Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

ciekawyswiata

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    620
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

582 Świetna

About ciekawyswiata

  • Rank
    Sierżant

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Z góry przepraszam, jeżeli to nie jest odpowiedni dział. Temat jest dosyć ogólny, ale nie dotyczy nawet ściśle relacji damsko-męskich, ale trochę zahacza o psychologię, psychikę i tak dalej. Tak jak w temacie- czy jest możliwe, że są faceci, którzy obiektywnie są przystojnymi facetami (nie lubię tej skali, ale na potrzeby tematu przyjmijmy od 7/10 w górę) i mogą o tym nie wiedzieć? Z jednej strony wydaje się to niemożliwe, bo gdyby byli przystojni to od wczesnej młodości dostawaliby komplementy od kobiet, od rodziny, kobiety by na nich spoglądały, ale z drugiej strony istnieje możliwość, że facet ma w głowie jakieś dziwne przekonania na temat samego siebie, ma zaniżoną samoocenę i na przykład nie dostrzega sygnałów od kobiet, jego mowa ciała jest odpychająca, brak mu pewności siebie, więc z tego powodu nawet nie zauważa, że podoba się kobietom, nie zagaduje, bo ma w głowie przekonania, że to bez sensu, brak mu kompetencji społecznych (umiejętności rozmowy, zażartowania i tak dalej).
  2. Praktycznie wszystkiego się można nauczyć. Z tą szybkością nauki masz rację, ale w realnym życiu oprócz zdolności liczy się żelazna dyscyplina, konieczność zrobienia czegoś w określonym czasie pomimo braku chęci, dotrzymywanie terminów, umiejętne budowanie siatki znajomych, trafienie na odpowiednich ludzi i tak dalej. Często jest też tak, że ktoś jest w czymś całkiem dobry, a nie ma siły przebicia, nie potrafi się mówiąc kolokwialnie sprzedać, nie jest przebojowy, a ten słabszy nie ma skrupułów, poznaje ludzi, jest odważny. To tak nie do końca działa. Masz rację- są pewne predyspozycje i najlepiej to widać po lekcjach WF w szkole. Jeden biega szybko, drugi wolno. Zawsze trenując możesz być jednak lepszy niż byłeś. W kontekście pracy- jak masz robotę do zrobienia i masz jej dużo to żadne predyspozycje Ci nie pomogą, bo po prostu masz tak zapchany kalendarz. Tu też oprócz zdolności do szybkiej pracy liczy się na przykład umiejętne planowanie pracy, zatrudnianie odpowiednich ludzi, podzlecanie innym różnych zadań. Ten z większym talentem moze być gorszy w tego typu rzeczach. Poza tym uważam, że zawsze jest szansa na to, że niekoniecznie musisz być najlepszy na świecie w czymkolwiek, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Wystarczy przecież, że na czymś godnie zarobisz.
  3. 20 latek wchodzi w związek z rówieśnicą i obaj nie mają doświadczenia- to prawda. Prawda jest też taka, że taka relacja to relacja dwóch bardzo młodych osób, które nie posiadają doświadczenia i wzajemnie mogą sobie zrobić krzywdę- facet mówiąc kolokwialnie może zaliczyć wpadkę w tak młodym wieku. Już nie mówię o tym, że jest kolosalna różnica w mentalności między 20 latkiem a 32-35 latkiem (w obyciu z ludźmi, w pozycji społecznej, jakby nie spojrzeć to też w jakimś sensie na poziomie hormonów, które już nie zalewają aż tak bardzo głowy faceta po 30). Szczerze mówiąc znam. Wystarczy być ogarniętym, kulturalnym, dobrze zarabiającym gościem (żadnym chadem uprzedzam). Ale jeden przykład o niczym nie świadczy- pewnie jest tak, że jest więcej takich przykładów na świecie, o których nie wiem. Oczywiście pewnie też są tacy, którzy zostali, jak to określiłeś poturbowani. Znam też takich, co mieli dwadzieścia lat z małym hakiem i też zostali poturbowani, rzekłbym że znacznie mocniej to odczuli niż poturbowani faceci po trzydziestce.
