Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Szkaradny's

  • wpisów
    8
  • komentarzy
    22
  • wyświetleń
    596

O blogu

Wrzucam tu wszystko co mnie inspiruje, pobudza i pozwala rozwijać. Wszystko w jakimś stopniu sprawdziłem i doświadczyłem. Mój mindset, moje aktywności. 

Droga wyjścia z matrixa, wyjścia z depresji, droga do wolności, spokoju ducha i harmonii ....mimo wszystko.

Wpisy na tym blogu

Szkaradny

Wzorzec ojca

Podsumowania z przemyśleń nad rolą ojca.

Horyzontalny cel i rola :  Przygotować dziecko do samodzielnego życia, do opuszczenia gniazda w sposób naturalny, z ochotą, pewnością siebie i przekonaniem, że posiada się wszelkie umiejętności i wiedzę by stawić czoła wyzwaniom. 

 

W realizacji tego celu kieruję się zasadami (kolejność spontaniczna): 

 

  1. Być wzorem, przykładem i przewodnikiem, a nie tyranem, czy mędrkującym teoretykiem (lub co gorsza manipulatorem i hipokrytą).
  2. Dawać wsparcie i przestrzeń do podejmowania prób, eksperymentów, inicjatyw.
  3. Nie wzbudzać negatywnych uczuć takich jak: poczucie winy, wstyd ("zawiodłeś mnie", "rozczarowałeś mnie", "przez Ciebie ...." , itp ).
  4. Nie odtrącać. Zawsze kochać, a nie tylko za efekty i podporządkowanie. 
  5. Sprawiedliwie oceniać i rozliczać działania i zachowania a nie osobę (to, że zrobiłeś to czy tamto nie oznacza że jesteś zły, głupi, gorszy, itp.)
  6. Być fair - nie manipulować i nie dać sobą manipulować - pokazywać szkodliwość takich zachowań.
  7. Tłumaczyć i rozmawiać o: emocjach, uczuciach, komunikacji, myśleniu, umyśle, sercu, itp. w sposób otwarty, naturalny, w kontekście doświadczeń.
  8. Zapewniać dobrą atmosferę i nie projektować własnych negatywnych emocji na dzieci (nie odreagowywać).
  9. Ale tez nie rozpieszczać - wymagać: wywiązywania się z umów, rozwiązywania problemów i nie unikania trudnych rozmów.
  10. Jednocześnie pozwolić na swobodne wyrażanie i uwalnianie emocji, nie duszenie ich, nie wypieranie, nie wstydzenie się, nie czucie się winnym za nie - niech się wytelepie z emocji, spokojnie przeczekać a potem porozmawiać o tym co się wydarzyło.
  11. Dbać o harmonię i balans pomiędzy zabawą obowiązkami, czasem wspólnym i własnym.
  12. Wpajać poczucie przyjemności z wysiłku w dążeniu do celów.
  13. Uświadomić zagrożenia wszelkich uzależnień.
  14. Nauczyć dystansu do strachu przed porażką / oceną innych.
  15. Nauczyć jak wykorzystywać doświadczenia porażki.
  16. Wpoić zdrowy egoizm (Zapoznać ze schematami przyjmowania ról: ratownika, ofiary i tyrana.)
  17. Wpoić przekonanie o własnej kompletności i szczęściu, miłości własnej i istotności kontaktu ze Sobą.
  18. Obalać mity "dwóch połówek" i inne białorycerskie schematy.
  19. Nauczyć odpowiedzialności za własny dobrostan.
  20. Nie oczekiwać że dziecko się odwdzięczy, bezinteresowna postawa ale z zachowaniem własnych granic.

 

 

Oczywiście to wszystko bezwysiłkowo i z piosenką na ustach. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szkaradny

Oto kolejna seria zmian:

1. Samodzielność 

 

Kiedyś: Miałem schemat, że ktoś mi wytycza drogę, miejsce w szeregu, zadania - różne były to kierunki: nauczyciel, rodzic, żona, grupa rówieśników, wpisanie w role społeczne. Czyli duży rozwinięty mechanizm dostosowawczy z przekonaniem, że tak trzeba, że ktoś też zadba o mnie i zauważy mój trud, doceni. Jak rodziła się we mnie jakaś inicjatywa własna to i tak podświadomie szukałem wspólnika lub lidera. 

 

Dziś:  Nie wypieram się "życia w stadzie", ale inaczej patrzę na swoją drogę. Widzę i wierzę, że żyję sam i przeżywam 100% czasu ze sobą. Nikt nie jest w stanie wczuć się we mnie, ani zrozumieć ani poprowadzić dalej (już trochę o tym wspominałem przy odpowiedzialności i podejmowaniu decyzji). Ostatecznie irracjonalne jest oczekiwanie, że ktoś będzie trzymał ster mojego statku i ja będę zadowolony - nie będę - cała frajda w tym by trzymać ten ster. Morze i siły natury zrobią pewnie co zechcą z tą łajbą - to ich rola - moja rola trzymać ster. Rola zewnętrznego lidera i mentora w moim życiu jest bardzo ważna. W ostatnim czasie pojawiło się kilku nowych i stali się bardzo ważni i wpływowi. Ale ich zadanie w pewnym momencie kończy się. Mentor/guru jest ważny na początku drogi potem trzeba odrzucić wszystkie autorytety, przestać szukać rady i rozgrywać życie na własną rękę.  Bez takiej postawy mocno się unieszczęśliwiam.

 

 

2. Zdrowe ciało / choroby

 

Kiedyś: Żyłem przekonaniem, że nie mam znikomy wpływu na to czy zachoruję czy nie. Uwarunkowałem to od biologicznych cech, które są stałe i decydują o kondycji ciała.

 

Dziś:  Znacząca zmiana w przekonaniach. Obecnie uważam, że większość schorzeń i chorób to konsekwencja dwóch rzeczy trwania w negatywnych emocjach i diety. Odczułem sam na sobie, że trwanie w negatywnych schematach generuje wiele negatywnych emocji i stresu(strachu) jeśli nic z tym nie robimy, jeśli to utrwalamy to w końcu objawia się w ciele. Nowe przekonanie: choroba zaczyna się od myśli. Przywiązanie do myśli i przekonań, które nas dołują to okropne obciążenie, najpierw dla umysłu, potem dla ciała. Źródłem tego wszystkiego jest zaniedbanie duszy, która ma władzę nad podświadomością i z wielką siłą wzbudza emocje - to jest jak żywioł - jeśli ulegniemy to nas fala zmiecie i nie wiadomo kiedy i gdzie wyrzuci.  Trzeba słuchać i akceptować emocje, szukać zrozumienia co je wywołuje i dlaczego. To mogę nazwać kontaktem z samym Sobą świadomość <=> podświadomość. Będzie kontakt, będzie współpraca i zdrowie :).

 

3. Pokój i dobrobyt na świecie

Kiedyś: Żyłem w dualizmie : dobre/złe - ktoś jest dobry, ktoś zły. Trzeba bić i zwalczać złego - a ja pozostaję wtedy dobry. Tak zwana wojna o pokój. Jak już wybije się wszystkich złych to będzie dobrze, kraina wiecznej szczęśliwości.

 

Dziś: Wszelkie koncepcje piękne są w teorii : socjalizm, kapitalizm, religie, demokracje i mądrzy i sprawiedliwi królowie. Szukanie modeli pełnych założeń i życzeń w nadzieji na spokój i bezpieczeństwo. Już w to nie wierzę, nie słucham, nie dyskutuję i nie tracę enerii na rzeczy na które nie mam wpływu. Uważam, że ponad wszelkie deklaracje, moralność, czy kulturowe czy tradycyjne wartości i tak rządzą człowiekiem siły natury, przy których jest ziarnkiem piasku na pustyni, a poza tym tych praw natury nie zna. Można rozwijać się i je poznawać, zdobywać świadomość i wtedy żyć w zgodzie z nimi. Ludzie od zawsze ulegali siłom swojego cienia - pożądaniu władzy i bogactwa, zasobów, bezpieczeństwa. Gdy pojawia się strach - zmieniają się w zwierzęta. Nie jest to reguła, ale efekt tłumu gromady, wobec której mniejszość świadomych jednostek jest na straconej pozycji. Owszem jeśli bym miał realny wpływ, stanowisko władcze, to robiłbym wszystko by utrzymać pokój. Wielu próbowało, ale ostatecznie co jakiś czas okazuje się że ludzkość musi upuścić sobie trochę krwi. Dyktatury, rewolucje, wojny i krucjaty, wszystko to nakręcane strachem, zagrożeniem przed obcym, innym wybija jak woda pod ciśnieniem. Miłość i pokój ? Tak !  Ale nie można tego komuś narzucić i wymagać i z automatu rezygnujemy z tego sami, stając do walki, a to niczego nie zmienia i nakręca zbrodnie. Walczymy tylko o etykietkę "ten dobry".

 

 

4. Patriotyzm 

 

Kiedyś: Byłem mocniej zorientowany na ideologię patriotyczną, narodowy patos. Może to mi podchodziło pod romantyczny obraz bohater / męczennik - tak jak to Polska często jest personifikowana.   

