Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

deleteduser14

Użytkownik
  • Ilość treści

    190
  • Donations

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

258 Świetna

O deleteduser14

  • Ranga
    Szeregowiec

Profile Information

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnio na profilu byli

587 wyświetleń profilu
  1. deleteduser14

    Marynarz....

    Przytoczę art. 43 k.r.o. in extenso: „§ 1. Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym. § 2. Jednakże z ważnych powodów każdy z małżonków może żądać, ażeby ustalenie udziałów w majątku wspólnym nastąpiło z uwzględnieniem stopnia, w którym każdy z nich przyczynił się do powstania tego majątku. Spadkobiercy małżonka mogą wystąpić z takim żądaniem tylko w wypadku, gdy spadkodawca wytoczył powództwo o unieważnienie małżeństwa albo o rozwód lub wystąpił o orzeczenie separacji. § 3. Przy ocenie, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił się do powstania majątku wspólnego, uwzględnia się także nakład osobistej pracy przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym.”. Zakładam, że panuje między wami wspólność i mieszkanie nabyte było w czasie trwania małżeństwa. W sprawie o podział majątku wspólnego dzieli się tylko aktywa, nie zaś długi. Sądu nie będzie obchodzić, kto i na jakich zasadach będzie spłacał kredyt. Wyłącznie z bankiem możecie się dogadać, że bank zwolni Ciebie z długu. Z oczywistych względów bank jest zaś zainteresowany posiadaniem jak największej ilości dłużników i w dodatku o jak największej zdolności kredytowej. No kwestia udziałów – nie musisz dzielić się nią 50/50. Kto przyczyniał się do powstania majątku? Kto go przepuszczał? W jakich okolicznościach? Jeśli wykażesz, że Ty zarabiałeś a ona przepuszczała kasę z gachem – masz szanse na nierówne udziały, zatem np. przyznanie mieszkania Tobie i jej spłatę mniejszą kwotą. Oczywiście upraszczam, bo dzieli się majątek wspólny, zatem zbiór aktywów istniejący w dzień ustania wspólność (uprawomocnienia się wyroku rozwodowego) zatem: mieszkanie, środki na rachunkach, papiery wartościowe, ruchomości etc. Nic takiego nie ma sensu robić. Oboje jako przedstawiciele ustawowi będziecie musieli zarządzać majątkiem dziecka do pełnoletności. A jak ona kiedyś hipotetycznie pozbawi Cię tej władzy to sama będzie przedstawicielem i (za zgodą sądu) może nawet je zbyć. Nie wyzbywaj się niczego za życia. Nie dawaj nic dziecku, bo nie wiesz kiedy i jak oraz kto nim będzie drygował. Gówno ma, a nie przewagę. Co to znaczy, żona „też chce złożyć jak najszybciej”? Ty Też chcesz jak najszybciej? A po co? Jedyne, co by miało cię spieszyć, to jest kwestia zabezpieczenia. Tak długo, dopóki jesteście małżeństwem (czyli do prawomocnego zakończenia sprawy rozwodowej) ona w trybie zabezpieczenia może żądać, aby sąd nakazał łożenie przez Ciebie na potrzeby rodziny. Rodziny – w tym i jej jako małżonki, której zapewniałeś określony standard życia. Tylko w razie trwania takiego zabezpieczenia, o ile jest ono dla Ciebie za wysokie, Tobie może zależeć na czasie. Człowieku, ona chce mieć Ciebie jak najszybciej z głowy i siedzieć na kasie oraz rządzić resztą Ciebie przez dzieciaka. Zasada – robisz dokładnie odwrotnie niż to, na czym jej zależy. Chce szybko kaskę i dawać dupy? Niech poczeka. Albo – pieniądz ma swoją wartość w czasie, więc zjeżdza z wymagań, kontakty i alimenty po Twojemu i kasa może wjechać na stół. Podsumowując, nie wolno Ci teraz być miękkim w żadnym aspekcie. NIe ma zasad honoru, nie ma wdzieczności, nie ma niepisanych umów, nie ma gentlemans agreement, bo nie ma dżentelmena, z którym można by umowę zawrzeć. To co dziś wywalczysz zaprocentuje, to co oddasz, pogrąży Cię po wielokroć. Aha, to jest tylko zarys zagadnień, nie da się tego wyczerpująco przedstawić forumowo. Wierzę w Ciebie. Proszę moderację o poprawienie " w ostatnim zdaniu i wpisanie "gentlemen's agreement". Razi mnie po oczach, napisane w pośpiechu.
  2. deleteduser14

    Marynarz....

    Piernik nie ma nic do wiatraka. Kontakty i prawo do nich jest zupełnie oderwane od kwestii alimentów a nawet władzy rodzicielskiej Zgodnie z art. 113 § 1 k.r.o. „Niezależnie od władzy rodzicielskiej rodzice oraz ich dziecko mają prawo i obowiązek utrzymywania ze sobą kontaktów.”. Żadna kasa nie zapewni Ci lepszych kontaktów, tak samo jak jej brak Ci nie pogorszy kontaktów. Jak będziesz miał własne lokum i wywiad środowiskowy nie wykaże, ze jesteś patolem albo chlejusem, to kontakty będziesz miał. Pytanie oczywiście - jakie? No cóż, tutaj musisz nastawić się na mierne szanse powodzenia. Dawne rodzinne ośrodki diagnostyczno-kosultacyjne (obecnie, po nowelizacji, opiniodawcze zespoły sądowych specjalistów) są obsadzone kobietami psychologami, pedagogami orzekającymi na korzyść kobiet. Możesz się dowiedzieć, że z uwagi na długi czas na morzu nie masz wiedzy o pielęgnacji dziecka, kontakt i więzi są słabe, w dodatku…sorry, ale muszę to powiedzieć – dzieci są manipulowane, przekupywane przez matki. Czyli nie tylko taka specjalistka z bohomazów dzieciaka wyczyta, że kontakt zbyt częsty, nie mówiąc o nocowaniu, jest niewskazany, ale i sam dzieciak może jeszcze opowiedzieć, jak to tatuś bił mamusię i mówił brzydkie słowa. Tutaj cierpliwość i czas działa na Twoją korzyść – im chłopak będzie starszy, tym łatwiej będzie Ci uzyskać lepsze kontakty. Orzeczenie w tym zakresie może zapadać wielokrotnie – tzn. wyroku rozwodowym kontakty będą raz na x, a za 2 lata wniesiesz o zmianę. A pieniądze to trzymaj u siebie. Żonokurwa z wdzięczności nic dla Ciebie nie zrobi, to nie jest umowa: ja jej więcej kasy to ona mi więcej kontaktów. Walczysz o każdą kasę na każdym polu. Widzisz, tutaj kilka kwestii związanych z pełnomocnikami. Nie ma się co czarować – informacja o dochodach jest równie ważna w aspekcie merytorycznym jak i co do tego – na ile Cię można pierdolnąć (pardonnez moi!). Wiesz ile jest warta usługa? Tyle, ile klient za nią zapłaci. To jest biznes i z czegoś rachunki płacić trzeba i każdy – ja też – wolę wziąć więcej niż mniej. Ale tak już jest i nie poradzisz. Pełnomocnika powinieneś wybrać takiego, który rokuje, że załatwi Ci wszystkie sprawy: rozwód (on obejmuje od razu orzekania o alimentach i kontaktach oraz ewentualnie o zajmowaniu wspólnego mieszkania do czasu wyprowadzki) jak i podział majątku. Co do zasady rozwód i podział majątku to dwa odrębne postępowania, w dwóch odrębnych trybach (procesowym i nieprocesowym) w odrębnych sądach (okręgowym i rejonowym). Jednakże, zgodnie z aert. 58 §3 k.r.o. „Na wniosek jednego z małżonków sąd może w wyroku orzekającym rozwód dokonać podziału majątku wspólnego, jeżeli przeprowadzenie tego podziału nie spowoduje nadmiernej zwłoki w postępowaniu.” Czasami opłaca się taka marchewka – dziś ustalamy alimenty małe kontakty częste a w zamian dzielisz sie z nią na dobrych warunkach majątkiem. Ale regułą są odrębne postępowania. Czasochłonne i angażujące, trzeba się czasem ubabrać i nawertować rachunków. Czyli nie bierzesz początkującego. Nie bierzesz gównozjada, co bierze każdą sprawę. Nie bierzesz człowieka, który się nie ceni. Nie bierzesz starej baby ani starego dziada z zakurzonej kancelarii. Bierzesz człowieka w średnim wieku, który widać, że ma kasę (nie musi przyjmować pierwszej lepszej sprawy) i albo jest dyspozycyjny, albo ma dyspozycyjny zespół. Wybieraj uważnie. Sprawa kasy - cóż, według mnie motywacja maleje wraz z inkasowaniem coraz większej ilości honorarium. Nie płać z góry wszystkiego. Umawiać się możesz od czynności, na stawkę godzinową. Wtedy zwiększasz szanse, że Twojemu pełnomocnikowi będzie się chciało. K.r.o w art. 60. stanowi, że „§ 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego. § 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.” Alimenty na małżonka rozwiedzionego to rzadkość. Ale tu i tylko tu ujawnia się sens walczenia w aspekcie winy. Jeżeli ona doprowadzi Cię do uznania za wyłącznie (podkreślam: wyłącznie) winnego rozkładu pożycia, to alimentów może się domagać w razie „istotnego pogorszenia sytuacji materialnej.” Czyli - przed rozwodem w niedostatku nie była, ale mąż dawał na luksusowe kosmetyki, zabiegi, ciuchy, a po rozwodzie – już nie będzie dawał. W razie zaś sytuacji ona wyłącznie winna, winna-winny czy bez winy: alimenty należą się tylko w razie niedostatku. Niedostatek zaś to niemożność zaspokajania usprawiedliwonych potrzeb (wywołana najczęściej kalectwem). Kurwożona do pracy jest zdolna, więc alimenty by Ci groziły tylko w sytuacji opisanej w art. 60 §2 k.r.o.
  3. deleteduser14

