Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'przekonania' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Lektura Obowiązkowa - nie tylko dla nowego użytkownika
    • Regulamin Forum
    • Jak kupić książki, nagrania i złożyć dotację
    • FAQ - poradniki, pytania i odpowiedzi
    • Przedstaw się
  • Rozwój - przejmujemy władzę nad światem :>
    • Co zmienić na Forum - Dział Techniczny
    • Rozwój idei Forum
    • Radio Samiec!
    • Czasopismo
    • Dotacje
  • Klub Weterana
    • Zasłużona Starszyzna
  • Relacje męsko-damskie i nie tylko
    • [ŚWIEŻAKOWNIA] - 'Moja historia'.
    • Na linii frontu - podrywanie.
    • Seks
    • Manipulacje kobiet i obrona przed nimi
    • Moje doświadczenia ze związku, małżeństwa
    • Sprawy rodzinne i dzieciaki
    • Rozstania, zdrady, prawo rozwodowe.
    • Mądry Mężczyzna po szkodzie.
    • Ściana hańby
  • Zaburzenia emocjonalne, psychiczne Pań i Panów
    • Borderline
    • Narcyzm
    • Depresja
    • Pozostałe zaburzenia
  • Męskie i niegrzeczne sprawy
    • Samodoskonalenie i samowychowanie
    • Bad Boy
    • Hajs i inne dobra materialne
    • Wtopy i upokorzenia
  • Youtube - ciekawostki, dramy, informacje, nowinki
    • Niekonwencjonalni youtuberzy
    • Zagraniczni youtuberzy
    • Kanały sportowe
    • Konwencjonalni youtuberzy
  • Sport i zdrowie
    • Sport
    • Zdrowie fizyczne i psychiczne
  • Polska i świat
    • Co w zagrodzie i za miedzą
  • Przetrwanie, apokalipsa, preppersi
    • Survival w mieście
    • Survival w terenie
    • Przydatne umiejętności
    • Zestawy ewakuacyjne
    • Ogień, woda, żywność, ubrania, energia
    • Broń i narzędzia
    • Apteczki, zestawy medyczne, pierwsza pomoc, higiena
    • Schronienie, domy, bunkry, ziemianki
    • Urządzenia, pojazdy, gadżety
    • Książki, opracowania, podręczniki, artykuły, wiedza - związane z survivalem
    • DIY, "patenty", life hacki
  • Motoryzacja i Technologie
    • Wszystko co jeździ, pływa i lata.
    • Komputery
    • Technika i sprzęt
  • Hobby
    • Zainteresowania
    • Hobby i twórczość
  • Duchowość
    • Nie samym ciałem człowiek żyje
  • Rozmowy przy wódce
    • Flakon, kielon i zagrycha
  • Rezerwat dla Kobiet
    • Dlaczego tak?
    • Bara-bara
    • Bóg stworzył kobietę brzydką, więc musi się ona malować.
    • Wokół domowej 'grzędy'
    • Niedojrzali emocjonalnie faceci - ploty - dupoobrabialnia ;)
    • Kobiecy kącik 'kulturalny'
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • MacGyver a GADGETY MĘSKIE : ......?
  • Samczy Mobil Klub HydePark- zbiór tematów niepasujących do pozostałych kategorii
  • Samczy Mobil Klub Rowery
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • Samczy Mobil Klub Powitalnia
  • Młodzi samcy w równowadze Tematy
  • IT Linux
  • Samczy Mobil Klub Zabezpieczenia przed miłośnikami cudzej własności.
  • Samczy Mobil Klub Samochody
  • IT Przywitaj się i napisz czym się zajmujesz.
  • Samczy Mobil Klub Latadła:szybowce, śmigłowce, rakiety, balony :)
  • Samczy Mobil Klub Motocykle

Blogi

Brak wyników

Brak wyników


Znaleziono 5 wyników

  1. Oto kolejna seria zmian: 1. Samodzielność Kiedyś: Miałem schemat, że ktoś mi wytycza drogę, miejsce w szeregu, zadania - różne były to kierunki: nauczyciel, rodzic, żona, grupa rówieśników, wpisanie w role społeczne. Czyli duży rozwinięty mechanizm dostosowawczy z przekonaniem, że tak trzeba, że ktoś też zadba o mnie i zauważy mój trud, doceni. Jak rodziła się we mnie jakaś inicjatywa własna to i tak podświadomie szukałem wspólnika lub lidera. Dziś: Nie wypieram się "życia w stadzie", ale inaczej patrzę na swoją drogę. Widzę i wierzę, że żyję sam i przeżywam 100% czasu ze sobą. Nikt nie jest w stanie wczuć się we mnie, ani zrozumieć ani poprowadzić dalej (już trochę o tym wspominałem przy odpowiedzialności i podejmowaniu decyzji). Ostatecznie irracjonalne jest oczekiwanie, że ktoś będzie trzymał ster mojego statku i ja będę zadowolony - nie będę - cała frajda w tym by trzymać ten ster. Morze i siły natury zrobią pewnie co zechcą z tą łajbą - to ich rola - moja rola trzymać ster. Rola zewnętrznego lidera i mentora w moim życiu jest bardzo ważna. W ostatnim czasie pojawiło się kilku nowych i stali się bardzo ważni i wpływowi. Ale ich zadanie w pewnym momencie kończy się. Mentor/guru jest ważny na początku drogi potem trzeba odrzucić wszystkie autorytety, przestać szukać rady i rozgrywać życie na własną rękę. Bez takiej postawy mocno się unieszczęśliwiam. 2. Zdrowe ciało / choroby Kiedyś: Żyłem przekonaniem, że nie mam znikomy wpływu na to czy zachoruję czy nie. Uwarunkowałem to od biologicznych cech, które są stałe i decydują o kondycji ciała. Dziś: Znacząca zmiana w przekonaniach. Obecnie uważam, że większość schorzeń i chorób to konsekwencja dwóch rzeczy trwania w negatywnych emocjach i diety. Odczułem sam na sobie, że trwanie w negatywnych schematach generuje wiele negatywnych emocji i stresu(strachu) jeśli nic z tym nie robimy, jeśli to utrwalamy to w końcu objawia się w ciele. Nowe przekonanie: choroba zaczyna się od myśli. Przywiązanie do myśli i przekonań, które nas dołują to okropne obciążenie, najpierw dla umysłu, potem dla ciała. Źródłem tego wszystkiego jest zaniedbanie duszy, która ma władzę nad podświadomością i z wielką siłą wzbudza emocje - to jest jak żywioł - jeśli ulegniemy to nas fala zmiecie i nie wiadomo kiedy i gdzie wyrzuci. Trzeba słuchać i akceptować emocje, szukać zrozumienia co je wywołuje i dlaczego. To mogę nazwać kontaktem z samym Sobą świadomość <=> podświadomość. Będzie kontakt, będzie współpraca i zdrowie :). 