Skocz do zawartości

FDNY

Użytkownik
  • Postów

    39
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Donations

    0.00 PLN 

Treść opublikowana przez FDNY

  1. Czuję się wywołany do tablicy (KLIK). Nie rozumiem jednej rzeczy w tego typu wątkach. Dlaczego Panowie, nie będąc skazanymi na obcowanie z daną kobietą, ciągle się biczujecie, rozmyślacie, szukacie prób kontaktu? Odseparowanie się to idealne lekarstwo. U mnie sytuacja w dalszym ciągu wygląda tak, że postanowiłem zostać ze swoim obiektem westchnień w jednej pracy (przypominam - pracujemy tylko w dwójkę w jednym pomieszczeniu). Ktoś może nazwać mnie debilem, może nawet nim jestem, ale postanowiłem, że choćby ch** na ch**u stanął, to nie zrezygnuję z zajebistej roboty tylko przez złamane serduszko. Ja tam byłem przed nią, i to ja sam wyrobiłem swoją pozycję i doprowadziłem do miejsca, w którym obecnie się znajduję. Jeśli chodzi o atmosferę w pracy, to jest zdecydowanie na plus. Koleżanka ma różne humorki, próbuje mi czasami wejść na głowę, ale nauczyłem się stawiać granicę i gasić jej zapędy. Cały czas pracuję nad sobą, otworzyłem się bardzo na ludzi, szczególnie na kobiety i zauważam tego efekty. Czasami aż mnie przeraża, jak bardzo poszedłem do przodu. Mentalnie jestem w innym miejscu niż rok temu (dokładnie rok temu dopadała mnie "strzała amora"), a cały czas się rozwijam. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od mojego chybionego uczucia i tego forum... Wiem, że wielu z Was wybrałoby inną drogę, ale to moja droga i to ja mierzę się z czasami nieprzyjemnymi konsekwencjami, z których cały czas wyciągam lekcje i obracam w cenne doświadczenia. W moim konkretnym przypadku ustawiłem sobie "hardcore mode". Mój wybór, moja gra.
  2. I tego się trzymaj. Serio. Powtarzaj to sobie kilka razy dziennie. 😉
  3. Ciekawe biorąc pod uwagę to, że napisałeś o dużym doświadczeniu z kobietami. Czyli co? Nie ma reguły? Swoją historię opisywałem tu jakiś czas temu, tylko że ja nie miałem kompletnie żadnego doświadczenia z kobietami, a swój pierwszy raz (w wieku 30+) miałem z mega-sztuką, nakręcając ją na siebie przez jakiś miesiąc, by w końcu złapać ją za przysłowiowe włosy i zrobić swoje. I to bez znajomości zasad gry. Oczywiście nie byłem typem zimnego skurwysyna, bo przy tym wszystkim musiałem się w niej zakochać. Nie było łatwo, ale co wyciągnąłem z tej relacji, to moje.
  4. W takim razie nie pozostaje Ci nic innego, jak uderzenie do byłej. W myśl zasady, którą sam lubię się kierować: idź i się ewentualnie przejedź, zamiast żałować tego, że nie spróbowałeś.
  5. Prawda jest taka, że nikt Ci tutaj nie pomoże, jeśli sam sobie nie będziesz chciał pomóc. Zakładasz nowy temat, bo oczekujesz, że ktoś w końcu sprzeda Ci przepis na odzyskanie ukochanej i szczęśliwe życie z nią. Jednak nic takiego nie stanie, nie na tym forum. Ktoś tu wyżej napisał o mommy issues. Może tu powinieneś szukać problemu? Zastanów się czy Twoja miłość nie przypomina Ci Twojej matki w jakimś stopniu? Zastanów się mocno nad sobą, nad swoimi brakami i potrzebami. Jeśli do pełni szczęścia potrzebujesz drugiej osoby, to znaczy, że masz do przepracowania swoje dzieciństwo. Temat rzeka… Sięgnij po książki. Kobietopedia, (Nie)Miły facet, Potęga podświadomości… Jest tego trochę. Po przeczytaniu samej Kobietopedii będziesz wiedział na jakim aspekcie Twojego światopoglądu masz się skupić. Będziesz wiedział, co masz bezwględnie wyrzucić z głowy, a co rozwinąć. Pracuj nad sobą. Postaw siebie na piedestale.