    Marynarz....

    No dobra, to jedziemy. Na wstępie – moi przedmówcy mądrze Ci doradzają. Sorry, że musiałeś czekać, ale już rozwijam co miałem na myśli. Będę publikował w odcinkach. „2500 alimentów miesięcznie i zostawiam mieszkanie warte 400000PLN z kredytem do spłaty ( ok 170000) żonie. I jestem wolny?” Po pierwsze, to kwota jest baaaardzo wygórowana. Zgodnie z art. 129 §2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (dalej: k.r.o.) „Krewnych w tym samym stopniu obciąża obowiązek alimentacyjny w częściach odpowiadających ich możliwościom zarobkowym i majątkowym.” Zgodnie z art. 135 §1 i §2 k.r.o. „Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie albo wobec osoby niepełnosprawnej może polegać w całości lub w części na osobistych staraniach o utrzymanie lub o wychowanie uprawnionego; w takim wypadku świadczenie alimentacyjne pozostałych zobowiązanych polega na pokrywaniu w całości lub w części kosztów utrzymania lub wychowania uprawnionego.”. Jak podnosi się w literaturze „Jeżeli strony są członkami rodziny nuklearnej (małżonkowie względem siebie oraz rodzice względem dzieci, jednakowoż nie dotyczy to obowiązku dorosłych dzieci względem ich rodziców), wówczas zakres wzajemnych uprawnień i obowiązków alimentacyjnych wyznacza przede wszystkim dyrektywa zaspokajania przez te osoby potrzeb ekonomicznych zgodnie z zasadą równej stopy życiowej (A. Szlęzak, Zasada równej stopy życiowej w prawie rodzinnym, RPEiS 1985, z. 1; wyrok SN z dnia 7 czerwca 1972 r., III CZP 43/72, OSNCP 1972, nr 11, poz. 198; por. wytyczne SN – 1987; zob. uzasadnienie uchwały SN z dnia 31 stycznia 1986 r., III CZP 76/85, OSNC 1987, nr 1, poz. 4).” – zob. Dolecki Henryk (red.), Sokołowski Tomasz (red.), Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Komentarz, wyd. II. Czyli w Twojej sytuacji, żeby był aktualny obowiązek alimentacyjny w kwocie 2.500,00 złotych, zakładając nawet, że dziecko będzie miało miejsce zamieszkania przy matce i to ona będzie spełniała swój obowiązek wyłącznie w ten sposób (a nie będzie, bo dwie rączki ma i pracuje) a Ty w całości musiałbyć pokryć koszty utrzymania dziecka - to usprawiedliwione potrzeby musiałyby właśnie tyle wynieść. Kilkulatek potrzebujący comiesięcznie 2,5 kafla? Nigga, please! 1.000,00 złotych to jest maks, miesięczna wysokość alimentów w Polsce to zazwyczaj kilkusetzłotowe kwoty. Na to nakłada się oczywiście wspomniana przeze mnie wyżej zasada równej stopy życiowej. Jeżeli żonokurwa (przyszła była żona) nie wykarze, że wiedziesz życie sybaryty i dotychczas każde wakacje były w tropikach, Ty ubierasz się wyłącznie u Lagerfelda a młody co sezon miał nową kolekcję od Bossa – to ta zasada niewiele tu przeważy. Owszem, zarabiasz dobrze, ale jest to niepewne. Czyli po pierwsze, kwota jest nieralna. Po drugie, kwota dziś dla Ciebie akceptowalna – jutro taką być nie musi. Zwracam Ci uwagę na wyżej przytoczone: „Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.”