  4. @NiesamowitySzymi Udzielając odpowiedzi na pytanie autora tematu- według mnie nie ma przeszkód, żeby trzydziestolatek, który nie był nigdy w związku wszedł w związek po trzydziestce. Tak samo jak nie ma przeszkód, żeby ktoś, kto nigdy nie pływał czy nie jeździł na rowerze nie zaczął tego robić po 50. Czym się niby różni trzydziestolatek bez doświadczenia i z jakąś tam wiedzą teoretyczną na temat relacji damsko-męskich oraz swoimi obserwacjami takich związków swoich kolegów od dwudziestolatka naładowanego testosteronem, który wchodzi w związek bez żadnego doświadczenia, bez wiedzy teoretycznej? Za bardzo przypisujemy znaczenie wiekowi w naszym życiu w takim sensie, że ktoś nam narzucił, że musisz zrobić to i to w określonym czasie (założyć rodzinę do 30, skończyć studia w wieku 25, mieć dziecko do 30, zbudować dom do 40, posiadać samochód w wieku 25 i tak dalej). Wiem, że to banał, ale wiek tak naprawdę nie jest żadną przeszkodą dla faceta (no może poza skrajnymi przypadki 60+). Jak mężczyzna 50 letni zacznie regularnie uprawiać sport i zadba o dietę, to będzie sprawniejszy niż był 20 lat temu albo sprawniejszy od przeciętnego 20 latka. Wiadomo, że już forma nie będzie taka jakby zaczął wcześniej, ale i tak lepsza od przeciętnego 20 latka ( niech się zmierzą na siłce po roku ćwiczeń ćwiczący 50 latek z 20 latkiem, który nie ćwiczy czy w biegu na 3 km). Jak taki facet chce skońćzyć studia to też je skończy i w wieku 60 lat.
  5. @NiesamowitySzymi Odpowiem Ci na pytanie cytatem z książki "Nowy wspaniały świat" autorstwa Aldousa Huxleya ,,szczęśliwi ludzie to tacy, którzy nie są świadomi lepszych i większych możliwości, żyją we własnych światach odpowiednio skrojonych do ich predyspozycji". Weź pod uwagę to, że do niczego ta wiedza Ci się nie przyda. Jeżeli nie lubisz czegoś, co uchodzi za opłacalne, to po co miałbyś to robić? Po drugie czy miałbyś do tego predyspozycje? Po trzecie czy byłbyś szczęśliwy będąc w tym słabym i nie lubiąc tego? Po czwarte nie jest powiedziane, że będąc słabym w czymś teoretycznie opłacalnym miałbyś z tego dobre pieniądze (konkurencja jest praktycznie w każdej branży). To są takie teoretyczne rozważania- na przykład niektórych rzeczy człowiek nie jest w stanie zrobić. Przykładowo nie zostaniesz zawodowym siatkarzem, jeżeli nie masz odpowiedniego wzrostu. Czy będziesz z tego powodu płakał czy robił coś innego? Dlatego według mnie trzeba robić coś, co lubisz, da Ci to jakieś pieniądze i satysfakcję. @dobryziomek Tak samo jak wyżej- to nie jest łatwa droga. Jak w każdym zawodowym sporcie- potrzebna ciężka praca i koniecznie predyspozycje. Pytanie czy masz takie predyspozycje? Bez urazy, ale wątpię (możesz być ogólnie sprawny i pracowity, sumienny, ale to za mało, żeby być znanym piłkarzem). Tak samo jedna kontuzja czy brak predyspozycji i lądujesz poza grą lub w III lidze. Wszystko wygląda fajnie w telewizji, ale droga to zostania zawodowcem też nie jest usłana różami, są momenty zwątpienia, do tego dodaj olbrzymie kłopoty w postaci braku zawodu/wykształcenia, gdy coś nie wyjdzie. Już pomijając kwestię związaną z szerszą perspektywą- czy życie takiego piłkarza jest tak bardzo szczęśliwe? Ogólnie piszę o piłkarzu, bo dałeś przykład piłkarza, ale to co napisałem dotyczy każdego sportu. Chodzi mi o to, że w tym temacie każdy mógłby napisać, że patrząc wstecz to zostałby piłkarzem, gwiazdą rocka, prezydentem albo znanym aktorem, tylko czy predyspozycje na to pozwalają, charakter, siła przebicia, cechy osobowości?
