Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rnext

Starszy Moderator
  • Ilość treści

    4343
  • Donations

    30,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    54

Rnext wygrał w ostatnim dniu 2 Marzec

Rnext ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

9562 Świetna

6 obserwujących

O Rnext

  • Ranga
    Kapitan

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Las Sosnas

Ostatnio na profilu byli

8439 wyświetleń profilu
  1. Dziewoje pewnie kryją bad-boyów, "bo zupe była za słona" Będzie zmartwienie jak oprócz okularów zaczną być szczerbate. Ale tu na ratunek maski antysmogowe.
  2. Dziewczyny robią zwody a chłopaki mają wzwody? Samo życie, przeniesione na parkiet. p.s. A gdzie parytety? W drużynie chłopaków powinna być połowa dziewczyn.
  3. Spróbuj następnym razem końcówką z nożem. Przynajmniej u nas do domowego majonezu lepiej się sprawdza nóż od rózgi. Kiepska jakość, żeby nie powiedzieć - tandeta, jest niestety powszechną bolączką sprzętu mini-AGD na szeroki rynek konsumencki. Można też celować w sprzęt do małej gastronomii, mimo, że jego strona designerska jest zwykle na dość dalekim planie. A takie np. blendery gastronomiczne mają fajne dodatki jak końcówki do ubijania czy napowietrzania. No ale też cenowo to inna półka.
  4. Sedno. W pierwszej chwili pomyślałem: "dżizsss, rzucił bym się z klifu" ale wziąłem poprawkę na to, że byłbym wówczas wyposażonA w odpowiedni zestaw mechanizmów obronnych umożliwiających sprawne funkcjonowanie. W przeciwnym razie, życie byłoby dla mnie nieznośne.
  5. Tu się chyba trochę nabiedzisz nad odciągnięciem śmietany z mleka. Ale takie jest dla mnie top of the top maseł, bo ma fajny, organiczny posmak i aromat, które mi bardzo pasują. Jest takie, jak by to określić - z nutką oscypka. p.s. Ręcznym mikserem? Blenderem? Jak? p.p.s. Ja zamierzam lekko ukwasić maślankę następnym razem, bakteriami którymi startuję jogurty. Ciekawe co z niej wyjdzie.
  6. Rnext

