Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

tamelodia

Użytkownik
  • Content Count

    99
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

17 Dobra

About tamelodia

  • Rank
    Kot

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. @Sundance Kid wiesz, on tak bardzo wszystko w sobie trzyma że z niego ciężko wydobyć COKOLWIEK. Więc wątpię, żeby miał mi cokolwiek wypominać. Ok, update z dzisiaj. Doprowadziłam do kolejnej konfrontacji. Już od kilku dni jestem po prostu tak wkurzona, a to wszystko przez moją współlokatorkę, bo nie sprząta po sobie. Po prostu zagarnęła swoimi klamotami całą kuchnię. taka sytuacja nie miałaby miejsca gdybym była w normalnym związku. Powiedziałam mu, że on mnie w ch**a robi. On zdziwiony, że jak to? To mu wyjaśniłam, że w normalnym związku ludzie są razem ze sobą i mieszkają wspólnie. Powiedziałam, że z jego punktu widzenia to ten związek ma sens: ma w miarę nieproblematyczną dziewczynę (serio, w porównaniu do tego co niektóre potrafią odwalać to ja jestem aniołkiem :D ), która zarabia sama na siebie, nigdy nie ma sytuacji że nie możemy gdzieś jechać, bo mnie nie stać, spotykamy się kilka razy w tygodniu więc ma względny spokój. A z mojej perspektywy? Z mojej perspektywy to taki związek nie ma sensu. Żadna normalna dziewczyna nie będzie czekała 4 lata żeby razem zamieszkać. I powiedziałam, że nie będę 4 lata czekać żeby się okazało, że nie pasujemy do siebie i zmarnowaliśmy 6 lat. Zwłaszcza, że wtedy będę miała 28 lat. Tu przytoczyłam przykład jego byłej, która rozstała się z nim w tym wieku i obecnie spotyka się z typem, który jest no.... Obrzydliwy. I jak pomyślę, że gdzieś czeka na mnie taki, to mnie skręca. No, ale oczywiscie po co ja się porównuję do innych itd. Bla bla bla. I oczywiście nie rozumie, że w wieku 28 lat już cieżko znaleźć kogoś spoko, bo faceci wiedzą że takie kobiety są zdesperowane. On na to, że on wtedy będzie miał 38... No to mu mówię, że może sobie wtedy spokojnie kogoś szukać, a ja już nie bardzo na spokojnie. Z resztą sam mówił, że z 30-latką by się nie spotykał. Poprosiłam go, żeby rozwinął co to znaczy, że dziecko scala związek. Bo dla mnie dziecko scala związek w te sposób, że kobieta staje się niewolnicą, zakładnikiem we własnym domu. Pół biedy jak nie pracuje, ale jak pracuje to po pracy biegnie do domu, wyjść może tylko za pozwoleniem męża, po pracy napierdziela w domu. No to w sumie tak. To scala związek, bo kobieta wtedy ma jako alternatywę bycie samotną madką. On stwierdził, że dziecko scala związek, bo ma się kogoś wspólnego, kogo razem się wychowuje... I wg niego rozstępy, obwisłe piersi i w ogóle ciało po ciąży to żaden problem, bo kobiety normalnie się cieszą dzieckiem, a nie przejmują takimi rzeczami. Jak powiedziałam o depresji poporodowej, to stwierdził, że to coś normalnego, fizjologicznego i instynkt macierzyński działa, to przechodzi itd... No to fajna wizja. Mam depresję poporodową i wsparcie faceta w postaci: "Nie pierdziel, to fizjologia, instynkt macierzyński jest bla bla bla..." Jeszcze powiedział, że życie to nie powrót po pracy i granie na komputerze (nawiązał do gier w które grywam xD) i że on wolałby mieć problem w postaci ząbkującego dziecka niż być niedołężnym starcem np. Nawet dowiedziałam się, że dlatego nie chce mnie przedstawić rodzicom, bo boi się że zacznę gadać o dzieciach (per słowo na g... ale nie mogę go tu użyć bo dostałam już warna raz), obwisłych piersiach po porodzie itd... A on się wtedy spali ze wstydu... Serio, nawet gdyby mnie jego rodzice zapytali o plany macierzyńskie to bym ich zbyła grzecznie, bo to nie ich sprawa... No i stanęło na tym, że on nie wie czy chce ze mną być, bo ja nie chcę dzieci. Powiedziałam mu, ze ja się przy dziecku spełniać nie będę, dla mnie to raczej kolejny etap życia który trzeba przejść i tyle. I ze probowałam zmienić nastawienie, ale niestety nie potrafię. Nawiązałam jeszcze do miejsca mieszkania. Powiedziałam, ze ja na zadupiu za miastem mieszkać nie będę. To oczywiście się wkurzył, bo przecież jakiś czas temu mówiłam, że chciałabym mieszkać za miastem... No owszem, chciałabym pod warunkiem że 1. nie pracowałabym 2. pracowałabym na wsi 3. pracowałabym z domu. Ale nie ma absolutnie mowy, żebym z zadupia codziennie, pociągami, w tłoku i smrodzie jechała do pracy 2h w jedną stronę. To stwierdził, że przecież po to poszłam na studia teraz, żeby móc w przyszłości pracować z domu... To mu jasno i klarownie wyjaśniłam, że taka praca z domu to jest dla najlepszych z najlepszych i dla szczęściarzy. I nawet gdyby mi się to udało, to najwcześniej za kilka lat. No i dalej gadanie, że on mnie na dziecko nie naciska, bo wie że chciałam te moje studia i mnie w tym wspiera, więc mogę sobie na spokojnie studia zrobić... No to pokrótce tyle :)
  2. Kiedyś się uważałam za fajną i kobiecą (???), a przynajmniej byłam bardzo szczęśliwa. Nie wiem jak było to możliwe, ale po prostu miałam krótki okres w swoim życiu w którym byłam szczęśliwa i wtedy właśnie poznałam obecnego partnera :) Więc to żadna recepta. Takie książki to nie dla mnie. Ktoś by musiał to przełożyć na polski nowoczesny, albo na jakiś język niefilozoficzny. Być może kiedyś będę miała czas to poczytam. Bo facet ma być twardy a nie miętki. Tylko to nie było "urodzenie młodo'. :p Ja po swoich koleżankach które urodziły widzę jedynie nowe zmarszczki, zapadnięte twarze i podkrążone oczy. Jedna tylko jest szczęśliwa i wygląda lepiej niż przed urodzeniem. Ale ona po powrocie męża z pracy wręcza mu dziecko i idzie zająć się sobą.
  3. No nadal będę miała macicę, jajniki i kobiecy mózg... Moje przeklenstwo. Cóż, ja się niestety nie będę spełniać jako silna i niezależna 30latka. Ale nie będę też się spełniać jako madka. Niestety, nie widzę dla siebie obszaru w którym można się spełniać. Nie wiem przez co definiuję kobiecość, ale ja się nawet do dzieci nie nadaję. Do kariery się nie nadaję a już tym bardziej nie nadaję się i do dzieci i do kariery. W "podróżach" też się nie odnajduję. A już na 100% odpada posiadanie dzieci i tyranie na etat. O tym pisałam chyba wcześniej w tym wątku. A żaby znaleźć fajnego faceta trzeba być fajna, kobiecą kobietą, a nie jakąś hybrydą. Posiedzę w swoim gowienku związkowym. Z tym też chodziłam do psychologa i psycholog się dopytywal po co mi to wywieranie na sobie presji i czy coś mk to daje. Nic mi to nie daje, ale być może nie obudzę się w wieku 30 bez niczego. Gdybym sobie opuściła mogłabym już iść płakać w poduszkę, kotami.
