Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Carl93m

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    706
  • Donations

    15.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

595 Świetna

About Carl93m

  • Rank
    Starszy Sierżant

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

2532 profile views
  1. Obawiam się, że muszę stanąć w prawdzie - książki o różnej maści rozwoju mi nie pomogą - wałkuję temat od 3.5 roku - czyli odkąd dostałem pierwszego w życiu mocnego kopa w dupę. Myślę, że moja podświadomość lubi ciepełko w domu, życie w strefie komfortu, a świadomość płacze i ciągle wyrywa się do ludzi i życia. Czytam książki, próbuję spamiętać setki jak nie tysiące różnych mądrych zdań, ale powiem wprost - nic nie dają oprócz jakiejś nowej maski na chwilę i próby wdrożenia zasady w życie. Każde takie wdrożenie kończy się fiaskiem, albo po prostu zapomnieniem, choć w sumie jakiś ogólny szablon mi pozostał. Nadal od niedzieli się czuję jak po odstawieniu jakiegoś ćpania. Chyba za dużo już wątków na forum powstało z mojej ręki. Z drugiej strony nie wiem czy specjalista jest mi w stanie pomóc czy działanie będzie podobne i ulotne jak wiedza z książek. Poza tym muszę ratować resztki mojej młodości, bo mam 26 lat, a tak mało czułem że żyję więc teraz chcę się podjąć działania. Gorzej, że jutro, może po jutrze mi przejdzie i wrócę do wygodnego letargu. I po kolejnych kilku latach znowu pęknę.
  2. Niestety po dwóch latach dobrego (może tylko pozornie) czucia się we własnym ciele i rozwoju własnej osoby w kontekście zawodowym poszedłem na wesele. Dokładnie rok bez żadnych imprez, ani w sumie wyjść. Teraz mi strasznie źle i piszę to z łzami w oczach. Poczułem, że oszukuję swoją naturę. Na tym weselu czułem się świetnie. Wódka, tańce i mega fajne rozmowy. Niestety zadziałało to na mnie jak narkotyk i nie mogę jak na razie wrócić do wcześniejszego rytmu. Pewnie powrócę do żywych jutro, albo pojutrze. Czułem się świetnie jak ludzie do mnie zagadywali, chcieli się dowiedzieć co w życiu słychać etc. Bardzo bym chciał poznać grupkę ludzi, z którymi można by wyjść. Dodatkowo ogarną mnie żal jak ludzie z mojej rodziny się starzeją, a widzimy się raz na kilka - kilkanaście lat. Masakra, chciałbym z nimi być, ale to niemożliwe. Każdy goni za swoim po całym świecie. Oszukiwałem sam siebie. Chciałem być jak Radosław Wolf, albo Franz Mauer, a tylko traciłem cenny czas życia nakładając kolejne warstwy masek. Normalny ja to wesołek, uwielbiający rozbawiać, śmiać się także z siebie. Gdy złapałem trochę śmiałości kilka lat temu, czułem się jakbym unosił się na obłokach. Niestety chciałem być od zawsze kimś innym. I tak biegnę za jakimś wizerunkiem, którego i tak nie mogę dogonić. Najgorsze jest to, że mogę oddychać pełną piersią tak rzadko. Na forum latają moje posty o tym, że jestem nieśmiały i nie mogę się przełamać. To dopiero paradoks. Ekstrawertyk uwięziony w jakiejś barierze nieśmiałości niestety. Koniec końców chciałbym zdobyć jakieś grono znajomych, ale nie wiem na ten moment jak to zrobić. Boję się, że taka potrzeba ludzi mi minie i znowu na następne lata zamknę się w pokoju. A nasz czas jest policzony. Ten utwór opisuje to co czuję w tym momencie. PS: @Patton jak wesele u Ciebie? Bo ja jak zwykle wiele szumu przed, a potem okazało się, że to zdecydowanie najlepszy event ostatnich 2-3 lat.
