieruję się jedynie szlachetnymi intencjami. Niektórzy twierdzą, że Bóg poświęcił swojego jedynego syna Jezusa Chrystusa ponieważ jego śmierć miała wyższy strategiczny cel miała rzekomo spowodować nawrócenie większej ilości ludzi i jednocześnie wypromować filozofię chrześcijańską na całym świecie. - Bóg zabił bo miał w tym interes. Tak powstała legenda. Romulus zamordował Remusa ponieważ oboje pokłócili się o styl zarządzania i o to kto ma stać na czele ich wspólnego tworu. - Romulus zabił bo miał w tym interes. Tak powstał Rzym, tak powstała legenda. I ja zamordowałem. Skrupulatnie torturowałem przez kilka swojego WĘWNĘTRZNEGO frajera torturowałem go tak długo, aż w końcu padł z wyczerpania i przestał się odzywać. Chyba już nie żyje, co nie? Zabiłem bo miałem w tym interes - tak powstała moja mikro legenda. To oczywiście tylko taka metafora ponieważ nigdy nie popełniłem żadnego czynu zabronionego przez ustawę w czasie jej obowiązywania jednak był to celowy zabieg, żebyśmy podyskutowali o czymś innym niż kobiety, czymś głębszym i ważniejszym czyli naszej psychice i naszych ograniczeniach. Byłem wyjątkowo słabym mężczyzną - uzależnionym od pornografii, papierosów, napojów energetycznych i fast foodów moje zachowania były mocno kompulsywne a ja sam patrzyłem codziennie z pogardą w lustro, które pokazywało brutalną prawdę z którą w końcu się zmierzyłem. Mogę po latach stwierdzić, że proces transformacji się udał, dzięki: 1) Życiowej filozofii 2) Kilkuletniej misji 3) Codziennej metodycznej pracy Mili chłopcy oddają światu swoje jaja, są jak żebracy okazujący swoją słabość przed innymi po to tylko by otrzymać litość ze strony społeczeństwa. Żebrzą o to co sami oddali za bezcen - za kilka komplementów, za akceptację swojej grupy szukają wsparcia na zewnątrz i nawiązują toksyczne relacje z kolegami i kobietami w tych zawsze są na pozycji ofiary. Nie mogą mieć innej pozycji ponieważ wyparli z siebie cechy, które są częścią ich natury więc szukają wsparcia u silniejszych zamiast samemu stać się silnym - a że silniejsi wykorzystują często słabszych to już wszyscy doskonale wiemy. Są nieracjonalni pokazując słabość narażają się o wpierdol licząc na to, że wpierdolu nie dostaną bo ktoś ich polubi i zaakceptuje. xD Mi pomogło dopiero zrozumienie kilku rzeczy, żeby iść w życiu do przodu i wyjść ze stagnacji. - Zbudowałem swoją filozofię - Określiłem cele/misję - Określiłem proces. (Jak to zrobić? Powie Wam Rafał Mazur z Zen Jaskiniowca bardzo się inspiruję jego lekcjami.) - Zrozumiałem, że jestem godzien prowadzić dobre życie i nie muszę się przed nikim płaszczyć. Codziennie robiłem coś co jest dla mnie niekomfortowe i medytowałem oprócz tego dużo się uczyłem kwestii zawodowych i codziennie pisałem list do samego siebie w którym opisywałem za co jestem z siebie dumny. Początkowo to były proste rzeczy takie jak np: punktualne stawienie się na spotkanie, posprzątanie pokoju etc jednak po latach udało mi się zbudować pewność siebie o jakiej wcześniej mogłem tylko pomarzyć. Dobrze więc luźno zacząłem temat miłych chłopców, a teraz proszę Was o kontynuację co myślicie o tym syndromie? Czy sami go macie? Czy sobie z nim jakoś poradziliście? Może jednak uważacie, że za wszystko odpowiedzialne są geny? Więc jak ktoś był frajerem i ofiarą to będzie nią przez całe życie? W ogóle uważam, że nie ma sensu brać się za związki do momentu poradzenia sobie z własną głową.