  6. @kenobi... To już jest chyba temat dla solidnego terapeuty (i dla mnie, i dla mojej koleżanki). Niech ktoś spróbuje się postawić w mojej sytuacji. Zjebany wzorzec rodziny (ojciec ruchacz - ciągły raban w domu, rozpaczliwy płacz matki, brak mojego poczucia bezpieczeństwa itd.) doprowadził do tego, że przez całe swoje życie wypierałem się kobiet. Od liceum miałem jasne sygnały zainteresowania od dziewczyn (nawet z bezpośrednimi propozycjami pójścia do łóżka!), dwa razy byłem zauroczony (tu dwa razy nie wyszło), a mimo to chciałem tę "jedyną", z którą zasmakuję "tego owocu". Najlepsze (i najśmieszniejsze) jest to, że nie mam większych kompleksów. Ryj więcej niż dobry, uzębienie perfekt, sylwetka git, męski głos, wzrost 178 cm (ale wolałbym być wyższy), 17 cm w gaciach, głupi chyba nie jestem, a mimo to swój pierwszy raz doświadczyłem grubo po 30-tce, i to z laską, która już na starcie była dla mnie skreślona, bo przez wysoki "body count" nie wpasowywała się w mój wzorzec "ten jedynej, nieskalanej, czystej" (wiem, że słabo to wygląda - bluepill mocno). I zobacz jak życie potrafi płatać figle, że akurat do niej musiałem poczuć amory po 2,5 roku wspólnej pracy. Przynajmniej osiągnąłem to czego chciałem w sferze erotycznej - seksu w stanie zakochania. A to, że teraz ponoszę konsekwencje tego wszystkiego to druga sprawa. Ktoś w moim wątku napisał, że będę "mocno poobijany po tej relacji"... Prawda jest taka, że jestem poobijany od jakiś 6 miesięcy. Wspominałem, że przygotowałem sobie opcje do ewakuacji z obecnego miejsca pracy, gdyby zrobiło się już wyjątkowo nieprzyjemnie. Jeszcze się wstrzymuję, bo to dla mnie pokazanie słabości i trochę przegrana z samym sobą (i z moją koleżanką). Łatwo jest oceniać czyjeś poczynania patrząc z boku. Wiadomo, że najlepiej by było uciąć kontakt, zablokować numer itd. Ale nie w przypadku, gdy z kimś masz do czynienia na co dzień. "No to zmień pracę i się wyprowadź do innego miasta" - to jest ostateczność, bo obecnie finansowo i życiowo jestem w miejscu, w którym chciałem być 5 lat temu. A serce to wyjątkowa kurwa, bo cały czas coś czuję do tej mojej głupiej piczki z roboty. Chyba się zrobił off-top. Sorry.
  7. Dopiero trafiłem na ten wątek. Wiem o 11. 1 - dziewictwo straciła jak była niepełnoletnia 2 - były mąż 3 - kolejny związek I 4 - kolejny związek I 5 - kolejny związek I - wszystkie trwały od roku do dwóch lat 6 - kolejny związek I 7 - kolejny związek I 8 - znajomy ją zrobił 9 - tu mój bliski kumpel ją kiedyś zrobił (żonaty z resztą) 10 - "kolega od wycieczek", o którym pisałem 11 - ja... Biorąc pod uwagę to, że wcześnie zaczęła, uwzględniając jej urodę i uderzający seksapil, zamiłowanie do seksu, do tego studia, na których nie wiem co się działo - stawiam, że licznik jest z 2-3 razy (oby tylko) większy. Fajnie się wjebałem, co nie?
  8. Myślisz, że aż tak to źle wygląda? Nie zależało mi na "odkręceniu sprawy". Patrzę na nią inaczej i nie potrafię sobie teraz wyobrazić powrotu na wcześniejsze tory. Musiałem jednak zareagować.
  9. Nie chodzi o to, czy chciałem mieć z nią dziecko. Chodzi o powagę jej sytuacji. Nie mogłem przejść obojętnie widząc, że w środku cierpi. Napiszę po raz kolejny - empatia wygrała. Uraz oczywiście cały czas do niej mam, ale to chyba nie znaczy, że mam być kompletnym gburem i ignorantem?
  10. Moja siostra jest byłą youtuberką. O praktykach Stuu i paru innych gościach (nie będę podawać ich ksywek) z tego światka wiedziałem już jakieś 6-7 lat temu. Krótko mówiąc - większość z youtubowego kręgu była świadoma, nikt nie reagował.
