Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Pablo85

Użytkownik
  • Content Count

    32
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

43 Świetna

About Pablo85

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. No i tak będzie jakiś czas... to normalne że muszisz przez to przejść. A będzie czasem jeszcze gorzej! Ale w końcu przejdzie całkiem
  2. No o kant dupy potłuc. Prędzej przyzwyczai się, że ktoś za nią i tak zrobi. Albo w ogóle nie wie, że coś trzeba zrobić i zdziwiona jak jej ktoś uwagę zwraca. Coż zrobić Panie kolego hehehe pożyjemy zobaczymy Ogarniecie tematu rozwodu to jedna sprawa...a poukładanie sobie życia na nowo to druga to tak w kontekście jak zrobić na przyszłość żęby było lepiej
  3. Tak mi się właśnie wydaje, że lepiej na spokojnie jak trochę kurz opadnie. Zakładam, że tak jak i w moim życiu na początku uczestniczyła cała zgraja koleżanek żony. W końcu im się znudzi pierdolenie o jednym i tym samym więc żona też straci na pewności siebie. Musisz wytrzymać. Ale nie zapominaj o dziecku. Może akurat u Ciebie to jest inaczej (ja nie osądzam), ale dla mnie dziewczynki są najważniejsze na świecie i szczerze mógłbym cały majątek przesądzić byle mieć z nimi zapewnione kontakty. Moja żona zdaje sobie sprawę z tego więc wie że musi to szanować i zaczęła w końcu odpuszczać. "Zastanawiam się tylko jakim kurwa cudem tak ogarnięci goście jak my trafiają na takie zakały..." - wygląda na to, że to nasza i na ogół tylko i wyłącznie nasza wina tj albo bierzemy sobie taką laskę która sama z siebie jest nieogarnięta bo mamy jakąś dziwną potrzebę dominowania i ogarniania całego świata za nią. Albo tak jak ja miałem zawsze podejście "I see I do", że wyrywałem robotę z ręki żonie... I się przyzwyczaiła że jak ona nie zrobi to ja zrobię A, że do tego ze miała charakter pt "bałagan to problem tego komu przeszkadza..." to cóż zrobić? W każdym razie - nie wiem stary jak to jest. Sam staram się to zrozumieć dokładnie, żeby na przyszłość wiedzieć co i jak robić. I jeszcze jedno co zauważyłem - kobieta, która ma dziecko i się rozwodzi, robi wszystko żeby zabezpieczyć przyszłość dziecka! Logiczne - też bym tak robił. Więc wszystko co robi tak sobie tłumaczy (tj. dla dobra dziecka). Jeżeli będzie widzieć, że nie chcesz się zajmować dzieckiem / nie umiesz - będzie robić wszystko żebyś miał jak najmniej czasu z dzieckiem. Jak nie będziesz uczestniczył w wydatkach - będzie chciała mieć jak najwięcej na "papierze" - więc zobacz czy masz tu wszystko ok. To jest instynkt, jak widzi że jest zagrożenie, będzie robić wszystko żeby "przetrwać" a jej koleżanki i mamusia ją będą nakręcać. Jak będą widzieć, że jesteś dobrym ojcem to odpuszczą (ale zbieraj dowody jakim dobrym ojcem jesteś).
