Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

ciekawyswiata

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    569
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

517 Świetna

About ciekawyswiata

  • Rank
    Plutonowy

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Tak, to prawda, ale szczęściu trzeba pomóc, bo co z tego, że kogoś gdzieś spotkasz przypadkiem, nawiążesz z nim dobre relacje, ktoś zaproponuje Ci jakieś fajne zlecenie, ale Ty nie masz o tym czymś zielonego pojęcia. W teorii dostaniesz taką robotę, a później ktoś się zorientuje, że jednak nie ogarniasz. Daję tylko taki przykład. Dlatego uważam, że najważniejsze są kompetencje, a później może pojawić się szczęście. Według mnie najpierw trzeba być w czymś dobrym, a dopiero potem możemy mówić o szczęściu. Zgadzam się z tym, że nie mamy kontroli, a przynajmniej 100 procentowej kontroli nad swoim życiem, nad tym kogo poznamy, ale uważam, że mówić o szczęściu możemy tylko wtedy, gdy mamy w czymś kompetencje, a ten ktoś się pojawi na naszej drodze.
  2. Zgadzam się z pierwszą częścią Twojego postu dotyczącą planowania na kilka lat do przodu, ale nie z tym fragmentem. Po części masz rację, ale ja uważam szczęście za najmniej potrzebny składnik. Jak już coś udało mi się zrobić to była kwestia ciężkiej pracy, wytrwałości, dyscypliny, a samo szczęście to może maksymalnie 5 procent. Możliwe, że patrzysz na rówieśników, którzy mieli lepszy start, dostali mieszkania od rodziców, samochody w Twoim wieku i wtedy człowiek widzi, że szanse na starcie nie są równe. Tak, wtedy to człowieka boli, ale i tak trzeba robić swoje.
  3. Jak podchodzicie do kwestii planowania długoterminowego i stawiania sobie celów długoterminowych? Mam na myśli stawianie sobie celów na 5-10-15 lat do przodu? Według mnie takie długoterminowe podejście ma kilka minusów, o których ostatnio sobie myślałem. Po pierwsze życie często jest nieprzewidywalne i z tego co zauważyłem jednak wiele rzeczy dzieje się po prostu jakimś przypadkiem. Mam na myśli, że nie do końca mamy wpływa na to, jakich ludzi spotykamy po drodze, jakie okazje się nam przytrafią. Po drugie założmy, że mamy chłopaka, który ma dwadzieścia lat i postawi sobie cel na 10 lat. Nie ukrywajmy, że człowiek często się zmienia, zmienia się jego charakter, hierarchia wartości, priorytety, zainteresowania, podejście do życia i to co kiedyś wydawało mu się ekscytujące to po drodze może stracić na wartości. W ciągu 10 lat człowiek jest się w stanie bardzo zmienić, jego podejście do życia, stopień dojrzałości. Dlatego ja uważam, że warto sobie mieć jakieś plany na kilka lat do przodu, ale tylko jako taki ogólny szkic, a raczej nie wybiegać dalej niż rok do przodu. A jak z tym jest u was?
  4. Tak więc kolejny wydaje się nudny temat. Do rzeczy. Praca nad sobą to bardzo ciężka robota. Praca nad nawykami, zmianą przekonań, podwyższeniem samooceny, wzrostem pewności siebie, wywaleniem z głowy gównianych myśli musi trwać. Samo czytanie, oglądanie motywacyjnych filmików to za mało. Jakoś nie wierzę w szybkie zmiany i trwałe efekty. Po prostu człowiek musi każdego dnia wykonywać tytaniczną pracę nad sobą, aby zobaczyć za jakiś czas efekty swojej pracy. Przez kilka lat się zmieniłem na plus, ale też dalej widzę jak dużo pracy mi pozostało w różnych obszarach takich jak pewność siebie, praca nad poczuciem własnej wartości, nad docenianiem każdego dnia, praca nad pozytywnymi przekonaniami, nad wyrzucaniem z głowy złych myśli. Czy macie jakieś metody, które wam realnie pomogły zmienić się na lepsze? Nie chodzi mi tutaj o doraźne metody typu siłownia, sport czy oglądanie motywacyjnych filmików. Ok, nie mówię, że to jest złe, ale chodzi mi o coś co praktykowane w dłuższej perspektywie czasu zmieniło was na lepsze? Medytacja, afirmacje, odrzucenie toksycznych ludzi, rezygnacja z telewizora, zmiana środowiska, praca nad tym, żeby doceniać siebie i świat wokół?
