Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Carl93m

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    780
  • Donations

    15.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

708 Świetna

About Carl93m

  • Rank
    Starszy Sierżant

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

3034 profile views
  1. @Kimas87 chcę kupić BMW seria 5, e60 2.5l za załóżmy 25 000 PLN. Całość oszczędności mam 30 000 PLN. Miesięcznie wolnych środków mam około 1 000 PLN. Da radę? Czy dozbierać bo 5 000 PLN może nie wystarczyć w razie czego.
  2. Kiedyś słyszałem w jakiejś prezentacji na YT pamiętne zdanie: "Nie zawsze to co warto, się opłaca i nie zawsze opłaca się to co warto" (czy jakoś tak). Btw. Macie jakiś spoko poradnik, jak laik ma się odnaleźć w kupnie pierwszego samochodu? To, że sam nie będę jeździł oglądać to wiadomo. Chciałbym się rozeznać, żeby nie stać potem jak pała przy sprzedającym, kiwając głową...
  3. Z tego co widzę na otomoto.pl +/- w okolicach 25k pln. Z tym że mam za ten moment 65% tej kwoty i dozbieranie zajmie mi jeszcze 5 miesięcy, więc tegoroczne wakacje, jeziorko, morze, i weekendzik poza miastem odpada. Ale na Wszystkich Świętych już pojadę własnym autem xd (O ile nie zamknął mojego miejsca pracy)
  4. Planuję zakup tego samochodu. Pamiętam, że jak byłem w gimnazjum w okolicy 2006-07 roku i jak zobaczyłem na giełdzie jego wnętrze to reakcja była: "ło kurła, toż to już samolot nie samochód". Ciułam hajs na razie, chciałbym kupić jakiś 2005-06 rocznik, choć nie znam się więc będę prosił o pomoc znajomego. Mam 27 lat i nigdy nie miałem własnego auta, chcę zobaczyć jak to jest. Ch*j, że wydam oszczędności. Poza tym cały czas mam przed oczami film "Gran Torino" gdzie Kowalski mówi, (parafrazując) że facet bez samochodu, to ch*j nie facet A jak będzie się psuł to sprzedam w pi*du, najwyżej stracę pół kwoty.
  5. @Master ciekawe tylko gdzie kupić złoto/srebro. Jak masz gdzie to zazdroszczę.
  6. - Gościu od złodziei z FEDu mówił dla Bloomberga, że w USA bezrobocie osiągnie 30%. Ile będzie w Polsce? - Nasz NBP będzie drukował papier. - Część ludzi straci źródło dochodu, nie będzie podatków, skąd 500+ i cały ten socjal? Chyba z nieba skapnie. A no nie, Mateusz dodrukuje. - USA tanim dolarem pociągnie cały świat, ciekawe co zrobią Chiny, skoro mają u siebie tych dolarów tony. Ja wiem jedno. Ciągle systematycznie dokupuję żywność i będę się starał część oszczędności przenosić na zachodnią walutę, której wartość podobno jest ciągle przez ichniejszy bank centralny zaniżana.
  7. Ale może po epidemii będzie dobra koniunktura na dziewczyny? - zwolnienia w pracy - zacznie się szukanie providera - zamknięte w domu panie, będą chciały się ruchać i używać życia (szalej dusza, bo jutro nas może nie być)
  8. @Zmeczonyzyciem można wiedzieć w jakiej branży działasz?
  9. Wagina == Penis Jaja == dzyndzel, cipa psita etc. sory.
  10. Doktora Jaśkowskiego słucham i wierzę w większość jego słów, ale wiadomo jak to jest, do każdego przekazu lepiej podchodzić z rezerwą. Zacząłem ufać jego "klasycznej" wiedzy medycznej jak polecił wyleczyć grypę węglem lipowym. Spróbowałem i teraz już nigdy nie kupię żadnego pseudo leku, tylko w lecie ognisko i tyle. Co do wirusa to sprawa śmierdzi na kilometr, ale to jest nie istotne tak na prawdę. Ważne są rezultaty. To, że 0.5% w Polsce będzie wiedziało, że to ściema to nic nie zmieni. I tak nie pojedziesz na wycieczkę, nie pójdziesz do klubu i państwowe organa zrobią z Tobą co chcą, a jeśli się będziesz opierał, zrobią z ciebie wroga publicznego, który działa na szkodę społeczeństwa i świadomie roznosi śmiercionośną zarazę. I tego drugiego się obawiam. Obawiam się, że pakiet "swobód" obywatelskich zostanie zajebiście ukrócony, a kontrola wielkiego brata dużo większa. Wirus to wirus, tydzień zostać w domu, wygrzać się, zjeść czosnek, witaminę c i węgiel i elo, psychozę robi masa. @Wolverine1993 a jak to test, któregoś z wielkich graczy na to, jak społeczeństwa zachowają się w razie paniki i zagrożenia? UE milczy. Nie zdziwiłbym się jakby to oni coś takiego zaplanowali, test przed zagrożeniem + wytrzebienie emerytów. (to ostatnie z przymrużeniem oka )
