Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Leaderboard

  1. tytuschrypus

    tytuschrypus

    Starszy Użytkownik


    • Points

      630

    • Content Count

      3905


  2. leto

    leto

    Starszy Użytkownik


    • Points

      487

    • Content Count

      4358


  3. Still

    Still

    Starszy Użytkownik


    • Points

      397

    • Content Count

      5118


  4. SSydney

    SSydney

    Starszy Użytkownik


    • Points

      386

    • Content Count

      1789



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/01/20 in all areas

  1. 37 points
    Od czasu do czasu ludzie piszą do mnie, pytając dlaczego odciąłem się od ideologii redpill. Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana; nie ma jednej kropli, która przelała czarę. Część powodów to np słabe efekty jeśli chodzi o ilość i jakość partnerek oraz potrzeba odczuwania autentycznej intymności z kobietą. Jest jednak jeden aspekt, który zawsze poruszam, gdy mówię o swoim odrzuceniu redpilla: Jeśli wyznajesz redpill, nie jesteś uczciwy. Nie dlatego, że traktujesz kobiety jak podludzi, ale dlatego, że traktujesz tak SAMEGO SIEBIE. Nie piszę tego, żeby kogokolwiek umoralniać. Jeśli chcesz być "redpillowcem" - Twój wybór. Ale prawda jest taka: idąc tą drogą jesteś nieuczciwy wobec siebie samego. Po pierwsze i najważniejsze: po kiego chuja miałbyś przeznaczać istotną ilość swojego czasu i wysiłku mentalnego na podrywanie kobiet? Według red pilla natura kobiet jest hipergamiczna, samolubna, emocjonalna, narcystyczna, nieracjonalna, niewierna. I podobno wszystkie kobiety takie są (AWALT). Innymi słowy, kobiety są zasadniczo psychopatycznymi karierowiczkami społecznymi z cechami osobowości borderline i mają Cię w dupie. Powstaje pytanie: po jaką cholerę miałbyś się interesować takimi stworzeniami? No po prostu... dlaczego? po co? Na ten argument "red pillowcy" odpowiadają często następująco: nienawiść wobec kobiet jest tylko chwilowa, jest to "faza gniewu" na początku, tuż po "połknięciu czerwonej tabletki" i że z czasem uczymy się "kochać kobiety takimi, jakie są". Sorx, ale to jest kompletny bullshit. Nie ma takiej możliwości, żeby kochać kogoś, kto jest egoistycznym karierowiczem chcącym "przeskakiwać z gałęzi na gałąź". Kogoś, kto chce Cię wykorzystać. Jeśli nie jesteś jakimś zaburzonym masochistą, jest to po prostu niemożliwe. Przestań się oszukiwać. Nie da się tolerować kogoś, kto Cię źle traktuje jako partner, już nie mówiąc o "kochaniu" go. Za każdym razem, gdy widzę jakiegoś redpillowego guru mówiącego, jak to powinniśmy "kochać kobiety takimi, jakie są", wyobrażam sobie gwałciciela spod celi szepczącego swojej ofierze do ucha "cicho... rozluźnij się... za jakiś czas ci się spodoba". Porównanie może drastyczne, ale tak to właśnie wygląda. Nie ma też tak naprawdę czegoś takiego, jak "faza gniewu". Model żałoby Kübler-Ross, z którego bierze się to pojęcie, został zasadniczo odrzucony przez współczesną psychologię - wyguglaj to. "Faza gniewu" redpillowców to nie jest żadna faza, to stan permanentny. Próbują oni jednak przekonać samych siebie, że jest to tylko stan chwilowy i tak na serio to wcale nie nienawidzą kobiet. Żyją w ciągłym zaprzeczeniu - chcą uprawiać seks z istotami, których w głębi serca nie znoszą, ale racjonalizują sobie to "fazą gniewu", żeby móc spojrzeć w lustro. Co więcej: nie tylko poświęcają kupę czasu na siłownię, naukę podrywu/"trzymania ramy" itp, by podrywać laski, których w istocie nienawidzą. Poświęcają czas na stawanie się kimś, kim tak naprawdę nie chcą być. Sądząc po treściach, które publikują na forach redpillowych, prawie każdy z nich "rozumie" degenerację kobiet, które to niby chcą Chada-bad boya, ale sami próbują się do tego zbliżyć, wyrobić w sobie cechy "mrocznej triady" (makiawelizm, narcyzm i psychopatia - przyp. tłum.), traktować kobiety i innych ludzi z góry, by być postrzeganym jako dominujący samcy alfa. Ja pierdolę, chcieć się stać zaburzoną jednostką tylko po to, żeby zamoczyć? Seeeerio? Wisienka na torcie: nie tylko inwestują czas na uganianie się za kobietami, których nienawidzą oraz stawanie się kimś, kogo nie akceptują. Dodatkowo czują się upoważnieni do krzyczenia na lewo i prawo, jaki to świat jest zjebany, zachód się zdegenerował, a hipergamia niszczy porządek społeczny. Kiedy tylko jednak będą mieli do tego okazję, z uśmiechem na twarzy do tej "degeneracji" dołożą swoje pięć groszy, udając "Chada" i stosując pump&dump. Czysta hipokryzja. Jeśli robisz te same rzeczy, o które oskarżasz kobiety i "Chadów" (rozwiązłość, manipulacja itp) - jesteś częścią problemu i nie masz prawa oceniać "degeneratów", ponieważ sam jesteś jednym z nich. Miej trochę uczciwości. Jeśli nie podoba Ci się aktualny obraz "rynku matrymonialnego", to się z niego wypisz. Nie mam tu na myśli zostania MGTOW; jakoś nie widzę zbyt dużo sensu w "zrezygnowaniu z kontaktów z kobietami" po to, żeby potem całymi dniami dyskutować na forach internetowych o... kobietach. Podsumowując: Jeśli jesteś "redpillowcem" to inwestujesz swój czas w podrywanie istot, których nienawidzisz; próbujesz się stać kimś, kogo nie akceptujesz; twierdzisz, że kobiety i "kultura podrywu" to upadek zasad i cywilizacji, ale sam z chęcią przykładasz do tego rękę. (tłum. @leto z https://www.reddit.com/r/exredpill/comments/6yanvh/the_number_one_reason_for_leaving_red_pill/; tłumacz nie zgadza się w 100% z powyższą analizą, ale uważa ją za trafną w wielu miejscach i dobry punkt wyjścia do dyskusji).
  2. 35 points
    @bassfreak przypominasz mi mnie samego sprzed 19 lat. Akurat skończyłem studia (mało prestiżowe, humanistyczne), byłem bez pracy, rzuciła mnie ukochana dziewczyna (zresztą ta sama co teraz w grudniu 2019), byłem mały (168 cm mam do dziś), nieśmiały, samotny, w domu matka od 10 lat z depresją, 20-letnia siostra w złym towarzystwie i 12-letni brat, któremu od urodzenia ojcowałem, do tego full pornomasturbacja i lęki społeczne. Od wiosny do jesieni przesiedziałem przed kompem waląc gruchę i płacząc nad sobą na przemian, ale w końcu zdjęło mnie takie obrzydzenie do siebie, że wstałem i poszedłem. Pracowałem w akwizycji (nieśmiały!) i w hiphopowym barze (konus-okularnik), było to straszne gówno, ale jednocześnie składałem podania do wszystkich punktów w mojej branży, i chodziłem ich śladem tak, że co miesiąc byłem u każdego potencjalnego pracodawcy. I w końcu w styczniu 2003 karta się kurwa odwróciła, dostałem pracę w branży, potem trafiło się tanie mieszkanie - i kurde poszedłem do przodu. Dzisiaj wiele we mnie jest tamtego chłopaka, i zawsze będzie, ale zrozumiałem, że trzeba o siebie walczyć gdzie tylko jest szansa. Nie wybrzydzać na robotę. Gadać z kim się da. Dziś nie byłbym tym kim jestem (kierownikiem w dużej instytucji kultury, samodzielne mieszkanie, 9-letnia córka), i jasne że mam za sobą 10 lat zjebanego małżeństwa i opuściła mnie miłość mojego życia (dwa razy ta sama!), ale kurwa na wszystkim się uczę, chociaż niektóre ciosy bolą jak cholera. Wiem, że NIKT KURWA NIE PRZYJDZIE mnie uratować. Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba cokolwiek robić, nawet niekoniecznie w tym kierunku, ale w ogóle (jak u mnie ta pieprzona akwizycja i hip-hopowy bar). Preczytaj sobie na głos wiersz Bukowskiego w linku z mojej stopki. Twoich problemów nikt nie rozwiąże. Może pomóc terapeuta, ale on też nie wskaże rozwiązań - ty sam je musisz znaleźć i - co ważniejsze - konsekwentnie wdrażać. I nigdy, nigdy sie nie poddawać. Dla siebie, bo nie wiesz co karma przyniesie i kogo postawi ci na drodze. Ale jeśli kogoś postawi, to musisz być coś wart, żeby było warto z tobą być, a do tego nie dojdziesz waląc gruchę przed kompem i becząc nad sobą. PS koleś, który przed laty ze mną pracował w tym hip-hopowym barze dziś daje mi swój stolik w jednej z kilku własnych restauracji, także tego - opłacało się go poznać A rozwijając się w zupełnie niszowej dla faceta branży (blog o książkach) znalazłem znajomych wśród znanych ludzi kultury i literatury, a moje nazwisko znalazło sie w publikacji, o której marzyłem - zdawało mi się że bezpłodnie - 26 lat. Niedochodowo, ale prestiżowo - i satysfakcję mam ogromną. I TO sie liczy, a nie że laska mnie rzuciła. I jak mi się poszczęści i starczy mi uporu, to z tego faktu też jeszcze będzie owoc w postaci tomiku wierszy.
