-
Posts
638 -
Joined
-
Last visited
-
Donations
0.00 PLN
Wolumen's Achievements
Młodszy chorąży (9/23)
1k
Reputation
-
Bylem zonaty kilkanascie lat i nie kupilem ex żonie auta- sama kupila, bo pracowala. Gdyby nie pracowala, albo zwłaszcza, gdyby nie pracowała tez bym nie kupił ani nie dołożył. Ja rozumiem kupić żonie/partnerce prezent ale bez przesady. Samochód to już nie jest rzecz pokroju smartfona czy biżuterii za 100-5000. Może i zabrzmie egoistycznie i szowinistycznie, ale wolałbym sam sobie kupić lepszy samochód, niż kupować go swojej kobiecie, biorąc pod uwagę, że to ja bym finansował ten zakup i ciężko na niego pracował czy to w kredycie czy to z oszczędności środków. No chyba, że bym był milionerem albo wygrał w Totolotka, to wtedy oczywiście, że miałbym gest i bym kupił. W każdym innym przypadku, gdzie taki zakup byłby okupiony moją tytaniczną pracą - nigdy w życiu
-
Oj stary mam dosłownie Deja vu... Byłem dokładnie w takiej samej relacji, co prawda niedługo bo max pół roku w porywach ,ale też niemalże w 100% ja byłem jedynym wioślarzem, który wiosłował w tym związku,a finansowo to praktycznie nawet nie 99,9 tylko w stu procentach byłem zaangażowany. Tak samo jak ty wyjazdy, wyjścia do restauracji, wyjścia do kina i innego rodzaju aktywności związkowe i za każdym razem jak próbowałem podnosić ten temat, że mogłaby też w końcu wziąć na siebie jakiś rachunek to bez przerwy słyszałem tylko pierdolenie typu ona nie ma kasy bo płaci za mieszkanie, bo płaci kredyty ale równocześnie miała pieniądze na siłownię, na swoje wcale nie najtańsze kosmetyki, na ciuchy i jak jej zacząłem to wyliczać to wpadła w furię i 3 dni później już nie byliśmy związkiem. Tak.jak bym ja nie mial swojego mieszkania, za ktore place i reszty oplat ;))) Dlatego jak widzę coś takiego, że mężczyzna ma wszystko finansować lub organizować, krótko powiedziawszy cały ciężar związkowy jest po jego stronie to naprawdę przypominają mi się najgorsze momenty z mojego życia związkowego i nikomu tego nie polecam, a wręcz polecam, żeby natychmiast taką relację kończył
-
Jak do porno, w samotnosci ogladajac Ci staje, to problem software'owy masz. Tez tak mialem pare lat temu, trwalo to z 2mce. W koncu kupilem tabletki, najpierw wyprobowalem w samotnosci do porno, stal mi 3h. To mnie podbudowalo, nastepna akcja z paetnerka byla na tabletce, po 1 piwie na rozluznienie i poszlo bez problemu. Z alkoholem jednak nie przwsadzaj, max 1,5 piwa bo nawet jak stanie to moze byc problem z wytryskiem, ja tak mialem. Po 3 browarach moglem dymac 30min non stop, bez spustu. Alkohol znieczula, czasem za bardzo
-
Gwarantuję ci że takich przypadków a nawet gorszych jest w skali kraju multum. Sam w swoim życiu miałem przynajmniej trzech kumpli, którzy latali za swoimi babami jak podnóżki i o ile z perspektywy osoby trzeciej widziałem ten stan rzeczy i bym w życiu czegoś takiego nie ciągnął to jak samemu przyszło mi żyć w podobnych układach to już tak łatwo podjąć decyzję nie było. Bardzo prosto jest oceniać będąc całkowicie odciętym emocjonalnie i osobą trzecią ale nigdy nie wiesz do końca jakie są zażyłości pomiędzy dwojgiem ludzi, bo tego to ci nawet najlepszy kumpel nie powie bo będzie mu wstyd się przyznać
