Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

ciekawyswiata

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    592
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

556 Świetna

About ciekawyswiata

  • Rank
    Plutonowy

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. To zależy. Jest taka opowiastka o ślepcach, którzy spotkali słonia. Jeden dotknął ucha słonia i powiedział, że słoń przypomina szorstką szeroką rzecz. Drugi dotknął trąby i powiedział, że słoń przypomina rurę. Trzeci dotknął nóg i powiedział, że słoń przypomina wielką kolumnę. Tak więc w tym temacie może się wypowiedzieć osoba, która jest w szczęśliwym związku małżeńskim (na ten moment, może się zepsuje w przyszłości, a może zawsze będą szczęśliwi). Może się wypowiedzieć też osoba zraniona po rozwodzie, która powie, że małżeństwo to błąd życia. Może się też wypowiedzieć osoba, która nigdy nie była w związku małżeńskim i wypowie się na podstawie obserwacji różnych par ( jeden zaobserwuje szczęśliwe pary, drugie powie, że zna pełno nieszczęśliwych). Z wiekiem człowiek robi się coraz bardziej samotny. Od przedszkola po szkołę aż do dorosłości człowiek ma rodziców, przyjaciół na podwórku, w szkole, w klubie sportowym. Później każdy zaczyna swoje życie. Rodzina odchodzi z tego świata, rówieśnicy zakładają rodziny, szukają możliwości w świecie, wyjeżdżają, więc małżeństwo wydaje się naturalnym rozwiązaniem, żeby człowiek stworzył swoją małą grupę społeczną i nie był sam. Sam wiele razy czytałem, że małżeństwo z dobrą kobietą zmienia perspektywę, a w szczególności urodzenie dziecka powoduje, że świat zmienia się na lepsze. Także trudno powiedzieć, pewnie jest różnie z tym małżeństwem.
  2. Według mnie można ,,wychodzić'' związek u kobiety. Nie miałem takich doświadczeń, ale znam kilka takich par. Dlaczego tak uważam? Po pierwsze kobieta widzi upór mężczyzny, który się nie poddaje. To bardzo męska cecha pożądana przez kobiety. Część kobiet uważa też, że mężczyzna powinien się bardziej starać i pokazywać, że mu faktycznie zależy, co nie oznacza, że kobieta ma być bierna. Po drugie dany mężczyzna pokaże w danej sytuacji życiowej męskie cechy- na przykład pozytywną agresję broniąc kogoś słabszego przed silniejszym, asertywność, zaradność, pewien autorytet, przewagę nad innymi mężczyznami w danej sytuacji( na przykład wygra jakieś zawody sportowe), a kobieta będzie świadkiem takiej sytuacji lub męskiego zachowania, a nigdy nie widziała u tego mężczyzny powyższych rzeczy. Po trzecie uważam, że mężczyzna po prostu zmieni swój wygląd o 180 stopni. Zmieni styl ubierania, sylwetkę. To tak z mojego męskiego punktu widzenia- myślę, że gdybym widział jakąś kobietę, która powiedzmy ma nadwagę i w moim mniemaniu ubiera się mało kobieco, a po pół roku ta kobieta by wyszczuplała na przykład 15 kg i zaczęła się ubierać kobieco według jakiejś mojej definicji to mógłbym się taką kobietą bardzo zainteresować. Więc możliwe, że facet w pół roku też może zrobić ogromną metamorfozę i kobieta też to dostrzeże.