  3. 33 points
    Był to czas gdy robiłem prawo jazdy. Zapisałem się, szkolenie przebiegało bez większego problemu. Jazda po łuku, na mieście, parkowania, po drogach szybkiego ruchu, wszystko szło fajnie. Ostatnie godziny do wyjeżdżenia, na placu do łuku instruktor pokazał mi, a potem ja jemu gdzie są zbiorniki na płyny, bagnet itp. Jeszcze światła, pokazałem mu jak sprawdzić wszystkie światła, instruktor widział, że wiem co się gdzie znajduje i nie ćwiczyliśmy tego więcej. Do dzisiaj pamiętam jak myślałem, że światła i płyny są tak łatwe do pokazania, w ogóle nie brałem pod uwagę że na tym miałbym oblać. Zbytnia pewność siebie. No i co, szkolenie zakończyłem, wewnętrzny zdałem i poszedłem się zapisać na państwowy. Zapisałem się od razu na teorię i praktykę bo słyszałem, że niektórzy zdają to osobno, najpierw teoria a w inny dzień praktyka. Czekałem na egzamin około półtora tygodnia. Nadszedł ten dzień. Najpierw teoria - zdałem. Z sali wyszedłem drugi, dziewczyna co skończyła pierwsza oblała. Ale stres czułem. Ok, kazali mi poczekać na korytarzu, aż egzaminator zawoła mnie na część praktyczną. Nie minęło nawet pięć minut i słyszę swoje nazwisko. Idziemy na plac, wylosowałem do sprawdzenia czy działają światła od wstecznego. I dostałem takiego kurwa zaćmienia, że nie wiem jak to napisać. Kompletnie nie miałem pojęcia jak to pokazać, udawałem, że coś tam próbuję. Momentami myślałem, że uwale na pierwszym i najłatwiejszym etapie. Miałem szczęście bo trafiłem na stanowczego i wyrozumiałego egzaminatora. Spytał się mnie "Co zrobi pan z kluczykiem?" a mnie w końcu olśniło - ZAPŁON KURWA Włączyłem zapłon, wrzuciłem wsteczny, wyszedłem z auta i sprawdziłem te żarówy. Udało się. Takie łatwe to było Teraz dochodzimy do sedna tematu. Mówię do egzaminatora, że to przez stres i coś tam jeszcze gadam żeby się lekko wybielić. A on zadaje mi pytanie "Ale kogo to naprawdę obchodzi, że pan jest zestresowany?" Po tym pytaniu poczułem się tak trochę jakbym dostał w morde. Odpowiadam mu "Nikogo to nie obchodzi", on odpowiada "No właśnie". Prawie cały stres i presja ze mnie zeszła. Myślałem, że mógłbym czuć wtedy całe spektrum emocji, mógłbym mieć palpitacje serca i Bóg wie co jeszcze i co? Kogo to naprawdę obchodzi? Każdy miał w dupie, że byłem wtedy zestresowany i stres działał na moją niekorzyść, każdy by miał w dupie jakbym czuł euforię albo co tam jeszcze. Poczułem luz i spokój. Zaliczyłem łuk, zaliczyłem miasto. Zdałem prawo jazdy za pierwszym razem. I bardzo się cieszę, że trafiłem na tego egzaminatora. Nie uwalił mnie, a mógł. Co więcej, on pewnie o tym nie wie, ale tym pytaniem bardzo na mnie wpłynął. Kiedyś gdy miałem jakiś problem albo jakiegoś doła to gadałem ze znajomymi. Ich rady były bo były, ale jakoś wcale nie czułem się dużo lepiej po takich rozmowach. Poszedłem, wygadałem się, tyle. Teraz najczęściej gdy coś mnie trapi zadaję sobie pytanie "Kogo to obchodzi" i odpowiadam "Nikogo". Kogo to obchodzi, że mam problem? Bo tak naprawdę jesteśmy sami ze swoim życiem, problemami i zmartwieniami. Możecie sobie czuć gniew, zazdrość, zawiść, frustrację i ktoś się tym przejmie? Prędzej się ucieszy. Co więcej, dużo ludzi czuje satysfakcję gdy nam nie idzie. Nie widzę różnicy między tym, że kiedyś się komuś wygadałem a tym, że teraz sam przeżywam swoje problemy i emocje. Kogo to naprawdę obchodzi co czujecie?
  4. 32 points
    Czołem starszyzna. Post, oraz swoje przemyślenia, kieruję do braci powyżej wieku, 30+. Jutro kończę 35 lat i tak mnie wzięło na rozmyślania, o tym co było i o tym co przede mną. Za mną, półmetek mojego życia. Na razie mogę siebie nazywać YOUNGTIMER 😃 Średnia życia mężczyzny w naszym kraju to 74 lata. Wiadomo, można szybciej zejść z tego świata ale i pożyć jeszcze dłużej. To są kwestie inwidualne i od nas zależy jak długo pociągniemy. Czas mojego życia, mogę podzielić na kilka etapów. 1. Narodziny 2. Szkoła podstawowa i liceum/ Matura 3. Pierwszy sex, niezapomniany 4. 18 urodziny 5. Studia 6. Ślub 7. Narodziny i śmierć dziecka. 8. Narodziny drugiego syna. 9. Rozwód. 10. ..... - i to co przede mną. Czyli niewiadoma. Dzieciństwo i młodość, wspominam nie najgorzej. Źle nie było. W szkole mówiono do mnie, mądry i ambitny, aczkolwiek leniwy 😜 Trochę dziewczyn za nastolatka się przewinęło. Fajnie wspominam. Tak samo studia. Imprezy, kobiety i egzaminy. Swoje było trzeba wychodzić na zaliczenia, jak to mówią 🙂 Ślub, pierwsze 5 lat wspominam dobrze. Śmierć dziecka, wprowadziła mnie w świat dorosłego. Pokazała, że często nie ma happy endów. Zderzenie z rzeczywistością. Potem promocja w małżeństwie się skończyła i zaczęły się jazdy, czego skutkiem był rozwód. No ale mam świadomość, że swoje za uszami mam. Tak więc, nie będzie tu winy jedynie w ex. Mija 1.5 roku od rozwodu. Powoli brnę do przodu. Pozwolę sobie zacytować pewnego mężczyznę, jeżeli chodzi o świat po rozwodzie. "Dochodzenie do siebie po rozwodzie wymaga czasu. Ile? Nikt tego nie wie, ale niektórzy specjaliści twierdzą, że po rozstaniu trzeba dać sobie dwa lata na stanięcie na nogi. Jeśli to zdarzenie naprawdę tobą wstrząsnęło, proces ten może potrwać jeszcze dłużej. (...)To było najbardziej stresujące, bolesne, emocjonalnie i fizycznie wykańczające doświadczenie w moim życiu, jako jednostki i jako ojca. Nie wiem, czy dłuższy staż małżeński i posiadanie dzieci sprawiają, że dochodzenie do siebie trwa dłużej, może tak. Myślę także, że trudne małżeńskie przejścia również sprawiają, że potrzeba nam więcej czasu. Gdyby tylko matematyka działała w przypadku ludzi i gdyby dało się ustalić wskaźniki zmiany w oparciu o dowiedzione prawa... Ale nie. Ludzie są bardziej skomplikowani. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że długość i złożoność związku ma na niego wpływ. Rozwód nie tylko zmienił mój rytm, moją sytuację finansową i to, jak spędzam wolny czas. Dla mnie ten okres dochodzenia do siebie jest czymś w rodzaju kryzysu tożsamości. Tak, jestem wytrącony z równowagi, boję się i nie mogę skoncentrować – to proces, który opisują eksperci – stadium rozpaczy i utraty. Równocześnie czuję, że muszę iść naprzód i że muszę swoją drogę nakreślić na nowo – daje mi to poczucie ekscytacji, ale i strachu. Wiem, że w końcu dojdę do siebie i będzie w porządku. Teraz czas na odpoczynek, zajęcie się sobą, poukładanie na nowo świata dzieciom, odbudowanie życia. Mogę czuć się przytłoczony – w końcu to jest przytłaczające. A czasem czuję się dobrze i tak też przecież mam prawo się czuć. A żeby łatwiej było mi przejść przez to wszystko, mogę zrobić jeszcze kilka rzeczy. Pierwszą jest ciągłe powtarzanie sobie, że to się skończy i nie przerażanie się przytłaczającymi emocjami. Tak naprawdę pozwolenie, by emocje znalazły ujście, było wyzwalające. Często boimy się i smucimy. Wydaje się, że jeśli pozwolimy sobie na smutek czy strach, to on nigdy nie minie. To nieprawda. To może potrwać dziesięć, dwadzieścia minut, cały dzień, a nawet kilka dni, ale się skończy." Zgadzam się i podpisuję się pod tym tekstem obiema rękoma. Teraz pytanie do braci w moim wieku, oraz starszych. Co się zmieniło w waszym życiu, po stuknięciu wieku 30+? Zmieniliście swoje zycie? Wprowadziliście nowe priorytety???
  5. 32 points
  6. 28 points
    Nie mogę na to patrzeć. Facet jest mega frajerem. Jeszcze ta kobieta, gruba, brzydka i kłamliwa. Po obejrzeniu tego mam ochotę się umyć.
  7. 25 points