-
Ja niczego nie wypieram, bo dopiero po latach zrozumiałem, gdzie zrobiłem błąd z moim małżeństwem. Moja ex żona była 3 miesiące po rozwodzie jak się poznaliśmy i kilka miesięcy później zaszła ze mną w ciążę, wcześniej była w sześcioletnim związku małżeńskim, znali się łącznie od 10. Ja miałem wtedy 23 lata i niestety jako totalny szczaw i gówniarz nie potrafiłem zauważyć bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie ona myślami była cały czas jeszcze z tamtym facetem. Mówiąc szczerze to nawet nie miałem czasu nad tym myśleć bo od razu wskoczyłem na głęboką wodę pod tytułem dziecko, małżeństwo, opieka nad dzieckiem, praca. Dopiero jak syn zaczął dorastać i pojawiło się trochę więcej luzu to zobaczyłem, że po pierwsze nasze światopoglądy i priorytety życiowe są zupełnie inne, a kwestią wtórną było już totalne oddalanie się od siebie, a już wisienką na torcie było białe małżeństwo. Żeby bylo jeszcze śmieszniej to wybrałem ją jako kompletne przeciwieństwo mojej wcześniejszej partnerki, która była rozwiązła i zaorała mi psychikę. Mój modus operandi był bardzo prosty, mianowicie szukałem osoby o 180 stopni innej, żeby mieć stabilność i spokój w związku i przez to nawet świadomie wybrałem o wiele brzydszą kobietę, żeby się faceci na nią nie oglądali. Była też wykształcona gruntownie w przeciwieństwie do jej poprzedniczki. Niestety czas pokazał, że wszystkie kobiety mają w zasadzie bardzo podobny program fabryczny wgrany i nie ma znaczenia czy ładna czy brzydka, czy wykształcona czy po zecie. Jak coś odbije to facet jest przegrany. Wiedzieć o czymś, w teorii, a stosować w praktyce to dwa różne stany i pojęcia. Palacz wie, że papierosy szkodzą, a większość alkoholików wie co to jest alkoholizm i do czego potrafi doprowadzić. Pomimo tego, dwóch powyższych grup nie brakuje w społeczeństwie. Kluczem do tej całej zagadki jest twardy charakter lub jego brak
-
Moja głowa jest stabilna po rozwodzie już przynajmniej od trzech lat ale takie sytuacje, jak opisałem ostatnio z moją żoną mnie po prostu najzwyczajniej w świecie wk*rwiają i utwierdzają w tym, że ten rozwód był jedynym sensownym wyjściem z całej sytuacji, bo życie z taką osobą byłoby nie do zniesienia. Pomogłem jej z ogarnięciem podwózki do lekarza, w pełni świadomie i z góry wiedząc, że przecież nie doprowadzi to do naszego zejścia się ponownie, bo ani ja ani ona tego byśmy nie chcieli . A jedyne rozczarowanie - oczywiście nie małe- to takie, że nie pomogła mi w tym o co ją po kilku dniach poprosiłem. Przekładając tę sytuację na sytuację autora posta to gdyby mi moja żona powiedziała podwieź mnie do lekarza ale na nic nie licz, komunikując to otwarcie i w tak bezpardonowy sposób to bym jej do tego lekarza nie podwiózł. Nie dlatego, że nagle stałbym się zwyrolem, znieczulonym na czyjąś krzywdę, tylko dlatego, że bezczelnie mi powiedziała innymi słowy "wykonaj usluge transportu i spie*dalaj". Partnerka autora tematu dokladnie to zrobiła - zabierz mnie z gory, zaplac, a w zamian dostaniesz jedynie moja obecnosc, nic poza tym. Mi by motywacji nie starczylo.
