Skocz do zawartości

NieBędęSięŻenił

Użytkownik
  • Postów

    34
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Donations

    0.00 PLN 

Treść opublikowana przez NieBędęSięŻenił

  1. Słuszne masz wrażenie. Po pierwsze ja też święty w tym związku nie byłem i trochę nerwów jej napsułem zanim się opamiętałem. A potem jak już się zacząłem starać to ona przez lata żerowała na tych moich błędach z przeszłości i mi pociskała cały czas jaki to jestem i byłem straszny. Oczywiście dziś jestem w pełni świadomy że nie byłem nawet w połowie taki zły jak ona to maluje (bo jeśli byłem to po chuj się ze mną wiązała i chciała mieć dziecko), ani ona nie była taka święta jak jej się wydaje (po ciąży zaczęła mieść problemy i zamiast się leczyć wolała na mnie się wyżywać i o wszystko mnie obwiniać). Na chwilę obecną chcę się po prostu wyrwać z tego toksycznego stanu bez krzywdzenia dziecka, i zacząć jakoś normalnie żyć. Dopóki ona gra ze mną fair i nie obdziera mnie ze skóry to ja też z nią będę grał fair. A jak się okaże że to była jakaś podpucha i wykręci jakiś numer (adwokat ostrzegał że ma różne opcje i na rozprawie i po niej) to spakuję manatki i wyjadę w pizdu (perfekt angielski i dobry fach). A dziecko jak dorośnie to zrozumie co się odjebało i kto jest winien. Myślę że przez te 6 lat zapłaciłem z nawiązką za jakiekolwiek moje błędy i więcej cierpieć nie zamierzam. Po prostu chcę to czysto i honorowo zakończyć.
  2. Ja liczę prawie 10. Bo jeśli te pierwsze 3.5 prowadziło w sposób nieunikniony do kolejnych 6 to też są stracone. W tym czasie mogłem albo coś dla siebie zrobić albo z kimś normalniejszym być. Ale kobiety to kameleony, jak chcą faceta usidlić to mogą bardzo długo zachowywać się tak jak on oczekuje. A jak już są po ślubie/dziecku/facet przejął kredyt, to nie muszą nic udawać i szydło wychodzi z worka.
  3. Ona poza tym że ma kredyt to nie ma żadnych oszczędności ani środków na spłacenie mnie. Gdyby miała to bym walczył. Ja po prostu wiem że to nie ma sensu. Zawsze pozostaje argument w sądzie że jej oddam "pół" mieszkania bo taki dobry jestem.
  4. To dobrze opisuje obecną sytuację. Ja podejrzewam że ona się czuje niepewnie (ma prawie 40lat) i może nie chce palić mostów. Bo jeśli jej nie wyjdzie w "Miłości" przez parę lat z rzędu to nagle się dowiem że jednak jestem kochany i mogę do niej wrócić (w końcu jaki bym nie był to ok zarabiam i w domu pomagam). Oczywiście ja wrócić nie chcę.
  5. Może źle napisałem o co mi chodzi. Oczywiście że za moimi plecami mogła się ruchać. Jak to powiedział jeden mój starszy kolega "Jak bab chce to wyjdzie na 5min śmieci wynieść i przy kubłach zdradzi". Chodziło mi raczej o jakieś spotykanie się, utrzymywanie regularnych relacji z nowym partnerem. Raczej nie ma kiedy. Nawet jak wychodzi to z dzieckiem albo do pracy. No chyba że w pracy mnie zdradza...
  6. 1. Rozwód będzie bez orzekania o winie. Alimenty nie na żonę tylko na dziecko. Ona dobrze zarabia więc miała by problem coś na siebie uzyskać. 2. Mieszkanie z którego się wyprowadzam w większości było przez nią spłacone (spłacała je z rodziną zanim się jeszcze poznaliśmy). Mój wkład finansowy przez lata to może jakieś 20% tego co było spłacone. Plan jest taki że po rozwodzie ona przejmie resztę kredytu na siebie i wtedy (i tylko wtedy) przepiszę na nią moją część mieszkania. Oczywiście w momencie wyprowadzki przestanę cokolwiek jej dawać na ten kredyt by ją zmotywować do jego przejęcia. 3. Wedle ustaleń będą takie same prawa rodzicielskie ale dziecko z nią. 4. Adwokata mam. Po przeczytaniu jej pozwu (i podpiętych do pozwu ustaleń) stwierdził że mam farta, i że jak na procesie to przejdzie zgodnie z ustaleniami (czyt. ona nie zmieni zdania w ostatniej chwili) to ma się cieszyć. Bo większość jego klientów ma znacznie gorzej.