  3. Jeden kończy studia i sam sobie płaci za nie, bo rodziców nie stać. Drugi kończy studia, ale ma spokojną głowę, bo rodzice zapłacą. Już mamy dwie inne sytuacje wyjściowe. Syn znanego sportowca już w momencie przyjścia na świat ma więcej niż bogaty człowiek, który pracuje przez całe życie w dobrej branży. Ktoś owiera restaurację, dostaje na starcie pieniądze od rodziców, resztę jakoś sobie dokłada. Drugi nie dostanie w ogóle pieniędzy. Dwie inne sytuacje. Według mnie jest możliwe dojście od zera do czegoś. Najlepszym przykładem, chociaż może nieco skrajnym są sportowcy w Polsce. Innym przykładem- ktoś chce zostać dobrym lekarzem, informatykiem, adwokatem, architektem, dobrym mechanikiem samochodowym, spawaczem, stolarzem, właściwie można sobie wpisać dowolny zawód, szczególnie gdzie nie jest to jakaś praca na etacie, w której jest górny pułap. Według mnie jest to kwestia dyscypliny i wytrwałości. A przede wszystkim uświadomienia sobie tego, że niektórzy dostają coś na starcie w wieku powiedzmy 25 lat i jeśli są w miarę ogarnięci, to tego nie zniszczą. Drudzy zaczynający od przysłowiowego zera mogą być sfrustrowani tym, że muszą długo czekać aż odbiorą edukację, wyrobią renomę na rynku, znajdą klientów, będą polecani. Zaczynanie od zera wiąże się z tym, że trwa to po prostu dłużej, patrzą na tych co dostali coś na starcie i mogą być sfrustrowani taką sytuacją, że może do tego dojdą w wieku koło 40 lat.
  4. Panowie, ja wtrącę swoje trzy grosze do dyskusji. Według mnie są fatalni pracownicy i fatalni pracodawcy. Są też fantastyczni pracownicy i fantastyczni pracodawcy. Nie chodzi tu według mnie o to czy mamy rynek pracownika, czy nie mamy- dobrze, według definicji załóżmy, że mamy. Generalnie z części postów tu wybrzmiewa ton, że trzeba było skończyć politechnikę, żeby mieć świetną pracę i być panem swojego losu, a reszta niech się nie żali. Ewentualnie należy zostać spawaczem. Więc co z ludźmi, którzy nie chcą być inżynierami lub spawaczami? Mają w takiej sytuacji dostawać 2000 zł netto i klepać biedę do końca życia? Wiem, może to brzmi jakbym był jakimś socjalistą, ale ja nie chcę, by przypinano mi jakieś dziwne łatki. Pan Mentzen też ma dużo racji, ale nie każdy chce życ tak jak on. Po prostu mnie boli takie założenie, że albo robisz to albo zapierniczaj za 2000 zł netto i się ciesz. Mnie boli to, że ogólnie zarobki w Polsce są niskie dla osób, które po prostu chcą uczciwie wykonywać pracę na przykład sprzątaczki. Nie możemy tutaj sprowadzać takich osób do leserów, bo po prostu oni na przykład nie mają aspiracji naukowych, ale chcą wieść proste i spokojne życie, uczciwie wykonując swoją pracę. Co do politechnik to znam sporo osób, które mają tytul inżyniera, a nie pracują w zawodzie. Są osoby, które naprawdę leserami nie były, skończyły politechnikę i owszem mają pracę, ale na pewno nie 10 k plus, nawet nie mają 5k. Więc też w pełni się zgadzam, że niekoniecznie kierunek decyduje, bo są też pewnie kierunki humanistyczne, po których można żyć. Bardziej to zależy od człowieka, chociaż raczej zgadzam się z tym, że po politechnice jest więcej pracy i lepiej płatnej.
  5. Chyba po prostu ograniczę spożywanie cukru i pozwolę sobie raz w tygodniu na coś słodkiego. Tak będzie łatwiej.
  6. Nie chcę zaśmiecać innym użytkownikom wątków, więc pozwoliłem sobie założyć nowy temat. Otóż nie ukrywam, że ostatnio się przyłapałem na tym, że praktycznie codziennie jem coś słodkiego od dłuższego czasu. W tym roku postanowiłem to rzucić. Po prostu od cukru się szybko tyje, brak energii, słaba cera, człowiek się robi miśkowaty. Czy to normalne, że odstawiając słodycze człowieka boli głowa, jest rozdrażniony, nie ma energii? Niektórzy nawet wspominają o stanach depresyjnych. Czy ktoś odstawił cukier nagle i miał takie objawy? I druga kwestia- słyszałem od ludzi, którzy odstawili słodycze, że po jakimś miesiącu zaczęli się wspaniale czuć- zrzucili kilogramy, mieli niesamowitą energię, lepszą regenerację organizmu? Czy rzeczywiście można liczyć na takie cudowne efekty czy to raczej przesada?