. Wyobraź sobie, że zgadzasz się na to 2.500,00. Miesiąc po ustaleniu tego świadczenia w prawomocnym orzeczeniu tracisz kontrakt, masz przestój, kasa się kończy. I co? Chujów 100! Wniesiesz o obniżenie alimentów (art. 138 k.r.o.: „W razie zmiany stosunków można żądać zmiany orzeczenia lub umowy dotyczącej obowiązku alimentacyjnego.”), po wielu miesiącach, może 2 latach (realia polskiego sądownictwa), jak już przejesz i powysyłasz swoje ostatnie oszczędności (co miesiąc 2,5 tysiąca) dowiesz się że - jako marynarz umiałeś zarabiać 20.000,00 w tej grupie zawodowej możliwe są wysokie zarobki, nie wykorzystujesz swoich możliwości i inne ogólniki (od sędziego, w 90% zapewne baby, bo one sądzą w wydziałach rodzinnych, która co najwyżej w rowerze wodnym siedziała i tak wygląda jej wiedza o realiach marynistyki). Także masz powód drugi - za wysokie alimenty nie dadzą Ci wcale dziś spokoju a w dodatku obciążą Ci przyszłość. Naprawdę widziałem gościa, który wspaniałomyślnie zgodził się na absurdalnie wysoką kwotę (bo zaraz miał zrobić deal życia) a potem przez lata przegrywał każdą sprawę o obniżenie alimentów i inne okołodzieciaczkowe. No i wreszcie powód trzeci. Dzięki naszemu kochanemu ustawodawcy w Kodeksie karnym pojawił się taki kwiatek, w postaci znowelizowanego art. 209 §1 „Kto uchyla się od wykonania obowiązku alimentacyjnego określonego co do wysokości orzeczeniem sądowym, ugodą zawartą przed sądem albo innym organem albo inną umową, jeżeli łączna wysokość powstałych wskutek tego zaległości stanowi równowartość co najmniej 3 świadczeń okresowych albo jeżeli opóźnienie zaległego świadczenia innego niż okresowe wynosi co najmniej 3 miesiące, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.” Czyli już widzisz – dzisiaj zgodzisz się na 2,5 tysiąca, za czas jakiś z różnych przyczyn (choroba, utrata kontraktu czy inna przeszkoda) nie zapłacisz w sumie 7,5 tysiąca – i stajesz się przestępcą. Polski wymiar sprawiedliwości w zakresie karnym jest głupi i automatyczny – jak jest wniesiony akt oskarżenia to regułą jest skazanie. Jak jest wyrok I instancji, regułą jest jego utrzymywanie. I nie chodzi mi tutaj nawet o to, że pójdziesz do paki (dostaniesz pewnie grzywnę, może pozbawienie wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania) ale: po pierwsze będziesz figurował w Krajowym Rejestrze Karnym, po drugie była żonokurwa będzie miała w postaci prawomocnego wyroku skazującego argument, żeby iść dalej, np. pozbawić Cię władzy rodzicielskiej (bo skazaniec degenerat nie łoży na dziecko). Przerobione, obejrzane. Czyli, podsumowując wątek alimentów – walczysz o kilkaset złotych.
  4. deleteduser14

    Marynarz....

    Nie zaczynamy tego znowu. A pies musi brać? Zmuszają, łapią? Nie piszemy już o tym w wątku kolegi marynarza, ok?
  5. deleteduser14

    Marynarz....

    Offtop (dziś postaram się napisać merytorycznie), ale @RealLife - co tu robisz z dobrymi radami? Sam opisujesz, że masz mężatą kochankę. Dziwnie to wygląda, jak się tu udzielasz, nie pasujesz mi tutaj.
  6. deleteduser14

    Marynarz....