  6. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to trudno dyskutować z faktami. Szczerze nie wiedziałem o tym. Można w takim razie jeszcze być wysoko w hierarchi społecznej, jeżeli Twój styl życia, nawet niepopularny w przekroju społecznym, znajduje akceptację w Twojej wąskiej grupie docelowej i jesteś naczelnikiem tej grupy. Tak jak napisałeś- jeżeli to zachodzi na poziomie neurochemicznym to wydaje mi się, że niemożliwe jest wyparcie się tego. Tak, na przykładzie poglądów politycznych- co kieruje ludźmi, którzy wyznają niepopularne poglądy polityczne? Przecież jako ludzie kierujący się logiką znają fakty, mają świadomość, że te poglądy wyznaje mała grupka społeczeństwa i niemożliwe jest, żeby nagle całe społeczeństwo przemeblowało swój sposób myślenia o 180 stopni. Więc tworzą swoją grupę, żeby w jakiś sposób odczuwać przynależność, nie być osamotnionym w tym, co robią. Tak mi się wydaje, że w takim wypadku nawet nie chodzi o władzę, o rację, o wcielenie w życie tych poglądów, ale o poczucie przynależności właśnie.
  7. Patrząc w ten sposób to się zgadzam. Jednym słowem- gdy uznamy ten koncept za wciąż aktualny, to dzisiejszy świat otwiera możliwości zaspokojenia tych potrzeb poprzez szukanie podobnie myślących ludzi. Wtedy nie odczuwamy pewnego rodzaju wyalienowania społecznego, braku przynależności do społeczeństwa. Z drugiej strony jednak trudno mi sobie wyobrazić, że takiej potrzeby nie ma- wiadomo, że są osoby bardziej i mniej potrzebujące akceptacji społecznej, ale na głupim przykładzie dziecka w klasie, które jest nieakceptowane przez grupę- raczej trudno powiedzieć, że taka osoba dobrze się czuje. Wydaje mi się, że najłatwiej jest właśnie znaleźć grupę osób o podobnych wartościach (to też nie jest takie łatwe, bo jednak żyjemy w danym miejscu obracając się w ograniczonej grupie ludzi w codziennym życiu, a więc co z tego, że znajdzie się osobę podobnie myślącą, skoro ona jest z drugiego końća świata czy nawet Polski).
  8. Jak wiemy wiele rzeczy jest nam narzuconych z zewnątrz (reklama, telewizja) i wmówione, że bez tego nie możemy być szczęśliwi. Sukces w życiu jest często definiowany w bardzo prosty sposób (kariera, samochód, żona, dwójka dzieci, luksusowe wakacje) i zamyka się w materialnym świecie. Zdecydowana mniejszość analizuje to czy tak rozumiane życie daje szczęście. Można przecież wybrać inne życie i być szczęśliwym- więcej czasu na hobby niż tylko praca, więcej spacerów, słuchania muzyki i tak dalej. Nie oznacza to wcale, że trzeba od razu medytować i porzucać materialną część rzeczywistości, ale można odnaleźć szczęście w czymś innym niż to, co nam się wciska przez reklamy. Moje pytanie- piramida potrzeb Maslowa wspomina o tym, że dość wysoko w hierarchii stoi potrzeba przynależności i uznania. Czy żyjąc ,,po swojemu" nie narażamy się na pewnego rodzaju brak tego uznania i brak poczucia przynależności? Jasne, można powiedzieć, że mamy to gdzieś, ale czy te potrzeby nie są tak samo ważne jak będące na samym dole potrzeby fizjologiczne czy potrzeby bezpieczeństwa? Nie da się chyba ot tak po prostu zaprzeczyć, że czegoś nie potrzebujemy? Czy odrzucając ten materialny sukces nie skazujemy się na odstawienie na boczny tor i w konsekwencji na niezaspokojenie tej potrzeby przynależności i uznania?
