Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Tak se przeczytałem wpis @Yolo i przypomniała mi się własna impresja z wypadku samochodowego. Trochę mnie zainspirował i nakłonił do upublicznienia starego wpisu z pamiętnika.

 

* * *

Kluczyki, gdzie są kluczyki? A portfel? Dokumenty? Powracam czasem, ubieram się w pancerz z siebie, przyodziany tekstyliami niczym pajac cyrkowy. Alergia na podstawowe ograniczenie własnej fizyczności balansuje mną na krawędzi parapetu, po którego jednej stronie jest wszystko co znane a po drugiej tylko paniczny brak wiary. 

Kluczyki są tam gdzie być powinny, prawa kieszeń marynarki. Zawsze zaczynam szukanie od lewej, żeby sobie wyobrazić że ich nie mam. Mógłbym zostać w biurze, oglądać kolejno gasnące światła w mieszkaniach zupełnie obcych mi ludzi. Kiedyś przypadkiem, trzecim piętrze domu z wielkim neonem widziałem kochającą się parę. A może to był tylko sex... Jeden z niewielu świadomych sposobów pobudzania właściwej części mózgu w celu zachłyśnięcia się zamierzoną porcją doznań. Cała reszta to czysty przypadek. Przypadkiem powstaje najbardziej skomplikowana ze znanych struktur na ziemi. Przypadkowy mózg przypadkowo osadzonych w tym samym czasie osobników. Komuś się jeszcze wydaje że działa nieprzypadkowo? Dobra, to był ciężki dzień. Takimi słowami rozgrzeszam się z tego, że widzę, patrząc w ciemne okna naprzeciwko, orgię przypadkowych perwersji, serię zbiorowych gwałtów zadawanych samym sobie.

 

Trzy przyjazne mrugnięcia kierunkowskazów i pneumatyczne siłowniki zwalniają zamki drzwi. Stuk, ssssst. Poezja. Pustka. Lubię gdy nie ma ludzi dookoła. Gdy tylko się pojawiają, potężna dźwignia przełącza mnie w inny tryb, nakazujący dostrzeganie w nich dobra, zła, brzydoty i piękna. Po trzaśnięciu drzwiami zmienia się rodzaj ciszy. Cisza na zewnątrz inaczej obchodzi się z dźwiękami, żongluje nimi, odbija od ścian domów, od mokrego asfaltu ulicy, potrąci jakiś kubeł, zagra na grzebieniu. Kocha chaos. Wewnątrz to wiecznie głodna przestrzeń, wyrywa każdy dźwięk, działa precyzyjnie szatkując turbinami ekstatycznie mlaszczących wentylatorów. To był ciężki dzień. Moment przekręcenia kluczyka w stacyjce, przygaśnięcie kontrolek i świateł, jakby zbierały się do zrywu razem z pojazdem i senne kocie mruczenie za chwilę poderwanych do galopu koni mechanicznych, zdyscyplinowanych, gorącej, naftowej krwi, przyprawiających opony o skowyt. Gimme fuel, gimme fire, gimme that which I desire. 

 

Z piskiem zatrzymuję samochód w poprzek drogi na moście. Coś jest nie tak, zawsze jest choć kilka oślepiających par reflektorów z naprzeciwka, dzisiaj kompletna pustka. Wysiadam, zdziwiony jeszcze bardziej zmianą rodzaju grawitacji. Z moim dotychczasowym wyobrażeniem o nawierzchni kłóci się jej gąbczasta elastyczność, księżycowa miękkość spowalnia każdy krok naprzód. Brnę po asfalcie z trudem utrzymując równowagę, zapada się raz lewa noga by zaraz jej los podzieliła prawa, mimo to idę. Idę sprawdzić czy pod mostem nadal jest rzeka, czy może puste koryto do którego z niebios przetłaczany jest właśnie ulewny deszcz. Ogromne krople wody roztrzaskują się o poręcz, tuż obok moich opartych o nią dłoni.