  4. No a jaka sytuacja u Ciebie? Potrzebujesz pogadac?
  5. Witam, witam Panowie! Faktycznie dawno nic nie pisałem. A sprawy mają się tak: Dzieciaki - od kiedy "żoncia" się wyprowadziła, dzieciaki sygnalizowały, że chcą mieszkać ze mną…, a już mus to nocować u mnie za każdym razem gdy mamy wspólne popołudnie. Oczywiście ich mamusi to się bardzo nie podobało i w zasadzie przez te ostatnie 7 miesięcy kombinowała jak tu zrobić, żeby dzieci wracały do niej na noc i wiecie co ugrała... huja ugrała Dziewczynki chcą do taty i koniec. Musiała w końcu odpuść i teraz zamiast telefonu z „ryjem, że dzieciaki miały być o 19” grzecznie pisze do mnie smsa „czy odwiozę je wieczorem czy jednak rano”. Oczywiście za każdym razem wracają rano. Swoją drogą... jakie starsza córka robiła sceny żeby tylko zostać na noc u mnie to szok! Łącznie z tym, że kiedyś żonie wykrzyczała w twarz: "rozumiesz, że nie chce spać u Ciebie, tylko u taty?!!!"… 5 latka.... Nie powiem, byłem z tego cholernie dumny! Oczywiście nie ma z mojej strony nic w stylu „mama zła itd.” Wręcz przeciwnie, jak coś tam na żonę narzekają to zwracam im uwagę, że tak się o mamie nie mówi. I powiem wam, że jestem zadowolony jak to teraz wygląda - fajnie sobie czas organizujemy (rowery, wycieczki, znajomi), jest wesoło, fajnie i na luzie! I najważniejsze - nie muszę w końcu patrzeć na to zarozumiałe babsko której wydaje się, że jest pępkiem świata! I to jest bezcenne Rozwód – hmmm ciekawa sprawa, bo o ile zaraz po wyprowadzce poleciała do prawnika dzielić majątek i się rozwodzić, tak do tej pory nie ma nawet złożonego pozwu… Kiedyś powiedziałem jej, że sam składam bo to śmieszne jest co robi, to stwierdziła że mi zabrania bo to ona się chce ze mną rozwieść…. Hahahahah 😉 ale miałem bekę 😉 No ale ok, mi się nie spieszy nigdzie więc patrzę i obserwuję co się dzieje… a mam wrażenie (jak np. w przypadku dzieciaków) że czas działa raczej na moją korzyść… więc jeszcze trochę poczekam, niech działa. Alimenty – od początku przelewałem jej po 750zł na dziecko i tak zostało. Po stronie żony dzieją się natomiast dziwne „podchody”. Jak wspominałem na początku, po wyprowadzce „zażyczyła sobie” 3 000 zł alimentów - jako że koszt utrzymania dwójki dzieciaków wg niej to 6 000 zł na miesiąc (hahahaha…). Obecnie chciałaby już dostać 2 000 zł (chociaż próbowała wytargować 2 200 zł w zamian za to wspólne rozliczenie podatkowe za 2019)… hahaha 😉. Jako, że sam kupuję im dużo potrzebnych rzeczy + czas który z nimi spędzam, nie zamierzam zgadzać się na więcej niż te 1 500 zł. Podział majątku – tu się w miarę dogadaliśmy chociaż było trochę awantur. Koniec końców potrzebny był rzeczoznawca. Mina żony, gdy dowiedziała się, że dom jest wart 200 tyś mniej niż liczyła… znów bezcenna 😉. Później próbowała mnie zrobić na jakieś 20 tyś na ruchomościach (bo zawyżała ceny mebli, albo policzyła to co już policzył rzeczoznawca jako część nieruchomości) ale też ogarnąłem temat. Finał jest taki, że ja zostałem w domu, planuję ją spłacić. Ona zabiera sobie część mebli i sprzętu. Sytuacja żonci – po kilku miesiącach mieszkania u mamusi, stwierdziła, że czas się ruszyć (zakładam, że nie było tam kolorowo bo raczej nie było im po drodze do tej pory). W każdym razie, rodzice żony mają mieszkanie które teraz remontują, żeby finalnie osiadł tam małż. W sumie jak widzę jacy teściowie są zmęczeni tym wszystkim + remont to trochę mi ich żal, z drugiej strony wychowali co wychowali… Ale sprawa jest taka, że raz - dzieciaki dają popalić czasem, dwa – małży żarełko trzeba przygotować i po małży wciąż się sprząta toteż teściowa napierdala z odkurzaczem i mopem gdy córeczka wybywa na kawki z koleżankami albo biega (no chociaż szok, że zaczęła coś w końcu z sobą robić, nawet trochę kg zrzuciła!) Zakładam, że to też trochę motywacja żeby nowego chłopaka kiedyś poznać. Aczkolwiek od jakiegoś czasu zaczęła wrzucać na FB różne swoje fotki – na ogół, jak robi takie maślane oczy do autora tych fotek. Kilku znajomych odezwało się do mnie, że chyba chce mi pokazać „co straciłem…”. I tak szczerze jak zobaczyłem te fotki… mimo nowej fryzury i make-upu jakoś nadal nie mogę wymazać z pamięci tego co w domu widziałem… Więc powodzenia ale mnie to już nie interesuje (czyt. jebie)! Moja sytuacja – hmm nie powiem, miałem kilka ciężkich miesięcy… musiałem przetrawić to co się stało i przyzwyczaić do nowej rzeczywistości…najgorszy był brak dzieciaków. Ale… zacząłem się dużo ruszać i mniej pracować! Wróciłem do starych pasji i aktywności – np. zacząłem znów się wspinać, chodzić po górach, odgrzebałem stary aparat fotograficzny… Szybko pojawili się nowi znajomi, niektórzy też z „doświadczeniem życiowym” ale i z podobnymi pasjami więc jakoś tak „raźniej” się zrobiło. A z perspektywy czasu… za cholerę bym się nie chciał wrócić do czasu kiedy byliśmy z żoną razem! Tak to wygląda na ten moment Panowie.