  36. 15 points
    Wszystko z Tobą ok, po prostu nic od Ciebie nie chcą, albo nie chcą tego co masz. Jak będziesz miał pieniądze, wygląd, pozycje lub coś w ten deseń to zobaczysz jak sytuacja może się zmienić, ale pewne rzeczy są nie do przeskoczenia, a poprzeczka nie wiadomo gdzie leży. Mam podobne doświadczenia do twoich, najbardziej to było widać za czasów szkolnych. Może to zabrzmieć szorstko, ale nie mogą teraz czerpać z Ciebie korzyści dla siebie, stąd takie reakcje.
  37. 15 points
    Zrozumcie młode patafiany, wylewający tu tony frustracji i odpychający normalnych ludzi od tego forum. Pokolenie Z gówno ma i gówno będzie miało (zarówno faceci, jak i te laski), bo nie potrafi skoncentrować się na czymś dłużej niż 3 miesiące. Mój przyjaciel jeszcze za akademickich czasów motocyklowych, który jest mechanikiem od 20 lat, ten sam, co z rozbitego wraku z Ameryki zrobił mi śmigające jak złoto Ferrari powiedział mi kiedyś tak, kiedy pojechaliśmy po ten wrak: "Mnie już nikt na samochodzie nie oszuka, ja już tyle w ciągu tych dwudziestu lat widziałem. Już widzę, na czym polegli tamci". I tak samo jest z kobietami. Nie powiem, że doszedłem do tej perfekcji, ale im dłużej żyję, tym krócej mi trzeba porozmawiać, poprzebywać, poobserwować kobietę, by po samej energetyce wiedzieć, że należy się od niej trzymać z daleka. Po innych zaś, że tyle lat to jeszcze pobiega, zanim się roztyje, zrobi wkurwiające, przekreśli twoją przyszłość. Ewentualnie, z tą jeszcze 10 lat będzie fajnie. A z tą będzie fajnie całe życie, ale będą takie a takie ograniczenia, na mocy, na zasięgu itp. Dlatego ćwicz się, bądź uważnym obserwatorem życia, zamiast powtarzać w kółko nic nie wnoszące do sprawy komunały. Dziś widziałem pod marketem żebrającą Włoszkę, nie miała 40 lat. 18 lat temu widziałem w Italii różnych żebraków, ale żeby rdzenna kobieta, która nie jest starą babą musiała spać, jak mi powiedziała, na pobliskim dworcu kolejowym, to nigdy. To Polak spał na dworcu. Jeszcze z 5 lat tego kryzysu i zaczną się dziać niewyobrażalne rzeczy. Bacz tylko, byś sam na tym dworcu nie wylądował. Idą naprawdę trudne czasy, jednych wypromują, a innych cisną o glebę. Ja dorabiam się już drugi raz w życiu, w trzecim kraju (w pierwszym dorobiłem się tylko długów), każdy kolejny jest wyższym levelem, ale umiejętności też lepsze, spokojnie sobie rozgrywam sytuację, spokojnie, bez egzaltacji, bez pozerki, dzień po dniu, euron po euronie, kontakt po kontakcie. Sukces jest w wieloletnim doświadczeniu i wiedzy. I w konsekwencji. I tego się uczcie. Kobieta, która ma branie, a nie potrafi dobrze wybrać, jest tak samo pożałowania godna jak ten facet, co nie potrafi odróżnić ziarna od plew. Dopiero jak to opanujesz i się trochę opierzysz, wtedy takiego wyżelowanego leszczyka objedziesz, jeden z drugim, lewym pasem.
  38. 15 points
    Zwróćcie uwagę na to jak te młode jeszcze kobiety mają zniszczoną cerę, plamy, przebarwienia, różne wypryski, jest to efekt tzw. "dbania o urodę". Smarowanie od małolata twarzy różnym syfem, pudrowania, malowania, nikt nawet nie wie czy dane substancje nie wchodzą ze sobą w interakcje i jakie. To, że pojedynczy produkt jest dopuszczony do obiegu i uznany za bezpieczny nie znaczy, że w połączeniu z innymi nie zaszkodzi. Tego jest tyle na rynku, że nikt nie jest w stanie tego przebadać. Zresztą ile razy słyszeliście, ale po tym kremie mnie zsypało? 😆
  39. 15 points
    Ja bym pilnował z tym pakowaniem żeby czasem makaronu nie wzięła bo podobno lockdown idzie i nie wiadomo kiedy się przyda... A potem stój w kolejkach i szukaj pełnoziarnistego...
