Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Amperka

Starszy Użytkownik
  • Content Count

    453
  • Donations

    0.00 PLN 
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

632 Świetna

1 Follower

About Amperka

  • Rank
    Starszy Kapral

Profile Information

  • Płeć
    Kobieta

Recent Profile Visitors

1051 profile views
  1. @Colemanka To było takie spojrzenie karcące z pytaniem "I Ty uważasz, że jesteś dorosła?"... No ogólnie wiadomo w szale ekstazy jest namiętnie i szaleńczo, ale nie wiem czy potrafiłabym się przełamać, żeby NA TRZEŹWO (podkreślam, wężykiem, wężykiem) zrobić taki seksowny striptiz. Ja bym się w pewnym momencie zaczęła śmiać i to parodiować.
  2. Hahaha, muszę się kontrolować i odróżniać forum od rzeczywistości. Ostatnio jechałam na koncert piosenek Kaczmarskiego i mąż się martwił, że ktoś mnie tam będzie podrywał. A ja na to, że luźno, że tam pewnie sami flepiarze Nie skumał.
  3. Mnie też ogólnie czasami seks śmieszy. Ludzie są tacy zabawni pod tym względem. Niby poważni, ułożeni, pracowici, z neseserami, a potem ustawiają się w pozycji na dwa zwierzaczki. Czasami lubię sobie myśleć o kimś, jak musi uprawiać seks - w sensie jacyś znajomi. Mam kumpla śmieszka, zgrywusa - to myślę, że on to nawet wtedy sobie żartuje i na przykład mówi suchary po wszystkim. Koleżanka - taka seksualna kocica, kiedyś mi mówiła, że jej chłopak zawsze chce rozładować atmosferę kiedy nakłada prezerwatywę i zaczyna coś chrzanić od rzeczy - ją to strasznie bawi, ale go ochrzania o to, żeby sobie dał spokój z zabawianiem jej rozmową. Ja na przykład jak uczyłam się jeździć (miałam prawo, ale nie jeździłam) to udawałam, że kutanga mojego męża to drążek do zmiany biegów i wydawałam takie dźwięki - wurkotanie, jak niby zmieniałam bieg z jedynki na dwójkę - haha, śmieszne to było. Mąż był zażenowany, ale mnie wspierał w nauce. Ogólnie czasami jak się dowiaduję, że jakaś dziewczyna (znajoma, czy któraś z rodziny) zaszła w ciążę, to od razu myślę jak do tego doszło, że ona jest w ciąży. Jakoś nie potrafię sobie niektórych ludzi wyobrazić, że mogą namiętnie kopulować. Ale pewnie wiele osób tak myśli o mnie też.
  4. Jasne, że tak. Też tak myślę. Też trudno być taką kobietą, która ciągle się stara. Taka kobieta po prostu ma świadomość, że jej młodsza koleżanka nie musi odwalać całej maniany ze staraniem i efekt jest taki sam, jak nie silniejszy. To demotywuje. I jeżeli mąż dokłada do tego gadki o "swojej starej", brak adoracji i docenienia, to zaczyna się taka babka zastanawiać, w imię czego ma odstawiać jakieś cyrki. Po prostu dwie strony powinny być uczciwe i myśleć o sobie wzajemnie, o swoich potrzebach, przy założeniu, że im na sobie szczerze zależy.
  5. Nie wiem, co bym powiedziała. Jak nie ma dzieci, to róbta co chceta, jak już są - trzeba to przemyśleć. Jaka jest perspektywa często takiej żony? Jak wygląda dzień takiej żony? Taka żona już wie, że nie jest przepiękna, że jest więdnącą osobą. Taka żona jest spełniona jako matka, wyszła za mąż, pracuje, jest w stanie sama się utrzymać - swoje zrobiła. Wie, że nigdy nie będzie już tak pociągająca jak była, starzeje się, nie widzi już błysku w oku swojego męża. Odpuszcza sobie wiele spraw - nie inicjuje zbliżeń, nie czyta, nie zaskakuje, nie stara się. Bo po co? Przecież jest na