3. Pokój i dobrobyt na świecie Kiedyś: Żyłem w dualizmie : dobre/złe - ktoś jest dobry, ktoś zły. Trzeba bić i zwalczać złego - a ja pozostaję wtedy dobry. Tak zwana wojna o pokój. Jak już wybije się wszystkich złych to będzie dobrze, kraina wiecznej szczęśliwości. Dziś: Wszelkie koncepcje piękne są w teorii : socjalizm, kapitalizm, religie, demokracje i mądrzy i sprawiedliwi królowie. Szukanie modeli pełnych założeń i życzeń w nadzieji na spokój i bezpieczeństwo. Już w to nie wierzę, nie słucham, nie dyskutuję i nie tracę enerii na rzeczy na które nie mam wpływu. Uważam, że ponad wszelkie deklaracje, moralność, czy kulturowe czy tradycyjne wartości i tak rządzą człowiekiem siły natury, przy których jest ziarnkiem piasku na pustyni, a poza tym tych praw natury nie zna. Można rozwijać się i je poznawać, zdobywać świadomość i wtedy żyć w zgodzie z nimi. Ludzie od zawsze ulegali siłom swojego cienia - pożądaniu władzy i bogactwa, zasobów, bezpieczeństwa. Gdy pojawia się strach - zmieniają się w zwierzęta. Nie jest to reguła, ale efekt tłumu gromady, wobec której mniejszość świadomych jednostek jest na straconej pozycji. Owszem jeśli bym miał realny wpływ, stanowisko władcze, to robiłbym wszystko by utrzymać pokój. Wielu próbowało, ale ostatecznie co jakiś czas okazuje się że ludzkość musi upuścić sobie trochę krwi. Dyktatury, rewolucje, wojny i krucjaty, wszystko to nakręcane strachem, zagrożeniem przed obcym, innym wybija jak woda pod ciśnieniem. Miłość i pokój ? Tak ! Ale nie można tego komuś narzucić i wymagać i z automatu rezygnujemy z tego sami, stając do walki, a to niczego nie zmienia i nakręca zbrodnie. Walczymy tylko o etykietkę "ten dobry". 4. Patriotyzm Kiedyś: Byłem mocniej zorientowany na ideologię patriotyczną, narodowy patos. Może to mi podchodziło pod romantyczny obraz bohater / męczennik - tak jak to Polska często jest personifikowana. Dziś: Duma z tego, że jestem Polakiem to jakieś nieporozumienie. Nieuprawnione przypisywanie sobie cech (głównie zalet ) innych osób tylko dlatego że mieszkają na tym samym terenie i gadają tym samym językiem. Przynależność do grupy jest potrzebą mocną, ale często to proteza tożsamości osobistej. Najpierw własna wartość i świadomość, potem społeczna i historyczna i w tej kolejności spięcie i zadęcie narodowe przestaje być destrukcyjne. 5. Racja / Prawda Kiedyś: Miałem tak mocne przekonanie, że istnieje obiektywna prawda, że mocno się męczyłem próbując do niej dotrzeć i dręczyłem siebie samego, że nie potrafię do niej dotrzeć. To mi dostarczało ciągłego napięcia i lęku, że nie znam prawdy, że błądzę. Dziś: Dziś spokojnie znoszę świadomość, że nie znam prawdy, że jedynie mogę opierać się na własnym doświadczeniu i wiedzy. Że jestem w ciągłym procesie rozwoju, poznawania Siebie i życia. Uważam, że największy wpływ na poznanie prawdy mam właśnie Ja - ponieważ "prawda" to moja kreacja, dynamiczny obraz, który sam tworzę. Możliwe, że jest jakaś prawda ostateczna, obiektywna, ale nie wiem nic o tym i nie dręczę tym pytaniem. Liczę jedynie że przez swoją aktywność, chęć poznania, otwartość i odwagę - zbliżam się do jej poznania, do oświecenia. Zdaję sobie sprawę, że ogranicza mnie moje perspektywa i percepcja, umysł. Im dłużej pracuje nad kontaktem ze Sobą tym łatwiej odpuszczam innym ich inność, ignorancję, błędy, itp. Przestaję mieć oczekiwania, że będą się ze mną zgadzać. Rozumiem, że każdy postępuje optymalnie w zależności od swojej świadomości. Przyjmuje jakieś założenia i idzie z nimi w życie, które je weryfikuje. Jeśli jest się otwartym to uczymy się i odczuwamy ostatecznie wdzięczność za lekcje, jeśli nie przyjmujemy lekcji i nie akceptujemy świata - to brniemy w ciemność, cierpienie i korkociągiem pakujemy się w niższe stany. Racja? Każdy ją ma! Tak można szybko skończyć jałowe sprzeczki, których więcej jest niż otwartych owocnych dyskusji. Ktoś Cię wkurwia, obraża, zdradza, okłamuje ?? Powiedz mu "Masz rację" . Daje to wolność, w końcu też chcę, aby robić to co chcę. 6. Skarb Kiedyś: Wiele lat w tzw. Matrixie owocowało rozczarowaniami z powodu iluzji sukcesu, bogactwa, posiadania itp. Ciągle coś było "przed", jakiś warunek do spełnienia, żeby czuć się dobrze, dostać mityczne szczęście. To były dziesiątki, setki, tysiące - sznurków które targały mną i nie pozwalały dojść do celu. Ich mnogość sprawiała, że w końcu jakikolwiek ruch był często niemożliwy, kosztował zbyt dużo energii, a nic nie osiągał. To już był kokon, ciasny kokon, więzienie i pułapka. Dziś: Skarbem moim jest cudowne uczucie wolności i odkrywania i uwalniania się od takich sznurków, nitek, więzi. Kiedyś się mocno bałem, że coś stracę, coś zepsuję, doznam krzywdy gdy pozbędę się swoich przekonań, swoich "prawd", pragnień, osób. Rządził strach przed stratą - niszczący radość z tego co jest, z życia, z bycia, z czucia, z decydowania, z kierowania uwagi tam gdzie podpowiada mi intuicja. Nie mając świadomości i tożsamości łapałem i trzymałem wszystko co mi "wpadło" do życia. Było duże przejęcie, ale jednocześnie strach i bierność. Dziś cieszę się ze zrozumienia i kontaktu ze sobą. Ogarnia mnie spokój, ale i dociera to czego wiedzieć nie chciałem. Dziwnie się czuję z poczucia szczęścia, które bazuje na świadomości, że jestem "nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi" Paradoks.