 

Dziś: Duma z tego, że jestem Polakiem to jakieś nieporozumienie. Nieuprawnione przypisywanie sobie cech  (głównie zalet ) innych osób tylko dlatego że mieszkają na tym samym terenie i gadają tym samym językiem. Przynależność do grupy jest potrzebą mocną, ale często to proteza tożsamości osobistej. Najpierw własna wartość i świadomość, potem społeczna i historyczna i w tej kolejności spięcie i zadęcie narodowe przestaje być destrukcyjne. 

 

 

5. Racja / Prawda

 

Kiedyś: Miałem tak mocne przekonanie, że istnieje obiektywna prawda, że mocno się męczyłem próbując do niej dotrzeć i dręczyłem siebie samego, że nie potrafię do niej dotrzeć. To mi dostarczało ciągłego napięcia i lęku, że nie znam prawdy, że błądzę.  

 

Dziś:  Dziś spokojnie znoszę świadomość, że nie znam prawdy, że jedynie mogę opierać się na własnym doświadczeniu i wiedzy. Że jestem w ciągłym procesie rozwoju, poznawania Siebie i życia. Uważam, że największy wpływ na poznanie prawdy mam właśnie Ja - ponieważ "prawda" to moja kreacja, dynamiczny obraz, który sam tworzę. Możliwe, że jest jakaś prawda ostateczna, obiektywna, ale nie wiem nic o tym i nie dręczę tym pytaniem. Liczę jedynie że przez swoją aktywność, chęć poznania, otwartość i odwagę - zbliżam się do jej poznania, do oświecenia.  Zdaję sobie sprawę, że ogranicza mnie moje perspektywa i percepcja, umysł.

Im dłużej pracuje nad kontaktem ze Sobą tym łatwiej odpuszczam innym ich inność, ignorancję, błędy, itp. Przestaję mieć oczekiwania, że będą się ze mną zgadzać. Rozumiem, że każdy postępuje optymalnie w zależności od swojej świadomości. Przyjmuje jakieś założenia i idzie z nimi w życie, które je weryfikuje. Jeśli jest się otwartym to uczymy się i odczuwamy ostatecznie wdzięczność za lekcje, jeśli nie przyjmujemy lekcji i nie akceptujemy świata - to brniemy w ciemność, cierpienie i korkociągiem pakujemy się w niższe stany.

Racja? Każdy ją ma! Tak można szybko skończyć jałowe sprzeczki, których więcej jest niż otwartych owocnych dyskusji. Ktoś Cię wkurwia, obraża, zdradza, okłamuje ?? Powiedz mu "Masz rację" . Daje to wolność, w końcu też chcę, aby robić to co chcę. :)
 

 

6. Skarb 

Kiedyś: Wiele lat w tzw. Matrixie owocowało rozczarowaniami z powodu iluzji sukcesu, bogactwa, posiadania itp. Ciągle coś było "przed", jakiś warunek do spełnienia, żeby czuć się dobrze, dostać mityczne szczęście. To były dziesiątki, setki, tysiące - sznurków które targały mną i nie pozwalały dojść do celu. Ich mnogość sprawiała, że w końcu jakikolwiek ruch był często niemożliwy, kosztował zbyt dużo energii, a nic nie osiągał. To już był kokon, ciasny kokon, więzienie i pułapka. 

 

Dziś: Skarbem moim jest cudowne uczucie wolności i odkrywania i uwalniania się od takich sznurków, nitek, więzi. Kiedyś się mocno bałem, że coś stracę, coś zepsuję, doznam krzywdy gdy pozbędę się swoich przekonań, swoich "prawd", pragnień, osób. Rządził strach przed stratą - niszczący radość z tego co jest, z życia, z bycia, z czucia, z decydowania, z kierowania uwagi tam gdzie podpowiada mi intuicja. Nie mając świadomości i tożsamości łapałem i trzymałem wszystko co mi "wpadło" do życia. Było duże przejęcie, ale jednocześnie strach i bierność.  Dziś cieszę się ze zrozumienia i kontaktu ze sobą. Ogarnia mnie spokój, ale i dociera to czego wiedzieć nie chciałem. 
Dziwnie się czuję z poczucia szczęścia, które bazuje na świadomości, że jestem "nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi" :)  Paradoks.

 

 

 

photo-1507369512168-9b7de6ec6be6?ixlib=r

 

 

 

Szkaradny

Niedawno pewien wieczór spędziłem na przemyśleniach dotyczących zmian jakie się dokonały w moim życiu. Pisałem już o podejmowanych działaniach i efektach, więc tym razem opiszę jak zmienił się mindset - przekonania i wartości. 

 

Każdemu polecam szukanie odpowiedzi na pytanie "jakie przekonania kierują moim życiem?" , czy są one prawdziwe, czy może irracjonalne ?, czy moje?, czy narzucone, automatyczne, kulturowe, rodzinne.. itd. Czy te przekonania są spójne czy tworzą sieć konfliktów wewnętrznych, które prowadzą do wojen i komplikują życie.

 

 

1. JA, kim jestem?

 

Kiedyś: Kiedyś myślałem o sobie jako o zamkniętej, skończonej, stałej formie, na którą składają się jakieś wrodzone cechy pozytywne i negatywne i ogólnie, że to jest temat zamknięty (charakter, temperament, osobowość - jak zwał tak zwał. Amen). Taki jestem i raczej nic nie da się z tym zrobić, trzeba z tym życi i być z ludzmi, którzy potrafią mnie takiego zaakceptować. Taka trochę czarna skrzynka - zbiór danych, ale nieedytowalny. 

 

Dziś: Uważam, że wiele zmian jest możliwych i wiele z tych przyjętych cech można a nawet trzeba zmieniać. Podstawą jest pozwolenie samemu sobie na zmianę, odrzucenie przekonań typu : jestem nieśmiały, skromy, nieatrakcyjny itp. Wszelkie etykietkowanie sprawia, że wpadamy w pułapkę, zamykamy się w klatce, którą sami tworzymy. Narzucamy sobie ograniczenia i zostaje nam jedyni komfort biadolenia jak to "nie da się, bo ja tak mam". Oczywiście są granice - np. cech biologicznych - raczej nie urosnę kolejnych 10 cm.... ale czy ja wiem ;)  Poznaję Siebie i zmieniam Siebie. Rozpuszczam ego - poznaję jego triki, by utrzymać status quo. Umysł i podświadomość - mogą pomagać, ale jak nie potrafi (nie zna) używać to będą utrwalać szkodliwe przekonania i realizować czarny scenariusz. 

 

2. Odpowiedzialność / podejmowanie decyzji

 

Kiedyś: No cóż, muszę przyznać że było mi wygodnie gdy decyzje podejmował ktoś inny, ja nazywałem to bycie minimalistą, elastycznym, kompromisowym i podobne racjonalizacje, że jestem taki wspaniały, że czyjeś potrzeby i preferencje mogą być na pierwszym miejscu, a ja się dostosuję i jest OK. Oczywiście tworzyło to po pewnym czasie frustracje i pretensje do otoczenia (ludzie, okoliczności, prawo, gospodarka, kultura) że jest źle, że to i tamto, ktoś, coś. Biadolenie, zwalanie winy, tłumaczenie, energia zamiast na dążenie do celu szła na racjonalizacje.  

 

Dziś: Uważam, że Ja jestem za wszystko odpowiedzialny (no może nie wszystko), a przede wszystkim za swój dobrostan, samopoczucie, emocje, zdrowie, finanse - ogólną sytuację. Taka zmiana postawy była mi bardzo potrzebna i wiele dobrego przyniosła - wyznaczyłem granice Siebie - za którymi nikt i nic nie ma mocy zakłócania, manipulacji i zmian ustalonych prawideł. Przyjąłem rolę kreatora własnego życia, własnych emocji, wartości. Decyzje są przyjemnością, choć czasem nie łatwo, ale idę do przodu, kierując się sercem, umysłem i intuicją. Nawet najdrobniejsze sprawy mają dla mnie znaczenie i świadomie decyduję o tym jak i co mnie otacza i spotyka. Jak mi coś nie odpowiada to zgłaszam to światu (dotyczy relacji).

 

3. Źródło szczęścia 

 

Kiedyś:  Brnąłem w matrixowe iluzje : sex, pieniądze, małżeństwo, rodzina, wizerunek, opinia, wiedza, rozrywka, twórczość, melanż, wyjebanie, używki, idee, przynależność do grup itp. itd.  Próbowałem czerpać z różnych źródeł i otrzymać poczucie szczęścia. Wysiłek niejednokrotnie duży, zaangażowanie energii, czy wręcz zatracenie -  zawsze jednak było coś nie tak, nie czułem spełnienia. Wszystko marność, zostawałem z poczuciem bezsensu, wypalenia, po czym znajdowałem następny cel, wartość - często było to przypadkowe, kompulsywne, bezrefleksyje, emocjonalne powiązanie. Poszukiwanie szczęścia było zorientowane na zewnątrz - tam coś miało być, co przyniesie trwały dobrostan.

