Nie wiem czy autor rozumiał współczucie jako emocję czy jako poznanie. W drugim przypadku mówilibyśmy o czymś bardziej złożonym, czyli o tym, że poznajemy w drugim niedolę i dlatego odczuwamy współczucie. I w tym sensie zawsze uważam, że emocje są drugorzędne i współczucie można i trzeba kształtować. Tzn. nawet jeżeli nie współczujemy emocjonalnie nadal możemy rozpoznać niedolę i pomagać - i to jest coś najbardziej ludzkiego, najbardziej wychodzącego poza sam instynkt i rzeczy, których tylko my doświadczyliśmy. Współczucie musi wychodzić poza nasze doświadczenie.
Zgadzam się - pomaganie nigdy nie jest frajerstwem, ale właśnie rozchodzi się o to, co drugiemu pomoże. Wg mnie w przypadku naszego interlokutora chodzi też o uświadomienie rzeczonej współmałżonki, że postępowała z nim podle i stawiania jej przed tym, aby mogła też się z tym zmierzyć i coś zmienić. To także jest pomoc. Prawda, chociaż bolesna, w ogólnym rozrachunku prowadzi do uzdrowienia. Tym bardziej prawda, której trzymamy się konsekwentnie, a nie robimy z siebie łatwy żer dla manipulatorów.