Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Rnext

Starszy Moderator
  • Ilość treści

    4097
  • Donations

    30,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    52

Rnext wygrał w ostatnim dniu 27 Listopad 2018

Rnext ma najbardziej lubianą zawartość!

Reputacja

9005 Świetna

6 obserwujących

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Las Sosnas

Ostatnio na profilu byli

8026 wyświetleń profilu
  1. Tym niemniej nazwa "Gillette" jest na ustach mas. Czy nie o to chodzi w długofalowej polityce reklamowej? Pierwszy, negatywny efekt zanika a i tak zostawia trwały ślad w świadomości.
  2. Proponuję wprowadzić termin "frykcyjne ruchy nienawiści" wobec gwałcicieli-nachodźców. Zaraz się okaże, że są to po prostu "frykcyjne ruchy miłości".
  3. Polska to jest taki specyficzny cyrk w którym zamiast jednego clowna są ich całe rzesze.
  4. Kiedyś więcej piekłem, ale odkąd otworzyli nam w pobliżu francuską piekarnię (ściągają mąkę z FR, stare odmiany pszenicy i żyta, ziarno mielone na kamiennych żarnach) to nie ma sensu, bo ich smaku wypracowanego przez profesjonalne piece z ciśnieniową parą nie przeskoczę w domowym piekarniku. Jedynie ostała się u nas praktyka produkcji pełnoziarnistego (razowego) chleba żytniego, bo te z okolicznych piekarń są dla B. "za słodkie". Taki chlebek musi być kwaskowy i kropka. Tutaj wrzuciłem foty tego chleba: Recepruta najprostsza z możliwych: - mąka żytnia pełnoziarnista (kupna, żytnia 2000) - woda (ale jak będziemy częściej robili masło to pójdzie maślanka) - sól - buzujący słoik zakwasu - pół garści kminku i czasem podprażone nasiona słonecznika Masa, robiona "na oko" (mamy je już wyrobione w kwestii jej konsystencji, więc proporcji nie podam) miesza się hakiem w robocie kuchennym tak max z 10 minut i do foremki. Testowaliśmy różne, silikonowe, blaszane wykładane papierem ale najlepiej spisuje się ta foremka ze zdjęcia. Ma jakąś małoprzywierająca powłokę ceramiczną i jest rozpinana klamerką po obwodzie. Pieczenie w okolicach powyżej godziny w cyklach: 20 minut w 200C i dwa razy po 20 minut w 180C z opcją przedłużenia parę minut. Przez cały czas w piekarniku dyżuruje miseczka z wodą. Jak więcej piekłem, to sam mieliłem ziarna żyta i pszenicy na pasujące nam frakcje mąki. Jak by ktoś chciał się pobawić to mogę z czystym sumieniem polecić domowe młyny KOMO Obecnie stoi mało używany, mimo, że mam w spiżarni popakowane próżniowo ziarna. Ale jeść nie woła, więc niech stoi. Przyda się jak piekarze zastrajkują Raz na jakiś czas "domielam" w nim semolinę, bo bardzo często ta w handlu jest do naszych celów za grubo mielona i zbyt kaszkowata. Kolejny produkt (choć pewnie i pozostałe) pewnie zainteresuje @Hippie bo jest zrobiony kompletnie sklepowo. - mąka pszenna 450, - suszone drożdże w proszku, - woda z kapką mleka (żeby już nie było tak-nijak) - sól oczywiście Trzeba zrobić dość lekkie ciasto, ale nie na tyle, żeby się rozlewało, bo nie będzie pieczone w foremce. Wyrabiane na tyle długo, żeby przy mieszaniu hakiem w maszynie, ciągnęło się włókniście (bo to znaczy że dobrze "wyciągnęliśmy" gluten). Potem oczywiście wyrastanie, żeby się co najmniej podwoiło i wychodzi po wypieczeniu takie cudo: Mimo swojej prymitywności i tak deklasuje te sztuczne wypieki z rozmrażanego ciasta w marketach. Świetny do urywania po kawałku i moczenia w talerzyku z dobrą oliwą EV (opcjonalnie z masełkiem czosnkowo-pietruszkowym, ale sporo ludzi ma opory przed czosnkiem). Do tego fajnie jest zakąsić koreczkami - oliwka z anchovis, kosteczka sera (znakomity jest polski Bursztyn/Rubin/Szafir - uważam je za najlepsze polskie sery niezagrodowe). Fajny pomocnik na niezobowiązujące spotkanie towarzyskie z