 

Dziś: Uważam, że największym szczęściem jest bycie w zdrowym (opartym na prawdzie) kontakcie ze Sobą i z otoczeniem. Bez konfliktów, Akceptacja, Współczucie, Harmonia i Spokój wewnętrzny. Poczucie własnej wartości i mocy - sprawiają, że niezależnie od tego co życie stawia przede mną to jest to w sam raz dla mnie, akceptuję i cieszę się z tego, szukam zrozumienia tej lekcji.  Mam świadomość, że rozwój wymaga wysiłku, w celu zrozumienia tych lekcji, ale po prostu warto. Otrzymuję korzyści i nagrody w postaci wewnętrznej radości i satysfakcji z życia. Tak to się jakoś nakręca. Wiem, że cały czas jest coś do zrobienia, wszystko ma znaczenie, każdy moment, każda chwila... ale to nie buduje napięcia ("trzeba coś zrobić, co?, jak? szybko...") - wszystko stało się okazją do zmiany, do kreowania, do korzystania i cieszenia się z tego co jest. 

Żródło jest we mnie - nikt mi go nie ukradnie, nie zabierze, nie zniszczy jest bezpieczne, ono nie odejdzie, dzięki temu nie mam strachu że je stracę, nie muszę tracić energii na zabezpieczenia, kontrolę, alarmy, ochronę itp. 

  

4. Strach przed przemocą

 

Kiedyś: Uważałem się za tchórza, może nie wprost ale podświadomie, balem się konfrontacji, agresji, bicia/walki, przemocy. jako dzieciak, byłem zwykle z tych mniejszych i musiałem nadrabiać gatką, by wyrobić sobie miejsce w grupie, to działało, ale bałem się że ktoś w końcu mnie będzie chciał sprawdzić.

 

Dziś: Już prawie dwa lata trenuję walkę, przykładam się, poznaję o co w tym chodzi. To mi pewnie pomogło, zmienić samoocenę, nie czuję obecnie strachu przed sytuacją w której konieczna jest walka, nie ma wyjścia, nic innego nie zadziała. Psychika ma tu ma znaczenie i to duże. Ustawienie się w roli ofiary determinuje wynik. Ale już taka opcja mnie nie interesuje. Kontra, agresja, dominacja -  nie mam zamiaru utrudniać sobie przetrwania, sabotując wiarę w siebie i swoją siłę.

Oczywiście nie mam zamiaru kozaczyć, sprawdzać się i prowokować. Unik dalej jest świetnym rozwiązaniem i nie rodzi wstydu. W końcu też mój syn też potrzebuje wzorca, więc tu zmieniłem podejście. 

 

5. Strach ogólnie

 

Kiedyś: Unikałem badania tematu, w ogóle jakieś wyparcie nastąpiło, że taka emocja w ogóle istnieje - ogólnie przecież żyjemy wygodnie w cywilizowanym systemie, jest dach nad głową i żarcie. Ogólnie nieświadomość w temacie. 

 

Dziś: Uświadomiłem sobie jak wiele zachowań wynika ze strachu, generuje on stres, który dalej zmusza do szukania ulgi. Łapałem się wielu "polepszaczy" rzeczywistości i różnych -holizmów, które były ucieczką od rzeczywistości. Strach robił ze mnie niewolnika. Obecnie zweryfikowałem dużo błędnych założeń, które generowały strach. przed Np. rozwód, samotność, utrata pracy - to generowało irracjonalny strach, że za wszelką cenę nie wolno do tego dopuścić. Ale to iluzja, cena jest coraz wyższa a zagłada coraz większa - paranoja gotowa. Obecnie przekonanie mam takie: strach przyciąga to czego się boję.  Po prostu wpada się w spiralę pełną lęku, nakłada się na percepcję filtr, który całą odbieraną rzeczywistość interpretuje jako zagrożenie i ryzyko, rośnie srtach i napięcie, zmienia się zachowanie, coraz większy chaos, stres w końcu panika i BUM - stało się. To jak samospełniająca się przepowiednia, jak zaklęcie.  

Obecnie sprawdzam się czy czasem czegoś się nie boję, czy nie działam pod tym naciskiem, jeśli tak to wychodzę naprzeciw, konfrontuję się, chcę zobaczyć czy to faktycznie takie straszne, co będzie jak powiem "sprawdzam" co jest pod tym prześcieradłem. Wielokrotnie strach znika, rozmywa się jak zjawa, nie ma nic - wraca słońce i ładna pogoda. Czuję się wtedy jak dziecko, beztrosko i bezpiecznie.

To również istotne w relacjach, jak jest strach - to z niewyjaśnionych przyczyn wszystko się psuje - zaufanie, wiarygodność, szukanie potwierdzenia uczuć, kontrola, manipulacje. Mój własny strach za unicestwia kontakt drugim człowiekiem. Ciągłe śledztwo, lęk przed krzywdą i czy porzuceniem, oszukaniem, kłamstwem. Po co to? Nie ma się czego bać.  

Stałem się bardziej swobodny i działam z zaufaniem, że życie potoczy się we właściwym kierunku. Coś co obecnie może wydawać się nieprzyjemne, będzie korzystne więc nie ma się co bać - jak niedobry syrop - w końcu poczujemy się lepiej. 

Przestałem się też bać, że kogoś zranię lub będzie komuś przykro, bo wyrażę swoją opinię , czy uczucia, krytykę - To było bez sensu - typowe dla Nice Guy'a.

 

6. Emocje

 

Kiedyś: Uważałem, że jestem słaby w wyrażaniu emocji i że emocje biorą nade mną górę i nie jestem w stanie nad nimi panować. Rodziło to strach przed sytuacjami, więc zmieniałem zachowanie żeby uniknąć nieprzyjemnych emocji. To było związane z pkt. 1 - czyli uważałem, że tak już jest, taki już jestem i tak ma być.

 

Dziś: Wziąłem temat pod lupę - poczytałem trochę i zacząłem praktykować. Nowe przekonanie to: Emocje jakie mam to nie ja!  Traktuję emocje jako informacje, jako sms od podświadomości, co lubi czego nie. To sprawiło, że w praktyce, znacznie mniej przejmuję się tym co pojawia się w emocjach. Patrzę na nie - jak na tekst sms'a - nie nadaję temu tak silnego znaczenia jak kiedyś. Bałem się trudnych emocji. Teraz korzystam z nich by odczytać przekaz i wykorzystać informację w celu podjęcia odpowiedniego działania. Czasem okazuje się że jakaś emocja to nawyk, odruch, skojarzenie - uświadomienie tego prowadzi znacznego polepszenia samopoczucia i pohamowania kompulsywnych reakcji. Cieszę się, że mogę czuć emocje, że nie jestem cyborgiem. Nie boję się ich, pomagają mi w współpracy z podświadomością. Nie martwię się że są czasem nieprzyjemne - to nie ja! Ale ja jestem za nie odpowiedzialny! To też spora zmiana w życiu - uświadomić sobie, że to co gotuje się w tym garze to sami tam wrzucamy. Może to niejasne, ale uważam, że szczególnie to co jest związane z historią, doświadczeniami i co pobudza te emocje to można sobie poukładać i przestać w kółko odtwarzać. Od tego warto zacząć. Potem jest znacznie łatwiej i autentyczniej przetwarzać bieżące przeżycia. 

 

7. Obsługa emocji pozytywnych / negatywnych

 

Kiedyś: Nieświadomość wpływu emocji. Nieświadomość źródeł emocji. Nie wiedziałem jak to działa. Uważałem, że to poza moim wpływem, że naturalne, że nie można tego zmienić. Przylgnąłem do wielu mechanizmów i powstało ego, które dalej się mocno broniło, nie pozwalając na zmiany. Nie potrafiłem brać odpowiedzialności za emocje własne i bronić się przed emocjami innych. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, za które emocje odpowiadam ja, a które chłonę jak gąbka od innych. Byłem łatwo sterowalny dla innych. Podatny na manipulacje. Emocjonalnie zależny.

Nie miałem również rozeznania we wpływie emocji, szczególnie tych "zatrzymywanych", tych które przylgnęły i nie chciałem ich uwolnić. Nie zdawałem sobie sprawy jak wiele wypartych emocji rodzi wewnętrzne ciśnienie, lęk i cierpienie. W końcu to było wyparcie - więc ja tego nie chciałem czuć - i oszukiwałem siebie by zamiatać tematy pod dywan. Emocjonalne klapki na oczach, kajdany i kula u nogi - taka to oto była moja codzienna biżuteria.  

 

Dziś: Obecnie bacznie obserwuję swoje emocje, dostrzegam ich wielką siłę i wpływ. Używam i ukierunkowuję. Mam jasny podział na negatywne i pozytywne. Wszelkie negatywne emocje staram się na bieżąco uwalniać i przerabiać na pozytywne zachowania, zrozumienie i wnioski. Staram się utrzymać emocjonalną higienę - nie zapuścić się żalem, wstydem, gniewem, pożądaniem, zazdrością, winą, apatią, złością, strachem, czy nawet dumą. Tego nauczyłem się od D. Hawkinsa - Techniki Uwalniania i Poziomy świadomości - książki, które całkowicie zmieniły, a wręcz stworzyły moje postrzeganie i rozumienie emocji. To zaczęło działać i sprawdzać się.