  9. Takie przyziemne przeciętne życie do 70 wygląda tak- jedzenie, praca, spanie, czasem ktoś nas wkurzy, czasami coś się nam uda osiągnąć i jesteśmy zadowoleni, czasami się nudzimy i tak dalej. Być może w takim idealnym życiu przez rok chodzi o to, żeby osiągnąć szczęście, które będzie ciągle? Mam na myśli takie permamentne uczucie szczęścia (tak jak się czuje sportowiec wygrywający Igrzyska Olimpijskie) albo w mniejszej skali tak jak my się czujemy w "zwykłym" życiu przez krótkie chwile, gdy osiągamy coś ważnego. Tylko czy w ogóle da się osiągnąć taki stan ciągłego euforycznego szczęścia, które nie trwa chwilę, ale cały czas? Czy da się być ciągle na takiej euforii czy może właśnie szczęście polega na tym, żeby nie było skoków energetycznych, tylko cisza, spokój?
  10. Ciężko odpowiedzieć na takie pytanie. Gdzieś kiedyś przeczytałem zdanie, że nie zawsze to czego pragniesz, jest tym, czego potrzebujesz. Tak więc po pierwsze może nie tylko ja się zastanawiam w tym momencie jak taki idealny rok by u mnie wyglądał? Zastanawiam się teraz czy w tym idealnym roku jadę super bryką z piękną modelką, a więc realizuję coś mocno niedostępnego dla przeciętnego faceta czy może w ciągu tego idealnego roku odnajduję czysty spokój w postaci spokojnego umysłu, umiejętności cieszenia się życiem, osiągnięciu takiej wewnętrznej harmonii duchowej. Wbrew pozorom nie jest łatwo odpowiedzieć samemu sobie na pytanie, jak by wyglądało to idealne życie. Nam się często wydaje, że wiemy, że idealne życie wygląda w taki i taki sposób, a dopiero w praktyce okazuje się, czy rzeczywiście tak jest czy tak nam się tylko wydawało:)
  11. Ok, ale nie dla każdego celem samym w sobie jest posiadanie fachu w ręku w wieku 19 lat. Niektórzy chcą zdobyć konkretny zawód po studiach, więc kończą raczej liceum. Owszem, mogliby iśc do technikum, ale po pierwsze to trwa rok dłużej, po drugie ich celem nie jest posiadanie konkretnego fachu w rękach w przedziale 19-25 lat, bo dajmy na to chcą być lekarzami w przyszłości. Ok, jeżeli patrzymy na życie, że kończy się w wieku 19 lat, to jest to prawdą- kończysz technikum, masz fach w ręku, więc w jakimś sensie masz przewagę nad absolwentem liceum. Jeżeli spojrzymy dalej, chcesz iść na studia, to już nie ma aż takiego znaczenia, bo gdy ktoś chce zostać lekarzem, adwokatem czy mieć jakiś zawód, gdzie jest potrzeba specyficzna ścieżka to raczej patrzy na swoje wybory bardziej długoterminowo niż tylko posiadanie fachu w ręku po technikum. To prawda, ale bardziej mi chodziło o specyficzną sytuację, gdzie ktoś chce być nauczycielem/wykładowcą języka to właśnie papier jest wymagany i to głównie ta umiejętność w takim wypadku jest podstawowa (poza jakimiś może miękkimi umiejętnościam jak przekazywanie wiedzy). Masz rację. Generalnie po technicznych studiach sytuacja jest lepsza. Słaby/dobry/przeciętny student politechniki ma lepsze perspektywy niż słaby/dobry/przeciętny student kierunku humanistycznego (odpowiednio). Sytuacja już jest inna jak porównasz dobrego studenta kierunku humanistycznego ze słabym studentem politechniki. Ogólnie się z Tobą tutaj zgadzam, ale tak jak już wspominałem w poście wyżej- ogólny sukces człowieka nie do końca zależy od kierunku studiów, ale od determinacji, chęci, szczęścia, trafienia w odpowiednim czasie na odpowiednie miejsce. Jasne, są też czynniki obiektywne- miejsc pracy za mało, absolwentów za dużo i taki filolog może w ogóle nie mieć