kieliszkiem czerwonego, wytrawnego wina. Kapitalna i chrupiąca kompozycja smakowa. Pszenne "pałki" z sezamem. Przepis bazowy taki sam jak na chleb pszenny, tyle że delikatnie "lakierowane" białkiem jajka i posypane sezamem. Ciasto formuje się w "parówki", które następnie się skręca. Ciężki chleb żytni. Też najprostszy z możliwych, tyle że zamiast zakwasu poszły sypkie drożdże liofilizowane. Bardzo mięsisty, z racji ciężaru ciasta nie jest tak spulchniony. Przy okazji to był eksperyment polegający na minimum wyrabiania ciasta - niechlujnie i krótko przemieszane, żeby sprawdzić czy się "przegryzie" wyrastając. W sumie sukces, bo wyszedł pyszny a dzięki "księżycowej" skórce, dużo chrupkości. No jak wyznanie handlowe, to musi być też chałka Tym razem przekręcona bardzo, bo dosładzane cukrem demerara, posolone ciasto pszenno-żytnie (50/50). Zresztą cukier i sól świetnie współgrają. Ale efekt optycznie dość ładny, jednak nigdy już nie powtórzony. Szału nie było. Warkocz z bodaj trzech "parówek" uplotła B. Teraz coś co nazywam "pizzaletkami". Ciasto jak na pizzę, tyle że grubiej wałkowane, dłużej wyrastające, rolowane z farszem z karczochów, kaparów, suszonych pomidorów, grubo tartego żółtego sera i co tam kto na pizzy lubi. Potem się kroi taką roladę na niby-bułeczki i wychodzi takie coś. Niestety nie mam foty "po" W charakterze kamienia do pizzy płytka kafelkowa. Kamień mamy okrągły a takie rozmieszczenie w kwadrat było optymalne. Na deser coś co też bardzo lubimy, czyli wariacja na temat italiańskiej focaccii w rodzimym wydaniu. Ciasto też jak na pizzę, tyle że nieco bardziej wyrośnięte i z niewielkim dodatkiem aromatycznej mieszanki ziół. Świeże, zielone oregano czy tymianek można dodać po wypieczeniu na wierzch. W powierzchnię powciskane tylko kapary i połówki oliwek. Odrywane kawałki, przed jedzeniem, skropić dobrą oliwą i można posypać delikatnie morską solą w kryształkach.
  5. Zakwas można suszyć - rozsmarowujesz na piekarnikowej blasze wyłożonej pergaminem. Łatwo odpadają wafle. Można przechowywać niemal w nieskończoność jak wyschnie. No to co się szczypiesz? Dawaj
  6. Wędzarenkę nagrzaną odstawiłem bez podkładki Pierwszy - plastik. Zaczął ciec. Niby fajny a jednak szajs. Drugi już "heavy metal" ;) 24V. Ogólnie jeden zasilacz pompuje taśmy sumarycznie 48W. To jest i tak "ledwie" 4-4.5 kK więc sporo niżej od światła słonecznego. Myśmy bardzo przywykli do MH i kompaktów w okolicach 4-5.4kK więc dla nas to bajka. Niekomfortowo jest wówczas gdy jest spora temp. barwowa a za małe jego natężenie (krzywa komfortu świetlnego, światła żółtego może być mało i jest fajnie). Dlatego wszyscy się czują świetnie np. na plaży a tam masz nawet 6.5k K - tyle że bardzo jest go dużo. To nie tylko jest kwestia barwy ale proporcji z natężeniem i współczynnika CRI. Spójrz na galerie handlowe, tam jest niemal całkowite odcięcie od słońca a wszystko pasuje. Przez net. Koszt samej taśmy 26 PLN/m. Ale potrzeba jeszcze zasilania i profili alu do osadzenia i co ważniejsze - chłodzenia taśm. Są LEDy i LEDy, niestety. Nie da się w żaden sposób porównać np. modułów Citizena z czymś co nie wiadomo czym jest, a niby jest tym czym jest, bo tak napisał producent w ulotce czy na opakowaniu. To nie jest "tylko" Zresztą napisałem, że gdybym miał wyrównać ekspozycję, to byłby blask kontra czarna dziura. Stara miała jakieś deklarowane 3k K nowa 4-4.5k K. Tyle że obstawiam, że stara miała CRI na poziomie pierwszej żarówki Edisona. Nowa daje prawie widmo słoneczne (CRI > 95). Prawie jak dobry MH. To tak na potrzeby foty Zerknąłem z ciekawości - wydajność świetlna taka sobie (dużo poniżej 100lm/W) , w specyfikacji brak CRI i temp. barwowej ale dla nich najwalniejsze że niby energetycznej klasy A++