Poza tym drugi aspekt to umiejętność rozróżnienia źródła emocji lub wyzwalacza. Obecnie rozróżniam co jest moją odpowiedzialnością, które stany są moje, a które pochodzą od innych i manipulacjami lub projekcjami (wzbudzanie poczucia winy, uraza, szantaże emocjonalne, acting-out'y). Nie chłonę już tego jak gąbka i nie biorę odpowiedzialności za czyjeś stany.

 

Nowe przekonanie: Jakie mam emocje takie dostaję życie. Trochę to działa jak zamówienie w restauracji - jeśli jest się miłym, zadowolonym, pozytywnym - to dostaniemy dobre, świeże, smaczne danie. Jak emitujemy negatywne emocje - dostaniemy coś po czym czeka nas wielogodzinna bolesna sraczka.    

 

 

8. Życiowy kompas umysł/serce/intuicja czy coś innego?

 

Kiedyś: Uważałem, że umysł, zdroworozsądkowe myślenie, intelekt to narzędzia do kierowania swoim życiem. Nie specjalnie wiedziałem, co to intuicja i dlatego uważałem, że mam słabą intuicję lub jakąś zawodną i dlatego unikałem tematu.
Serce? Tak, tak, jak najbardziej - ale w naiwnym romantycznym wydaniu. To był efekt masowego programowania, zarządzany przez ego. Iluzja zależna od zewnętrznego źródła. Słodko pierdzące piosenki o miłości, a potem inne żale i lamenty jak to jest mocno się cierpi gdy się tak pragnie miłości lub nieszczęśliwie kocha. Białorycerska szkoła kadetów.

Tak na co dzień - uważałem się jednak za umysł ścisły, który nie rozumie tych skomplikowanych ludzkich labiryntów i gubi się w emocach, więc bezpieczniej jest schować się pod maską intelektualisty - luzaka. A może jak się ktoś napatoczy to wtedy pokazać w całej okazałości swą stęsknioną romantyczną naturę. Ciągły konflikt serca i umysłu, poplątanie interesów i chaos, nieświadomość że i tak ego i podświadomość robią ze mną co chcą, a intuicji nie używam z założenia. 

 

Dziś:  Świadomość Siebie i tego co "na mnie się składa" rodzi nowe przekonanie, że umysł to tylko narzędzie - jak komputer - to co włożysz to przetworzy i poda wynik. Ale za to jakie zadania mu zadajesz to kto i na jakiej podstawie decyduje? Uważam, że takim wewnętrznym kompasem powinna być intuicja. Rozwinąłem trochę moją zaniedbaną intuicję, do podejmowania decyzji nie oczekuję wszystkich danych, dowodów, opinii autorytetów, czy norm społecznych lub innych. Staram się kierować wewnętrznym głosem, pragnieniem, uczciwością wobec tego co aktualnie uważam za prawdziwe. piszę "aktualnie", bo doświadczenie pokazuje, że te "wewnętrzne prawdy" mogą się zmieniać i to co było kiedyś prawdą teraz jest fałszem. Ogólnie to moje życie jest jak liść na wietrze i to co go spotka jest poza kontrolą, ale jak to odbiorę i przeżyję, jakie da to owoce zależy już często ode mnie. Może ta intuicja to wyższa Jaźń, może Bóg, może coś innego. Nie wiem,  Ja tu tylko realizuje jej plan.

 

9. Zmiany i uszczęśliwianie innych

 

Kiedyś: No cóż, kiedyś żyłem przekonaniem, że jestem w stanie kogoś uszczęśliwić, naprawić jego życie, uratować. Chętnie pomagałem, poświęcałem się, rezygnowałem z wygód by być kogoś. Rola ratownika, opiekuna. To wszystko była ściema, ucieczka przed sobą, jakiś model wyuczony od dziecka, bycia dobrym dla innych. W podświadomości natomiast rosło oczekiwanie  się na nagrodę na docenienie. No i dupa. Ktoś wziął i zostawałem z uczuciem wydymania lub że jestem nie dość dobry, nie starałem się, winny że ktoś jest dalej niezadowolony, cierpi itp. Podejmowałem wytrwale misje, nie bacząc na koszty. Uważałem że to dobre, ego klaskało z zachwytu jaki jestem dobry i rycerski. Wyrzuty sumienia, niezrozumienie, niska samoocena - to niektóre z owoców takiej postawy. 

Szczególnie przekonany byłem, że faktycznie dwie osoby mogą dobrać się jak połóweczki i będą jak całość. Iluzja i irracjonalne oczekiwania.

 

Dziś: Nowe przekonanie nikt nikogo nie uszczęśliwi. Nie może, nie powinien, wręcz szkodzi takim zachowaniem. Odbiera komuś możliwość samodzielnego stania na nogach, uznaje kogoś za niezdolnego do dojrzałości i niezależności. Można i trzeba zmienić Siebie. Wtedy zmieni się świat. Celem działań jest realizacja swojego życia. Czuję się wolny i chcę dać wolność innym, niech decydują o swoim życiu. Owszem będę wyrażał swoje zdanie i pilnował swoich granic, odpowiednio reagował jak ktoś je przekroczy, ale nie można wyręczyć kogoś z odpowiedzialności. 

Wiele osób przyczyniło się do zmian w moim życiu, ale nikt nie adresował swoich działań do mnie, nikt brał mnie na cel do nawrócenia. Robili swoje, siali ziarno - dając swobodę wyboru. 

Nowe przekonanie: Robię swoje, jak ktoś się zainspiruje, doceni, to fajnie. Jak nie to zero straty.

Żeby dwie osoby - w sennie para - były szczęśliwe, każda z nich powinna być szczęśliwa sama ze sobą. Nikt nie powinien być warunkiem szczęścia dla drugiej osoby, to nie działa, to toksyczna relacja.

 

 

10. Myśli

 

Kiedyś: Wierzyłem w myśli, wierzyłem, że skoro mam jakieś myśli, które pociągają za sobą emocje i to ostatecznie warunkuje mój stan, nastrój - to to wszystko jest prawdziwe, tworzy rzeczywistość. Szczególnie łatwo wpadałem, w myśli dołujące - trwanie w nich, faktycznie w końcu tworzyły rzeczywistość, bo wszystko zaczynało się sypać, takie bagienko.

Innym problemem było nadawanie myślom dużego znaczenia, pielęgnowanie ich, wracanie do nich, trwanie w emocjach które były z nimi związane.   

 

Dziś:   Myśli to nie ja. To takie echo tego co gdzieś kiedyś się przewinęło przez percepcję, pamięć, umysł i jeśli zostanie przechwycone przez uwagę, to nabiera znaczenie, tworzy emocje -> zachowanie itd. w kółko znów myśli. A więc nowe przekonanie mam takie, że : myśli można i trzeba filtrować by nie szkodziły a pomagały.  Myślom, które są nowe, twórcze, kreatywne, zabawne, przyjemne, ciekawe - warto poświęcić uwagę, one lepiej zapadną w pamięć, będą wracać i inspirować, będą jak nasiona na polu, trzeba je podlewać i zapewnić dobrą glebę. Myśli, które sabotują, które są podejrzeniami, generują irracjonalny strach, które podważają moją wartość - są ignorowane, ok możecie być, ale nie mam dla was uwagi. Koniec.

Żadnego pielęgnowania chorych myśli, pomysłów, pokus do złego, fantazji gdzie istnieje krzywda, zbrodnia, gwałt itp.  

W końcu każde działanie, gdzieś na początku jest myślą, już od tej fazy trzeba mieć na nią oko.

 

 

11. Żródła inspiracji

 

Kiedyś: Był moment w moim życiu, kiedy stwierdziłem, że w zasadzie to warto czerpać ze wszystkich źródeł, by poznać jak najwięcej ludzkich perspektyw i owoców. To uważałem za dobre podejście i tak robiłem, dopuszczałem wszelkie dzieła ludzkich głów i rąk do mojej percepcji.

 

Dziś: Uważam, że to czym się karmimy ma wpływ na nas. Trzeba więc być ostrożnym, by nie zrobić sobie krzywdy. Podobnie jak z jedzeniem, jesz śmieci - stajesz się śmietnikiem - jakoś tak ;)   Oczywiście nie chodzi, o to by wypierać się ciemnej strony ludzkiej natury i twórczości, ale nie ma co tego codziennie chłonąć.    

 

 

12. Nie wiem

 

Kiedyś: Bardzo mocno działał we mnie wewnętrzny przymus posiadania odpowiedzi, poglądu, zdania na określony temat. Wszystko podlegało ocenie i porównaniom. Uważałem, że tak trzeba, że trzeba mieć zdanie na każdy temat i poglądy. Opowiedzieć się za jakąś opcją.