    Sorry, ale to mnie wkurwiło. Trzymaj się i francy nie popuszczaj. Dzisiejszym ustepstwem nie kupisz sobie ani grama spokoju na przyszłość! Nic! Ona Cię wydoi teraz i zaraz rzuci się po więcej i więcej. Łatwo jej pójdzie dostać kosmiczne alimenty i chatę, to zaraz będą nowe żądania. Jak będę mógł, to jutro napiszę więcej. Uważam, że nie powinieneś ustępować, propozycja jej jest nie do przyjęcia i tyle.
  7. deleteduser14

    Gdzie pracuje samiec alfa

    Jak to gdzie? http://www.alfacentrum.com.pl/
  8. Hahaha, na początku myślałem, że ten wątek jest fejkowy (jeżeli się mylę, niech autor wybaczy, ale historia naprawdę po bandzie), ale teraz zaczynam się przekonywać, że mogłem się mylić. No toż to jest ten sam zestaw firmowy, który zaserwowała mi małżonka, gdy przyłapałem ją na internetowym romansie , próbie umówienia się, wysyłania roznegliżowanych fotek a potem ciągłym zaglądaniu na profil wybranka: 1) najpierw zaprzeczanie i unoszenie się, 2) potem wielka pomroczność jasna i niewiedza: nie wie dlaczego, nie wie po co, nie wie jak, w ogóle enigmat i zagadka stulecia, 3) ale wie jedno: teraz to już zrozumiała, chce być ze mną, no i: 4) oczywiście wina była moja (właściwie to było pewnie prawie tak, że je sam jej założyłem profil, zrobiłem te fotki, wysyłałem i umawiałem się a potem co chwila zaglądałem na profil. Ale ze mnie niedomyślny wolnokojarzący troglodyta!). Co do pytania, czy to może być prawdziwe - to ci powiem, że nie wiem Może być, ale może i nie być. Ale wiemy, co jest prawdziwe: baba nie szanowała Cię, pomiatała Tobą i chodziła w taki czy inny sposób na boki. Czyli że po pierwsze ma tendencje do takich zachowań. Po drugie, będziesz z taką kobietą w związku. Ile razy w przyszłości będziesz sobie przypominał, jak Cię potraktowała? Ile razy możesz się zastawiać, czy nie robi właśnie po raz kolejny czegoś takkego? Ja bym odpuścił. W tym związku jedna osoba już się zeszmaciła i szmaci drugą. Nie jesteś mną, nie macie wspólnych dzieci, sprawa do rozwiązania w kilka minut. Nie musisz w tym tkwić.
  9. deleteduser14

    Marynarz....

