Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Droga do męskości

  • wpisy
    2
  • komentarzy
    6
  • wyświetleń
    303

O blogu

Droga do męskości oczami chłopaka, który pragnie obudzić w sobie Żelaznego Jana...

Wpisy na tym blogu

Carl93m

Ponad tydzień temu poszedłem do fryzjera, aby ściąć włosy. Od dziesięciu lat nosiłem zawsze dłuższe włosy, przez ostatni rok modnie strzygłem tylko boki, tak że góra zostawała długa. Zapuszczałem sobie lwią grzywę. Trenuję sztuki walki i w trakcie czytania biografii słynnego boksera naszła mnie pokusa, że zetnę się niemal na łyso, tak aby dodać sobie bardziej agresywnego i poważnego wyglądu. Podczas siedzenia na fotelu młodej, atrakcyjnej fryzjerki trochę myślałem o tym jakby to było ją zerżnąć jednak moje odbicie w lustrze mówiło mi natarczywie: „Ale jesteś pasztetem… Ta fryzjerka musi być wkurwiona samym faktem, że strzyże takiego gościa jak ty…”. Było już po wszystkim. Straciłem włosy, które teraz będę musiał pół roku zapuszczać. Wiedziałem, że jak będę niemal łysy to mogę zapomnieć o poszukiwaniu dziewczyny. Zobaczyłem bladego łysola o okrągłej głowie, odstających uszach, krzywym nosie i pizdowatym, rzadkim zaroście.  Do tego jak wstałem z fotela znalazłem się obok jakiegoś mężczyzny. Przy nim dodałem sobie do mojego obrazu: jestem niski, chudy i nie zawsze chodzę wyprostowany, a jeśli już to śmierdzi to pozerstwem na kilometr. Jeszcze te moje krzywe zęby.

Już dawno dręczyły mnie myśli pod tytułem: „Czy ktoś taki jak ja zasługuje na miłość?”. Nie jestem do dzisiaj pewien czy znajdę kiedykolwiek jakąś kobietę. Może powinienem sobie poszukać brzydkiej dziewczyny, tylko skoro mi się nie będzie podobać to jak ja mam jej mówić komplementy, a po drugie nie chcę być z kobietą, która mi się nie podoba. Niektóre kobiety uważane za brzydkie czasem mi się podobają więc tutaj upatruję nadziei. Na dodatek mam 24 lata, niewielkie doświadczenie w relacjach damsko – męskich i przyszła mnie siostra cioteczna w moim wieku zaprosić na swoje wesele. No spoko… znowu się zacznie: „Chłopaku, może byś sobie w końcu kogoś znalazł? Znajdź dziewczynę, zobacz twoi rówieśnicy się już żenią”. Nie uważam, że to złe gadanie. Myślę, że nie jestem nie szczęśliwym chłopakiem, depresja mi już parę miesięcy temu przeszła, ale wciąż zamartwiam się własnym wyglądem. Oglądam mecz – widzę przystojniaków, oglądam film – widzę przystojniaków, idę ulicą – też widzę same ciacha. Czasem mam dość tego. Nie nawiązuję nowych znajomości z kobietami, bo nie mam za bardzo gdzie tego robić no i jestem ciągle zajęty. Tylko co jakiś czas najdzie mnie taka cholerna potrzeba przytulenia się i pobycia chwilę w bliskości z pachnącą i elegancką kobietką. Hmmm… Nawet nie mam jak się zakochać. Boję się rozmawiać z pięknymi kobietami, bo czuję ciągle, że nie jestem tego godzien, że one zmarnują na mnie czas.

Czasem czytam coś na temat męskiego wyglądu i dowiaduję się, że nie ma potrzeby się o aparycję zamartwiać, bo to należy do kobiet, to one powinny się stroić – mężczyzna ma mieć inne cechy… Tylko jak w to uwierzyć skoro kobiety najczęściej tak jak i faceci mówią: „Patrz, ale ciacho!”, „Monia, obczaj tego Hiszpana! Ale dupa” itd. Pocieszam się tym, że facet ma być odważny, silny, stanowczy, decyzyjny, samowystarczalny, dbający o siebie, pewny siebie, ma znać swoją wartość itd. Myślę też ciągle jak dbać o swój wygląd. Mam dobrą garderobę, włosy odrosną i będę wyglądał sensownie (delikatnie mówiąc), pachnę perfumami, zęby staram się myć, choć czasem mówię sobie: „Mam krzywe zęby, już nic nie pogorszy ich stanu..”. Myślę, że potrafię fajnie porozmawiać, umiem gadać emocjonalnie i wrzucać różne żarty, sarkazm, ironia itd. Mam także dystans do siebie.