  11. Musiałem dzisiaj wykonać ruch. Nie wspominałem, bo to raczej nie miało większego znaczenia w całej historii, ale koleżanka ma swoje "kobiece problemy" i jest po operacji, którą miała w zeszłym roku. Już w tym roku poszła na kontrolę, podczas której okazało się, że musi być ponownie operowana. Wystraszyła się i poszła do kolejnego specjalisty, który stwierdził, że wszystko jest OK, a ona ucieszona olała temat. Za moją namową poszła do trzeciego lekarza, co miało miejsce dwa dni temu, kiedy byłem zdystansowany. Widziałem, że jest mocno przygnębiona i że prawdopodobnie dzieje się coś poważnego. Żeby nie było, zainteresowałem się, ale powiedziała tylko, że ma to samo co kiedyś i żebym nie naciskał, bo to jej sprawy. Dzisiaj nie wytrzymałem. Empatia wygrała. Pojawiłem się w pracy przed nią, by zrobić jej kawę i podać świeżą drożdżówkę. Była lekko zaskoczona moim widokiem (zawsze przychodzę kilka minut po niej) i mocno zaskoczona tym, co powiedziałem: "Przyszedłem dzisiaj wcześniej, bo chcę, żebyś chociaż miło zaczęła dzień. Nie mogę patrzeć, jak cały czas siedzisz przybita". Zmiotło ją, prawie się poryczała i wyrzuciła z siebie wszystko. Oj, jest tam grubo Panowie, dziecka to ona chyba już nie urodzi... Była miła cały dzień. Przed wyjściem kazałem jej się we mnie wtulić. Z małym oporem, ale jak już się we mnie wcisnęła, to nie chciała puścić. To tyle. 🙂 Wiem, że dla większości to, co tutaj wypisuję jest nudne, jak flaki z olejem. Ja sam chyba zacząłem traktować założony przeze mnie temat, jako swego rodzaju pamiętnik.
  12. @kenobi 3 lata wspólnej pracy - żadnych fochów, podnoszenia głosu, pełne zrozumienie i współpraca, a jak mieliśmy odmienne zdania, to szliśmy na kompromis. Służbowo pełna sielanka, praca marzenie. Dla mnie ta sytuacja to rasowe "friendly fire". I to dzień po tym, jak odbyliśmy miłą rozmowę. I to w towarzystwie "naszego" człowieka, z którym mamy dobre, luźne relacje. Zrobiła coś czego nigdy bym się po niej nie spodziewał. Jakbyś zachował się w tej sytuacji? Jakby nie było, bliska kobieta robi z Ciebie "gówno" w towarzystwie, a Ty byś udawał, że nic się nie stało? Bo kobiece emocje?
  13. Jak już rozpocząłem temat, to wypadałoby go zakończyć... Wszystko legło w gruzach tydzień temu, dzień po tym, jak wyznałem koleżance, że jest dla mnie utożsamieniem radości i szczęścia, wymieniając wszystkie zajebiste chwile między nami. Po tym jak mi wtedy powiedziała, że czuje się przy mnie bezpiecznie i może być w 100% sobą, dodając do tego, że "niejednokrotnie miała ochotę się we mnie wtulić", czułem się dobrze jako facet i myślałem, że między nami wszystko będzie OK. Niestety myliłem się, i to bardzo. Spotkaliśmy się, jak zawsze z samego rana w pracy. Kawa, gadka szmatka, żarty, śmiech. Przyszedł do nas w pewnym momencie, powiedzmy - przełożony mojej przełożonej. Zwrócił się w sumie do mnie w sprawie przyszłego zadania, które dotyczyło mojej działki. Rozmowa prowadzona na pełnym luzie (jak zawsze). Zaczęła mówić ona, mimo tego, że jej wiedza na zarzucony temat nie jest nawet na poziomie podstawowym. Jak skończyła, ja zacząłem kontynuować, nie umniejszając jej, nie poprawiając, ani nawet nie wyprowadzając z błędu. Po prostu zacząłem rozwijać zagadnienie dążąc do zaproponowania gotowego rozwiązania. W pewnym momencie przerwała mi siarczyście wypowiadając: "Teraz ja KURWA mówię!", po czym z lekkim zadowoleniem zwróciła się do swojego "szefa". Dla mnie to finisz i koniec mojej roli. Czar prysł. Mam swoją ramę, znam swoją wartość i nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Nigdy, w sumie przez 3 lata wspólnej pracy, tak się nie zachowała. Nasza współpraca od zawsze odbywała się w atmosferze obustronnego szacunku. Koleżanka nie widzi swojego błędu, twierdząc, że podważyłem jej kompetencje, co jest dla mnie śmieszne. Próbowała mnie przeprosić, ale sorry Bracia, nie przyjąłem. Tym bardziej, że jej "przepraszam" (nie wiedziałem, że zna takie słowo!) było wypowiedziane z lekkim zażenowaniem, no bo "jak mogłem obrazić się o taką pierdołę?". Dla mnie to było srogie przekroczenie granicy i zwyczajne poniżenie mojej osoby. Kolejnego dnia miała mi pomóc w jednym temacie (napisałem o tym trochę wcześniej - test z mojej strony, co do tego, czy jest w stanie się dla mnie poświęcić). Pytała dwa razy, czy chcę mimo wszystko skorzystać z jej pomocy. Sorry Bracia, ale po raz kolejny odmówiłem jej mówiąc, że sam sobie poradzę. W weekend coś do mnie wysłała, ale nie odczytałem. Zwyczajnie nie miałem ochoty. Czułem lekkie obrzydzenie do jej osoby. Ten tydzień wygląda tak, że jestem zdystansowany, co oczywiście zauważyła. Zapytała raz, czy jestem obrażony. Moja odpowiedź: "Balonik pękł. Sytuacja z zeszłego tygodnia wszystko mi wyjaśniła". Stwierdziła, że się mylę... Skończyłem z jakąkolwiek atencją skierowaną w jej stronę. Zwyczajnie mi się nie chce. Wybiegając do przodu, może to doprowadzić do tego, że całkowicie wyjdzie na wierzch jej "księżnikowatość" i zacznie się w jakiś sposób mścić próbując zaakcentować swoje przełożeństwo. Przygotowuję się - obdzwoniłem kumpli z branży - wszędzie mam otwartą furtkę. Serio, nie chce mi się użerać z babką, której sam nigdy nie wyrządziłem żadnej krzywdy, a która polega praktycznie tylko na mnie. Ja ją wszystkiego nauczyłem i kontroluję jej każdy ruch w pracy. Niektórzy z Braci mieli rację, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. No cóż, jeśli mój scenariusz się spełni będę zmuszony wymiksować się z tej całej akcji z podniesioną głową. A chciałem być w porządku do samego końca tym bardziej, że ją mimo wszystko cały czas lubiłem i szanowałem...
  14. Wcześniej zapytałem na messengerze. Dzisiaj w trakcie rozmowy powiedziałem jej dokładnie tak, jak napisałeś w cudzysłowie. Jakby był, to bym napisał. Spokojnie. 😉 Jest podrywana. Dawkuję jej "seksualną atencję" i pewnie do dzisiaj zastanawiała się po co to wcześniej robiłem. Ty, i kilka Braci wcześniej napisaliście, że nie nadaje się do związku. Dzisiaj mi to potwierdziła. Mamy specyficzne podejście do siebie. To nie było błagalne "To ja! To ja!", tylko coś powiedziane na luzie, z pełnym uśmiechem na twarzy. O widzisz. Tu zjebałem. Użyłem złego słowa. Wszystko było mówione na luzie i z sympatią w głosie. Co do reszty... Dzięki za miłe słowa. 😉 Wydaje mi się, że z mojej strony "poszła torpeda w silniki". Jestem w 100% pewny, że długo zastanawiała się, dlaczego miałem problemy w łóżku. "Może go nie kręcę? Może się zawiódł na mnie? Jeśli tak jest, to dlaczego rzuca do mnie podtekstami? Dlaczego nie dobrał się do mnie w hotelu?". Po dzisiejszej rozmowie już wie, że zajebiście wspominam naszą bliższą relację, i że nie jestem "najedzony". 🙂
  15. Nie odzywałem się kilka dni, bo chyba musiałem sobie wszystko na spokojnie poukładać w głowie - przemyśleć kwestię tego, dokąd zmierzam w relacji z koleżanką, i czy moje zamierzenia będą w 100% zgodne ze mną, a nie podyktowane wskazówkami z forum. Trudno nagle robić z siebie Johnnego Bravo, kiedy znasz kogoś 3 lata spędzając z nim średnio 40 godzin w tygodniu. No i tu znowu podkreślam - droga @kenobi była mi najbliższa. Nie będę robił pamiętniczka z tego forum, ale wymienię kilka sytuacji, które mi utkwiły w głowie w ostatnim czasie: - koleżanka kupuje bieliznę w internecie: "Po co mi ładne gacie, skoro i tak, nikt tam nie zagląda?" (byliśmy w pracy, mówiła niby do siebie); - koleżanka zaczyna mieć gorszy okres i chodzi przybita; na moje pytanie, "czy chce się wygadać" zaprzecza, z kolei ja nie naciskam, bo wiem, że sama z siebie w końcu "pęknie"; - na jej prośbę spotykamy się poza pracą i to jest nowość w naszej znajomości, bo jak "łapie doła", to się zawsze izoluje i "nie potrzebuje nikogo obok"; - kolejnego dnia, już w pracy przyznaje, że dalej ma zły humor, ale przy mnie wszystko przemija i czuje się dużo lepiej; - znowu mamy wychodne (z mojej inicjatywy) - dowiaduję się, że ukrywa mnie przed swoim "byłym-obecnym" (on wie tylko tyle, że razem pracujemy); - następnego dnia "pęka" i sama zaczyna mówić, że "czuje się przytłoczona, chciałaby zmienić otoczenie, pracę, wyjechać z dzieckiem za granicę, korzystać z życia", I TU UWAGA! - "zajebiście się ruchać" - czyli kolejne potwierdzenie, że do LTR kompletnie się nie nadaje, skoro ma takie priorytety. Nawiążę do ostatniej kwestii, bo automatycznie się podpiąłem i zareagowałem: Ja: "Chcesz się ruchać?! To zapraszam do mnie na piwo!" Ona: *rzuca we mnie jakimś przedmiotem, wyraźnie zawstydzając się* Ja: "Bo wiesz... Mężem i żoną to my nigdy nie będziemy, ale możemy zostać kochankami." Ona: *zaczyna mnie słodko przedrzeźniać, ale ucina gadkę, bo akurat tematy służbowe nam przeszkodziły* Po dłuższej chwili, gdy nastała okazja, zacząłem kontynuować. Rozmawialiśmy o nas, chociaż w sumie to ja mówiłem. 🙂 Nigdy wcześniej nie wyznałem jej kim dla mnie była przez ten krótszy, "lepszy" czas. O tym jak się przy niej czułem, jak wspominam nasze łóżkowe tematy. Wszystko w samych superlatywach. Zaskoczona zapytała, "czy czuję do niej jakiś żal?". Podkreśliłem, że "tu nie ma miejsca na żale i smutki". Ona sama po raz kolejny przyznała, że "niczego nie żałuje" (w kwestii krótkiego romansu ze mną). Dalej ciągnąc - koleżanka zaczyna opowiadać, jak dla niej powinna wyglądać zdrowa relacja z facetem (w kwestii związku). Praktycznie potwierdzenie wszystkiego, co można znaleźć na tym forum. Najważniejsze to trzymać się swoich męskich postanowień i nigdy nie ulegać kobiecie, bo to świadczy o silnym męskim rdzeniu i pewności siebie, i dalej idąc - gwarancji bezpieczeństwa! - streściłem i wyciągnąłem clue. Dodała, że nawet jak facet na starcie "potrafi sam odłożyć talerze do zmywarki, opuść klapę w sedesie i wrzucić brudne skarpetki do prania, to już są NUUUDY" - jest wtedy zwyczajnie za idealnie. Do tej części podchodzę trochę z przymrużeniem oka, bo wychodzi na to, że jeśli mężczyzna jest w pełni samodzielny i bezobsługowy, to jest zwyczajnie nudny? Jeśli tak, to przegrałem na tym "starcie", bo nie znoszę syfu, a wszystkie swoje sprawy ogarniam sam na bieżąco, nie angażując wszystkich wokół. A że nie szukam niani, to sorry. 😉 W trakcie rozmowy kilka razy zaznaczała, że "niejednokrotnie miała ochotę się we mnie wtulić, ale to trochę niezdrowe i dziwne skoro ma swojego byłego-obecnego". Odpowiedziałem, że "wiem, że jest delikatną kobietą, której brakuje czułości, i jeśli będzie miała tylko taką potrzebę, to niech uderza śmiało". Już nie przedłużając, i nie wchodząc we wszystkie szczegóły, dodałem na koniec, że "zajebiście jej pożądam i chcę jej więcej" - tu wielkie oczy, zapowietrzenie i czerwona twarz. Podsumowując - chyba była tą rozmową mile zaskoczona. Była taka jakby rozpromieniona, rozweselona i jednocześnie zawstydzona. No i te jej "maślane oczy"... Ja swoje wygarnąłem. Czy coś z tego wyniknie? Pewnie NIE, ale jest mi jakoś tak lżej. 🙂
  16. Jestem świadomy ryzyka. Może w głupi sposób do tego podchodzę, ale jeśli po moim "zakochałem się" zmieniła do mnie podejście na jeszcze lepsze, do tego sama zaczęła proponować spotkania, to myślicie, że pójcie o krok dalej z tekstem "pożądam ciebie", może wszystko obrócić w drobny pył? Wiem, że wszystko robię od dupy strony - najpierw powinna być ta druga deklaracja, a później ewentualnie pierwsza, ale cóż... Wszystko przez "różowe okulary". Ona chyba doskonale wie czego oczekuję. Niedawno ładnie się wypięła siedząc przy biurku, uwydatniając tyłek i talię (stałem za nią). A że akurat coś dla mnie ogarniała przy komputerze, to powiedziałem jej żeby się nie śpieszyła, bo mam bardzo ładny widok. Złapałem ją przy tym za szlufki spodni i szarpnąłem do tyłu dodając, że "teraz jest jeszcze lepiej". Zero protestu z jej strony, jakby to było naturalna i całkowicie normalna sytuacja.
  17. Spokojnie. Przechodzę w tryb ataku. Wcześniej przez to, że byłem wystrzelony na różową orbitę, pewnych rzeczy nie dostrzegałem. Jak będzie okazja, albo sam sobie tę okazję stworzę, to powiem jej, co mi na sercu (czyt. jajach) leży. Jak ją znam, to się nie obrazi. Co najwyżej zaskoczy - może pozytywnie? 😉 Sam jestem ciekawy, co z tego wyniknie.
  18. Nie wiem dokładnie jakie tematy porusza ta książka, ale napiszę trochę więcej o swoim pierwszym razie. Nie miałem żadnych oczekiwań, żadnych obrazów / scen z filmów przyrodniczych. Nie myślałem o tym, że to będzie moje pierwsze podejście, nie jarałem się tym, że seks wisi w powietrzu. A już w ogóle nie myślałem o tym, żeby jej powiedzieć, że nigdy tego nie robiłem. Jak już wspomniałem, obawiałem się tylko tego, że szybko dojdę, co bym wytłumaczył tym, że "dawno nie miałem kobiety". Jak było w trakcie? Dużo stresu, bo jakby nie patrzeć "to" się właśnie działo. Dlatego miałem problemy z erekcją, ale ona była wyrozumiała, sama mówiła, że się denerwuje. Przyznaję bez bicia, że przygotowałem się przed wszystkim, na tyle ile mogłem. Wiedziałem, że jak nie sprostam jej oczekiwaniom, to zostanie mi tylko zaspokajanie jej oralnie. I tu sięgnąłem po tutorial. Poinstruowany lekturą o dziwo szybko znalazłem jej punkt G, co potwierdziły jej reakcje. Komunikacja i jeszcze raz komunikacja! Pytałem, czy jej dobrze. Reagowała. "Mocniej, szybciej!". Było dużo żartów z mojej strony na rozluźnienie sytuacji. Było super! Podobało jej się moje podejście. Mimo że jej praktycznie nie czułem i orgazm był tylko takim "ukłuciem", to zajebiście cieszę się z tego, że najpierw ona doszła. Skończyłem w niej (była dzień po okresie) kilka sekund po jej szczytowaniu (zakładając, że nie udawała 😉). Było mnie w niej dużo, bo mam obfite wytryski. Podobnie było przy drugim podejściu. "Nie skończ przed nią, nie skończ przed nią" - to mi cały czas krzyczało w głowie. Było ciężej, bo tym razem maszt był bardziej postawiony, czułem jej więcej. W trakcie, jak mnie ujeżdżała (po jakiś 30 minutach od rozpoczęcia stosunku) byłem bliski finiszu, dlatego delikatnie poprosiłem ją o spowolnienie akcji. W sumie doszła po godzinie. Mnie wykończyła oralnie. Napawałem się tym i przedłużałem świadomie wytrysk. Serio, potrafiłem kontrolować mojego "małego" (drugie podejście!). Jak mi w końcu wycieńczona powiedziała, że boli ją szyja, to się skupiłem i doszedłem w 3 minuty. W jej dłoni. I znowu było mnie dużo, co wywołało podziw na jej twarzy. W tym wszystkim było dużo pieszczot z mojej strony. Cieszyłem się jej ciałem, całowałem każdy fragment, doświadczałem jej kobiecości. Tu nawet nie chodzi o jakieś świadome staranie, czy presję. To wszystko było naturalne. Jakbym mył zęby, siadał na kiblu, czy przygotowywał sobie śniadanie. To dla tych, co są cały czas prawiczkami. Nie róbcie z seksu czegoś majestatycznego i nieosiągalnego. Serio, to wszystko samo z siebie leci. I wracając do wspomnianej przez Ciebie książki - "Jej orgazm najpierw" - tym się kierowałem podświadomie. I nie sam seks, a to, że pierwsza dochodziła, było dla mnie najbardziej wartościowe w tym wszystkim. Zaopiekowałem się nią, na tyle ile mogłem, i chyba mi to wyszło. Nie mamy tematów tabu. Rozmawiamy o wszystkim. Nawet postronni ludzie "coś" zauważyli. Spotkałem się z podejrzliwymi, zazdrosnymi spojrzeniami i nawet komentarzami (od kobiet i facetów) na osobności: "Fajnie się na was patrzy, jak ze sobą rozmawiacie. Moglibyście być parą"; "FDNY, robiłeś to z nią? Ciągnie was do siebie". Więc tak, jestem otwarty. Czekam na odpowiedni moment. Nie chcę spalić tej relacji, ale też nie zamierzam się zbyt długo męczyć. Za duże mam ciśnienie. 🙂
  19. Cenna uwaga. Wie, że jestem (byłem?) w niej zakochany. To było 3 miesiące temu, jak jej o tym powiedziałem. Teraz jest inaczej. Mam inny stosunek do niej, po tym jak spadły z nosa "różowe okulary". Wiem dokładnie, co masz na myśli. Z mojej strony to było podłoże pod moje bezpośrednie wyznanie, co do moich oczekiwań z nią związanych. Nie chcę tego robić w pracy, chociaż i tu popłynąłem swego czasu (zaraz po moim "zakochałem się"), bo dostała jasny sygnał - powiedziałem jej, że jak znowu zacznie próbować mi wejść na głowę, to zamknę drzwi od naszego pokoju, złapię ją za włosy i wezmę ją na jej biurku. Tu już było widoczne zakłopotanie i niedowierzanie widoczne na jej twarzy. Byłem nadproduktywny cały tydzień. 😉 Dobra, OK. Napiszę o co chodziło. Zabrałem ją na wesele, wprowadziłem ją w swój świat. Przez cały czas trwania imprezy zachowywała się jakby była moją kobietą, chociaż nie wiem czemu to miało służyć. Rano jak się obudziliśmy w hotelu, uwierz mi, że doskonale słyszalna rozmowa mojego ojca z jego kobietą za ścianą, skutecznie powstrzymywała mnie od baraszkowania (ściany z dykty). Stąd moje delikatne testy - dotykanie ciała, pocałunek. Zrobiłem tyle na ile mi pozwalała sytuacja. Kolejna cenna uwaga. Widzisz... Uśpiłem trochę swoją bardzo dobrze rozwiniętą empatię, przez to, że zacząłem ją traktować jako wadę. Muszę znowu myśleć szerzej.
  20. Od samego początku, jak zaczęliśmy razem pracować, nigdy nie opowiadała o nim jak o partnerze. Nigdy. Przecież da się to wyczuć, że ktoś jest z kimś blisko, prawda? Dlatego zawsze traktowałem go jako jej "weekendowego kolegę", o czym już wspominałem wcześniej. Stąd pewnie moja obojętność, co do jego osoby. Przez te moje skoki energii przez ostatni tydzień byłem bardzo pobudzony i aktywny w pracy. W końcu koleżanka nie wytrzymała i zapytała: "FDNY, co Ci jest?! Coś bierzesz?!". Odpowiedziałem wprost, że "chce mi się zajebiście ruchać". 😄 Zrobiła minę srającego kota. Później jeszcze dodała, że wybiłem ją z rytmu tym wyznaniem i jeśli mam latać jak ping-pong cały czas, to najlepiej by było, jakbym poszedł do toalety i sobie zwalił. Tak więc jestem bardzo ciekawy jej reakcji na to, że jestem szczerze nastawiony seksualnie na nią.
  21. Ktoś złośliwy mógłby napisać, że ze mną jest trochę tak, jak z tym prawiczkiem z historyjek, co go kumple zabrali do divy, a ten się w niej zakochał i latał z kwiatami. U mnie "strzała amora" pojawiła się przed, tak więc zbliżenie było już w stanie zauroczenia. Niby obustronnego. Wspominam o tym żeby zaznaczyć, że seks nie przypieczętował tego uczucia. Tu chodzi o to, jak na siebie reagujemy, jak się przy sobie czujemy, o nasze rozmowy, naszą nić porozumienia. I przez to faktycznie wierzyłem, że mogę być tym "jedynym". Tak jak ona stała się dla mnie tą "jedyną". Nigdy o niego nie pytałem, ani nie pytam. Czasami ona coś o nim wspomni, ale też chyba stara się unikać tematu. To nie jest tak, że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nawet nie wiem, czy w ogóle chciałbym z nią teraz tworzyć jakikolwiek poważniejszy związek. Bliżej mi do drugiego gościa. Brakuje mi ciepła jej ciała, jej oddechu przy uchu, mega ciasnej cipki i zaciśniętych ust na "małym ja". 😉 No i ten jej zapach... Ja pierdolę, jak ja ją czuję! Można by wiersze na ten temat pisać. 🙂 Kwiaty były raz. Do tego jakieś drobne prezenciki. Zapewniam, że ani razu nie oczekiwałem niczego w zamian. Tak jak napisałem wyżej - stała się dla mnie tą "jedyną (czyt. pierwszą)" dając mi nieświadomie mój pierwszy raz. Może to głupie, ale za to ją cenię i stąd te podarunki (wszystkie przy jakiejś okazji). Nie jestem też w stanie odpowiedzieć na pytanie, co ona myśli o tych gestach.
