Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

self-aware

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    1783
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by self-aware

  1. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Ja nie mam fobii. Ja nie potrzebuję psychiatry. Ja doskonale wiem co jest nie tak w moim życiu, tyle tylko, że nie umiem sobie z tym radzić a ten stres w żołądku mnie cholernie męczy bo jest niemalże 24h, stąd chęć wzięcia jakichś tabsów bo techniki relaksacyjne, sport i takie tam po prostu nie pomagają. Oczywiście najlepiej jest rozwiązać problem, ale to jest sprawa pewnie znowu na lata, wszak dotyczy mojej sytuacji zawodowej, finansów. Masz 30 lat i masz gówno chociaż tyrałeś jak beduin. Czyli to samo mam co 10 lat temu z tą różnica, że wtedy miałem ogromny zapał, naprawdę uwierzyłem, że zmienię coś i będę żył godnie. Znajomi nie mogli mnie poznać bo wcześniej miałem na wszystko wyjebane (jak to w młodym wieku). Teraz jestem całkowicie wypalony, nie mam ochoty bo skoro przez tyle lat gówno dało to teraz nie musi być inaczej, zresztą nie mam siły. Gdy coś udało się ogarnąć to po czasie zmieniałem aby iść do przodu, mieć lepiej. No i się w końcu przeliczyłem. Żadnych szczegółów napisać nie mogę bo nie chcę aby mnie ktoś rozpoznał, zresztą już nie raz tworzyłem jakieś tematy o kwestiach zawodowych, więc po co smęcić znowu to samo. Swoją drogą jestem tu 2 i pół roku i to mnie tylko dobija bo to oznacza zwyczajnie, że gówno poszedłem do przodu. Nawet nie chcę wchodzić w tematy gdzie składałem przysięgi bo pewnie okazałoby się, że 100% fail, nie chcę tego czytać. Odnośnie tabsów, za niedługo lecę do apteki to zobaczę co tam mają.
  2. Dzięki za odpowiedź. Ta komora odpada, nie stać mnie. Dolega mi to, że nie radzę sobie po prostu z życiem. Z perspektywy czasu praktycznie każda podjęta decyzja w życiu była po chuju. Jestem zmęczony, wypalony, nie mam pieniędzy itd. Mam dość krótko mówiąc i szukam sposobu uśmierzenia tych emocji. Wiem, że te leki uzależniają no ale nie chce ich brać przecież całe życie. Wyskoczyło mi parę pod tym hasłem co podałeś, wybiorę coś i przejdę się jutro do apteki. @mac - Dzięki! Sprawdzę jutro czy jest w aptece ta Kodeina. Ashwaganda to długoterminowe a ja już cierpliwość straciłem.
  3. Cześć. Czy macie jakieś swoje sposoby na radzenie sobie z długotrwałym stresem, który to zamienia się w zniechęcenie, przygnębienie itd? Czy są jakieś tabletki uspokajające bez recepty? To już kolejna i kolejna noc, gdy jestem zmęczony ale mam problem ze snem, łapy się trzęsą, żołądek gniecie od stresu. Melisa nie pomaga. Sport też nie. Spacery również. Mówienie sobie kołczingowych "dam radę" też już efektu nie robi. Czas na leki? Myśl, że mam się czymś faszerować mnie nie zadowala, ale chyba czas sobie pomóc... Kojarzycie zatem jakieś? Tyle tylko żeby za drogie nie były, jestem pewien że coś jest bo przecież masa ludzi choruje na jakieś zapalenia przewlekłe żołądka itd, najlepiej coś do 20zł. Pozdro.
  4. Wsiadamy do auta: - Self-aware weź mi powiedz, ile to będzie za paliwo? - Około 30zł. - Oki. Jedziemy... Dojechaliśmy. - Ej... Nie muszę Ci płacić co nie? ( Tutaj uśmieszek i języczek sugerujący, że to żarcik ). - No jak to nie musisz? Oczywiście, że musisz, nie ma lekko. ( Tutaj też uśmieszek z mojej strony, że wiem, że to żarcik i w ogóle heheszki ). - Oj nie muszę... ( tutaj zrobiła takie małe hihihi, otworzyła drzwi i poszła wpizdu ) xD I chuj...
