Skocz do zawartości
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
  • wpisów
    12
  • komentarzy
    31
  • wyświetleń
    1591

O blogu

Witam wszystkich.

Zakładam ten blog, żeby przybliżyć wątpiącym jak i tym ciekawskim jak u mnie wyglądają treningi bokserskie, z czym są (albo tylko ja mam) problemy, jak wygląda rozgrzewka, sam trening. Chcę żeby to było w formie dziennika, który można poczytać. Poniżej podam pokrewne tematy, w których można zaczerpnąć więcej informacji od ludzi, którzy wiedzą czym to się je. Również w sekcji sportowej jest dużo informacji na temat boksu i różnych sztuk walki.


Jestem kompletnym laikiem, moje doświadczenie ze sztukami walk to jeden strzał z pięści, który dostałem w podstawówce i na dobre ostudził moją chęć do rozwiązań pięściowych. Ale to było 18lat temu. Więc o co kaman???


Zapraszam serdecznie.

Wpisy na tym blogu

Tomko

Witam wszystkich!

Ooooch dawno mnie nie było tutaj na co złożyło się wiele elementów - tripy wyjazdowe, auto, adaptacja do diety keto, gdzie nawet mięsień powieki bolał i palił, ze dwa L4 po 10dni... To wszystko strasznie demotywuje i rozwala harmonogram, ale jestem, żyję, boksuję ;) 

Co to się ostatnio działo. Ano treningi idą już dużo lepiej, nogi pracują lepiej, pojawiają się coraz częściej jakieś wymiany ciosów, trening na workach o długości pełnej rundy. Kilka znajomych twarzy się ostało, to będzie już trzeci miesiąc. Stopień trudności treningów nie rośnie jednak w takim tempie jakim bym chciał. Za mało lania po mordzie, za dużo tych samych ćwiczeń sparingowych. I chociaż co jakiś czas mamy trening cios-za-cios w seriach po 1, 2, 3 a dodatkowo ręce za głową i bicie po brzuchu, to jednak spodziewałem się pierwszej krwi na treningu jak kolega @self-aware opowiadał ;) 

Co do samej kondycji przeszliśmy z kolegą @qbacki keto-adaptację (którą czasami troszkę oszukiwałem ;) ) stąd ciężko stwierdzić dopóki się nie unormuje jedno konkretne paliwo. Raz mam treningi super i powiedzmy, że siły może nie ma tyle ile bym chciał, ale nie ma zmęczenia przez cały trening a czasami to już przy rozgrzewce zdychałem. Na pewno jest lepiej i to widzę w lustrze - łapa trochę rośnie, cała góra powoli się zmienia w kształt pucharu. Poczekamy zobaczymy jak dalej będzie. 

Pozdrawiam wszystkich!

Tomko

Trening 10

Witam wszystkich :) 

Dawno mnie nie było, wiem i już pisze co się działo pokrótce. Tydzień wypadł mi z treningów gdyż pojechałem założyć podtlenek LPG do mojej fury co by jeździć oszczędniej i nie było wiru w baku :) Wróciłem w Poniedziałek i na fb mojego klubu przeczytałem, że we Wtorek zajęcia odwołane, gdyż jest jakaś gala czy coś. No trudno - bywa. Pognałem wczoraj nie ukrywam z wielkim stresem czy tydzień braku zajęć i ruchu a także picia browarów (wyjazd gościnny to i napić się trzeba było). Wszedłem na salę, ludzi full, znajome twarze. Fajnie :) Przebrałem się szybko i dawaaaaaj. 

Trening jak zawsze - rozgrzeweczka, bieg bokserski z przyspieszaniem, walka z cieniem. Potem ćwiczenia w trójkach - to co było ostatnio - uderzanie w różnych kombinacjach idąc do przodu i na zmianę. Były jakieś dwie nowe młode dupki, ale wciąż za młode ;) Był też kumpel i była laska z ładnymi stopami. Wczoraj było dużo więcej nacisku na wolne sparingi w kombinacji cios za cios, 2x2, 3x3. Dostałem nie powiem, ale też mi ładnie siadały niektóre na wątrobę. Na sam koniec treningu - 3 rundy na worku bokserskim w kombinacjach ciosów. I stało się... Zauważyłem, że z każdym ciosem jestem coraz słabszy. Ale nie tak jak zwykle. Po prostu ręce same opadały i już nawet nie dałem rady gardy trzymać. Tlenu brakowało, siły brakowało i energii też brakowało. 

Wychodząc z treningu szedłem ledwie o własnych nogach. Po konsultacji z naszym forumowym kolegą @qbacki, z którym współpracuję i układa mi dietę ketogeniczną okazało się, że wszystko jest na dobrej drodze - proces adaptacji do diety się zaczął i stąd kompletny brak energii i siły, dopalanie glikogenu, którego zaczyna brakować. Pozytywna sprawa! Nie wspomnę już o tym, że pracując niecałe trzy tygodnie waga zleciała mi już 6 kg co daje dużo lepsze rezultaty niż na diecie zbilansowanej z 3 treningami tygodniowo, którą "układał" mi znany dietetyk i trener. Wow!