    Panowie, można powiedzieć, że sprawa zakończona. Pojechałem na wieś do matki, okazało się, że mieszkają tam mój brat z żoną, bo robią remont w tym samym bloku. Pech spadł na nich jak grom z jasnego nieba, gdy nie zapowiedzianie otworzyłem drzwi i wpadłem na samą bratową bez bodyguarda w postaci brata. No i zacząłem : Ja : Bratowa (zamiast jej imienia będę tak pisał), przyjechałem nie po to żeby się kłócić, tylko Ci coś przedstawić, wyprowadziliście się z mieszkania, przetrzymujecie moje klucze, wczorajszy SMS odbieram jako szantaż, że nie checie oddać kluczy, tylko wymagacie jakiegoś pisma... Bratowa: (Nie dała mi dokończyć) Idę, z tąd! Nie będsiesz mnie straszyć adwokatem, mam swoje problemy... J: Nie zachowuj się jak 12 latka, podobnie jak twój mąż, tylko siądź na dupie i posłuchaj grzecznie co mam do powiedzenia. Koło chuja mi latają twoje problemy ja przyjechałem odzyskać mieszkanie. Przyjechałem po klucze, macie do wyboru, albo oddajecie mi je teraz i sprawa z mieszkaniem załatwiona jak sprawdzę zniszczenia i zapłacicie za media, albo jutro przekazuje SMSa Pani adwokat bo miałem z wami na temat mieszkanie już nie rozmawiać, ale jak ona je od was wyegzekwuje , jakie koszta poniesiecie w związku z tym, ile odszkodowania wyciągnie to już nie mój problem masz do wyboru, a nie będziecie mnie straszyć, wyciągam rękę do was w ten sposób dobrze się zastanów. B:Dobra. Pojechaliśmy do mieszkania, wzięła resztę rzeczy, oddała klucze, przelała zależne pieniądze, pozostało za prąd jak mi przyjdzie zapłacić i problem z głowy. Jedne klucze ma brat, ale jest w trasie, pomimo tego, jutro jadę z kolegą wymienić zamki w mieszkaniu i problem mam z głowy. Mieszkanie jest mega zdewastowane, ale ryba mnie to już i tak będę robił tam generalkę i wszystko od nowa. Żadnego pisma nie podpisywałem z nimi nadal, czyli roszczenia i asa mam na nich dalej, ale poprostu w świecie mi się nie chce chodzić po sądach i sądzić, wolę zostawić to za sobą i żyć godnie. Podsumowując, myślę, że nosa im utarłem, dotarło do nich, że moja własność jest użytkowana na moich warunkach, wiedzą też, że jak mnie zwyzywają, dostaną pisemko o sprawę w sądzie za wyzwiska, czyli 2 w jednym ugrane. Jakim kosztem? Emocjonalnie było przejebane, stres dał o sobie znać, ale opłacało się, finansowo jestem do tyłu z adwokatem, ale było warto. Co dalej? Zrobię remont, idę na swoje, odcinam się od matki i brata, idę na terapię żeby wszystko po tym poukładać, coś doprowadziło, że dałem sobie tak wejść na głowę. Sprawa zakończyła się dobrze bo mieli gdzie iść, w innym przypadku pewnie nie było by tak kolorowo, dużo zależy od adwokata, ja jestem zadowolony z mojej jak cholera, naprawdę mi kobitka pomogła, jutro do niej zadzwonię i zobaczę co mi jeszcze powie. Trochę chaotycznie, gdyby ktoś był mało usatysfakcjonowany z wypowiedzi i chciał coś więcej, walcie śmiało, chętnie podyskutuje i opowiem więcej rzeczy. I teraz na koniec, DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM zainteresowanym w tym wątku, pomimo pomocy prawnej, najważniejsza okazała się ta mentalna, bez was zapewne bym odpuścił i dał się wpuścić w poczucie winy. Teraz wiem i jestem pewien, że bardzo dobrze zrobiłem, odzyskałem chociaż trochę szacunku w oczach reszty rodziny. A co najlepsze? Niby robią ze mnie agresora, ale ludzie zainteresowani tematem zamiast mnie omijać, patrzą i rozmawiają ze mną z 100% większym szacunkiem, daje do myślenia co? Go BS, go, go, dziś świętuję, kupiłem monstera bo nie pije alko i wkoncu odpocznę psychicznie.
  8. 25 points
    Mogę to napisać w punktach, bo właściwie nie chce mi się jakoś bardziej nad tematem rozwodzić. - twórcami i głosicielami redpilla najczęściej są osoby: skrzywdzone, te które dostały w dupę, nieatrakcyjne itd. To zabarwia przekaz informacyjny i czyta się najczęściej o czyimś skrzywdzeniu, nie o prawdzie, - to są często osoby, które sobie nie radzą. Do dzisiaj miałem sporą bekę z jakiegoś amerykańskiego redpillowca, który randkował głównie przez internet, wszedł w wiek około 35+ i zaczął się użalać, że kobiet dla niego dobrych już nie ma bo mu wszystko z rynku sprzątnęli. Innymi słowy, koleś pływa w oceanie kobiet, a narzeka że ich nie ma. To są często umiejętności redpillowców związane z kobietami, - .. z racji tego, że ich umiejętności są bardzo bardzo bardzo przeciętne, ich przekaz najczęściej jest bardzo bardzo bardzo przeciętny i kontrowersyjny. Niestety, ci ludzie piszą o kobietach na podstawie "faktów" jakby byli co najmniej Giacomo Casanovą, a są osobami, które nie mają często dużego obeznania w temacie, są teoretykami. Można wyobrazić sobie terapeutę, który pracuje 20 lat w zawodzie i wie co i jak działa, a potem mamy "specjalistę" od psychiki, który przeczytał parę książek z dziedziny psychologii. To jest często wiedza redpillowców odnośnie kobiet - są nieomylnymi geniuszami ale tylko we własnej fantazji. Gdyby był geniuszem, to kobiet by miał dużo - po prostu, bo byłby praktykiem, a nie teoretykiem. A gdyby był praktykiem, to widziałby jak wiele teorii jest najzwyczajniej w świecie błędnych a są przedstawione na zasadzie nieomylnych faktów - jedno wyklucza drugie, - z racji częstego braku sukcesów, redpillowcy działają zgodnie z tym jak sugeruje im działanie ich własnych mózgów: tworzy teorię, często opartą na nieprawdzie, po czym wyłapują odpowiednie fakty, żeby je potwierdzać, odrzucając wszelkie inne, - często znają tylko to jak to być przez kobiety zmieszanym z błotem, nie mają pojęcia co to znaczy być traktowanym dobrze. Gdyby przeciętny redpillowiec bez sukcesów zobaczył jak dobrze potrafi kobieta traktować faceta, to pomieszałyby mu się chyba wszystkie teorie w głowie, które łakomie konsumował, - oburzenie bierze się z wewnątrz, chociaż rzekoma przyczyna jest zewnątrz. Prawda jest taka, że związki z innymi ludźmi to INTERES OPARTY NA WYMIANIE, po czym nasz redpillowiec często obraża się o to, że jednak kobiety nie są dla niego bezinteresowne. Pytanie: czemu niby ktokolwiek miałby być? Na to pytanie niestety odpowiedzią jest słowo, które redpillowiec często wstawia w usta (myśli) kobiet - roszczeniowość. On chce od kobiet czegoś, a samemu obraża się, że ktoś ma czelność wymagać od niego, ten sam mechanizm występuje u paroletnich dzieci. Często to widać u niektórych na wpół inteligentnych, którzy uważają że sam fakt postawienia kobiecie drinka jest równoznaczny z kupieniem sobie seksu. Gdy tego nie dostają, stają się agresywnymi zjebami - mentalnie i/lub werbalnie, - każdy ma "ciemną" stronę, redpillowiec obraża się że mają ją też inni, coś jak słowa Jezusa parę tysięcy lat temu: "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.". - ze względu na brak sukcesów często ma silnie rozwiniętą "moralność" związaną z tym, żeby regulować kobietom seks. Bierze najczęściej się to stąd, że sam seksu nie ma i na zasadzie psa ogrodnika, chce go zabrać innym, to jest mechanizm obronny psychiki - ściąganie na swój poziom, nie wychylaj się. Kto nie słyszał o strasznych bogatych ludziach, którzy się nakradli i są winni wszystkiemu co złe na tym świecie? Moralność redpillowca bierze się stąd, że najczęściej nie ma możliwości, żeby realizować swoje fantazje, a moralność jako tako u większości ludzi jest tylko zbudowana na zasadzie "jestem przeciwko temu, bo samemu tego nie mam", - nasze ego (świadomość) kocha być ofiarą, nieudacznikiem i męczennikiem, stąd tacy ludzie kochają sobie wmawiać jak strasznie ich los pokrzywdził, że straszne kobiety mogą odrzucić ich zaloty i w ogóle one nie są warte niczego, bo przecież chcą tylko pieniędzy. Nic nie są warte, ale zgłębiania wiedzy o nich latami to pewnie już są warte.. pewnie przypadek. Daje to swego rodzaju wizerunek, gdzie kobiety są czymś podrzędnym, a mężczyźni swego rodzaju bohaterami, herosami, którzy biorą na siebie jarzmo pchania świata do przodu, nieskalani pół-bogowie, którym kobiety powinny oddawać się za sam fakt posiadania penisa (druga strona medalu nazifeminizmu - dajcie mi, mi się należy), - gdy zaczyna się żyć w świecie, zaczyna się widzieć że te teorie są błędne. Moim zdaniem, albo jesteś dobry z kobietami, albo jesteś redpillowcem. Z redpilla powinno się wziąć parę teorii i szybko to spuścić w kiblu, żeby nie mieszać sobie w głowie, to powinna być jak świnka, do przechorowania na raz i koniec. Oczywiście, to nie znaczy, że redpill jest zły. Jest dobry w tym sensie, że pokazuje pewne rzeczy jak działa kobieta w pewnych warunkach. I to jest całkiem ok. Złą rzeczą jest to, że to głównie: - nie są słowa praktyków związane z tym jak robić to, żeby kobiety były dla nas dobre, a nie wampirami - każdego sortu, - traumatyzują, pokazują wręcz WYŁĄCZNIE złą stronę i budują w nieświadomości mapę rzeczywistości do odbioru w stylu - kobiety to zło i cierpienie, unikaj ich, przy czym ty jesteś supermanem, na którego uwziął się cały świat, - wykorzystują starą dobrą zasadę zarządzania motłochem, która pięknie brzmi: dziel i rządź, - sam fakt, że jest wiele odmian "pillów" znaczy najzwyczajniej tylko tyle, że sami pillowcy nie wiedzą gdzie leży prawda a ich pewność siebie znaczy tylko tyle co... "wydaje mi się (bo nie mam dużo realnych doświadczeń), że...".
  9. 24 points