  40. 15 points
  41. 14 points
    Panowie, co za parodia. Przedstawiam artykuł https://www.rp.pl/ZUS/310189957-Prof-Gertruda-Uscinska-Pelne-skladki-od-zlecen-to-4-mld-zl-wiecej-wplat-do-ZUS.html Pani "profesor" mówi trochę o przyszłości ZUS. Podam kilka kwiatków. Najnowsza publikacja z 18.10. Rozjebała mnie totalnie. Ci ludzie nie wiedzą, czym jest gospodarka i dobrobyt. ZUS celuje w 4 mld zł z ozusowania wszystkich umów cywilnoprawnych. Chory kraj, chorzy ludzie. Chodzi jej o umowy cywilnoprawne, a klin podatkowy w Polsce niszczy przedsiębiorczość do granic możliwości. Pani profesor uważa, że omijanie klina i zarabianie więcej na rękę jest złe. Docelowo giń Polaku robaku. Pani "profesor" porównuje klin podatkowy z krajami najbardziej rozwiniętymi na świecie praktycznie. Porównuje nas do Niemiec w klinie podatkowym, gdzie przeciętny Niemiec zarabia 5-6 razy tyle, co Polak. Nie rozumie podstawowych procesów ekonomicznych. Klin podatkowy w takiej wysokości na tle takiej gówno-gospodarki to szubienica dla większości pracowników i pracodawców, jeżeli weźmiemy pod uwagę pojebane brutto-brutto. Odroczone wynagrodzenie twierdzi, a to nie jest odroczone wynagrodzenie, tylko kradzież, bo prawo i orzeczenia sądów nakazują płacić ZUS, a prawo stanowi, że ZUS ma prawo przejąć nawet nieruchomość na pokrycie składek. Terror, totalitaryzm, mafia ustanowiona "prawem". Mało tego, myli się mówiąc, że wróci, bo nie wróci do tego, kto płacił, tylko "zasili system", czyli innych, najczęściej skurwysynów na preferencyjnych warunkach. To zdecydowanie najlepsze. Co z tego, że zmniejszone przychody i bieda, jak 500+ dla wybranych i emeryturki dla seniorów. A to nie jest w ogóle odpowiedź, tylko propaganda. Pracujący jest jebany w dupsko. Patrzcie, jaki styl wypowiedzi, jaka wiedza, jakie racjonalne gospodarowanie, jaki poziom intelektualny. I perełka na koniec. Czyli tłumacząc pracują i to ostro nad takim rozwiązaniem i pewnie niedługo wypuszczą bombę. ZUS chce się przemianować na biuro rachunkowe, a w moim odczuciu na totalitarną potęgę, która wszystkie umowy podważy wedle uznania i usunie dobrowolność zawierania umów. To macie pewne, jak w banku. Dwa, biura rachunkowe i przedsiębiorcy w ogóle przejebią czas, bo wszystko trzeba będzie podwójnie potwierdzać. Ten system będzie, jak zwykle bublem, bo nie wierzę w inny scenariusz. ZUS zdobędzie wiedzę o wszystkich formach współpracy, może również docelowo zniszczyć konkurencyjność niektórych sektorów. Kolejny etap moim zdaniem po rejestracji umów o dzieło (całkowite zniszczenie branży kreatywnej) to przemianowanie umów zlecenie na umowy o pracę (pod pretekstem dbania o społeczny interes pracownika). To moja prognoza, ale kurewsko realna.