Obserwacje:
- dużo lepsza rotacja bioder, ciosy fajnie zakręcam
- wciąż kompletny brak koncentracji, z czasem może przejdzie.

Tomko

Trening 9

Witam witam i o zdrowie pytam :) 

Po Sobotnim oklepie i pobiciu mnie na hali treningowej, postanowiłem odpuścić sobie Wtorkowy boks i pójść na Czwartkowy trening. Chciałem, żeby łokieć i przedramię przestały boleć a z biodra lekko zszedł czarny jak dupa szatana krwiak. Przedramię przestało boleć a placek zmienił się w fioletowy czyli znaczy, że można iść na trening ;) 

Na sali w Czwartek było dużo osób - najwięcej odkąd zacząłem chodzić. Nie skupiałem się jakoś na osobach, które przyszły więc po rozgrzewce, która tym razem była dość krótka i łatwa (aż dziw bo ten trener lubi dać po piźd... ekhm dupie) mieliśmy się dobrać w pary. No więc rozglądam się a tu znienacka mnie klepnął ktoś w łokieć rękawicą. Patrzę a to jedna z tych 13 latek, które chodzą na treningi. Myślę sobie - no to kurwa poboksowane. A ta szczerzy do mnie. Zaczęliśmy od prostych kombinacji i z każdym ciosem moja irytacja była coraz większa. W końcu klepnąłem ją w głowę rękawicą i mówię - unikaj. Ale rezultat nadal taki sam - poklepywanie z jej strony na totalny odpierdol. Nawet na rękawice nie patrzyła tylko gdzieś na boki. Po dwóch rundach jednak pojawiła się nadzieja, bo zmieniliśmy partnera. Tym razem już boksowałem z moim ziomkiem, którego poznałem niedawno. Przynajmniej równy z równym. Na sam koniec byłem kilka razy w parze z laską z ładnymi stopami a na sam koniec z jej facetem. Ma dziewczyna parę w łapach i przykłada się do treningów - sama przyjemność tak poboksować. No i cycki w sportowym staniku - dobre ćwiczenie na koncentrację i skupienie wzroku na rękawicach! Mówię to całkiem poważnie. 

Żartuję, cycki fajnie falują na boki ;) 

Kombinacje były różne - w lekkim sparingu cios za cios, 2za2, 3za3, do tego serie ciosów na rękawice z podchodzeniem, ciągłe boksowanie przez minutę i szybkie serie gdy partner mówi liczbę od 1-3 a my mamy zadać tyle ciosów. Trening uważam za udany, fajne endorfinki powoli zaczynają buzować. 

Obserwacje: 
- szkoda, że grupy są mieszane i w młodzi nie mają z kim poboksować. Uczestnictwo tej dziewczyny w zajęciach uważam za stratę czasu. Nawet trener nie poświęca jej uwagi, bo laska kompletnie się nie stara. 
- rotacja bioder dużo lepiej, uniki już coraz lepiej - udało mi się kilka ładnych ciosów uniknąć. 

Tomko

Trening 8

Dzień dobry wszystkim w ten piękny i słoneczny dzień :) 

Słoneczko od rana, powietrze chłodne ale suche więc rześkie... 
Szczerze powiedziawszy to z motywacją dziś było średnio, ale w końcu zwlokłem się z łóżka i pojechałem na trening. Szkoda zmarnować dnia w taką pogodę i zostać w łóżku, a i opuszczania treningów nie przewiduję ;) 

Na sali dziś był młody chłopaczek, dwie młode dziewczyny, jakiś duży koleś i ja. Na pierwszy rzut oka myślę sobie - ooo chłop ćwiczy długo, widać po nim. Ale dobrze, wezmę gościa do pary i przynajmniej poboksuję. Cóż to była za niewiedza co się później stanie... 

Rozgrzeweczka standard, trucht z wymachami, bieg bokserski, zamiast jebanej skakanki pajacyki, czyli lajt. W parach dziś ćwiczyliśmy kombinację ciosów, np. lewy prosty + prawy prosty + unik + lewy sierp na wątrobę. Później było bardziej skomplikowanie aż do etapu gdzie wymienialiśmy się ciosami bez przerwy, tj prawy hak + lewy sierp + unik + prawy prosty + dwa uniki rotacyjne w obie strony + lewy sierp + prawy prosty w przeponę. Zajęcia robią się coraz trudniejsze i dobrze. Zaczęliśmy ćwiczyć i... lampa! Otrząsnąłem się i gość do mnie "musisz trzymać gardę, jeszcze raz". No to jedziemy jeszcze raz - tym razem już lepiej, ale podczas ciosu na wątrobę opuszczam gardę odruchowo zamiast skulić brzuch i... lampa! Później haki na podbródek, lewy + prawy sierp, unik i... lampa! Nosz kurwa :D No to w końcu wziąłem się za siebie i trzymam gardę, ale koleś wyprowadzał tak mocne ciosy, że czułem palce w rękawicy jak się obijają o czoło. Zauważyłem też, że pod gradem ciosów zamiast trzymać gardę przyjmuję chujową pozycję pancernego żółwia i zaczynam mrużyć oczy... Straszny błąd i już wynikający chyba ze starości. Pewnie młodzikiem gdybym był to miałbym w dupie, że mój mózg odbija się jak kangurek w czaszce ;) 

Pod koniec treningu odrobinę lepiej, zacząłem przyjmować ciosy na przedramię i łokieć zamiast na wątrobę. Cóż no - trafiłem na kolesia, który trenuje boks 2 lata już. Coś tam mnie na początku przeprosił za tą lampę, ale powiedziałem, że szybciej się nauczę trzymać rękawice wysoko ;) Uśmialiśmy się, że fakt - najszybsza metoda nauki prawidłowej gardy. 