  3. @Jaśnie Wielmożny bo całe moje otoczenie uważa, że posiadanie kobiety to jest standard, a nie posiadanie jej to odstępstwo od normy. Zawsze źle się czułem na tym polu, jak wybrakowany towar, ktoś kto sobie nie może poradzić na rynku matrymonialnym. Chciałem się pokazać jako człowiek, który już odniósł jakby nie było jakiś tam mały sukces, ale brak partnerki mam wrażenie, że sugeruje innym: - dziwny typ, - tyle lat i ciągle sam, - może gej jakiś, - coś musi być z nim nie tak, - ciapa nie chłop, - żadna baba go nie chce, więc i my do niego lepiej nie gadajmy, etc. Ale idąc za wcześniejszymi radami, próbuję nastawiać się pozytywnie.
  4. Też idę dzisiaj na wesele. I niestety idę sam, ponieważ szczerze mówiąc nie utrzymuję kontaktu z żadnym człowiekiem przeciwnej płci. Na wesele nie wypadałoby nie pójść, bo to bliska rodzina. Znowu zrobiłem ten błąd, a miałem nigdy już nie iść sam po ostatniej nauczce, no ale cóż. O niczym nie myślałem do dzisiaj. Teraz jednak zacząłem mieć obawy przed momentem kiedy goście skończą jeść i zaczną wołać wszystkich na parkiet. A ja zostanę sam jak pała i nie będę wiedział co ze sobą zrobić. O ile mi wiadomo, ma nie być jakichś wolnych panien.
  5. Witajcie, będzie krótko. Jak się golę jednorazówką, to potem mam skórę gładką jak niemowle. Przez to wyglądam jak dziecko, zupełnie niepoważnie jak na swój wiek. Jakie narzędzie nabyć do golenia, aby móc przyciąć rzadki, ale jednak zarost do długości dwudniowego zarostu? Prośba o sugestie, bo jestem w tym zielony, a używałem w swoim życiu tylko jednorazówek. A i co ważne - żeby się nie zaciąć zbyt łatwo tym urządzeniem, bo rana na jajach to piecze kilka dni. Żart, chodzi o zarost twarzy
  6. Antywirusa warto zainstalować jak dajesz kompa 60-cio letniemu ojcu, który klika w reklamy typu: 'Powiększył go dwukrotnie w tydzień'. Jak używasz świadomie komputer, to raczej nie potrzebny Ci antywirus. Zaklej najwyżej kamerkę dla komfortu psychicznego jeśli to laptok
  7. Och taaak, dajcie mi gorącą dwudziestkę 😍 <Carl obudź się, zesrałeś się>
  8. Nie rozumiem. Przecież napisałem, że trzeba włożyć tytaniczną pracę do tego, aby zmienić ten "stan". Moim zdaniem brak akceptacji dla stanu rzeczywistości w jakiej się znajdujemy może powodować śmieszność. Kojarzy mi się to z feministkami, grubymi babami z fioletowymi włosami, które mówią o sobie "jestem piękna". Napisałem Jesteś betą i takie jest Twoje przeznaczenie bo autor napisał, że nie chce być betą. No a ja nie chcę być Polakiem tylko Amerykaninem no i co.
  9. @BlacKnight Jesteś betą i takie jest Twoje przeznaczenie. Ktoś się rodzi betą, a ktoś inny z zespołem downa, więc warto docenić choć trochę to co się ma, a mogłeś się urodzić i umrzeć w rzezi wołyńskiej, albo cierpieć męki w obozie koncentracyjnym. Mogłeś też być murzynem walczącym o szklankę wody. Uważam, że my beciaki w finalnym rozrachunku i tak nie mamy źle. Świat jest w sumie dualistyczny pod tym względem. Wygląd jest determinantem bycia betą. Ciąg zdarzeń jest taki: 1. Rodzisz się i jesteś brzydki albo niski 2. Rodzice, rodzina i otoczenie nie chwalą Cię, bo nie jesteś ślicznym dzieckiem z wdziękiem 3. Dziecko to szybko wyłapuje, natychmiast stwarza sobie w głowie obraz, że coś jest nie tak, bo Rafałka - blondynka z niebieskimi oczami wszyscy chwalą, każdy bierze go na ręce, ciocie się nim zachwycają, a mną nie. 4. Takie dziecko zaczyna być wycofanym coraz bardziej. 5. Kiedy dorasta, wszystkie dziewczynki interesują się Rafałkiem, chcą z nim spędzać czas, a Ty zastanawiasz się co robisz nie tak, albo co ma on czego ty nie masz 6. W okresie bycia nastolatkiem inni widzą, że jesteś trochę onieśmielony, wycofany i skryty - wykorzystują to naśmiewając się z Ciebie, co mocno pogłębia niskie poczucie wartości. 