  2. Dzień dobry! Drodzy Bracia, po moich ostatnich życiowych doświadczeniach, które de facto pokazały mi ,że jestem najprościej mówiąc w dupie pod wieloma aspektami życia zacząłem zgłębiać temat ludzkiej psychiki. Przez ten czas przeczytałem książki Marka,Coachów(nie wszystko to bzdury), badania psychologiczne, badania socjologiczne, oglądałem różne wykłady na ww. temat. Wyciągałem sobie od tamtego czasu wnioski i zacząłem używać tej wiedzy w własnym życiu. Okazało się,że ja jako osoba mam plastyczny charakter i mogę w określonym czasie być osobą jaką tylko zechce. Całe swoje życie pragnąłem stać się człowiekiem, którym właśnie się staje. Chciałbym abyśmy w tym temacie pomagali sobie wzajemnie w byciu tymi kim być chcemy ale z KONKRETNYMI radami, czyli chciałbym poznać Wasze przekonania, wzorce oraz techniki na lepsze życie. Zacznę od siebie i od tego co mi dało wymierne efekty w czasie ok. 4 miesięcy stosowania tych technik. 1.Słodycze- walczę z nimi całe życie, mam nawet stare zapiski,które pokazują mi,że złamałem sie nieraz już po 2-5 godzinach. Nieźle prawda? :> Próbowałem systemu nagrody i kary - nie zadziałało. Próbowałem wmówić podświadomości,że to jest be okazały się dla niej nagle być dobre papieroski. Próbowałem zastąpić to innym jedzeniem i efekt był taki, że nastąpiła kumulacja i mam więcej pracy przed sobą. Jak udało mi się je prawie 100% je wyeliminować? tak samo z resztą jak strzelaniem palcami? w BARDZO PROSTY SPOSÓB. Na każdy impuls i widok czegoś słodkiego przegryzałem swoją dolną wargę(mocno). Mózg szybko sobie skojarzył,że cokolwiek związanego ze słodyczami będzie wiązało się z ogromnie nieprzyjemnym bólem. Z kolei gdy był impuls do strzelania palcami, gryzłem mocno palec,którym miałem strzelić. Efekt powyższej metody jest taki,że schudłem już z 81 kg na 77,6(przy wzroście 180cm sam tłuszcz). Słodycze jem raz w tygodniu i przez słodkie mam na myśli gorzką czekoladę lub herbatę z miodem. UWAGA: JEŚLI CZUJESZ POTRZEBĘ ZJEDZENIA CZEGOŚ SŁODKIEGO ZRÓB TO ALE W NIEWIELKIEJ ILOŚCI 2.Rozwijanie cech charakteru- tutaj poszedłem za przykładem Benjamina Franklina,który twierdził( bardzo słusznie) ,że nie możemy zmieniać wszystkiego jednocześnie w naszym życiu i jest to niestety prawda. Całe życie pragnąłem być idealny w każdym calu, skończyło się to jedynie zalążkami nerwic,wahaniami nastroju oraz obniżoną samooceną. Postanowiłem więc rozwijać wcześniej zaplanowane już cechy charakteru. Robię to na zasadzie 1 cecha jest rozwijana przez 31 dni. Wymyślasz sobie jaki chcesz być i trzymasz się tego przez miesiąc. Ważna sprawa- rób z tego notatki i codziennie odhaczaj te dni,bądź uczciwy. W ostatnie dwa miesiące udało mi się być jednostką, która nie reaguje zbyt emocjonalnie na jakiekolwiek wydarzenie( w jakieś mierze) i to jest cudowna zmiana bardzo to polecam. A druga cecha charakteru to przewodzenie oraz myślenie za siebie i innych. O pożyteczności tej cechy chyba nie muszę się rozpisywać. UWAGA: CODZIENNIE PO PRZEBUDZENIU PRZYPOMINAJ SOBIE JAKIE CECHY CHARAKTERU WYRABIASZ I KURCZOWO SIĘ ICH TRZYMAJ W CIĄGU DNIA NAWET GDY JUŻ ODPOCZYWASZ 3.Samoakceptacja- przysięgam nie ma nic cudowniejszego. Tutaj poszedłem za radą Marka aby nie obwiniać się za nic tylko zrozumieć skąd bierze się moje zachowanie, co jest jego źródłem? Żeby Ci uświadomić,że to nie jest czcza gadka od kołczów musisz zrozumieć,że ciągłe karanie się mentalne za to kim jesteśmy i co robimy jest totalnie bez sensu. Dlaczego? Prosty schemat patrzysz w lustro stwierdzasz "jestem gruby" chodzisz po domu rozgoryczony bo katujesz się dietą, myślisz o tym czujesz się coraz gorzej i w końcu stwierdzasz,że "ostatni raz" zjesz coś dobrego.Po czym nastrój pikuje w dół a razem z nim poczucie Twojej wartości. ZAMIAST TEGO patrzysz na siebie i mówisz LUBIE SIEBIE TAKIM JAKIM JESTEM i unikasz w ten sposób błędnego koła. Wiem brzmi zbyt prosto żeby działało. Ale dzięki temu podejściu zrozumiałem ,że nie jestem nieśmiałym introwertykiem a uśpionym przebojowym facetem. Dowód? Jestem obecnie z najpiękniejszą dziewczyną z ogólniaka do której kiedyś bałem sie zagadać. Zostaje szkolony na wyższe stanowisko niż operator linii produkcyjnej(dla mnie do wiele), i staje się Facetem pisanym przez duże F,który rozumie,że jedynie może liczyć sam na siebie. UWAGA: MASZ SIEBIE KOCHAĆ, WTEDY OTOCZENIE CIĘ TEŻ POKOCHA - CO WEWNĄTRZ TO NA ZEWNĄTRZ Generalnie przez ten ostatni czas grywam w szachy, dużo analizuje różnych sytuacji(nawet tych które nie mają na mnie wpływu), staram się być aktywny fizycznie chociaż znów się przeziebiłem. Przeszedłem na no fap i to też daje bardzo mocne efekty ale trwałość ich wiadomo kiedy się kończy ;)) i czytam 50 str. dziennie. Co we mnie rozbudziło to wszystko? Poczucie dumy ,że zostawiłem dziewczynę, której dawałem się niszczyć psychicznie. To był zapalnik, teraz już cieszę się gdy mogę z kimś rywalizować i mogę komuś udowodnić,że coś jest możliwe . Mam prośbę, czy ktoś ma jakieś źródła skąd czerpać typowo męskie wzorce? bo nad tym chce zacząć pracować a nawet nie wiem jak się zabrać do tematu. Czekam z niecierpliwością na Wasze rady poparte doświadczeniem! Pozdrawiam
  3. Moje zmiany przekonań i schematów