Rock, chyba za bardzo wziąłem sobie do siebie twoje rady...

rocky-balboa-motivational-quotes-art-sil


Obserwacje:
- Nogi i praca bioder - wciąż gdzieś uciekają, tracę równowagę po serii ciosów z dystansu.
- Garda wyżej - ochraniać głowę i żebra. 
- Chyba tak jak ze ścianką wspinaczkową - dopóki ci się palce nie ześlizgną, nie odpadniesz i lina cię nie szarpnie - zawsze będziesz się bał. Dopóki nie dostanę czystej lampy przez mrużenie oczu, zawsze będę je mrużył ;) 

- Wiadro Metafenu, Ibuprom i można spędzać dalej Sobotę :P 

Pozdrawiam i miłego weekendu!

Tomko

Trening 7(8)

Stało się. Upadłem po raz pierwszy. Z racji imprezy weekendowej gdzie przyjechał mój brat z dziewczyną nastąpiło popuszczenie zwieracza i cały mój zapał poszedł się jebać :( Opuściłem Sobotni trening. Chociaż tyle, że zrekompensowałem sobie go basenem, ale moralniak pozostał... 

No ale dziś mamy Wtorek i powrót do trenowania :) Powiem wam, że przerwa robi swoje - dziś na rozgrzewce płuca mi nie wydalały (@self-aware jebana skakanka - nosz odbiera mi całą radość z trenowania!). Los mnie chyba pokarał tym lenistwem bo wybiłem sobie palec już na rozgrzewce. I to ten jebany, który miałem wybity już x razy - prawy palec serdeczny. Krzywy już jak świński fiut a tu jeszcze dziś mu dołożyłem. Teraz tak - @Miodożerny pisałem wcześniej, że nie ma opcji żeby sobie zrobić kuku na palcach i nadgarstkach. Otóż chyba trochę na wyrost. Można przy rozgrzewce - wybiłem palec przy truchcie B z dotykaniem naprzeciwlegle palce-pięty. No więc sobie zacząłem ładnie skakać i nabiłem piętą na wyprostowany palec. Usłyszałem tylko stuknięcie i ukłucie i już wiedziałem, że kurwa mam po satysfakcji z treningu i następny miesiąc będzie napierdalał. Trzeba bardzo uważać na to! Najlepiej chyba zgiąć palce lub zacisnąć w pięści i starać się nie stukać nimi o pięty. Zjebane ćwiczenie w ogóle - nic nie rozciągą... Kurwa mać :angry:

No w każdym razie. Dziś były kombinacje ciosów, ale już bardziej w zwarciu. Był też w końcu po raz pierwszy sparring z partnerem. Wymiany - najpierw po jednym ciosie, potem po dwa a potem po 3. Cóż mogę rzec - chyba czas się wziąć kurwa za gardę i koncentrację, bo nie mogę z każdego treningu wracać z obolałą głową jak właśnie w tym momencie :) 

Podsumowanie: 
- wybity palec środkowy,
- refleks i garda dziś słabo (nie wyspałem się dziś) co zaskutkowało obitym ryjem,
- poza tym OK :) 

Tomko

Trening 6

Cóż - pogoda wraca na tory z pierwszych treningów - dyszsz i jeszcze raz dyszcz. No ale napierdalać trzeba. Wpierdol agresorom w przyszłości sam się nie spuści.

Skuszony Sobotnim treningiem pognałem dzisiaj z motywacją. A jaki trener dziś był? Ano ten młody chłopak, którego miałem na pierwszych zajęciach. Myślę sobie - no cool, przynajmniej znajome twarze są. Dwóch dużych chłopa i dwóch mniejszych chłopaczków. "Przynajmniej żadnych dziewczynek co to bym się bał bić to sobie ponapierdalamy".

I co? Rozgrzewka taka, że zachciało mi się rzygać niedzielnym obiadem. Trzy, TRZY kur.a rundy skakanki po 2 minuty non-stop. To już nawet nie łydki mnie bolały tylko cała dupa!