7. Jesteś głównie introwertykiem, twoi znajomi to programiści, gamerzy, albo nerdy grający w RPG. Albo w ogóle nie masz znajomych. Rafał jest za zwyczaj sportowcem, szybko brnie przez życie, szybko ma samochód, sporo dziewczyn i rzesze znajomych. Nie boi się życia, bo ma poparcie masy ludzi. 8. Skoro i tak jesteś brzydki i niechciany to nie dbasz o swój wygląd i nosisz długie tłuste włosy, często jesteś gruby bo jesz dużo słodyczy i niezdrowego żarcia. 9. Nadchodzi czas aż wszyscy już ruchali, a Ty tylko pornhub. 10. Pytasz się co jest nie tak, zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś frajerem, ludzie biorą śluby, kupują mieszkania, pracują, są samodzielni, a ty walisz konia przed komputerem w pokoju u rodziców. Bycie betą bierze się z genów moim zdaniem. Nie widziałem nigdy przystojnego beciaka, no chyba, że miał coś z głową i był po prostu pierdolnięty. Beta ma zwykle słabą pracę, niskie poczucie wartości, fizycznie jest zaniedbany i ma brzydkie rysy twarzy. Nie jest pewny siebie. Można podjąć siłownię, zdrową dietę, fryzjera, inwestycję w chirurga plastycznego, a potem ogarnianie psychy, ale tyle lat gnojenia w dzieciństwie to podejrzewam, że trzeba wykonać tytaniczną pracę bez żadnej gwarancji sukcesu.
  10. Włączyłem tego gościa z długimi, rzadkimi włosami i się zdziwiłem. O ch*j mu chodzi i jak można przenieść swoje życie do YT. Ale musi się nudzić i jakim zerem trzeba być, żeby organizować się w jakieś hejterskie klany. Swoją drogą ciekawe gdzie on pracuje i skąd ma pieniążki na życie, bo mądrością nie grzeszy wnioskując po wypowiedzi.
  11. @vand od sufitu jestem daleko, można powiedzieć, że dopiero co wyszedłem z progu. Z tym, że mi o kasę nie chodzi, bo wiem że ją zarobię jak nie teraz to kiedyś. Bardziej chcę postawić na trafną decyzję w kontekście dalszego rozwoju. Żyję raczej skromnie, ale nie lubię gotować, więc wolę jeść na mieście np.
  12. Co byście wybrali w moim przypadku? 1. Praca aktualna - biednie, ale stabilnie. Mieszkam z rodzicami, odkładam z 1k miesięcznie. - posada mało prestiżowa, ale dogadałem się w sprawie awansu na solidne, pożądane i modne stanowisko, mam przejść od grudnia (ale to ma być jeszcze dogadane z decydentami). - dużo czasu stracone na dojazd - niemal całkowity brak znajomych 2. Przeprowadzka do Warszawy - stanowisko mniej prestiżowe, takie samo jak dzierżę w pracy nr. 1 - od razu zaznaczają, że ich budżet do 4500 PLN netto - nie wiem czy wynajmując kawalerkę, starczy mi na życie. Nie po to chcę wyjechać, żeby mieszkać w pokoiku jak studenciak - kilku dawnych znajomych Nie wiem czy wyjechać, czy poczekać na ten awans, zdobyć około pół roku doświadczenia i potem starać się już o pracę na tym docelowym stanowisku. Jak wyjadę to obawiam się, że mogę sobie przyblokować dalszą ścieżkę kariery na jakiś czas. Osobiście skłaniam się do tego, żeby odczekać do maja '20. Poza tym dogadaliśmy się do awansu bez zmiany raczej nędznej stawki wypłaty, w zamian za przywilej nauki. Przemęczyć się jeszcze te 8 miesięcy czy spieprzać do stolycy? Plusy byłyby takie, że nie spędzałbym 3 godzin dziennie w autobusach i mógłbym wrócić do ćwiczeń na siłowni chociażby.
  13. Może po prostu bombelek w drodze. Jak bombelek w drodze to i o fizyce się pogada, co będzie z biednymi chadami siedzieć.
  14. Mam tak samo. A może po prostu winna jest wszechobecna chemia w jedzeniu i w całym otoczeniu? Ja zaczynam podejrzewać, że brak życiowej energii to po prostu zatrute, gówniane jedzenie międzyinnymi. Poza tym co do witaminy D, pamiętajcie, że ona wydziela się tylko po nasłonecznianiu okolicy ramion i górnej części torsu, więc wiele tego nie ma. Poza tym ona chyba się nie wchłania bez witamin z grupy K, ale dokładnie nie wiem jak jest.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.