    @Ziareiro żaden z Ciebie przemocowiec. Ja też, podobnie jak Ty i kolega @wilimowski mam taki epizod i nie uważam się za przemocowca. Żona - mimo, że cieszyła się dzięki mojej pracy coraz większym dostatkiem (w tym kupiłem i oddałem jej nowy samochód, taki, jak sobie marzyła) - coraz bardziej wobec mnie chłodła. Nie widziała u me żadnych zmian na lepsze, które - obiektywnie to oceniam - zachodziły. Z zimną krwią mówiła mi już wcześniej, że mnie nie kocha, jawnie mną gardziła. Pierwszy raz, kiedy mi to powiedziała, spodował u mnie impuls do zmian. Zacząłem znowu dbać o swoją fizyczność, schudłem, starałem się o ciekawe wyjazdy. Niestety, byłem nadal choleryczny jak i sfrustrowany brakiem odzewu. Zaczął się zaklęty krąg: byłem wkurwiony na nią, bo nie było bliskości i zarazem jako wybuchający frustrat nie mogłem zapewnić właściwej (cokolwiek by to było) atmosfery, za co spotykały mnie jej wymówki. Co jakiś czas jakieś jej szpile i nieporozumienia powodowały, że wybuchałem. Czekałem na odmianę, która nie przychodziła. Kilka-klikanaście razy w ciągu tego czasu upijałem się samotnie ze smutku w domu. Po 9 miesiącach od zaczęcia przemian (w międzyczasie bardo schudłem, zarobiłem sporo kaski, ogarnąłem fajny look i ciuchy) pewnego feralnego dnia ona mi wypaliła swoją chłodną wiązankę oraz skwitowała, że nie ma między nami chemii (co ja odebrałem, że nie jestem w ogóle dla niej atrakcyjny, czego nie rozumiałem, bo odbierałem i odbieram od kobiet przejawy zainteresowania). W wieczór, w który mieliśmy wyjechać całą rodziną na narty do Włoch na wyjazd opłacony przeze mnie (ona płaciła tylko za swój pobyt, ja wyłożyłem za siebie, dzieci, przejazd itd.), kilka godzin przed odjazdem... Bardzo to przeżyłem. Tyle starań na nic? Siedziałem i łzy mi płynęły po policzkach. A ona na spokojnie na mnie patrzyła. Tego dnia znowu się upiłem. Wróciłem do domu i już nie wytrzymałem. Byłem na nią tak wściekły, że wszystkie moje starania wywaliła na śmietnik, że mogła mi to w twarz powiedzieć, że mogła być dla mnie zupełnie obojętna, kiedy ja zwijałem się z mentalnego bólu, że w końcu zacząłem jej to wszystko wykrzykiwać, gestykulować i ją wyszarpałem. Ona mnie podrapała. Przyjechała wezwana przez nią policja, ale tylko ze mną pogadali i pojechali. Ona z dziećmi na ten wyjazd pojechała, ja na tydzień zostałem sam w domu. Dwa dni piłem wódkę i siedziałem sam jak pies. Od tamtej pory nie miałem w ustach ani kropli alkoholu. Potem jeszcze, trzy miesiące po tym zdarzeniu, ona mnie wyszarpała, podarła na mnie ciuchy - nawet jej nie dotknąłem w trakcie. Dalej - kilka miesiecy temu złapałem ją na internetowym romansie, próbie umówienia się z jakimś żonatym facetem, któremu wysłała roznegliżowane fotki (rozmów nie znam i nie czytałem ale nie chcę, bo po co sobie śmiecić w sercu i głowie). Złapałem ją na chwilowym posiadaniu konta na Tinderze. Ani razu nie podniosłem przy tym na nią ręki. W sumie - nawet gdybym działał z premedytacją, a nie w rozpaczy, to należało jej się za całokształt o wiele więcej, niż jej się zdarzyło. Ale mimo wszystko uważam, że ta jedna szarpanina to był błąd. Alkohol i frustracja sprawiły, że nie kierowałem sobą. Tak łatwo pomiatająca mną kobieta sprowadziła mnie do parteru - czy też raczej, tak łatwo sam się dałem sprowadzić do parteru przez kogoś, kto dbał o mnie tyle co o zeszłoroczny śnieg. Dałem jej do ręki argument o byciu przemocowcem, interwencji policji. Nigdy nie można dać się kobiecie sprowokować - dopiero teraz uczę się olewania różnych jej tekstów, nie wdawania się w pyskówki. Wiem, co osiągnąłem, co jestem warty, ile wart jest spokój w wychowaniu dzieci i różne tekściki i zagryweczki olewam. Czas działa na moją korzyść. Między nami jest nieźle (nie iskrzy, ale jest nieźle), ale nie ma dnia, żebym nie przypomniał sobie różnych zaszłości. Robię swoje, ale punkt ciężkości, oś mojego szczęścia nie jest już oparta o szczęście małżeńskie (i nie w innej babie, nie mam romansu). Także ja was rozumiem i wcale, w tym autora wątku, nie uważam za przemocowców. Tym paniom nie stało się przecież nic strasznego. Za to złe stało się wam (nam) - daliśmy się sprowokować, jednym machnięciem postawiliśmy się w niebezpiecznej sytuacji. Z pozycji ofiary daliśmy naszemu prześladowcy argument przeciwko nam. Nikt nie będzie wnikał dlaczego, liczy się, że stosowaliśmy przemoc. Co więcej, daliśmy sami sobie świadectwo własnej słabości, że można nas piłować i podpiłować, sprowokować, że nie kontrolujemy siebie. Podumowując, według mnie nie ma sensu się z kobietami szarpać. Nic to nie daje, a tylko szkodzi. No, tu bym dyskutował. Ja - pomimo tego, że sam jestem adwokatem - swoje różne okołokryzysowe posunięcia konsultowałem z kobietami adwokatami. Zakladałem, że do wiedzy fachowej dodadzą: a) wiedzę, co kobieta może zrobić, b) wiedzę, co kobietę może powstrzymać, zagrozić, osadzić w miejscu, c) zwykłą babską chęć dopieczenia innej babie. Aha, i wątek tradycyjnie polecam pseudobraciom ruchaczom mężatek - jeżeli gach wiedział albo mógł podejrzewać, ze mąż jest na morzu, to któryś z wam podobnych ładnie się przysłużył autorowi wątku i jego synkowi.
  10. A co nam po tym? Myślę, że pewnie by kłamały. Nie jest zresztą ważne co mówią, ale co robią. A wrażliwy mężczyzna jest dla nich słaby. Do tej pory nie mogę wyjść ze zdziwienia, ale tak niestety jest. Wystarczy spojrzeć na kryzysy w związkach - kobiety zupełnie nie zwracają uwagi na emocje, wrażliwość partnera.
  11. deleteduser14

    Zanim zniszczy Cię żona.