Trening właściwy to kombinacje ciosów jak zwykle, z tym że z użyciem nóg i moja od dziś ulubiona kombinacja - lewy prosty + prawy prosty w brzuch z przykucem i lewy sierp w szczękę z wybicia. Petarda! Poboksowaliśmy trochę, co zestaw ciosów to 10 pompek + 10 przysiadów. Na koniec worki - 3 rundy po 3 minuty boksowania non-stop w dowolnych kombinacjach ciosów. Zajebiste ćwiczenie, szły mi konkretne petardy. Moja ulubiona kombinacja siada na worek aż haki zrywa :D

Na koniec kurwa przegięcie - minuta truchtu i później: pompki 10sek, grzbiety 10sek, brzuchy 10sek. Wszystko po 3x. Ja pier.... Wyszliśmy mokrzy, na chwiejnych nogach i rękach. Nie mogłem podłubać sobie nawet w nosie. Musiałem oprzeć łokieć o umywalkę i nadziać się na mały palec :D

Treningi jak narazie Wt/Sob. Do tego dokładam basen Czw/Niedz. Dlaczego tak? Miałem ostatnio mocne kłucia w szyji. Poszedłem na basen w Czwartek, 45min pływania i co? Ból ustąpił w 80%. Szyja, ścięgna, mięśnie - wszystko się rozciąga elegancko.

Obserwacje:
- wykminiam powoli, że nie ma za dużej ciągłości zajęć. Trzeba skupić się nad doskonaleniem techniki samemu,
- dziś mimo iż kondycyjnie kaplica to z ciosami na worek była petarda i wchuj zabawy,

- dodaję 2x basen w tygodniu na podniesienie wydolności płuc i rozciąganie między treningami,
- dziś dwóch kolesi z hali kontemplowało moją furkę na parkingu. Podpytali, skomplementowali, byli w lekkim szoku tego co pod maską. Ahh jak dobrze być czasem próżnym :D

Pozdro wszystkim i...

winteriscoming.jpg

Tomko

Trening 5

Dziś wpadłem na Sobotni trening, gdyż uznałem, że czas między Wtorkiem a Czwartkiem to za krótki czas na regenerację, natomiast między Czwartkiem a Wtorkiem to znów za długo. W czwartek postanowiłem popływać, żeby rozciągnąć ciało co było... zajebiste! Kłucie w szyji przechodzi do tego godzinka na basenie tak podbiła mi libido, że aż byłem w szoku. Była tylko jedna samiczka na basenie, ale gdy przechodziła to musiałem kryć się pod wodą z namiotem :D Co jak co - wpisuję basen w regularne treningi.

Rano byłem tylko ja i młody chłopaczek, który powiedział, że trenuje boks już jakiś rok. Trener wpadł i otworzył drzwi jako, że nie było zajęć dziś przed 10 rano. Weszliśmy na salę, za chwilę zaczęły się zbierać osoby. Ciekawe, że dziś był ten trener co daje mi taki niemiłosierny wycisk. Ciekaw byłem, czy to moja kondycja czy to zasługa trenera, że tak gładko mi ostatnio poszło. Jednak to zasługa trenera :D

Była nas dziś piątka na sali także prawie jak trening personalny :) Jeden koleś z tego co obserwowałem i z tego co rozmawiali trenuje coś innego oprócz boksu, pomijając fakt, że wygląda jak Różal, to miał problemy z koncentracją. Może boks to też dla niego nowość? Dziś poćwiczyliśmy w zwarciu, ciosy proste, kombinacje i jako nowość ciosy na gardę. Także, już jakaś forma kontaktu jest. Na sam koniec mordercza skakanka i brzuchy. Zobaczymy za tydzień jak pójdzie mi Wt/Sob, jak organizm zareaguje. Dziś pomimo zaspania nie było tak źle ;)

Obserwacje:
- słaba rotacja bioder - pracuję nad tym cały czas...
- problem z unikami, muszę wykształcić odruch skłony odpowiedni do wyprowadzonej ręki przeciwnika

Tomko

Trening 4

Mijający weekend jako spontaniczny wyjazd za granicę nie był zbyt sportowym przygotowaniem do dzisiejszego treningu. Pasmo chlania, spania po 4 godziny na najebie, próbowania różnych potraw i różnego rodzaju piwa zebrał czarne chmury nad moją głową. Mimo wszystko pojechałem dziś na treningi chociaż mózg od rana mi już gdzieś tam w tyle głowy gadał: "co będziesz jechał, zregeneruj się a na czwartkowym treningu dasz z siebie więcej!" - "Aha? Taki chuj! Już ja znam te sztuczki". Wizja kaca moralnego działa na mnie jak seks z grubą nieumytą laską - staram się do niego nie dopuścić za wszelką cenę".

Zajechałem pod salę i widzę te dwie młode dziewczyny jak idą żwawo z torbami na trening i jednego chłopaczka jeszcze - znajome twarze. Zaparkowałem furkę, wysiadam i tu słyszę: "Ooo to pan z treningów! Dzień dobry!" - "Dzień dobry, salut!".

Dziś trening z innym trenerem. Rozgrzewka bez skakanki i od razu do założenia rękawic, ochraniaczy i walka z cieniem. Następnie w parach - proste kombinacje ciosów. Naturalnie wymienialiśmy się partnerami (jak ktoś jest swingersem to boks idealny :D ), ale dziś do ćwiczeń doszły uniki i zbijania. Zabawa polegała na zadaniu ciosu na udo lub bark. Kto dostanie cios - robi jedną pompkę. Dobór partnera - dziewczyna się jedna na mnie rzuciła prawie, druga ją za koszulkę szarpnęła. Myślę - "spokojnie, wiem że przystojny ze mnie koleś, ale ze 4lata ci brakuje jeszcze do 16!"

