-
Posts
9,075 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
49 -
Donations
100.00 PLN
cst9191 last won the day on August 4
cst9191 had the most liked content!
Profile Information
-
Płeć
Mężczyzna
Recent Profile Visitors
34,789 profile views
cst9191's Achievements
Podpułkownik (17/23)
17.3k
Reputation
-
Datezone.com opinie o portalu i recenzje
cst9191 replied to Morfeusz's topic in Na linii frontu; podrywanie
Widzę, że kurewki i cichodajki z portali typu datezone, erodate nauczyły się AI i podrasowują swoje fotki https://www.erodate.pl/uzytkownicy/9896962?index=389&hash=6849a0dd6f12258cbf99bb46957af34c2f12dd0c -
Wspomnień czar.
-
-
W którym momencie napisałem coś o rozstrzelanych cywilach? Teraz robisz to samo co robił kolega Pocztowy w wątku o zarobkach lekarzy. Merytorycznie się skompromitował więc zaczął manipulować, przypisywać mi słowa których nie powiedziałem, rozmywał temat, wymyślał kolejne wątki aby uciec od tego podstawowego. Więc wróćmy do punktu wyjścia. Zarzuciłeś mi, że skłamałem pisząc, że w pierwszych godzinach powstania zginęło więcej powstańców niż Amerykanów na Omaha Beach. Okazało się, że miałem rację. Powstańców zginęło jakieś 3x tyle. Więc zamiast mi przyznać tą rację, to zaczynasz insynuować, że pisałem także o stratach cywilnych.
-
A wiesz, że są to straty całkowite, czyli zabici, ranni i zaginieni? Samych zabitych było 800-900. Natomiast jeśli chodzi o straty w godzinie "W", to sami hitlerowcy meldowali o wyeliminowaniu 2 tysięcy "bandytów". I to nie w całej Warszawie. Kolejne potwierdzenie tej liczby jest tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kalendarium_powstania_warszawskiego_–_1_sierpnia Straty wraz z rozstrzelanymi z oddziałów polskich wyniosły 1 sierpnia ponad 2 tysiące ludzi, straty po stronie niemieckiej wyniosły około 500 żołnierzy zabitych lub rannych i kilkuset jeńców. --- Więc wychodzi na to, że kilka pierwszych godzin Powstania było x3 większą rzezią niż lądowanie na Omaha Beach.
-
-
-
Postępowy świat - temat zbiorczy
cst9191 replied to cst9191's topic in Polityka, bal bezwstydnych kurewek
Państwa Bałtyckie są tak samo zalewane imigrantami jak Polska. Robi się to po cichu, robią to partie centro-prawicowe, które mają na sztandarach walkę z nielegalną imigracją. Najważniejszy punkt programu jest taki, że łatwo tych ludzi się wpuszcza, ale pozbycie się ich jest już bardzo trudne. W Polsce deportuje się jedynie kryminalistów. Ci, którzy przebywają w PL nielegalnie, po ujęciu ich przez służby, otrzymują kwitek że mają opuścić Polskę. To wszystko. Nikt nie sprawdza czy wyjechali z naszego kraju. -
-
Milionowe zarobki szeregowych lekarzy, zadłużone szpitale
cst9191 replied to cst9191's topic in Co Cię wkurwia?
Rok temu lekarz z PCM w Braniewie otrzymał niemal 1,8 mln zł. Dziś pracownice alarmują, że brakuje jednorazowych myjek, mydła, misek, a nawet wody dla chorych. Radna potwierdza: widziałam mycie pacjentów porwanymi szmatami. Na czwartkowej sesji Rady Powiatu Braniewskiego zderzyły się dwa obrazy tego samego szpitala. Pierwszy znamy już z ogólnopolskich publikacji: lekarz, któremu w 2024 roku wypłacono blisko 1,8 mln zł, oraz rozliczenia przekraczające tysiąc godzin miesięcznie. Drugi przedstawili pracownicy Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego. Według ich relacji, na podstawowe środki do pielęgnacji chorych zaczęło brakować pieniędzy. List personelu Powiatowego Centrum Medycznego odczytała radna Małgorzata Wojtas, przewodnicząca komisji zajmującej się ochroną zdrowia. Pismo, opatrzone datą 29 czerwca, przekazały jej dwie pracownice placówki. Najpierw opisały następstwa kontroli Państwowej Inspekcji Pracy i spór dotyczący umów zlecenia. Najbardziej wstrząsająca część listu dotyczyła jednak codziennej opieki nad pacjentami. — Obecnie dyrekcja nie zapewnia odpowiednich środków do higieny pacjenta. Musimy radzić sobie na własną rękę — napisano w piśmie. Chodzi o jednorazowe myjki używane podczas toalety osób leżących. Personel miał otrzymywać je w bardzo ograniczonej liczbie — jedną na pełną toaletę jednego pacjenta. Jak zaznaczyły autorki listu, taka ilość nie wystarcza szczególnie wtedy, gdy chory cierpi na biegunkę i wymaga wielokrotnego umycia. „Rwiemy ubrania, pościel i koce” Dalej padają słowa, które trudno przyjąć bez niedowierzania. — Jesteśmy zmuszone, aby pozyskiwać materiały do mycia pacjenta ze zużytych, porwanych ubrań pacjentów, pościeli łóżkowej