 

Dziś: Uważam, że nie mam odpowiedzi na wiele pytań i nie interesuje mnie posiadania zdania na niektóre tematy. Nie chcę nikogo oceniać i porównywać się. W zależności od czasu i okoliczności - pewne rzeczy mogą być raz dobre raz złe. Nieważne staje się nawet takie wartościowanie, dobre/złe. Tego nie da się ustalić. Szkoda energii na ustalanie win, ocenę, porównania. Owszem ego ma taki nawyk, ale świadomość podpowiada mi by takie zagrywki olać, bo nie są ani prawdziwe ani przydatne.  

 

 

 

 

 

3f4eb74a?ixlib=rb-0.3.5&ixid=eyJhcHBfaWQ

 

 

Szkaradny

Miałem we wtorek piękny symboliczny sen. Minęło kilka dni a ja wciąż o nim myślę, bo dostarczył mi niezwykle mocnych wrażeń. Często mam ciekawe sny, ale ten był mocniejszy niż reszta, jego moc w końcu mnie wybudziła i od razu poszedłem zapisać jak najwięcej by nie rozmył się do rana. Była 1.30 jak się obudziłem, zapisałem sporo więc postanowiłem się z Wami podzielić. Może ktoś będzie miał ochotę zinterpretować mój sen.

__________________________________________________________

 

Jestem na dziecięcych urodzinach w typowej sali rozrywek dla dzieciaków, baloniki, bańki, tort, zabawki, dzieciaki dookoła, ganiają się, wrzeszczą, nieliczni rodzice plączą się. To urodziny synka mojego bliskiego kolegi, jego nie widzę, ale jest jego matka, babcia solenizanta, znamy się dobrze i zaczynam z nią rozmawiać. 

W pewnej chwili czuję dziwne wrażenie, jakbym miał coś w ustach, czuję się niezręcznie i coraz bardziej skrępowany, bo to zaczyna przeszkadzać mi w rozmowie, w końcu sięgam do ust i ręką sprawdzam co to jest. Kobieta zdziwiona patrzy na mnie - ja na nią - oboje nie wiemy co się dzieje. Chwytam "to" i wyciągam stopniowo około pół metra cienkiego, białego, mocnego sznurka. Odchodzę na bok by nie robić sensacji. Zdziwiony, przestraszony, czekam aż ten sznurek się skończy i go wyciągnę całego. Ale lipa! W pewnym momencie czuję zdecydowany opór i ani milimetra już nie mogę więcej pociągnąć. Jakby był przywiązany do czegoś lub zaczepiony. Teraz każdy ruch wyzwala nieprzyjemne uczucie we wnętrznościach, mocno trzyma, nie wiem co robić. Kawał sznurka wystaje mi z gęby, gorąco mi się zrobiło, już jestem spocony - szukam lustra - gdzieś na ścianie jest duże, podchodzę i oglądam wnętrze gardła. Dostrzegam kawałeczek metalu, to końcówka jakiegoś elementu, który jest mocno wbity w moje ciało, jakby hak lub 5cio centymetrowa igła. Zaczyna mnie to przerażać, wyobrażam sobie że zaraz to połknę głębiej i będzie po mnie. Mimo że boli, postanawiam wyrwać to teraz i nie czekam, zaczynam szarpać sznurek. Zdecydowany opór i ból, czy sznurek wytrzyma? wbija mi się w paluchy, ale nie czuję tego, chcę się pozbyć tego haczyka z gardła. Szarpię coraz mocniej, rozrywam tkanki i krwawię, boli, ale czuję że chyba coś drgnęło. jakby lekki luz i zaczyna wyłazić z kości. Dalej szarpię i nie odpuszczam, muszę to wyrwać..... idzie! wyłazi, już znacznie lżej i swobodniej. Przemieszcza się w górę w stronę ust, ciągnę za sznurek i zaraz będę to miał poza sobą. Podchodzę do matki kolegi i pokazuję jej co się dzieje, chcę żeby to zobaczyła, bo to jakieś grube przegięcie! Co to jest i skąd ja to mam. Ona patrzy osłupiona - dlaczego nie filmuje - pomyślałem ;) . Toż to jakiś cud! Z poszarpanych ścianek gardła w końcu wyciągam całość - to wielka gruba igła! "Jak ja mogłem z tym żyć"  ??? Przecież to musiało wpływać na resztę całego ciała, musiałem ograniczać i hamować swobodę ruch z takim czymś, skąd to? 

Ale to już mam poza sobą, pozbyłem się tego i tu zaczyna się coś niezwykłego. Cały ból, cierpienie i strach rozpływają się i pojawia się słodka, łagodna, cudowna, kojąca, ciepła fala jakiejś energii, jakby obłok miłości, rozkoszy, wypełnia mnie i wszystkie zranione miejsca, wszystko goi się, a po chwili zupełnie nie czuję ciała, czuję się zespolony z tym obłokiem. Dalej widzę całą salę i swoje ciało, które delikatnie osuwa się na podłogę i leżę na niej. Ulga jaką czuję jest nie do opisania. Jest mi tak dobrze, że nie widzę powodu by nie leżeć tam cały czas, jest mi najlepiej, jeszcze nigdy tak mi nie było przyjemnie. To co czuję jest  ponad wszystko, ponad dotychczasowe wyobrażenia o szczęściu czy miłości. Żadne wcześniejsze doświadczenia nie są w stanie zbliżyć się do takiego błogostanu, dobrostanu. Rozpływam się w tym uczuciu, jest też przy tym jakiś nieznany piękny zapach. Z innej perspektywy widzę, że nade mną jest już "czapa" ludzi, pochylili się i pewnie myślą, że mi coś jest. 
Myślą sprawiam, że przenoszę się w zupełnie inne miejsce, bez ciała, mam jakby tylko oczy. Jestem na polnej drodze, jest ciepły piękny letni dzień, dookoła pełno kwiatów, lekki ciepły wiatr, kołysze się roślinność a przede mną droga, którą ruszam przed siebie. 

 

______________________________________________________________

 

Po obudzeniu, byłem  jak postrzelony ekstazą wspaniałego uczucia, nie dowierzałem w to co czułem i jak to było mocne i cudowne. Cały czas mam ten sen gdzieś w tle i czuję, że to informacja dla mnie.

Mam kilka interpretacji, ale to już pominę. 

 

Dobranoc :)

Szkaradny

Kilka rzeczy mi się przypomina z początków dostrzegania, że alkohol to w moim życiu poważne ograniczenie i generator wielu negatywnych emocji, trutka, ograniczenie, przeszkoda do wielu głębszych pragnień.

Na co dzień stosowałem jako szybką receptę na ulgę, działało ...... na krótko.
 

Może ktoś z Braci, potrzebuje dodatkowych bodźców lub mocniejszego uświadomienia sobie problemów jakie idą w parze z nadużywaniem tej używki.

 

Oto To co kiedyś sam znalazłem w sieci i mi dało do myślenia:

 

Mechanizm rozpraszania i rozdwajania ja

 

Osoba uzależniona traci całkowicie lub częściowo kontrolę nad własnym życiem. Ma kłopoty z podejmowaniem decyzji. Trudno jej odpowiedzieć na pytanie kim jest. Często pod wpływem alkoholu, na kacu, na głodzie alkoholowym zachowuje się, czuje się skrajnie różnie, co potęguje poczucie pogubienia w tożsamości. Np. "Ja-pijane" jest pełne iluzorycznej mocy, sprawczości, atrakcyjności, wysokiej wartości, o wielu zaletach, możliwościach, planach, osiągnięciach. "Ja-na kacu" może być pełne poczucia winy, wstydu, bezsilności, przeciążone osobistymi klęskami, "grzechami", stratami. Te skrajne nierealne, wyolbrzymione obrazy przyczyniają się do spotęgowania pustki i beznadziei, poczucia braku sensu życia, braku wewnętrznego oparcia. Osoba uzależniona różnie sobie z tym stanem radzi. Może popaść w depresję, mieć próby samobójcze, podejmować niepotrzebne ryzyko, może tak silnie rozbudowywać system iluzji i zaprzeczania aby jak najrzadziej odczuwać pustkę, może własną historię życia wykorzystywać do czucia się kimś wyjątkowym ("nikt nie wycierpiał tego co ja", "nikt nie przeżył tyle", "nikt nie wycierpiał tyle"). W trakcie terapii istotne jest odbudowanie poczucia własnej tożsamości, budowanie oparcia w oparciu o relację z samym sobą i relację z innymi, ustabilizowanie własnego obrazu, odbudowanie systemu osobistych wartości.

http://www.annabiczewska.pl/index.php/o-psychoterapii/85-mechanizmy-obronne-w-uzaleznieniu-od-alkoholu


Psychologowie poznawczy z kolei uzależnienie od środków odurzających traktują jako braki w wiedzy o sobie samym (w obrazie samego siebie, samoakceptacji i w obrazie swojego miejsca wśród innych ludzi), zaś psychologowie o orientacji egzystencjalnej interpretują uzależnienie jako oznakę niemożności rozwiązania podstawowych problemów egzystencjalnych (znalezienie sensu życia i własnej tożsamości) w następstwie czego wybiera się ucieczkę od autentycznego życia.”  