Takie poklepywanie no bo jak z małymi dziewczynami mam ćwiczyć, narobiłem się pompek wchuj. Zmiana partnera - druga doskoczyła pierwsza (no blachary! I niech mi ktoś powie, że auto nie robi roboty :D ). Znów się poklepaliśmy i zmieniłem partnera. W sumie to wszyscy z wszystkimi ćwiczyli dziś więc to mi się podobało. Jest chłopaczek co jak harpagan bije po rękach więc też na nim trochę poćwiczyłem i drugi duży, który był pierwszy raz - z nim też dobrze się boksowało.

Na koniec 2 rundy walki z cieniem po minucie i 4 rundy boksowania w worek jak ostatnio.

Obserwacje:

- dużo lepsza koordynacja nóg z rękami, lepsza rotacja bioder,
- myślę, że ciało zaczyna się w końcu przyzwyczajać do wysiłku, bo zmęczenie jest dużo mniejsze jak ostatnio,
- wątpię, że 3 dni chlania i balang do rana dało mi super moc na trening :D
- nie ukrywam, że kupiłem furkę trochę na podrywy, ale pucate 12latki z wielbłądzim paluchem na legginsach to nie do końca mój target :D

Tomko

Trening 3

Witam wszystkich!

Właśnie wróciłem z trzeciego treningu. Od Wtorku jest paskudna pogoda, ciągły deszcz i niska temperatura demotywuje. Do tego po wtorkowym treningu jeszcze moje płuca nie odzyskały sprawności, wszystko napierdala... Ugrzązłem w korku i już miałem zawracać gdyż nienawidzę się spóźniać (zwłaszcza, gdy jestem nowy w jakiejś grupie), oszukując siebie jak zwykle: "wrócę do domu, wezme kąpielówki i pójdę na basen". Ale pomyślałem od razu o kacu moralnym jaki miałem za każdym razem, kiedy opuszczałem treningi w przeszłości. I wiem co później się dzieje - równia pochyła. Naszedł mnie jednak taki przypływ motywacji - chuj, jadę dalej, przycisnę gaz na prostej, dojadę. Jakiś magicznym cudem korek się trochę przerzedził no i dojechałem na czas - trening się jeszcze nie zaczął.

Wszedłem na salę wtedy kiedy skończyło się Taekwondo. Moje uszy zwróciły się w kierunku podniesionego głosu trenera i taka oto konwersacja:

Trener - (bardzo stanowczo) Proszę panią, proszę pogadać z chłopcami bo naprawdę szkoda mojego i ich czasu.
Madka - Ale o co chodzi?
T - Proszę panią, chłopcy kompletnie nie robią tego co się do nich mówi. Stoją i ze sobą rozmawiają. Inne dzieci kiedy robią skakankę czy kładą się na matę oni nie robią kompletnie nic.
M - Ale proszę zrozumieć, oni mają 5 i 6 lat dopiero.
T - Rozumiem, jednak mamy tu dużo 5 i 6 latków i dzieci ćwiczą i dają z siebie wszystko. Chłopcy są tylko sobą zainteresowani a nie tym co się do nich mówi.
M - Ale to rodzeństwo jest, oni są zżyci ze sobą.
T - Rozumiem, ale tak jak powiedziałem. Takie zajęcia nie mają sensu jeśli nie ćwiczą z resztą grupy, prosze nie tracić mojego czasu i szkoda naprawdę, żeby chłopcy tu się męczyli.
M - (kompletna zmiana z defensywy na ofensywę) Proszę pana, nie podoba mi się ton jakim pan do mnie mówi. Chłopcy będą chodzić na zajęcia.
T - Dobrze, mogą chodzić, ale nie tutaj. Nie ma z nimi kontaktu, robią co chcą, nie słuchają się.
M - A pan w ogóle ma jakieś wykształcenie pedagogiczne? Bo chyba nie sądzę.
T - Tak mam. Między innymi uprawnienia trenerskie do wszystkich grup wiekowych i X lat doświadczenia w sporcie.
M - No chyba nie widzę, skoro nie potrafi pan pięciolatka zmotywować do treningu.
T - (spokojnie, widać stoicką wytrenowaną psychę) Nie mam zamiaru z panią rozmawiać w taki sposób. Proszę porozmawiać z dziećmi albo wypisać ich z zajęć. Sprawdzę to na następnym treningu. Żegnam

Skąd my to kurwa znamy panowie...

Do rzeczy! Rozgrzewka jak ostatnio - trucht, wymachy rąk, pajacyki, bieg bokserski, przeplatanki. Wszystko jednak ze zmienioną częstotliwością i BRAK skakanki! Myślę sobie - zajebiście. Skakanka obnaża moje męskie cycki i brak kondychy.