i koców. Doszło do sytuacji, że musimy myć pacjentów tym, co byłybyśmy w stanie porwać, aby nie okaleczyć pacjentów — napisano. Pracownice obawiają się, że używanie przypadkowych, często szorstkich materiałów może powodować otarcia, odleżyny i inne uszkodzenia skóry. Twierdzą również, że zdarzało im się samodzielnie kupować miski i inne potrzebne przedmioty. Maszynki do golenia dostarczone przez placówkę miały być tak złej jakości, że przy goleniu pacjenci byli kaleczeni. Okresowo miał być także ograniczany dostęp do mydła. Według listu problem nie kończy się na środkach higienicznych. Szpital miał nie zapewniać pacjentom wody pitnej. Pracownicy organizowali kawę, herbatę i wodę we własnym zakresie albo prosili rodziny o regularne dostarczanie napojów. — A co mamy zrobić z osobami, które są całkowicie same? — pytają autorki pisma. — Nieraz kupowałyśmy wodę, aby mieć co nalać do szklanki pacjenta. Błagamy o pomoc dla naszych podopiecznych. Zakład Opiekuńczo-Leczniczy zajmuje się osobami przewlekle chorymi, niesamodzielnymi i wymagającymi całodobowej opieki. Oficjalna strona PCM podaje, że nad pacjentami przez całą dobę czuwa zespół pielęgniarek, lekarzy, fizjoterapeutów i innych specjalistów. Radna: widziałam to na własne oczy List nie był jedynym źródłem informacji przedstawionym na sesji. Radna Katarzyna Maciejewska poinformowała, że dzień wcześniej rozmawiała z pracownikami ZOL-u i osobiście zapoznała się z sytuacją. — Na własne oczy widziałam rzeczywiście mycie pacjentów tymi porwanymi szmatami. Nazwijmy rzecz po imieniu — powiedziała. Zwróciła uwagę, że wielu podopiecznych zakładu ma ponad 90 lat, od lat nie wstaje z łóżka i ma wyjątkowo delikatną skórę. Szczególnej pielęgnacji wymagają miejsca intymne, najbardziej narażone na odparzenia i odleżyny. — To są żywe istoty. To, że są to ludzie, którzy często nie mają już świadomości, nie znaczy, że można jak kukiełki wycierać szmatami — mówiła radna. Jednocześnie podkreśliła, że nie obwinia pracowników: — Nisko chylę przed nimi czoło, bo ci ludzie ratują się tym, co mają. Według jej rozmówców jednorazowe myjki bywają płukane, suszone i ponownie używane przy tym samym pacjencie. Powód ma być prosty: personel nie ma czym zastąpić zużytej myjki. Radna przytoczyła też słowa pracowników: „Na nas oszczędzają”, podczas gdy w administracji ma przybywać stanowisk kierowniczych. — Dyrektorów jak w Moskwie rakiet — usłyszała od jednej z osób. Starosta odesłał pytania do prezes Starosta braniewski Leszek Dziąg nie odniósł się podczas sesji merytorycznie do treści listu. Stwierdził, że na pytania dotyczące kontroli PIP i sytuacji w placówce powinna odpowiedzieć prezes PCM Agnieszka Grzelak. Polecił zaprotokołować pytania i niezwłocznie przekazać je kierownictwu szpitala. Po odczytaniu listu ponownie zaznaczył, że do zarzutów musi ustosunkować się prezes spółki. Do PCM wysłaliśmy pytania, czy opisane praktyki rzeczywiście mają miejsce, ilu pacjentów obejmuje problem, ile jednorazowych myjek wydaje się na oddział, czy brakuje mydła, wody i podstawowego wyposażenia oraz jakie działania podjęto po wystąpieniu radnych. Miliony wtedy, szmaty dziś Dysonans jest uderzający. W tej samej placówce lekarz pełniący wcześniej funkcję dyrektora ds. lecznictwa otrzymał w 2024 roku niemal 1,8 mln zł. Według obecnych władz szpitala wielokrotnie dublowano wynagrodzenia za te same godziny, a miesięczne rozliczenia przekraczały niekiedy tysiąc godzin. Sprawę bada prokuratura, która nikomu dotychczas nie postawiła zarzutów. Szpital przygotowuje również pozew cywilny o zwrot pieniędzy, które uważa za nienależnie pobrane. Według wstępnych ustaleń nieprawidłowe rozliczenia mogły kosztować placówkę około 3,8 mln zł w ciągu trzech lat. Jan Berdycki Szpital zapowiada wyjaśnienia Jeszcze przed zamknięciem wydania prezes PCM w Braniewie Agnieszka Grzelak zadzwoniła do naszej redakcji, a szpital przesłał pisemne stanowisko. Dyrekcja potwierdziła, że trwa wewnętrzne postępowanie wyjaśniające. Wstępnie ustalono, że środków do pielęgnacji pacjentów jest wystarczająco. PCM zakwestionowało też słowa radnej Katarzyny Maciejewskiej, twierdząc, że nie była obecna podczas toalety pacjentów. Szczegółowe odpowiedzi mają zostać przekazane po zakończeniu postępowania. https://wykop.pl/link/7990965/lekarz-dostal-1-8-mln-zl-pacjentow-myja-porwanymi-szmatami https://gazetaolsztynska.pl/artykul/lekarz-dostal-18-mln-n2437806 -
Co to ma być?