  5. Cóż, każdy ma swoje zdanie. Ja uważam, że ten czynnik jest bardzo istotny. Oczywiście są sytuacje, gdzie w teorii nie jest, np. budowanie sylwetki. Tutaj wszystko zależy niby od Ciebie, szczęściem tutaj można byłoby np. nazwać genetykę, jeden ma grube łydki naturalnie a drugi po 10 latach na siłowni nie będzie takich miał, ale to oczywiście inne "szczęście" niż mamy teraz na myśli bo chodzi Ci pewnie głównie o robienie kasy i tutaj ja niestety jestem zdania, że ma duże znaczenie, ale życzę Ci aby w Twoim życiu miało marginalne. Czasami znajdziesz się w odpowiednim miejscu i czasie i spotkasz kogoś lub coś i to może zmienić bardzo dużo. Sam zresztą miałem już taką sytuację, niestety z perspektywy czasu chyba nie wykorzystałem jej odpowiednio i dupa, czas pokaże.
  6. Nie zauważyłem zbyt dużej korelacji w prawdziwym życiu. Ba, często ci, którzy po prostu idą na żywioł i działają nie mogą narzekać. Ja też zapierdalam i dzisiaj ze mnie się śmieją bo chuja z tego mam. Oczywiście może się to jeszcze zmienić i będzie spoko, ale tak jak pisałem, w życiu potrzebne są również rzeczy, których nie da się zaplanować, szczęście, zbiegi okoliczności itd. Trzeba przede wszystkim działać, planowanie długoterminowe to bujanie w obłokach. Może to dobra metoda na zasadzie, że raz na miesiąc sobie 5 minut pomarzę o swoim życiu za 5-10 lat tak dla motywacji, i tyle. Wśród swoich znajomych dostrzegłem korelację, im ktoś jest z bogatszej rodziny tym planowanie bardziej długoterminowe i oderwane od rzeczywistości, taka osoba po prostu wierzy bezgranicznie (być może słusznie), że czeka ją przyjemne życie. Słyszę wtedy od nich, że za 15 lat planuje emeryturę (gość ma 20). To jak z piękną sylwetką. Za 5 lat będę miał fajne ciało! Bez sensu. Jeśli nie mam ochoty trenować regularnie od dzisiaj/jutra to chuja będę miał.
  7. @ciekawyswiata - Planowanie na kilka lat do przodu nie ma najmniejszego sensu. Życie zbyt mocno się zmienia. Zmienia się również to czego chcemy. Ja zaplanowałem sobie w wieku lat 20, że do 30 będzie fajnie z kasą i wtedy zacznę korzystać z życia. Okazuje się, że te 30 jest bardzo blisko i mogę się bardzo rozczarować a poświęciłem praktycznie cały czas ( zero przyjemności itd. ) a ja nie mam nic a do tego gówno przeżyłem, chociaż jeszcze może się pofarci. Planowanie do przodu w takim rozmiarze chuja mi dało. Zresztą kilka razy zmieniałem drogę, którą podążałem. W zasadzie tu gdzie teraz jestem nie ma żadnego związku z tym co planowałem na początku, jak miałem te 20 lat. Planować to można na kilka miesięcy, wtedy jesteś w stanie przeanalizować co konkretnie robisz przez ten czas. Obecnie planuję z wyprzedzeniem mniej więcej kilkudniowym. Najdalsze pomysły sięgają 3-4 tygodni. W życiu, bez względu na to co robisz potrzebny Ci jeden zajebiście ważny składnik -> szczęście, a tego nie zaplanujesz.
  8. @Słowianin - Niestety. Czasami się to udaje, ale w większości przypadków tak niestety nie jest.
  9. Zawody fizyczne mogą dać dużo forsy, w sensie usługi, jakiś kładzenie płytek i takie tam. Zazdroszczę ludziom, którzy mają do tego dryg, ja od zawsze do takich prac dwie lewe łapy Także jakie zawody wybierać? Takie, do których mamy jakieś predyspozycje, inaczej nie ma znaczenia co tam wybierzesz.