Przed treningiem właściwym zawiązałem bandaże na dłoniach. Przećwiczyłem to w domu i pomógł mi filmik na yt:

 


Wydaje się to trudne, jednak wcale takie nie jest. Na początku zawiązałem na żywioł więc jedna ręka inaczej, druga inaczej, ale założenie zostało spełnione - usztywnić i wypełnić rękawicę.
Trening właściwy w różnych kombinacjach - jak ostatnio. Cios+cios+unik+cios. Kilka znajomych twarzy - jedna laska, na której stopy się gapiłem w staniku sportowym i cyckami jak dorodne brzoskwinie, jeden koleś i dwie małe co były ostatnio. Dziś było między innymi ćwiczenie na brzuch - ręce splecione za głową i ciosy na brzuch przez 30 sekund. Nie chciałem dziewczyny uszkodzić i ciężko było ją boksować gdy cycki tak fajnie falowały... Uśmiechnięta dziewczyna, przywitała się, podobna trochę do mojej kuzynki tylko ładniejsza i zgrabniejsza...

Kurwa dobra wracam na ziemię! Panna z partnerem przychodzi na trening.

Dziś były ciosy w zwarciu i wydaje mi się, że pierwsze konkrety. Chwila nieuwagi i ciosy leciały na szczęke i na żebra. Taka przymiarka. Więcej zwarcia. Międzyczasie mordercza 1 minuta boksowania w worek gdy partner go unieruchamiał, potem zmiana, potem 2x30sek na koniec 2x15sek. Moje płuca ochujały i nie wiedziały gdzie rozdysponować tlen.

Na koniec treningu co? Skakanka! Kurwaaaaaaa. Skakanka i bieg bokserski potem znów skakanka i znów bieg... Końcówka to jak zwykle brzuchy w różnych kombinacjach.

Podsumowanie:
- trochę lepiej z gardą, ręce częściej wracają,

- organizm trochę lepiej reaguje po treningu, nie jestem taki przyćmiony jak po dwóch ostatnich,
- wciąż jestem często poprawianą osobą i pierdolą mi się ręce+nogi,
- problemy z koncentracją najprawdopodobniej spowodowane nieużywaniem mózgu,

- podświadomy strach przed zwarciem.

 

Tomko

Trening 2

Wczoraj był ładny, słoneczny dzień i poszedłem kupić rękawice i bandaże - podstawowy sprzęt na treningi. Zapytałem o rękawice do sparringów w okolicach 10-12OZ (uncji) - takie mi doradzili w klubie. Pan pokazał co ma - skóra lub pseudo-skóra. Ponieważ nie wiem jeszcze czy sport mi siądzie, wziąłem tańsze z pseudo-skóry. Wychodząc gość tylko rzucił, żebym nie używał ich na worku bo się w końcu rozpadną. "Jak to kurwa nie na worku? To na czym mam używać?". No prosił pan o sparringowe. Na worek są mniejsze do MMA - idealnie się nadają na worek i na treningi MMA. Oczy mi się zaświeciły jak ukraińce na podróbkę rolexa i kupiłem i te - skórzane, porządne rękawice do MMA.

Dziś na trening przyjechałem w deszczu, przebrałem się. Trener był inny niż ostatnio. Nowe twarze, kilku chłopaków i jakieś bardzo młode dziewczyny. Jak widać wszyscy chcą spróbować - że też ja nie byłem taki ciekawy świata jak byłem mały...

Pokazałem mu rękawice i spytałem, czy dobre. Popatrzył na mnie dziwnie i powiedział, że to 10OZ - tutaj takich do sparringów nie używają - minimum 14OZ (większe poduchy, większa amortyzacja, ale też dużo cięższe). Na worek i pady jednak będą w sam raz. Na moje pytanie czy oddać i wymienić na większe odpowiedział: spokojnie, zanim dojdziesz do sparringów to jeszcze ci się 5x rozpierdolą rękawice :). I to jest kurwa konkret!

Zaczęło się od tej samej rozgrzewki jednak zamiast 2 minut skakanki - 1 minuta skakanki + 1 minuta pajacyków. I znów myślałem, że wypluję płuca - nosz kurwa gorzej niż po pierwszym treningu! Ale jako, że mając rękawice byłem już pełnoprawnym bokserem amatorem zacząłem ćwiczyć z chłopakami w parach.

Kombinacje ciosów - kolejno mieliśmy uderzać w rękawice przeciwnika z różnymi kombinacjami - podstawy. Np. lewy prosty + prawy sierpowy. Prawy hak + lewy prosty + prawy sierpowy. Prawy hak + lewy prosty + prawy sierpowy + unik + blok. W Mortal Kombat kombosy wyglądały dużo prościej i efektowniej... Później mieliśmy serię ciosów przy workach - 50 podwójnych ciosów (lewy + prawy), potem 40, 30, 20... Następnie lewy prosty + lewy sierpowy + prawy prosty itp. Na sam koniec oczywiście brzuszki w różnych kombinacjach.