-
Fragmenty książki "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" Kazimierza Nowaka redagowana przez Łukasza Wierzbickiego: ___________________________ "W ogóle trudno sobie wyobrazić, ile Murzyn potrafi zjeść. Zatrzymany kiedyś ulewnym deszczem (...) stałem się świadkiem uczty trzech starców, której rezultatem było zjedzenie całego wołu, i to w ciągu zaledwie trzech dni! Jedli, piekli, gotowali i jedli, a ich tatuowane brzuchy rozdęły się potwornie, jednak nie pękły. Jeść dużo, obojętnie co – to rozkosz Murzyna, a potem położyć się w cieniu strzechy i trwać bezmyślnie godzinami. I mieć dużo żon, a potem dużo dzieci, które przeważnie w młodym wieku umierają ze względu na klimat, a także z powodu braku wszelkiej opieki, jak również z chorób wenerycznych, które po rodzicach dziedziczą. Do tych licznych rodzin dochodzą jeszcze niewolnicy, którzy sami dobrowolnie sprzedają się, niewolnictwem swoim spłacając zaciągnięte długi. Tutejszy Murzyn to duże dziecko. Wystarczy przypatrzyć się, co robią z pieniędzmi w dzień wypłaty. Idą do sklepów i cokolwiek zobaczą kolorowego, kupują bez specjalnej potrzeby: chustki ze sztucznego jedwabiu, biżuterię z kauczuku, korale, przywożone z Europy stare ubrania, lusterka, łańcuszki, wszelką najgorszą tandetę. Biorą, płacąc każdą żądana cenę. A gdy który trochę więcej grosza naraz do ręki dostanie, kupuje nową żonę. Murzyn nie zna troski o jutro, w ogóle o niczym nie myśli. Jest to bowiem naród, który potomnym nigdy nic nie pozostawiał, a można przekopać całą Afrykę murzyńską i żadnego śladu po zmarłych się nie znajdzie. Żyją w kapanach z chrustu, jak przed wiekami, tak samo jak ich praojcowie nago chodzą, a dziś, gdy warunki im się trochę polepszyły, kupują biżuterię kauczukową i trwonią pieniądze. (...) Ogólnie trzeba korzystać z usług tłumaczy, bo Murzyn, widząc człowieka, który go nie rozumie, staje się butny i trzeba mieć dużo zimnej krwi, aby nie doszło do bójki, która przy bezwzględnej większości czarnych mogłaby się skończyć tragicznie. Nieprzyjemna sytuacja spotkała mnie w osadzie Adrange. Skradziono mi aparat fotograficzny, co było dla mnie ciosem nad wyraz dotkliwym. Do złości dołączyło uczucie wstydu, że dałem się okraść w biały dzień – złodzieje wybili okno, podczas gdy ja siedziałem przed drzwiami i gotowałem kolację. Obiecywałem znaleźne, ale Murzyni wzruszali tylko ramionami. (...) (...) Murzynki całe dnie poświęcają układaniu najbardziej fantastycznych fryzur, szytych, klejonych kałem lub układanych niby rogi bawołu, antylop czy innych zwierząt. Może mają one swój urok i murzyński sens estetyczny, ale nieraz śmieszą raczej, a dla samych kobiet bywają torturą, siedliskiem pasożytów i brudu (...) (...) Mistrz ceremonii, władca dusz tej pogańskiej gromady dzikusów, unosi w dłoniach dwa narzędzia: kawałek drewna, rodzaj klina i zwykłą siekierkę murzyńską. Dziewczyna siedząca przed czarownikiem otwiera szeroko usta. Do górnych zębów mistrz przykłada klin, którego szerokość odpowiada szerokości sześciu zębów. Jedno uderzenie siekierką w przeciwny koniec klina – dalej uśmiechnięta dziewczyna wypluwa razem z krwią sześć zdrowych, pięknych, białych zębów. (...) (...) Taki czarownik jest jedynym autorytetem Murzyna i bez jego wskazówek tubylec nie zrobi ani kroku. Hiena idzie za węchem, szakal, choć bojaźliwy, łapie uchem każdy dźwięk i