  7. Pod kątem sylwetki to rzeczywiście siłownia/kalistenika chyba ma pierwszeństwo z wszystkich aktywności fizycznych. Według mnie dla przeciętnego faceta najważniejsza jest odpowiednia dieta i jakikolwiek sport amatorski uprawiany regularnie. To powinno zapewnić po prostu niski poziom tkanki tłuszczowej i estetyczną sylwetkę+ plus dużo energii i dobre samopoczucie. Nie tylko kulturyści mają fajne sylwetki, bo sportowcy innych dyscyplin również- sporty walki, piłkarze, lekkoatleci, wioślarze, gimnastycy, pływacy. Tylko nie ukrywajmy, że uzupełnieniem ich treningu jest trening siłowy, co z dobrą dietą daje niski poziom tkanki tłuszczowej i doby wygląd.
  8. Dzięki Panowie za odpowiedzi. Akurat podawałem przykłady, z których jedyną moją jakąś słabością jest nieumiarkowanie w jedzeniu słodyczy. Nie jestem jakimś nałogowym pożeraczem słodyczy, ale czasami jest tego zbyt wiele :] Papierosy i alkohol mnie nie dotyczy, dałem tylko przykład, bo pewnie działa to podobnie i w tych przypadkach. Widzę jak znajomi chcą rzucać, tłumaczą sobie, że to złe, a i tak ich to tego ciągnie.
  9. Ostatnio ciągle chodzi za mną ten temat i nie daje mi spokoju. Będę dawał przykłady, bo nie jestem żadnym specjalistą, a może ktoś mądrzejszy ode mnie wytłumaczy. Powiedzmy, że mamy młodego faceta, który sobie postanawia, że będzie rozwijał się zawodowo i wypiera w sobie potrzebę spotykania się z kobietami. Czy da się zrobić w ten sposób, że "oszukamy" podświadomość i logicznie sobie wytłumaczymy, że tak naprawdę nie ma takiej potrzeby i że na ten moment jest to normalna sytuacja? Inny przykład- ktoś postanawia rzucić palenie/przestać jeść słodycze/rzuci alkohol. Czy znowu nie polega to na tym, że oszukujemy samych siebie, że nie chcemy zjeść ciastka/zapalić papierosa, podczas gdy tak naprawdę mamy na to ochotę. Na poziomie logicznym da się sobie wszystko wytłumaczyć racjonalnym argumentami, a jednak takie logiczne argumenty wcale nie powodują, że ochota na przykład na coś słodkiego minie. Im bardziej człowiek wypiera jakąś potrzebę, tym większa szansa, że poniesie klęskę. Skoro logika i argumenty nie działają na umysł, to w jaki sposób człowiek może sprawić, by odnieść na tym polu sukces? Można podejść do tego tematu w ten sposób, że jedynym sposobem pozbycia się mechanizmu wyparcia się jest właśnie zrobienie tego, czego człowiek się wypiera. Tylko czy to nie prowadzi do klęski i katastrofy? O ile na przykład rzeczywiście można się zacząc spotykać z kobietami o tyle pozbycie się mechanizmu wyparcia potrzeby spożywania słodyczy jedzeniem słodyczy właśnie nie prowadzi do niczego dobrego. Dziękuję za przeczytanie tematu, odpowiedzi i przepraszam, że zakładam temat nieco wydaje się oklepany i prosty, a jednak dla mnie nieco bardziej skomplikowany niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.