    Niedawno pewien wieczór spędziłem na przemyśleniach dotyczących zmian jakie się dokonały w moim życiu. Pisałem już o podejmowanych działaniach i efektach, więc tym razem opiszę jak zmienił się mindset - przekonania i wartości. Każdemu polecam szukanie odpowiedzi na pytanie "jakie przekonania kierują moim życiem?" , czy są one prawdziwe, czy może irracjonalne ?, czy moje?, czy narzucone, automatyczne, kulturowe, rodzinne.. itd. Czy te przekonania są spójne czy tworzą sieć konfliktów wewnętrznych, które prowadzą do wojen i komplikują życie. 1. JA, kim jestem? Kiedyś: Kiedyś myślałem o sobie jako o zamkniętej, skończonej, stałej formie, na którą składają się jakieś wrodzone cechy pozytywne i negatywne i ogólnie, że to jest temat zamknięty (charakter, temperament, osobowość - jak zwał tak zwał. Amen). Taki jestem i raczej nic nie da się z tym zrobić, trzeba z tym życi i być z ludzmi, którzy potrafią mnie takiego zaakceptować. Taka trochę czarna skrzynka - zbiór danych, ale nieedytowalny. Dziś: Uważam, że wiele zmian jest możliwych i wiele z tych przyjętych cech można a nawet trzeba zmieniać. Podstawą jest pozwolenie samemu sobie na zmianę, odrzucenie przekonań typu : jestem nieśmiały, skromy, nieatrakcyjny itp. Wszelkie etykietkowanie sprawia, że wpadamy w pułapkę, zamykamy się w klatce, którą sami tworzymy. Narzucamy sobie ograniczenia i zostaje nam jedyni komfort biadolenia jak to "nie da się, bo ja tak mam". Oczywiście są granice - np. cech biologicznych - raczej nie urosnę kolejnych 10 cm.... ale czy ja wiem Poznaję Siebie i zmieniam Siebie. Rozpuszczam ego - poznaję jego triki, by utrzymać status quo. Umysł i podświadomość - mogą pomagać, ale jak nie potrafi (nie zna) używać to będą utrwalać szkodliwe przekonania i realizować czarny scenariusz. 2. Odpowiedzialność / podejmowanie decyzji Kiedyś: No cóż, muszę przyznać że było mi wygodnie gdy decyzje podejmował ktoś inny, ja nazywałem to bycie minimalistą, elastycznym, kompromisowym i podobne racjonalizacje, że jestem taki wspaniały, że czyjeś potrzeby i preferencje mogą być na pierwszym miejscu, a ja się dostosuję i jest OK. Oczywiście tworzyło to po pewnym czasie frustracje i pretensje do otoczenia (ludzie, okoliczności, prawo, gospodarka, kultura) że jest źle, że to i tamto, ktoś, coś. Biadolenie, zwalanie winy, tłumaczenie, energia zamiast na dążenie do celu szła na racjonalizacje. Dziś: Uważam, że Ja jestem za wszystko odpowiedzialny (no może nie wszystko), a przede wszystkim za swój dobrostan, samopoczucie, emocje, zdrowie, finanse - ogólną sytuację. Taka zmiana postawy była mi bardzo potrzebna i wiele dobrego przyniosła - wyznaczyłem granice Siebie - za którymi nikt i nic nie ma mocy zakłócania, manipulacji i zmian ustalonych prawideł. Przyjąłem rolę kreatora własnego życia, własnych emocji, wartości. Decyzje są przyjemnością, choć czasem nie łatwo, ale idę do przodu, kierując się sercem, umysłem i intuicją. Nawet najdrobniejsze sprawy mają dla mnie znaczenie i świadomie decyduję o tym jak i co mnie otacza i spotyka. Jak mi coś nie odpowiada to zgłaszam to światu (dotyczy relacji). 3. Źródło szczęścia Kiedyś: Brnąłem w matrixowe iluzje : sex, pieniądze, małżeństwo, rodzina, wizerunek, opinia, wiedza, rozrywka, twórczość, melanż, wyjebanie, używki, idee, przynależność do grup itp. itd. Próbowałem czerpać z różnych źródeł i otrzymać poczucie szczęścia. Wysiłek niejednokrotnie duży, zaangażowanie energii, czy wręcz zatracenie - zawsze jednak było coś nie tak, nie czułem spełnienia. Wszystko marność, zostawałem z poczuciem bezsensu, wypalenia, po czym znajdowałem następny cel, wartość - często było to przypadkowe, kompulsywne, bezrefleksyje, emocjonalne powiązanie. Poszukiwanie szczęścia było zorientowane na zewnątrz - tam coś miało być, co przyniesie trwały dobrostan. Dziś: Uważam, że największym szczęściem jest bycie w zdrowym (opartym na prawdzie) kontakcie ze Sobą i z otoczeniem. Bez konfliktów, Akceptacja, Współczucie, Harmonia i Spokój wewnętrzny. Poczucie własnej wartości i mocy - sprawiają, że niezależnie od tego co życie stawia przede mną to jest to w sam raz dla mnie, akceptuję i cieszę się z tego, szukam zrozumienia tej lekcji. Mam świadomość, że rozwój wymaga wysiłku, w celu zrozumienia tych lekcji, ale po prostu warto. Otrzymuję korzyści i nagrody w postaci wewnętrznej radości i satysfakcji z życia. Tak to się jakoś nakręca. Wiem, że cały czas jest coś do zrobienia, wszystko ma znaczenie, każdy moment, każda chwila... ale to nie buduje napięcia ("trzeba coś zrobić, co?, jak? szybko...") - wszystko stało się okazją do zmiany, do kreowania, do korzystania i cieszenia się z tego co jest. Żródło jest we mnie - nikt mi go nie ukradnie, nie zabierze, nie zniszczy jest bezpieczne, ono nie odejdzie, dzięki temu nie mam strachu że je stracę, nie muszę tracić energii na zabezpieczenia, kontrolę, alarmy, ochronę itp. 4. Strach przed przemocą Kiedyś: Uważałem się za tchórza, może nie wprost ale podświadomie, balem się konfrontacji, agresji, bicia/walki, przemocy. jako dzieciak, byłem zwykle z tych mniejszych i musiałem nadrabiać gatką, by wyrobić sobie miejsce w grupie, to działało, ale bałem się że ktoś w końcu mnie będzie chciał sprawdzić. Dziś: Już prawie dwa lata trenuję walkę, przykładam się, poznaję o co w tym chodzi. To mi pewnie pomogło, zmienić samoocenę, nie czuję obecnie strachu przed sytuacją w której konieczna jest walka, nie ma wyjścia, nic innego nie zadziała. Psychika ma tu ma znaczenie i to duże. Ustawienie się w roli ofiary determinuje wynik. Ale już taka opcja mnie nie interesuje. Kontra, agresja, dominacja - nie mam zamiaru utrudniać sobie przetrwania, sabotując wiarę w siebie i swoją siłę. Oczywiście nie mam zamiaru kozaczyć, sprawdzać się i prowokować. Unik dalej jest świetnym rozwiązaniem i nie rodzi wstydu. W końcu też mój syn też potrzebuje wzorca, więc tu zmieniłem podejście. 