    Moim zdaniem rozwód jest najlepszym wyjściem dla was. Ty ją usiłujesz wytresować, żeby była twoją infantylną fantazją na temat kobiety. Ona usiłuje cię wytresować, żebyś był jej infantylną fantazją na temat mężczyzny. Oboje jesteście dziecinni i niedojrzali w ch*j. Żadne z was nie jest zainteresowane związkiem z realną osobą, tylko z jakimś debilnym konstruktem, który sobie uroiliście w główkach (ty potrzebujesz mamusiodziwki, ona potrzebuje tatusia, bo jego miejsce w jej rodzinie zajęła matka). Zważ, kolego, że dobrze wam ze sobą było, póki żyliście życiem gówniarzy. Jak przyszło żyć po dorosłemu, to nagle wasze urojenia zderzyły się frontalnie z rzeczywistością. I poszły w drzazgi. Tylko bachora szkoda, ale nie będzie to ani pierwszy, ani ostatni niedostosowany szczyl z rozwaloną psychiką, wychowany przez samotną matkę, która nie wie, czego chce i niedzielnego pseudotatusia. BTW. Tryb przewidywania przyszłości. Jak wykona twoje ultimatum, pójdzie do pracy i zacznie się cieszyć życiem niezależnie od ciebie, to masz papiery rozwodowe jak w banku jak tylko szczyl będzie w wieku przeszkolnym. Tako rzecze człowiek, który widział już takich jazd od groma.
  10. 23 points
    Zamknij ją w samochodzie, a następnie zaparkuj auto w swoim garażu i zostaw ją w środku. Będziesz miał prostytutkę dostępną przez 24h. Taki trik działał w gta vice city.
  11. 22 points
    Tak powinien wchodzić w związek, pod warunkiem że go nie legalizuje. Jak inaczej ma zdobyć doświadczenie skoro w związku nigdy nie był? Doświadczenie zdobywa się poprzez praktykę. Bez praktyki można zdobyć wiedzę i powinno się to zrobić wcześniej. Podpierając się wiedzą i praktykując nabywa się umiejętności, w tym wypadku umiejętności radzenia sobie w relacji. Odmienna kwestia to taka, czy mężczyzna taki sobie poradzi czy nie poradzi, ale nie da się o tym przekonać inaczej niż wskakując na głęboką wodę.
  12. 21 points
    Czołem!, Wybija mi na liczniki jubileuszowy setny komentarz. To mój ostatni apel i ostatni komunikat, jaki chcę się z Wami podzielić, a zarazem pożegnać. Część z Was, może nie kojarzyć wcześniejszych moich postów gdyż lata mojej "świetności" na tym forum to rok 2017/2018. Polecam zajrzeć do mojego postu o ile wciąż jest na forum. Gdzie wrzucałem zdjęcia z dziennika, jak budować swoje afirmację. Zimne prysznice, medytacja. Co robię do tej pory. Post miał dużą popularność. Pamiętam jak dziś komentarz pod nim, który sugerował że mój post nawiązywał do tych najlepszych postów forumowych. Mój apel może się wydać dziwny, ale nie starym wiarusom. Samodoskonalenie, rozwój, to tematy mi bliskie. I uważam się za doświadczonego, mistrzem wciąż nie jestem. A więc: Uważałem się za pizdę, kurwa byłem tak słaby. Nienawidziłem siebie, I zacząłem nad sobą pracować, Jeśli jesteś słaby, Bo TY WIESZ CZY JESTEŚ SŁABY CZY NIE. CZUJESZ TO. CZY JESTEŚ BETĄ, CZY ALFĄ, NASZE CIAŁO REAGUJE NA BODŹCE, CO MU DAJESZ, TO DOSTAJESZ. Kurwa pozbądź się wokół Ciebie tego komfortu, tego kurwidołka. tych ciepłych temperatur wokół, tego że narzekasz wszędzie, lub uważasz się za słabego, chorego. SŁABI UMIERAJĄ!!!!. ZAGRYŹ ZĘBY i pracuj, a wręcz NAPIERD*laj. SPRÓBUJ A SIĘ PRZEKONASZ O CZYM MÓWIĘ. MUSISZ ZWIĘKSZYĆ TESTOSTERON SAMCU, estrogen zostaw kobietom. A więc: - Zimne prysznice- naprawdę poczuj ból. MASZ CIERPIEĆ!!!!. 2 razy dziennie. MASZ K*rwa CIERPIEĆ wtedy, zapamiętaj ZERO KOMFORTU!!!. Jesteś zwierzęciem, szukasz jedzenia!!! -GŁÓD, masz być przez większość dnia głodny. JEDZENIE SYFU TO ŚMIERĆ DLA TESTOSTERONU. DUŻY BRZUCH ZWIĘKSZA ESTROGEN ESTROGEN=SŁABY SAMIEC, BETA, którym nikt nie chce być. - Aktywność fizyczna- NAPIERDAA*J. MASZ OCIEKAĆ POTEM, MASZ ĆWICZYĆ KIEDY JESTEŚ GŁODNY. TE 3 ZROBIĄ Z CIEBIE WILKA. SZCZĘŚLIWI CI MĘŻCZYŹNI KTÓRZY SPÓBUJĄ. Bez skromności i kur*wa nie bądź miły. Masz mieć wybujałe EGO jak szatan. ŻYCIE tutaj nie jest dla miłych ale dla skurwys**. MÓW CO MYŚLISZ, TYLKO TAKICH ZAPAMIĘTA HISTORIA. PISAŁEM TO NA POZYTYWNYM WKURWIE, ZA PRZEKLEŃSTWA WYBACZCIE, ALE CZASAMI SIĘ NIE DA. Nade wszystko walczcie!. Bo w nas nadzieja tego świata. Samiec.
  13. 21 points
    Jesteśmy pokoleniem mężczyzn wychowanych przez kobiety. Dodatkowo obciążeni narodowym kultem "matki Polki". Nikt nie pyta, jak ta Polka została matką, dlaczego została matką - ani z kim. Z tego mogłyby się pojawić pytania, czy byłaby w stanie sama sobie zapewnić dach nad głową, gdyby nie znalazła "męża i ojca dzieciom". Nikt nie tłumaczy dzieciom, że może nawet co trzecie dziecko wychowuje nie ten mężczyzna, co zrobił - bo dla wielu kobiet najlepszą antykoncepcją jest własny mąż. Nikt nie tłumaczy tak oczywistej sprawy, że człowiek mający ekonomiczny nóż na gadle - powie i zrobi wszystko, by przeżyć i zapewnić sobie jak najlepsze warunki życia. Tak, kobiety "matki Polki" też. Nie omawia się na lekcjach biologii takich spraw, jak biologiczne uwarunkowanie samicy do opieki nad gniazdem - z czego wynika instynktowne usprawiedliwienie wszystkiego "dla dobra dziecka". Jak kiedyś znajoma zapytała, czy oddam telefon bo jej dzieci chcą pograć - usłyszała "nie", i dosłownie zawiesiła się na kilkanaście sekund ze ślepym spojrzeniem wbitym we mnie jak w kosmitę. Ja - JEJ dzieciom nie dam? Ośmielam się zdeprecjonować jej najważniejsze osiągnięcie życiowe? Nawet przy tak niby powszechnie znanym temacie jak seks, nie tłumaczy się powszechnie, że mężczyzna może zaspokoić pod rząd może 50 partnerek (Rosja, wódka, viagra, zawał); natomiast już chyba kilka kobiet przekroczyło tysiąc stosunków pod rząd, i to publicznie, lub nawet przed kamerami? I co z tego wynika - ile wart jest seks dla kobiet, a ile dla mężczyzn? Dlaczego tworzenie iluzji niedostępności seksu, jest dla kobiet "opłacalne"? Nie wiń Braci, że piszą skrótowo - ale sam z perspektywy zobaczysz, że tkwisz w schemacie oklepanym jak Najman po walce. Za co należy Ci się szacunek, to za przebłyski podświadomości, które przecież doskonale mówią Ci, o co w tej relacji Pani chodzi. Nie jest to łatwe... ale można zacząć postępować względem ludzi tak, jak oni względem Ciebie. Czysta logika, czysta wzajemność, czysta sprawiedliwość. Na początek takie ćwiczenie - okłam ją, że ją kochasz.... bo cokolwiek nie pomyślisz, cokolwiek ona Ci nie powie - to będzie kłamstwo z Twojej strony. Nieważne co zrobisz, jak się postarasz - zawsze już będzie z Tobą myśl o tym, jak Cię okłamała w podstawowej kwestii zaufania. W tamtej chwili, Twój związek z nią umarł. Jesli zostanie przy tobie, to jako bezwolna, pusta skorupa, mniej uczciwa względem siebie niż prostytutka. Tylko tak długo, aż znajdzie jakąkolwiek inną opcję "sponsoringu". Daj znać proszę, jeśli dziś wieczorem jednak zdecydujesz się dać jej "kolejną szansę" - kosztem siebie.
  14. 21 points
    Zawsze bawiły mnie teorie o Chadach. Wiecie, że jest taki gość, który nic nie musi, ba, może być zły i niedobry, a i tak laski się do niego kleją. Posypuję głowę popiołem. Zanim jednak przejdę do sedna, muszę trochę przynudzić historią. Mieszkam od półtora roku w dzielonym mieszkaniu z jednym Polakiem za granicą. Ja mam 28 lat, on 29. Wcześniej znaliśmy się kilka miesięcy, ot, znajomi. Akurat oboje szukaliśmy nowych pokoi do wynajęcia, więc postanowiliśmy wspólnie wynająć mieszkanie. Wydawał się być normalny, ale... Po trzech miesiącach miałam dosyć. Wersja tl;dr- facet jest brudasem, fleją, nie myje się i śmierdzi, nie pracuje, bo w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z jego wykształceniem. Zacznijmy od łazienki. Facet kąpie się chyba tylko w nieparzyste czwartki miesiąca gdy Mars jest w odpowiedniej pozycji do Saturna i Księżyc w nowiu albo pełni. W każdym razie nie za często. Jego szczoteczka do zębów zaraz obrośnie pajęczyną, ręcznik kąpielowy (do rąk nie ma, bo rąk nie myje) wymienia jak mu powiem, żeby wymienił, bo inaczej będziemy mieć nowego współlokatora o imieniu Pleśń. Naprawdę, ostatnio już na tym ręczniku była plama dziwnego koloru. O tym, że mycie rąk to wymysł głupich ludzi już wspominałam. Jego pokój. Wietrzy swój mały pokój w porywach raz dziennie, więc smród bije na całe mieszkanie nawet przez zamknięte drzwi. Od półtora roku jego podłoga nie poczuła miłego smyrania mopa, a odkurzacz bywa tam od święta. Jego pokój to chaos w czystej postaci. Brudne majtki mieszają się z rozsypaną solą (może to jakaś forma dezynfekcji?) brudne