  10. @Turop - On pewnie w swoim życiu nie bił się nawet raz i jedyne co zna to statystyki... I dlatego ta dyskusja nie ma sensu. No i koleś cały czas trzyma się boksu zawodowego i walki w ringu z sędzią a to nie do końca o to chodzi.
  11. Spoko, nie życzę Ci źle aczkolwiek jeśli przyjdzie dzień, że zaatakuje Cię ktoś kto przewyższa Cię fizycznie pod każdym względem to będziesz mógł sobie te fakty niestety prawdopodobnie wsadzić w dupę.
  12. @radler - Jak tam uważasz, ja się z Tobą nie zgadzam. Weź się zmierz z kimś kto Cię mocno przewyższa fizycznie to zrozumiesz (oczywiście nie na ringu tylko w walce bez zasad). Dalej się nie rozwijam bo już widzę po stylu pisania, że to multikonto Archa, więc zaraz i tak wszystko skasują. W każdym bądź razie zostaję przy swoim, jeżeli przeciwnik jest zarówno wyższy, cięższy i ma większy zasięg rąk to sprawa jest bardzo trudna (zdarzyło mi się być też raz po tej wyższej stronie bo kolega miał 161cm i krótkie łapy i taki sparing to bułka z masłem przy kolegach 190).
  13. @Turop - Siostra zawsze przychodziła z wielkoludami. Mógł mieć mordę jak szczur, ale wysoki być musiał Co do tego konfliktu z prawem no to wiadoma sprawa, że bicie się z innymi może przynieść takie konsekwencje. Natomiast wolałbym mieć konflikt z prawem niż zniszczone dożywotnio zdrowie. @radler - Mówiąc wzrost miałem na myśli ogólnie genetykę, czyli też budowę ciała, kowadło w dłoni itd. Generalnie w takich rozmowach zawsze każdy wspomina o Tysonie itd. i dlatego właśnie jest to dla mnie pierdolenie bo to są mistrzowie świata Ja mówię o zwykłym, przeciętnym człowieku. Na 100 takich gości jak ja, gdyby każdy był kurewsko zmotywowany to i tak prawdopodobnie żaden nie zostałby Tysonem bo tacy goście to wyjątki i uznawanie ich jako jakichś argumentów jest dla mnie bez sensu. Zgadzam się natomiast z dalszą częścią wypowiedzi, Sebixy są pojebane i najlepsza walka to ucieczka. Zgrywanie kozaka = Bardzo niskie korzyści w stosunku do ryzyka.
  14. @Turop - Skoro twierdzisz, że się biłeś parę razy to kto wie czy dalej miałbyś zdrowe ciało gdybyś był niższy Wszystko zależy od tego co lubisz robić w życiu, w kontekście moich zainteresowań to niestety ale fajnie byłoby być większym, natomiast na pewno są tacy co doceniliby bycie małym. No i odchodząc od kwestii sportowych to bycie małym to dodatkowo brak respektu od niektórych ludzi i pociski od wspaniałej płci pięknej, ale to już inny temat
  15. @Turop - zazdroszczę, nie ukrywam Zawsze wkurwiał mnie mój wygląd, to że przez genetykę wielu rzeczy nie przeskoczę. Moja determinacja w sportach jest często inspiracją dla kolegów, ale co z tego skoro ja mógłbym trenować np. łydki na siłowni 10 lat a kolega nawet nie jeden dzień a i tak będzie miał większe. Całe szczęście są dziedziny sportu, w których bycie małym jest przydatne, więc można się jakoś tam realizować, ale to jednak nie to samo.
  16. No i co tu dużo mówić, Twój wzrost bardzo wiele zmienia. Ja mam 176cm i na treningu boksu z takimi jak Ty miałem przejebane, praktycznie 90% dostawałem ja. Niestety ale genetyka, warunki fizyczne to jest podstawa podstaw jeśli okaże się, że zarówno Ty jak i przeciwnik potraficie się bić. Ten większy pod warunkiem, że nic nie odwali to wygraną ma niemalże w kieszeni. Oczywiście nie mówię o różnicy 2-3cm, ale 10-15cm to jest dużo, do tego najczęściej też zasięg rąk jest wtedy znacznie lepszy, no ale to już samo życie, genetyka odgrywa konkretną rolę we wszystkim.