  6. Heh... dobre pytanie... myślałem nad tym milion razy... było tak, że jakiś czas podbijałem do innej dziewczyny, która bardzo mi się podobała, ale to tylko w jedną stronę działało... i w końcu odpuściłem. Wiedziałem że podobam się mojej przyszłej żonie więc zaprosiłem ją na wesele kuzynki i tak się to zaczęło... W całej swojej karierze przedślubnej dwa razy się rozchodziliśmy bo były spięcia głównie o moją pracę... potem chwilę się uspokoiło i stwierdziłem... a kogo innego ja poznam....? Typowe myślenie gówniarza... więc mając 22 lata oświadczyłem się i jazda do ołtarza! I tyle... No to to zajmowanie domem wyglądało tak, że po przeprowadzce do nowego domu w starym został armagedon a w nowym zaczął się robić po jakimś pół roku.... Byłem ostatnio u dzieciaków tam gdzie teraz mieszkają z żoną i widzę, że księżna już zaczyna wprowadzać swoją politykę syfu... dobrze, że mamusia jest to podłogi myje i coś tam ogarnia ale jak szybko omiotłem wzrokiem nowe lokum to .... jak kiedyś w domu! Ta dziewucha nigdy się nie zmieni i tyle. To było tak, że zacząłem zdecydowanie za późno... byłem skupiony na pracy i budowie więc przychodząc do poprzedniego mieszkania miałem w dupie jak ono wygląda bo padałem na ryj.... a, że jestem dobrym chłopakiem to niejednokrotnie sam ogarniałem no bo przecież trzeba żonie pomagać.... Dopiero w nowym domu zacząłem ostro brać się za temat... ale to już było pozamiatane... prawie 8 lat nawyków nie da się zmienić od tak i zaczęły się jazdy. A co w tym wszystkim jest najgorsze to, że dzieciaki będą uczyć się od niej jak funkcjonuje kobieta... a taki najlepszy obraz tego dało mi i w sumie moim znajomym/rodzinie to, że jak się wyprowadziła to zaczęła na FB umieszczać różne mądre artykuły.... np jeden pt. "Tylko nie mówcie, że myjecie podłogę raz dziennie, bo umrę"... fajnie tylko nasza młodsza córka dostała rok temu grzybicę stópek i do tej pory nie może się wyleczyć....!!! Więc może wypadłoby zadbać o to żeby podłoga była jednak stale czysta... ok może ja jestem jebnięty ale nie ogarniam tego swoim chłopskim rozumem! W każdym razie jak dzieciaki są u mnie albo u moich rodziców to staramy się je uczyć co i jak... ajjj dramat jakiś!
  7. I dodatkowo... wygląda na to, że wróci dokładnie tam skąd ją "zabrałem" na 50m2 do bloku... (z 200m2 w domu który zbudowałem). Koszty utrzymania siebie i dzieci... minimalne - żadnego odstępnego, kredytu... tylko czynsz... w końcu to mieszkanie "mamusi i tatusia". Z tego co obserwuje to jej życie teraz wygląda tak jak zawsze chciała... imprezki, spotkania ze znajomymi, ciuszki... życie na lajcie! (Kurde, szczerze to chyba zaczynam jej zazdrościć takiego podejścia do życia... tj "mam wyjebane a będzie mi dane" a "bałagan to problem tego komu on przeszkadza"...). Cóż, ja powoli wracam do mojego życia i punktu w którym byłem gdy ją poznałem - pamiętam, że dużo chodziłem po górach, biegałem, pływałem - zanim zamieniłem się w białego rycerza miałem naprawdę fajne życie singla! I chce do tego wrócić... w niedziele pierwszy od lat wypad w góry!