  5. No właśnie teoria teorią a praktyka praktyką. Teoria jest taka, że mężczyzna około 35 lat, zadbany, z dobrą pozycją zawodową i finansową ma szansę na fajny związek z młodszą kobietą. Być może jest to prawda, a być może nie. Problem w tym, że teoria często nie pokrywa się z praktyką czyli życiem. Gdyby tak było to wszyscy by się nauczyli pływać oglądając filmiki na internecie albo czytając artykuły o tym jak się nauczyć pływać. Gdyby tak było to wszyscy by się nauczyli rozmawiać swobodnie w języku obcym wkuwając dużą liczbę słówek. A w praktyce trzeba wejść do wody albo przebywać z obcokrajowcami czy też codziennie mieć kontakt z wodą czy językiem, żeby się nauczyć tych rzeczy. Zmierzam do tego, że to wszystko nie jest takie łatwe jak by się mogło wydawać. Zacznijmy od tego, że w przypadku, gdy mężczyzna zaczyna budowanie czegoś od zera to wiek 35 lat wcale nie jest takim zaawansowanym wiekiem. Budowanie pozycji trwa latami. Po drugie trzeba dbać o zdrowie i wygląd, żeby w wieku około 35 lat wyglądać tak jak się wyglądało w wieku 25 lat albo lepiej, co nie jest takie łatwe, gdy człowiek całymi dniami buduje karierę. Ja wcale nie neguję tego, że mężczyzna plus 30 nie ma szans na znalazienie fajnej młodszej kobiety, bo na pewno jest sporo takich facetów. Tylko chciałem zauważyć, że to może nie być wcale takie oczywiste i proste jak na papierze, który wszystko przyjmie.
  6. Rozumiem Cię. Twoje argumenty są logiczne. Nie będąc w związku masz więcej czasu na rozwój samego siebie. Natomiast ja ostatnio odczuwam coś w rodzaju "potrzeby wejścia w związek". Myślę, że nie jesteśmy stworzeni i przeznaczeni do bycia samemu. Jasne, można potrzebę towarzystwa zaspokoić otoczeniem innych ludzi, nie musi być to związek. Tylko gorzej jeżeli facet zaczyna odczuwać potrzebę stworzenia bliskości z kobietą czyli intymnej i bliskiej relacji. Ja myślę, że związek nie jest niczym złym, jeżeli trafi się na odpowiednią kobietę. Poza tym są kobiety, które są po prostu ciepłe, miłe i mają poukładane w głowie, do tego są zaradne i posiadają wiele zainteresowań. Nie tyle liczy się płeć, a człowiek. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że człowiek powinien się umieć cieszyć i czerpać radość z bycia samym sobą, ale jestem ciekawy czy też mieliście tak, że w pewnym momencie pomimo niewątpliwych zalet bycia samemu zaczęliście odczuwać potrzebę wejścia w związek z kobietą?
  7. Mam podobne zdanie. Jeżeli kobieta jest zainteresowana danym mężczyzną to będzie nim zainteresowana nadal, nawet gdy taki facet nie inicjuje dotyku, nie daje podtekstów, nie za bardzo ma doświadczenie w prowadzeniu relacji. Po prostu jeżeli mężczyzna podoba się kobiecie to kobieta zrobi tak, żeby byli razem. Nie każdy mężczyzna w związku jest niesamowitym liderem, bad boyem i przewodnikiem. Sam znam pary, gdzie to kobieta bardziej zdobywała nieśmiałych facetów, a w teorii powinni być odrzuceni po pierwszym spotkaniu. Myślę, że każdy na tym świecie gra jakieś role, inaczej się człowiek zachowuje samemu, a inaczej w towarzystwie. Natomiast ważne jest, żeby być sobą w relacji z kobietami, bo jak spokojny facet zacznie grać bad boya to stoi na straconej pozycji, kobieta natychmiast go rozszyfruje, że nie jest sobą. Ja uważam coraz bardziej, że prawdziwe jest zdanie w kontekście relacji damsko męskich, że "co ma pływać nie utonie".