idzie nieomylnie w stronę żeru, a Murzyn? Wybierając się na polowanie, przede wszystkim wstępuje do czarownika, aby zakląć swą dzidę i uzyskać amulet. A choć go potem bawół poszarpie rogami, nie ma żalu, że polowanie się nie udało, bo czarownik zawsze mu wytłumaczy, kto w tym wypadku poniósł winę, czy jakiś przodek zmarły, czy zły duch, czy wreszcie sam łowca. (...) (...) Oto są bowiem w Afryce także dziwni biali, którzy dają, zamiast brać. Uczą wiary w jedynego Boga, a także jak pracować. Idzie to opornie, bo Murzyn od stworzenia świata nigdy dla siebie nie pracował. Może jednak czarni obudzą się w końcu. (...) (...) Aby się o tym przekonać, wystarczy przypatrzyć się Murzynom w dniu wypłaty. Wprost od kasy zdążają ku sklepom, łącząc się po drodze z czekającymi już na nich żonami czy przyjaciółkami. Posiadając kilkanaście szylingów w garści, chcieliby zakupić wszystkie towary w sklepie. Oglądają koce, bieliznę, jedwabie, gramofony, zegarki i taniutką biżuterię czeską. Wybierają, przebierają, grzebią między towarami, każą sobie pokazać jak wygląda pięć jardów jakiegoś materiału, a w końcu kupują to, co najbardziej nęci ich wzrok, a najmniej potrzebne jest im do życia. (...) Przyglądałem się scenie kupowania trzewików. Klient obejrzał dziesięć par, każdą przymierzył, obejrzał nogę w lustrze, w końcu wybrał jedną parę trzewików i zapytał o cenę. – Dwadzieścia pięć szylingów – odrzekł kupiec. Murzyn dał dziesięć szylingów, kupiec opuścił na dwadzieścia i targ trwał prawie godzinę, aż w końcu Murzyn zabierał się do wyjścia, by szczęścia popróbować w innym sklepie. To oczywiście oznaczało stratę klienta, kupiec więc szybko przyjął dziesięć szylingów i zapakował towar w ładny karton, owinął we wzorzysty papier, przewiązał jaskrawą wstążką i wręczył Murzynowi, który natychmiast wyszedł ze sklepu. Nie upłynęło nawet pół godziny, a czarny wbiegł do sklepu zdyszany i uderzając się ręką po prawej nodze, wyjąkał: – Panie, na tę nogę nie ma trzewika, nie ma trzewika, panie! Kupiec na to stwierdził z całym spokojem, że rzeczywiście trzewika tego nie ma, bo przecież klient zapłacił tylko za jeden, a nie za dwa, i żąda dopłaty pięciu szylingów, na co Murzyn zgadza się oczywiście, bo przecież lewy trzewik ma już na nodze. Inny klient kupował nici, ale zastrzegł sobie, że chce taką szpulkę, na której mało jest drzewa, a dużo nici. Kupiec prezentował różne szpulki, ale nie mógł kupującego przekonać, że ta właśnie ma tyle a tyle jardów nici. W końcu zaproponował Murzynowi wypróbowanie długości. Klient wziął w palce koniec nitki i ruszył w stronę wzgórz oddalonych od sklepu o kilka kilometrów. Szedł i szedł, a nitka ciągnęła się za nim, nie wiedział bowiem, że kupiec odciął ją i szpulkę odłożył na półkę. Dopiero pod wieczór chłopak powrócił zadowolony z długości nici, kupił szpulkę, ale zapłacić musiał za dwie, bo pierwszej nie przyniósł z powrotem! Wieczorami w dnie wypłaty odbywa się zawsze zabawa, urządzana za resztę nie wydanych jeszcze pieniędzy. Do rana słychać wtedy huk bębnów, wszyscy tańczą, radują się życiem, bo na co im pieniądze? Podatek już zapłacili, jutro dostaną codzienną kaszę, za tydzień znowu będzie wypłata."
-
Postępowy świat - temat zbiorczy
cst9191 replied to cst9191's topic in Polityka, bal bezwstydnych kurewek
Jakoś mi jej nie szkoda. -
Tak mi się jakoś skojarzyło z Drake i jego synem: