Jump to content

ciekawyswiata

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    809
  • Joined

  • Last visited

  • Donations

    0.00 PLN 

Community Reputation

881 Świetna

About ciekawyswiata

  • Rank
    Młodszy chorąży

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Jakie jest Wasze podejście do treningu? W tym kontekście piszę tu głównie o treningu siłowym, chociaż może mieć to przełożenie też na inne dyscypliny sportowe. Podejście muszę progresować/trzymać się planu? Czy raczej podejście ważne, żeby utrzymywać formę? Wiadomo, że jak się chce być lepszym, to trzeba regularnie dokładać powtórzeń/ciężaru i pilnować skrupulatnie jedzenia. Z drugiej strony takie trzymanie się planu w życiu amatora jest bardzo trudne. Wiadomo, choroby, wyjścia ze znajomymi, wakacje, święta, wyjazdy, zapiernicz w pracy- raczej to nie ułatwia trzymania planu. Ostat
  2. Pewnie tak jest, tylko to też jest błędne koło, bo w ten sposób zawsze ktoś w tej rywalizacji wygra. Jak oglądałem Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w Katarze, to tam padł motyw, gdzie stadion po meczu/czy po mistrzostwach miał być zburzony. Pomyślałem sobie- to jest kasa, to jest władza, a nie to, jakim somsiad jeździ samochodem. Gorzej jak ktoś z najbliższego otoczenia na przykład ma lepszy samochód, więcej zarobi i chce mi pokazać, kim to on nie jest, a jaki ja jestem mały. Cóż, powiedzmy sobie szczerze, że dla 99 procent społeczeństwa to tym czynnikiem niestety, ale s
  3. Zakładam temat, bo sam trochę tego nie rozumiem. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach każdy się z każdym porównuje. Zjawisko to widzę nawet we własnej rodzinie i mnie trochę dobija. Kto jakie ma auto, kto ile zarabia i co robi. Czuję na podświadomym poziomie jakąś konkurencję, presję, próbę wyścigu. I tak sobie myślę, jak się z tego wymiksować, jak po prostu mieć wyj... na coś takiego? Używając nomenklatury sportowej- to niestety, ale w tym wyścigu niektórzy jadą na wspomaganiu (pomoc rodziny, męża, żony), a drudzy są naturalami bez wsparcia. Sam mam też znajomych, którzy mają
  4. No tak, więc opowiadanie, że trzeba pracować więcej, żeby mieć więcej, nie jest do końca prawdziwe. Taka metoda może ma i sens, ale trzeba wiedzieć, kiedy ma właśnie sens, a sensu na pewno nie ma, jeżeli w Polsce pracuje się dla prywaciarza za marne stawki. Taką metodą można dorobić się co najwyżej garba. Powiedziałbym, że zamiast pracować dużo i ciężko, to lepiej pracować mniej, ale w sposób przemyślany. Po prostu trzeba wiedzieć, gdzie kopać.
  5. Jak sobie radzisz z tym, że nie nie osiągniesz na kolejnym treningu założonej progresji? Mnie to trochę zniechęca. Przykładowo robię na pierwszym treningu 3 serie po 8 powtórzeń. Na drugim chcę zrobić 3 serie po 9 powtórzeń, ale się udaje mi zrobić 2 serie po 9, a w trzeciej tylko 7. Czy na następnym treningu podchodzisz w ten sposób, że cofasz się i powtarzasz po raz kolejny 3 x 8?
  6. Ja uważam szkołę za stratę czasu. Nie mówię tu o nauczycielach, którzy de facto muszą się poruszać według jakiegoś klucza narzuconego przez system, ci są różni, jedni lepsi drudzy gorsi, tak jak w każdej grupie zawodowej. Co więc ten system mi dał? A no to, że musiałem przebywać w toksycznym środowisku znajomych ludzi, uczyć się przedmiotów, które do niczego mi się nie przydały i tracić na to potężną ilość czasu. Brak w szkole przydatnych przedmiotów, pełno zapychaczy i masa niepotrzebnej wiedzy albo wiedzy potrzebnej, której młody człowiek nie jest w stanie przyjąć ze względu na t
  7. To prawda. Nie ma jednej teorii wszystkiego. Ja mam wrażenie, że ludzie poszukują jakiegoś podręcznika do życia, który przyniesie jakąś odpowiedź tak jak planu treningowego po zrealizowaniu którego osiąga się sportowy wynik, Nie twierdzę, że to złe. Ludzie inteligetni szukają jakichś prawideł w świecie, również sam się na tym łapię, ale to nie jest takie proste. Tutaj można polemizować. Wiesz, jeżeli wejdziesz na forum miłośników jakiejś marki samochodowej, to jest większa szansa, że miłośnicy tej marki będą dostrzegać zalety tej marki, a umniejszać usterki. Prawdopodobnie może
  8. O tym, że u mnie się sprawdza i może ktoś ma podobnie. Nic więcej. Nie twierdzę, że każdy tak ma, ale myślę, że jednak większość ludzi nie jest w stanie pracować nad kilkoma aspektami życia w równym stopniu, bo to wymaga wiele uwagi i doskonałej dyscypliny jak i organizacji czasu. Ale oczywiście podziwiam takie osoby, które trenują, uczą się języków, prowadzą bogate życie towarzyskie i jeszcze osiągają poprawiają wyniki w pracy/biznesie. Ja uważam, że jest odwrotnie. Nie trzeba nie wiadomo jakiej wiedzy i wglądu w siebie, żeby szczerze się ocenić i powiedzieć sobie, gdzie leży