talerze rozwijają własne kultury grzybów i niedługo przeistoczą się w latające spodki, kurzu więcej niż śniegu ostatniej zimy, ale pod stopami chrzęszczą resztki czipsów i obciętych paznokci. Pościel niezmieniana od zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a obrazu dopełnia góra wszystkiego wymieszanego na podobieństwo Jabby z GW (nie tej gazety). Kojarzycie takie instalacje artystyczne, że się ustawia śmieci, potem się w odpowiednim miejscu zapala lampę i cień tych śmieci tworzy jakiś obraz? No to tam wpuścić studentów ASP i by mieli pracę magisterską na 5+, oczywiście nie obrażając studentów ASP ani uczuć religijnych wyznawców Zakonu Jedi. Do tego dodać, że w jego słowniku hasło <gotować> znaczy: podgrzać gotowe danie i nie upieldolić połowy kuchni. UWAGA, TRUDNE!, obsługa odkurzacza do łatwych nie należy, a mopa chyba nawet nie wie, jak złapać, pranie robi najwyżej raz w miesiącu, a mimo to mieści się na jednej, zwykłej suszarce, jego pranie śmierdzi nawet po wypraniu, więc w sumie prać nie musi wcale. Mistrz logistyki. Do tego nie grzeszy intelektem, no rzec by można, że jest bystry jak woda w sedesie i pewnie kojarzycie takiego żałosnego hiper-pseudointelektualistę, co zrobił sobie test w internecie na psychopatię i teraz się chwali, że ma 12/14 cech psychopaty, hehehehehe? Do tego gawędziarz-erotoman, ochoczo informował mnie, że musi kupować gumki XXL i viagrę i co to nie robił zeszłej nocy i z iloma laskami na raz. Nie, nie pytałam, nie, nie obchodzi mnie to ani, kurła, trochę. No to już wiecie, o kim mówię. Tak się pokrótce prezentuje ten koleżka. I ten koleś, brudas, fleja, co się nie myje i śmierdzi, ma co chwilę nową laskę. Ja już nie staram się zapamiętywać ich imion. Niektóre na jedną noc, inne przychodzą kilka razy. Ostatnią widziałam już chyba czwarty raz. I tak się zastanawiam, czy im to nie przeszkadza? Jak to możliwe? I tu z pomocą przychodzi forum. Oświecenie. Ten gość jest Chadem. Wzrost jest, symetryczna twarz jest, zarost jest, pewność siebie wystrzelona w kosmos, gadka, choć nędzna, jest. No i taki bieda-Chad wyrywa takie bieda-Karyny. Wszystkie te dziewczyny były z Polski, bo po obcemu to on nie panimaju, wszystkie pracowały w jakichś zawodach typu sprzątaczka hotelowa albo w ogóle nie pracowały tylko żyły w jakiejś komunie w opuszczonym budynku, ale wszystkie dość normalne, to znaczy nigdy nie widziałam żadnej zachlanej narkomanki. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się pokajać, uwierzyć w Chady i podziękować za wiedzę z tego forum.
  15. 21 points
    A dlaczego kobiety interesują się zasobami i pozycją społeczną faceta?
  16. 21 points
    Festiwal białorycerskości, fiutogłowości, gynocentryzmu, antymęskiego sposobu patrzenia na świat uważam za rozpoczęty. Biedne kobiecinki, zawsze szkalowane, zawsze mają pod górkę, całe życie dyskryminowane przez rzekomy, podły patriarchat, a tak naprawdę praktyka życia codziennego pokazuje co innego i tak od czasu narodzin do usranej śmierci. Co się tu odstawia ostatnimi czasy na tym forum, to aż mnie głowa momentami boli. Takiego wysypu stulejarstwa czy spermiarstwa jak ostatnio to tu nie widziałem odkąd jestem na forum. Ten temat to jest żenada i wstyd dla forum, pokazuje on kto tu ma prawdziwe jaja i zasługuje na miano mężczyzny, a kto ma jeszcze sporo rzeczy, bardzo łagodnie mówiąc, do przepracowania. Nie chcę być złym prorokiem, ale to może być kąsek dla hejterów oraz innych wrogów tego forum. Obym się mylił. Jestem generalnie zażenowany czymś takim. Męskie forum, a odstawia się antymęskie zachowania. @Marek Kotoński @Mosze Red Nie jestem pewnien czy kary na te kilka dni pomogą ochłonąć naszej "forumowej piątej kolumnie" i sugerowałbym rozpatrzenie bardziej radykalnych kar. Kilka dni odwyku od forum spowoduje, że zaraz powrócą ze swoimi wpisami i będą uderzać w Braci, którzy napiszą kilka mocnych słów prawdy na temat kobiet, ich gierek, manipulacji, postaw czy ich natury. Nie to, że jestem zwolennikiem ciągłego pojazdu po kobietach, tylko wtedy kiedy sobie swoimi wpisami zasłużą lub wtedy kiedy trzeba to wypunktować i opisać. Zamiast się tłumaczyć przed Markiem czy Moderacją, wyhodujcie sobie jaja, następnie je wzmocnijcie i zachowujcie się jak na facetów przystało, a nie płaczenie jak baby nad rzekomym ich złym losem. Gdzie jest solidarność z własną płcią? Oczywiście, że jej nie ma, bo blask waginy oślepia przed właściwym spojrzeniem na rzeczywistość i chęć przypodobania się paniom bierze górę. Co w ogóle ten temat ma wnosić na forum poza jakimiś podziałami i gównoburzami? Czemu on ma służyć? Jeśli temu, to gratuluje. Jak sobie przypomnę, że jakiś rok temu Szatan jak Rejtan niepodległości bronił bytności Fit Darii na forum, to aż mnie ciarki po plecach przechodzą. Nieco się wzburzyłem to czytając, jestem całkowicie zażenowany. Dobranoc. PS: Dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.
  17. 21 points
  18. 20 points
    Myślę, że szlachetnym jest to jak bardzo doceniasz francuskie/ niemieckie/ amerykańskie korporacje i się o nie troszczysz, żeby nie straciły paru groszy na pracownika i nadal mogły generować, często gęsto, miliony zielonych. Polecam jakieś wystosować pismo do większych firm i korporacji, założyć spore wydarzenie na facebooku, kampanię żeby oświecać wszystkich wokół - szefowie nie mogą być tak nierozsądni zatrudniając narośl na drzewie. .... Boże, a potem kawałki stąd latają po internecie, a potem jest wojna dwóch stron, że siedzą tutaj nienawistni incele, skoro: Więcej pogardy proszę. To wspomoże wszystkich tutaj i PR w internecie. Ja pierdole..
  19. 19 points
    Tego się nie spodziewałem. 😊 Jeszcze nominował Grzegorza Brauna.
  20. 19 points
    Zobaczysz, że i ty dasz mu dupki, bo będziesz chciała się przekonać, w czym tkwi magia gościa. Taki z ciebie wielki mędrzec, a skończysz, jak te karyny i jeszcze mu posprzątasz 😆
  21. 19 points
    Po pierwsze znajdź robotę. Od siedzenia w domu i użalania się będzie gorzej. Pierdolenie i wymówki. Ćwiczenia z masą ciała wystarczą do budowlanki nie dźwigasz tam 200kilo. Poza tym po 1-2 tyg twoje ciało się zaadaptuje samo, brak siłowni to kolejna wymówka. Ogólnie jesteś królem wymówek. Baby nie bo nie jestem czadem. Praca nie bo nie ma siłowni. Pracowałem na budowach i nikt kto przychodził praktycznie wcześniej nie przygitowywał się na siłowni. (LOL)
  22. 19 points
  23. 19 points
  24. 17 points
    Ludzie kłamią, zwłaszcza kobiety. Mężczyźni chwalą się podbojami przebieg zawyżając, kobiety zaniżają, społecznie nawet największa zdzira chce uchodzić za świętą. Boją się społecznego ostracyzmu, kobiety są b.społeczne i dbają o dobre imię i image dużo bardziej niż my- mężczyźni. Najprościej rzecz ujmując, racjonalny facet CHCE poznać faktyczny przebieg partnerki jeżeli chce z nią wejść w LTR - long term relationship. Bzykaczy to nie interesuje np. mnie ( chyba że wskoczę w widełki wyżej, jak jakaś cipka będzie wystarczająco słodka, a kochliwy jestem coś ostatnio ;)) Jest to prawidłowa postawa ponieważ Panie z przebiegiem - ponad 5,6 nie mówiąc o dziesiątkach partnerów seksualnych NIE NADAJĄ się do długich relacji; taka kobieta prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie stworzyć normalnej, zdrowej relacji, nie będzie również dobrą matką i potencjalną żoną. Do długoterminowych związków nie wybiera się również - dziewczyn z tatuażami ( nawet najmniejszymi), wychowanych przez jednego rodzica, pań które bzykamy na pierwszym spotkaniu ( świadczy to zazwyczaj o ich otwartości seksualnej- rozwiązłości), w farbowanych szalonych kolorach włosach, palaczek, alkoholiczek itp. itd. Czysty pragmatyzm, zero romantyzmu. Jebać "miłość" - motylki w brzuchu. Kochać umysł - racjonalne myślenie i spostrzeżenia.
  25. 17 points
  26. 17 points