    Musiałam tu napisać

    Hello! No bo jadowite feministki nie ogarniają nawet tego, że bycie "pożytecznym idiotą" bywa korzystne również dla "wroga" a nie tylko dla systemu, któremu się wiernie służy
  7. Rząd musi pozorować jakieś działania i sprzedawać je "ciemnemu ludowi" jako rozwiązania (przeważnie nieistniejących problemów), żeby uzasadnić swoje istnienie w takim rozmiarze i wpływie na życie gosp-społ (kontrola = kasa do kieszonki, rząd dusz kolesi się przecież musi wyżywić). Jeśli by się nie wpierdalał nadmiernie, ministrowie nie mieliby co robić i zostali jawnie usankcjonowani w oczach obywateli za pasożytnicze wyposażenie pasożytniczego tworu. A tak są przynajmniej propagandowe pozory, że wszystko jest OK i trzeba robić. Trzeba, trzeba. Z tego samego powodu parlamentarzyści muszą bezustannie srać ustawami, pozorując zaangażowanie w sprawy i maskując swoją szkodliwą obecność w większości przypadków. To swoiste perpetuum mobile, wymuszające strategię: sramy ile się da, zamiast pilnować żeby nie zasrać wszystkiego. Z poboczną korzyścią w postaci licznych pułapek w przepisach, których w całości nikt i tak nie ogarnia ale w razie potrzeby "dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf". Zajmowanie się sprawami kalibru delegalizacji brandowania soczków czy mleka marką własną, to szczyt rządowej żenady i kompromitacja rozumu. Mało że pchają brudne łapska w sprawy od których powinni się trzymać z daleka, to jeszcze narzucają założenie, że obywatel nie jest w stanie racjonalnie gospodarować swoimi pieniędzmi, przedsiębiorcy pod karabinem zmuszani są do produkowania czegoś co im się nie opłaca a sieci handlowe dobrowolnie dopłacają do tanich produktów, żeby wykończyć te produkty, na których osiągają większy zysk jednostkowy. Absurd. Zresztą to kolejny, klasyczny przejaw ukrywania celów rzeczywistych (wzrost cen a więc dodatkowe wpływy podatkowe, zrobienie miejsca na półkach dla lobbystów z grubszym portfelem korupcyjnym) pod płaszczykiem szlachetnych celów deklarowanych (dla dobra handlu, przedsiębiorców i konsumentów - no same korzyści). W bonusie wizerunek: zatroskany premier i wszyscy święci. Jak źle by bez nich było, ludzie marli by po rynsztokach. A to Polska właśnie, kraj w którym budowę infrastruktury rozpoczyna się od stadionów, stymuluje pracowitość rozdawniczym socjalem czy wspiera mniejszych przedsiębiorców niedzielami niehandlowymi i prowadzi dysputę czy geje mogą się żenić. Bo oczywiście to są najbardziej palące problemy pierwszej potrzeby do rozwiązania. To jest tak, jak by mieszkając w ruderze, dla poprawy jakości życia, wieszało się na ścianie kupiony na kredyt obraz Picassa. Dużo kosztuje, ładnie wygląda ale w chacie jak cuchnęło tak cuchnie. Ale "wszyscy śpiewają, wszyscy klaszczą w dłonie, Andy Warhol, orzeł w koronie...". I tak ten chocholi taniec trwa.
  8. To zależy, czy są rozgrywającymi czy rozgrywanymi. Jednak w obu przypadkach ich stanowisko w sprawie jest dla nas (i mas) potencjalnie niewiele warte czy wręcz szkodliwe. Pierwsi robią w wała (więc muszą celowo kłamać) a drudzy sami zostaną w niego zrobieni (kłamią na zlecenie, nieświadomie). No i mało to banksterów, którzy przy kawce, cygarku i whisky świętowali niekończące się perspektywy wzrostów na Wall Street a po chwili skakało samobójczo z wieżowców w 1929? No i chciałbym poznać jakikolwiek argument z ich strony - dlaczego akurat inwestorzy w krypto będą obrzydliwie bogaci. Krypto będą jednocześnie lekiem na raka? Paliwem przyszłości? Niewyczerpalnym źródłem energii? Ciekaw byłbym argumentów i odpowiedzi - "dlaczego" - zamiast - "bo tak uważamy". Gdyby ci banksterzy doprecyzowali w stylu "garstka, która kupi w odpowiednim momencie" to jeszcze bym się zgodził, że na spekulacji zarobią. A co dzisiaj z tymi, którzy w szczycie kupili 1BTC za 67k PLN a dziś mogą sprzedać za co najwyżej 15k? Raczej stali się obrzydliwie biedni. 1) Jeśli coś pokrewnego, to po co wchodzić w BTC? Trzeba wejść na całość w TO COŚ pokrewnego. Tylko jak rozumiem, tego czegoś jeszcze nie ma, więc na bezrybiu i rak - ryba 2) Coś pokrewnego już powstało a powstaje jeszcze coś inaczej pokrewnego, tylko pokrewieństwo nie będzie po linii krwi z kryptowalutami (samokontrolująca się emisja). Chociaż tutaj widzę rozwiązanie dla banksterki - w momencie gdy kończy się możliwość emisji BTC, uruchamia się koparki BTC Bis, BTC alfa, BTC omega... i tak bez końca a potem dokonuje ich scalenia w jeden BTC NEW 3) Traktując walutę która powstanie jako źródło niewyczerpalnego bogactwa (oczywiście jak każda - dla emitenta), dlaczego nikt się nie wzbogacił kupując jako pierwszy świeżo wyemitowane dolary?