szans na pracę w zawodzie, jednak zawsze może się przebranżowić, a znajomość języka jest dużym atutem. Niektórzy podejmują jednak świadomie wybór takich studiów, bo to jest ich pasja. Wiadomo, że jest ryzyko niepowodzenia później na rynku pracy, ale przecież każdy ma prawo wyboru. Według mnie nie można krytykować takiej osoby, że idzie w jakimś sensie za głosem serca. Nie każdy jest stworzony do "zmuszania" się do czegoś, do czego nie ma predyspozycji ani ochoty w zamian za zarobki. Generalnie rozumiem Twoje zdanie. Wydaje mi się (może się mylę), że patrzysz na życie bardzo z praktycznego punktu widzenia (fach w ręku). Tak, fach jest ok, ale nie jest końcem świata, że w kończąc liceum nie masz fachu w ręku w wieku 19 lat, jeżeli chcesz iść na studia i robić coś innego. Też jest to kwestia podejścia do życia- wybierać technikum i mieć fach w ręku mimo, że tego się nie cierpi czy bardziej skończyć liceum, iść na studia, założyć niepowodzenie po studiach i zaakceptować pracę gdziekolwiek"bez fachu" ( tutaj też trzeba zauważyć, że nigdy nie jest za późno, żeby ten fach zdobyć).
  12. Nie do końca się z Tobą zgodzę. Przede wszystkim to zależy jakie technikum i jakie liceum. Może być łatwe technikum i trudne liceum. Oczywiście może być również odwrotnie- byle jakie liceum i wymagające technikum. Jeszcze inna rzecz przemawiająca za liceum- nie wiem jak jest teraz po reformie, ale wcześniej było tak, że liceum trwało 3 lata, technikum 4 lata, więc studia po technikum zaczynało się rok później, a w konsekwencji tego rok później kończyło. Kolejna rzecz- decyzja o wyborze liceum czy technikum zapada w wieku około 15 lat, więc czasami trudno tu mówić o jakimś świadomym wyborze i zdziwieniu. Ludzie czasami zmieniają branżę dobrze po 30, bo ciągle czegoś poszukują, więc co się dziwić 15 latkowi. To prawda. Fach w ręku jest zawsze miło widziany, natomiast jak ktoś kończy powiedzmy liceum językowe, pasjonuje się językami obcymi od dziecka, to nie wybierze technikum, a równie dobrze na studiach językowych może sobie poradzić udzielając korepetycji. To tylko przykład. Rozumiem Twój tok rozumowania, bo Twoja decyzja w jakimś sensie była przemyślana i świadoma. Tylko zauważ, że tak samo można zasuwać w trudnym liceum. Co do drugiego punktu- niekoniecznie jest tak, że studia humanistyczne są słabe, a techniczne świetne. Co do zasady tak jest, bo raczej większe szansę na lepszą pracę ma inżynier budownictwa niż na przykład historyk czy politolog, aczkolwiek to też zależy od ogarnięcia człowieka- słaby inżynier, świetny politolog- zależy też od pewnych przekonań i sposobu życia- iść na coś, czego się nie lubi, umęczyć się, czy jednak iść w coś, co się lubi świadomie. Też nie jest tak, że po technicznych studiach to jest kraina miodem i mlekiem płynąca- widzę po znajomych, że skończyli dobre techniczne studia z wysokimi ocenami, mając doświadczenie i nie jest to tak, że 10 k na miesiąc, a pracodawcy się o nich zabijają. Żebyś mnie nie zrozumiał- co do zasady tak jest, że po technicznych studiach jest lepiej niż po humanistycznych, ale to też zależy od tego jak kto się przykłada, czy się tym interesuje, czy jest leniwy czy pracowity. To trochę tak jak w sporcie, żeby lepiej pokazać, co mam na myśli- mówią, że tenis jest świetnie opłacanym sportem, a na przykład skoki narciarskie słabo. Tylko grając w tego tenisa słabo jest szansa, że nie zarobisz w ogóle, skacząc świetnie możesz zarobić dobrze.