  8. Myślę, że właśnie statystyczny mężczyzna często ma ten problem, że nie do końca rozpoznaje sygnały wysyłane przez kobiety. Klasycznym problemem jest to, że mężczyźni neutralne zachowania kobiety (gdy jest grzeczna i miła) interpretują na swoją korzyść, podczas gdy ona chce być tylko miła i nic więcej. To prawda, a ja bym zwrócił uwagę na jedną rzecz- ludzie w relacjach damsko męskich posługują się często schematami i traktują to jak matematykę. Przykładowo mężczyzna zaprasza na kawę kobietę, a ta pisze, że nie da rady, bo nie ma czasu. Facet wtedy odpuszcza, bo wyczytał w poradnikach internetowych, że kobieta zainteresowana nawet, gdy nie ma czasu to zaproponuje alternatywny termin. Może być jednak sytuacja, że kobieta jest naprawdę strasznie zajęta i nie ma głowy do tego typu rzeczy, a facet powinien spróbować jeszcze raz. Dziś ludzie są strasznie zabiegani. Druga sytuacja- kobieta spotyka się z facetem, ale nie traktuje go jako potencjalnego partnera, ale jako umilacz czasu. Sam jestem ciekawy czy ktoś ma może doświadczenia, że wydawało mu się, że kobieta nie jest zainteresowana, a jednak okazało się, że była zainteresowana:)
  9. Według mnie nie ma nic złego w tym, że kobieta się odezwie pierwsza i da znak facetowi. Faceci są raczej mało domyślni, też się boją odrzucenia i nie do końca wiedzą czy mają zielone światło od dziewczyny. Poza tym mam wrażenie, że ludzie lubią się oszukiwać z tymi sygnałami zainteresowania. Dla przykładu powiedz czy jeżeli facet, który Ci się podoba wychodzi z inicjatywą to go przetrzymujesz czy się cieszysz, że napisał i umawiasz się z nim? Z tym smsem to miałem już takie sytuacje, że dostałem smsa rano, a odpisywałem wieczorem, bo nie miałem możliwości odpisania w spokoju. Po dwóch dniach to już rzeczywiście dziwne.
  10. Ja myślę, że jak kobiecie zależy to jest to widoczne dla faceta. Wiadomo, że są bardziej skryte i bardziej otwarte dziewczyny w wyrażaniu emocji, ale według mnie dla zainteresowanej kobiety nie jest problemem zrobienie pierwszego kroku. Zainteresowana dziewczyna chętnie zrobi pierwszy krok, zapyta się o spotkanie i będzie ułatwiała facetowi. Wiem, że teraz jest moda na poradniki dla dziewczyn, że niby trzeba zgrywać niedostępną dla mężczyzny, bo inaczej on straci zainteresowanie dziewczyną, ale takie zachowanie jest wbrew swojemu interesowi, bo facet pomyśli, że dziewczyna jest zamknięta i niezainteresowana. Ale może się mylę.
  11. Wiadomo, że nie porównuję się do zawodowców, którzy trenują codziennie. Po prostu zauważyłem, że nawet trzy czy cztery trening wytrzymałościowe bez dodatku treningu siłowego powodują, że sylwetka po prostu staje się mniej atletyczna. Racja, aczkolwiek myślę, że w MMA w przeciwieństwie do treningu maratońskiego jest więcej pracy nad siłą, pracy na siłowni, pracy krótkiej, ale maksymalnie intensywnej. W maratonie robienie krótkiej, ale intensywnej pracy mija się z celem, bo to inny wysiłek niż w MMA. Jednak są sportowcy, którzy nie są kulturystami ani ciężarowcami, ale wyglądają w miarę atletycznie. Czyli według Ciebie amatoskie bieganie czy jazda na rowerze wyklucza posiadanie sylwetki jako tako męskiej przy założeniu, że dodamy trening siłowy?
  12. Hej, jak wyglądają biegacze długodystansowi czy kolarze to każdy widzi. Zawodowcy jeszcze pewnie pilnują w jakiś sposób treningu siłowego, ale i tak ilość czasu spędzanego na treningu wytrzymałościowym sprawia, że nie wyglądają atletycznie. Amatorzy tych dyscyplin ze względu, że są amatorami i dysponują ograniczoną ilością czasu pewnie unikają treningu siłowego i to sprawia, że wielu z nich po prostu sylwetka prezentuje się chudo. Sam pamiętam, gdy skupiałem się na siłowni to mój wygląda był bardziej atletyczny, jednak ostatnio bardziej przerzuciłem się na treningi biegowe czy rowerowe, zaniedbałem trening siłowy i sylwetka notuje trochę regres. W sumie bieganie czy jazdę na rowerze uprawiam amatorsko, 3-4 razy w tygodniu powiedzmy po godzinie, czasami po 1,5 godziny, raczej na niskich niż wysokich intensywnościach. Jak widać nie jest to jakiś codzienny hardcor, a jednak nawet taka ilość treningu o charakterze wytrzymałościowym sprawia, że sylwetka się pogarsza bez treningu siłowego. Nie skupiam się na wynikach, robię to dla siebie, dla przewietrzenia organizmu, ale myślałem, żeby dodać dwa treningi siłowe w tygodniu, żeby ta sylwetka lepiej wyglądała, a treningi wytrzymałościowe zamknąć w trzech jednostkach w tygodniu każda maksymalnie godzina. Trening siłowy raczej wyglądałby bardzo prosto- jakieś 3 serie wyciskań na klatkę, 3 serie wiosłowań na plecy, 3 serie wyciskań na barki + jakieś serie na ręce. Pewnie trening siłowy zamknie się w pół godziny. Chodzi o to, żeby sylwetka w jakiś sposób była bardziej atletyczna. Czy ktoś może ocenić czy trening siłowy w takiej ilości będzie ok?