Koniec końców samo się nic nie zmieni. Będę się starał poszukać jakichś rozwiązań, aby zmienić mój stan rzeczy i wyjść być może już z dysmorfofobii. Czas pokaże czy taki ogryzek jak ja znajdzie sobie jakąś kobietę, która mi trochę umili życie.

Carl93m

Postawa i wzorzec.

Właśnie skończyłem seans fascynującego filmu z Clintem Eastwoodem – Niesamowity Jeździec.  Właśnie między innymi ten film natchnął mnie do tego, abym napisał na ten temat. Uważam, że jest to zupełny punkt wyjścia do tego rozdziału. Czy jest w historii popkultury ktoś bardziej godny do naśladowania przez młodych chłopaków niż Clint Eastwood? Nie sądzę. Męskość z niego wylewa się w każdej sekundzie ujęć z nim w każdym z filmów w jakich występuje. Jest wielu innych aktorów, którzy mają podobny dar np. Marlon Brando, Steve McQueen, Jean Paul Belmondo, Jack Nicholson, Robert De Niro, Al Pacino, Jeff Bridges, Mel Gibson i wielu, wielu innych. Oczywiście z naszej krajowej filmografii też mogę wymienić kilku tego typu facetów jak chociażby Daniel Olbrychski jako Kmicic, Marek Perepeczko jako Janosik czy ostatnia produkcja na bardzo wysokim poziomie Pitbull z Piotrem Stramowskim jako Miami. Młody i niedoświadczony aktor, ale zagrał twardziela, policjanta jak chyba nikt inny by nie zagrał. Niesamowity błysk szaleństwa, niedbalstwa i niebezpieczeństwa potrafił skoncentrować w wielu filmowych scenach. Szacunek!

Dobrze, zatem wyjdźmy już z kinematografii i przejdźmy do bardziej właściwego tematu. Co łączy tych wszystkich wymienionych dżentelmenów? No właśnie… to, że ich czasy przypadają na kilka dekad przed czasami dzisiejszymi. Oni wszyscy pokazywali, kreowali obraz prawdziwego samca alfa, Bad boya. Niestety, obraz takich dzikich facetów został zniekształcony i przedawniony, niejako przeterminowany. Rzadko już oglądamy na ekranie filmy z „dobrymi” twardzielami. Hmm… Jak to? A tak, że jak facet jest męski aż do szpiku kości i rządzą nim pierwotne instynkty czy testosteron to takiemu gościowi najczęściej jest przyszywany czarny charakter. Zatem prawdziwy, dziki, pierwotny i nieokrzesany mężczyzna jest pokazany jako ktoś, kogo już na tym świecie nie potrzeba. Lepiej jest nam z chłopakami, luzakami, coraz bardziej kobiecymi, miłymi, uprzejmymi, którzy już nie potrzebują polować, posługiwać się bronią, a za to wystarczy im obsługa komputera… Wiesz co? Gówno prawda. Wydaje mi się, że instynkt nigdy nie zostanie wyparty. Ja byłem wychowywany prawie ciągle przez kobiety i dzisiaj powinienem był być kompletną cipą. Nie mówię oczywiście, że jestem takim samcem alfa jak wymienieni wyżej, ale nie spedalałem do końca i ostatni bastion męskości się we mnie długo bronił, aż niedawno dopiero przystąpił do kontrofensywy i odbijania mojego jestestwa pod swoje władanie. Chodziłem do liceum z samymi dziewczynami – to newralgiczny wiek do rozwoju dla młodego mężczyzny. Zostałem ostro pokiereszowany damską łagodnością, stabilnością i pokorą. Dobijała to wszystko kobieca interpretacja religii katolickiej jako religii potulnych owieczek, które są pokorniuchne, nie skore do gniewu i bardzo łaskawe. Wielkie kłamstwo i manipulacja. Czytajmy też Stary Testament! To wspaniała księga o fantastycznych mężczyznach. Gedeon, Saul, Dawid, Jozue i wielu innych bohaterów. Oni się nie wahali, słuchali Pana i cięli wszystkich wrogów dokoła, kobiety traktowali dosyć przedmiotowo, ale zawsze z wielkim szacunkiem. Często nie mieli skrupułów, ale niemal zawsze wierni prawom wyższym ustanowionym przez Boga Ojca. Mężczyźni! Musimy bronić, a nawet odzyskać swoją męskość. Stanąć oko w oko z Żelaznym Janem, który jest ucieleśnieniem pierwotnej potęgi męskości u Roberta Bly’a. Kryzys męskości jest w nas! Nie dajmy się. Mam wrażenie, że takie temperowanie męskości zaczęło się podczas ery hippisowskiej i czasów rewolucji seksualnej lat 60. XX wieku. To wtedy mężczyzn oskarżono otwarcie o … męskość, o wolę walki, o nieokrzesane dążenie do dzikości. Krok po kroku eliminowano i piętnowano wzorce prawdziwych mężczyzn z życia publicznego w konsekwencji czego w popkulturze zaczęli pojawiać się faceci typu Sweet Guy. Coraz częściej publiczność masowa zaczęła być karmiona obrazem mężczyzny w krzywym zwierciadle jak chociażby słynny Al Bundy – wypaczony obraz ojca rodziny, śmiesznego, pozbawionego autorytetu, nieudolnego, nie potrafiącego zadbać o swoją rodzinę. W show bussinesie królują teraz postaci takie jak Justin Bieber, które to są piękniejsi od niejednej kobiety, noszą ubiór coraz bardziej zbliżony do damskiego i są niezwykle mili, potulni, zabawni i nieskorzy do jakiejkolwiek agresji. Co zabawne, w przyrodzie nic nie ginie. Bardzo często widzimy kobiety jako główne bohaterki filmów, które ratują świat tj. Merida Waleczna, Atomówki, bohaterka Igrzysk Śmierci i wiele innych. Pierwiastki męskości i kobiecości agresywnie ulegają przebiegunowaniu i mnie to nie dziwi, a spodziewam się, że proces będzie postępował nadal.