  9. @Byłybiałyrycerz - dlatego nie dawałem wiary w to że nie wie: Po prostu podśmierduje mi jego naganianie rekomendacja, skrywanym interesem bankstera/inwestora, przewiezienia ludzi na lewych sankach. Tym bardziej, skoro musi wiedzieć jakie są oficjalne plany w kwestii rządowych walut cyfrowych, które nadal będą "fiat".
  10. @Byłybiałyrycerz Twój znajomy zarzuca mi niezrozumienie i wiele pomyłek, samemu myląc fundamentalne pojęcia. Wydaje się, że chwilami naprzemiennie myśli o pieniądzu a mówi o "pieniądzu", czyli środku płatniczym (currency). Mimo, że ze wszelkich sił, propaganda stara się nam wtłoczyć że "currency" i "money" to to samo, tym samym jednak nie są. Znajomy raczej rozumie różnice (trudno mi uwierzyć, że nie), więc trudno załapać z czym realnie w moim wpisie polemizuje. Kiedy płaciliście większe kwoty gotówką? Na zakupy do Chin importerzy jeżdżą furgonetką z dolarami i ochroniarzami, czy może raczej przelewają cyferki elektroniczne? Czym jest choćby kredyt jak nie czysto wirtualnym, nieistniejącym w fizycznej formie "pieniądzem" w formie cyfrowej? Niech znajomy poczyta sobie o systemie rezerwy cząstkowej i przywileju bankowym do kreacji "pieniądza" praktycznie z niczego. Podpowiem - większość ludzi nie rozumie różnicy między pożyczką a kredytem. Pożyczyć, to można coś co się posiada, co istnieje a kredyt nie istnieje, dopóki bankster nie powie - OK, John, wklepię do kompa na twoje konto 0.5mln $ i inni banksterzy to uznają. Ciekawostka z danych NBP - szacunkowa ilość "currency" gotówkowej w PL to zaledwie 14% obiegu! Reszta to zapis cyfrowy. Więc jak odbywa się większość transakcji jeśli nie elektronicznie? Jaką ma postać współczesny "pieniądz" jeśli nie cyfrową? * pisząc "pieniądz" w cudzysłowie, wskazuję na walutę/currency a nie pieniądz. Wymienił dokładnie powody (a jest ich więcej) przez które, jak wcześniej napisałem, należy być sceptycznym w kwestii uznania np. BTC i jemu podobnych "wolnych" walut za powszechne, uniwersalne i obowiązujące jako główna forma obiegu w przyszłości. Nie da się ich ani inflacyjnie rozcieńczać ani tworzyć nimi kredytu. Gdyby komukolwiek ze światowej finansjery zależało na takiej cesze waluty, nie pogrzebano by standardu złota. Dla jasności - dla mnie to również byłaby zaleta waluty, tylko ja piszę o własnym zdaniem, bliskim zera prawdopodobieństwie uczynienia z niej samoregulującego podaż dolara, jena czy euro. Już za sam pomysł JFK o powiązaniu $ ze srebrem i przez to ograniczeniu swobody jego nieskończonej emisji (executive order 11110) dostał kulkę w łeb od "szaleńca". Ktoś się jeszcze odważy podważyć system "fiat money"? Jest jakiś chętny? Bo komunikat był jasny i kto ma wiedzieć, ten wie o co biega. Jako potwierdzenie tego o czym mówię, weźmy sobie pioniera "nowoczesnych" rozwiązań, implementowanych później w innych krajach, czyli Szwecję. Lawinowo przybywa tam punktów w których w rozliczeniu nie przyjmuje się gotówki. Obowiązują transakcje wyłącznie cyfrowe. W związku z obawami że wkrótce mało gdzie będzie można coś kupić za gotówkę, trwają prace nad wprowadzeniem stricte cyfrowej wersji korony pod nazwą "e-korony", która będzie oficjalnie uznawanym środkiem płatniczym. I jeśli komuś naiwnemu się wyda, że będzie miała jakiekolwiek cechy kryptowaluty, to niech nie ma złudzeń - oficjalnie będzie emitowana przez Riksbank, czyli ichni bank centralny, hahaha. Dokładnie na tych samych zasadach co obecna "currency" tylko "nowocześniejsza" i bez zawracania sobie głowy papierem i farbą drukarską. Jest takie stare powiedzenie giełdziarzy, że na zakup konkretnych akcji, najbardziej naganiają ci, którzy się w nie obkupili.
  11. Rnext