  22. Czekam. 🙂 Nigdy nie byłem i nie jestem o niego zazdrosny. Obawiam się, że po tym jak jej wyznałem, że jestem zaangażowany emocjonalnie, i jeszcze do tego dołożę fakt, że jej pożądam, wyjdę na potrzebującego. Nie chcę być tym przegranym w jej oczach. Wiem, co napiszesz: "Mężczyzna, który się boi, to słaby mężczyzna". Muszę wyczuć grunt. To był test. Dostaje ode mnie dużo. Chciałem sprawdzić, czy sama jest w stanie dla mnie się poświęcić. A rozwiązań mam kilka i ona o tym wie.
  23. @kenobi, chyba muszę zwrócić Ci honor. Zarzuciłem Ci, że Twoje postrzeganie relacji DM dość znacznie odbiega od założeń stawianych na tym forum. Tak czytam Twoje wypowiedzi w różnych tematach, i chyba Twoja droga jest mi bliższa. Bardziej zgodna z tym, kim jestem. Jestem bardzo ciekawy, jakie jest Twoje podejście do "Szesnastu przykazań" (LINK). Fajnie jakbyś założył osobny temat, w którym odniósłbyś się do każdego punktu. 😉 A co u mnie? Na razie jest luz. Trochę powariowałem w ciągu ostatnich kilku dni. Przez to, że pół roku temu mocno ograniczyłem porno, a co za tym idzie masturbację, mam mocno zauważalne skoki energii. W moim przypadku wystarczy doba, dwie doby bez "dotykania", aby rano wychodzić do pracy z nastawieniem: "Świat stoi przede mną otworem, a jak będę chciał, to zarobię sobie dzisiaj milion dolarów". Przekłada się to na relacje międzyludzkie. Jestem bardzo gadatliwy, szarmancko uszczypliwy, i przede wszystkim spokojny i pewny siebie. Najbardziej to słychać w moim głosie, który z natury już był niski. Teraz potrafię zejść tak, że aż powietrze drży. 😆 I to jest jeden z plusów relacji z koleżanką (tu piję do pytania postawionego przez @Miszka). Nanoszę korekty w moim postępowaniu, łatam dziury, uczę się i obserwuję siebie na nowo. Co najważniejsze, dobrze się z tym czuję. Lecąc dalej z plusami. Koleżanka mocno o mnie dba w pracy. Służbowo jest lepiej niż kiedykolwiek. Co chwilę wpada jakaś "premia". Wcześniej tego nie było. Jeśli chodzi o nasze prywatne relacje, to faktycznie ktoś mógłby mi zarzucić, że stałem się "dostawcą usług". Czy dając jej kwiaty na dzień kobiet (1)*, czegoś oczekiwałem w zamian? Nie. Czy dając jej drobny, urodzinowy upominek, czegoś oczekiwałem w zamian? Nie. Czy pomagając jej w kryzysowych sytuacjach, czegoś oczekiwałem w zamian? Tak (2)*. Swoją drogą, na miejscu może liczyć tylko na swoją najbliższą rodzinę (dwie osoby) i mnie. "Były-obecny" mieszka w innym mieście. (1) Tu była dość ciekawa i specyficzna sytuacja. Po otrzymaniu bukietu (może przesadziłem, bo były to zajebiste, czerwone róże) przygasła i zmarniała do końca dnia. W końcu pękła i zaczęła płakać, mówiąc, że nie zasługuje na takie traktowanie, że ona tego nie zna i nigdy tego nie miała, i że jeśli będę tak robił, to ucieknie. Do dzisiaj nie wiem jak to zinterpretować? Wystraszyła się, że zaczynam się angażować? Przyznaję z ręką na sercu, że to nie był żaden manifest miłości z mojej strony. (2) Parę dni temu poprosiłem ją o przysługę. Pierwszy raz coś faktycznie od niej chciałem. Coś, co zajmie jej pół dnia. Zgodziła się.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.