  9. Bardziej chodzi mi o to, że zła sytuacja w danym obszarze negatywnie wpływa na pozostałe sfery życiowe i uniemożliwia lub bardzo utrudnia poprawę tych pozostałych sfer. Zła sytuacja w pracy wpływa na nasze zdrowie, złe relacje z innymi ludźmi, utrudnia zbudowanie dobrych nawyków żywieniowych czy utrudnia pokonanie złych nawyków (palenie papierosów, picie piwa). Więc zmiana pracy w takiej sytuacji jest czynnikiem, który ułatwia bądź nawet umożliwia pracę nad innymi aspektami. Tkwienie w tej samej pracy sprawia, że wpadamy w błędne koło uniemożliwiające poprawę pozostałych sfer życiowych. To sam
  10. Dzień wolny i takie przemyślenia. Każdy z nas znajduje się aktualnie w jakimś miejscu w życiu. W miejscu, z którego jest bardziej lub mniej zadowolony. Często próbujemy łapać kilka srok za ogon. W moim przypadku to się nie sprawdza. Uważam, że większość z nas wie, nad czym w życiu powinien pracować, żeby to życie było lepsze. Jest na pewno jakaś sfera życia, która kuleje najbardziej i właśnie to pracą nad tą jedną konkretną sferą spowoduje gwałtowną zmianę również pozostałych sfer. Być może to kontrowersyjna teza, ale moim zdaniem tak to właśnie wygląda. Oczywiście mo
  11. Odpowiem dyplomatycznie, że w tej chwili 5-6 czyli przeciętny raz bywa lepiej a raz gorzej, ale często wskakuje z jednej strony na 3-4 (słaby, ale tragedii nie ma), z drugiej strony na 7-8 (bardzo dobry, wszystko się układa, nie mogę narzekać). Dlaczego tak? Często jestem na 3-4, ponieważ cytuję: Mam problem z tą kwestią patrząc na to, co się dzieje wokół, mimo że unikam jak ognia negatywnych treści z telewizji czy internetu, to siłą rzeczy widzę, że coś jest nie tak z tym światem i tę sprawczość tracę. Z drugiej strony czasami wpadam na 7-8, myślę, że
  12. Lubię ten czas, wigilia, pewnego rodzaju zatrzymanie, świecące choinki. Chociaż zauważam też niesamowitą komercjalizację tych świąt, to mimo tego można skromnie je spędzić, zjeść kolację wigilijną i odetchnąć, zastanowić się nad tym, co było i jak chcemy, żeby wyglądał nowy rok. Dla mnie te święta są mocno nostalgiczne w przeciwnieństwie do Wielkanocy. Gdzieś mi się przypomina dzieciństwo i nic nie poradzę. Każdy ma swoje racje i też to rozumiem, bo nie sposób nie zauważyć komercjalizacji. Minusem jest też rozregulowanie stałego trybu- sport, dieta, pewne ruty
  13. Z jednej strony z wiekiem czuję, że ten świat to dżungla i wygrywa sprytniejszy czy silniejszy. Z drugiej strony widzę, że ten świat nie jest taki zły, a my mamy jedno życie. Zauważam też, że świat nie jest czarno biały. Co mam na myśli? A no to, że nie każdy jest zły i nie każdy chce nas wykorzystać. Jasne, czasami tak jest i trzeba postawić granicę. Z wiekiem coraz mniej osądzam i coraz bardziej zdaję sobie sprawę, że mogę nie mieć racji. Jestem mniej skrajny w swoich przekonaniach i opiniach. Nie wiem, kto jaki krzyż w życiu dźwiga. Staram się nie oceniać. Wstyd mi to przyznać, ale kiedyś m
  14. Coś w tym jest. Generalnie ostatnio ktoś na forum napisał fajny komentarz, że poleca więcej działać a mniej gadać (coś w tym stylu). I to jest fajna rada, bo wyszukiwanie ciągłego ryzyka i zagrożeń w czymkolwiek też jest skrajną postawą, która objawia się w bierności w czymkolwiek. Każda decyzja wiąże się z jakimś ryzykiem, mniejszym lub większym, ale ryzykiem. Brak decyzji to też decyzja. Trzeba gdzieś znaleźć balans między podejmowaniem ryzyka a bierną postawę w stylu nic nie robię. Zawsze jest jakieś ale, bo nie założę biznesu, bo mi padnie, nie kupię auta, bo się będzie psuł i będą wydatki
  15. Bez pieniędzy nie da się żyć. Według mnie porównanie nie jest trafione. Pieniądze to najważniejsza rzecz w życiu i paradoksalnie mówię to jako minimalista. Bez pieniędzy nie ma nic. Nie ma jedzenia, nie ma na rachunki, na gaz, na wodę, na kosmetyki, na paliwo, na dziewczyny, na lekarzy. I uważam, że nie ilość pieniędzy jest ważna, co pewnego rodzaju stabilność finansowa i przewidywalność. Tak, uważam, że wcale wielkie pieniądze nie muszą dawać szczęścia, ale ja ten temat rozumiem bardzo przyziemnie i analizuję pod kątem całkowitego braku pieniędzy, chociaż w tych czasach nie mieć pieniędzy to
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.