  17. @Turop - Niestety, ale znam sporo seboli, którzy trenują różne sztuki walki. I tak, ci goście to są zabijacze. Nie dość, że psychole to jeszcze do tego wyszkoleni i w weekendy jeszcze bardziej dojebani psychicznie jakimiś różnymi używkami. Jeśli trafisz na jakiegoś pozera to wiadomo, że sobie poradzisz po kilku latach sztuk walki raczej na luzie, ale można trafić niestety gorzej. No i druga sprawa, pisząc, że warto się zastanowić nad tym czy dobrze jest zaatakować nie miałem na myśli, że w alternatywie jest nic nie robienie tylko po prostu spierdalanie w bezpieczne miejsce
  18. NIGDY, NIGDY nie wchodź w jakąkolwiek interakcję z kobietą, która jest agresywna względem Ciebie. ZWŁASZCZA na dyskotece. Swego czasu podeszła do mnie jedna na parkiecie i po prostu dała mi lepę w twarz. Owszem, chciałem ją zapierdolić żywcem, ale wiemy wszyscy doskonale, że nie mogłem zrobić nic poza zwieszeniem głowy na dół i pójściem sobie gdzieś indziej. Takie mamy czasy, z kobietą nie wygrasz bo za jej plecami są dziesiątki frajerów chętnych Cię zajebać za chwilę jej uwagi, więc ona może robić z Tobą co chce, ponieważ nie ryzykuje kompletnie nic, my z kolei nasze zdrowie lub nawet życie i to nie są żarty. Co do tych rad wyżej o skakaniu jak Jackie Chan i uderzaniu w głowy, wsadzaniu palców w oczy itd. to radzę się zastanowić nad takimi wariantami, gdy mamy przed sobą 3 przeciwników i to do tego lepszych fizycznie. Może się okazać, że po tym spektakularnym ciosie koledzy jednak zbroi nie obsrają, ale bardzo chętnie nas za nasze wygibasy ukarają.
  19. Ja autora tematu rozumiem. Ambicje, nadzieje. Wszystko jebło i teraz na myśl, że trzeba zaczynać od nowa się po prostu nie chce. Wybór jest prosty, albo zacisnąć zęby i próbować gdzieś indziej totalnie od nowa albo zwolnić i zacząć cieszyć się życiem. Z tym drugim to chodzi mi o to, że np. tak sobie patrzę po niektórych znajomych co to klepią biedę. Niby wegetacja itd, ale w sumie przychodzi ten weekend, są wyluzowani, nie przejmują się, byle robota się zawsze gdzieś znajdzie. A ja taki niby ambitny i w sumie chuj z tego mam tak jak Ty teraz a życie leci sobie (i to bardzo szybko).
  20. Jak laska się chłopu podoba to lata, jak nie to nie lata... Wszystko w temacie. Ta cała niedostępność jest gówno warta, nie dość że jest denerwująca to jedyne do czego doprowadza to do tego, że człowiek traci czas. Nawet jeśli chłop będzie latał za babą cały rok i ona w końcu da mu szansę to ta długość tego latania i tak nie wpływa na to czy taka relacja się jakkolwiek uda, może jakoś mega minimalnie. Oczywiście bez popadania w skrajności, jak laska da mi dupy po 5 minutach no to wiadomo, że kicha.
  21. One nie czują się upokorzone tym, że kobiecie nie wypada być silną jednostką czy coś w ten deseń. Jeśli kobieta sama utrzymuje rodzinę to oznacza wg. tego co chce przekazać artykuł tym określeniem "upokorzone" (tak mi się wydaje), że jej mężczyzna to cipa skoro musi go utrzymywać i z tym kobieta czuje się źle. Umówmy się... Może być równouprawienie czy cokolwiek innego tego typu a natura naturą... Kobiety uwielbiają kiedy facet jest zaradny finansowo i nie chcą kogoś kto zarabia mniej od nich, a już na pewno nie takiego co nie zarabia nic. W towarzystwie kobieta może powiedzieć, że nie chce kolesia co ma najniższą krajową bo szuka kogoś ambitnego i ma wymagania bla bla bla. Spróbujcie tak samo wśród ludzi powiedzieć o kobietach...