Faceci, prawdziwi kowboje, rozrabiacy się boją tak jak każdy, ale potrafią nad strachem panować, przewyższać go, trzymać na wodzy. Ta cecha to odwaga. Wszystkie cnoty tego świata są nic nie warte jeśli nie ma się odwagi – parafrazując słowa Winstona Churchilla podpisuję się pod tymi słowami dwoma rękoma. Niesamowity przekaz wypływa z tej sentencji. Faktycznie to zdanie może być początkiem dla wszystkich porad psychologicznych i coachingowych od tych drobnych sprawek do trudnych i ciężkich. Obserwując ten cały rozwój osobisty doszedłem do wniosku, że to wielkie szarlataństwo (patrz Wyzwanie 90 dni, czy Kołcz Majk i inni). Oczywiście nie wszystko. Całość tej całej papki mogłaby zawrzeć się w tym, że ludzie są nieszczęśliwi, bo boją się spełniać swoje marzenia i są zbyt przywiązani do sfery komfortu życia codziennego. Nie mają odwagi i pewności siebie, aby robić co chcą. Nie ufają sobie. Jakby mieli odwagę połączoną z konsekwencją i wytrwałością, jestem przekonany, że nikt ani nic by ich nie zatrzymało. To są właśnie cztery filary, na który stoi sukces: Odwaga, konsekwencja, wytrwałość i zaufanie do siebie. Po opanowaniu tych wspaniałych wartości jesteśmy już chyba kompletni, reszta z tego wypływa.

Lubię angielskie zdanie: I don’t care…, bo ono mi się kojarzy z tymi wszystkimi twardzielami. Łączy ich ta cecha, że wszystko mają za nic, a cenią sobie najbardziej honor i męskość. Są mega twardzi przez to. Chyba właśnie to jest to co powoduje tą ich nieokrzesaną dzikość, ale co powoduje do, że oni doesn’t care? Po prostu wielkie zaufanie do siebie, które wypływa z wyższej siły. Bóg – tylko w nim oparcie, tylko on rozlicza, on może sądzić i nikt więcej. Tylko Bóg sądzi, więc opinię innych mają w głębokim poważaniu. Męskość wypływa z łaski Pana Boga, naszego Ojca. Trzeba mu zaufać i oddać się mu, a wtedy już nie musisz świecić nigdy oczami przed ludźmi, którzy sądzą. Co kto mi może zrobić jak On jest ze mną? Nie ufasz sobie? Nic dziwnego. Zaufaj Bogu, zawsze w razie niepowodzeń będziesz mógł na Niego przelać swoje zranienia. Młody chłopiec może robić głupstwa i ma to gdzieś, bo wie, że w razie kłopotów ma ojca, który mu pomoże, bo ojciec jest silny. Najgorsze co ojciec może zrobić to chyba karcić takiego dzieciaka od góry do dołu. Wtedy ten chłopak nie ma już za swoimi plecami nikogo, przestaje sobie ufać, boi się ryzyka i zaczyna się poważnie uspokajać. Wiara w nim nie dojrzeje, bo skoro ojciec miał na niego wyjebane to Bóg będzie miał tak samo… Jezus mówi, żebyśmy za nim poszli. Nie zamaczaj palców swojej stopy w jego łasce i miłosierdziu, nie brodź nogami po tafli wody. Wskocz na główkę, porzuć kompletnie swoją łódź i uwierz, że możesz po wodzie podążać za swoim Bogiem. Przyjmij go całkowicie, odrzuć wszelkie wątpliwości.

Chcesz iść za Jezusem?