    Poliamoria okiem kobiety

    No niezupełnie, ale i zupełnie nie. HIV to nazwa (retro)wirusa, AIDS to skutek jego działania - choroba. Więc w istocie mówienie o HIV jako chorobie samej w sobie jest "wymyślone", jednak istnienie HIV jest faktem, tak jak i jego ekspresja w postaci utraty odporności. Mam kumpelę pracującą dla BigPharmy, więc sporo różnych rzeczy opowiada - m.in. że faktem są również tłumy (głównie mężczyzn) w poczekalniach szpitalnych poradni zakaźnych jako skutek zarażenia HIV. Siedzą zwykle w kolejkach do wydania leku z rąk lekarza, bo geje lobbowali, żeby nie musieli kupować w aptekach, jako, że to od razu ich demaskuje w okolicy jako gejów i nosicieli. Więc dostają w gabinecie do rąsi. Widzisz, właśnie niedawno pytałem tutaj @PanDoktur i pisał, że testy IV generacji to po 2-3 tyg. a 3-miechy to były testy III gen. Więc 2-3 tyg. to można poczekać. Sam znam pary, które wchodząc w relację, już przed rozpoczęciem wspólnych igraszek łóżkowych, robiły sobie testy na wszystko. A ściślej mówiąc, dzięki tym lekom ludzie nie mrą masowo na AIDS. Są nawet takie dragi, że nosiciele nie zarażą, na tyle hamują ekspresję wirusa. Mało tego, są w aptekach "tabletki po" dla rozrywkowych osobników z wścieklizną narządu. Ponoć opakowanie za "jedyne" 2.5k PLN, ale gwarantuje że jak zerżniesz HIVowca, to złapanie nie grozi.
  12. Drobne sprostowanie tego powszechnego błędu - papierowa to jest waluta, która nie jest de facto pieniądzem, bo nie posiada (z założenia!) fundamentalnej jego cechy jaką jest zachowywanie wartości. Kryptowaluty (a więc nie krypto-pieniądze) również tej właściwości nie mają i co gorsza, są niejako pochodną zużytego prądu (zmarnowanego - bo zrobić prądu ani niczego innego się z nich nie da). Co do zastąpienia "pieniądza" papierowego, to w zasadzie transakcje gotówkowe stanowią obecnie ledwie margines ogółu handlu, bo zostały wyparte przez transakcje cyfrowe. Można więc uznać, że waluta ma już na chwilę obecną postać cyfrowych zapisów, wypierając swoją "papierową" formę. Cyfrowy "pieniądz" stał się więc już dawno faktem. W kwestii wolnych i niezależnych od banksterki i rządów (też zresztą zależnych od banksterki) kryptowalut, osobiście jestem bardzo sceptyczny. Nie można za pomocą istniejących kryptowalut regulować np. zobowiązań podatkowych, ale w obecnej formie, głównie nie nadaje się jako instrument kredytu i podatku inflacyjnego, przez co, nie nadaje się do wzbogacania na jego kreacji z niczego przez system bankowy. Raczej na dziś, jest balonem testowym, który w czarnym scenariuszu zostanie przekłuty z hukiem, żeby co najwyżej wprowadzić własną, ogólnoświatową walutę krypto, kontrolowaną przez "system" pod pretekstem gwarantowanego bezpieczeństwa i "stojących na straży jego stabilności" (czyli formalnie - dewaluacji w ramach "celu inflacyjnego") niby-rządów. Za to do spekulacji - instrument jak znalazł.