zwycięskiej pozycji, zaaranżowała życie, w którym zawsze będzie jej dobrze. Jej się już nie chce bzykać - więc nie musi latać na boki i jest wierną, oddaną żoną. Jednak wie, że nie musi też się starać o potrzeby męża, bo jego potrzeby to jest jego problem. Jak nie będzie jej zaczepiał, to będzie tak jak jest - czyli z pozoru wierne, przykładne małżeństwo, a jak pójdzie na bok do kochanki, to on będzie szmaciarzem szukającym przygód, a ona porzuconą żona. Ma współczucie sąsiadów, spokój z prasowaniem koszul i zapatrzone w nią dzieci, które wiedzą, że zły tato poszedł do kochanki. Ja po prostu nie wierzę, że takie rzeczy w zdrowych małżeństwach dzieją się z dnia na dzień. Nie ma seksu tydzień, potem kilka tygodni, potem miesięcy. Przecież taka żona wie, że facet ma potrzeby, ale udaje że nie wie, bo ten się nie upomina. Wszystko jest spoko, bo są czułe słówka, jest obiad, dzieci szczęśliwe. Ale w pewnym momencie dowiaduje się, że mąż ma kochankę. Ona wiedziała, że to nastąpi (przecież wie, że od dawna razem nie sypiają) ale udaje zdziwienie. Tyle lat poświęciła, tyle dla niego zrobiła, tak się starała (a zamiast tyle robić i kręcić się w kółko, trzeba było pojechać wspólnie na wakacje w ramach małżeńskiej seksturystyki). Mój teść był seksuologiem - otwierał pierwsze kliniki leczenia bezpłodności (wiele lat temu, bo to był straszy człowiek), mój mąż prowadził sprawy rozwodowe. I o dziwo na spotkaniach małżeńskich problemem nie był źle wysmażony schabowy, tylko brak pożycia seksualnego. To była przyczyna rozpadu małżeństwa - brak iskry. P.S. Nie mówię generalnie (podałam jakiś przykład) - są też po prostu ruchacze-jebacze, którzy mają we krwi bycie niewiernym gnojem (choćby żona błołdżobowała od rana do wieczora), mówię o sytuacjach, gdzie facet szczerze wierzył, że stworzy przykładne, fajne małżeństwo i bardzo tego chciał, ale coś wygasło.
  6. O lol, ale prychłam. Najpierw gadka, że w nagiej randce dziewczyny odrzucają za łydki, a faceci czekają do końca (sprawdzić czy ma okulary, czyli że mądra) - i że te baby takie płytkie i nienatchnione. Po czym (skroluję, skroluję)... braterskie poklepywanie po pleckach gościa, który nie chciał zagadać z bystrym morświnem (użyty termin przez forumowicza).
  7. No boskie są te sukienki z tych stronek. Dzięki. Bardzo w moim guście. Chyba sobie ze trzy zamówię W końcu będę jakoś wyglądać.
  8. @Hatmehit podziwiam Cię dziewczyno, że taka bystra jesteś i jeszcze pracujesz. Z Tobą to na pustyni by się dorobił. To właśnie myślę o młodych ludziach. Nikt mi nie wmówi,, ta dzisiejsza mlodziez...'' - od razu takie smęty ucinam. A z tym rozmemłaniem mam to samo. Muszę się z rana od razu ubrać i ogarnąć, bo trudno mi ruszyć z kopyta.
  9. Nom. Te niektóre kiecki to "wow". Ale o dziwo, kiedyś, jak mniej zarabiałam, to miałam rozmach i potrafiłam sobie takie kiecki kupić, a teraz kiedy mogłabym, to ręka mi się trzęsie. Jak zaczynałam kilka lat temu pracę w jednym biurze, ogólnie dość często jeździłam na jakieś bale itd. bo mój szef był znaną publicznie osobą (nie będę tu pisać) i ciągle był zapraszany na jakieś benefisy, uroczystości jako gość honorowy, a że nie mógł osobiście wszędzie być, to ja jeździłam. No i moja mama dzwoniła "słuchaj, są takie eleganckie szpilki w fajnej promocji, kupić Ci dwie pary?". Minęło 5 lat: Mama dzwoni "słuchaj, są takie trepy górskie w CCC, żebyś tam mogła chodzić koło domu, kupić Ci?"