5. Strach ogólnie Kiedyś: Unikałem badania tematu, w ogóle jakieś wyparcie nastąpiło, że taka emocja w ogóle istnieje - ogólnie przecież żyjemy wygodnie w cywilizowanym systemie, jest dach nad głową i żarcie. Ogólnie nieświadomość w temacie. Dziś: Uświadomiłem sobie jak wiele zachowań wynika ze strachu, generuje on stres, który dalej zmusza do szukania ulgi. Łapałem się wielu "polepszaczy" rzeczywistości i różnych -holizmów, które były ucieczką od rzeczywistości. Strach robił ze mnie niewolnika. Obecnie zweryfikowałem dużo błędnych założeń, które generowały strach. przed Np. rozwód, samotność, utrata pracy - to generowało irracjonalny strach, że za wszelką cenę nie wolno do tego dopuścić. Ale to iluzja, cena jest coraz wyższa a zagłada coraz większa - paranoja gotowa. Obecnie przekonanie mam takie: strach przyciąga to czego się boję. Po prostu wpada się w spiralę pełną lęku, nakłada się na percepcję filtr, który całą odbieraną rzeczywistość interpretuje jako zagrożenie i ryzyko, rośnie srtach i napięcie, zmienia się zachowanie, coraz większy chaos, stres w końcu panika i BUM - stało się. To jak samospełniająca się przepowiednia, jak zaklęcie. Obecnie sprawdzam się czy czasem czegoś się nie boję, czy nie działam pod tym naciskiem, jeśli tak to wychodzę naprzeciw, konfrontuję się, chcę zobaczyć czy to faktycznie takie straszne, co będzie jak powiem "sprawdzam" co jest pod tym prześcieradłem. Wielokrotnie strach znika, rozmywa się jak zjawa, nie ma nic - wraca słońce i ładna pogoda. Czuję się wtedy jak dziecko, beztrosko i bezpiecznie. To również istotne w relacjach, jak jest strach - to z niewyjaśnionych przyczyn wszystko się psuje - zaufanie, wiarygodność, szukanie potwierdzenia uczuć, kontrola, manipulacje. Mój własny strach za unicestwia kontakt drugim człowiekiem. Ciągłe śledztwo, lęk przed krzywdą i czy porzuceniem, oszukaniem, kłamstwem. Po co to? Nie ma się czego bać. Stałem się bardziej swobodny i działam z zaufaniem, że życie potoczy się we właściwym kierunku. Coś co obecnie może wydawać się nieprzyjemne, będzie korzystne więc nie ma się co bać - jak niedobry syrop - w końcu poczujemy się lepiej. Przestałem się też bać, że kogoś zranię lub będzie komuś przykro, bo wyrażę swoją opinię , czy uczucia, krytykę - To było bez sensu - typowe dla Nice Guy'a. 6. Emocje Kiedyś: Uważałem, że jestem słaby w wyrażaniu emocji i że emocje biorą nade mną górę i nie jestem w stanie nad nimi panować. Rodziło to strach przed sytuacjami, więc zmieniałem zachowanie żeby uniknąć nieprzyjemnych emocji. To było związane z pkt. 1 - czyli uważałem, że tak już jest, taki już jestem i tak ma być. Dziś: Wziąłem temat pod lupę - poczytałem trochę i zacząłem praktykować. Nowe przekonanie to: Emocje jakie mam to nie ja! Traktuję emocje jako informacje, jako sms od podświadomości, co lubi czego nie. To sprawiło, że w praktyce, znacznie mniej przejmuję się tym co pojawia się w emocjach. Patrzę na nie - jak na tekst sms'a - nie nadaję temu tak silnego znaczenia jak kiedyś. Bałem się trudnych emocji. Teraz korzystam z nich by odczytać przekaz i wykorzystać informację w celu podjęcia odpowiedniego działania. Czasem okazuje się że jakaś emocja to nawyk, odruch, skojarzenie - uświadomienie tego prowadzi znacznego polepszenia samopoczucia i pohamowania kompulsywnych reakcji. Cieszę się, że mogę czuć emocje, że nie jestem cyborgiem. Nie boję się ich, pomagają mi w współpracy z podświadomością. Nie martwię się że są czasem nieprzyjemne - to nie ja! Ale ja jestem za nie odpowiedzialny! To też spora zmiana w życiu - uświadomić sobie, że to co gotuje się w tym garze to sami tam wrzucamy. Może to niejasne, ale uważam, że szczególnie to co jest związane z historią, doświadczeniami i co pobudza te emocje to można sobie poukładać i przestać w kółko odtwarzać. Od tego warto zacząć. Potem jest znacznie łatwiej i autentyczniej przetwarzać bieżące przeżycia. 7. Obsługa emocji pozytywnych / negatywnych Kiedyś: Nieświadomość wpływu emocji. Nieświadomość źródeł emocji. Nie wiedziałem jak to działa. Uważałem, że to poza moim wpływem, że naturalne, że nie można tego zmienić. Przylgnąłem do wielu mechanizmów i powstało ego, które dalej się mocno broniło, nie pozwalając na zmiany. Nie potrafiłem brać odpowiedzialności za emocje własne i bronić się przed emocjami innych. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, za które emocje odpowiadam ja, a które chłonę jak gąbka od innych. Byłem łatwo sterowalny dla innych. Podatny na manipulacje. Emocjonalnie zależny. Nie miałem również rozeznania we wpływie emocji, szczególnie tych "zatrzymywanych", tych które przylgnęły i nie chciałem ich uwolnić. Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele wypartych emocji rodzi wewnętrzne ciśnienie, lęk i cierpienie. W końcu to było wyparcie - więc ja tego nie chciałem czuć - i oszukiwałem siebie by zamiatać tematy pod dywan. Emocjonalne klapki na oczach, kajdany i kula u nogi - taka to oto była moja codzienna biżuteria. Dziś: Obecnie bacznie obserwuję swoje emocje, dostrzegam ich wielką siłę i wpływ. Używam i ukierunkowuję. Mam jasny podział na negatywne i pozytywne. Wszelkie negatywne emocje staram się na bieżąco uwalniać i przerabiać na pozytywne zachowania, zrozumienie i wnioski. Staram się utrzymać emocjonalną higienę - nie zapuścić się żalem, wstydem, gniewem, pożądaniem, zazdrością, winą, apatią, złością, strachem, czy nawet dumą. Tego nauczyłem się od D. Hawkinsa - Techniki Uwalniania i Poziomy świadomości - książki, które całkowicie zmieniły, a wręcz stworzyły moje postrzeganie i rozumienie emocji. To zaczęło działać i sprawdzać się. Poza tym drugi aspekt to umiejętność rozróżnienia źródła emocji lub wyzwalacza. Obecnie rozróżniam co jest moją odpowiedzialnością, które stany są moje, a które pochodzą od innych i manipulacjami lub projekcjami (wzbudzanie poczucia winy, uraza, szantaże emocjonalne, acting-out'y). Nie chłonę już tego jak gąbka i nie biorę odpowiedzialności za czyjeś stany. Nowe przekonanie: Jakie mam emocje takie dostaję życie. Trochę to działa jak zamówienie w restauracji - jeśli jest się miłym, zadowolonym, pozytywnym - to dostaniemy dobre, świeże, smaczne danie. Jak emitujemy negatywne emocje - dostaniemy coś po czym czeka nas wielogodzinna bolesna sraczka. 8. Życiowy kompas umysł/serce/intuicja czy coś innego? Kiedyś: Uważałem, że umysł, zdroworozsądkowe myślenie, intelekt to narzędzia do kierowania swoim życiem. Nie specjalnie wiedziałem, co to intuicja i dlatego uważałem, że mam słabą intuicję lub jakąś zawodną i dlatego unikałem tematu. Serce? Tak, tak, jak najbardziej - ale w naiwnym romantycznym wydaniu. To był efekt masowego programowania, zarządzany przez ego. Iluzja zależna od zewnętrznego źródła. Słodko pierdzące piosenki o miłości, a potem inne żale i lamenty jak to jest mocno się cierpi gdy się tak pragnie miłości lub nieszczęśliwie kocha. Białorycerska szkoła kadetów. Tak na co dzień - uważałem się jednak za umysł ścisły, który nie rozumie tych skomplikowanych ludzkich labiryntów i gubi się w emocach, więc bezpieczniej jest schować się pod maską intelektualisty - luzaka. A może jak się ktoś napatoczy to wtedy pokazać w całej okazałości swą stęsknioną romantyczną naturę. Ciągły konflikt serca i umysłu, poplątanie interesów i chaos, nieświadomość że i tak ego i podświadomość robią ze mną co chcą, a intuicji nie używam z założenia. Dziś: Świadomość Siebie i tego co "na mnie się składa" rodzi nowe przekonanie, że umysł to tylko narzędzie - jak komputer - to co włożysz to przetworzy i poda wynik. Ale za to jakie zadania mu zadajesz to kto i na jakiej podstawie decyduje? Uważam, że takim wewnętrznym kompasem powinna być intuicja. Rozwinąłem trochę moją zaniedbaną intuicję, do podejmowania decyzji nie oczekuję wszystkich danych, dowodów, opinii autorytetów, czy norm społecznych lub innych. Staram się kierować wewnętrznym głosem, pragnieniem, uczciwością wobec tego co aktualnie uważam za prawdziwe. piszę "aktualnie", bo doświadczenie pokazuje, że te "wewnętrzne prawdy" mogą się zmieniać i to co było kiedyś prawdą teraz jest fałszem. Ogólnie to moje życie jest jak liść na wietrze i to co go spotka jest poza kontrolą, ale jak to odbiorę i przeżyję, jakie da to owoce zależy już często ode mnie. Może ta intuicja to wyższa Jaźń, może Bóg, może coś innego. Nie wiem, Ja tu tylko realizuje jej plan. 9. Zmiany i uszczęśliwianie innych Kiedyś: No cóż, kiedyś żyłem przekonaniem, że jestem w stanie kogoś uszczęśliwić, naprawić jego życie, uratować. Chętnie pomagałem, poświęcałem się, rezygnowałem z wygód by być kogoś. Rola ratownika, opiekuna. To wszystko była ściema, ucieczka przed sobą, jakiś model wyuczony od dziecka, bycia dobrym dla innych. W podświadomości natomiast rosło oczekiwanie się na nagrodę na docenienie. No i dupa. Ktoś wziął i zostawałem z uczuciem wydymania lub że jestem nie dość dobry, nie starałem się, winny że ktoś jest dalej niezadowolony, cierpi itp. Podejmowałem wytrwale misje, nie bacząc na koszty. Uważałem że to dobre, ego klaskało z zachwytu jaki jestem dobry i rycerski. Wyrzuty sumienia, niezrozumienie, niska samoocena - to niektóre z owoców takiej postawy. Szczególnie przekonany byłem, że faktycznie dwie osoby mogą dobrać się jak połóweczki i będą jak całość. Iluzja i irracjonalne oczekiwania. Dziś: Nowe przekonanie nikt nikogo nie uszczęśliwi. Nie może, nie powinien, wręcz szkodzi takim zachowaniem. Odbiera komuś możliwość samodzielnego stania na nogach, uznaje kogoś za niezdolnego do dojrzałości i niezależności. Można i trzeba zmienić Siebie. Wtedy zmieni się świat. Celem działań jest realizacja swojego życia. Czuję się wolny i chcę dać wolność innym, niech decydują o swoim życiu. Owszem będę wyrażał swoje zdanie i pilnował swoich granic, odpowiednio reagował jak ktoś je przekroczy, ale nie można wyręczyć kogoś z odpowiedzialności. Wiele osób przyczyniło się do zmian w moim życiu, ale nikt nie adresował swoich działań do mnie, nikt brał mnie na cel do nawrócenia. Robili swoje, siali ziarno - dając swobodę wyboru. Nowe przekonanie: Robię swoje, jak ktoś się zainspiruje, doceni, to fajnie. Jak nie to zero straty. Żeby dwie osoby - w sennie para - były szczęśliwe, każda z nich powinna być szczęśliwa sama ze sobą. Nikt nie powinien być warunkiem szczęścia dla drugiej osoby, to nie działa, to toksyczna relacja. 