  4. Jak będę żyć jak facet, to przestanę być kobietą. Np obudzę się w wieku 40 że nie mam ani męża ani dzieci, za to pieniążki i "karierę". Bo np. Nie mogę korzystać z życia i odłożyć założenia rodziny w czasie. Już gdzieś pisałam, że moje życie już się zakończyło. Teraz już tylko wyścig z czasem a potem wkurw że dziecko się drze, tylko ja się nim zajmuję, sprzątam, piorę i jeszcze tyram na etat. Nie, nie czuję się dobrze jako kobieta. Życie kobiety jest już na starcie przejebane. Wiedzialabym co to znaczy to w czasie porodu owinelabym się pępowiną. Żeby uprzedzić pytanie, czemu życie kobiety jest przekichane to zacytuję : "Teraz już tylko wyścig z czasem a potem wkurw że dziecko się drze, tylko ja się nim zajmuję, sprzątam, piorę i jeszcze tyram na etat." To coś normalnego. Dawniej tak funkcjonowało. Ile ja bym dała, żeby wróciły małżeństwa aranzowane.... Przecież jest coś jeszcze między kawalerka a apartamentem 200m. Ja celuję w dwupokojowe ok 50 metrów. Oczywiście nie pod rodzinę, bo dwa pokoje to za mało dla trzyosobową rodzinę, ale tak żeby mieć.
  5. Życie kobiety to jakiś promil tego co życie faceta. Mogę robić dokładnie to co faceci - jasne. Ale wtedy już kompletnie przestanę być kobietą, a juz teraz się nią nie czuję Przecież pisałam, że na kredyt mnie nie stać, więc nie myślę o kredycie teraz. Poza tym nie wiadomo czy to teraz to górka czy takie ceny już zostaną (lub będą rosnąć w górę) Póki co robię jak mówisz. Zabijam swoją wewnętrzną kobietę w sobie i zapierdalam do pracy a po pracy się uczę, w weekendy studia. Ale nie zmienia to faktu że teraz muszę mieszkać ze Współlokatorką menelicą. Zbieram się do rozmowy z nią. Chyba nie napisałam, że pracuję gdzieś tam. Napisałam to: Więc źle przeczytałeś 😛 Napisałam, ale to się odnosiło do pracy. I tak jak wyżej napisałam w tym poście - życie kobiety to ulamek tego co faceta.
  6. @SSydney nie chce mi się za bardzo rozmawiać na temat mieszkania, bo mnie stresuje to. 3 lata temu ceny były inne. Mieszkanie za 500k to 100k wkładu własnego (20%), remont pewnie 50k, haracz dla państwa, opłata dla notariusza(pewnie też kilka tys). Jest też możliwość, że zanim wprowadzę się do mieszkania będę musiała coś wynajmować i jednocześnie spłacać kredyt. Być może te 200k to trochę na wyrost, ale lepiej mieć za dużo niż za mało.
  7. @leto, ja tak myślę i nie tyram za średnią krajową na wypizdowie. No i powtarzam- dobrze jest sobie myśleć, że się zarobi na własne mieszkanie za 10 lat z punktu widzenia faceta, który może. Inaczej kiedy jest się córką biednych rodziców
  8. @Obliteraror i @leto czy wy przeczytaliscie co na napisałam? 200k to nie jest na sam wkład własny, tylko wkład własny, na remont i inne opłaty zwiazane z kupnem mieszkania. A mieszkania 50m (klitki) kosztują obecnie 500k. Ja nie myślę o żadnym apartamencie, tylko małym, dwupokojowym mieszkanku, ale najpierw muszę uzbierać te 200k, co przekreśla moją szansę na założenie rodziny (bo jak już ubieram to i tak będę musiała brać na kredyt, + będę już za stara na rodzinę) Jedyne wyjście to znaleźć kogoś z własnym mieszkaniem, to może swoje kupię szybciej Tak właśnie rodzice mnie udupili.
  9. Łatwo to się mówi z wygodnego punktu widzenia faceta, który rodzinę może zakładać kiedy chce owszem, ja oszczędzam teraz tyle ile mogę + staram się zdobyć nowe umiejętności żeby kiedyś móc zarabiać więcej lub chociaż zmieniać pracodawców. Tylko widzisz, żeby kupić tylko mieszkanie na kredyt, to potrzebuję jakichś 200k (wkład własny, pieniądze na remont i inne opłaty np. Notariusz), a według moich obliczeń to 8-11 lat a póki co muszę się męczyć ze współlokatorką menelicą brudaską Czyli nic dobrego z tego nie wyjdzie Jakieś wymagania trzeba mieć. Nie będę się wiązać z bylekim. To chyba jest promowane na forum.
  10. Nie urodziłabym dziecka bez ślubu bo jeżeli miałabym mieć rodzinę to tylko normalną, a nie jakiś nowoczesny, feministyczny twór.