  13. Trochę w tym prawdy jest, ale zawsze było tak, że jedni posługiwali się poprawnnie językiem w mowie i w piśmie, a drudzy kaleczyli i kaleczą po dzień dzisiejszy. Nadużywanie emotikon to już powszechne zjawisko. Co do upadku wartości moralnych to wydaje mi się, że kiedyś nie było promowania patologicznych zachowań na różnych portalach internetowych, a tym bardziej zarabiania na tym pieniędzy. Nie było takiego konsumpcjonizmu i wyścigu szczurów. Trudno o jakieś prognozy co do dalszej kondycji społeczeństwa w przyszłości. Perspektywa 100 lat mnie średnio interesuje, ale zastanówmy się, co będzie za 20 lat. Jeżeli cofniemy się 20 lat do tyłu to jednak widać dużą różnicę jeżeli chodzi o nasz świat. Internet kiełkował, komputery, portale społecznościowe, więcej było kontaktu twarzą w twarz z drugim człowiekiem, a relacje były bliższe. Podejrzewam, że w roku 99 inaczej też wyglądały relacje damsko- męskie. Nie było też nadmiaru informacji i nie byliśmy tak przebodźcowani informacjami. W 2019 roku każdy ma smartfony z aparatami, internetem, jest masa informacji w internecie, ludzie się pogubili w tym wszystkim. Wiem, że 20 lat to nie jest aż tak długi okres, jednak jak rozwój techniczny będzie tak postępował jak dotychczas albo jeszcze szybciej, to może być ciekawie. Jest bardzo interesujące jak będzie wyglądało życie w roku 2039.
  14. Cześć Panowie, mam nadzieję, że dobry dział. Czy odczuwanie strachu przed zaangażowaniem się w relację z kobietą jest normalne? Załóżmy sytuację, że jest mężczyzna i kobieta, wpadli w sobie w oko, jest chemia, dobrze się rozmawia, mężczyzna jednak boi się zrobić jakiegoś kroku, który pchnie tę relację w dalszą stronę. Zakładam kilka źródeł tego strachu: 1. czy to jest strach przed tym, że nie ma się wielkich doświadczeń z kobietami i człowiek się boi, że sobie nie poradzi w związku? Chodzi o prowadzenie relacji, która jest raczej rolą faceta. 2. czy to jest strach przed tym, że człowiekowi nie wyjdzie, zostanie porzucony, ma czarne myśli i postanawia, że nie będzie robił następnego kroku? Tutaj bardziej strach przed bolesnym porzuceniem niż strach przed prowadzeniem relacji jak w pkt 1. 3. czy to jest strach przed tym, że dla człowieka, który długo nie był w związku albo wcale jest to nowa sytuacja związana z porzuceniem kawalerskiego stanu? 4. czy może to nie jest jednak tak, że jak jest ta popularna chemia między kobietą a mężczyzną to się nie powinno mieć takich wątpliwości, nawet jeżeli facet jest ogarnięty i w miarę trzeźwo myśli? 5. czy może w końcu jakaś siła wyższa/intuicja mówi, żeby nie robić następnego kroku? Temat może dziwny, ale nie wiem dlaczego jest tak, że mam obawy przed zaangażowaniem się w relacje i może ktoś tu ma podobny problem?
  15. Fajny wywiad. Moje wnioski z wywiadu: 1) Fascynujące jest to jak w życiu potrafi się wszystko zmienić w przeciągu 2 tygodni czy miesiąca. Starannie zaplanowany świat może lec w gruzach w sekundy, z drugiej strony jak w życiu nie idzie to wszystko się może zmienić na lepsze też w chwilę. Życie to taka sinusoida. Nie można ciągle utrzymywać dobrego nastroju, spadki są naturalne. 2) Świat nie jest taki jak nam się wydaje. 3) Bardzo cienka jest granica między sukcesem a porażką. Jedna decyzja, emocja, impuls pociąga za sobą gwałtowne zmianę. Rzadko kiedy upadek jest stopniowy. 4) W życiu bardzo wiele zależy od przypadku i nie da się wszystkiego zaplanować, ale wywiad doskonale pokazuje, że człowiek ma bardzo silną wolę i daje nadzieje, że człowiek jest bardzo silny, zawsze ma możliwość podjęcia decyzji, że wstaje i walczy dalej. 5) Taka przyziemna uwaga- bardzo łatwo się uzależnić i spaść na dno. Wszystko zaczyna się od jednego piwa, jednego papierosa i człowiek nie wie nawet, kiedy stał się więźniem nałogu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.