10. Myśli Kiedyś: Wierzyłem w myśli, wierzyłem, że skoro mam jakieś myśli, które pociągają za sobą emocje i to ostatecznie warunkuje mój stan, nastrój - to to wszystko jest prawdziwe, tworzy rzeczywistość. Szczególnie łatwo wpadałem, w myśli dołujące - trwanie w nich, faktycznie w końcu tworzyły rzeczywistość, bo wszystko zaczynało się sypać, takie bagienko. Innym problemem było nadawanie myślom dużego znaczenia, pielęgnowanie ich, wracanie do nich, trwanie w emocjach które były z nimi związane. Dziś: Myśli to nie ja. To takie echo tego co gdzieś kiedyś się przewinęło przez percepcję, pamięć, umysł i jeśli zostanie przechwycone przez uwagę, to nabiera znaczenie, tworzy emocje -> zachowanie itd. w kółko znów myśli. A więc nowe przekonanie mam takie, że : myśli można i trzeba filtrować by nie szkodziły a pomagały. Myślom, które są nowe, twórcze, kreatywne, zabawne, przyjemne, ciekawe - warto poświęcić uwagę, one lepiej zapadną w pamięć, będą wracać i inspirować, będą jak nasiona na polu, trzeba je podlewać i zapewnić dobrą glebę. Myśli, które sabotują, które są podejrzeniami, generują irracjonalny strach, które podważają moją wartość - są ignorowane, ok możecie być, ale nie mam dla was uwagi. Koniec. Żadnego pielęgnowania chorych myśli, pomysłów, pokus do złego, fantazji gdzie istnieje krzywda, zbrodnia, gwałt itp. W końcu każde działanie, gdzieś na początku jest myślą, już od tej fazy trzeba mieć na nią oko. 11. Żródła inspiracji Kiedyś: Był moment w moim życiu, kiedy stwierdziłem, że w zasadzie to warto czerpać ze wszystkich źródeł, by poznać jak najwięcej ludzkich perspektyw i owoców. To uważałem za dobre podejście i tak robiłem, dopuszczałem wszelkie dzieła ludzkich głów i rąk do mojej percepcji. Dziś: Uważam, że to czym się karmimy ma wpływ na nas. Trzeba więc być ostrożnym, by nie zrobić sobie krzywdy. Podobnie jak z jedzeniem, jesz śmieci - stajesz się śmietnikiem - jakoś tak Oczywiście nie chodzi, o to by wypierać się ciemnej strony ludzkiej natury i twórczości, ale nie ma co tego codziennie chłonąć. 12. Nie wiem Kiedyś: Bardzo mocno działał we mnie wewnętrzny przymus posiadania odpowiedzi, poglądu, zdania na określony temat. Wszystko podlegało ocenie i porównaniom. Uważałem, że tak trzeba, że trzeba mieć zdanie na każdy temat i poglądy. Opowiedzieć się za jakąś opcją. Dziś: Uważam, że nie mam odpowiedzi na wiele pytań i nie interesuje mnie posiadania zdania na niektóre tematy. Nie chcę nikogo oceniać i porównywać się. W zależności od czasu i okoliczności - pewne rzeczy mogą być raz dobre raz złe. Nieważne staje się nawet takie wartościowanie, dobre/złe. Tego nie da się ustalić. Szkoda energii na ustalanie win, ocenę, porównania. Owszem ego ma taki nawyk, ale świadomość podpowiada mi by takie zagrywki olać, bo nie są ani prawdziwe ani przydatne.
  4. Panowie, dzisiaj trochę dłużej. Czymś, o co stale zahacza się w dyskusjach na tym forum jest tzw. matrix. O niego się wszystko rozbija, na niego wszędzie trafiamy. A co to w ogóle za zwierzę? Najkrócej powiedziawszy, jest to panująca w społeczeństwie powszechna ideologia, stworzona przez elity na potrzeby przeciętnych "Januszy". Oczywiście nie służy ona potrzebom zwykłych ludzi, tylko nadzorców stada. Owieczki mają być nieszczęśliwe, mnożyć się i kupować - panowie je golą i strzygą. Tutaj dochodzi jeszcze specyfika naszego kraju, który jako kolonia zachodniego kapitału, jak słusznie mówi Marek - taki ekonomiczny obóz koncentracyjny, jest miejscem rabunkowej gospodarki zasobami ludzkimi. Z tego powodu owieczki goli się u nas do kości, a i z mnożeniem pogłowia przy pustym korycie jest dosyć nietęgo. To jednak problem naszych pastuchów, a my się tymczasem przyjrzyjmy jak zarządzają stadem. Propaganda, prawo, religie, doktryny. To wszystko istnieje już od głębokiej starożytności, a chyba nawet początku człowieka jako gatunku. Podział na masy i elity też jest czymś naturalnym i nie ma w nim nic złego. To wszystko utrzymuje ludzkie stado w kupie i pozwala mu przetrwać we wrogim środowisku i pośród innych stad. Pewien zasób wspólnych wartości i ogólnie uznawanych pojęć jest po prostu niezbędny, żeby społeczeństwo mogło funkcjonować. W normalnej sytuacji i w zdrowych społecznościach tę rolę pełniła tradycja, religia i prawo zwyczajowe. Dzięki temu jednostka miała wystarczający margines swobody, a jednocześnie mogła spokojnie żyć w ramach tradycyjnych struktur: rodu, plemienia, państwa, miasta, cechu, gildii, gminy itp. Im wyższa cywilizacja, tym sprawy się bardziej komplikują. Dzisiaj technologia i stopień złożoności struktury społecznej wyprzedziły naturę o wiele długości: jesteśmy jaskiniowcami z bronią nuklearną. Jak to się ma do tematu? W czym problem w ogóle? Problem polega na tym, że dzięki rozwojowi cywilizacyjnemu elity dostały do rąk takie narzędzia do kontroli mas, o których w dawnych czasach nie mogły nawet marzyć. Rozwój massmediów, reklamy i nauk społecznych doprowadził do tego, że zwykły człowiek jest dzisiaj całkowicie bezbronny. Pierwsze próby hodowli nowego człowieka, a więc idealnego niewolnika Systemu, były prymitywne. Nazizm, faszyzm, komunizm, co widać po naszej historii, pomimo ogromnych nakładów i pozorów potęgi okazały się niewystarczające i zbyt niewydolne. Dopiero rozwój marksizmu kulturowego wg recepty Gramsciego pozwolił zaprząc dosłownie całą kulturę w rydwan propagandy elit i zmienić świadomość mas. To dzięki niemu panuje dzisiaj feminizm i terror politycznej poprawności. W ten sposób powstał matrix. Z czego on się składa i jak go rozmontować? Oczywiście, jak słusznie