 

 

Po tym co przeczytałem, nie potrafiłem dalej się oszukiwać, że te mechanizmy mnie nie dotyczą. W końcu odważyłem się przyznać przed Sobą, że nie ja steruję swoją łajbą. Wtedy naprawdę bałem się i nie wiedziałem, co dalej będzie. Ego było przerażone, ale ja już nie byłem ego, nie chciałem polegać na moim ego, które dbało tylko o to by nic nie zmienić. To co dalej było to jakiegoś rodzaju depersonalizacja - rozwalenie "swojej układanki" i tworzenie nowej z wybranych elementów - świadoma decyzja czy element mi pasuje czy nie - dopiero znów jest "mój".

 

 

PIERWSZE KROKI

Oto przykłady moich pierwszych zapisków z obserwacji Siebie:  

 

15.11.2016

 

Przejawy mechanizmu iluzji i zaprzeczania:

- racjonalizacja: “wszyscy piją, to i ja”; tak, zawsze się znajdzie pretekst, towarzystwo, nastrój odpowiedni do wypicia.

- zapominanie tego co zrobił/-a po alkoholu; tak, na dole lista wyparć, choć trzeba ją wciąż uaktualniać.

- koloryzowanie wspomnień z pomijaniem konsekwencji; picie było wszędzie ale wspominać o nim nie lubię.

- zaprzeczanie: "nie mam problemu z alkoholem, żona się mnie czepia"; nie zaprzeczałem, bo nikt się nawet o to nie przypieprzał, co dodatkowo mnie prowokowało do wywołania reakcji

- fantazjowanie, gdybanie, odkładanie; tak, zwyczajowe krótkookresowe próby zmiany, abstynencji, powodzenie na przestrzeni 1-2 tygodnia. Choć w lipcu 2016 to marzyłem o jednym dniu, ale wkręcenie było totalne, szczególnie gdy piliśmy razem, nalewkę malinową, gorzką żołądkową z figą + browary - porażka.

- unikanie odpowiedzialności; tak, to doprowadza do dużych napięć pomiędzy nami,

- obwinianie innych, tak - szczególnie partnerkę, pije bo mnie nie kocha, bo nie poświęca uwagi, bo nie spędza czasu, nie interesuje się, nie zaspokaja, nie uprawiamy sexu i tak dalej.

 

Codziennie spisuj myśli, które zniechęcają cię do leczenia i uzasadniają picie. Przyglądaj się im, badaj kontekst, w którym zacząłeś myśleć w "pijany sposób", sprawdzaj jakie sytuacje, uczucia wyzwalają u ciebie chęć napicia się. W ten sposób stworzysz mapę osobistych obszarów do rozwoju, którymi warto się zająć, aby w przyszłości przestały być dla Ciebie wyzwalaczem.

 

moja lista z końca 2016:

 

  1. Wkurwienie związane z brakiem bliskości z partnerką,
  2. Uczucie osamotnienia w związku,
  3. poczucie winy za zjebane lata, nieudolność,
  4. poczucie bycia nieudacznikiem,
  5. poczucie bezsensowności zabiegania o utrzymanie tego związku, przecież już pozamiatane.
  6. przekonanie o byciu chujowym kochankiem i związane z tym flustracje
  7. zazdrość,
  8. złudzenie, że po wypiciu razem - zbliżymy się
  9. picie dla towarzystwa - zabawienie się
  10. picie “w nagrodę” gdy coś idzie tak jak trzeba - gdy udaje się
  11. picie dla smaku np. nowe piwo, jakiś nie znany dotąd alkohol.

 

Wypierane wspomnienie związane z piciem:

 

..... dane poufne ;) .... 

 

Tu miałem listę kilkunastu przypałowych wydarzeń, które wynikły z picia.

 


Potem ograniczałem, założyłem wątek w Przysięgam przed Braćmi - faza walki i .... przełom od września bez wysiłkowa abstynencja :) połączona z wielką satysfakcją i radością z rzeczywistości jaka mnie otacza. 

 

 

Dzięki Wam za wsparcie i doping i inspiracje @jaro670 @Metody @ciekawyswiata @Klapaucjusz @bezprym @X-ray @Drizzt @Nonconformist @Przemek1991 @BigDaddy @Insightful @Siłacz @Mr Sinister @Cortazar

 

 

 

Szkaradny

Dziś będzie krótko ;) 

 

Dziś będzie luźno i spontanicznie. Tak blogowo. 

 

Ano spędziłem aktywnie dzień, już 18h działam jak nakręcony. Mam warunki bo wszyscy opuścili gniazdo na weekend i zostałem sam. Większość czasu przy kompie - szlifuję programowanie - w tle leci muzyczka, yt podsuwa mi sam sugerowane kawałki.... w końcu usłyszałem kawałek młodego koleżki - Zeusa i wspomnienia odżyły. Kilka lat temu mocne wrażenie zrobił na mnie jego numer Hipotermia - osobiste wyznanie o bezsilności, depresji, wkurwie i myślach samobójczych młodego człowieka. Bardzo się wtedy utożsamiałem z podobnymi stanami - dynamiczna muza i przekaz trafiał do mnie jak mało który. Słuchałem tego kawałka w kółko. Zastanawiałem się, czy Zeus skończy jak Kurt Cobain. Ponure to były czasy. Tydzień temu robiąc porządki znalazłem moje zapiski z tych czasów. 

Oto one: 

=================================================

 

Nie wiadomo kiedy i  jak dokarmia się tego robaka. Dorzuca się mu pożywkę i roją się coraz kształtniejsze myśli o życiu, o parszywym życiu i własnej chujowości, bezsilności, głupocie, marnocie, naiwności i parszywości. Jeszcze nie tak dawno stało się na obu nogach czując grunt pod nogami, ale robak już nabrał na wadze i żre wszystko co fajne, zjada całą wiarę, zajmuje coraz więcej miejsca, jest już najważniejszy. 

Już nie pozwoli się zignorować, już ja sam nie dam rady, ale i z kimś są wątpliwości. Piękny robak - piękny bo wielki - poza tym to gnój! 

Kurwa! Trza go zabić, zapić, zakopać, cokolwiek. Inaczej wzbudzi strach przed samym sobą. Zniewoli i zagniecie powoli, już oddycha się ciężko, już duszno, już nie mogę spać. 

Jebana bańka mydlana, bańka obłędnych myśli - dół potocznie - ... i śmieję się z tego ... i znów się boję, że może to prawda, że nic nie mogę, że tylko szkodzę, że się miotam w klatce jak wariat, jak debil. 

Pomysłu trzeba, przypomnieć trzeba ... wszystko co ważne i co jest naprawdę.

 

================================================= 
 

 

Coś okropnego musiałem przeżywać, nie pamiętam kiedy i dlaczego to napisałem, ale pamiętam, że jak bywało źle to wylewałem te żale na papier. 

 

Wracając do Zeusa o czym on śpiewał w 2012 o swoim życiu  Album: "Zeus, Nie żyje".

 

 

 

Dziś wszystko wygląda inaczej. Energia i radość życia, tak po prostu. 

 

A co u Zeusa? Tym razem, z albumu "Jest super" :)  2015  
 

 

 

Pięknie. Robi robotę. 

 

Podsumowując, jeśli czujesz się teraz beznadziejnie, wykorzystaj swój kryzys, jak Zeus, jak ja :)

 

Jeśli jeszcze gra to do zobaczenia na koncercie :) 

 

 

 

Szkaradny

Tym razem chciałem przedstawić odczuwane przeze mnie codzienne efekty Mojej drogi.

Może kogoś zmotywuje ten wpis do własnej wędrówki.

 

Oczywiście ta długa lista nie oznacza, że trwam ciągle w błogostanie, swoiste trudy drogi są codziennym doświadczeniem, ale jestem szczęśliwy, że jestem tu gdzie jestem :)

 

 