  10. No właśnie, też muszę sobie coś takiego wyrobić. Bo póki co, to ja mam gust i potrafię się ładnie ubrać, tylko wcale po mnie tego nie widać
  11. Dzięki @sol za wrzutkę fajnego sklepu. Ja czasami coś kupuję w Grey Wolf - polska firma. Mój styl jest jak mój charakter pisma, zmieniał się wielokrotnie (to chyba świadczy o tym, że jestem trochę szajbusem). A teraz to mi w ogóle wstyd, bo czytam wątek, widzę jak ważny jest styl ubierania, a ja totalnie odpuściłam sobie tę kwestię - chcę odfajkować dzień, wrócić do domu i wskoczyć w piżamę. Mój codzienny styl to spodnie jeansowe i koszulka z nadrukiem z polskiego Parku Narodowego. Mam z każdego po jednej i tak chodzę codziennie w innej. Przy dwóch zboczonych psach, dwójce małych dzieci i codziennej jeździe samochodem, gdzie muszę łazić po starych budynkach czy halach, to i tak jest nieźle. Ale jak już jest jakiś wypad to kiecki, zawsze kiecki. Chociaż mam coś takiego w głowie, że jak przytyję, albo mam tłuste włosy to lubię jeszcze dobić to beznadziejnym ubiorem. Po prostu jak uważam, że źle wyglądam, że przybrałam na wadze, to nic nie kupuję, żadnych ciuchów ładnych, bo uważam, że i tak to nic nie zmieni.... bo jestem gruba... i brzydka.... a jak ogarniam się z sylwetki to z lubością noszę fajne wdzianka. Teraz tak przeglądam i myślę, że super są te rzeczy z tego Riska. Zawsze miałam ten problem, że nie mogłam znaleźć sukienek, które są eleganckie i jesienne (czyli dłuższy rękaw).
  12. Ja czekam czasu, gdzie nie będzie już "jestem z Czech", i "jestem z Indii" - tylko "pracuję w Pepsi", "pracuję w Shellu". Nie będzie państw, będą korporacje, które na tę chwilę mają większy budżet niż poszczególne państwa. I żeby zawierać małżeństwo pomiędzy korporacjami to trzeba będzie prosić jakiegoś Rotschielda o zgodę. W domu będzie szykanowana team leaderka z Coca-Coli, która wdała się w mezalians, bo wozi się z chłopakiem z Philipa Morrisa. A największą hipergamią będzie dobrać się do PM z Googla. Taka moja wizja
  13. Dla mnie rozmowa to podstawa. Wieczorem siadam z mężem - kiedy dzieciaki już śpią i rozmawiamy. On jest zawziętym piłsudczykiem, ja jestem za pracą u postaw, potrzebą tworzenia republiki, edukowania, uświadamiania i podnoszenia do wolności społeczeństwa - czyli endeckie podejście. Uważam, że szkodliwy jest mit, jako że musi zawsze przyjść ktoś, złapać społeczeństwo za pysk i wprowadzić samodzierżawie, bo my w swojej masie jesteśmy niezdolni do jakiegoś sensownego zorganizowania się. Lubię racjonalne podejście, żałuję, że w Polsce nie są tworzone instytuty geopolityczne, tylko króluje podejście "ja z synowcem na czele i jakoś to będzie". Nie mogę zrozumieć, dlaczego nie ma rozważań nad polskimi błędami w czasie wojen, ale takich chłodnych, merytorycznych, nie "palikociarskich"i szydzących, tylko zwykłej analizy w celu uniknięcia powielania błędów. Ja w jakiś sposób doceniam rolę kościoła, mój mąż mówi "tak jak kiedyś ludzie chcieli dożyć wolnej Polski, ja chcę dożyć rozwiązania konkordatu". Zawsze jak gdzieś jeździmy, sprawdzamy wszystkie okoliczne muzea, ruiny zamków, stare bunkry. Mój mąż lubi mnie prowokować do myślenia. Ostatnio mówię, że postawa chrześcijan była nierozsądna, bo