    Trochę mnie to rozbawiło. Nie, wygląd to podstawa, to są jak fundamenty pod budowę. Jest jednak taki wypadek, gdzie można tego uniknąć.. Poza tym, czuję sporą agresję w tym co napisałeś. Myślisz, że mimo pewnych predyspozycji wszystko przyszło tak prosto? Wszystko to, co zdobywam to też przyszło samo z siebie? A z racji tego, że mam większe powodzenie wśród kobiet to żyję w niekończącej się ekstazie? Czyjeś krocze ma wszystko załatwiać, przepustka do nieba? .. Mam znajomego. Mamy taki sam wzrost - 187cm. Jak gościa zobaczyłem to jakoś uderzyło mnie to, że jest przystojny, ma mega gładką i taką złotą cerę, czarne włosy i do tego.. aż świecące niebieskie oczy. Gość wygląda tak jakby mógł tymi oczami hipnotyzować. Jest naprawdę przystojny. I wiesz kto ma większe powodzenie u kobiet? I wiesz w którą stronę poleciało pytanie: jak ty to robisz, że tak je zgarniasz? Włożyłem tony pracy nad swoją męskością, wyjście z lęków, strachu i litości względem siebie. To odróżnia mnie od przeciętnego dzisiejszego faceta, który jest archetypową, rozlazłą i wyprutą z energii, smutną starbucksową cipą. Po mnie czuć coś co sobie wypracowałem i z grzecznego chłopca, który bał się odezwać na lekcji, nie ma problemu żebym robił coraz więcej rzeczy na które mam ochotę, mając jednocześnie wyjebane na wszystkich. I kobiety to czują. Już parę dziewczyn mi powiedziało: "ty jesteś jakiś inny, w tobie jest coś fajnego. Podoba mi się to." To ja zgarniam więcej bo pomiędzy naszymi charakterami, wiedzą i przejściami, przez które musieliśmy się przekopywać jest zapewne spora różnica. Wydaje mi się, że jakieś +/- 5 lat pracy. Do czego piję? Do tego, że mimo urody gościa to ja jestem lepszy. A to czuć, to wisi w powietrzu. A to znaczy, że większość facetów jakby przestała litować się nad sobą, a odblokowała się i przeszła przez swoje lęki, strachy, wstyd, poczucie winy i wyszła z tej klatki (albo raczej kloaki) zjebanego umysłowego oprogramowania, świat były lepszy. Gdyby dzisiejsi faceci mieli w sobie trochę więcej zdrowej agresji i mniej kobiecego (przyjmującego) pierwiastka, to świat byłby ciekawszym miejscem i nie byłoby tylu życiowych tragedii. Tutaj na forum kiedyś pojawiło się parę śmiesznych zdań, że kobiety powinny być przyznawane z urzędu. I to było raczej pisane serio. Co trzeba mieć z psychiką i jak trzeba czuć się zgnojonym i jak bardzo słabym, żeby o czymś takim myśleć i postulować? A potem wychodzi taki koleś (normalny z wyglądu) z wypisanymi na twarzy kompleksami i lękami i dziwi się dlaczego nic nie wyrwie. A on tego nie rozumie, że ma szansę, ale pod jednym warunkiem - musi sobie wymienić całą psychikę, a to zajmie jakieś 2-3 lata. Wątpię, żeby ktoś realnie chciał coś takiego usłyszeć. No z taką mentalnością to można wyrwać w jakiejś grze korzeń z ziemi na eliksiry, bo gra jest implantem osiągania czegoś w realnym życiu - daje iluzje władzy. A z tych rozważań co jest ważne a co mniej ważne jak zawsze nic nie wyjdzie, bo ludzie nie wydają opinii po to, żeby się czegoś dowiedzieć, ale potwierdzić że mają rację.
  27. 17 points
    Kobieca tresura, wymuszania, poniżanie. To tylko ułamek tego co "sprytnie inaczej" potrafi zrobić kobieta wobec faceta. Przykłady? 1.Obrażam się na niego do czasu, gdy... ulegnie. Katarzyna, 29 lat Dąsy... to moja broń kobieca. Używam jej, ilekroć próbuję coś wymóc na opornym partnerze. Strojenie fochów najlepiej sprawdza się w sytuacjach, gdy Jasiek nie chce się zgodzić na coś (niedzielny obiad u mojej matki, kupno nowego materaca do łóżka, posprzątanie garażu... cokolwiek). 2.Zalewam go potokiem słów – tak długo, aż wreszcie przyzna mi rację. Izabela, 42 lata Co robić w sytuacji, gdy facet uprze się jak osioł? Mam na to swoją metodę: gadam, gadam, gadam... aż do skutku. Czyli, mówiąc inaczej, suszę mężowi głowę. 3.Tak długo szlocham, aż mnie przeprosi i... zrobi, co zechcę Karolina, 29 lat W pewnym momencie puszczają mi nerwy i wybucham. Krzyczę, że mam tego dość; że dłużej nie wytrzymam itd. A potem uderzam w płacz. Zalewam się łzami, by wzbudzić w nim poczucie winy. 4.Szantażuję go, że odejdę, i czekam, kiedy skruszeje Elwira, 31 lat Mój patent na męża to mały szantażyk. Gdy nie mogę go do czegoś przekonać albo zrobi coś nie tak, ja – zamiast narzekać i biadolić – po prostu grożę mu... rozwodem. Mówię, starając się, by zabrzmiało to poważnie: „Zobaczysz, w końcu cię zostawię i wtedy będziesz żałował”, albo: „Jak się z tobą rozwiodę, będziesz miał święty spokój”. 5.Porównuję go do innych facetów, by wziął z nich przykład Iwona, 37 lat Może ty też wreszcie porządnie byś się ubrał?”. Jeszcze tego samego wieczoru mąż poprosił, bym wyprasowała mu koszulę. Odtąd często chwalę jakiegoś znajomego, w ten sposób sugerując mężowi, jak powinien postąpić. 6.Rzucam drobne uwagi, aż osiągnę swój cel Ewa, 35 lat Jestem jak kropla, która drąży skałę. Raz o czymś wspomnę mężowi, za tydzień znów o tym napomknę, po miesiącu jeszcze raz wrócę do tematu... i tak powoli, powoli przekonuję go do tego, o czym na początku nie chciał słyszeć. 7. Przekręcam jego słowa, przekręcam historię naszej relacji, wciskam mu poglądy, których nie ma, aby się tłumaczył i denerwował. Zawsze w tej historii staram się pokazać go jako drania, sprawcę przemocy, lub idiotę. 8. Poniżam go w towarzystwie i przed dziećmi docinkami, a potem mówię "hehe, dystansu nie masz", "a co ty baba jesteś taki wrażliwy?". Gdy on zrobi to samo - obrażam się i wracam do punktu pierwszego. Przyzwyczajam go tym, że ja mogę go atakować, on mnie nie. On na to ma być odporny, lekceważyć swoje granice i uczucia, ja nie. I dlatego mogę się nad nim pastwić, mogę łamać jego granice, a on musi mnie przepraszać i tańczyć jak mu zagram. 9. Żądam, by skupiał na mnie całą uwagę, by był mi podporządkowany, ale nie robię tego wprost. Najlepiej rzucił znajomych (bo są idiotami, sprowadzają go zawsze na złą drogę), pasje (bo jest głupia i dziecinna, albo nie przynosi dużych pieniędzy). Najważniejsze abym ja była w centrum uwagi. Będę zgłaszać różne oskarżenia, będę narzekać i płakać, aby tylko skupiał się na mnie. 10. Wsadzam go na miny, utrudniam życie i czekam aż się domyśli. Jeśli się nie domyśli (a uknuję to tak, że nie domyśli) - zaczynam się czepiać. 11. Co jest moje to moje, co twoje to nasze. Co źle to twoja wina, co dobrze to moja zasługa. Taktyka, by zrobić z siebie przyczynę sukcesów mężczyzny, by uzależnił się od kobiecych słów, pochwał, czy krytyki. Jego samoocena idzie tak w dół, że rzeczywiście idealizuje partnerkę, a siebie ma za śmiecia. 12. Wzbudzanie zazdrości. O mnie się biją, Ty jesteś nikim, zostaniesz sam, nie znajdziesz drugiej tak dobrej i atrakcyjnej jak ja, na żadną nie zasługujesz, a ja widzisz - mam adoratorów. Staraj się. Źródło: https://www.kobieta.pl/artykul/kobiece-metody-na-upartego-meza-czy-mozna-je-stosowac-bez-konca Jak widzimy przemoc niejedno ma płeć. Tylko Ciiiiii, bo feministki się zlecą 😄
  28. 16 points
    Nie pokazuje rozmowy - sprawa jest prosta. Weź dzień urlopu. Jedź do Castoramy. Kup wkładkę do drzwi z kompletem kluczy i wytrzymałe worki na śmieci. Wróć do domu. Spakuj rzeczy od swojej byłej (bo aktualna nie jest) do worków i wystaw za drzwi. Nie zapomnij wymienić wkładki. Może wtedy zdecyduje, czy może być z tobą szczera. Powodzenia.
  29. 16 points
  30. 16 points
    Słyszeliście Panowie? Ustawiać się w kolejce, pani łaskawie będzie wybierać. A warto bo: Jak mówi, że poukładała to poukładała.
  31. 16 points
  32. 16 points
    Pytanie do kobiet, ale oczywiscie cala stadnina “ogierow” sie zleciala jak zwykle...
  33. 16 points
    Na ch wy w ogole wchodzicie w zwiazki w taki razie? Zeby kogos emocjonalnie szantazowac dla uzyskania jakis profitow?? Slabe to. Innych metod komunikacji nie znacie? Jprdl.
  34. 15 points
    Kto wie, może zawita do świeżakowni Kurła, jak to się mogło rozpaść. Tacy dojrzali, inteligentni, oświeceni, świadomi. Pouczali innych i mówili jak żyć. No jak?
  35. 15 points
    Netkobiety w pigułce (normalnie wątek może trwać z 20 stron). Facet: Żona mnie zdradza... Netkobiety: Ograniczasz ją. Facet: Ale ja pracuję na dwóch etatach, przy dzieciach pomagam jak tylko przyjdę z pracy, chałupę na nią przepisałem,... Netkobiety: Jesteś chujem Facet: Ale... Netkobiety: Twoja wina. Inny facet: Wy, kobiety to potraficie się obiektywnie wypowiedzieć? Inny facet - BAN Facet - BAN. Netkobiety - wszyscy faceci to niedojrzałe chuje niezasługujące na nas. Koniec wątku.
  36. 15 points