prawi nasz Boss, z pozycji zwykłego szaraczka Systemu nie obalisz. Nawet myślenie o tym nie ma żadnego sensu, bo gdybyś miał tak wielkie możliwości żeby cokolwiek zmienić, to jakakolwiek zmiana na korzyść prostych ludzi godziłaby bezpośrednio w Twoje interesy. Jedyne co możemy, to pracować nad sobą, spróbować uciec od stada albo odejść gdzieś na bok, gdzie jest więcej miejsca dla niesfornych owieczek Dobra wiadomość jest taka, że to w zupełności wystarczy: jeśli tylko skutecznie zmienimy swój świat, to tak jakbyśmy zmienili cały świat w ogóle! Jak się do tego zabrać? Zmienić przekonania. Dlaczego to takie ważne? W oparciu o przekonania nasz umysł tworzy emocje. Emocje natomiast trafiają wprost do podświadomości. Nikomu kto słuchał Marka i czytał jego książki nie trzeba tego wyjaśniać. O podstawowym znaczeniu przekonań dla naszej jakości życia wiedziano już w starożytności. Świat i wszystko co na nim się dzieje nie jest tak naprawdę ani zły ani dobry. To nasze przekonania nadają takie znaczenie wszystkiemu z osobna. Tworzymy sobie jakieś wyobrażenia o szczęściu i nieszczęściu i zgodnie z tym odczuwamy. Marek (przypadek? ) Aureliusz pisał: Usuń wyobrażenie, a usunie się i poczucie krzywdy, usuń poczucie krzywdy, a usunie się i krzywda. Dzisiaj te wyobrażenia wtłacza nam do głów reklama, komiksy, filmy i telewizja, szkoła i w ogóle cała szeroko pojęta popkultura. Zaraza szerzy się nawet oddolnie, bo zindoktrynowane jednostki z rozkoszą robią za pożytecznych idiotów: zob. np. memy. Wszystkim tym zarządzają spece od inżynierii społecznej, takie pieski pasterskie na smyczy u właścicieli stada. Jedyne co można z tym zrobić, to te fałszywe przekonania wyłapać, zrozumieć ich właściwą funkcję i przeciwstawić im własne - które będą nas wspierać. Po tym przydługim wstępie chciałbym otworzyć listę. Dodawajcie od siebie, co sami wyłapaliście. 1. Dom+dzieci+ładna żona=szczęście (ew. wariant o domu, drzewie i synu, w tym wszystkie pokrewne), 2. Kto nie ma tego przed 30. ten jest frajer i przegryw (szczególnie w polskich realiach to bardzo destrukcyjne przekonanie, perfidnie dołujące większość młodych samców), 3. Im kto ma więcej hajsu i ładniejszą kobietę tym lepszym i bardziej wartościowym jest człowiekiem, 4. Sex to najlepsza rzecz, która istnieje, sens życia, 5. Sex=szczęście, 6. Hajs=szczęście, 7. Twoje życie jest warte tyle ile zarabiasz, 8. To facet musi się starać, kobieta wystarczy że jest, 9. Musisz być miły dla pań, 10. Dzieci=szczęście=sens życia (niepotrzebne skreślić)...
  5. Panowie, jestem człekiem młodym i jeszcze niedoświadczonym w relacji z kobietami. Czytając Marka jakie to kobiety są złe i niedobre faktycznie coraz bardziej się utwierdzałem w tym przekonaniu. Jak wspomniałem, moje wspomnienia dotyczące relacji z matką oraz kobietami również mi sprawy nie ułatwiały. Dlatego odkryłem w końcu, że to nerwowe zachowanie dziewczyn przy mnie może brać się z moich podświadomych przekonań o kobietach. A że one to wyczuwały to się faktycznie tak zachowywały jak myślałem że się będą zachowywać. To jest jakby patrzenie na fragment rzeczywistości przez czarne okulary. Wierzę, że zmieniając podejście do kobiet zacznę je bardziej do siebie przyciągać. Będę mógł przekazywać czystą, dobrą energię, która mi zaowocuje jeszcze lepszym szekszem Jestem młodym facetem, który pragnie działać, podrywać, no i ten... szekszować się Ale umacniając się w przekonaniu że kobiety to zło i wierząc w to no to sorry, ale mam blokady. Wypisałem kilka swoich przekonań, co ciekawe, większość pochodziła z domu, z moich obserwacji związku rodziców oraz tekstów najbliższej rodziny. I co w sobie odkryłem? Że: -potrzebowanie czegoś od kobiety (seksu, bliskości) jest żałosne, -prawdziwy mężczyzna to twardziel i samotnik, który nie okazuje słabości -prawdziwy mężczyzna nie pragnie ani nie pożąda kobiety, jest aseksualny, nie potrzebuje jej -kobiety nie potrzebują seksu, moze nawet go nie lubią, robią ogromną łaskę dając swoje ciało (to przekonanie może być w małżeństwach prawdziwe, ale podrywając młode dziewczyny nijak mi się to nie przyda) -nie podrywam bo jestem wtedy żałosny (byłem często wtedy zawstydzany gdy w podstawówce ktoś mi się podobał. mam jeszcze mentalność z podstawówki w tej kwestii. Idąc z dziewczyną jakby czekam aż uslyszę od kogoś: "artem ma dziewczynę! zakochana para!") Bardzo proszę Samców (mających już pewne doświadczenie) o pomoc w zmianie tych przekonań. Może macie jakieś historie pozytywne na temat kobiet, co mogą nam one dać, jakie są korzyści z głębszych kontaktów z nimi (np. związek). Bo póki co to na forum dominuje taka tendencja, by narzekać na kobiety. Rozumiem no ale żeby stać się lepszym człowiekiem, cały czas napieprzając na jedną płeć niewiele mi to da. Rozumiem też że macie takie doświadczenia i przeżycia, no ale musi być też ich jaśniejsza strona. No bo w końcu PO COŚ się z nimi spotykaliście/kacie. Podziwiam też Marka, który mimo że narzeka na kobiety jednak je podziwia i szanuje. No ja popadłem trochę w skrajność właśnie i teraz zachowując Wasze porady o naturze kobiet (ich egoizmie itp itd) chcę spojrzeć na korzyści z tych relacji z drugą płcią. Chciałbym polubić kobiety. Myślę że ten wątek może też poslużyć Wam do ogarniania swoich przekonań, które Was blokują. Możemy sobie nawzajem pomóc. Jeśli jesteście chętni to je wypisujcie, reszta może dawać argumenty przeciw i jedziemy ;D
×