Jakie wrażenia po drugim treningu? Poszedłem do kibla i prawie wlazłem we framugę. Wymordowany, zamroczony, było gorzej niż po pierwszym. Z nóg i pleców się lało, skronie pulsowały, serce waliło, ale... żyłem! Usiadłem na ławce, wziałem kilka oddechów, ubrałem bluzę, pożegnałem się ładnie i poszedłem do auta. Wsiadłem do niego i w 5sek kurwa zaparowało wszystko - WSZYSTKO. Klima na full i jakoś mi się udało ogarnąc samochód, jednak czułem jak moje oczy parują jak Yellowstone. A że w moim aucie klimy nie da się puścić na okulary i szybę jednocześnie to kręciłem gałką jak sutkami mojej byłej. W domu zdjąłem koszulkę, która była cała mokra - autentycznie nigdy, NIGDY jeszcze tak mokrej koszulki nie mialem po treningu. Nawet po moim podgrygach na crossficie. "I to jest konkret cardio" - pomyślałem.

Jutro pójdę na basen, żeby troche rozciągnąć mięśnie i ścięgna, rozćwiczyć się. Czuję, że szyja mnie znów kłuje - trzeba to rozpływać.

Problemy, które się ujawniły po drugim treningu:

- biodra, biodra i jeszcze raz biodra - za mało rotacji, zbyt spięte,
- przenoszenie ciężaru już trochę lepiej, ale krok wciąż sztywny (hehe),
- problem z ogarnięciem rąk i nóg w bliskim dystansie,
- bylejakość ciosów, za duża odległość do przeciwnika.

Aha - dla zainteresowanych - trening w moim klubie trwa około godziny, może kilka minut dłużej. Zapewniam jednak - jest to ostre danie po piździe. Odpoczynek? Spoko - 10 przysiadów, 10 pompek :)

Tomko

Trening 1

Do plecaka zapakowałem krótkie spodenki, koszulkę do biegania w której wyglądałem jak plażowy pedzio (naturalnie z czasów gdy chodziłem na siłownię i ładnie na mnie leżała) i pojechałem na trening. Po przebraniu się w szatni i przywitaniu ze wszystkimi poszedłem się rozciągać. Było kilku chłopaków i trzy dziewczyny, każdy z nich miał rękawice - to nie był ich pierwszy trening. Wszyscy byli boso, tylko ja miałem buty. "Nie patrz laskom na stopy i na ich dupy w legginsach. Nie patrz! Przyjdzie i na to czas!!!"

Zaczęliśmy od rozgrzewki. Trucht dookoła sali z różnymi kombinacjami - przeplatanki piłkarskie, wymachy rękami, obroty głową. Ciężko było z koordynacja, trochę biegałem jak paralityk machając głową na boki - myślę, że to błędnik. Brak ćwiczeń i jakiegokolwiek dynamicznego ruchu sprawił, że ten się rozleniwił... Doszła później do tego skakanka. 2 minuty skakanki, później wymachy ramion, później znów 2 minuty skakanki, wymachy, rozciągnięcia mięśni nóg i nadgarstków.

Po rozgrzewce myślałem, że wypluję płuca. Jeszcze właściwy trening sie nie zaczął a ja już zacząłem powłóczyć nogami. To był znak, że moja kondycja jest w opłakanym stanie. I mimo iż potrafiłbym przebiec 5km bez większych problemów to na krótki i intensywny wysiłek - leżę.

Jako, że tylko ja byłem pierwszy raz na treningu, ustawiony zostałem przed lustro podczas gdy reszta ćwiczyła w parach. Trener pokazał mi podstawy - pozycję bokserską, ciosy proste, kroki w przód i tył, sierpowe i haki oraz gardę. Po więcej informacji odsyłam do tematu naszego brata @colossus, który długo trenował boks i tworzy poradnik o tym właśnie sporcie.


Po około 30minutach intensywnego machania rękami, zmian nóg, kroków przed lustrem, dostałem na pierwszy raz klubowe rękawice i ćwiczyłem z resztą na worku. Na sam koniec zrobiliśmy rozciąganie mięśni połączone z serią brzuszków na mięśnie skośne i proste, górne i dolne.

Po treningu byłem kompletnie zamroczony. Zmęczenie i hiperwentylacja dała sie we znaki i przyćmiła satysfakcję z treningu. "Całe te bajki o endorfinach można sobie w dupę wsadzić" - pomyślałem. Jednak ten sam efekt miałem po pierwszych razach na siłowni. Wracałem kompletnie zmęczony - tak zmęczony, że aż mi się fujara kurczyła. Jakbym z morza wyszedł. Później jednak było coraz lepiej. Wracałem zmęczony, ale organizm się przyzwyczajał i lekkim krokiem szedłem do domu. Byłem coraz pewniejszy siebie, coraz  bardziej "cocky" (zadziorny), wrócił entuzjazm, wczesne poranki...

Skoro wtedy to było to na pewno wróci do mnie znowu. Nie mogę się tylko poddać na samym początku. Teraz jest czas, gdy niewyćwiczone ciało dostaje srogi wpierdol kondycyjny i zamiast się cieszyć, czuję jakby mi płuca chciało rozsadzić, boli mnie głowa a jaja to chyba się schowały już do podbrzusza... Ono będzie szukać wymówek, że ból, że to niezdrowe, że klatka boli... I chuj - masz ty kurwa spasiona kupo sadła! Żryj gruz i cierp za te miesiące wpierdalania fast-foodów!