  10. Twoje uczucia podziela wielu ludzi. Tak wygląda przeciętne życie człowieka. Praca 8 godzin, zakupy, jedzenie, toaleta, spanie. Niektórzy mają jeszcze jakieś hobby, jeżeli znajdą chwilę czasu czy sił w ogóle. Możesz znaleźć sobie jakieś hobby (sporty walki, sporty drużynowe), gdzie będziesz przebywał w towarzystwie ludzi. Pomysł z tańcem też jest ok. Myślę, że musisz uwierzyć w siebie, nikt nie rodzi się mistrzem tańca, a szansa na przebywanie z kobietami tam jest. Myślę, że to jest największa bolączka dla mężczyzny- brak odwagi i brak działania. Wiesz, ja nie jestem odważny, ale dużo lepiej się czuję sam ze sobą, jeżeli podejmuje działania licząc się z możliwością odrzucenia i porażki. Najgorszy jest brak działania, bo wtedy facet traci szacunek do samego siebie. Lepiej spróbować i zostać odrzoconym niż prowadzić wewnętrzną walkę w głowie i się wycofać. Nie tyczy się to tylko relacji z kobietami, ale podejmowania wyzwań ogólnie w życiu na gruncie zawodowym, itd. Oczywiście należy rozważyć czy konsekwencje podjęcia określonego działania mogą być wysokie, ale przeważnie nic takiego się nie dzieje. Przeważnie paraliżuje nas zwykły strach i wymówki.
  11. Według mnie planowanie ma sens, ale niekoniecznie zaczynanie wszystkiego od 1 stycznia. To prawda, że nie mamy wpływu na wszystko, ale mamy duży wpływ na rzeczywistość. 1 stycznia to nie jest jakaś magiczna data, gdzie wstaniemy rano pełni energii, zmotywowani i chętni do pracy. Lepiej zacząć dzisiaj już działać albo jutro. Ja już przerabiałem realizowanie dziesięciu postanowień, gdzie każde postanowienie wymagało dużo dyscypliny, pracy, czasu i sił. To się nie sprawdza (przynajmniej u mnie). Lepiej mieć 3-5 postanowień, gdzie jedno jest priorytetem, a pozostałe dwa czy trzy dodatkiem. Moim zdaniem jeden rok to sporo, żeby coś zrobić, ale tak naprawdę nie jest to aż tak wiele. Za bardzo przeceniamy te możliwości, a w życiu zauważyłem zmiana odbywa się krok po kroku, raczej cierpliwością i konsekwencją niż gwałtownym skokiem. Lepiej zrobić jedną dużą rzecz i dwie małe niż zaplanować dziesięć rzeczy i niczego nie skończyć.
  12. @SławomirP Prawda jest taka, że jak jesteś na 3 roku studiów to już jesteś wysoko. Skup się na plusach Twojej sytuacji- dobre studia, dobre perspektywy, codziennie przy okazji ćwiczysz umysł. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach studia straciły na wartości, jednak są nadal kierunki, które są dobre i nie tyle gwarantują (bo nie ma gwarancji), ale dają duże szanse na dobrą i stabilną pracę, z czasem można zarabiać dużo więcej. Znam ludzi, którzy skońćzyli jakieś studia i tak naprawdę ta wiedza teoretycznie nie jest związana z ich zawodem, a mimo to w rozmowie podkreślają, że nie żałują, że studiowali. Zawsze to jakiś papier, który będziesz mógł pokazać, a Ty jesteś w lepszej sytuacji, bo jak piszesz studiujesz dobry kierunek. Mam znajomych, którzy nie studiowali, pochodzili z biednych rodzin i teraz pracują fizycznie po 10 godzin dziennie, zarabiają jakieś 3,5-4 tysiące miesięcznie. I to też nie taka typowo fizyczna praca, gdzie machasz łopatą, ale powiedziałbym, że musisz się natyrać i fizycznie, ale też znać się na fachu i główkować. Nikt z ulicy tego nie zrobi. Warunki pracy trudne, a myślisz, że mają jakieś perspektywy na lepsze zarobki i możliwość wyboru? Nie mają, mogą zmienić pracę na lżejszą i pracować tylko po 8 godzin to zarobią pewnie koło 2.5 tysiąca na miesiąc. Także często dobre studia są wielką szansą dla ludzi, którzy nie pochodzą z bogatych rodzin, dla ludzi, którzy nie przejmą po rodzicach biznesu. Mając pewnie te 27-30 lat już będziesz w stanie zarabiać jakieś przyzwoite pieniądze, a pewnie i perspektywy z czasem wzrosną. Przy czym nie utyrasz się jak wół i będziesz pracował w cywilizowanych warunkach.