    Ten "prezydent" umierającemu z głodu psu, nie chciał dać nic do jedzenia - a żarcia, także dla psów, mieli tyle, że nie mieściło się w szafkach. Rozpaczliwe wycie zwierzęcia mu nie przeszkadzało, a był świadomy cierpienia zwierzęcia bo: 1. Nie pozwalał nikomu się zbliżać do niego, wiedział jak jest wychudzony i że jest na łańcuchu w swoich gównach 2. Wie dobrze co to głód, bo gdy jest głodny cierpi męczarnie i napychanie kichy jest jego jedynym życiowym celem. Wiedział więc lepiej od przeciętnego człowieka, że głód jest torturą Z tego względu musiałbym upaść na głowę, żeby dla gościa który zrobił ludziom wiele skurwysyństw (to już nie były zwykłe świństwa), troszczyć się o jego zdrowie. Masa ludzi na Szkolnej odetchnie z ulgą, że będą mogli swobodnie i normalnie żyć po jego zgonie. Niemniej zanim umrze, możliwe że odetną mu stopę. Mógł brać tabletki - zrezygnował.
  37. 15 points
  38. 15 points
    A może byś tak ją wreszcie wyruchał z łaski swojej?
  39. 15 points
    Wpisy @Dakotasą bardzo... specyficzne i chłopak jest po prostu wrażliwy, co też udowadnia tutaj: Strzela fochy jak obrażona dziewczynka, szlachetnie się wstawia za "uciśnionymi" użytkownikami, nie przeklina... Ale imo tym tematem jednak trochę przesadził. @Dakotatakie rzeczy możesz spokojnie napisać na skrzynkę moderatorów i też byłoby dobrze. Niby wiesz, że to wszytko moderatorów decyzje, ale próbujesz w wojenkę angażować innych użytkowników jakimiś apelami czy nagonkami. Jednocześnie z drugiej mańki zgłaszasz użytkowników za używanie wulgaryzmów i to w dość obrzydliwy sposób - bo nie oszukujmy się, że to o sam wulgaryzm chodziło, tylko @Meg4tron czymś Ci dopiekł, bo innych używających wulgaryzmów (w tym mnie) raczej nie zgłaszasz. No i jeszcze jedno - nie wiem, ile trzeba mieć lat albo ile obłudy, żeby takie zagęszczenie wulgaryzmów uważać za "rynsztokowe słownictwo". Nie jesteśmy dziećmi. Moderatorzy i sam Marek (nadający wizję jak ma ona wyglądać) robią dobrą robotę gdyż na forum można pogadać normalnie, jak facet z facetem ale jednocześnie bez przegięć i obrażania innych. Opanowania stopnia wulgarności jest moim zdaniem perfekcyjne. Jeszcze rozumiem, gdy wobec kogoś wulgaryzm zostanie użyty - ale gdy jest zastosowany w formie zaakcentowania... Obłudne to jest. I niefajne. Jak taki porządny i moralny chłopak z Ciebie jak się malujesz, to chyba powinno Ci być trochę wstyd, tak sobie myślę. Zastanowiłbym się natomiast poważnie i głęboko, z czego wynika to nasilenie dram ostatnimi czasy. Czy nawet to forum ogarnia powoli millennialsowe zmiękczenie wraz z przypływem młodszych, inaczej wychowanych userów? Bo naprawdę ilość takich dziwnych "aferek" i bóli istnienia jest ostatnio ponad normę. W ciągu dwóch miesięcy było tego więcej niż w ciągu ostatnich dwóch lat...
  40. 15 points
    Chłopie, dejże już spokój...
  41. 15 points
  42. 15 points
  43. 15 points
    Dobra, dobra wrzuć tutaj ten filmik bo nie wiadomo jak Ci w ogóle pomóc, musimy zobaczyć przypadek i gdzie jest problem i wtedy damy złote rady, bo tak błądzimy po omacku i nie wiemy gdzie problem leży 😈 😂 No i kongratulejszyn szperania po czyimś kompie, myślałeś o pracy w KGB? P.S - następnym razem zerknij we folder "Ja z rodziną 2018 sopot" 😆
  44. 14 points
    Cześć pierwsza - stan obecny / otoczenie (Postaram się nie uskuteczniać wodolejstwa a raczej upcham fakty w jakiejś chronologii, żeby Was tu nie zanudzić telenowelą) Staż znajomości 10 lat, od kilku w małżeństwie. Roczna dzidzia. Diametralna różnica osobowości, temperamentu i potrzeb. Żoneczka w dużym skrócie, 10 lat młodsza, piękna dupeczka (wciąż jest ładna ale zaczęła się zapuszczać) brałem jako nastolatkę z małej wioski. Założenie proste ja jestem typem wojownika, zdobywcy i pielęgnuję te cechy w sobie od wielu, wielu lat a Pani docelowo miała być zblatowana i była, grzecznie wywiązywać się z przeze mnie wyobrażanych norm. I wiecie co? Wszystko pięknie grało dopóki nie pojawiła się dzidzia. Dom wybranki poprawny, matka nosi spodnie, tato i brat pantofel. Pani w zaokrągleniu bardzo przeciętnie elokwentna co kiedyś mi absolutnie nie przeszkadzało, teraz znacznie bardziej. Dbam o ramę, jeśli chodzi o zasoby są tak ulokowane, że Szanowna nie ma szans powąchać centa bez mojej zgody, no jak się uprze to może mi trochę gruntów dziabnąć ale to do przeżycia także pole do popisu mam znacznie większe. Cześć druga - krótko o historii Zawsze była dla mnie supportem. Zawsze byłem nr 1 i czułem to oparcie, takie wiecie w doli i niedoli, nie będę przytaczał przykładów, żeby nie demaskować za bardzo z opisu. Generalnie zeżarliśmy beczkę soli i cały czas kobita murem za mną (sądy, prawo, interesy, regularny rock`n`roll czasem się sobie dziwię że nie pierdolnąłem wtedy na zawał) Z czasem ustabilizowałem swoje życie bo też jazda bez trzymanki przestała mnie bawić a zaczęła męczyć. Stres zwłaszcza. Jeśli chodzi o nas to regularnie balowaliśmy, pijackie maratony u znajomych, wyjazdy po Polsce, ganialiśmy po górach a za prowiant na cały dzień służył browar. 30 kilo po Tatrach za dnia? Luz, ogarnialiśmy. Lataliśmy wspólnie na moto i generalnie wspólne aktywności wychodziły w zasadzie samoistnie. Seks był jaki był, mógłbym rzec że przeciętny ale ujdzie. Czasem jakiś plenerowy bzyk co prawda bardzo rzadko ale coś tam się działo. Można powiedzieć, że w zasadzie 8 lat to jechaliśmy tryb hulaj dusza. Część trzecia - jak do cholery wpadliśmy w rutynę... Przyszedł dzień, że moja oznajmiła mi że jest w ciąży. Minę miała jakby jej ktoś nasrał na łeb, po dziś dzień mam ten obrazek przed oczami. Ja się prawie posrałem w gacie i bynajmniej nie ze szczęścia tylko z przerażenia. Przytuliłem laskę i mówię, no to kurwa gratulacje mamusiu Nie czekając oznajmiliśmy to wszystkim wokół. No to sobie pomyślałem czas ogarnąć kwadrat i jakiem pomyślał tak też zrobiłem. Zacząłem zaginać jeszcze więcej. W między czasie dzidzia przyszła na świat, babcia pomagała a ja zakończyłem temat mieszkania i się wprowadziliśmy. No i się coś niepozornie zaczęło - matrix się zaczął wywalać... Część czwarta - zarzewie konfliktu Wjechaliśmy na mieszkanko miło i przyjemnie. Śniadanka obiadki, czasem ja czasem ona, dzidzia płacze, śpi, nie śpi, zabawa, ja pracuję głównie z domu i jakoś tak niepostrzeżenie wkradła się rutyna. Laska zaczęła żyć jakimś własnym wyobrażeniem życia, że mam być najcudowniejszym ojcem i cały czas poświęcać dzidzi co zaczęło się dość szybko przekładać na brak współżycia no i w kilka miesięcy wystarczyło żeby mnie wkurwić do białego. Podsumowując dlaczego, to od razu Wam odpowiem. Lenistwo, moja baba jeśli z czegoś nie czerpie frajdy to żyje za karę. Kumacie? No joy no life no fun. I tak z dziecka zrobiła sobie karę za życia przy okazji dopierdalając się do mnie. Żeby była jasność niewerbalnie bo bym od razu zrównał z ziemią i przypomniał o miejscu w szeregu więc użyła świadomie bądź nie narzędzia no fuck. Część piąta - wojna bez awantur Nie będę żebrał o kość. Nie pasuje? Jedź przemyśl sprawy poza domem, najlepiej u mamusi. No chat, no talk. Zainteresowałem się dość szybko tematyką bo podświadomie czułem, że nie ma w tym ani grama mojej winy. Więc co się stało że się zesrało? Co ciekawe małża żąda ode mnie zmian, ale najweselsze w tym wszystkim jest to, że sama tak naprawdę nie wie czego chce, albo wie ale nie potrafi lub boi się wyartykułować. Wygląda to jak choroba psychiczna albo jakaś schizofrenia. Biorąc powyższe za omen przeniosłem całość na korespondencję, którą jak kiedyś obrobię załączę. Czytając braci zauważyłem jedną gównianą prawidłowość. Dyskusja z babą nie ma sensu: logika vs emocje nie ma racji bytu. Emocje się ulatniają a emocjami z logiki robi się kurwę. Natomiast zapis konwersacji ma moc niewspółmiernie większą. Pisząc facet zapomina o emocjach a skupia się na logice i faktach. W ten sposób wytrącasz emocjonalny nóż z ręki psychopaty. Natomiast emocje pisane wypisywane przez babę to jest jak napierdalanka dzieci w przedszkolu - śmieszne, żałosne ale i nic nie wnoszące. Część szósta - w oczekiwaniu na epilog Rozegrałem sprawę tak, że postawiłem definitywne ultimatum, co też bracia w powitalni doradzili (nie zabijaj od razu) Nie jakieś kurewskie tylko partnerskie. Wypunktowałem kolejno czego oczekuje po partnerstwie i pozostawiłem wyłącznie opcję w lewo albo w prawo bez pola do dalszej durnej pyskówki. - Stanowisz dla mnie oparcie jak kiedyś i dajesz mi motywację - Pełnisz obowiązki żony, partnerki i matki - kolejność nieprzypadkowa - Nie używasz emocji do szantażu, znęcania psychicznego pod żadnym pozorem, do tego służy rozmowa - Nie pogrywasz seksem (dam nie dam), - Bez gadania ile powinienem pracować - Masz cieszyć się życiem, być empatyczną i dbać o mir domowy - Przestaniesz robić wieczną aferę z tego powodu że masz dziecko i przestaniesz stawiać się w kategorii ofiary - Zaczynasz dbać o siebie na zewnątrz i wewnątrz - Szukasz roboty aż do skutku Jeśli zaakceptuje to próbujemy się poukładać, nie zaakceptuje rozwód. Jakby ktoś pytał o nick to stąd właśnie się wzięło "shit test odbiłem rozwodem" Podsumowanie. Paradoksem całej tej sytuacji jest to, że laska próbowała coś wywalczyć a efekt jest taki, że to ja jej wywaliłem kawę na ławę i teraz to ona na własne życzenie ma twardy orzech do zgryzienia. Tak się kończy szlaban na pizdę. Szczerze to szybko złamałem swoją psychę i mam wywalone na nią na potomka i wszystko co kojarzy mi się z nią. Rodzina mi jeździ po łbie jaki to ze mnie itp. Co począć... wojna to nie piaskownica.