  22. Ze 2 lata temu bawię się na dysce, były to czasy kiedy już poczytałem forum bracisamców co jest istotne. No i generalnie rzecz biorąc pozostało ze 20 minut do końca imprezy. Ja już siedzę zmęczony, nie chce mi się nic i tak czekam do końca nie wiem po co. I nagle jakaś na oko 40 letnia kobieta podbija do mnie, łapie za rękę i wyciąga na parkiet. Ja jej mówię, że mi się już nie chce, no ale ona, że już zaraz koniec imprezy no to uznałem, że w sumie te 15 minut można jeszcze pobalować. Zacząłem podczas tego tańca jej nawijać, że 40stki to lubią młodszych do seksu i takie tam różności, których naczytałem się wtedy tutaj. I co? I jej się to spodobało. Zaczęła mi gadać, że mam ją odprowadzić do domu i takie tam. Ewidentnie zaczęła się przymilać. I kto wie, pewnie mógłbym popukać, ale była z nią jeszcze koleżanka i dwóch kolegów, całą trójka napierdzielona. Wychodzimy z tej dyski i ona mówi do mnie czy bym poczekał chwilę bo jej znajomi czekają na takse. To mówię, że spoko. Usiadłem sobie niedaleko i odpoczywam. I nagle ta jej znajoma drze ryja do mnie, "eee! Ty!! chodź tu kurwa!'. 'Eeeeee! Głuchy kurwa?! Chodź tu!'. Taki ton mi się cholernie nie spodobał (zwłaszcza po lekturze tego forum), więc odpowiedziałem jej, że jak czegoś chce to niech ruszy szanowne dupsko i siedziałem sobie dalej, w sumie całkiem spokojny. Ta na to, że jestem wyszczekany i coś tam jeszcze i, że mam się ogarnąć bo odprowadzam jej przyjaciółkę do domu. Wkurwiłem się, odrzekłem, że są nachlanym bydłem i szkoda mi na nich czasu. Wstałem i poszedłem w stronę chaty. A ta 40 co? Truchtała za mną dobre 10 minut i darła się żebym zaczekał... Mogłem poczekać i poruchać, ale zły byłem i uznałem, że nie. W każdym bądź razie chciałem powiedzieć, że desperacja na pewno nie jest podniecająca, a czułem ją okrutnie od tej kobiety. Innych historii śmiesznych raczej nie mam. Jeśli chodzi o dyskoteki to raczej spotykam się u kobiet z dużą agresją i na swój sposób nawet boję się do nich na tańcach podbijać.
  23. Oczywiście, że praktycy. Dlatego właśnie Kyiosaki to oszust, ponieważ pisze o robieniu czegoś, czego w praktyce sam nie dokonał. Książka popycha do przodu dlatego, że działa na podświadomość i tyle. Czytający wierzy przecież, że autor rzeczywiście zrobił to co opisuje. Ja mógłbym Wam napisać taką książkę, każdy mógłby. Czy to byłoby fair? Miałem bardzo długi epizod kołczingowy w moim życiu, wierzyłem w tych ludzi jak w jakichś Bogów, byłem młody, naiwny i bez kasy, czułem że znalazłem mentorów. Z wiekiem zacząłem grzebać w necie na temat różnych tych osobistości. Teraz większość z nich to dla mnie zwykłe szuje i szmaciarze, jestem bardzo zdystansowany. Ba, wsadziłbym niektórych do więzienia za oszustwo i manipulacje. W większości przypadków trzeba nie mieć sumienia żeby być kołczem. Gdy mnie ktoś pyta jak coś osiągnąć to daję rady tylko wtedy, gdy sam coś zrobiłem.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.