  13. Na mój chłopski rozum to wygląda następująco. Nie ma czegoś takiego, że mamy skalę od 1-10 i jest ona stała. Jeżeli podejdę do dwóch dziewczyn to jedna da mi z początku 5, a druga 7. Teraz po otrzymaniu oceny za wygląd mogę tę ocenę podnieść lub obniżyć (sposób rozmowy, pewność siebie, zasoby, dowód społeczny). Czy tylko ja mam tak, że u mnie kobieta zyskuje lub traci z czasem? Często można usłyszeć, że "faceci lecą u kobiet tylko na wygląd". Według mnie facet musi zaakceptować wygląd kobiety, żeby był nią fizycznie zainteresowany, ale faceci też patrzą na charakter, sposób poruszania, rozmawiania, uśmiechania się i tak dalej. Przykład: idę ulicą, mijam jakąś kobietę i oceniam ją na 10. Po jakimś czasie zaczyna ona przeklinać, palić, jest niekulturalna. Ocena spada na 7. Magia mija. Drugiego dnia widzę gdzieś inną dziewczynę. Jest ładna, ale na pierwszy rzut oka daję jej 8. Założmy, że poznaję ją w różnych okolicznościach. Jest kobieca, kulturalna, ma coś w uśmiechu. Dla mnie z 8 robi się 10.
  14. Ja myślę, że to jest trochę tak, że prawda leży po środku. Podawanie skrajnych przykładów nigdy nie jest dobre. Dla faceta 25-28 lat powiedzmy realną konkurencją jest facet 34-37 lat, gdy po pierwsze nie zestarzał się za bardzo, po drugie te kilka lat więcej wykorzystał na zdobywanie zasobów i pozycji zawodowej. Teoretycznie czas leci na korzyść mężczyzny, jednak trzeba zachować dobrą formę fizyczną. Każdy facet w swoim życiu chyba osiąga coś w rodzaju "maksymalnej atrakcyjności".
  15. W życiu człowieka jest kilka sfer, które tworzą większą całość. Zdrowie, praca, życie towarzyskie. Czy jest możliwe, żeby poświęcić się jednej z tych sfer i żyć szczęśliwie? Przykładowo ktoś poświęca się karierze zawodowej na sto procent zaniedbując zdrowie i całkowicie eliminując życie towarzyskie. Jeżeli kariera jest najważniejsza to rozumiem, że to zajmuje najwięcej czasu, bo jest to priorytetem. Pytanie jest takie czy da się żyć praktycznie jak "robot" całkowicie zaniedbując inne sfery życiowe. Przecież można poświęcić godzinę w tygodniu na utrzymywanie kontaktów ze znajomymi czy choćby kilka skłonów czy 20 minut spaceru w ciągu dnia. Oczywiście jeżeli kariera jest priorytetem to jest zrozumiałe, że nie będzie się prowadziło bujnego życia towarzyskiego czy super zdrowego stylu życia, ale jest jednak możliwe, żeby te sfery przynajmniej utrzymywać na przyzwoitym poziomie. Tak samo jest, gdy ktoś chce poznawać kobiety, prowadzić bujne życie towarzyskie, a zaniedbuje pracę, ma to gdzieś co będzie za kilka lat, żyje chwilą. Według mnie postawienie na jedną sferę z całkowitym pominięciem innych jest bardzo trudne do zrealizowania. To życie wręcz jak "robot". Na papierze to wszystko ładnie wygląda, ale gorzej jest to wykonać. Możliwe jest pewnie skupienie się w 100 procentach na przykład na rozwoju zawodowym, ale w sytuacjach granicznych, a nie ukrywajmy jak człowiek ma co do garnka włożyć to nie jest w stanie utrzymać na dłuższą metę takiego rygoru w jednej sferze.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.