-
Tyle, że mnie to nie kosztowało nic, a weekend w górach dla 2 osób w obecnych czasach to najmniej 1000zl. Sporo jak na wyjazd ze zwykla kolezanka, gdzie z góry wiadomo, ze do niczego nie dojdzie
-
Owszem, bezpośrednią winę oczywiscie ponosi ona. Przeciez nie będę wystosowywał skarg do Watykanu, że mi ich wspólnota religijna malzenstwo rozbila. Ale dostala na leb, bo po rozwodzie, slubie koscielnym z 1szym mężem ze mna miala tylko cywilny i nie mogla chodzic do komunii i spowiedzi. Takie gadanie o bialym zwiazku, jakies poerwsze półsłówka zaczalem slyszec juz 5-6 lat po slubie ze mna. Powtarzam wam, że tu nie było żadnej osoby trzeciej i to nie był klasyczny przypadek taki jak u 95% na tym forum. To w każdym razie nie ma to żadnego znaczenia już dzisiaj. Ale napisałem to tylko i wyłącznie dlatego, żeby autor tego tematu zdał sobie sprawę z tego, że obojętnie jaka jest przyczyna rozpadu więzi fizycznej pomiędzy partnerami to zawsze prędzej czy później prowadzi to do tego samego Oczywiście że tak bo nie wyobrażam sobie życia z nią do końca życia zwłaszcza w takim układzie jaki był przez ostatnie trzy lub cztery lata małżeństwa. Poza tym samą treścią pozwu rozwodowego pokazała mi jak obłudną i fałszywą osobą jest, bo ja sobie nie wyobrażam, żebym miał chodzić do kościoła w pierwszym rzędzie siedząc codziennie, odmawiać różaniec przed snem, a w pozwie rozwodowym obrzucić męża takim stekiem gówna, że ja bym nie miał śmiałości zrobić tak w stosunku do jakiegoś wroga nawet, wszak publicznie bym zadnego swojego konfliktu z drugą osobą nie afiszował
-
No jak dla mnie to też skrajna głupota żeby zabierać panienkę w góry tylko po to żeby zamoczyć. Takich błędów to nawet ja nie popełniałem aby popełniłem ich setki w relacjach z kobietami. Za ułamek ceny tego wyjazdu w góry miałby seks u profesjonalistki na miejscu. Pożądanie jest nienegocjowalne I przekonałem się o tym na własnej skórze po 40 kilku latach życia. Jestnie do kupienia, a jeżeli ktoś obrzuca kobietę prezentami lub zabiera ją właśnie na jakieś egzotyczne wycieczki i potem dostaje dupy od niej to nie znaczy, że uruchomiło się w niej pożądanie tylko jest to zwykły sponsoring, gdzie on płaci, a ona wie jak mu się musi odwdzięczyć, żeby dalej dostawać to, co dostaje. Tutaj w przypadku kolegi nawet już to nie działa, bo jeżeli z góry zapowiada, że na nic ma nie liczyć to ten sponsoring nie jest już nawet sponsoringiem tylko po prostu zwykłym wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Bo on nie ma z tego nic.
-
Co mam sobie tłumaczyć? Że moja ex żona jest od 5 lat po rozwodzie sama? Że jest ulanym wielorybem i z roku na rok wazy więcej? Że sam syn mi melduje, że matka z domu poza pracą wychodzi tylko na msze i do kościoła? Że wszystkie pozycje literaturowe jakie ma w domu to biografie swietych? Ze spi z rozancem i ksiazeczka do nabozenstw? Przestan pier*dolić, bo jedziesz schematem, a tymczasem guzik wiesz o moim malzenstwie, które znissczyl kosciol. Ja sie powolalem na moj przyklad tylko dlatego, ze rezultat byl ten sam - brak seksu- ale przyczyny zupelnie inne.
-
To może dołożę swoje przysłowiowe 5 groszy, bo w temacie braku seksu w związku to mógłbym napisać cały esej. Moja była żona już na kilka lat przed rozwodem zaczęła drastycznie ograniczać współżycie które to w pierwszych 8-10 latach małżeństwa było zaskakująco często bo nawet 5-6 razy w miesiącu. Potem zaczęła się równia pochyła: wymówki typu zmęczenie, klasyczny już ból głowy, generowanie konfliktów po to, żeby potem na tym oprzeć swoją odmowę. Aż pewnego pięknego dnia przyszła i powiedziała, że poszła do spowiedzi i komunii i będziemy od teraz żyć białym małżeństwie. Najpierw ją wyśmiałem a potem jak zobaczyłem że jednak to nie jest żaden żart to powiedziałem że chyba zwariowała i że podpisuje w zasadzie w ten sposób wyrok rozwodowy na nasze małżeństwo bo mają już wówczas 35 lat nie wyobrażałem sobie życia w celibacie do śmierci a rozwodzić też nie miałem się zamiaru. Niestety moje wyobrażenie na temat życia bez seksu zweryfikowało samo to życie ponieważ mniej więcej po półtorej roku któregoś dnia się obudziłem oczywiście w osobnym łóżku i osobnym pokoju bo nie sypialiśmy już razem i stwierdziłem że ja nie jestem w żadnym małżeństwie tylko żyję z sublokatorką w jednym domu. Chcę przez to powiedzieć że jeżeli sypie się więź fizyczna pomiędzy czy to małżonkami czy to partnerami w związku nieformalnym to w zasadzie sypie się już wszystko i robi się z tego początek końca jest to bomba z opóźnionym zapłonem która na pewno wybuchnie a tylko i wyłącznie od poszczególnych osób zależy jak długo to potrwa. Oczywiście moja sytuacja jest wybitnie specyficzna i wyjątkowa, bo krótko powiedziawszy moja ex żona dostała na głowę z kościołem i nie była to żadna wymówka, bo ani nie jest w żadnym nowym związku, a do kościoła chodzi nadal jak opętana i modli się w domu. Ale przekładając to na twój problem i twoją sytuację chciałem ci tylko powiedzieć, że nie ma znaczenia z jakiego powodu seks w związku zanika- liczy się sam rezultat czyli brak tego seksu lub niesamowicie niska częstotliwość zbliżeń. Prowadzi to tylko i wyłącznie do frustracji, napięć i ciągłych kłótni. No i jak nietrudno się domyślić w końcu doprowadzi do zdrady. Jakich argumentów byś nie użył to i tak nie jesteś w stanie żadnym słowem prośbą ani groźbą takiej kobiety skierować na właściwe tory. Więc w zasadzie wyjścia masz dwa, które skończą się i tak rozejściem się: pierwsze wyjście to wzięcie sobie na wstrzymanie, bo jeśli macie jakieś jeszcze inne wspólne płaszczyzny, na których się dogadujecie i rozumiecie to może jeszcze jakiś czas ten związek przetrwa, a jeśli zależy ci na tym, żeby nie być samemu to być może jest to jakieś wyjście. A drugie wyjście jest takie, że natychmiast kończysz tą relację, bo tak jak napisałem prędzej czy później się to wszystko rozpadnie. A jak obudzisz się z ręką w nocniku w wieku powiedzmy lat 40 i będziesz musiał szukać sobie kogoś od nowa, to już nie będzie tak łatwo ani prosto. Nie bez powodu w sądzie przy rozwodzie badany jest rozkład trzech sfer życia małżeńskiego: fizyczna, gospodarcza i emocjonalna. Jeśli którakolwiek z nich szwankuje to takie małżeństwo tudzież związek jest na prostej opadającej.
-
Klucz do spokojnego życia
Wolumen replied to Dowódca plutonu's topic in Jak wychowałem swoją kobietę
Nic, kompletnie nic to nie wnosi do tematu, nie jest to żaden filtr ani weryfikator. Z bardzo prostej przyczyny. Pani może na wszystkie pytania udzielić takiej odpowiedzi, jakiej oczekujesz, a jak juz się z taką, zwiążesz, ożenisz, pojawią się dzieci to zrobi zupełnie inaczej. To mniej więcej tak, jak byś zadał pytanie kobiecie, czy nie jest dziwką....Wątpie czy znajdziesz taką, która Ci się przyzna, że miała przed Tobą 50ciu, w tym polowa za kase bo dorabiala tak do studiów. Nie istnieją żadne pytania, które weryfikują przyszłość z drugą osobą. -
Bardzo trafnie napisane. Obecnie też już mam wrazenie, że żaden tam straznik związku z męczyzny, bo jak się taki "strażnik" zacznie stawiać, egzekwować normalność, to zostanie z miejsca najpierw postraszony zmianą na inny model, a jak to nie poskutkuje to słowa zmienią się w czyny. Niestety, tak jak napisales, kobiety maja dzis zbyt wiele opcji, alternatyw, desperatow na wyciagniecie reki. Jesli facet nie chce byc sam, tylko byc w zwiazku (z nudow, samotnosci, dla seksu, dla rozmowy, wspolnego spedzania czasu) to albo się pogodzi z tym, ze nic nie uzyska stawianiem granic, albo lepiej od razu niech konczy relacje. Postawic granicę to można kobiecie, z którą się ma dwojke dzieci, w tym jedno kalekie, która z wygladu jest maksymalnie 5/10, nie pracuje bo nie moze. Taka rzeczywiscie z obawy przed utratą srodkow do zycia i faceta, ktory ogarnia zycie się najpewniej ugnie i zastosuje do granic, wyznaczonych przez mężczyznę. Ale jesli jestes w zwiazku z kobietą 7,8/10 , bezdzietną, z dochodem to zapomnij. Nic nie zdzialasz.
-
Myślę, że po prostu mężczyźni mają większą odpowiedzialność za relację, co nawet można usłyszeć na kanale "Musisz wiedzieć" - prowadzący często używa sformułowanie, że mężczyzna jest strażnikiem relacji, a kobieta strażniczką sypialni. Dlatego też wydaje mi się, że mężczyzna jako ta głowa rodziny/przewodnik stada stawia sobie wyżej poprzeczkę, niż kobieta i dzieje się to z automatu, jako przejaw zwykłego prawa natury O tym jest ten watek - czyli gdzie ją postawić...