  7. Witam. Nie czuję się jeszcze na sile by opisywać tutaj moją całą Historię. Ale jest pewien jej element który mi teraz nie daje spokoju i liczę że ktoś mi to wyjaśni. Jestem w związku z kobietą od prawie 10 lat. 3 pierwsze lata były super i prawie bez zgrzytów a potem (po porodzie) kolejne 6 to już toksyczna grzybnia. Po urodzeniu dziecka partnerce coś się stało z psychiką i pomimo moich starań (i mijającego czasu) nigdy się nie odstało. Przez 6 lat traktowała mnie jak gówno, do wszystkiego się doczepiała a gdy próbowałem z nią logicznie rozmawiać to obracała kota ogonem i wmawiała mi że to ze mną jest problem a nie z nią. Oczywiście ja ideałem nie jestem i też dużo błędów popełniłem w tym związku. Ale co mogłem to naprawiłem i długo nad sobą pracowałem by być lepszym mężem i ojcem. Ona jakby tego nie widziała, zero logicznego myślenia, zero komunikacji, tylko wkurw i pretensje. Moje starania chyba tylko pogorszyły sytuacje. Może by się opamiętała gdybym zaczął chlać i się kurwić. Ale nie o te 6 lat mi chodzi. Ja już sobie dawno wyjaśniłem jakie zjebane mechanizmy tutaj zadziałały (mam kilka teorii ale wszystkie się sprowadzają do tego że kobieta nie jest istotą logiczną i kieruje się jedynie emocjami). Chodzi mi o to co nastąpiło prawie pół roku temu gdy postanowiliśmy się rozstać. Gdzieś w styczniu żona zaproponowała rozwód i niedługo potem przyznałem jej że ma rację. Od tamtej pory w domu jest spokój jak nigdy. Prawie ze wszystkim się dogadujemy zupełnie tak jakby znowu myślała logicznie. Szczegóły odnośnie alimentów, mojej wyprowadzki, i późniejszej opieki nad potomstwem ustaliliśmy praktycznie w jeden wieczór, bez kłótni. Jest to bardzo dziwne bo przez poprzednie 6 lat nawet jakbym powiedział że trawa jest zielona a niebo niebieskie to by się do tego dojebała. Możliwe wyjaśnienia: 1. W pierwszej chwili pomyślałem że może ma już kochanka i tak jej śpieszno do życia z nim że chce mnie jak najszybciej usunąć z domu i idzie na ugodę. Ale ani wcześniej ani przez te ostatnie parę miesięcy nie byłem w stanie nic wykryć. W sumie to nawet jakbym puścił wodze fantazji to nie mogę wymyślić kiedy i jak ona by mnie zdradzała. Praca, dom, dziecko. Oboje mamy tak napięty grafik że po prostu nie ma czasu. Jeśli się okaże po rozwodzie że naprawdę kogoś miała na boku to ja nie będę wkurwiony tylko jej pogratuluję zdolności organizacyjnych 2. Potem pomyślałem (i to była głupia myśl) że ona zdaje sobie sprawę z tego jaka była przez te lata i wie że już nie da rady nic naprawić. Więc teraz chce się ze mną dogadać jako zadośćuczynienie za te 6 lat piekła które mi urządziła. Ale takie zachowanie jest kompletnie niezgodne z kobiecą naturą. Zdarzyło się jej parę razy że gdy zdała sobie sprawę że mnie jakoś pokrzywdziła (po ciężkiej kłótni zawsze) to nie przyznawała się do błędu (nigdy) ale przez jakiś czas zachowywała się tak jakby chciała zadośćuczynić za swoje zachowanie/słowa. Stąd ten pomysł, że ona wie że rozbiła nasz związek ale po prostu głośno tego nie przyzna. 3. No i jest jeszcze opcja że ona też już ma dosyć naszego związku ale zdaje sobie sprawę że będę jej potrzebny przy dziecku (w sensie fizycznym a nie tylko finansowym). Więc zamiast iść ze mną na wojenną ścieżkę stara się dogadać dla dobra potomstwa. Niedługo mam sprawę rozwodową bez orzekania o winie. Wszystko między nami dogadane a ja wciąż się zastanawiam gdzie jest haczyk. Mam prawo skoro przez sześć lat nie mogła się zdobyć na traktowanie mnie fair a nagle (na zawołanie) żyje ze mną zgodnie.
  8. Witam! Na forum trafiłem przypadkiem jakiś miesiąc temu gdy szukałem czegoś kompletnie nie związanego z waszą tematyką. Od paru lat oglądam na YT filmiki na temat MGTOW itd więc jak tylko się zorientowałem co to za forum to zacząłem przeglądać W sumie nic nowego tu jeszcze nie znalazłem (jedynie potwierdzenie togo co od paru lat sam wiem) ale miło wiedzieć że jest tylu świadomych ludzi w narodzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.