 

Jest, nic się nie zmieniło, pomarszczona wiatrem powierzchnia ukrywa gnane prądem w szale, masy wody. Hipnotyczne układy fal indukują zawirowania w mojej głowie, cała okolica zaczyna galaretowacieć optycznie. Jeśli teraz uderzę otwartą dłonią w poręcz, na pewno odkształci się i po zniknięciu nacisku powróci do zaprojektowanej formy. W dodatku deszcz jest lepki i oleisty, spływa po płaszczu nie zostawiając śladu wilgoci. Nigdy przyglądanie się płynącej rzece nie należało do moich zainteresowań, nie wiedziałem co tracę, jakież to jest wciągające! Co ja robiłem przez całe życie? Nie widziałem najprawdziwszych zjawisk otumaniony przez ich imitacje. Przecież wystarczy dobrze się przyjrzeć i zamiast zamulonego piaszczystego dna widać dokładnie, że pod nim jest świat, oddzielony filtrem kilku metrów wody. Wystarczy trochę światła i cierpliwości żeby piach z dna skrystalizował się w kwarcową taflę odkrywając więziony dotychczas obraz. I jest tam most, są światła samochodów, tętno dziewięćdziesiąt pięć.

 

Wychylam się trochę bardziej, przewieszając się przez poręcz. Tak lepiej widać. Nie mogę tylko rozgryźć tych mrugających na przemian świateł. To jakiś alfabet? Szyfr? Nie mam pojęcia. Trochę tam ciemno jednak. Ile to może być metrów, pięćdziesiąt? Sto? Zawsze patrząc z góry przedmioty wydają się być dalej niż oglądając górę z dołu. Ałć! Wielka kropla spada mi na śródręcze, cholera, ciężka woda? No, nareszcie zapalili mocniejsze światło... ci ludzie, ci pod rzeką są straszliwie szybcy, Wszystko tam dzieje się dużo szybciej niż daje się obserwować. Nie chcą żeby ich podglądać, więc zachowują się jakby mieli świadomość że się ich obserwuje będąc ułomnym osobnikiem z innego wymiaru. Bronią się szybkością reakcji. Siedzenie na poręczy z nogami zwisającymi w dół jest o wiele wygodniejsze. Można oprzeć łokcie o uda a dłonie o policzki i patrzeć. A może jestem wariatem i zachwycam się pięknem pudełka zapałek? Czy nie powinno mnie dziwić, że nigdy nie poświęcałem tyle czasu w obserwowanie rzeki? Wystarczy się wyprostować żeby ślizgnąćz poręczy wprost w otwarte usta jednego z wirów tańczących na powierzchni wody. Kuszące. Samoczynne napięcie wszystkich mięśni, chwilowe usztywnienie ciała i już lecę, uuuu... to znacznie więcej niż sto metrów. Plusk porywa mnie w taniec oscylacji i konwulsyjnie przeciska mnie między cząsteczkami wody. Najgorszy jest brak możliwości zaczerpnięcia odrobiny powietrza. Ale jeszcze trochę wytrzymam.

 

Jednak tam mają jaśniej niż widać z mostu. Zaskakujące odkrycie w klimacie coraz głębszej dezorientacji, tętno dziewięćdziesiąt, niech to wszystko przestanie już tak wirować! Dość! 

- Czy pił pan coś?

- Nie... zachłysnąłem się chyba wodą trochę.

- Pamiętasz jak się nazywasz?

- Już dobrze, napędził nam pan strachu... 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Rnext

Mógłbym przysiąc, że już to gdzieś tutaj czytałem, w lekko zmienionej formie.

Tylko nie pisz, że to niemożliwe, bo zacznę się martwić o swój stan.

 

Podczas lektury nasuwają się skojarzenia ze światem 'miękkich obrazów' Salvadora. Kiedyś, chyba we wczesnej młodości, miałem coś podobnego.

Wrażenie 'fluktuacji' rzeczywistości, płynnej perspektywy, zmiany formatu i odległości. To można było zaobserwować rozpraszając uwagę, skupienie, ale jednocześnie 'skupiając' się na np. danym przedmiocie.

 

Pomieszania odczuć, rzeczy zawierające w sobie skrajności i nie bardzo możliwe do opisania.

Np. niszcząca, twarda siła o miękkości weluru, w formie kul czy trybów przetaczających się przez rzeczywistość.

Glupio brzmi, nie ma na to słów.

Po latach doszedłem do wniosku, że to wspomnienia majaków z gorączki. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.