  11. Wpis idealny Ja oszczędzam tylko w gotówce i jak wprowadzą przymusem obrót bezgotówkowy, to mam nadzieję, że bez problemu wpłacę sobie taki hajs.
  12. To jest bardzo ciekawy motyw. Często jak słyszałem tego typu historie od członków mojej rodziny, czyli sny o zmarłych padało takie oświadczenie. Np. babcia twierdziła, że jak rozmawiała we śnie ze swoim zmarłym bratem, to jej wtedy powiedział, że może zająć się hobby i na spokojnie w szczęściu uprawiać ogródek. @Vig Duński Filozof to jest lekkie chamstwo i cynizm odzierać ludzi z cząstki poczucia metafizyki za pomocą... Junga, degenerata i faceta z "niezwykłą" wyobraźnią uzurpując sobie tytuł naukowca. Ale jakie czasy takie autorytety.
  13. @Cortazar dzięki za wskazanie błędu, czujne oko
  14. Po "Śniadaniu mistrzów" przyszedł czas na lekturę drugiej pozycji spod pióra Kurta Vonneguta, która znajduje się na mojej domowej półce. Na wstępie zaznaczę, że gdybym wcześniej wiedział jakiego typu to książka, na pewno bym po nią nie sięgnął. SF to zdecydowanie nie moja bajka. Od dziecięcych lat moja wyobraźnia była mocno rozpalona w kierunku filmów czy gier (bo książek nie lubiłem), których akcja była osadzona w historii świata rzeczywistego. Nie przepadałem za Gwiezdnymi wojnami, nie lubiłem Star Treka i nie mogłem pojąć dlaczego część moich rówieśników woli ogame od plemion, albo Starcrafta od chociażby Twierdzy. Syreny z tytana to pozycja z gatunku międzygwiezdnych podróży, ale szybko rzuca się w oczy jej odmienność. Już na początku lektury wiedziałem, że nie będzie to proza pokroju P. K. Dicka - szalona, odjazdowa (albo w tym kontekście wręcz odlotowa), kolorowa i komiksowa. Byłem pewien, że Vonnegut będzie chciał pod płaszczykiem powieści SF przekazać filozoficzną pigułkę skłaniającą do przemyśleń. Jak zwykle, po przeczytaniu książki zapoznałem się z kilkoma krótkimi recenzjami i opiniami dotyczącymi interpretacji, dostępnymi w internecie. Jak zwykle też, moje ścieżki interpretacji tego co autor chciał przekazać czytelnikowi były szalenie rozbieżne. Gdybym miał w jednym odpowiedzieć, będąc wywołanym do tablicy w szkole, o czym według mnie jest ta książka, powiedziałbym: - Książka jest o tym, że rzeczy są po nic. Wielkie czy małe. Po prostu są i tyle. Szczerze mówiąc wpadłem na powyższe zdanie właśnie teraz. I jestem bardzo pobudzony z tego powodu jak pięknie udało mi się opisać tą książkę. Jestem z siebie bardzo dumny i mam wrażenie, że w końcu zaczynam łapać o co w tym wszystkim chodzi. W tej całej dyskusji filozoficzno-literackiej. Teraz zdradzę akcję książki, więc lepiej niech nie czyta ten, kto chce przeczytać książkę. Akcja toczy się w Układzie Słonecznym. Autor wprowadza nas w wymyślone przez siebie pojęcie "infundybuła chronosynklastyczna". Generalnie nie bardzo zrozumiałem o co z tym chodziło na początku, ale potem ogarnąłem, że chodzi o możliwość podróżowania zarówno w czasie i przestrzeni nielinearnie. Winston Niles Rumfoord jest bodajże jedynym człowiekiem, który opanował sztukę panowania nad zaginaniem czasoprzestrzeni. Pierwsza część książki toczy się w luksusowej posiadłości Rumfoordów. Tenże Winson, materializuje się wraz ze swym psem Kazakiem w ogrodzie rezydencji, a Malachi Constant - drugi główny bohater jest wówczas świadkiem wydarzenia. Dowiadujemy się o szczegółach typowych dla każdej opowieści - kto jest kim, jak to i owo wygląda etc. Generalnie na mój gust, nic ciekawego. Malachi Constant jest niesamowitym bogaczem, odziedziczył fortunę, którą dalej pomnażał. Jego przodkowie zdobyli fortunę chyba spekulując i obracając akcjami, ale tutaj nie jestem pewien, cholera zapomniałem, ale nie istotne. Ważne, że facet robił to w jednym pokoju hotelowym i był święcie przekonany o byciu wybrańcem Boga. To właśnie podczas jednej z materializacji Rumfoorda, Constant dowiaduje się, że wraz z żoną tegoż Rumfoorda będzie miał syna o imieniu Chrono i będą żyć na Marsie. Constant wpada w panikę, chce za wszelką cenę uniknąć wyjazdu z Ziemi, sprzedaje swój statek kosmiczny etc. Dowiaduje się, że papierosy, które sprzedawał powodowały bezpłodność i przewidywał, że pozwy klientów, wykończą jego biznes. Rumfoord pokazuje też Constantowi zdjęcie skończenie pięknych Syren z Tytana (księżyca Saturna). Następnie akcja się przenosi na Marsa. Centralna część książki to opis perypetii niejakiego Wuja. Jest on jednym z członków armii Marsa, wymierzonej na podbój Ziemi. Nieposłuszni żołnierze mają anteny w głowie, za pomocą których przełożeni sterują nimi. Wujo morduje na rozkaz swojego przyjaciela. Przed morderstwem dostaje on informację o tym, żeby zajrzał pod kamień w wyznaczonym miejscu. Wujo po wszystkim odnajduje dziennik. Okazało się, że spisywał tam wszystko czego się dowiedział i chował dziennik w jedno ustalone miejsce. Wszystko po to, aby uchronić się przez resetami pamięci, którym zostawali poddawani nieposłuszni. Wujo wierzy swoim zapiskom i zbiera się do ucieczki z Marsa, ale chce zabrać ze sobą swoja dawną kobietę i dzieciaka, który posiada blaszkę - talizman, dzięki któremu jak wierzy, otrzymuje moc. Okazuje się, że siłom Marsa i całej jego cywilizacji przewodzi Winston Rumfoord. Wujo porywa statek kosmiczny i dezerteruje wraz z jego przełożonym Boazem. Nie udaje się zabrać rodzinki, choć podjął próby. Wojska Marsa ruszają z inwazją na Ziemię. Wujo z Boazem trafiają na Merkurego gdzie poddani są tułaczce niczym mityczny Odyseusz. Inwazja marsjańska rozbija się niemal całkowicie o zjednoczone ziemskie siły. Akcja wygląda żałośnie, Marsjanie ulegają całkowitej zagładzie, a straty ludzkie są znikome. Następnie dowiadujemy się, że Rumfoord poświęcił 100 tyś. Marsjan w celu zjednoczenia Ziemian przeciwko jednemu, obcemu wrogowi. Inwazja jest pretekstem do przedefiniowania życia religijnego oraz społecznego i politycznego. Zaprowadza swoiste New World Order. Zaczyna się kult Boga Całkowicie Obojętnego. Bóg jest i tyle. Ma wszystko w dupie. Rumfoord obiecuje "mesjasza" - tułacza z kosmosu. Wujo wraca na Ziemię i się okazuje, że jest tym właśnie mesjaszem. Rumfoord się materializuje, spotykają się wszyscy - Wujo, który jak się okazuje jest Malachim Constantem, żona Constanta i wcześniej Rumfoorda, a także mały bad boy - Chrono. Rumfoord zły, ale wiedzący, że fatum nie oszuka, znający wydarzenia z przyszłości, odsyła Constanta ze swoją żoną Beatrycze i synem Chrono na karny pobyt na Tytanie. Cała trójka dalej bytuje sobie dalej na Tytanie. Poznajemy Salo - starego robota, który od setek tysięcy lat czeka na część zapasową do siebie samego z odległej Tralfamadorii. Okazuje się, że częścią jest amulet Chrona. Salo był przyjacielem Rumfoorda i razem sobie z Tytana patrzyli na Ziemian przez całą ich historię. Rumfoord ginie. Salo wpada w szał i rozbiera sam siebie na części. Malachiemu Constantowi udaje się go poskładać dopiero pod koniec swojego ludzkiego życia. Wątek z Salo jest o tyle ciekawy, że podróżował on, aby przekazać mega ważną wiadomość na bardzo odległy kraniec Wszechświata. Wiadomość była tajna. Rumfoord cały czas pragnął poznać wiadomość. Nie udaje mu się to. Salo bardzo żałuje, że Rumfoord nie poznał wiadomości. Brzmiała ona "Wszystkiego najlepszego". Rumfoord ciągle dążył do poznania dwóch trywialnych słów. Podsumowując, wydaje mi się że całe nasze życie takie jest. Dążymy do czegoś absurdalnego, gonimy za czymś w naszych oczach wielkim. Tworzymy wyobrażenia nacechowane wspaniałymi emocjami, ale są one zwykłą bańką mydlaną na wietrze. Po wszystkim okazuje się, że to czego pragnęliśmy jest... niczym. Jak drogie ciuchy na wojnie, albo pieniądze w czasie zarazy tak aktualnej teraz. Zupełnie jak monolit z "2001: Odyseja kosmiczna". Wszystko jest tak nie istotne, a widzimy to dopiero z odległości czasu i przestrzeni. Patrząc na Ziemię z Tytana, jest ona taka mała. Taka nic nieznacząca...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.