    Proszę o scalenie. Czy oryginalny tekst nie ukazał się czasem tutaj?:
  12. Właśnie. (słowem wyjaśnienia - nie krytykuję samej chętki gościa na kobietę młodszą, tylko jego paplaninę). Co do nauki dla młodych czy tam innych, wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem się do tego podchodzi. Wiadomo, że za darmo nic nie ma i w nawet w malżeństwie rówieśników podobnie atrakcyjnych też są elementy prostytucji. Czasami jej się nie tak bardzo dziś chce, ale da. Są też takie dni, gdzie chce się jej trykania dla samego trykania i ciągnie do łożka. Rzeczą kluczową jest tu występowanie pociągu fizycznego - on musi występować. Mężczyzna może być bardziej atrakcyjny przez osobowość, siłę, wartości i to, co się z tym wiąże, ale musi być też jakoś atrakcyjny dla kobiety fizycznie per se. Taki koleś dla młodej jest fizycznie niczym. Nawet gorzej - ją on sam, jego ciało odrzuca. Nie robi się mokra. Nie odpala sobie geriatrycznego porno. Gdyby mogła tego uniknąć, to by nie chciała go nawet dotknąć. Więc się prostytuuje tylko za kasę i korzyści. Clou zatem w nastawieniu. Jeśli mężczyzna to akceptuje - jego sprawa. Trzeba się tylko wyzbyć złudzeń, po co ta kobieta się oddaje, co nią motywuje. Frajestwem jest myślenie, że ta kobieta w ogóle chciałby przez sekundę pożądać kontaktu z tak odrażającym dla niej mężczyzną. Jeśli mimo to ktoś chce się do takiej laski dobierać i za to płacić, to jego sprawa. To jest mit, że zasoby, pozycja etc. mogą zastąpić pożądanie fizyczne. Nie, one je mogą wzmóc. Samą fizycznością i brakiem zasobów wygenerujesz pożądanie. Samymi zasobami i brakiem fizyczności wygenerujesz obrzydzenie i prostytucję.
  13. Gdybyśmy rozmawiali o doniesieniach, że facet żyje jak Heffner, to może tak. Póki co tylko gada.
  14. Nawet jeżeli w zamyśle miała by być to wypowiedź, której sam autor nie traktował na serio, to było to toporne i walnął głupotę. Ironia powinna być lekka, nie jest zaś ironią pieprznięcie głupoty wymagające później dementowania. A mówienie tego co się myśli uważasz za takie dodatnie wyróżniające? I w dodatku męskie? Mężczyzna sukcesu nie czuje nakazu mówienia tego, co myśli. Raczej mówi to, co warto powiedzieć. Paplanie wszystkiego jest kiepskie.
  15. Postać mi nieznana, ale z pobocznych tematów wynika, że owdowiał (żona zmarła na białaczkę w 2016 roku) i ma dzieci (13 i 10 lat w chwili śmierci matki). A, według artykułu, w "Fakcie" prawi tak: "Casting na moją żonę trwa. Sylwia była była dla mnie za stara. (...) Partnerka Karola Strasburgera jest od niego o 37 lat młodsza. To mnie inspiruje. Teraz szukam kogoś takiego. Jak już brać, to nie z second handu. Tego kwiatu to pół światu! Karol dał czadu, to ja nie będę gorszy - powiedział w rozmowie z "Faktem". W taki sposób i o takich sprawach wypowiadać się może tylko prymityw z zerową empatią i brakiem jakiegokolwiek wyczucia, medialna prostytutka męska. Na pewno dzieciom będzie miło, jak do nich dotrą te słowa. Poza tym - z czym do ludzi! 59 lat ma, a Gianluca Vacchi to on nie jest.
×

Ważne informacje

Umieściliśmy pliki cookie na Twoim urządzeniu, aby pomóc Ci ulepszyć tę witrynę. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym razie zakładamy, że możesz kontynuować.