  8. Jestem jestem! Ostatnio spotkaliśmy się żeby przegadać temat rozwodu - dla odmiany w 4oczy a nie przez SMSy... Sam jej zaproponowałem, żebyśmy pogadali jak ludzie w końcu. Temat rozwodu załatwimy na jednej rozprawie za porozumieniem stron - przynajmniej taka jest obecna wersja... Chciałem mieć więcej czasu z dzieciakami bo oprócz co drugiego weekendu i 2x w tygodniu, chciałem, żeby też przynajmniej raz na tydzień nocowały u mnie (nie tylko w weekend). Pańcia "odpuściła", dzieciaki zadowolone bo mamy jeszcze "mini weekend" z czwartku na piątek... Nie ma "porozumienia" co do kasy... z 3000 zł odpuściła 500 zł hahaha! Ale ja zostaje przy swoim - 1500 zł na miesiąc.... Więc tu będzie wojna w sądzie zapewne.... I tak podsumowując to co pisaliście... mam wrażenie, że całe to bycie milutkim z jej strony miało na celu tylko to, żebym zgodził się na te 2500 zł...
  9. Witajcie Panowie! No tak temat gruby i z mojego punktu widzenia .... w sytuacji gdy panienka doskonale wie, że ma się gdzie podziać (rodzice), ma za co (pracuje, 500+, wizja alimentów) nie ma takiej możliwości jak zmiana przyzwyczajeń poprzez środki perswfazji. Nie i chuj! "Ja nie muszę, ja nie będę, a niby dlaczego mam tak robić jak mogę sobie żyć na lajcie, nie pasuje Ci to sam sobie sprzątaj..."? W moim przypadku żona wolała się rozejść niż stanąć na wysokości zadania i ogarnąć siebie, dom i "związek". Do tego nagadywanie koleżanek w stylu "jesteś wolnym człowiekiem, nic nie musisz... jak Cie kocha to nie chcialby żebyś się zmieniała...." i po zawodach! Na finale było, że sexu też nie będzie bo ona czuje się "niechciana"... a Ty chłopie skąd masz to "chcenie" wziąć jak masz zaniedbanego brudasa przed sobą...? Nie pomogło nic, łącznie z terapią. I jaka jest sytuacja - wróciła do rodziców na swoje "stare śmieci" tj mieszkanie w bloku 50m2. Jest teraz typową "matką polką" z dwójką dzieciaków i bez faceta... i biorąc pod uwagę jak dba o samą siebie, nie wróżę jej szybkiego znalezienia sobie nowego frajera. Rodzice jej nadskakują, mamusia będzie przychodzić sprzątać, dziadek wozi dzieciaki do przedszkoli, kasa jest... czyli "mam już wyjebane na maxa, teraz to mogę dopiero żyć na lajcie bo jeszcze o meża nie trzeba dbać". I dla wszystkich który się nie ożenili jeszcze - musicie bardzo uważnie obserwować sygnały na samym początku związku! Bałaganiarstwo, upartość, zarozumiałość... do tego rodzina dziewuszki (imprezy, alco, typowo konsumpcyjno-pasożytniczy tryb życia)... jak coś z tego widzicie u swoich teoretycznie przyszłych drugich połówek.... SPIERDALAJCIE i to daleko! Z takimi ludźmi za dużo nie ogarniecie. Tego nie da się zmienić - wzorce z rodziny będą powielane zawsze, jak do tego paskudny "charakterek" dziewuszki.... zajedziecie się! A gadanie w postaci "jakoś to będzie, nauczy się, będziemy na swoim będzie lepiej" w dupę można sobie wsadzić! Mówi się, że nad związkiem trzeba pracować - nie z takimi ludźmi! Natomiast wygląda na to, że sytuacja jest o niebo lepsza gdy dziewuszka nie ma specjalnych alternatyw - tj. nie ma się gdzie podziać i wie, że jak się nie ogarnie to ma przejebane... znam dwa takie przypadki i dziewczyny działają jak złoto! A chłopaki leżą i korzystają garściami.... Wieć jak już będę po rozwodzie... to taką dziewuszkę wlaśnie zamierzam sobie poszukać! Więc no ... uczcie się na cudzych błędach
  10. Witajcie Panowie Po przerwie prawie 2 miesiące chciałem podzielić się z Wami gdzie jesteśmy… żona nadal nie złożyła pozwu o rozwód i nawet za bardzo nie potrafi się określić na czym stoimy – pytałem ją kilkukrotnie co dalej z tym wszystkim, odpowiedź: zastanawiam się… Nad czym się zastanawiasz?... Brak odpowiedzi… Zauważyłem, że ostatnio spuściła z tonu i zaczęliśmy „normalnie” rozmawiać – głównie w sprawie dzieci… Zdziwiłem się ostatnio bo po wielu miesiącach awantur nagle zadzwoniła do mojej mamy z zapytaniem jak się czuje, co tam słychać i cała rozmowę skwitowała, że „żal jej tego wszystkiego…”. Ale po znajomych rozpuściła wieści ze chce się rozwodzić i jaka to nieszczęśliwa ze mną była.. No i za cholerę nie wiem co o tym myśleć… czy gra na czas czy sama nie wie co robić…? Takie życie w zawieszeniu to masakra ostatnimi czasy. Panowie, jakie wasze doświadczenia i opinie? Poradzicie coś? Z góry dzięki!
  11. Tak oczywiście! Tylko staram się dopytywać o takie konkretne przypadki żeby widzieć na ile aparat sparwiedliwości gra wg regół.
  12. Ale to jak wlepili mu orzeczenie o winie to nie dojebali więcej alimentów? W tym na kuzynkę?
  13. No racje masz bracie... faktycznie te 2 400 mi spokoju nie daje bo jakbym nie liczył to za chuj tyle nie wydawaliśmy! Przyszła ex zapytana jak ludzie utrzymują dwoje dzieci zarabiając po 2 000 zł powiedziała "Twoim dzieciom należy się więcej..." Kurwa a jak zobaczyłem wyliczenie że każda zużywa po 25 t-shirtów na rok to zdębiałem! Pamiętam jak dziś rozmowę z nią kiedyś, jak powiedziałem żeby wyjebała stare dziurawe i przetarte skarpetki dziewczynek i kupiła nowe to odpowiedziała, że będzie cerować.... a sama pojechała sobie sukienki nowe kupić i płaszczyk. Ja pierdole! W każdym bądź razie, dzięki za rady! Nie tylko tu słyszę, że to chore kwoty, bo nawet rodzina i znajomi chórem mówią... "w dupie się pojebało"! No dokładnie tak! Na tych całych mediacjach co się i tak nie dogadaliśmy powiedziała, że szacuje wartość domu na 650-700 tys! To by wychodziło 220 tys spłaty dla niej... No w chuj... Dziś zadzwoniłem do dwóch rzeczoznawców jeden oszacował wstępnie na 490 tyś, drugi na 510 tyś... Umówiłem się z jednym na wycenę i z miłą chęcią zobaczę minę przyszłej ex jak zobaczy dokumencik od rzeczoznawcy.... W takim wypadku "należy jej się" 120 tyś... nie mało ale do łyknięcia jeszcze.
  14. Tak, wyliczyłem z prawnikiem + sprawdziłem ile wydawaliśmy jak kasa szła ze wspólnego konta. Prawie ex-żona zawyżyła co się da żeby dobić do tych 3 000 zł. Np wynajem mieszkania doliczyła... no po chuj jak teraz mieszka u rodziców a jak dostanie spłatę to kupi mieszkanie... to po co to dolicza? Żeby wystartować z wyższej stawki do "negocjacji". Ale widziałem, że tak bedzie. Dlatego sam zacząłem przelewać 1500 zł i liczę spotkać sie w "połwie drogi" czyli około 2 250 zł no max 2 400 zł.
  15. Dokładnie! Pewnie, że tak. Natomiast nie wiem czy jest po do iść do sądu - o ile odpuści temat tych alimentów to nie mam o co się szarpać z nią w sądzie. Jeżeli nie... no też w chuja nie zamierzam dać się zrobić, możemy się sądzić.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.