Problemy, które się ujawniły po pierwszym treningu:
- przenoszenie masy ciała podczas wyprowadzania ciosu,
- spięte pośladki, spięta postawa ciała w kroku bokserskim,

- kondycja mniej niż 0

Tomko

Prolog

Obniżony poziom teścia oraz samoocena, kompletny brak agresji jak i również przeciwstawnych emocji, pochylona postawa, unikające spojrzenie... To ja ostatnimi czasy. Od dawna chodziły za mną różne sporty, które chciałbym zacząć uprawiać włącznie z krav-magą. Chciałbym... No właśnie - u mnie zawsze ze wszystkim kończy się na chceniu. Słomiany zapał to moja największa Pięta achillesowa choć mam nadzieję, że teraz będzie inaczej chociaż początek rysuje się naprawdę ciężko... Kiedyś ćwiczyłem trochę na siłowni, ale po max trzech miesiącach mnie nudziła. Na początku tamtego roku zamieszkałem w kompletnie syfiastym mieszkaniu, wynajmowałem mały pokoik. Kiedy usiadłem ze swoimi rzeczami praktycznie się rozkleiłem bo wiedziałem, że to będzie ciężkie 4 miesiące. Zapisałem się na siłownię i basen, żeby jak najmniej bywać w mieszkaniu. Wracałem o 22 po pracy i treningu, robiłem sobie lunch na następny dzień i bez życia padałem jak mucha około północy, żeby znów wstać o 7 rano i tak w kółko przez 4 miesiące. Efekty? 12kilo sadła przerobione na mięśnie, męskie cycki znikały, czułem się dużo lepiej i pewniej mimo iż byłem na ciągłej redukcji więc libido minimalne. Jednak gdy wtedy uprawiałem seks z dziewczyną, to wszystko wydawało mi się... cholernie podniecające. Po prostu byłem pewny siebie, dominowałem i to libido gdzieś poszło w kąt - nie było ważne. Koszty tego były zbyt duże - brak jakiegokolwiek relaksu czy życia towarzyskiego. Taka cena gdy robi się wszystko po łebkach i na zasadzie "ryż + kurczak" a nie na podstawie stopniowej zmiany trybu życia.

Czemu o tym piszę? Przeprowadziłem się gdzie indziej, doszła akceptacja ze strony mojej dziewczyny tych kilku kilogramów, które wolno acz przybywały, straciłem czujność z własnej winy. Rezultat? Wróciło owe 12kg z powrotem, kondycja spadła do tragicznego poziomu. Jednak pamiętam na co mnie stać i wiem, jak moje ciało wygląda bez tłuszczu - chcę tego z powrotem a do tego chcę podwójnego pożytku - zrzucić fat, nabrać krzepy i pewności siebie, koncentracji, którą dają sztuki walki.

Do rzeczy. Za bratem @self-aware i jego tematem a także po komentarzach od @colossus spiąłem dupę i w końcu powiedziałem sobie - "kurwa mać gościu, nie możesz być taką pizdą - weź się za siebie. Get tought or die trying!".


Wsiadłem do auta i podjechałem od razu do klubu sztuk walki w moim mieście. Chłopaków już słyszałem z dużej odległości, odgłosy maty... Wszedłem do środka i od razu inni zawodnicy zbili ze mną grabę - ci co wchodzili i ci co już tam byli. Podszedł do mnie, jak mniemam, założyciel klubu - dość znany bokser z wieloma sukcesami i spytał w czym może pomóc. Powiedziałem, że jestem kompletnym laikiem i chętnie bym coś ze sobą zrobił. Zaproponował boks na początek, ale jeśli nie spodoba mi się, mogę spróbować wszystkiego gdyż oferują tylko karnety open na wszystkie dyscypliny. Mogę chodzić na co tylko chcę. Zajęcia z boksu są we Wtorki i Czwartki. Spięły mi się zwieracze gdyż była Środa. Pomyślałem jednak - chuj, raz kozie śmierć i jak postanowiłem to nie będę szukał wymówek. Całe życie spędziłem na wymówkach...

- No to do jutra. Narazie!

- Do zobaczenia jutro.

Na mojej ścianie w pokoju w antyramie wisi plakat, ze sceną z Rocky'ego gdy stoi na schodach przed muzeum w Filadelfii. Miałem go ze sobą za granicą, gdyż jestem fanem całej serii i Sylvestra Stallone. Uwielbiam soundtrack Billa Conti do tego filmu, gdy biegałem i ćwiczyłem często w słuchawkach leciał utwór "War". Gdy wychodziłem na spacer wieczorami, w melancholijny nastrój wprowadzał mnie "Philadelphia Morning". Gdy szedłem na trudny egzamin na studiach w mojej głowie rozpierdol robił "Training Montage". Uważam, że to prawdziwy film o życiu i walce o swoje, pokonywaniu siebie i przeciwności. Nawet z dziewczyną go oglądałem i jej też się bardzo podobało. Nie mogłem go zostawić za sobą więc starannie zapakowałem antyramę razem z plakatem, owinąłem folią bombelkową i wysłałem do Polski gdy wracałem. Przedwczoraj powiesiłem go na ścianie w pokoju. Zajmuje koronne miejsce.

Teraz mam szansę, żeby zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi!
MPW-114094

 

×