  11. To i ja napiszę. Może to zmieni trochę postrzeganie mojego partnera. 1. Naprawienie mi pralki i pomoc w ogarnięciu zalanej łazienki potem. 2. Skołowanie dla mnie zarąbistych długopisów, których potrzebowałam. Inne nie pisały tak dobrze. 3. Poprosiłam go kiedyś, żeby kupił mi zgrzewkę wody, bo mi się skończyła a nie chciało mi się iść do sklepu - okazało się, że zapomniał i widać było jak bardzo zły jest na siebie. 4. Gdy mi smutno i źle to mnie przytuli i mi troszkę lepiej. 5. Wsiadłam do niego do samochodu, było trochę ciemno. On wskazuje na lusterko nade mną, a otwieram to i nagle coś na mnie spada. Jakieś małe pudełko. Pomyślałam: "O kurła!? Czy to pierścionek!?", ale nie, to były gumki
  12. No cóż 😛 No oczywiście, że ludzie żyją i za 1600zł miesięcznie, tylko po co? Po co robić sobie bombelka jak nie ma pieniędzy na to? 5k w małym mieście + własne mieszkanie (ciekawe z czego?) to takie życie-wegetacja. Spoko, przeżyje się, ale bez szaleństw. Od 1 do 1. A jak coś się przypadkiem w domu zepsuje, albo gdzieś będzie trzeba więcej zapłacić, to bierze się kredyta. Potem drugiego kredyta na spłatę pierwszego i wpadamy w spiralkę. Ja teraz zarabiam coś około tego i nie uważam, żeby to było dużo. Mam po prostu poziom takiej niskiej klasy średniej. Na mieszkanie, jedzenie wystarcza ze spokojem, dodatkowo 1-2x w tygodniu wyjście, żeby zjeść na mieście, raz do roku na wakacje za granicę, 2-3 razy do roku gdzieś w Polskę, jak mam potrzebę to nie muszę łuskać pieniędzy na ubrania/kosmetyki (kosmetyki często kupuję te z wyższej półki, chociaż moim zdaniem nie najdroższe) tylko je kupuję, jak wpadnę na pomysł, żeby kupić sobie coś drogiego (np. elektronika) to poodkładam sobie, bo lubię grosz do grosza zebrać i poczekać aż na coś będzie mnie stać, mimo że mogłabym kupić z oszczędzonych - bo mimo, że nie muszę się szczypać co miesiąc, to jeszcze mi zostaje na górkę. Ale nie, to nie jest pensja za którą byłabym w stanie utrzymać partnera i dziecko, nawet jeżeli miałabym swoje mieszkanie. Pewnie i można, ale z życia też trzeba coś mieć - np. wyjechać, żeby czasem odpocząć. Przy takich zarobkach i 3 os. rodzinie to nie starczy. Tak. Jeżeli moje życie miałoby wyglądać tak jak teraz (czyli normalnie praca na etat) + dodatkowo dziecko, to ja podziękuję. Nie mam aż takiego złego życia widocznie. Hmmm, dlatego gdybym miała mieć syna to od razu po porodzie dostaje go tata i niech się zajmuje. Jako kobieta, która wie co ją czeka (kilka opcji, każda zła) to nie mogę być szczęśliwa. Tak jak powiedziałam, zarabiam ok. te 5k i nie uważam, żeby to było "zapierdalanie", naprawdę. Nie lubię swojej pracy, ale nie "zapierdalam", więc podejrzewam, że facet zarabiający podobnie też nie "Zapierdala" (chyba, że gdzieś na budowie, w magazynie czy coś. Ale w pracy biurowej się nie zapierdala). Dlatego często, jak są małe zarobki w rodzinie to kobieta w czasie gdy mąż jest w pracy, siedzi na różnych grupach, gdzie można dostać tanio ubrania, albo na olxie i próbuje ogarnąć jak zaoszczędzić. Moi rodzice sobie do tej pory cały czas odmawiają, bo tak się dorobili, że się nie dorobili. I nie powiem, mam im za złe, ze zrobili sobie dwa bombelki mimo, że nie było ich stać. I teraz nawet na kupno mieszkania nie mam. Ojjj, nieprawda. Najpierw trzeba urobić misia przecież Myślałam, że to forum anty-feministyczne? No i zajebiście Ogólnie ja trochę rozumiem, o co chodzi. Gdyby nagle zaczęły mówić, jak im super zarąbiście, bo dzieci wysyłają do przedszkola a potem się lenią przed fb to mąż zacząłby się buntować
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.