  13. Tak, brakuje takich bezinteresownych relacji, na zasadzie "chodźmy na piwo i pogadajmy tak po prostu". To poniekąd też kwestia rozwijającej się technologii, gdzie relacje twarzą w twarz są zastąpione technologią. Wydaje mi się, że w Polsce jest ten kult zapierniczania, bo jesteśmy jednak stosunkowo biednym społeczeństwem. Nie chciałbym tutaj generalizować i wygadywać bzdur, ale wydaje mi się, że w Niemczech, Austrii czy Francji, gdzie te społeczeństwa są bardziej zamożne od Polski, nie ma takiego przywiązania do ciężkiej pracy, przywiązania do rzeczy materialnych typu nowy samochód lepszy od sąsiada, ogrodzenie lepsze od sąsiada, koniecznie wielki dom i tak dalej. Po prostu im bardziej zamożne społeczeństwa, gdzie relatywnie ludzie zarabiają dobrze tym mniejsze parcie na pokazywanie się i porównywanie się.
  14. Mogę równie dobrze założyć, że facet stawia na piedestale relacje damsko-męskie i jego priorytetem jest znalezienie sobie żony i poświęcenie się rodzinie na maksa. Czyli stawia to jako priorytet w życiu, więc jeżeli nie wyjdzie w małżeństwie to zostanie i bez rodziny i bez wartościowej pracy prawdopodobnie, bo pracował mniej, żeby poświęcić czas rodzinie i jest w tyle za kumplem, który harował więcej. Odpowiadając na Twoje pytanie już całkiem dosłownie- raczej trudno się skupić na budowaniu rodziny i poświęcaniu czasu znajomym czy rozwijaniu pasji po pracy, jeżeli spędzasz 12 godzin w pracy. W jaki sposób wtedy budować wartościową relację z żoną czy poświęcić czas pasji? Jasne, jeżeli w końcu zbudujesz wartościową karierę koło 40 nawet i nie zwariujesz przy tym, to jest szansa na poznanie jakiejś fajnej dziewczyny i zbudowanie z nią relacji, ale to nie jest tak, że dzięki temu mężczyzna wie jak taką relację prowadzić, jeżeli nie ma doświadczeń z kobietami, bo zajmował się pracą. Tak samo zaniedbania zdrowotne przez brak ruchu czy niewartościowe jedzenie i stres też mogą być nie do odwrócenia (trudno sobie powiedzieć, że będę harował x lat, a później zadbam o zdrowie, bo to jest proces) Dlatego uważam właśnie, że budowanie kariery nie powinno być w opozycji do całego życia. Tak samo jak budowanie relacji z kobietą też nie powinno być w opozycji do zajmowania się pracą. To jest tylko moja perspektywa- ja biorę życie jako kilka elementów i jeżeli nie ma w nim równowagi to trudno mieć satysfakcjonujące życie. To akurat prawda. Wiele rzeczy mamy wmówione, zainstalowane, a nie są nasze. Wiadomo, że większość rzeczy nam wmówiono- przykładem może być to, że kiedyś nie było nowego modelu samochodu, a ludzie jakoś byli szczęśliwi. Ci co mają nowy model też mogą być szczęśliwi, ale też nie jest to warunek konieczny. Wspomninałeś też, że być może pewne rzeczy nam wmówiono- zacząłem się nad tym zastanawiać, bo to bardzo ciekawe. A może w ogóle wszystko nam wmówiono? Samochody, rodzina, domy, kredyty, reklamy- przecież kiedyś tego nie było, a czy ludzie byli mniej szczęśliwi? Nawet klasyczne definicje sukcesu są narzucone w jakiś sposób. Ktoś wmówił, że to i to jest sukcesem, a my to łykamy.
  15. Tak, to prawda. Generalnie poruszam tu bardziej temat równowagi życiowej i jeżeli "idziemy na całość" w kwestii kariery to jest to obarczone ogromnym ryzykiem, że w razie niepowodzenia nie mamy zbudowanego świata wokół (znajomych, rodziny, nawet sposobu spędzania czasu poza pracą, bo niby kiedy to było zrobić).
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.