  42. 14 points
    Zamiast głaskać się po jajkach i jeden drugiego przekonywać jakie te babsztyle są zjebane, bo nie chcą takich fajnych chłopaków... spróbuj najpierw jeden z drugim uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie z jakich powodów atrakcyjna dziewczyna spośród setek mężczyzn, którzy do niej codziennie podbijają, miałaby wybrać właśnie ciebie. Jakie cechy posiadasz, co sam sobą reprezentujesz i dlaczego właśnie ty? Jak już sobie odpowiecie na to jedno zajebiście ważne pytanie, może wtedy cała reszta przestanie was dziwić, a energię bezpowrotnie marnowaną na bezproduktywne wypisywanie pierdół na forum, przekujecie na pracę nad sobą, żeby chociaż o jedno czy dwa oczka podnieść poziom atrakcyjności, bo od pierdolenia głupot i stroszenia piórek w internetach jeszcze nikomu nie przybyło, a jeśli wciąż nie rozumiecie zasad działania wszechświata, to w ramach ćwiczeń proponuję podrywać te mniej urodziwe dziewczęta i zacząć się z nimi spotykać, może wtedy pod łepetyną coś się rozjaśni. Nikt nie chce się spotykać z pasztetami, jeśli ma możliwość spotykania się z ładnymi laskami. To samo działa w drugą stronę, czego tu kurwa nie rozumiecie?
  43. 14 points
    Wyluzuj, byku. Jeśli centrum Twoich interesów osobistych lub gospodarczych nie jest w Polsce, to Cię mogą w pompkę pocałować. Żeby być uważanym za polskiego rezydenta, musisz przebywać na terenie Polski dłużej niż 183 dni w roku lub mieć tam centrum interesów osobistych lub gospodarczych - oczywiście interpretują tak, żeby im było wygodnie, więc nawet jeśli nie spędzisz ani dnia w Polsce, ale uznają, że masz tam centrum interesów osobistych lub gospodarczych, to mogą się do Ciebie przypierdolić. Możesz mieć problemy, jeśli masz w Polsce współmałżonka/partnerkę, dzieci, nieruchomości, inwestycje itd., itp., ale jeśli uczciwie sobie myjesz gary u fajwokloków za 5 funtów na godzinę, tak jak ja, i nie masz w Polsce zameldowania, żony, dzieci, nieruchomości, inwestycji, aktywów, to leżysz do góry chujem i się śmiejesz im prosto w twarz. Polecam wymeldować się w pizdu ze wszystkich lokali, w których jesteś zameldowany w Polsce, zrzec się dzieci, obywatelstwa, z małżonką się rozwieść, wszystko sprzedać i zapomnieć, kto Ty jesteś, jaki znak Twój, gdzieś Ty mieszkał, w jakim kraju, czym ta ziemia, czym zdobyta, czy ją kochasz, czy w nią wierzysz, coś Ty dla niej, coś jej winien, boś jej, kurwa, nic nie winien; to ona powinna płacić!!! Aaaaaaaaaaaaaaaa!
  44. 14 points
    Samotna matka z dzieckiem, zapraszam. Całe tabuny do dyspozycji od ręki. Może kolesie właśnie z takimi przyszli. Mój kuzyn ma ładną żonkę, samotną matkę xD Widzisz tylko to, co chcesz zobaczyć, a interpretujesz bez szerszego kontekstu i wielu danych poza zasięgiem. A zatem wyluzuj.
  45. 14 points
    Ona nie ma posagu, więc nie jest kobietą. I po problemie!
  46. 14 points
    Bo dwuczłonowe nazwisko mogłoby brzmieć: Maria Karwasz-Barabasz Barbara Bolesna-Mordęga Tadeusz Wajchę-Przełóż Mścisław Mściwój Zemścicki Marianna Ćwierć-Parzącha Jan Pizdruk-Pociecha Wenancjusz Bazyli Motyl Jerzy Wybździór Kołatka Barbara Ćwierć-Pobożna Wzięte z ŚWK.