  1. lepszy kontakt wzrokowy,
  2. lepsza komunikacja
  3. lepsza koncentracja
  4. lepszy “flow” - obecność, świadome kierowanie uwagą i zachowaniem,
  5. trwalszy nawyk samoobserwacji,
  6. zanik “dialogów w głowie
  7. brak porywów emocjonalnych i myślotoków
  8. kierowanie uwagi na nowe obiekty i związane z tym nowe inne myśli,
  9. lepsza kondycja fizyczna (bieg 10 km poniżej 50 min)
  10. zrzucenie 10 kg
  11. brzuszek zniknął, zamiast tego rzeźba
  12. bardziej świadomy dobór jedzenia,
  13. lepsze trawienie,
  14. większa energia,
  15. brak kacy
  16. lepszy zdrowszy wygląd skóry, twarzy, oczy
  17. lepsze myślenie - jasność myśli,
  18. większa kreatywność
  19. lepsza skuteczność w osiąganiu celów
  20. większa skłonność do przyjmowania odpowiedzialności
  21. mniejszy opór przy wychodzeniu z komfortu
  22. więcej praktykowania mniej planowania
  23. większa pewność siebie
  24. brak lęków i stanów depresyjnych,
  25. brak wkurwów
  26. dużo lepsze panowanie nad emocjami i odpowiednia obsługa przeżywanych stanów emocjonalnych,
  27. rozwinięta inteligencja emocjonalna,
  28. lepsza intuicja,
  29. lepsza pamięć
  30. dużo odrodzonych wspomnień
  31. wzrost wewnętrznej integralności, spójności wewnętrznej
  32. poczucie zaufania do siebie i podejmowanych decyzji
  33. lepsza znajomość swoich potrzeb
  34. łatwiejsze podejmowanie decyzji
  35. większa ochota na eksperymentowanie i próbowanie nowych rzeczy
  36. lepsza asertywność
  37. mniejsza prokrastynacja
  38. większa odporność na stres
  39. większa odwaga
  40. pozytywne myślenie
  41. większa swoboda w wyrażaniu swoich uczuć
  42. wzrost samooceny
  43. lepszy sen
  44. większe zainteresowanie ludźmi i światem
  45. posiadanie i wyrażanie własnego zdania na rzecz utraty obojętności lub braku zdania, dotyczy to głównie obiektów postrzeganych zmysłowo,
  46. intensywniejsze i bardziej świadome wrażenia zmysłowe (np. jedzenie smakuje lub nie smakuje bardziej, robi większe wrażenie)
  47. mniejszy przymus wewnętrzny do oceny innych i porównywania się z innymi
  48. znacznie obniżony przymus wewnętrzny “powinienem to czy tamto”
  49. mniejsza obawa przed opinię innych
  50. większa akceptacja rzeczywistości
  51. większy dystans do życia
  52. lepsze poczucie humoru i skłonność do żartów
  53. niechęć do plotkowania i obmawiania
  54. niechęć do marudzenia i narzekania
  55. większa chęć do podejmowania kontrolowanego ryzyka (w granicach rozsądku)
  56. ochota do poznawania nowych ludzi
  57. więcej wolnego czasu
  58. ochota do aktywnego spędzania czasu
  59. ochota do dopasowanej aranżacji przestrzeni w której spędzam czas (światło, kolor, zapach, dźwięk)
  60. większe umiejętności zarządzania czasem i planowania
  61. większa świadomość przy zakupach
  62. większa motywacja
  63. większe oszczędności
  64. lepsza jakość życia towarzyskiego
  65. chęć pogłębienie relacji z ludźmi,
  66. ochota i otwarta postawa na bardziej szczere relacje
  67. większa świadomość prób manipulacji i wampiryzmu energetycznego
  68. łatwiejsza identyfikacja narcyzów, pozerów, pieniaczy, księżniczek, dramatyczek, histeryczek, naciągaczy, cwaniaków, ofiar, białych rycerzy, ratowników i innych szkodników i toksyków
  69. większa empatia
  70. lepsza umiejętność stawiania granic
  71. spora wiedza z zakresu psychologii - uzależnienia, współuzależnienia, mechanizmy obronne ego, typy i zaburzenia osobowości, związki, świadomość, podświadomość, jaźń
  72. lepsze zarządzanie swoją energią,
  73. większe poczucie niezależności swojego stanu od czynników zewnętrznych
  74. ochota na odbiór rzeczywistości bez zniekształceń (np. używek )
  75. większa umiejętność akceptacji rzeczywistości
  76. mniejszy lęk przed doznaniem porażki lub popełnieniem błędu,
  77. mniejsza skłonność do irytacji lub frustracji,
  78. szybszy powrót do równowagi i stabilności emocjonalnej

 

Szkaradny

Moja droga

 

Książki:

 

koła ratunkowe - kluczowe pozycje w sytuacjach kryzysowych

 

Emocje, duchowość, mindset, świadomość, podświadomość

 

Przekraczanie poziomów świadomości - David Hawkins

Technika uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości - David Hawkins

Siła czy Moc - David Hawkins

Przywracanie zdrowia  - David Hawkins

Oko w oko z     jaźnią - David Hawkins

 

Dzięki Hawkinsowi zrozumiałem i poukładałem emocje, jak ważne jest ich “obsługa” i był krok milowy na mojej drodze.

 

Inteligencja emocjonalna - Daniel Goleman

Bardziej naukowo o emocjach. Konkretnie, jasno z przykładami schematów i problemów.

 

Kiedy życie cię przerasta - Pema Chödrön / Pema Cziedryn

Koło ratunkowe w kryzysowych sytuacjach. Mi pomógł przejść przez lęki i pokonać strach. Wyjść z depresji. Piękna sprawa, żadnych motywacyjnych banialuk, czysta rzeczywistość. Uwaga książka powoduje nieodwracalne zmiany.

 

Stosunkowo dobry - Marek Kotoński

Kobietopedia - Marek Kotoński

Wyprawa po samcze runo - Marek Kotoński

 

Nie ma się co rozpisywać, większość Was je zna (a przynajmniej powinna). Moja ulubiona to Stosunkowo dobry - sięgam stosunkowo często, syntetyczna wiedza podana w “Markowy” sposób :) 

 

No More Mr. Nice Guy - Robert A. Glover

Mindset, poradnik w 46 krokach do wyjścia z postawy “Nice Guy’a”

bardzo konkretny, praktyczny, łatwy do zrozumienia i zastosowania, z przykładami. Konieczna pozycja dla każdego zbuntowanego  “białego rycerza”.  

 

The Ultimate Secrets Of Total Self-Confidence - Robert Anthony

Podnoszenie samooceny, mindset, osobowość.

 

The Slight Edge - Jeff Olson

Drobne zmiany w codziennej rutynie - wielkie zmiany w życiu. Konkretna metoda. trwałe efekty.

 

Zeland Vadim - Transerfing rzeczywistości

Gruby odlot. Takie współczesne czary mary, ale doskonale by nauczyć się chronić swoją energię i wzbudzać pozytywne nastawienie i myśli, jak unikać “wahadeł”. Bardzo lubię po to sięgać, zawsze poprawia mi samopoczucie i bawi mnie jak “kropki zaczynają się łączyć”

 

Cztery umowy: droga do wolności osobistej - Don Miguel Ruiz

Pięknie napisane, konkretnie, obrazowo jak wyrywać się z własnego matrixa.

 

Człowiek w poszukiwaniu sensu - Viktor E. Frankl

Ekstremalna historia pokazująca siłę ducha. Moc, którą człowiek ma w sobie. Wolność, której nikt nie jest wstanie Ci wyrwać.

 

Podręcznik Huny -  Otha Wingo

Przeczytana z ciekawości - chętnie stosuję zasady i ćwiczenia

 

Przebudzenie - Anthony de Mello

Pierwsze kroki na duchowej drodze w kierunku wolności.

 

Maksimum osiągnięć - Brian Tracy

Nastawiony byłem do tej pozycji jak pies do jeża, bo nie lubię kołczowego bicia piany, ale pozytywnie się rozczarowałem, warto zaznajomić się.


 

Toksyczna miłość. I jak się z niej wyzwolić - Pia Melody

Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia - Pia Melody

Droga do bliskości. Prawda, szacunek i trwała miłość w związku - Pia Melody

 

Trylogia o trudnych związkach. Pomocna w wyrywaniu się z uzależnienia i współuzależnienia. Uświadamia podświadome lęki i znaczenie mechanizmów wyuczonych w dzieciństwie. Warto przeczytać również pod kątem wychowawczym - jak być zdrowym rodzicem i co dziecko potrzebuje by nie wpakować się w dorosłym życiu w toksyczne relacje.

 

Lęk przed bliskością -  Janet Geringer Woititzl

Omówienie problemów pojawiających się w związkach z DDA. Konkretnie na temat z zaleceniami jak postępować.

 



 

Internet:

http://braciasamcy.pl/ - Brat samiec wysłucha i doradzi :)

https://zenforest.wordpress.com/ - kopalnia inspiracji, technik i fragmentów wartościowych książek - rozwój świadomości i duchowość.

http://highexistence.com/ - rozwój świadomości

https://boldanddetermined.com/ dla facetów, niektóre rzeczy ciekawe, wartościowe i inspirujące.

https://swiatducha.wordpress.com/ - o “obsłudze” duszy, obciążenia duszy (krokodyle wejścia)

http://koniectoksycznych.blogspot.com/ trudne relacje, toksyczne związki - przestraszyłem się ;) “Prawda Cię najpierw wkurwi a potem wyzwoli” ;)

https://bpdfamily.com/ - wsparcie dla osób, które mają BDP w rodzinie/związku. Bardziej psychologiczny poradnik,

 

Youtube:

 

https://www.youtube.com/user/ActualizedOrg/videos Leo Gura - Góra wiedzy, o świadomości, podświadomości, emocjach, schematach, umyśle, egi i jego mechanizmach, inteligencji, medytacji, intuicji, percepcji, zmysłach i w ogóle wszystkim co istotne.

 

https://www.youtube.com/channel/UCawX4R6cnkfeqae1DHe0zSA/videos  Kanał Projekt Find Yourself prowadzony przez Damiana - jedna z pierwszych rzeczy jakie mnie zainspirowały. Koleżka jest praktykiem i samoukiem, czerpie z doświadczenia, autentyczny.