  7. @zuckerfrei nie licz na to z mojej strony. Jak dla mnie bigos to są ohydne, zgnite wodorosty dla amatorów pierdzenia poza horyzont Nie jadam takiego szajsu. Pożyczyć Ci rewolwer czy ogarniesz pięściami Można by przy jakiejś okazji stuknąć nowy wątek. Świetna sprawa, niech część zakwasu spróbuje potrzymać w lodówce - ponoć w niekorzystnych warunkach drożdże przestawiają się na rozmnażanie płciowe (rekombinacja) i zakwas jest mocniejszy. Bo tak to chyba pączkowanie czy coś. Czyli jak cherlawe, to cherlawe.
  8. To jest po prostu przezajebiste jak nas coś jara. Foty które wrzucam są robione totalnie przeciętnym telefonem, pewnie i film dałoby się sensownie nagrać, może nie potrzeba lepszego sprzętu. Dawaj i się nie szczyp. Co do omleta, B. opracowała fenomenalny patent na takie cudo śniadaniowe z kozim twarożkiem (do kupienia nawet w głupim Lidlu) i podsmażanym szpinakiem z odrobiną czosnku i sosu Worcestershire albo gęstym sojowym. Tylko czosnek - nie tradycyjnie miażdżyć na papkę, bo lepiej wychodzi smakowo jako płatki.
  9. Na fali ostatnich projektów modyfikacji oświetlenia chaty, zacząłem od kuchni. Jestem zachwycony przepaścią pomiędzy starszą, raczkującą w sumie technologią LED a jakością dostępnych współczesnych źródeł światła. W razie gdybyście mieli wątpliwości, wrzucam foty różnic między współczesnymi możliwościami i technologią sprzed ledwie paru lat. Moje ulubione kulinarnie miejsce robocze, więc tylko wycinek oświetlenia przestrzeni (jak by co to odsyłam do moich niegdysiejszych wpisów o świetle). Zatem proszę bardzo - pierwsza fota, oświetlenie nad blatem roboczym dość przeciętną i leciwą taśmą LED A tu po "sprzedparodniowej" realizacji projektu: Ilość, jakość, no po prostu oszałamiająca przepaść. Ten fragment blatu jest oświetlany taśmami w profilu alu, zużywającymi 16W poweru! Poprzednia taśma 6-8W. Ekspozycja foto też nie jest taka sama na obu, bo gdyby była zachowana to na pierwszym foto byłoby ciemno albo na drugim biała plama. A to tylko wycinek modów świetlnych w kuchni, bo jest ich więcej. Aparat ustawiony na "widzenie" dzienne/słoneczne. Oko się adaptuje i aż tak żółto nie widzi, ale różnica renderingu kolorów to jakaś masakra. Dobra, nie czepiajcie się noży, bo do Dextera mi daleko Ale gdyby było trzeba...
  10. Spróbował bym zrobić z reszty bulion w szybkowarze, ale z niewielkimi dodatkami innych mięs (wołowiny) i dużej ilości warzyw (seler, marchew, pietruszka, por - co tam podejdzie) plus koniecznie opalana nad gazem (całkiem na czarno z wierzchu) cebula. Sam płyn po odcedzeniu do wypicia na gorąco (jak sypniesz pieprzem, to na przeziębienie działa jak gripex ;)) w szklance albo jako baza do innych zup, nawet pomidorowej. A mięsa oskrobane widelcem i wrzuta do sosu koperkowego. Podać z pełnoziarnistym bulgurem. Do tego ogórek kiszony na talerz i można się rozpływać.
  11. Władza musi być nobilitowana i wyświęcana, bo "świętość" kasuje mentalnie u ludu wszelkie podłości dokonywane przeciw niemu, usprawiedliwia chciwość i występek, jako że jest z powodu fałszywej sugestii, sprawowana w dobrej wierze i realizowana przez namaszczone istoty, wiedzące lepiej.