  47. 14 points
    Kobiety idą zawsze za modą i nie wyznają, nie rozumieją żadnych głębszych wartości. Wspólne nazwisko to pełne scalenie, wiara w budowę nazwiska rodowego, przekazanie również przyszłemu spadkobiercy po ojcu, a również i po matce, która staje się jednością. Ale, jak nieeeeeee to nieeeeee. Przecież wspólne nazwisko po mężu to piękna idea, za którą stoi naprawdę potężna energia. Poza tym za nazwiskiem idzie najczęściej przywilej. Zawsze się mówi pani doktorowa, czy coś w tym stylu. O kolesiu nikt tak nie powie. Pan doktorowy kurwa. Nazwisko męża to ochrona, taka prawdziwa, bo wynikająca z samej zasady dobrowolnie nałożonej na najbliższych. Ona to ja, jako rozszerzenie. Tak rozumuje mężczyzna i tak działa mężczyzna. Chroni to, co jego. Żonka dwuczłonkowa to żonka, której lepiej nie mieć, bo nie rozumie tych prostych założeń działania wspólnoty rodzinnej.
  48. 14 points
    Ta "większość" oficjalnie ma statystyki rozwodowe na poziomie 44% (80% wszystkich rozwodów inicjują kobiety, z tych 80% najczęściej z orzeczeniem winy mężą) i do zdrady oficjalnie przyznaje się 53% facetów i bodajże 30% kobiet (liczby z głowy wyciągam, ktoś może wstawić linki). Doliczmy te osoby które się nie przyznają i mamy częstotliwość zdrad na poziomie 70% wszystkich związków. Większość związków to tzw. związki z rozsądku gdzie facet lub kobieta chciałaby/chciałaby być z kimś lepszym ale nie ma na to szans. Takie związki najczęściej powstają gdy o względy jakiejś pani zabiega dany facet powiedzmy 6 miesięcy, ona jego odrzuca, bo cały czas wzdycha do jakiegoś bad boya który ją nie chce. W końcu pani kalkuluję, że ten co o nią zabiega może wcale nie jest taki zły a ten bad boy to za wysoka liga, więc wiąże się z nim z rozsądku z jednym z 10 najlepszych orbiterów, ale w śródku ma go gdzieś i liczy na to, że jak tylko pojawi się lepsza gałąź to ucieknie. Jednocześnie swoją ofiarę urabia na ślub i dziecko, żeby w razie czego nie być samotną + mieć alimenty. Jak się nie trafi nikt lepszy to zawsze może wziąć rozwód i wychowywać sama, jednocześnie miewając przygody na jeden raz. Kase ma z alimentów, 500+, seks z przystojnymi z tindera. Facet "na stałe" też się jakiś znajdzie. Jeżeli kobieta od początku nie jest zainteresowana to tak to mniej więcej wygląda - typowy "szczęśliwy" związek. A nawet jak jest zainteresowana i zakochana szczerze to i tak w pewnym momencie zawsze może trafić się ktoś lepszy jak chemia opadnie i nie ma gwarancji na nic. Dlatego nie mówi się moja: kobieta/żona/partnerka na stałe, tylko: teraz po prostu jest moja kolej, zobaczymy ile potrwa.
  49. 13 points
    Trzeba by zdefiniować kto to jest antycowidowiec. Bo jeśli ci, co nie wierzą w istnienie wirusa (co się powszechnie sugeruje), no to się nie łapię i myślę że ogólnie mało kto jest w tej grupie. Za to jak najbardziej łapię się do tych, którzy: - wskazują na kryminalne działania rządu, - wytykają bieżące i liczne nadużycia władzy, - zarzucają stosowanie środków nieadekwatnych do zagrożenia z wykorzystywaniem ich do prywatnych i politycznych celów, - podejrzewają stwarzanie zagrożenia społecznego, zdrowotnego i ekonomicznego dla kraju, - widzą konszachty władzy ze światkiem kryminalnym, wspieranie przestępców i transferowanie do nich pieniędzy podatnika - oczekują jasnego przedstawienia planu i celów rządu - chcą poznać nazwiska ekspertów których rząd zatrudnia - żądają debaty publicznej co najmniej takiej, jak w mniej istotnych sprawach dla kraju itd... Tyle. Za to ma być infamia i psychiatryk. Każda próba patrzenia władzy na ręce oczywiście boli ich jak jasny gwint.
  50. 13 points
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.