 

https://www.youtube.com/user/JordanPetersonVideos/videos Jordan Peterson inspirujący i ciekawy psycholog

 

poza tym takie hasła jak: Eckhart Tolle, MGTOW, law of attraction, narrcissistic abuse,


 

Aktywności:

 

Sport / ciało :

 

  • sztuki walki 2xtyg.
  • bieganie 1-2 x tyg. (5-10km)
  • wspinaczka, squash, piłka nożna, siatka, kosz   - spontanicznie
  • morsowanie w sezonie zimowym - przezwyciężanie strachu i dyskomfortu,
  • obozy survivalowe 7dni  2 x rok - porządne przeczołganie w dzikim terenie,
  • pompki  5-7 x  tyg. (100/dzień)
  • ćwiczenie stania na rękach, głowie
  • ćwiczenie szpagatu,
  • joga - raz w tyg.
  • basen + sauna - 3-5 x tyg.
  • masaż stóp codziennie 3-5 min
  • systematyczna higiena + pielęgnacja ciała - podstawowe kosmetyki, kremy
  • ubiór - samodzielne zakupy bez pośpiechu, rzeczy dopasowanych, które naprawdę mi sie podobają, czuję się w nich dobrze i są dobre jakościowo. Kiedyś do tego nie przywiązywałem wagi teraz kupuje tylko to co mi idealnie pasuje.
  • zapach - wcześniej zupełnie przypadkowe zapachy, (z prezentów) teraz po fazie eksperymentów mam swoje 2-3 ulubione.   
  • zmiana nawyków żywieniowych - mniej żarcia, ale smaczniej, mniej pieczywa i ziemniaków, makaronu, unikanie cukru i słodyczy, więcej owoców i warzyw - dopasowuję eksperymentalnie. Wcześniej nie miało to dla mnie znaczenia - teraz wyraźnie odczuwam różnicę samopoczucia i energii w zależności od tego co i ile jem.
  • picie wody - codziennie 1,5-2l,
  • zimny prysznic - codziennie (mocny nawyk się z tego zrobił, bo jak zapomnę to wracam choćbym już był suchy).


 

Umysł:

 

  • prowadzenie dziennika - stan psychiczny, aktywności, pomysły, odkrycia i zidentyfikowane bariery,
  • pisanie tekstów - artykuły do szuflady o różnej tematyce (humorystyczne lub coś “mądrego”, wspomnienia z dzieciństwa i życia)
  • prowadzenie fanpaga tematycznego,
  • angielski - czytanie i słuchanie ciekawych pozycji,
  • czytanie książek - psychologia, duchowość, socjologia, 
  • filmy - Matrix i takie tam ;)
  • przegląd z sieci nowych treści - do odsłuchania w samochodzie lub wieczorem w domu.
  • psycholog - był na początku 6-7 wizyt, jeszcze wtedy wierzyłem, że pomoc przyjdzie "z zewnątrz", bo to przecież ze światem zewnętrznym jest problem :),  ale tak wszystko się u mnie szybko zmieniało, że godzinna wizyta nie pozwalała nawet tego zrelacjonować, a nie mówię już o omówieniu tego i skonsultowaniu. Jak po kilku miechach usłyszałem, że "właściwie przeżyłem kryzys" to sobie już ją odpuściłem, bo szkoda kasy, choć dobrze się gadało.

 

 

Dusza, podświadomość (ostatnia pozycja ale najważniejsza):

 

  • Nadałem mojej duszy imię.
  • medytacja, relaksacja,
  • bogging - spontanicznie,
  • muzyka - dopasowana do nastroju, nieprzypadkowa.
  • gwiżdżę, nucę, śpiewam, wygłupiam się, żartuję - to było długo niemożliwe, bo dławił mnie smutek, żal i gniew, nawet rozpacz - zaczęło się od “Smerfów” - kto czytał Stosunkowo dobry to wie :) 
  • obserwuję Siebie,
  • dbam o to co mówię i myślę,
  • unikam plotkowania i plotkarzy,
  • wszelkie marudy i narzekaczy, ofiary, wampiry energetyczne i narcyzy odsyłam do wnętrza Siebie by naprawili swój problem :)
  • tropię swoje uzależnienia i metody “poprawiania” samopoczucia - następnie wyrywam je z mojego życia.
  • rozpuszczam (rozbrajam) ego - takie enigmatyczne hasło, ale to opowieść na niezależny temat.
  • Zero tv, radio, reklam, nie monitoruję newsów, życia gwiazd, mody, mass mediów i show biznesu, w resztę klikam świadomie.
  • Nie rozmawiam (unikam) o polityce i gospodarce i religii (wcześniej miałem jasne mocne poglądy).
  • Dopuszczam negatywne emocje, ale identyfikuję je  i odpuszczam na bieżąco
  • Staram się być możliwie najbardziej autentyczny i prawdziwy,
  • Dopuszczam co jest i akceptuję, dziękuję, uczę się z tego, uczę się głównie o Sobie.
  • Nie oceniam innych i nie porównuję  się.
  • Staram się postrzegać rzeczywistość w sposób nie dualny.
  • Staram się nie nadawać zbyt dużej ważności temu co mnie spotyka, by nie tworzyć przywiązań i uzależnień, ale też nie ignoruje tego co jest lub nie doceniam.
  • Szukam dróg zgodnych dla duszy i umysłu.


 

Inne:

 

  • żonglowanie 4 piłki + żonglerka kontaktowa, triki iluzjonistyczne, gitara, porządki drobne naprawy - szczególnie rzeczy wiecznie odkładanych, gotowanie, przygotowanie posiłków,
  • monitorowanie budżetu, zarządzanie czasem - Eat the frog, dzielenie zadań, celów, appka w tel. nauka programowania,
  • szachy - spontanicznie gra online np. 2 partie  + ich analizy
  • obsługa nowych aplikacji (montaż video)
  • spontaniczne telefony do bliższych znajomych “po nic”, aby się podzielić dobrym nastrojem (żadnych żali!, chyba że ktoś ma problem to w miarę rozsądku wysłuchać i coś doradzić),
  • spotkania ze znajomymi, koncerty
  • długie rozmowy z jednym kumplem wtajemniczonym i o podobnych problemach,
  • poznawanie nowych ludzi, budowanie nowych znajomości wokół nowych aktywności sportowych i towarzyskich.
  • freelancing w IT,


 

 

Poza tym życie rodzinne, wspólny czas z dziećmi, z żoną, wyjścia na miasto, wycieczki, odwiedziny dziadków, imprezy okolicznościowe. 

Moja praca zawodowa jest jakby oddzielona od reszty, życia, nie mieszam tego, w domu nie pracuję, nie przynoszę pracy do domu, kończę pracę i zapominam o niej. Jest stabilna i bezstresowa, nie mam konfliktów z współpracownikami.  

 

############################   JAK ZACZĄĆ  #######################
 

Jeśli ktoś chciałby zapytać od czego zacząć - to moja odpowiedź brzmi: od SIEBIE - - tzn. poznać “to” co nazywasz “Sobą” - inaczej ego. Poznać jego mechanizmy. Potem poprzez obserwację dojść do schematów, zachowań wynikających z podświadomości, zrobić porządek z emocjami. Przyjrzeć się swoim lękom, skąd się biorą, czego dotyczą, jak ograniczają. Aby łatwiej pokonać strach …. porzuć nadzieję :) Szukać na maxa nowych aktywności, miejsc, bodźców, poznawać nowe koncepcje - wszystko po to by generowały się nowe myśli, a stare przestały dominować, przekonania zaczną puszczać, iluzje stracą moc, tak można zacząć.

 

#############################################################

 

Tip: Gdy jest zbyt trudno pozbyć się negatywnych myśli, trzeba zaangażować całą percepcję - wszystkie zmysły w odbiór. Dla mnie najskuteczniejszy był prysznic, lub lepiej jakieś bicze wodne na basenie. Angażują dotyk, słuch, powonienie, wzrok, smak i możesz być “tu i teraz”.  Jak załapiesz to uczucie przestrzeni to łatwiej będzie przychodziło przy bieganiu, czy innej aktywności fizycznej.

 

 

U mnie to przyniosło pozytywne efekty, z których jestem zadowolony. Ja lubię czytać, treści napisane konkretnie, jasno i logicznie wręcz matematycznie. Do rzeczy podchodzę intelektualnie, ale umysł to pierwsze ogniwo, potem warto z niego zrezygnować i zacząć czuć, uczucia, emocje, reakcje dopuścić do głosu duszę, która się odwdzięczy :) - kiedyś to zaniedbałem i jechałem na racjonalizacji (mechanizm ego).   

 

 

 

To tylko moje sugestie, z moich doświadczeń, każdy ma inną historię i okoliczności, więc niech horyzontalną zasadą pozostanie

 

""""""""""

Cytat

Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.

""""""""""""

 

Tak mi się przypomniał ten cytat, choć biblii nie czytałem od szkoły średniej ;)


 

×