najważniejsze dla narodu, czy jakiejś grupy powinno być biologiczne przetrwanie, zachowanie tkanki ludzkiej, a ci nie chcieli pluć na krzyżyk i dali się mordować. I dodaję, "gdyby mi ktoś powiedział, że zabije mi dziecko, jak nie napluję na krzyżyk, to bym tak pluła aż bym się krztusiła. Przecież to idiotyczne dać kogoś zabić, kto jest "tu i teraz" dla satysfakcji albo jej braku jakiegoś szantażysty, który w ogóle ma ten krzyżyk w pogardzie". A mój mąż "a jakby ci powiedział, napluj na krzyżyk, bo zabiorę ci jedno mieszkanie?".... I doszłam do wniosku, że praktycznie naplułabym na krzyżyk nawet jakby miał mi zabrać 100 zł, bo to jest żerowanie na naiwności ludzi i ich rozgrywanie poprzez szantaż religijny. I dużo innych. Rozmawiamy o różnych systemach prawnych, zagrożeniach w cyberprzestrzeni, zasadności tradycyjnych wojen międzypaństwowych. Ostatnio robiliśmy instalacje elektryczną i zdałam sobie sprawę, że ja tak naprawdę nie wiem jak działa ten prąd - ten przepływ, jak to się dzieje już na poziomie elektronów. I zaczęłam czytać fajne stronki o tym. Też rozmawiamy o tym, czy będzie w przyszłości internet rzeczy. Już teraz lodówka może być podłączona ze smartwatchem, a ten z telefonem i czy przyjdzie moment, że rzeczy zaczną się porozumiewać ze sobą bez udziału człowieka. Gdzie pan stanie się sługą. I mnóstwo innych. Praktycznie wszystko mamy rozkminione i ciągle mało. Z moim mężem mogłabym tak siedzieć całymi dniami i rozmawiać. I niewiele więcej mi w życiu trzeba. Dlatego trochę mam problem w relacji z teściową, często podnosi mi ciśnienie - bo ja lubię długie, konkretne rozmowy, lubię być sprowokowana do wydawania swojej opinii, często wbijam kij w mrowisko. Natomiast kobiety, co do zasady lubią rozmawiać o innych ludziach, jak powinni żyć, co powinni robić, jak to inne kobiety źle wychowują dzieci itd. Ja nienawidzę takiego wścibstwa i narzucania innym swojego stylu życia. Jeżeli jestem zadowolony ze swojego życia, to nie mam potrzeby pouczania innych. To jest takie fałszywe w kobietach. Mnie to strasznie denerwuje. Nie lubię skupiania się tylko na innych. Nie lubię oglądać olimpiady, czy koncertu z innymi kobietami, bo tylko krytykują ubiór, sukienki, figurę. Jak moja teściowa mówi "o boże, jak ta edyta górniak jest ponaciągana, jak ona się zestarzała", to nie wytrzymuję i mówię "dobrze, że mama młodnieje". I jest zgrzyt. Po prostu nie potrafię się powstrzymać
  14. Kara przede wszystkim to wymierzenie sprawiedliwości i sygnał dla reszty, że jako taka istnieje. A my ostatnimi czasy zaczynamy myśleć o tym, czy ta kara będzie miała jakieś skutki dla winowajcy, czy ma czynnik resocjalizujący, czy nie jest zbyt dotkliwa. Ktoś popełniając przestępstwo uruchamia bezwzględną maszynę sprawiedliwości (tak powinno być). Pociągnął za wajchę i wydał na siebie wyrok. Edukację i odpowiadanie na potrzeby winowajca ma w szkole i u psychologa, sąd ma wydać sprawiedliwy wyrok, a nie myśleć o wątłej psychice winowajcy. Ten wyrok jest dla społeczeństwa i zaspokojenia potrzeby panowania sprawiedliwości, a nie dla sprawcy. Obecnie zastanawiamy się, czy bydlaka, który 34 razy dźgnął dziecko nożem, powinno się wyprowadzać w majtkach. A matka tego zamordowanego z bestialskim okrucieństwem dziecka słucha debaty...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.