  12. Jak chcesz to Ci mogę wysłać nówki - chusty serowarskie, kubek wosku do woskowania sera i podpuszczkę (będziesz mogła ze świeżego mleka robić ser i twarogi przy lepszej wydajności niż ze zsiadłego i szybciej, bo skrzep się robi już w trakcie wygrzewania mleka). Mam jeszcze jakieś koszyczki odciekowe. Ze względu na brak sensownego dostępu do dobrego surowca, zaniechaliśmy zmagań serowarskich, więc Tobie się to bardziej przyda. Też już nie mogę Las Sosnas znaleźć na liście mlekomatów. Coś tam czytałem, że okazało się, że stoją nielegalnie bo niby żeby to postawić to pozwolenia na budowę trzeba, ogólnie systemowo odciąć miastowych "ode wsi dode wsi". W galeriach i dyskontach mamy kupować. Nie znam rynku w UK, ale oglądając programy kulinarne Jamiego, często jestem oszołomiony jakie produkty da się tam kupić. Na pewno coś znajdziesz. Sam zrobiłem poranny research i przejrzałem sobie zestawienie śmietan sklepowych do celów maślanych. Znalazłem coś takiego: Zapowiada się sensownie, zawiera tylko pasteryzowaną i homogenizowaną śmietankę. Żadnych stabilizatorów czy kontrowersyjnego karagenu (E407 jak by co). A ubić da się nawet ręcznym mikserem jak nie ma pod ręką większego robota. Z ciekawości spróbuję nawet ręcznym blenderem, chociaż u Nomarta widziałem że robi to w blenderze kielichowym jak do smoothie. Tylko nad tym trzeba stać, a sami staramy się optymalizować czynności i co się da ma działać na zasadzie: włożyć/wlać, włączyć, wrócić za 15 minut. Timer kuchenny niezbędny Ale akurat mamy wbudowany w piekarnik, więc nic dodatkowego się nie wala po kuchni. Jak kogoś to zainspiruje i dostarczy przyjemności to dobrze, jak nie - drugie dobrze. My to traktujemy trochę jak edukacja w ramach domowego survivalu i świetna wspólna rozrywka (lepszą niż gra w okręty ;)) bo z efektem praktycznej użyteczności. W ogóle to muszę powiedzieć, że staliśmy nad tą dzieżą jak trzy szpaki obserwując kolejne fazy: spienienie, fantastyczna, puszysta bita śmietana i potem powiększające się frakcje żółtych grudek i wytrącanie maślanki (uwaga - w tej fazie strasznie chlapie). Normalnie hipnoza A wyobrażenie sobotniego śniadania ze świeżą, francuską bagietką posmarowaną własnym masłem i serkiem wiejskim zasypanym cebulką i rzodkiewką w kostkę i po kubku kakao... mmmm, na dobry początek dnia.
  13. Jedynie ostrygi wcinam surowe (no i tatara ;)), chociaż podgotowane na parze też pycha. Nawet nie muszę skrapiać cytryną, choć zwykle to robię. Co do małży, to normalnie - najpierw na nos, muszą ładnie pachnieć morzem (zdarzyło mi się wywalić całą paczkę), potem płukanie pod zimną wodą na durszlaku z mieszaniem łapą i do gara na gaz lekko podgotować z takim naszej kombinacji sosem wodno-śmietanowo-natkowopietruszkowym. Dość krótko, aż się otworzą, to co się nie otworzy do kosza (niestety). Najlepiej wchodzą ze spaghetti al dente z symbolicznym sosem pomidorowym (w życiu nie dodawajcie przecieru pomidorowego). Z tego co poniżej to ja wcinam większość a tak to mniej więcej wygląda. Nie pękaj, pół świata to wtrynia a są mega warte grzechu Ale jak to? Na liście? Wiem że niektóre rzeczy zawijają do pieczenia czy gotowania w te liście, ale możesz napisać o co chodzi? Bom ciekaw. Ja robię do takich celów masło klarowane. Nie pali się (wyższa temp. spalania) i wybitnie smakuje. Często też idzie na patelnię olej rzepakowy z dodatkiem takiego masła (zupełnie inny smak). Żadnego kokosowego, oliwy itp. Oliwa to extra vergine i tylko na surowo u nas. Co najwyżej czasem (wybitnie rzadko) smalec. Nawet jak robię jajecznicę, to wolę poskrawać boczek i go wytopić na suchej patelni. Ale kiedyś kupiłem testowo "fabryczne" masło klarowane. No niestety, ma się nijak Moje tak wychodzi po zlaniu w słoiki: No właśnie totalnie na żywioł - kubeczki ze sklepu. Dokładnie te: I chyba to nie jest jakaś kwestia UHT tylko bardziej (braku) dodatków i karagenu. Kiedyś siorka B. chciała u nas zrobić bitą śmietanę bo mieliśmy wspólną imprezkę a ona świetnie piecze ciasta (obiadów u niej nie ryzykujcie :D). Kupiła śmietanę Jana i to chujstwo się nawet nie chciało ubić na bitą.
  14. Pamiętam Swego czasu taki "zachodni rarytas", ale w sumie jak by się świeczkę jadło
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.