  45. 14 points
    Witam braci! Moje poprzednie tematy dotyczyły lamentów i rozterek dotyczących rozstań z Pannami. Tym razem chcę sie pochwalić „świeżakom” i braciom, którzy mi wyłożoli materiał życiowy. Dzięki mojej ostatniej pannie, która nie chciała ze mną być bo wróciła do swojego patusa, poszedłem z życiem naprzód jak nigdy wcześniej. Myślałem o swoich ex jako o tych jedynych co jest żałosną i niematematyczną brednią. Miałem też podejście miłego misia, romantyka. Uważałem również iż do bycia szczęśliwym muszę mieć partnerkę i kropka. Nie mogłem sie bardziej mylić. Moje porażki okazały się paliwem do rozwoju osobistego. I jeszcze raz - to dzięki ostatniej pannie i poczuciu totalnego wkurwienia na siebie samego złapałem sie za jaja i wyszedłem z Matrixa co było bardzo bolesne. Pomoc ze strony braci jest nieoceniona, to 50% mojej radykalnej zmiany. Było warto, o kurwa i to jeszcze jak! Nareszcie znalazłem szczęście w sobie i w byciu samemu ze sobą, zrzuciłem kobiety z podium i poustawiałem na nim swoje pasje i rozwój zawodowy. Nigdy nie czułem sie lepiej. A to dzięki wam Panowie bo lektury waszych odpowiedzi to niekiedy ciężkie sierpowe prosto w japę, które z czasem okazały sie dla mnie kluczem do szczęścia i zadowolenia z siebie. A więc. Co sie stało w ciągu 9 miesięcy odkąd zerwałem z eks, a raczej ona ze mną : - Zrobiłem uprawnienia na operatora koparkoładowarki, ładowarki i koparki. Wcześniej miałem to w nosie bo uważałem, że biznes z ojcem w końcu sie ułoży a zresztą chciałem to zrobić gdy znajdę dziewczynę. Ja pierdolę, aż niedowierzam. - Porzuciłem tokstyczne i kwasogenne znajomości. Nie chciałem wcześniej tego robić bo „chlip chlip, potrzebuję towarzystwa, potrzebuję ludzi do egzystowania”. Nie. Nikt nie potrzebuje ludzi, przez których czujemy sie źle, widzimy jak dają dupy za telefon a my tkwimy z nimi żeby mieć kogo odwiedzać bo czujemy sie samotni. Brrrrr. - kupiłem sobie gitare i rozpocząłem naukę gry na niej. Od dawna o tym marzyłem ale wolałem uganiać sie za dupami - Odnalazłem swoją pasję - animacja 3D. Zakupiłem komputer za 10 tysięcy złoty. Codziennie sie uczę i jestem tym pochłonięty. To mi sprawia mnóstwo samospełnienia gdy widzę ostateczny efekt renderu. Mam miliard pomysłów na Shorty z wartościowym przekazem. Będą kontrowersyjne. Czuję jak dopamina wpływa mi do mózgu gdy o tym myśle. Polecam pasję, to najlepsze dragi. - skupiłem sie na rodzinie i dogadałem sie biznesowo z ojcem, odchodzę od niego ale w bardzo pozytywny sposób, nigdy nie mogłem sie z nim dogadać gdy bujałem za Pannami. - Za miesiąc startuję z firmą. A to akurat dzięki mojemu serdecznemu koledze który sprzedał nieruchomość za olbrzymie pieniądze i po prostu mam mu powiedzieć ile kasy potrzebuję na odcięcie sie od ojca. Złoty człowiek. Nabrałem odwagi do tego kroku i porzucam strefę komfortu. Czuję w sobie moc i energię jak nigdy wcześniej. Tylko czasem gdy jestem u przyjaciół taka jedna nasza znajoma pcha sie na bat ale nie mam na to czasu ani chęci - nie zamierzam brać dupy ze swojej grupy jak kiedyś, oj nie. Skupiam swoje siły, zasoby i energię tylko na sobie. Nie chcę sie aktualnie wiązać bo jest mi to zwyczajnie niepotrzebne. Jest świetnie tak jak jest. Oczywiście nie odrzucam okazji do zapoznania fajnych dziewczyn. Obecnie jestem skłonny sie skusić na FWB chociaż i tak wątpie, że znalazłbym na to czas. Może kiedyś. Aha, no i mam jeden maciupki problem. Gdy widzę jakąś ponętną pannicę na mieście to aż mi ślina leci. Nigdy nie waliło mnie tak w dekiel gdy mijałem fajną laske. Po prostu coś we mnie zaczęło siedzieć, że jeśli zechcę i podejdę to sobie Pannę po prostu wezmę. Dzisiaj w sklepie mijałem przy kasie bardzo seksowną panne której tak mocno wbiłem wzrok w oczy, że aż czułem jak przebijam ją na wylot. Oczywiście Panna nie odwróciła głowy, co mnie jeszcze mocniej napompowało samczą energią. Nie wiem co sie dzieje pod tym kątem. Może brak seksu albo wyjebało mi pewność siebie pod sam kurek. Co myślicie? Może ten temat nie należy do „świeżakowni” ale chciałem żeby te ranne dusze, które są w matriksie i przeglądają temat zobaczyły do czego doprowadziło mnie porzucenie kultu dup. Również dziękuję Braciom z forum. Bardzo mi pomogliście w radykalnej zmianie podejścia do życia i znalezienia szczęścia w sobie. Dziękuję wam! Jest pięknie. Aha, zapomniałem dodać - dzięki zamiłowaniu do animacji, operstorki kamerą i reżyserki udało mi sie dostać jako statysta i dubler do serialu krymianlnego dla Canal +. Poznałem Mecwaldowskiego, Jakubika, Musiała, reżysera Kośmickiego, operatorów kamer i dźwiękowca który zdobył złotego orła i... mnie zjebał 😎 Takie rzeczy sie spotyka gry sie poświęcisz samemu sobie. To chyba tyle z mojej strony 😁
  46. 14 points
    Skoro @Dakota się solidaryzuje z @SzatanKrieger to nie powinniśmy mu w tym przeszkadzać. Rozwiązanie jest banalnie proste, w ramach owej solidarności proponuję żeby @Dakota nie wchodził na forum do dnia 16.05.2020 godziny 21:40, tak jak kolega ma blokadę. Cóż to za solidarność, którą trzeba banem wymuszać, solidarność powinna być dobrowolna.
  47. 14 points
  48. 14 points
    Najgorsze teksty jakie usłyszałem od kobiet/kobiety? "Kocham cię i chcę żebyś został moim mężem" "Kiedy się ze mną ożenisz Tyson?" "Chcę z Tobą spędzić całe życie" "Okres mi się spóźnia, chcesz mieć ze mną ślicznego dzidziusia?" Taka sytuacja: Jesteś z laską, bo ma ładne nogi, fajną pupę i cycki. Masz jasno ustawione priorytety tzn. poruchać i żeby było fajnie ale bez większych zobowiązań. Dziewczę na liście twoich prioryetów jest daleko za: treningami, kumplami, studiami i paroma innymi "ami" a ona z takimi tekstami wyjeżdża.... Dla mnie dramat!!!
  49. 14 points
    Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy. Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment. Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni. Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły. 1. Wracam do roli gospodyni. Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam. Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka). Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje". Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle. Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem. 2. Ja jako kobieta. Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy : Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn. Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki. Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości. 3. Seks. Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else. 4. Forum a życie/rzeczywistość. Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam : 1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?! 2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm 3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu) 4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć? 5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie? Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów. Mi pozostaje robić swoje. Pozdrawiam Gosia
  50. 14 points
    Dobrze myślisz. Red Alert! Na bank ma dużo za uszami. Ona nie jest twoja to tylko twoja kolej. Proponuję czekać i przyglądać się ZACHOWANIU kobiety. Może w międzyczasie kolega odpisze coś więcej. Nie przejmuj się to tylko baba dziś jest jutro jej nie ma, korzystaj z promocji i masz seks. EDT. Nie proś, żeby pokazywała Ci telefon, nie inwigiluj jej na siłę, nie pokazuj zazdrości i nie mów o tym koledze.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.