  13. Nam bez problemów, ładnie odpalił na bazie fabrycznego jogurtu greckiego (taki b. gęsty). Była resztka w kubeczku, więc pomyśleliśmy że co nam szkodzi sprawdzić. Ale normalnie na bieżącą produkcję to lecą liofilizowane bakterie. Jednorazowo zaszczepiliśmy tylko jogurtem z ciekawości, czy te bakterie w sklepowych są w miarę żywe i żwawe, bo jak by była totalna martwica, to bez sensu. Ja się uzależniłem od praktycznie codziennego "kompotu", czyli zblendowane delikatnie wiśnie (póki co mrożone) w swojskim jogurcie z odrobiną miodu lipowego albo gryczanego dla podkręcenia szerokości smaku. B. natomiast robi sobie przekąskę do roboty z dosypką płatków owsianych, kawałka banana w plasterki, owoców leśnych i malin (też póki co mrożonki) i z miodem. Tyle że nie blenduje tego na koktail tylko wcina łyżeczką. Muszę jej podpowiedzieć z tymi migdałami. Chyba niezły pomysł z tą odżywką białkową, o ile nie wali to chemią albo dziwnym posmakiem.
  14. Pewnie nie chciał ale musiał (kolejna ofiara "nie kcem ale muszem"?) Rewolucja bolszewicka bardzo ceniła sobie funkcjonariuszy zwanych pogardliwie przez ich prowadzących, pożytecznymi idiotami. Rewolucja feminazistyczna też. A ja wciąż pytam (różnych pań) i nie uzyskuję odpowiedzi - jakich to praw nie mają, że trzeba zakładać kram tekstylny i w nim organizować "szmacianą ściepę" na walkę o owe prawa? Może chodzi o walkę pań o zrównanie wieku emerytalnego? Tak a'propos wieku emerytalnego, ostatnie badania Banku Światowego w kwestii praw kobiet, wyróżniły PL przyznając plus za wysoko oceniane równouprawnienie m.in. w kwestii emerytur właśnie
  15. @Obliteraror może to po prostu merytoryczne usankcjonowanie nieuchronnych procesów zamiast "kopania się z rynkiem". Tak czy siak, chyba mamy wybór jedynie między dżumą a cholerą, próbując jakoś "zhackować" narzuconą nam podległo-peryferyjną rolę w Europie. Receptą na niewywalanie za granicę młodych byłaby nierentowność emigracji, bo zamknięcie granic jak za komuny nie wchodzi w grę. Tyle, ze szybkiej i racjonalnej do tego drogi nie ma, bo ani nie zbombardujemy niemieckich czy brytyjskich fabryk i miast, ani nie zadekretujemy ustawą (socjalu też na długo nie wystarczy) poprawy warunków życia i zarobków w PL. Emigracja ekonomiczna jeszcze więc długo będzie faktem. Ukrowie przyjeżdżają do pracy bo im się ona tak samo bardziej opłaca jak Polakom wyjazd do UK czy DE. Nie przyjeżdżają zaś masowo "uchodźcy religijni pokojowo" bo im się (zasiłek) tutaj nie opłaca. Może teraz nieco prowokacyjnie, bo bliższe są mi poglądy Pilzera na kwestie dobrobytu niż te przedstawione przez G. w materiale (duża podaż pracy). Bogactwo bierze się z technologii, wynalazków, nauki, know-how, pomysłów (żydowski kod kulturowy?). Piasek jest tani, jego ukopanie też a można z krzemu w nim zawartego tłuc mikroprocesory po setki $ za sztukę. Dlatego wynalazcy i pionierzy nie mogą podcierać tyłków staruszkom, niańczyć dzieci, piec chleba czy murować. Ale ktoś to musi robić. Do tego potrzebna jest siła robocza, która wyręczy kreatywnych i proaktywnych z myślenia o rzeczach koniecznych tylko do przetrwania. Nie oszukujmy się, ci, którzy wyjechali z PL, pojechali w większości do prostych robót. Została po nich wielka dziura (chrześniaczka czekała np. w kolejce na ekipę remontową mieszkania przez trzy miesiące) którą trzeba jakoś zasypać. Oczywiście, stan idealny byłby taki, że nikt nie wyjeżdża, nikt nie przyjeżdża, localsi się rozmnażają na potęgę kształcąc błyskotliwe potomstwo w krainie mlekiem i miodem płynącej, bo za proste prace dostają wystarczająco duże wynagrodzenie, żeby w miarę wygodnie żyć. Normalnie Królestwo Niebieski na Ziemi. Się nie da się, zwłaszcza gdy samo rozmnażanie jest już problemem nie do przeskoczenia, mimo że świat ruchaniem stoi.
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.